Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51)

01.01.15, 12:39
Witam w Nowym Roku :) Wybrałam jednak 51, choć tak, wiem, nie mamy 50 ;) ale wiemy, że ją mamy :)

Mam nadzieję i szczere życzenia, żebyśmy mieli dużo filmów do przedyskutowania!
Obserwuj wątek
    • grek.grek "POznasz przystojnego bruneta" - jakie wrażenia ? 01.01.15, 13:25
      ciekawe jak Wam się spodoba.

      to Allen z tych "allenów" europejskich oraz nowych, a zatem raczej bez fajerwerków dialogowych. W "POznasz..." jest tych aforyzmów i bon motów jeszcze mniej niż zazwyczaj, głównie w pierwszej fazie dialogi skręcają w humor. Potem jest coraz poważniej, chociaż nie za-poważnie.

      Kilka splecionych ze sobą histori miłosno-romansowych z wątkiem wróżbiarstwa w tle.
      spojlery możliwe bardzo.

      80-latek Alfie [znakomity Anthony Hopkins] "pewnego dnia widzi otchłań i doznaje przerażenia". Rzuca się w wir starań o zachowanie kondycji - trening i dieta, dieta i trening. Żona Helena idzie w odstawkę. Alfie zadaje się z młodzieżą, łazi po klubach i szuka nowej żony. Ale nie starszej pani "z wypadniętym biodrem", tylko młodej dziewczyny. Poznaje efektowną call girl Charmaine [rewelacyjna Lucy Punch, Allen ma nosa do ról prostytutek, to już chyba 3 albo 4 którą pamiętam z jego filmów i wszystkie były/są świetne] i od razu przepada. Żeni się z nią i chce mieć z nią syna. Tyle że jak sami rozumiecie, raz że starszy pan ma 80 lat, a Charmaine góra 30 i lubi mężczyzn z wzajemnością ;] Alfie ma kasę, więc jest dobrą partią, ale niekoniecznie na tyle dobrą, żeby kupić sobie wierność...

      Finał tej historii jest przewrotny. A Alfie dostaje mocno po nosie, dosłownie i w przenośni. W sumie, czyżby Allen drwi sobie bezlitośnie z panów z 9 krzyżykiem na karku, którzy chcą zatrzymać starość za pomocą obcowania z młodością.

      a na koniec zostawia Alfiemu taki klops...

      porzucona przez Alfiego Helena też poznaje kogoś. Pana księęgarza, który niedawno owdowiał. "Uduchowiony", komentuje go Helena. Problem w tym,że starszy pan ciągle wspomina swoją żonę zmarłą, i związek z Heleną uzaleznia od... zgody ducha żony ;]

      Przede wszystkim jednak, Helena wizytuje ciągle wróżkę Crystal. A ta przepowiada jej przyszłość. Zaraża ją wiarę w reinkarnację, która to wiara połączy zresztą Helenę i księgarza.

      Helena z każdą d,perelą zasłyszaną u Crystal odwiedza dom córki Sally.

      A Sally [Naomi Watts] ma przecież własne problemy. Zegar tyka, Sally zbliża się do 40-tki, chciałby mieć dziecko, normalne życie, a tymczasem jej związek z Royem [Josh Brolin] jest w kryzysie. Mąż od 3 lat pisze ksiązkę i nie może napisać. Traci kolejne posady, w końcu w ogole rzuca pracę, żeby pisać. Sally jest sfrustrowana. Nie chodzi o to, że musi ich sama utrzymywać, ale o prowizorkę jaką jest ich małżeństwo.

      Oni też szukają nowych miłości.

      Sally widzi ją w swoim szefie [sztywniakowaty Banderas]. Ma on żonę, ale z żoną mu się nie układa. Sally wprost, choć z pełną kulturą, sugeruje że jest chętna na romans. Nie wie jednak, że to iż szef nie sypia z żoną wcale nie znaczy, że sypia sam ;]

      Roy poznaje sąsiadkę z naprzeciwka, Dię [gdzie Allen znalazł Freidę Pinto ?]. Widzą się przez okno. On pisze, czyli szwęda się po pokoju bez celu, a ona gra na wiolonczeli czy na czymśtam. Rozmawiają sobie czasami. Któregoś dnia pada deszcz i Roy zaprasza ją na śniadanie do baru za rogiem. Lepiej się poznają. Od tego momentu Dia zaczyna się miotać, bo ma już narzeczonego [dyplomatę z Brukseli], a tutaj Roy jest taki sympatyczny i "flirtuje bezczelnie, bo jej się bardzo podoba".

      ksiązka Roya ? Helena go informuje, ze wg przepowiedni Crystal - będzie słaba i nikt jej nie zechce wydać. Roy odniesie sukces literacki, ale... w przyszłym życiu [serio to mówi, bo wierzy w reinkarnację]. Roy aż dostaje szału na te ciągłe wjazdy teściowej. Zresztą w pewnym momencie sfrustrowana sypiącym się jej życiem Sally, też matce powie wprost co sądzi o jej wierze w "gusła".

      Roy znajduje jednak sposób, na to by odnieśc literacki sukces. Wystarczy jeden pomyslny zbieg okoliczności i trochę zagłuszenia sumienia oraz brak skrupułów...

      wszystko się zmienia, Roy moze odejść od Sally, Dia podejmuje dla niego decyzję, która konsternuje jej zacną rodzinę i jeszcze bardziej zacną rodzinę narzeczonego... Zabawne, ze kiedy Roy patrzy na Sally z okna mieszkania Dii, to przeżywa dokładnie ten sam rodzaj zaintrygowania, co patrząc na Dię z okna mieszkania Sally [i swojego]. Jak to się plecie...

      Roy oczywiście też nie może zostać w pełni ustysfakcjowany, bo rzeczywistośc płata figle, czasami odpłaca pięknym za nadobne...

      Czy Dia zostanie ?

      W sumie, zgrabnie splecione, dobrze napisane, aktorzy prima sort. Muzyka, napisy, typ filmowania - znać Allena :] to on :]

      Londyn bez pocztówkowych ujęc, raczej Allen spróbował go pokazać w stylu w jakim prezentował Manhattan, czyli swojsko, przytulnie, kameralnie, miłe knajpki, ładne trotuary i kamienice z klasą, zieleń, a raz na film wypad za miasto, gdzie rodzice Dii mają dom, a może nawet coś w rodzaju posiadłości.

      wszyscy w tym filmie szukają namiętności, uczuć, nowych związków. Wszyscy są gotowi w try miga rzucić to, co mają. Nie chcą naprawiać, remontować, a jak próbują na nowo, to jest już dawno za późno i trzeba ponieśc konsekwencje. Młodośc bezlitośnie wykorzystuje i obnaża starość, jakby ilustrował Allen przestrogę Platona "Bójcie się starości !". NIe starości niedołęznej ale starości śmiesznej i żenującej.

      kpi też bezwzględnie z prrzemysłu wróżbiarskiego, medium, duchów, całego tego interesu, który polega na opowiadaniu ludziom bajek o fatum, podczas gdy przecież nic nie zależy od "zapisania w gwiazdach", co najwyżej od układu genów i stosunków towarzyskich ;] Olimpijski spokój Heleny, która przynosi te opowieści do domu Sally i doprowadza do wściekłości Roya, a potem także samą Sally, jest przezabawny.

      wg mnie, bardzo dobry film. jakby idealnie skrojony według tezy, że "słabszy Allen jest nadal lepszy od 80 % innych reżyserów".

    • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51) 01.01.15, 17:10
      Osiągnęliśmy pełne 50 vol.!

      Brawo dla nas wszystkich!

      Podpisuję, się pod Twymi słowami, Maniu!
      I również serdecznie życzę NAM kolejnych wspaniałych filmów i wielu kolejnych pasjonujących rozmów, dyskusji, sporów!
      I by nasze wspaniałe grono nie zmniejszyło się nigdy, a raczej powiększało.

      :)

    • grek.grek "Kawa i papierosy" KUltura, 21:15 01.01.15, 17:29
      jutro riplej o 22;40

      Jarmusch z 2003 - kilkanaście scenek rozmów przy tytułowych gadżetach, z udziałem aktorów, muzyków i filmowców.

      Kultura uruchamia cykl "Filmy, które zmieniły Amerykę". powinno być ciekawie, aczkolwiek Jim Jarmusch "zmieniał Amerykę" chyba nieco wcześniejszymi filmami ;]

      skaczemy ? :]
    • grek.grek "Ocean's Thirteen" vs "Włoska robota' 01.01.15, 17:37
      "Kawa..." jutro jest na bis, więc może jakaś komedia sensacyjna ?

      orajt, "Ocean's Thirteen" Soderbergha w TVN7 czy "Włoska robota" w TVN ?

      "Ocean's..." to klasowy reżyser, no i obsada : Clooney, Pacino, Pitt, Garcia... kogo tam nie ma. Pytanie brzmi : ile razy grupa złodziejów tworząca doskonały zespół może okradać kolejny bank albo kasyno ? za którym razem jest to już odcinanie kuponów od sukcesu oryginału, czyli scenariusz powiela znane chwyty, a połowa budżetu idzie w wynajem lokacji w Las Vegasie oraz w pensje dla aktorskich twarzy, ktore mają zapewnić oglądalność ?

      "Włoska robota" z opisu brzmi podobnie - też grupa glamour-złodziejaszków ma kogoś obrobić z dóbr doczesnych. tyle,że tutaj są inne twarze : Charlize Theron, Norton, Statham, Wahlberg, Donald Sutherland.

      TVN wyraźnie proponuje kupno forda w dowolnym kolorze, pod warunkiem że będzie to kolor czarny ;]

      co wybierzecie/byście wybrali ?
    • maniaczytania KK - styczeń 01.01.15, 18:58
      No to tradycyjnie ;)

      08.01. - "Lourdes" - koprodukcja austriacko-niemiecko-francuska z 2009r.
      15.01. - "Maraton tańca" film polski w reż. Magdaleny Łazarkiewicz z 2010 r. (dostępny również na VOD)
      22.01. - "Soul Kitchen" Niemcy , 2009r.
      29.01. - "Blaszany bębenek" czyli prawdziwa klasyka

      I jak? Co Wy na to?
      • grek.grek Re: KK - styczeń 02.01.15, 13:19
        "Soul Kitchen" kiedyś miałem przyjemnośc opisywać, musi być w archiwum.
        świetna rzecz, bardzo... multikulti-style rodem z Berlina okiem tureckiego reżysera.

        "LOurdes" - wchodzę.

        "Maraton tańca" - nie znam, wchodzę.

        "Blaszany bębenek' - nie pamiętam... wchodzę znów ;]
      • pani_lovett Re: KK - styczeń - "Lourdes" 02.01.15, 20:02
        > 08.01. - "Lourdes" - koprodukcja austriacko-niemiecko-francuska z 2009r.



        Film podejmuje tematykę cudu uzdrowienia z nieuleczalnej choroby, do którego dochodzi w tytułowym Lourdes, jak wiadomo, słynnym ośrodku kultu maryjnego we Francji, miejscu pielgrzymek ludzi z całego świata.

        Nie jest to jednak obraz religijny. Film, i tu rzecz ciekawe, zrobiła ateistka, Jessika Hausner.
        Ale Hausner nie walczy z kościołem, z religią, aczkolwiek stara się chłodno, rzeczowo, z dystansem analizować sytuację. W finale odpowiedź na pytanie o fenomen cudu pozostaje otwarte.

        Dodam tylko, że stowarzyszenie katolickich filmowców we Włoszech przyznało filmowi "Lourdes" nagrodę. Choć jak właśnie przeczytałam, nie wszystkie środowiska katolickie podzielają pozytywne opinie na temat tego filmu.

        Polecam ten imo znakomity film. Musicie obejrzeć. Spodziewam się, że wywoła on ciekawą dyskusję.
    • maniaczytania zapowiedzi filmowe - tydzień 2-8 stycznia 01.01.15, 19:26
      nie, to raczej nie będzie stała rubryka ;), ale dziś skorzystam z wolnej chwili i kilka wybranych wypiszę ;)

      piątek 02.:
      widać, że część telewizji uznała piątkowy wczesny wieczór (ok. 20.00) za najlepszą porę na filmy familijne - co mnie się akurat podoba :), ciekawe, jak długo się ten trend utrzyma :)
      tvp1 - 20.25 - "Herb piratów" - to nie film, a serial, ale ze względu na Johna Malkovicha może warto?
      tvp2 - 20.05 - "Auta 2"
      polsat - 20.00 - "Artur i Minimki"; 22.05 - "Diamentowa afera"; 0.05 - "Ostatnia misja"
      tvn - 20.00 - "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia"
      tvn7 - 20.00 - "Parszywa dwunastka"
      tvp Kultura - 20.20 - "We mgle"; 22.40 - "Kawa i papierosy"
      AleKino - 22.05 - "Dorian Gray"

      sobota 03.:
      tvp1 - 20.25 - "Alicja w Krainie Czarów"
      tvn - 20.00 - "Sylwester w Nowym Jorku"; 22.35 - "Cztery wesela i pogrzeb"
      tvn7 - 19.30 - "Czarownice z Eastwick"
      AleKino - 18.00 - "Walkiria"; 20.10 - "Niewinność"

      niedziela 04.:
      tv Puls - 20.00 - "Angielska robota"
      tvn7 - 20.00 - "A.I. Sztuczna inteligencja"

      poniedziałek 05.:
      tvp1 - 20.25 - "Jak zostać królem"; 22.30 - "Sala samobójców"
      tvp2 - 22.50 - "Oszukana"
      polsat - 22.30 - "21"
      tvp Kultura - 20.20 - "Wymyk"

      wtorek 06.:
      polsat - 22.05 - "Siedem dusz"
      tvn - 20.05 - "Krwawy diament"
      tv Puls - 20.00 - "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć"

      środa 07.:
      tv Puls - 20.00 - "Szczęki 2"
      tvn7 - 20.00 - "Bez mojej zgody"

      czwartek 08.:
      tvp 2 - 20.40 - "Hulk"; potem wspominany wyżej "Lourdes"
      polsat - 20.00 - "Burleska"; 22.35 - "Kobieta na topie" (Penelope Cruz ;) )
      tvp Kultura - 21.15 - "Nocny kowboj"
      AleKino - 20.20 - "Mistrz"
      • grek.grek Re: zapowiedzi filmowe - tydzień 2-8 stycznia 02.01.15, 13:18
        whoaaa, ale zestaw :]

        sporo dobrych tytułów.
        "We mgle", "Nocny kowboj" - na pewno.
        "Burleska" - słyszałem, nie wiem czy warto [chociaż to premiera by była, a dla premiery robi się
        zawsze wolne miejsce, hehe].
        "Jak zostać królem", "Krwawy diament", "Wymyk", "Oszukana" - dobra powtórka nigdy nie jest zła.
        • mozambique Re: zapowiedzi filmowe - tydzień 2-8 stycznia 02.01.15, 14:03
          "Burleska" - słyszałem, nie wiem czy warto [chociaż to premiera by była, a dla premiery robi się
          zawsze wolne miejsce, hehe]."

          NIE WARTO !
          Christina Aquillera zaczyan prace jako barmanka w nocnym klubie ktory nazywa sie BURLESKA , a szefuje mu Cher ( z twarzą jak Samodizileny Robot KOlejkowy EWA 1 z Altenratyw 4) , spzrata , nalewa i obseruwje gwiazdy na scenie , gwiazdy spiewają i tancza i nawet porzadnego striptizu nie zrobią , i strasznie im zazdrosci
          i jako w bajce o kopciuszcku , głowna gwiazda choruje i Christina dostaje szanse zastąpeinia jej w jednym numerze

          i osiag sukces, slawe i serce ksiecia

          zieeeeeeeeeeew !!!!!
    • grek.grek "Kawa i papierosy" [2003] via Kultura 02.01.15, 14:03
      w połowie kapnąłem się, ze dawno temu oglądałem. Nic jednak nie zapamiętałem, pewnie byłem bardzo dzieciak wtedy. A te groteskowe filmy z Van Dammem, Arnim i Stallonem, oglądane wówczas, pamiętam scena po scenie... jak to się plecie człowiekowi ;]

      parą bohaterów głównych tego czarno-białego filmu są pani kawka i pan papierosek. Prawie zawsze w duecie. I niemal zawsze na stoliku z blatem w szachownicę, uparcie filmowanym kamerą wiszącą nad nim.

      jedenaście scenek z udziałem aktorów, filmowców, muzyków, zapewne takich których sam Jim Jarmusch lubi i poważa.

      1] Roberto Benigini spotyka kolegę. siedzą, piją kawę, palą, zamieniają się krzesłami, i Roberto stara się wyreklamować z tego przypadkowego spotkania. wreszcie udaje mu się, za pomoca... wizytówki dobrego dentysty, którą dostaje od tego kolegi. "Przypomniałem sobie, że dawno nie byłem u dentysty i muszę tam koniecznie pójść", puentuje Roberto.

      2] dwójka czarnych bliźniąt siedzi w lokalu [we wszystkich scenach lokale są przyjemnie puste, a nawet jesli nie wiadomo czy jest tak w istocie, bo kamera pokazuje tylko jeden stolik, to na pewno słychać, ze jest cicho]i pali, popija kawę, i wdaje się w dysputę z kelnerem, tudzież menadżerem lokalu [Steve Buscemi] o Elvisie. On dowodzi, że Elvis był wspaniały, a oni odpowiadają, ze był złodziejem, który żerował na muzyce czarnych. A kiedy kelner odchodzi, siostra ochrzania brata, ze kopiuje jej styl i nawet jej buty zakłada zamiast własnych.

      3] Iggy Pop i Tom Waits spotykają się w zacisznej kawiarni gdzieś w Kalifornii. Od dawna nie palą, ale na stole leża pozostawione przez kogoś papierosy, więc jako dumni zwycięzcy w walce z nałogiem "po jednym mogą zapalić...". Rozkoszują się papieroskiem, wychwalają zalety dobrze parzonej kawy i ględzą o niczym.

      4] Dwóch podstatusiałych Włochów rodem z Hell's Kitchen spotyka się w pustej [tutaj widać] restauracji, której jeden z nich jest właścicielem. Ten drugi wciska temu pierwszemu, że papierosy plus kawa jako lunch, to wyjątkowo zabójcze połączenie. A tamten nic sobie z tego nie robi. Pojawia się syn palaczo-kawiarza, milczy, gestykuluje, chce kasy, a kiedy ją dostaje kupuje za nią jakiś chiński przysmak dla wybrańców, częśtuje nim tego marudę, a maurda wypluwa go z niesmakiem. Dowiaduje się, ze "to coś o smaku czarnego pieprzu" jest prawdziwym rarytaszem dla smakoszy. A pośrodku stolik w szachownicę i kawka...

      5] Efektowna, retro dziewczyna, w stylu Lany Del Rey pije kawę, stylowo pali papierosa i przegląda katalog militariów, ze szczególnyjm uwzględnieniem broni palnej. Idealna femme fatale z filmu noir albo muza Nowej Fali ;] Co 30 sekund podchodzi kelner, któremu chyba ona się strasznie podoba, i zagaduje ją czy czegoś jej nie potrzeba ?, czy dolać kawy [raz dolewa sam, a ona na to, ze "zepsuł idealną kompozycję"] ? czy [... ?]. generalnie, bardzo chyba chce z nią po prostu konwersować, a ona zapobiegliwie nakrywa dłonią filiżanke, za każźdym razem kiedy on podchodzi z tym dzbankiem w garści.

      6] dwóch czarnoskórych kolegów [w tym Isaah De Bankole z "The Limits of Control"] spotyka się w barze. Szachownica, kawa, papieros... znacie to ;] Ten który został zaproszony próbuje wypytywać zapraszającego, po co go wezwał. "Czy u ciebie wszystko gra ?", "chcesz mi coś powiedzieć ?". A tamten nie ma nic do powiedzenia, najpewniej chciał po prostu zobaczyć kumpla i sobie posiedzieć przy kawce i papierosku.

      7] Cate Blanchett gra podwójną rolę. siebie, czyli Blondynki aktorki za którą chodzą paprazzi, której foty są w magazynach i która podróżuje po świecie, oraz swojej Czarnowłosej kuzynki, która gdzies tam w niszy nagrała jakąś płytę z mało chodliwą muzyką "cięzkorockową". Rozmowa się nie klei, bo dzieli ich przepaść, dawno się nie widziały, a aktorka próbuje udawać, ze w sumie ma dośc całej tej aktorskiej akcji w jakiej uczestniczy. ta druga próbuje być wyluzowana, mówi o tej płycie, ale koniec końców pada sugestia, że nawet nie wiadomo czy ją faktycznie nagrała czy jednak wcale nie. A całośc dzieje się w restauracji ekskluzywnej stylizowanej na wnętrza "domowe".

      8] dziewczyna i chłopak [muzycy The White Stripes] przy kawie i papierosku rozmawiają o Nicoli Tesli, a chłopak prezentuje transfomator jego imienia. Następuje prezentacja, coś nie odpala, więc zaaferowany chłopak idzie do domu poprawić urządzenie, a dziewczyna zostaje i pali sobie na luzie.

      9] aktgor Alfred Molina umawia się z aktorem Stevem Cooganem w stylowej restauracji w Los Angeles. Coogan niby jest na topie, a Molina zupełnie nic nie nakręcił, więc to Molina występuje z pozycji pariasa, a Coogan jest star. Po grze wstępnej złozonej z radosnych komplementów Moliny i wymuszonych Coogana, który nie bardzo wie kim w ogóle Molina jest - Alfredo przystępuje do rzeczy. Wyciąga kartkę zapisaną maczkiem i powiada, że przeprowadził śledztwo "genealogiczne", z którego wynika, ze on i Steve są kuzynami. Molina jest entuazjstyczny, Coogan coraz bardziej zdystanowany. Molina chce się zakolegować, a Coogan chciałby już uciec. Zbywa Molinę, do czasu gdy... Molina odbiera telegon od Spike'a Jonze'a [tego od "BYć jak John Malkovich", przepraszam za tę wstawkę, ale to bardziej dla mnie, żebym się nie pogubił, gdybym ewnetualnie kiedyś czytał własne streszczenie ;)]. Wtedy Coogan doznaje nagłej przemiany i gotów jest Molinie dać nawet numer swojej komórki.

      aha, panowie piją... herbatę :"]] papierosek tym razem solo występuje.

      10] jakiś bar, a tam raperzy z Wu Tang Clan, RZA i GZa. siedzą przy stoliku w szachownicę, a na stoliku świeczka zapachowa oraz herbata ziołowa :] bez obaw, papierosek i kawa też się zjawiają. Razem z Billem Murrayem, wystepującym jako on sam, ale w "przebraniu kelnera".
      RZa i GZA perorują o szkodliwości papierosów i kawy, o tym ze się od nich dostaje depresji, nadciśnienia i delirum, a Bill słucha tego kopcąc papierosa i pijąc czarną jak oni sami kawę prosto z dzbana, od czasu do czasu ubogacając wątek kaszlem palacza :]

      11] dwóch starszych facetów siedzi w zaciemnionej zbrojowni, akurat mają przerwę. Piją kawkę i popalają. Zbiera im się na wspomniki - słuchają we wspomnieniach jakiejś smutnej bluesowej piosenki, kiepską kawą wnoszą toast za "Paryż lat 20-tych, JOsephine Baker, Moulin Rouge... Nowy Jork z lat 70-tych", nostalgicznie dodają coś o smaku dobrego szampana, oraz rytualną uwagę, że kawa plus papieros jako dieta, to marny pomysł i bardzo szkodliwy :] a na koniec jeden z nich postanawia przedrzemać ostatnie 2 minuty 10-minutowej przerwy w pracy.

      świetne. po prostu świetne. gadki o niczym, bo najważniejsze jest że dwie osoby, albo i trzy, siedzą i gadają. dymiony Papieros i sączona kawa są symbolami niespieszności życia, zaprzeczeniem współczesnej manierze pędu za tysiącem spraw. Przedmioty są równie istotnymi aktorami w tych scenkach, co ludzie. film z 2003 r., ale wspaniale wystylizowany na retro, na lata 60-te, tak jakby Jarmusch w tamtych właśnie latach widział to, co było dobre i co nalezałoby dziś kultywować. A może doskwiera mu sentyment, ze to se nevrati ?

      słowem, po takim filmie aż ma się ochotę zapalić taaaaakiego papierosa i wypić istną siekierę ;]



          • grek.grek Re: "Kawa i papierosy" [2003] via Kultura 02.01.15, 16:00
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            hehe, gwarantuję ci, ze niektóre aktorki i niektórzy aktorzy palą tak sugestywnie, że może Cię złapać ochota na dymka i małą czarną :]

            a wiesz, nie pomyślałem o tym... akcja jest spowolniona, to prawda - palą, popijają kawę, rozmawiają, ale ja lubię te klimaty, więc trudno mi powiedzieć jak by to wyglądało z perspektywy np. Twojej. to wskazuje na jedno... musisz obejrzeć ten film :]]
      • pani_lovett Re: "Kawa i papierosy" [2003] via Kultura 02.01.15, 18:10
        Małe uzupełnienie:

        > 10] jakiś bar, a tam raperzy z Wu Tang Clan, RZA i GZa. siedzą przy stoliku w s
        > zachownicę, a na stoliku świeczka zapachowa oraz herbata ziołowa :] bez obaw, p
        > apierosek i kawa też się zjawiają. Razem z Billem Murrayem, wystepującym jako o
        > n sam, ale w "przebraniu kelnera".
        > RZa i GZA perorują o szkodliwości papierosów i kawy, o tym ze się od nich dosta
        > je depresji, nadciśnienia i delirum, a Bill słucha tego kopcąc papierosa i piją
        > c czarną jak oni sami kawę prosto z dzbana, od czasu do czasu ubogacając wątek
        > kaszlem palacza :]


        Po drugim czy trzecim napadzie kaszlu palacza Bill Murraj pyta RZA, który pochwalił się, że jest lekarzem, lekarzem medycyny alternatywnej, studiował dwa lata medycynę alternatywną, co by mu polecił na ten kaszel. RZA z mądra miną doradza mu płukanie gardła wodą utlenioną, rozcieńczoną w połowie zwykłą wodą. A jeśli to nie pomoże, to poleca płukanie gardła płynem do mycia kuchenek. Bill Murray zadowolony oznajmia, że płyn do mycia kuchenek ma akurat na zapleczu, po czym zostawia raperów samych. Ci się zastanawiają czy mogą w knajpie zajarać, ale w końcu rezygnują i postanawiają iść do studia. Wyciagaja pieniądzę za kawę, napiwek dla Billa Murraya, żartując sobie, że on nie potrzebuje pieniędzy. Nagle słyszą jakiś dźwięk dobiegający z zaplecza, to Bill Murray płucze gardło. RZA pogania towarzysza, żeby jak najszybciej opuścili lokal... :)

        > 9] aktgor Alfred Molina umawia się z aktorem Stevem Cooganem w stylowej restaur
        > acji w Los Angeles. Coogan niby jest na topie, a Molina zupełnie nic nie nakręc
        > ił, więc to Molina występuje z pozycji pariasa, a Coogan jest star. Po grze wst
        > ępnej złozonej z radosnych komplementów Moliny i wymuszonych Coogana, który nie
        > bardzo wie kim w ogóle Molina jest - Alfredo przystępuje do rzeczy. Wyciąga ka
        > rtkę zapisaną maczkiem i powiada, że przeprowadził śledztwo "genealogiczne", z
        > którego wynika, ze on i Steve są kuzynami. Molina jest entuazjstyczny, Coogan c
        > oraz bardziej zdystanowany. Molina chce się zakolegować, a Coogan chciałby już
        > uciec. Zbywa Molinę, do czasu gdy... Molina odbiera telegon od Spike'a Jonze'a
        > [tego od "BYć jak John Malkovich", przepraszam za tę wstawkę, ale to bardziej d
        > la mnie, żebym się nie pogubił, gdybym ewnetualnie kiedyś czytał własne streszc
        > zenie ;)]. Wtedy Coogan doznaje nagłej przemiany i gotów jest Molinie dać nawet
        > numer swojej komórki.

        Kapitalna scenka. :)
        Steve Coogan tłumaczy Molinie, że ma niezłaona zasadę, by nikomu nie dawać swojego prywatnego numeru telefonu (jego brytyjska komórka nie działa w Ameryce). Numeru nie dał nawet kiedyś (tu wymienia nazwisko sławnego reżysera z najwyższej półki, niestety wyleciało mi z głowy), więc Molina powinien się cieszyć, że znajduje się w zacnym twoarzystwie! Molina ma niepocieszoną minę. I wtedy właśnie do Moliny dzwoni Sipke. "Spike Lee?" - pyta ożywiwszy się wreszcie Steve Coogan. "Nie. To Spike Jonze" - mówi Molina. Coogan robi jeszcze większe oczy, bo bardzo lubi Spike'a Jonze'a. Molina wtedy wyznaje, ze przyjaźni się ze Spikiem od wielu lat. Wtedy Steve Coogan nieśmiało pyta, czy wypada, żeby on teraz podał Molinie teraz swój numer telefonu. Molina na to, że nie bardzo. I zbiera się do wyjścia.
        Coogan oferuje , że to on zapłaci za herbatę. Panowie się, żegnają. Steve Coogan zostaje sam przy stoliku i z nietęgą miną przeklina pod nosem ...

        > aha, panowie piją... herbatę :"]] papierosek tym razem solo występuje.

        Pewnie dlatego, że panowie są Brytyjczykami!?


        Fajny film, przyjemny, wywołujący lekki uśmiech, relaksujący, jak przerwa na kawę i , jak bym paliła to bym powiedziała, jak przerwa na papierosa.
        • grek.grek Re: "Kawa i papierosy" [2003] via Kultura 03.01.15, 16:37
          świetny opis, Barbasiu :]

          scenki mają po kilka minut, a opowiadając o nich można złożyć po kilka [treściwych] akapitów.

          hehe, nie inaczej.
          pobudzający ku potencjalnie szkodliwym nawykom ;]]

          yes, też tak mi się wydaje, analizy są raczej niewskazane. to taki film, przy którym
          najlepiej usiąść, pozwolić się wprowadzić w nastrój, a potem płynąć na tej fali.
    • mozambique "BYC jak STanley Kubrick" 02.01.15, 14:49
      autentyczna historia oszusta ALana COnwaya podszywającego sie pod Stanleya Kubricka w sferach artystycznych Londynu lat 80tych i w celach wyłącznie zyskownych .

      John Malkovich gra Conwaya , ktory ubierając sie z dosc wyraznie gejowskim przegieciem brylował w gejowskich klubach i restauracjach Londynu, przedstaiwajac sie jako Kubrick ( podrózujacy anonimowo aby uniknąc dziennikarzy) i wyrywajac na tą postac co chciał- młodych ładnych chlopaczków , zamoznych dziedziców fortuny , bogatych wlascicieli klubów a takze gwiazdy angielskiego szołbiznesu. Conway nie byl wybredny - naciągał ofiary na drinka, za koszt obiadu , na taksówke , na alkohol w sklpei na stacji benzynowej a takze na wspolfinansowanie nowego filmu, na żyrowanie kredytu itp
      Sępił gdzie sie dało, nie pogardził i paroma funtami jak nie bylo więcej obiecując angaż w swoim najnowszym filmie albo karierę w Holiłód. , szło mu łatwiutko bo sam Kubrick rzeczywiscie unikał mediów i praktycznie nie pozwała sie fotografować. Wystraczył wiec pomysl na siebei, potezna pewnosc siebei, ocean tupetu i szybko składane dowcipne gadki , żeby usidlic towarzystwo.
      Fajna scenka - w eleganckiej restauracji Malkowich jako Kubrick rozmaiwia w potencjalnymi iniwestorami o produkcji "Odysei kosmicznej 3001" i pomyslach obsadowych , i ze mysli o Johnym Malkovichu w roli astronauty. Rozmówcy na to " i co producenci ? zgodzili sie ?" a on na to " oczywiscie ze nie . Ale wtedy im powiedzialem ze myślę o Elisabeth Taylor w stacji kosmicznej wiec ju poszlo gladko"

      Malkovich gra Conwaya spokojnie, w gejowsko wycyzelowany sposób ale wyglada jak skrzyzowanie bezdomnego kloszarda z uciekinierem z Tworek az dziw wiec ze ktokowliek mu uwierzył , bo wiadomo ze Kubrick byl kilkakrotnei zonaty, mial kilkoro dzieci wiec jakos nie bardzo pasuej do gejowskich klubów sado-maso i spodni od piżamy związnayc sznurkiem załozonych do kocyka w kratke, malowancyh paznokci, tuszownaych rzęs i karminowej szminki. . MImo to udawalo mu sie dosc długo , wyłudził mase forsy od bogatych i biednych , podrywał zwyklych kierowców, muzyków z zespołów pankowych ale tez znanych piosenkarzy itp
      Został w koncu zdemaskowany i aresztowany ale linią obrony byly zaburzenia psychiczne , wiec pod skrzydlami psychiatry -naukowca chcącej pisac o nim pracę naukową zamiast za kratki trafil do luksusowego osrodka leczenia uzaleznien ( bo przy okazji tak troche był akoholikiem) gdzie rózne gwiazdy angielksiego swiata artystycznego leczyły sie z róznych ciągów . POmoglo mu te ze te oszukane osoby za zadne skarby nie chcialy zeznac w sądzie ze daly sie wrobic jak dziecko zwyklemu szulerowi.
      I tak leżał na jednej sali z Kenem russelem i Ringo starrem ( a przynajmniej takie naziwska byly przyklejone na łozkach, obok byl zdaje sie tez Napoleon) i bardzo dobrze mu tam było .

      Umarł pare meisiecy przed smiercią prawdziwego Kubricka.

      Troche powierzchowny film ( nie bardzo dowiadujemy sie czy Conway rzeczywiscie był szurnięty czy tez to był pefekcyjna kreacja aby unknąc odsiadki, czy robil to tylko dla forsy , bo zyl w sumei bardzo biednie czy tez dla innych celów , no bo co poderwał to jego itp ) ale pokazuej jak łątwo oszukac tych co chca byc oszukani.
      • grek.grek Re: "BYC jak STanley Kubrick" 02.01.15, 16:08
        zapowiadaliśmy kiedyś, ale chyba nikt poza Tobą nie wcelował w ten film :]
        dzięki za recenzję, jak zawsze barwną.

        najlepsze jest własnie to, że ta akcja nie jest wymysłem scenarzystów. Gośc chodził i robił wszystkich
        w mikado. pomagało mu to o czym pisałaś : że Kubrick był zażartym domatorem, w mediach niemal nie było jego wizerunku, reżyser istniał bardziej jako napis do filmu niż jako realna postać. ale i tak gość może budzić sympatię [specyficzną] swoją pomysłowością i bezczelnością.

        obsadzenie Malkovicha, po "Być jak John Malkovich", to też ciekawy zabieg, bo od razu ludziom się kojarzą obie te historie.



    • grek.grek "We mgle" [2012] w Kulturze 02.01.15, 16:17
      20:20 i 1:30

      Kultura w dobrej formie. "We mgle" było w Cannes, zrobiło tam świetne wrażenie [nominacja do Palmy i nagroda FIPRESCI], a po "Szczęście ty moje" [jest w archiwum, hehe] filmy Siergieja ŁOźnicy, to już filmy oczekiwane.

      mam nadzieję, ze "We mgle" utrzymane jest w tej samej surowej poetyce co "Szczęście..." i równie mocne.

      z opisu wynika, że tym razem Łoźnica cofa się do 1942 roku. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności prosty kolejarz zostaje oskarzony o zdradę i kolaborację z Niemcami. Partyzantka wysyła dwóch cichociemnych", żeby wykonali na nim wyrok.

      skaczę :]
      skaczecie ze mną ?

      [Kultura świetnie się spisuje w tym sezonie; więcej premier, filmy festiwalowe - jest bardzo dobrze]
      • grek.grek "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa a'propos 03.01.15, 13:02
        Oglądaliście może ?

        ja skoczyłem i był to skok owocny. świetny film, stylowo i narracyjnie podobny do "Szczęścia...". TAk wtedy jak i teraz Łoźnica zajmuje się człowiekiem wplątanym w historię, w splot nieszczęsliwych okoliczności, w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc.

        W tym przypadku są to tereny dawnego ZSRR, w roku 1942. Niemcy właśnie prowadzą na śmierć trzech białoruskich partyzantów. Dzieje się to w wiejskiej osadzie na skraju lasu. Przechodzą demonstracyjnie przez coś w rodzaju majdanu, gdzie stoją stragany, samochody jakiejś i jest dużo ludzi. Przez megafon płynie przekaz "Wszyscy którzy wystąpią przeciwko miłościwej III Rzeszy skończą tak jak oni". MIejscowi patrza w milczeniu, niemieccy żołnierze w zaciekawieniu. A potem pada komenda "Powiesić !".

        Kilka dni później, późnym wieczorem, w domu miejscowego kolejarza, Suszenji [świetny Władimir Swirski, twarz jak z autoprtretów Van Gogha] zjawia się dwóch partyzantów - jego kolega, Kola Burow, i drugi, Wojtik.

        Suszenja mieszka skromnie, wychowuje z żoną małego syna. Jest dobrym człowiekiem, uczciwym, stara się zachować tę uczciwość w czasach, które promują zachowania raczej przeciwnego typu. On wie po co Kola przyszedł. Kola nie patrzy mu w oczy, a Suszenja obserwuje go intensywnie. wspaniale jest to pokazane. Wysyła więc Suszenja syna do spania. Żona zaczyna łapać wątek... lamentuje i zdarza się jej nawet przez łzy wrzasnąć, ale mąz ją uspokaja "Tak trzeba. Nie płacz. Wrócę".

        Tak, Kola przyszedł aby zabić Suszenję. On nie mówi o tym wprost, a i sam Suszenja nie zdradza żonie własnego podejrzenia. KOla duka tylko, że "on wróci, nie martw się", a żona koniecznie wciska Suszenji słoninę i waciak - chce by je wział, bo chce mieć nadzieję na jego powrót. gdyby wyszedł w samej koszuli na zimno jesienne... to by przecież znaczyło, że nie wróci. Żona już nie widzi, jak na podwórzu Suszenja pyta "Mam wziąc łopatę ?", a Kola przytakuje.

        KOla i Wojtik prowadzą Suszenję gdzie na skraj lasu. ON się nie tłumaczy z niczego, o nic też nie pyta, nie prosi o łaskę. To zastanawiające, bo wiemy doskonale, co ma się za chwilę wydarzyć. Dopiero po długim czasie dowiadujemy się, że partyzantka oskarżyła Suszenję o zdradę. Efektem tej zdrady miała być śmierć tych trzech chłopaków. Suszensja zachowuje się jak człowiek, który wiedział, że po niego przyjdą. Czemu jednak nie uciekł ? Zachowuije się jakby akceptował karę. Czy naprawdę zdradził ? Odpowiedzi przyjdą później.

        dalej będzie już pełny opis, więc gdybyście jednak mieli zamiar najpierw obejrzeć - nie wchodźcie w kolejne akapity, pod żadnym poozorem ;]

        Suszenja trochę grymasi w temacie miejsca egzekucji. Wreszcie staje na miejscu pod drzewkami sosnowymi. Suszenja kopie grób dla siebie i chygba wtedy po raz pierwszy mówi, że nikogo nie zdradził.KOla jest niewyraźny, widać że go gniecie cała sytuacja, ale rozkaz to rozkaz. Kiedy już wszystko jest gotowe, Suszenja prosi go "Powiedz mojej żonie, ze NIemcy mnie zabili". KOla się zgadza. I wtedy znienacka atakuje ich milicja białoruska, współpracująca pilnie z hitlerowcami. Kola zostaje ranny. Suszenja nie ucieka, nie wykorzystuje sytuacji. Przeciwnie - unosi KOle na swoich plecach i razem z Wojtikiem udaje się im jakoś wydostać spod ognia.

        Idą przez las. Wtedy wskakuje retrospekcja dotycząca Koli. Dlaczego poszedł do partyzantki ? Bo mu milicja zabrała samochód, który własnoręcznie zrobił. Tak, taki banał. On sklecił grata, a oni mu zabrali, bo wojna jest i im się bardziej przyda. Wkurzony poszedł więc w nocy i spalił ten samochód. A potem nie było już wyjścia - musiał uciekać z domu i przyłączył się do ruchu oporu.

        Wojtik poleca Suszenji, który zna teren, prowadzić do jakiejś wioski, gdzie Kola mógłby otrzymać pomoc. KIerują się więc ku Babicom. Suszenja nadal nie wykorzystuje okazji, by próbować ucieczki. Nawet kiedy Wojtik na moment znika, Suszenja pozostaje przy dogorywającym Koli. Dlaczego ?

        I tutaj znów w niezapowiedzianej retrospekcji wszystko się wyjaśnia. Suszensja i ci trzej powieszeni pracowali przy podkładach kolejowych. NIemcy oczywiście wszystko nadzorowali, ale nie stali im nad głowami. Wtedy ci trzej wymyślili, że można by zrobić zamach na pociąg, kóry niebawem będzie tędy jechał. Bedzie tam zaopatrzenie dla Niemców, i na pewno paru niemieckich zołnierzy. Chcą w to wciągnąć Suszenje. Ten odmawia. "To bez sensu - powiada - Niemcy i tak się zorientują, czyja to robota, a w odwecie wystrzelają ludzi ze wsi". Jeden z tych tzrech rzuca "ale mi ludzie... półtorej staruchy", na co Suszenja "A starucha to nie człowiek ?" - ten dialog najlepiej pokazuje kim jest Suszenja.

        Jego sprzeciw nie odwodzi ich od zamiaru. Podcinają przewody na torach czy coś takiego i pociąg się wykoleja [nie jest to pokazane, Łóźnica nie jest dosłowny]. NIemcy łapią wszystkich, mimo ze ci próbują dyskretnie spie,przać. Suszenję też. Dają im manto i wrzucają do więźnia.

        A potem niemiecki oficer proponuje Suszenji : zostań naszym kapusiem. Tamci i tak pójdą na szubienicę, ale ty jesteś niewinny. Pomóz nam, bo i tak nie masz lepszego wyjścia. Albo zdechniesz na stryczku albo nam pomożesz. Ta propozycja pada killka razy. Odpowiedź Suszenji jest fanastycznie prosta : "JA tak nie umiem... NIE MOGĘ". Po prostu "JA NIE MOGĘ". On nie dopowiada "NIe mogę, bo jestem moralnym, uczciwym człowiekiem". To my musimy dopowiedzieć. On mówi tylko "JA NIE MOGĘ...".

        I ten niemiecki oficer go wypuszcza... Macha mu nawet na pożegnanie. Mówi "Wymyśliłem dla ciebie znacznie lepszą śmierć". Tak - wypuszcza go, bo wie że wszyscy uznają to za dobitny dowód, iż Suszenja zdradził. A on wychodzi z niemieckiego aresztu i napotyka tę szubienicę, na któreej ciągle dyndają ci trzej... Cóż za scena.

        Jakże to - zabrali czterech, tzrech powiesili, a jednego wypuścili ? TO oczywiste, że ten wypuszczony jest zdrajcą. Czy ludziom można odmówić racjonalności sądu, wobec takich faktów ? Niemiecki oficer jest więc okrutny... nie zabijając Suszenji. A sam Suszenja ponosi karę za uczciwość. Podwójną.

        Opowiada to wszystko on sam, więdnęcmu już, trupioblademu, opartemu o pień drzewa Koli. Kola nie żyje. OPowieść Suszenji była dla nas. Jest niewinny. "WOlałbym umrzeć - mówi z cichą goryczą - żyję tu 37 lat, nigdy z nikm się nawet nie pokłóciłem... ale NIKT mi nie wierzy, wszyscy się ode mnie odsunęli, wszyscy sądzą ze zdradziłem. Nawet własna żona patrzy na mnie dziwnie i podejrzliwie. Ten NIemiec zgotował mi prawdziwą mękę". Dlatego Suszenja nie protestował, nie prosił o łaskę, nie zaklinał się, kiedy przyszedł KOla. On, człowiek uczciwy i niewinny, nie protestował przeciw własnej śmierci z niesłusznego oskarżenia.

        Kola jest martwy, ale Suszenja niesie go dalej. NIebawem Wojtik zostawia go znowu samego i idzie na zwiad. Okazuje się, ze do Babiców zjeżdzają oddziały niemieckie. Muszą więc zmienić wcześniejsze plany.

        Wtedy poznajemy, z następnej, wspaniale wmontowanej w fabułe, retrospeksji, losy Wojtika. Był partyzantem i złapali go w lesie milicjanci. Wojtik akurat wracał od zaprzyjaźnionego starszego małżeństwa, które cichaczem pomagało "leśnym ludziom". POd groźbą karabinu, powiedział skąd idzie. Milicjanci napadli na dom i zabili tych starszych ludzi. Wojtik wykorzystał moment ich nieuwagi i zwiał.

        Teraz Wojtik wraca do Suszenji i informuje go o sytuacji. Co robimy, pyta, "Ja do oddziału, a ty... pewnie do Niemców", powiada, sugerując że jednak ma do czynienia ze zdrają. Suszenja zaprzecza. I gotów jest iśc z nim. I nieść zwłoki Koli na własnych plecach, aby oddział zrobił mu należyty pogrzeb.

        Jest poranek po nocy, mgła [tytułowa]. Przeskakują drogę. Suszenja pierwszy z trupem na plecach. Wojtik ma przejśc zaraz za nim, ale niespodziewanie nagle zrywa się do ucieczki. Padają strzały. Wojtik pada. Za chwilę już wiemy - zobaczył milicjantów, chciał dać dyla, ale trafili go. Potem pucują mu kieszenie, zabierają buty, a gdy orientują się, ze "on jeszcze żyje" - dobijają z karabinu.
        • grek.grek Re: "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa a'propos 03.01.15, 13:18
          Kiedy milicjanci odchodzą - Suszenja wraca po zwloki Wojtika. Kładzie je obok zwłok Koli. Siada pomiędzy nimi z miną spokojnego desperata. Mgła nadciąga powoli, spowija ten obrazek coraz gęstszą falą... I kiedy już nic nie widać, tylko ten biały puch, nagle, w tej mgle białej jak mleko, rozlega się pojedynczy wystrzał.

          Kto strzelał ?

          Instynkt podpowiada, że Suszenja popełnił samobójstwo. Zrobił to, co jedynie możliwe, by uciec od życia, które stało się gehenną.

          Niezwykła intryga. Oto człowiek niewinny i ze wszechmiar moralny, staje się ofiarą, symbolem zdrady i zaprzaństwa. Nie może się bronić. Wszystko świadczy przeciw niemu.

          "O nich [tych powieszonych trzech sabotażystach] ludzie dobrze mówią, są z nich dumni, ich rodziny dostają zewsząd pomoc i wsparcie, a ja jestem dla wszystkich zdrajcą i nawet własna żona ma mnie za nic", skarży się w swoim monologu Suszenja. Cóż za przewrotnośc losu, cóż za dramat...

          wspaniałe zdjęcia, perfekcyjne kadry. stylizacje, lokacvje - rzecz jakże realistyczna, surowa i piękna. Brudne twarze, blade trupy, leśne ostępy... wszystko z pietyzmem dopasowane do nastroju i sensu tej opowieści. Siergiej Łoźnica jest po prostu znakomitym reżyserem. "Szczęście ty moje", to nie był przypadek. gośc ma pomysł na swoje własne kino, wie o czym i jak chce opowiadać.

          świetni aktorzy, zwłaszcza wspomniany Władimir Swirski - malarska surowa twarz, i wzrok którego się prędko nie zapomina. Emanuje z Suszenji prostota, a jednocześnie jakaś niesamowita głębia przeżycia i dramatu wewnętrznego jaki ta postać przeżywa.
          Władysław Abaszyn, Kola, jest również znakomity. Nie tylko jako nieboszczyk ;] Kiedy przychodzi do domu Koli żeby go ze sobą zabrać, unika słów, patrzenia na niego, jego żonę i syna - wykonuje rozkaz. Nie wnika. MOże i w duchu ma wątpliwości, może nawet gdyby Suszenja zdradził, ot np. bo NIemcy go szantażowali i grozili śmiercią rodzinie, to byłby gotów go wypuścić... Zresztą, keidy Suszenja pyta czy ma zacząć kopać grób, Kola powiada "Kop, a później zobaczymy" - to jakby sygnał, że Kola się waha. A może nie chce do końca odbierać nadziei ?

          bardzo sprawnie wplecione w akcję retrosspekcje. Niezapowiedziane. Np. Wojtik kryje się w krzakach patrząc jak do Babiców wjeźdzają Niemcy, wycofuje się ukradkiem i włazi do jakeigoś szałasu. Pstryk, i mamy zimę, śnieg, a Wojtik z takiego właśnie szałasu, kryjówki wychodzi. I nie wiemy - zostawił Suszenję w lesie ? ile czasu minęło ? Tamten pewnie już zamarzł. Ale nie, za moment orientujemy się, że czas się cofnął i jest to historia z przeszłości Wojtika.

          cóż, kino pierwszej klasy.
          brawo, Kultura :]
          • pani_lovett Re: "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa 03.01.15, 16:29
            Widziałam. Znakomity film , to prawda.

            Prosta , ale sugestywna i przejmująca w finale opowieść.

            Suszenja postawiony zostaje, jak w antycznej tragedii, w sytuacji bez wyjścia. Nie ma praktycznie żadnej możliwości obrony , nie ma żadnych wiarygodnych świadków , który zaświadczyliby o jego niewinności , nie ma nic poza własnym słowem, w które, o zgrozo, powątpiewa nawet żona, najbliższa osoba, która, wydawałoby się, zna go najlepiej.

            Przeklętego piętna zdrady (nie zdarzają się takie sytuacje, żeby Niemcy wypuścili wolno człowieka, który nie zdradził - mówi Kola, to co wszyscy myślą) nie jest w stanie zmyć nawet honorowa samobójcza śmierć, bo ludzie, jak mówi Suszenja, który rozważał popełnienie samobójstwa, wzięliby ten gest za wyrzuty sumienia zdrajcy.



            Dobrze, żeś zapowiedział ten film! :)
            • pani_lovett Re: "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa 03.01.15, 16:41
              Jak na ironię Suszczenija ma szczęście, giną jego towarzysze, potem kolejni, partyzanci, którzy mieli wykonać wyrok, a on wciąż unika cudem śmierci, a jednak życie z piętnem zdrajcy wydaje mu się nie do zniesienia. Woli popełnić samobójstwo. Pewnie sądzi, że śmierć w towarzystwie partyzantów w jakiejś części zmaże jego winę!?
            • grek.grek Re: "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa 03.01.15, 16:44
              świetnie :]

              piękne określenie, "tragedia antyczna" - w istocie tak właśnie jest.
              żona niby lamentuje, żeby KOla go nie zabierał, ale na ile chodzi o samego męża, a na
              ile o to, żeby nie pozbawiano ją jego rąk do pracy i pomocy w wychowaniu syna - nie
              wiadomo, zwłaszcza wobec zeznań późniejszych samego Suszenji.

              a możliwe też, że żona mu wierzy [ona sugeruje przecież Koli, że jest on niewinny "wypuścili go. no i cóż z tego ? dlaczego ? a któż to wie, dlaczego..."

              tak własnie. to dopiero matnia.
              kafkowski dramat.

              doskonale że to przypominasz.
              mysl o samobójstwie przyszła mu bardzo szybko, ale nie zrobił tego, bo sądził,że ludzie uznają
              to za przyznanie się do winy.
              nawet umrzeć nie można w takiej sytuacji, nawet śmierć nie ratuje.

              dopiero śmierć wśród partyzantów, znalezienie się trupem pomiędzy ich truipami może
              uwiarygodnić Suszenję, pośmiertnie przynieść choć częściową rehabilitację.

              i ten gest niemieckiego oficera - wypuszcza go, Suszenja idzie krokiem skazańca, a Niemiec wychodzi za nim na dziedziniec i ironicznie macha mu na pożegnanie.

              znakomity film.
              • pani_lovett Re: "We mgle" [2012] w Kulturze- 3 słowa 03.01.15, 17:41
                :)

                > piękne określenie, "tragedia antyczna"
                :)

                Tak. :)
                W tragedii antycznej konflikt tragiczny polegał na z góry skazanej na porażkę walce człowieka z losem, na istnieniu dwóch równorzędnych racji, między którymi bohater musi wybierać, a każdy wybór jest zły.

                Wierzę, że żona przeczuwając czy wiedząc, po co Koga zabiera Suszczeniję, lamentuje, przede wszytskim dlatego, że kocha swojego męża.

                Myślę , że byli kochającym się małżeństwem. Sytuacja z waciakiem mnie o tym przekonuje. Szuszczenija tuż przed swoją egzekucją, do której w końcu nie doszło, zamiast rozpaczać, prosić o litość, tłumaczyć się czy modlić się, czy co tam innego jeszcze, myśli z troską o żonie, żeby dostała jego ciepły waciak, bo jak jak zostanie sama , trudno będzie jej zarobić na nowy.


    • grek.grek "FLandria" Kultura, 23:15 03.01.15, 17:34
      Wieś francuska. dwóch męzczyzn, jedna dziewczyna, czyli trójkąt. a zbliża się wojna [nie bardzo wiadomo jaka ani która, ale wiadomo, że wojna] - oni jadą na front, a ona zostaje, ale wszyscy troje przechodzą trudny okres w życiu.

      fillm Bruno Dumonta.
      [2006 r.]

      skaczemy ? :]

          • pani_lovett Re: "FLandria" Kultura, 23:15 03.01.15, 19:14
            Nawet nie wiedziałam, co tam jest wcześniej. Właśnie, dobrym zwyczajem jest dać premierę przed powtórką.

            > obejrzę, mam nadzieję,

            Ale chyba nie zamierzasz dziś zasnąć??? 8-O

            >i coś napiszę/dopiszę.

            Świetnie! :)
            • grek.grek "FLandria" Kultura, słów kilka 04.01.15, 12:05
              rzecz utrzymana w konwencji "POza szatanem", poprzedniego filmu Bruno Dumonta, który zapewne pamiętacie jeszcze. także śladowe ilośc muzyki, skupienie, kameralny nastrój, unikanie filmowanie we wnętrzach i w zasadzie... żadnej sceny, w której brałoby udział więcej niż tuzin aktorów, z czego większość to statyści [statywy, jak niektórzy mówią, heh].

              W zasadzie, nie wiadomo gdzie akcja się rozgrywa, poza tym, że jest fo francuska prowincja. Wioska. na swój sposób malownicza, znacie te budynki z kamienia, otoczone gdzieniegdzie zielenią. I gospodarskie podwórza, czyli tu świnka, tak kurka, tam sianko, tutaj traktorek i tak dalej.

              Barbe ma ze 20 lat. jest ładna. I lubi mężczyzn. spotyka się jednocześnie z dwoma chłopakami z okolicy. Andre prowadzi takie gospodarstwo o jakim wyżej wspomniałem. w zasadzie, on i Barbe są znajomymi, przyjaciółmi. spotykają się, idą na spacer, a podczas spaceru skręcają w zagajnik i w tym zagajniku mają seks. Tutaj reżyser skupia się raczej na twarzach aktorów i górnej częsci pleców. co czuje wtedy Barbe ? nie widać namiętności. widać jakiś zabieg higieniczny. W jesiennych okolicznościach przyrody pełnej gołych gałęzi, badyli i zwiędłej trawy - ten seks zawiera dokładnie ZERO zmysłowości. A wskutek braku odpowiedniego kontekstu i martwej twarzy dziewczyny - zero pikanterii. Najsłabszy seks świata.

              Potem podciągają portki i idą do domu. Czasami razem, a czasami osobno. Wieczorem spotykają w miejscowym barze. Oni i znajomi - Mordac i jego dziewczyna France I kiedy tak rozmawiają zjawia się jeszcze jeden chłopak. Gapi się z daleka na Barbe, ona na niego, a potem z nim wychodzi. Reszta opuszcza bar niedługo później. Przechodząc wymownie patrzą w stronę jednego z zaparkowanych samochodów. MOżna się domyślać, że Barbe nie dała się długo namawiac. Zresztą, to ona inicjuje takie akcje.

              "Czy wiesz,że ludzie mają cie za dziwkę ?", pyta ją podczas spaceru France, jej przyjaciółka ? Barbe nie odpowiada. NIe rozumie o co chodzi. To postać spoza systemu, ona po prostu realizuje to na co ma ochotę. Lubi obydwu - Andre i tego drugiego - Blondela. Kiedy siedzą przy ognisku, ona pośrodku, a oni po jej bokach - nagle ona ich obejmuje ramionami, a potem wywraca na plecy i tak sobie leżą. W tej relacji nie ma nic wulgarnego, a cała trójka to są ludzie wzbudzający pewną sympatię.

              Ciekawe, że kiedy Barbe całuje ich obu, to Andre całuje raczej jak przyjaciela. Z Blondelem całuje się z niejakim zaangazowaniem. Andre to dostrzega.

              Andre, Mordac i Blondel jakiś czas temu zaciągnęli się do wojska. Wiosną przychodzą do nich równocześnie powołania. Jadą na front - Mali ? Czad ? może Algieria [nie wiadomo, czy akcja dzieje się obecnie czy 20 lat temu... trudno jednoznacznie okreslić] ? Barbe chlipie, że nie będzie ich mogła widywać.

              TEraz akcja rozwidla się - symultanicznie pokazywane są losy chłopaków na tej wojnie i Barbe, która nadal żyje na wsi.

              Sceneria tej wojny przypomina jakiś gorący klimatycznie kraj arabski. KLimaty irackie, otoczenie pustynno-górzyste, króluje oślepiające słońce. Wojna pokazana jest w schematach pewnych, ale za to bardzo sugestywnie.

              Chłopaki są w jednym oddziale. Pewnego dnia wpadają w zasadzkę terrorystów. Ostrzał, ginie koń na którym jeden z nich jechał. Ginie kolega, który wlazł na minę. Kiedy dym opada, widać tylko porozrzucane kawałki jego ciała. Inny kolega dostaje kulkę przez hełm. Smierć na miejscu. Panika, strzelanina, chaos, strach. A potem kontratak. I okazuje się, że terrorsytami byli kilkunastoletni chłopcy, młodsi od nich... I miny, niewyraźne, wyciszone, wzrok odwracany od arabskiego chłopaka z dziurą po kuli w głowie. Oni znoszą tę wojnę na smutno i na cicho. Ale mają w zespole kolegę, który [chyba z nerwów] nie ma problemów, żeby zabijać.

              Albo gwałcić. Kiedy idą przez pustynię i w jednym z opustoszałych domków znajdują dziewczynę - to tamten prowokuje gwałt. Przyłączają się inni, w tym Andre, ale bez entuzjazmu. Jakby jakiś rytuał wojenny wypełniali. Tylko jeden z nich nie przyłącza się do tego aktu [pokazanego zresztą ze wstrzemięźliwością]. "Wolisz facetów ?", pyta go ten najbardziej nerwowy. Innym razem znajdują zabłakanego miejscowego - prowadzącego jucznego osła. Znajdują u niego broń. I ten nerwowy kolega zabija go.

              Jednocześnie Barbe źle znosi brak chłopaków. Jakiś tam kolega kuturalnie do niej startuje, ale zostaje kulturalnie odprawiony z kwitkiem. Czyżby Barbe chciała być wierna ?

              Wiosną oddaje się jakiemuś parobkowi w gospodarstwie swojego ojca. Znów - seks w anturażu pomieszczenia gospodarczego, a mówiąc wprost : w chlewie. Zero zmysłowości, a jej twarz i całe ciało znów nic nie wyrażają. Instynkt wyłącznie ? Czasami odwiedza ją ta koleżanka, France. Barbe wyznaje jej, że jest w ciązy. Najpewniej z Blondelem. Ale zamierza usunąć. PO co zatem napisała mu o tym fakcie ?

              Blondel czyta otrzymany list, koledzy mu gratulują, że zostanie ojcem. Andre jest rozżalony. Jego twarz jego nie wyraża, ale mowa ciała jest jednoznaczna, a kamera celowo przyttrzymuje na nim kadr.

              Wtedy właśnie oddział wpada w łapy terrorystów, czy też - powstańców. Jednego odstrzeliwują od razu. Tego, który zabił cywila z osłem. Od razu kulka w łeb. Reszta staje zaś oko w oko z... dziewczyną, którą zgwałcili. Długo się im przygląda. A potem wskazuje tego, który nie gwałcił. Dwóch typów w turbanach na głowie wlecze go do pustej lepianki. Za chwile słychać jak gośc drze się wniebogłosy. Po chwili wybiega na zewnątrz. Trzyma się za krocze, cały we krwi. Został wykastrowany. Chwilę się zwija na ziemi, a potem zostaje zastrzelony. "NIc nie zrobiłem, ja nic nie zrobiłem !", rzęzi. Dlaczego kazała zabić jego ? Nie odróżniła kto gwałcił, a kto nie ? A może spotkała go ta kara za rzekomy homoseksualizm ?

              Z oddziału zostają tylko Andre i Blondel. Kiedy nad teren, gdzie są trzymani, nadlatuje helikopter bojowy i zaczyna się strzelanina - udaje im się uciec. Pędzą przez zielone gaiki i oazy jakieś, aż Blondel zostaje postrzelony przez pościg gnający za nimi. Jest ranny w nogę. Andre nie zostaje z nim, nie bierze go na barana i nie popisuje się heroicznym wyczynem. Ucieka sam. Blondel zostaje zabity. MOzna śmiało założyc, ze gdyby Andre go zabrał - zginęliby obaj.

              Tymczasem stan Barbe się pogarsza. Momenty płaczu przeplatają się z okresami autystycznego milczenia, to znów paroksyzmami nerwicowymi. Lekarz zaleca jej pobyt w sanatorium, żeby nie powiedzieć psychiatryku. ALe bez pasów czy pokojów bez klamek. Raczej "dla podleczenia stanu ducha". W ośrodku Barbe rzuca się na lekarza, muszą ją odciągać.

              Andre udaje się uciec i przetrwać. Widac jak wpada do przypadkowej lepianki, z kijem w łapie, a potem słychac stamtąd okrzyki i odgłosy naparzania tym kijem.

              Wraca do domu. Jest lato. Barbe też wraca. Idą na spacer, do zagajnika. Wiadomo w jakim celu. I Znów ta sama beznamiętność aktu.

              Barbe zachęca France, żeby wypytała Andrego o śmierć Mordaca [ten jej chłopak, był z nimi w tym samym oddziale]. "Trudno o tym mówić", powiada Andre. Barbe przygląda się im z odległości, a potem ma jakiś dziwny odruch wściekłości, wstaje i krokiem wariackim maszeruje przez zarośla i zagajniki, roztrącając gałęzie].

              Jest wściekła. Dopada później Andrego i rzuca się na niego werbalnie oskarżając go, że nie ratował Blondle;a. "Byłeś zazdrosny, że go kocham ! Nigdy mnie nie będziesz miał !", rzuca mu w twarz. "Ja tam byłam, widziałam wszystko", krzyczy. Jak to połączyć z tym stanem podgrączkowym i dziwnymi zachowaniami w trakcie gdy oni byli na wojnie ? Czy naprawdę jest tu jakiś element metafizyki czy Barbe ma tylko intuicję napędzaną rozżaleniem ?

              W istocie zapewne chodzi jej o to, że chciała mieć ich dwóch, a został tylko jeden.

              Później Andre wyznaje jej, że - tak, nie ratował go, zostawił. Taka jest prawda, chlipie. Barbe słucha tego bez słowa. A później... kładą się ze sobą na ziemi i tak leżą sobie. Ona go gładzi po głowie, a on się do niej przytula szukając ulgi.

              i tak to się kończy.
              • grek.grek Re: "FLandria" Kultura, słów kilka 04.01.15, 12:35
                www.youtube.com/watch?v=PUL-xspYBH8

                ciekawy, surowy estetycznie, przemyślany film.
                interesujące operowanie scenografią - chłodne, zimne, a nawet zimowe pejzaże na okreslenie chłodu ludzkich relacji, kiedy seks nie ma nawet śladu namiętnosci, a twarz Barbe jest zupełnie pozbawiona mimiki, kiedy szwęda się bezdrożami i na nic nie ma ochoty. Może tęskni, a może odczuwa tylko fizyczny brak.

                w słońcu arabskim czy przy ognisku, a w ostatnim akcie - w lecie : ujawniają się jakieś uczucia. coś się w tych postaciach dzieje. BOhaterowie są na wojnie, oglądają okropności, niekiedy w nich uczestniczą. na twarzach mają absmak, a może cięzką jak kamień intuicyjną refleksję, że to wszystko jakaś cholerna szajba i co my tu robimy w ogóle. Słońce pali jak ogień, możliwe że to ono właśnie wyraża to, co oni ukrywają pod tymi zmęczonymi, pozbawionymi żywej mimiki twarzami.

                jest tu ludzka natura. prymitywna nawet. Reakcje i zachowania bezrefleksyjne, wypływające ze strachu albo z podstawowych potrzeb.
                Nawet pretensje Barbe do Andre wyglądają na instynktowną reakcję obronną, mechanizm, odruch. Nie widać w nich prawdziwego uczuciowego żalu po stracie. Podobnie zazdrość Andre o nią, wyglądała na coś intuicyjnego, naturalnego, ale pozbawionego głębszej podstawy [co uwiarygodnione jest pierwszymi scenami, opisującymi ich relację, w której nie ma nic poza koleżeńskim seksem i równie koleżeńską spacerologią].

                chociaż, możliwe że własnie w tym finałowym momencie coś się rodzi, właśnie ta śmierć staje się czegoś katalizatorem ? może śmierć tego trzeciego złączy tych dwoje czymś głębszym niż tylko mechaniczny seks w zagajniku ? a może wcale nic sie nie zaczyna... on wyraża żal, ona złośc i wyrzuty, a potem wracają do tego co wcześniej ?

                nie wiadomo, czy to co się stało, w ogole zostawia jakiś ślad w Andrem i Barbe. czy jego wojna i jej fiksacje w jakiś sposób ich zmieniły. Czy to też tylko reakcja mechaniczna, nad którą oboje i tak nie panują, z której nie wyciągają wniosków, nad którą się nie pochylają, by ją zrozumieć, poznać siebie.

                podobnie jak trudno było rozgryźć postać uzdrowiciela-mściciela z "POza szatanem", tak samo i tych dwoje nie sposób przejrzeć i nazwać, skategoryzować. pan reżyser Dumont bardzo dba o to, by epatować zachowaniami [aczkolwiek nie okrucieństwem, szczegółów oszczędza, czasami w tym celu taktownie odsuwa kamerę na bezpieczną odległość], skupia się na nich, a sferę wewnętrznych doznań pozostawia w domyśle. W tym samym domyśle istnieje więc możliwość, ze ta sfera wcale nie istnieje. ewentualnie są to doznania czysto bodźcowe, za którymi nie idzie żadna intelektualna reakcja, żadna myśl.
                • pani_lovett Re: "FLandria" Kultura, słów kilka 04.01.15, 14:16
                  Niełatwe to kino. Tym większe dzięki za opowieść i próbę analizy. :)

                  Dla Ciebie, dla zainteresowanych linkuje artykuł Jakuba Majmurka poświęcony twórczości Dumonta:

                  www.dwutygodnik.com/artykul/2442-konstelacje-dumonta.html
                  oraz link do audycji w radiowej Trójce również poświęcony kinu autora "Flandrii"
                  www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/408129,Cialo-mistycyzm-przemoc-%E2%80%93-Bruno-Dumont-o-swoich-filmach
                  • grek.grek Re: "FLandria" Kultura, słów kilka 04.01.15, 17:14
                    dzięki, Barbasiu :]

                    film zostawiający odium tej wietrznej, zimnej północnej Francji zimowo-jesiennej, intrygujący.

                    dzięki za linki, chętnie poczytam.
                    przedwczoraj film Siergieja Łoźnicy, wczoraj Bruno Dumonta - Kultura trzyma rękę na pulsie
                    europejskiego kina.
                    • pani_lovett TVPHistoria "Ja, Klaudiusz", "Królowie przeklęci" 04.01.15, 19:52
                      > przedwczoraj film Siergieja Łoźnicy, wczoraj Bruno Dumonta - Kultura trzyma ręk
                      > ę na pulsie europejskiego kina.

                      Tak.

                      A'propos dobrych propozycji pokazywanych w ostatnim okresie w telewizji . Przegapiliśmy dwa znakomite seriale historyczne pokazywane na TVPHistoria, znakomity, kultowy niegdyś serial "Ja, Klaudiusz" z roku 1976 oraz nowszy , pięcioodcinkowy serial "Królowie przeklęci" z 2005 roku, który, jak pisze Jacek Szczerba, w Gazecie Telewizyjnej można by uznać za jedno z "praźródeł dzisiejszych seriali historycznych: "Rzym", "Dynastia Tudorów" czy zahaczający o fantasy "Gra o tron".
                      Serial powstał na podstawie znakomitego cyklu powieści Maurice'a Druona.

                      Oglądałam jedynie odcinek 4, wczoraj; występuje tu m.in. Jeanne Moreau, już mocno starsza pani, ale wciąż piękna i w znakomitej formie; była niesamowita, fenomenalna w roli demonicznej intrygantki, trucicielki, skrytobójczyni, Mahaut d'Artois.

                      Troszkę więcej o serialu tutaj:
                      www.filmweb.pl/serial/Kr%C3%B3lowie+przekl%C4%99ci-2005-258938


        • pani_lovett Re: "FLandria" Kultura, 23:15 04.01.15, 14:29
          > Urwało mi pierwsze pół godziny. Faktycznie to wymagające kino, chociaż muszę pr
          > zyznać, że bardzo przemyślane. Zdecydowanie "Camille Claudel" była łatwiejsza w
          > odbiorze.

          O tym samym myślę. Niektóre filmy Dumonta są bardzo trudne w odbiorze.
        • grek.grek Re: "FLandria" Kultura, 23:15 04.01.15, 17:19
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          bez dwóch zdań, to jest kino, które prowokuje do zaglądania mu pod... pod cokolwiek :] jaka myśl jest tam ukryta, jaki sygnał, jaki symbol, jakich znaczeń i informacji te historie są wehikułem.

          waerto wspomnieć o Adelajdzie Leroux, która gra Barbe. interesująca aktorka, cokolwiek chciał Dumont zawrzeć w postaci Barbe [a ciągle nie mam pewności co to było, bo nie do końca potrafię zintepretować te jej nerwice, ataki gniewu, tę seksualną śmiałość, która nie ma jednak nic wspólnego z namiętności czy perwersją], ona to zagrała pierwszorzędnie.
    • mozambique "Sylwester w Nowy Jorku" 03.01.15, 23:41
      takiec cos amerykanie wyrprodukowali w 2012r , pewne na wzor idealnego i uwielbianego Love Actually ( To tylko milosc)
      schemat ten sam - kilkanascie róznych historii zazębiajacych sie o siebie jak kolczuga kółkowa a dziejących sie w sylwestra w NY. Kazda osoban ale wszytskei spotykaja sie we wspólnym finale, wiadomo. Do tego gwiazdorska obsada, sprawan rezyseria, duzo humoru i troche wzruszenia i mamy suuukces!!!.

      Ale tu mamy tego wszytseigo jakby troche za dużo -
      - historii jest nie kilka ale kilkanascie albo kilkadziesiąt ( przynajmnie takei sie ma wrazenie)
      - targetem filmu sa chyba WSZYSCY wiec mam i historie o nastolatkach, siwezej mlodziezy, o pieknych i mlodych, o pieknych i dojrzalych, o bialych i czarnych , w koncu o staryych i bardzo chorych, jest i wesele i milosc i śmierc, dla kazdego cos dobrego
      - no i mamy obsade , pisze z pamieci wiec moze kogos pomine : Hilary Swank i Robcia De Niro, Hectora Elizondo i Nicka Nolte, CAry Elwesa i Hale Berry, KAtherine Heigl i Jona BonJovi, Ashtona Kutchera i Sofię Vergara, Jessice Biel i Tila Schweigera, Sarah Jessice Parker i Mathew Brodericka ( oczywiscie) ,l, Johna Lithgowa, Michelle Pfeiferr i Zaca Efrona, gdzies w tle na chwilę Marianne Faithful i James Belushi w 2-minutowej roli windziarza, troche dzieciarni o rozpoznawalnych buziach, uuuf , mase pewnie nawet nie zauwazyłam , wlasciwie to brakowalo mi jeszcze Arniego i Pacino jako kierowcy autobusu , byłoby akurat
      - mamy niby cieakwe historie , i i do smiechu i do płaczu, mamy morał i wzruszenie
      - i mamy na to półtorej godziny i mrożny Nowy Jork "kręcony" pewne w lecie bo aktorzy poca sie pod tymi czapami i kozuchami i brak tej , wiecie, pary z ust

      i mamy wieeeeeeelkąąąąa nuuuuudęęęęę !
      no serio , zaczelam ten film ogladac dla Bobcia De Niro na samym początku i Michelle Pfeiffer ale ciganal sie jak guma od majtek, widac wyraznei bylo ze tych historii jest poprostu za duzo zeby kazda dosatla odpiwednia dawke uwagi widza i rezysera, wiec pewnym momencie sledzimy np . woklaiste Bonjovi i jego uczuciowe perypetie i kompletnei zapominamy ze w tle Jessica Biel na wysciegi rodzi dziecko przed północą ( zeby dosatc nagrodę) itp i tak to leci

      w polowie filmu rezyser ( albo scenarzysta) gubi te wątki, uciekaja mu, chowają sie gdzies, przypomina o nich sobei nagle gdy jzu napiecie siadło, widz nie bardzo pamieta czemu ta dwójka młodych wlasciwie siedzi w tej windzie , i ze Biel juz chyba wreszczie urodziła , tajming lezy i kwiczy , w koncu widz czeka jaka jeszce oscarowa twarz pokaże sie jako "facet w windzie" a nie , z kim Hale Berry spedzi tego Sylwka ?

      no ciągło, ciągło i zdechło , nie da sie ukryc
      szkoda , na gaże poszlo pewnie z 50 milionów baksów, wszystkimi Oscarami tych aktorow mozna by pewnie ogrodzic parking pod kinem ale niestety , zeby tak "tkac" historie to trzeby byac albo Atlmanem albo Richardem Curtisem ( ten od To tylko miłośc) .

      Pamietacie Liama Neesona zakoahcnego w koszmarnie brzydkeij Claudii Schiffer i duet Alan Rickmann- Emma Thomson ? no własnie
      • maniaczytania Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 12:12
        "Sylwester ..." to jakby nawiązanie do wcześniejszego filmu tego reżysera - "Walentynki" (które aż tak złe jak ten to jednak nie były, bo było mniej historii, więc łatwiej było śledzić losy bohaterów). Czy można mówić o podróbce "Love Actually" - moim zdaniem nie, wpadliśmy w pułapkę, że każdy film, który składa się z kilku historyjek od razu porównujemy do filmu Curtisa.

        Co nie zmienia faktu, że z filmu "Sylwester ..." najfajniejsze były sceny w trakcie napisów :)))


        A gdzie był Nick Nolte - bo jego nie wypatrzyłam?
        • angazetka Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 12:47
          moim zdaniem nie, wpadliśmy w pułapkę, że każdy film, który składa si
          > ę z kilku historyjek od razu porównujemy do filmu Curtisa.

          Ale te filmy, łączące jakąś okazję i kilkanaście historii, zaczęły powstawać po sukcesie "To właśnie miłość", więc trudno nie mówić o celowym działaniu.
          • maniaczytania Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 12:51
            a myślisz, że wcześniej takich nie było i to Curtis był pierwszy?
            bo ja nie jestem pewna ...

            a, i pytanie, czy rzeczywiście "Love Actually" odniósł aż taki sukces na świecie (bo w Polsce niewątpliwie), że się na nim zaczęto wzorować?
            • pani_lovett Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 14:39
              > a, i pytanie, czy rzeczywiście "Love Actually" odniósł aż taki sukces na świeci
              > e (bo w Polsce niewątpliwie), że się na nim zaczęto wzorować?

              Film zarobił na świecie prawie 250 milionów dolarów, to niewątpliwie świadczy o jego ogólnoświatowej popularności. Ponadto został doceniony licznymi nagrodami, nominacjami, w tym do nominacjami do Złotych Globów.
              A nade wszystko do bardzo dobry film , który bawi, wzrusza.
              Ma wszystko, co powinna mieć dobra romantyczna komedia święta . :)
              • maniaczytania Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 14:59
                ja w żadnej chwili nie podważam tego, że "Love Actually" to bardzo dobry film :), nie przeceniałabym jednak jego wpływu na światowe kino ;), ale może się mylę :)
                Tak czy inaczej, mnie to porównywanie do niego, nazywanie kolejnych takich filmów podróbkami trochę denerwuje. Owszem, nawet jeśli Curtis był pierwszy, to po prostu wynalazł nowy sposób opowiadana historii, nic więcej. Nie jest więc kopiowaniem tworzenie filmów opartych na tym schemacie.

                PS - moim zdaniem, nasze polskie "Listy do M." są przykładem bardzo dobrego wykorzystania tego schematu :)
                • pani_lovett Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 15:30
                  Oczywiście to nie Richard Curtis wymyślił nowelową budowę, on tylko ją inteligentnie wykorzystał i stworzył film, który stał się wzorcem, jak wzorzec kilograma i metra z Sevres, do którego, co imo naturalne, porównuje się kolejne produkcje w tym gatunku i oparte na tym samym schemacie.
                  Kto wie , może kiedyś powstanie nowelowa komedia romantyczna, która zajmie miejsce "Love actually"!?

                  >- moim zdaniem, nasze polskie "Listy do M." są przykładem bardzo dobrego
                  > wyorzystania tego schematu :)

                  Zgadzam się. :)
                  • pani_lovett Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 15:48
                    Analizując jakiś dzieło literackie, utwór, nie tylko bada się z jakich elementów i w jaki sposób jest zbudowany utwór, jakie są związki między tymi elementami, itd. , ale również analizuje się owo dzieło na tle innych, podobnych dzieł tego samego autora lub innych autorów, z których dziełami koresponduje w jakiś sposób analizowane dzieło.

                    Z analizą dzieła filmowego jest podobnie, jeśli nie dokładnie tak samo /niech mnie poprawi jakiś filmoznawca, jeśli mówię nieprawdę/. ;)
        • mozambique Re: "Sylwester w Nowy Jorku" i "Królowei przeklęci 05.01.15, 10:54
          Jak Hector Elizondo na czubku czubka wieżowca naprawia zepsutą żarówke w świecącej kuli to gada z jakimis majstrami stojacymi na podescie pare metrów nizej
          jednym z nich ( w ciuchach roboczych i kasku ) jest wlasnie Nolte, z tą swoją przepitą gębą , wiec dobrze ze tylko przez chwilę go widać

          ja jeszce troche dodam z innego wątku ze ogladam serial "Królowie przeklęci" bo sie nasluchalam ze takie super te ksiązki , epokę uwielbiam wiec sie skusiłam, obejrzalam dopiero 2 pierwsze odcinki , reszta czeka nagrana
          i - nie wiem jak książki ale na razie mi serial "trąci" niesamowicei sztucznością i jakąs taką tandetną emfazą
          1. scenografia i kostiumy - moze i one są imponujące ale mi sie niieodparcie kojarzą ze scenografią ze szkolnych pzredstawień o królach, smokach i księżniczkach , projekty, kształty , kolory , faktury , materiały i wykonanie leci tekturą na kilometr , no nie moge patrzec powaznie na króla Tcheky KAryo na tronie rodem z "Igraszek z diabłem " Jana Drdy ( pamiętacie tam tron Belzebuba? no toćka w toćkę)
          lubie pomyslowosc w podejsciu do kostiumów ale taką z "Elizabeth" z Cate Blanchett ( Zwrócilisei uwagę na krój jej sukien?? obłęd! mniam mniam) a nie kompletne od czapy jak tu - czyli odkryte ramiona i plecy albo plecionki jak stroje sado-maso i to w póżnym średniowieczu , no nie prosżę panstwa , co mozna to mozna - ja akurat lubie solidne podesjcie do realiów historycznych z dosc duzym marginsesem na pomysłowośc ale kostiumy i fryzury MAhaut mają tyle wpsólnego z epoką co Avatar np ( no dobra, mam zboczenie zawodowe bo "siedzę" trochę w historii ubioru i kostiumu)
          albo idziemy w pełną umownośc i sztucznośc ( jak w Kabarecie Starszych PAnów) albo juz róbmy to chocby poprawnie ( jak w naszej Bonie lub w "Elzbiecei Wielkiej" z Glendą Jackson) , albo poszalejmy troche w odpowiednim kierunku jak w Elisabeth - ZŁoty WIek"

          2. aktorstwo - obsada mniam mniam ale to jak oni mówią powoduje u mnie ciary na dziarach ( cytując Chylińską) - Jeanne Moerau nie mówi tylko deklamuje jaka NIna Andrycz - ak-cen-tu-je- ka- żdą- sy-la-bę -wkaż-dym-sło-wie, z poteżnym naciskiem na kazdy dżwięk, Depardieu jako De Molay nawet nie deklamuje tylko cos pohukuje albo ryczy jak buldog z głębi trzewi , im bardziej dramatyczna scena tym głebiej te trzewia ma, aktorki grajace córki MAhaut starają jak gimnazjalistki z kółka teatralnego,
          de Nogaret histerycznie miota w tych czerwonych ciuchach zamaszyście "grając" połą płaszcza ( znowu uklon dla kostiumografa, czerwien byla zarerwowana dla rodu panującego lub , odwrotnie - dla prostytutek)

          walsciwie najbardzije podoba mi sie na razie Izabela Francuska i Filip Piękny - spokojne stonowane aktorstwo , bez cienia histerii ,
          no ale wlasnie mi Filip PIękny umarł

          no cóz - zaczelam to obejrze dalej , z cieakwosci , ale ksiązki i tak i tak postanowiłąm przeczytać
          • grek.grek Re: "Sylwester w Nowy Jorku" i "Królowei przeklęc 05.01.15, 16:36
            przyznam, że kompletnie nie wie o historycznych uwarunkowaniach tych historii, no a na tekstyliach z epoki, to już w ogóle padam padam padam, ale za to czytało mi się pysznie Twoją recenzję :]

            czasami, a mozę i częściej, nie bardzo rozumiem nawyk zatrudniania aktorów o wybitnym dorobku, ale cokolwiek bez formy, do [tego typu] produkcji. aktorsko zwykle zawodzą, bo za bardzo się starają pokazać, że jeszcze są na chodzie. wygląda to tak, jakby sama feeria nazwisk miała zapewnić stosowną powagę całemu przedsięwzięciu. jak jest Depardieu, to musi być rzecz z najwyższej półki. Tymczasem od dłuższego czasu czy sam Depardieu czy jemu podobni angażują się w wiele projektów bynajmniej nie licujących z ich rzekomą powagą i pomnikowym statusem :]
          • maniaczytania "Królowei przeklęci" 06.01.15, 13:13
            widziałam kiedyś fragment odcinka jednego i zgadzam się z Tobą - Mozambique - wieje sztucznością na maksa. Ale i tak chcę kiedyś obejrzeć ;)
            A książki na pewno Ci się spodobają! Jestem więcej niż pewna :)))

            Jakby co -tu link do moich wrażeń z dwóch pierwszych tomów (trzeciego jeszcze nie opisałam):
            mojeprzemiany.blox.pl/tagi_b/257941/Druon.html
      • pani_lovett Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 14:28
        mozambique napisała:

        A miałam nawet rzucić wczoraj okiem ...

        Tabuny gwiazd nie pomogą, jeśli nie ma dobrego, inteligentnego scenariusza, stara prawda raz jeszcze się kłania.

        > Pamietacie Liama Neesona zakoahcnego w koszmarnie brzydkeij Claudii Schiffer
        > i duet Alan Rickmann- Emma Thomson ? no własnie

        Pewnie, że pamiętamy! I nie zapomnimy. :))
      • grek.grek Re: "Sylwester w Nowy Jorku" 04.01.15, 17:11
        dzięki za recenzję z biglem :]

        niestety, albo stety, filmy Altmana, czy "Magnolia" P.T Andersona, albo "Miasto gniewu" Paula Haggisa, to jednak tylko pozornie fajne schematy do wykorzystania. Żeby odpowiednio posplatać kilka[naście] historii w jedną logiczną i zazębiającą się fabułę trzeba miec fach w rękach.

        a tutaj, jak się wydaje, producent wziął kredyt, zapłacił licznym gwiazdkom za danie twarzy, premierę odpalił w okolicach Sylwestra, a że Sylwester jest co roku i można powtarzać taki film bez przerwy przez sto lat... cóz, widać że zarobił z niezłym przebiciem. 56 mln budżet - 142 mln przychodu :]

        tak się robi byznesy w Kraju Siedzącego Byka :]
    • grek.grek Dexter" sez 8 odc 7 04.01.15, 14:14
      zbliża się ostatnia odsłona.

      Po zażengnaniu niesnasek między rodzeństwem i wyeliminowaniu mordercy zagrażającego "matce chrzestnej" Dextera - druga połowa finałowej serii zapewne kręcić się będzie wokół postaci HAnny Mc KAy.

      serialowa wersja Lukrecji Borgii, czyli trucicielka co się zowie - wraca w ostatniej scenie 6. odcinka i to zapewne za jej sprawą przytomość tracą zarówno Dexter, jak i jego sioostra, akurat zajadający pizzę, którą przecież podtruć wcale nie jest tak trudno.

      W pierwszym ujęciu 7 odcinka Dexter budzi się gdzieś poza miastem. Od razu dzwoni do siostry, żeby go zabrała do domu. W ostatnim błysku świadomości widział Hannę, więc jest jasne, że to jej robota. Dlaczego ich nie zabiła, dlaczego tylko wywiozła go z miasta i porzuciła w krzakach ? Najpewniej chce pokazać, że ich kontroluje, że może im zrobić co chce oraz kiedy zechce. A oni nic nie mogą zrobić z nią, bo ona za dużo o nich wie.

      Dzieki zdobytym sprytnie nagraniom z monitoringu niedaleko miejsca swego porzucenia, Dexter namierza Hannę. Czy ona chce go zabić ? zemścić się za to, że ją wystawił policji, nawet jeśli chronił w ten sposób siostrę ? Czy nadal go kocha ?

      Auto, który poruszała się McKay jest z wypożyczalni. Adres podany w dokumentacji o dziwo się zgadza. Hanna Mc Kay nie jest jednak sama. Mieszka na jachcie. Dexter ją śledzi, ustala że towarzyszy jej niejaki MIles Jakiśtam :] Milioner liczony na 700 baniek martywych prezydentów.

      Jednocześnie rozkręca się wątek Zacha Hamlitona, syna zamożnego ojca, przejawiającego ten sam instynkt morderczy, który posiada Dexter. 20-letni Zach jest kopią 20-letniego Dextera. Dr Vogel sugeruje Dexterowi, że powinien pomóc Zachowi. Zostać jego mentorem, zaszczepić Kodeks, nauczyć jak realizować swoje potrzeby i pozostać bezkarnym. Dexter odstępuje od zabicia Zacha, mimo że ustala iż to Zach właśnie zamordował kochankę swojego ojca, aby chronić przez ojcowską zdradą swoją matkę.

      Zach jest zainteresowany pomocą Dextera. Na początek dobrze będzie jak nie będziemy się razem pokazywali", powiada Dexter.

      To jednak on będzie potrzebował Zacha jako pierwszy. Wykorzystuje jego znajomości, by dostać się do środka klubu, w którym na kolację poszła Hanna z Milesem.

      Korzystając z chwili, gdy Hanna jest sama, Dexter nawiązuje z nią rozmowę. Dowiaduje się, że ten cały MIles to jej mąż. Potem pojawia się sam Miles i informuje Dextera, iż o wszystkim wie, to znaczy : o tym,że Dexter jest odpowiedzialny za byłe kłopoty z policją Hanny. swoją drogą, to ciekawe, że poszukiwana skazana może sobie ot tak chodzić do klubów na Florydzie ;] ale mniejsza z tym.

      Dexter jest wyraźnie zazdrosny o tego Milesa. "Halo, ty wciąż ją kochasz", zauważa Debra. Yup. Czy to z powodu zazdrości czy racjonalnej kalkulacji Dexter dochodzi do wniosku,że Hanna Mc Kay nie jest zwiążana uczuciowo z milyjonerem. Ona go wykorzystuje, aby mieć nowe życie, i to na dobrym poziomie. On jej zapewnia mimikrę odpowiednią. Debra naciska, by Hannę usunąć. "Jesli nie umrze, to nigdy już nie wypiję porannej kawy bez zastanawiania się czy została czymś przyprawiona" - właśnie, Hanna Mc Kay to czynnik stałego zagrożenia.

      Aby ułatwić sobie kontakt z Dexterem Zach składa na policji oficjalną skargę na śledzącego go ciachaczem detektywa Quinna. Ojciec chłopaka jest ustosunkowany, dzieciak otacza się stadem drogich adwokatów, więc Quinnowi przełożeni zmywają głowę i każą mu odpuścić pod groźbą daleko idących konskwencji.

      Zach jest niecierpliwy. Chce działać od razu. Zabić kogoś. I żeby Dexter mu powiedział o wszystkim. A Dexter każe mu się uspokoić, panować nad sobą. Zachować maksymalną ostrożność. Tutaj wystarczy jedna wpadka, żeby wylądować na krześle elektrycznym.

      Przypadkiem, albo i nieprzypadkiem, Dexter spotyka na stacji beznynowej Milesa. Ten grozi mu, że jak będzie nachodził Hannę, to zniszczy mu życie.

      Chwilę później Dexter odbiera telefon od samej Hanny, z prośbą o spotkanie w jej starym domu. Miała tam szklarnię, kwiaty hodowała itd [w 7. serii dokłądnie jest to rozwinięte]. Teraz wszystko lezy odłogiem, kwiatki pousychały, a ona chodzi między nimi, a minę ma nietęgą.

      "MIles był przydatny, bo ciebie nie było, kiedy tego potrzebowałam - powiada Hanna". DAł jej nowe życie i tożsamość. ALe jest zaborczy. Dlatego Hanna pojawiła się u Dextera. Chciała by za nią poszedł, zaintrygowany jej ponownym zjawieniem się, a na końcu tego sznurka chciała mu zaproponować by zabił Milesa. POtem jednak zrezygnowała z zamiaru, nie chcąc wciągać Dextera w kolejną groźną historię. Trzeba przyznać, że daleko upadł Dxter z 8 serii od tego z pierwszych dwóch, trzech. Teraz działa jak jakiś cichociemny do wynajęcia. Zupełnie nie ma zagrożenia z zewnątrz. Może i dobrze, że to końcówka :]

      Ofk, Hanna kocha jego, a on ją. Wciąż. Trudno aby było inaczej. Kiedy robi się atmosfera, ona jednak ucieka.

      Następnego dnia trzech smutnych panów łapie Dextera, wlecze w zaułek i daje solidny wycisk. Niewątpliwie są to ludzie Milesa. Zatem, on wie że Dexter spotkał się z Hanną. A HAnna pojawiła się w Miami ponownie, dlatego że Miles jest tyranem nie do wytrzymania, i tylko jej ukochany D. może ją od niego uwolnić. Niby logiczne :]

      I o ile między nimi coś się dzieje, to Debra Morgan chce Hannę po prostu zabić.

      Nerwowy jest także Zach Hamilton. Wieczorem odwiedza Dextera, ale nikogo nie ma w domu. Dobija się do drzwi, a z mieszkania obok wychyla się ta sąsiadka Dextera, Cassie. Zaintersowana naszym bohaterem, jak to mówi do Debry "Trudno rozgryźc twojego brata... Mam takiego kochającego i oddanego faceta, a ciągle myślę o tajemnicznym sąsiedzie". Na co Debra "Lepiej żebyś nigdy nie dowiedziała się tego, co się tak interesuje". Yep...

      Na jachcie rozgrywa się konflikt małżeński. Miles czepia się Hanny o to spotkanie z Dexterem, a potem wywiązuej się szamotanina. Całkiem przypadkiem [niestety, to niespecjalnie wyszło scenarzystom] w tym samym momencie ukradkiem wchodzi na pokład Dexter. Przemyka niezauwazony przez chwilowo nieobecnych ochroniarzy, i zastaje Hannę nad zakrwawionym trupem Milesa. Broniła się tylko...

      Razem zacierają ślady. Hanna uspokaja ochroniarzy, że Miles poleciał pilnie do Nowego Jorku. A nocą upłynniają jego pokawałkowane zwłoki w workach do Oceanu. Z motorówki Dextera, dla ścisłości dopowiem. Jakie to proste... może stało się już zbyt proste.

      Wtedy Dexter dostaje telefon z pracy./ MOrderstwo. W mieszkaniu sąsiadującym z jego mieszkaniem. Drugie dzwi... Ofiarą jest Cassie. Została podduszona i zmłotkowana. Dexter nic nie zdradza, ale rozpoznaje metodę Zacha [tak zabił Normę Riverę] Czyżby Zach Hamilton zabił dla zaspokojenia potrzeb ? Czy to wina Dextera ? A może Zach to jednak inny przypadek niż kiedyś Dexter, moze nie da się go naucyzć żadnego Kodeksu ? CZyżby VOgel myliła się w jego sprawie ? Co teraz ? Po tym zabójstwie Zach pasuje do kodeksu Dextera. POwinien go usunąć czy uznać że to był wypadek przy pracy ?

      www.youtube.com/watch?v=leTxvgXrbhc
      • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 7 04.01.15, 16:23
        Widzę, że jesteś lekko podłamany odcinkiem 7. ;))

        Scenarzyści, mam wrażenie, już nie udają, że się przejmują realiami, wiarygodnością historii. Nie przejmują się konstrukcją psychologiczną Dextera, którą stworzyli.

        Jak już jesteśmy przy wytykaniu potknięć, to jeszcze zwrócę uwagę niefrasobliwość sprytnej Hanny, która porzuca nieprzytomnego Dextera w okolice, która jest w zasięgu monitoring. ;) Ale mniejsza o to.

        Z Hanny Mc Kay ambitna i łebska dziewczyna! Do milionera uderzyła, żeby dał jej nową tożsamość. A przy okazji zostanie bogatą wdową. ;))
        • grek.grek Re: Dexter" sez 8 odc 7 04.01.15, 17:27
          hehe ;]
          powiedzmy, że Dexter z serialu, który całą niecodzienność bohatera i jego historii łączył z doskonale wykreowanym realizmem, przeszedł w rejony kina sensacyjnego klasy B. za dużo tych dziwnych przypadków, za mało cyzelowania, i mam wrażenie, że chyba proces ewolucji bohatera też dobiegł końca i została już tylko akcja, coraz bardziej "akcyjna" i nieprzejmująca się otoczeniem, istniejąca sama dla siebie.

          ale, wiesz jak jest... ilekroć mam ochotę powiedzieć, ze coś się popsuło, tyle razy kolejny odcinek zamyka mi gębofon :}

          tak, to też zastanawiające. chyba ze ona chciała, by ją znalazł. ale to też nie jest w żaden sposób sprecyzowane. Trudno się połapać w ich motywacjach. Było pewne, że ona wróci w 8.sezonie, ale sposób jest trochę przekombinowany.

          a tak, to prawda :]
          fajna dziewczyna.
          nie jest zabójczynią z wyrachowania, dlatego ma coś wspólnego z serialowym wizerunkiem [a może i, wg jakichś ustaleń współczesnych historykow ?, z rzeczywistym] Lukrecji Borgii. też truje mężów i wrogów, ale zawsze tylko wtedy kiedy musi.

          hmm, możliwe że tak będzie. dostanie spadek :]

          ciekawy jest też wątek tego potencjalnego ucznia Dextera. wg mnie, również jest to mocno naciągane. Dxter w roli mentora dla młodego natural born killer ? hmmm ? ;]

          • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 7 04.01.15, 21:48
            >ale, wiesz jak jest... ilekroć mam ochotę powiedzieć, ze coś się popsuło, tyle razy kolejny >odcinek zamyka mi gębofon :}

            To dobrze! :)

            Dużo kobiet nagle wokół Dextera się pojawiło, nie sądzisz? Debra, dr Vogel teraz Hanna...


            Jutro mnie nie będzie, wracam we wtorek , ale dopiero wieczorem.
            Dobrego poniedziałku.
              • barbasia1 Re: Dexter" sez 8 odc 7 13.01.15, 19:14
                grek.grek napisał:

                > o, kobiet było kilka i wcześniej : Rita [żona], Lila [moja ulubienica], Lumen [
                > 5 sezon].

                Tak, pamiętam. Ale tu trzy na raz krążą wokół Dextera!?



                > dzięki, Barbasiu, udanego wyjazdu :] i szybkiego [planowego] powrotu :]


                Dziękuję (z opóźnieniem, ale nie mniej serdecznie) za dobre słowa. :)
    • siostra_bronte "Zbrodnie i wykroczenia" (1) 04.01.15, 15:01
      Obejrzane wczoraj na video :) Przypomniałam sobie ten film po dłuższej przerwie. Mało znany film Woody'ego Allena z 1989 r., a szkoda, bo to bardzo ciekawa pozycja w jego dorobku.

      Mamy tutaj dwa powiązane ze sobą wątki. Jeden, dramatyczny, dotyczy Judah Rosenthala (Martin Landau). Judah jest szanowanym lekarzem okulistą, ma rodzinę, wysoką pozycję towarzyską i żyje w luksusie. Jest człowiekiem sukcesu.

      Ale Judah prowadzi podwójne życie. Bo od dwóch lat ma romans z Dolores (Angelica Huston). Czy to był kryzys wieku średniego, pragnienie jakiejś odmiany czy tylko fizyczna fascynacja? Tego nie potrafi sobie wytłumaczyć sam Judah. Problem polega na tym, że Dolores zaczyna naciskać go, aby wreszcie opuścił żonę. W końcu to jej obiecał!

      Judah jak każdy żonaty facet zaczyna kręcić. Przecież żyje z żoną od 25 lat, to nie jest łatwa decyzja, musi to jakoś ogarnąć i zaplanować...

      Ale Dolores już nie chce słuchać obietnic. I przechodzi do czynów. Wysyła list do Miriam, żony Judah. Szczęśliwie lekarz pierwszy odbiera pocztę i otwiera list. Dolores prosi w nim Miriam o spotkanie. Pisze, że ma romans z Judah i że w końcu trzeba jakoś rozwiązać tę sytuację, żeby "wszyscy byli szczęśliwi". Judah jest przerażony. Do czego jeszcze może posunąć się Dolores?

      Judah prosi o rozmowę Bena (Sam Waterson), rabina, swojego pacjenta i przyjaciela od wielu lat. Wyznaje mu prawdę i prosi o radę. Ben sugeruje, żeby porozmawiał z żoną, bo pewnie i tak się dowie o romansie, lepiej, żeby od niego. "Tam gdzie jest miłość jest też miejsce na przebaczenie" mówi Ben. Ale Judah w to nie wierzy. Zna swoją żonę. "Miriam mnie podziwia, to by ją zniszczyło" mówi Judah.

      Tymczasem poznajemy drugą historię. zdecydowanie lżejszą. Jej bohaterem jest Cliff Stern (sam Woody), reżyser filmów dokumentalnych. Bratem jego żony jest właśnie Ben (o ile czegoś nie pokręciłam), stąd wszyscy się znają towarzysko.

      Małżeństwo Cliffa już od dawna się nie układa. Na dokładkę Cliff ma problemy zawodowe. Nie przebiera w propozycjach, delikatnie mówiąc. Mimo, że jakiś jego film dostał nagrodę na festiwalu w Cincinnati :) Od dłuższego czasu pracuje nad jakimś dokumentem, ale nie może go skończyć z powodu braku kasy.

      Generalnie Cliff jest w dołku. Jedną z niewielu przyjemności są wizyty w kinie z siostrzenicą. Oboje oglądają stare klasyki. Przy okazji Cliff udziela dziewczynce życiowych rad, oczywiście przesiąkniętych ironią i zgryźliwością, ale w jego sytuacji trudno się temu dziwić :)

      Żona Cliffa chce mu jakoś pomóc i prosi swojego drugiego brata, Lestera (Alan Alda), znanego reżysera o załatwienie mu pracy. Cliff i Lester serdecznie się nie znoszą. Cliff gardzi filmami, które robi Lester, uważa je za komercjalną szmirę, Ale żona Cliffa sądzi, że po prostu zazdrości mu sukcesów.

      Na jakimś przyjęciu Lester rozmawia z Cliffem o tej pracy. Mógłby nakręcić odcinek z serii dokumentów dla telewizji o sławnych ludziach, właśnie o Lesterze. Cliff początkowo się nie zgadza, bo robi zupełnie inne filmy i to nie dla niego. Ale Lester mówi, że to dla niego szansa. Wie, że Cliff od dłuższego czasu nie ma pracy. Cliff odpowiada, że "ma pracę, tylko nikt mu za nią nie płaci" :) Ale zaczyna się zastanawiać, pieniądze przydałyby mu się na dokończenie filmu i spłacenie długów.

      Wracamy do Judah. Jego kochance zaczynają puszczać nerwy. Wydzwania do lekarza nawet do pracy i domu płacząc do słuchawki, że musi go zobaczyć. Judah stara się ją uspokajać, ale sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Dolores straszy go, że ujawni jego nie do końca uczciwe operacje finansowe w klinice, którą prowadzi. Lekarz jest oburzony, że chce go zatrzymać przy sobie szantażem. Ale Dolores jest zdesperowana. Krzyczy, że nie podda się bez walki!

      Judah jest przerażony. Kochanka może zniszczyć jego rodzinę, karierę, wszystko co osiągnął. Spotyka się więc ze swoim bratem Jackiem, który wygląda jak typowy mafioso i rzeczywiście pracuje w tej branży :) Judah chce go prosić o poradę co ma robić. Jack proponuje, żeby Dolores trochę "postraszyć", ale Judah uważa, że to tylko pogorszy sytuację. Jack sugeruje więc, że można się jej "pozbyć", to nie będzie żaden problem. Lekarz odpowiada oburzony: "nawet nie będę tego komentować!". Jack pyta więc go czego od niego oczekiwał? Ma jakiś inny sposób na rozwiązanie problemu? Jack daje bratu numer telefonu, gdyby w razie czego zmienił zdanie...




      • siostra_bronte "Zbrodnie i wykroczenia" (2) 04.01.15, 16:54
        Tymczasem Cliff robi jednak dokument o Lesterze. W czasie zdjęć poznaje producentkę Halley (Mia Farrow). Od razu mówi jej, że w tej serii powinni zostać pokazani naprawdę wybitni ludzie, a nie ten kretyn :) Halley mówi, że Lester jest popularny, dlatego producenci go chcieli. Cliff opowiada jej, że właśnie robi film o filozofie, prof. Levym, to byłby świetny bohater dla tej serii. Halley jest zainteresowana, więc Cliff zaprasza ją do siebie i pokazuje fragmenty dokumentu.

        Prof. Levy opowiada o paradoksie w obrazie Boga. Jest "karzący", bo każe Abrahamowi poświęcić jedynego syna. Jednocześnie ma być "kochający", jak to pogodzić? Fragmenty dokumentu robią duże wrażenie na Halley. Obiecuje porozmawiać z szefami o tym filmie.

        Przy okazji, Cliff i Halley spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Cliff ewidentnie jest nią zainteresowany, ale Halley delikatnie odrzuca jego awanse. Mówi mu, że jeszcze nie doszła do siebie po rozwodzie i że potrzebuje czasu. Niestety, ku rozpaczy Cliffa także Lester próbuje uwodzić Halley. Początkowo producentka zbywa Lestera. Lester mówi jej żartem: "jeżeli wszystko dobrze rozegrasz to dostaniesz moje ciało". Na to Halley: "może powinieneś je przeznaczyć na cele medyczne?" :)

        A Judah po kolejnej akcji Dolores, kiedy musiał opuścić przyjęcie, żeby się z nią spotkać, ma już dosyć. Rodzina zauważa jego dziwne zachowania, zaczynają się pytania. Judah późną nocą siedzi w swoim pokoju i zaczyna się zastanawiać. Przypomina sobie rozmowę z Benem. I zaczyna z nim znowu rozmawiać, oczywiście w wyobraźni.

        Wygląda na to, że chce "to" zrobić. "A jeżeli Bóg na to patrzy?" pyta Ben. "Bóg to luksus na który nie mogę sobie pozwolić" mówi Judah. "Mówisz jak Twój brat, Jack" na to Ben. "To jest prawdziwe życie, Ty żyjesz gdzieś w niebie" odpowiada Judah. "Nie pozwolę, żeby zniszczyła mi życie. Czy ja na to zasługuję, czy to byłoby sprawiedliwe?" mówi Judah. Podnosi słuchawkę telefonu i mówi Jackowi, że się zgadza. Znakomita scena, tutaj w całości:

        www.youtube.com/watch?v=QEXyKPany3M

        Nie widzimy sceny morderstwa. Tylko Dolores idącą do domu wieczorem, a za nią jakiegoś podejrzanego osobnika. Dolores kręci się po mieszkaniu, nagle rozlega się dzwonek do drzwi...

        Judah spędza ten wieczór w domu z gośćmi. Dzwoni telefon. Judah odbiera go w swoim pokoju. To Jack, mówi mu, że wszystko poszło ok, sprawa jest załatwiona. Judah jest w szoku. Jakby nie docierało do niego co się stało.

        Lekarz powoli dochodzi do siebie, przeprasza gości i wychodzi z domu, pod pretekstem zabrania ważnych dokumentów z kliniki. I jedzie do... mieszkania Dolores. Ma klucze. Na podłodze w kuchni leżą jej zwłoki. Judah przeszukuje szybko mieszkanie w poszukiwaniu listów, zdjęć, wszelkich dowodów, które łączyłyby go z Dolores.

        Kilka dni później odwiedza go detektyw, bo z billingów wynikało, że ostatnio często do niego dzwoniła. Judah zachowując całkowity spokój, odpowiada, że owszem, była jego pacjentką, a ostatnio ciężko przeżywała swoje problemy ze zdrowiem. I to wszystko. Detektywowi to wystarcza.

        Ale Judah jest niespokojny. Zaczynają go dręczyć wyrzuty sumienia. Był wychowywany w mocno religijnej rodzinie. Ojciec powtarzał mu, że "Bóg widzi wszystko". Po tylu latach, Judah zaczyna wracać do wspomnień z dzieciństwa. Odwiedza nawet swój dom, w którym kiedyś mieszkał.

        Kiedy go ogląda powracają wspomnienia gorącej dyskusji przy rodzinnym stole, gdy mocno wierzący członkowie rodziny spierali się z kuzynką May (jakąś ciotką?) o Boga i moralność. Ojciec rodu twierdzi, że każda zbrodnia będzie ukarana. May ma wątpliwości i jako przykład przytacza zbrodniarzy wojennych. May uważa, że moralność dotyczy tylko tych którzy jej chcą. Jeżeli winny jakiejś zbrodni nie zostanie złapany, to może spokojnie sobie żyć.

        Ktoś pyta ojca "A jeżeli nie ma Boga? Co wtedy?". "I tak może życie jest szczęśliwsze niż tych, którzy