Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46)

02.08.14, 18:36
Dzieeen dobry :)

A sie zapomnialam! Znowu ;)

Ale juz jest nowy watek na nowy miesiac, tamten calkiem zgrabnie wyszedl, jak na mizerie telewizyjna, zobaczymy, jak bedzie w sierpniu. Ja bardziej bede Was podczytywala niz pisala w pierwszej polowie, a i to nie wiadomo, gdyz poniewaz wybieram sie na wakacje :)))

Dzis bylam w kinie na "Samolotach 2", a po powrocie na pewno pojde na "Straznikow Galaktyki", o ktorych na razie slyszalam same dobre opinie, wrecz, ze to najlepszy z dotychczasowych filmow Marvela, w co mi sie nie chce wierzyc ;) Angazetko - widzialas? Zamierzasz?
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - sierpien 02.08.14, 18:50
      no to lecimy tradycyjnie z KK (mam nadzieje, ze od wrzesnia bedzie duuuzo lepiej niz w wakacje)

      7.08 - "Ojciec ludu" - brazylijska komedia (?!) z 2010 r.

      14.08 - w tvp 2 rzadza lekkoatletyczne mistrzostwa Europy - KK nie bedzie, bedzie o 23 "Uwiklanie" ;)

      21.08 - "4 miesiace, 3 tygodnie i 2 dni" zdaje sie, ze powtorka

      28.08 - KK brak, bedzie "Trzynasty wojownik"

      oj, marny ten sierpien, marny
      • grek.grek Re: KK - sierpien 03.08.14, 16:56
        "4 miesiące..." nonstop leci na Kulturze. bardzo dobry film, o ile ktoś nie ogląda za każdym razem, kiedy pokazują, heh.

        nie wyjaśnili dotąd dlaczego "Jestem Bogiem" wyskoczyło z ramówki.
        gdzieś coś czytałem o jakichś problemach z dystrybutorem, przez co istnieją jakieś obostrzenia przy zakupie i emisji tego filmu, ale : co, jak, gdzie - zupełnie wyleciało mi z głowy, a jako żywo nie zaznaczyłem strony, z której te informacje mnie dopadły. może Ty/Wy coś wiecie ?
    • grek.grek "Wall Street" [1987] [1] 03.08.14, 12:48
      Reżyseria Oliver Stone, Oscar i Złoty Glob[1988] dla Michaela Douglasa. Film, który swoją diagnozą kapitalizmu amerykańskiego wyprzedził epokę, przewidział to co stało się w początkach XXI wieku i trwa do dzisiaj, a czego dalekosiężne ostateczne skutki są wręcz nie do oszacowania. Co ciekawe, w momencie pojawienia się go na ekranach, krytycyzm w jaki Stone wyposażył swój film zadziałał kompletnie odwrotnie - w postaci Gordona Gekko, granej przez Douglada, wielu dostrzegło wzór i inspirację, a nie przestrogę. Tak to bywa.

      Gdybyście znaleźli czas i chęć :
      www.efilmy.net/film,5399,Wall-Street-1987-Lektor-PL.html
      Bud Fox [grany przez Charliego Sheena] pracuje jako prosty makler na Wall Street. Scena otwierająca pokazuje go, jako jednego z tysięcy bezimiennych pracowników tej maszynerii. Świt, jazda do pracy w zatłoczonym metrze, w windzie jak w beczce śledzi. niczym w "Metropolis" szeregi ludzkie w zgodnym rytmie zmierzające do swoich obowiązków. A na miejscu - oczekiwanie na otwarcie giełdy, a potem to już.... znacie te obrazki z pracy giełdy : elektroniczne tablice z rzędami i słupkami cyferek, hałas, wrzaski, bieganina, urywające się telefony, spekulacje co kupić, za ile, kiedy i jak sprzedać, ciągły napór informacji które trzeba przetworzyć w try miga i podjąć na ich podstawie decyzje o wartości grubych tysięcy, a moze i -setek tysięcy dolarów.

      Po pracy Bud wraca do swojego małego mieszkania w mało prestiżowej dzielnicy, zawalonego papierami, w którym bywa raczej rzadko, bo głównie pracuje. A po pracy odwiedza ojca [gra go znakomicie Martin Sheen, ojciec Charlie'ego jak wiecie] - zaangażowanwego związkowca i prostego pracownika firmy lotniczej Bluestar, która akuratnie ma problemy z ciągłością finansową, co niepokoi poczciwego staruszka. Ojciec nie rozumie, jakim trafem Bud zarabiając 50 tys nie spłacił dotąd pożyczki zaciągniętej przez rodzinę na jego szkołę, jak to jest że ciągle musi od ojca wygrzebywać drobniaki na jakies wydatki. Gdzie ta kasa ? BUd tłumaczy mu, że na Manhattanie wszystko jest droższe. Ojciec na to : więc rzuć to w cholerę, wracaj do domu, mieszkaj za darmo. Ale to nie dla Buda. On ma szklane domy w głowie.

      Pan Fox jest dobrym maklerem, ale takich jak on są setki. Nie wyróznia się niczym, a chciałby. Jego marzeniem jest pójśc wyżej w hierarchii. Takich którzy całe życie przepracowali przy biureczku firmy Jackson COśtam - jest cała masa. Jednego z nich widuje codziennie, bo siedzi dwa krzesła dalej. Wegetacja bez ambicji. Kariera, która nigdy nie doznała rozwoju. Swoiste memento dla Buda.

      A żeby pójśc wyżej musi się zaczepić w lidze najlepszych zawodników robiących interesy na miliony, setki milionów dolarów. A takim kimś jest Gordon Gekko, legenda branży. Bud od dwóch miesięcy stara się o spotkanie z tym człowiekiem. TEraz zależy mu tym bardziej, że w swojej niesatysfakcjonującej pracy doznaje porażki, po jednej z nieudanych transakcji musi zwrócić klientowi jakieś pieniądze, a że nie ma, to pożycza od ojca, od kolegów. Tak się nie da żyć.

      Moment jest świetny. W kalendarzu Bud ma zapisane że Gekko właśnie obchodzi urodziny. Idzie więc do jego biura z prezentem, paczką kubańskich cygar. Czeka 3 godziny, ale w końcu zostaje wpuszczony na 5-minutową audiencję.

      Inny świat - wielkie biuro, oszkolone okna zamiast ścian, panorama Nowego Jorku, przyciemnione miło dla oka... W środku Gordon [naprawdę ponadczasowy w tej roli Michael Douglas] i jego zaufani ludzie. I od razu Bud może zobaczyć mistrza w akcji, bo Gekko akuratnie przez telefon załatwia jakiś dil - szybko kalkuluje, decyduje, niezachwianie wierzy w swoją rację, emanuje wręcz pewnością siebie, popędza, mówi językiem wojny. NIe wierzy w nic poza własnym rozumowaniem i instynktem. Może to cecha wielu maklerów i finansistów, ale róznica między nimi, a Gekko polega na tym, że Gekko robi biznesy za setki milionów, a oni za paręset tysięcy.

      Gekko jest elokwentny, gładki w obejściu, doskonale ubrany w najlepsze garnitury, ale jednocześnie z wilczym uśmiechem i stawiającym sprawy konkretnie - "Doceniam, że od 59 dni chcesz się ze mną widzieć, doceniam twoją wytrwałośc, ale interesuje mnie : co dla mnie masz ?", zagaja. Nie obchodzą go komplementy od zestresowanego Buda. INFORMACJA - to jest towar najcenniejszy. Informacja, najlepiej o biznesie, o dilu, o pieniędzach do zrobienia - "MÓj pierwszy biznes, kupno a potem sprzedaż za 800 tys dolarów nieruchomości - to było lepsze niż seks", powie później Gekko. To jest gracz. Nowoczesny wojownik na nowczesnym polu bitwy. Nie bez kozery cytuje "Sztukę wojny" Suna Ziego - "[Ja nie gram w rzutki ani strzałki... ja idę zawsze na pewniaka] Każda bitwa jest wygrana przed jej rozpoczęciem", to jego ulubiony cytat i może nawet motto jego taktyki.

      www.youtube.com/watch?v=rCV0srlnQkE
      Wydaje się, że Bud nie ma nic "o czym [Gordon] nie wie" i jego szansa mija bezpowrotnie, kiedy nagle przypomina sobie o tym, co mówił mu ojciec o kłopotach w Bluestar. Podpowiada parę danych Gekko, co Gordon przyjmuje z ostrożnym zaciekawieniem. Właśnie dil, który dopinał przez telefon wychodzi pomyślnie, więc dochodzi do tego doza przychylności dyktowanej dobrym samopoczuciem i Gekko wkrótce zaczyna się kręcić wokół akcji tej firmy. Bud oczywiście widzi, że akcje Bluestar schodzą, wie zatem, że Gekko wszedł w to, skacze z radości. Wie, że właśnie wkupił się wstępnie w łaski "naprawdę grubej ryby".

      Gekko zaprasza go do najwyższej klasy restauracji, gdzie sama elyta, daje pierwszy czek - Budowi aż tchu brakuje, gdy widzi na jaką sumę opiewa; instruuje żeby się zaczął dostatniej ubierać, a także podsyła inwestorów a'la blondynka Lisa, która z Budem załatwia interesy na tylnym siedzeniu limuzyny. GRają razem w squasha, gdzie Gekko dyktuje takie tempo, że Bud wymięka. A do jedzenia zamawia Budowi... tatara :]

      I ostrzega "NIe znoszę strat. Straty psują mi dzień. Dopóki nie będziesz przyczyniał się do strat, dopóty wszystko będzie dobrze" - u Gekko panuje system zero-jedynkowy : albo wygrywasz i grasz dla mnie, albo przegrywasz i przestajesz dla mnie pracować.

      cdn









      • grek.grek "Wall Street" [1987] [2] 03.08.14, 13:27
        "Chcesz przyjaciela - kup sobie psa", kolejny bon mot Gekko. "Miłość ? TO fikcja, którą ludzie wymyślili aby nie wyskoczyć oknem". Ta branża uznaje tylko interesy, nie ma miejsca na sentymenty, a jesli chcesz wygrywać, to i prywatnie musisz zrezygnować z wiary w wyobrażenia. NIe ten typ środowiska naturalnego. W ustach kogoś innego niż Gekko, brzmiałoby to pewnie inaczej - ale mamy do czynienia z doskonale prezentującym się gościem, który mieszka w pięknej chałupie nad oceanem, rano spaceruje po plaży, ale też ma żonę, syna, czyli rodzinną stablizację; przyjmuje zasobnych portfelowo gości, a doskonale, ze smakiem urządzony dom obwieszony ma malarstwem wartym miliony zielonych. Na rynku obrotu sztuką Gekko czuje się równie dobrze jak na giełdzie, chociaż bardziej traktuje to jako swoje hobby. Kupuje jakieś anonimowe płótna, potem kreuje sztucznie popyt na nie i sprzedaje z wielokrotnym zyskiem. Ten rynek działa według podobnych zasad, co każdy inny.

        BUd zaczyna u Gekko jako zdobywca informacji. Po swojej pierwszej pomyłce u boku Gekko - jest to jedyna szansa, by ratować dopiero co uzyskaną pozycję, nie spaść ze schodów, na które z takim mozołem się wdrapał. "Zamiast znosić mi informacje, zacznije je zdobywać !", powiada Gekko i zleca mu śledzenie pewnego angielskiego biznesmena, któremu chce pokrzyżować plany giełdowe. Bud jeździ więc za nim motorem, chodzi, łazi, a o każdym kroku Anglika informuje Gekko. W ten sposób stary wyga Gordon przewiduje jaki ruch giełdowy wykona Anglik. I skutecznie go wyprzedza, skupując akcje firmy, na którą chrapkę miał konkurent. TO taki rewanż, kiedyś bowiem Anglik wyślizgał w jakimś biznesie Gekko.

        Anglik zjawia się wieczorową porą u Gordona w domu. Jest tam eleganckie przyjęcie. Jest tam też Bud, który przywiózł jakieś informacje, a Gekko zaprosił go do środka. I Bud jest świadkiem jak w bezpośredniej rozmowie Gordon godzi się odsprzedać to, co kupił Anglikowi i zarabia na tym krocie. Anglik się denerwuje, Anglik grozi że puści Gekko z torbami, bo taki z niego bogacz, a na końcu i tak zgadza się na warunki Gordona. Znów Gekko wygrywa. Te akcje i tak musiałby sprzedać, bo same w sobie są dla niego nic niewarte. Kupił je, bo wiedział, że Anglikowi tak bardzo zależy, że je odkupi i zapłaci tyle ile Gekko podytkuje, w granicach ofk rozsądku. Tych niższych ;]

        Jakże z takim Gekko ma konkurować starszawy szef Buda z Jackson COśtam ? Ostrożny, starej daty, bojący się śmiałych decyzji biznesowych i przestrzegający przed nimi swoich młodych pracowników. Jakże daleko mu do Gordona, jakże jest nieatrakcyjny w porównaniu z Gekko. Bud coraz bardziej oddala się od swojego otoczenia. Kiedy widuje się z ojcem - sam go wspomaga gotówką i namawia do zdrowego stylu życia, rzucenia palenia, ubierania się z większą elegancją. Przesiąka zwyczajami i sposobem myślenia Gordona.

        Interesy idą coraz lepiej. Bud po raz pierwszy uczestniczy w dilu giełdowym wg metod Gekko. Zaczyna rozumieć system, który zasadza się na tworzeniu i zasilaniu obiegu korzystnych dla własnych planów informacji. Z ręki do ręki, z ucha do ucha, przez "pewne źródła" i "głębokie gardła", od szeregowych maklerów do decydentów po klientów inwestujących pieniądze. Gekko wygrywa, Bud zgarnia swoje prowizje, kasa krązy, gra się toczy. Najważniejsze, że ci którzy wygrywają są coraz bogatsi, a ci którzy przegrywają zawsze mogą sobie odbić to w kolejnym rozdaniu. Jak to wpływa na gospodarkę i tych na dole ? To się dopiero okaże, bo na razie jest słodko i Bud jest w siódmym niebie.

        Gekko namawia go do stworzenia systemu osobistych kont, na które będzie swoje dochody przelewał. Najlepiej na fikcyjne nazwiska. Bud orientuje się że Gekko lubi omijać prawo albo je naginać. Każdy o tym wie, ale Stock Watch, instytucja śledząca uczciwość transakcji giełdowych i spekulantów, choć wychodzi z siebie, nigdy niczego Gekko nie mogła zarzucić. Za cwany jest na to. I ma za dobrych, za dobrze opłacanych, prawników.

        BUd jest tak w niego zapatrzony, że urruchamia w sobie nowe pokłady kreatywności. Najpierw wciąga w lewe interesy swojego kolegę prawnika, ofk za soczyste pieniądze. Aby zdobyć dostęp do poufnych danych, które będą potrzebne Gekko przy następnej transakcji, wchodzi w spółkę z małą firmą sprzątającą biura i jako jej pracownik nocą włamuje się do gabinetu szefa firmy, aby te informacje pozyskać. Kradnie, tak po prostu. Kopiuje, wynosi i znów przyczynia się do sukcesu swojej "druzyny".

        Szansa. Bud z niej korzysta. Kiedy jadą z Gekko ulicą nowojorską, Gordon pokazuje mu stojących obok siebie na światłach kloszarda i jakiegoś garniturowca "Spójrz, róznica między nimi jest taka, że tylko jeden z nich dostał w życiu szansę". Ameryka pełną gębą, gdzie [prawie] każdy dostaje swoje "5 minut" ;]

        Na party u Gekko Bud poznaje Darien [Daryll Hannah]. Miłośniczkę sztuki, inwestorkę i posiadaczkę galerii. Dziewczyna z lepszej półki. Dobrze im się rozmawia, ale Darien nie przyszła sama. Mimo to Bud chce się z nią umówić. Znów wpływ Gekko - nieważne, czy dziewczyna ma męża albo chłopaka, atakuj :]] Najwyżej dostaniesz w dziób ;]] I Darien daje się namówić. MOże dlatego, ze kiedyś była dziewczyną Gordona Gekko, a Bud go zaczyna przypominać w swoim zachowaniu. Gordon, zgodnie ze swoją ulubioną zasadą "Sztuki wojny" pomaga Budowi, ppodając mu informację, że Darien nie jest szczęsliwa w obecnym związku i nie chodzi o pieniądze, bo tych jej chłopak ma pod dostatkiem.

        Bud, za pierwszy milion, kupuje nowe mieszkanie, w lepszej dzielnicy, z widokiem na centrum miasta. Darien pomaga mu je zaaranzować, urządzić, a potem robią wspaniałą kolację, przy świecach i Bachu, po czym konsumują związek. I mimo całego tego szczęścia, Bud staje nocą przy balustradzie swojego nowego mieszkania i pyta cicho "KIm ja właściwie jestem ?". Pierwsze niepokoje. Mieszkanie, dziewczyna wymarzona, konto z sześcioma zerami, ale... czyżby sprzedał swoje ideały i wszystko czego nauczył go ojciec w zamian za rzeczy i standard życia ?

        cdn













      • grek.grek "Wall Street" [1987] [3] 03.08.14, 14:05
        Obrady otwarte w firmie, w której Gordon Gekko ma liczne udziały, stają się areną starcia między zarządem, a samym Gekko. I Gekko miażdzy ten zarząd w sposób spektakularny.

        Najpierw padają zarzuty o to, że spadki akcji tej firmy są jego winą. Na co występuje sam Gekko i wobec setek ludzi na sali wygłasza przemówienie, które weszło do kanonów nie tylko kina :
        www.youtube.com/watch?v=PF_iorX_MAw
        Beszta zarząd, czyli liczną bandę biurokratów, która pierdzi w stołki i zgarnia za to setki milionów rocznie, których nie ma dla pracowników. "Nasza firma papiernicza straciła 110 mln dolarów tylko w ostatnim roku. Podejrzewam, że połowa tej sumy poszła na wymianę liścików między panami z kierownictwa". I dodaje "Ja, Gordon Gekko, stałem za transakcjami, które dla naszej firmy zarobiły 12 miliardów dolarów. Ja wyzwalam przedsiębiorstwa !". I jak tu oponować. Burza braw.

        "Żądza jest dobra. Żądza życia, miłości, wiedzy, pieniędzy - jest słuszna, skuteczna, oddaje ducha dziejów, ewolucji, historii postępu, rozwoju ludzkości. [I ta chciwość ocali nie tylko naszą firmę, ale i inną firmę, której nazwa brzmi Ameryka" - ten cytat, to już klasyk, jak wiecie :]

        Niestety, czas pokazał, ze chciwość wychwalana przez Gekko okazała się kamieniem u szyi gospodarki nie tylko Ameryki, ale i całego zachodniego świata. Właśnie ona, właśnie owo niekontrolowane pragnienie posiadania rzeczy, konsumowania ponad wszelką miarę, życia na kredyt, pociągającego za sobą falę oszustw, pompowanie baniek spekulacyjnych, aż nagle w kasie zabrakło gotówki, a debety osiągnęły kuriozalne wielkości.

        W tym czasie Gekko zaczyna bliżej interesować się Bluestar. FIrmą lotniczą w której pracuje ojciec Buda. Bud tak długo wierci dziurę w brzuchu Gordonowi, aż ten chwyta pomysł. Albo, co jest nie mniej prawdopodobne, Gordon tylko udawał swoje wahania, aby uśpić czujnośc Buda.

        Na zaaranzowanym w biurze Gekko spotkaniu zjawiają się przywódcy związkowi, w tym ojciec BUda, oraz świta Gekko.

        Plan Gordona wygląda prosto : przejęcie udziałów firmy, potem roczne zaciśnięcie pasa przez załogę, aby spłacić długi - tuitaj związkowcy będą musieli przekonać pracowników. Firma musi odsunąć od decyzji tępych kierowników, to warunek sine qua non. Potem wycodzi na prostą dzięki modernizacji, ekspansji i informatyzacji, których plan ma już rozpisany Bud. Po roku Bluestar zostaje prosperującą dobrze jednostką, przynosi zyski, pracownicy dostają podwyżki, a przede wszystkim nikt nie zostaje zwolniony i wszyscy na tym dobrze wychodzą. Gekko tłumaczy to gładko i konkretnie, brzmi świetnie. Pani i pan od związków są zainteresowani bardzo.

        Tylko ojciec Buda nie ufa Gordonowi. Drze projekt umowy. Rzuca na podłogę. Imputuje Gekko, że chodzi mu tylko o pieniądze, nie o dobro ludzi, sugeruje, że dla Gekko nie ma zamiaru pomagać Bluestar w wyjściu na prostą, on chce tylko zrobić biznes. Gordon na to, ze wszyscy na tym dobrze wyjdą. Ale ojciec w to nie wierzy. Wychodzi.

        Wściekły Bud pędzi za nim. Na korytarzu, a potem na ulicy, robi mu awanturę. Kiedy ojciec zwraca mu uwage, ze Gekko go wykorzystuje, Bud odszczekuje, że stary jest frustratem, który nie moze znieśc, ze syn wszedł wyżej od niego na tej drabinie awansu. Na co ojciec spokojnie, że "nigdy nie mierzył sukcesu życiowego zawartością portfela" [i że "nigdy nie sypiał z dziwkami", co jest sugestią, ze nie robił interesów z ludźmi o podejrzanej prowieniencji] na co Bud : "Dlatego, bo nigdy nie miałeś odwagi, by rzucić światu wyzwanie !". I dodaje, że ojczul niczego go nie nauczył, wciskał mu tylko poczciiwe banialuki, nie przygotował go do marzeń na większą skalę. Rozstają sie w gniewie [Bud] i rozczarowaniu [ojciec].

        Kilka dni później, niespodziewanie Charlie dowiaduje się od swojego skorumpowanego prawnika, że drużyna Gekko przystąpiła do planu... sprzedaży Bluestar. Gordon przekonał do tego kierownictwo, za odpowiednie stawki finansowe. Bud sensacyjnie dowiaduje się, że został prezesem BLuestar, więc zaskoczony uczestniczy w obradach tego gremium, który przyklepuje likwidację i rozsprzedanie po kawałku firmy. Pracownicy, w tym ojciec Buda, polecą na bruk.

        Prawda o Gordonie Gekko objawia się przed oczami Buda w pełnej rozciągłości. Od początku nie obchodziło go jakieś wyciąganie Bluestar z zapaści, on po prostu kupił jej akcje, bo zobaczył, że poszczególne fragmenty mają swoją wartośc i jak je sprzedawać pojedynczo go można zarobić nieźle. Mówiąc plastycznie : Gekko kupił ciepłego trupa, aby sprzedawać z niego organy nadające się do użytku, na czym zarobi oczywiście grube miliony. Bud jest wstrząsnięty swoim odkryciem. Wie, że to jego wina. To on podsunął Gekko firmę ojca jako obiekt wart zainteresowania. POdsunął kotu mysz.

        Rozmowa z Gordonem jest dla BUda lekkcją dorosłości i brutalnej prawdy o tym biznesie, w którym chciał być gwiazdą.

        KIedy pyta "Co z ludźmi ? CO z moim ojcem ? MÓwiłeś, że wyjdą na prostą, zarobią..., Gordon rozpoczyna speech : "Chodzi o kasę, zawsze tylko o nią chodzi. Zapmiętaj to sobie. REszta to niestotne szczegóły. Ty zarobisz na tym tak dobrze, że twój ojciec dzięki twoim pieniądzom będzie żył jak król".

        Ale Bud czuje się na tyle wykorzystany i wystawiony, że pyta dalej "ILe jeszcze, Gordon ? ILe jeszcze jachtów ? Kiedy powiesz 'dość' " ? Na co Gekko : "Tu nie o to chodzi. To gra o sumie zero. Porażka lub wygrana. Pieniądze z jednej percepcji przechodzą do drugiej. ILuzja staje się rzeczwistością, a przez to obiektem pożądania".

        I dalej "1 % ludzi posiada połowę bogactwa całej Ameryki. 1/3 pochodzi z pracy, 2/3 z dziedziczenia odsetek akumulowanych dla wdów i zidiociałych synków oRAZ z tego co robię ja : spekulacji na giełdzie i rynku nieruchomości. TO NONSENS !. 90 % populacji Ameryki nie ma żadnej wartości netto. Ja niczego nie wytwarzam, ja POSIADAM. Kreuję zasady tego rynku. BO to wolny rynek, chłopcze. NIe ma demokracji. Jest tylko wolny rynek. Wyciągamy króliki z kapelusza, a ludzie dziwią się : jak oni trop zrobili ? MY zarządzamy wszystkim, mediami, nowinami, danymi, prawdą i kłamstwem, informacjami." Piękny wykład, jakże trafne podsumowanie oblicza kapitalizmu ostatniego ćwierćwiecza, nie tylko w Ameryce.

        Bud słucha tego w milczeniu i zbiera się do wyjścia. Gekko pyta go "Jesteś ze mną ? Muszę to wiedzieć". Po chwili wahania Bud odpowiada "Jestem. Jestem z tobą". I chyba Gordon wierzy, że i tym razem udało mu się Buda obłaskawić i trochę nim wstrząsając - przekonać go do swoich racji.



      • grek.grek "Wall Street" [1987] [4] 03.08.14, 14:33
        www.youtube.com/watch?v=MWIBldeAjMc
        i

        www.youtube.com/watch?v=c2UUSp4bkNs
        Burd jest zdruzgotany, jego świat legł w gruzach, Gordon okazał się bezdusznym draniem, a sam Bud czuje się jak świnia czarna.

        Kiedy Darien wraca do mieszkania, zastaje go przy papierosie i butelce. BUd zwierza się jej z tego, co zaszło. Darien przekonuje go, że Bluestar był trupem i lepiej, żeby kupił go GOrdon i sprzedał kawałkami, bo przynajmniej Bud zarobi na tym. Jesli Bud oczekiwał wsparcia od niej, to się zawiódł. Darien namawia go, żeby nie występował przeciw Gekko. "On mi kiedyś pomógł, jak byłam na dnie. I dzisiaj może mnie zniszczyć, odebrać mi klientów, jak tylko będzie chciał. Z tobą zrobi to samo, jesli staniesz przeciw niemu". Nagle towarzystwo Buda staje się niekomfortowe.

        "Przekonasz się, ze stracić pieniądze, po tym jak się zakosztowało ich posiadania, to gorsza rzecz niż nigdy ich nie mieć", przestrzega go Darien. Bud się rzuca, a Darien wychodzi. Nie chce z nim dalej mieszkań i wiązać się, to niebezpieczne dla niej. Straci wszystko. Pieniądz wygrywa. BUd stawia jej ultimatum : jak wyjdziesz, to nie masz powrotu, ale ona nie zamierza wracać. BUd zostaje sam.

        Dodatkowo spada na niego informacja o zawale jakiego doznał ojciec. Cała rodzina jest w szpitalu. Bud odwiedza staruszka, rozmawiają chwilę, Bud płacze i przeprasza go za wszystko, wyznaje że go kocha, stary - mimo kiepskiej formy - okazuje maksymalne wzruszenie i duka, że jest z niego dumny.

        Co pozostaje Budowi, jak nie spróbować odwrócić biegu zdarzeń. A zatem użyć systemu Gekko przeciw niemu samemu. Podczas kolejnej sesji giełdowej Bud, formalnie ciągle działając w zespole Gordona, używa róznych środków aby wciągnąc Gekko w grę, w której Gordon zostanie pokonany. Tak też się dzieje, ofk kampania ta trwa dobre kilka minut i jest sekwencją wysoce dynamiczną i pełną niezrozumiałych giełdowych zachowań :] Finał jest zaś taki, że wściekły do białości Gekko zostaje w pobitym polu, orientując się w końcowej fazie własnego Waterloo, że to jego uczeń Bud wykolegował go jak złoto, czego zresztą Bud - mają kontakt telefoniczny podczas całej sesji - już nie ukrywa.

        Radość trwa krótko. Następnego dnia w biurze Jackson COśtam, gdzie Bud wciąz oficjalnie pracuje i nawet awansuje w hierarchii, panuje cisza i wszyscy patrzą na Buda zjawiającego się jak co rano w pracy - w jego gabinecie są kontrolerzy ze Stock Watch, z nimi agenci federalni, człowiek z ministerstwa oraz policja. Policja po to,żeby aresztować Buda. A reszta, aby postawić mu zarzuty licznych przekrętów giełdowych. Bud wpada, ale nie wpada Gekko. Po to właśnie Gordon namówił go do założenia własnych kont bankowych. To jedyne co mogło wskazywać na ich powiązania. Wszystko co obciąza Buda nie ma nic wspólnego z Gekko.

        BUd płacze kiedy go wyprowadzają.

        I wreszcie scena, w której spotyka się z Gekko, w Central Parku. Pada deszcz, jest pochmurno, polana jest obszerna i zielona, a Nowy JOrk tonie w szarościach. Gekko bije Buda w twarz, i wyrzuca mu, że dał mu wszystko, pokazał kierunek, dał sukces, a Bud tak po chamsku go wyślizgał. Przy okazji wymienia wszystkie transakcje które wykonali razem. Jak Bud mógł go po tym wszystkim tak wystawić.

        "Dlaczego patrząc na ciebie, czuję że widzę siebie ?", pyta Gekko. Bud podnosząc się z trawy odpowiada : "Nie wiem. Jestem Budem Foxem, nie umiem być tobą. NIe umiem być Gordonem Gekko, chociaż może i chciałem nim być. Umiem być tylko Budem Foxem".

        Rozchodzą się. Bud wprost do tajniaków. Miał pod koszulą mikrofon. Wszystko się nagrało. Gekko zostanie oskarżony [w kontynuacji "Wall Street : money never sleeps" Gekko wychodzi z więzienia, zatem sugestia jest taka, że został posadzony, czego w "Wall Street" nie widać].

        W ostatniej scenie, ojciec i matka odwożą Buda do sądu. Ma tam, najpewniej, zeznawać w procesie przeciw swojemu niedawnemu idolowi. Jest zgaszony jakiś. Ojciec podtrzymuje go na duchu, upewnia w przekonaniu, że podjął dobrą decyzję, że teraz wyprostuje swoje życie. Bud wie, że pójdzie na lata do więzienia, ale przecież kiedyś z niego wyjdzie...

        KOńcowy kadr - kamera ucieka coraz wyżej, pokazując schody gmachu sądu, po których wspina się Bud. Koniec :]

        Ciekawe, ilu z Was dotarło w czytelnictwie do tego momentu ? :] Wszystkim gratuluję i dziękuję :]

        jeszcze trailer :
        www.youtube.com/watch?v=aGXhJ4pKpBM
          • grek.grek Re: "Wall Street" [1987] [4] 03.08.14, 17:09
            dzięki, Barbasiu :]
            najnowsza technika, to samo dobro, hehe. from autokar to forum tv :]

            film jest świetny. tak jak w tej ostatniej Kobrze - jest trochę technikaliów i żargonu giełdowego, za logiką transakcji czynionych przez bohaterów trudno nadążyć czasami, ale nie dominuje on przekazu, ponieważ chodzi przede wszystkim o czytelny konflikt wartości i wyraziście zarysowane postawy oraz dylemety wewnętrzne.

            Bud przypomina nieco Chrisa, bohatera innego filmu Stone'a "Plutonu". też jest młodym idealistą, który w dżungli bezpradonowej walki traci orientację i jest rozdarty pomiędzy wpływami dwóch przeciwstawnych sobie autorytetów. W "Plutonie" są to sierżanci Elias i Barnes, w "Wall Street" ojciec i Gordon Gekko.
            • grek.grek Re: "Wall Street" [1987] [4] 03.08.14, 17:24
              można by dorzucić, że polska wersja "Wall Street", to "Amok" z 98, w reż. Natalii Korynckiej-Gruz, z Mirosławem Baką, Rafałem Maćkowiakiem i Magdaleną Cielecką w głównych rolach.

              ofk, między rozmachem i klasą oryginału, a polskim epigoństwem jest zasadnicza róznica jakościowa w robocie filmowej. na poziomie scenariusza polski naśladowca miał szansę powiedzieć coś ważnego o Polsce tuż po '89 roku, w momencie kiedy szczury wystartowały do sera i rwały co popadnie, a na nowopowstałej giełdzie rosły pierwsze fortuny zdobywane nie zawsze dopuszczalnymi metodami. niestety, scenariusz tego nie akcentuje zbyt mocno. nie tak jak Stone w "Wall Street" opisując adekwatny moment w historii Ameryki.
        • siostra_bronte Re: "Wall Street" [1987] [4] 04.08.14, 16:58
          Dzięki, Greku :)

          Faktycznie, dramaty z życia finansjery nie należą do moich ulubionych tematów filmowych, ale akurat "Wall Street" jest świetnie zrobiony. Widziałam go dosyć dawno, więc z przyjemnością go sobie przypomniałam. Tym bardziej, że z perspektywy czasu widać jak wiele w nim było prawdy.

          Szkoda, że Bud był tak pazerny, w końcu jako zwykły makler biedy by nie klepał :) A życie ze świadomością, że te przekręty kiedyś się wydadzą musi chyba odbierać trochę przyjemności? :)

          Michael Douglas jest rzeczywiście znakomity w roli Gekko. Arogancki i cyniczny aż do bólu.To jedna z takich postaci którą "kochamy nienawidzieć" :)

          • grek.grek Re: "Wall Street" [1987] [4] 05.08.14, 13:22
            dzięki, Siostro :]

            yup, co ciekawe Stone zrobił ten film w ramach przestrogi, a dla wielu stał się on motywacją by iść drogą nauk Gekko. ponoć w kontynuacji "Wall Street : money never sleeps" Gekko wychodzi z więzienia i potępia własne wytyczne oraz moralizuje, hehe.

            wiesz, Bud miał ciągle przed oczami tych swoich kolegów z pracy, zwłaszcza tego starszego, co to całe życie tyra jako prosty makler i właściwie wegetuje, a w któryms momencie zostaje zwolniony. a Gekko rysuje mu jasną alternatywę "u siebie możesz liczyć na te 400 tys rocznie, u mnie zarobisz 10 milionów". do tego dochodzi dziewczyna z górnej półki, na którą Buda musi "być stać".

            wiesz, mnie jakoś nie dziwi, w tego typu opowieściach, fakt że ktoś dał się uwieść - zawsze bardziej mnie ciekawi moment opamiętania :] na ile jest wiarygodny. a bywa rzadko :]

            yes, oscarowa rola. za to pani Hannah, w etatowej roli kobiety-trofeum, niezmiennie sztuczna ;]
    • grek.grek "Dziecko Rosemary", wczoraj w TVN 04.08.14, 13:34
      w ostatniej chwili, rzutem na taśmę doznałem oświecenia, że zaraz pójdzie w TVN. dałbym głowę, że w zajawce widziałem czwartkową emisję, w formie kontynuacji powtórek klasyki [trzech "Ojców CHrzestnych"].

      czy Wam też udało się trafić pod właściwy adres ?

      nie wiem dlaczego, ale wyjątkowo świetnie oglądało mi się wczoraj "Dziecko...", może to kwestia deszczu za oknem, a może tego, że pamięć tego filmu zupełnie mi się zatarła i wszystko sobie prawie przypominałem od nowa. jak świetnie dobrani aktorzy [wszyscy co do jednego, ale Cassevetes szczególnie], jak doskonała narracja, muzyka Komedy ["Christopher"... ech, hehe] i od początku do końca żadnej pewności czy jest to koszmarny psychiczny odjazd Rosemary czy jednak prawdziwy horror.

      niedawno zrobili mini-serial, do czego rękę przyłożyła m.in Agnieszka Holland, i ponoć wyszło średnio na jeża - przede wszystkim zupełnie porzucono w nim tę schizofrenicznośc opowieści, stawiając na jednoznaczny kontekst, co - wedle opinii różnorakich - kompletnie odebrało atrakcyjnośc tej całej historii. zrobiło z niej kolejny płaski, płytki horror dla popcorniarzy.

    • grek.grek "Komornik", TVP Kultura 20:10 04.08.14, 16:05
      pęknięty film.

      przez ok 55 minut świetny obrazek z kilku dni ambitnego bezwzględnego, nie tyle nawet komornika, co wręcz... egzekutora [długów], Andrzej Chyra jest fenomenalny, a aktorzy z kolejnych epizodów prawie mu dorównują, w tle szara i blada wiosna w Wałbrzychu. a potem się zaczyna... no właśnie - na ile to jest wiarygodne, na ile odpowiednio przeprowadzone, na ile uzasadnione i autentyczne ? ja tego nie mogę kupić, mimo licznych starań. może nie tyle nawet samej idei, co dystansu jaki w zbyt krótkim czasie i zbyt znienacka, w sposób zbyt namolny, przebywa bohater.

      a jak u Was ? wierzycie w TO ? :]

    • pepsic "Baczyński" 22:05 tvp1 2013 rok 04.08.14, 20:22
      Film biograficzny poświęcony Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu. W 70 rocznicę śmierci poety zabitego w Powstaniu Warszawskim przez niemieckiego snajpera. 1 września zginęła jego żona Barbara. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!
      Nadzieja w młodym pokoleniu. Adrian82 będziesz oglądał?
            • pepsic Re: "Baczyński" 22:05 tvp1 2013 rok 05.08.14, 17:06
              przy osobistym stosunku do tematu to boli bardziej.
              Tym bardziej musisz:)

              Ps. Ani patosu, ani hagiografii nie dostrzegłam, a odmienną formę biografii. Kameralną, poetycką. Aczkolwiek na fimwebie przeważają mocno krytyczne opinie. Z tym że, jak dobrze poszukać można znaleźć opinie o małym arcydziele, tudzież informacje o znikomej frekwencji kinowej, za którą winę ponoszą ponoć krytycy, którzy nie pozostawili na filmie suchej nitki. W moje gusta i uczucia wpasowało się wyśmienicie, bez łezki w oku sie nie obeszło i to nie jednej. Biję się w piersi, że podobne obawy do Twoich podzielałam, że oto szykuje się kolejne wiekopomne dzieło.
        • pepsic Re: "Baczyński" 22:05 tvp1 2013 rok 05.08.14, 16:09
          Pięknie ująłeś to o Noblu:) Przepięknie skadrowane epizody życia poety pisane jego wierszami. W tle współcześnie recytowana poezja i przewijająca się subtelna piosenka o szczęściu Meli Koteluk, a także mocniejsze uderzenie zespołu Chao Le + dopowiedzenia zza kadru żyjących uczestników powstania z plutonu Baczyńskiego. W czystej postaci poezja. Wzruszający i ściskający za gardło film. Zaskakująca konwencja z racji braku dialogów, jednocześnie atut. Debiut reżyserski Kordiana Piwowarskiego. Krótki 70-minutowy.
          • grek.grek Re: "Baczyński" 22:05 tvp1 2013 rok 06.08.14, 14:03
            brzmi jak opis oryginalnej w formie biografii albo... etiudy [otóż właśnie] poetyckiej ku czci. elegii ku pamięci ?

            wydaje mi sie, że okoliczności śmierci Baczyńskiego nie zezwalają na śmielsze potraktowane tematu oraz bohatera. a może nie bardzo jest w czym grzebać ?

            podobała mi się biografia [? - też nie wiadomo, czy to dobre słowo w przypadku filmu o którym mowa] poety Rafała Wojaczka. tam było coś głębszego. jakiś portret uwikłania życiowego, a może nawet - egzystencjalnego.

            zawsze mam wątpliwości, czy fortunnym pomysłem jest biografizowanie filmowo postaci, którym nie da się niczego wytknąć, sterylne, otoczone jakimś rodzajem [świeckiej, a ostatnio w jednym przypadku zadekretowanej] świętości. chyba, ze występują w opozycji do ciekawego antybohatera albo i nawet szwarccharakteru, co sprzyja fabularnej inwencji.

            tutaj dodatkowo dochodzi kontekst powstańczy, a powstanie doczekało się w mediach i narodzie własnej odmiany subkultury w popkulturowej formie, zaś sam Baczyński stał się symbolem tego pokolenia - "dzielnego, patriotycznego, porzucającego życie dla idei". takiego człowieka, człowieka w takiej aureoli, symbolu "kamienia rzuconego na szaniec", po prostu nie sposób potraktować jak człowieka - symbol można traktować tylko w formie symbolu. wydaje mi się, że to z mety lokuje reżysera w dośc ciasnym kordonie obostrzeń, norm i wymogów.

            ale ciekaw na pewno jestem tej formy, o której piszesz. co do reszty, nie mam większych złudzeń :]




            • angazetka Re: "Baczyński" 22:05 tvp1 2013 rok 07.08.14, 13:19
              Akurat u Baczyńskiego spokojnie by się dało traktować nie jak symbol, a jak człowieka z ciekawą - choć przecież tak krótką - biografią. Jego żydowskość, jego lewicowość, jego koszmarne wspomnienia z liceum Batorego, koledzy-antysemici, potem rzucenie się w AK wbrew warunkom (astma, wątłość fizyczna) - po to, by udowodnić, że jest wystarczająco polski... Nie musi być pomni.
    • 82adrian Oda do radości 05.08.14, 09:04
      Dzisiaj o 20:20 w TVP Kultura polecam film ''Oda do radości''. Jest to historia trzech osób: młodej dziewczyny ze Śląska, DJ-a z Warszawy i chłopaka z Pomorza, którzy mają już dość życia w kraju i postanawiają wyjechać do Londynu, gdzie na końcu wszyscy się spotykają w autobusie. Film reżyserują trzej reżyserowie, gdzie jednym z reżyserów tego filmu jest Jan Komasa - twórca ''Miasta44''.
      • grek.grek Re: Oda do radości 05.08.14, 15:30
        kiedyś o nim mówiliśmy chyba. nieźle zrobiony i zdaje się ciągle na czasie, a może nawet jeszcze bardziej niż w momencie powstawania.

        swoją drogą, Kultura powtarza wszystko to, co już zdązyła wiele razy pokazać, ALE tym razem zrobiła z tego niby-cykl pod zbiorczym tytułem ["POlska, 25 lat wolności] :] chytrusy, hehe. inna rzecz, że TVP pakuje kasę we wszystko, prócz Kultury i stąd nowości jak na lekarstwo.
    • 82adrian Ostatnia misja 05.08.14, 16:33
      Dla nocnych marków proponuje dzisiejszą emisję filmu polskiego z 1999 roku pt. ''Ostatnia misja'' o godz. 0:20 na Polsacie.

      Głównym bohaterem filmu jest Andrzej - Polak, który zostawił swoją ukochaną (nie mając pojęcia, że jest w ciąży) i wyjechał do Francji przed wybuchem Stanu Wojennego. Tam służył w Legii Cudzoziemskiej, gdzie wraz z tym dostał francuskie obywatelstwo. W latach 90-tych stał się płatnym mordercą i dostawał zlecenia od rządu francuskiego. Pod pseudonimem ''Andre'' zabił wiele ludzi, wśród nich muzułmańskie małżeństwo terrorystów, których wysadził w powietrze.

      Po wykonanym zleceniu czuje ból w głowie. Okazuje się, że ma tam guza i postanawia pojechać do rodzinnej Polski jeszcze przed śmiercią. Władze francuskie zlecają mu zatem ostatnie zlecenie - ma zlikwidować polskiego biznesmena Murana, powiązanego z mafią. Muran w Polsce wie dobrze o zleceniu na nim i prosi UOP o ochronę. Ma również ochroniarza - gangstera Brunona, który chodzi do klubu nocnego i spotyka w nim młodą kelnerkę (która okazuje się być córką Andrzeja).

      Twórcą filmu jest Wojciech Wójcik - twórca ''Ekstradycji'', gdzie w filmie występują m.in. Peter L. Lucas, Janusz Gajos, Piotr Fronczewski czy Mirosław Baka. W filmie także występuje zespół O.N.A. z Agnieszką Chylińską na czele.
    • siostra_bronte "Zaklęte rewiry" 05.08.14, 18:16
      Zapowiadam rzutem na taśmę, dzisiaj o 23.05 w Kino Polska.

      Znakomity film Janusza Majewskiego z 1975 r. Akcja toczy się w przedwojennym Krakowie. Młody chłopak, Roman Boryczko (świetny, młodziutki Marek Kondrat) znajduje pracę w renomowanej restauracji w Krakowie. Zaczyna od zmywania naczyń, potem pnie się w zawodowej hierarchii, ale za cenę moralnych kompromisów. Uniwersalna historia o wchodzeniu w dorosłe życie. No i obraz bezwzględnego wyzysku ludzi pracy, aktualny niezależnie od epoki, tylko metody się zmieniają.

      Wspaniały klimat i wnętrza (zdjęcia kręcono w praskim hotelu). Majewski to specjalista od portretowania Polski międzywojennej. Świetne aktorstwo całej ekipy, wybitna rola Romana Wilhelmiego.

      Zdecydowanie klasyk polskiego kina. Chętnie obejrzałabym ponownie, ale jak dla mnie za późna pora. Ale może ktoś się skusi :)
      • grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" 06.08.14, 13:37
        niestety, nie posiadam Kino POlska :]
        ale wielkie dzięki za przypomnienie tytułu, Siostro.

        to jest właśnie świetne, że nie sposób obejrzeć wszystkich filmów i zawsze pozostanie pula tytułów, nawet tych znanych, które są ciągle przed nami, nieprawdaż, Czcigodni ?

        swoją drogą, "Zaklęte..." są np. tutaj :

        www.efilmy.net/film,3957,Zaklete-rewiry-1975-PL.html
        przy jakiejś sposobności - rzucę się z gracją ;]]

        • siostra_bronte Re: "Zaklęte rewiry" 06.08.14, 17:36
          Kino Polska ma słaby repertuar, więc niewiele tracisz. W kółko pokazują te same filmy i seriale, i to mniej ambitne. Czasem trafi się jakiś rarytas, ale i tak po nocy.

          Cała przyjemność po mojej stronie :)

          Zgadza się, liczba filmów do zobaczenia i opisania jest...nieskończona ?:)

          Polecam. Cały film jest też na youtube.
    • grek.grek "Plac Zbawiciela", Kultura, 20:10 06.08.14, 14:20
      jakoś zawsze któreś z nas pamięta, żeby zapowiedzieć, prawda ? nieważne która to już powtórka :] coś w tym jest.

      bo, wg mnie, to jest jeden z tych filmów, który - takie mam wrażenie, sądząc głównie po sobie - najpierw zostawia człeka dotkniętym, zmieszanym nieco, w lekkiej ciszy, a potem każe stale do siebie wracać.

      pomijając samą historię, choć to ona jest przecież tutaj głównym bohaterem, doskonały jest ten chłodny realizm, jego ujęcie w języku filmowym. forma bliska jest jakiemuś wojeryzmowi. cały czas kamera gdzieś skądś wyjeżdza, nie filmuje ludzi, tylko ich obserwuje, gdzieś z półdystansu, mam wrażenie, że ciągle w akcji był strafokator; zagląda do pokoju gdzie żona słyszy rozmową o sobie teściowej i męża, zagląda w zaułek gdzie małżonkowie prowadzą dramatyczną rozmowę, przygląda się jak mąz każe żonie przepraszać matkę, a potem nagle wjeżdza prosto w twarz, na moment, ale każdy z tych momentów zyskuje znaczenie, zgodnie z zamiarem reżysera - wspaniale to zostało przeprowadzone.

      jak się już pogodzić [przetrawić ją] z szorstką energią tego filmu, to pozostaje już tylko sama przyjemność oglądania : świetnej roboty całej ekipy, kolejnych perfekcyjnie zaplanowanych i wykonanych scen, codziennych dialogów, nasłuchiwania w jak doskonale metr po metrze pogłębiane są rowy i doliny między bohaterami, jak to wszystko się zapętla wokół kozła ofiarnego; na czele z naturalistycznie grającymi aktorami, zwłaszcza Jowitą Budnik, musiała ją ta rola dużo kosztować, ale to mistrzostwo czego udało się jej dokonać - jak głęboko w to weszła i jak emocjonalnie się obnażyła aż do paroksyzmu.
          • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela", Kultura, 20:10 07.08.14, 13:32
            inna rzecz, że ta główna para jest po prostu bezmyślna - rozumiem, że jedna wpadka z dzieckiem może się zdarzyć, ale machnęli dwójkę nie mając gdzie mieszkać i za co żyć. szczyt głupoty życiowej.

            gdyby nie objuczenie małymi dziećmi, to jakoś by się ta historia rozeszła po kościach.

            jeszcze coś innego, to ostatnia sekwencja - uwaga spoiler...
            Beata truje dzieci, a mimo to dzięki zeznaniom Bartka ma zostać zwolniona z aresztu. jak to możliwe ? jakie to musiały [by być] zeznania ? :] oczywiście, Bartek może "wziąc całą winę na siebie", Beata mogła być zdesperowana sytuacją życiową, jego odejściem etc., ale nadal nie bardzo pojmuję, jak kobieta która targnęła się na życie dwójki swoich dzieci może zostać zwolniona z tego zarzutu ? wg mnie, nie ma takich zeznań Bartka, które by ją mogły wyreklamować.
            co o tym sądzisz ? co sądzicie ? czy to nie jest aby gruby błąd scenariuszowy ?
            • pepsic Re: "Plac Zbawiciela", Kultura, 20:10 14.08.14, 17:30
              Tak jest. To film, po którym następuje wielka cisza, i od którego kolejnego oglądania nie można się powstrzymać.
              Trafne, ładne podsumowanie Greku. THX:)

              Sprawa developera, czy radzenia sobie w życiu, imho to sprawy drugorzędne, tło mające być pretekstem do pokazania dramatu przemocy domowej rozgrywającego się za ścianą sąsiada w normalnej rodzinie i skutków tej przemocy, która, jak się okazuje nie jest wyłącznie zarezerwowana dla rodzin patologicznych.

              Wg mnie sąd uznał za okoliczność łagodzącą przyznanie się Jacka do winy tj. do tego, że doprowadził Beatę do ciężkiej depresji, w wyniku której w akcie desperacji targnęła się się na życie dzieci, ale również własne.
    • 82adrian Bar pod młynkiem: TVP Kultura - godz. 11:35 07.08.14, 10:21
      Andrzej Kondratiuk w czasach PRL-u robił dobre filmy, takie jak ''Hydrozagadka'' czy ''Wniebowzięci''. Po upadku komunizmu najwyraźniej skończyły mu się pomysły na realizacje filmów, gdzie postanowił nakręcić taki gniot pod tytułem ''Bar pod młynkiem''. Nie wiem, skąd pan Kondratiuk wziął tych ''aktorów'' - tego nie wiem, ale film jest zdecydowanie słaby i gorszy. Wyłączyłem po 20 minutach.

      Tych, których to interesuje to włączcie TVP Kultura o godz. 11:35.
    • 82adrian Sauna 07.08.14, 10:26
      Dzisiaj o 18:20 w TVP Kultura zrealizowany dla TVP film Filipa Bajona (''Wahadełko'', ''Aria dla atlety'') z 1992 roku pt. ''Sauna''. Film jest trochę jak Teatr Telewizji, ponieważ głównym miejscem tego filmu jest tytułowa sauna w fińskim hotelu, do którego przyjeżdżają: Polak, Rosjanie, Czechosłowak, NRD-owiec i Węgier, którzy mają swoje poglądy o polityce, gdzie temu się przysłuchują Amerykanin i Fin.

      Akcja filmu rozgrywa się w trzech latach: 1980 (powstanie NSZZ ''Solidarność), 1982 (wybuch Stanu Wojennego), 1989 (Jesień ludów).

      Polecam ten film, a zwłaszcza świetne role Bogusława Lindy i Mariana Opanii.
    • grek.grek Kobra "IRyd", 20:10 07.08.14, 13:41
      właśnie wymacałem w telegazecie, że Kobry zostają do końca sierpnia. z uwagi na poziom tych spektakli - i nawałnicę powtórkowych powtórek z powtórek - można by rzec chyba, że wiadomość jest przedniej marki ? :]

      dzisiaj "Iryd", godzinna rzecz z '68 - kradzież z terenu budowy izotopu irydu, którego użycie może być śmiertelne w skutkach, potem faktycznie próba zabójstwa tym właśnie środkiem, a kto, co i po co - rozwikłać ma milicja obywatelska :] Gliński, Turek, Śmiałowski, Irena Karel, Karewicz - pierwsza klasa zestaw aktorski.

      czy powinienem teraz napisać : must-see ? :]
        • grek.grek Re: Kobra "IRyd", 20:10 08.08.14, 12:06
          lajf is full of zasadzkas :]]

          Kobra ma być co czwartek przez cały sierpień, zatem - nie ufaj podszeptom niewłaściwych ludzi, Siostro ;]]

          a'propos "Irydu" - kim okazał się złodziej i zamachowiec ?
          niestety, nie udało mi się obejrzeć ostatniego kwadransa, myślałem że wychodzę na 3 minuty, a zrobiło się z tego... ech, nie warto mówić nawet. klops na całej linii.
          poratujesz mnie rozwiązaniem zagadki ? :]

          trop Walczaka, świetnie granego przez Karewicza - nawiasem mówiąc, wydał mi się zbyt banalny i zbyt ogrywany w toku narracji, a sam Walczak chyba zbyt rozsądny na to by pozbywac się męza swojej kochanki, dodatkowo o jego romansie z nią wiedziało pół zakładu, to by było mało inteligentne, za mało jak na niego; doktor Cwinar też jakoś mi nie pasował, zbyt proste by było, gdyby poszukiwanym okazał się facet, który "był widziany na terenie budowy". tylko... kto inny wchodzi w rachubę, tak naprawdę ?

          mniej niż poprzednie przypadł mi do gustu ten spektakl, a Tobie ? a Wam ?

          może z racji zbyt słabo rozwiniętej samej kryminalnej intrygi, dzielonej z wątkami zawodowymi i z romansem Walczaka z inżynierową [Irena Karel jak zawsze efektowna], a może z powodu scenografii, jakoś tak mało klimatycznej, z za dużą ilością jasnych ścian i pomieszczeń. nie było w tym suspensu wystarczającego. chociaż... może sporo się działo w tych ostatnich 10-15 minutach, które mnie ominęły ? :]
          • siostra_bronte Re: Kobra "IRyd", 20:10 08.08.14, 17:42
            Dzięki za info, bo bym przegapiła.

            Winnym okazał się Karewicz, niestety. Ogólnie to chciał się zemścić na inżynierze, że mu kiedyś odebrał Irenę. Jego zdemaskowanie wyszło efektownie, bo milicjant Gliński razem z Cwinarem wrobili Walczaka. Licznik Geigera zaczął szaleć, kiedy Gliński zbliżył go do prawej ręki Walczaka. A to niby dlatego, że iryd uaktywnia coś tam w kamieniu, noszonym przez Walczaka na palcu. No i Walczak od razu się przyznał. Tyle, że bez dowodów nie można nikogo skazać, więc to zakończenie jest mało przekonujące.

            W sumie zgadzam się z Twoją oceną. Historia mało porywająca, do tego jak zauważyłeś, nader uboga scenografia. Biednie to wyglądało. Ale świetny Karewicz, no i piękna Irena :)
            • grek.grek Re: Kobra "IRyd", 20:10 09.08.14, 11:39
              :] do końca sierpnia nic się nie zmieni, co czwartek Kobra będzie.

              dzięki, Siostro.
              a jednak Walczak.
              zauwazyłaś, że ci wszyscy oficerowie MO w Kobrach są tacy wygładzeni, uprzejmi, elokwentni ? przy okazji władza ludowa robiła sobie dobry piar, prawda ? :]

              masz rację, powiedziałbym nawet że - w tym kontekście - racje uniwersalną. gros tych intryg kończy się wskazaniem sprawcy, ale fakt bez takiego dowodu, który byłby "żelazny". może dlatego, że intryga i samo dochodzenie do prawdy jest istotą rzeczy, a nie skazanie winnego ? my już winnego mamy, winny się nie broni - nawet się przynaje sam, i to załatwia sprawę. w rzeczywistości - jest tak jak mówisz : winny zawsze mógłby zaprzeczyć, odmówić wyjaśnień, ew. odwołać wcześniejsze.

              yes, aktorzy świetni. Karewicz ma kapitalną manierę mówienia tekstu, ilekroć oglądam film z jego udziałem - każdym swoim wejściem kradnie innym show :]
    • grek.grek "Kaci także umierają" 1943, Kultura 07.08.14, 13:51
      wydaje mi się, że podczas przeglądy filmów Langa gdzieś ten film przemknął się niezauważony. a mnie już w ogóle nie udało się zobaczyć, więc osobiście będę się dzisiaj mobilizował, a może i Wy się zepniecie do skoku ? :]

      historia zamachu z 1942 roku na hitlerowskiego gubernatora Czech i Moraw, Heydricha, losów czeskich bojowników których tego dokonali i konsekwencji jakie całe zdarzenie przyniosło społeczności. ciekawe, że film jest z 1943 roku. powstał w Ameryce, ofk. błyskawiczna reakcja kina na fakt historyczny.

      oscarowy autor zdjęć, scenariusz Brechta i Johna Wexleya ["Aniołowie o brudnych twarzach", fakt kapitalny film, i pomyśleć że oglądałem go jeszcze w TVP... dzisiaj rzecz nie do pomyslenia], no i Fritz Lang reżyseruje.

    • angazetka Strażnicy galaktyki - meldunek kinowy 07.08.14, 14:14
      Co było robić... Poszłam ;)
      I bawiłam się dobrze, chociaż entuzjastyczne recenzje zestawiające ten film z "Gwiezdnymi wojnami" są mocno na wyrost. Zabawa przednia, ścieżka dźwiękowa - miodzio (czy jeśli wraca moda na lata 80., a ja je pamiętam, to znaczy, że jestem stara?). Fajny główny bohater, faktycznie trochę Harrison Ford naszych czasów, ten sam łobuzerski urok, działający bez pudła. I w ogóle ogląda się miło i radośnie, ale z tyłu głowy miałam dwie myśli:
      1) co ja paczę???
      2) o, ten schemat już był, to teraz czas na ten.

      Ogólnie - szału nie ma. To nie X-meni.
      • grek.grek Re: Strażnicy galaktyki - meldunek kinowy 08.08.14, 12:15
        "poszłaś" czy zostałaś... zaciągnięta ? ;]

        stajesz się powoli specjalistką od kina superbohaterskiego aka science fiction.

        w kinie ponoć wszystko juz było, zwłaszcza tego typu; teraz sztuka ma polegać na
        tym, kto jak zręcznie lepi z dostępnych klisz :]

        jak wraca moda na lata 80-te, a ty pamiętasz, to nie jesteś "stara tylko masz dobrą pamięć, heh.
    • grek.grek letnie kino Powtórka, seans na Bis :] 09.08.14, 11:55
      ale za to jaki :

      20:00 Angielski pacjent, Stopklatka
      20:10 Amadeusz, w Kulturze
      23:15 Lot nad kukułczym gniazdem, też w Kulturze

      w Jedynce Bond "Świat to za mało", też bisowo.

      w TVN "Złap mnie jesli potrafisz" - nadzwyczajnie ambitny agent FBI gania po całej Ameryce nadzwyczajnie sprytnego oszusta, a wszystko w dekoracjach lat 60-tych XX wieku; reżyseria Spielberg, gania Hanks, a ucieka Di Caprio. normalnie hitem pachnie :] 2002 rok. chyba jeszcze nie mieliśmy okazji o tym filmie rozmawiać ? [aczkolwiek, zdaje się, że TVN kiedyś już go puszczał ?]

      coś wybieramy ?
    • grek.grek "Ida", czyli wreszcie szansa na Oscara 09.08.14, 16:46
      www.rp.pl/artykul/9131,1132103--Ida--polskim-kandydatem-do-Oscara.html
      wreszcie film, który jest po prostu udany [opieram się na opiniach krytyków, także tych forumowych :)] i dobrze przyjęty przez widownię, i nie bazuje na nadziei, że amerykański przemysł filmowy doceni jakiegoś polskiego "bohatera narodowego" albo pochyli się nad polską narodową sprawą.

      ponoć i w samej Ameryce "Ida" był entuzjastycznie przyjmowana i recenzje w magazynach filmowych były więcej niż pochlebne.

      [pomyślcie, co będzie jak "Ida", dajmy na to... wygra - całe polskie kino, razem z "Kac Wawa" się zaraz podłączy do tego sukcesu, wszyscy będą ojcami, a przynajmniej będą "częscią kinematografii kraju, który ma oscarowy film" :)), będzie ciekawie, hehe]

      konkurencja ofk będzie znakomita, kto wie czy z przyczyn społeczno-politycznych nagroda nie pójdzie dla np. "Rękopisy nie płoną" ? o ile będzie on w jakiś sposób zgłoszony do całej zabawy.
    • grek.grek "Cinema Paradiso" [1988] [1`] 10.08.14, 12:16
      1988 rok, reżyseria Giuseppe Tornatore, mistrzowska rola Phillipe'a Noireta, muzyka Ennio Morricone, która zostaje w pamięci na zawsze, tak jak i cały film [pozwolę sobie sądzić]. Oscar, Złoty Glob, Grand Prix jury w Cannes. Właściwie wygrał wszystko, a przede wszystkim wygrywa sympatię widza. Znów - tak sadzę tylko, ale jest to opowieść tak uniwersalna, tak ciepła, mądra, prosta, zabawna, zrozumiała dla każdego i uniwersalna, że chyba trudno by było inaczej. Nie ma w niej lukru i kiczu, za to uroda fotografii i piękno życia zarejestrowane są ręką wirtuoza, więc jeśli "magia kina" istnieje naprawdę, to trudno znaleźć lepszy film, który ją wyraża. Bo i o tym właśnie jest ta opowieść : o dojrzewaniu, miłośc do kina i o życiu, jakkolwiek to brzmi banalnie.

      pełna wersja :
      www.youtube.com/watch?v=P8eW9hkhb2U
      albo :
      www.efilmy.net/film,5396,Cinema-Paradiso-Nuovo-cinema-Paradiso-1988-Lektor-PL.html
      Urodziwy wstęp : przez otwarte wysokie okno-drzwi na balkon widok na morze. Jakaś starsza kobieta dzwoni do syna, który od 30 lat nie pokazał się w domu. Chce mu przekazać bardzo ważną wiadomość.

      I przeskok do Rzymu - zdjęcia w "Cinema..." są doskonałe, wirtuozerskie, więc już oszczędzę Wam zachwytów nad każdym kadrem, ale i to przejście ma swój efektowny charakter. Poszukiwanym synem jest Salvatore [Jacques Perrin], jegomość na oko 50-letni, w sile wieku, choć włos na głowie już szary. Wraca późną nocą do swojego obszernego mieszkania, gdzie narzeczona/kochanka/etc informuje go o telefonie od matki z informacją, że zmarł Alfredo i że za 2 dni pogrzeb. Na pytanie "Kto to jest/był Alfredo ?" Salvatore nie odpowiada, ale kiedy kładzie się do łózka jest ogromnie poruszony, tej nocy już nie zaśnie. Tej nocy powróci wspomnieniami do swojego dzieciństwa i młodości spędzonych w sycylijskim miasteczku o nazwie Giancalto.

      Mały Salvatore [jeden z bardziej udanych "dziecków kina" - Toto Cascio] miał jedną pasję, którą oddychał i którą się żywił - kino. Jako ministrant lubił przysnąć, nie zadzwonić podczas podniesienia, a po podniesieniu rozdzwonić się wniebogłosy, co załamywało księdza [przezbawna scena]. W szkole szło mu nieźle, to raczej koledzy byli głąbami, ale i nauka nie pociągała go zbytnio. Kino. Tylko kino potrafiło go oczarować i zaintrygować. Ta paszcza lwa na ścianie za plecami, z okienkiem z którego padał na ekran obraz, a na tym obrazie sensacja, kryminał, melodramat, western, komedia... Wszystko. Ludzie, świat, uczucia i śmiech. Toto chłonął to każdą komórką swojego mózgu. Ale nie tylko obrazki, nie tylko magię, która kazała widowni zapominać o wszystkim i przyłączać się do bohaterów ekranowych - także kulisy tego wydarzenia. Tak więc, mały Salvatore pragnął umieć to, co Alfredo - obsługiwać projektor, zmieniać taśmy, chciał być tym który DAJE LUDZIOM KINO, chciał być mistrzem ceremonii, który z ukrycia wprowadza widownię w magię ekranowych światów.

      Giancalto jest piękne. Słoneczne, zbudowane z kamienia, z wielkim placem, zaułkami, klimat Południa, uroda romantyczna aż na wskroś. Słowa tego nie oddadzą. Oddaje to mistrzostwo autora zdjęć Blasco Giurato. Aczkolwiek - filmowe Giancalto, to po prostu ekranowy samograj. A kiedy jeszcze ta egzotyka sycylijska ilustrowana jest muzyką Morricone, to już można w ogóle zapomnieć języka w gębie :] Kamera wyjeżdza z zaułków, z okna dzwonnicy, zza rogu, z wąskiego przejścia między murami i pokazuje panoramy miasteczka, albo skupia się na szczegółach - a to dziewczyna myje włosy w fontannie, a to kobiety pracują nad czymśtam na rynku, a to na targowisku trwa dzień jak codzień, a to mieszkańcy stoją w kolejce do nabierania wody...

      Miasteczko pełne życia - codziennie dzieciaki gnają do wielgachnej szkoły, codziennie na placu trwają jakieś prace, codziennie przejeżdzają liczne rowery i furmanki, czasami z drabiny spada gośc, któremu dzieciaki zawiązały sznurowadła, codziennie mieszkańcy chodzą na mszę - jak to Włosi na Sycylii ;], a wieczorem - tak, wieczorem idą na film do kina. Nie brakuje barwnych postaci, na czele z niespełna rozumu gościem, który codziennie wieczorem wypędza mieszkańców z placu, bo "to jego plac !". Jest to wspólnota. A łączy ich i spaja - KINO. Codzienne wspólne oglądanie filmów.

      Wojna jeszcze trwa, ale to już końcówka. Gdzieś tam, daleko, w Rosji włoska armia ponosi kolejne straty ["Gdzie jest Rosja ?", pytta Salvatore, na co matka "Daleko... trzeba lat by tam dojechać, i lat trzeba by stamtąd wrócić"]. Na froncie jest ojciec Salavtore. Matka czeka, czeka i czeka. Widać jak ciężko jej ze świadomością, że mąż być może nie wróci. Ale wierzy. Kiedy Salvatore krzyczy "OJciec nie wróci ! On zginął !", matka płacze i zaprzecza, ale wygląda tak jakby zaprzeczała dla zasady, z nawyku, bo tak naprawdę Salvatore powiedział to, co ona sam w głębi myśli. Wkrótce nadejdzie wiadomość o śmierci ojca w walkach w Rosji.

      Toto ma jeszcze siostrę. Jakoś tam sobie dają radę we trójkę. Nic dziwnego, że w tej sytuacji Alfredo staje się dla Salvatore kimś w rodzaju father figure. Sam Alfredo - dobiegający 50-tki poczciwiec - ma żonę, ale nie ma dzieci, więc i dla niego Toto jest kimś więcej niż malcem, z którym się "koleguje".

      Kino, w którym operatoruje Alfredo nazywa się właśnie tak - Paradiso. Cicha tradycja Paradiso, o której nie wie nikt poza Alfredo i... Toto - nakazuje najpierw cenzurować filmy. A robi to, a jakżeby inaczej, miejscowy padre. Alfredo wyświetla film księdzu, a ten każe usuwać wszystkie sceny pocałunków albo nagich damskich pleców, nóg czy innych części ciała. Przy okazji sam padre wzrusza się przy filmach jak dziecko. Ale kiedy widzi scenę do wycinki - natychmiast daje znać dzwonkiem mszalnym. Później Alfredo przemontowuje film usuwając sceny zakazane.

      Część ścinków chce sobie wziąć Toto, ale Alfredo się zgadza, pod warunkiem, że ścinki pozostaną u niego :] "CO to za umowa ?", dziwi się Toto. Ich relacje polegają na tego typu przyciąganiu, które powoduje, że żadna kłótnia nie jest w stanie ich podzielić. A kłócą się prawie codziennie i zawsze jest to przekomiczne i pełne życzliwości wzajemnej. CHemia między postaciami i aktorami jest kapitalna. Alfredo jednak wie, że Toto nie umie żyć bez kina. Projektornia Alfreda jest dla Toto miejscem magicznym - plakaty filmowe na ścianach, sam projektor, czyli przedmiot magiczny, taśmy filmowe w wielkich szpulach...

      Wszelako - nie ma róży bez kolców. Alfredo ostrzega Toto, że taśmy łatwo zajmują się ogniem, może dojśc do samozapłonu, więc nie jest to robota bezpieczna. I nie jest tak przyjemna, jak się wydaje...

      W doskonałym monologu Alfredo opowiada mu o sobie i swojej pracy. Powiada "TYlko taki idiota jak ja mógł zostać operatorem kinowym. MYślisz, że to takie proste ? Nie masz wolnych dni, siedzisz tutaj całkiem sam, oglądasz te same filmy po sto razy, zaczynasz wariować i gadać do Grety Garbo, latem mdlejesz z upału, zimą trzęsiesz się z zimna...". I kiedy Toto pyta "Dlaczego więc nie rzucisz tej pracy ?", Alfredo najpierw odpowiada "Bo jestem kretynem, oto dlaczego", ale chwilę później dodaje "... ten ludzki śmiech, odgłosy pełnej sali, zadowolenie, odprężenie, zaintrygowanie które ci ludzie odczuwają - jakby dzięki mnie zapominali o codziennych nieszczęściach, kłopotach i smutkach, tylko tak mogę się do tego przyczynić". I Toto już wie, co chciałby robić przez resztę życia.

      A seanse są to niezwykłe. Sala szaleje, śpiewa, płacze, reaguje intensywnie na wydarzenia filmowe, zaśmiewa się albo wygraża bohaterom, cieszy się gdy "ten zły" zostaje ukarany. Wspaniałe są te sceny filmowane z góry lub spomiędzy rzędów. Ci ludzie żyją filmem. Nie chcą wychodzić do domu. Po dwa razy trzeba im wyświetlać te same filmy.
      • grek.grek "Cinema Paradiso" [1988] [2] 10.08.14, 12:59
        Czasami się rozchodza, niepocieszeni oczywiście, ale czasami koczują pod zamkniętym kinem i proszą chóralnie Alfreda, żeby pokazał im jakiś film. Wtedy Alfredo pyta Toto "To co, damy coś tym wariatom ?" :]. I tak chytrze kieruje projektorem, że udaje mu się przez okienko swojej pracowni rzucić film na ścianę sąsiedniego budynku. Tłum wiwatuje i zaraz zabiera się za oglądanie. Facet do którego należy dom, którego ścianę Alfredo użył jako ekranu, wyłazi na balkon wywołany odgłosami tłumu, nie wie co się dzieje :]] Toto się wierci, Alfredo to zauważa "Chcesz obejrzeć film razem z nimi ? Biegnij do nich !", zachęca go. Toto biegnie by dołączyć do ludzi, a Alfredo zostaje, bo ktoś musi zostać by czuwać nad sprzętem. Samotnośc operatora filmowego.

        Miłość do kina ma swoją cenę. Pewnego dnia stare taśmy, które Toto przyciągnął od Alfreda do domu zajmują się od pieca - wybucha pożar. Matka ciosa mu kołki na głowie, wykrzykuje "Kino ! To kino go opętało ! omal siostry nie spalił !" i kategorycznie zabrania Toto chodzić do Paradiso. Alfredo przyrzeka jej, że będzie tego pilnował. Jak jednak mógłby zabronić małemu przyjacielowi jego pasji ? :] Odmówić mu tych grotesek Chaplina, Jeana Gabina, westernów z Johnem Wayne'em, melodramatów wszelakich, jak mógłby ?

        W Giancalto kino jest religią. Nawet jeśli, jak ktoś zauważa na cały głos, "20 lat chodzę do kina, a nie widziałem jeszcze żeby się całowali !". I faktycznie - oto scena miłosna, kochankowie zblizają głowy do siebie i... ciach ! Tłum krzyczy, że to niesprawiedliwe. Czy wiedzą o istnieniu cenzury w Paradiso czy sądzą, że twórcy filmy sami się cenzurują ? :}

        Innym razem Toto zostaje przyłapany przez matkę zaraz po wyjściu z seansu. Zbiera ochrzan za to, ze nie zrobił zakupów, a dodatkowo pieniądze na te zakupy wydał na kino. Wtedy w sukurs przychodzi mu Alfredo i znajomy Alfreda i Toto - analfabeta. Alfredo sugeruje, że owszem, Toto był w kinie, ale został wpuszczony za darmo. Pieniądze ? Zgubił je, znalazły się między rzędami krzeseł w kinie. Po czym oddaje matce Toto rzeczoną kasę. Matka zabiera Toto do domu, ale na odchodnem Alfredo i Toto puszczają do siebie oko. Nie ma to jak sprawdzony przyjaciel, w sytuacji podbramkowej ;]

        Czasami Alfredo przychodzi na pomoc, kiedy Toto po prostu chce się od czegoś wymigać. Ot, idzie kondukt załobny, na czele ksiądz i ministrant, czyli Salvatore himself. I nagle Toto pada jak ścięty narzekając, że sobie nogę zwichnął. Wtedy Alfredo zabiera go na rower :
        www.youtube.com/watch?v=Zcx5KtiqLGA
        Po samozapłonie w domu, Alfredo przez jakiś czas odmawia Toto wstępu do swojej pracowni. Mimo błagalnych spojrzeń Toto. Pewnego razu jednak Toto wchodzi na zaplecze, uzbrojony w obiad od żony Alfreda, że niby jako posłaniec. Grzecznie przeprasza i mówi, że wziął całą winę na siebie, aby matka nie miała zastrzezeń do Alfreda. I że teraz sobie pójdzie. Alfredo oczywiście daje się naciąć na pokorę Toto i pozwala mu zostawać z nim, jak wcześniej.

        A Toto się rwie do projektora. Chce sie nauczyć pracować przy tym sprzęcie, chce mieć fach w rękach. Od razu się zatem muszą pokłócić, bo Toto zaczyna grzebać przy sprzęcie, choć Alfredo mu zakazał. Toto ucieka na plac, a Alfredo przez okno krzyczy "Załatwię cię !" :]] Przezabawna scena. Ledwie zatem Toto wywalczył zniesienie zakazu - znów został nim na nowo obłożony.

        Ale oto zdarza się okazja by na Alfredzie coś wymusić :] Odbywa się egzamin w szkole. Wraz z dzieciakmi zdają eksterniści, między nimi Alfredo. No i w połowie egzaminu Alfredo wpada w rozpacz, bo nie umie poradzić sobie z tym, z czym Toto radzi sobie z łatwością. Prosi więc biedny Alfredo na migi, żeby Toto mu pomógł. A Toto udaje obrażonego, choć w istocie zaśmiewa się do rozpuku z miny zestresowanego przyjaciela. Profesorka chodzi między rzędami i pilnuje, ale Alfredo w akcie despreacji niemal półgłosem błaga Toto o pomoc. A Toto na migi objaśnia mu zasady : ja ci dam ściągę, a ty mnie nauczysz obsługi projektora. Alfredo w końcu się zgadza, a Toto rzuca mu ściągę :]
        www.youtube.com/watch?v=BBrkRuYZRNQ
        No i... uczy go :] Toto jest bardzo pojęty, chwyta w mig, i raz dwa zostaje pełnoprawnym pomocnikiem operatora filmowego. Teraz on puszcza film z okienka w paszczy lwa na ścianie, a przez to mniejsze boczne wygląda i obserwuje salę - jak reaguje, jak się śmieje, jak cała tętni wszystkimi barwami życia. Jeden facet regularnie zasypia, budzi się go więc jakimś głośnym trzaskiem, albo pcha kulki do otwartego gębofonu - natychmiast się budzi i wszystkim wygraża, a śmiechu jest co niemiara; gdzieś w kącie dystyngowana para ma seks; gdzieś na uboczu panny lekkich obyczajów wyciągają klientów; na widowni ludzie z zachwytem próbują odtwarzać gesty filmowych postaci... Bo kino, bo film, bo ta magia uruchamia w ludziach przeróżne uczucia i instynkty.

        POdczas tego spektakularnego wyświetlania filmu na ścianie budynku - taśma zajmuje się ogniem. W Paradiso wybucha pożar. Rejwach, ludzie zaczynają ganiać w tę i nazad. ALfredo w środku piekła uwija się próbując ratować sprzęt, ale bezskutecznie. W dodatku ogień i dym zaczynają buchać z dosłownie każdego kąta. Alfredo mdleje zaczadzony. Na pomoc biegnie mu Toto. Czemu tylko on zachował instynkt niesienia pomocy, a reszta pouciekała przed samym słowem "pozar !" ? Trudno orzec. Tak czy inaczej, dzielny Toto taszczy za nogawki od spodni Alfreda - najpierw wyciąga go z pracowni, potem zsuwa ze schodów... Ratuje mu życie.

        Następnego dnia rankiem Paradiso przedstawia sobą smutny widok - spalenizna i pogrzelisko. Mury stoją, ale co to za mury... w dodatku w srodku wszystko spłonęło. Ludzie stoją w milczeniu przed ta ruiną i zastanawiają się : co teraz bedzie ? Jak my bez kina będziemy żyli ?

        KOniec kina w Giancalto ? Nic z tych rzeczy. Facet, który jakiś czas temu wygrał na loterii, funduje swojemu miastu nowe kino - lepsze, piękniejsze, doskonalsze, z nowocześniejszym sprzetem. Już nie ma zagrożenia, ze taśma zajmie się ogniem. No i ksiądz kropi wodą święconą, więc jak ma się coś stać skoro się nic stać nie może ;] OPeratorem głównym zostaje Salvatore. Mały Toto w garniturze :]

        Alfredo już nie może - podczas pożaru oślepł.

        cdn









      • grek.grek "Cinema Paradiso" [1988] [3] 10.08.14, 13:46
        Nowe kino - nowe możliwości. Tym razem ksiądz nie może cenzurować. To kino prywatną ręką ufundowane. Wreszcie są gołe plecy i pocałunki, pojawiają się kubańskie rytmy musicalowe i naga Brigitte Bardot - widownia szaleje ze szczęscia, a po sali kursuje "katecheta" każący młodziakom trzymać ręce na widoku :}. Ksiądz wychodzi ostentacyjnie, rzucając "Pornograficznych filmów nie oglądam !" ;]

        KIedy ktoś z bywalców kina umiera - na jego fotelu jest wiązanka kwiatów. Nowe kino, ale stare wspólnotowe nawyki i rytuały. Na ekranie miłośc, a na widowni chusteczki i płacz, jakiś facet zalany łzami recytuje słowa kochanka ekranowego, jakby sam wyznawał uczucia... Kino porusza tych ludzi do głębi, wyrzuca z nich najszczersze uczucia, prowokuje do żywiołowych reakcji. Czasami nawet jakiś miejscowy gburowaty politykier siedzący na balkonie dostanie czymś... brązowym i rozpływającym się :] Ku uciesze całej sali, oczywiście.

        Ale widownia bywa niebezpieczna :] Pewnego razu wyświetlany jest film, który ma 2 częsci. Druga jest w kinie w sąsiedniej wsi. POsłaniec pędzi na rowerze po film, ale spóźnia się. Pierwsza część obejrzana, widownia chce drugiej, a tu... nie ma. POdnosi się rwetes, bunt :] Okrzyki. Dawać nam 2 część ! Właściciel prosi o cierpliwość, proponuje powtórkę 1 części, ale zostaje wyśmiany; na to występuje gośc, który widział 2 część i proponuje, że opowie - zostaje wygwizdany :]

        Oczywiście, Alfredo musi w końcu się zjawić. Przychodzi aby pobyć z przyjacielem. A przyjaciel - jest już nastolatkiem [nastoletniego Toto gra Marco Leonardi].

        Co ciekawe, mimo że niewidomy - świetnie wyczuwa kiedy np "obraz jest nieostry". Pyta Toto o życie, o szkołę, a kiedy Toto powiada, że to jest jego życie - film, kino. W ogóle chciałby rzucić szkołę. Ale Alfredo przestrzega go - nie rób tego, to byłby błąd. "Dzisiaj kino jest dla ciebie wszystkim, ale nie zawsze tak będzie - przyjdą inne rzeczy, nowe, WAŻNIEJSZE. Od kiedy jestem ślepy, widzę więcej". Być może Alfredo po utracie wzroku doznał wzmożonej autorefleksji. BYć może dostrzegł, co utracił w życiu ? Albo czego nie zrobił, choć powinien ? I chce przed podobnym losem ustrzec Toto, który zdaje się powielać jego drogę ? Jak to bywa przy tego typu okazjach - zapewne oglądając młodego Toto oglądamy także młodego Alfredo.

        Elena. Tak ma na imię dziewczyna, która zmienia życie Salvatore. Spotyka ją przypadkiem, kiedy chodzi po miasteczku i filmuje różne rzeczy. Bo Toto nie wystarcza już oglądanie filmów, chce sam coś stworzyć :
        www.youtube.com/watch?v=M2GVXhTJ2dI
        Jego pierwszy film to relacja z ubojni cielaków. A zaraz potem jest Elena - urodziwa blondynka z twarzą cherubinka. I Toto zakochuje się w niej bez pamięci. Co ciekawe, puszcza swoje filmy Alfredowi. Opowiada mu je. KIedy na pytanie Alfreda, co leci teraz na ekranie - Toto milnie, Alfredo odgaduje w lot "Kobieta !". A więc jest kobieta ! "Jaka ona jest ?", pyta, a Toto zaczyna mu opowiadać jak niezwykle piękna i ujmująca jest Elena, jak się porusza, jak się uśmiecha, i w ogole - ósmy cud świata z niej.

        Toto szuka okazji, by się z nią spotykać, nawiązuje znajomość, choć stanowczo zbyt często brakuje mu tchu, żeby z nią bardziej rozmawiać swobodnie :] Alfredo ostrzega go "Nie można nikogo zmusić do miłości, pamiętaj o tym".

        I opowiada mu historię z czasów starożytnych, jak to zakochany biedny zołnierz, by zdobyć serce majętnej księzniczki, przysiągł jej, że będzie przez sto dni i nocy warował pod jej domem. Wytrwał wszystko - deszcze, burze, pioruny, upały, głód, pragnienie i zmęczenie... A ona codziennie obserwowała go w tym wyczynie. Wreszcie po 99 dniach i nocach... żołnierz wstał bez słowa i odszedł. Dlaczego ? "Jak znajdziesz odpowiedź - koniecznie mi ją wyznaj", powiada Alfredo do pytającego go Toto :
        www.youtube.com/watch?v=63NzgGepl8w
        Wreszcie Toto znajduje sposób na wyznanie uczuć Elenie. W kościele. Ona idzie do spowiedzi. Wtedy Toto prosi o pomoc Alfreda - wyciąga z konfesjonału księdza, niby dlatego że Alfredo prosi go o rozmowę. I kiedy Alfredo wciąga księdza w rozmowę o swoich wątpliwościach religijnych, Toto zajmuje miejsce spowiednika i może porozmawiać z Eleną. "Jesteś prześliczna. Kiedy się uśmiechasz, jesteś jeszcze piękniejsza. Nie wiem, co powiedzieć, bo pierwszy raz jestem zakochany, ale chyba właśnie to chciałem ci wyznać... [w tym momencie, do drugiego okienka podchodzi jakaś starsza jejmośc, na co Toto szybko się odwraca i powiada "Odpuszczam ci grzechy", babcia dziękuje i znika :))]". Świetna to scena. ELena odpowiada mu, że... docenia to i lubi go, ale... nie jest w nim zakochana. Wtedy Toto idzie śladem żołnierza z opowieści - mówi jej, że będzie nocami koczował przed jej oknem, a kiedy ona wreszcie go pokocha : niech otworzy okno by dać mu znak.

        I tak też Toto robi. Jak ten żołnierz. I symbolicznie lecą dni w kalendarzu. Elena podchodzi do okna, patrzy na niego przez prześwity, ale nie otwiera. Raz jest już blisko, Toto aż się zrywa na nogi, ale okno minimalnie się uchyla, aby zostać zastrzaśnięte. I wtedy Toto rezygnuje. Może właśnie zrozumiał to, co Alfredo już mu napomknął : nie da się nikogo zmusić do miłości ?

        Lecz - cóż za niespodzianka. Elena sama odwiedza Toto, w jego operratorskim pokoju kinowym - i całują się. I miłość wydaje się spełniona :
        www.youtube.com/watch?=mIoambABq5g
        Taśma się zacina, coś tam z filmem nie tak, ludzie pomstują na sali, ale Toto ich nie słyszy... Cóż, scena romantyczna jakich mało, można by rzec.

        Zostaja parą - jedzą jakieś torty, całują się, wybierają się na przejażdzki autem za miasto... Podczas jednej z nich spotykają ojca Eleny, jakiegoś ważniaka. I ważniak nie jest zbyt zadowolony widząc swój kwiatuszek pętający się z jakimś niezamożnym chłopakiem.

        Tymczasem, w Giancalto jest nowe kino - Arena Imperia. To kino na wolnym powietrzu. Obok kanału, więc częśc widowni ogląda na sępa, z łódek. Toto jest ofk operatorem. OPrócz pracy zajmujje się czytaniem listów od Eleny, która wyjechała na wakacje z rodziną, ale tęskni. Wreszcie pewnego dnia, wieczorny seans przerywa gwałtowna ulewa, a w tej ulewie zjawia się Elena we własnej osobie i Toto jest znów szczęśliwy w pełni.

        Wkrótce jednak znów szczęscie zostaje zaburzone. Elena wyjeżdza na studia do Palermo, choć obiecuje pisać i przyjeżdzać, kiedy tylko sie uda. A sam Toto zostaje powołany do wojska. Pełni tam rolę telefonisty. Z koszarów pisze do Eleny, ale wszystkie listy wracają z powodu nieodnalezienia adresata. Elena rozpływa się jak kamfora.

        Wreszcie Toto wraca do domu. UJęcie z góry : on sam i pusty wielki plac, leniwe popołudnie w Giancalto. Wita go pies. Na balkonie kina nowy operator filmowy pali papierosa i się wietrzy. Toto mierzy go wzrokiem. Oczywiście, ma obietnicę właściciela, że po powrocie dostanie posadę jakby nigdy nic, więc o pracę nie musi się martwić. ALe... jakoś tak dziwnie w miasteczku.

        Salvatore dowiaduje sie, że Alfredo od dłuższego czasu nie wychodzi z domu. Lezy, choruje i nie widuje się z nikim. Toto odwiedza go, a Alfredo prosi żeby poszli na spacer. Idą nad morze. Pusto, jakies stare graty rybackie i wiatr. Siedza na kamieniach i rozmawiają. I wtedy Alfredo niemal mu rozkazuje : "Wyjedź z tej dziury, Toto. Dzisiaj sądzisz, że to cały świat, ale tak nie jest. Nie wystarczy wyjechać na chwile, trzeba wyjechać na zawsze by odnaleźc ludzi i miejsca. Teraz nic nie widzisz, jesteś bardziej ślepy niż ja. Wyjedź !, świat na ciebie czeka. Ja już nie chcę słyszeć ciebie, chcę słyszeć O TOBIE". Toto jest poruszony tą przemową. I rozumie doskonale, czuje co Alfredo chce mu przekazać.

        Nocą intensywnie myśli siedząc na schodkach jakiegoś budynku.

        Szybko podejmuje decyzję o wyjeździe. Dokąd jedzie ? Trudno orzec, jedno jest pewne
      • grek.grek "Cinema Paradiso" [1988] [4`] 10.08.14, 14:29
        jeszcze scena rozmowy Toto i Alfredo :
        www.youtube.com/watch?v=83JEkXSaqqA
        Jedno jest pewne - Salvatore został człowiekiem sukcesu. Najpewniej wybitnym reżyserem filmowym, bo i cała ta opowieśc napisana i wyrezyserowana przez Tornatore wygląda skrajnie autobograficznie.

        Na peronie żegnają go matka, siostra i Alfredo, który przyciska go do siebie i szepce do ucha : "Nie wracaj ! Zapomnij o nas ! Nigdy się nie oglądaj do tyłu ! Jesli wrócisz, nie wpuszczę cię do domu". Toto jest wzruszony, ściska go mocno i dziękuje za wszystko. Alfredo dodaje "Cokolwiek będziesz robił - kochaj to tak mocno, jak kino, kiedy byłeś dzieckiem". W ostatnim momencie na peron wpada ksiądz, aby pomachać na pożegnanie Toto :
        www.youtube.com/watch?v=YVisIxkz3MA
        I oto czasy współczesne. 50-letni Salvatore wraca do Giancalto. Z zadumą i uśmiechem nostalgii ogląda znajome miejsca. Wita się z matką. 30 lat nieobecności...

        Jego pokój matka wypełniła pamiątkami z dzieciństwa : afisze filmowe, projektor, gadżety związane z kinem. Wzrok Salvatore spoczywa najdłużej na zdjęciu, na którym stoi jako malec z Alfredo. I zdjęcia ojca, "podobnego do Jeana Gabina", jak go charakteryzował Alfredo, który zapytany - zawsze malował ojca Toto w samych najlepszych barwach.

        POgrzeb. Salvatore idzie za trumną wraz z własną matką i z żoną Alfreda. Zona mówi mu, że Alfredo zostawił coś dla niego, i żeby później wpadł to odebrać. "Ciągle o tobie mówił, bardzo cię kochał", wspomina. Na widok księdza i małego ministranta kroczących przed konduktem - Salvatore prawie się uśmiecha, przypomina sobie siebie sprzed 40 lat. Wszystko dookoła aż naładowane jest wspomnieniami.

        Budynek dawnego Paradiso nadal stoi. Tak samo spalony jak kiedyś. Cały kondukt przystaje przed nim idąc w stronę cmentarza i czekając na przejazd samochodów. Salvatore patrzy w tłum za plecami. Widzi same znajome twarze - pasjonatów kina, tej cudownej widowni, dzięki której kino go tak wciągneło, ci ludzie go ukształtowali, ich entuzjazm i oddanie filmowi. Ich pasja oglądania i przeżywania kina. Dzisiaj postarzali, posiwiali, ale nadal ONI. Salvatore uśmiecha się do nich, zamienia kilka słów z dawnym właścicielem Paradiso - on mówi do niego per "pan", bo "nie wypada do TAKIEGO człowieka mówić inaczej", ale Salvatore prosi by mówić do niego jak kiedyś - po prostu Toto.

        Od właściciela dowiaduje się, że stare spalone Paradiso ma zostać wyburzone, nie ma planów odrestaurowania budynku. Teren już został wykupiony przez miasto i ma powstać na nim parking.

        W ostatni dzień przed wyburzeniem - Salvatore zostaje wpuszczony na teren kina. CHodzi po starych smieciach. Wyświetla sobie swój młodzieńczy film, na którym nagrał idącą chodnikiem Elenę, po raz pierwszy ją wtedy widział. Zagląda tam matka, ale wycofuje się dyskretnie widząc syna zagłębionego we wspomnieniach. Jak kapitalnie brzmi muzyka w tym momencie...

        www.youtube.com/watch?v=G1tBxHYbizI
        I następuje moment gdy podłożony dynamit wysadza w powietrze stare kino. I wzruszenie łapie za gardło cały tłum ludzi, dawnych jego bywalców. Stoją i płaczą. Głośno albo d duchu. Chmura dymu i pyłu, zgliszcza. W perzynę obraca się symbol ich życia, ich radości, ich najlepszych momentów. Ale wtedy, w tej sentymentalnej ciszy, pojawia się ten sam co zawsze wesoły czubek, który potrząsa reklamówkami i przemyka gardłując do siebie "plac jest mój !". Coś zostało, jakiś element TAMTEGO wspaniałego czasu. Nawet jesli plac już nie tętni na poły wiejskim życiem, a zapełniają go samochody, autobusy i cała reszta technologii współczesnej.

        Żona Alfreda opowiada Salvatore, że Alfredo nie chciał spotkania z Toto, nigdy, gniewał się na samą propozycję. A tuż przed śmiercią mówił matce Salvatore, żeby nic nie wspominała o jego śmierci synowi. Alfredo rozumiał, że człowiek musi w pewnym momencie odciąć korzenie. Musi jeśli chce iśc naprzód, spełniać marzenia. Nie może dać się zamknąć w wygodnym kojcu. MUsi zapomnieć cała przeszłość. Oczyścić się z niej. Alfredo nigdy tego nie zrobił, został więc w martwym punkcie, dopiero gdy oślep - zaczął myśleć nad swoim życiem i dotarło do niego, że w porę nie uciekł. Może zmarnował szansę. Dlatego nie pozwolił na to samo Toto. Jak ojciec, którym nigdy nie został, ale którym był,najlepszym, dla swojego przyjaciela.

        Alfredo zostawił dla Salvatore TAŚMĘ filmową.

        "Zawsze bałem się powrotu - wyznaje Salvatore matce - myślałem, że zapomniałem to wszystko, ale w rzeczywistości jest tak, jakby nigdy nie wyjechał". I przeprasza ją, że wyjechał na 30 lat i się nie odzywał, i zapomniał. A ona mu na to : "Ja cię nigdy nie prosiłam o wytłumaczenie się. DOBRZE ZROBIŁEŚ. Osiągnałeś to, co chciałeś. Zawsze gdy dzwonię do ciebie odbiera inna kobieta... ale myślę, że żadna cię naprawdę nie kocha. I cokolwiek bym chciała dla ciebie, żebyś się ustatkował i tak dalej... cokolwiek bym chciała, jedno jest pewne - twoje życie jest TAM. Tutaj to tylko UROJENIE. Zapomnij o tym".

        Salvatore opuszcza Giancalto. Wraca do Rzymu.

        W kinie prosi swojego operatora, żeby wyświetlił mu tę taśmę od Alfredo. I... finał godny mistrza nad mistrzami :
        www.youtube.com/watch?v=16oebvaBulI
        Na tej taśmie jest przekapitalny miks wszystkich scen miłosnych pocałunków, które przez lata Alfredo musiał wycinać na żądanie księdza. Żadnej sceny nie wyrzucił, a po latach zmontował je w jeden niesamowity krótki film. Jakby Tornatore mówił : oto sens kina, ona esensja filmu, oto istota świata. A Salvatore ogląda raz to uśmiechając się, raz ze łzami w oczach, poruszony do głębi. Świetny aktorski pokaz Jacquesa Perrina, pewnie autentycznie się wzruszył samą koncepcją tej finałowej sekwencji.

        Scena, wraz z tą muzyką Morricone - niezapominana. Fenomenalnie wymyślona, a może nie wymyślona wcale ? :]

        kilka zestawów scen, pod muzykę, która uzbraja ten film w naprawdę niekiepską siłę rażenia :] :

        www.youtube.com/watch?v=beOQNbeWMX4
        Alfredo i Toto :
        www.youtube.com/watch?v=LzfXI8rqbU4
        www.youtube.com/watch?v=hLe9gTKQ4LU
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=loREHsbSFxq
        Jesli dotarliście do tego miejsca - dzięki, Czcigodni, i Relanium na koszt firmy :]]








            • pani_lovett OT 11.08.14, 23:01

              Dziękuję serdecznie. :) Podróż powrotna była szczęśliwa, zaskakująco interesująca. No i otwarto bramki na autostradzie A1, w związku z czym nie było korków i opóźnień.
              • grek.grek Re: "Cinema Paradiso" [1988] [4`] 12.08.14, 11:53
                to prawda.
                ja opisałem wersję "międzynarodową" - 2 godzinną.
                reżyserskka trwa prawie 3 godziny, zawiera m.in sekwencję poszukiwania przez Salvatore Eleny, odnalezienia jej, rozmowy i wyjaśnienia sobie wszystkiego po latach - dlaczego wtedy zniknęła i nie odezwała się do niego ?

                ale wiesz co ? wg mnie, pozostawienie tej sprawy nierozwiązanej i niewyjaśnionej - sprzyja tej historii. nie wiem dlaczego, tak naprawdę. może dlatego, że to też ślad prawdziwego życia. mądrości nie brakuje, przyjaźni, trudnych decyzji i zdarzeń, ale i sukcesów z radościami. dlaczego więc nie miałaby się w tym gronie znaleźć także zawieszona w próżni miłość ? może te prawdziwe nigdy nie zostają zrealizowane, jak ktoś kiedyś mawiał ? no i... otwieranie wszystkich szuflad wydaje mi się nazbyt opresyjne ;] dlaczego jedna nie miałaby pozostać przymknięta na zawsze ? :]
        • siostra_bronte Re: "Cinema Paradiso" [1988] [4`] 10.08.14, 17:17
          Dzięki, Greku :)

          I znowu świetny wybór! Co tu dużo pisać, jeden z najpiękniejszych filmów ostatnich lat. Wspaniały hołd dla kina. Do tego poruszająca historia przyjaźni Toto i Alfredo. I jeszcze obraz tego jak kiedyś małe lokalne kina łączyły ludzi, jak przeżywało się oglądanie filmów. Nie to co teraz, multipleksy i popcorn :)

          Poza tymi poważnymi tematami to także znakomita komedia. Te sceny z publicznością w kinie, albo kiedy ksiądz cenzuruje dzwonkiem filmy są przekomiczne :)

          Myślę, że niejeden widz ma takie swoje kino "Paradiso", do którego chodził jako dzieciak, i które będzie pamiętał na zawsze. U mnie to było kino o wdzięcznej nazwie "Lenino" :) Chodziłam na wszystkie filmy, jak leci. I tam się zaczęła moja fascynacja kinem.

          Wracając do bohatera, to prawda, że dobrze zrobił wyjeżdżając z miasteczka. Ale nie da się odciąć od swoich korzeni. Przecież właśnie to miejsce go ukształtowało i sprawiło, że został reżyserem.

          Finałowa scena to z pewnością jedna z najpiękniejszych scen filmowych ever. Przyznaję się bez bicia, że ryczałam jak bóbr :( Na dokładkę oglądałam film w kinie i to dodawało jeszcze klimatu.

          Jeszcze raz dzięki, Greku :)
          • grek.grek Re: "Cinema Paradiso" [1988] [4`] 10.08.14, 17:45
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            zgadzam się w pełni - niezapomniany film, niezapomniane momenty, niezapomniana muzyka. i kino dawnych lat też niezapomniane :] może dlatego tym piękniejsze, bo już nie do wskrzeszenia ?..

            moje kino nie miało nazwy :] albo miało, ale ją zapomniałem na śmierć ? Kino marki Kino :] głównie pamiętam rózne Godzille i Superpotwory, ale tak naprawdę pamiętam najbardziej zapach, twarde fotele, moment wygaszania świateł na chwilę przed rozpoczęciem projekcji i to że wieczór był zawsze piękniejszy i dziwne odrealniony, kiedy wychodziłem z sali. dośc wcześnie skończyłem z oglądaniem filmów w kinie i przeszedłem na kino domowe - jestem dzieckiem ery videokaset. startowałem od odtwarzacza kaset Beta :] do dziś tak jakoś zostało. no i telewizja... może nigdy nie brakowało mi siedzenia wśród ludzi na widowni i dlatego nie wróciłem nigdy ? sam nie wiem. może coś straciłem, ale nie lubię o niczym tak myśleć - zawsze wierzę, że podejmowałem i podejmuję właściwe decyzje w danym momencie. i tak też myslę o tym. ale... przecież tego nigdy nie da się wiedzieć na pewno, prawda ? :] przepraszam, że się tak rozgadałem o sobie.

            ja też tak myślę jak ty. Alfredo dostrzegł, że Toto stać na zrobienie czegoś więcej niż wyświetlanie filmów ludziom. i wiesz, myślę też, że on sam, już jako człowiek wiekowy i w niewidomy, zrozumiał że gdyby sam kiedyś wyjechał z miasteczka - mógł robić filmy. wtedy o tym nie pomyślał, nie miał czasu, okazji, po latach już nie mógł tego nadrobić. jedyne co mu pozostało, to uchronić Toto przed powieleniem jego własnych błędów.

            o tak, finałowa scena jest doskonała. zastanawiałem się, co też reżyser zostawił na finał, co też Alfredo pozostawił Salvatore... i czułem, że w takim filmie, to musi być coś niezwykłego - nie zawiodłem się ani trochę :] wspaniała puenta wybitnego filmu.

            magia kina :]

            cieszę się, że udało mi się trafić w Twoje [Wasze] gusta :]

    • grek.grek "The Knick" na horyzoncie 11.08.14, 13:28
      chyba nadciąga telewizyjna katiusza :] :

      film.onet.pl/recenzje/the-knick-serial-medyczny-jakiego-jeszcze-nie-bylo-recenzja/sl7pe
      seryjni.blog.polityka.pl/2014/08/08/rozmowa-ze-stevenem-soderberghiem-przed-sobotnia-premiera-serialu-the-knick/
          • grek.grek Re: "The Knick" na horyzoncie 12.08.14, 12:19
            kolejny antybohater skrojony na miarę współczesnej mody telewizyjnej :] intryg, kontrowersji i ciętych ripost zapewne nie zabraknie, hehe.
            a przede wszystkim sama tematyka wydaje się arcyciekawa, no i te wszystkie efekty będą zapewne łapać za... żołądek ? ;]

            dalesutherland.co.uk/wp-content/uploads/2014/07/cat-misses-you.jpg
            :]]

                • barbasia1 OT powakacyjny - prezenty! ;) 13.08.14, 21:05
                  Zatem słowo się rzekło - prezenty z wakacji dla Ciebie, dla Was

                  I tak:

                  Dla Greka:

                  Maska Jacka Sparrowa
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686421,2,3,Gdynia-maski.html
                  Rejs bajkowym statkiem Regina vel Czarna Perła
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686417,2,2,Gdynia--statek-Regina.html
                  Nadmuchiwany rekin / on tak lubi film "Szczęki"/
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686422,2,4,Rewa--rekin.html
                  oraz torba na zakupy z KOTEM
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686423,2,5,Gdansk--Jarmark-Dominikanski--torby.html

                  Dla Bronte:

                  Arabski ( a dokładnie marokański) naszyjnik, wisior oraz bransoletka / spodobałaby się w nich Lawrensowi z Arabii/
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686425,2,6,Gdansk--Jarmark-Dominikanski--bizuteria-arabska.html

                  Dla Maniczytania oraz Angazetki
                  miejsca /leżaki/ w pierwszym rzędzie w Letnim Kinie na sopockim molo / z wejściówką na molo/
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686428,2,9,Sopot--molo--orange-letnie-kino.html
                  oraz bardzo słodka baklawa do podjadania zamiast popkornu
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686429,2,10,Sopot--baklawa.html
                  Dla Gryfnego
                  broń Wikingów - miecze oraz drewniana proca
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686427,2,8,Gdansk--Jarmark-Dominikanski--miecze-i-proce.html
                  Dla Mozambique
                  a właściwie dla jej małego Krzykacza - bajeczne zabawki
                  fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686433,2,1,Gdansk--Jarmark-Dominikanski--zabawki.html
                  ;)




                  • barbasia1 Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 13.08.14, 21:20
                    Dla Pepsic

                    romantyczny jedwabny szal malowany ręcznie

                    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686426,2,7,Gdansk--Jarmark-Dominikanski.html
                    oraz weekendowy pobyt w Hotelu Królewskim

                    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686453,2,1,Gdansk--Hotel-Krolewski.html
                    dołączam serdeczne podziękowania za wakacyjną inspirację

                    :)

                    • pepsic Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 14.08.14, 16:48
                      W i t a m y !
                      Śliczne dzięki :)) Swoją drogą to jakaś telepatia, bo właśnie zakupiłam tego typu szal w ulubionym niebieskogranatowym odcieniu, z tym że gdzie mu do jedwabiu;) Aczkolwiek posiadaniem takowej chusty mogę się pochwalić. Co do hotelu, hm.. na dniach wyjeżdżam, i intuicja mi podpowiada, że będą zakwaterowana w dużo mniej królewskich komnatach.

                      • barbasia1 Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 14.08.14, 17:38
                        Miło Was widzieć! :)

                        Rzeczywiście telepatia jakaś! Rozważałam umieszczenie zdjęcia, /zresztą lepszej jakości, bo tu ostrość troszkę kiepska/, na którym jest stoisko z oryginalną odzieżą lnianą , ale coś mi mówiło, że Tobie właśnie te apaszki będą się bardziej podobać. :)

                        Co do hotelu, hm..
                        > na dniach wyjeżdżam, i intuicja mi podpowiada, że będą zakwaterowana w dużo m
                        > niej królewskich komnatach.

                        Właśnie, hotel był a'propos Twego wyjazdu.
                        Pokoje nie muszą być królewskie, grunt, żeby było czysto i na głowę nie kapało, nieprawdaż. :)

                        Jeszcze mam dla Ciebie płytę z wyrzeźbionymi amorkami umieszczonej na ogrodzeniu przedproża gdańskiej kamienicy na ul. Mariackiej. Płyta pojawiła się w 5 odcinku serialu "Pogranicze w ogniu" ( kontynuując nawiązania do wątków filmowo-serialowych).

                        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686823,2,1,Gdansk-Amorki-ul-Mariacka.html
                        :)

                          • barbasia1 Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 14.08.14, 18:37
                            pepsic napisała:

                            > A rzeczywiście len nie jest moją ulubiona tkaniną.

                            To dobrze, że nie wrzucałam tego zdjęcia.

                            > Amorki kojarzą mi się z czymś innym:)

                            No tak,amorki mogą się kojarzyć z czymś innym. ;)) Np. filmami romansowymi. Tę płytę z amorkami osobiście wypatrzyłam w 5. odcinku / akcja przenosi się do Wolnego Miasta Gdańska /serialu "Pogranicze w ogniu", który zresztą powtarzają teraz na TVPHistoria.


                  • grek.grek Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 14.08.14, 11:52
                    hahaha :]

                    Karol Krawczyk powiedziałby : Maleńka... jesteś wielka ! :]]

                    www.yeepet.com/store/images/1318403718.171883859
                    rejs Reginą, w masce Jacka Sparrowa [dobrze, że nie wybrałaś dla mnie tej poniżej, haha], siedząc nad nadmuchiwanym rekinie i z torbą z wąsatym kotem przez ramię ? BIORĘ W CIEMNO !!

                    dzięki, Barbasiu, masz świetne poczucie humoru :] no i doskonały gust :] ale wakacyjnie się zrobiło, dzięki Tobie.

                    wzruszyłem się :]
                    • pani_lovett Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 14.08.14, 17:04
                      Dziękuję!

                      >[dobrze, że nie wybrałaś dla mnie tej poniżej, haha]
                      Hehehe! NocoTy! :))

                      Do maski Jacka Sparrowa pasuje rejs Czarną Perłę
                      "Czarna Perła" wypływa z Gdańsk, oto ona:

                      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3686799,2,1,Gdansk--Czarna-Perla.html
                      /Regina wypływa z Gdyni./

                      :))

                      > rejs Czarną Perłą, w masce Jacka Sparrowa [dobrze, że nie wybrałaś dla mnie tej >poniżej, haha], siedząc nad nadmuchiwanym rekinie i z torbą z wąsatym kotem przez ramię >? BIORĘ W CIEMNO !!
                      Hahahaha! :))))

                      Yes!
                      W razie gdyby statek tonął wyskakujesz i płyniesz do brzegu trzymając się nadmuchiwanego rekina. W torbie /może być ramię/ możesz sobie schować butelkę rumu.




                      > wzruszyłem się :]

                      Naprawdę!!! Tak się cieszę! :}

                      Jeszcze będę miała opowieść o ciekawym dokumencie, który udało mi się obejrzeć w ubiegłym tygodniu rano na TVPKultura. Może jutro ...
                      • grek.grek Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 15.08.14, 14:15
                        cała przyjemnośc po mojej stronie :]

                        haha :]

                        ale świetny pojazd ! mistrzostwo świata.
                        bez tej maski, to nie powinni w ogóle wpuszczać na pokład, żeby nie psuć klimatu :]]

                        o wszystkim pomyślałaś, co dowodzi Twojej inteligencji i wyobraźni :] rzeczywiście, jakby co, to jestem ubezpieczony na wszystkie zaskoczki i zasadzki, hehe, a na takim groźnym rekinie to można nie tylko dopłynąć do brzegu, ale i po drodze dokonać abordażu jakiejś przypadkowej łodki z turystami oraz prowiantem. prowiant zostawiam dla siebie, zbędnych turystów zostawiam rekinowi... ;] i gra muzyka u pawlika ;]

                        och, jakżebym inaczej miał zaregować na tak piękne i pomysłowe podarunki :] doskonałe są. a najważniejsze, że wyrażają Twoją pamięć o mojej skromnej osobie :]

                        o, doskonale. ciekaw jestem co to za film.
                        • barbasia1 Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 15.08.14, 14:55
                          A wiesz, że nie wypatrzyłam nikogo w masce na pokładzie tych bajkowych galeonów. Ludzie to nie mają za grosz wyobraźni. ;)


                          Dziękuję za dobre słowa. Bardzo mi miło... :}
                          I cieszę się, że prezenty tak pięknie wykorzystasz - po drodze dokonać abordażu jakiejś przypadkowej łódki z turystami oraz prowiantem - he,he! :))

                          Pozwolisz/ pozwolicie, że o dokumencie opowiem w niedzielę.
                          Znalazłam dziś w sieci ten dokument, jeszcze obejrzę początek, który mi umknął ...
                          • grek.grek Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 15.08.14, 17:36
                            otóż to :]

                            haha, jakby co - to nie dam się złamać w śledztwie i nie zdradzę, kto mi dostarczył
                            narzędzia do popełniania przestępstwa ;]

                            stay cool :]
                            a swoją drogą, działasz jak wzorowa uczennica Hitchcocka - suspens jak się patrzy :]
                            • pani_lovett Re: OT powakacyjny - prezenty! ;) 17.08.14, 23:20
                              > haha, jakby co - to nie dam się złamać w śledztwie i nie zdradzę, kto mi dostar
                              > czył narzędzia do popełniania przestępstwa ;]

                              Jak to trzeba uważać z prezentami! Moje niewinne prezenty drogę sprowadziły Cię przestępstwa!? I mnie z Tobą! :/


                              > stay cool :]
                              > a swoją drogą, działasz jak wzorowa uczennica Hitchcocka - suspens jak się patrzy :]

                              Hyhyhy! :/
    • grek.grek "Palimpsest" [2010] 12.08.14, 12:10
      kiedy dawno widziałem już, ale spróbowałem powtórki w niedzielę - opowiedzenie tego filmu jest w zasadzie niemożliwe, tak jest pogmatwany, a przede wszystkim ostatecznie - uwaga spoiler... okazuje się, że odbywa się on w całości w głowie bohatera, który od jakiegoś czasu siedzi w psychiatryku i kompletnie nie kontaktuje w otoczeniem. a może wcale nie w jego głowie ? ostatnia scena znów wprowadza zamęt i burzy wcześniejsze przypuszczenia. albo wcale nic nie burzy ? kompletna kołomyja.

      na pewno bardzo ciekawa próba filmu psychologicznego, w tym przypadku - może nawet... psychiatrycznego :] niezła atmosfera, sugestywne zdjęcia w półcieniach i w kolorze sepii. wygląda to jak śledztwo kryminalne w sprawie zabójstwa prowadzone przez policjanta, który ewidentnie nie ma kontroli nad swoim otoczeniem, a wkrótce i nad sobą samym. cały czas coś mu się zdaje, ludzie patrzą na niego podejrzliwie, światło na klatce gaśnie bez powodu, spotyka co i rusz postaci, z którym coś go łączyło albo łączy, ale on nie umie sobie wyjaśnić na czym te więzi polegają [zwłaszcza chodzi o kobietę, może żonę ? może kochankę ? może dziewczynę ?]. ofiara morderstwa też była policjantem, kolegą bohatera, a świadek, który widział jak gośc wypada z okna naprzeciwko - wydaje się znacząco sugerować, że nasz bohater jest bardziej w to zamieszany niż sam sądzi. czy naprawdę to on zabił, a teraz szuka mordercy ? nie pamięta, że zabił ? a jesli zabił, to dlaczego świadek nie chce go wsypać ? napadają go jacyś dwaj, inny gość ktory ma coś do powiedzenia w całej sprawie - ukrywa się w wariatkowie, odwiedza go tajemnicza kobieta o niejasnym miejscu w jego życiu - eks ? obecna partnerka ? kochanka na przychodne ?... pomieszanie z poplątaniem.

      wreszcie okazuje się, spoileruję nadal :]... że nasz policjant siedzi w zakładzie dla obłąkanych, a postaci z jego kryminalnej układanki, to lekarze i pacjenci z pawilonu, w którym przebywa. facet od jakiegoś czasu nie kontaktuje ze światem, lekarze chcą go nawet spisać na straty, tylko jeden z nich wierzy, że gośc "gdzieś tam jest" - no i film ma chyba pokazywać, ze faktycznie jest i tworzy w głowie własną alternatywną wersję rzeczywistości, z tych klocków które ma pod ręką. jego wyobraźnia pracuje, jego mózg zdolny jest kreować historie, problem w tym, że całkowicie odrealnione. jedynym spoiwem z tamtym i tym światem jest żona, która codziennie go odwiedza i do niego gada nonstop, mając nadzieję że przywróci go do normalnego życia.

      dziwne, pokręcone, ciekawe.
      Chyra, Cielecka, Gonera - doborowe trio.

      oglądaliście może ? co sądzicie ?

      www.youtube.com/watch?=sbwZ9Xbpd7Y
1