Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 7 (vol. 57)

01.07.15, 18:58
Witam w pierwszym dniu tego pięknego wakacyjnego miesiąca :)

W telewizjach sezon ogórkowy, ale pojawiają się ciekawe propozycje, więc się nie damy ;)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - lipiec 01.07.15, 22:04
      no to zgodnie z tradycją - propozycje KK:

      2.07 - Maraton tańca - chyba już był ;)
      9.07 - Agora - chyba było ;)
      16.07 - Rewizyta - polski z 1994r. reż. Krzysztof Zanussi
      23.07 - Ostatni Mohikanin - no tego się nie spodziewałam :)
      na 30.07 jeszcze nie ma rozpiski ;)
      • maniaczytania Skandal (5 i 6, seria I) 03.07.15, 18:56
        właśnie Barbasiu, dokładnie! Zgadzam się z Tobą w 100% :)

        Po wczorajszych odcinkach można już chyba sobie wyklarować pewne opinie o bohaterach, choć pewnie jeszcze nieraz nas zaskoczą ;)

        Moje refleksje - rany! Jak on ją kocha!!! Chyba każdej kobiecie by 'zmiękły' kolana, gdyby ktoś tylko tak patrzył jak Mr President ;) Za to jego żona, brr, cóż za kobieta...
        Bardzo podoba mi się rozwijająca się dynamicznie ;) relacja Olivii z panem prokuratorem - ich 'przepychanki' słowne są świetne.
        Z ekipy Olivii po tych 6 odcinkach najbardziej polubiłam Harrisona :)
        I bardzo, ale to bardzo mi szkoda Gideona ...
        • grek.grek Re: Skandal (5 i 6, seria I) 04.07.15, 14:33
          to ja tez się przyłączę, bo - pochwalę się - obejrzałem 6 odcinek ;]

          retrospekcyjny, romantic, ale z podtekstem.

          kulisy polityki - bezcenne, aczkolwiek bez wymyślania prochu.
          oto : żona kandydata na prezydenta ma romans.
          widać w ich wzajemnych relacjach rezerwę - niby sobie plumkają i spijają z usteczek,ale się nie dotykają.
          spindoktorka jest zaniepokojona, widać ze coś jest na rzeczy.
          ukrywają romans żony, ale wyczuwalny chłód relacji wzajemnyhc może odebrać kandydatowi głosy
          elektoratu żeńskiego.
          co robi żona ?
          ze łzami w oczach, załamującym się głosem, kłamie do kamer, że "poroniła w drugim tygodniu ciązy" i stąd te zauważalnie przygasłe relacje małżeńskie, czyli : to moja wina, ale w istocie niczyja, bo spotkała nas tragedia.
          doskonałe ;']]

          polityka, kampania, kompletnie nie ma związku z ekonomią, gospodarką, sprawami bezpieczeństwa, podatkami i polityką wewnętrzną. wizerunek, obyczajówka, rodzina, miny, gesty, dobrane albo niedobrane krawaty... tu się wybiera prezydenta.

          co do śmierci dziennikarza, to mnie się zapaliła czerwona lampka ostrzegawcza : jak zaczynają ginąć ludzie, a zabójcami są osobnicy z wierchuszki politycznej, to się zaczyna robić science-fiction :] mam nadzieję, ze tutaj uda się uniknąć większej ilości takich rzeczy.

          "Za to jego żona, brr, cóż za kobieta..."

          wg mnie - świetna postać.
          cyniczna, bystra, żaden tem dodatek męzowski, ale zawodniczka słusznej wagi :]
          poza tym, Bellamy Young ma ciekawą urodę, nie dośc, że jest ładna, to jeszcze taka
          trochę retro, przypomina zony prezydentów z lat 60-, 70-tych.

          • maniaczytania Re: Skandal (5 i 6, seria I) 04.07.15, 16:12
            grek.grek napisał:

            > "Za to jego żona, brr, cóż za kobieta..."
            >
            > wg mnie - świetna postać.
            > cyniczna, bystra, żaden tem dodatek męzowski, ale zawodniczka słusznej wagi :]

            No niby tak, ale zastanawia mnie jej motywacja - przecież rzekomo wcale nie chciała zostać prezydentową, a teraz? Tym bardziej, że ona na 100% wie o romansie męża z Olivią.

            > poza tym, Bellamy Young ma ciekawą urodę, nie dośc, że jest ładna, to jeszcze taka trochę retro, przypomina zony prezydentów z lat 60-, 70-tych.

            Z tym, czy ładna, to rzecz gustu ;) , mnie tam się za bardzo nie podoba z urody, ale faktem jest, że jej charakteryzacja to właśnie takie retro - nawet lata 50-te bym powiedziała :)
    • grek.grek "Szkoła czarownic" via Stopklatka 02.07.15, 13:22
      znacie ? :]

      widziałem dawno temu, a ostatnioo Stopklatka powtarza nonstop...

      oryginalny tytuł "The Craft".
      rzecz z '96, ale trzyma poziom.
      ofk, w swojej kategorii gatunkowej.

      a chodzi o czarodziejstwo, czarowanie, wiedźmowanie wreszcie :]

      Lisa, po stracie matki, z ojcem i bratem przenosi się do... Kalifornii, jak można sądzić. W nowej szkole poznaje trzy dziewczyny, które uchodzą za "dziwne", a ściślej ; praktykujące czarną magię. Bonnie, Rochelle i Nancy noszą się z gotycka i rzeczywiście zajmują się czarami. Bez większych efektów, bo... brakuje im czwartej czarownicy, aby przywołać jakieś potęzne pradawne bóstwo. Prędko orientują się, że Lisa jest "tą czwartą".

      Próbują się z nią zaprzyjaźnić, ale Lisa woli towarzystwo Chrisa, szkolnego podrywacza. Dopiero kiedy Chris, urazony odmową seksualną, obgaduje ją za plecami - Lisa przekonuje się do swoich koleżanek.

      Każda ma jakieś życzenie-marzenie, którego spełnienia oczekuje po tym bóstwie, co chcą je wezwać. Nie chodzi o jakiegoś stwora w materialnej postaci, ale o rodzaj energii natury, która miałaby im sprzyjać. "Gdyby Bóg i diabeł grali w piłkę, to manon [owo bóstwo] byłby boiskiem, piłką, stadionem, trawą na której grają i niebem", taka pada definicja. Bóg-Natura, mówiąc krótko.

