Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 4 (vol. 54)

01.04.15, 16:01
To jeszcze raz :)
Obserwuj wątek
    • siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrać 2015 - 4 (vol. 54) 01.04.15, 16:17
      Hehe.

      Końcówka tego tygodnia w Kulturze zapowiada się świetnie. Jutro "Ostatnie kuszenie...", w piątek słynny "Kes" Loacha, w sobotę arcydzieło Hitchcocka czyli "Zawrót głowy", a w niedzielę, aż nie mogę uwierzyć własnym oczom, "Podróż do Indii" Leana! Po drodze jeszcze "Jesus Christ Superstar" Jewisona. Brawo Kultura!!!
    • grek.grek "Co z oczu, to z serca" via TVp2, 22:25 01.04.15, 16:30
      powtórka o 1:00 jutro.

      złodziej a'la Lupin, w wykonaniu Clooneya, naskoczył już na 200 banków [jst tyle w Ameryce ?], ale w końcu go złapali i posadzili na 30 lat. kolega pomaga mu uciec z więźnia, a on ma już plan [jak Egon Olsen, pamiętacie ? pierwsze słowa za każdym razem, gdy wychodził z kryminału : "Mam pewien plan" :), klasyka], który ustawi ich do końca życia.

      ma zamiar wykonać ostatni numer i wykraść drogocenne diamenty z chałupy jakiegoś milionera. a potem już tylko Hawaje, leżak, plaża i gra na bałajajce.

      problem w tym, że podobny plan ma konkurencyjna szajka złodziejaszków, no i jest pani detektyw [Jeniffer Lopez, pardons : J-Lo ;)], z którą kiedyś połączyła go chwilowa znajomość oraz kiełkujące uczucie.

      miks "Ocean's Eleven" z kinem lotrzykowskim i szelmowsko zmrużonym okiem Stevena Soderbergha ? czemu nie :]

      skaczemy ? :]
    • grek.grek Kultura : "Remake", 22:30 01.04.15, 16:34
      kino z Bałkanów ze wsparciem francuskim.

      młody Bośniak, Tarik wysyła scenariusz filmu o swoim ojcu, który podczas 2 wś. trafił do obozu koncentraycjnego. życie uratował mu Serb.
      traf chce, że za chwilę wybucha wojna między Bosnią, a Serbią i losy Tarika zaczynają przypominać historię jego ojca.

      brzmi nieźle [?], a tytuł, wedle opisu, jest znaczący.
    • maniaczytania Kinowo - Źródło nadziei 01.04.15, 19:05
      film w reżyserii Russella Crowe.

      Absolutnie przepiękne kino! Historia ojca, australijskiego farmera, którego trzech synów ginie w bitwie pod Gallipoli na terenie Turcji w czasie I wojny światowej. Joshua wyrusza tam w 1919 roku, aby odnaleźć ich ciała i sprowadzić je do domu. Historia miłości ojcowskiej, a także braterskiej przeszywająca serce, łzy również się pojawiają. Do tego cudowne zdjęcia, piękne krajobrazy, nakręcone z rozmachem sceny wojenne. To jest kino, jakie lubię :) I jeszcze świetni aktorzy - Russel znakomity, Olga Kurylenko w roli pięknej Turczynki - wspaniała, pozostali aktorzy, a zwłaszcza dwóch Turków - major Hasan i jego sierżant Jemal też świetni.

      Jak dla mnie na razie - najlepszy film tego roku :)
      • pepsic Re: Kinowo - Źródło nadziei 01.04.15, 22:21
        W magazynie kinowym tv Republika panowie krytycy tez się zachwycali. Również czuję sie zachęcona, tyle że w przedświątecznym zawirowaniu wyprawa do kin to trudna sprawa.
        :)
        - - -
        ze świata przyszły dwie informacje o Polsce. W pierwszej Jurgen Roth znany dziennikarz niemiecki twierdzi, że niemieckie służby specjalne mają w swoich archiwach teczkę z dokumentami potwierdzającymi zamach w Smoleńsku, który zorganizowała FSB. Druga to przecieki z Wikiliks potwierdzające kontakty Komorowskiego z WSI i sprzedaż Polski za kolorowe puszki po Coca Coli w ramach „terapii szokowej” zaplanowanej przez Moskwę. Tymczasem na zadupiu peerelowskim tematem numer jeden jest sklepowa GS dukająca z kartki tekst autorstwa brygadzisty z PGR, który zapomniał rozpisać „elektrona z podświetlaczem”. Dowiedzieliśmy się z tej masówki, że traktor ma dwa koła dobre, a opozycja się awanturuje. ~ by Matka Kurka
    • maniaczytania Jeziorak 02.04.15, 00:57
      mam dziś dobry dzień filmowy :) Najpierw kino, a potem w kiosku kupiłam "Jeziorak" (jako dodatek do "Elle").
      Naprawdę niezły polski kryminał, z fajnym klimatem (takim lekko skandynawskim ;) ), aż miło (choć to może niezbyt fortunne słowo w tym przypadku) popatrzeć.
      Biegnijcie do kiosków :)
    • grek.grek "Manon" opera z MET w Kulturze 02.04.15, 10:59
      będę szalał i będę w tym nieprzyzwoity.
      nazbierało się...

      "Manon" tylko potwierdziła renomę MET. kapitalny spektakl, tym bardziej świetny że kompletnie nie znam się na szczegółach, co pozwala mi zachwycać się wszystkim, i to bez poczucia obciachu.

      świetna, minimalistyczna, ale zmyślna scenografia doskonale tworząca nastrój Paryża i tej całej opowieści o kobiecie upadłej, która w istocie chciała tylko żyć pełnią.

      Piotr Beczała w roli kawalera Des Grieuxa zebrał masę oklasków na wyjściu, prawdziwy aplauz, ale coś mi nie grało z jego aktorstwem. głos jak dzwon, ale aktorstwo "japońskie" lekko, czyli nadmiar ekspresji. a może tak trzeba po prostu. nie znam się, więc jakby co, to sprostowanie mile widziane.

      scena należała jednak do Anny Netrebko, doskonałej w roli Manon Lescaut. wspaniała aria w II akcie, kiedy Manon wie, że musi opuścić Des Grieuxa i wyśpiewuje swoje rozterki związane z tym faktem - aż publicznośc wcięła się z brawami, przy okazji małej przerwy; i bodajże III akt, kiedy MAnon wyjaśnia wszystkim, a zwłaszcza gromadzie męzczyzn zachwyconych nią [prawie tak samo jak ja, heh], na czym polega jej filozofia życiowa. no i ofk finałowa scena w V akcie, kiedy umiera na rękach Des GRieuxa, niedługo po tym jak oskarżona o oszustwa i kradzież straciła wszystko co miała i nawet miłość kawalera, który dla niej porzucił księżowanie, nie może jej już uratować.

      zabawna była wypowiedź Anny przed IV i V aktem, o tym że nosi w spektaklu cztery wspaniałe konstiumy, ale przyjdzie jej kłaniać się widowni w tym piątym : imitującym łachmany więźniarki.

      gra i śpiewa partie Manon 15-letniej oraz dojrzałej/dorosłej, co dodatkowo zwiększa trudnośc całego przedsięwzięcia, ale wyszło przecież świetnie. charakteryzacja doskonała. zwłaszcza makijażystki wykonały kawał dobrej roboty, bo Anna z aktu na akt zostaje wyszczuplona na twarzy o jakieś 10 kg ;]

      świetne role wspomagająće, znakomita scena zbiorowa w III akcie na bulwarze, keidy wszyscy plotkują o Annie.

      z NY Timesa recenzja :
      www.nytimes.com/2012/03/28/arts/music/a-striver-comes-to-an-ignoble-end.html?_r=0
      zapewne wyprostuje kilka głupot, które napisałem, ale... a co tam ;]

      Barbasiu, skoczyłaś ? :]
    • grek.grek "Zgadnij kto" [2005] via TVp1 02.04.15, 11:27
      komedia romantyczna nawiązująca do "Zgadnij, kto przyjdzie na obiad" Stanleya Kramera z 1967 r.

      następuje tutaj odwrócenie ról : o ile wtedy biała dziewczyna z mieszczańskiego domu przedstawiała rodzicom czarnego narzeczonego, o tyle tutaj to czarnoskóra dziewczyna z high middle class family przyprowadza do domu białego chłopaka.

      nie ma tutaj oczywiście mowy o jakimkolwiek wydźwięku polityczno-społecznym, przez co jest to gładka, pozbawiona kantów i punktów zapalnych komedyjka.

      a fabuła ?

      czarnoskóra Theresa Jones [Zoe Saldana] przyjeżdza do domu na weekend ze swoim białym chłopakiem Simonem [Ashton Kutcher]. Dom jest duży i z ogrodem, na typowym amerykańskim przedmieściu, rodem z Wisteria Lane.

      Moment jest szczególny - rodzice Theresy mają odnowić śluby małzeńskie sprzed 30 lat. Percy Jones, głowa rodziny, to zasadniczy gośc "o świdrującym spojrzeniu", dyrektor działu kredytowego w jakimś renomowanym banku. Jak się dowiaduje, ze ten biały, co przyjechał z jego córką, to nie taksówkarz, ale jej chłopak... doznaje szoku poznawczego.

      ofk, cała intryga sprowadza się do tego, żeby starego przekonać do kandydatury Simona na męża Theresy. Bo reszta nie ma problemów z jego kolorem skóry : ani matka, ani siostra nie widzą w tym nic nadzwyczajnego, a SImon im się podoba, bo jest w sumie sympatyczny i kulturalny.

      pan Jones robi wszystko, by dowieśc Simonowi czegoś odwrotnego - że gośc się nie nadaje na członka rodziny. Nie czepia się bezczelnie wprost jego białej karnacji, ale oczywiście to ona częściowo jest powodem dla którego stara się obrzydzić życie Simonowi, a Simona Theresie.

      politycznie poprawny reżyser dba o to, by pan JOnes nie był chamskim rasistą, a jedynie rasistą pocziciwym i zabawnym, a w jego zachowaniach coraz wyraźniej dominowała postawa tradycyjnego dobrego ojca, zakochanego w swojej córce, który z podejrzliwą nieufnością traktuje jej chłopaka, bo tak bardzo się o nią troszczy i pragnie jej szczęścia.

      Wszystko w Simonie nie pasuje panu JOnesowi - chłopak nie uprawia sportu, nie gra w koszykówkę, kłamie że był rajdowcem w wyścigach NASCAR, generalnie - blada d... i tak dalej ;] W pracy pan Jones opowiada koledze, że jego córka ma chłopaka, ale "czarnego koszykarza, Jamala, który mógł być zawodowcem, ale wybrał karierę w medycynie" [potem ofk wszystko się sypnie]. Co to za chłopak dla wypieszczonej córci ? ona artystka [chyba zdjęcia robi], a on... to co ? ;]

      oczywiście, Theresa i SImon co chwila ustalają plan działania, bo ona doskonale wie do czego zdolny jest jej ojciec i stara się podtrzymywać Simona na duchu, żeby nie zwątpił w siebie i twardo mu się opierał, a przynajmniej za bardzo nie brał do siebie jego docinków i zaczepek.

      kulminacyjny punkt całej akcji ma miejsce przy stole podczas kolacji. Simon zostaje sprowokowany przez pana JOnesa i zarzuca biesiadnikow [sami czarni] serią dowcipasów o MUrzynach. śmieją się wszyscy do rozpuku, ale pan JOnes wie co robi : w pewnym momencie Simon przekracza granicę i opowiada o jeden żart za wiele. Dziadek Theresy, który podziela zdanie Percy'ego i czepia się SImona przez cały wieczór, też ociera łzy śmiechu i w koncu naprawdę chce "białasowi" przyłożyć ":] Pan JOnes triumfuje.

      potem okazuje się, że ukrywa przed Theresą, że stracił pracę - wprawdzie sam odszedł, i to z banku znacznie bardziej renomowanego niż ten, w którym pracuje pan JOnes, ale jednak jej nie powiedział. Simon jest ponoć wybitnym młodym specem, więc robotę sobie zaraz znajdzie, a u podstaw decyzji o odejściu z dotychczasowej firmy leżały jego ideały, bo jest przecież bardzo porządnym facetem... niemniej, Theresa jest rozczarowana jest nieszczerością.

      wojenka podjazdowa między panem Jonesem, a Simonem [i to pomimo faktu, że śpią w jednym łózku w piwnicy] doprowadza w końcu do tego, że pani Jones i Theresa opuszczają dom, a panowie są w panice i muszą zebrać siły by je przekonać, że nie są ostatecznymi kretynami gotgowymi swoim konfliktem storpedowaać piękną uroczystość.

      MOże się to skończyć tylko w jeden sposób, o którym wiemy od początku, ze tak własnie będzie. Panowie się polubią, śpiewem i miłosnymi wyznaniami damy swoich serc przeproszą i zdobędą ponownie, no i oczywiście pan Jones wręcz będxzie się domagał od Theresy, żeby wyszła za Simona, bo to "taki wspaniały chłopak, że lepszego nie ma" ;]

    • grek.grek "KObieta w zieleni [Woman in green" via Stopklatka 02.04.15, 11:51
      czyli, Sherlock starszy niż laska doktora Watsona w tym filmie przez niego używana.

      dokładniej - z 1945 r.

      w całości :
      www.youtube.com/watch?v=hdGNbzud_Xk
      Watson w istocie jest tu panem około 60-tki [na oko], który ma tyle wspólnego z dzisiejszymi niektórymi 60-latkami, co inżynier Karwowski z 40-latkami.

      Sherlocka gra Basil Rathbone, czyli jeden z klasycznych odtwórców tej roli. wcielał się w detektywa Holmesa 14-krotnie na przestrzeni 7 lat.

      porównania do Benedicta Cumberbatcha nie mają chyba większego sensu - inna epoka, inny styl, inne wymagania, ale bez dwóch zdań pan Rathbone prezentuje się naprawde świetnie, ma swoisty luz i mnóstwo energii, przy całej swojej brytyjskiej powściągliwości i stonowaniu.

      no i też nie nosi czapki z którą Holmes bywa kojarzony. w tym filmie nosi ją tylko i wyłącznie popiersie Juliusza Cezara, które zalega w mieszkaniu Holmesa i Watsona. notabene, mieszkaniu świetnie zainscenizowanym - jednopokojowa prawdziwa graciarnia, której człek nigdy w życiu nie zamieniłby na posiadłość w Miami albo chałupę w Beverly Hillsie.

      intryga skupia się wokół poszukiwań zabójcy kilku kobiet, który pozbawia je palców wskazujących. pojawia się wątek hipnozy, której poddani ludzie stają się marionetkami w rękach profesora Moriarty'ego. Podczas publicznej prezentacji tej metody przez lekarza będącego w zmowie z profesorem, sam Watson, głośno wyrażający swój sceptycyzm wobec jej skuteczności, zostaje wprowadzony w trans i zmuszony do zdjęcia własnego buta i skarpetki.

      Moriarty odwiedza Holmesa - scena klasyczna [dokładnie powtórzona w serialu współczesnym], zahipnotyzowany eks-snajper próbuje zabić Sherlocka, a potem Moriarty, lekarz i tytułowa tajemnicza dama w zieleni próbują wproweadzić w trans detektywa i sprawić by skoczył z dachu i się zabił samodzielnie. oczywiście, od początku wiadomo, że Holmes robi ich w banana i doskonale kontroluje sytuację, a wchodzi w to wszystko, by zdobyć dowody winy powyższej szajki szarlatanów. Kiedy trzeba, zawsze w porę, zjawia się Lestrade i na pomoc przybywa Watson, aczkolwiek profesora nie udaje się pochwycić...

      jest trailer, to dopiero ciekawostka ;] "
      www.youtube.com/watch?v=zCbL0-AI_Z8
      generalnie, naprawdę świetny seans, a starszy Sherlock ma prawie tyle samo wdzięku, co całkiem młody Sheri ;]
    • grek.grek "Amazonia" teatr TVP [via Polonia] 02.04.15, 13:48
      a to rzecz z ostatniej nocy, czy nawet z nad-rana, bo oglądałem od 4:20.

      przerysowane w stronę ostrożnie komediową, jadące na stereotypach, otwarcie ironiczne, nieźle napisane i naprawdę dobrze zagrane.

      opisuje grupkę aktorów i rezyserów z dwóch stron kulturalnej barkady : z jednej - kicz telewizyjnych telenowel, z drugiej - teatr zaangażowany. Łączy te dwie opozycje poczucie niezrealizowania ludzi, którzy kiedyś myśleli, że będzie pięknie, a obudzili się z rękoma w nocniku.

      Aneta mieszka z Mundkiem [bardzo dobry Jakub Gierszał].
      ona szykuje się do castingu do głównej roli w telenoweli. on gdzieś tam keidyś zagrał, ale od tego czasu głównie siedzi po nocach i tłucze w "Wiedźmina" albo popala trawkę. Powtarza, ze jest zbyt dumny, by ścigać się o role z kretynami, skoro i tak kretyni zawsze wygrywają. właściwie żyją dzięki temu, co ona zarobi.

      na planie tej całej telenoweli Aneta poznaje Krzysztofa [pan aktor Żurek], troche cwaniaka, trochę playboya, który robi na niej niespecjalne wrażenie. Odgrywają kilka scen. Aneta dostaje tę rolę, możliwe że dzięki protekcji Krzysztofa, któremu się spodobała, a który rolę męską już wcześniej sobie zaklepał.

      reżyserem tego serialu jest Maniek [brawurowy Dorociński, gwarantuję Wam, ze w takiej odsłonie go nie widzieliście, a zwłaszcza z TAKĄ brodą - mam wrażenie, ze ta broda zmieniła go na na tyle, ze poczuł bluesa i zupełnie inne niż zwykle emploi zaprezentował], nerwowy Pan "KUźwa ja was proszę jego mać" w portkach w kratkę, który reżyseruje te serialowe popłuczyny z takim zacięciem i dbałością o szczegóły i energię, jakby co najmniej właśnie prowadził aktorów na planie oscarowej produkcji. Ciągle ma jakieś uwagi, tłucze kolejne duble scen prostych jak budowa cepa, których widz najpewniej głęboko w nosie ma warsztat aktorów, który próbuje wydobywać Maniek. a potem Maniuś zasiada na gigantycznym Krzesle Reżysera i wygląda na nim jak małe dziecko na foteliku.

      tymczasem Mundek, w prrzeczuciu sukcesu Anety, stara się zarobić na tort i szampana, żeby go uczcić. Zatrudnia się jako żywa reklama browaru i łazi po ulicy w stroju kufla piwa :] fajnie to jest pokazane, bo pośród dobrze wykonanych dekoracji, przywodzących na myśl nie tyle ulice warszawskie czy krakowskie albo wrocławskie, ile nowojorskie ;]

      Jako kufel piwa - Mundek poznaje dziewczynę reklamujacą pizzę. Przebraną za... wiadomo za co :] Po zdjęciu rynsztynku pizzy - dziewczyna okazuje się zielonowłosą Franką. Zakolegowują się, odwieddzają bar w których niegdyś nocą spotykali się aktorzy by pić, palić i gadać o sztuce. Dizisaj ten bar wieje pustką, jakiś jeden smętny gość sączy coś w kącie. Ale za to jest pani Lena, sexy barmanka ;] Mundek pamięta resztki świetności tego przybytku, więc czas upływa im na utyskiwaniu, że świat sztuki się sprzedał, panuje konsumpcja, dyktat rynku i kasy, a wszyscy się szmacą. A oni żeby zarobić na kieliszek szampana muszą zasuwać po ulicy przebrani w idiotyczne kostiumy.

      wtedy Franka, która zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Mundku, proponuje, że pozna go z Jurkiem, szalonym wizjonerem tworzącym teatr offowy, prawdziwy, flaki, bebechy i pogarda dla komerchy.

      Jurek [kapitalny Adam Woronowicz] to zaiste gośc tak ekspresyjny i wizjonerski, że aż sprawiający wrażenie lekko szurniętego. Ma za nic autorytety, pieniądz i rynek. Głosi powrót do źródeł, do istoty sztuki. On peroruje, a Franka komentuje co drugie jego zdanie, tak jakby Mundek był za głupi, żeby zrozumieć jego sens ;]

      No i Franka gra w "Wiedźmina", więc jakby od początku u MUndka ma plusa :]

      Serial sprzedaje się doskonale, jest plan kolejnych sezonów. Jego tytuł to "Amazonia" właśnie - polega to na tym, że para zakochanych najpierw wyznaje sobie miłośc na dachu wieżowca, w limuznie, w łózku po upojnej nocy, aż nagle wylatuje na wycieczkę w tytułową dżunglę i tam rozgrywa się komedia romantyczna między nimi, rozpisana na wiele odcinków, z najbardziej w historii ogranymi gestami i tekstami kochanków. Cała akcja filmowana jest w hali produkcyjnej, a za Amazonię robią rzędy doniczek z kwiatami i "egzotycznymi roślinami" na podnośnikach.

      Jurek waha się co do Mundka, takze dlatego że chyba podoba mu się Franka, ale ostatecznie zaczynają współpracować. Jerzy stawia na wyobraźnię, imporowizację i transgresję, więc ich próby są pełne scen zainscenizowanych jako dziejące się w dekoracjach z ich fantazji [płynięcie łódką po jeziorze, gdzie za jezioro robi odpowiednio rozpięta na podłodze folia], co ciekawe niektóre odbywają się w... dżungli amazońskiej :], tyle że nocą. Ostatecznie Jurek chce wystawić "Apokalipsę" wg św Jana.

      Z czasem związek Anety z Mundkiem rozpada się [zabawna scena, informują oni o tym rozpadzie w formie konferencji prasowej przy fleszach aparatów, przedstawiajac powody i konsekwencje tego faktu za pomocą kalek tekstów pisanych przez agencje piarowe prawdziwym parom aktorskim rozstającym się i pragnącym o tym poinformować publikę brukowców]. MUndek związuje się z Franką i grajhą sobie w Wiedźmina. Aneta zaś zostaje nareczoną Krzysztofa i zachodzi z nim w ciążę, co sprawia nie lada problem Mańkowi, który pisze scenariusz do tego serialu, co oni oboje w nim graja. Jak tu "ukryć brzuchola" ? Wreszcie Krzysztof sugeruje, że to się dobzre sprzeda, bo ludzie mają sentyment do kobiet w ciązy.

      co jest istotne w tym spektaklu, to fakt, że wszyscy ci aktorzy robią coś zastępczego. NIe to, co by chcieli, nie są na swoim miejscu.

      Mundek ma Jurka za wariata [w pierwszej fazie ich znajomości : Franka kłamie, ze Jurek ma raka mózgu i to jego ostatnia szansa na teatr, czym chce przekonać MUndka żeby nie odchodził], ale co ma innego do wyboru ? offowy teatr, to jedyna szansa, żeby robić cokolwiek lepszego niż pląsanie w stroju kufla piwa. To samo ma Franka, tyle że ona nie ma nawet dyplomu aktorskiego, w przeciwieństwie do Mundka.

      Aneta chce ICH usamodzielnić. Siebie i MUndka. A jak już się z MUndkiem rozstanie, to wertuje katalogi z meblami i AGD, bo jej marzeniem nie jest gra w serialu, ale założenie domu i dziecko.

      Krzysztof na początku wydaje się być playboyem i księciuniem, potem okazuje się być gościem, który sprzedaje się w g.wnianej telenoweli, ale w zanadrzu ma ambitny monodram, podczas którego siedzi w wannie i prowadzi monolog o ważnych sprawach. A w jeszcze dalszych planach ma zakup lokalu, by tam założyć teatr i wystawiać ambitne spektakle.

      Jurka wywalili z powaznych teatrów za to, że był zbyt nowatorski. Zszedł więc do podziemia i chce rzygać w twarz tego świata, który go wypluł. Ma max radykalną wizję teatru, ale czy byłby równie radykalny, gdyby jednak pozwolono mu pozostać i ten jego radykalizm uprawiać na poziomie minimalnym ? Zapewne nie.

      No i Maniek, który był na jednym roku z Jurkiem w szkole teatralnej. on robi tę cholerną telenowelę, bo "ma trzy rodziny na utzrymaniu", a tak naprawdę miał robić "dokument o bezdomnych, w sepii", zaś w szufladzie ma scenariusz aspirująćego filmu science-fiction i tylko czeka na kasę z PISFu. drze się, pluje i robi rózne sceny, z rzucaniem krzesłem włącznie, bo nie jest u siebie. Jednocześnie zaś czuje smaczek swojej reżyserskiej przewagi nad Anetą i domaga się od niej "loda pod wodospadem" ;]

      ostatecznie sztuka Jurka zostaje wystawiona. Brawa. niszowy spektakl, ale chyba dobrze było.

      I oto na bankiecie popremierowym spotykają się, w tym zacisznym barze dla aktorów, Maniek z Jurkiem. Maniek w marynarce fkuśnej i w żółtych okularach, a Jurek w marynarce na sweter naciągniętej, jakże klasyczne uniformy róznicujące ;]

      I rozmawiają, no przecież znają się ze szkoły. Wspominają jak wtedy było świetnie, jaki duch, dyskusje, nawalanki intelektualne po świt... a terraz - szkoda gadać. Jurek prosi Mańka o recenzję, a ten powiada, ze było doskonale, że świetnie i w ogóle. Ale JUrek mu nie wierzy - "No co ty, gdzie twój pazur ? dowal, no powiedz co było nie tak...", Maniek się broni, ale Jurek napiera, naśmiewa się z niego, prowokuje...
      • grek.grek Re: "Amazonia" teatr TVP [via Polonia] 02.04.15, 14:06
        dochodzi do sytuajci, w której Maniek nie może wyjśc z lokalu, zanim nie skrytykuje sztuki Jurka :] przepiekny obrazek.

        więć Maniek zaczyna krytykowac. że "flupy z d,py", ze "ja to ejstem rodzinny człowiek, ja nie mogę, bo mam trzy rodziny na utrzymaniu, ale ty możesz - i co ? i słabizna, i nic, i nie ma tego twojhego przekraczania", "jak już się biezresz za Apokalipsę, to musisz jechać do końca, stary. a ty co ? miętkie to jakieś, nieszczere", albo "jak ja bym mógł, to bym huknał, przypierdzielił, wulkan bym obudził !" - JUrek coraz gorzej znosi te słowa, a Maniek jedzie kapitalną yradą pod kapitalny akcent. Dorociński jest tutaj rewelacyjny, jak dla mnie.

        aż wreszcie Maniek nabiera oddechu, JUrek milczy, a Maniek do dobija "Stary... to był najbardziej os.rany spektakl, jaki widziałem w życiu... cześć", klepie go w ramię i ucieka zostawiając w konfuzji i zamyśleniu.

        język jest wybitnie ze sfer aktorsko-reżyserskich [to "hukanie"...], a Jurek który przed chwilą dostał huraganowe brawa staje się figurą rezysera, który zawsze będzie nieszczęśliwy, bo sam w siebie nie wierzy i jak go ktoś chwali, to on zaraz wyczuwa że to podstęp i sam, SAM !, domaga się by go zgnoić, bo on tym zgnojeniem żyje. I frustracją wynikającą z owego zgnojenia.

        w ostatniej scenie Krzysztof i Aneta kręcą dalej tę swoją telenowelę [swoją drogą, Maniek świetnie ją reklamuje w tiwi - "W tej Amazonii rozłożymy nasze polskie środowisko ! będzie wspaniale, domy, sklepy, szkoły i KOŚCIÓŁ ! zesr.acie się z emocji !" ;), w przeciwieństwied do niego JUrek stawia na "świadomą publicznośc, która zaprowadzi terror kultury wysokiej i spuści do szamba wszystkie te komercyjne gnioty i breje]. A przed symbolicznym telewizorem siedzą statystyczni Polacy w strojach nareodowych : pielęgniarka, zołnierz, górnik, uczeń, emeryci...

        Jednocześnie Maniek powiada "Ciemny lud kupi kolejne sezony tego g.wna, wszędzie reklamy, walą billboardami, co ma nie kupić...". Ci ludzie nie mają wątpliwosci jaką chałę tworzą, robią to tylko dla pieniędzy. Tm, którzy nie umieją w ten sposób pozostaje off teatr, alternatywa i dorabianie w stroju pizzy. Niby wiemy, ale ilekroć się do tego porządku rzeczy dociera, tyle razy człek na nowo konstatuje, ze coś ty,. kuźwa ja was proszę mać - nie działa należycie.

        zapomniałem o paniach.
        Klara Bielawka gra zielonowłosą Frankę, fajna dziewczyna - doskonale sprawdza się w świadomej recytacji swoich kwestii, tak żeby wyglądały na aktorsko niedorobione :"]
        Aleksandra Domańska, Aneta, jest mniej wyrazista, ale to też jest dobry występ.

        zaskakuje Kuba Gierszał, który wydaawał się aktoreem bardziej filmowym niż teartralny, a tutaj swobodnie sobie poczyna, robi miny, drwi, ironizuje i zupełnie wychodzi z tego kinowego imidżu.

        reżyserował Bodo Kox i to doskonale widać, jest w tym wszystkim, w grze aktorów, scenografii, sposbnie pokazywania poszczególnych momentów, stylu całego spektaklu - offowa nuta, niekiedy wykoślawiona i
        przegięta [jak właśnie w scenach z panną Bielawką, która gra właśnie taką dziewczynę z offowego teatru, naturszczycę z zapałem i bez warsztatu, za to wspaniale improwizującą].

      • barbasia1 Re: "Amazonia" teatr TVP [via Polonia] 02.04.15, 21:09
        >reżyserem tego serialu jest Maniek [brawurowy Dorociński, gwarantuję Wam, ze w takiej >odsłonie go nie widzieliście, a zwłaszcza z TAKĄ brodą - mam wrażenie, ze ta broda zmieniła >go na na tyle, ze poczuł bluesa i zupełnie inne niż zwykle emploi zaprezentował],

        Tak! Tak! :) Bardzo mi się podobał Marcin Dorociński w takim odmienionym emploi. Oby więcej takich ról miał.
    • grek.grek dziś 1/3 "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Kultura 02.04.15, 17:42
      o 21:15

      cóż, przed laty był szum, z powodu sposobu pokazania Jezusa dalekiego od świętości,
      w alternatywnej wizji życia męża, ojca i kochanka, a z pewnością nie żadnego mesjasza, a więc
      absolutnie głębokie wejście w ludzki wymiar tej postaci.

      dla teologicznie zasapanych ludzki wymiar Jezusa polegać miałby na tym, że oddychał, chodził na dwóch łapach i generalnie wyglądał jak człowiek. Reszta to już boskośc, zupełnie jakby był kosmitą przebranym.

      Scoresee wchodzi w tę ludzką stronę zupełnie bezkompromisowo i idzie śmiało naprzód.

      ciekawe, na ile ten film się zestarzał, w wieku 27 wiosen :]
        • grek.grek 1/3 "Ostatnie kuszenie Chrystusa" - po seansie 03.04.15, 11:28
          jakie wrażenia, Czcigodni ? :]

          w 88 to może i robiło wiatr, ale dzisiaj ? chyba sam fakt, ze emituje ten film Kultura, o
          21:15,w przeddzień świąt - jest dostatecznie wymowny. bardzo dobrze, wg mnie, ze dym oburzenia się rozwiał, bo dzięki temu można na spokojnie ocenić ten film jako naprawdę interesującą próbę przedstawienia kanonicznych postaci i zdarzeń z zupełnie nowej perspektywy.

          w istocie wydaje się, ze przed 25 laty chodziło o dwie rzeczy :
          a] ustawienie Judasza w pozycji najważniejszego ucznia Jezusa, który przyjmuje na siebie rolę zdrajcy, bo Jezus go o to prosi, a Judasz za bardzo go kocha by odmówić, mimo że płacze szczerze przejęty tym, co musi zrobić.

          b] cała ta wizja zycia alternatywnego, w którym Jezus zamiast umrzeć ulega retoryce jasnowłosej dziewczynki, przedstawiająćej się jako anioł opiekuńczy. opuszcza miejsce egzekucji i żyje jak normalny człowiek : ma żony, dzieci, rodzinę, a Pawła naucczającego o "Bogu Jezusie" upomina w ostrych słowach, żeby "nie kłamał o czymś co nie miało miejsca".

          i kiedy jest stary i na łóżu śmierci - zjawia się Judasz i wyrzuca mu, że porzucił swoją ideę, misję, wizję, dał się oszukać szatanowi. doskonały jest moment, kiedy do starego Jezusa dociera że spaprał robotę. nie chodzi, więc wyczołguje się i pełznie na Golgotę, prosząc Boga był pozwolił mu wypełnić do końca zadanie.

          to tylko jego przedśmiertna wizja, wyboru jaki miał i jakiego nie dokonał.
          jakiego, w tych okolicznościach, DOBRZE że nie wykonał, bo jak się okazuje żałowałby go
          i najpewniej karty nie mógłby odwrócić.

          jest to zatem jego zwycięstwo, orientuje się że był kuszony, i wystarczyłoby aby wyraził żal i rozczarowanie swoim losem, by wszystko poszło na marne. to pojedynek który rozgywa się już tylko na poziomie jego własnej psychologii. Ta śmierć nie byłaby ofiarą, gdyby w swojej własnej głowie poddał się szatańskiej sugestii, że TAMTo życie byłoby lepsze, pożyteczniejsze, mądrzejsze.

          poza tym, są tutaj slajdy z pierwszych 30 lat życia Jezusa, o których Biblia nic nie mówi. to że szykował dla Rzymian krzyże na egzekucje, że miał jakieś relacje z Marią Magdaleną, która była w nim zakochana.

          generalnie, Scoresese pokazuje człowieka wizjonera, trochę jurodiwego, epileptyka i możliwe że schizofrenika, który zawodzi tych, którzy oczekiwali że będzie nawoływał do powstania przeciw Rzymowi, a także wnerwia sprawujących władzę i trzymających rękę na kasie swoich własnych rodaków, dla których religia jest ceremoniałem albo narzędziem zysku lub politycznej kontroli nad masami.

          proponuje zmianę świadomości, rewolucję wewnętrzną, której nie rozumie prawie nikt. Ludzie idą za cudami, za znakami, ale nikt nie łapie o co chodzi tak naprawdę w tej nowej propozycji.

          a on sam wie, ze potrzebna jest ofiara, aby ludzie mieli co czcić, że tylko ofiara jest w stanie stworzyć mit na tyle mocny, żeby ludzi do tej wizji zmiany duchowej przekonać. co ciekawe, mineło sporo lat i do dzisiaj sens tego tego wszystkiego pozostaje niejasny dla wielu.

          Willem Dafoe świetny, a David Bowie - zaskakujący :]

    • grek.grek dziś 2/3 "Mój rower" w... TVN :] 02.04.15, 17:53
      yup :]

      o 22:30

      niespodzianka, bo jest to film - z opisu i recenzji wynika - w ogóle niepodobny do hitów jakie zapełniają ramówkę rzeczonej stacji.

      żadnych przybyszów z Marsa, żadnych strzelanek i ganianek. nic z tych rzeczy.

      dziadka Włodka, chorego na cukrzycę i w nałogu wódczanym, opuściła żona Barbara, a on sam ląduje w szpitalu. syn Włodka, Paweł, renomowany pianista, przyjeżdza z Berlina, żeby się nim zająć. Z B-Londyna przyjeżdza zaś Maciek, syn Pawła, mieszkający w Anglii ze swoją matką. tercet ten wyrusza wspólnie w drogę, aby znaleźć Barbarę i namówić ją do powrotu.

      reżyserował Piotr Trzaskalski, Pawła zagrał Artur Żmijewski, a dziadka - ponoć zupełnie świetnie - jazzman Michał Urbaniak, co byłoby kolejnym potwierdzeniem tezy, że aktorstwo albo ma się w genach albo żadna szkoła nie pomoze :]
    • grek.grek dziś 3/3 "500 dni miłości" w Polsacie 02.04.15, 17:58
      o 23:55

      on jest romantykiem i czeka na "tę jedyną".
      jak już "ta jedyna" się pojawia, to się okazuje, że wcale nie wierzy w monogamię i w ogóle w związki. on i "ta jedyna" próbują się ze sobą spiknąć, ale nie wychodzi. trwa to tytułowe 500 dni, a po wszystkim on stara się dociec, dlaczego nie wyszło, co nie zadziałało.

      onego gra Joseph Gordon-Levitt, a "tę jedyną" Zooey Deschanel, czyli aktorzy modni.

      sympatyzuję z panem Levittem, ofk jako aktorem, więc chętnie bym zobaczył ten film, a poza tym - premiera is premiera, zawsze warto skoczyć.

      no i... co wybieracie ?

      ofk, jak już oderwiecie się na chwilę od świątecznego kontrolowanego chaosu ? :]]

      ależ się rozpanoszyłem dzisiaj, zostawić mnie na chwilę i od razu są efekty... ;] udanego wieczoru, Czcigodni.
      • grek.grek "500 dni miłości"- 3 słowa po obejrzeniu 03.04.15, 12:05
        bezpretensjonalna nie-komedia nie-romantyczna :]

        Od początku wiadomo, że TO nie wyszło, że Tom i Summer się rozstali. Tom bardzo to przeżywa, koledzy nie wiedzą co robić, więc wzywają pogotowie... na oko 13-letnią siostrę Toma, która zawsze służy mu radą i pomocą, przemawia dorosłym tonem psychoterapeutki i o związkach wie wszystko.

        reszta to retrospekcje z tytułowych "500 dni". Właśnie, oryginalny tytuł brzmi "500 days of Summer". Summer zaś, to imię owej dziewczyny, która zawróciła w głowie Tomowi.

        twórcy filmu wpadli na ciekawy pomysł narracyjny : numerują te 500 dni, ale absolutnie nie trzymają się chronologii. Wyskakuje więc numer dnia i jakaś ważna scena, a potem następny numer dnia z kolejną ważną sceną. Trik polega na tym, że im dalej w numerację, tym związek wygląda gorzej, słabiej, kryzysowo, a Tom i Summer są od siebie coraz bardziej oddaleni. I kiedy sekwencja numerów wygląda np. 30 - 259 - 47, to powstaje interesujący miks zmiennych nastrojów i zupełnego rollercoastera emocjonalnego.

        jakby to opowiedzieć chronologicznie, to by wyszła prosta historia : chłopakowi pracującemu w agencji reklamowej podoba się nowa współpracowniczka. Chłopak jest romantykiem i wierzy w miłośc nagłą, dozgonną i będącą efektem przeznaczenia dwóch dusz. Problem w tym, ze dziewczyna myśli dokładnie odwrotnie i nie chce szukać związku na całe życie, ani nawet w ogóle związku.

        Po jakimś czasie poznają się [łączy ich sympatia dla tego samego zespołu muzycznego], zaczynają się lubić, spotykać, idą do łózka i w ogóle czują się razem świetnie. To pierwsze kilkadziesiąt dni.

        Potem jest stabilizacja, czyli dobra zabawa, wypady na ulubione karaoke,m scenki z małzeńskiego życia odgrywane dla zabawy w sklepie z meblami i AGD, wspólne wyjścia do kina, łózko itd.

        OKoło 250 dnia zaczyna się kryzys. Sprzeczki. A potem rozstanie, choć związku w istocie nigdy nie było. Ona tytułuje go "przyjacielem", a on tego nie znosi, bo wierzył, że sprawa rozwijała się w kierunku ożenku, domu z ogródkiem, dzieci i psa. Ona się po prostu nie zmieniła. nie chciała się wiązać od początku, była uczciwa. On miał nadzieję, ze ona się zmieni, ale nie wyszło. Dlaczego miałoby wyjść ?

        potem rozstanie, kryzys, dół - Tom wygląda jakby zjadł kilogram cytryn. Później próba powrotu do siebie, czyli do relacji balansującej między związkiem i kumplostwem, ale nieudana, bo znów ona okazuje się po prostu dobrą przyjaciółką, a nie "kobietą jego życia". W pracy Tom, dotąd spec od wymyślania haseł na kartki z życzeniami, dostaje od szefa propozycję, żeby zaczął pisać wierszyki na kartki... kondolencyjne :]] generalnie, źle mu idzie ta praca.

        Akcja skacze po dniach, i mamy np. taką sekwencję : dzień 40 - Tom i Summer spędzają razem pierwszą wspólną noc, rankiem Tom pozdrawia i całuje cały świat, niczym postać z bollywoodzkiego musicalu pląsa po ulicy, przybija piątki z przypadkowymi przechodniami, a potem wykonuje z nimi jakieś tańce. To ofk tylko metafora jego doskonałego nastroju. Wchodzi do windy w budynku firmy, drzwi się powoli zasuwają i zasłaniają stopniowo uradowaną dumną twarz Toma.
        i nagle pstryk - wskakuje dzień 260, te same drzwi windy się rozsuwają i widzimy twarz Toma, tyle że skwaszoną, załamaną i pozbawioną grama energii.

        błyskotliwe :]

        do tego rózne zabiegi formalne.
        np. scena w której Tom zostaje zaproszony przez Summer na jakieś przyjęcie. Jest to już po rozstaniu, po kryzysie, i Tom ma nadzieję że chodzi tutaj o drugą szansę, że spotkanie na tym party połączy ich ze sobą na nowo, tym razem na zawsze.

        Ekran zostaje podzielony na pół. Po lewej stronie jest obrazek tego party "w marzeniu Toma", a po prawej "w rzeczywistości". Ofk, marzenie jest piękne i pokazuje jak goście witają z uśmiechem Toma, a potem cały wieczór spędza on z Summer i kończy się on wymownym pocałunkiem. Rzeczywistośc w prawym okienku rózni się od marzenia o 180 stopni : goście nie zwracają na Toma uwagi, wieczór spędza on samotnie, z drinkiem, a Summer nie znajduje dla niego nawet chwili.

        błyskotliwe :"]

        wreszcie - po odchorowaniu wszystkich wzlotów i upadków Tom znów spotyka Summer, na ich ulubionej ławce w parku. I wreszcie mogą normalnie pogadać, bo Tom rozumie że ona jest inna niż on ją sobie wymyślił. I może to zaakceptować, zacząć normalnie żyć, mając wreszcie świadomość że w życiu nie ma przeznaczenia, fatum, że samemu podejmuje się wybory, a ludzie nie są automatami do spełnienia marzeń, ale żywymi i myślącymi stworzeniami, które niekoniecznie muszą mieć plany i zapatyrywania kompatybilne z planami i zapatrywaniami innych ludzi [wobec życia i nich samych].

        znajomośc, relacja, quasi-związek z Summer przyniósł Tomowi takzę bardzo konkretny pożytek - to ona namówiła go, by kontynuowął swoją karierę architekta. Bo Tom ma dyplom z architektury. I niezły dryg do rysunku oraz wizję przestrzenną [w jednej ze scen, na prośbę Summer, rysuje projekt wieżowców...na jej skórze]. Rzuca więc pracę copywritera i idzie na rozmowę w sprawie zatrudnienia w jakiejś firmie zajmująćej się projektami architektonicznymi.

        w poczekalni... tak, poznaje dziewczynę. Sympatyczną i urodziwą. Ona też go zna, okazuje się że oboje bywają w tym samym barze/klubie. Tyle że on jej nigdy nie skojarzył wcześniej... "Słabo się rozglądałeś", powiada ona i dodaje uśmiech. No i Tom znów wpada. Umawiają się na kawę. Tom pójdzie na nią uzbrojony w całkiem nową wiedze życiową. MOże ta wiedza mu się przyda... ;] A może zmieni się tylko obiekt jego nadziei na miłośc wieczną i spadającą z nieba :"]
        • grek.grek Re: "500 dni miłości"- 3 słowa po obejrzeniu 03.04.15, 12:11
          Gordon-Levitt i Zooey Deschanel sprawdzają się w swoich rolach, są doskonale zwyczajni i naturalni, tak jak ich znajomośc, w której nie ma nic ponadczasowego i niepospolitego.

          to raczej wymieszany, poplątany, bawiący się postaciami styl narracji oraz przewrotność każąca zastanawiać się nad tym, czy to komedia romantyczna czy raczej antykomedia antyromantcyzna, decydują o tym, ze film jest dobry.

          szkoda, że tak późno Polsat go pokazał, bo coś czuję, ze niewielu z nas skoczyło ? :]

          www.youtube.com/watch?=PsD0NpFSADM
          • grek.grek Re: "500 dni miłości"- 3 słowa po obejrze 03.04.15, 12:17
            www.youtube.com/watch?v=PsD0NpFSADM

            albo

            www.youtube.com/watch?v=p124ub3Dkyg

            PS : no i MUZYKA !
            znakomita, współczesna, świetnie budująca atmosferę i oddająca nastroje, odpowiednio jednak zawsze lekka i sugerująca, zeby nie traktować tego wszystkiego przesadnie serio.
        • grek.grek Re: dziś 4/3 ;) "Galerianki" Polsat, 22.05 03.04.15, 14:57
          a'propos Twojej recenzji, Maniu.

          nie oglądałem [jeszcze] tego filmu, ale a'propos tematyki - wydaje mi się, ze to jest rzecz o
          tym, że dzisiaj każdy chce mieć pieniądze, najlepiej szybko i od razu, bo kto ich nie ma - ten
          nie może kupić sobie tego, co TRZEBA mieć, żeby zasługiwać na szacunek, co prowadzi
          do konkluzji : pieniądze albo śmierć. Przynajmniej w znaczeniu towarzysko-społecznym.

          a usługi seksualne "galerianek", to własnie droga po szybkie pieniądze by kupić, mieć i
          być w obiegu.

          w moim odczuciu jest to więc nie temat z podręcznika "Edukacji seksualnej", ale z podręcznika
          "Jak być przedsiębiorczym". Punkt 1 : nie mieć żadnych oporów.

          dlaczego seks ? bo w dzisiejszym świecie seksowi spadł wianek. Nie jest już tabu ani niczym niezwykłym. Jest codzienny i pospolity, dlatego jakiś tam ułamek gimnazjalistek czy licealistek nie ma oporów przed sprzedaniem się. Nie ma tabu, które musiałyby obalić. przynajmniej do moment, gdy zostają w konspiracji.

          zatem, mam wrażenie, ze to film o tym, jak dzisiejsza rzeczywistość wymusza na dzieciakach zachowania , które gdzieś tam kłócą się z rozsądkiem, godnością, kulturą czy jak to zwać. Za moich czasów, a to przecież ledwie ćwierć wieku minęło, w podstawowej szkole w ogóle temat pieniędzy nie był ważny. Piłka była ważna, zapraszanie dziewczyn do kina, gry planszowe, ksiązki przygodowe itd. Kogo obchodziło, kto ma jakie buty, jakie ubranie czy jakimi gadżetami dysponuje.... Tematy nieistniejąće.

          Dzisiaj to jest jakaś dżungla, gdzie pieniądz i to co można za niego kupić, jest podstawą relacji międzyludzkich.

          wg mnie, o tym jest ten film - że nikt już nad tym rozbuchaniem MIEĆ nie panuje. żadne media, żadne autorytety, żadne systemy społeczne, żadne religie i kościoły, żadne środowiskowe uwarunkowania, bo wszędzie prymat szybkiej kasy jest widoczny.

          Prof. Bauman napisał kiedyś smutną diagnozę współczesnego świata, że "człowiek który nie bierze udziału w machnie konsumpcyjnej - wypada z gry, przestaje się liczyć dla innych, staje się bezużyteczny dla rządzących, reklamodawców, a także dla INNYCH LUDZI".

          sad but true.
          • siostra_bronte Re: dziś 4/3 ;) "Galerianki" Polsat, 22.0 03.04.15, 16:01
            Greku, taki jest kapitalistyczny system. Liczy się tylko zysk. Jak to powiedział któryś z filmowych bohaterów (nie pamiętam jaki to był film, a sama go opisywałam): "mamy żreć i konsumować, żeby nie myśleć". Konkurencja od przedszkola, a potem wyścig szczurów, żeby jakoś utrzymać się na powierzchni. Ok, może nie wymyślono lepszego systemu, ale jak jest to każdy widzi.
            • grek.grek Re: dziś 4/3 ;) "Galerianki" Polsat, 22.0 03.04.15, 16:29
              zgadza się.

              niestety, mam wrażenie, że ludzie często mówią, ale nic nie robią, aby to zmienić. Dopóki każdy nie zacznie od siebie, dopóty wzajemne wymagania i oczekiwania będą petryfikować ten stan rzeczy, a rosnąca agresja reklam, propagandy konsumpcyjnej i role models pogłębią tylko to, co jest teraz.

              problemem, nie wiem czy się zgodzisz, są nierówności. One napędzają ten cały spektakl. mam wrażenie, ze im kto biedniejszy tym bardziej pragnie MIEĆ, za wszelką cenę. Idąc tropem analogii filmowych : zamożne dziewczyny nie muszą się sprzedawac, to te biedne, z rodzin wykluczonych, ze środowisk patologicznych będą tutaj przodować. Ta presja MIEĆ dotyczy bardziej biednych niż choćby średnio sytuowanych. to tam jest najmniej skrupułów w zdobywaniu kasy. Bieda nie uszlachetnia. Nie dzisiaj, nie w tych czasach.

              może zatem rzecz w dązeniu do zrównywania dochodów ? likwidowaniu przepaści między grupami społecznymi, bo w to że główną rolę odegra jakaś rewolucja wartości i spektakularny powrót do BYĆ - nie łudzę się :]
          • maniaczytania Re: dziś 4/3 ;) "Galerianki" Polsat, 22.0 04.04.15, 09:18
            nie zgodzę się z Twoją diagnozą ;) Obejrzyj film.
            Moim zdaniem jednak chodzi o ten brak - brak uwagi, brak miłości. Mając na myśli patologię, nie pisałam tylko o biednych rodzinach. To nie brak pieniędzy w niektórych przypadkach determinował działania.
            I, jak napisałam, zjawisko "Galerianek" to nie jest sprawa dzisiejszej rzeczywistości. Ja takie 'panny' widziałam i w swoim liceum, te ... 20 lat wstecz.
            • grek.grek Re: dziś 4/3 ;) "Galerianki" Polsat, 22.0 04.04.15, 13:09
              w porządku :]

              na pewno moje "diagnozy" [hehe] są limitowane faktem, ze filmu nie widziałem.
              jesli jednak wskazuje on inny charakter tego "galerowania" niż szybka kasa, by kupić-mieć-istnieć w towarzystwie i we własnych oczach, to coś czuję, że będę miał z nim polemiczny problem ;] albo on ze mną, haha.

              pełna zgoda.
              niewiele się zmieniło, zjawisko nie jest nowe, po prostu lepiej opisywane jest dzisiaj.

    • maniaczytania KK - kwiecień 02.04.15, 18:17
      to jeszcze tradycyjnie nasz ulubiony cykl telewizyjny :)

      dziś - 02.04. - "Porządna kobieta"
      09.04. - "Miłość" - polski film z Marcinem Dorocińskim, inspirowany chyba trochę sprawą 'olsztyńską'
      16.04. - "Dzień kobiet" - to z kolei również polska inspiracja sprawą 'biedronkową'
      23.04. - gala Fryderyków ...
      30.04. - "Raj: Wiara"
      • grek.grek Re: KK - kwiecień 03.04.15, 11:32
        "Porządna kobieta" była chyba rok temu.
        mnóstwo aforyzmów Oscara Wilde'a, styl życia angielskiej artysokracji, stroje i wnętrza na wysoki połysk,
        no i cała galeria świetnych aktorów i mimo złośliwości prawionych pod adresem miłości i małzeństwa - wszyscy się tutaj angażują i koniecznie chcą żenić :]]

        z pozostałych tytułów nie widziałem żadnego
        więc skoczę :]
      • pepsic Re: KK - kwiecień 03.04.15, 17:59
        O "Miłości pisałam, sądząc po ilości błędów dość nieudolnie:
        Tekst linka
        Tekst linka
        Tak sobie myślę, że dla faceta nie będzie ani drastycznie, ani przekonywująco.
    • siostra_bronte "Kes"/"W imię ojca" 03.04.15, 11:53
      Słynny film Kena Loacha, który już zapowiadałam, dzisiaj o 21.15 w Kulturze. Właśnie wyczytałam, że zmieniła się ramówka z powodu śmierci Barbary Sass-Zdort. "W imię ojca" Sheridana ze wspaniałą rolą Daniela Day-Lewisa o 00.15.
      • grek.grek "Kes"/"W imię ojca" 03.04.15, 15:00
        dzięki, Siostro :]

        "W imię ojca" kiedyś oglądałem, znakomity film, z przyjemnością poowttórzę dzisiaj.

        "Kes" - nie znam i jestem zaciekawiony bardzo :]

        słówko a'propos godzin emisji. z tego co własnie czytam :
        "Kes" leci o 20:20, a "W imię..." o 23:20.

      • grek.grek "Kes" - 3 słowa po projekcji 04.04.15, 11:26
        dzięki, Siostro za zwrócenie uwagi na ten film.

        wspaniały, absolutnie.

        od momentu bójki Billy'ego z "kolegą" szkolnym na stercie węgla - zaczęło mi świtać, ze TO się może wydarzyć. Miałem nadzieję, ze się nie wydarzy, że scenarrzysta zdcecyduje się na happy end, ale jednak musiał postawić kropkę nad "i". może i słusznie, dzięki tej puencie film jest pełny i spójny.

        ten świat jest zbyt brudny i prymitywny, aby mógł znieśc taką egzotykę jak ów przebłysk piękna w postaci przyjaźni chłopca z sokołem.

        z jakim szacunkiem Billy mówi o swoim przyjacielu - znakomita jest ta scena, kiedy odwiedza go nauczyciel i rozmawiają o Kesie.

        świetny ten młody aktor, David Bradley, ma taką szczerą twarz i dopiero w finale puszcza łzę. Trzyma się dzielnie, jakoś tę rzeczywistość dookoła siebie oswaja, nie jest typem ofiary, mimo że generalnie wszyscy na niego polują :] a to nauczyciel da po łapie za nic, a to sadysta w koszulce Bobby'ego Charltona się znęca za to, że mały nie umie obronić strzału w okienko 2,5 metrowej wysokości bramki :], a to brat troglodyta ma jakiś problem z nim. Zawsze coś komuś nie pasuje w dzieciaku. A może nawet mały obrywa rykoszetem, bo ci ludzie po prostu duszą się w tym miejscu bez przyszłości.

        to robotnicze miasteczko idealnie oddaje punkowe nastroje, No Future i tak dalej. o takich miejscach, o takim życiu, o takim braku marzeń zawodzili Sex Pistols.

        a sam Billy przypomina trochę Antoine'a Doinela z "Czterystu [400] batów" Truffauta, ten sam rodzaj niezłomności, idzie dalej pomimo przeszkód, robi dobrą minę do złej gry, jest produktem swojego środowiska, ale produktem zepsutym, bo ma jeszczze w sobie wrażliwość, która go od innych oddziela i stwarza nadzieję.

        nauczcyciele to jakiś koszmar na jawie :] groteska.
        niby są komiczni, zwłaszcza ten stary dziad od WF, który w koszulce Charltona wykorzystuje lekcję do rozgrywania meczu, podczas którego zachowuje się jakby grał o mistrzostwo świata, komentuje, spala się na ołtarzu jakiegoś życiowego sukcesu, co jest zabawne, bo dzieciaki kompletnie są niezainteresowane grą, wynikiem, a do tego "Charlton" jest kiepskim piłkarzem, tak po prostu :]

        ten wychowawca w okularach, któremu zaczeska ciągle spada na czoło, też jest paradny - leje linijką po łapach uczniaków, którym zdarzyło się kaszlnąć na apelu szkolnym :] "Odkaszlnąć możecie w drodze do szkoły, w szkole - NIE wolno !" - hehe, czysta groteska. A oni się śmieją z jego wykładów o sztuce życia jakie im serwuje.

        bo co może im zaserwować. pie,przenie o cudach wiankach, które mogą osiągnąć, jeśli "będą się uczyć i dobrze sprawować" ? dżizus, te dzieciaki czeka najniższa krajowa, a najpewniej bezrobocie i socjal. MOżliwe, że Billy'ego też, mimo że dzieciak jest bystry i ma wyobraźnię. A może zwłaszcza dlatego...

        ta scena, kiedy w klasie opowiada o układaniu tego sokoła, wszyscy słuchają z zapartym tchem bo to nagle okazuje się niezwykle ciekawe, INNE - i mamy w pamięci te sentymentem zaprawione sceny ich spotkań... znakomicie się to prezentuje.

        świetna scenografia, to miasteczko bezprzyszłościowe, pełne ludzi którzy "nie rokują', uliczki, domy z czerwonej cegły, brudnawe podwórka, patia zagracone, nieszczególnie wykwintne wnętrze domu Billy'ego - sama prawda na ekranie.

        wspaniały kontrast dla tych chwil kiedy chłopiec karmi i układa sokoła, a ten - po pewnym czasie - siada mu na rękawicy, reaguje na wezwania, "odnajduje go". Czuje się doskonale jak jest to piękna odmiana w tej przygniębiającej szarości, rozjaśnianej tylko czerwoną koszulką Charltona ;]

        "NIe żyje ! wiem, bo mnie nie odnalazł" - czy to nie wzruszające słowa ?

        To jak z baletem w "BIllym Elliocie" - robotnicza mieścina, górnictwo, boks, puby z piwem i piwne brzuchy, a tutaj... balet. Jak to ? a jednak :] a jednak się sprawdza, a jednak ten kolorowy ptak tutaj pasuje, właśnie jako przeciwwaga dla szarości i zmęczenia, to widać zresztą kiedy Billy w filmie Daldry'ego wyjeżdza. Jakby coś zgasło.

        tak samo w finale "Kesa". ale zostaje nadzieja, że to nie jest ostateczne rozwiązanie, ze ten Billy też znajdzie swój lepszy świat. Billy z "Elliota" mimo całej mizerii dookoła spotyka na swojej drodze dobrych ludzi, rodzina wspiera, ojciec jest wspaniały.

        Billy z "Kesa" nie ma nikogo. TO dodatkowo przykry widok ekranowy, kiedy dzieciaka nie ma kto poprowadzić, kiedy nikt go nie wspiera. MOże tylko ten nauczyciel, ale nie ma odpowiedzi na pytanie : czy zaangażuje się on bardziej, czy pomoże dzieciaka ukierunkować, zarekomenduje gzieś, pójdzie do matki i opowie o jego zdolnościach i hobby, czy zajmie się nim, jako father figure etc.

        finał zostawia z niedopowiedzeniami, z zamkniętą historią, z prymatem rzeczywistości nad marzeniem, ale jest mała nadzieja, jakiś rodzaj myśli : hej, ten dzieciak ma przyszłość, wbrew wszystkiemu, za parę lat może coś z tym zrobić. O ile się tylko nie wystudzi, o ile życie nie zmarnuje tego, co w nim cenne i odróżniające go od otoczenia.

        świetny film.
        doskonale było móc go obejrzeć :]

        • siostra_bronte Re: "Kes" - 3 słowa po projekcji 04.04.15, 13:48
          Dzięki, Greku :)

          Świetna recenzja. Mogę się tylko pod nią podpisać.

          Dodam tylko, że zdjęcia Chrisa Mengesa są znakomite. Tak, jak napisałeś, przygnębiająca sceneria miasteczka i dla kontrastu piękna, soczysta zieleń w scenach kiedy Billy biega po lesie albo ćwiczy z sokołem. Taka trawa to rośnie chyba tylko w Anglii :) No i są kręcone trochę w dokumentalnym stylu. Widać to wyraźnie choćby w scenach z sobotniej potańcówki. I czujemy, że oglądamy kawał prawdziwego życia, a nie wymyśloną fabułę.

          Te sceny w szkole są naprawdę przejmujące. Kurcze, nie miałam sadystycznego nauczyciela wf-u, ale przypomniał mi się koszmar tych lekcji. Choćby to wybieranie przez "kapitanów" drużyn zawodników. Oczywiście na końcu zostawały różne sieroty, w tym ja :) Uff, można się było zniechęcić do sportu na całe życie.

          Chłopiec grający Billy'ego jest wspaniały. Trudno zapomnieć jego twarz. Świetne są te jego monologi, kiedy może wreszcie wyrazić swoje uczucia: gdy opowiada na lekcji o Kesie, albo zwierza się nauczycielowi po bójce na stercie węgla.

          Przejmujący i prawdziwy film.

          Jeszcze trailer:

          www.youtube.com/watch?v=HRYvUpsrqmg




          • grek.grek Re: "Kes" - 3 słowa po projekcji 04.04.15, 14:37
            dzięki, Siostro :]

            świetna obserwacja : prawdziwe życie. właśnie tak jest. Ken Loach to do dzisiaj firma markowa i niezawodna :]

            jednocześnie te sceny są komiczne, np. kiedy Billy dostaje o wiele za duże spodenki do ćwczeń i kiedy jest zimno opatula się nimi aż po szyję :] albo kiedy ten nauczyciel powtarza strzał z, jakby to komentatorzy powiedzieli, "problematycznego" rzutu karnego, bo pierwszego nie trafił, a koniecznie musi zdobyć gola.

            no i ten nauczyciel jest dziecinny bardziej od uczniów :]
            zabawy pod tytułem "dobra, gramy, my jesteśmy Real Madryt, a wy ?", to przerabiałem w wieku 12 lat.
            ale to jest też mistrzostwo reżysera, prawda ?
            jest groteskowo,a jednoczesnie, tak jak napisałaś, to jest niezwykle realistyczna opowieść.

            właśnie, świetny moment, kiedy Billy opisuje jak uczniowie są traktowani przez nauczycieli.

            a co sądzisz o zakończeniu, Siostro ? [mnie się ono coraz bardziej wydaje spójne z tym realizmem, który opisałaś]

    • 82adrian Nie żyje Barbara Sass - reżyser filmów o kobietach 03.04.15, 18:31
      Wczoraj w wieku 78 lat zmarła Barbara Sass - reżyser filmowa, która realizowała przede wszystkim filmy o kobietach i ich problemach. Ja zapamiętam cztery filmy tej reżyserki:

      1). ''Dziewczęta z Nowolipek'' i ''Rajska Jabłoń''.
      2). ''Tylko strach'', który niedawno obejrzałem w TVP Kultura. Historia alkoholiczki, która próbuje walczyć z nałogiem lecz nie udaje jej się. Świetna rola Anny Dymnej, która zagrała rolę alkoholiczki fenomenalnie.
      3). ''Pajęczarki'' - co prawda to komedia, ale to film który przedstawił w czasach kapitalizmu losy młodych kobiet, które postanawiają kraść żeby wyjechać do USA. Świetna rola Ady Biedrzyńskiej, Marii Pakulnis i Danuty Szaflarskiej w roli babci.

      Prywatnie była żoną ulubionego operatora Kazimierza Kutza - Wiesława Zdorta, z którym robili wspólnie filmy. Dzisiaj TVP Kultura o godz. 20:20 nada archiwalny wywiad z nią.

      [*]
    • siostra_bronte "Podróż do Indii" 04.04.15, 00:52
      W niedzielę o 12.15 w Kulturze. Wspaniała niespodzianka! Bo jak już chyba wiecie, kocham filmy tego reżysera :)

      David Lean po klapie „Córki Ryana” z 1970 r. zrobił kolejny film dopiero po 14 latach. Wielka strata. Ile filmów mógłby zrobić w tym czasie! Niewiarygodne, że ten genialny reżyser, twórca niezapomnianych filmów, które zdobyły wcześniej, o ile dobrze policzyłam, 22 Oscary (w czasach, gdy ta nagroda jeszcze coś znaczyła), został dosłownie zniszczony przez krytyków. Czytałam wywiad w którym mówił, że krytyka „Córki Ryana” tak podcięła jego wiarę w siebie, że sam zaczął myśleć, że może nie powinien już robić filmów.

      Ale Lean powrócił w wielkim stylu „Podróżą do Indii”. Film jest ekranizacją powieści E.M. Forstera. Jak zawsze u Leana mamy epicki rozmach połączony z dbałością o każdy detal, fantastyczne zdjęcia i intrygujących bohaterów. I ukryte sensy, które odkrywa się przy każdym kolejnym obejrzeniu. Widać rękę wielkiego mistrza. Znakomita obsada: młodziutka Judy Davis, James Fox, Alec Guinness w roli…hinduskiego profesora i wspaniała Peggy Ashcroft (Oscar za rolę drugoplanową). Uczta dla oczu, uszu (Oscar dla Maurice’a Jarre’a) i ducha. Widziałam ten film w kinie, to było coś! Ale widzowie, którzy lubią żwawą akcję niech nawet nie podchodzą do tego filmu :)

      Gorąco polecam!! Na zachętę video z fragmentami:


      www.youtube.com/watch?v=Ya5wHmKlP5g
      • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 04.04.15, 13:13
        godzina dośc kiepska dla mnie, więc nie wiem czy skoczę, ale z drugiej strony... po takiej rekomendacji, to aż się człowiekowi nogi same rozpędzają :]

        dzięki za zapowiedź, Siostro :]
      • siostra_bronte "Podróż do Indii" (1) 06.04.15, 13:32
        Na specjalne życzenie Greka :)

        Akcja toczy się w latach 20-tych ubiegłego wieku. Panna Adela Quested (Judy Davis) płynie statkiem do Indii, do swojego przyszłego narzeczonego Ronny’ego (Nigel Havers), który jest sędzią. Towarzyszy jej matka Ronny'egp, pani Moore (Peggy Ashcroft).

        Obie panie są zmęczone podróżą, ale i oszołomione pierwszym kontaktem z Indiami. Hałaśliwe tłumy tubylców, wspaniałe kolory przypraw na bazarze, nieznośny upał. To zupełnie inny świat…

        Razem z obiema paniami do miasta Chadrapore przyjeżdża też zarządca prowincji, pan Turton razem z żoną. Podczas podróży ich samochód omal nie rozjeżdża dwóch rowerzystów. To miejscowi. Jednym z nich jest dr Aziz (Victor Banerjee), który będzie potem ważną postacią w tej historii.

        Adela i pani Moore instalują się domu Ronny’ego, a potem idą do klubu, żeby poznać miejscowych Anglików.

        Wieczorem obie panie idą do klubu na przedstawienie teatralne. Ale pani Moore chce zaczerpnąć świeżego powietrza i wychodzi na zewnątrz. Wchodzi do małego meczetu. Ale nie jest sama. Wcześniej przyszedł tu dr Aziz. Kiedy widzi Angielkę zaczyna krzyczeć, że powinna zdjąć buty. Pani Moore, trochę przestraszona, odpowiada, że zostawiła je przed meczetem. Aziz jest zaskoczony i przeprasza starszą panią. Pani Moore uśmiecha się i zaczynają rozmawiać. Aziz pyta jak się nazywa, od kiedy jest w Indiach. W pewnym momencie mówi jej, że ma „najmilszą twarz ze wszystkich Angielek”. Pani Moore trochę zawstydzona chce wrócić do klubu. Aziz ją odprowadza. Pani Moore chciałaby go zaprosić do środka, ale nie jest członkiem klubu. Na to Aziz mówi jej, że Hindusi i tak nie mają tam wstępu. Pani Moore jest tym zaskoczona.

        Wraca do Adeli i razem piją herbatkę. Kiedy rozbrzmiewa hymn obie wstają. Bardzo ciekawe jest następne ujęcie. Jest noc, widzimy spokojny Ganges w blasku księżyca, aż nagle w środku rzeki krokodyl wynurza się ponad powierzchnię i miota się ze swoją ofiarą. Jak oni to zrobili?! Musieli chyba czekać parę nocy, żeby złapać takie ujęcie! Takie sceny to tylko u Leana :) Poza tym ta scena jest bardzo wymowna, bo wciąż słyszymy w tle „God save the queen”…

        Następnego dnia obie panie idą na plenerowe przyjęcie. Jest tam tłum gości, gra orkiestra. Adela i pani Moore szybko zauważają, że ich rodacy źle traktują Hindusów i to im się nie podoba. Pani Moore rozmawia o tym z synem. Ten nie rozumie o co jej chodzi. Mówi, że nie jest żadnym misjonarzem, tylko urzędnikiem państwowym, ma tu utrzymywać porządek. Lepiej nie spoufalać się z miejscowymi. Jego matka ma inne zdanie, uważa, że „ludzie powinni czynić dobro i pomagać sobie”. I akurat w tym momencie orkiestra gra „God save the queen”. Oboje wstają, ale widać, że czują w czasie hymnu zupełnie co innego.

        Podczas przyjęcia Adela poznaje Fieldinga (James Fox), dyrektora miejscowej uczelni. Fielding jest bardziej otwarty niż jego rodacy i chętnie rozmawia z zaproszonymi na przyjęcie tubylcami. Adela mówi mu, że chciałaby poznać jakichś Hindusów. Fielding zaprasza ją do swojego domu, panią Moore też. Chce je poznać z profesorem Godbole (zaskakujący Alec Guinness). Adela prosi go też o zaproszenie dr. Aziza, którego pani Moore spotkała w meczecie.

        Następnego dnia zdenerwowany Aziz przychodzi do domu Fieldinga, którego jeszcze nie zna. Widać, że darzy go dużym szacunkiem. "Słyszałem, że ma pan dobre serce" mówi Aziz. "Coś podobnego" dziwi się Fielding :) Nauczyciel odnosi się do niego bardzo życzliwie. Przychodzą obie panie, jest też profesor, który zachowuje stoicki spokój. Siedzi sobie na uboczu i je owoce. Pozostała czwórka miło sobie rozmawia. W ferworze dyskusji Aziz chce się odwdzięczyć i zaprasza Adelę i panią Moore do swojego domu. Ale potem reflektuje się, bo jego dom wygląda raczej nędznie i wpada na pomysł pikniku do słynnych jaskiń Marabar, które są miejscową atrakcją. Obie panie chętnie się zgadzają. Cieszy się zwłaszcza Adela, która chce zobaczyć „prawdziwe Indie”. Co prawda zapytany o jaskinie profesor odpowiada zniechęcająco, że są puste i ciemne, ale decyzja została podjęta.

        Atmosfera się rozluźnia. Fielding wyszedł z panią Moore, aby pokazać jej uniwersytet. Adela i profesor moczą nogi w fontannie przy domu, towarzyszy im Aziz. Kiedy rozmawiają o pani Moore profesor mówi, że ma „starą duszę”. To znaczy, że była już w Indiach wiele razy w poprzednim wcieleniu. I w skrócie opowiada Adeli o reinkarnacji. Nagle wpada tam Ronny. Kiedy widzi ten sielski obrazek jest wściekły. Adela spoufala się z tubylcami! Każe jej natychmiast wyjść. Po drodze zabierają panią Moore. Starsza pani jest zniesmaczona zachowaniem syna i wraca do domu, a Ronnie zabiera przygnębioną Adelę na mecz polo.

        Adela nagle wyznaje, że nie chce się z nim zaręczyć. Nie wiadomo, czy myślała o tym już wcześniej, a sytuacja w domu Fieldinga tylko utwierdziła ją, żeby podjąć taką decyzję. A może dopiero w Indiach zobaczyła jakim Ronny jest człowiekiem, kiedy bez zmrużenia okiem skazuje tubylców na miesiące ciężkich robót za drobne przewinienie. Ronny jest zaskoczony, ale przyjmuje jej decyzję ze spokojem. Ale chce powiedzieć o tym matce dopiero za parę dni, żeby zebrać się w sobie, no i jest jeszcze piknik.

        Wieczorem, przy kolacji Ronny przeprasza Adelę i matkę za swoje zachowanie. Mówi, że nie ma prawa niczego im zabraniać i mogą poznawać Indie jak chcą. Matka jest wciąż urażona i wcześnie idzie do łóżka.

        Następnego dnia Adela przeżywa dziwną przygodę. Jedzie rowerem na wycieczkę po okolicy. Po drodze zauważa ruiny jakiejś starej świątyni, a tam rzeźby przedstawiające pary w miłosnych uściskach, prawie jak w Kamasutrze :) Adela przygląda się zafascynowana, ale małpy tam mieszkające zaczynają ją gonić. Przerażona Adela ucieka rowerem. Kiedy przyjeżdża do domu jest roztrzęsiona. Ronny zauważa ją i pyta czy coś się stało. Adela odpowiada, że nic. Ale mówi mu, że jest „głupia” i cofa to co powiedziała wcześniej. Ronny obejmuje ją i wydaje się, że wszystko wraca do normy. Wkrótce oboje przyjmują gratulacje od znajomych z okazji zaręczyn...
        • siostra_bronte "Podróż do Indii" (2) 06.04.15, 13:40
          Tymczasem Aziz intensywnie przygotowuje się do pikniku. Pomagają mu w tym przyjaciele. Musi zorganizować naczynia, alkohol, krzesła i mnóstwo innych rzeczy. W sumie droga impreza, ale Aziz chce dotrzymać danego słowa.

          W końcu nadchodzi dzień podróży. Aziz z grupą pomocników i mnóstwem bagaży, łącznie z drabiną, czeka na dworcu. Przyjeżdżają obie panie, bardzo podekscytowane. Adela odprawia służącego Ronny’ego, który miał z nią pojechać. Służący protestuje, ma pilnować Adeli, ale ta jest nieugięta. Na osłodę Aziz daje mu parę groszy.

          Do grupy ma dołączyć Fielding, ale niestety spóźnia się na pociąg i to o włos. Aziz krzyczy do niego, żeby wskoczył do pociągu, ale jest za późno. Aziz jest załamany, bo liczył na jego pomoc. Razem z Fieldingiem na dworzec przyjechał profesor Godbole. Ma zatroskaną minę. Twierdzi, że to nie jest dobry dzień na taką podróż. Czyżby przewidywał kłopoty?

          Po podroży pociągiem cała trójka ładuje się na słonia, ku uciesze tubylców :) Karawana z grupą tragarzy idzie pod górę w rejon jaskiń. W końcu wszyscy docierają w pobliże pierwszej groty. Tubylcy rozkładają wszystkie manele, łącznie ze stolikiem, krzesłami i wielkim parasolem.

          Potem Przewodnik wchodzi do jaskini, a za nim grupa tubylców. Jaskinia jest długa i wąska. W sumie niewiele widać :) Ale okazuje się, że jest tam niesamowite echo. Przewodnik coś krzyczy i jego głos powraca. Zachęca Aziza, żeby zrobił to samo. Aziz krzyczy „pani Moore!”. Ta stoi gdzieś w środku tłumu. Powracające echo brzmi jakoś strasznie, pani Moore zasłania uszy, wreszcie ucieka z jaskini. Z ulgą siada na krzesełku pod parasolem i dochodzi do siebie. Po jakimś czasie wszyscy wychodzą z jaskini. Adela podchodzi do pani Moore i wypytuje czy coś się stało. Starsza pani zaprzecza, nie chce pokazać swojej słabości. I tutaj jest piękna scena, którą na szczęście znalazłam w youtubie:

          www.youtube.com/watch?v=V3UAPNPffGw

          Zmęczona pani Moore mówi Adeli, że zostanie tutaj. Nie ma siły iść do jaskiń położonych wyżej. Doradza też Adeli, żeby poszła tam bez tłumu tubylców, bo wtedy zwiedzanie nie ma sensu. Adela postanawia iść tylko z Azizem i przewodnikiem. Cała trójka wspina się w upale. Na chwilę Adela i Aziz przysiadają na kamieniu. Adela przez lornetkę patrzy na Chadrapore. Wydaje się zamyślona. Nagle pyta Aziza czy kochał swoją żonę (jest teraz wdowcem). Czyżby Adela miała jednak jakieś wątpliwości co do ślubu z Ronnym? Aziz odpowiada, że zobaczył swoją żonę w dniu swojego ślubu, bo małżeństwo było zaaranżowane, oboje byli młodzi… Nie wie co więcej powiedzieć. Ale z jego rozmów z Fieldingiem wiemy, że bardzo kochał żonę.

          Potem ruszają dalej. W pewnej chwili Adela nie ma siły wejść i Aziz chce jej pomóc. Dziewczyna jakby się wahała, ale chwyta jego rękę. I mamy zbliżenie ich rąk. Co oznacza, że to ważny moment. Typowy Lean! W końcu trójka dociera do jaskini. Aziz przeprasza na chwilę i odchodzi na bok, tak żeby go nie widziano. Siada na skale i pali papierosa. Wydaje się być zdenerwowany. Ta rozmowa z Adelą chyba była dla niego krępująca.

          Adela stoi u wejścia do jaskini. Ale coś się z nią dzieje. Nie ma na głowie kapelusza, włosy są w lekkim nieładzie, wygląda na rozkojarzoną…Aż nagle wchodzi sama do jaskini, jakby coś ją tam ciągnęło. Ma w rękach zapalona zapałkę, którą później gasi, żeby nie zdradzić swojej obecności. Zachowuje się dziwnie, płacze, jakby była w jakimś transie. A potem ciekawe ujęcie: woda wylewająca się ze zbiornika wśród skał. To nie jest przypadkowa scena, takich u Leana nie ma :) Metafora tego co stało się w jaskini? Po chwili widzimy, że to efekt kąpieli słonia.

          W tym momencie pani Moore budzi się ze snu pod parasolem. Akurat do „obozu” dociera w końcu Fielding. Wita się z panią Moore i pyta o wrażenia. Starsza pani jest niespokojna, mówi, że coś się stało. Ale Fielding ją uspokaja, to tylko odgłosy kąpieli słonia. Ale pani Moore wie swoje. Mówi, że Adela, Aziz i przewodnik poszli na górę już godzinę temu. Fielding zapewnia ją, że na pewno zaraz wrócą.

          Tymczasem Aziz wraca z przerwy na papierosa i widzi, że Adela zniknęła. Próbuje dowiedzieć się czegoś od przewodnika, ale ten kompletnie nie wie co się stało. Przerażony Aziz staje u wejścia pierwszej jaskini i nawołuje Adelę. Ta jednak nie odpowiada. Aziz szuka dalej, w kolejnych jaskiniach.

          A my widzimy toczący się po skałach kamień, potem kapelusz Adeli i wreszcie ją samą w poszarpanej bluzce, biegnącą w dół! Kiedy Aziz wychodzi z kolejnej jaskini widzi porzuconą lornetkę Adeli, a ją samą już na dole, wsiadającą do samochodu stojącego na drodze.

          Aziz zbiega na dół i opowiada w skrócie co się stało. Odszedł na chwilę, Adela zniknęła, potem widział jak wsiada do samochodu pani Turton. Tym samochodem przyjechał Fielding. Nauczyciel jest pewny, że Aziz mówi prawdę, a pani Moore zgadza się z nim. Cała trójka wraca pociągiem w fatalnych nastrojach.

          Na dworcu Aziza zgarnia policja. Fielding próbuje go bronić, pyta o nakaz, ale bez efektu. Aziz jest przerażony. Na dworcu zebrał się tłum Hindusów, zaciekawionych całą sytuacją. Fielding obiecuje Azizowi, że mu pomoże. Sam zostaje poproszony na pobliski posterunek policji. Tam dowiaduje się, że Adela oskarżyła Aziza o…próbę gwałtu. Fielding jest w szoku. Krzyczy, że to niemożliwe i mówi wprost, że Adela zwariowała. Odgraża się, że pójdzie do szefa policji. Tymczasem Ronny zabiera z dworca panią Moore, która bezskutecznie prosi o rozmowę z Azizem...
          • siostra_bronte "Podróż do Indii" (3) 06.04.15, 13:46
            Adela została wcześniej przywieziona do domu i położona do łóżka. Jest w szoku, płacze. Pielęgniarka usuwa jej kolce z zakrwawionych ramion i nóg. Pewnie zbiegając w dół wpadła w kaktusy. Lekarz daje jej środek uspokajający i Adela zasypia.

            Fielding idzie od szefa miejscowej policji i próbuje go przekonać, że Aziz jest na pewno niewinny. Ale szef policji jest pewny swego. Na dokładkę w mieszkaniu Aziza znaleziono świerszczyki i dowody na to, że korzystał z burdelu w Kalkucie. Co z pewnością pogrąży Aziza w sądzie.

            Przyjaciele Aziza chcą go wyciągnąć z aresztu za kaucją, ale bez powodzenia. Na szczęście udaje im się ściągnąć słynnego obrońcę, Hindusa, pana Amritrao, który chce zająć się sprawą za darmo.

            Tymczasem w klubie spotykają się Anglicy, żeby omówić całą sytuację. Kobietom zaleca się zostanie w domach, bo na ulicach może dojść do zamieszek. Przychodzi też Ronny. W trakcie spotkania jeden z Anglików wprost oskarża Fieldinga o sprzyjanie Azizowi. Oburzony Fielding mówi, że wierzy w jego niewinność. A jeżeli sąd go skaże to wyjedzie z Indii, a teraz już rezygnuje z członkostwa w klubie. I demonstracyjnie wychodzi, ku zdumieniu zebranych.

            Pani Moore jest tak poruszona tymi wydarzeniami, że zamierza wracać do Anglii. Ronnie chce ją zatrzymać. Powinna zostać z nim i Adelą, będzie przecież proces! Jej zeznania mogą pomóc. Ale pani Moore jest nieugięta. Ronnie w złości mówi, że nigdy jej nie rozumiał, ona jego też…Pani Moore jest wyraźnie tym poruszona, ale nie kontynuuje tematu. Musi wracać, ma do uporządkowania swoje sprawy...

            Pani Moore odjeżdża pociągiem, na peronie stoi smutny Ronny. Może czuje, że nie zobaczy już matki? Pani Moore nagle widzi przez szybę jakąś postać, która ją żegna hinduskim zwyczajem. Zaskoczona otwiera okno, żeby zobaczyć więcej. Okazuje się, że to profesor Godbole. Pani Moore jest poruszona. Nie wiem dlaczego ta scena jest tak przejmująca…

            Wreszcie zaczyna się proces. Pod sądem tłumy Hindusów z transparentami „uwolnić Aziza!”, ale też „wyjedźcie z Indii!”. Proces staje się sprawą polityczną i budzi wielkie emocje. Sędzią jest Hindus, zastępca Ronny’ego, który z oczywistych względów nie mógł prowadzić tej sprawy.

            Pierwszego dnia procesu jeden z obrońców Aziza rezygnuje, bo jest przekonany, że wynik jest z góry przesądzony. Aziz nie ma żadnych szans! Oskarżenie interpretuje wszystkie fakty na jego niekorzyść, łącznie z „przekupieniem” służącego Ronny’ego, żeby nie jechał na piknik.

            Tymczasem pani Moore płynie statkiem do Anglii. Nocą podziwia gwiazdy. Nagle czuje ból serca, ostatkiem sił opada na leżak. I umiera. Widzimy potem jej ciało owinięte w brytyjską flagę. Po modlitwie jej zwłoki zostają wyrzucone do morza…

            Następnego dnia oskarżyciel (zdaje się, że szef policji) powołuje na świadka Adelę. Na początku wszystko idzie zgodnie z planem. Adela opowiada o początku podróży. Potem oskarżyciel pyta co się działo później. I Adela zaczyna się wahać. Odpowiada niepewnie. „Może to była także moja wina…” mówi nagle Adela. Oskarżyciel jest zaskoczony: „Co pani ma na myśli?”. Adela powoli mówi: „kiedy patrzyłam na miasto przez lornetkę…z dystansu…to zrozumiałam, że….nie kocham narzeczonego”. Na sali robi się gwarnie. Ronny ma ochotę zapaść się pod ziemię. Oskarżyciel też jest w szoku, ale musi kontynuować.

            Kiedy w końcu pada decydujące pytanie: „Czy Aziz wszedł za panią do jaskini?” Adela mówi z wahaniem:” nie jestem pewna…”. Oskarżyciel nie wierzy własnym uszom. „Jak to nie jest pani pewna?”. Po dłuższej przerwie Adela odpowiada: „nie….nie wszedł za mną”. Na sali tumult. Oskarżyciel już nie kryje emocji i krzyczy, że przecież podpisała wcześniej zeznanie! Ale Adela powtarza to co powiedziała. Oskarżyciel pyta ją „ czy pani zwariowała?”. „Nie” odpowiada Adela. Sprawa jest zakończona. Sędzia ogłasza, że Aziz jest niewinny. Radosna wieść dociera do tłumów pod sądem. Tubylcy wdzierają się do środka i wynoszą Aziza na ramionach.

            Grupa Anglików, która towarzyszyła Adeli jest w kompletnym szoku. Pani Turton mówi do siebie: „dziwka”. I trudno się dziwić.

            Adela wychodzi samotnie z sądu. Wokół tłumy radosnych tubylców, którym nie przeszkadza ulewa. Adela nie wie dokąd ma pójść. Zauważa ją Fielding. Chce być dżentelmenem i mimo wszystko proponuje jej odwiezienie do domu. Ale z oczywistych względów Adela nie może tam wrócić. Fielding zabiera więc ją do siebie. Aziz chce, żeby z nim został i świętował zwycięstwo, ale Fielding musi zająć się Adelą. „Anglicy zawsze trzymają się razem” myśli Aziz, to gorzka prawda…

            W trakcie podróży Fielding próbuje rozmawiać z Adelą, ale ta nie próbuje się tłumaczyć z tego co zrobiła. Kiedy przyjeżdżają do domu przychodzi telegram z wiadomością o śmierci pani Moore. Adela jest załamana, „już nigdy jej nie zobaczę”... Fielding nie chce na razie powiadamiać Aziza, żeby nie psuć mu radosnego dnia.

            Później Fielding odwiedza Aziza. Ten jest ubrany w odświętny, hinduski strój, szykuje się na przyjęcie. Fielding prosi, żeby zrezygnował z roszczeń finansowych wobec Adeli, które by ją zrujnowały. Aziz jest wściekły. „Za to co mi zrobiła, za zhańbienie mojego nazwiska należy mi się zapłata!” krzyczy. Fielding próbuje tłumaczyć, że Adela została już wystarczająco ukarana.

            Pyta Aziza jakie ma plany. Aziz odpowiada, że wyjedzie gdzieś daleko, żeby zapomnieć o tej historii. Fielding zamierza wyjechać na urlop do Anglii. Aziz podejrzewa, że pewnie razem z Adelą, ale Fielding zaprzecza. Aziz wciąż pełen gniewu mówi, że był naiwny próbując przyjaźnić się z Anglikami. To jest niemożliwe, zbyt wiele ich dzieli. Mówi jeszcze Fieldingowi, że Adela nie musi płacić. I tak się rozstają. Aziz wsiada do powozu otoczonego tłumami Hindusów i ma łzy w oczach…
            • siostra_bronte "Podróż do Indii" (4) 06.04.15, 14:01
              Ale spotkają się raz jeszcze. Po kilku latach do Aziza, który przeniósł się na północ, przyjeżdża profesor Godbole. Przekazuje mu informację, że Fielding przyjedzie do niego razem z żoną. Aziz jest zaskoczony. Nigdy nie odpisał na listy Fieldinga, wciąż ma do niego żal.

              Nadchodzi dzień spotkania, Aziz jest bardzo zdenerwowany. Ale Fielding jest przyjazny. Aziz był przekonany, że jego żoną jest Adela. Ale okazuje się, że jest nią córka pani Moore, Stella, którą poznał przez Adelę. Aziz wzrusza się na myśl o pani Moore…

              Tego samego wieczora Aziz pisze list do Adeli. Chce wreszcie zamknąć za sobą przeszłość. Dziękuje Adeli za to, że powiedziała prawdę w sądzie, że miała odwagę to zrobić. Widzimy Adelę, kiedy czyta ten list gdzieś w deszczowej Anglii. Aziz pisze o spotkaniu z Fieldingiem i jego żoną. Cała trójka żegna się na drodze. Samochód Fieldinga odjeżdża. Aziz macha na pożegnanie. „Pewnie już nigdy ich nie zobaczę” pisze Aziz. Adela patrzy przez okno, potem znika w pokoju. Koniec.

              Pozostaje jeszcze pytanie co tak naprawdę wydarzyło się w jaskini? Możliwe są oczywiście różne interpretacje. Czytałam o przynajmniej kilku :) Mnie najbardziej przekonuje wersja, że to miłosna i seksualna frustracja Adeli. Wszystko zaczęło się na wycieczce rowerem od ruin świątyni. Od tej pory Adela zaczęła mieć wątpliwości. Nie kocha Ronny’ego, nie interesuje jej jako mężczyzna. Aziz ze swoją egzotyką może się jej podobać. Do tego to naprawdę sympatyczny facet :) Ale ze względu na swoją sytuację (jest przecież zaręczona, no i jest Angielką!) nie ma prawa tego pragnąć. W jaskini dochodzi do jakiejś kumulacji emocji. Adela musi zwalić na kogoś winę za swoją psychiczną rozsypkę.

              Pewnie można historię z jaskinią odczytywać bardziej symbolicznie, w kontekście stosunków między Indiami i Brytyjczykami.

              Niestety, muszę powtórzyć swoje zachwyty nad kinem Leana :) Epicki rozmach, dbałość o każdy szczegół, kamera powoli sunąca za bohaterami. Lean wie co chce pokazać i jak to zrobić. To prawdziwe mistrzostwo, jakiego już nie zobaczymy we współczesnym kinie. Można się tylko zachwycać.

              I jeszcze trailer:

              www.youtube.com/watch?v=SYWbvJ-hsGg
              Przepraszam, że wyszło takie długie :)
              • grek.grek Re: "Podróż do Indii" (4) 06.04.15, 14:44
                what ? że co ? że jak ? chyba oczy mnie zawodzą...
                długie ?!

                Siostro, dorzuć jeszcze kolejne 4 odcinki, a wszystkie przeczytam i przeczytamy z ukontentowaniem :]] i to nie raz.

                zacznę za chwilę, już się cieszę na lekturę :]
              • grek.grek Re: "Podróż do Indii" (4) 06.04.15, 17:35
                dzięki, Siostro :]

                znakomita opowieść, jak zawsze. precyzyjna i barwna :]

                w linkach widać ten rozmach i estetykę, o których piszesz.
                z ciekawością obejrzę ten film.
                widoki, zdjęcia, egzotyka krajobrazu - widać to już w tych zwiastunach i fragmentach.

                ano właśnie - intryga zasadza się na tym, co zaszło między Adelą, a Azizem.
                ja też bym się przyczyniał do frustracji. i generalnie do tego, co Adela od początku gdzieś
                tam moze czuć w kontakcie z inną kulturą, innym porządkiem estetycznym.

                narasta niepokój, przyszły mąż taki jakiś wydaje się jej nieteges, gonią ją małpy, żar, upał,
                Ganges... mogła popaść w stan, którego sama nie była w stanie rozpoznać.

                stąd oskarżenie.

                dziwi trochę postawa pani Moore. dlaczego wyjeżdza przed procesem ? powinna być
                zainteresowana wydarzeniami jakie tam będą miały miejsce, powinna wspierać Adelę, albo
                Aziza, albo mediować między nimi, np. do Adeli o wycofanie pozwu, a do Aziza o to, o
                co prosi Fielding, czyli o wspaniałomyslnośc dla Adeli, kiedy już jej oskarżenia upadną pod
                ciężarem jej własnych [kontr]zeznań.

                ta śmierć pani Moore wydaje się symboliczna. może chodzi o to, ze, jak powiadają źródła
                historyczne, lata 20-te to początek końca panowanie Wielkiej BRytanii w Indiach. po 1 wojnie światowej Anglia nie była już zdolna do pełnego kontrolowania sytuacji, a Indie zaczeły się jej wymykać z rąk. Od 1919 w Indiach modny stał się opór bez walki przeciw brytyjskim kolonizatorom, propagował gfo Gandhi. w 22 Gandhi został aresztowany w związku ze swoją działalnością polityczno-kulturową. może to ma właśnie metaforyczną wartośc w kontekśxcie odczytania wypadków
                do jakich dochodzi w filmie ?

                Adela może być figurą histerycznej Anglii, której dominacja się sypie, a ona sama nie panuje nad własną polityką. Aziz to figura budzących się do godności Hindusów, którzy za kilkanaście lat osiągną swój cel. A pani Moore... to stara Anglia, tyleż ciekawa swoich włości kolonialnych, co obojętna moralnie, która właśnie umiera i nie doczeka już 2 wojny światowej, która tak wiele zmieni ?

                tak czy owak, INdie są tutaj zdecydowanie plusowane :] natomiast Anglia przedstawiona całkiem wszechstronnie, Fielding, pani Moore, Adela i doktor reprezentują rózne odłamy myślenia brytyjskiego i rózne postawy wobec swojego dziedzictwa i przyszłości.

                nie wydaje mi się, że taki film może ominąć ówczesną politykę, kulturę i nie odnosić się w swojej głębokiej warstwie do historii :"]

                wspaniała opowieśc, świetny film, dzięki Siostro raz jeszcze :]

                doskonały świąteczny prezent :]
                • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" (4) 06.04.15, 18:04
                  Dzięki, Greku :)

                  Mam nadzieję, że obejrzysz! Chociaż Twoja lista filmów must-see niepokojąco się wydłuża. Z okazji świąt oszczędzę Ci tytułów :)

                  Słusznie napisałeś, że atmosfera Indii ze swoją zmysłowością, barwami, upałem jakoś rozprężyła Adelę. Zobaczyła, że jest jeszcze inny świat, inni mężczyźni niż Ronny...Pewnego razu pani Moore mówi Adeli: "w Indiach człowiek musi stanąć ze sobą twarzą w twarz..."

                  Faktycznie, zachowanie pani Moore jest zaskakujące. Wydaje się, że powinna wspierać syna i jego narzeczoną. Ale pani Moore z pewnością stanęłaby po stronie Aziza. Co prawda powiedziała, że lubi Adelę, bo ma "charakter", ale ta sytuacja byłaby dla niej trudna. A może pani Moore przeczuwa swoją śmierć? W rozmowie z Ronnym mówi, że "ma niewiele czasu"...

                  O tak, pani Moore może być symbolem "starej Anglii", która już odchodzi. A jednak widzimy, że odnosi się do Hindusów z szacunkiem i oni odpowiadają tym samym. Znacząca jest scena, kiedy profesor Godbole żegna ją na dworcu.

                  Adela chciała poznać "prawdziwe Indie", stąd wycieczka do grot. Nawet profesor był zaskoczony, że chce tam pojechać. Ale jak przyszło co do czego, Adela czuje lęk, uprzedzenia wygrywają. I tak, może być symbolem histerycznej Anglii, tracącej swoją pozycję.

                  Podejrzewam, że przy kolejnym obejrzeniu można będzie znaleźć jeszcze nowe tropy...

                  Jeszcze raz dzięki :)
                  • grek.grek Re: "Podróż do Indii" (4) 07.04.15, 15:34
                    to ja dziękuję Tobie :]]

                    mam znaleziony ten film.
                    terraz tylko znaleźć muszę odpowiednio nieskażony naleciałościami CZAS, aby spokojnie
                    obejrzeć :]

                    o, ta lista musi być sporych rozmiarów. a ile jeszcze takich tytułów, o których nie rozmawialiśmy jeszcze, a należałoby zobaczyć... boję się o tym nawet myśleć ;]]

                    tak mi się wydaje,że właśnie ta egzotyka, ten klimat, cała otoczka wpływa na Adelę, powoduje jej
                    psychiczne rozchwianie, uruchomienie się pragnień, pożądań.

                    może jest tak, że ona chciała mieć okoliczność z Hindusem, przetraszuyła się tego pragnienia, doznała wyrzutów sumienia, a bojąc się stanąć z nimi twarzą w twarz, PRZYZNAĆ się do swoich pożądań, wstydząc się, będąc nimi zaszokowaną - oskarżyła go o gwałt.

                    to by gdzieś tam zahaczało o krytykę surowej moralności, w której wychowywane były angielskie panny, a także o rasizm - skoro libido wycelowane w Hindusa może być powodem wewnętrznego zawstydzenia i upokorzenia...

                    wydaje mi się, ze Adela poznaje nie tylko "prawdziwe Indie", czyli atmosferę i nastrój, o których piszesz, ale także samą siebie; te Indie poruszaj w niej to wszystko, co Anglia tłumiła.

                    szok kulturowy ? :]

                    to prawda, role uprzedzeń [nawarstwionych, wpajanych, przeczuwanych] jest tutaj niezwykle istotna.

                    Adela ma w sobie [kulturowo-erotyczną] bombę, która tylko czeka na odpowiedni zapalnik, żeby wybuchnąć.
                    • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" (4) 07.04.15, 15:42
                      Mam nadzieję, że znajdziesz ten czas :)

                      O tak, ta list nigdy się nie skończy. Mamy zajęcie na wiele lat :)

                      Bardzo celne uwagi! Adela odkrywa samą siebie i to ją przeraziło...

                      Znalazłam ciekawy filmik, w którym David Lean opowiada o Adeli. Co prawda nie wyjaśnia co się stało, ale rzuca światło na jej postać.

                      www.youtube.com/watch?v=D5QxsiE8Nzg
                      • grek.grek Re: "Podróż do Indii" (4) 08.04.15, 15:36
                        :] no to jest nas dwoje :]

                        hehe, to dobra perspektywa, zawsze będą jakieś filmy do zobaczenia, przemyślenia, zauroczenia i opisania.

                        coś w tym musi być.
                        zmysłowe Indie wydobyły z Adeli gwałtownie skrywane namiętności. Te ją przeraziły i zawstydziły, co doprowadziło ją do próby zracjonalizowania ich i przerzucenia rzekomej winy na przedstawiciela tej kulturowej odmienności.

                        dzięki za link :]
                        i za nakreslenie sylwetki reżysera.
                        przyznam, ze skruchą, że nie znałem tego twórcy.
                        tym większe podziękowania, Siostro :]
                        • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" (4) 08.04.15, 17:19
                          Miło mi, Greku :)

                          David Lean to moim (i nie tylko) zdaniem filmowy geniusz. Jakoś tak się porobiło, że jest jednak u nas mało popularny. Nie mam pojęcia dlaczego. Zrobił tylko 16 filmów, ale przynajmniej kilka to arcydzieła. Znakomite, kameralne "Spotkanie" (1945), potem świetne adaptacje Dickensa "Wielkie nadzieje" (1946) i "Olivier Twist" (1948), no a później epicka trójka: "Most na rzece Kwai", "Lawrence z Arabii" i "Doktor Żywago". Ciekawostka, miał sześć żon :)
      • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 04.04.15, 14:42
        wybitny film :]
        właściwie wszystko jest na najwyższym poziomie.
        intryga, zdjęcia, finał, narastający niepokój i kolejne twisty, no i Kim Novak in her prime :], jedna z najpiękniejszych aktorek w historii, tutaj dodatkowo neutoryczna i zagadkowa.

        szkoda, że nie ma wieczorem powtórki...
      • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 04.04.15, 22:06
        Uff, co za film! Za każdym razem robi wielkie wrażenie. Ta hipnotyzująca atmosfera jak ze snu, zjawiskowa Kim Novak, cudna muzyka Herrmanna...
        Ale wciąż nie rozgryzłam znaczenia zieleni i czerwieni w filmie :)







        • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 05.04.15, 17:23
          dzięki, Siostro :]

          film.onet.pl/wiadomosci/zawrot-glowy-hitchcocka-filmem-wszech-czasow/04c39

          płynie się przez ten film, tak wspaniały ma klimat i styl.
          coś mi się instynktownie wydaje, że Kultura powtórzy "Zawrót..." wkrótce, w primetime :]
          nie wyobrażam sobie innej możliwości.

          w sieci można obejrzeć, ale... nie wiem, jak to widzisz ?, mnie w ogóle taka sytuacja nie
          zadowala - ekran jakiś nie taki i człowiek szuka filmu na tym monitorze, zamiast być przez
          film znajdowanym przed ekranem.

          Ekran kinowy byłby najlepszy, ale trudno naprawdę poczuć intymną więź z filmem, kiedy
          dookoła ludzie i nie wiadomo, co sądzą i czują, a przecież oglądanie filmu wymaga jakiegoś porozumienia duchowego, nieprawdaż ?.

          Najlepszy jest więc ekran telewizora :] MOżna się skupić, a jednocześnie wymiar szkiełka jest odpowiedni i wyposaża w świadomość sytuacji.
          jakoś tak mi się zrobiło i nie cche być inaczej.

          zapewne to, co napisałem, nie ma żadnego sensu, ale za to piszę z serca ;]
          • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 05.04.15, 17:29
            Yes, powinna być powtórka!

            Haha, to co napisałeś jak najbardziej ma sens. Podpisuję się, oglądanie filmu w sieci to nie to samo. Dużo się traci, zwłaszcza przy pięknych zdjęciach!
                • pepsic Re: "Zawrót głowy" 08.04.15, 20:02
                  Niestety okres około świąteczny nie sprzyja oglądaniu tivi. Mi się wydaje, że niejedna dyskusja o "Vertigo" była i że kiedyś oglądałam. Jedną znalazłam, tę z ukłonem w stronę mody:)

                  Swoją drogą z pana Stewarta dość podstarzały amant, że się narażę;)
                  • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 08.04.15, 22:18
                    Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia :)

                    Znalazłam tylko dyskusję o modzie, poza tym merytoryczna była tylko recenzja Greka i moje dopiski.

                    Hehe. Co ciekawe, po nie najlepszych pierwszych recenzjach Hitchcock zwalił niezbyt elegancko winę właśnie na Jamesa Stewarta, że był za stary do roli. Szkoda, że reżyser nie pomyślał o tym wcześniej. A ja z kolei wygłoszę odważną tezę, że mamy prawo do miłości w każdym wieku :))
    • siostra_bronte "Jesus Christ Superstar" 04.04.15, 14:59
      O 20.25 w Kulturze. Ekranizacja rock-opery Webbera i Rice'a w reżyserii Normana Jewisona z 1972 r. Widziałam dawno, ale pamiętam, że mi się podobało. Oryginalny koncept z wystawieniem historii przez teatralną grupę i świetna, pełna emocji muzyka. Chociaż możliwe, że źle zniósł próbę czasu.
      • grek.grek Re: Radosnego Świętowania! 04.04.15, 17:25
        wzajemnie, Barbasiu :]
        i Czcigodni :]

        sympatycznego odpoczynku, dobrej pogody do spacerów i jedzenia aż do przejedzenia, a co ! :]]

        PS : jak tam wypieki, Barbasiu ? wszystkie się udały znakomicie, mam nadzieję ? :]
      • never_never Re: Radosnego Świętowania! 05.04.15, 18:43
        no to ja również tak przy okazji... Wesołego Jajka wszystkim :)

        bywam tu rzadko i z większością opinii się nie zgadzam, ale niech tam! ;)

        a tym co jeszcze nie widzieli: GW od kilku dni reklamuje w przyszłą sobotę fantastyczny dodatek - "Mommy" Xaviera Dolana!!!
        • barbasia1 Re: Radosnego Świętowania! 06.04.15, 00:02
          never_never napisała:

          > no to ja również tak przy okazji... Wesołego Jajka wszystkim :)

          Miło nam! Wesołego!

          > bywam tu rzadko i z większością opinii się nie zgadzam, ale niech tam! ;)

          Z większością!!! Niemożliwe???
          Czyżbyś aż tak krytycznie podchodziła do filmów?

          > a tym co jeszcze nie widzieli: GW od kilku dni reklamuje w przyszłą sobotę fant
          > astyczny dodatek - "Mommy" Xaviera Dolana!!!

          Dzięki za informację.
        • mozambique NOE" 07.04.15, 10:31
          z Russelem Crowe ? widzieli ?

          ja tylko tak w skrócie bo teraz ni mom casu :
          - NOe nad wyraz wspolczesny - w spodniach i gustownym kubraczku ), ponoc Russel zapowiedzial ze nia zagra jezeli bedzie musiał moknąc w białej sukience :))
          - NOe ekologiczny
          - Noe okrutny
          - Noe mściciel
          - Noe sentymentalny _ zone gra Jennifer Conelly ( a żoną i męzem byli juz w PIeknym Umyśle )
          - nie wiem jak to tam naprawde bylo z tymi jego dziecmi , rozmnozyli sie czy nie ?
          - nie wiem po co te Enty rodem z Wladcy PIerscieni , no nie wiem ??? hmhmhm

          - i ze sie sie zwyczajowo czepiam to zapytam jakim cudem dym usypiał na amen wszystkie potezne zwierzeta w Arce a nie uspil ludzi ???
          -
          • grek.grek Re: NOE" 07.04.15, 15:44
            nope :] to być musi jakaś bardzo nowa produkcyja.

            w sumie, Twoja lakoniczna, ale jakże kolorowa, recenzja utwierdza mnie, ze jak Noe, to tylko
            ten z "Matriksa" :]

            ale, ale... czy ja dobrze odczytuję Twoje intencje, Mozambique ?

            powinnaś pisać seriale, bo świetnie Ci idzie z clifhangerami ;]

            tak napisałaś o tym "NOe", że nie ma wyboru - trzeba czekać na rozwinięcie, w którym
            zdradzisz czy to film dobry, przeciętny czy jednak słaby, a bohater "ekologiczny, okrutny,
            mścicielski, sentymentalny..." to bohater, ktory Ci przypadł do gustu czy jednak nie :]

            no i co z tym Russellem ? good "perforacja" czy taka... tylko dla kasy ? ;]
            • siostra_bronte Re: NOE" 07.04.15, 15:51
              Pamiętam ogromny plakat, który wisiał u nas w centrum :)

              Sam pomysł wydawał się karkołomny. Jak się doda do tego komputerową estetykę to efekt był łatwy do przewidzenia. Co ciekawe to dzieło zrobił Darren Aronofsky!

              Dzięki, Mozambique za recenzję.
            • mozambique Re: NOE" 08.04.15, 10:17
              no wlasnie bo ja nie wiem czy mi sie podobało :))
              to ten NOe chyba sprzed roku, nówka kinowa nieśmigana. Crowe, Connely , Emma Watson , Anthony Hopkins i i paru mlodych przystojniaczków jako Cham i JAfet , rezyseruje Aronoffsky

              rzecz o Noem , Arce , potopie, pokucie za grzechy calej ludzkości , no wiadomo o co biega -
              nie znam dokladnie Starego Testamentu wiec nie wiem na ile to "ekranizacja" a na ile wyobraznia rezysera ,- Noe tu to taki troche samotny wojownik( ma wrogów a jakże i nie wacha sie ich zabijac) , troche msciciel ( głowny wróg zrobil kiedys kuku rodzinei NOego wiec nie ma zmiłuj) , troche odkupiciel gleboko przekonany o slusznosci ofiary z siebei i swojej rodziny i w tym przekonaniu chce zabic swego wnuka , do tego wymagajacy ojciec i mąż , niemal tyran rodzinny itd
              Do tego ekologicznie myśli i nosi porzadnie uszyte spodnie i kubrak - troche przypomina Kevina COstnera z "Wodnego Świata" - no ale w sumei tam tez był potop

              i jest arka jak sie patrzy , i są zwierzeta i rosliny, i jest deszcz i potop , troche dziwny bo w St.Testamencie chyba torche popadało zanim zalało a tu potop nastaje błyskawicznie , powiedzmy w ciagu godziny
              ale to wszystko utopione jest w sosie "piterodżaksonowym" bym powiedziała , efekty specjalne robili na pewno ci sami fachowcy co we Włądcy ...tylko ze hobbitom pomagały wielkei ożywione drzewiaste Enty , pamietacie ? A NOe ma nagle do pomocy takie same Enty tylko "skaliste" ( ki diabeł ?) - robia czarną robote, budują arke, noszą cieżkie rzeczy a w sytuacji bezposredniego zagrozenia przez wrogów walą jak nie przymierzając Gnomy w starek kopalni krasnoludów. Do tego duzo wygłąszają mądrych mott takim mocno tubalnym głosem prosto ze srodka skały , czujecie ?

              i jest arka na wzburzonym oceanie bez zadnych szans na ląd , i jest swiadomosc beznadziejności, i glebokei przekonanie NOego ze skoro Bóg tak chciał to mial racje, i ze skoro ma wyłącznie synów to rodzina wymrze bezpotomnie ale tu nagle bezpłodna dziewczyna syna staje sie płodna i , siurprajs, jest dzieciątko , ale skoro Bóg kazał wymrzeć to dzieciątko nie ma prawa życ - i Noe zamierza je włąsnoręcznie zabić, JEst troche strasznie i troche wzruszająco...

              i potem nagle arka dociera na jakis ląd i potop wysycha i zycie toczy sie dalej

              jak widac n nie jestem obeznana z Biblia i mozlwie ze troche cos motam alem zdziowna nieźle była takim NOem . Nie wiem czy mi sie podobało ale zobaczyc na pewno warto - chocby po to zeby sie samemu przekonać :)
              • grek.grek Re: NOE" 08.04.15, 15:25
                o proszę :]

                taki podwójną kreską kreślony ten Noe, jak wynika z Twojego opisu, nie ? trochę ekolog, trochę człowiek rodzinny, a trochę terrorysta :]

                skały budują Noemu arkę ? yikes ! science fiction aka baśniowo się robi trochę. Nie znam Biblii, ale tam chyba jednak takich wynalazków jeszcze nie opanowali. Najwyraźniej pan reżyser postanowił prześcignąc protoplastów bajkopisania.
                ale efektownie jest, nieprawdaż ?

                a to ciekawy wątek mógłby być.
                jakby Noe się wahał między zaufaniem do Boga, a całkiem ludzkim pragnieniem ratowania siebie i pozostałych, choćby nawet Bozi miało się to nie podobać.
                tymczasem, jak piszesz "ma głębokie przekonanie", więc dylemat diabli wzięli.

                fanatyk z gościa, tylko by dzieci zabijał, bo uważa, że mu Bóg tak każe :]

                hehe, wygląda na to, ze to Noe całkiem nowoczesny, chociaż chyba niekoniecznie WSPÓŁczesny :]
                • mozambique Re: NOE" 09.04.15, 09:49
                  nooo ciekawy jest
                  bo jak czytam w Biblii Noe żyl w sumie 950 lat !!!!! i mial synów ( córkach biblia nie wspomina) i po potopie i osiadnieciu arki na gorze Ararat ci synowie mieli wiele dzieci . A z kim ja sie pytam ???? a nie wiem
                  czyzby mimo wszystko byly tez córki Noego , kompletnie pominiete merytorycznie , a jesli tak to jest to najczystsze kazirodztwo
                  czy tez zona Noego jednak tez dlugo w czas mogla rodzic dzieci ale tak to tez jakies tam kazirodztwo

                  itd itd
                  - ja wiem to są archetypy i o nich sie nie dyskutuje

                  co ciekawe w KOranie tez istnieje przypowiesc o czlowieku co z rodzina przetrwal potop na łodzi w celu przebłagania gniewu Allaha
                  • grek.grek Re: NOE" 09.04.15, 16:23
                    jak rozumiem, w filmie dzieci świętego męza wyskakują z kapusty ? ;]

                    Koran i Biblia w sumie tak bardzo się chyba nie gryzą, co najwyżej mają problem
                    na gruncie konkurencyjności rynkowej ;]
                • barbasia1 Re: NOE" 09.04.15, 18:29
                  > a to ciekawy wątek mógłby być.
                  > jakby Noe się wahał między zaufaniem do Boga, a całkiem ludzkim pragnieniem rat
                  > owania siebie i pozostałych, choćby nawet Bozi miało się to nie podobać.
                  > tymczasem, jak piszesz "ma głębokie przekonanie", więc dylemat diabli wzięli.


                  W Biblii zanim Bóg zesłał potop , wyznał Noemu mu swój plan zniszczenia (nieprawych) ludzi i ziemię na której żyją i nakazał Noemu zbudować arkę. Tak więc Noe w zasadzie nie ma żadnego dylematu. Chyba że zacząłby wątpić w to, czy głos naprawdę pochodzi od Boga, a nie z jego np. chorej głowy.

                  Przeczytałam w wikipedii, że według Koranu żona Noego, Waila, usiłowała przekonać wszystkich, że jej mąż oszalał!

                  :)
    • grek.grek "Jak stracić chłopaka w 10 dni" [2003] via TVN 05.04.15, 15:17
      NYC, Manhattan dekor komediowo-romantyczny i historia z przymrużeniem oka oraz happy endem.

      Ona, czyli Andie [Kate Hudson] pisze do modnego czasopisma kobiecego, ale ma dośc dłubania o ciuchach, toerbkach i butach. Chciałaby bardziej serio tematy. Na naradzie redakcyjnej wykorzystuje okazję i zakłada się o to, ze rozkocha w sobie chłopaka i porzuci go w ciągu 10 dni za pomocą popełnienia wszystkich klasycznych błędów jakie kobiety popełniają w związkach z mężczyznami. A potem napisze sąznisty artykuł o tym.

      On, czyli Ben [Matthew Mc Conaughey] pracuje w agencji reklamowej i chce złapać zlecenie na wielką kampanię firmy produkującej damską biżuterię. Na jakimś przyjęciu przyjmuje zakład, którego stawką jest otrzymanie tego zlecenia. Ma dowieść swoich kompetencji uwodziciela mas konsumentów - sprawiając, że przypadkowa dziewczyna zakocha się w nim i przyjdzie z nim na to bankiet z okazji promocji tej firmy.

      Wybór pada na Andie, która akuratnie jest na tym przyjęciu. POznają się, jest fajnie. Andie po chwili informuje koleżanki, że ma jelenia, na którym wykona eksperyment z porzuceniem.

      I rusza akcja : ona robi wszystko, żeby skutecznie go rzucić, czyli tak żeby wiał gdzie pieprz rośnie, a on wszystkie te zagrywki znosi zagryzając zęby, bo przecież ona musi go kochać, żeby mógł wygrać zakład.

      Cóż ona mu tam robi, o ja... ;]]
      Kastruje jego męskośc nazywając jego urządzenie "księzniczką Zofią", przemeblowuje mieszkanie, wprowadza różowe elementy i miśki-pluszaki, każe podlewac paprotkę; zaprasza na mecz kosza, a potem gania do baru po jedzenie i picie, więc on nie może zobaczyć decydującej akcji; prowadza w rózowej koszulce na koncert Celine Dion; psuje nastrojową kolację, bo on zrobił mięso, a ona nagle jest wegetarianką, wieć idą do obskurnego baru, a tam ryż z warzywami, a do tego miał być mecz w telewizji do tej kolacji, więc znów Ben nie może pooglądać koszykówki...
      • grek.grek Re: "Jak stracić chłopaka w 10 dni" [2003] via TV 05.04.15, 15:27
        przepraszam, ze tak przerywam nagle, ale oryginalną wersję automat mi zatrzymał jakieś 50 razy. "wykryła spam" bezmyślna maszyna :]] nawet usunięcie słowa "zakoCHUJE" nie pomogło. Tak to jest jak maszyna przejmuje kontrolę nad człowiekiem ;]

        Wracając do filmu...

        Andie zgrywa się jak trylko może, jest dziecinna, słodko-idiotkowa, od razu mówi o dziecku, rodzinie. Naśmiewaa się za plecami Bena, obgaduje sprawę z koleżankami i ma nadzieję, ze Ben szybko pęknie. Ben zaś, udaje przed kolegami, że jego związek z Andie jest rzeczą satysfakcjonującą i radosną. Oboje dązą do celu za pomocą wszelkich srodków - Andie wyprowadza wszelkie możliwe ciosy, Ben wszelkie możliwe ciosy przyjmuje i stara się stać prosto :]

        Ben trochę się dziwi, że Andie z przyjęcia i Andie na codzien są tak rózne, ale... któż rozpozna człowieka w 10 minut, a już kobietę... ;]

        Wreszcie Andie zadaje cios, który może rzucić na kolana twardziela.
        Pojawia się na męskim wieczorku, jaki Ben organizuje dla siebie i kumpli. Jest pizza, są cygara, karty i piwko. I męskie rozmowy. Andie wszystko rozwala. Plącze się wokół stołu, przeszkadza, terroryzuje, wpędza ich w konfuzję, stawia na stole do pokera psa-miniaturkę, który natychmiast zaczyna załatwiać swoje psie potrzeby, panowie są zniesmaczeni, przerażeni i zupełnie zastraszeni. Andie zabrania im palenia cygar, pizzę zastępuje niestrawnymi dla mężczyzny kanapkami z ogórkiem, Bena tytułuje "Bennie Wennie", a na koniec, kiedy on nieśmiałom próbuje coś powiedzieć - robi mu awanturę o niepodlaną paprotkę która uschła, strzela focha i wychodzi trzaskając drzwiami.

        Ben nie goniłby jej, gdyby nie zakład... A tak - nie dośc, ze zdemolowała mu spotkanie z kumplami i poniżyła - kaja się przed nią i proponuje terapię dla par u psychologa. A Andie się zgadza. Musi go rzucić tak żeby sam nie chciał jej widzieć, więc jej nadzieje że to już koniec - spełzają na niczym.
        • barbasia1 Re: "Jak stracić chłopaka w 10 dni" [2003 06.04.15, 00:29
          > przepraszam, ze tak przerywam nagle, ale oryginalną wersję automat mi zatrzymał
          > jakieś 50 razy. "wykryła spam" bezmyślna maszyna :]]
          >nawet usunięcie słowa "za koCHUJE" nie pomogło. Tak to jest jak maszyna przejmuje kontrolę nad człowiekiem ;]

          Ożeż!? Może jakiś link w tekście spowodował takie zakłócenia ?

          >nawet usunięcie słowa "za koCHUJE" nie pomogło.
          Hehehe! :))

          W takim pięknym słowie, taka brzydkie COŚ. ;)
          • grek.grek Re: "Jak stracić chłopaka w 10 dni" [2003 06.04.15, 14:41
            nie zamieszczałem żadnego linka, Barbasiu :], wtym właśnie problem.

            żadnych linków, słów mogących być uznanych za znaczące lub wulgarne... nawet usunąłem na chwilę imiona bohaterów i nazwiska aktorów, żeby sprawdzić czy o to może chodzić ;]] taki byłem zawzięty, hehe.

            no i przyczyna pozostała nieujawniona.

            hehe, no własnie, słowa nawet pozytywne mogą być wyłapywane przez filtry porządkujące język i uznawane za nieparlamenttarne.
      • grek.grek Re: "Jak stracić chłopaka w 10 dni" [2003] via TV 05.04.15, 15:40
        Pech Bena polega na tym, ze Andie wybiera psychologa, a zostaje nim... jej koleżanka z pracy, więc we dwie pastwią się nad Benem i spokojnym, wyważonym tonem uświadamiają mu, że jest facetem, który "nie panuje nad agresją", "możliwe iż jest gejem", "najprawdopodobniej jest impotentem" i w ogóle powinien się nad sobą bartdzo głęboko zastanowić ;]

        Ben sięga więc po dżokera.
        Zabiera Andie do domu rodziców. Na weekend.
        Fajnie tam jest - rodzinka tnie w karcianą grę pod nazwą "G... prawda !",. wujek ma wiatry, siostra i brat Bena są mili, generalnie wszyscy traktują tam Andie jak swoją i ona się tam czuje jak w domu. Zupełnie ją rozbraja ten wyjazd. A jak już Ben zabiera ją w teren i uczy jazdy na motorze, a potem ochlapuje ich jakiś frywolny kierowca, co ich ogromnie rozbawia... wieczorem Andie konsumuje znajomośc z Benem i jest w nim po uszy zakochana. Niedorzeczne ? MOżliwe że tak, ale... możliwe też, ze Andie kochała się w Benie, a Ben w niej, już od pewnego czasu. Psychologia w komedii romantycznej ? Yikes ! ;]

        I jak już jest tak fajnie, to się nagle musi rozłożyć... Na tym bankiecie, na którym Ben miał przyjść z Andie - wspołpracownicy Bena weryfikują zakochanie w nim Andie i Ben dostaje tę kampanię reklamową do poprowadzenia. Tyle że Andie dowiaduje się, że była przedmiotem zakładu, więc rozżala się okropnie. Jednocześnie do Bena dociera wieśc [od szefowej Andie obecnej na tym samym bankiecie dla socjety i mediów], że ANdie tylko wykorzystała go jako jelenia do eksperymentu.

        Wyrzucają więc sobie wzajemne pretensje i oskarżenia i rozstają się w atmosferze nieprzejednania. Andie ma swoje "rzucenie w 10 dni", ten dzień bankietu to właśnie było dzień 10 ich znajomości. I Ben naprawdę ją rzuca.

        Tyle że jest im obojgu źle z tym co się stało. Andie pisze wprawdzie ten artykuł "Jak rzucić chłoipaka w 10 dni", ale pisze o tym, że chciała go rzucić, robiła co trzeba, lecz nie dośc, że on to wytrzymywał, to jeszcze ona się w nim zakochała.

        A przy okazji szefowa nie daje jej tych {poważnych tematów", bo to po prostu nie są tematy pasująće do profilu pisma, więc Andie pakuje się, zeby pisać poważne artykuły w jakichś mediach w Waszyngtonie.

        Ben czyta ten jej artykuł w gazecie i natychmiast goni, żeby wyznać że też ją kocha i że chce żeby zoistała z nim na zawsze.

        Musi przedzierać się przez miasto, w pogoni za jej taksówką, która wiezie ją na lotnisko. Z sukcesem. Ona zatrzymuje kierowcę, on wyznaje, ona aprobuje i też wyznaje, no i nie będzie wyjazdu, bo ona zostanie z nim w Niujorku, który jak wiadomo najlepszy jest ;]]

        Bez fajerwerków, ale momentami celna ironia i przerysowanie, dobrzy aktorzy, bez mizdrzenia się do widza, a do tego wszystkie reguły gatunku zachowane.

        przepraszam za 3 posty, ale ten "spam" mnie wpędził w zachowania nieszablonowe ;]

        www.youtube.com/watch?v=j5ptYIynMf0