Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 2 (vol. 52)

01.02.15, 09:56
witam w nowym wątku :) Styczniowy pięknie się rozwinął - prawie 900 postów! Ciekawe, czy któryś tegoroczny sięgnie 1000 w 'regulaminowym' czasie?

KK i zapowiedzi troszkę później :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 11:41
      przedostatni odcinek, z efektowną "dexterowską" przewrotką w finale. No bo przecież coś musi się zdarzyć jeszcze w finałowym, heh.

      Śmierć dr Vogel, z ręki porzuconego przed laty syna Daniela Vogela vel Olivera Saxona, mocnym akcentem kończyła 10 odc.

      11 startuje zacieraniem przez Dextera wszelkich śladów swoich związków z Evelyn Vogel. Lepiej aby nikt nie wiedział, kim dla niego była i kim on BYŁ i JESt. A potem zawiadamia policję, która zjeżdza się całą kawalerią. Łatwo ich rolować, wystarczy powiedzieć, ze akurat wpadł do niej i zastał martwe ciało. Wierzą koledze z pracy, bo czemuż by nie ?

      Dexter informuje swoją siostrę o tym, co zaszło. Dochodzą do wniosku, że Saxona trzeba złapać. Dexter chce go zabić, Debra - aresztować, zwłaszcza że właśnie wróciła do pracy w policji. "Jesli dopadnę go po swojemu, nie oddam ci go", zapowiada ona i chyba serio mówi.

      Dexter ma na całe usiłowania 2 dni. Wyjeżdza do Argentyny, z Hanną Mc Kay i synem, aby zacząć tam nowe życie. Mc Kay, poszukiwana morderczyni, chowa się w domu Debry Morgan. BYle przeczekać do terminu wylotu.

      Zabawna jest reakcja Hanny McKay na wieść o śmierci Vogel - "O, i'm sorry..."< a dalej coś w stylu : "Kupiłeś kurczaka na obiad ?". Niestety, śmierć zdewaluowała się w tym serialu okropnie. POstaci nie mają wpisanej w akta żałoby i poruszenia, a aktorzy nie próbują udawać greka.

      W międzyczasie Dexter załatwia ostatnie sprawy - sprzedaż łodzi, sprzedaż domu. Tutaj wykorzystue pomoc żony [wdowy po-] mecenasa Prado, jego przyjaciela, a zarazem przeciwnika z sezonu III. W wolnych chwilach szuka przed kompa śladów Saxona, który po zabiciu wyrodnej mamuśki, zbiegł z miejsca czynu. POolicja ofk nie wie, kogo ma szukać. Dexter sam chce go znaleźć i wysłać na łono Abrahama.

      Przegląda papiery z firmy, w któreej jako pracownik nadzoru budowlanego, zatrudnony jest Saxon. Znajduje adres starego szpitala, który przeznaczony był do wyburzenia, ale Saxon nigdy nie przeprowadził tej operacji. Tam może się mieścić jego dziupla, w której zabija swoje ofiary.

      Tymczasem - sensacja. Saxon sam się zjawia na policji. Tyle że jako świadek w sprawie śmierci swojej dziewczyny, którą zresztą sam zamordował, ale nikt nie ma o tym pojęcia, poza Dexterem, który ujawnić tego nie chce i nie może.

      Saxon przyszedł aby oczysścić się z podejrzeń, bo jako chłopak był na liście potencjalnych killerów. Przesłuchuje go Quinn, a Dexter [z wymownym zimnym wzrokiem] pobiera jego DNA. Saxon wybiera mniejsze zło, czyli groźbę ujawnienia pokrewieństwa z zabitą Vogel.

      Istotnie, w starym szpitalu [klasyka - ciemnośc, granatowa poświata, upiorne małe rdzawe światełka tu i tam] Dexter znajduje melinę Saxona, na środku której stoi fotel lekarski, na którym zabija i oprawia ofiary.

      Na saxonowym kompie Dexter znajduje pliki video z zabójstwami w wykonaniu Saxona, który jak idota wszystko nagrywał, a potem nie usunął. Dexter jest przekonany, że Saxon szybko odkryje co się stało i będzie chciał te dowody swojej winy odzyskać.

      W tym czasie agent federalny Clayton, idzie śladami doniesienia recepcjonistki szpitalnej, że widziała Hannę Mc Kay. W 10 odc Mc Kay wychodzi z ukrycia w trybie awaryjnym, wioząc syna Dextera na założenie szwów po tym jak się dzieciak zranił. W szpitalu okazuje się, że Hanna Mc Kay nie straciła głowy. W rubryce zgłaszającego dziecko do zabiegu podpisała się jako 'Debra MOrgan". Clayton sprawdza to u Debry Morgan i ta wszystko potwierdza, czyli mówiąc krótko : udaje greka ;]] I skutecznie.

      Tyle,że Clayton jej oczywiście nie wierzy. Wie, że babka ze szpitala nie pomylilaby blondynki z szatynką.

      Pogrzeb Vogel. Stypa w wesołej karaibsko-plażowej restauracji, gdzie sierżant Batista i cała ekipa znajomych żegna Dextera, który przeca zaraz wyjeżdza. A on się wzrusza.

      Sensacyjnie jako klient zainteresowany zakupem mieszkania Dextera pojawia się... Saxon. Przy Sue Prado trudno się brać za łby, więc panowie wykorzystują chwilę sam na sam i poufnie rozmawiają. Saxon proponuje Dexterowi rozejm i rozejście się w pokoju, albo zacznie mu rodzinę zabijać. W ten sposób tylko upewnia Dextera, że powinien go zlikwidować. W końcu zostawi na Florydzie swoją siostrę.

      Jako motyw zabójstwa matki, Saxon podaje to, ze "znów go nie wybrała". W istocie Vogel uznała argumenty Dextera za eliminacją synka-killera.

      Debra Morgan do Hanny Mc Kay [profesjonalnej trucicielki] : świetnie gotujesz, mogłabyś wygrać jakiś konkurs. Mc Kay : zadbałabym o to... Taki czarny humor :]

      Ofk, Debra Morgan, panna Mc Kay i Dexter zdają sobie sprawę z tego, ze Clayton i Elway, szef prywatnej firmy detektywistycxnej, w której niedawno pracowała Debra, są na tropie Hanny. Debra przewozi Mc Kay do hotelu. Ciekawe, że ot tak sobie. Dziwnym trafem nie są śledzeni, a wydawałoby się że agent federalny i szef firmy prywatnej, wiedząc że Debra Morgan ukrywa Mc Kay, powinni pilnować jej domu jak oka w głowie, czekając aż ptaszyna wyfrunie, bo w końcu kiedyś musi. A tu nic. Scenarzyści podrzucili pięknie piłkę swoim bohaterom, a innym podstawili boleśnie nogę ;]

      Dexter zaś, demaskuje Saxona. Wysyła video z jego zabójstwami do telewizji. Tego samego dnia w wiadomościach pokazują gębę Saxona jako ściganego zabójstwo. W ten sposob Dexter chce go sprowokować, aby wylazł z ukrycia, przyszedł "na ubite pole". Policja z wyników badań DNA dowiaduje sie, że to syn zabitej Vogekl. Od razu kojarzą,. ze to możliwe, iż to on mamuskę załatwił.

      To ostatnia noc Dextera w Miami. Siostra wpada, żeby ostatni raz zjeść steka i napić się piwa, jak to mieli w zwyczaju od zawsze. Dexter próbuje jej wytłumaczyć, że powinna jednak pójśc sobie, bo on czeka na wizytę Saxona. Ale Debra zostaje i nie dośc, że udaje się im spożyć ostatnią [wspólną w Miami] wieczerzę, to jeszcze do spółki łapią Saxona, który niezawodnie pojawia się ciemną nocą z nożem w łapie i z jasno określonym zamiarem.





      • grek.grek Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 11:55
        ofk, w czasie spożywnia kotleta rodzeństwo przyrodnie Morganów nostalgicznie dzieli się rozterkami z pwodu rozstania, aczkolwiek tymczasowego. I zagrzewają się wzajemnie do boju - on jej mówi, że da sobie radę, bo ma w środku kompas etyczny i jest mocna, a ona jego upewnia, że porządny z niego gość i zasługuje na nowe dobre życie.

        Nie dośc więc, że Saxon zostaje złapany, to jeszcze Dexter chce go zaciąc przy goleniu na jego własnym fotelu do killerowania.

        Tutaj wreszcie wraca stary dobry czarny humor tego serialu. Saxon "Szkoda... polubiłem Miami - świetna pogoda i 20 % wykrywalność sprawców morderstw" :] A kiedy Dexter rzuca, że szykuje się do wyjazdu z dziewczyną, Saxon ripostuje "Nigdy nie byłem mocny w związkach. Mój najdłuższy trwał kilka tygodni, a partnerką była dziewczyna przywiązana do kaloryfera".

        Dexter ostrząc nóz, nagle mamrocze sam do siebie, ze odkrył, iż zabijanie nie sprawia mu już takiej frajdy. "KIedyś zyłem dla tego momentu tuż przed, momentu zadania śmierci i momentu tuż po, teraz... nie mam przyjemnośc nawet z bycia tutaj, nie potrzebuję już tego". No nie, bo ma przecież miłość swojego życia, która czeka w hotelu. I syna. I nowe życie przed sobą.

        Odstępuje więc od zamiaru i dzwoni po siostrę. Niech go aresztuje i załatwmy to po bożemu. Przy okazji siostra zaliczy sukces i zostanie bohaterką, jako policjantka co złapała bandytę pokazywanego w telewizorni. Debra Morgan przyjeżdza, ale nie wie, że śledzi ją agent Clayton.

        Wychodzą więc Dexter i Debra tylnym wyjściem tego starego szpitala.Żegnają się niedźwiedziem", bo ofk Dexter w tę pędy zabierać chce dziewczynę i syna i hejda, do Argentyny. Dexter wsiada więc w auto i odjeżdza.

        W tym czasie głównym wejściem do budynku włazi Clayton. Zastaje przywiązanego do fotela Saxona, który zaczyna panikować jak ofiara gwałtu "Błagam, niech mnie pan uwolni, zostałem porwany !". Jest na tyle wiarygodny, że Clayton go uwalnia. Kiedy Debra Morgan wraca by zabrać Saxona na policję - on jest już odwiązany i własnie dźga nożem Claytona. Debra strzela, a on strzela do niej z broni Claytona. Saxon ucieka, a ona leży na podłodze i jest ranna. Z trudem wybiera numer i prosi o policyjne posiłki.

        stay tuned :] autentycznie ciekawem ostatniego odcinka, bo tu się jeszcze wiele moze zdarzyć, hehe.

        Barbasiu, dobrze zgaduję, że już wiesz jak to się skończyło ? :] Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]

        www.youtube.com/watch?v=SPjjw-Nl8NA

        • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 14:33
          Skąd wiesz???
          Nie umiem kłamać, więc się przyznam od razu.
          To prawda, nie czekając na Twoja opowieść :/, obejrzałam ostatni odcinek.
          Wybacz, ale ogarnęła mnie wściekła ciekawość. :/ Nie mogłam się oprzeć. Sam się sobie dziwie, bo ten serial nie należy do moich naj- ulubionych.
          Z komentarzem na temat ostatniego odcinka wstrzymam się, dopóki nie pojawi się Twoje streszczenie i Twój komentarz-podsumowanie.

          Do wielu jeszcze innych rzeczy można by się doczepiać. Dlaczego policja nie zabezpieczyła w domu dr Vogel śladów na filiżance, z której pił Saxson. W końcu przecież nie pokazano, że Dexter zaciera i te ślady. Dlaczego, o tym już wspomniałeś, Calyton i jego szef nie obserwowali wcześniej domu Dextera i Debry, nie śledzili ich , skoro podejrzewali , że Hanna ma kontakt z Dexterem i Debrą . Dziwi mnie też, że przebiegły Saxon nie wpadł na pomysł, by wstawić policji Dextera, wplątać go w morderstwo dr Vogel, albo przynajmniej starać się go zdemaskować , ujawnić jego druga twarz.


        • pani_lovett Re: Dexter" sez 8 odc 11 01.02.15, 14:51
          >Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]


          Pogoda ładna. Odpoczywam miło, relaksuję się, regeneruję siły.
          Dzięki, Greku. :))
          Pozdrawiam Cię / Was serdecznie!

          Czasem tu zaglądam!
    • grek.grek "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultura 01.02.15, 14:02
      skoczyliście ? :]

      zasłużona nominacja do Złotego Niedźwiedzia na Berlinale 2012.

      Willa w małym mieście. Mieszkają tutaj Gunther i Gitte, małżeństwo 60-latków. W tym samym mieście, ale w osobnym domu mieszka ich młodszy syn Jacob - ma dziewczynę Ellę i prowadzi prywatną praktykę dentystyczną. Z Berlina przyjeżdza Marco, starszy syn, literat, który niedawno wydał pierwszą ksiązkę. POjawia się wraz z kilkuletnim synem. Marco ma żonę, Tine, ale chwilowo przeżywają małzeńskie kłopoty i są w separacji,. Marco widuje syna w soboty i niedziele. Raz na jakiś czas przywozi go do dziadków, żeby zobaczyli jak wnuk rośnie. To jeedno z takich właśnie familijnych spotkań.

      Tyle że tym razem będzie to spotkanie zupełnie inne od poprzednich.

      Wszystko zaczyna się przy obiedzie, kiedy wstaje matka, Gitte, i oświadcza z dumą, że "skoro wam wszystkim tak się fajnie poukładało w życiu, to ja chcą wam dotrzymać kroku i... odstawiam leki". KOnsternacja i zaskoczenie wśród rodzinnej braci.

      Problem w tym bowiem, że Gitte od ćwierć wieku cierpi na psychozy maniakalno-depresyjnne i od zawsze niemalże była na proszkach. Jesli je odstawi, skutki mogą być nieprzewidywalne.

      Jej oświadczenie burzy spokój we wszystkich uczestnikach spotkania, zaczynają się pruć szwy rodzinnego ciepełka i wyłażą wszystkie brudy.

      Oto Gunther chciał na dniach wyjechać do Jordanii. Miała to być wycieczka jego życia. Niedawno sprzedał wydawnictwo literackie, którym zarządzał przez wiele lat, ma teraz kasę i wreszcie "chce pożyć. zrobić coś dla siebie". Więc wykupił sobie wycieczkę. Ale teraz... jak ma wyjechać, skoro żona postanowiła wykręcić taki numer ?

      jako się rzekło, Marco ma kryzys w małzeństwie, cierpi z racji rozstania z żoną i zbyt rzadkiego widywania syna ["Boję się, że ona sobie znajdzie faceta na moje miejsce, i mój syn będzie mówił do niego "tato", powiada].

      Jacob ukrywa od wielu miesięcy, że ten jego gabinet stomatologiczny w ogole nie przynosi mu dochodów. Ludzie nie chcą się tam leczyć, co najwyżej garstka znajomych rodziców, przychodzących w ramach robienia im uprzejmości. Jacob ma doła z tego powodu. Wie, że w którymś momencie będzie musiał poprosić rodziców o kasę, albo zwinąć interes i szukać jakiegoś wariantu awaryjnego, którego w tym momencie zupełnie nie posiada. Studiował za pieniądze rodziców, gabinet założył za pieniądze rodziców, leczy pacjentów z polecenia rodziców, a teraz miałby prosić rodziców o ratowanie podupadającego biznesu ? GOśc przeżywa załamanie. Odbija się ono na jego relacjach z Ellą, którą oskarża o to, że wcale jej na nim nie zależy, a wyłącznie na sobie samej, czytaj : martwisz się o moje biznesy, bo chcesz bogato wyjśc za mąż. Krzywdzi dziewczynę, której chyba ani w głowie takie rzeczy, i której naprawdę na nim zależy.

      A Gritte ? Ona też chce żyć. Wie że mogą być problemy, ale chce spróbować. Ma dośc sztucznego podtrzymywania, chce spróbować życia na własnych warunkach. BYć moze chodzi o to, że czuje się już lepiej, że jej choroba się zwinęła, że potrafi nad nią zapanować.

      Kłopot w tym, że jej decyzja burzy plany otoczenia. Zwłaszcza męża. I Gritte czuje to. Reaguje ostro na kolejne zachowania, świadczące o tym, że bliscy jej nie ufają. Nie stoją za nią, nie deklarują pomocy, ale wątpią, przypominają przeszłośc, w której nieraz zdarzały się jej wyskoki z grubej rury [choroba tak działała], momentami w zawoalowany sposób negują sens jej pomysłu. Boli ją to, nie tego oczekiwała.

      Czasami to są małe sytuacje, które się nawarstwiają. Ot, np. jedzie Gritte z Marco za miasto, do lasu, żeby zażyć świeżego powietrza. Gdy mają zamiar wracać, Gritte nie moze uruchomić auta, Marco musi zrobić to za nią. I już kamyczek mały do ogródka "Gritte, jesteś chora i nie nadajesz się do normalnego życia".

      Najmocniej odczuwa zachowanie męża. Gunther tłumaczy się w rozmowie z Marco, że przez 30 lat pilnował Gritte, znosił ataki jej choroby, dawał z siebie wszystko, pracował na nich oboje i na to, by miała leki i komfortowe warunki życia. A teraz wreszcie chce pobyć z dala od niej, "zrobić coś dla siebie", oderwac się od tego wszystkiego. NIe chciałby jednak zostawiać jej na łaskę losu. TRaktuje więc jej decyzję jak cios we własne marzenia.

      MIędzy braćmi też się rozkręca spirala wrogości. Jacob wywleka zaszłości, że Marco dla rodziców był zawsze ładniejszy i mądrzejszy, a także zarzuca bratu że wyjechał sobie do tego Berlina i ma w nosie rodzinę, nie obchodziła go ani matka, nie ojciec, ani własny brat. Marco dostaje z tego powodu wyrzutów sumienia. Jacob ofk wszczyna wojenki z powodu własnej frustracji życiowej, co gorsza zaczyna popijać wodę ognistą.

      Atmosfera gęstnieje do konsystencji mleka. Rozmowy odbywają się w duetach najczęsciej, ale tematy wiodące są te same. Jedna scena jest zupełnie przedziwna. Marco z synem zaczynają grać na pianinie, a rodzina się niemal w całości przyłącza do śpiewania piosenki, która jest litanią pretensji, nagan i jawnych drwin i nienawiści wobec "partnera małzeńskiego". CO ciekawe, wszyscy śpiewają ze śmiechem, jakby się dobrze bawili, ale jednak wiadomo, że w tym momencie, maskując złość i irytację, śpiewają dokładnie o tym, co czują wobec swoich męzów, żon i tzw.partnerów życiowych. Zadziwiająca scena. Na końcxu Gunther obejmuje ciepło Gritte, ale minutę później miny już mają nietęgie.

      Kiedy GRitte wyraża pragnienie wyjazdu razem z Guntherem i gotowa jest nawet na czas wyjazdu zacząć brać lekarstwa, a Gunther odmawia, wiadomo że coś tu brzydko pachnie.

      KIedy w końcu Elle zarysowuje przed Guntherem problem Jacoba - stary zyczliwie reaguje. Chce chłopakowi pomóc. Jacob trochę się uspokaja, ale przecież problem nie jest załatwiony do końca, znów pieniądze rodziców ustawiają mu życie, ratują mu skórę. Kiedy Gritte próbuje się dowiedzieć, o co chodzi, panowie milkną, więc znów ma ona poczucie "bycia traktowaną jak przedmiot".

      "Wierzysz że po tylu latach Gunther cię jeszcze kocha ? MOże czas zacząc od nowa ?", pyta ją Marco. Mocne. Po tej rozmowie Gritte z czułością kładzie wnuka do jednego łózka ze śpiącym Marco, wychodzi z domu, wsiada do auta i wyjeżdza.

      Znika. Rodzina jest przestraszona, bo mają ją za wariatkę, która może wywinąć jakiś numer, a może nawet sama się zabije. Jak tylko dociera do nich, że wyjechała - przetrząsają jej rzeczy, szafki, szukając tropów. NIc nie ma, więc ładują się do samochodu i jeżdzą po okolicy szukając jej.

      Znajdują wreszcie jej auto stojące przy szosie wzdłuż lasu. Wzywają policję. Zbiera się cała kawaleria, z psami tropiącymi. Szukają przez cały dzień. Nic.

      Tymczasem w willi zjawia się Susanne, dawna współpracowniczka Gunthera. Tak, dziisaj jego kochanka. Gunther przestaje to ukrywać przed rodziną. Od 2 lat jest związany z Susanne. Marco przyjmuje tę sensację bardzo źle. Kąsliwe uwagi rzuca pod adresem ojca i jego kochanicy. ONa chce wyjśc, ale Gunther jej nie pozwala. To postanowione. Do JOrdanii też pojedzie z nią. I w ogóle z nią będzie teraz żył, bo ma dość po ćwierć wieku zajmowania się żoną.

      Jacob przeżywa następnego doła, bo pozwolił matce wyjechać, a przecież powinien od samego początku nalegać na zrobienie badań, pilnować ją, i w ogóle.

      Kiedy policja kończy poszukiwania, z zapowiedzią powrotu następnego dnia i użycia helikoptera - Jacob sam jedzie do lasu, żeby matki szukać. Pomaga mu Marco. Wspólna troska o Gritte jakoś ich ze sobą jednoczy i pozwala zapomnieć urazy i pretensje.

      Nie znajdują jej. Marco wraca do domu, ale po rozmowie z ojcem i jego kochanką, jeszcze raz powraca by szukać matki. Łazi nocą po lesie, świeci latarką i woła. Nic. Napotyka jakiś stary domek z drewna, oplecony zielskiem. W środku nie ma nikogo. Marco zapala papierosa i odpoczywa chwilę, a wychodząc od razu boleśnie skręca sobie nogę. Stęka z bólu, gdy wtem z ciemności wychodzi Gritte - "co tam krzyczysz", zagaja, potem pomaga mu dojśc do ogniska, które własnoręcznie rozpala. Opatruje mu nogę. A on zasypia z głową na jej kolanach.
      cdn
      • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultur 01.02.15, 14:19
        Rano budzi się sam. TO znaczy - bez matki, ale za to z policjantem próbującym go obudzić i pomoc wstać. Po matce, ognisku i czymkolwiek takim - ani sladu. Czy wszystko mu się przyśniło ?

        Nogę ma mocno kontuzjowaną, nie mozę chodzić, więc policja pakuje go do helikoptera. A sama wznawia poszukiwania Gritty.

        Cięcie.

        Zima. Samchód Gritty stoi na podjeździe willi. Ale jej nie ma... Jak wynika z rozmowy Gunthera i Marco - Gritta została uznana za zmarłą. Papiery ojciec już podpisał. Marco podpisać ma za chwilę.

        Z Marco jest żona, wygląda na to, ze się poprawiło między nimi. Przyjechała do willi, ale zaraz wracają do Berlina. Jacob i Elle są w Szwecji. Jacob rozmawia z Marco przez skype'a - przyjaźnie i po bratersku. Z ojcem rozmawiać nie chce, najwyraźniej wini go za to, że Gritte znikła.

        Gunther mieszka z Susanne, która "wraca za dwa dni" [skądś'.

        I to jest właśnie niezwykłe w tym filmie. Gritta podejmuje decyzję, która poprawia losy wszystkich członkow rodziny. Nie dostając od nich aprobaty i wsparcia - decyduje się, by zniknąć z ich życia i w ten sposób rozwiązać problemy, ktorych swoim postanowieniem im przysporzyła. Niezwykłe. Nawet jesli oni jej szukają, nawet jesli im zależy by się znalazła - obiektywnie rzecz ujmując : jej zniknięcie im pomogło. Tylko dlaczego brzmi to tak smutno i przeraźliwie...

        znakomity film, psychodrama rozpisana na role, w okolicznościach wnętrza ładnej willi z ogrodem i leśnych ostępów.

        Hans Christian Schimd reżyseria, Bernd Lange - scenariusz, świetnie diagnozujący kryzys rodziny mieszczańskiej, na oko takiej co to sukces odniosła i niczego jej nie brak, obnażający zakłamanie i hipokryzję uprawiane przez jej członków; dopiero Gritta, symbolicznym gestem zdziera kurtynę i obnaża ich
        małość i śmieszność w zupełnie żałosnym kłamstwie, na którym próbują tworzyć iluzję szczęścia i zgody.

        Grittę zupełnie znakomicie gra Corinna Harfouch, w manierze ekranowej i urodzie bliska Isabelle Huppert czy Charlotte' Rampling. Lars Eidinger/Marco, Ernst Stotzner/Gunther, Sebastian Zimmler/Jacob, aktorzy niemieccy [szwajcarscy albo austriaccy ;)], wypadają bardzo dobrze, siłą całej tej opowieści, oprócz świetnego scenariusza, jest własnie klasa aktorów. Nie egzaltują się niepotrzebnie, są wiarygodni, chociaż... może zabrakło dwóch-trzech momentów podgrzania atmosfery, żeby cała historia zyskała nieco rumieńców. Ale wtedy z racjonalnej psychodramy można by było popaśc w przesadyzm. Dobrze jest jak jest :]

        www.youtube.com/watch?v=ed1xA642Sek
        • siostra_bronte Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 14:31
          Dzięki, Greku :)

          Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gritty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kasę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać" rodzince.
          • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 15:01
            siostra_bronte napisał(a):

            > Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gr
            > itty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kas
            > ę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać
            > " rodzince.

            Chwyt potwornie realistyczny! Gitta nie potrzebuje nic, bo jej już nie ma.
          • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:12
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            o, zdecydowanie zachęcam do obejrzenia, jesli tylko zdarzy się powtórka.

            wydaje mi się, ze Gritte nie chce rozwodu. jej zależy na rodzinie. chciałaby z nimi żyć,. ale już nie jako matka faszerowana lekami i uznawana za wariatkę, lecz jako świadoma i "czysta" osoba. Oni tego nie akceptują i nie dają jej wsparcia, a dodatkowo jej decyzja miesza im szyki.

            ona im nie chce zatem "dokopać", raczej usuwa się, aby im ulżyć i dać szczęscie, mając bolesną świadomośc, ze jest przeszkodą na drodze do tego szczęścia.

            poświęca się, wg mnie. to czyni ten film niezwykle interesującym.
            • siostra_bronte Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:20
              Ok, teraz rozumiem. Z pierwszej recenzji zrozumiałam, że chciała raczej obnażyć motywacje rodziny, jak sam to napisałeś iluzję szczęśliwego życia, aniżeli się poświęcić. Mimo to uważam, że wybrała ryzykowny sposób. Zafundowała rodzinie niezłą traumę.
              • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 18:28
                trochę namieszałem :]

                chodziło mi o to, że jej gest zrywa kurtyne, aczkolwiek nie było to jej motywacją, to się stało
                niejako samorzutnie.

                z pewnością, ten wybór jest na swój sposob egoistyczny. z drugiej strony, widać że ona się dusi w tym sztucznym bezpieczeństwie, ktore izoluje ją od realnego życia. co ciekawe, nagle okazuje się, ze wszyscy cierpią na to samo. jej decyzja i wybór są kostką domina, która uruchamia cały łańcuch innych żalów, frustracji, niespełnień i demaskuje kłamstwa.
      • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 via Kultur 01.02.15, 15:59
        Gritta wyznała też, że odstawiła leki już dwa tygodnie wcześniej. Rodzina się dziwi, bo nikt nie zauważył nic niepokojącego w zachowaniu Gritty.

        Wydaje mi się, ale nie jestem pewna, że Gunther wyznał prawdę o kochance Gritte. I to stało się dla niej impulsem do opuszczenia domu.
        • grek.grek Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 01.02.15, 17:15
          dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty, ale z drugiej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, nawet męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

          wydaje mi się, ze ten racjonalizm argumentów decyduje o tym, że film jest tak dobry, a nie jest tylko łzawym dramatem.

          o, a wiesz że w tym momencie nie mogę skojarzyć... mam wrażenie, że ona mu w ktorymś momencie sugeruje, ze do tej JOrdanii, to on sam na pewno nie pojedzie. A potem... ha, przydałoby się drugi raz obejrzeć, na to wygląda :]

          aczkolwiek, mam wrażenie, ze o związku z Susanne Gunther mówi tylko Markowi.
          • pani_lovett Re: "DOm na weekend [was bleibt]" 2012 vi 02.02.15, 17:48
            grek.grek napisał:

            > dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty,
            :)

            >ale z drug
            > iej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, naw
            > et męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

            Tak, to prawda.
            Wiesz, nawet rozumiem męża i do pewnego stopnia jestem w stanie go usprawiedliwić w tym przypadku.

            Choroba jednej osoby w rodzinie nierzadko negatywnie odbija się na pozostałych jej członkach.
    • siostra_bronte "Annie Hall" 01.02.15, 14:10
      Wreszcie się doczekaliśmy! Dzisiaj w Kulturze o 20.00.

      To jest Woody jakiego kochamy (no, przynajmniej niektórzy z nas). Zabawne, znakomite dialogi i sceny, które mogę zaliczyć do najzabawniejszych w twórczości Allena. Radzę przygotować coś do pisania i robić notatki :) Świetne pomysły czysto filmowe, jak początkowy monolog, scena z napisami czy powroty do dzieciństwa dorosłego Woody'ego. No i końcowa scena, która przypomina zakończenie pewnego sławnego filmu...

      Absolutnie klasyk Allena! Życzę dobrej zabawy :)



      • grek.grek Re: "Annie Hall" 02.02.15, 13:43
        uff :]

        jak recenzować film, którego kazda scena, każdy dialog, każdy moment jest znakomity ? napisać proste, acz wzruszająco dobitne 10/10, to nic nie napisać. Siostro, ratuj ;]

        ileż chwytów - liczne wypowiedzi do kamery, wyciąganie "królikow z kapelusza" [Mc Luhan w scenie w kolejce do kasy kinowej, kiedy Woody i jakiś gośc dyskutują na temat teorii tegoż Mc Luhana], retrospekcje z bohaterami stojącymi w kadrze swojego wspomnienia, a szkolna scena, kiedy Allen dorosły dyskutuje o sobie i swojej ewolucji psychologicznej ze swoimi kolegami szkolnymi w wieku pacholęcym, a potem oni wstają po kolei i mówią kim zostali w dorosłym życiu - klasyka gatunku. wstawka animowana : Woody vs Zła Królowa ze Śnieżki" dyskutujący o jego pożyciu :]

        Seria scenek z dzieinśtwa Alvy'ego w jego rodzinnym domu. Alvy, Annie i kolega Alvy'ego stoją pod ścianą i komentują. Nigdy dośc takiej narracji, rewelacja.

        albo sonda uliczna, Allen aka Singer nagle zaczyna odpytywać przypadkowe pary o sekret udanego związku. Dziewczyna, kttóra mówi [z grubsza] "Jestem głupia jak but", a jej partner dodaje "Ja jestem taki sam" - mistrzostwo świata. w dodatku na takich właśnie wyglądają.

        scena na balkonie domu Annie - z faktycznymi myślami wyświetlonymi u dołu - rzeczywiście, Siostro, niezapomniana.

        Diane Keaton -rewelacyjna, od momentu gdy pojawia się na korcie do momentu kiedy kończy się pierwsze spotkanie Annie z Alvym u niej w domu. przeurocza.

        scena z homarami, hehe, Woody grał tak jakby naprawdę się bał ;]
        - Nie wrzucaj go [homara] do gorącej wody, to żywe stworzenie
        - I myśli że zamiast ugotować zabierzemy je do kina ?

        Alvy ma zabić pająka u Annie.
        - Tylko zrób to skutecznie i posprzątaj po sobie.
        - NIe martw się, kochanie, zabijam pająki od kiedy skończyłem 30 lat

        całkiem głęboka psychoanaliza [własna], analiza natury i mechanizmów związku damsko-męskiego, z całą gamą dowcipów, one linerów i grepsów - błyskotliwe w samej istocie.

        "Ci który nic nie umieją - uczą, ci którzy nie umieją uczyć - prowadzą WF, a ci którzy kompletnie nic nie potrafią - uczyli w mojej szkole" :]] podpisuję się wszystkimi kończynami zdolnymi do uchwycenia czegoś do pisania ;']

        cytat z Graucho Marxa z "członkiem klubu" - klasyka.

        Życie mozę być tylko żałosne albo tragiczne. Tragiczne mają niewdomi, głusi, kalecy... My mamy żałosne życie. Powinniśmy się cieszyć" :]

        "Zastanawiam się jak ja zniosłabym tortury... - Gdyby gestapo zabrało ci kartę kredytową wyśpiewałabyś wszystko" [hehehe...]

        scena z podzielonym na poł ekranem - na jednej połowie u psychoanalityka spowiada się Annie, na drugim - Alvy. Piękna metafora związku. Zamiast rozmawiać ze sobą, mówią o swoich odczuciach i postzreganiu siebie nawzajem psychologom.

        Dwie kobiety na wczasach :
        - Mają tu fatalne jedzenie.
        - No, i w dodatku takie małe porcje

        To idealna metafora życia"
        :}

        doskonałe ze względu na sposób oddania poglądów autora i fakt, że "bawi ucząc, a ucząc bawi" i do myślenia prowokuje.






        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 17:01
          Haha! Greku, podpisuję się pod Twoją recenzją wszystkimi kończynami :)

          Yes, inwencja twórcza Woody'ego jest tutaj niesamowita. Monologi do kamery, retrospekcje z dorosłym Alvym, animowana wstawka, scena z napisami. Do tego podzielony ekran w kilku scenach, brak muzyki (zauważyłeś?). Widać, że Allen miał całkowitą swobodę artystyczną, co dało wspaniały efekt.

          Faktycznie trzeba by chyba opisać każdą scenę :) Te najlepsze już opisałeś, więc dodam filmy video.

          Oczywiście scena balkonowa, genialna!
          www.youtube.com/watch?v=qLblwVUEHyw

          Zabijanie pająka. Przy tej scenie płaczę ze śmiechu. To Woody w całej okazałości :)
          www.youtube.com/watch?v=OX5BngxRWLg

          Scena szkolna. "Byłem uzależniony od heroiny, teraz biorę metadon"
          www.youtube.com/watch?v=cZwaSOFMFIg

          Walka Alvy'ego z homarami :)
          www.youtube.com/watch?v=IHoprNCyl7o

          Rozmowa Alvy'ego z kumplem o wszechobecnym antysemityzmie ("zniżka na płyty Wagnera"). Rzeczywiście jest świetnie sfilmowana.
          www.youtube.com/watch?v=DaPBhxXhprg
          "To co nas spotyka można podzielić na tragedie i nieszczęścia". Podpisuję się :)
          www.youtube.com/watch?v=DE3OYSVpycY

          cdn...

          • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 17:50
            Przypomnę jeszcze kilka scen. Robiłam notatki :)

            Alvy kocha się żoną, ale przeszkadza jej hałas. Alvy tłumaczy, że przecież mieszkają w mieście, muszą być jakieś hałasy. "Lotnisko też mają zamknąć?"

            Alvy kocha się z Annie, ale ta "wychodzi" z siebie i siada obok łóżka. "Jesteś jakaś oddalona" mówi Alvy :)

            Na jakiejś imprezie Annie narzeka, że Alvy nigdy nie chce próbować nowych rzeczy (chodziło o spróbowanie narkotyku). "Jak możesz tak mówić? A mój pomysł, żeby spróbować trójkątu z twoją koleżanką? obrusza się Anvy. "To było chore" mówi Annie. "Chore, ale nowe. Nie mówiłaś, że nie może być chore" odpowiada Anvy.

            W końcu Alvy wącha kokainę i kicha :)
            www.youtube.com/watch?v=7k6GqVWWLNs

            W studiu telewizyjnym w LA kumpel Anvy'ego pracuje nad programem. Każe współpracownikowi dodać "rechot", gdzie indziej "chichocik". "Gwizdy też macie?" pyta zdegustowany Anvy.

            Na obiedzie u rodziców Annie Anvy pod okiem babci-antysemitki zamienia się w Żyda z brodą i pejsami :)

            Brat Annie odwozi ją i Alvy'ego na lotnisko. Alvy ma przerażoną minę, bo wcześniej brat zwierzył mu się, że czasem chciałby walnąć w nadjeżdżający samochód.

            Scena z podzielonym ekranem, gdzie Alvy i Annie odwiedzają swoich psychoanalityków. "Jak często się kochacie?" pada pytanie. "Prawie wcale. Ze trzy razy w tygodniu" odpowiada Anvy. "Na okrągło. Trzy razy w tygodniu" narzeka Annie :))

            I jeszcze parę cytatów, głównie Anvy'ego:

            "Wszystko co zachwalali nasi rodzice okazało się niezdrowe. Słońce, mleko, czerwone mięso, studia".

            "Nie krytykuj masturbacji. To seks z kimś kogo kochasz" :))

            "Moja babcia nie miała czasu na wręczanie prezentów. Bez przerwy gwałcili ją Kozacy".

            "Seks z tobą to bardzo kafkowskie przeżycie" (dziewczyna do Anvy'ego)

            "Jest pan zazdrosny?" pyta staruszka na ulicy. "Tylko trochę, jak Medea" odpowiada Anvy.

            "Możemy dojść do krawężnika" (Anvy do Annie po szalonym parkowaniu).

            "Nie lubię pokazywać ciała osobnikom tej samej płci".

            :)))

            Podoba mi się, że bohaterowie filmu, jak w "Manhattanie" oglądają tylko europejską klasykę. "Smutek i litość" Ophulsa, "Twarzą w twarz" Bergmana, wspomniani są "Towarzysze broni" Renoira i Fellini w kolejkowej dyskusji.

            Zaskakujące jest to, że ta komedia kończy się jednak pesymistycznie. Allen ma świadomość, że miłość się kończy. W sztuce, którą napisał, wszystko kończy się dobrze, ale w życiu, mówi Allen, trudno o happy end.

            Woody, I love you :)
            • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 02.02.15, 18:04
              A, zapomniałam o zakończeniu. Skrót całej historii, a potem nieruchomy kadr, w którym już nie ma Annie i Anvy'ego. Życie toczy się dalej. Świetny pomysł, przypomina mi zakończenie "Zaćmienia".
              • grek.grek Re: "Annie Hall" 03.02.15, 15:38
                absolutnie nic nie da się dodać do tego co napisałas, Siostro :]
                w sumie, ten film albo się opowie w całości, scena po scenie, albo rozpoczynanie opowiadania go jest ryzykowne, bo można jakiś smaczek pominąć, a stąd już tylko rzut beretem do poważnych wyrzutów sumienia :]

                świetnie Allen opisuje postaci charakterystyczne, zapewne, dla życia Nowego Jorku, ta dziewczyna od używania słów, których nie rozumie, a'la "kafkowskie" jest doskonałym tego symbolem. dwie sceny wystarcza mu, żeby w jej osobie pięknie i celnie sportretować mało lotną studentkę aspirującą do miana intelektualistki.

                albo panna Pocznik :] czy też Potcznik ? :] ma talent do wymyślania dziwnych nazwisk. Nie wiem czy czytałaś "Czystą anarchię", zbiór opowiadań Woody'ego ? roi się tam od przedziwnych nazwisk. ktoś mi kiedyś pożyczył tę ksiązkę i... wg mnie, jednak w filmach Allen wypada jako pisarz nieco lepiej, aczkolwiek ma także talent do krótkich form [o ile mogę sobie pozwolić na ocenę].

                yes, mozna śmiało powiedzieć, ze Allen obdarza swoje alter ego ekranowe uznaniem dla tych mistrzów kina, których sam ceni, nieprawdaż ? W końcu, "Celebrity", to jego własna wersja "La Dolce Vita", a nawiązaniem do Bergmana jest... chyba cała jego twórczość, w swojej istotnej warstwie egzystencjalnej :]

                haha, yes "Jesteś jesteś oddalona" momentalnie skojarzyło mi się z "Jesteś nieostry", o Robinie Williamsie, z bodajże "Przejrzeć Harry'ego" :]]

                jestem pod wrażeniem. dzięki, Siostro :] każdy następny raz, to będzie już must-see-reeply :]

                swoją drogą, najprostszy sposób na połamanie sobie głowy, to wybór tzw. najlepszego filmu Allena, nie sądzisz ? Zwłaszcza te jego wczesne filmy są w zasadzie jak rozdziały jednej księgi, wydaje mi się że nie są osobne, są ze sobą połączone stylem, wirtuozerią słowa i stylistyki ekranowej, no i osobą samego Allena w kolejnych wcieleniach, niby innych, a z jednej bajki. Jak uważasz ?



        • pepsic "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 18:47
          No to kolej na mnie, uwaga będzie dużo mniej entuzjastycznie. Doceniam wszystko to, co napisaliście: o dialogach, dzieleniu ekranu i retrospekcjach, tylko że jakoś mnie ani nie bawiło, ani specjalnie nie zajmowało. Nie wiem, może nie miałam dnia, a może Woddego należy zaczynać nie od kopii, a od matrycy. I słówko o Diane Keton, nota bene lubię ją. Co z tego, że śliczna, skoro wystylizowana w androgeniczne garnitury, ogólnie ciotkowata i aseksualna, abstrahując od tego, że postać, która zagrała nie była zbyt interesująca. Ale żeby nie było, że tylko krytykuję. Świetna scena z antysemitką babcia, która patrząc na Allena widziała Chasyda, a także ta z Wagnerem i opinia u psychoanalityka nt. częstotliwości kobiecego i męskiego seksu (skrajnie odmienna)
          A teraz czekam na zgrilowanie;)
            • pepsic Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:29
              Całkiem możliwe, że coś jest na rzeczy z moim poczuciem humoru. Na wszelki wpadek dorzucam scenę, której żadne z Was nie wymieniło, mam nadzieję, nie z powodu politycznej poprawności;) Laska po numerku przeprasza gostka (Allen), że długo dochodziła. Gostek kurtuazyjnie odpowiada: nic nie szkodzi rozcierając jednocześnie zbolałe usta. I jeszcze jedno. Zabawne jest samo w sobie, że całkowicie aseksualna para przez cały film nawija o seksie.

          • siostra_bronte Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:21
            Co do Diane Keaton, miała po prostu taki styl ubierania. Męskie garnitury, kapelusze, krawaty, trochę retro. Wizerunek a la Annie Hall jest wciąż kopiowany we współczesnej modzie (chociaż w temacie mody akurat nie jestem specjalistką).
            • pepsic Re: "Annie Hall" - moje zdanie 02.02.15, 19:43
              Ja rozumiem, że stylizację jej narzucono tylko osobiście mam awersję i nie lubię kobiet w garniturach, nie wspinając o krawatach. Swoją droga zawsze mnie ciekawiło, czy aktorzy, zwłaszcza aktorki mają wpływ na kreacje i czy ubrania dostają na własność? A może grają w swoich?
          • grek.grek Re: "Annie Hall" - moje zdanie 03.02.15, 15:42
            oj tam, jak mogłaś o nas tak źle pomyśleć, Pepsic, oczywiście grillowania nie będzie... będzie podsmażanie ! ;]]
            haha :]]

            Diane Keaton istotnie garniturowo się prezentuje, ale w jej obronie nalezy wspomnieć, ze zaczynała w stroju do tenisa ;]

            wydaje mi się, że pani Keaton świetnie znajduje się w tej konwencji, jest bardzo naturalna i ma chemię z Woodym Allenem. to świetnie wpływa na ich wspólne sceny.

      • grek.grek Re: "Annie Hall" 02.02.15, 14:10
        Nikt tak nie "mówi Allenem" jak sam Allen. pewnie dlatego jego najnowsze filmy, w których częstokroć nie występuje, są dla wielu jego fanów mniej udane.

        w związku nie sposób uciec od zazdrości, wystudzenia pasji, dostrzegania wad partnera i rutyny, a także nigdy nie da się zignorować konkurencji :] - analiza nie odkrywcza, ale jak podana ! i jak opisana !

        [scena w samolocie gdy wracają z LA, najpierw myślą i ich wnioski są jednakowejk treści, a Alvy podsumowuje : "Związek jest jak rekin, albo porusza się do przodu albo umiera. Nasz związek jest martwym rekinem"]

        ... a potem tęsknota, mimo że jest świadomośc, ze "to prowadzi donikąd".

        - Chodzę do psychoanalityka.
        - Od jak dawna ?
        - Dopiero od 15 lat

        - Nie jestem sobą od kiedy rzuciłem palenie
        - A kiedy rzuciłeś ?
        - 16 lat temu

        [haha]

        Scena w kolejce do kina, kiedy jakiś gośc peroruje nt kina Felliniego, a Alvy'ego trafia szlag z racji głupot jakie tamten wygaduje i tonu jakim to robi. Klasyka. To samo było w "Manhattanie", kiedy obrażali mu Bergmana :] tyle że wtedy robiła to kobieta, która mu się diabelnie podobała.

        sekwencja serii zderzeń, kiedy Alvy próbuje wyjechać z banalnego parkingu :] pierze w kosze na śmieci, zderza się z kilkoma akurat podjeżdzjącymi samochodami i jak na komendę pojawia się policjant na motocyklu.

        Słychać dialog [Woody ofk skarży się na wszechobecny antysemityzm]. Pusta uliczka. Dopiero po chwili widać, z daleka daleka, jak skręcają w tę uliczkę rozmawiający Alvy i jego kolega. I Zbliżają się do kamery. Z daleka daleka. może i prosty manewr, ale jakże smakowicie zaprezentowany.

        Ale poza tym całym pisarskim mistrzostwem - to jest naprawdę doskonale, pomysłowo, z wyobraźnią nakręcony film.

        z niezwykłym wdziękiem sfototgrafowany Nowy Jork.
        Allen nie musi mówić, że kocha to miasto - widać to w jego filmach.

        aha, no i mam tak samo jak ALvy alias Woody - nie oglądam filmów do połowy albo od połowy :]] jak zaczynam, to oglądam do końca, a jak nie mogę od początku, to wolę poczekać na powtórkę. chociaż, chyba nie jestem tak radykalny, żeby stosować tę zasadę do co minuty, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy np. pierwszych 5-10 minut ;]] czego to się człowiek dowiaduje o sobie u innych, prawda ?

        "POznali się z ogłoszenia - intelektualista po 40-tce pozna panią po 30-tce zainteresowaną Mozartem, Joycem i sodomią" :]] haha.

        Alvy nie mogący się skupić na seksie z Allison, bo cały czas nurtuje go sprawa zamachu na JFK> wstaje i zaczyna z pasją perorować, że Osvald nie mógł tego zrobić. uff :]

        no i oczywiście przejażdzka samochodem, który prowadzi Annie. jak tu uciec ? ;]]

        doskonała rzecz. po prostu.


    • maniaczytania KK - luty 01.02.15, 14:22
      to bez wstępów zbędnych ;)

      5 luty - "Elena" - film rosyjski 2011
      12 luty - "Mistyfikacja" polski film z 2010r. z Jerzym Stuhrem
      19 luty - "Maria łaski pełna" amerykański, 2004r.
      26 luty - "Rozmowa z gwiazdą" amerykański, ciekawostka - reżyseria Steve Buscemi
    • maniaczytania Była sobie dziewczyna 01.02.15, 18:58
      chyba jestem ostatnia ;) Wczoraj nadrobiłam i korzystając z kolejnej powtórki na TVP Kultura obejrzałam. Rzeczywiście bardzo dobry film.
      A ponieważ już chyba wszyscy wszystko na temat filmu tego napisali, chciałam tylko zaznaczyć, że podobnie jak Siostrze szkoda mi rodziców. Nabrała ich córka, nabrał adorator, a przecież oni nie chcieli dla niej, zwłaszcza ojciec, co fajnie pokazała scena, gdy stał pod jej drzwiami z ciastkiem i kubkiem - piękne to było!
      • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 14:29
        ostatnimi będą pierwszymi, Maniu :]

        co się sprawdza, bo wiele premier kinowych poznajemy z Twoich recenzji, za co oczywiście kiedy się
        na Tobie zemścimy... z zazdrości ;]]

        zapolemizuję z Twoim komentarzem :]

        wg mnie, rodzice ograniczają Jenny. jej horyzonty i marzenia. nie obchodzi ich, czego chce córka, są od niej zawsze mądrzejsi, zwłaszcza ojciec. Tyle że sa namalowani poczciwą kreską, w sumie sympatyczni, odwzorowują pewien konserwatywny model, wg mnie są dośc papierowi w swojej istocie. chcą ją skazać na los tyleż porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.

        w zasadzie byliby zasługiwali na gilotynę, gdyby nie to, że Jenny spełnia wiele ze swoich marzeń, zanim odkryje prawdę o Davidzie :]

        rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich los wygląda cholernie nieteges. Co w nim fajnego ?. Ona się musi przed nimi ukrywać ze swoją frankofilią :] Chyba jej ojciec uważa to za dekadencję i zepsucie ? ;]

        przecież jej podróz do Paryza, to bajka. Piękna. jakże rózni się ona od tej codziennej egzystencji jej rodziców... Jest młoda, widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka. Przed czym oni chcą ją ostrzec, skoro pokazują jej wzorzec demobilizujący ? Oni ją wręcz motywują by zrobić wszystko, aby nie skończyć podobnie do nich.

        musi być walor dydaktyczny w zakończeniu, więc Jenny traci marzenia wraz z utratą Davida, ale brzmi to średnio wiarygodnie.

        w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka. Pali papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po francusku ;]]





        • pepsic Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 19:01
          widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka.
          A niby jak skończyli? Normalną prozą życia, jak u 9o% społeczeństwa, prozą jakiej rodzice życzą dzieciom, prozą którą docenia się w dojrzałym życiu. Zatem co tu się dziwić matce, czy ojcu?

          Mało sympatyczna Jenny idealnie pasuje do Twojego zakończenia;)
          • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 03.02.15, 15:47
            haha, staram się o spójnośc wizjonerską ;]]

            wiesz, właśnie ta proza życia, jak to ujał jakiś recenzent, "zawarta między pralką, a lodówką"< wydaje się zupełnie nie do przyjęcia dla Jenny. jest ona, zauważa, dalece bardziej wykształcona i obyta niż jej rodzice. To inne pokolenie. Oni są z generacji [tuż]powojennej, ją kształtuje inna kultura, inne otoczenie. Oni cenią sobie to, co mają, ale wg mnie powinni rozumieć swoją córkę, że ona chce inaczej niż oni. To zresztą stały grzech rodziców - chcą dla dzieci tego samego, co dla siebie. Nie rozumieją odrębności ludzkich światów :]

        • pani_lovett Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 20:24
          > w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje
          > jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w
          > Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka.

          I staje się jedną z całej masy średnio utalentowanych malarek i malarzy samouków okupujących Montmartre, rysujących portrety turystom. W końcu Jenny popada we frustrację ... ;)



          > Pali
          > papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po
          > francusku ;]]
        • pani_lovett Re: Była sobie dziewczyna 02.02.15, 20:38
          >chcą ją skazać na los tyleż
          > porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.
          > rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich
          > los wygląda cholernie nieteges.

          Oczywiście, że rodzice chcą dla Jenny lepszego życia. Oni wiedzą, że dobra uczelnia jest dla niej furtką do lepszego świata, do spełnienia wszelkich marzeń.
          • grek.grek Re: Była sobie dziewczyna 03.02.15, 15:50
            ciekawy argument, Barbasiu.
            jesli chodzi o samą szkołę, to faktycznie, tutaj mają swoje racje.

            inna rzecz, że w tym momencie wchodzi na scenę pani nauczycielka - Jenny widzi w jej codziennym znoju i rozwianych marzeniach siebie za 15 lat. To nie jest miły widok. Sama nauczycielka przyznaje "Przekopuję się przez setki beznadziejnych prac, by przeczytać tę jedną dobrą, twoją". Jenny jej potem przypomni o tym "Mam skończyć jak pani ? Przekopywać się codziennie przez stos prac beztalenci, w nadziei że znajdzie się cokolwiek do uznania za wartościowe ?".

    • grek.grek "Fryzjer" w Teatrze TVP1 02.02.15, 16:17
      male miasteczko, śmierć dziewczyny, dociekanie "co się stało i kto zabił ?", które odsłania niemało skrywanych grzeszków mieszkańców.

      świetny Krzyszrof Pieczyński utkwił mi w pamięci.
      gra fryzjera, który spotykał się ze zmarłą. Na podejrzeniach wobec niego [żonaty, nieciekawa przeszłość, związek z zamordowaną] skupia się śledztwo policji i uwaga społeczności.

      warto skoczyć :]
      20:25
    • grek.grek "Julia wraca do domu" Kultura 02.02.15, 16:21
      20:25 & 1:50

      polska imigrantka organizuje sobie życie w Kanadzie, ale po paru latach zakłóca je kryzys małżeński i choroba nowotworowa dziecka. Mały jest w cięzkim stanie i zniknąd nadziei, lecz
      Julia szuka jej desperacko i znajduje w ojczystej Polsce, w osobie rzekomego uzdrowiciela z Rosji.

      film Agnieszki Holland, co może być rekomendacja albo i nie ;]

      • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos 03.02.15, 13:46
        mniej więcej w połowie pomyślałem sobie, ze ten film jest zrobiony według scenariusza, który pani Holland znalazła w biurku swojego kolegi Krzysztofa Kieślowskiego, od paru lat mało już aktywnego, i postanowiła go "skręcić" na jego cześć. Tylko... wydaje mi się, że Kieślowski nie zdązył dokonac w nim paru zmian :]

        Oglądaliście ? OPisać Wam ? Nieee. Jak chcecie to opiszę... Nieee. No to Wam opiszę :]

        Startowa sekwencja pokazuje niecodzienną sytuację w jakimś szpitalu. Mały chłopiec, z blizną przy prawym oku, dotykiem leczy cięzko ranne ofiary wypadku. Lekarze są w szoku.

        Współczeność.
        Julia mieszka w Kanadzie, jest córką polskiego imigranta [Jerzy Nowak go gra]. Wyszła za mąz za naukowca-biologa, z rodziny biologów-naukowców, Henry'ego. Mają bliźniaki - Nicole i Nicholasa.

        Ktoregoś dnia Julia i dzieciaki wracają wcześniej z wyjazdu na narty. Julia idzie pierwsza i znajduje gołego męża z jeszcze bardziej gołą nieznaną panią kotłujących się na wersalce. Zdruzgotana wybiega z domu, każe dzieciakom wsiadac w auto i ucieka. Mąz goni ich w szlafroku. Córka prosi, żeby matka się zatrzymała, bo tata pędzi za nimi. Nie wie, co się stało. JUlia zatrzymuje, a mała wysiada i zostaje z Henrym. JUlia z Nicholasem nocują u ojca Julii, Mietka, w małym domku niedaleko portu.

        Henry rankiem następnego dnia kolęduje pod domem Mietka i prosi o rozmowę z Julią. MIetek odmawia. Wytyka Henry'emu, że zachował się jak świnia czarna. Sprzeciwia się, żeby Henry zabrał Nicholasa, a Henry uznaje, że lepiej nie pogarszać sytuacji i zostawia małego u dziadka pod pretekstem wspólnego łowienia ryb, na co Nicholas od dawna czekał.

        Julia nie chce wracać do Henry'ego. Przyjaciółka jej mówi : wybaczysz, w końcu wybaczysz, minie trochę czasu i zapomnisz". Henry próbuje przepraszać żonę, mówi "to był tylko seks, fizycznośc, nic dla mnie nie znaczyła" i dodaje "Kilka dni temu sama mówiłaś, że mężczyzna nie może być monogamistą...". Dzieciaki nie bardzo wiedzą o co chodzi. Dopiero po dwóch dniach Julia krótko mówi do Nicole "Tata mnie już nie kocha".

        A skoro tak, to Julia chce sprzedać dom, w którym mieszkają. Według niej, powinni wynająć nowe mieszkania, osobne, najlepiej blisko siebie, aby dzieci mogły swobodnie kursować między tatusiem, a mamusią. Henry cały czas nalega na porozumienie, dowodzi że to nonsens aby rozstawali się z takiego powodu jak "wyskok seksualny i to jednorazowy". Utrzymuje że nadal Julię kocha. No i dzieci. Dla nich powinni spróbować się dogadać.

        Julia trzyma się swojego pomysłu. Henry jest przeciwny - kiedy do domu przychodzą para Azjatów zainteresowana kupnem, urządza jakies przedziwne przedstawienie. Rozbija meble, rzuca się, krzyczy, aż skośni cofają się mimowolnie gotowi do panicznej ucieczki. Julia chyba dostrzega w tym wybuchu energii uczucia Henry'ego i to, że mu zależy na tym, by zostali razem.

        Z czasem zaczyna się sytuacja normować. Są razem, powoli się przełamują, ale Julia powtarza, że "drugi raz mu już nie zaufa".

        Jednoczy ich choroba Nicholasa. Kiedy po raz trzeci w ciągu kilku dni mały niespodziewanie mdleje - rodzice zawożą go do szpitala. Badania wskazują duży guz nowotorowy w piersi. Załamka. Lekarka zaleca szybką chemioterapię i pociesza, ze dzisiaj taki rak, to nie wyrok.

        Chłopiec spędza czas w szpitalu. Jest bystry. I blisko związany z bliźniaczką. Są oboje rezolutni. Mają swój system tajemnych znakow, taką magiczną rzeczywistość gestów i wyobrażeń. Świat dzieci stoi pod tym względem w zupełnej opozycji do świata rodziców - Henry i Julia są ateistami.

        Mała Nicole dochodzi do wniosku, ze Nicholas zachorował, bo oni wszyscy są nieochrzczeni. Wykorzystuje to dziadek Mietek i sprowadza go szpitala ksiedza, ktory chrzci oboje dzieci. Julia jest tak załamana i skołowana, że zgadza się nawet zacząc chodzic do kościoła. Kiedy jednak słyszy z ambony księdza, ktory powiada "Modlmy się za małego Nicholasa, abyśmy potrafili przyjąc wolę Boga, jesli powoła go do siebie" - krew ją zalewa, i wściekła wychodzi z mszy. "Dałabym mu w pysk najchętniej", mówi do Henry'ego czekajacego na zewnątrz.

        POgarszający się stan zdrowia Nicholasa i odrzucenie przez organizm chemii - zsuwa ich na krawedź rozpaczy. Zaczynają sie zastanawiać, kto tu zawinił, kto nawalił, bo ktoś musiał. W racjonalnym świecie, ktoś ponosi winę. Sprzeczają się między sobą, albo z Mietkiem, ktory z mściwą satysfakcją wykorzystuje moment, aby dokopać nielubianemu zięciowi, ktory z kolei odpyskowuje mu oskarżeniami o antysemityzm i w ogole o to, że jako Polak Mietek to żydożerca, poszukiwacz spisków i zawistnik.

        Z Mietkiem mieszka Bogusia, Polka poznana z ogłoszenia. Zona Mietka zmarła 3 lata wcześniej, starszy pan odczuwa samotnośc i wiąże plany matrymonialne z polską przyjaciółką. To Bogusia podsuwa Julii pomysł skorzystania z pomocy rosysjskiego cudotwórcy. Zaklina się, ze gośc wyleczył ją z raka piersi.

        Bogusia mówi, ze jej koleżanka w Polsce powinna coś wiedzieć w temacie, bo ten cudotwórca podróżuje po całym kraju ze swoją terapia. Julia łapie za telefon i z wyrazem twarzy desperatki każe jej dzwonić...

        Uzdrowiciel Aleksiej, to dorosła wersja tego małego chłopca z początku filmu. POznać go po bliźnie koło oka. Seanse z jego udziałem gromadzą tłumy. Ludzie stoją w niekończących się kolejkach. Pojedynczo podchodzą do niego, jego współpracownicy cicho wskazują który organ ciała jest chory, a wtedy Aleksiej dotyka go rękoma, skupia się bardzo...i już. Leczy wszystkich. Nawet kota podanego przez jedną z "pacjentek". "Jego dłonie są gorące", tłumaczą dotknięci.

        Aleksiej dostrzega Julię z Nicholasem w tłumie. Prosi swoich ludzi, aby ich do niego przyprowadzili. Dotyka mocno chłopaka, prawie mdleje z wysiłku. Po chwili ogłoszony zostaje koniec seansu.

        Julia chce odejść, z nadzieją w sercu, ale na polecenie Aleksieja zostaje zatrzymana. Uzdrowiciel powiada,że jeden seans, to za mało. Trzeba ich więcej. Julia na to, ze nie wie, czy zdoła zapłacić za więcej, ale Aleksiej nie chce pieniędzy. On robi,to co robi, bo "ma moc", ale nie bierze za to ani grosza. Nie potwierdzają się obawy Henry'ego, który sensacje Bogusławy kwitował tekstem "Pewnie to jakiś oszust, naciągacz". Ciekawe, że kiedy w tłumie znajduje się jakiś zupełnie zdrowy człowiek i podstawia się do "leczenia", Aleksiej rozpoznaje, że nie cierpi on na żadną chorobę.

        Ludzie Aleksieja, młodzi sympatyczni niezmanierowani Polacy, proponują Julii i Nicholasowi podróżowanie z nimi. I tak sie dzieje. KOlejne seanse zdecydowanie poprawiają stan zdrowia Nicholasa. Biega, gra w piłkę, śmiga jak fryga. JUlia nie moze w to uwierzyć, jest wdzięczna Aleksiejowi, no i... zakochuje się w niej. A on zakochał się w niej od razu. Dlatego ją wyciągnął z tego tłumu.

        KIm jest Aleksiej ? MOżna by rzec, ze to typowy rosyjski jurodiwy - naiwny, niesmiały, skromny idealista, obdarzony niezrozumiałym dla innych darem. Uzdrawia ludzi, a żyje w zagraconej chatynce, gdzieś za linią bloków mieszkalnych [na moment akcja przenosi się w jego rodzinne strony, ewentualnie jest to domek rosyjskich imigrantgów w Polsce]. Matka prosi go,żeby pomyślał o przyszłości, zaczął zarabiać pieniądze, ale Aleksiej, na oko 40-latek, życzliwie odmawia "Nie mogę. Nie po to mam ten dar". Święty człowiek.

        Julia i on zakochują się w sobie. Niestety...

        Pewnego dnia Aleksiej wyjeżdza do Indii. Nagle. Julia jest spokojna. Syn czuje się wspaniale, a Aleksiej najwyraźniej jest pewien, że będzie dobrze, bo inaczej by go nie zostawił. Julia podarowuje mu na wyjazd nową koszulę. Tamta poprzednia ledwie żyje. I zostawia mu swój adres w Kanadzie.

        Po powrocie do domu - Henry i reszta nie moga wprost uwierzyć w doskonałą formę Nicholasa. Badania wykazują cofnięcie się guza. Chłopiec jest zupełnie zdrowy. Tylko od dziadka Mietka odeszła Bogusia, która znalazła sobie innego Polaka, młodszego :]

        Henry bardzo sie interesuje tym, co zaszło w Polsce. Wypytuije syna o to, co robił mu Aleksiej.
        cdn
        • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [2] 03.02.15, 14:28
          [wykryto spam]... i jak tu coś pisać...

          spróbujmy dokończyć.

          Dla Henry'ego, racjonalisty i naukowca, cały ten przypadek wyglada na "cud", coś co chwieje jego porządkiem rzeczy, tym co uznaje za nadrzędne i okreslające nature świata. Szpital, chemia nie pomaga, alergia na medykamenty, zapaść, leczenie elektrowstrząsami... a teraz chłopak zdrowy i cały, w życiowej formie.

          Przy okazji Henry dowiaduje się, że Aleksiej sporo czasu spędzał z Julią. Zaczyna się niepokoić, że Julia nie tyle zdradziła go z Aleksiejem, ale że się w nim zakochała. Radośc z odzyskania syna, mąci więc Henry'emu zazdrość.

          Aleksiej dzwoni z tych Indii do Julii. OKrywa się koszulą którą ona mu dała. NIe odzywa się do słuchawki, ale Julia wie, ze to on i czule do niego przemawia. Henry podsłuchuje z drugiego aparatu i ledwie powstrzymuje zdenerwowanie. Nie wypada mu reagować, w końcu to on kotłował się dzielnie z gołą koleżanką na rodzinnej kanapie...

          Wreszcie niespodziewanie Aleksiej wraca. I od razu przyjeżdza do Julii do Kanady. Uszczęsliwia ją ta wizyta, czekała na nią. Od razu sadza Aleksieja do samochodu i jadą w góry, gdzie zatrzymują się w domku jej koleżanki. Seks, namiętnośc, seks, namiętnośc, i seks... Aleksiej wyznaje jej, że pragnie zmienić swoje życie, skończyć z powołaniem leczenia ludzi, robi to od dziecka, już wystarczy... - teraz chce z nią mieszkać, żyć, tworzyć rodzinę. "Ja też chcę ! - rozpromienia się Julia - a dzieci... Nicholas już cię lubi, a i NIcole też cię polubi... ciebie nie da się nie lubić". Są szczęsliwi oboje.
        • grek.grek "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3] 03.02.15, 14:46
          PO dwóch dniach Julia oświadcza mu, że jest z nim w ciązy - "Przy bliźniakach wiedzaiałam na drugi dzień, i teraz też się nie mylę", powiada. Aleksiej nie posiada się z radości.

          POdczas spaceru ALeksiej wdaje się w bójkę z facetem znęcającym się nad psem. Julia mu pomaga. INterweniuje policja, Aleksiej ląduje w areszcie. Ma rozbity nos. JUlia walczy o jego zwolnienie, domaga się oskarżenia tego, który lał psa. Na szczęscie cięmięzyciel czworonoga nie zgłasza skargi i Aleksiej wychodzi raz dwa. Ten incydent jeszcze bardziej ich do siebie zbliża.

          Wracają do domu Julii, zapewne z intencją obwieszczenia wszystkim, ze są razem...

          A tutaj - szok. POd nieobecnośc Julii stan zdrowia Nicholasa drastycznie się pogorszył. Chłopiec leży w łózku i ma wysoką gorączkę. Choroba wróciła. Julia bez słowa wychodzi z pokoju i sprowadxza Aleksieja. Ten widzi co się dzieje, kładzie ręce na Nicholasa, koncentruje się maksymalnie. I drugi raz... I nagle odstępuje. Wychodzi bez słowa. Julia płacze, a Henry goni za Aleksiejem błagając by pomógł jego synowi. Aleksiej spokojnie wskazuje na swoje dłonie i cicho mówi "Są ZIMNE. Nic nie mogę zrobić...". I wychodzi.

          MIłośc Julii do niego opierała się na jej podziwie dla jego zdolności, uwielbieniu za to czego dokonał dla jej syna. Bez swojego daru - Aleksiej nic dla niej nie znaczy. Zwłaszcza gdy choroba wróciła i drązy jej syna. On to wie. Dlatego wychodzi. Ona to wie i dlatego nie biegnie za nim. Szczęsciej rozwiewa się w jednej sekundzie.

          Nicholas prosi rodziców, zeby nie podawano mu chemii. A oni się zgadzają, ukrywając słabo rozpacz.

          Mija trochę czasu. Ciąża Julii jest juz widoczna. Nicholas nie wygląda źle, ale koincydencja zdarzeń sugeruje, że chłopiec umrze, a na jego miejsce narodzi się nowe dziecko. Na razie Nicolas gra w karty z siostrą i nadal mają swoje magiczne zaklęcia i sekrety - "Jesli doliczę do piętnastu i nowa wrona usiądzie na ławce, to... [cośtam]" szepcze Nicole i wytężonym wzrokiem oboje wpatrują się za okno.

          Julia zachodzi do pracowni Henry'ego. Pisze on swoją pracę naukowę. Julie obejmuje go za szyje i żarrtuje, ze tak mało napisał, a on się uśmiecha...

          Jest zima. KOniec filmu. Rodzina zintegrowana, pogodzona z losem, a znakiem nadziei jest rosnący brzuch Julii.

          Troche zgrzyta mi przeciwstawienie namiętności i seksu - zdolnościom uzdrawiania ludzi, czymokolwiek ta zdolność tutaj jest. Aleksiej traci moc, kiedy zakochuje się, mówi "nie" swojej misji dziejowej. Miłośc okazuje się bronią obosieczną. Kiedy on traci czystość w domku górskim z Julią - Nicholasowi powraca rak. Metafizyka a'la Kieślowski, jak nic, nieprawdaż ? ;]

          Aleksiej odchodzi. Nie ma nic. NIe ma już swoich zdolności, które czyniły go wyjątkowym, i nie ma miłości, której to wszystko zadedykował. Prawdziwy rosyjski "zbędny człowiek", przekonany o swojej ulotności.

          Seks i zakochanie pozbawiają leczniczej mocy. NIby zgrabnie zakreslony paradoks, ale czy to wiarygodnie brzmi, już nawet pomijając fakt, ze chłop cofa raka dotykiem "gorących dłoni" ?

          MIranda Otto/Julia - bardzo wiarygodna emocjonalnie, Lothaire Bluteau/Aleksiej, od ręki mógłby zagrać hrabiego Myszkina, zaś William FItchner pierwszoklasowo kotłuje się z gołą koleżanką na tapczanie ;] [na szczęscie, to jej golizna dominuje w tych ciemnawych ujęciach, hehe].

          Na drugim planie Polacy : Maciej Stuhr, jako sympatyczny przyjaciel i współpracownik Aleksieja, z oddaniem zajmujący się Nicholasem, podczas podróżowania po POlandzie; Maria Seweryn [współpracownica Aleksieja], Jerzy Nowak, a także Maria Awaria w bezdialogowym epizodzie panny młodej biorącej ślub, na którym panu młodemu świadkuje Aleksiej.

          Dobre, surowe, też "kieślowskie", zdjęcia.

          www.youtube.com/watch?v=ZVNLymhqYAI
          • siostra_bronte Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 15:02
            Dzięki, Greku :)

            Oj, mało mnie przekonuje ta historia. Mamy tutaj cudowne uzdrowienie, które ma być "dowodem" na istnienie siły wyższej. Aleksiej traci swoje zdolności? Dlatego, że się zakochał? Powrót choroby dziecka wygląda jakby to była "kara" dla Julii. Za co? Faktycznie, metafizyka trochę a la późny Kieślowski, którego, tutaj się pewnie narażę, nie lubię.
            • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 15:56
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              Aleksiej przedstawia siebie jako "magnetyzera", sugeruje jakies bioprądy, leczenie energią itp. Nie za bardzo się orientuję, czy można tym sposobem leczyć nowotwory, czy też może wpływa się na pacjenta siłą perswazji :] wiesz, skoro mistrzowie karate gołą ręką rozbijają stos cięzkich cegieł, to może i takie rzeczy są możliwe ? :]]

              właśnie, własnie - na to wygląda, że mamy do czynienia z karą za odstępstwo Aleksieja od swojej misji. I dar uleczania traci bezpowrotnie. Bóg mu odbiera czy co ? W jakiś sposób rozładowane zostają jego baterie.

              :] istornie chciałbym poznać losy tego scenariusza. historia mało przekonująca, jak podsumowałaś. Niemniej,, robota filmowa jest solidna :]
          • pepsic Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 03.02.15, 19:51
            A mi sie wcale nie podobał ten groch z kapustą, a jeszcze bardziej stereotyp Polaka: antysemita oraz wyfiokowana kobieta obwieszona złotem, nie znająca języków oraz siermiężny nadwiślański kraj, jakby nie było ładnych zakątków, tylko stare ruiny fabryk. No i kuriozalne dialogi sześciolatków o judaizmie i wierze katolickiej. Trudno uwierzyć, że autorką gniota jest uznana reżyserka pani Holland. Sorry, ale nie.
            Wytrzymałam tylko dlatego, że ostatnio Grek udzielił reprymendy, że jak się zaczęło, to należy skończyć;)
            • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'propos [3 04.02.15, 14:04
              stosunek pani reżyserki do polskości pojawia się w jej wywiadach, na które z lubością zapraszają ją niektórzy dziennikarze ;]

              Polacy z otoczenia Aleksieja są w porządku bardzo, ale z drugiej strony... pomagają, a nie leczą, POlak nie mógł być uzdrowicielem.

              mnie też raziły te próby odmalowywania Polaków w stereotypowych barwach, ta bieda, te krowy na szosie i ci ludzie czekający w kolejce pokazani jak jakaś biedota ze slumsów. POlska w tym filmie wygląda jak zrujnowana republika postradziecka, a nie jak kraj z 2002 r. zatem, wiesz, reżyserka uznana, ale i człowiek z krwi i kości - skoro w Polsce "prześladują gejów", a jej córka to gej... POlska nie ma szans :] chciałoby się abstrahować od takich ujawnień, bo ani one ciekawe [dla nas, jak sądzę] ani odkrywcze, ale skoro sama pani się nimi popisała, to wyglądają one na klucz do polskości w jej filmach. małe to...

              haha ;]]
              • mozambique Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 04.02.15, 14:18
                filmu nie widzialam wiec odnosze sie nie do niego ale.... raczej do tematu tych zdolnosci podnadnaturalnych

                przypominam sobei , ze jzu w okresie sredniowiecza , gdzie funkcjonowały tzw' "baby" udrowiciele, lokalni szammni, czarodzieje, wróże, driudzi itp ich zdolnosci były scisle związane z ich czystością fizyczną , tz, konkrentnie z calkowitą abstynencją seksualną , kazda ówczesna uzdrowicielka czy tez trucicielka, zaklinaczka czy odczyniaczka uroków miałą moc dopóki była "czysta" ( najlpeiej zeby byłą dziewicą)
                przebycie aktu seksualnego najczesciej pozbawiało ich mocy , czesto na zawsze ,
                tak jakby wejscie w sferę intymnosci z czlowiekiem zamykało im wrota do intymnego czerpania z "Innego Świata "

                tak mię się skojarzyło , możliwie że od czapy :)
                • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 04.02.15, 16:04
                  co do tego "uzdrawiania", to skłaniałbym się raczej ku zdaniu, że bioenergoterapeuta działa na psyche pacjenta i całym rytuałem uruchamia jego ukryte zdolnosći organizmu do zwalczenia choroby. czy to dotyczy, jak w filmie, zaawansowanych nowotworów... hmm.. ;]

                  ciekawa jest ta zależnośc "mocy energetycznej" od wstrzemięźliwości seksualnej. w ogóle, w tych parareligijnych sytuacjach seks odgrywa zawsze jakąs grzeszną, niszczycielską role, prawda ? :]
                  • mozambique Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 05.02.15, 09:40
                    tys prowda :)

                    od razu przypomina mi sie casus Joanny d'Arc i jej publicznego "testowania" z dziewictwa przed calym dworem krolewskim i sądem biskupim - gdyby okazało sie ze dziewicą nie jest to natychmiast oskarzono by ją o konszachty(spółkowanie) z diabłem a tak - dali wiare ze widuje i rozmawia z NAjwyższym i od NIego ma misję wyzwolenia Francji i osadzenie Delfina na tronie
                    jasne ze to wszystko mialo podloze scisle polityczne ale temat niewinnosci seskualnej byl tu podstawowym argumentem dla publiki


                    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
                    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
                    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
                    • grek.grek Re: "JUlia wraca do domu" - parę słów a'p 05.02.15, 17:29
                      świetny przykład. ciekawe, że ludzkośc ewoluowała w odwrotną stronę, starożytni nie czynili z seksu żadnego tabu, nie mieli kompleksów i nie robili z tego żadnej maczugi polityczno-kulturowej. Rozkręciło się od kiedy religie zaczeły ewoluować z luźnych ruchów skupiających miłośników i sympatyków w twardogłowe ideologie i bezwzględne organizacje dążące do przejmowania właadzy, narzucania ludziom własnych praw, choćby za pomocą terroru.
    • mozambique Obroncy Skarbów na Canal + 03.02.15, 14:35
      byl pod koniec stycznia ale duzo powtarzają a więc ...
      film wyrezyserowal G.Clooney i opowiada o autentycznej grupie kilku specjalistów -ochotników którzy pod koniec II WW na terenie Europy starali sie odnależć/wydrzec/ukraśc nazistom zagrabione przez nich w wielu krajach cenne dziela sztuki

      pomyslwodawca był znawca sztuki, Amerykanin ( Clooney) który przekonał kogos waznego w armii i dobral sobei pomocników po uważaniu , wszyscy zostali szybciutko przeszkoleni "na żołnierzy" , ubrani w mundury , dostali bron, mape i znalezli sie w Europie i zaczeli ratować ...

      cała wesołą kompanie tworzyli dziwni ludzie - obok Clonneya = specjlista od konserwacji dziel sztuki ( Matt Damon) , architekt budownictwa ( Bill Murray) , jowialny Jonh Goodman ( nie wiadomo po co ) , znawca rzeźby Hugh Bonneville ( hrabia z Downtown Abbey) , oryginalny Francuz ( Dujardin) chyba jako przewodnik i jeszce ktos kompletnei podobny do nikogo i nic nie robiący. Wesola kompania podzieliła sie na zastępy - jedni we Francji, inni w NIemczech, ktos w Belgii, jeszce ktos tam został w Londynie i z nosami przy mapach mocno mysleli gdzie tu ci straszni NIemcy pochowali te cuda ...

      a wiadomo ze Himmler byla znawca, podchdozil do wszystkeigo systematycznie , wybieral co lepsze, katalogował, spisywal, fotografował - porzadna szwabska robota .
      Wiec przydala tu sie jedna z francuskich sekretarek pracujaca w biurze hitlerowców we FRancji ( Cate Blanchett) , po kryjomu sercem ruchu oporu, która miala dostep do tajnych rejestrów i dokumentów i duzo wiedziała. TYlko ze nie bardzo chce wpsplpracowac z Wesolą KOmpanią mimo ze po wkroczeniu aliantów do Francji aktualnie siedzi w wiezieniu ze skwaszona miną wciaz paląc papierosa. W koncu wycedzila tylko ze wszystko co najcenniejsze jest pochowane na terenie NIemiec

      Weosla kompania jedzi wiec sobei po calej Europie , wciaz w ogniu wojny jakby nie bylo, widzi zrujnowane miasta, spalone wsie, biednych ludzi tylko jakby NIemców nie widzi. NAwet w NIemczech tych NIemców coś nie ma , no nie przepraszam , raz strzelałl do nich jakis snajper z wiezy - okazuje sie ze to chudy chłopaczek z Hitlerjugend okazal sie patriotą
      raz w Belgii hrabia z Downtown zapatrzyl sie na rzezbie Madonny da Vinciego w kosciele w Brugii i wlazł pod lufy jakiegos ostatniego oddzialu niemieckiego i zginął
      a innym razem paląc papierosa dziwnym trafem obrońcy zobaczyli w jednych krzakach chyab NIemców a w innych - chyab Francuzów , jak ci zaczeli strzelac to pzrez przypadek FRancuz Dujardin dostał i umarł na śmierć
      i to tyle z szalenstwa wojny

      Goodman jest wesoly , jowialny i opowiada dowcipy , Bill Murray plącze sie z nimi kompletnie bez przydziału ( jest architektem i kompetnei nie wiem co od ma tam odnajdywać i wywyozic - koscioły czy muzea ?) i obnosi swoją twarz smutnego spaniela i nie ma nic do roboty , Damon skrycie cos tam flirtuje z Blanchett i szybko przemieszcza sie pojazdami zmechanizowanymi a Clooney wygłąsza podniosle uroczyste mowy o odpowiedzialnosci za spusciznę wieków i ratowanie zasobów ludzkosci . Wojna wciaz trwa a NIemców wciaz ani dudu az w koncu mądrzy specjalisci wpadają na pomysl zeby poszukac w kopalniach bo to idealne miejsce na schowek - cieplo sucho i stala temperatura

      no i jada do jednej kopalni i ,,siurprajz... - znalezli tam sale z setkami skrzyń i obrazów i drogocennych bibelotów , niesamowity sukces, wszystko tam jest tylko nie ma tej MAdonny z Brugii , za ktorą hrabia z Downtown zginął
      no to szukają dalej bo kopalni na mapie jest jeszce kilka a okazuej sie ze Ruskie tez juz w NIemczech są i tez szukają tych skarbów
      no i z obu stron mapy jadą co sił w oponach dwie wesole kompanie do tej ostatniej kopalni , i ciekawe która szybciej dojedzie...


      jeeeesssssu jaki ten film nudny, to nie do pojecia !

      wrecz niemozlwie, patrzac na obsade, rezysera i temat , ze mozna zrobic takiego zakalca,
      kurcze - temat oryginalny , scenariusz tez sumie jakos niezły ( w temacie "sledztw artystycznych" mozna bylo zrobic jakeis ANioły , Demony i KOd Da Vinci trzymajacy w napieciu jednak) , budzet niesamowity na takie nazwiska poszedl a tu ? gęba sama mi ziewała
      no az wstyd powiedziec ale jak w trakcie tego filmu zrobiłam kolacje na 3 osoby , a potem nawet umyłam naczynia

      kurcze - takii fajny temat i tak go nieciekawie zrobić - ani to Parszywa Dwunastka , ani KOd da Vinci, ani o Jeden most za daleko -
      a nie przepraszam - jest scena z wysoko łopoczącą amerykańską flagą :)))
      • grek.grek Re: Obroncy Skarbów na Canal + 03.02.15, 17:25
        może i film się nie udał, ale Twoja recenzja, Mozambique, jest prima sort :] z biglem i werwą oraz humorem.

        obsada jest znakomita, sami aktorzy gwarantujący -dziesięciomilionowe przebicia zysków, tyle że chyba nie dla każdego znalazła się rola i chodziło bardzej o szlachetne oraz dumne "wystarczy być".

        w sumie, lubię filmy z obrazami i sztuką w tle [także te mniej rekamowane jak "Incognito" z Irene Jacob i Jasonem Patrickiem czy "Podstępny Ripley"], ale z Twojego opisu wyłania się kino raczej pozbawione wdzięku tych mniejszych produkcji, w ktorych zaangazowane środki mniejsze, ale za to wyczucie chyba nieco lepsze.

        "nawet w Niemczech tych Niemców coś nie ma", ;]

        sytuacja pachnąca lekkim skandalem :]

        dzięki za dobrą dawkę humoru i zgrabny opis.
        uważaj na Clooneya, bo jak się dowie, to Ci nie przepuści takiej "brzytwy" :]
      • pepsic Re: Obroncy Skarbów na Canal + 03.02.15, 20:17
        wstyd powiedziec ale jak w trakcie tego filmu zrobiłam kolacje na 3 osoby, a potem nawet umyłam naczynia
        Uważaj, bo jak Siostra doczyta, to Cię zmrozi wzrokiem, jak mnie kiedy się nieopacznie przyznałam do prysznica podczas Jarmuscha;)
    • grek.grek "BLoody Daughter" dokument w TVP KUltura 04.02.15, 13:55
      ciekawy dokument, nie wiadomo z jakich przyczyn pokazywany o 3:30 :] ramówka ma swoje zasady, orajt.

      rzecz traktuje o wybitnej pianistce, Marcie Argerich i jej córkach, Stephanie i Lydzie.

      p. Argerich zbliża się do 70-tki, jej córki są naturalnie dorosłymi i dojrzałymi kobietami. Potrafią rozmawiać i być ze sobą, w jednej ze scen siedzą na kocu gdzieś za miastem i malują paznokcie.

      Przeszłość nie była jednak taka rózowa. Lyda to owoc krótkiego romansu Marthy z jakimś chińskim dziennikarzem czy artystą. Trwało to 2 tygodnie, i oboje państwo wiedzieli, że nic z tego nie wyjdzie.

      młoda Argerich miała wtedy 2-letnią przerwę w graniu, moment przesilenia, wszak zaczęła grać jako 3-latka, a występowała od 5 roku życia. Nie zajmowała się LYdą dłużej niż kilka miesięcy tuż po porodzie, zawsze była neurotyczna i nadwrażliwa, musiała się zająć swoim graniem. dziewczynka była chyba w jakiejś rodzinie zastępczej. Kiedy miała 17 lat z narażeniem swojej wolności osobistej matka Marthy porwała Lydę i zawiozła ją do Genewy, gdzie wówczas mieszkała pianistka. Babcię oficjalnie oskarżono o kidnapping. Nie dosłyszałem, czy poszła za to siedzieć czy jednak się jej udało wywinąć.

      Stephanie przyszła na świat, gdy Martha była w związku ze Stephenem [KOvacevicem], także renomowanym pianistą. Rzecz w tym, że Stephanie słabo pamięta ojca, albo nawet wcale, bo rodzice się rozeszli podczas jej najmłodszych lat. TEraz Stephanie odwiedza ojca, mieszkającego w Ameryce. Pan starszy uśmiecha się i zachowuje przyjaźnie, ponoć jednak kiedy był w związku z matką - róznie między nimi bywało, czasami na noże, jak to między pianistami zawsze w przejazdach i w nieustannej tremie przed występami. Marthy nie opuszcza ona nawet dzisiaj, gdy jest już uznawana za jedną z najwybitniejszych pianistek w historii.

      Stephanie ma nadzieję, ze będzie w stanie przyjąc nazwisko ojca. Próbują to przeprowadzić, bo Stephen jest otwarty na taki układ, ale sa jakieś przeszkodzy proceduralne, co doprowadza Stephanie do łez.

      [Stephanie jest chyba autorką tego filmu, to ona gania z kamerą, mówi zza kamery, a matka mówi do niej, czyli do kamery, co dodaje naturalizmu tym monologom i dialogom]

      Lyda pamięta niewiele, siłą rzeczy. Stephanie więcej, ale też mało. Dopiero teraz poznają świat Marthy. I zaczyna do nich docierać, ze gdzieś im przeciekło sporo czasu przez palce. Argerich nie miała dzieciństwa i wieku młodzieżowego - ciągle grała na pianinie. Wspomina swojego ojca, troskliwego i zawsze przy niej, a jednocześnie stawiającego na jej talent, pilnującego aby go nie zmarnowała. Udało się, ale czy cena nie była za wysoka ? Nigdy nie robiła tego, co jej rówieśnicy, ciągle przy klawiszach, ciągle w rozjazdach.

      Córki nie miały matki na pełny etat. Stephanie w pewnym momencie wspomina, ze matka przez długi czas kojarzyła się jej z palcami u nóg. Bo Martha ciągle ćwiczyła i grała, a Stephanie siedziała pod pianinem i obserwowała jej stopy naciskające pedały.

      Agrerich nie może się powstrzymać i ciągle gada o sobie. "Mam w sobie przeczucie niepokoju. Jeszcze go nie ma, ale czuję że jest w pobliżu. Moze się objawić i przekształcić w lęk, a moze wcale się nie pojawi" - ot, w ten deseń. Zajmuje to częśc filmu, i generalnie lęki i niepokoje pani pianistki jakieś tam odkrywcze nie są.

      Film powstaje podczas podróży służbowych pani Argerich. A to gra w POlsce Chopina, a to Japonii swojego ukochanego Schumanna ["Czuję z nim więź, której nie da się wyjaśnić słowami, zbyt intymną aby o niej powiedzieć coś zrozumiałego dla innych ludzi"], a to jest w Genewie, a to w Brukseli, a to w Nowym Jorku - chodzi po ulicach, odwiedza ogród botaniczny [Bruksela chyba], w którym bywała z ojcem, a to szwęda się po nocnych chodnikach Manhattanu... I wszędzie za nią biega Stephanie z kamerą i zadręcza pytaniami - o to, co czuje, o to co myśli, o wspomnienia, o plany, o siebie samą... A Pani matka odpowiada, tłumaczy, uśmiecha się
      ujmująco i dobrotliwie, trudno powiedzieć na ile gra, a na ile jest naprawdę sobą.

      Wiele ujęć z garderoby przed występem, albo już na scenie. Stephanie filmuje jak matka na minutę przed rozpoczęciem występu panikuje "NIe powinnam dziś grać, to najgorszy moment by wyjśc na scenę i grać... zdecydowanie nie powinnam dzisiaj tutaj być... chciałabym uciec", a potem wychodzi, ukłon i zasuwa na klawiaturze. Filmuje ją przez okienko w drzwiach z boku sceny. Wymowne ujęcie - tak wyglądało jej życie z wybitną pianistką od czasu do czasu pełniącą rolę matki. Rozwichrzoną, pędzącą gdzieś, nadczułą, skupioną w dużym stopniu na sobie i swojej wrażliwości, czyniącej ją tak znakomitą w fachu który uprawia, a jednocześnie tak ułomną w macierzyństwie, które się jej... przydarzyło.

      No i ofk jest dużo fragmentów muzycznych występów z młodości Argerich, video i zdjęcia z rodzinnych albumów, fotki z dzieciństwa. RYż i mysz ;] sprawnie połączone i dające pogląd na wspólne życie tych kobiet. OBraz kreślący trudy życia dzieci wybitnej muzykantki i same w sobie tejże muzykantki trudności z radzeniem sobie z własną wybitnością w swojej dziedzinie.

      PS : jedna z córek Marthy, chyba Lydia, gra na skrzypcach. Chciała grać na pianinie, ale nie dostała pozwolenia od Kovacevica, uznał że matka nie powinna mieć konkurencji we własnej rodzinie.

      www.youtube.com/watch?v=X6Ifasqg-28
        • barbasia1 Re: "BLoody Daughter" dokument w TVP KUlt 08.02.15, 20:33
          Życie dziecka genialnych rodziców, wybitnych osobowości na pewno jest niebanalne, różni się od tego , jakie mają dzieci w zwykłych rodzinach, ale też, właśnie, często bywa trudne i skomplikowane.

          Prześwietny dokument. Dzięki, Greku.
          Mam nadzieję upolować powtórkę. :)

          Wróciłam. ;)
          • grek.grek Re: "BLoody Daughter" dokument w TVP KUlt 09.02.15, 13:37
            CZEŚĆ, Barbasiu :]]

            Jak było ? mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś i złapałaś dobrą enerrgię ? :]

            szukałem tego dokumentu w sieci, ale na próżno.
            Kultura puszczała dopiero o 3 w nocy.
            również mam nadzieję na replay, zwłaszcza podobają mi się lokacje, w
            których p. Argerich się obraca - te sale koncerttowe i treningowe do pianina...
    • grek.grek [wywiadowany : Więckiewicz] & co na dziś ? 04.02.15, 16:09
      tak jakoś niespecjalnie dzisiaj z ofertą...

      jutro jest znacznie lepiej [spodziewalibyście się "Sugar Mana" w Jedynce ? hehe...]

      może "KLimaty" [TVP Kultura] uda mi się wycelować, 3:25 n/ranem - dobry moment na kino ;]

      obiecany wywiad, mam nadzieję, że dobry :
      www.logo24.pl/Logo24/1,125389,17334805.html#BoxLSImg
      w TVN MIssion Imposible [21:50], to się wysilili, hehe.
    • siostra_bronte Festiwal w Berlinie 04.02.15, 18:35
      Właśnie się rozpoczyna. Przypadkiem natknęłam się na informację. Kilka filmów zapowiada się ciekawie. Tutaj link do artykułu:

      metro.gazeta.pl/Gwiazdy/1,135234,17359768,Malgorzata_Szumowska_czwarty_raz_jedzie_z_filmem_na.html
    • siostra_bronte "Dziewczyna Piętaszek" 04.02.15, 23:04
      W czwartek o 21.15 w Kulturze. Fatalnie nakłada się na "Sugar mana", na szczęście będzie powtórka w piątek o 23.00.

      Zwariowana komedia Howarda Hawksa , o której już pisałam. Aż trudno uwierzyć, że ma 75 lat. Gorąco polecam!! Ale uwaga, tempo dialogów jest zabójcze :)
    • grek.grek "KLimaty" via TVP KUltura 05.02.15, 13:41
      po październikowej emisji Pepsic obejrzawszy napisała "drodzy państo najpierw sie umawiają [na film i ewentualną dyskusję], a potem słodko śpią;)".

      zawziąłem ;] się więc, by obejrzeć.

      intryga nieodkrywcza, ale za to jakimi obrazami pan Ceylan ją maluje, jak się stara każde ujęcie wycyzelować, jak długie są ujęcia, jak kamera poluje natarczywie [w sensie absolutnie poztywnym] na drobne gesty, spojrzenia, poruszenia mimiczne, generalnie bodytalk bohaterów.

      pierwsze kilka scen, to wręcz przesadna stylizacja - oni dwoje w ruinach starożytnej świątyni, oni dwoje i znajomi na kolacji z kwiatami, wieczorową porą; oni na plaży nad połyskującą taflą błękitnej wody z żaglówką przepływającą nonstop na horyzoncie, a kamera pokazuje obraz z pozycji przy uchu opalającej się pani; oni dwoje na skuterze, jadący malowniczą drogą - nad nimi góry, pod nimi morze, oni wśród roślinności i skwarnego słońca. Sama uroda kina.

      pogoda ma symbolikę oczywistą, bo w pierwszym etapie - spędzają oni urlop i dopiero pod koniec pan wyznaje pani, że coś między nimi nie gra i powinni się odseparować, a najlepiej zostać przyjaciółmi i spotykać się zamiast mieszkać razem i "być razem". Wyraźnie ona go irytuje, np. swoim niewiadomo skąd śmiechem podczas tej kolacji u znajomych, a on ją żenuje próbami wymuszania na niej określonych zachowań [np. "zimno jest, załóż sweter - nie chcę - załóż, jest zimno"]. Nic dziwnego, ze ona płacze obserwują z oddali jak on się kręci po tej starej świątynnej ruinacji. Ta świątyna ofk też ma swój symbol... Przypomina ich zwiążek. Ona ładna, on naukowiec, a tu taka klapa ;]

      podczas drogi powrotnej z plaży, po trudnej rozmowie, ona zasłania mu dłońmi oczy, powoduje wypadek. Na szczęście tylko się przewracają. Po terj akcji ona wyjeżdza, a on żegna ją długim spojrzeniem zza szyby autokaru.

      On wykład kulturę starożytną i pisze doktorat w Stambule. Ona jest scenografem przy serialu filmowym.

      on wraca do miasta, pisze i wykłada, z kumplem z pracy spotyka się na tenisa i saunę, a o niej na chwilę słuch ginie.

      W Stambule on ma znajomą, dzisiaj spikniętą z jakimś kolegą, ale kiedyś chyba coś ich łączyło. Babka ma na imię Serap. seksapilem zalatuje na kilometr. on ją odwiedza z głupia frant. ona najpierw mu nie otwiera, a potem otwiera bardzo. w środku - podchodzy, spojrzenia, uśmiechy, albo śmiechy [jej], które go chyba tylko wkurzają, a jednocześnie podkręcają. on wie, po co ona go wpuściła, a ona wie, po co on przyszedł. Ceylan jednak rozgrywa całą pantomimę wzmagajac temperaturę. Kończy się to seksem przypominającym raczej zapasy w stylu wolnym, ona się broni oraz "broni", a on atakuje oraz 'atakuje", pod tytułem "dobra, wiem po co przyszedłeś, ale nawet jesli cię wpuściłam, to nie jestem łatwa i nawet jak ci pozwalam, to musisz to zdobyć, nie ma szans żebyś dostał". No i zdobywa, przy jej aprobacie.

      trudno orzec czego on tam szuka. Chyba jednak nie związku zastępczego. kiedy tylko dowiaduje się od Serat czegoś o Niej - zaraz pakuje manele i jedzie się z nią spotkać.

      a ona własnie, od 4 m-cy, kręci serial w jakimś miasteczku/wsi na prowincji. Śnieg sypie jak w Ameryce :] On się kręci tu, kręci tam, aż wreszcie dostrzega ekipę serialową i Ją wśród ekipy.

      Spotykają się w małej kawiarni, ona zauważa go przez okno. Rozmawiają. On wyraża nadzieję na jej powrót. Ona jest chłodna, aczkolwiek stara się być miła na tyle, na ile to możliwe. On znowu jest palantem "zostaw ten film i wróc ze mną do Stambułu", znów chce żeby to ona coś poświęciła, coś zrobiła. Nic dziwnego, ze w końcu ona zostawia go w środku, a razem z nim małą pozytywkę, którą on jej przed chwilą podarował w formie prezentu na zgodę. On jest smutny. chytba.

      i znów Ceylan urodziwie kręci - gośc stoi na moście, na tle ogromnego nieba i horyzontu z ciemnymi śniegowymi chmurami. Malarza !

      On ją znów odwiedza. Tym razem siedzą w busie należący do ekipu serialowej. On ją znów próbuje przekonywać, ale Ceylan unika słowotoku - zdania są rzadkie, krótkie, wszystko polega na mowie ciała, na milczeniu pomiędzy nimi, na zastanowieniu, na doborze słów, na oczekiwaniu na słowa. CO chwila przerywa im to spotkanie ktoś zaglądający do środka - a to kamerzysta wstawia kamerę, a to monatżysta wstawia coś tam, a to ktoś z obsługi wpada i coś zostawia albo zabiera. On ciągle musi urywac w pół zdania i skupiać się na oglądaniu własnych zelówek, z podpatrywaniem czy ona na niego nie patrzy w tym czasie. "Za późno", odpowiada Ona na jego sugestię, że powinni znów spróbowac i że on się zmienił, że będzie teraz lepiej. Ona go pyta "czy był u Serat" w czasie po ich rozstaniu - on kategorycznie zaprzecza, a ona zaczyna się śmiać - najwyraźniej jedna baba drugiej babie... ;]] wszystko ze szczegółami opowiedziała.

      On robi zdjęcia jakichś gór. chyba do tej pracy doktorskiej. Chce mieć na zdjeciu człowieka", więc prosi by taksówkarz mu zapozował. Taksówkarz zgadza się i prosi, żeby mu przysłał odbitkę zdjęcia. Pracowicie wypisuje na kartce adres i nawet telefon. Ofk, nasz pan naukowiec w kawiarni gnie i mnie ten karteluszek i wrzuca do popielniczki. wiele to mówi o jego charakterze.

      następnego dnia pan naukowiec ma wyjechać. Tyle że Ona odwiedza go nocną porą. I znów seria długich ujęć bez słowa i bez muzyki. Leża w łózku w ubraniach. siedzą na łózku w ubraniach. Jego oko. Jej oko. Jego oczy. jej oczy. i nos. Znów leża. On pali. Ona śpi. On spi. Ona pali.

      A rano rozmowa. Przy oknie za ktorym śnieg sypie grubymi płatami. Ona się niby uśmiecha, opowiada o swoim snie [matka się jej śniła, podczas gdy ona sama latała nad cmentarzem], może da się to pozbierać jeszcze... Nie da się. Kiedy on pyta przezornie "O której zaczynasz zdjęcia ?", ona mu odpowiada, ze "O dziewiątej" i już wiadomo, że ona z nim nie wróci - czyli, to ostateczny koniec.

      i znów ujęcie z gatunku pięknych - ekipa serialowa kręci scenę na cmentarzu, akurat mają przerwę, bo samolot leci w górze i zakłóca dramatyczny dialog między bohaterami. Ona patrzy w górę - pomiędzy lecącymi gęsto płatami śniegu, widać majaczący ledwie odróżniający się kształ odlatującego samolotu. On w nim jest. Scena znacząca, i jej mina też. Ale ona wiedziała, że to nie przetrwa, już tam - w pierwszej scenie wśród ruin światyni.

      zatem, historia codzienna, ale sposób obrazowania i narracji zdecydowanie znakomity i rzadkiej urody oraz, mimo wszystko, głębi.
      • grek.grek Re: "KLimaty" via TVP KUltura 05.02.15, 14:03
        był w Cannes w konkursie głównym.

        Nuri Bildge Ceylan - scenario, reżyseiro, rola główna [Isa].
        Ebru Ceylan - główna rola kobieca [Bahar]
        Fatma Ceylan - matka Isy [jedna krótka scena, kiedy odwiedza on rodziców przed wyjazdem]
        Emin Ceylan -ojciec Isy.
        pies przebiegający ulicą - pies Ceylanów
        samochód i skuter - zarejestrowane na Ceylanów.
        papierek po cukierku leżący na chodniku - po batoniku zjedzonym przez Ceylana :]]

        dom w którym spotykają się Isa i Serap - dom Ceylana [to akurat prawda].

        albo w Turcji zażyłości rodzinne i small biznes są świętością i tradycją, albo mamy do czynienia z filmową wersją PSL-u ;] whatever, efekty są zacne.

        Nazan Kirilmis - Serat, jedyna spoza klanu Ceylanów, oprócz statystów, chociaż... tutaj wszystko jest możliwe.

        www.youtube.com/watch?v=SNVTb7LNZn8

        całe szczęście, ze we współczesnym kinie są jeszcze tacy Ceylanowie, którzy proste, ale na pewno nie - płytkie, historie ludzkie potrafią opowiadać z takim skupieniem, namysłem, smakiem i pragnieniem by pokazać człowieka z jego naturą w całej krasie.

        "Proza życia bez fajerwerków" napisała Pepsic i mniej więcej o to tutaj chodzi.

        "Szkoda dziewczyny, bo zaplątala się w niefortunny związek z nieopowiednim facetem [rozwichrowanym emocjonalnie manipulantem, w końcówce okrutnym wobec uczuć dziewczyny" - napisała Pepsic do Barbasi, która także obejrzała i zapowiedziała "Gotowośc do dyskusji".

        w zasadzie, cięzko tutaj mi się będzie wciąć, bo w pełni zgadzam się, ze Bahar wkręciła się w mało odpowiednią sytuację. Moze imponowało jej, że Isa jest starszy, może coś. NIe ma retrospekcji, Ceylan zajmuje sie tylko momentem rozpadu, więc trudno o tym dywagować. Tak czy inaczej, ona wciąz chyba go kocha, ale rozumie już, że miłośc to za mało, że oni po prostu do siebie nie pasują na dłuższa metę i w głębszym wymiarze tej relacji. Płacze więc nawet po tym jak odmawia powrotu, a kiedy on odlatuje ona to przeżywa twarzą]. I on chyba też jednak ją kocha, ale nie umie się zmienic.

        wg mnie, dośc wymowne jest to co mówi w końcówce - wie już, że ona z nim nie wróci, ale powiada "Zejdziemy na dół, KUPIĘ CI dobre śniadanie, a potem pojedziesz na plan". może źle to odczytuję, ale "KUPIĘ ci..." ? znów traktuje ją jak podpieczną, a nie jak partnerkę. "POstawię ci śniadanie - byłoby lepiej, na mój gust.

        poza tym, proponuje jej "ślub i dziecko", wygląda to dośc rozpaczliwie, zwłaszcza że w innym miejscu wyznaje rodzicom, ze "nie lubi dzieci". I najgorsze, że te jego heroiczne wygibasy są tak pozbawione szans na sukces... że i tak trudno uwierzyć, że on by tego dotrzymał.

        "TRafne studium psychologiczne ujmujące subtelnością i trafnym zmysłem obserwacyjnym, choć dla większego uatrakcyjnienia mogłoby być 10 minut krótsze w paru ujęciach"

        zgadzam się.
        ale ujęcia wydają mi się w sam raz :]]
        może tutaj bedziemy mieli pole do dyskusji, bo tak poza tym, to coś mi wygląda, że mamy podobne
        wrażenia ? :]
        • pepsic Re: "KLimaty" via TVP KUltura 06.02.15, 18:20
          Z tymi podobnymi wrażeniami może być problem, gdyż końcówka w moim wydaniu wyglądała zgoła odmiennie. Isa przyjeżdża do śnieżnej krainy po Bahar, bo w międzyczasie zdał sobie sprawę, że była mu bardziej bliska, niż mu się wydawało, ale całkiem możliwe, że powodowała nim męska, urażona ambicja. Jak to, układa sobie życie bez swojego pana i władcy? Kiedy Bahar wydaje się skłonna do powrotu i czeka na stosowny znak pada kluczowe zdanie: a teraz idź na plan, bo jest 9. (w domyśle: rozmyśliłem się, jadę sam). A propos retrospekcji. Nie pamiętam sytuacji, z której wynikało że Isa zdradził dziewczynę (zdaje się że z ta napaloną nifomanką). To dlatego tak się zachowywali na początku filmu (na plaży, hotelu i kolacji) ii dlatego Bahar popłakiwała tudzież o mało co nie spowodowała katastrofy na motorze (z żali i rozpaczy).

          • grek.grek Re: "KLimaty" via TVP KUltura 07.02.15, 14:11
            ciekawa interpretacja, Pepsic.

            mnie sie wydaje, że on spytał "o której musisz być na planie ?".
            tak czy owak, wydaje mi się, ze nie była to sugestia z jego strony.
            raczej wyraz pogodzenia się, ewentualnie powiedział to oczekując, że ona odpowie " NIe jadę na plan, wracam z tobą".

            Isa miał seks z Serat, ale to już po tym jak się rozstał z Bahar, nie wiem czy to się wlicza do rejestru :]

            na początku filmu nie było chyba żadnych sugestii, że Isa z kimś ją zdradził ? pierwszą łzę Bahar puszcza obserwując Isę z daleka, krążącego po tej zrujnowanej świątyni. A to sam początek filmu. Zatem, od punktu zero wiadomo, że kryzys jest w tym związku. Przyczyn chyba jednak nie znamy. wg mnie, Ceylan zaczyna od informacji o kryzysie, a przyczyny pokazuje później, np. w scenie kolacji u znajomych i na plaży - pamiętasz jak Bahar śni się taka saam scena plażowa, w której Isa niby dla zabawy przysypuje ją piaskiem, zostawiając tylko głowę odkrytą, ona się śmieje, ale za chwilę Isa przysypuje także i tę głowę, więc Bahar krzyczy z przerażenia i.../ wtedy się budzi.

            Kiedy zaś ona idzie popływać, Isa przygląda się jej z plaży i ma nietęgą minę. wg mnie, te dwie sceny doskonale oddają sytuację. Ona się czuje tłamszona przez niego, a do niego dociera, że paliwo namiętności się skończyło i żadne bikini, żaden widok jej ciała już nie wzbudza w nim reakcji. Że coś się skończyło, a na drugi etap nie ma w tym związku odpowiedniej przyjaźni, sympatii, szacunku i porozumienia... duchowego ? intelektualnego ? jak zwał, tak zwał.

            co powiesz na taką interpretację ?
            • pepsic Re: "KLimaty" via TVP KUltura 09.02.15, 22:08
              on spytał "o której musisz być na planie ?".
              Greku, właśnie tak zapytał Isa. Tyle że pytaniem tym dał odczuć Bahar, że ma sie szykować na plan, bo sie rozmyślił i nadal nie wie, czego chce.

              To, że uprawiał seks ze swoją dawną flamą jest oczywiste i podane na tacy. Ja mówię o zdradzie, która przewija się mgliście na początku filmu (był taki niuans) i to ona skutkuje ich oddaleniem i dystansem pokazanym w scenkach rodzajowych.

              Nie ma tak, czy siak. Jeśli było inaczej muszę wycofać swoja opinię, gdyż staje się bezprzedmiotowa. Aczkolwiek cos mi mówi, ze to ja mam rację, i że w mojej wersji puzzle układają sie bezbłędnie.
              • grek.grek Re: "KLimaty" via TVP KUltura 10.02.15, 14:34
                ha, pozostaniemy chyba przy rozbieżnych interpretacjach :]
                mnie to pytanie zabrzmiało jak oczekiwanie na jej odpowiedź - czy chce jechać z nim czy jednak zostaje.

                o, rozumiem [chociaż "niuans" musiałem przegapić. Gdybyś mi mogła go przybliżyć ?]
                - chodzi Ci o to, ze w momencie kiedy rozpoczyna się film Bahar płacze, bo on ją zdradził ? możliwe. A może jednak chodzi o kryzys w związku niekoniecznie związany ze zdradą ? MOże jego obcesowość od dawna daje się jej we znaki ? MNie się wydaje, ze Ceylan niczego nie sugeruje, po prostu zaznacza - ten zwiążek jest w kryzysie. Przyczyn nie określa, wg mnie.

                o, bardzo możliwe, że racja jest po Twojej stronie.

                • pepsic Re: "KLimaty" via TVP KUltura 10.02.15, 21:32
                  Nie potrafię określić dokładnie niuansu, ale na pewno pojawia sie między wierszami mniej więcej w połowie lub wcześniej. Isa jest zaskoczony gwałtowną reakcja Bahar i w jakimś sensie ma jej za złe, że ona ma mu za złe zdradę. Myślał, że panu i władcy wolno wszystko, a wiec i zdradzać.

                  Nie mamy wyjścia, musimy obejrzeć jeszcze raz:)
    • grek.grek "Sugar Man" w TVP1 05.02.15, 16:21
      zapowiedź jakiejkolwiek wartościowej pozycji z TVp1 brzmi równie kuriozalnie jak kotlet z mrówki w menu [dowolnej] restauracji. takie rzeczy nie mogą istnieć ! ;]

      a tutaj się okazuje, że jednak są takie chwile, gdy mrówka zostaje kotletem.

      "Sugar Man", Oscar 2012 w kat. długich dokumentów.

      dwóch faunów szuka zapomnianego muzyka Sixto Rodrigueza; plotka głosiła, że ten "nie gorszy od Dylana" [ale nigdy nawet w ułamku nie tak popularny] gitarzysta strzelił samobója podczas własnego koncertu pod koniec lat 70-tych; potem wyszło na to, że facet nie tylko nie zginął tragicznie, ale w czasie kiedy w Ameryce nikt go nie wspominał - został kultowym piosenkarzem w RPA. co się z nim działo ? czy go znajdą i ustalą prawdę albo jakiś strzępek prawdy ?

      22:20

      must-jump jump-must? :]
      • siostra_bronte Re: "Sugar Man" w TVP1 05.02.15, 16:27
        Haha!

        Też jestem w szoku, że Jedynka pokazuje ten film! Od dawna chciałam go zobaczyć. Na fali jego popularności nawet posłuchałam sobie piosenek z filmu i bardzo mi się podobały. Oczywiście oglądamy!

        Szkoda, że na Dwójce w tym samym czasie leci zachwalana tutaj "Elena", ale nie ma szans z "Sugar Manem".
        • grek.grek Re: "Sugar Man" w TVP1 05.02.15, 16:34
          :]

          mozna by rzec : zombie ożyło ! hehe.

          ten najbardziej puszczany kawałek jest faktycznie świetny :
          www.youtube.com/watch?v=qyE9vFGKogs

          hehe, na szczęscie "Elena" jest w dwóch egzemplarzach puszczana. gdyby nie to... chyba by trzeba wybierać rzucając monetą ;]
      • maniaczytania Re: "Sugar Man" w TVP1 06.02.15, 00:27
        to ja pierwsza na gorąco - ależ wspaniały człowiek, co za niezwykły film, co za historia tego, jak zmarnowano komuś życie! Absolutny must-see :) Oscar zasłużony. Takiej historii chyba nie wymyśliłby żaden scenarzysta ;)

        Największe wrażenie zrobiła na mnie ta jego wielka (jeśli to dobre słowo w tym kontekście) skromność i fajna więź z córkami. I te ich słowa o przyjeździe pierwszym do RPA - że wyjechały na lotnisko limuzyny, ale oni je minęli, bo to pewnie po kogoś sławnego ;), albo takie naprawdę wstrząsające, że mogły w hotelu chodzić wreszcie po białej wykładzinie, i to w butach! A do tego, jaki to był wykształcony człowiek, i jak widać było po wypowiedziach, zadbał o wykształcenie córek - piękne było jak jedna z nich opowiadała o tym, że zabierał je do różnych miejsc, do których teoretycznie nie mieli dostępu. A ten 'impresario', który się tak wzruszył na wspomnienie Rodrigueza, to kawał niezłego drania - aż podskoczył, jak go o forsę z tantiem zapytali ;)
        • grek.grek Re: "Sugar Man" w TVP1 06.02.15, 14:09
          historia fakt niecodzienna :]

          muzyka i teksty - prima sort.

          moment kiedy pan piosenkarz rozpoczyna koncert w RPA i widownia doznaje pozytywnej szajby, bo on zaczyna od kawałka, który był w tym kraju zawsze kultowy i najważniejszy, wychowało się na nim całe pokolenie.

          podobała mi się diagnoza przyczyn popularności piosenek Rodrigueza w RPA lat 70's' i 80's na tle panującego tam zamordyzmu politycznego. świetnie zinterpretowane i zilustrowane zdjęciami i filmami archiwalnymi.

          detektywistyczna robota panów faunów z RPA - też wciągająca.

          ale tak sobie myślę, ze romantyzm tej historii kończy się w momencie, kiedy za uszy wyciągają piosenkartza z jego domu w Detroit i oznajmiają mu o jego alternatywnym "życiu", a potem zabierają do kraju, w którym był takim "dżaksonem". Dalej to już triumfalizm jest i opiewanie człowieczeństwa :] szkoda, bo w ten sposób trochę zdjęli zasłonę zagadkowości z tej postaci. Okazało się zresztą, że zagadkowość była ciekawsza od rozwiązania. pan Rodriguez okazał się człowiekiem zyjącym w swoich tekstach, a więc z gruntu poznawczego dośc marionetkowym.

          podobała mi się jego odpowiedź na pyatnie dlaczego nie nagrał trzeciej płyty - "Druga była tak dobra, że nie byłbym w stanie zrobić niczego lepszego; więc się wycofałem i nająłem do pracy na budowie" - cudowny tekst. Powinni go sobie przeanalizować wszyscy muzycy, którzy tłuką kolejne słabe kawałki, tylko po to, żeby odcinać kupony od tej jednej, zazwyczaj wczesnej, płyty. pan Sixto umiał ocenić sytuację i powiedzieć "Hej, nagrałem swoje Opus VItae. druga płyta czy 22... niewazne, wiem że lepiej nie będzie, więc szukam innego zajęcia".

          facet z trochę innego świata, innej epoki. dobry człowiek. zasłużył na wszystkie honory, jakie go spotkały, a do których nie przywiązał się ani trochę. Kręgosłup z żelaza.

          haha, masz rację, Maniu - gośc z MOtown aż zdębiał. Ciekawe, czy dlatego bo dotasrło do niego, że jakby wiedział o popularity Sixto w RPA, to by zaczął go puszczać po całym świecie i skosiłby cięzki szmal, czy dlatego, bo doskonale wiedział co się działo, ale to ukrywał i przytulał tę kasę za płyty sprzedawane w RPA nikomu nie mówiąc ani słowa ? :]

          yes, relacja córki-ojciec : wzorowa. wszystkie mówią o nim w samych superlatywach i widać gołym okiem, że to szczery szacunek i autentyczne przywiązanie.

          w sumie, TVP zasłużyła na dużego plusa, a sam film na Oskarda w 100 %.
          • siostra_bronte Re: "Sugar Man" w TVP1 06.02.15, 15:48
            Dzięki, Greku za ciekawą recenzję :)

            Oczywiście duży plus za "odkopanie" Rodrigueza i popularyzację jego muzyki, bo naprawdę na to zasłużył.

            Historia faktycznie bardzo ciekawa. Ale mam kilka uwag. Jest tu jednak trochę luk czasowych i niejasności, które moim zdaniem nie zostały wystarczająco wyjaśnione. Wyczytałam, że na przełomie lat 70/80 Rodriguez miał całkiem udaną trasę po Australii (nawet nagrał płytę live), więc to nie jest tak, że od wielu lat w ogóle nie grał. W filmie o tym się nie wspomina, pewnie dla osiągnięcia lepszego efektu.

            Rodriguez być może jest znacznie ciekawszą postacią, niż zostało to pokazane w filmie. Faktem jest, że mówi się o nim w samych superlatywach, a przecież nie ma ludzi idealnych. Nie chodzi mi tu o wyciąganie jakichś sensacji i skandali, ale o bardziej wiarygodny portret. No nie wiem, choćby to, że palił jak smok (to tylko przykład). Niektóre tematy są kompletnie przemilczane (np. brak chociaż słowa o żonie i matce trzech córek).

            Jeszcze kwestia realizacji. Rozumiem, że trudno było znaleźć materiały o Rodriguezie, ale mam wrażenie, że reżyser mógł się trochę bardziej postarać. Szkoda, że nawet koncert z 1998 r jest tak słabo udokumentowany (brak choćby fragmentu jakiejś piosenki). Za to sceny z publicznością są przeciągnięte ponad miarę. Reżyser powinien pokazać albo coś konkretnego (wywiad z widzami tego koncertu lub choćby muzykami) albo po prostu skrócić film.

            Miałam duże oczekiwania, bo film głośny i nagradzany, ale trochę się rozczarowałam.
            • grek.grek Re: "Sugar Man" w TVP1 06.02.15, 16:40
              starałem się trzymać poziom podytkowany przez Manię :] Tobie, jak widzę, też wyszło znakomicie ":]

              zdecydowwanie, fani sportretowali swojego idola, to widać bardzo wyraźnie. I słychać też. wszystko zostało podporządkowane tej idei, ale sprytnie panowie skupili się na tym jak szukali swojego barda czasów młodości.

              laurka, tak się chyba nazywało ? ;]

              ciekawe jest pytanie, która pada kilka razy w tym filmie : dlaczego Ameryka nie chciała słuchać jego piosenek ? ani wtedy ani teraz ? [chociaz, teraz to moze coś sie ruszyło z powodu tego Oscara dla filmu]. Nie był dośc dobry, mimo że wszyscy wywiadowani podkreslają na wyścigi,ze jednak był ? co się stało ? Trochę mi brakło poszukiwania twardych odpowiedzi na to pytanie. Takich, które mogłyby nawet trochę uszkodzić świeży lakier na pomniku pana bohatera.

              yup, brakuje paru rzeczy, ktore wypunktowałaś, tak jakby reżyserzy koniecznie chcieli zawęzić krąg opinii.

              PS : podobało mi sie to tłumaczenie "Sugar Man" [piosenki], ktore prezentuje ta pani w archwium, z "łanem konopii" w treści :] takie finezyjne, hehe.
              • siostra_bronte Re: "Sugar Man" w TVP1 07.02.15, 13:31
                Dzięki :)

                Dobrze to ująłeś. To portret muzyka widzianego oczami jego fanów. Dlatego jest tak idealny.

                Chyba trudno znaleźć odpowiedź na takie pytanie. Może po prostu to nie był odpowiedni czas i miejsce.

                Yes, zabawne tłumaczenie :)