      Bonnie ma rozległe blizny po oparzeniach na plecach i chciałaby się ich pozbyc. czarnoskóra Rochelle nie moze odnieśc sukcesu w sporcie, bo prześladuje ją "koleżanka" rasistka. A Nancy wegetuje w przyczepie z matką i jej gachem, który ich okrada. marzeniem Lisy jest to, by Chris się w niej zakochał. Wszystkie mają swoje cele, mają zaklęcia, mają odpowiednie ksiązki o magii, bo w Kalifornii, to jest tak, że idziecie sobie chodnikiem, a tuż obok jest sklep z magicznymi księgami :] Wchodzicie, a tam kadzidełka, zapach staroci, bibeloty, literatura okultystyczna w stylowych staromodnych okładkach i pani sprzedawczyni, której zachowanie i słownictwo sugerują, że jej znajomość czarnej magii wykracza poza teorię.

      I ta pani chyba orientuje się, że dziewczyny coś kombinują, bo przestrzega je przed igraniem z siłami natury, a także wspomina o odpowiedzialności jaką musi się wykazać ktoś, kto posiądzie taka władzę i możliwości.

      Przywołują więc młode czarownice to swoje bóstwo i rzeczywiście zaczynają dysponować narzędziami wpływu na otoczenie - Bonnie schodzą blizny, rasistka przesladująca Rochelle łysieje jak Kojak, z życia Nancy i jej matki za sprawą tajemnych sił znika obleśny gach, za to pojawiają się pieniądze [okazuje się, ze gość był ubezpieczony na 175 tys dolków] i nowe życie w apartamentowcu, zaś Chris zupełnie fiksuje na punkcie Lisy i służy jej niczym wierny pies, nie bacząc na to, ze się kompromituje, a ona się z niego śmieje.

      Cele osiągnięte, przednia zabawa, duża radośc, przyjaźń rozkwita, ale dla dziewczyn to za mało.
      zaczynają nadużywać swojej władzy, zwłaszcza Nancy, która popisuje się chodzeniem po wodzie, a keidy prowadzi auto światła komunikacyjne zawsze mają zielony kolor, a poza tym to chce dać łupnia każdemu, kto się nawinie. Bonnie z zakompleksionej i kryjącej się pod stertą ubrań - przechodzi w fazę nieznośnego narcyzmu. Rochelle chciała tylko postraszyć koleżankę-rasistkę, a tutaj obserwuje jej autentyczną tragedię życiową, bo te włosy wypadają jej garściami.

      Lisa pierwsza orientuje sie, ze przesadzają, ale reszta ekipy nie ma zamiaru się zatrzymac. Dochodzi do konfliktu, zwłaszcza kiedy Nancy powoduje śmierć Chrisa, po częsci z zazdrości o Lisę. To już znak, że sprawy zaszły za daleko, a Nancy zupełnie odkręciła korba.

      Niedawne koleżanki stają przeciw sobie. Nancy zupełnie nie przebiera w środkach. Szczytem jej osiągnięc jej spowodowanie katasftroy lotniczej, w której giną ojciec i brat Lisy [tak przynajmniej sugeruje to film, aczkolwiek - może to jakaś sztuczka była, żeby osłabić Lisę i odebrać jej moc ? jak to w filmach o magii ;)].

      W finałowym starciu Lisie udaje się pokonać Nancy, po czym pokonana ląduje w wariatkowie, a zwyciężczyni ostrzega dwie pozostałe panienki, że jak jej kiedykolwiek wejdą w drogę, to ona im zrobi jesień sredniowiecza [na poczekaniu Lisa wznieca burzę i piorun, który odłamuje kawał gałęzi, a ta ląduje tuż obok przerażonych dziewczyn].

      Tak więc, film luźny i młodzieżowy, ale swoje morały posiada - władza deprawuje, znaj umiar, mocium panie i takie tam :]]

      wydarzeniem jest Fairuza Balk, która gra Nancy. film może bez większych ambicji, ale panna Balk tworzy tutaj autentycznie zajmującą postać, doskonale gra iście diabolicznym usmiechem, takowym spojrzeniem, mimiką, głosem, wszystkim generalnie. sZatanistka jak się patrzy :] I tak naprawdę we wszystkim, co robi jest zabawna, no może poza sceną ostatecznej konfrontacji z rywalką, w której jest prawdziwą wiedźmą :]]


    • grek.grek Dominik Wania Trio w Kulturze 02.07.15, 13:33
      jakoś w ub.tygodniu był koncert, zorganizowany przez samą stację, aż dziw że tak świetną rzecz puszczali w srodku nocy.

      zagrali utwory z płyty "Ravel", klimatyczne, doskonałe, których tytuły idealnie odzwierciedlały nastrojowy [ba - zmysłowy] charakter, np. "Smutny ptak" albo "Barka na oceanie", oryginalnie francuskie.

      niewiele jest w jutubie, ale COŚ jest :], krótkie prezentacje poszczegółnych kawałków z płyty :

      www.youtube.com/watch?v=vfhRsu2Q_Ug
    • grek.grek "Świat według Bundych [Married with Children]" 02.07.15, 13:45
      lecą na ATm Rozrywka, o 21:00.
      ile razy mam okazję, tyle razy chętnie oglądam.
      a Wy ? :]

      Kiepscy są świetni, chyba głębsi i ambitniejsi, ale BUndys są kopalnią kapitalnych tekstów, no i sam AL Bundy to juz chodzący pomnik [czego ? wszystkiego, co najgorsze :)].

      scenarzyści są fenomenalni, ale i aktorzy najwyższej próby. żeby TAK świetnie zagrać TAk przerysowane postaci tzreba jednak mieć odpowiedni talent i warunki. sitcom nie jest może gatunkiem najbardziej cenionym, co nie zmienia, wg mnie, postaci rzeczy. co więcej, można się spodziewac, że aktorzy odtwarzający z taką wiarygodnością chamów, złośliwców, chciwców, głupców i nienawistników [ofk, z autentycznie komediowym zacięciem, które łagodzi efekt] są ludźmi inteligentnymi. w przeciwieństwie do tych aktorów, którzy gfrają postaci nieskazitelnie szlachetne :]]

      no i... koniec końców rodzina BUndy i ich sąsiedztwo, to - przy całym bagażu ich wad i przywar - ludzie kryjący pod spodem nieszczęście, rozczarowanie i może nawet depresję. To jest chyba, to drugie dno całej historii. Wszak, "BUndy zawsze przegrywa, jesteśmy na to skazani, Bundy nigdy nie zazna szczęścia", jak mawia głowa rodziny. Po naszemu : w którą stronę się nie obrócisz, zawsze d.. z tyłu :]]

