Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 8 (vol. 58)

31.07.15, 22:58
suupraaajz! :)

Zakładam dzisiaj, bo nie wiem, jak mi jutro z czasem wyjdzie ;)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Kultura "Mąż pod łózkiem" [nowela z 1967] 01.08.15, 12:20
      zabawna historyjka wg opowiadania Dostojewskiego.

      tutaj w całości [niewybujałej czasowo, bo zaledwie 25-minutowej] :
      www.youtube.com/watch?v=vD0YEGZib00

      Miiotany porywem zazdrości [uzasadnionym - "przechwycił miłosny bilecik"] mąz [rewelacyjny Bronisław Pawlik] śledzi wierczorową porą swoją rzekomo-niewierną żonę.

      Trafia do kamienicy, w której niewierna, wedle tego bileciku, ma własnie odbywać schadzkę z kochankę. Pech chce, że myli zupełnie piętra i trafia do niewłaściwego mieszkania. Zajmują je zaskakująca młoda kobieta [piękna idealnie Irena Szczurowska] z podstarzałym mężem [Marian Jastrzębski].

      Mąz szybko orientuje sie, że wszedł nie tam gdzie trzeba, przeprasza, próbuje się wycofać, i młoda pani byłaby go wypuściła bez konsekwencji, ale jej stary mąz właśnie toczy się do ich sypialni. Nie ma ucieczki. Pani domu proponuje mu schowek pod łózkiem.

      Upokorzony zupełnie mąz pakuje się pod mebel. Niczym kochanek, z którym chciał przydybac swoja żonę :] Cóz za paradoks.

      Pod łózkiem znajduje... towarzysza [Roman Wilhelmi]. POczątkowo podejrzewa, że jest to kochanek młodej zony starego męża, ale wkrótce okazuje się, ze ten drugi też pomylił piętra i ukrył się tutaj dokładnie z tego samego powodu co on. Syuacja przekomiczna.

      Najlepiej by było, jakby obaj panowie cicho siedzieli, zwłaszcza że "na powierzchni" młoda pani domu dokonuje cudów dyplomatycznej zręczności, aby swojego starego męza uspokoić i uśpić.

      Nic z tych rzeczy : zamiast milczeć, zaczynają gadać. Kłócić się. Starszy Pawlik narzeka że mu ciasno, potem - że niewygodnie, a jeszcze później że młodszy Wilhelmi nie chce z nim w zaufaniu rozmawiac, przedstawić się, w ogóle traktować go z szacunkiem :]] zaczynają niemal walczyć, dusić się. Co gorsza jeden z nich zostawił kapelusz obok łózka. Młoda pani domu chytrze kopie go w ich stronę ratując sytuację.

      I jakoś by dotrwali do momentu, gdy dałoby się uciec bez szwanku, gdyby nie jedna mała... gadzina :] Pies ! Mały pies, który budzi się na fotelu i zaczyna ujadac. Wskakuje pod łózko. Oni go uciszają, ale bezskutecznie. I teraz młoda zona traci spokój i zaniepokojona losem ulubieńca zdradza męzowi, że "tam się ludzie, pod łózkiem ! potwory, barbarzyńcy !".

      Stary mąz zaczyna tuptać dookoła łózka i zaglądać pod spód. Panowie próbują manewrować w taki sposób, aby chowac się w cieniu :] MŁodszy Wilhelmi wykorzystuje moment, kiedy starszy mąz próbuje zajrzeć z lewje strony i prawą wymyka się dostojnie i co tu dużo mówić... spi,eprza niczym jakiś baron ;]

      Pawlik ma mniej szczęscia. Starszy jegomośc wyciąga go za nogę spod łózka i siląc się na spokój pyta : cóż pan robi pod łózkiem ? :]

      No i oczywiście pan przyłapany zaczyna się mętnie tłumaczyć, jąkać, kajać, kłaniać, aż w końcu dukając wyjawia cały sens sytuacji, w której się znalazł. Małżenstwo wybucha śmiechem. Jak bowiem się okazuje, róznica wieku wcale nie ma tutaj steretypowego zastosowania : młoda zona i stary mąż wcale dobrze się dogadują i tworzą zgodną parę.

      Co więcej, cała okolicznośc zupełnie zmienia nastawienie "Otella" do swojej rzekomo-niewiernej zony. Radośnie oznajmia on, że właśnie przestał ją podejrzewać o zdradę. Na pewno jest mu wierna ! I teraz pędzi do domu, żeby się o tym niechybnie przekonać.

      Małzeństwo żegna go tłumiąc rozbawienie, a on gnie się w ukłonach.

      Wychodzi na korytarz i na schodach słyszy... jakąs parę zakochanych, którzy najwyraźniej doskonale się bawią. Perlisty śmiech kobiety sprawia, ze pechowiec zamiera... to śmiech jego żony. A jednak miał rację... :]

      PS : pies przeżył :]]

      pyszne :]
      aktorzy wspaniali, cała akcja w jednym pokoju, a wyreżyserował wszystko Stanisław Różewicz.
    • maniaczytania KK - sierpień 01.08.15, 12:32
      znalazłam chwilę, to wrzucam :)

      6.08 - "Kanał"
      13.08 - "Granice miłości" (The Burning Plain) - oglądaliśmy z tego, co pamiętam, ja trochę później na Kulturze, ale jak się nie widziało, to zachęcam bardzo!
      20.08 - "Radio na fali" - i to mnie prawdziwie zaciekawiło - reż. Richard Curtis, aktorzy - Philip Seymour Hoffman, Bill Nighy, Rhys Ifans, Kenneth Branagh, January Jones - ktoś coś o filmie? Angazetka? Mozambique?
      27.08 - "Bez wstydu", polski z Agnieszką Grochowską i Mateuszem Kościukiewiczem
      • grek.grek Re: KK - sierpień 01.08.15, 14:09
        dzięki, Maniu :]

        w zasadzie nihil novi, ale jedna premiera [? o ile "Radio na fali" nie było już w TVP], to zawsze coś, hehe.

        udanych dalszych wywczasów :]
    • grek.grek "Komedia z pomyłek" w Kulturze [nowela z 1967] 01.08.15, 12:55
      to z kolei nowelka wg opowiadania Sienkiewicza.

      pełna wersja :
      www.youtube.com/watch?v=dlNEPHulLEE
      "Mąz..." rozgrywał się w salonie petersburskiej inteligencji w poł. XIXw., a tutaj mamy... Dziki Zachód :]

      I typowe miasteczko. Ulica, drewiane domki, poręcze. Tylko rewolwerowców brak, bo to osada emigrantów - Niemcy, Holendrzy, Polacy :] i... "Amerykanka" o nazwisku [Lora] Neuman, które sama wymawia jako "Newman" :] Gra ją urodziwa młoda Iga Cembrzyńska.

      Jej przybycie do osady wywołuje poruszenie. Ładna, młoda i... kobieta interesu. Otwiera sklep z... ze wszystkim, jak to w epoce ;]

      Zrozumiałym więc jest, że największe poruszenie wywołuje w Hansie Kaschem, Niemcu, który prowadzi jedyny dotąd skllep w osadzie [Zdzisław Maklakiewicz].

      Dotychczasowy monopolista źle przyjmuje konkurencję, zwłaszcza że mieści się ona vis a vis jego sklepu, po drugiej stronie ulicy. Od początku podkłada Lorze liczne świnie : a to podmienia jej mąkę na jakiś ohydny badziew, przez co usmażone przez nią powitalne placki dla mieszkanców osady okazują się niemal zamachem na ich życie; potem pali śmieci przed jej sklepem, a cuchnący dym zatruwa oddech klientom; sukcesywnie obniża cenę jajek - w stosunku do ich ceny w jej sklepie : zawsze o CENTA ;] Tutaj należy powiedzieć, że Lora również je obniża wobec jego ceny, co powoduje spiralę obniżania kosztów ;]

      Mieszkańcy stoją po stronie Lory. Młoda, ładna, rezolutna, a Kasche tak ją sekuje. Miejscowy dziennikarz [niezawodny Bronisław Pawlik] staje nawet, w obronie damy, do walki na pięści z Kaschem. Scena przekomiczna, a wynik walki remisowy ze wskazaniem na Kaschego ;]

      Walka odbywa się na róznych polaach. Kasche nad swoim sklepem umieszcza rysunek szympansa z blond włosami, co w jasny sposób sugeruje, ze drwi sobie z Lory. To akurat ludzkośc rozbawia. A LOra jest coraz bardziej rozeźlona.

      Którejś nocy zauważa jak Kasche cichaczem coś kombinuje obok swojej budy, a potem smaruje jakiś napis na ścianie. Zaciekawiona, węsząc kolejną intrygę przeciw sobie, idzie sprawdzić co jest grane i... wpada w rozstawione wnyki. Na ścianie zaś widnieje napis ostrzegający przed nimi.

      Kasche wychodzi i sugeruje, żeby przestała krzyczeć, bo się ludzie zlecą i oboje będą mieli nieprzyjemności. A potem na rekach zanosi ją do jej sypialni i wykazuje się kulturą oraz troską.

      Nie mogąc tolerować dłużej siebie w małpianym wydaniu na szyldzie sklepowym, Lora zaciąga Kaschego do sędziego. On ma rozstrzygnąć ich spór i, najchętniej, zdelegalizować "małpę" ;]

      Traf chce,że sędzia jest sympatyczny starszym panem, który wszelako mówi tylko po francusku. Bo sam pochodzi z Holandii ;] Nic nie rozumie, co oni do niego mówia. Zauważa tylko, że oboje wskazują na okolice swojego serca [Lora mówi o tym jak Kasche ją "zranił", a Kasche że Lora doprowadziła go do "problemów z sercem" :)]. Stwierdza więc, że...

      ... jst to para zakochanych, która prosi o ślub :] Więc im go udziela.

      Miasteczko jest w euforii, ciesząc się, ze "znaleźli najlepszy sposób na rozwiązanie konfliktu, który wszystkim już się przejadł". I gratulują im ściskają dłonie, poodczas gdy Lora i Hans są... wściekli :]]

      "Rozwód !", krzyczy Lora, a Hans jej wtóruje "Natychmiastowy !".

      Kiedy jednak się nad tym wszystkim lepiej zastanowią... ona w swoim łózku, a on w swoim, to wychodzi im, że... muszą to omówić w cztery oczy ;]]

      Spotykają się więc, przytulają i puszczają oko do kamery :] - "to będzie baaardzo długi rozwód...", hehe.

      A małpa blondwłosa znika z szyldu jeszcze przed tym spotkaniem :]

      Dobre i polskie. A dekoracje miasteczka z Far Westu całkiem znośne. W rolach wspomagających : Zofia Merle, Kazimierz Opaliński, Wacław Kowalski i wielu innych świetnych aktorów.

      reżyserował Jerzy Zarzycki.



    • grek.grek "Derby" [Stopklatka] 01.08.15, 13:37
      poranny film familijny, gdzieś w środku tygodnia :]

      familijny, ale bez wizualnych anachronizmów ;]

      Historia chłopca Bobby'ego, który mieszka u wujostwa, bo niedawno stracił oboje rodziców. Wujek i ciocia troszczą się o niego i doglądają, ale generalnie ta troska rzuca im się na próbę prowadzenia dzieciaka za rączkę.

      Pasją Bobby'ego są rajdy samochodowe. No dobrze - to nie są samochody, a zjazdy w "bananach' z górki na pazurki, to nie są rajdy. Niemniej, dla 10-latka jest to rzecz jakże wspaniała i pochłaniająca.

      Wujek nie zgadza się na taką formę samorealizacji, więc Bobby w ukryciu przed nim przygtowuje swój pojazd do wyścigów stanowych. Oficjalnie : gra w zespole bejsbolowym i dlatego znika po szkole na długie godziny. Oceny ma bardzo dobre, więc wujostwo przymyka oczy na ten "bejsbol".

      Bobby jest bystry i ma smykałkę do konstruowania, ale niewiele by zrobił, gdyby nie wsparcie Jima Kleikana, samotnika mieszkającego na obrzezach miasteczka, o którym ludzie mówią, ze "kolckjonuje ludzkie czaszki".

      Ofk, okazuje się to brednia, a Jim to były mistrz kraju w takich właśnie wyścigach w jakich chce się spełniać mały Bobby. Pomaga więc chłopakowi i staje się dla niego kimś w rodzaju figury ojca, może brata, może najlepszego przyjaciela. Nie robi nic za niego. POMAGA mu. ofk, jest to pomoc kluczowa, ale Jim robi wszystko, by Bobby miał świadomośc, że sam czegoś dokonuje.

      Największe wsparcie to po prostu przyjaźń, obecnośc, rada i zaangażowanie jakie wykazuje jim, bo przecież gośc z niego pierwsza klasa ;]

      Nie to co ojciec Tommy'ego, największego wyścigowego rywala Bobby'ego. To prawdziwy tata-psychopata, który uczy swojego syna, że "tylko zwycięzca się liczy, reszta to frajerzy" i ochrzania małego nawet wtedy,kiedy wygrywa, ale robi to z niedostatecznie duża przewagą nad pokonanymi. Ostatecznie, Tommy chodzi jak struty i jest zastraszony, a Bobby rozkwita, bo Jim traktuje go poważnie, liczy się z jego zdaniem, motywuje, ale nie terroryzuje i dba o to, by w relacjach między nimi zawsze dominował dobry humor i przyjacielska nutka.

      w którymś momencie oczywiście ich sekret musi wyjśc na jaw. Najpierw demaskuje mu nauczycielka Bobby'ego, ale kiedy poznaje Jima, obiecuje być cicho i przyłącza siędo ich teamu jako wierny kibic.

      Potem jednak przypadkiem prawdę odkrywa wujek Bobby'ego. On i Jim mieli kiedyś styczność, jako młodzież, później Jim chbba miał jakieś problemy zyciowe, więc wujek Bobby'ego nie cche by Jim zblizał się do jego bratanka. I zakazuje takze chłopcu ścigania się. I to w momencie, kiedy pojazd jest idealnie wypośrodkowany, odmalowany i przygotowany do jazdy.

      Ofk, jak to w kinie familijhyhm, panowie starsi dogadują się wkrótce i dochodzą do wniosku, zwłaszcza wujo, że dobro Bobby'ego jest najważniejsze. Zostają więc obaj jego motywatorami i trenerami, ale tylko mu pomagają i radzą, dbają by Bobby wszystko tak naprawde "robił sam", do czego ma zresztą - powtórzmy - talent.

      Przychodzi dzień wyścigowy i tutaj najważniejszą inspiracją dla Bobby'ego staje się...zdjęcie zmarłych rodziców, które daje mu ciotka, zona wuja :]

      Bobby wygrywa wyścigi, w finale pokonując tyranizowanego przez swojego ojca Tommy'ego. Motywacja pozytywna otoczona ciepłem dorsłych okazuje się lepszą niż zimna tresura nerwowego tatuńcia :]

      A potem żyli długo i szczęsliwie :]

      takie coś znalazłem[tylko]:

      www.youtube.com/watch?v=IC8djFqxQD4
    • siostra_bronte "Miasto gniewu" 01.08.15, 13:58
      Obejrzałam dopiero teraz, w Ale kino. No i naprawdę dobry. Parę rzeczy mi się nie podobało, niektóre sceny trochę naciągnięte, drażniła mnie też muzyka z rzewnymi śpiewami. Ale w sumie bardzo ciekawy seans. A problem wciąż istnieje, o czym świadczą ostatnie wydarzenia z udziałem policji w Stanach.
      • grek.grek Re: "Miasto gniewu" 01.08.15, 14:16
        pamiętam.
        dobre kino, ciekawy scenariusz.

        jedyne co, z pamięcy wygrzebuję..., mi lekko zgrzytało, to niedostateczne, wg mnie, zaangażowanie miasta w grę ludzkich frustracji. LOs Angeles jest gdzieś z boku, nie jest aktorem, tak jak miasta w wielu innych dramatach, kiedy tworzą dodatkową płasczzyznę i punkt odniesienia wobec bohaterów i ich problemów, są żywe i zaangażowane. Tutaj miasto jest jakby poza człowiekiem. I to mi gdzieś rzuciło się w oczy. Poza tym - piątka z plusem :]
    • grek.grek "Duch Olivera" [Stopklatka] 01.08.15, 14:05
      kolejny ze stopklatkowych porannych seansów dla widza młodego.
      a jako że ze mnie widz młody ;], to się załapałem.

      Znów w centrum jest mały chłopiec, tym razem wyglądający jak 10-letni klon pana Wojewódzkiego z telewizji.

      Mieszka z rodzicami i siostrą. Własnie wprowadzili się do nowego domu. Takiego na przedmieściach, z duzym strychem pełnym książek i bibelotów.

      Od pierwszego dnia w domu coś stuka. Ktoś przestawia strych. Oczywiście, rodzice sądząc, ze to Oliver, który jest niezadowolony z przeprowadzki. Sam Oliver nie wie jak stawić czoło oskarżeniom, bo nic nie robi, a strych sam hałasuje :]

      Prawda wychodzi na jaw dośc szybko i tylko dla Olivera. Rewolucje strychowe przeprowadza duch. Dokładnie duch starszego, dystynghowanego pana, imieniem Clive. Typ przedwojennego inteligenta w dobrze skrojonym surducie.

