Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 2 (vol. 52)

01.02.15, 09:56
witam w nowym wątku :) Styczniowy pięknie się rozwinął - prawie 900 postów! Ciekawe, czy któryś tegoroczny sięgnie 1000 w 'regulaminowym' czasie?

KK i zapowiedzi troszkę później :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 11:41
      przedostatni odcinek, z efektowną "dexterowską" przewrotką w finale. No bo przecież coś musi się zdarzyć jeszcze w finałowym, heh.

      Śmierć dr Vogel, z ręki porzuconego przed laty syna Daniela Vogela vel Olivera Saxona, mocnym akcentem kończyła 10 odc.

      11 startuje zacieraniem przez Dextera wszelkich śladów swoich związków z Evelyn Vogel. Lepiej aby nikt nie wiedział, kim dla niego była i kim on BYŁ i JESt. A potem zawiadamia policję, która zjeżdza się całą kawalerią. Łatwo ich rolować, wystarczy powiedzieć, ze akurat wpadł do niej i zastał martwe ciało. Wierzą koledze z pracy, bo czemuż by nie ?

      Dexter informuje swoją siostrę o tym, co zaszło. Dochodzą do wniosku, że Saxona trzeba złapać. Dexter chce go zabić, Debra - aresztować, zwłaszcza że właśnie wróciła do pracy w policji. "Jesli dopadnę go po swojemu, nie oddam ci go", zapowiada ona i chyba serio mówi.

      Dexter ma na całe usiłowania 2 dni. Wyjeżdza do Argentyny, z Hanną Mc Kay i synem, aby zacząć tam nowe życie. Mc Kay, poszukiwana morderczyni, chowa się w domu Debry Morgan. BYle przeczekać do terminu wylotu.

      Zabawna jest reakcja Hanny McKay na wieść o śmierci Vogel - "O, i'm sorry..."< a dalej coś w stylu : "Kupiłeś kurczaka na obiad ?". Niestety, śmierć zdewaluowała się w tym serialu okropnie. POstaci nie mają wpisanej w akta żałoby i poruszenia, a aktorzy nie próbują udawać greka.

      W międzyczasie Dexter załatwia ostatnie sprawy - sprzedaż łodzi, sprzedaż domu. Tutaj wykorzystue pomoc żony [wdowy po-] mecenasa Prado, jego przyjaciela, a zarazem przeciwnika z sezonu III. W wolnych chwilach szuka przed kompa śladów Saxona, który po zabiciu wyrodnej mamuśki, zbiegł z miejsca czynu. POolicja ofk nie wie, kogo ma szukać. Dexter sam chce go znaleźć i wysłać na łono Abrahama.

      Przegląda papiery z firmy, w któreej jako pracownik nadzoru budowlanego, zatrudnony jest Saxon. Znajduje adres starego szpitala, który przeznaczony był do wyburzenia, ale Saxon nigdy nie przeprowadził tej operacji. Tam może się mieścić jego dziupla, w której zabija swoje ofiary.

      Tymczasem - sensacja. Saxon sam się zjawia na policji. Tyle że jako świadek w sprawie śmierci swojej dziewczyny, którą zresztą sam zamordował, ale nikt nie ma o tym pojęcia, poza Dexterem, który ujawnić tego nie chce i nie może.

      Saxon przyszedł aby oczysścić się z podejrzeń, bo jako chłopak był na liście potencjalnych killerów. Przesłuchuje go Quinn, a Dexter [z wymownym zimnym wzrokiem] pobiera jego DNA. Saxon wybiera mniejsze zło, czyli groźbę ujawnienia pokrewieństwa z zabitą Vogel.

      Istotnie, w starym szpitalu [klasyka - ciemnośc, granatowa poświata, upiorne małe rdzawe światełka tu i tam] Dexter znajduje melinę Saxona, na środku której stoi fotel lekarski, na którym zabija i oprawia ofiary.

      Na saxonowym kompie Dexter znajduje pliki video z zabójstwami w wykonaniu Saxona, który jak idota wszystko nagrywał, a potem nie usunął. Dexter jest przekonany, że Saxon szybko odkryje co się stało i będzie chciał te dowody swojej winy odzyskać.

      W tym czasie agent federalny Clayton, idzie śladami doniesienia recepcjonistki szpitalnej, że widziała Hannę Mc Kay. W 10 odc Mc Kay wychodzi z ukrycia w trybie awaryjnym, wioząc syna Dextera na założenie szwów po tym jak się dzieciak zranił. W szpitalu okazuje się, że Hanna Mc Kay nie straciła głowy. W rubryce zgłaszającego dziecko do zabiegu podpisała się jako 'Debra MOrgan". Clayton sprawdza to u Debry Morgan i ta wszystko potwierdza, czyli mówiąc krótko : udaje greka ;]] I skutecznie.

      Tyle,że Clayton jej oczywiście nie wierzy. Wie, że babka ze szpitala nie pomylilaby blondynki z szatynką.

      Pogrzeb Vogel. Stypa w wesołej karaibsko-plażowej restauracji, gdzie sierżant Batista i cała ekipa znajomych żegna Dextera, który przeca zaraz wyjeżdza. A on się wzrusza.

      Sensacyjnie jako klient zainteresowany zakupem mieszkania Dextera pojawia się... Saxon. Przy Sue Prado trudno się brać za łby, więc panowie wykorzystują chwilę sam na sam i poufnie rozmawiają. Saxon proponuje Dexterowi rozejm i rozejście się w pokoju, albo zacznie mu rodzinę zabijać. W ten sposób tylko upewnia Dextera, że powinien go zlikwidować. W końcu zostawi na Florydzie swoją siostrę.

      Jako motyw zabójstwa matki, Saxon podaje to, ze "znów go nie wybrała". W istocie Vogel uznała argumenty Dextera za eliminacją synka-killera.

      Debra Morgan do Hanny Mc Kay [profesjonalnej trucicielki] : świetnie gotujesz, mogłabyś wygrać jakiś konkurs. Mc Kay : zadbałabym o to... Taki czarny humor :]

      Ofk, Debra Morgan, panna Mc Kay i Dexter zdają sobie sprawę z tego, ze Clayton i Elway, szef prywatnej firmy detektywistycxnej, w której niedawno pracowała Debra, są na tropie Hanny. Debra przewozi Mc Kay do hotelu. Ciekawe, że ot tak sobie. Dziwnym trafem nie są śledzeni, a wydawałoby się że agent federalny i szef firmy prywatnej, wiedząc że Debra Morgan ukrywa Mc Kay, powinni pilnować jej domu jak oka w głowie, czekając aż ptaszyna wyfrunie, bo w końcu kiedyś musi. A tu nic. Scenarzyści podrzucili pięknie piłkę swoim bohaterom, a innym podstawili boleśnie nogę ;]

      Dexter zaś, demaskuje Saxona. Wysyła video z jego zabójstwami do telewizji. Tego samego dnia w wiadomościach pokazują gębę Saxona jako ściganego zabójstwo. W ten sposob Dexter chce go sprowokować, aby wylazł z ukrycia, przyszedł "na ubite pole". Policja z wyników badań DNA dowiaduje sie, że to syn zabitej Vogekl. Od razu kojarzą,. ze to możliwe, iż to on mamuskę załatwił.

      To ostatnia noc Dextera w Miami. Siostra wpada, żeby ostatni raz zjeść steka i napić się piwa, jak to mieli w zwyczaju od zawsze. Dexter próbuje jej wytłumaczyć, że powinna jednak pójśc sobie, bo on czeka na wizytę Saxona. Ale Debra zostaje i nie dośc, że udaje się im spożyć ostatnią [wspólną w Miami] wieczerzę, to jeszcze do spółki łapią Saxona, który niezawodnie pojawia się ciemną nocą z nożem w łapie i z jasno określonym zamiarem.





      • grek.grek Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 11:55
        ofk, w czasie spożywnia kotleta rodzeństwo przyrodnie Morganów nostalgicznie dzieli się rozterkami z pwodu rozstania, aczkolwiek tymczasowego. I zagrzewają się wzajemnie do boju - on jej mówi, że da sobie radę, bo ma w środku kompas etyczny i jest mocna, a ona jego upewnia, że porządny z niego gość i zasługuje na nowe dobre życie.

        Nie dośc więc, że Saxon zostaje złapany, to jeszcze Dexter chce go zaciąc przy goleniu na jego własnym fotelu do killerowania.

        Tutaj wreszcie wraca stary dobry czarny humor tego serialu. Saxon "Szkoda... polubiłem Miami - świetna pogoda i 20 % wykrywalność sprawców morderstw" :] A kiedy Dexter rzuca, że szykuje się do wyjazdu z dziewczyną, Saxon ripostuje "Nigdy nie byłem mocny w związkach. Mój najdłuższy trwał kilka tygodni, a partnerką była dziewczyna przywiązana do kaloryfera".

        Dexter ostrząc nóz, nagle mamrocze sam do siebie, ze odkrył, iż zabijanie nie sprawia mu już takiej frajdy. "KIedyś zyłem dla tego momentu tuż przed, momentu zadania śmierci i momentu tuż po, teraz... nie mam przyjemnośc nawet z bycia tutaj, nie potrzebuję już tego". No nie, bo ma przecież miłość swojego życia, która czeka w hotelu. I syna. I nowe życie przed sobą.

        Odstępuje więc od zamiaru i dzwoni po siostrę. Niech go aresztuje i załatwmy to po bożemu. Przy okazji siostra zaliczy sukces i zostanie bohaterką, jako policjantka co złapała bandytę pokazywanego w telewizorni. Debra Morgan przyjeżdza, ale nie wie, że śledzi ją agent Clayton.

        Wychodzą więc Dexter i Debra tylnym wyjściem tego starego szpitala.Żegnają się niedźwiedziem", bo ofk Dexter w tę pędy zabierać chce dziewczynę i syna i hejda, do Argentyny. Dexter wsiada więc w auto i odjeżdza.

        W tym czasie głównym wejściem do budynku włazi Clayton. Zastaje przywiązanego do fotela Saxona, który zaczyna panikować jak ofiara gwałtu "Błagam, niech mnie pan uwolni, zostałem porwany !". Jest na tyle wiarygodny, że Clayton go uwalnia. Kiedy Debra Morgan wraca by zabrać Saxona na policję - on jest już odwiązany i własnie dźga nożem Claytona. Debra strzela, a on strzela do niej z broni Claytona. Saxon ucieka, a ona leży na podłodze i jest ranna. Z trudem wybiera numer i prosi o policyjne posiłki.

        stay tuned :] autentycznie ciekawem ostatniego odcinka, bo tu się jeszcze wiele moze zdarzyć, hehe.

        Barbasiu, dobrze zgaduję, że już wiesz jak to się skończyło ? :] Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]

        www.youtube.com/watch?v=SPjjw-Nl8NA

        • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 14:33
          Skąd wiesz???
          Nie umiem kłamać, więc się przyznam od razu.
          To prawda, nie czekając na Twoja opowieść :/, obejrzałam ostatni odcinek.
          Wybacz, ale ogarnęła mnie wściekła ciekawość. :/ Nie mogłam się oprzeć. Sam się sobie dziwie, bo ten serial nie należy do moich naj- ulubionych.
          Z komentarzem na temat ostatniego odcinka wstrzymam się, dopóki nie pojawi się Twoje streszczenie i Twój komentarz-podsumowanie.

          Do wielu jeszcze innych rzeczy można by się doczepiać. Dlaczego policja nie zabezpieczyła w domu dr Vogel śladów na filiżance, z której pił Saxson. W końcu przecież nie pokazano, że Dexter zaciera i te ślady. Dlaczego, o tym już wspomniałeś, Calyton i jego szef nie obserwowali wcześniej domu Dextera i Debry, nie śledzili ich , skoro podejrzewali , że Hanna ma kontakt z Dexterem i Debrą . Dziwi mnie też, że przebiegły Saxon nie wpadł na pomysł, by wstawić policji Dextera, wplątać go w morderstwo dr Vogel, albo przynajmniej starać się go zdemaskować , ujawnić jego druga twarz.


        • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 14:51
          >Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]


          Pogoda ładna. Odpoczywam miło, relaksuję się, regeneruję siły.
          Dzięki, Greku. :))
          Pozdrawiam Cię / Was serdecznie!

          Czasem tu zaglądam!
    • grek.grek "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultura 01.02.15, 14:02
      skoczyliście ? :]

      zasłużona nominacja do Złotego Niedźwiedzia na Berlinale 2012.

      Willa w małym mieście. Mieszkają tutaj Gunther i Gitte, małżeństwo 60-latków. W tym samym mieście, ale w osobnym domu mieszka ich młodszy syn Jacob - ma dziewczynę Ellę i prowadzi prywatną praktykę dentystyczną. Z Berlina przyjeżdza Marco, starszy syn, literat, który niedawno wydał pierwszą ksiązkę. POjawia się wraz z kilkuletnim synem. Marco ma żonę, Tine, ale chwilowo przeżywają małzeńskie kłopoty i są w separacji,. Marco widuje syna w soboty i niedziele. Raz na jakiś czas przywozi go do dziadków, żeby zobaczyli jak wnuk rośnie. To jeedno z takich właśnie familijnych spotkań.

      Tyle że tym razem będzie to spotkanie zupełnie inne od poprzednich.

      Wszystko zaczyna się przy obiedzie, kiedy wstaje matka, Gitte, i oświadcza z dumą, że "skoro wam wszystkim tak się fajnie poukładało w życiu, to ja chcą wam dotrzymać kroku i... odstawiam leki". KOnsternacja i zaskoczenie wśród rodzinnej braci.

      Problem w tym bowiem, że Gitte od ćwierć wieku cierpi na psychozy maniakalno-depresyjnne i od zawsze niemalże była na proszkach. Jesli je odstawi, skutki mogą być nieprzewidywalne.

      Jej oświadczenie burzy spokój we wszystkich uczestnikach spotkania, zaczynają się pruć szwy rodzinnego ciepełka i wyłażą wszystkie brudy.

      Oto Gunther chciał na dniach wyjechać do Jordanii. Miała to być wycieczka jego życia. Niedawno sprzedał wydawnictwo literackie, którym zarządzał przez wiele lat, ma teraz kasę i wreszcie "chce pożyć. zrobić coś dla siebie". Więc wykupił sobie wycieczkę. Ale teraz... jak ma wyjechać, skoro żona postanowiła wykręcić taki numer ?

      jako się rzekło, Marco ma kryzys w małzeństwie, cierpi z racji rozstania z żoną i zbyt rzadkiego widywania syna ["Boję się, że ona sobie znajdzie faceta na moje miejsce, i mój syn będzie mówił do niego "tato", powiada].

      Jacob ukrywa od wielu miesięcy, że ten jego gabinet stomatologiczny w ogole nie przynosi mu dochodów. Ludzie nie chcą się tam leczyć, co najwyżej garstka znajomych rodziców, przychodzących w ramach robienia im uprzejmości. Jacob ma doła z tego powodu. Wie, że w którymś momencie będzie musiał poprosić rodziców o kasę, albo zwinąć interes i szukać jakiegoś wariantu awaryjnego, którego w tym momencie zupełnie nie posiada. Studiował za pieniądze rodziców, gabinet założył za pieniądze rodziców, leczy pacjentów z polecenia rodziców, a teraz miałby prosić rodziców o ratowanie podupadającego biznesu ? GOśc przeżywa załamanie. Odbija się ono na jego relacjach z Ellą, którą oskarża o to, że wcale jej na nim nie zależy, a wyłącznie na sobie samej, czytaj : martwisz się o moje biznesy, bo chcesz bogato wyjśc za mąż. Krzywdzi dziewczynę, której chyba ani w głowie takie rzeczy, i której naprawdę na nim zależy.

      A Gritte ? Ona też chce żyć. Wie że mogą być problemy, ale chce spróbować. Ma dośc sztucznego podtrzymywania, chce spróbować życia na własnych warunkach. BYć moze chodzi o to, że czuje się już lepiej, że jej choroba się zwinęła, że potrafi nad nią zapanować.

      Kłopot w tym, że jej decyzja burzy plany otoczenia. Zwłaszcza męża. I Gritte czuje to. Reaguje ostro na kolejne zachowania, świadczące o tym, że bliscy jej nie ufają. Nie stoją za nią, nie deklarują pomocy, ale wątpią, przypominają przeszłośc, w której nieraz zdarzały się jej wyskoki z grubej rury [choroba tak działała], momentami w zawoalowany sposób negują sens jej pomysłu. Boli ją to, nie tego oczekiwała.

      Czasami to są małe sytuacje, które się nawarstwiają. Ot, np. jedzie Gritte z Marco za miasto, do lasu, żeby zażyć świeżego powietrza. Gdy mają zamiar wracać, Gritte nie moze uruchomić auta, Marco musi zrobić to za nią. I już kamyczek mały do ogródka "Gritte, jesteś chora i nie nadajesz się do normalnego życia".

      Najmocniej odczuwa zachowanie męża. Gunther tłumaczy się w rozmowie z Marco, że przez 30 lat pilnował Gritte, znosił ataki jej choroby, dawał z siebie wszystko, pracował na nich oboje i na to, by miała leki i komfortowe warunki życia. A teraz wreszcie chce pobyć z dala od niej, "zrobić coś dla siebie", oderwac się od tego wszystkiego. NIe chciałby jednak zostawiać jej na łaskę losu. TRaktuje więc jej decyzję jak cios we własne marzenia.

      MIędzy braćmi też się rozkręca spirala wrogości. Jacob wywleka zaszłości, że Marco dla rodziców był zawsze ładniejszy i mądrzejszy, a także zarzuca bratu że wyjechał sobie do tego Berlina i ma w nosie rodzinę, nie obchodziła go ani matka, nie ojciec, ani własny brat. Marco dostaje z tego powodu wyrzutów sumienia. Jacob ofk wszczyna wojenki z powodu własnej frustracji życiowej, co gorsza zaczyna popijać wodę ognistą.

      Atmosfera gęstnieje do konsystencji mleka. Rozmowy odbywają się w duetach najczęsciej, ale tematy wiodące są te same. Jedna scena jest zupełnie przedziwna. Marco z synem zaczynają grać na pianinie, a rodzina się niemal w całości przyłącza do śpiewania piosenki, która jest litanią pretensji, nagan i jawnych drwin i nienawiści wobec "partnera małzeńskiego". CO ciekawe, wszyscy śpiewają ze śmiechem, jakby się dobrze bawili, ale jednak wiadomo, że w tym momencie, maskując złość i irytację, śpiewają dokładnie o tym, co czują wobec swoich męzów, żon i tzw.partnerów życiowych. Zadziwiająca scena. Na końcxu Gunther obejmuje ciepło Gritte, ale minutę później miny już mają nietęgie.

      Kiedy GRitte wyraża pragnienie wyjazdu razem z Guntherem i gotowa jest nawet na czas wyjazdu zacząć brać lekarstwa, a Gunther odmawia, wiadomo że coś tu brzydko pachnie.

      KIedy w końcu Elle zarysowuje przed Guntherem problem Jacoba - stary zyczliwie reaguje. Chce chłopakowi pomóc. Jacob trochę się uspokaja, ale przecież problem nie jest załatwiony do końca, znów pieniądze rodziców ustawiają mu życie, ratują mu skórę. Kiedy Gritte próbuje się dowiedzieć, o co chodzi, panowie milkną, więc znów ma ona poczucie "bycia traktowaną jak przedmiot".

      "Wierzysz że po tylu latach Gunther cię jeszcze kocha ? MOże czas zacząc od nowa ?", pyta ją Marco. Mocne. Po tej rozmowie Gritte z czułością kładzie wnuka do jednego łózka ze śpiącym Marco, wychodzi z domu, wsiada do auta i wyjeżdza.

      Znika. Rodzina jest przestraszona, bo mają ją za wariatkę, która może wywinąć jakiś numer, a może nawet sama się zabije. Jak tylko dociera do nich, że wyjechała - przetrząsają jej rzeczy, szafki, szukając tropów. NIc nie ma, więc ładują się do samochodu i jeżdzą po okolicy szukając jej.

      Znajdują wreszcie jej auto stojące przy szosie wzdłuż lasu. Wzywają policję. Zbiera się cała kawaleria, z psami tropiącymi. Szukają przez cały dzień. Nic.

      Tymczasem w willi zjawia się Susanne, dawna współpracowniczka Gunthera. Tak, dziisaj jego kochanka. Gunther przestaje to ukrywać przed rodziną. Od 2 lat jest związany z Susanne. Marco przyjmuje tę sensację bardzo źle. Kąsliwe uwagi rzuca pod adresem ojca i jego kochanicy. ONa chce wyjśc, ale Gunther jej nie pozwala. To postanowione. Do JOrdanii też pojedzie z nią. I w ogóle z nią będzie teraz żył, bo ma dość po ćwierć wieku zajmowania się żoną.

      Jacob przeżywa następnego doła, bo pozwolił matce wyjechać, a przecież powinien od samego początku nalegać na zrobienie badań, pilnować ją, i w ogóle.

      Kiedy policja kończy poszukiwania, z zapowiedzią powrotu następnego dnia i użycia helikoptera - Jacob sam jedzie do lasu, żeby matki szukać. Pomaga mu Marco. Wspólna troska o Gritte jakoś ich ze sobą jednoczy i pozwala zapomnieć urazy i pretensje.

      Nie znajdują jej. Marco wraca do domu, ale po rozmowie z ojcem i jego kochanką, jeszcze raz powraca by szukać matki. Łazi nocą po lesie, świeci latarką i woła. Nic. Napotyka jakiś stary domek z drewna, oplecony zielskiem. W środku nie ma nikogo. Marco zapala papierosa i odpoczywa chwilę, a wychodząc od razu boleśnie skręca sobie nogę. Stęka z bólu, gdy wtem z ciemności wychodzi Gritte - "co tam krzyczysz", zagaja, potem pomaga mu dojśc do ogniska, które własnoręcznie rozpala. Opatruje mu nogę. A on zasypia z głową na jej kolanach.
      cdn
      • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultur 01.02.15, 14:19
        Rano budzi się sam. TO znaczy - bez matki, ale za to z policjantem próbującym go obudzić i pomoc wstać. Po matce, ognisku i czymkolwiek takim - ani sladu. Czy wszystko mu się przyśniło ?

        Nogę ma mocno kontuzjowaną, nie mozę chodzić, więc policja pakuje go do helikoptera. A sama wznawia poszukiwania Gritty.

        Cięcie.

        Zima. Samchód Gritty stoi na podjeździe willi. Ale jej nie ma... Jak wynika z rozmowy Gunthera i Marco - Gritta została uznana za zmarłą. Papiery ojciec już podpisał. Marco podpisać ma za chwilę.

        Z Marco jest żona, wygląda na to, ze się poprawiło między nimi. Przyjechała do willi, ale zaraz wracają do Berlina. Jacob i Elle są w Szwecji. Jacob rozmawia z Marco przez skype'a - przyjaźnie i po bratersku. Z ojcem rozmawiać nie chce, najwyraźniej wini go za to, że Gritte znikła.

        Gunther mieszka z Susanne, która "wraca za dwa dni" [skądś'.

        I to jest właśnie niezwykłe w tym filmie. Gritta podejmuje decyzję, która poprawia losy wszystkich członkow rodziny. Nie dostając od nich aprobaty i wsparcia - decyduje się, by zniknąć z ich życia i w ten sposób rozwiązać problemy, ktorych swoim postanowieniem im przysporzyła. Niezwykłe. Nawet jesli oni jej szukają, nawet jesli im zależy by się znalazła - obiektywnie rzecz ujmując : jej zniknięcie im pomogło. Tylko dlaczego brzmi to tak smutno i przeraźliwie...

        znakomity film, psychodrama rozpisana na role, w okolicznościach wnętrza ładnej willi z ogrodem i leśnych ostępów.

        Hans Christian Schimd reżyseria, Bernd Lange - scenariusz, świetnie diagnozujący kryzys rodziny mieszczańskiej, na oko takiej co to sukces odniosła i niczego jej nie brak, obnażający zakłamanie i hipokryzję uprawiane przez jej członków; dopiero Gritta, symbolicznym gestem zdziera kurtynę i obnaża ich
        małość i śmieszność w zupełnie żałosnym kłamstwie, na którym próbują tworzyć iluzję szczęścia i zgody.

        Grittę zupełnie znakomicie gra Corinna Harfouch, w manierze ekranowej i urodzie bliska Isabelle Huppert czy Charlotte' Rampling. Lars Eidinger/Marco, Ernst Stotzner/Gunther, Sebastian Zimmler/Jacob, aktorzy niemieccy [szwajcarscy albo austriaccy ;)], wypadają bardzo dobrze, siłą całej tej opowieści, oprócz świetnego scenariusza, jest własnie klasa aktorów. Nie egzaltują się niepotrzebnie, są wiarygodni, chociaż... może zabrakło dwóch-trzech momentów podgrzania atmosfery, żeby cała historia zyskała nieco rumieńców. Ale wtedy z racjonalnej psychodramy można by było popaśc w przesadyzm. Dobrze jest jak jest :]

        www.youtube.com/watch?v=ed1xA642Sek
        • siostra_bronte Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 14:31
          Dzięki, Greku :)

          Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gritty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kasę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać" rodzince.
          • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 15:01
            siostra_bronte napisał(a):

            > Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gr
            > itty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kas
            > ę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać
            > " rodzince.

            Chwyt potwornie realistyczny! Gitta nie potrzebuje nic, bo jej już nie ma.
          • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:12
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            o, zdecydowanie zachęcam do obejrzenia, jesli tylko zdarzy się powtórka.

            wydaje mi się, ze Gritte nie chce rozwodu. jej zależy na rodzinie. chciałaby z nimi żyć,. ale już nie jako matka faszerowana lekami i uznawana za wariatkę, lecz jako świadoma i "czysta" osoba. Oni tego nie akceptują i nie dają jej wsparcia, a dodatkowo jej decyzja miesza im szyki.

            ona im nie chce zatem "dokopać", raczej usuwa się, aby im ulżyć i dać szczęscie, mając bolesną świadomośc, ze jest przeszkodą na drodze do tego szczęścia.

            poświęca się, wg mnie. to czyni ten film niezwykle interesującym.
            • siostra_bronte Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:20
              Ok, teraz rozumiem. Z pierwszej recenzji zrozumiałam, że chciała raczej obnażyć motywacje rodziny, jak sam to napisałeś iluzję szczęśliwego życia, aniżeli się poświęcić. Mimo to uważam, że wybrała ryzykowny sposób. Zafundowała rodzinie niezłą traumę.
              • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 18:28
                trochę namieszałem :]

                chodziło mi o to, że jej gest zrywa kurtyne, aczkolwiek nie było to jej motywacją, to się stało
                niejako samorzutnie.

                z pewnością, ten wybór jest na swój sposob egoistyczny. z drugiej strony, widać że ona się dusi w tym sztucznym bezpieczeństwie, ktore izoluje ją od realnego życia. co ciekawe, nagle okazuje się, ze wszyscy cierpią na to samo. jej decyzja i wybór są kostką domina, która uruchamia cały łańcuch innych żalów, frustracji, niespełnień i demaskuje kłamstwa.
      • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultur 01.02.15, 15:59
        Gritta wyznała też, że odstawiła leki już dwa tygodnie wcześniej. Rodzina się dziwi, bo nikt nie zauważył nic niepokojącego w zachowaniu Gritty.

        Wydaje mi się, ale nie jestem pewna, że Gunther wyznał prawdę o kochance Gritte. I to stało się dla niej impulsem do opuszczenia domu.
        • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:15
          dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty, ale z drugiej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, nawet męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

          wydaje mi się, ze ten racjonalizm argumentów decyduje o tym, że film jest tak dobry, a nie jest tylko łzawym dramatem.

          o, a wiesz że w tym momencie nie mogę skojarzyć... mam wrażenie, że ona mu w ktorymś momencie sugeruje, ze do tej JOrdanii, to on sam na pewno nie pojedzie. A potem... ha, przydałoby się drugi raz obejrzeć, na to wygląda :]

          aczkolwiek, mam wrażenie, ze o związku z Susanne Gunther mówi tylko Markowi.
          • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 02.02.15, 17:48
            grek.grek napisał:

            > dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty,
            :)

            >ale z drug
            > iej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, naw
            > et męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

            Tak, to prawda.
            Wiesz, nawet rozumiem męża i do pewnego stopnia jestem w stanie go usprawiedliwić w tym przypadku.

            Choroba jednej osoby w rodzinie nierzadko negatywnie odbija się na pozostałych jej członkach.
    • siostra_bronte "Annie Hall" 01.02.15, 14:10
      Wreszcie się doczekaliśmy! Dzisiaj w Kulturze o 20.00.

      To jest Woody jakiego kochamy (no, przynajmniej niektórzy z nas). Zabawne, znakomite dialogi i sceny, które mogę zaliczyć do najzabawniejszych w twórczości Allena. Radzę przygotować coś do pisania i robić notatki :) Świetne pomysły czysto filmowe, jak początkowy monolog, scena z napisami czy powroty do dzieciństwa dorosłego Woody'ego. No i końcowa scena, która przypomina zakończenie pewnego sławnego filmu...

      Absolutnie klasyk Allena! Życzę dobrej zabawy :)



      • grek.grek Re: "Annie Hall" 02.02.15, 13:43
        uff :]

        jak recenzować film, którego kazda scena, każdy dialog, każdy moment jest znakomity ? napisać proste, acz wzruszająco dobitne 10/10, to nic nie napisać. Siostro, ratuj ;]

        ileż chwytów - liczne wypowiedzi do kamery, wyciąganie "królikow z kapelusza" [Mc Luhan w scenie w kolejce do kasy kinowej, kiedy Woody i jakiś gośc dyskutują na temat teorii tegoż Mc Luhana], retrospekcje z bohaterami stojącymi w kadrze swojego wspomnienia, a szkolna scena, kiedy Allen dorosły dyskutuje o sobie i swojej ewolucji psychologicznej ze swoimi kolegami szkolnymi w wieku pacholęcym, a potem oni wstają po kolei i mówią kim zostali w dorosłym życiu - klasyka gatunku. wstawka animowana : Woody vs Zła Królowa ze Śnieżki" dyskutujący o jego pożyciu :]

        Seria scenek z dzieinśtwa Alvy'ego w jego rodzinnym domu. Alvy, Annie i kolega Alvy'ego stoją pod ścianą i komentują. Nigdy dośc takiej narracji, rewelacja.

        albo sonda uliczna, Allen aka Singer nagle zaczyna odpytywać przypadkowe pary o sekret udanego związku. Dziewczyna, kttóra mówi [z grubsza] "Jestem głupia jak but", a jej partner dodaje "Ja jestem taki sam" - mistrzostwo świata. w dodatku na takich właśnie wyglądają.

        scena na balkonie domu Annie - z faktycznymi myślami wyświetlonymi u dołu - rzeczywiście, Siostro, niezapomniana.

        Diane Keaton -rewelacyjna, od momentu gdy pojawia się na korcie do momentu kiedy kończy się pierwsze spotkanie Annie z Alvym u niej w domu. przeurocza.

        scena z homarami, hehe, Woody grał tak jakby naprawdę się bał ;]
        - Nie wrzucaj go [homara] do gorącej wody, to żywe stworzenie
        - I myśli że zamiast ugotować zabierzemy je do kina ?

        Alvy ma zabić pająka u Annie.
        - Tylko zrób to skutecznie i posprzątaj po sobie.
        - NIe martw się, kochanie, zabijam pająki od kiedy skończyłem 30 lat

        całkiem głęboka psychoanaliza [własna], analiza natury i mechanizmów związku damsko-męskiego, z całą gamą dowcipów, one linerów i grepsów - błyskotliwe w samej istocie.

        "Ci który nic nie umieją - uczą, ci którzy nie umieją uczyć - prowadzą WF, a ci którzy kompletnie nic nie potrafią - uczyli w mojej szkole" :]] podpisuję się wszystkimi kończynami zdolnymi do uchwycenia czegoś do pisania ;']

        cytat z Graucho Marxa z "członkiem klubu" - klasyka.

        Życie mozę być tylko żałosne albo tragiczne. Tragiczne mają niewdomi, głusi, kalecy... My mamy żałosne życie. Powinniśmy się cieszyć" :]

        "Zastanawiam się jak ja zniosłabym tortury... - Gdyby gestapo zabrało ci kartę kredytową wyśpiewałabyś wszystko" [hehehe...]

        scena z podzielonym na poł ekranem - na jednej połowie u psychoanalityka spowiada się Annie, na drugim - Alvy. Piękna metafora związku. Zamiast rozmawiać ze sobą, mówią o swoich odczuciach i postzreganiu siebie nawzajem psychologom.

        Dwie kobiety na wczasach :
        - Mają tu fatalne jedzenie.
        - No, i w dodatku takie małe porcje

        To idealna metafora życia"
        :}

        doskonałe ze względu na sposób oddania poglądów autora i fakt, że "bawi ucząc, a ucząc bawi" i do myślenia prowokuje.






        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 17:01
          Haha! Greku, podpisuję się pod Twoją recenzją wszystkimi kończynami :)

          Yes, inwencja twórcza Woody'ego jest tutaj niesamowita. Monologi do kamery, retrospekcje z dorosłym Alvym, animowana wstawka, scena z napisami. Do tego podzielony ekran w kilku scenach, brak muzyki (zauważyłeś?). Widać, że Allen miał całkowitą swobodę artystyczną, co dało wspaniały efekt.

          Faktycznie trzeba by chyba opisać każdą scenę :) Te najlepsze już opisałeś, więc dodam filmy video.

          Oczywiście scena balkonowa, genialna!
          www.youtube.com/watch?v=qLblwVUEHyw

          Zabijanie pająka. Przy tej scenie płaczę ze śmiechu. To Woody w całej okazałości :)
          www.youtube.com/watch?v=OX5BngxRWLg

          Scena szkolna. "Byłem uzależniony od heroiny, teraz biorę metadon"
          www.youtube.com/watch?v=cZwaSOFMFIg

          Walka Alvy'ego z homarami :)
          www.youtube.com/watch?v=IHoprNCyl7o

          Rozmowa Alvy'ego z kumplem o wszechobecnym antysemityzmie ("zniżka na płyty Wagnera"). Rzeczywiście jest świetnie sfilmowana.
          www.youtube.com/watch?v=DaPBhxXhprg
          "To co nas spotyka można podzielić na tragedie i nieszczęścia". Podpisuję się :)
          www.youtube.com/watch?v=DE3OYSVpycY

          cdn...

          • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 17:50
            Przypomnę jeszcze kilka scen. Robiłam notatki :)

            Alvy kocha się żoną, ale przeszkadza jej hałas. Alvy tłumaczy, że przecież mieszkają w mieście, muszą być jakieś hałasy. "Lotnisko też mają zamknąć?"

            Alvy kocha się z Annie, ale ta "wychodzi" z siebie i siada obok łóżka. "Jesteś jakaś oddalona" mówi Alvy :)

            Na jakiejś imprezie Annie narzeka, że Alvy nigdy nie chce próbować nowych rzeczy (chodziło o spróbowanie narkotyku). "Jak możesz tak mówić? A mój pomysł, żeby spróbować trójkątu z twoją koleżanką? obrusza się Anvy. "To było chore" mówi Annie. "Chore, ale nowe. Nie mówiłaś, że nie może być chore" odpowiada Anvy.

            W końcu Alvy wącha kokainę i kicha :)
            www.youtube.com/watch?v=7k6GqVWWLNs

            W studiu telewizyjnym w LA kumpel Anvy'ego pracuje nad programem. Każe współpracownikowi dodać "rechot", gdzie indziej "chichocik". "Gwizdy też macie?" pyta zdegustowany Anvy.

            Na obiedzie u rodziców Annie Anvy pod okiem babci-antysemitki zamienia się w Żyda z brodą i pejsami :)

            Brat Annie odwozi ją i Alvy'ego na lotnisko. Alvy ma przerażoną minę, bo wcześniej brat zwierzył mu się, że czasem chciałby walnąć w nadjeżdżający samochód.

            Scena z podzielonym ekranem, gdzie Alvy i Annie odwiedzają swoich psychoanalityków. "Jak często się kochacie?" pada pytanie. "Prawie wcale. Ze trzy razy w tygodniu" odpowiada Anvy. "Na okrągło. Trzy razy w tygodniu" narzeka Annie :))

            I jeszcze parę cytatów, głównie Anvy'ego:

            "Wszystko co zachwalali nasi rodzice okazało się niezdrowe. Słońce, mleko, czerwone mięso, studia".

            "Nie krytykuj masturbacji. To seks z kimś kogo kochasz" :))

            "Moja babcia nie miała czasu na wręczanie prezentów. Bez przerwy gwałcili ją Kozacy".

            "Seks z tobą to bardzo kafkowskie przeżycie" (dziewczyna do Anvy'ego)

            "Jest pan zazdrosny?" pyta staruszka na ulicy. "Tylko trochę, jak Medea" odpowiada Anvy.

            "Możemy dojść do krawężnika" (Anvy do Annie po szalonym parkowaniu).

            "Nie lubię pokazywać ciała osobnikom tej samej płci".

            :)))

            Podoba mi się, że bohaterowie filmu, jak w "Manhattanie" oglądają tylko europejską klasykę. "Smutek i litość" Ophulsa, "Twarzą w twarz" Bergmana, wspomniani są "Towarzysze broni" Renoira i Fellini w kolejkowej dyskusji.

            Zaskakujące jest to, że ta komedia kończy się jednak pesymistycznie. Allen ma świadomość, że miłość się kończy. W sztuce, którą napisał, wszystko kończy się dobrze, ale w życiu, mówi Allen, trudno o happy end.

            Woody, I love you :)
            • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 18:04
              A, zapomniałam o zakończeniu. Skrót całej historii, a potem nieruchomy kadr, w którym już nie ma Annie i Anvy'ego. Życie toczy się dalej. Świetny pomysł, przypomina mi zakończenie "Zaćmienia".
              • grek.grek Re: "Annie Hall" 03.02.15, 15:38
                absolutnie nic nie da się dodać do tego co napisałas, Siostro :]
                w sumie, ten film albo się opowie w całości, scena po scenie, albo rozpoczynanie opowiadania go jest ryzykowne, bo można jakiś smaczek pominąć, a stąd już tylko rzut beretem do poważnych wyrzutów sumienia :]

                świetnie Allen opisuje postaci charakterystyczne, zapewne, dla życia Nowego Jorku, ta dziewczyna od używania słów, których nie rozumie, a'la "kafkowskie" jest doskonałym tego symbolem. dwie sceny wystarcza mu, żeby w jej osobie pięknie i celnie sportretować mało lotną studentkę aspirującą do miana intelektualistki.

                albo panna Pocznik :] czy też Potcznik ? :] ma talent do wymyślania dziwnych nazwisk. Nie wiem czy czytałaś "Czystą anarchię", zbiór opowiadań Woody'ego ? roi się tam od przedziwnych nazwisk. ktoś mi kiedyś pożyczył tę ksiązkę i... wg mnie, jednak w filmach Allen wypada jako pisarz nieco lepiej, aczkolwiek ma także talent do krótkich form [o ile mogę sobie pozwolić na ocenę].

                yes, mozna śmiało powiedzieć, ze Allen obdarza swoje alter ego ekranowe uznaniem dla tych mistrzów kina, których sam ceni, nieprawdaż ? W końcu, "Celebrity", to jego własna wersja "La Dolce Vita", a nawiązaniem do Bergmana jest... chyba cała jego twórczość, w swojej istotnej warstwie egzystencjalnej :]

                haha, yes "Jesteś jesteś oddalona" momentalnie skojarzyło mi się z "Jesteś nieostry", o Robinie Williamsie, z bodajże "Przejrzeć Harry'ego" :]]

                jestem pod wrażeniem. dzięki, Siostro :] każdy następny raz, to będzie już must-see-reeply :]

                swoją drogą, najprostszy sposób na połamanie sobie głowy, to wybór tzw. najlepszego filmu Allena, nie sądzisz ? Zwłaszcza te jego wczesne filmy są w zasadzie jak rozdziały jednej księgi, wydaje mi się że nie są osobne, są ze sobą połączone stylem, wirtuozerią słowa i stylistyki ekranowej, no i osobą samego Allena w kolejnych wcieleniach, niby innych, a z jednej bajki. Jak uważasz ?



        • pepsic "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 18:47
          No to kolej na mnie, uwaga będzie dużo mniej entuzjastycznie. Doceniam wszystko to, co napisaliście: o dialogach, dzieleniu ekranu i retrospekcjach, tylko że jakoś mnie ani nie bawiło, ani specjalnie nie zajmowało. Nie wiem, może nie miałam dnia, a może Woddego należy zaczynać nie od kopii, a od matrycy. I słówko o Diane Keton, nota bene lubię ją. Co z tego, że śliczna, skoro wystylizowana w androgeniczne garnitury, ogólnie ciotkowata i aseksualna, abstrahując od tego, że postać, która zagrała nie była zbyt interesująca. Ale żeby nie było, że tylko krytykuję. Świetna scena z antysemitką babcia, która patrząc na Allena widziała Chasyda, a także ta z Wagnerem i opinia u psychoanalityka nt. częstotliwości kobiecego i męskiego seksu (skrajnie odmienna)
          A teraz czekam na zgrilowanie;)
            • pepsic Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:29
              Całkiem możliwe, że coś jest na rzeczy z moim poczuciem humoru. Na wszelki wpadek dorzucam scenę, której żadne z Was nie wymieniło, mam nadzieję, nie z powodu politycznej poprawności;) Laska po numerku przeprasza gostka (Allen), że długo dochodziła. Gostek kurtuazyjnie odpowiada: nic nie szkodzi rozcierając jednocześnie zbolałe usta. I jeszcze jedno. Zabawne jest samo w sobie, że całkowicie aseksualna para przez cały film nawija o seksie.

          • siostra_bronte Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:21
            Co do Diane Keaton, miała po prostu taki styl ubierania. Męskie garnitury, kapelusze, krawaty, trochę retro. Wizerunek a la Annie Hall jest wciąż kopiowany we współczesnej modzie (chociaż w temacie mody akurat nie jestem specjalistką).
            • pepsic Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:43
              Ja rozumiem, że stylizację jej narzucono tylko osobiście mam awersję i nie lubię kobiet w garniturach, nie wspinając o krawatach. Swoją droga zawsze mnie ciekawiło, czy aktorzy, zwłaszcza aktorki mają wpływ na kreacje i czy ubrania dostają na własność? A może grają w swoich?
          • grek.grek Re: "Annie Hall" - moje zdanie 03.02.15, 15:42
            oj tam, jak mogłaś o nas tak źle pomyśleć, Pepsic, oczywiście grillowania nie będzie... będzie podsmażanie ! ;]]
            haha :]]

            Diane Keaton istotnie garniturowo się prezentuje, ale w jej obronie nalezy wspomnieć, ze zaczynała w stroju do tenisa ;]

            wydaje mi się, że pani Keaton świetnie znajduje się w tej konwencji, jest bardzo naturalna i ma chemię z Woodym Allenem. to świetnie wpływa na ich wspólne sceny.

      • grek.grek Re: "Annie Hall" 02.02.15, 14:10
        Nikt tak nie "mówi Allenem" jak sam Allen. pewnie dlatego jego najnowsze filmy, w których częstokroć nie występuje, są dla wielu jego fanów mniej udane.

        w związku nie sposób uciec od zazdrości, wystudzenia pasji, dostrzegania wad partnera i rutyny, a także nigdy nie da się zignorować konkurencji :] - analiza nie odkrywcza, ale jak podana ! i jak opisana !

        [scena w samolocie gdy wracają z LA, najpierw myślą i ich wnioski są jednakowejk treści, a Alvy podsumowuje : "Związek jest jak rekin, albo porusza się do przodu albo umiera. Nasz związek jest martwym rekinem"]

        ... a potem tęsknota, mimo że jest świadomośc, ze "to prowadzi donikąd".

        - Chodzę do psychoanalityka.
        - Od jak dawna ?
        - Dopiero od 15 lat

        - Nie jestem sobą od kiedy rzuciłem palenie
        - A kiedy rzuciłeś ?
        - 16 lat temu

        [haha]

        Scena w kolejce do kina, kiedy jakiś gośc peroruje nt kina Felliniego, a Alvy'ego trafia szlag z racji głupot jakie tamten wygaduje i tonu jakim to robi. Klasyka. To samo było w "Manhattanie", kiedy obrażali mu Bergmana :] tyle że wtedy robiła to kobieta, która mu się diabelnie podobała.

        sekwencja serii zderzeń, kiedy Alvy próbuje wyjechać z banalnego parkingu :] pierze w kosze na śmieci, zderza się z kilkoma akurat podjeżdzjącymi samochodami i jak na komendę pojawia się policjant na motocyklu.

        Słychać dialog [Woody ofk skarży się na wszechobecny antysemityzm]. Pusta uliczka. Dopiero po chwili widać, z daleka daleka, jak skręcają w tę uliczkę rozmawiający Alvy i jego kolega. I Zbliżają się do kamery. Z daleka daleka. może i prosty manewr, ale jakże smakowicie zaprezentowany.

        Ale poza tym całym pisarskim mistrzostwem - to jest naprawdę doskonale, pomysłowo, z wyobraźnią nakręcony film.

        z niezwykłym wdziękiem sfototgrafowany Nowy Jork.
        Allen nie musi mówić, że kocha to miasto - widać to w jego filmach.

        aha, no i mam tak samo jak ALvy alias Woody - nie oglądam filmów do połowy albo od połowy :]] jak zaczynam, to oglądam do końca, a jak nie mogę od początku, to wolę poczekać na powtórkę. chociaż, chyba nie jestem tak radykalny, żeby stosować tę zasadę do co minuty, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy np. pierwszych 5-10 minut ;]] czego to się człowiek dowiaduje o sobie u innych, prawda ?

        "POznali się z ogłoszenia - intelektualista po 40-tce pozna panią po 30-tce zainteresowaną Mozartem, Joycem i sodomią" :]] haha.

        Alvy nie mogący się skupić na seksie z Allison, bo cały czas nurtuje go sprawa zamachu na JFK> wstaje i zaczyna z pasją perorować, że Osvald nie mógł tego zrobić. uff :]

        no i oczywiście przejażdzka samochodem, który prowadzi Annie. jak tu uciec ? ;]]

        doskonała rzecz. po prostu.


    • maniaczytania KK - luty 01.02.15, 14:22
      to bez wstępów zbędnych ;)

      5 luty - "Elena" - film rosyjski 2011
      12 luty - "Mistyfikacja" polski film z 2010r. z Jerzym Stuhrem
      19 luty - "Maria łaski pełna" amerykański, 2004r.
      26 luty - "Rozmowa z gwiazdą" amerykański, ciekawostka - reżyseria Steve Buscemi
    • maniaczytania Była sobie dziewczyna 01.02.15, 18:58
      chyba jestem ostatnia ;) Wczoraj nadrobiłam i korzystając z kolejnej powtórki na TVP Kultura obejrzałam. Rzeczywiście bardzo dobry film.
      A ponieważ już chyba wszyscy wszystko na temat filmu tego napisali, chciałam tylko zaznaczyć, że podobnie jak Siostrze szkoda mi rodziców. Nabrała ich córka, nabrał adorator, a przecież oni nie chcieli dla niej, zwłaszcza ojciec, co fajnie pokazała scena, gdy stał pod jej drzwiami z ciastkiem i kubkiem - piękne to było!
      • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 14:29
        ostatnimi będą pierwszymi, Maniu :]

        co się sprawdza, bo wiele premier kinowych poznajemy z Twoich recenzji, za co oczywiście kiedy się
        na Tobie zemścimy... z zazdrości ;]]

        zapolemizuję z Twoim komentarzem :]

        wg mnie, rodzice ograniczają Jenny. jej horyzonty i marzenia. nie obchodzi ich, czego chce córka, są od niej zawsze mądrzejsi, zwłaszcza ojciec. Tyle że sa namalowani poczciwą kreską, w sumie sympatyczni, odwzorowują pewien konserwatywny model, wg mnie są dośc papierowi w swojej istocie. chcą ją skazać na los tyleż porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.

        w zasadzie byliby zasługiwali na gilotynę, gdyby nie to, że Jenny spełnia wiele ze swoich marzeń, zanim odkryje prawdę o Davidzie :]

        rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich los wygląda cholernie nieteges. Co w nim fajnego ?. Ona się musi przed nimi ukrywać ze swoją frankofilią :] Chyba jej ojciec uważa to za dekadencję i zepsucie ? ;]

        przecież jej podróz do Paryza, to bajka. Piękna. jakże rózni się ona od tej codziennej egzystencji jej rodziców... Jest młoda, widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka. Przed czym oni chcą ją ostrzec, skoro pokazują jej wzorzec demobilizujący ? Oni ją wręcz motywują by zrobić wszystko, aby nie skończyć podobnie do nich.

        musi być walor dydaktyczny w zakończeniu, więc Jenny traci marzenia wraz z utratą Davida, ale brzmi to średnio wiarygodnie.

        w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka. Pali papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po francusku ;]]





        • pepsic Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 19:01
          widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka.
          A niby jak skończyli? Normalną prozą życia, jak u 9o% społeczeństwa, prozą jakiej rodzice życzą dzieciom, prozą którą docenia się w dojrzałym życiu. Zatem co tu się dziwić matce, czy ojcu?

          Mało sympatyczna Jenny idealnie pasuje do Twojego zakończenia;)
          • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 03.02.15, 15:47
            haha, staram się o spójnośc wizjonerską ;]]

            wiesz, właśnie ta proza życia, jak to ujał jakiś recenzent, "zawarta między pralką, a lodówką"< wydaje się zupełnie nie do przyjęcia dla Jenny. jest ona, zauważa, dalece bardziej wykształcona i obyta niż jej rodzice. To inne pokolenie. Oni są z generacji [tuż]powojennej, ją kształtuje inna kultura, inne otoczenie. Oni cenią sobie to, co mają, ale wg mnie powinni rozumieć swoją córkę, że ona chce inaczej niż oni. To zresztą stały grzech rodziców - chcą dla dzieci tego samego, co dla siebie. Nie rozumieją odrębności ludzkich światów :]

        • pani_lovett Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 20:24
          > w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje
          > jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w
          > Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka.

          I staje się jedną z całej masy średnio utalentowanych malarek i malarzy samouków okupujących Montmartre, rysujących portrety turystom. W końcu Jenny popada we frustrację ... ;)



          > Pali
          > papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po
          > francusku ;]]
        • pani_lovett Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 20:38
          >chcą ją skazać na los tyleż
          > porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.
          > rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich
          > los wygląda cholernie nieteges.

          Oczywiście, że rodzice chcą dla Jenny lepszego życia. Oni wiedzą, że dobra uczelnia jest dla niej furtką do lepszego świata, do spełnienia wszelkich marzeń.
          • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 03.02.15, 15:50
            ciekawy argument, Barbasiu.
            jesli chodzi o samą szkołę, to faktycznie, tutaj mają swoje racje.

            inna rzecz, że w tym momencie wchodzi na scenę pani nauczycielka - Jenny widzi w jej codziennym znoju i rozwianych marzeniach siebie za 15 lat. To nie jest miły widok. Sama nauczycielka przyznaje "Przekopuję się przez setki beznadziejnych prac, by przeczytać tę jedną dobrą, twoją". Jenny jej potem przypomni o tym "Mam skończyć jak pani ? Przekopywać się codziennie przez stos prac beztalenci, w nadziei że znajdzie się cokolwiek do uznania za wartościowe ?".

    • grek.grek "Fryzjer" w Teatrze TVP1 02.02.15, 16:17
      male miasteczko, śmierć dziewczyny, dociekanie "co się stało i kto zabił ?", które odsłania niemało skrywanych grzeszków mieszkańców.

      świetny Krzyszrof Pieczyński utkwił mi w pamięci.
      gra fryzjera, który spotykał się ze zmarłą. Na podejrzeniach wobec niego [żonaty, nieciekawa przeszłość, związek z zamordowaną] skupia się śledztwo policji i uwaga społeczności.

      warto skoczyć :]
      20:25
    • grek.grek "Julia wraca do domu" Kultura 02.02.15, 16:21
      20:25 & 1:50

      polska imigrantka organizuje sobie życie w Kanadzie, ale po paru latach zakłóca je kryzys małżeński i choroba nowotworowa dziecka. Mały jest w cięzkim stanie i zniknąd nadziei, lecz
      Julia szuka jej desperacko i znajduje w ojczystej Polsce, w osobie rzekomego uzdrowiciela z Rosji.

      film Agnieszki Holland, co może być rekomendacja albo i nie ;]

      • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos 03.02.15, 13:46
        mniej więcej w połowie pomyślałem sobie, ze ten film jest zrobiony według scenariusza, który pani Holland znalazła w biurku swojego kolegi Krzysztofa Kieślowskiego, od paru lat mało już aktywnego, i postanowiła go "skręcić" na jego cześć. Tylko... wydaje mi się, że Kieślowski nie zdązył dokonac w nim paru zmian :]

        Oglądaliście ? OPisać Wam ? Nieee. Jak chcecie to opiszę... Nieee. No to Wam opiszę :]

        Startowa sekwencja pokazuje niecodzienną sytuację w jakimś szpitalu. Mały chłopiec, z blizną przy prawym oku, dotykiem leczy cięzko ranne ofiary wypadku. Lekarze są w szoku.

        Współczeność.
        Julia mieszka w Kanadzie, jest córką polskiego imigranta [Jerzy Nowak go gra]. Wyszła za mąz za naukowca-biologa, z rodziny biologów-naukowców, Henry'ego. Mają bliźniaki - Nicole i Nicholasa.

        Ktoregoś dnia Julia i dzieciaki wracają wcześniej z wyjazdu na narty. Julia idzie pierwsza i znajduje gołego męża z jeszcze bardziej gołą nieznaną panią kotłujących się na wersalce. Zdruzgotana wybiega z domu, każe dzieciakom wsiadac w auto i ucieka. Mąz goni ich w szlafroku. Córka prosi, żeby matka się zatrzymała, bo tata pędzi za nimi. Nie wie, co się stało. JUlia zatrzymuje, a mała wysiada i zostaje z Henrym. JUlia z Nicholasem nocują u ojca Julii, Mietka, w małym domku niedaleko portu.

        Henry rankiem następnego dnia kolęduje pod domem Mietka i prosi o rozmowę z Julią. MIetek odmawia. Wytyka Henry'emu, że zachował się jak świnia czarna. Sprzeciwia się, żeby Henry zabrał Nicholasa, a Henry uznaje, że lepiej nie pogarszać sytuacji i zostawia małego u dziadka pod pretekstem wspólnego łowienia ryb, na co Nicholas od dawna czekał.

        Julia nie chce wracać do Henry'ego. Przyjaciółka jej mówi : wybaczysz, w końcu wybaczysz, minie trochę czasu i zapomnisz". Henry próbuje przepraszać żonę, mówi "to był tylko seks, fizycznośc, nic dla mnie nie znaczyła" i dodaje "Kilka dni temu sama mówiłaś, że mężczyzna nie może być monogamistą...". Dzieciaki nie bardzo wiedzą o co chodzi. Dopiero po dwóch dniach Julia krótko mówi do Nicole "Tata mnie już nie kocha".

        A skoro tak, to Julia chce sprzedać dom, w którym mieszkają. Według niej, powinni wynająć nowe mieszkania, osobne, najlepiej blisko siebie, aby dzieci mogły swobodnie kursować między tatusiem, a mamusią. Henry cały czas nalega na porozumienie, dowodzi że to nonsens aby rozstawali się z takiego powodu jak "wyskok seksualny i to jednorazowy". Utrzymuje że nadal Julię kocha. No i dzieci. Dla nich powinni spróbować się dogadać.

        Julia trzyma się swojego pomysłu. Henry jest przeciwny - kiedy do domu przychodzą para Azjatów zainteresowana kupnem, urządza jakies przedziwne przedstawienie. Rozbija meble, rzuca się, krzyczy, aż skośni cofają się mimowolnie gotowi do panicznej ucieczki. Julia chyba dostrzega w tym wybuchu energii uczucia Henry'ego i to, że mu zależy na tym, by zostali razem.

        Z czasem zaczyna się sytuacja normować. Są razem, powoli się przełamują, ale Julia powtarza, że "drugi raz mu już nie zaufa".

        Jednoczy ich choroba Nicholasa. Kiedy po raz trzeci w ciągu kilku dni mały niespodziewanie mdleje - rodzice zawożą go do szpitala. Badania wskazują duży guz nowotorowy w piersi. Załamka. Lekarka zaleca szybką chemioterapię i pociesza, ze dzisiaj taki rak, to nie wyrok.

        Chłopiec spędza czas w szpitalu. Jest bystry. I blisko związany z bliźniaczką. Są oboje rezolutni. Mają swój system tajemnych znakow, taką magiczną rzeczywistość gestów i wyobrażeń. Świat dzieci stoi pod tym względem w zupełnej opozycji do świata rodziców - Henry i Julia są ateistami.

        Mała Nicole dochodzi do wniosku, ze Nicholas zachorował, bo oni wszyscy są nieochrzczeni. Wykorzystuje to dziadek Mietek i sprowadza go szpitala ksiedza, ktory chrzci oboje dzieci. Julia jest tak załamana i skołowana, że zgadza się nawet zacząc chodzic do kościoła. Kiedy jednak słyszy z ambony księdza, ktory powiada "Modlmy się za małego Nicholasa, abyśmy potrafili przyjąc wolę Boga, jesli powoła go do siebie" - krew ją zalewa, i wściekła wychodzi z mszy. "Dałabym mu w pysk najchętniej", mówi do Henry'ego czekajacego na zewnątrz.

        POgarszający się stan zdrowia Nicholasa i odrzucenie przez organizm chemii - zsuwa ich na krawedź rozpaczy. Zaczynają sie zastanawiać, kto tu zawinił, kto nawalił, bo ktoś musiał. W racjonalnym świecie, ktoś ponosi winę. Sprzeczają się między sobą, albo z Mietkiem, ktory z mściwą satysfakcją wykorzystuje moment, aby dokopać nielubianemu zięciowi, ktory z kolei odpyskowuje mu oskarżeniami o antysemityzm i w ogole o to, że jako Polak Mietek to żydożerca, poszukiwacz spisków i zawistnik.

        Z Mietkiem mieszka Bogusia, Polka poznana z ogłoszenia. Zona Mietka zmarła 3 lata wcześniej, starszy pan odczuwa samotnośc i wiąże plany matrymonialne z polską przyjaciółką. To Bogusia podsuwa Julii pomysł skorzystania z pomocy rosysjskiego cudotwórcy. Zaklina się, ze gośc wyleczył ją z raka piersi.

        Bogusia mówi, ze jej koleżanka w Polsce powinna coś wiedzieć w temacie, bo ten cudotwórca podróżuje po całym kraju ze swoją terapia. Julia łapie za telefon i z wyrazem twarzy desperatki każe jej dzwonić...

        Uzdrowiciel Aleksiej, to dorosła wersja tego małego chłopca z początku filmu. POznać go po bliźnie koło oka. Seanse z jego udziałem gromadzą tłumy. Ludzie stoją w niekończących się kolejkach. Pojedynczo podchodzą do niego, jego współpracownicy cicho wskazują który organ ciała jest chory, a wtedy Aleksiej dotyka go rękoma, skupia się bardzo...i już. Leczy wszystkich. Nawet kota podanego przez jedną z "pacjentek". "Jego dłonie są gorące", tłumaczą dotknięci.

        Aleksiej dostrzega Julię z Nicholasem w tłumie. Prosi swoich ludzi, aby ich do niego przyprowadzili. Dotyka mocno chłopaka, prawie mdleje z wysiłku. Po chwili ogłoszony zostaje koniec seansu.

        Julia chce odejść, z nadzieją w sercu, ale na polecenie Aleksieja zostaje zatrzymana. Uzdrowiciel powiada,że jeden seans, to za mało. Trzeba ich więcej. Julia na to, ze nie wie, czy zdoła zapłacić za więcej, ale Aleksiej nie chce pieniędzy. On robi,to co robi, bo "ma moc", ale nie bierze za to ani grosza. Nie potwierdzają się obawy Henry'ego, który sensacje Bogusławy kwitował tekstem "Pewnie to jakiś oszust, naciągacz". Ciekawe, że kiedy w tłumie znajduje się jakiś zupełnie zdrowy człowiek i podstawia się do "leczenia", Aleksiej rozpoznaje, że nie cierpi on na żadną chorobę.

        Ludzie Aleksieja, młodzi sympatyczni niezmanierowani Polacy, proponują Julii i Nicholasowi podróżowanie z nimi. I tak sie dzieje. KOlejne seanse zdecydowanie poprawiają stan zdrowia Nicholasa. Biega, gra w piłkę, śmiga jak fryga. JUlia nie moze w to uwierzyć, jest wdzięczna Aleksiejowi, no i... zakochuje się w niej. A on zakochał się w niej od razu. Dlatego ją wyciągnął z tego tłumu.

        KIm jest Aleksiej ? MOżna by rzec, ze to typowy rosyjski jurodiwy - naiwny, niesmiały, skromny idealista, obdarzony niezrozumiałym dla innych darem. Uzdrawia ludzi, a żyje w zagraconej chatynce, gdzieś za linią bloków mieszkalnych [na moment akcja przenosi się w jego rodzinne strony, ewentualnie jest to domek rosyjskich imigrantgów w Polsce]. Matka prosi go,żeby pomyślał o przyszłości, zaczął zarabiać pieniądze, ale Aleksiej, na oko 40-latek, życzliwie odmawia "Nie mogę. Nie po to mam ten dar". Święty człowiek.

        Julia i on zakochują się w sobie. Niestety...

        Pewnego dnia Aleksiej wyjeżdza do Indii. Nagle. Julia jest spokojna. Syn czuje się wspaniale, a Aleksiej najwyraźniej jest pewien, że będzie dobrze, bo inaczej by go nie zostawił. Julia podarowuje mu na wyjazd nową koszulę. Tamta poprzednia ledwie żyje. I zostawia mu swój adres w Kanadzie.

        Po powrocie do domu - Henry i reszta nie moga wprost uwierzyć w doskonałą formę Nicholasa. Badania wykazują cofnięcie się guza. Chłopiec jest zupełnie zdrowy. Tylko od dziadka Mietka odeszła Bogusia, która znalazła sobie innego Polaka, młodszego :]

        Henry bardzo sie interesuje tym, co zaszło w Polsce. Wypytuije syna o to, co robił mu Aleksiej.
        cdn
        • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [2] 03.02.15, 14:28
          [wykryto spam]... i jak tu coś pisać...

          spróbujmy dokończyć.

          Dla Henry'ego, racjonalisty i naukowca, cały ten przypadek wyglada na "cud", coś co chwieje jego porządkiem rzeczy, tym co uznaje za nadrzędne i okreslające nature świata. Szpital, chemia nie pomaga, alergia na medykamenty, zapaść, leczenie elektrowstrząsami... a teraz chłopak zdrowy i cały, w życiowej formie.

          Przy okazji Henry dowiaduje się, że Aleksiej sporo czasu spędzał z Julią. Zaczyna się niepokoić, że Julia nie tyle zdradziła go z Aleksiejem, ale że się w nim zakochała. Radośc z odzyskania syna, mąci więc Henry'emu zazdrość.

          Aleksiej dzwoni z tych Indii do Julii. OKrywa się koszulą którą ona mu dała. NIe odzywa się do słuchawki, ale Julia wie, ze to on i czule do niego przemawia. Henry podsłuchuje z drugiego aparatu i ledwie powstrzymuje zdenerwowanie. Nie wypada mu reagować, w końcu to on kotłował się dzielnie z gołą koleżanką na rodzinnej kanapie...

          Wreszcie niespodziewanie Aleksiej wraca. I od razu przyjeżdza do Julii do Kanady. Uszczęsliwia ją ta wizyta, czekała na nią. Od razu sadza Aleksieja do samochodu i jadą w góry, gdzie zatrzymują się w domku jej koleżanki. Seks, namiętnośc, seks, namiętnośc, i seks... Aleksiej wyznaje jej, że pragnie zmienić swoje życie, skończyć z powołaniem leczenia ludzi, robi to od dziecka, już wystarczy... - teraz chce z nią mieszkać, żyć, tworzyć rodzinę. "Ja też chcę ! - rozpromienia się Julia - a dzieci... Nicholas już cię lubi, a i NIcole też cię polubi... ciebie nie da się nie lubić". Są szczęsliwi oboje.
        • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3] 03.02.15, 14:46
          PO dwóch dniach Julia oświadcza mu, że jest z nim w ciązy - "Przy bliźniakach wiedzaiałam na drugi dzień, i teraz też się nie mylę", powiada. Aleksiej nie posiada się z radości.

          POdczas spaceru ALeksiej wdaje się w bójkę z facetem znęcającym się nad psem. Julia mu pomaga. INterweniuje policja, Aleksiej ląduje w areszcie. Ma rozbity nos. JUlia walczy o jego zwolnienie, domaga się oskarżenia tego, który lał psa. Na szczęscie cięmięzyciel czworonoga nie zgłasza skargi i Aleksiej wychodzi raz dwa. Ten incydent jeszcze bardziej ich do siebie zbliża.

          Wracają do domu Julii, zapewne z intencją obwieszczenia wszystkim, ze są razem...

          A tutaj - szok. POd nieobecnośc Julii stan zdrowia Nicholasa drastycznie się pogorszył. Chłopiec leży w łózku i ma wysoką gorączkę. Choroba wróciła. Julia bez słowa wychodzi z pokoju i sprowadxza Aleksieja. Ten widzi co się dzieje, kładzie ręce na Nicholasa, koncentruje się maksymalnie. I drugi raz... I nagle odstępuje. Wychodzi bez słowa. Julia płacze, a Henry goni za Aleksiejem błagając by pomógł jego synowi. Aleksiej spokojnie wskazuje na swoje dłonie i cicho mówi "Są ZIMNE. Nic nie mogę zrobić...". I wychodzi.

          MIłośc Julii do niego opierała się na jej podziwie dla jego zdolności, uwielbieniu za to czego dokonał dla jej syna. Bez swojego daru - Aleksiej nic dla niej nie znaczy. Zwłaszcza gdy choroba wróciła i drązy jej syna. On to wie. Dlatego wychodzi. Ona to wie i dlatego nie biegnie za nim. Szczęsciej rozwiewa się w jednej sekundzie.

          Nicholas prosi rodziców, zeby nie podawano mu chemii. A oni się zgadzają, ukrywając słabo rozpacz.

          Mija trochę czasu. Ciąża Julii jest juz widoczna. Nicholas nie wygląda źle, ale koincydencja zdarzeń sugeruje, że chłopiec umrze, a na jego miejsce narodzi się nowe dziecko. Na razie Nicolas gra w karty z siostrą i nadal mają swoje magiczne zaklęcia i sekrety - "Jesli doliczę do piętnastu i nowa wrona usiądzie na ławce, to... [cośtam]" szepcze Nicole i wytężonym wzrokiem oboje wpatrują się za okno.

          Julia zachodzi do pracowni Henry'ego. Pisze on swoją pracę naukowę. Julie obejmuje go za szyje i żarrtuje, ze tak mało napisał, a on się uśmiecha...

          Jest zima. KOniec filmu. Rodzina zintegrowana, pogodzona z losem, a znakiem nadziei jest rosnący brzuch Julii.

          Troche zgrzyta mi przeciwstawienie namiętności i seksu - zdolnościom uzdrawiania ludzi, czymokolwiek ta zdolność tutaj jest. Aleksiej traci moc, kiedy zakochuje się, mówi "nie" swojej misji dziejowej. Miłośc okazuje się bronią obosieczną. Kiedy on traci czystość w domku górskim z Julią - Nicholasowi powraca rak. Metafizyka a'la Kieślowski, jak nic, nieprawdaż ? ;]

          Aleksiej odchodzi. Nie ma nic. NIe ma już swoich zdolności, które czyniły go wyjątkowym, i nie ma miłości, której to wszystko zadedykował. Prawdziwy rosyjski "zbędny człowiek", przekonany o swojej ulotności.

          Seks i zakochanie pozbawiają leczniczej mocy. NIby zgrabnie zakreslony paradoks, ale czy to wiarygodnie brzmi, już nawet pomijając fakt, ze chłop cofa raka dotykiem "gorących dłoni" ?

          MIranda Otto/Julia - bardzo wiarygodna emocjonalnie, Lothaire Bluteau/Aleksiej, od ręki mógłby zagrać hrabiego Myszkina, zaś William FItchner pierwszoklasowo kotłuje się z gołą koleżanką na tapczanie ;] [na szczęscie, to jej golizna dominuje w tych ciemnawych ujęciach, hehe].

          Na drugim planie Polacy : Maciej Stuhr, jako sympatyczny przyjaciel i współpracownik Aleksieja, z oddaniem zajmujący się Nicholasem, podczas podróżowania po POlandzie; Maria Seweryn [współpracownica Aleksieja], Jerzy Nowak, a także Maria Awaria w bezdialogowym epizodzie panny młodej biorącej ślub, na którym panu młodemu świadkuje Aleksiej.

          Dobre, surowe, też "kieślowskie", zdjęcia.

          www.youtube.com/watch?v=ZVNLymhqYAI
          • siostra_bronte Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 15:02
            Dzięki, Greku :)

            Oj, mało mnie przekonuje ta historia. Mamy tutaj cudowne uzdrowienie, które ma być "dowodem" na istnienie siły wyższej. Aleksiej traci swoje zdolności? Dlatego, że się zakochał? Powrót choroby dziecka wygląda jakby to była "kara" dla Julii. Za co? Faktycznie, metafizyka trochę a la późny Kieślowski, którego, tutaj się pewnie narażę, nie lubię.
            • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 15:56
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              Aleksiej przedstawia siebie jako "magnetyzera", sugeruje jakies bioprądy, leczenie energią itp. Nie za bardzo się orientuję, czy można tym sposobem leczyć nowotwory, czy też może wpływa się na pacjenta siłą perswazji :] wiesz, skoro mistrzowie karate gołą ręką rozbijają stos cięzkich cegieł, to może i takie rzeczy są możliwe ? :]]

              właśnie, własnie - na to wygląda, że mamy do czynienia z karą za odstępstwo Aleksieja od swojej misji. I dar uleczania traci bezpowrotnie. Bóg mu odbiera czy co ? W jakiś sposób rozładowane zostają jego baterie.

              :] istornie chciałbym poznać losy tego scenariusza. historia mało przekonująca, jak podsumowałaś. Niemniej,, robota filmowa jest solidna :]
          • pepsic Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 19:51
            A mi sie wcale nie podobał ten groch z kapustą, a jeszcze bardziej stereotyp Polaka: antysemita oraz wyfiokowana kobieta obwieszona złotem, nie znająca języków oraz siermiężny nadwiślański kraj, jakby nie było ładnych zakątków, tylko stare ruiny fabryk. No i kuriozalne dialogi sześciolatków o judaizmie i wierze katolickiej. Trudno uwierzyć, że autorką gniota jest uznana reżyserka pani Holland. Sorry, ale nie.
            Wytrzymałam tylko dlatego, że ostatnio Grek udzielił reprymendy, że jak się zaczęło, to należy skończyć;)
            • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 04.02.15, 14:04
              stosunek pani reżyserki do polskości pojawia się w jej wywiadach, na które z lubością zapraszają ją niektórzy dziennikarze ;]

              Polacy z otoczenia Aleksieja są w porządku bardzo, ale z drugiej strony... pomagają, a nie leczą, POlak nie mógł być uzdrowicielem.

              mnie też raziły te próby odmalowywania Polaków w stereotypowych barwach, ta bieda, te krowy na szosie i ci ludzie czekający w kolejce pokazani jak jakaś biedota ze slumsów. POlska w tym filmie wygląda jak zrujnowana republika postradziecka, a nie jak kraj z 2002 r. zatem, wiesz, reżyserka uznana, ale i człowiek z krwi i kości - skoro w Polsce "prześladują gejów", a jej córka to gej... POlska nie ma szans :] chciałoby się abstrahować od takich ujawnień, bo ani one ciekawe [dla nas, jak sądzę] ani odkrywcze, ale skoro sama pani się nimi popisała, to wyglądają one na klucz do polskości w jej filmach. małe to...

              haha ;]]
              • mozambique Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 04.02.15, 14:18
                filmu nie widzialam wiec odnosze sie nie do niego ale.... raczej do tematu tych zdolnosci podnadnaturalnych

                przypominam sobei , ze jzu w okresie sredniowiecza , gdzie funkcjonowały tzw' "baby" udrowiciele, lokalni szammni, czarodzieje, wróże, driudzi itp ich zdolnosci były scisle związane z ich czystością fizyczną , tz, konkrentnie z calkowitą abstynencją seksualną , kazda ówczesna uzdrowicielka czy tez trucicielka, zaklinaczka czy odczyniaczka uroków miałą moc dopóki była "czysta" ( najlpeiej zeby byłą dziewicą)
                przebycie aktu seksualnego najczesciej pozbawiało ich mocy , czesto na zawsze ,
                tak jakby wejscie w sferę intymnosci z czlowiekiem zamykało im wrota do intymnego czerpania z "Innego Świata "

                tak mię się skojarzyło , możliwie że od czapy :)
                • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 04.02.15, 16:04
                  co do tego "uzdrawiania", to skłaniałbym się raczej ku zdaniu, że bioenergoterapeuta działa na psyche pacjenta i całym rytuałem uruchamia jego ukryte zdolnosći organizmu do zwalczenia choroby. czy to dotyczy, jak w filmie, zaawansowanych nowotworów... hmm.. ;]

                  ciekawa jest ta zależnośc "mocy energetycznej" od wstrzemięźliwości seksualnej. w ogóle, w tych parareligijnych sytuacjach seks odgrywa zawsze jakąs grzeszną, niszczycielską role, prawda ? :]
                  • mozambique Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 05.02.15, 09:40
                    tys prowda :)

                    od razu przypomina mi sie casus Joanny d'Arc i jej publicznego "testowania" z dziewictwa przed calym dworem krolewskim i sądem biskupim - gdyby okazało sie ze dziewicą nie jest to natychmiast oskarzono by ją o konszachty(spółkowanie) z diabłem a tak - dali wiare ze widuje i rozmawia z NAjwyższym i od NIego ma misję wyzwolenia Francji i osadzenie Delfina na tronie
                    jasne ze to wszystko mialo podloze scisle polityczne ale temat niewinnosci seskualnej byl tu podstawowym argumentem dla publiki


                    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
                    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
                    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
                    • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 05.02.15, 17:29
                      świetny przykład. ciekawe, że ludzkośc ewoluowała w odwrotną stronę, starożytni nie czynili z seksu żadnego tabu, nie mieli kompleksów i nie robili z tego żadnej maczugi polityczno-kulturowej. Rozkręciło się od kiedy religie zaczeły ewoluować z luźnych ruchów skupiających miłośników i sympatyków w twardogłowe ideologie i bezwzględne organizacje dążące do przejmowania właadzy, narzucania ludziom własnych praw, choćby za pomocą terroru.
    • mozambique Obroncy Skarbów na Canal + 03.02.15, 14:35
      byl pod koniec stycznia ale duzo powtarzają a więc ...
      film wyrezyserowal G.Clooney i opowiada o autentycznej grupie kilku specjalistów -ochotników którzy pod koniec II WW na terenie Europy starali sie odnależć/wydrzec/ukraśc nazistom zagrabione przez nich w wielu krajach cenne dziela sztuki

      pomyslwodawca był znawca sztuki, Amerykanin ( Clooney) który przekonał kogos waznego w armii i dobral sobei pomocników po uważaniu , wszyscy zostali szybciutko przeszkoleni "na żołnierzy" , ubrani w mundury , dostali bron, mape i znalezli sie w Europie i zaczeli ratować ...

      cała wesołą kompanie tworzyli dziwni ludzie - obok Clonneya = specjlista od konserwacji dziel sztuki ( Matt Damon) , architekt budownictwa ( Bill Murray) , jowialny Jonh Goodman ( nie wiadomo po co ) , znawca rzeźby Hugh Bonneville ( hrabia z Downtown Abbey) , oryginalny Francuz ( Dujardin) chyba jako przewodnik i jeszce ktos kompletnei podobny do nikogo i nic nie robiący. Wesola kompania podzieliła sie na zastępy - jedni we Francji, inni w NIemczech, ktos w Belgii, jeszce ktos tam został w Londynie i z nosami przy mapach mocno mysleli gdzie tu ci straszni NIemcy pochowali te cuda ...

      a wiadomo ze Himmler byla znawca, podchdozil do wszystkeigo systematycznie , wybieral co lepsze, katalogował, spisywal, fotografował - porzadna szwabska robota .
      Wiec przydala tu sie jedna z francuskich sekretarek pracujaca w biurze hitlerowców we FRancji ( Cate Blanchett) , po kryjomu sercem ruchu oporu, która miala dostep do tajnych rejestrów i dokumentów i duzo wiedziała. TYlko ze nie bardzo chce wpsplpracowac z Wesolą KOmpanią mimo ze po wkroczeniu aliantów do Francji aktualnie siedzi w wiezieniu ze skwaszona miną wciaz paląc papierosa. W koncu wycedzila tylko ze wszystko co najcenniejsze jest pochowane na terenie NIemiec

      Weosla kompania jedzi wiec sobei po calej Europie , wciaz w ogniu wojny jakby nie bylo, widzi zrujnowane miasta, spalone wsie, biednych ludzi tylko jakby NIemców nie widzi. NAwet w NIemczech tych NIemców coś nie ma , no nie przepraszam , raz strzelałl do nich jakis snajper z wiezy - okazuje sie ze to chudy chłopaczek z Hitlerjugend okazal sie patriotą
      raz w Belgii hrabia z Downtown zapatrzyl sie na rzezbie Madonny da Vinciego w kosciele w Brugii i wlazł pod lufy jakiegos ostatniego oddzialu niemieckiego i zginął
      a innym razem paląc papierosa dziwnym trafem obrońcy zobaczyli w jednych krzakach chyab NIemców a w innych - chyab Francuzów , jak ci zaczeli strzelac to pzrez przypadek FRancuz Dujardin dostał i umarł na śmierć
      i to tyle z szalenstwa wojny

      Goodman jest wesoly , jowialny i opowiada dowcipy , Bill Murray plącze sie z nimi kompletnie bez przydziału ( jest architektem i kompetnei nie wiem co od ma tam odnajdywać i wywyozic - koscioły czy muzea ?) i obnosi swoją twarz smutnego spaniela i nie ma nic do roboty , Damon skrycie cos tam flirtuje z Blanchett i szybko przemieszcza sie pojazdami zmechanizowanymi a Clooney wygłąsza podniosle uroczyste mowy o odpowiedzialnosci za spusciznę wieków i ratowanie zasobów ludzkosci . Wojna wciaz trwa a NIemców wciaz ani dudu az w koncu mądrzy specjalisci wpadają na pomysl zeby poszukac w kopalniach bo to idealne miejsce na schowek - cieplo sucho i stala temperatura

      no i jada do jednej kopalni i ,,siurprajz... - znalezli tam sale z setkami skrzyń i obrazów i drogocennych bibelotów , niesamowity sukces, wszystko tam jest tylko nie ma tej MAdonny z Brugii , za ktorą hrabia z Downtown zginął
      no to szukają dalej bo kopalni na mapie jest jeszce kilka a okazuej sie ze Ruskie tez juz w NIemczech są i tez szukają tych skarbów
      no i z obu stron mapy jadą co sił w oponach dwie wesole kompanie do tej ostatniej kopalni , i ciekawe która szybciej dojedzie...


      jeeeesssssu jaki ten film nudny, to nie do pojecia !

      wrecz niemozlwie, patrzac na obsade, rezysera i temat , ze mozna zrobic takiego zakalca,
      kurcze - temat oryginalny , scenariusz tez sumie jakos niezły ( w temacie "sledztw artystycznych" mozna bylo zrobic jakeis ANioły , Demony i KOd Da Vinci trzymajacy w napieciu jednak) , budzet niesamowity na takie nazwiska poszedl a tu ? gęba sama mi ziewała
      no az wstyd powiedziec ale jak w trakcie tego filmu zrobiłam kolacje na 3 osoby , a potem nawet umyłam naczynia

      kurcze - takii fajny temat i tak go nieciekawie zrobić - ani to Parszywa Dwunastka , ani KOd da Vinci, ani o Jeden most za daleko -
      a nie przepraszam - jest scena z wysoko łopoczącą amerykańską flagą :)))
      • grek.grek Re: Obroncy Skarbów na Canal + 03.02.15, 17:25
        może i film się nie udał, ale Twoja recenzja, Mozambique, jest prima sort :] z biglem i werwą oraz humorem.

        obsada jest znakomita, sami aktorzy gwarantujący -dziesięciomilionowe przebicia zysków, tyle że chyba nie dla każdego znalazła się rola i chodziło bardzej o szlachetne oraz dumne "wystarczy być".

        w sumie, lubię filmy z obrazami i sztuką w tle [także te mniej rekamowane jak "Incognito" z Irene Jacob i Jasonem Patrickiem czy "Podstępny Ripley"], ale z Twojego opisu wyłania się kino raczej pozbawione wdzięku tych mniejszych produkcji, w ktorych zaangazowane środki mniejsze, ale za to wyczucie chyba nieco lepsze.

        "nawet w Niemczech tych Niemców coś nie ma", ;]

        sytuacja pachnąca lekkim skandalem :]

        dzięki za dobrą dawkę humoru i zgrabny opis.
        uważaj na Clooneya, bo jak się dowie, to Ci nie przepuści takiej "brzytwy" :]