      Obrazili sporo ludzi w Ameryce, zawsze byli na bakier cenzurą, zawsze grzali w grubej rury i smiali się ze wszystkiego, z całej tej amerykańskiej obsesji na punkcie dośc rygorsytycznie definiowanego sukcesu.
      • grek.grek Re: "Świat według Bundych [Married with Children] 03.07.15, 13:18
        PS : jesli w Ameryce największymi wartościami społecznymi są : rodzina, pieniądze, praca i sukces, to BUndys kpią ile wlezie z całej amerykańskiej ideologii :] rodzina jest tutaj przekleństwem i źródłem zgryzoty oraz zyciowej frustracji; pieniędzy nie ma; pracy albo się unika i uważa ją za "chamski sport", albo się do niej chodzi z poczuciem ostatecznego upadku i poniżenia, za psie grosze w dodatku; no i sukces : wszyscy go chcą, a koniec końców nikt go nie ma, ani zawodowego ani osobistego ani intymnego na jakimkolwiek poziomie. Al Bundy za swoje życiowe osiągnięcie uznaje jakiś mecz futbolowy w szkole średniej, w którym wykonał "cztery przyłożenia". czasami w tle pojawiają się wyplute, zgrane, ośmieszone dawne telewizyjne gracje i misterzy popularności, a sama telewizja to zestaw idiotycznych szołów, które prowadzą głupie panienki albo podstarzali lovelasi.

        w sumie, jedna wielka drwina z 'american dream", rewers wszystkjiego w co wierzy przeciętny jankes :]]
    • grek.grek "Weiser" Kultura,. 17:50 02.07.15, 13:51
      jesli upał sprowokuje Was do popołudnia w domowym chłodzie - zachęcam [ponownie, hehe] :

      kiedyś pisawszy o tym filmie, ale nie czytajcie PRZED.
      za to jak najbardziej PO :]]
      a przede wszystkim, napiszcie o swoich wrażeniach i przemysleniach poprojekcyjnych.

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,157165214,157462218,_Weiser_2000_r_.html
      and
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,157165214,157463147,_Weiser_2000_e_2_.html
    • grek.grek [przerwa reklamowa] 02.07.15, 14:41
      w polskiej tiwi leci skrócona, 30 sek. wersja tej reklamy, też świetna, ale wersja pełna wydaje mi się wcale nie gorsza - kawałek muzyczny dobrany idealnie i... JAk ! on tutaj BRZMI !, jest historia, i jest rezyseria. wg mnie, rzadki rarytas w polskich warunkach, nawqet jeśli reklama jest zagraniczna, hehe :

      www.youtube.com/watch?v=6E9c7R01OKc

      co sądzicie ? :]
    • siostra_bronte "Frank" 02.07.15, 15:17
      Na szczęście sezon ogórkowy tylko w publicznej. "Frank" o 20.10 w Ale kino. To ten film z Fassbenderem ze sztuczną głową :) Kiedyś chyba Angazetka pisała o nim entuzjastycznie. Dzisiaj nie dam rady obejrzeć, ale będę polować na powtórkę.

      Brawo dla Ale kino za tak świeże filmy!
        • pepsic "Frank" w "Ale Kino" 03.07.15, 09:42
          Obejrzałam jednym okiem z przyczyn od siebie niezależnych. Nie rozumiem, jakim cudem film o depresji można zaliczyć do gatunku komedii, a tak twierdzą twórcy strony filmweb (sic!). Kuszący film, acz nie dla każdego z racji niszowej specyfiki. Faktycznie, końcówka powala... i muzyka też. Liczę zatem na rychłą powtórkę.

          Dla przypomnienia recenzja Angazetki sprzed roku:
    • grek.grek "Lunatyczka" opera z MET w Kulturze 03.07.15, 13:02
      Barbasiu, celnie zauważyłaś, że forma inscenizacyjna była zupełnie inna niż zwykle, tym razem akcja - oryginalnie umieszczona w XIX w. - rozgrywała się na próbach zupełnie współcześnie wystawiającego ją zespołu operowego. stroje i wnętrza są zupełnie nowoczesne [nowojorska sala prób, za oknem dekoracje sugerujące miejski pejzaż], ale język i obyczajowość zachowane. Ciekawe połączenie, początkowo trochę trudno się zaadaptować do tego zestawienia, ale z czasem zaczyna wyglądać i brzmieć naprawdę nieźle.

      dodatkowo, jak zauważyłas, śpiewająca rolę Aminy Natalie Dessay jedną z arii wyśpiewywała przechodząc między rzędami publiczności, oznaczona snopem świateł. to też, zdaje się ?, nieczęsty zabieg ?

      Juana Diego Floreza mieliśmy okazję oglądać i słuchać w "Cyruliku sewilskim", gdzie wypadł doskonale.

      swoją drogą, tak jak tam Joyce DiDonato nie pasowała... metryką ? fizjonomią ? do "młodej Rosiny", tak tutaj jakos pani Dessay trochę nie bardzo wygląda na "młodą Aminę" :]]

      bez dwóch zdań, jest to atrakcyjna i urodziwa kobieta, ale jednak nie dziewczyna już :]
      śpiewa znakomicie, ma głos jak dzwon [sopran koloraturowy, jak podpowiadają fachowcy, hehe], doskonale czuje swoją rolę. jest kapitalna. skoro nowocześnie ma być, to czy Amina musi być "dziewczyną" ? niech będzie kobietą :]]

      telewizja to ofk tylko namiastka prawdziwej uczty, jaką byłoby słuchanie tego doskonałego wykonania z miejscówki na widowni, no ale nie ma co narzekać, prawda ?

      Kultura zamierza chyba latem powtórzyć wszystkie dotychczasowe przedstawienia, przynajmniej tak odczytałem wiadomośc w ich informatorze. zreszta, część powtórzyli już wcześniej, zwykle w godzinach południowych.

      ale, kto wie - może będą też jakieś nowe spektakle.

      a od września - kolejna porcja premier ? OBY :]

    • grek.grek Art Noc: The Bad Plus feat. Joshua Redman [WSJ'12] 03.07.15, 13:11
      TVP2 tradycjnie wrzuciła zapis tego koncertu na godziny nad-poranne.

      a jest to rzecz znakomita.
      początek energetyczny, później wyciszenie, znów więcej mocy, aż wreszcie druga część, w której dominują lekkie, swobodne kawałki, zawiązane starannie jak krawaty, ale/i powracające z tych wycieczek do zapadających w ucho refrenów.

      świetny cały zespół, ofk mr Redman na saksie trzyma przyciąga największą uwagę i ma kilka wirtuozerskich momentów, ale i perkusista jest znakomity, a kontrabas i pianino trzymają poziom.

      www.youtube.com/watch?v=OzMC5xFfiQ4
    • grek.grek kino azjatyckie na bis - Kultura 03.07.15, 14:04
      21:20 "Czerwone sorgo"

      23:05 "Harfa birmańska"

      dwa znakomite filmy.
      omawialiśmy przy okazji, jakby to powiedzieć... premier (roczniki : '87 i '56) ;], ale : nowe odczytania, własne wrażenia, przemyślenia, recenzje - pożądane bardzo :]

    • siostra_bronte "Jak przetrwać epidemię" 03.07.15, 15:41
      Obejrzane przypadkiem wczoraj wieczorem w Kulturze. Szkoda, że przegapiliśmy ten dokument. Film Davida France'a z 2013 r.

      Opowiada o grupie aktywistów z organizacji ACT UP, która w latach 80-tych domaga się bardziej skutecznej walkę z AIDS. Są tu oskarżenia wobec bezczynności rządu Busha, koncernów farmaceutycznych, tudzież hierarchii kościelnej. Świetny materiał dokumentalny, pokazujący protesty ACT UP. Bardzo ciekawe wywiady z działaczami organizacji, także naukowcami, którzy pracowali wtedy nad lekami nad AIDS. Ogląda się to jak thriller, z prawdziwymi emocjami. W trakcie filmu kolejni działacze umierają...Działalność tej organizacji, także TAG, która się od niej oddzieliła spowodowała taki nacisk na rząd i wszelkie odpowiedzialne instytucje, że w połowie lat 90-tych naukowcy stworzyli terapię mieszaną z trzech leków, dzięki której z AIDS można przeżyć wiele tak. Tylko szkoda, że tak długo to trwało...

      Rewelacyjny, wstrząsający dokument. Szkoda, że przegrał walkę o Oscara z "Sugar manem". Ale ważne, że upamiętnił ludzi, którzy zrobili tak wiele dla innych.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=haEPLCA_H2Y
      • grek.grek Re: "Jak przetrwać epidemię" 04.07.15, 14:01
        dzięki, Siostro :]

        cenne znalezisko.
        Kultura naprawdę świetnie się spisuje jak chodzi o dokumenty.
        polskie, zagraniczne - pełna paleta możliwości.
        najchętniej człowiek by siedział nonstop przed ekranem i oglądał ;]

        ciekawe, kiedy film dot. negatywnego wpływu Kościoła za pontyfikatu JP2 na plagę AIDS w Afryce ?
        • siostra_bronte Re: "Jak przetrwać epidemię" 04.07.15, 15:20
          Dzięki :)

          To prawda, Kultura, ale i Jedynka ostatnio ("Sugar man", "Pięć rozbitych kamer"-nie widziałam) pokazują świetne i w dodatku świeże dokumenty. Wszystkie trzy tytuły były nominowane do Oscara w tym samym roku.

          Ha, może taki film gdzieś już powstał?
          • grek.grek Re: "Jak przetrwać epidemię" 04.07.15, 17:28
            :]

            była też "Scena zbrodni", jeden z najgłośniejszych w ostatnich latach.
            dokumenty o Czesławie Niemenie, "Miłośc" w ostatnich tygodniach repetowana itd.,
            w sumie, bardzo dobra oferta.

            ;] jedno jest pewne : nieprędko zobaczymy go na ekranach TVp czy jakiejkolwiek innej polskiej
            tiwi, hehe. musi minąc przynajmniej jedno pokolenie.
    • siostra_bronte "Król tańczy" (1) 03.07.15, 21:13
      Obejrzane dzisiaj na Cinemax. Film Gerarda Corbiau ( „Farinelli”) z 2000 r. Widziałam go dawno temu, ale z przyjemnością przypomniałam go sobie.

      Akcja toczy się we Francji, w czasie rządów Ludwika XIV (Benoit Magimel). Film opowiada o skomplikowanych losach jego nadwornego muzyka Jean-Baptiste Lully’ego (Boris Terral).
      Pierwsza scena. Już sędziwy Lully czeka na króla, żeby zagrać ze swoją orkiestrą specjalnie skomponowany dla niego utwór. Ale król się spóźnia. Liczni goście są zaskoczeni. Ale Lully wie, że król już nie przyjdzie. Zaczyna bez niego. W trakcie dyrygowania nagle rani się w stopę batutą (kiedyś wyglądała jak laska z ostro zakończonym końcem). Lully zwija się z bólu.

      W ranę wdaje się infekcja. Lekarze chcą amputować kompozytorowi nogę, bez tego Lully umrze. Ale kompozytor się nie zgadza. Jest przecież tancerzem! Lully leży ledwo przytomny w łóżku i zaczyna wspominać przeszłość…

      Fabuła obejmuje ponad 20 lat, więc trudno ją streścić. Napiszę tylko o najważniejszych wydarzeniach.

      Lully przybywa na dwór Ludwika, który jest jeszcze nastolatkiem. Władzę sprawuje jego matka wraz ze swoimi doradcami. Lully budzi oczywiście zawiść u niektórych na dworze przez to, że król obdarzył go takim zaufaniem. Ludwik uwielbia taniec i muzykę, a Lully zdaje się doskonale znać jego gust. Na dokładkę Lully jest Włochem, z Florencji i to też wielu się nie podoba.

      Ciekawy jest moment, kiedy po śmierci kardynała Mazarina król postanawia objąć całą władzę. Matka króla jest w szoku. Ludwik odsuwa od udziału w radzie (coś w rodzaju rządu) znienawidzonego przez siebie kuzyna. Kiedy matka protestuje, odsuwa ją także.

      Fajne są sceny, kiedy Ludwik ze świtą chodzi po jakimś bagnisku i opowiada, że postawi tu pałac z ogrodami i fontannami. Jego architekci próbują protestować, Wersal to podmokły teren, tutaj nie da się tego zrobić! Ale Ludwik jest nieugięty. Nagle dochodzi do wypadku: Ludwik wpada do zdradzieckiego bagna. Na pomoc rzuca się cała gromada uczestników świty.

      Niestety, w wyniku tej kąpieli król mocno się przeziębił. Lekarze robią co mogą, spuszczają kilkakrotnie krew, ale gorączka jest coraz większa. Król leży już w łóżku prawie nieprzytomny. Przyjmuje ostatnie namaszczenie. Odwiedza go matka, król przekazuje władzę swojemu kuzynowi. Ale nagle słyszy za drzwiami muzykę. To Lully ze swoim zespołem. Król prosi, żeby ich wpuścić. Lully wierzy w to, że muzyka pomoże królowi.

      Gra na skrzypcach całą noc. Rankiem Ludwik czuje się lepiej, gorączka spadła. Molier (Tcheky Karyo) mówi Lully’emu: „jesteś czarodziejem”. Nie wiadomo, czy to efekt muzyki, czy zbieg okoliczności, ale król jest zdrowy. Oczywiście po tej historii akcje Lully’ego na dworze rosną. Jest ulubieńcem Ludwika.

      Lully współpracuje z Molierem. Razem wystawiają sztuki na dworze. Molier przemyca w nich swoje poglądy na temat „dewotów” (zwolennicy kleru?) i ich hipokryzji w „Świętoszku”. To bardzo się nie podoba matce króla, ale ten zdaje się podzielać poglądy Moliera.

      Śmierć matki Ludwika. Lekarz na żywca wycina jej guza z piersi, coś strasznego… Zabieg miał pomóc, ale matka jest umierająca. Ludwik płacze przy jej łóżku. Matka mówi mu, że martwi się o losy królestwa i o niego. Powinien być bardziej pobożny, skończyć z tymi ciągłymi rozrywkami. Ale Ludwik odpowiada, że dzięki temu ma na oku swoich wrogów. Dodaje też, że matka wzywała imienia Boga tylko po to, aby go straszyć. Nigdy nie okazywała mu uczuć, nie wspierała go. Matka słucha tego z bólem i umiera na oczach syna. Ludwik mimo skomplikowanych relacji z matką jest wstrząśnięty jej śmiercią.

      W międzyczasie Lully żeni się z piękną Madelaine (ma z nią potem dwójkę dzieci), ale poprosił o to króla. Dziewczyna wcześniej była przyrzeczona innemu mężczyźnie, kiedyś kompozytorowi na dworze. Ten oczywiście ma wystarczające powody, żeby nie znosić Lully’ego.

      Król dowiaduje się, być może właśnie od owego amanta Madelaine, o raczej swobodnym trybie życia Lully’ego. Bulwersuje go zwłaszcza „sodomia”, która w owym czasie była karana śmiercią. Król ostrzega, że jego nadworny kompozytor nie może się „łajdaczyć”. Na pewno wtedy Lully zaczyna tracić swoje wpływy u króla...
      • siostra_bronte "Król tańczy" (2) 03.07.15, 21:30
        Potem dochodzi do drobnego wypadku w czasie tańca króla na oczach wielu widzów. Król się potyka i z trudem utrzymuje równowagę. Niby drobiazg, ale dla Ludwika to upokorzenie. Lully zamiera z przerażenia. Po tym wydarzeniu Ludwik przestaje tańczyć. Molier tłumaczy Lully’emu, że król zrozumiał, że nie jest już tak sprawny jak kiedyś. Lully jest przygnębiony, bo wiele czasu spędzał z królem przygotowując dla niego choreografię. Obawia się, że utraci łaskę króla.

        Konflikt z Molierem. Lully został odstawiony na boczny tor przez króla, bo już nie tańczy. Ale kompozytor nie zamierza się poddać. Proponuje królowi, żeby przekazał tylko jemu prawo do pisania i wykonywania oper i w ten sposób pozbywa się konkurencji (Lully jest zresztą uważany za twórcę opery w języku francuskim). Namawia też króla, aby Molier, bardzo już schorowany (jego kaszel zaczynał już denerwować króla) nie miał prawa wystawiania sztuk z muzyką. Lully tak podchodzi króla, że ten się zgadza.

        Molier jest w szoku, kiedy dotychczasowy przyjaciel, Lully przekazuje mu te wieści. Co więcej, dotychczasowe wspólne dzieła będą się ukazywać tylko pod nazwiskiem Lully’ego. Molier karze się wynosić Lully’emu, ale zaraz biegnie za nim i prosi o pomoc. Przecież bez muzyki jego teatr zbankrutuje!

        Jeszcze raz Molier i Lully spotykają się razem w teatrze (ale jak sprawdziłam muzykę do sztuki napisał Charpentier, więc to chyba tylko chwyt fabularny). Molier gra w swojej nowej sztuce „Chory z urojenia”. Ale czuje się coraz gorzej. W końcu zaczyna pluć krwią. Wygląda na to, że traci przytomność (śmierć Moliera na scenie to legenda, w rzeczywistości zmarł kilka dni później). Lully dyryguje i patrzy na to wstrząśnięty. Wie, że Molier umiera.

        Opera Lully’ego nie budzi entuzjazmu króla. Sceny z tego przedstawienia mieszają się w pamięci chorego kompozytora ze scenami z tego feralnego koncertu, kiedy zranił się w nogę. Wracamy do teraźniejszości. Przyjaciółka Lully’ego mówi mu, że król go odwiedzi. Ale Lully mamrocze, że nie przyjdzie. I umiera.

        Ostatnia scena. Król w otoczeniu świty w pałacu mówi nagle: „nie ma dzisiaj muzyki”. Chyba dowiedział się o śmierci Lully'ego.

        Kino kostiumowe w najlepszym stylu! Ciekawa historia (autentyczna, choć niektóre fakty są podrasowane), piękne zdjęcia i kostiumy, cudna muzyka Lully’ego. Dobre aktorstwo, zwłaszcza Magimela i Karyo. Jest na co popatrzeć!

        Jeszcze o tytule. „Król tańczy!”. Tak był zapowiadany każdy występ króla.

        Tutaj bardzo efektowna scena tańca króla, kiedy jest jeszcze chłopcem:


        www.youtube.com/watch?v=SYHPNgSUIoE

        Scena z Molierem:


        www.youtube.com/watch?v=JW6EsyYWy2g

        Ostatnia scena (niestety, zwężony obraz, ale jest piękna)


        www.youtube.com/watch?v=z2SqU8f9ZJM




        • grek.grek Re: "Król tańczy" (2) 04.07.15, 14:21
          dzięki, Siostro :]

          trzymasz poziom w czasie sezonu powtórkowego :]
          Cinemax to był znakomity pomysł.

          aż nasuwa się wspomnienie "Amadeusza".
          nadworny kompozytor, postaci historyczne, król, dwór, konflikty, zazdrości, opowieśc w formie wspomnień, MUZYKA.
          jak byś porównała oba te filmy ?

          jest tutaj namiętnośc, zmienne relacje, a nade wszystko : śmierć. dużo śmierci. w otoczeniu sztuki. czyż to nie zajmujące połączenie ?

          czy to możliwe, że całonocne muzykowanie wyleczyło młodego króla ? ha, to dopiero... bez dwóch zdań, tak sobie myslę, spełniło funkcję terapeutyczną. ludzki organizm, a zwłaszcaa mózg, to kopalnia zaskoczeń i niespodzianek :]

          widać, ze wszyscy bohaterowie z trudem znoszą odstawienie od swoich pasji. król źle znosi konieczność rezygnacji z tańca, Molier wpada w popłoch kiedy grozi mu cenzura, a sam Lully wydaje się mieć zupełnego fioła na punkcie muzyki. to namiętność :]

          w pierwszej i ostatniej scenie, opisywanych przez Ciebie, Lully powiada, że "król nie przyjdzie" - chodzi o to, że król nie żyje czy o to, że król przestał darzyć go względami ?

          yes, Molier umierający na scenie... tak jak napisałaś - fikcja, ale jakże symboliczna i wymowna.

          świetna, zajmująca opowieść :]
          dzięki raz jeszcze.


          • siostra_bronte Re: "Król tańczy" (2) 04.07.15, 15:17
            Dzięki, Greku :)

            Tak, to był świetny pomysł z Cinemaxem. Za to Filmbox ostatnio dołuje :) W Arthousie powtórki powtórek, niestety.

            O, ciekawe skojarzenie. Na pewno "Amadeusz" jest filmem głębszym. Konflikt między Mozartem i Salierim jest bardziej dramatyczny (chociaż naciągnięty), niż losy kompozytora, który traci i zyskuje łaskę króla. Ale pod względem wizualnym i muzycznym to także coś pięknego.

            Prawda, dużo tutaj śmierci i to dramatycznej, w iście barokowym stylu. Ten wypadek z batutą. Jakiego trzeba mieć pecha, żeby tak umrzeć? Śmierć królowej w męczarniach. Śmierć Moliera, wspaniale sfilmowana. Jest jeszcze śmierć nowo narodzonego dziecka Moliera, a także kochanka Lully'ego (jego wrogowie chcieli go wrobić w tę zbrodnię, nie mam pojęcia czy tak faktycznie było).

            Faktycznie, i na początku i na końcu Lully mówi to samo: "król nie przyjdzie". Oczywiście dlatego, że król przestał darzyć go względami. I jeżeli mogę mieć jakieś uwagi do scenariusza, to trochę zabrakło szczegółów, dlaczego tak się stało.

            Jeszcze raz dzięki :)


            • grek.grek Re: "Król tańczy" (2) 04.07.15, 17:25
              :]

              oby Cinemax trzymał obrany kurs :]

              dzięki za to porównanie.
              yes, zauważyłem w tych scenach, które zalinkowałaś, że estetycznie jest to film [także]
              zrobiony z duża pieczołowitością i smakiem.

              to prawda.
              nie ma zwyczajnych zgonów i kontuzji.
              wszystko ma jakby dodatkowy symbol i obudowę.
              dramat, a chwilami wręcz groteska.

              dzięki za objasnienie, Siostro :]
              ten gorzki ton Lully'ego naznacza jego życie doddatkowym piętnem niezrozumienia i
              odrzucenia, a jego samego czyni postacią tragiczną. umiera ze świadomością porażki,
              bo tak wydaje się oceniać wyrzeczenie się go przed króla, nieprawdaż ?

              dzięki, Siostro :]
    • grek.grek "Debiutanci" powtórka w Kulturze 04.07.15, 17:02
      22:10 i 3:40

      warto :"]
      jesli dotąd nie mieliście okazji.

      nastrojowa opowieść o powoli następującym przełomie w życiu.
      40-letni rysownik zyje tak jakby nic go już nie czekało dobrego.
      apatia.
      i wtedy umiera matka, a ojciec, ponad 70-letni pan, oznajmia mu, ze jest i był zawsze... gejem. I teraz, po śmierci żony, którą kochał nad życie, zamierza być sobą według orientacji seksualnej. dla syna jest to szok, ale kiedy patrzy na to jak starszy pan cieszy się swoim NOWYm życiem i szczęsciem...

      ... a potem poznaje sympatyczną Francuzkę, która wydaje się być bratnią duszą... z nieśmiałością i pewnym lękiem pomieszanym z nadzieją... dopuszcza do siebie mysl, że może i dla niego jeszcze nie wszystko stracone.

      Ewan McGregor, Christopher Plummer i Melanie Laurent grają z pełną świadomością przesłania i bardzo delikatnie, bo takiż jest ten film. chodzi nie o wywracanie zycia do góry nogami, o mięso i bebechy z psychy ;], ale o drobnostki, małe rzeczy, momenty które w jednym ciągu ustawione zmieniają nastwienie do życia, świaat i samego siebie.

      warto skoczyć :]

      powtórka.
      a premierę omawialiśmy w tym volume :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,154961223,,Ojej_co_tu_wybrac_2014_10_vol_48_.html?s=2&v=2
    • maniaczytania Strasznie głośno, niesamowicie blisko 04.07.15, 17:17
      to był mój plan dzisiejszy - bo tak widniało w moim dodatku tv, że dziś wyemitowany będzie ten film przez TVN, ale zerknęłam przed chwilą na program tv w internecie i widnieje tam o tej porze "Licencja na miłość", więc jestem wielce zawiedziona. Ciekawa, czy ta zmiana podyktowana jest obawami o niską oglądalność - wszak na konkurencyjnej tvp1 - mecz Copa America ...
    • grek.grek [kinowo] "Terminator : Genisys" 04.07.15, 17:19
      ha :]
      to już chyba piąta odsłona ?

      poprzednie dwie, mówiąc delikatnie, nie doskoczyły do poprzeczki zawieszonej przez oryginał i sequel, zwłaszcza przez sequel, który do dziś robi doskonałe wrażenie swoim klimatem, tempem i stylem, a wówczas jeszcze imponował zupełnie niewidzianymi wcześniej trikami komputerowymi.

      no i pan Arnie, który znów gra robota ;] do pomocy ma Emilię Clark popularną z "Gry o Tron", rozchwytywanego JK Simmonsa po "Whiplashu" i Oscarze.

      tylko czy "Terminator" bez Lindy Hamilton grającej neurotyczna Sarę Connor i scenariusza spod reki Jamesa Camerona zasiadającego zarazem na stołku rezyserskim - moze się udać ?

      a może będzie jak z Mad Maxem, który w nowej odsłonie ponoć robi świetne wrażenie ? Może seria musi upaśc, aby mogła się podnieśc ?

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18284860,W__Terminatorze__Genisys__wszystko_ma_prawo_sie_wydarzyc.html#NiePrzeg
    • grek.grek "Vicky Cristina Barcelona" TVP1, 22:20 05.07.15, 13:56
      seryjny powtórkowiec grasuje ! :]

      późne kino Allena nie każdy lubi, część nie znosi [Siostro... nadal ? :)], a mnie sie wydaje, że to po prostu trochę inny Allen. tematy w sumie podobne, jak zawsze, ale styl inny, no i aktorzy niekoniecznie mający w paszporcie amerykańskie obywatelstwo plus europejskie krajobrazy miejskie i niemiejskie. INNE Allen, bardziej mainstreamowy, ale to nadal ON ;]

      w "Vicky..." lekko może irytować narrator podpowiadający z offu odczucia i myśli bohaterów, ale w "Personie" Bergmana było chyba podobnie ? ;]

      w sumie, ciekawe zestawienie amerykanskiego pragmatyzmu, fiksu na punkcie technologii i rzeczy z hiszpańską namiętnością, nastawienie na sztukę, instynkt. symboliczny moment stanowi kolacja jaką Vicky je ze swoim narzeczonym i para znajomych. oni przerzucają się opowieściami, jakie to tablety czy inne przenośne gadżety umożliwią im oglądanie meczów bejsbola w lecącym samolocie, a ona milcząco tęskni za koncertami gitarowymi, malarstwem i generalnie bohemicznym stylem życia jaki zobaczyła u Juana Antonia.

      a kiedy pjawia się Maria Elena, to się dzieje. kobieta-torpeda :] temperament, gotowa zabić za zdradę, stuknięta czy natchniona ?, zdradą jest dla niej spojrzenie na inną kobietę. to jest prawdziwa miłośc, a nie jakieś american plumplum. Penelopa jest rewelacyjna, choćby dla jej wybuchów gniewu, dla tego jej poirytowanego mamrotania po hiszpańsku, warto ten film zobaczyć [ponownie].

    • grek.grek "Melancholia" Kultura, 20:45 05.07.15, 14:05
      jesli nie widzieliście dotąd : znakomita okazja by spróbować :]
      warto, bardzo warto.

      dwie dyskusje mamy na koncie, hehe [w 1 linku Mozambique dokładnie wyjaśnia jednocześnie, o co chodzi w filmie] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155506629,Melancholia_na_canal_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,143601438,143665514,Kocham_Kino_Melancholia_House_Mad_men.html

      trzymam kciuki za dyskusję i recenzje #3 :]]
          • siostra_bronte Re: "Melancholia" Kultura, 20:45 06.07.15, 12:17
            Hmm...Mam mieszane uczucia.

            Plusy to świetna obsada (także drugi plan-Charlotte Rampling, John Hurt, Udo Kier), muzyka Wagnera, ładne zdjęcia i oczywiście sam koncept z kosmiczną katastrofą. Sama czasem sobie myślę: może jakiś asteroid walnie w Ziemię i skończą się wszystkie problemy :)

            Całość jest jednak nierówna i ciut przydługa. Najlepsza jest oczywiście końcówka, od momenty odkrycia przez Claire, że Melancholia się zbliża.

            Ale przyznam, że nie widzę w tej historii jakiegoś głębszego sensu. Co chciał pokazać von Trier? Że każdy będzie reagował inaczej na zbliżającą się katastrofę? Że Ziemia jest tylko małym punkcikiem we wszechświecie i taka katastrofa może się zdarzyć? Po prostu nie wiem po co opowiedział tę historię. Dlatego nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak się spodziewałam.

            Wypatrzyłam, że Kultura powtórzy też "Antychrysta". Może bardziej mi się spodoba?

            • grek.grek Re: "Melancholia" Kultura, 20:45 06.07.15, 13:35
              dzięki, Siostro :]

              Von Trier w wywiadach mówił, że chciał zrobić film o depresji.
              wg mnie, tutaj mozna by szukać sensu tej opowieści.
              w skupieniu się na postaci Justine.

              w pierwszej części kładzie ona swoje własne wesele, rozbija - de facto ? - dopiero co zawarte małżeństwo, prowokuje zapalne momenty [ze swoim szefem], a podłożem tego wszystkiego jest jej choroba, która powoli i stopniowo sprawia, że zupełnie już przestaje kontaktować i zachowuje się jak lunatyczka albo narkomanka. po całej imprezie Justine zalega bezwładnie w łózku, nie jest wstanie sama się umyć, zmysły ma stępione do zera.

              a tutaj Melancholia-planeta jest coraz bliżej.

              i im bliżej jest Melancholia, tym bardziej poprawia się forma Justine. Normalnie jada, chodzi, a nocami nago zażywa "kąpieli" w blasku planety w scenie sugerującej erotyczne orgazmiczne konotacje. Choroba ustępuje, bo - wg mnie : Justine przeczuwa koniec świata. A koniec świata oznacza koniec jej choroby. Koniec cierpienia. Melancholia jest jej prywatną zbawicielką. Podczas gdy Claire jest przerażona, bo co z życiem, co z synem, co ze światem, tak Justine żyje właśnie nadzieją na koniec.

              "Życie na ZIemi jest złe, nie wiem dlaczego, wiem tylko że tak właśnie jest". osobiste doświadczenie dyktuje jej kategoryczną tezę. jej osobista tragedia może zostać unieważniona tragedią globalną.

              wg mnie, ten sens może się mieścić właśnie w wiwisekcji postawy Justine, którą dyktuje jej choroba. Claire, wg mnie, jest wszyta w tę opowieść, żeby jeszczze bardziej uwypuklić postać Justine. w sytuacji ekstremalnej, to Justine zachowuje zimną krew. może to też Von Trier chciał podkreślić : że tylko ci, którzy nie mają nic do stracenia są w stanie umrzeć z godnością ?

              a może, tak sobie myślę : Justine zachowuje się tak, a nie inaczej,bo mimo wszystko jest jej lżej na duchu, że wsszyscy umrą ? gdyby cierpiała ponad miarę - mogłaby ostatecznie spróbować samobójstwa. tyle że wtedy umierałaby ze świadomością, że reszta pozostanie nienaruszona. świat przetrwa bez niej. uwalniałaby się od choroby, ale nie uwolniłaby się od poczucia, że jej śmierć jest przeraźliwie samotna. a tutaj : śmierć będzie globalna, nikt nie ocaleje, Ziemia się roztrzaska w drobny mak. to ją pociesza, tak mi się wydaje.

              może więc jest tu też pytanie o moralnośc takiego myślenia i postrzegania ? i czy człowiek cięzko chory ma do prawo do takich wykroczeń ?

              tutaj się pan napracował, może coś się znajdzie pasującego ? :] :

              film.org.pl/a/analiza/ziemia-nie-ulegla-zagladzie-20418
              PS : yes, za tydzień "Antychryst". ponownie jestem szalenie ciekaw Twojej recenzji, Siostro :]
              • siostra_bronte Re: "Melancholia" Kultura, 20:45 06.07.15, 13:53
                Dzięki, Greku:)

                Tak, wiem, że reżyser chciał zrobić film o depresji, a inspiracją były słowa jego terapeuty. Ale w dalszym ciągu ta historia jakoś nie klei mi się w całość. Justine wita katastrofę z ulgą, Claire jest przerażona...Brakuje mi czegoś więcej.

                Dzięki za linka. Imponująca analiza. Poczytam w wolnej chwili.
                • grek.grek Re: "Melancholia" Kultura, 20:45 07.07.15, 13:38
                  :]

                  ha, no to jest zagwozdka.
                  może uda Ci się obejrzeć drugi raz i coś zmieni Twoje postrzeganie :]

                  cała przyjemnośc po mojej stronie.
                  może w tej analizie znajdą się jakieś rzeczy, które dodzą temu filmowi w Twoich oczach
                  większej głębi ?
                • grek.grek Re: "Melancholia" Kultura, 20:45 07.07.15, 13:53
                  PS : muszę wrócic, bo mam wrażenie, że zabrzmiałem tak, jakby w tym filmie Von Triera MUSIAŁ być głębszy sens :] a to przecież wcale niekonieczne, albo zależnie od interpretacji.

                  ale jednocześnie, zawsze można zmienic zdanie, dostrzec coś później itd. - o to mi bardziej chodziło :] że - gdybyś zauwazyła u siebie jakąs zmianę zdania, Siostro - napisz koniecznie o tym :]]
            • pepsic "Antychryst" 07.07.15, 15:46
              Wypatrzyłam, że Kultura powtórzy też "Antychrysta". Może bardziej mi się spodoba?
              Nie sądzę;) Bardziej porąbanego filmu w życiu nie widziałam. Nie wiem, po co i dla kogo. I cichutko zapytowywuję z góry przepraszając: dla egzaltowanych snobów? Gdyby coś takiego nakręcił Iksiński z Igrekrowa, to nikt by oka nie zawiesił, ani suchej nitki nie zostawił.
    • grek.grek "Zodiak" [raz jeszcze] w TVN 05.07.15, 14:15
      seryjny powtórkowiec uderza po raz czwarty dziś ;]

      22:10

      starałem się dokładnie, Barbasia i Pepsic mnie sprawdziły i mówiły, że ponoć nienajgorzej wyszło, ale jesli oglądacie pierwszy raz - nie psujcie sobie przyjemności detektywistycznej pracy z kartką i długopisem, sprawdźcie mnie po seansie :] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,103757749,Zodiak.html

      znakomity film, papierkowa i faktograficzna robota, mało efekciarstwa, i jak się okazuje David Fincher także w takiej poetyce porusza się bardzo sprawnie i ze śledztwa prowadzonego w benedyktyńskim stylu potrafi zrobić kryminał podczas którego człowiek docenia przerwy reklamowe w komercyjnych tiwi. dlaczego ? bo wysiedzieć tych blisko trzech godzin czasami nie da się wysiedzieć bez wizyty w łazience, a film jest tak zajmujący, że alternatywą dla przerw reklamowych może być tylko pielucha ;]

      albo nocnik :]]

      nigdy dezercja. nawet pod naciskiem przeważających sił wroga ! ani kroku w tył ! ciekawość jest zbyt duża :]
    • grek.grek na lato - maestro, muzyka ! :] 05.07.15, 14:22
      www.youtube.com/watch?v=EB7a04fZCb8

      i takiej pogody własnie Wam życzę :]

      [u mnie klimatyzacja wiatrakowa szarżuje niczym oddział szwoleżerów i w zbyt bliskiej odległości od niej zrywa z głów co popadnie, dobrze że jeszcze peruki nie noszę, bo nawet superglue by nie pomógł ;]; a jak u Was wygląda walka z żywiołem ?
    • siostra_bronte "Kryjówka białego węża" 05.07.15, 14:27
      I tak nikt nie obejrzy, ale zapowiadam z dziennikarskiego obowiązku :) W tele5 o 20.05. Horror z przymrużeniem oka w reżyserii Kena Russela z 1988 r.

      Typowy Russel, z przesadą i kiczem, nie na każdy gust, ale mnie się podobało, chociaż niewiele już pamiętam. W obsadzie m.in. Hugh Grant i Peter Capaldi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka