Dodaj do ulubionych

"Złoto dezerterów" - czyli zwyczajna żenada !

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.02, 20:23
C.K. Dezerterzy byli całkiem zgrabnym filmem, aczkolwiek niezgodnym z duchem
Szwejka. Jestem entuzjastą Haszka i zawsze fascynowało mnie to, jak Czesi
umieją o całym sk...syństwie wojny mówić dowcipnie, a jednocześnie oddać jej
cały bezsens.
"Dezerterzy" byli tylko popłuczynami po Szwejku.
Nie byłem w kinie na "ZŁocie dezerterów" i teraz nie żałuję. Ten film świadczy
niestety o jednej rzeczy : totalnym partaczeniu roboty przez reżysera i aktorów.
Kiedy Polański kręcił film o Szpilmanie "Pianista" jego współpracownicy z
Polski byli ZASKOCZENI DBAŁOŚCIĄ O KAŻDY SZCZEGÓŁ !
Rozumiem, ze w komedii powinno być śmiesznie, ale :
- chałturnik nad chałturnikami grający Silbermanna nie był ani trochę śmieszny
- Boguś był żałosny i sprawiał wrażenie, ze w czasie kręcenia filmu był ciągle
narą..ny
- aktorzy grający hitlerowców byli TOTALNIE NIECHLUJNIE PRZEBRANI. Ludzie z SS
byli jak spod igły, a nie bandą flejtuchów z pogniecionymi mundurami !
- cała ekipa wogóle sprawiała wrażenie, że nie traktuje SWOJEJ PRACY ANI TROCHĘ
POWAŻNIE
- stara zasada opowiadanie dowcipów głosi, że dowcip musi być śmieszny, ale
aktor musi sprawiać wrażenie, że dla granego przez niego bohatera wszystko jest
serio !
Jeżeli ktoś nie iwe, o co chodzi, to polecam "Jak rozpętałem drugą wojnę"...
Obserwuj wątek
    • Gość: paul Re: IP: 193.0.117.* 08.04.02, 13:41
      Do tego "hitlerowski" czolg to stary radziecki T-34 (taki sam, jak Rudy 102,
      ktorym jeżdzili czterej pancerni) z namalowanym krzyzem, wymontowanym karabinem
      maszynowym (a przeciez w czasie wojny uzywano karabinow) i zamontowana oslona kol
      z dykty (co mialo zapewne upodobnic go do "tygrysa").

      Pojawil sie tez polski samolot PZL Gawron z lat '60, jedynie przemalowany na
      hitlerowski.
      • acm53 Re: 08.04.02, 18:13
        „Złoto” to najgorszy polski film w historii, bez wątpienia. Ile razy mam pecha
        trafić na niego w tv zastanawiam się, dlaczego nakręcono coś tak głupiego. Nic
        śmiesznego, żenujący scenariusz i dialogi... Czy nie dało się zrobić czegoś na
        poziomie CK? I myślę, że chyba się nie dało - po prostu II Wojna była zbyt
        straszna, by kręcić o niej komedie w tamtym stylu.
        • empucy Leepa 08.04.02, 21:09
          Dobrze chociaz, ze w wersji dla TV wycieto sceny, ktore byly ''product placement'' w wersji kinowej.
          Az sie nie chce w to wierzyc, ale w kinowej byla scena jak jadac na owa akcje Kondrat ze Zborowskim
          odkapslowuja oranzade (butelki rzetelne, z pałąkiem), ale oranżada ma naklejki z napisem Hoop i
          obaj panowie wznoszą toast: ''no to hoop!''

          Serio

          Zgroza
          • Gość: Michał Zgroza nad zgrozami ! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.02, 21:56
            Przerażające jest to partactwo.
            Widza traktuje się jak kretyna, który kupi bilet i będzie zadowolony, jak cała
            ekipa będzie udawać, że gra !
            Ciekawe, gdzie scenarzysta z reżyserem widzieli w czasie wojny pijanych w sztok
            hitlerowców pilnujących złota ? Przecież hitlerowcy nie chlali jak austriackie
            wojsko i byli prawie zawsze śmiertelnie poważni. Reżyser powinien obejrzeć sto
            razy "Jak rozpętałem.." i "Allo, allo", a potem zabrać się do kręcenia o II
            wojnie !
    • jhbsk Re: 09.04.02, 12:32
      Co do "Złota" to podpisuję się oburącz, ale nie zgodzę się, że CK Dezerterzy to popłuczyny po Szwejku.
      Kiedy Kazimierz Sejda pisał ksiązkę, nie znał Szwejka, nie ściągał żadnych pomysłów, wszystko jest
      oryginalne. A są tam prawdziwe perełki jak choćby rozmowa kapitana z porucznikiem von Nogajem w
      całości zresztą przeniesiona do filmu.
        • jhbsk Re: Kiedy powstali C.K.Dezerterzy ( książka) ? 10.04.02, 10:06
          Informacje z : yurt.republika.pl/filmy/ck_dezerterzy.html
          C. K. Dezerterzy
          Tytuł alternatywny: "K. U. K. Szokevenyek"

          "C.K. Dezerterzy" pojawili się na ekranach polskich kin w okresie komediowej "posuchy". Film
          Janusza Majewskiego wypełnił dotkliwą lukę, która powstała w naszej kinematografii, gdy na chwilę
          zamilkli Juliusz Machulski i Stanisław Bareja - etatowi spece od komedii. Nic zatem dziwnego, że
          "Dezerterzy" szybko stali się przebojem sezonu. Wartka akcja, świetne aktorstwo, mnogość
          najczęściej niewyszukanych gagów zapewniły filmowi spore powodzenie. Za podstawę scenariusza
          filmu posłużyła mało znana i przez krytykę niezbyt ceniona powieść Kazimierza Sejdy. Książka ta
          początkowo traktowana była niemal jak plagiat "Przygód dobrego wojaka Szwejka" Jarosława Haszka.
          Temat przecież ten sam - rozkład C.K. Monarchii widziany przez pryzmat wojska. Bohaterowie i typ
          humoru - także podobni. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że arcydzieło Haszka przetłumaczono
          na polski dopiero po ukazaniu się powieści Sejdy. Tak więc Polak nie mógł go znać. Tym bardziej
          daje do myślenia zbieżność obserwacji, stylu i socjologiczno-historycznych konkluzji obu pisarzy. O ile
          jednak powieść Haszka zasługuje na miano genialnej, o tyle książka Sejdy jest jedynie barwnie
          napisanym "czytadłem", choć w latach trzydziestych niezmiernie popularnym i przez ówczesną prasę
          okrzykniętym "książką miesiąca". Sprawnie skreślona intryga, wyrazistości bohaterowie, spiętrzenie
          zabawnych sytuacji to z kolei cechy, które uczyniły z "C.K. Dezerterów" wdzięczny materiał na filmowy
          scenariusz. W efekcie pracy Janusza Majewskiego i Pavla Hajnego powstała historia pięciu
          dezerterów, którzy najpierw drobiazgowo przygotowują ucieczkę (część I), a potem "dają nogę" ze
          znienawidzonych koszar, by na końcu do nich wrócić (część II). Oryginalnym zamysłem reżysera było
          powierzenie pięciu głównych ról aktorom różnych narodowości, zgodnie z literą scenariusza. Niestety
          zamiar ten spalił na panewce. Ostatecznie rolami Polaka, Czecha, Żyda, Węgra i Włocha podzielili się
          aktorzy polscy i węgierscy. Akcja filmu toczy się w roku 1918. Do małego garnizonu, gdzieś na
          węgierskiej prowincji przybywa nowy zastępca dowódcy - oberleutnant von Nogay (kapitalny Wojciech
          Pokora) - typ fanatyka i sadystycznego służbisty. Jego zadaniem jest przerobić wielonarodowościową
          zbieraninę dekowników i maruderów na karne i zdyscyplinowane wojsko C.K. Monarchii. Gorliwy
          Austriak szczególną uwagę zwraca na osobników "podejrzanych politycznie". Jest wśród nich
          szeregowiec Jan Kaniowski ps. "Kania" - młody Polak, obdarzony niezwykłym sprytem. To on dzięki
          rozpowszechnianiu wiadomości o swej ranie, która pozbawiła go męskości, zyskał zaufanie
          właścicielki miejscowego domu publicznego. Znalazł tym samym drogę do łóżka pięknej Mitzi - jej
          córki pilnie strzeżonej przed mężczyznami. On też, wspólnie z Węgrem Benedekiem, planuje operację
          "Pierzyna". Pod tym dwuznacznym kryptonimem kryje się najprawdziwszy plan dezercji. Kania,
          Benedek, Haber, Baldini i Chudej, symulujący idiotę drukarz z Pragi, udają się do Budapesztu. Po
          wielu przygodach zostają złapani i w rodzinnym garnizonie stają przed sądem. Oskarżycielem jest von
          Nogay, który żąda dla całej piątki kary śmierci. W tym momencie dociera wiadomość o abdykacji
          cesarza, co oznacza koniec monarchii austro - węgierskiej . . . Po zdobyciu odpowiednich
          dokumentów przyjaciele wsiadają do pociągu jadącego do Koszyc. Po krótkim pobycie tutaj Kania,
          Bendek, Haber, Baldini i Czech Hudej postanawiają wyruszyć do Budapesztu. W pociągu spotykają
          wesołego fotografa, który obiecuje im zafundować niezłą zabawę w Budapeszcie. Niebawem wszyscy
          chcą uciekać do Wiednia. Wachmistrz jednak udaremnia te plany i doprowadza do aresztowania
          dezerterów. Odbywa się sąd w rodzimym garnizonie. Rozprawę przerywa wiadomość o abdykacji
          cesarza. Oznacza to kres monarchii austro-węgierskiej. Wszyscy żołnierze mogą opuścić koszary i
          odjechać do domów.

          • Gość: Michał Kilka uwag o różnicy miedzy Szwejkiem a C.K. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.02, 16:14

            Dzieki za wyjaśnienie.
            "Szwejk" jest groteską. Przy całej krytyce wojny, Haszek nie jest wrogo
            nasawiony do żadnego ze swoich bohaterów. Nawet porucznik Dub nie jest ostatnią
            świnią. Ludzie są tu tylko ludźmi. Nikt nie jest do szczętu zły. Haszek pisze z
            dystansem wobec otaczającego go świata, pełnego Dubów, Lukaszów, feldkuratów i
            Balounów.
            C.K.Dezerterzy są tylko koszarową komedią, całkiem zgrabną, ale bez większego
            polotu. Taki sam był też film.
      • feelek Re: "Złoto dezerterów" - czyli zwyczajna 04.08.20, 18:49
        Ciekawe, czemu nie zagrał w "Złocie dezerterów" p. Zapasiewicz, niezapomniany Kapitan z "C.K. dezerterów".
        A właściwie, wiadomo - zorientował się Zapasiewicz co to za obszczymur będzie.

        Chociaż działa tu jeszcze mechanizm z przysłowia: na bezrybiu i rak ryba - niczego się nie kręci, filmy wojenne są passe i przez to "Złoto dezerterów" ma oglądalność.
        Choć ja osobiście rzygam grą Lindy, dowcipami Kondrata, powiedzonkami Englerta (".... to tak jakby zapomnieć posolić ziemniaczki łaskawa pani...").

        Nawet dorobił się ten gniot rekonstrukcji cyfrowej (?)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka