Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 12 (vol. 49)

01.12.14, 12:47
skoro grudzien to nowy początek ja ?
Obserwuj wątek
    • mozambique PIĄTA WŁADZA 01.12.14, 13:09
      film o twórcy Wikileaks Julianie Assange'u i całej aferze z powstaniem tego portalu , upublicznieniem dokumentów z amerykanskich misji wojskowych az do przedłuzonego pobytu Juliana w Ambasadzie Ekwadoru

      Uwielbiany przez wielu Benedict Cumberbatch w roli białowłosego Asaange'a, Daniel Bruhl w roli jego niemieckiego towarzysza i wspólnika , duet który wstrząsnąl swiatowymi mocarstwami upubliczniając bez cenzury setki tysiecy supertajnych dokumentów , w trosce o przejrzystosc informacji

      nie wiem jak wy , ale o Wikileaks niemal nie wieidzialam nic az do wybuchu calej te afery pare lat temu , nie to mię ziębiło ni grzało ale film jest ciekawy z kilku powodów
      1- aktorzy , jeden i drugi to bardzo solidna półka aktorska
      2 - ujecie tematu - scenariusz powstał na podtsawie ksiazki Daniela napisanej po odejsciu od Wikileaks i "rozstaniu" z Asaaangem, w jego punktu widzenia Julian to skupiony głwonei na sobei egocentryk, wykorzystujący zaangazowanie i poswiecenie wpółpracowników aby budować włąsny mit jednynego Prawego i Sparwiedliwgo Obroncy Prawdy , czlowieka z trudnym dzieicnstwiem spędzonym w australisjkeij sekcie , ktory po ucieczce z niej - dorosłe zycie skupia na budowaniu ( jakby nie bylo) drugiej takeij sekty ,z Sobą jako Guru.
      -3- ciekawe technicznie próby wyjasnieniea widzowi jak wlasciwie dzialał ten portal oparty na systemie TOR ( chyab tylko informatycy rozumieją to dokłądnie) , w ktorym autor danej wiadomosci mógł być calkowicie szczery i uczciwi poniewaz odkrycie jego tozsamosci bylo praktycznie niemozliwe ( tak powstaej pojecie Whistleblower czyli Sygnalizator, ten co widzi nieprawidlwoosc i natychmiast o niej informuej otoczenie) .
      Przytacz tu sie motto O.Wilde " NAłóż człowiekowi maskę to powie prawdę"

      4. oprawa muzyczna , mocno rockowa , nadajaca filmowy dynamizmu
      5. faktu - ze przez kilka najwazniejszych lat cala dzialalosc Wikileaks dziala sie tuz za miedzą czyli w Berlinie

      Caly problem jest szerszy - to podstawowe pytanie - czy mamy moralne prawo ujawniać bezprzykładne nieprawidłowosci, przestępstwa, zdrodnie na masową skalę jesli to ujawnienie skutkowac bedzie smiercią niewinnych ludzi i ich rodzin ?( informatorów, agentów działających w dobrej wierze, tych "wtyczek "w róznych ważnych urzędach i przy róznych waznych biurkach, zwykłych szeregowych żołnierzy w jednostkach itp)

      To problem nie tylko dziennikarski ale jzu polityczny - stąd ogólnoamerykanska nagonka na Wikileaks i stad spory meidzy Julianem i Danielem , z grubsza - Julian uważał ze wolno, Daniel ze jednak nie . A ze pierwszy w koncu zaczął dizałać calkeim sam i wbrew radom zespołu to zespół ( czyli Daniel i s-ka) postanowiłi go przystopować.
      No i przystopował , scena owego przystopowyania komputerowego jest interesująca ale ja malo z niej zrozumialam ( ktos sie orientuje co tak wlasciwie Daniel kasuje w systemei ?)

      sytuacja jak wiemy wciaz nierozwiązana - Assange ukrywa sie przez zarzutami o gwałt, siedzi w ambasadzie i nie wiadomo co dalej..
      • grek.grek Re: PIĄTA WŁADZA 01.12.14, 16:07
        dzięki za recenzję :]

        filmu nie miałem przyjemności zobaczyć [póki co], ale sama historia ofk jest znana.
        to ten sam casus, co ujawnienia jakich dokonał Edward Snowden. na pewno : mieć wgląd w
        tajne dokumenty, to lepiej niż go nie mieć, ale generalnie nie czułem się zaskoczy tymi
        rewelacjami, ani Wikileaks, ani Snowdena - mniej więcej od stu lat wiadomo, że Ameryka i
        inne kraje prowadzą działania wywiadowcze, w imię korzyści własnych wszczynają awantury na róznych kontynentach, sledzą i podsłuchują kogo tylko się da i na taką skalę na jaką tylko pozwala
        jakośc aparatury w tym celu używanej, a jest ona bardzo wysoka.

        w tej ambsadzie Ekwadoru pan Julian posiedzi, zdaje się, jeszcze bardzo długo, właściwie
        nie widać sposobu, w który mógłby ją opuścić. nawet akcja powietrzna nie daje żadnej
        gwarancji, że nie zostałby przechwycony przez odpowiednie służby, o ile nawet ktoś podjąłby
        się taką akcję przeprowadzić w celu uwolnienia go.
        inna rzecz, że dzięki temu, de facto uwięzieniu, ma status męczennika za sprawę :]
        męczennika cokolwiek pluszowego, ale kultura zachodu zrobiła spory postęp ;]

        Bendict Cumberbatch i David Bruhl, to modni aktorzy, chętnie obsadzani.

        i jesli, jak piszesz, bohater został pokazany w sposób niejednoznaczny, to tylko
        plus dla filmu. w sumie, takie właśnie filmy wyznaczają ten mainstream zachodni, który polskie kino
        próbuje teraz gonić, np. "Bogami"
      • maniaczytania KK - grudzień 01.12.14, 22:58
        Bardzo proszę :)

        4.12. - "Miasto ślepców" - film na podst. powieści Jose Saramago. Filmu nie oglądałam i nie mam zamiaru, książka jest bowiem tak bardzo sugestywna, że nie czuję się na siłach jeszcze tego, nomen omen, oglądać - bliżej czwartku podrzucę link do swojej recenzji książki;
        11.12 - "Blue Valentine" - Michelle Williams, Ryan Gosling - może warto się skusić?
        18.12. - "Tango Libre" - prod. Francja, Belgia, Luksemburg, 2012 rok

        a potem już święta i Sylwester :)
        • grek.grek Re: KK - grudzień 02.12.14, 14:40
          dzięki, Maniu :]

          Miasto ślepców" - mamy w archiwum.
          podobnie "Blue Valentine"

          zdecydowanie - warto się skusić :] bardzo dobry film, aktorzy prima sort, no i głębsza refleksja nad naturą związków damsko-męskich oraz poruszająca symboliczna puenta.

          "Tango libre" - nie znam i mam nadzieję na świetną premierę :]

          hehe, no właśnie, "Kevin..." będzie na pewno, ale może i jakieś hiciory zakupione zostały
          na okoliczność ?
          • mia72 Re: KK - grudzień 03.12.14, 20:38
            Greku, masz całkowitą rację co do "Miasta ślepców" - właśnie to, jak przedstawiony jest związek dwojga głównych bohaterów w sytuacji próby, stanowi clou tego filmu. Oczywiście analiza zachowań grupy w zagrożeniu, problemu poddania się socjopacie etc, też jest ciekawa, ale moim zdaniem J. Moore zagrała tu koncertowo i wszystko to, co działo się pomiędzy nią a jej filmowym mężem było cholernie prawdziwe. Polecam z całych sił tym, którzy jeszcze nie widzieli;).
            Reszty filmów nie znam, może się skuszę.
            • grek.grek Re: KK - grudzień 04.12.14, 16:55
              dzięki, Mio, ale... mój komentarz dotyczył raczej "Blue Valentine" :]

              o "Mieście..." pisałem tutaj :
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,140086508,140418322,_MIasto_slepcow_Blindness_z_wczoraj.html

              i przyłączam się do Ciebie w zachęcie do obejrzenia tego filmu :]
    • grek.grek "Przygoda" teatr w TVP1, 20:30 01.12.14, 16:18
      na podstawie sztuki Maraia, która doczekała się dobrych recenzji.

      w opisie : renomowany dr Kadar dostaje sensacyjną informację, że żona chce go zostawić, dla jego młodszego asystenta. Niebawem podczas badań lekarskich okazuje się, że pani żona ma nieuleczalną chorobę i zostało jej tylko kilka miesięcy życia. doktor nic żonie nie mówi, ale zamiast tego zawiera pakt z jej kochankiem, w celu maksymalnego uprzyjemnienia jej tych ostatnich miesięcy.

      obsada : Jan Englert, który jednocześnie jest reżyserem; Beata Ścibakówna [zauważyliście, że mąż-reżyser nigdy o żonie-aktorce nie zapomina ? ;)], Piotr Adamczyk, Edyta Olszówka.

      skaczemy ? :]
        • grek.grek Re: "Przygoda" teatr w TVP1, 20:30 02.12.14, 17:09
          i jak oceniasz, Barbasiu ? jakie wrażenia ?

          powiem Ci, że cały czas miałem wrażenie, że pan Englert zrobił ten teatr dla siebie samego.
          chciał to zagrać :] nie wiem czy wypada, ale wyglądało mi to tak, jakby panią aktorkę zatrudnił
          po to, żeby mu naturalniej wychodziły kwestie, no i żeby smaczek był dodatkowy - wiadomo,
          w sztuce żona odchodzi od męża, więc skoro prywatnie mąz i żona grają takie coś... od razu jest
          podtekst i cała reszta. wg mnie, pani aktorka trochę nie dotrzymuje kroku panu męzowi :]

          natomiast pan Adamczyk pojawił się tam chyba tylko dlatego, że jest aktorem bardzo wziętym.
          tu zagra papieża, tam w serialu, jeszcze gdzieś indziej Szopena, a potem znów w serialu, a w międzyczasie pojawi się w pięciu telenowelach i ośmiu reklamach - ludzie poczciwe go lubią, więc
          Adamczyk w teatrze, to gwarancja, że na widowni pojawi się więcej ludzi.
          i pan Englert wybrał większą widownię kosztem niższego poziomu sztuki. nie mogłem się oprzeć
          myśli, że pan Adamczyk nie przeżywa swojej roli. to znaczy : przeżywa, ale nie umie tego pokazac, ewentualnie nie przeżywa i nie umie tego ukryć :]]

          generalnie, aktor ma kłamać tak, żebyśmy mu wierzyli, a ja tutaj nie mogłem uwierzyć w dwoje z trójki głównych aktorów. Jak zatem miałbym wierzyć w postaci, które grają ?

          może z tego powodu najlepszą sceną w spektaklu jest ta, w której dr Kadara odwiedza jego dawny przyjaciel, i zarzuca mu pójście na łatwiznę w życiu, rezygnację z prawdziwych ambicji naukowych. sceny z zoną i drt Zoltanem - ratuje osobiście Englert, dlatego że dr Kadar mówi najwięcej i jest centrum całej intrygi.

          a przecież sztuka jest przedniej marki, nieprawdaż ?
          historia z życia wzięta, a jednocześnie w jakiś sposob, nie na siłę, uatrakcyjniona zwrotami akcji. świetne jest to, że dr Kadar odkrywa romans żony i asystenta, oraz informuje ich o tym, że o nim wie, bez mówienia tego wprost, bez zadawania wprost pytań, bez żadnych kategorycznych oświadczeń. Wiemy, że on krok po kroku dochodzi do sedna, i wiemy dokładnie w którym momencie on już wie. bardzo zgarbnie napisana rzecz.

          nie wiem dlaczego, nie wiem jak u Ciebie ?, ale zabrakło mi w tym wszystkim głębi. może jako reżyser pan Englert wypadł gorzej niż jako aktor ? A może to znów ta feralna, wg mnie, obsada ? Może to aktorzy zdecydowali. gdzies mi zabrakło prawdziwej soli i prawdziwego pieprzu w tym daniu.

          jak sądzisz ?
    • grek.grek "Anioły i demony" w Polsacie 20:10 01.12.14, 16:23
      w konkurencji dla teatru.

      znów Tom Hanks, znów Dan Brown, znów Iluminaci, znów Ron Howard... tym razem Watykanowi zagraża atak terrorystów. [w następnej części, ani chyba na stolicę Kościoła zasadzą się kosmici. albo Kim Dzong Un... aczkolwiek to na jedno wychodzi].

      wiecie, że taka lekka rzecz, to jest jakaś idea na dziś... :] ale skaczę teatralnie, a jednak, reklam nie ma, no i w ogole, heh.

      a Wy ?

      [ale mi się filmow nazbierało z ostatnich kilku dni... od jutra zacznę sukcesywnie opisywwać.
      będę terorryzował jak rasowy kosmita. albo Kim Dzong Un ;)

    • grek.grek podsumowanie 8. Sputnika nad Polską 01.12.14, 16:39
      właśnie skończył się VIII Sputnik nad Polską, czyli przegląd kina rosyjskiego. w Esensji
      jest szereg recenzji pokazanych filmów :

      tutaj najświeższa, a z poprzednich dni - na marginesie po prawej stronie :
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=19735
      w Rzepie podsumowanie i filmy nagrodzone :
      www.rp.pl/9146,1161396-Przyznano-nagrody-8--Festiwalu-Filmow-Rosyjskich--Sputnik-nad-Polska-.html
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać 2014 - 12 (vol. 50) 01.12.14, 22:53
      się człowiek chwilę zagapi ;)

      Tak czy owak witam w grudniu, chciałam się pochwalić, ze bardzo mi już blisko do potrojonego wyzwania '52 filmy' - Barbasia od razu pisała, że 52 to dla mnie za mało ;)

      Grudzień zapowiada się interesująco w tv, mam nadzieję tylko, że w święta również zaproponują nam jakieś nowości, a nie same powtórki ;)

      Grek już zapowiedział "Pokłosie" - datę wybrali ... szczególną - ciekawe, czy celowo, czy nie ...

      A ja Wam zapowiadam, że możecie nadrobić zaległości ze świata Marvela i spróbować się wkręcić w 'moich' superbohaterów ;) Jeszcze w tym tygodniu i "Kapitan Ameryka - Pierwsze starcie", czyli właściwie początek chronologiczny, a także "Avengers" - film, w którym spotykają się i Iron Man (Robert Downey Jr), i Kapitan Ameryka (Chris Evans), i Thor (Chris Hemsworth), i Hulk (Marc Ruffalo), i Czarna Wdowa (Scarlett Johansson). Film, który i tak został "skradziony" przez tego złego - Lokiego (Toma Hiddlestona). Film, który chyba w największym stopniu rozwinął modę na tych bohaterów. Mam nadzieję, że i ktoś z Was obejrzy - Greku - może chociaż Scarlett Cie zachęci? :)
    • mozambique IDA 02.12.14, 09:43
      wiem ze jzu było , ze jzu omawialiście , ze film znany
      aj zobaczyłam dopiero w tym tygodniu

      i zapodam tylko moje wrazenia - w swietle POKŁOSIA , które za chwilę w telewizji i nowego filmu Smarzowskiego ( ktorym juz pisałam) , ciesze sie ze o tak tragicznych sprawach jednak mozna , przy duzej dozie talentu , pomyłsu na scenariusz , majac swietnych aktorów opowiadac w skupieniu , w ciszy, niemal melancholijnie - bez wrzasku, krzykow, wiader krwi, pompatycznej muzyki z tła itp
      a efekt wcale nie jest mniej przejmujący

      przecież scena z zawiniątkiem w chustce Wandy momentalnie pokazuje tę postać w innym świetle , w sekunde widz musi przewartosciowac swoje myslenie o niej
      brawo !

      ponoć "IDa" zgłoszona do OScarów ? trzymam kciuki , bo wp rzeciwienstwie do "Wałęsy.." jest to opowieśc niemal uniwersalna
      • angazetka Re: IDA 02.12.14, 13:03
        Nie tylko zgłoszona do Oscarów, lecz także zgarnia nominacji i nagrody w przedoscarowych konkursach wszelakich. Cieszy mnie to bardzo.
      • grek.grek Re: IDA 02.12.14, 16:55
        dzięki za recenzję :]

        jeszcze nie oglądałem, ale skoro TVP puszcza "Pokłosie", to i na "Idę": czas przyjdzie wcześniej niż
        mozna by było podejrzewać [takie mam odczucie].

        szanse oscarowe są całkiem spore, w Ameryce krytycy przyjęli "Idę" znakomicie, a wiadomo
        skądinąd, że Akademicy niekoniecznie oglądają pilnie wszystkie zgłoszone filmy nieanglojęzyczne ;]
        często bazują na recenzjach i opiniach swoich kolegów po piórze.

      • pepsic Re: IDA 02.12.14, 19:00
        Rzeczywiście w swoim czasie mocno komplementowałam "Idę" i sporo się napisałam, wiec teraz tylko pożyczę jej dalszych sukcesów i jeszcze większej frekwencji zagranicznej.
      • angazetka Re: IDA 08.12.14, 13:26
        Krytycy z Los Angeles uznali "Idę" za najlepszy film zagraniczny, a Agatę Kuleszę - za najlepszą aktorkę drugoplanową. Słuchajcie, TO SIĘ DZIEJE. To się naprawdę dzieje. Polski film z takimi honorami :)
      • anirawojan Re: IDA 28.02.15, 22:49
        Ciekawe ogniwo z filmografii mistrza Pawlikowskiego. Wszystkie dotychczasowe filmy mistrz poswiecil Rosji. Szkoda, ze nigdy o tym nie wspomina. Nie opowiada rowniez o filmie Man of Steel (Czlowiek z Zelaza!!!), ktory zamierzal krecic w 2007 roku. Szczegolowo opisal to powazny dziennik Variety. “I’m not interested in the man,” he declares. “It’s definitely not a biopic. It’s just an excuse to make a film in this mythic landscape where religion, fairy tale, ideology, banditry, poetry and love meet.” W oczach rezysera Pawikowskiego swiat jest piekny i niewinny. Tak jak kat Wolinska i kat Stalin. Pan kat.

        variety.com/…/pawel-pawlikowski-takes-on-stalin-111…/.
    • siostra_bronte "Rzym, miasto otwarte" 02.12.14, 12:33
      Jutro w Kulturze o 22.00 kolejna powtórka filmu Rosseliniego. Realistyczny i emocjonalny portret miasta tuż przed końcem wojny. Wybitne role Aldo Fabrizi jako księdza Pietro i Anny Magnani w roli Piny. Trzeba obejrzeć!

      Jak sprawdziłam w archiwum Grek przysnął na końcówce, a Barbasia nagrała, ale nie wiadomo czy obejrzała :) Jest więc okazja do odrobienia zaległości.
    • siostra_bronte Kenji Mizoguchi w Kulturze 02.12.14, 13:34
      Wypatrzyłam, że od 8 grudnia Kultura pokaże kilka filmów wybitnego japońskiego reżysera, emisja ok. 22.00. Szykuje się wydarzenie, bo kino japońskie jest u nas słabo znane, oprócz, oczywiście, Kurosawy.

      Nie widziałam żadnego filmu Mizoguchiego, teraz może uda mi się obejrzeć przynajmniej kilka. Na pewno nie jest to kino łatwe w odbiorze, bo to zupełnie inna kultura i estetyka, ale tym bardziej warto to zobaczyć.

      Lista filmów: "Opowieść o późnych chryzantemach" (piękny tytuł!), słynne "Opowieści księżycowe", "Przeznaczenie pani Yuki", "Zarządca Sansho" i "Ukrzyżowani kochankowie".

      Na zachętę trailer z fragmentami filmów:

      www.youtube.com/watch?v=8tWBGRJJufw
    • grek.grek "Stajnia na Salvatorze" [nocny seans w Stopklatce] 02.12.14, 14:12
      POlski film z 1967 r.

      II wś., okupowane miasto, wszędzie hitlerowcy. Zima mroźna i śnieg leży.

      MIchał [młody Gajos] mieszka z matką [Ryszarda Hanin] i dalszą rodziną w starej kamienicy. Pracuje w czymś w rodzaju stajni" - z której codziennie w miasto wyruszają końskie zaprzęgi z transportami żywności, materiałów rozmaitych itp. do punktów odbioru na terenie całego miasta. Kierownik nazywa ten cały interes "firmą" :] Jak zwał tak zwał.

      Poza pracą, a także - w jej trakcie, Michał jest uczestnikiem konspiracji antyhitlerowskiej. Nie szykują żadnych zamachów czy czegoś w tym stylu. Raczej przemycają ulotki, przechowują ludzi, pomagają przetrwać sobie i innym. Spotykają się co i rusz, nie budząc przy tym podejrzeń. Ot, jeden jest rikszarzem, drugi maszynistą na kolei, a dziewczyna prowadzi sklep galanteryjny. Takie kontakty nie zwracają uwagi niemieckich szpicli, którzy cały czas przecież, gdzieś tam w domyśle, rozpracowują takie komórki podziemne.

      Kiedyś Michał chciał studiować, ale wojna przerwała mu snucie planów. TEraz nie ma miejsca na to, by się w ogole zastanawiać "co później". Trzeba przeżyć. Matka martwi się o niego z klasą, ale kiedy próbuje coś mówić o przyszłości, Michał sucho ucina takie dywagacje. Żyjemy tu i teraz. Nie ma jasnej przyszłości. Jutro możemy być martwi. Jak to mawiają, Bóg się śmieje z ludzkich planów.

      Poza pracą, domem i konspirą - Michał ma dziewczynę, Teresę [Joanna Szczerbic]. Bywa u niej w domu. Mieszka ona z ciotkami dwiema. Niby się kochają, niby im na sobie zależy, ale jakoś do niczego nigdy nie dochodzi, a ona wydaje się być podenerwowana, nastroje zmieniają się jej co i rusz. Może hormony, a może wpływ wojny za oknem, a może jednak nadzór rodzinny... Wkrótce okaże się, że ani jedno, ani drugie, ani trzecie.

      W pewnym momencie seriami zaczynają wpadać członkowie podziemia. Niemcy zawijają jednego za drugim. Niektórzy giną [jak kolejarz, który podejmuje brawurową ucieczkę]. Na resztę pada blady strach.

      Wszyscy łączą ten nagły wysyp wsyp z Zygą, czyli Janem Gajewskim [Tadeusz Łomnicki']. Zyga niedawno został złapany przez gestapo. W przebitkach, przy wspaniałej niepokojącej muzce W. Kilara, widać że Niemcy przesłuchują go bez skrupułów. Nie widać samych aktów, ale widać krew na jego twarzy, a kamera wjeżdza mu prosto w zdesperowane, wyobcowane spojrzenie przymrużonych oczu.

      POdziemie uważa, że Zyga zaczął "śpiewać". Nikt w to nie mógłbu uwierzyć, że on się załamie, własnie on... ale fakty wskazują jednoznacznie na niego.

      Któregoś dnia Michał, jadąc tramwajem czy autobusem miejskim,,widzi Zygę w tłumie ludzi. Spotykają się wzrokiem.

      Są okoliczności łagodzące, np. dziewczyna prowadząca sklep wpadła w momencie, w którym według planów podziemia, miała pracować już w innym miejscu. A zatem, jesli Zyga ją zakapował, to wygląda na to, ze chciał Niemców na swój sposob wykiwać. Inne przypadki również wskazują na podobny styl działania.

      Nic to jednak. Zygę trzeba zastrzelić. Dla bezpieczeństwa. Etattowy zabójca nie chce się tego podjąć, bo Zyga jest jego przyjacielem. Losowanie pomiędzy resztą grupy wypada na Michała.

      JUż następnego dnia Michał z kolegą idą do kamienicy, z której mają widok na mieszkanie Zygi. Z korytarza sąsiedniego budynku zaglądają mu przez niezasłonięte okna do środka. Widzą jak matka przemywa mu krwawe pręgi na plecach. Zdejmuje ich współczucie dla niego. Potem widzą jak odwiedza go jego gestapowski szpicel, aby przyjąć od Zygi kolejny raport. I widzą jak po wyjściu Niemca Zyga zalewa sumienie wódką.

      W tym czasie MIchała spotykają niemiłe rzeczy. Najpierw traci pracę w stajni. Zaniedbuje obowiązki, a w dodatku na jego linii jakaś szkapa odmówiła pracy i siadł cały obrót. Zostaje zwolniony.

      Potem na jego mieszkanie robią nalot Niemcy. Wywlekają wszystkich z betów, krzyczą, każą pokazywać ausweis i w ogóle demolkę hałaśliwą robią. Na szczęscie Michał nie ma przy sobie pistoletu, który dostał do zabicia Zygi. Ukrył go w architektonicznych okolicznościach przyrody korytarza. Gdyby go miał - niechybnie trafiłby na gestapo.

      Ostatecznie Niemcy zabierają jego kuzyna czy kim też był lokator z nimi mieszkający. On i matka zostają tylko wykrzyczani i wylegitymowani. PO całym incydencie matka przeprowadza się do rodziny.

      W tych samych dniach gestapo zabiera Teresę. Nie Michał, ale nawet mieszkające z nią ciotki, w ogole nikt nie miał pojęcia, że w swoim pokoju Teresa przechowuje młodą Żydówkę. NIemcy się dowiedzieli, bo na sąsiedniej ulicy mają komisariat, i ktoś przypadkiem zauważył jak po nocy w ogrodzie przy domu Teresy ktoś spaceruje. PO co spaceruje nocą ? NO właśnie...

      MIchał zastaje jej pokoje obrócone w perzynę. Ciotki boją się tam w ogóle wejśc. MÓwią Michałowi, że "kiedy Niemcy przyszli, Teresa i ta Żydówka siedziały na łózku, ubrane i spakowane. Czekały na ich pojawienie się". Po Teresie zostaje Michałowi tylko jej portret naszkicowany ołówkiem przez znajomego rysownika.

      Plan zabicia Zygi jest przygotowany. MIchał ma go wyprowadzić w opuszczoną dzielnicę miasta, za którą znajduje się pusta przestrzeń z przyrodą krzaczastą i tam go zastrzelić. Koledzy mają go ubezpieczać, żeby jakiś niemiecki szpicel nie przeszkodził.

      Michał chodzi cały zdenerwowany, musi zabić, swojego... Wie, że tak trzeba, ale jest to jednak wyzwanie dla psychiki.

      Niespodziewanie dowiaduje się, ze zostaje odwołany z tej akcji. Z powodu tej wizyty Niemców w jego domu. MOże być sledzony, a to zagraża całej grupie.

      Nie mówiąc nic nikomu, Michał idzie jeszcze raz aby popatrzeć na Zygę przez okno. Kiedy go nie widzi w jego mieszkaniu, wychodzi. W bramie kamienicy zderza się z wracającym Zygą. "Wiem o co chodzi, zróbmy to po cichu", powiada Zyga.

      Idą razem w opustoszałe tereny dawnych magazynowni. A potem przez furtkę za obszar zabudowań. Zyga opowiada Michałowi, co przeżył. "Dopóki nie zaczną cię bić, nie wiesz kim jesteś", mówi. I wyznaje, że - tak, załamał się, nie będzie szukał usprawiedliwień, i wie że musi umrzeć, nie stawia się, przyjmuje wszystko z pełnym zrozumieniem. POtwierdza to, co oni sami już wcześniej wydedukowali - że starał się Niemców wysyłać w takie miejsca, w których wedle planów które znał, konspiratorów już nie powinno być. Jesli ginęli, to dlatego ze Zyga nie znał zmian jakie następowały we wcześniejszych ustaleniach.

      Michał słucha go i nagle mówi "idź...". Zyga idzie, kamera pokazuje to filmując jego twarz. Czy Michał strzeli mu w plecy ? Zyga tak chyba myśli, cały czas czeka na strzał, w końcu staje, przekonany, że zaraz to nastąpi. Niesamowita scena. Muzyka Kilara, takie głuche uderzenia miarowe, w chwilach kuliminacyjnych przechodzące w jeden wysoki dźwięk, podkresla tylko nastrój.

      Nie pada strzał. Michał puszcza się biegiem przed siebie. Pozwala aby Zyga odszedł. Sam biegnie przez krzaki, gołe gałęzie, przedziera się. Jakby musiał biec, aby nie stanąć twarza w twarz z tym wszystkim, co kłębi mu się w głowie. Jakby ruch neutralizował chaos myśli. NIe mógł zabić. Moze zdał sobie sprawę z tego, że nie jest zdolny do osądzenia Zygi w sposób jednoznaczny i kategoryczny ?

      świetny film, w czerni i bieli, doskonała muzyka, świetne role aktorskie, no i dla równowagi wojennej rzeczywistości i dylematów moralnych - Irena Karel w dezabilu ;]

      w jutubie nic nie ma, więc pozostaje fotosy.
      tutaj dwóch głównych bohaterów :
      www.cyfraplus.pl/ms_galeria/galeria/16888_1.jpg
    • grek.grek "Holokaust - klej do tapet ?" dokum.TVP Historia 02.12.14, 14:32
      www.youtube.com/watch?v=T1hTCpV_eJY
      zupełnie niecodzienna sprawa.
      w jakimś rosyjskim programie telewizyjnym, w stylu reality szoł alias konkursu na urodę, dwie nastoletnie bliźniaczki na pytanie "Co to jest Holokaust ?", odpowiadają "Klej do tapet". konsternacja...

      nie, to żadna prowokacja z ich strony, obliczona na obrażenie kogokolwiek.
      to zwykłe dziewczynki, które zyją w swoich czasach. w szkole nikt im nie powiedział, czym był Holokaust, a one same jakoś nie wyglądają na takie, co siedzą w ksiązkach. Raczej w kosmetykach i galanterii. Zreesztą, trudno tutaj za nie tłumaczyć podobny poziom ignorancji.

      tak czy owak, wszystkich co o tym usłyszeli - zatkało kakao. ci mniej rozumni, atakowali same dziewczyny za głupotę, ale ci mądrzejsi zaczęli zadawać pytania o poziom nauczania w rosyjskich szkołach. Jakim cudem nikt nie przekazał tym dzieciom tak podstawowych informacji ?

      tak czy owak, jakiś facet wpadł na pomysł, żeby wysłać koleżanki do Auschwitz, co by naocznie mogły się przekonać, czym był Holokaust. Na miejscu dostały doskonałą przewodniczkę, sypiącą wszelką wiedzą i wstrząsającymi anegdotami.

      dziewczynki są oprowadzane po komorach gazowych, miejscach pracy więźniów, opowiada się im jak byli traktowani, jak ginęli i jak ciała były traktowane, opowiada się o eksperymentach genetycznych doktora Mengele i jego pomocników, żadnych okropieństw się im nie oszczędza. Pokazuje się zdjęcia, filmy, pozwala by chłonęły atmosferę miejsc, w których się to wszystko działo, a ci którzy byli w Auschwitz przyznają, że te baraki, ich wnętrza i sam tylko wygląd i atmosfera zabudowań i okolic - dają po głowie.

      pod koniec tego pouczającegto tournee jednak z dziewczynek nie wytrzymuje - zaczyna szlochać i trzyma ją ten stan dośc długo. po wszystkim nie jest w stanie wydukać ani słowa komentarza. druga trzyma się lepiej, wyciszona i wzruszona mówi, że wstydzi się swojej ignorancji, ale naprawdę - nikt jej nigdy nie uczył takich rzeczy. ona po prostu nie wiedziała. to są fajne dziewczyny, nie sposób się na nie gniewac, czy sobie z nich robić żartów. po prostu nie odebrały należytej edukacji. i to jest właśnie pytanie - dlaczego ?
      ta, która jest w stanie mówić, obiecuje, że osobiście będzie opowiadać o tym, co widziała i czego się dowiedziała, swoim rówieśnikom, tak samo zaniedbanym edukacyjnie.

      Przez cały czas widać jak są poważne, jak ogromne wrażenie robi na nich to, co widzą i słysza. choćby po to by zobaczyć jak bardzo są poruszone - warto obejrzeć ten dokument.

      człowiekiem, którego zszokowała ich niewiedza i który zorganizował dziewczynom ten wyjazd, jest/był Mumin Szakirow, rosyjski dziennikarz. z kamerą filmował wszystko Wiaczesław Makariew.
      • mozambique Re: "Holokaust - klej do tapet ?" dokum.TVP Histo 02.12.14, 15:05
        analogicznie ale z zupelnie innej bajki
        Krystyan Janda wspominaal swoja role w "Pzresluchaniu " i jak zaraz po zakonczeniu zdjec wyjechala krecic jakis film do NIemiec albo FRancji
        no tam zagramanicą ją w chrakteryzatorni czeszą , malują , ubierają na bogato i pani charakteryzatorka starsznie sie dziwi , dlaczego ona ma tak zniszczone ręce ( szorstkie, z siniakami, z połamanymi paznokciami ) i ze w ogole cala jakas taka mizerna , posiniaczona, wychudzona
        no to JAnda mówi , ze grala taką co siedzi w komunistycznym więzieniu i musiala grac relaistycznie i opowiada z grubsza swoją rolę Antoniny u BUgajskiego
        na to pani chrakteryzatorka z bezbrzeżnym zdiziweniem " no jak to ? czy ta Antonina nie mogla po prostu wezwać swojego adwokata ????"

        a to bogaty zachód i dorosła kobita
    • grek.grek "Wojaczek" [1999] via Kultura 03.12.14, 13:47
      rzecz potencjalnie dołująca - poeta ma problem z marazem otaczającego go rzeczywistości, oprócz tego rozpiera go natchnienie twórcze [tak sam próbuje tłumaczyć swoją apatię], aż wreszcie nie znajdując wyjścia z tego splątania, truje się tabletkami. trudno orzec na ile jest to faktyczny zapis ostatnich tygodni życia Rafała Wojaczka, ale na ekranie całośc wygląda przekonująco od strony filmowej.

      rezyser Lech Majewski, wg mnie, zgrabnie uniknął zrobienia filmu wpędzającego w jakąs studzienną smutę. owszem, widać jak poeta się szarpie z otaczającym go światem i samym sobą, ale jest w tym filmie sporo dobrze wpasowanego humoru.

      Jest kolega Wojaczka - Wiktor, którego kapitalnie gra Andrzej Mastalerz. też poeta i do tego nieustannie na kacu albo na bani, co podkreslone jest jego komiczną pozą przygarbionego faceta, którego toczy "sahara'. Kiedy Rafał tłucze przypadkiem butelczynę przyniesionego spirytusu - Wiktor powoli opada na kolana i zlizuje z drewnianej podłogi to, co jeszcze nie zdązyło wyschnąc. ofk, za moment Wojaczek się do tego przyłącza. żałosny widok dwóch pijaczków ? możliwe, ale jest to scena nieodparcie zabawna, podobnie jak cała postać Wiktora.

      kiedy Wojaczek rozrabia po pijanego w kawiarni "dla artystów" próbuje go poskromić szatniarz. W efekcie starszy jegomośc zostaje przez poetę wyniesiony z sali i powieszony za kołnierz na wieszaku.

      Sekwencja kiedy Rafał przyłącza się do zołnierzy i parodiuje wojskowy marsz i "na komendę" pada w kałużę albo wykonuje "niedźwiedzia" ze słupem telegraficznym jako "powitanie z generałem" Czuć beznadzieję i rozpacz poety, ale łamana jest ona niewymuszonym dowcipem. w efekcie powstaje dobry efekt groteski.

      Pan poeta prowokuje otoczenie - oblewa kawą kolegę, który źle o nim mówi, wskakuje do świezo wykopanego grobu i każe by go zakopać ["ja już jestem martwy"], po pijanemu recytując wiersze w restauracji wylewa na siebie zupę, tarza się po podłodze, a potem chce robić striptiz na stoliku, w domu wsadza głowę do piekarnika wczesniej odkręcając gaz - ojciec mu przerywa, a Rafał od razu, jakby nigdy nic, rzuca "Muszę iść"; z mieszkania kolegi wychodzi oknem... na 2 piętrze.

      Ma dziewczynę, pielęgniarkę. seks jaki uprawiają w gabinecie zabiegowym jest iście komiczny, bo odsłonięci są od pasa w dół, za to na górze mają zarzucony na głowy płaszcz Rafała. dziewczyna nie jest żadnym wybawieniem dla niego. porzuca ją zresztą na ulicy, mówiąc że musi być sam. I to zaraz po tym, jak w kościele odbywa spowiedź wobec niej, w formie recytacji swojego wiersza.

      być może kolejne ekscesy są coraz bardziej nasilone, widać w nich coraz większa szamotaninę Wojaczka, ale wydaje mi się, że jednak Lech Majewski postawił na kumulację tych aktów.

      Do problemów natury metafizycznej [mozna by rzec, Rafał cierpi na specyficzny weltschmerz], dochodzi rzeczywistość w jakiej chłopina się porusza.

      A jest to rzeczywistość brudnych kamienic, szarych ulic [celowo dobrane lokacje, podkreślone zdjęciami] i haseł socjalistycznych wywieszanych na szerokich transparentach, haseł jakże odmiennych od stanu ducha poety.

      W knajpie artystycznej gra zespół Sekret, zapowiadany przez głupawo wystylizowanego konfernasjera, a w repertuarze ma same dancingowe numery z "Jabłuszkiem pełnym snów" w roli głównej. Jakiś poeta ględzi o wyższości wyposażenia miejskich toalet w Bułgarii nad tymi w Polsce, albo przymila się do jakieś pani wagi cięzkiej, przy czym ona go kompletnie ignoruje. Kiedy podchodzi kelnerka i pyta "Co do picia ?", jegomośc pseudoromantycznym żargonem zarządza "Coś w kolorze oczu tej pani", na co kelnerka głosem suchym odpowiada "Czysta z niebieską kartką w środku, moze być ?" ;]. W sklepie węgierski pasztet jest atrakcją dnia, a
      rozmowy ludzi pod sklepem skupiają się na dzieleniu się uwagami o gastrologicznych efektach tegoż pasztetu spożywania. sprzedawczyni jakaś markotna, a kelnerki w restauracji odrabiają pańszczyzne. absolutnie nikt się nie uśmiecha, nikt nie jest życzliwy i sympatyczny po prostu. Niektórzy są żałośni, a reszta pijana lub otumaniona codzienną szarością.

      matka wyjeżdza, ojciec bywa [oboje pojawiają w pojedynczych scenach na początku filmu], a kobieta, u której Wojaczek wynajmuje pokój, wiecznie chodzi w papilotach, szlafroku, z psem na rękach i narzeka, że doniczka na oknie powinna stać po lewej stronie, podczas gdy Rafał zawsze przesuwa ją na prawo; czasami zaprosi go do wspólnego oglądania "Kobry", a on siedzi, gapi się bezmyślnie w ekran, zaś pani zainteresowana jest przede wszystkim tym, czy jej lokator załatwił wreszcie [od ojca] pieniądze na czynsz.

      Koledzy poeci w tchnącej wręcz rozpaczą kawiarni, są zawistni i głupawi. Jak się pojawia Stachura, Wiktor ciągnia Rafała, żeby przedstawić siebie i jego, ale Stachura też nie ma nic mądrego, optymistycznego do powiedzenia. Wojaczek jest pijany i generalnie mało go obchodzi, że rozmawia z poczytnym pisarzem. Stachura pie,przy coś o "spławianiu drewna rzeką", zapala peta i wychodzi, razem z kolega z którym przyszedł. Rafał zostaje i zasypia na stoliku.

      Wszystko to składa się na obraz świata od którego chce się tylko uciec, ale Rafał nie umie tego zrobić. Upija się nieustannie, poprawia papierosami które odpala jeden od drugiego, a do tego dokłada kolejne wybryki. Pisze wiersze, kilka z nich czyta z offu, ale poezja zamiast dawać nadzieję - jest tylko wyrazem jego niemocy i rezygnacji.

      główną rolę gra Krzysztof Siwczyk, też poeta. gra z poświęceniem, dobrze operujac mową ciała i chętnie rzucając się w wodę, w zupę i inne ciecze, widać zaangażowanie i czucie postaci w którą się wciela. Wojaczek cały czas chodzi pijany, w brudnym płaszczu, wymiętej koszuli i zwiędłym krawacie. jest taki jak świat dookoła niego. Jest produktem swojego otoczenia podrasowanym o wrażliwość godną poety. dlatego oni wszyscy żyją i nie tyle akceptują ten stan świata, ile go nie zauważają, a co za tym idzie - współtworzą. On jest wrażliwy i dlatego na trzeźwo rzeczywistość jaką tworzą ci ludzie oraz jaką narzucają czasy, jest dla niego nie do przyjęcia.

      wreszcie poruszająca ostatnia sekwencja - Rafał wyciąga tabletki z szuflady, układa je w szeregu, miesza z wódką, wypija i zasypia snem uwalniającym go wreszcie od kotłowaniny nieznośnej. Rankiem wchodzi właścicielka lokalu, widząc Rafała na podłodze mruczy, że "znów się spił...", a potem marudzi, że "znów doniczka po prawej stronie" i ją poprawia. Rzut kamery na ulice... a tam nadal to samo, nic się nie zmieniło, kolejny szary dzień w szarym świecie, w którym Wojaczek nie umiał żyć.

      a tenże szary świat jest poetycki, wspaniale zaarażowany i wygląda tyleż przygnębiająco, co pięknie, w czarno-białych zdjęciach Adama Sikory. wspaniale, z lekkim przerysowaniem i absolutnie świadomą tego premedytacją, oddana jest estetyka przełomu lat 60-tych i 70-tych w POlandzie. Oczywiście, jest to zapis świata widzianego oczyma nadwrażliwego Wojaczka, podrasowany jego egzystencjalną, metafizyczną rozpaczą. tak czy inaczej, good or bad :], zdjęcia są naczelną wartością tego filmu, świetnie tworzą połączenie z, mówiąc szumnie, duszą poety.


    • grek.grek "Lepiej być nie może [As good as it gets]" '97 03.12.14, 14:33
      via Polsat.

      2 Ocary dla Jacka Nicholsona i Helen Hunt oraz cała seria nominacji. Jak się ogląda, to aż trudno uwierzyć, że to był jeden z najlepszych filmów sezonu :] Jest dobry, optymistyczny, aktorzy są świetni, ale żeby aż tak... ;]

      rzecz o nawróceniu. jak to w Ameryce. w lekkiej komediowej formie, ale za to wyposażonej w momenty wagi półcięzkiej.

      rzecz się kręci wokół literata. Melville napisał już 62 powieści, a każda z nich to nieznośnie kiczowaty harlekin. Fanki w wydawnictwie zastanawiają się "skąd on tyle wie o kobietach ?", a ich zapowietrzenie wskazuje na to, ze Melville wie także sporo o miłości.

      problem w tym, że na codzień Melvile, to synonim terminu "du,pek żołędny". Pal licho nerwicę natręctw, objawiającą się kicaniem po chodniku w taki sposob, żeby nie stanąć na żadnej linii; pal licho obsesję na punkcie higieny i mycie rąk po każdym kontakcie z inną istotą ludzką albo zwierzęcą [kostkę mydła Melville wyrzuca po jednorazowym użyciu, ale za to ma ich cała szafkę].

      Melville to po prostu burak :] swojego sąsiada, sympatycznego geja Simona, malarza-artystę, traktuje z pogardą i docina mu nader nieprzystojnie, a jak jest okazja to mu psa wrzuca do zzsypu na śmieci - aż się musi za Simonem wstawić jego chłopak [czarnoskóry, co dla Melvulle'a jest okazją do kolejnych wątpliwych grepsów], któremu do krainy łagodności nieco dalej.

      w restauracji pan Harlekin zawsze musi siedzieć w tym samym miejscu. Jak jest zajęte, to narzeka, marudzi, dezorganizuje pracę całego przybytku, a na koniec w bezczelny sposób wygania klientów. Je zawsze własnymi sztućcami i koniecznie musi go obsługiwać kelnerka Carol.

      Carol ma syna. Jest chory na jakąś poważną przypadłośc, w sumie - samotna matka [wspierana własną matką] ma życie cokolwiek niewesołe. Meville nawet tutaj nie umie jęzora za zębami trzymać i nie powiedzieć czegoś nieprzyjemnego o jej dzieciaku - wściekła Carol ostro go sztorcuje, Melville przeprasza. Cały czas ma się wrażenie, ze facet po prostu "tak już ma". musi coś chlapnąć i już. Chcący czy niechący.

      I żyłby sobie tak Meville dalej, gdyby nie dwie sytuacje, które wytrącają go z rutyny codzienności. Najpierw Simon zostaje napadnięty przez rabusiów i dotkliwie pobity oraz oszpecony. Ląduje w szpitalu. Jego chłopak bezceremonialnie zapędza Melville'a do opieki nad psem pacjenta. niespodziewanie, Meville tak się zaprzyjaźnia ze znienawidzonym pieskiem, że zaczyna się o niego troszczyć jak o własne dziecko. Kiedy Simon wraca ze szpitala, o lasce i cały w szramach na twarzy, pies traktuje go jak obcego, woli być z Melvillem. Dla Simona, załamanego swoim wyglądem, i długami finansowymi i utratą mieszkania z pracownią, które pociągnęły za sobą koszta leczenia - psia zdrada to dodatkowy powód by wpaśc w dół głębokości Kanionu Colorado. Melville w swoim stylu udaje dystans, ale los sąsiada zaczyna go obchodzić.

      A potem syn Carol zaczyna dołować zdrowotnie, przez co kobiecina rezygnuje z pracy w restauracji, aby móc zając się chłopcem. Melville szaleje - nie umie zjeśc, jeśli Carol go nie obsłuży. I najpewniej z tego powodu przede wszystkim - opłaca jej doskonałego lekarza, który za prywatne pieniądze Melville'a wykonuje szereg zaległych badań [ich ZUS chyba też kiepsko stoi ;)], ordynuje terapię i raz dwa stawia dzieciaka na nogi. A wszystko po to, żeby Carol wróciła do pracy i mogła mu podawać śniadanie. może i egoizm, ale za to jaki pożyteczny, nie ? :} I tutaj to samo - Carol i jej syn zaczynają być dla niego ważni.

      pewnego dnia Simon musi pojechać do rodziców, aby poprosić ich o pożyczkę na te swoje długi. Narzeczony nie go zawieźć, więc pada na Melville'a. Prosi Carol, żeby z nimi pojechała. oficjalnie - bo Meville boi się, że Simon będzie go podrywał. Carol nie może mu odmówić. jej do niedawna umierający syn, dzieki Melville'owi, teraz biega, gra w piłkę i jest zdrowy jak rydz.

      W drodze cała trójka się zbliża do siebie. Simon opowiada o tym jak go starzy wyklęli za homoseksualizm, Carol jest wrażliwa, więc mu współczuje, Melville cicho utyskuje na ich ckliwe rozmówki, ale słucha chciwie co mówią i cynizm jest tutaj wyraźnie maskaradą.
      Carol zaczyna lubić Melville'a, przekonuje się, ze to dobry człowiek, tylko trochę zaniedbany :]

      I kiedy już jest fajnie, i na jakimś postoju idą razem do restauracji na kolację wystawną - Melville wszystko psuje. Najpierw sukienkę Carol nazywa "podomką"... Udaje mu się ją udobrucvhać komplementem... ale zaraz potem powiada, że tak naprawdęwziął Carol w podróż, żeby przespała się z Simonem i poprawiła mu humor, a może nawet żeby się zeszli ze sobą. I że to niby dla ich dobra. Ma szczęście, że restauracja jest pełna ludzi i kończy się tylko na ostentacyjnym wyjściu Carol i zdziwionych spojrzeniach gości.

      W hotelu Simon odzyskuje chęć do życia. Przypadkiem zauważa Carol w półerotycznej, zmysłowej pozie łazienkowej i zaczyna ją malować. gwałtowny impuls twórczy zmienia całkowicie jego stan ducha. A Carol czuje się piękna. Przez całą noc on ją maluje, a ona jest szczęśliwa. Rano gruchają jak gołąbki, a Melville domaga się odpowiedzi "Czy spali ze sobą ?!" :]

      Simon stwierdza, ze nie potrzebuje pomocy rodziców, że sam się zbierze do życia i pracy, zarobi na te swoje debety. Wracają do NOwego Jorku. Ofk, Carol nie chce znać Melville'a.

      tyle że ten znów robi coś, co każe zmienić punkt widzenia na niego. Przyjmuje do siebie bezdomnego Simona. organizuje mu pokój z wygodami, każe przenieśc do swojego apartamentu wszystkie jego graty. Simon ze łzami w oczach wyznaje mu, że jest wspaniałym człowiekiem, a Melville zdobywa się na tekst, ze "jakbym nie był heterykiem, to byłby najszczęśliwszym facetem na Ziemi".

      teraz tylko Melville musi się zejśc z Carol :] No i się schodzi. Bo tak naprawdę bardzo przeżywa to, co jej powiedział, swoje idiotyczne zachowanie. Kocha ją, ot po prostu. Simon bierze go w obroty i wyjaśnia, że musi to odkręcić, musi się wreszcie otworzyć. Jeszcze tego samego wieczora, Melville, skrzętnie omijając linie na chodnikach, zasuwa do Carol i wyznaje jej miłość, nazywa najwspanialszą kobietą na świecie, i wyraża swoją dumę z tego, że widzi tę jej wspaniałość, której inni być może nie widzą, a jesli nie widzą, to on jest nie tylko dumny, że widzi, ale i zadziwiony, że takiej oczywistości oni nie dostrzegają.

      A potem idą na swieże bułki do dopiero co otwartej piekarni na, chyba Manhattanie ;]

      Melville'a gra Nicholson i jest w tym fantastyczny. Helen Hunt ma do zrobienia Carol. Greg Kinnear gra Simona, a jego chłopaka - komicznie łączący twardzielstwo ze stereotypowo gejowskimi gestami Cuba Gooding jr.

      ogląda się bardzo dobrze, ku pokrzepieniu serc, warsztat aktorski i finezja Nicholsona robią wrażenie, ale 7 nominacji do Oscara ?.. :]]


        • siostra_bronte Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets] 03.12.14, 18:39
          Dzięki, Greku :)

          Faktycznie, to sympatyczny, świetnie zagrany film, jak słusznie napisałeś ku pokrzepieniu serc. I jak nie przepadam za Nicholsonem to postać, którą grał była na tyle ciekawa, że nawet mi nie przeszkadzał :) Helen Hunt też mi się podobała. Ale na pewno to nie żadne arcydzieło.

          Jak już pisałam nie raz Oscary dawno straciły na wartości i przypadki zdecydowanego przecenienia filmów zdarzały się już wcześniej (np. "Czułe słówka" Brooksa z też oscarowym Nicholsonem).
          • grek.grek Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets] 04.12.14, 17:01
            dzięki, Siostro :]

            sprawdziłem.
            w 97 Oscara wygrał "Titanic", a wśród 5 nominowanych był jeszcze "Buntownik z wyboru" oraz "Goło i wesoło" [ten piąty to "Tajemnice LOs Angeles"], a zatem konkurencja w zasadzie bardzo podobnych do siebie filmów, stylistycznie i wymownie.

      • mozambique Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets]" '9 04.12.14, 10:18
        ja po prostu uwielbiam ten film z wielu powodów:

        - za wyraz moralny ze tak powiem
        - oczywiscie za JAcka NIcholsona którego mozna jesc łychami bez wzgledu na wiek, brzucho, łysine i rolę ( np. w 'Lepiej późno niź póżniej" w roli podtatusiałego lowelasa uwodzącego Diane Keaton jest tez doskonały)
        - za Grega Kinnear'a który mimo ślicznej urody typu "wczesny WHAM" :)) pokazuje ze umiejętnosci przyzwoite ma
        - akurat za Helen Hunt duzo mniej , mimo ze to dobra aktorka tak jakos jej twarz i mimika wprowadza mnie w dziwne rozdrażnienie, no denerwuje mnie po prostu
        - za bon moty ale to zalezy od danego tlumaczenia dialogów, ja scene z sukienką zapamietalam w wersji ( z tvnu?)
        , Melvil walnął kobiecie komplement " No popatrz, mi każą założyc marynarkę a ciebie wpuścili tu w fartuchu" . CHyab ciut lepiej brzmi , choc nie wiem jak jest w oryginale.
        • grek.grek Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets]" '9 04.12.14, 17:14
          "wyraz moralny" - chodzi ci o political correctness ? ;]

          pamiętasz ten moment w biurze wydawnictwa, ktore publikuje te kicze Melville'a ? sekretarka prawi mu komplementy "W jaki sposób tak celnie udaje się panu opisać niepokoje kobiecego serca ?", na co Melville "Wyobrażam sobie mężczyznę, a potem odbieram mu rozum i zdrowy rozsądek" ;]]

          homofob, rasista, mizogin, socjopata wypisz wymaluj :]

          w wersji polsatowskiej "fartuch" zastąpiła "sukienka domowa".

          • mozambique Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets] 05.12.14, 10:59
            az sparwdzilam na jutubie - pojawia sie słowo "housedress" czyli raczej podomka, racja :)

            a wyraz moralny to mialam na mysl no .. dydaktyzm taki , ze nawet najgorszy typ w pewnym momencie ( dla odpowiedniej osoby ) moze przejsc przemianę na abarot! to krzepiące :)

            zreszt a ta scenka jest jeszcze bardziej smakowita - w restauracji jednoczesnie jest dancing, ładnie plumka jakis band, Helen pyta " masz ochote zatanczyc?" Jack " o ! włąsnie o tym myslałem..." , - tu Helen zrywa sie z krzesła a JAck siadając konczy
            "... ale jednak nie chcę " i zębisty uśmiech !!! ( takiego faceta tylko zabić , nie ?)
        • pepsic Re: "Lepiej być nie może [As good as it gets]" '9 04.12.14, 19:36
          Helen Hunt duzo mniej , mimo ze to dobra aktorka tak jakos jej twarz i mimika wprowadza mnie w dziwne rozdrażnienie, no denerwuje mnie po prostu

          Mam podobnie, uważam, że film z inna aktorką tylko by zyskał. A poza tym tez uwielbiam Jacka Nicholsona:)

          Ps. Mi chodzi po głowie podomka.
    • angazetka Bond 24 04.12.14, 13:05
      Godzinę temu ogłoszono tytuł ("Spectre") i obsadę kolejnego Bonda - premiera za 11 miesięcy.
      Jest i Christoph Waltz jako Zły, i Andrew Scott (Moriarty z "Sherlocka BBC) jako... dobry. Piszczę z uciechy :)
      hatak.pl/artykuly/spectre-obsada-i-oficjalny-tytul-filmu-o-jamesie-bondzie
    • grek.grek "Głupi Jakub" [1988] teatr w TVP Kultura 04.12.14, 13:52
      wg sztuki Tadeusza Rittnera.

      posiadłośc szambelana [Jan Nowicki].
      właściciel mieszka tutaj ze swoją siostrą Martą i męzem Teofilem.
      Marta [Halina Łabonarska] jest kobietą kompletnie bez ikry, nieco zrzędliwą, senną - jej aktywnośc zredukowana jest do grania ze swoim bratem w karty albo w domino i od czasu do czasu wygłaszania jakichś przytyków pod jego adresem, czym oczywiście irytuje go i zniechęca do siebie. No ale siedzą, grają, bo i cóż innego im pozostaje. Szambelan utrzymuje ją przy sobie, bo bez niej siedziałby zupełnie sam i nawet nie miałby do kogo otworzyć ust.

      Teofil [świetny Krzysztof Majchrzak] od 6 lat jest bezrobotny, po tym jak wystąpił z wojska. NIe szuka nowego zajęcia zarobkowego, bo i po co ? Zamożny szwagier łozy na jego żonę i na niego, więc po co ma się rozglądać za niewdzięczną harówką ?

      Małżeństwo Marty i Teofila, to emocjonalna kostnica. Nic ich nie łączy. Sa razem tylko dlatego, że u Szambelana mają jak u pana Boga za piecem. Teofil bardzo rózni się od swojej drugiej połowy - jest towarzyski, uśmiechnięty pod krzaczastym wąsem, widać jakiś wigor. Służy mu rola utrzymanka ;]

      Gospodarstwem Szambelana zarządza Jakub [Zbig Zamachowski]. Prosty, ale rozgarnięty chłopak. Jego matka [świetna w swoim krótkim wejściu Stanisława Celińska] kiedyś prowadziła szynk czy zajazd czy coś takiego. Wdawała się w romanse. Owocem jednego z nich jest właśnie Jakub. Kto ejst ojcem ? No tego właśnie nie wiadomo. Tak czy owak, Szambelan, sam kawaler i bezdzietny, przygląda mu się z zainteresowaniem, docenia rzutkość i zmysł organizacyjny Jakuba i od pewnego czasu myśli o tym, żeby go usynowić. Trochę wprawdzie się martwi, co ludzie powiedzą, bo "nie chciałby być śmieszny" [jest to jego główna troska, którą kilkukrotnie powtarza], ale przecież byłby to czyn szlachetny - możliwe, że dzięki niemu tylko by zyskał w oczach ludzi.

      akcja rusza z kopyta, kiedy pojawia się Hania [znakomita Agnieszka Pilaszewska] - młoda dziewczyna z klas niższych :] zostaje gosposią u Szambelana. Chyba z poręczenia Marty, ale nie jestem pewien, tudzież - zawieruszyło mi się to w pamięci.

      Whatever... Hania pobudza zmysły wszystkich mężczyzn. Teofil wprost uderza do niej w konkury, czym wreszcie wywołuje jakieś objawy życia u swojej żony - z zazdrości Marta maże podanym do śniadania miodem twarz Hani. Odwiedzający Szambelana Doktor [śp Zapasiewicz], miejscowy podrywacz, już zarzuca na nią sieci... Kiedy wpada z wizytą pan Prezes - jego syn otwarcie się do niej przystawia. Ofk, te zaloty są z pełnym zachowaniem formy minionych czasów.

      Hania wszystkim pozwala się całować po rękach, flirtuje, daje nadzieję, aby za chwilę uciec, nie przekreślając jednak ewentualnych szans w przyszłości.

      jej flirty doprowadzają do pojedynku między synem Prezesa, a Jakubem. kiedy Hania odrzuciła zaloty synusia, ten złośliwe rozgadał plotkę jakoby Hania i Szambelan ze sobą sypiali. Jakub rzucił mu rękawicę. W obronie honoru kobiety, ale Szambelan odczytał to w drugą stronę - że niby Jakub bił się za niego. Nieustannie zatem narzekając na chłopską fizjonomię, podchodzenia i maniery Jakuba, Szambelan nie posiada się z zachwytu nad chłopaka zaletami. Jest niemal zdecydowany by zaraz go adoptować.

      Tutaj trzeba wreszcie powiedzieć, że pozornie niewinna i świeża Hania jest wyrachowaną zawodniczką. "Mogę wyjśc tylko za pana, nigdy za sługę", definiuje swoje życiowe credo. Plany wiąże z Jakubem - jest w nim chyba nawet zakochana, ale nie ma zamiaru żenić się z Jakubem-zarządcą. Ona może wyjśc tylko za Jakuba-pana. A żeby Jakub został panem, musi go usynowić Szambelan. Jakub niekoniecznie się rwie do robienia kariery, ale Hania go naciska. Niekoniecznie też nasz dzielny Jakub chce zostać właścicielem majątku. On chce poznać swojego ojca. Myśli, że Szambelan naprawdę nim jest i dlatego ma wobec niego plany adopcyjne.

      Hania i Jakub nie ujawniają się przed Szambelanem ze swoim cichym związkiem. Hania nie chce się wypstrykać z szans. W odwodzie bowiem ma... samego Szambelana, ktory wprost traci głowę dla jej urody i uśmiechu. Je jej z ręki. Przed chwilą zgorzkniały stary pierdziel zgarbionony przy kartach i prowadzący jałowe przekomarzanki z Martą - nagle rwie się do spacerów, oko mu błyszczy, a ożywia się nawet wtedy, kiedy się akurat na coś nie zżyma :]

      Zwrot akcji następuje w momencie, gdy w majątku pojawia się matka Jakuba. Przyszła po jakąś pożyczkę do Szambelana, którego bardzo dobrze zna z dawnych czasów. przy okazji rozmowy sam na sam, Jakub ciśnie ją w sprawie tematu swojego ojca - matka wyznaje mu wreszcie, że jest nim Doktor. z Jakuba schodzi powietrze. Mimo próśb Hani - wyznaje prawdę Szambelanowi. A ten doznaje ataku wściekłości i raz na zawsze porzuca myśl o usynowieniu Jakuba. Właśnie, głupi Jakub... gdyby tylko utrzymał tajemnicę przez kolejne parę dni...

      Hania odwraca się do Jakuba. KOcha go, chyba..., ale jednak ważniejsza jest pozycja spoleczna niż szczere uczucie. Chciała to połączyć, ale Jakub okazał się "głupio" uczciwy. Przyjmuje więc Hania propozycję Szambelana i zaręcza się z nim. Jak mówiła "wyjśc moze tylko za pana...", tak też czyni. Nie kocha Szambelana, może nawet lekko sie nim brzydzi, ale społeczny status, awans, bycie "panią", jest jej priorytetem życiowym.

      Tego samego dnia wieczorem mają miejsce sensacyjne wypadki. Odurzony sszczęsciem Szambelan wreszcie robi to, co chciał zrobić od dawna - oświadcza Marcie i Teofilowi, że mają się wyprowadzić z jego domu. DLa obojga jest to szok. Zwłaszcza dla Teofila. Na nic zdają się jego żałosne umizgi do Szambelana. Decyzja jest nieodwołalna. Hania niby ujmuje się za nimi, ale w istocie widać, ze decyzja Szambelana jest po jej myśli. Chociaż... może się mylę ? MOże wolałaby aby zostali i nie skazywali jej na bycie z nim sam na sam ?

      Jakub odchodzi z majątku. Komunikuje to Szambelanowi, a ten chce tylko, aby Jakub znalazł jakiegoś następcę na swoje miejsce. POtem moze sobie iść.

      Pokryjomu nocą, wchodząc do salonu oknem, Jakub jeszcze raz próbuje porozmawiać z Hanią. Odwołuje się do jej uczuć wobec siebie. Hania słucha, ale nie mówi nic. Nagle - rwetes. Wbiegają do salonu Marta i Teofil krzycząc, ze "nakryli złodzieja". I że Hania go wpuściła. Mają nadzieję, że odzyskają w ten sposób względy Szambelan, a Hania zostaje wyrzucona. Nic z tego - zbiega się służnba, ktoś zapala światło i poznają Jakuba. Wchodzi obudzony Szambelan. "Jesteście niezrównoważeni, tylko potwierdzacie, że z takimi ludźmi jak wy nie sposób żyć pod jednym dachem" - ochrzania Martę i Teofila. Odchodzą oni do sypialni, złamani ostatecznie i poogodzeni z losem.

      Jakub, Hania i Szambelan zostają sami. Jakub dumnie oświadcza Szambelanowi, że Hania "jest z nim, jest jego i chce z nim odejść". Ona milczy. Jakub zachęca by potwierdziła. Szambelan cynicznie podchwytuje "No, powiedz Haniu", a wtedy Hania kilka razy powtarza do Jakuba :" "Nie. Nie. Nie jestem twoja i nigdy nie byłam. I nigdy z tobą nigdzie nie pójdę". MÓwi to cicho. MÓwi to wbrew swoim uczuciom i wbrew prawdzie. BYła "jego", kocha go, ale - sami już wiecie... Wygodne życie u boku Pana Szambelana, status Pani Szambelanowej - to jest ważnijesze. Ona czuje żal i gorycz swojego wyboru, boli ją utrata miłości, ale w swoim mniemaniu - nie ma wyjścia.

      Jakub zatem wyjeżdza. Hania zaklina go, żeby jednak został. Ale nie można zjeść cukierka i mieć cukierka. Hania osiąga swój cel, ale razem ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc - są suknie, makijaż całkiem nowy, biżuteria na uszach i w dekolcie, Pani Szambelanowa w statusie... ale jest i samotnośc, wyobcowanie, a w roli męża niekochany piernik. I nikogo dookoła, kto byłby odskocznią, czyja choćby tylko obecnośc dodałaby energii codzienności i pozwoliła zapomnieć o emocjonalno-egzystencjalnej cenie jaką trzeba płacić za społeczny awans.

      W salonie zostają Hania i Szambelan. Grają w domino. Na zimno. Nic nie ma między nimi. ona odrzuca jego flirty. On rozumie, że ona go nie kocha.
      • grek.grek Re: "Głupi Jakub" [1988] teatr w TVP Kultura 04.12.14, 14:03
        wiedział o tym od początku, ale tak jak ona pragneła awansu za wszelką cenę, tak on chciał taką młodą, fajną laskę jako swoją żonę. UKład z rozsądku i ku realizacji swoich aspiracji.

        brak uczucia, co tam - brak nawet sympatii do siebie [zwłaszcza Hani do Szambelana] owocuje smutnym widokiem dwojga wytwornie ubranych ludzi, w opustoszałym domu, przy eleganckim stole grającym w najsmutniejsze domino pod słońcem. I zgadzających się tylko co do jednego - muismy grać, bo cóż nam innego pozostało ?

        nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają - i ci, którzy tracą, i ci którzy osiągają to, czego chcieli. A to dlatego, że motywacją ich działań i zachowań jest tylko i wyłącznie egoistyczne ustawienie się, a nie szczere uczucie i bezinteresowność.

        piękna aranżacja - we wnętrzach klasycznego ziemiańskiego domu z przełomu wieków [Rittner napisał "Jakuba" w 1903], świetne stroje i charakteryzacja i świetni aktorzy.

        Kultura pokazał to w ramach "Miesiąca z Janem Nowickim".

        tutaj jest kilka fotografii, trailerów pewnie jeszcze w '88 nie robili ;] :
        www.telemagazyn.pl/tv/563798/glupi-jakub

        • barbasia1 Re: "Głupi Jakub" [1988] teatr w TVP Kult 05.12.14, 19:15
          > nikt nie wygrywa, wszyscy przegrywają - i ci, którzy tracą, i ci którzy osiągają to, czego chcieli.

          Ale tylko ów tytułowy "głupi Jakub" ocalił swoją godność ludzką. "Głupi" ponieważ mógł zyskać tak wiele - majątek, kobietę, którą kochał ze wzajemnością, a jednak zrezygnował ze wszystkiego w imię zasad moralnych.

          Świetna obsada.
          Żałuję, że nie widziałam. Dzięki wielkie za relację.

          "Głupi Jakub" uchodzi za jedno z najwybitniejszych osiągnięć teatralnych Rittnera, pisze Artur Hutnikiewicz w "Młodej Polsce".
          • grek.grek Re: "Głupi Jakub" [1988] teatr w TVP Kult 06.12.14, 17:38
            dzięki, Barbasiu :]

            yes, tytuł jest ironiczny i przewrotny, podobnie jak "Idiota" u Dostojewskiego.
            w świecie cynizmu człowiek postępujący w zgodzie ze swoimi przekonaniami i stawiający je wyżej niż
            ewentualne korzyści z kłamstwa lub udawactwa jest "głupi" czy też "idiotyczny".

            mnie też zaskoczyła Kultura ;] może będzie jakaś powtórka.

            bardzo dobra rzecz, co ciekawe Rittner napisał się na początku poprzedniego wieku, a aktualna jest nawet po z górą 100 latach :]
    • grek.grek "Popiół i diament" [1958] via Stopklatka 04.12.14, 14:52
      cóż, klasyka polskiego kina według prozy Andrzejewskiego, który także napisał scenariusz do filmu Wajdy.

      www.youtube.com/watch?v=V3ys_NeM6wa
      podziemny AK-owiec Maciek CHełmicki dostaje rozkaz zabicia partyjnego sekretarza Szczuki.

      Jest jednak kilka problemów, które wpędzają go w nieustanną gonitwę myśli i nerwowość.

      Raz - Szczuka nie jest chamem i zbrodniarzem, ale człowiekiem kulturalnym i sympatycznym oraz naprawdę wierzy w komunizm, jest oddany idei poprawiania losu mas. Dwa razy się stykają ze sobą. Szczuka prosi o ogień do papierosa. Maciek mu nim służy. Szczuka robi na nim dobre wrażenie. Normalny gośc. I ja mam zaraz go zabić ?

      Dwa - w hotelu, w którym Maciek [Zbigniew Cybulski] i Szczuka mieszkają obok siebie, Chełmicki poznaje młodą barmankę Krysię [piękna Ewa Krzyżewska]. Przystawia się do niej kulturalnie, ona się nim zaczyna interesować, po pracy odwiedza go w pokoju, spędzają noc, a nad ranem włóczą się po okolicy, w tym m.in po starym spusstoszonym kościele alias cmentarzu, gdzie z zwisa głowa w dół Chrystus na przekrzywionym krzyżu :.

      www.youtube.com/watch?v=fdDo-gDkCFo
      Maciek nie chce tak żyć. Dylematy nim targają. Chciałby żyć normalnie. Z tą Krysią. Uczyć się, studiować, a nie strzelać, zabijać, ukrywac się, zmieniac ciągle miejsce pobytu. Tym bardziej że podczas ostatniej akcji Maciek i koledzy zastrzelili nie tych ludzi, co trzeba. Maciek ma z tego powodu wyrzuty sumienia.

      Jaki jest sens tej całej walki ? TEraz, kiedy kraj trzeba odbudować, zamiast się szarpać ? W imię czego wykonuję rozkazy centrali, czy ja nie mam własnego rozumu ? NIe wiem, czy w książce są takie motywacje bohatera, ale w filmie Cybulski zdaje się właśnie tak je definiować, ofk z nadania reżysera Wajdy. w 1958 roku trudno było sobie pozwolić na inne interpretacje, jak sądze. Co wcale nie oznacza, że przypadkiem nie mogły być one najzupełniej słuszne i celne. Tak jak w "Kanale".

      Cybulski gra to fantastycznie, nie popada w patos, jest autentyczny, ludzki i ma w sobie tę przedwojenną szkołę manier i zachowań. Romantyk w uścisku imadła historii.

      Co jakiś czas pojawia się kolega z oddziału [Adam Pawlikowski], z którym Maciek konsultuje plan działania i dzieli się swoimi niepokojami, a niekiedy wspomnieniami. Do historii przeszła scena, kiedy bar na moment pustoszeje, bo wszyscy biegną pooglądać występujących w sąsiedniej sali jakichś cyrkowców czy śpiewaków - wtedy Maciek i Andrzej podpalają kieliszki z wódką, wymieniając swoich zabitych kolegów z grupy.

      www.youtube.com/watch?v=y3xFC-io_nw
      wreszcie Andrzej wyjeżdza, a Maciek dokonuje wyboru. W noc po ogłoszeniu kapitulacji hitlerowskich Niemiec i zakończenia II wojny światowej - Maciek napada na Szczukę w jakimś ciemnym zaułku, kilka minut po tym jak tamten opuszcza hotel, dziwnym zbiegiem okoliczności bez obstawy. Maciek stzrela do niego, kładzie trupem, a w momencie gdy stoi z pistoletem nad jego trupem - w górę wystrzeliwują radosne race i fajerwerki. Wszędzie dookoła trwają bale z powodu końca wojny i pokonania III Rzeszy.

      także w hotelu, w którym Maciek mieszkał, odbywa się balanga. Najpierw jest bankiet dla bonzów partyjnych i elity. Zakłoca ją karierowicz Drenowski, dawniej kolega Maćka i Andrzeja, a teraz - sekretarz nowo prezydenta miasta, który tak się cieszy na swój kosmiczny urzędniczy awans i kupę szmalu jaką przytuli, że az zalewa się w trupa i w stanie nieważkości wszczyna awanturę, demolując salę, zrywając obrusy razem z zastawą. Zostaje wyrzucony na zbity pysk, ląduje w szalecie i bełkoce bez sensu.

      rankiem do sali balowej wdziera się słońce w iście onirycznych klimatach odbywają się jakieś tance, wyprowadzanie i wprowadzanie flag i sztandarów, saluty wojskowe i calkiem mieszczańskie otumanienia.

      Maciek zabija Szczukę i opuszcza rankiem hotel. Spotyka Drewnowskiego, który koniecznie chce z nim pogadać. Maciek wieje przed nim i zupełnie przypadkiem plecami wpada na jednego z trzech zołnierzy, stojąccyh przy chodniku. Z nerwów panikuje i zamiast po prostu przeprosić - zaczyna uciekać. Zolnierze widząc, że facet ucieka - reagują jak to zolnierze : stój albo strzelamy ! Maciek nie zatrzymuje się, więc strzelają. Ranią go, ale po upadku wstaje i kontynuuje ucieczkę. Oni za nim.

      Maciek skręca w bok, w okolice podwórek przydomowych - tratuje rozwieszone białe jak śnieg pranie, zostawia na nim ślady swojej krwi.

      Myli pościg, biegnie przez wysypisko śmieci. Wreszcie pada w te śmieci, zwijając się z bólu i drąc nogami po ziemi, na prostej drodze do śmierci. Scena która przeszła do historii polskiego kina, jak wiecie. I tak to się kończy.

      to był jeszcze czas, kiedy Wajda robił dobre filmy. pokazywał ludzi, a nie pomniki; stawiał pytania, ale nie podawał jednoznacznych odpowiedzi; interesowała go historia, ale nie po by przymilać się gustom masowej widowni.

      dzisiaj "Popiół i diament" nie mógłby powstać. jakkolwiek jest w książce, dzisiaj Maciek miałby do zabicia chamskiego pijaka, nie miałby wątpliwości co do sensu AK-owskiego zamachiwania się, a jesli miałby jakiś dylemat, to może ta Krysia co najwyżej by się pojawiła, ale musowo w ostatniej scenie akcja przeniosła by się o 9 miesięcy naprzód, a Krysia byłaby w przeddzień urodzenia małego Maćka, który byłby jasnym symbolem patriotycznego "Non omnis moriar". Aha, no i bankowo Maciek nie dałby się ot tak zabić uciekając po spanikowaniu. musieliby go ganiać dobry kwadrans, podczass którego odstrzeliłby ze czterech czerwonych komuchów ;]

      to były piekne czasy polskiego kina. ważkie pytanie, moralne rozterki, historia w tle... czasy może i inne, ale i chyba myślenie o kinie było głębsze ?



      • siostra_bronte Re: "Popiół i diament" [1958] via Stopklatka 04.12.14, 15:36
        Dzięki Greku :)

        Nie ma co się rozpisywać, po prostu klasyka. Widziałam kilka razy, raz ze szkołą w ramach lektury :) Kilka scen, które pozostają w pamięci, jak płonące kieliszki, odwrócony krzyż w kościele czy finałowa scena śmierci Maćka. No i Cybulski, bez niego to byłby inny film.
          • grek.grek Re: "Popiół i diament" [1958] via Stopklatka 04.12.14, 17:35
            Siostro, dzisiaj w TVP2 o 20:40 puszczają "Wroga publicznego" - na pewno zaciekawi Cię rola Gene'a Hackmana, którą niektórzy odczytują jako kontynucję losów Harry'ego Caula z "ROZmowy". rozmawialiśmy o tym przy okazji Twojego opisu "Rozmowy".

            film jest bardzo dobry, akcja wciąga, a jednocześnie nie jest idiotyczna, więc może uda Ci się przetrwać pierwszą godzinę - do pojawienia się Gene'a :]

            jestem ciekaw Twojej interpretacji, na ile Gene-Lyle z "Wroga" mógłby być suplementem do Gene'a-Caula. "Rozmowa" kończy się w zawieszeniu, nie wiadomo co dalej z Harrym, a to mogło sprowadzić na ten trop Davida Marconiego [scenarzysta "Wroga..."]
        • grek.grek Re: "Popiół i diament" [1958] via Stopklatka 04.12.14, 17:22
          dzięki, Siostro :]

          innymi słowy - oglądamy i kiwamy głowami z uznaniem :]

          ale mimo wszystko zwróciłbym jeszcze uwagę na to, że nie ma w tym filmie czarno-białej rzeczywistości.
          ciekawe, że w tym ponoć zamordystycznym PRLu postać AKowca nie została wykrzywiona i skarykaturyzowana, nie odebrano jej moralnych racji, odwagi czy etyki - chociaz może niektórzy w ten sposób odebrali śmierć Maćka na wysypisku śmieci, skrytobójczy zamach i choćby sposob w jaki ściąga on na siebie uwagę i karabiny zołnierzy. podejrzewam, że jednak Cybulski by tego nie zagrał, gdyby
          dopatrzył się chęci umorusania swojego bohatera dla potrzeb komunistycznej propagandy.

          w ogole, wydaje się, że tamte filmy rzucają dużo szerszą perspektywę historyczną niż współczesne ich odpowiedniki. te "Popiełuszki", "Wałęsy" i seria innych, w których PRL zawsze ma nie twarz, a mordę - głupią, tępą i zacietrzewioną, wobec której staje nieskazitelnośc bohaterów ze styropianu. MOże to daje twórcom i częsci widowni poczucie słusznej zemsty na minionym ustroju, ale filmy [i teatry] wychodzą z tego bardzo nieciekawe.
          • pepsic Re: "Popiół i diament" [1958] via Stopkla 04.12.14, 18:30
            te "Popiełuszki", "Wałęsy" i seria innych, w których PRL zawsze ma nie twarz, a mordę - głupią, tępą i zacietrzewioną, wobec której staje nieskazitelność bohaterów ze styropianu.
            Tak się składa, że "Popiełuszko, wolność jest wśród nas" to film wiernie oparty na faktach, dodam przejmujących i tragicznych, więc nie wiem, jakbyś się starał, to tego nie zmienisz, ani nie zdezawuujesz.
            • grek.grek Re: "Popiół i diament" [1958] via Stopkla 05.12.14, 15:54
              sam pomysł "Popiełuszki" jest nietrafiony :]
              pokazywanie bohatera bez skazy niemal wymusza, aby druga strona była umorusana po same
              uszy. inaczej ten kryształ bohatera nie będzie lśnił.

              co do faktów... wiesz, ci lepiej poinformowani, albo starający się mysleć wbrew stereotypom, sądzą, że cała akcja SB przeciw księdzu była incjatywą wąskiej grupy betonu partyjnego, który chciał w ten sposób podgrzać atmosferę i doprowadzić do rozruchów opozycji, co dałoby pretekst by wziąć ją w całości za twarz.

              nikt z kierownictwa, z tzw. mainstreamu PZPR nie był na tyle nierozsądny, by go chcieć zabić. inna rzecz, że nawet Kościół patrzył na niego krzywo, bo wolał dobrze żyć z Partią. zatem, kto wie, może nawet saam kler maczał w tym palce ?

              to by był ciekawy film, gdyby ktoś się odważył stworzyć na podstawie ww. podejrzeń [wg mnie, bardzo racjonalnych i zgodnych z rzeczywistością] odpowiedni scenariusz. Tylko, że w Polsce jest to niemożliwe.
    • pepsic "Księga Diny" 12 grudnia br. 04.12.14, 19:26
      Wczoraj oglądam, niestety urwało mi spory początek, jako że nikt nie raczył zapowiedzieć;) Ale nic to, sięgnęłam do archiwum i bingo. Grek wypowiadał się 5 lat temu ze szczegółami! Zatem thx. Najbliższy seans w "Ale kino!": piątek za tydzień 22:00.

      Ps. Jeśli chodzi o wrażenia, są pozytywne i dobrze sie ogląda, aczkolwiek efekty metafizyczne cokolwiek dziwnie. Jednak w pełni trudno mi się wypowiedzieć, co wynika z pierwszego zdania.
      • pani_lovett Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 05.12.14, 13:55
        O! Dawaj "Mistrza" , Mozambique, koniecznie!
        Swego czasu czytałam bardzo dobre recenzje w internecie. Postać tytułowego bohatera zdaje się jest wzorowana na przywódcy scjentologów. Ciekawa rzecz.

        Na Forum pewnie tylko pojawiła się wzmianka o tym filmie, ale na pewno nic więcej. Nikt z nas jeszcze nie przyznał się do obejrzenia.

        :)
        • mozambique Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 05.12.14, 14:59
          ojej ale to trudny film
          do obejrzenai i do napisania

          fabula w sktróćie taka - USa , lata 50te , kraj z rozmachem po wojnie rzuca sie do zycia, zolnierzez idą do domu , jednym z nich jest Frank ( Phoenix) , marynarz , niesubordynowany, skory do bitki i wypitki, a wlasiciwie do poteznego picia bo alkohol w róznych pzrejawach lubi i mocno praktykuje. Rowno z alkoholem lubi seks ale ma trudnosci bo ze względu na alkohol kobietki do niego jakos nie ciągną. IWec wszystko mu sie z seksem kojarzy, mysli o nim, masturbuje sie , mocno popija itp W dodatku nie wyglada za aktrakcyjnie - jest chudy ,jakis pokrzywiony , jakby z garbem, ma poooraną bruzdami twarz , nerwowe tiki , troche sepleni , no facet po przejsciach ( Phoenix tu jest mocno wychudzony, pomarszczony, wygląda staro i raczej niezdrowo) a ze pięscii ma szybkie to i co rusz traci kolejną przypadkową robotę.

          i tak zyjac i włocząc sie po porcie pewnego dnia wpada ( doslownie zapijaczony wpada głową naprzód) na lusksuowy jacht na ktorym trwa lusksuwoe przyjęcie i traci film. Budzi si e na pelnym morzu bo gospodarz przyjecie - zadbany , lowialny, miły i usmiechniety LAncaster ( Hofman) oferuje mu opeike, łozko w kajucie,obiad i zaintersowanie. OKazuej sie jest on glową sielnie zwiazanej ze soba rodziny i walsnie wydaje córke za mąz,ma doroslego syna i mloda zonę w ciązy ( Amy Adams) . Wsyzscy mówią na niego MIstrz.
          MIstrz jest tez swoistym guru, prowadzi nauki , i pewnego rodzaju terpie dla czlonków rodziny , proces wygladajacy troche jak hipnoza - wieloma powtarzajacymi sie pytaniami wprowadza osobę w magnetyczny trans , w trakcie którego cofa sie osoba do poprzednich wcieleń azeby odnalżć w tym sowej parwdziwe JA. Jest konskekwentny , miły i godny zaufania ale jak ktos mu sie sprzeciwi- to huknac potrafi az skarpetki spadają. PIsze tajemnicze ksiegi z naukami ktore uroczyscie ogłasza a mocno pomaaga mu w tym sliczna żona , ktora oakzuej sie byc osóbko dosc bezwzględną.
          FRank przyłacza sie do tej rodziny troche z wdziecznosci za zaopieokowani sie nim a troche z nudów. Wysiada z nimi na ląd , zamieszkuej w ich domu i uczestniczy w ich zyciu - chadza na luksusowe przyjęcia , gdzie elita towarzysta poddaje sie Procesom , za które skrzętni płaci tysiącami dolarow na konto MIstzra, bierze udizal w "domówkach" czyli spotkaniach nauczajacych w prwyatnych domach, w koncu sam poddaje sie Procesowi dotarcia do Celu ( czyli najgłebszego jestestwa) .
          Przynaje sie w nich ze w gruncie rzeczy od dawna calkowieci platonicznie kocha sie w 16letniej siotzre kumpla z wojska , slicznej i niewinnej istotce, i ze kiedys jak jzu bezie mial pieniadze to sie z nią ozeni.
          A na razie pomaga zbierac pieniądze MIstrzowi i jego rodzinie - robi za "zaangazowaną" widownię na kolejncych Procesach chętnych, gasi jakiekolwiek wątpliwosci uczestników, a nawet bezposrednio ryj obije po ciemku jak ktos jzu zupelnie otwarcie fika.

          W wyniku tego obijania ryja ląduej nawet w areszcie ale wszedzie i z awsze Mistrz sie za nim wstawia i ratuje z opresji, dobrotliwie strofuje i "bombarduje miłością". I dalej pracuej nad FRankiem ciekawymi metodami np nakaz wpatrywania sie w jeden punkt bez mrugania powiekami, monotonne szybkie odpowiadania na to samo pytanie, "pojedynek na spojrzenia i miny", dopuszczanie do wielkiej tajemnicy ( np nową czesci KSięgi mistzr w towarzystwie Franka odkopuje ze schowka na glebokeij pustyni w atmosferze paniki "czy nikt nas nie śledzi?" ) i wiele innych .

          W efekcie zyskuje we Franku niemal wiernego psa- dochodzi do tego ze Frank sam z siebie , nawet bez wiedzy MIstzra i rodziny flekuje bezlistosnie jakiegos krytyka nowo ogloszonej KSięgi , wierzy betonowo w kazda bzdurę o zalozycielu tej religiii co to 3 tys lat temu przylecial z kosmosu na ziemieę i tu sie rozmnozył , w deszczu i sniegu na ulicach miast spzredaje Ksiegę itp tylko wciaz lubi wypić. W dodoatku budzi seskeulane zainteroswanie ze stroby kobiet z rodziny , m.in corki Mistzra , tej co to wychodziła za mąz na początku filmu. To powoduje ze przeciw niemu zwraca sie zona Mistzra , drobna dzieczęca delikatna stawia warunek - albo przestajesz pic albo musisz odejsc .

          FRank wykorzystuej wiec okazje szybkeij jazdy na motorze ( scigali sie z Miztrzem ) i odjezdza za horyzont .... pojechal do ukochanej ze snów alby w koncu sie z nią ożenic . TYlko ze na miejscu dwoaiduej sie od matki dziewczyny ZONK !!! ze nie bardzo bylo od czego sie spieszyc ... tajemnicy nie zdradze , powiem tylko ze w tej scenie autentycznie balam sie o bezpieczenstwo tej kobiety bo Frank wyglada tu "nieobliczalnie"..

          to nie koniec filmu ale wiecej nie zdradze ...

          powiem tylko ze dosc mieszane mam odczucia po emisji
          - w recenzjach piszą o podobienstwie tej sekty do scjentologów, nie wiem nie znam nauk scjentologów ale moze to pokazane sa poporstu mechanizmy uzalenianaia jednostki od jakiejkowliek grupy , niekoniecznie wyznaniowej
          - ze wystarczy walsciwie bardzo niewiele bardzo prostych chwytow - opeika, zaniteresowanie, bezwyjątkowa akceptacja , troche tików typu "patzr mi długo w oczy" " cofniej sie do momentu pzred narodzeniem" aby wciagnąc jednostke w długi uzalezniajacy związek
          - ze patrząc na ewolucje psychiki FRanka zaczelam rozumeic , jak kilkaset czlonków jakiejs sekty na rozkaz Guru zbiorowo popelnialo samobójstwo i morderstwa ( np grupa Charliego MAnsona) i nikt, absolutnie nikt sie nie sprzeciwiał

          - no i ze fakt ze Phoenix do dzis nie dostal OScara to jakis skandal naparwde,
          ja go pamietam z jego najwczesniejszej ról, gdy w "ZA WSZELKĄ CENĘ" zagral nastolatka zakohcanego w NIcole Kidman i wlasnej woli zabijającego tych co jej mogli zaszkodzic w karierze telewizyjnej. I juz wtedy po tej roli pomyslalam " ten chłopak ma chore spojrzenie". I on do dziś ma takei wlasnie niezdrowe spojrzenie , niezaleznie od roli i aktualnego stanu fizycznego ( zreszta w zdrowej rodzinie sie nie wychowywal, matka narkomanka, brat przedawkował w mlodym wieku)

          jak mie ktos zapyta czy polecam - tak polecam
          czy to łatwy film - nie , niełatwy , mozna sie zmęczyć tematem i przemysleniami typu "czy ja bym też tak sie poddaała?"

          starsznei jestem ciekawa waszych reakcji :)
          • grek.grek Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 06.12.14, 16:10
            dzięki za świetną recenzję :]

            widać w tym pewne klasyczne rysy : zagubiony życiowo człowiek, frustrat - spotyka szanowanego przez innych "mistrza", widzi że ten ma autorytet, klasę - i taki klasa autorytet okazuje mu względy... toż to prosta droga do zupełnego podporządkowania mentalnego.

            na tej zasadzie powstają toksyczne związki : z człowiekiem, z idea, z religią, z Kościołem, Partią, Idolem... niekoniecznie znaczenie pierwszorzędne ma prezencja idola, najważniejsza jest konstrukcja
            tego, który ulega całej tej iluzji.

            tacy ludzie nie myślą samodzielnie, nie znajdują recept na własne życie, nie umieją wytłumaczyć sobie świata, swoich niepowodzeń, niespełnień, istnieją w permanentnym poczuciu, że "nie tak miało być". wtedy taki Mistrz, jak ten filmowy, jest w stanie całkowicie ich pochłonąc. dlatego,że im wytłumaczy, że nie oni są winni, że w gruncie rzeczy są fajni, że mogą być przydatni, że są wartościowi. I jak taki człek jeszcze dodatkowo zobaczy, że nie jest sam, że istnieje w jakiejś grupie, to kaplica.

            dlatego, sam w sobie film bardzo interesujący, bo pokazujący mechanizm takiego toksycznego związku, skąd się bierze i jak się rozwija, co o nim stanowi.

            w istocie, wszystko to wynika z arcyludzkiej potrzeby akceptacji i poczucia własnej wartości. ot, choćby w roli podnóżka, "psa" takiego Mistrza; i dobrze jak za nim stoi jakaś ideologia, jakaś, otóż właśnie - Księga Mądrości, Święta koniecznie. wtedy jest komplet, bo bez magicznego przedmiotu, to tak głupio trochę ;]

            Mein Kampf, Czerwona Książeczka, Biblia... wszystkie opresyjne systemy miały swoje Księgi Źródłowe. Czasami kilka naraz. Od razu rósł ich autorytet, A do tego koniecznie budzące lęk budowle, urządzenia, trybuny, stroje - wtedy autorytet rośnie. dostojnicy kościelni do dzisiaj powtarzają, że jesli Kościół ma mieć wpływ [w ich mniemaniu - pozytywny] na maluczkich, to musi go budować właśnie na tej potędze symbolicznej. Nie sposób odmówić racji, ale jednocześnie prowadzi to do tego, że ludzie nie myślą sami, a chętnie stają się tępymi narzędziami w rękach sekty, Partii albo instytucji.

            w sumie, pouczający film. Powinni go wyświetlać w szkołach w ramach Wiedzy o Społeczeństwie. jest jeszcze taki przedmiot ? ;']
          • pani_lovett Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 07.12.14, 13:43
            Czytałam, że twórca scjentologii, L. Ron Hubbard był pisarzem, tworzył opowiadania fantastyczne i science fiction, stworzył całe cykle opowieści sf. Hubbard twierdził zresztą, że że kosmos zamieszkany jest przez istoty rozumne. Oprócz tego był autorem fundamentalnej dla scjentologów książki "Dianetyka - przewodnik rozumu ludzkiego" (1950), opisującej "metody samopomocy w rozwoju własnych zdolności".

            W największym skrócie scjentologia, która powstała jako alternatywa dla psychologii, stawia sobie za cel przede wszystkim rozwój duchowy człowieka, doskonalenie człowieka, a właściwie stworzenie nowego człowieka zgodnie z jej założeniami.

            Inspiracje filmowe postacią Hubbarda, organizacją scjentologów wydają się więc dość czytelne, dla Amerykanów pewnie jeszcze bardziej.

            Grek zwracał uwagę ludzi z problemami, zagubionych, sfrustrowanych, słabych psychicznie (właśnie, klasyka), którzy lgną do Mistrza "bombardującego miłością", okazującym zainteresowanie, pomoc, troskę, co nasuwa podobieństwo z sektami, ale w kręgu oddziaływania Mistrza jest jest jeszcze jedna ważna grupa to elity, ludzie zamożni, wpływowi, którzy są gotowi poddawać się seansom rozwoju duchowego , "procesowi dotarcia do Celu, czyli najgłębszego jestestwa", a przede wszystkim płacić za nie duże pieniądze.
            Ważne kontakty i pieniądze budują potęgę Mistrza i organizacji.


            Dziś twarzami scjentologów np. wpływowe gwiazdy Hollywood, takie jak Tom Cruise, John Travolta, czy Will Smith.


            Bardzo ciekawy film. Widzieliśmy już wiele opowieści o działaniu sekt, o scjentologach jest to zdaje się dopiero pierwszy film fabularny.

            • pani_lovett Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 07.12.14, 13:49
              Znalazłam jeszcze ciekawą rozmowę z Jenną Miscavige, bratanicą obecnego przywódcy scjentologów, Davida Miscavige’a, która napisała książkę "demaskującą największe tajemnice Kościoła Scjentologów".

              wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/29-latka-ujawnia-wstrzasajace-sekrety-scjentologow/vf02k
              • grek.grek Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 07.12.14, 18:17
                ci z forsą i ustosunkowani, jak widać jeszcze bardziej potrzebują duchowego guru,żeby nie sfiksować od nadmiaru dobrobytu, hehe ;] ewentualnie, kapryszą jak dzieci.

                ewentualnie vol II - dostają całkiem niezłą kasę za dawanie twarzy do procederu mającego na celu wciąganie ludzi w zależność od tego kościółka :]





                • barbasia1 Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 07.12.14, 22:17
                  To także. :)

                  Przypuszczam, że tych ludzi do samodoskonalenia skłaniają również ambicje i pragnienie bycia jeszcze lepszym, osiągnięcia jeszcze lepszej pozycji społecznej, pomnożenie majątku.
                  Oraz poznania tej tajemnicy (życia, wszechświata?) niedostępnej dla zwykłych ludzi zawartej w Księdze, którą mami Mistrz / o czym wspomina Mozambique/.


                  We współczesnej scjentologii mówi się o poziomach oświecenia zwanych thetanami operującymi (OT); Dany wyznawca musi przejść wszelkie stopnie wtajemniczenia, zanim osiągnie najwyższy poziom. Ów najwyższy poziom to stan, w którym dusza, jakoby, może ... panować nad materią, czasem i przestrzenią.
                  wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/29-latka-ujawnia-wstrzasajace-sekrety-scjentologow/vf02k
                  Czyż to nie p o c i ą g a j ą c a i d e a! ;))


                  > ewentualnie vol II

                  Bingo! :)
                  Jenna Miscavige, bratanica przywódcy scjentologów, Davida Miscavige’a, na pytanie o rolę celebrytów w Kościele Scjentologów mówi tak:" [...] oni są rekrutowani nie tyle dla pieniędzy, jakie posiadają, ale ze względu na wpływ, jaki mogą wywierać na rzesze ludzi".

                  wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/29-latka-ujawnia-wstrzasajace-sekrety-scjentologow/vf02k
                  • grek.grek Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 08.12.14, 13:48
                    niestety, tych tajemnic żadna księga nie ujawni :]

                    cały ten scjentokościół wygląda na organizację biznesową, po prostu. coś jak ci telewizyjni kanodzieje, tyle że scjento działa w otoczeniu znacznie [yes, bardzo celna uwaga, Barbasiu] bardziej interesującym, bo ciągle nie do końca rozpoznanym.

                    hehe, wiesz jak jest - u nas aktorzy sprzedają garnki i pościel, ich odpowiednicy w Ameryce dają twarz organizacji obracającej milionami. proporcje odpowiadające róznicy między oboma światami ;]

                    • pani_lovett Re: a o MISTRZu z JOaqiunem Phoenixem było ? 11.12.14, 19:09
                      > niestety, tych tajemnic żadna księga nie ujawni :]

                      Przypomniała mi się pewna historia, którą usłyszałam w radiu czy telewizji. Opowiadał ją satyryk, bodajże Janusz Weiss. Otóż pewnej nocy miał on niezwykły, nieprawdopodobny wręcz sen, w tym śnie , bowiem objawiła mu się / bądź jakaś istota mu objawiła, dokładnie już nie pamiętam/ formuła (!), która miała objaśniać całą istotę wszechświata.
                      Przejęty do głębi w będąc prawdopodobnie w stanie pomiędzy snem, a jawą postanowił zapisać na kartce tę formułę, by jej nie zapomnieć, kiedy rano wstanie. Tak też zrobił. Kiedy rano się obudził przypomniał sobie ten niesamowity sen i formułę, której oczywiście nie pamiętał, acz na szczęście zapisał sobie na kartce. Natychmiast rzucił się po kartę i czyta ową formułę ...
                      A tam stoi napisane: "A to ci Nowak dopiero".

                      Hahaha! :)

                      > cały ten scjentokościół wygląda na organizację biznesową, po prostu.

                      Otóż to.

                      Yes.
    • grek.grek "Polowanie na szczury" dokument w TVP1 05.12.14, 14:00
      rzecz o szczurołapach w Mumbaju.

      miasto liczy sobie, bagatela, 14 mln ludzkości. na każdego mieszkańca przypada, wg ostrożnych szacunków... 6 szczurów.

      zwierzaki nie mają litości - zżerają ziarno, a nawet łapią się za ludzkie zwłoki. są wszędzie. całe stada. dlatego każdy wydział urzędowy w Mumbaju ma swoją komórkę zajmującą się zwalczaniem gryzoni.

      jednostka do walki ze szczurami jest więc pierwszym stopniem awansu zawodowego. można się o niego ubiegać po rocznym stażu. Co sezon odbywa się nabór. Na jedno miejsca startuje... 160 osób :] żadnych kobiet, sami młodzi mężczyźni. Jednym z zadań testowych jest poderwanie z ziemi i zarzucenie sobie na bark 50-kg worka.

      cóz, jesli nie masz okazji aktorzyć w Bollywood, albo zawodowo grać w krykieta, to łapiesz szczury za ogony, wierząc że za rok dostaniesz przeniesienie na wyższe, lepsze stanowisko. Stąd szczurołapskie zespoły nie musza martwić się o pracowników. W tak pomyślanym systemie, zawsze będą oni walić dzrawiami i oknami. Przyuczenie jest szybkie. Trzeba pamiętać, by martwego szczura nie podnosić gołą ręką, najwyżej za ogon można. Najlepsi potrafią sobie radzić palcami stóp :]

      Potem przyjęci rekruci dostają zwykły długi kij, latarkę i kosz na zwłoki. Aby dostać dniówkę muszą ubić 30 szczurów. Jesli zabraknie choćby jednego - traktowane to jest jak "nieobecność w pracy" i podczas następnej sesji trzeba złapać o tyle więcej o ile się wcześniej złapało mniej.

      Pracują tylko nocami. W dzień... no własnie - jedni studiują, inni starają się dostać do Bollywood, jeszcze inni imają się dodatkowych zająć, bo wielu ma na utrzymaniu rodziny. Najbardziej doświadczony z drużyny, którą obserwuje film, przyjechał ze wsi w poszukiwaniu spłecznego awansu. czeka już półtora roku. Łapie po 60 szczurów każdej nocy, ale awansu nie moze się doczekać. Wraca na wieś. W zasadzie, większość z nich to młodzi wykształceni ludzie. Imają się roboty, kóra jest niedofinansowana, traktowana przez budżet per noga.

      jeden chłop prowadzi coś w rodzaju magazynu i bazy dla zespoły wychodzącego nocą w teren. W branży jest od 35 lat. Prowadzi buchalterię [bardzo ozdobnie wykaligrafowane dokładne obliczenia na każdy miesiąc i roczne podsumowania], wypłaca dniówki, liczy szczury zabite, a jak przynoszone są pułapki ze złapanymi w nie szczurami, to osobiście je topi. Zajmuje się też utylizacją. Nie jest pokazane gdzie są wywożone te martwe zwłoki, więc jakbyście kiedyś byli w Mumbaju, to na wszelki wypadek nie jedzcie hamburgerów ;]

      chłop jest gadatliwy, opowiada o wszystkim, a w końcówce widać jak przechodzi na zasłużoną emeryturę. Na początku ma obawy, jak sobie poradzi bez codziennych spotkań z przyjaciółlmi i zajęć, którym poświęcił tyle lat. Ale później widać, ze jest nieźle - bawi się w jakieś planszowe/stołowe gry z żoną i synem, a potem tańczy z żoną wygibasy i mówi, że "ma to w genach, bo rodzice byli tancerzami, a teraz on ma czas i może się wresszcie temu poświęcić".

      Czasami szczurołapy próbują się upominać o swoje prawa. Mają własne związki zawodowe. Jak się nie upominają o lepsze finansowanie czy sprzęt, albo zmiany przyznawania dniówek, zmniejszenie limitów etc., to organizują piłkarskie mistrzostwa między poszczególnymi drużynami.

      Co mnie ogromnie rozbawiło, to specjalne plakaty z pojedycznymni, szczególnie żarłocznymi i uciązliwymi szczurami - zdjęcie konkretnego szczura z nagłówkiem "Most Wanted" :] co za jazda :] ale oni to serio traktują, więc śmiałem się tylko półgębkiem, z uznania dla ich pracy, heh.

      Inna rzecz - szczur jest zwierzęciem religijnie czczonym w Mumbaju. CO roku odbywa się jakieś święto, ktore trwa 10 dni, ludzie łazą po ulicach aż do późnej nocy. Cięzko wtedy wyrobić normę, bo na polowanie zostają 2-3 godziny, kiedy ulice są w miarę opustoszałe. Ale nawet wtedy można napotkać grupki aktywistów, którzy przekonują, żeby szczurów nie łapać i nie zabijać. CO lepsze, niektórzy ze szczurołapów są religijnie zaangażowani, więc na 10 dni zawieszają pracę. Jesli mają nadwyżki norm z poprzednich dni, to mogą wziąć wolny dzień, ale wolne dni nie są płatne, więc ci którzy mogą - pozwalają sobie na religijne uniesienie, ci którzy muszą pracować - nie mają takiego luksusu.

      zabawny jest ten kontrast - wszędzie w sklepach i na ulicach figurki, a nawet figury!, świętych szczurów, ludzie im oddają hołd, kłaniają się, całuja, na ucho szeptają życzenia do spełnienia... a nocą ruszają kolejne komanda i zabijają je tysiącami. Nawiasem mówiąc, jest to robvota nieco syzyfowa, bo na każdy tysiąc wyeliminowanych - wchodzi tysiąc nowych. jedyne co uzyskuje się za pomocą ich zabijania, to status quo, wspomnianą proporcję 1 do 6. proporcja 1 do 12 albo 1 do 18 mogłasby skutkować dramatem i tragedią.

      branża produkująca trucizny na szczury i pułpaki przeżywa rozkwit. W samym magazynie jednego tylko zespołu do walki ze szczurami zalega ponad 600 takich pułapek. Kolejne kilka tysięcy rozstawianych jest codziennie i codziennie łapie się w nie cała armia szczurów. Armia... w obliczu całości populacji - zaledwie skromny margines.

      Widać zdjęcia z targu, na którym rozmaite rodzaje trucizn na szczury zajmują kilka długich i szerokich stołów. Pręzna gałąź handlu :]

      Szczury są nieobliczalne. Inteligentne, pomysłowe, trzeba umieć je zwabić. Dlatego pułapki są sprytnie pomyślane, a trucizny zawierają substancje zapachowe, które lubią te gryzonie. W użyciu są też takie ustrojstwa jak specjalne śliskie "kartony", ktore się smaruje specjalną mazią, do której przechodzący szczur się przykleja. Czasami dodaje się kilka granulek trucizny, dla lepszej zachęty.

      w sumie, bardzo ciekawy film. No chyba, że nie lubicie widoku szczurzych trupów i w ogole szczurów. Z drugiej strony, na zbliżeniach gęby mają całkiem sympatyczne ;]

      No i potrafią narobić ambarsasu... jeden szczur na pokładzie pasażerskiego samolotu z kilkoma setkami ludzi, doprowadził kiedyś do awaryjnego lądowania :] inny skutecznie przesunął start takiego samolotu o kilkanaście godzin.

      • pani_lovett Re: "Polowanie na szczury"/ "Świątynia szczurów" 05.12.14, 20:55
        >więc jakbyście kiedyś byli w Mumbaju, to n
        > a wszelki wypadek nie jedzcie hamburgerów ;]

        Ufff! Jak dobrze, że nas ostrzegłeś! He,he,he! :))

        Przypomniał mi się jeden z odcinków "Kobiety na krańcu świata", mam nadzieję, znasz Greku, znacie, cyklu podróżniczego, którego autorką jest Martyna Wojciechowska; W sezonie jest pokazywany w niedzielę koło godziny 11:00 .

        Bohaterką tego odcinka jest Dixa, Hinduska, która wraz z innymi członkami swojej rodziny , klanu Depava opiekuje się świątynią szczurów poświęconej bogini Karni Mata w Radżastanie, w mieście Desznok. Dixa i pozostali członkowie rodziny Depava wierzą (wiedzą?), że są potomkami Karni Mata, czczonej jako bogini .

        Karni Mata żyła naprawdę 700 lat temu, była joginką, filozofką, ascetką. Legenda opowiedziana w programie głosi, że Bóg Jama docenił kobietę i obiecał, że członkowie jej rodu unikną długiej wędrówki po szczeblach wcieleń, tylko raz odrodzą się jako zwierzęta, a później znów powrócą na ziemię w ludzkiej postaci. Ha!

        Dixa wierzy , że po śmierci członkowie jej rodu odradzają się właśnie ten jeden raz jako szczury w tej świątyni, dlatego od wielu wieków rodzina dba o nie , karmi je, poi, opiekuje się nimi. Dixa wierzy, że sama się odrodzi się po śmierci w postaci szczura.
        W świątynię zamieszkuje ok. 20 tysięcy szczurów. Szczury są wszędzie, nawet w garnkach, których kobiety chwilę wcześniej gotowały jedzenie dla dzieci.

        Do świątyni ściągąją tysiące pielgrzymów z całych Indii, wierzących w moc bogini Karmi. Ludzie chodzą po świątyni boso ludzi pomiędzy pomykającymi tabunami szczurów , po szczurzych kupach. Wstrząsający jest widok ludzi próbujących mleka z wielkich mis wystawionych dla szczurów, w którym, przepraszam Was, pływają szczurze bobki, albo jedzą nadgryzione przez szczury ich przysmaki. Ludzie wierzą, że to przyniesie im pomyślność!!! Uch! ;)


        Polecam do obejrzenia:

        nakrancuswiata.tvn.pl/odcinki-online,3/indie-kobieta-ze-swiatyni-szczurow,3609,o.html
        • grek.grek Re: "Polowanie na szczury"/ "Świątynia szczurów" 06.12.14, 18:16
          ale świetnie skojarzyłaś, Barbasiu :] dzięki.

          co za historia !
          doskonale opisująca religijny aspekt postaci szczura w indyjskiej kulturze.

          dzięki za link, sięgnę po niego niechybnie :]

          cóż za paradoks, z jednej strony zwierzę czczone [do przesady aż], z drugiej - jednak szkodnik, którego trzeba tępić, bo inaczej zje ludzi z butami.

    • grek.grek "Pokłosie" w TVP1 05.12.14, 16:02
      hicior, rzec by można :]

      dzisiaj o 21:25
      powtórka z soboty na niedzielę o 0:15

      szkoda, że przy okazji taka konkurencja...
      w Kulturze od 20:20 "Amadeusz", a jego ogląda się zawsze z niesłabnącą przyjemnością
      i podziwem dla Milosa Formana i fenomenalnego scenariusza Petera Shaffera.
    • grek.grek "BRat" w TVP2 /"Gracz" w CT 2 05.12.14, 16:07
      a'propos konkurencji...

      "Brat" Bałabandowa [swoją drogą, rewelacyjny reżyser, utalentowany, z ikrą, inteligentny] w TVP2 :
      dziś 2:45
      z sob/nd 1:10

      w sobotę w CT2 "GRacz" wg Dostojewskiego, klasyczna adaptacja... jak dla mnie - pozycja obowiązkowa.

      jak to wszystko pomieścić, zmieścić ? :]