      Mówi że to jego dom, a Oliver i jego rodzina są intruzami, wiec chce ich stąd wykurzyć.
      Oliver na to, ze przecież dom kupili na przetargu i są tutaj legalnie, ale starszy pan duch ma swoje własne wyobrazenie świata.

      Początki są trudne, ale z czasem Clive i Oliver zaprzyjaźniają się. Clive zauwąza, że rodzice Olivera są zbyt zapracowani, a siostra za bardzo dba o zdanie szkolnych kolegów,żeby zauważyć, ze Oliver jest samotny i dodatkowo zaczepia go dwóch szkolnych łobuziaków [na takie "zaczepki", to dzisiaj można tylko uronić łezkę nostalgii ;)].

      Clive pomaga chłopcu uporać się z kłopotami, podsuwa do czytania stare ksiązki, robi za figurę dziadka, a przede wszystkim nieocenionego mentora i przyjaciela. Nie tracąc ani na jotę ze swojego staroświeckiego wdzięku "pana w meloniku".

      Oliver interesuje się duchami, czyta ksiązki na ten temat, a w szklnej bibliotece pani bibliotekarka - również fanka okultyzmu - wyjaśnia mu, że duchy to dusze ludzkie, które wracają na ziemię, żeby załatwić jakieś zaległe ważne sprawy.

      Co jest zaległą sprawą Clive'a ?

      Mały Oliver zauwaza, że Clive ciągle sieedzi przy biurku i pisze ten sam list./ Dodatkowo - nie moze wyjśc z domu, opuścić go, choćby i chciał. A zatem jego problem wiąże się z tym miejscem.

      W którymś momencie rodzice Olivera są już na tyle zdenerwowani hałasami na strychu, że postanawiają go posprzatać, powyrzucac "graty" i w ogole. Clive staje do walki o swój "kąt" i tak skutecznie to czyni, że rodziom i siostrze kolacja w gardle staje :]

      Wreszcie ukazujje się im [rodzina mająca talent medialny ? mediumiczny ?] i zdumiewa oraz przestrasza do głębi. Przynajniej przekonują się, że to nie Oliver robił rumory po domu.

      Kiedy lęk mija, familia przekonuje się do Clive'a, a swoją drogą postanawia rozwikłać dylemat, który Clive'a prześladuje. Jako że ojciec pracuje jako urzędnik , familia ma nieograniczony dostęp do miejskcih archiwów. Dodajac do tego znaleziony na strychu rodzinny album Clive'a znajdują klucz do całej sprawy : za życia Clive sprzeciwił się związkowi swojej ukochanej córki, Elizabeth, z pewnym młodym człowiekiem. Elizabeth w dzień po skończeniu 18 lat, uciekła z domu i wyszła za mąz. Wbrew ojcu. Od tej pory nigdy się nie widzieli.

      Clive najwyraźniej wrócił, by pojednać się z córką, albo chociaż ją zobaczyć. To do niej nonstop pisze ten list.

      Wszystko to odbywa się w okolicach 31 października i 1 listopada, bo urodziny Elizabeth przypadały właśnie w Halloween. Dookoła cazłej sprawy "wirują" więc dynie, dzieciaki biegające za cukierkami i atmosfera świeckiego święta, aczkolwiek wydaje sie, ze akcja dzieje się w jakiejś Kalifornii, co pozbawia Halloween jesiennej otoczki.

      Familia rzuca się więc na poszukwainie Elizabeth. Dzisiaj ma ona mocno ponad 80 lat, ale jest zażywną, energiczną starszą panią, więc jej ściągnbięcie na miejsce nie nastręcza specjalnych kłopotów.

      Prowadzą ją na strych, a tam wzruszenie ją dopada,. Z tajnej skrytki wyciąga swoje dziecinne zabawki,opowiada o ojcu i o tym jak ją kocha. Rodzina widzi jak Clive się do łez wzrusza. Nie widzi go Elizabeth, więc nie mogą porozmawiac, a rodzina nie wyjawia że ma kontakt z Clive'em, bo pewnie za chwilę odwieźliby ich do wariatkowa, zaraz po telefonie od starszej pani ;]

      Niemniej, robią co mogą : wywołują w niej wspomnienie ojca, a to sprawia że Elizabeth opowiada o swojej miłości do niego, której nic nie osłabiło nigdy. Oliver czyta jej list, który Clive do niej pisał, a który "znalazł wśród szpargałów, keidy wprowadzili się do domu". W liście Clive ofk wyznaje córce najszczerszą miłośc i żal, że źle wobec niej postąpił.

      Elizabeth odjeżdza szczęsliwa i wzruszona.

      Clive serwuje rodzicom i sioostrze Olivera surową pogadankę na temat ich niewlaściwego podejścia do Olivera, co ich skrusza i solennie obiecują poprawę. A potem sam... wreszcie może opuścić dom, pożefgnać rodzinę Olivera, samego chłopca i wyruszyć na długi... duchowy spacer ulicami miasteczka.

    • siostra_bronte "Ocalić tygrysa" 01.08.15, 14:58
      Obejrzane w niezawodnym Cinemaxie. Film Johna G. Avildsena ("Rocky'ego") z 1973 r. Znałam tytuł z oskarowej roli Jacka Lemmona.

      W związku z problemami technicznymi będę się streszczać. Bohaterem filmu jest Harry Stoner (Jack Lemmon), prezes firmy odzieżowej. Akcja obejmuje jeden dzień z jego życia i toczy się w Los Angeles.

      Zaczyna się źle, od koszmarnego snu. Harry jest w nie najlepszym nastroju, w rozmowie z żoną wraca do wspomnień z dzieciństwa. Żona wyjeżdża do rodziny na dłuższy czas, a Harry jedzie do pracy. Okazuje się, że jego firma przeżywa kryzys finansowy, banki nie chcą dać kredytu.

      Harry wpada na pomysł, żeby podpalić jedną ze swoich fabryk i wyłudzić odszkodowanie. Jego księgowy i przyjaciel, Jack, nie chce się na to zgodzić. Ale Harry przekonuje, że nie mają wyjścia. "Wszyscy naginają przepisy!" krzyczy Harry. "Ale są jakieś zasady" kłóci się Jack"Nie ma żadnych zasad. Liczy się tylko wynik finansowy" odpowiada Harry. Nie chce wysyłać swoich pracowników na bruk, przez wiele lat ciężko pracowali na sukces firmy. Mają to wszystko zaprzepaścić?

      W ciągu dnia Harry znowu wraca do wspomnień, tym razem z czasów wojny. Kiedy wygłasza mowę przed pokazem jego kolekcji na sali widzi swoich poległych towarzyszy. Świetna scena.

      Wygląda to tak, jakby Harry'ego dopadł jakiś kryzys, chyba nie tylko wieku średniego. Harry wie, że jest już za późno, żeby cokolwiek zmienić. Nie da się cofnąć przeszłości. Rankiem powiedział żonie, że żałuje, że nie został bejsbolistą, bo naprawdę miał talent. Harry ma też świadomość, że jest ubabrany po uszy w różnych machlojkach (kreatywna księgowość w firmie), ale taki jest biznes, taki jest współczesny świat...

      Harry i Jack idą na spotkanie z szemranym gościem, Jackiem, który jest specjalistą od takiej roboty. Ciekawe, że umawiają się w kinie porno (Jack mówi, ze widział tam kiedyś "Quo vadis", "co to się porobiło?"). Charlie dostaje zaliczkę, obejrzy budynek i spotkają się ponownie.

      Przy kolejnym spotkaniu Charlie mówi, że budynek nie ma odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. Ubezpieczyciel nie wypłaciłby kasy po pożarze. Ale naprawa tego zajęłaby dużo czasu, a Harry go nie ma. Jest jedno wyjście. Można zaprószyć ogień w pomieszczeniach na dole (jest tam jakaś firma), skierować go na górę, wtedy nie będzie problemu z odszkodowaniem...Harry i Jack milczą. Harry walczy ze sobą, ale zgadza się.

      Ostatnie sceny: Jack przechodzi koło boiska, gdzie chłopcy grają w baseball. Piłka pada obok niego. Harry wykonuje piękny rzut jak za dawnych czasów, poza zasięgiem chłopców. Jest zadowolony z siebie. Ale jeden z nich mówi mu: "pan nie może się z nami bawić". Harry zamyślony patrzy na boisko. Koniec.

      W filmie jest też wątek ważnego kontrahenta dla którego Harry musi załatwić ulubioną prostytutkę, bo inaczej z biznesu nici. Sam Harry poznaje też call-girl, chociaż przypomina raczej hippiskę ("Ile masz lat" pyta. "20" odpowiada dziewczyna. "Nikt tyle nie ma" mówi Harry). Przed wyjazdem z jej domku Harry długo patrzy na ocean, którego od dawna nie widział. "Muszę wracać do zoo" mówi dziewczynie.

      Ciekawy, bezkompromisowy film, chociaż pod względem filmowym ciut się zestarzał. Miałam wrażenie, że zbyt wcześnie się skończył. Całość trzyma wspaniały Jack Lemmon. Harry jest rozczarowany tym kim się stał i Lemmon pokazuje to znakomicie.

      I jeszcze o tytule. Harry'ego nagabuje na ulicy jakiś ekolog, żeby podpisał petycję ratowania tygrysów, które są zagrożonym gatunkiem. Łatwo się domyśleć, że to symbol...

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=TyIjso1unJE
        • grek.grek Re: "Ocalić tygrysa" 01.08.15, 15:25
          zaraz czytam :]

          wiesz, moim zdaniem czy z okienka czy z worda - nie ma znaczenia.
          mnie zablokowało kilka tekstów, a zawsze piszę z okienka, więc medium nie ma chyba
          znaczenia.
          sam nie wiem... moze jest jakiś unikalny klucz połączeń między literami, który zdarza się
          raz na kilkaset tekstów, a który powoduje blokadę ? sam nie wiem, jest to tak dziwne, że
          trudno znależć racjonalną przyczynę.

            • grek.grek Re: "Ocalić tygrysa" 01.08.15, 17:06
              to naturalna reakcja.
              najgorzej zaakceptować nonsens tej blokady.

              jedyne, co jeszcze przychodzi mi do głowy, to może kontakt z adminem - dzidzia_bojowa sprawuje tutaj nadzór, może udałoby się wysłać Twój tekst jakimś innym sposobem, omijając ewentualne problemy, albo przesłać go jej, zeby puściła ze swojego administracyjnego stanowiska, ofk z Twoją sygnaturą itd. ? może problem nie jest w tekście, a - w tym epizodycznym przypadku - w komputerze z którego tekst zostaje wysłany ?

              nie mam pojęcia o co może chodzić, więc to tylko takie luźne pomysły...
      • grek.grek Re: "Ocalić tygrysa" 01.08.15, 17:01
        dzięki, Siostro :]
        zgrabny opis, jak zawsze.

        gośc z jednej strony robi podejrzane interesa, z drugiej odkrywa się intymnie w refleksji nad sobą i przeszłościa, nad wyborami dokonanymi w życiu. Interesujące połączenie, bardzo wiarygodne w kinie lat 70- czy 80-tych, dodatkowo - jak widzę - świetnie namalowane i ten "Nat KIng Cole" spiewajac nastrojowo... Dzisiaj chba coraz rzadziej spotykana figura filmowa...

        Ta scena nad oceanem pojawia się kilka razy w trailerze, ewidentnie znacząca i obrazująca kim jest Harry tak naprawdę.

        gdyby został bejsbolistą, po latach zapewne uderzyłaby go myśl, że gdyby został prezesem odzieżowej firmy, to by było życie... :]

        Nierozerwalna z człowiekiem ciągota do alternatywnych scenariuszy, które zawsze są lepsze niż to, co na jawie :]]

        Jack Lemmon miesza rózne postawy i strony osobowości [temperamentu ?] bohatera, jak wdać robi to znakomicie.

        świetny film, obejrzę z pewnością, jeśli tylko zdarzy mi się okazja.
        Dzięki, Siostro, za tę opowieść :]

    • grek.grek "Prześladowca [Joy ride]" Tv PUls 01.08.15, 15:15
      Oglądając cały czas myslałem sobie, że lepszy reżyser, z lepszymi aktorami i lepszym scenariuszem, mógłby zrobić z wyjściowym pomysłem znacznie wiecej i powstałby film mogący ubiegać się o miano klasyka.

      Lewis [śp Paul Walker] jedzie do swojej dziewczyny Veenie [Lylee Sobieski]. Po drodze odbiera ze stanowego więzienia swojego brata Fullera [Steve Zahn].

      Lewis to ten młodszy brat, rozsądny, z przyszłością, porządny gośc. Fuller to ten starszy, rodzinna zakała, wieczny troublemaker. A poza tym, sympatyczny, trochę rozstrzepany, ale w zasadzie dobry chłop.

      Jadą sobie przez pustynne rubieże Dakoty czy innego Wyoming. Dla zabicia czasu Fuller montuje w samochodzie brata cb-radio.

      Pewnego wieczora, kiedy tak jada bezkresną szosą, Fuller namawia Lewisa, żeby zrobili komuś kawał. Lewis sie broni, ale w końcu podłapuje pomysł. Zaczyna udawać słodką-idiotkę imieniem "Cukierek". Odzywa się jakiś podejrzany głos męski, jak z horrorów o psychicznym kierowcy, który prześladuje na drogach bogu ducha winnych młodych kierowców ;]

      Lewis i Fuller, na boku zaśmiewając się do łez, flirtują z nim i gfłosem "Cukierka" namawiają na randkę w motelu w sąsiednim miasteczku. Robią to tak sprytnie, że umawiają draba z radia z... jakimś cwaniackim starszawym "kowbojem". Sami wynajmują pokój sąsiedni i mają kupę dobrej zabawy słuchając przez ścianę odgłosów "nieporozumienia" między spikniętymi ze sobą dżentelmenami.

      Potem ida spać. Rankiem dookoła motelu krązy policja. Okazuje sie, ze facet, na którego napuścili tego Radiowca, został znalezony kilometr od motelu z... oderwaną szczęką.

      Policja pokazuje im go w szpitalu. Lewis i Fuller są w mocnym szoku. Potem przyznają, ze zrobili głupi kawał, ale nie wiedzą kim był ten z radia i że generalnie żałują. Policja ich wypuszcza.

      Jadą szosą, jest noc, cb-radio na chodzie... i nagle, w tych klimatycznych okolicznościsacvh przyrody, odzywa się głos z horroru "Cukierku... Cukierku..." :] To wyszło znakomicie.

      Chłopcy radarowcy sa przerażeni, a tamten dalej "Cukierku... o co chodzi ? Chcę tylko rozmawiac z Cukierkiem..". I ten głos z horroru :] w końcu chłopcy przyznają mu się, ze zrobili kawał , a Leiws na chwilę udaje znów dziewczynę, żeby potwierdzić, ze to on był, a nie prawdziwa kobieta. Radiowy głos z horroru każe im przeprosić. A Fuller na to, zeby się gonił, bo z niego psychol i świrpaleta.

      I od tego momentu stają się celem. Bo ten Radiowiec za nimi jedzie i nawet wie, ze nie mają tylnego światła.Musiał ich obserwować już od motelu. Od tej pory jadą spanikowani i oglądają się ciagle za siebie. Na stacji benzynowej ulegają histerii i wydaje się, ze kierowca cięzarówki z lodem chce ich pozabijać. Wszystko przez jego wygląd tirowca i kij bejsbolowy w garści. Uciekają tak szybko, że aż zapominają karty, którą płacili za paliwo. Uciekają, bo... są gonieni ;]]

      Goni ich ta cięzarówka z lodem. Pędzą przez jakieś krzaczory, az do slepej drogi z blokadą drewnianą na końcu. A ta cięzarówa za nimi. I kiedy już są do reszty przerażeni, a uciekać nie ma dokąd, okazuje się że kierowca gonił ich, bo za zapomnieli tej karty ;] a kij, który miał w dłoni na stacji, to był kij do sprawdzania poziomu powietrza w kołach :]

      Wydaje sie, ze zagrożenie mineło. Nic z tych rzeczy. W cb radio znów jest głos z horroru i znów szuka "Cukierka". A oni znów są przerażeni. I on ich zaczyna gonić już oficjalnie :]

      Tak ich ściga, że aż wpadająw jakąs dziurę i nie mogą jechać dalej. Wtedy on, a kieruje dużą i zwrotną cięzarówką, próbuje ich wprasowac w drzewo. Wreszczą ze strachu, aż wreszcie skrucha ich dopada i krzyczą do radia "Przepraszamy, to był tylko żart". CIęzarówka przestaje ich miażdżyć, a z jego strony odzywa się głos "Ja też tylko... żartuję".

      I na tym koniec.

      Od tej pory jadą w milczeniu, a Lewis gniewa się na Fullera, że znów przez jego kawały wpadli w kłopoty. Fuller wyrzuca przez okno całe to cb radio.

      Z uniwerku zabierają Veene. Chcieli też zabrać jej urodziwą koleżankę, ale pojechała swoim autem.

      W drodze czas spędzają mile, rozmowa, wizyty w miejscowych barach, gdzie czasami trzeba sprytnym unikiem obejśc pijaczków zaczepiających młodą dziewczynę z collegu, i tutaj Fuller wykazuje się sprytem, co powoduje że między nimi, a Veenie jakby się coś zaczynało świecić, tym bardziej że Lewis i ona nie są oficjalnie parą, ale przyjaciółmi.

      Te uczuciowe ewentualne dylematy rozwiewa telefon. Akurat cała trójka gości w motelu, szykuje się do spania, ale Fuller wymyka się do pokoju Veene, zeby pogadać kulturalnie [podryw na zabłąkanego ;)]. Wtedy Lewisa budzi telefon, który mrowiz mu krew w zyłąch. To ten horrowy głos.

      Śledzi ich ! Własnie poinformował Lewisa,że jego brat jest w pokoju Veenie. A więc musi ich mieć na podglądzie.

      Rzucają się do ucieczki. Fuller z trwogą odkrywa, że ich prześladowca wypisał na kolejnych mjanych przez nich znakach drgoowych instrukcje. Wedle nich, mają zajrzec do bagażnika. Pokonując lęk zagląają, a tam... wyrzucone przez Fullera cb radio. Polecenie jest więc jasne : zamontujcie je z powrotem, będę do was mówił.

      Veenie zostaje poinformwoana, co się wydarzyło wcześniej.

      Rankiem głos z radia informuje ich że ma w niewoli tę kolleżankę Veenie [Charlotte] i każe im zajechać do Maca nieopodal szosy. Potem... rozebrać się do naga, wejśc do restauracjhi, zamówć 12 burgerów i wyjśc. Oczywiście, obaj panowie są do reszty upokorzeni całą sytuacją, spotykają się z zaszokowanymi spojrzeniami i reakcjami przypadkowych gości, a menadżer lokalu, wezwany w trybie awaryjnym, wyraźnie chce ich oddać w ręce policji. "To ich nauczy etyki, szacunku dla innycvh ludzi", monotonnym głosem Głos z Radia wyjaśnia swoje motywacje siedzącej w aucie i czekajacej na ich powrót Veenie.

      Ruszają w dalszą drogę. GŁos każe im zjechać w bok. jest tam pole kukurydzy. Ofk akcja dzieje się teraz nocą. Każe im iśc 30 metrów do przodu. Ida. A wtedy nagle wyłania się zza ich pleców i zmusza do ucieczki w zboże. tam się odbywa tradtycjna ciuciubabka, tyle że ścigfający ich drab porusza się cięzarówką. Ma dobre oświetlenie, a kiedy namierza cel - opuszcza auto i go chwyta.

      Celem jest Veenie. Kierowca porywa ją, a potem podpala ich samochód. Tuż przed wybuchem paliwa, Lewis znajduje instrukcję wedle której Kierowca zaprasza ich "do motelu, na randkę", numer ten sam który oni wtedy jemu podali, robiąc z niego sobie jaja.

      Mają być przed północą. Do miasteczka kilka dobrych mil. Muszą porwać auto. Potem okazuje się,. ze moteli jest kilka. W którym jest Veenie ?

      Znajdują wreszcie właściwy, minutę po połnocy. Veenie jest pod wskazanym numerem, ale drab tak całą rzecz urządził, że otwarcie drzwi do pokoju spowoduje wystrzał ze strzelby ustawionej wprost przed twarzą Veenie, która jest przywiązana do nieruchomego krzesła i zakneblowana. makabreska.

      Na szczęscie panowie zaglądają od podwórka, aby zorientoac się, co dla nich przyszykował. Fuller zostaje ranny, ale udaje mu się w ostatniej chwili ostrzec brata, zeby nie otwierał drzwi. najmocniej przeżywa wszystko oczywiście potencjalna ofiara z odstrzeloną głową, czyli Veenie.

      W sukurs spanikowanym młodziecom przychodzi policja. Otóż drab kierowca szykując całe przedstawienie zabił recepcjoniste. Ktoś to zauwązył i wezwał kawalerię. Teraz policaje przeszukują pokoj po pokoju. Jak wejda do pookoju nr 17, to... głowa Veenie poleci prosto do Karoliny Południowej.

      W ostatniej chwili Lewis dostaje się do pokoju i udaje mu się dziewczynie pomóc, aczkolwiek sporo roboty sama wykonała. Wystrzał przychodzi sekundę po tym. Przeżywają oboje.

      Tymczasem na podwórzu za motelem odbywa się horrorek, bo Fuller przypadkiem wpadł na drut przebił sobie nogę, znalazł go tytuyłowy prześladowca, zagiał ten drut, tak żeby nie szło go wyjąć z nogi, powiesił człowieka za kołnierz na płoci, a teraz chce go rozjechać ciężarówką.

      Rozpędza się więc, ale Lewis pomaga bratu na czas, a policja strzela cała serią w kierunku szoferki. Cięzarówka rozbija ścianę motelu...
      • grek.grek "Prześladowca [Joy ride]" Tv PUls 01.08.15, 15:21
        ... wszyscy wychodzą cało z opresji.

        Prócz kierowcy cięzarówki. Okazuje się nim... ten od ciężarówki z lodami. Czy zatem było ich dwóch, czy ten właściwy po prostu zabił tamtego, wsadził nieboszczyka za kierownicę, nacisnął gaz, przydusił jego nogą i w ten sposób wrobi tamtego ? zapewne tak.

        Zwłaszcza, ze w ostatnim ujęciu z cb radia znów odzywa się ten horrorowy głos "Deszcz. Lubię jak pada. Zmywa wszystkie szumowniy z drogi" :]]

        Niezły film, kilka bardzo dobrych scen [w gatunku thrillera], ale można to poprawić :]

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=p4zyNZOLtYk
    • grek.grek "Trainspotting" w CT2 [21:30] 01.08.15, 17:13
      Czesi na posterunku.

      dla mnie premiera [yikes ! :)].

      oglądaliście już ?
      ponoć to klasyka anglosaskiego kina ;]

      "kino kultowe dla swojej generacji".
      uff :]

      nadrobię więc dzisiaj.
      spróbuję coś napisać już jutro, o ile wrazenia mnie nie obezwładnią ;]
        • grek.grek "Trainspotting" w CT2 - słów kilka 02.08.15, 12:30
          zdecydowanie film z lat 90-tych :]]
          bez sprawdzania daty produkcji, można to stwierdzić na podstawie zdjęć, stylu filmowania,
          mody. a lata 90-te na Wyspach mają ikongrafię szczególnie specyficzną, hehe.

          świetne wejście : uciekający przed kimś ulicą bohater-narrator z offu wymienia niestrudzenie wszystkie elementy życia zwyczajnego konsumenta i członka społeczeństwa - od kariery, pracy rodziny, przez sprzęt domowy i wszelkie nowinki techniczne, po ciuchy, zdrową żywnośc, kredyty i ubezpieczenie - by tę wyliczankę zakończyć "Po co mi to wszystko, skoro mam heroinę ?" :]

          I tekst : "Ludzie wymieniają setki zagrozeń związanych z heroiną, ale nie mówią o jednej rzeczy : o przyjemności jaką ona daje. Weź swój najlepszy orgazm, pomnóż razy tysiąc, a nadal nie będziesz nawet blisko tego, o czym mówię" :]]

          Nie wiem, bo nie probówałem tego specyfiku. Ale czy reklama nie brzmi zachęcająco, nawet jeśli wyraża zaledwie subiektywne odczucie ? ;]
          Może stąd tyle było rumoru wokół ksiązki na podstawie której "Trainspotting" nakręcono [Irvine'a Welsha], a potem również wokół filmu.

          Oglądałem nie tak dawno powtórkę "Wyśnionych miłości" i od razu skojarzyły mi się przy okazji "Trainspotting".

          "Wyśnione miłości" są o tym jak para przyjaciół chłopak i dziewczyna spotyka chłopaka, w którym oboje się zakochują, zaczynają o niego rywalizować, ich przyjaźń podupada, potem symultanicznie wyznają mu miłośc, a on oboje odrzuca, więc urażeni i skonfundowani wracają do siebie i znów zostają najlepszymi przyjacióółmi.
          prosta historia :]

          nie w tym właśnie rzecz, żeby historia była szczególnie zagmatwana, ale żeby tę prostą historię, na poł kartki scenariusza, pokazać w taki sposób, aby była ona interesująca. Xavier Dolan użył więc znakomitego montażu, swietnych piosenek, mnóstwa kolorów, nietypowo zaaranżował sceny o pospolitej wymowie, i z prostej historii urodził się, wg mnie - bardzo udany film opowiadający zwyczajne dzieje w sposób niezwyczajny.

          To samo tutaj.
          Renton i jego koledzy biorą heroinę, kradną i napadają żeby mieć na to pieniądze, bo żaden nie pracuje, spotykają się w barze albo w mieszkaniu kolegi-dilera, przygotowującego im "posiłki". Renton miewa okresy czystości, ale także trafia na odwyk, przechodzi atak głodu narkotykowego, inny kolega - z czystego jak łza sportowca i amatora seksu - stacza się do ćpuna mieszkającego w zasyfionej chawirze.

          cdn

          • grek.grek Re: "Trainspotting" w CT2 - słów kilka 02.08.15, 12:57
            jest więc cały niezbędnik zdarzeń i zachowań kojarzonych z ćpaniem.

            Gdyby pokazać je "po bożemu", to film byłby taki sobie. Przecież o tym wszystkim czytaliśmy sto razy w gazetach i oglądaliśmy kilkadziesiąt razy w reprortażach interwencyjnych w programach telewizyjnych troszczących się o zdrowie puibliczne.

            Chodzi więc o to, by te znane i mielone po sto razy rzeczy pokazać w odpowiedni sposób.

            I tutaj reżyser Danny Boyle wykonuje świetną robotę, wg mnie.
            Jest muzyka, która wciąga w ten cały świat. Znakomity soundtrack :]

            Są sceny pełne humoru, momentami błyskotliwe [cała sekwencja kiedy Renton ma zapaść, kładzie się na podłodze u tego dilera-mistrza ceremonii, podłoga się zapada, a potem przy "It's a perfect Day" odbywa się rwetes, w którym nieprzytomny Renton jest noszony, ciągnięty, wieziony - po schodach, po ulicy, do auta, wreszcie : do szpitala, i to nie jest narkotykowa wizja, ale rzeczywistość, bo chłopina akuratnie nie wytrzymał tempa], czasami surrealne [sekwencja napadu głodu, kiedy Renton jest w swoim zamkniętym pokoju, trzymany pod kluczem przez rodziców, a tutaj zewsząd nachodzą go postaci, wyobrażenia, koszmary, na czele z martwym niemowlakiem, którego głowa przekręca się o 180 st.].

            Na jawie też bywa ciekawie, a scena kiedy Renton, na "czysto" próbując jakoś zapełnić czas bez heroiny, w parku strzela z wiatrówki do psa skinheda, który następnie swojego pana zaczyna gryźć - przednia.

            Albo, pewnie już kultowa ?, scena w nieopisanie brudnym szalecie, gdzie Renton nurkuje w sedesie, aby wyłowić cenne "lekarstwa" i włazi do tego sedesu cały, a pod spodem jest niemalże laguna. Klasyka zapewne :]

            Albo scena, kiedy poznaje dziewczynę w nocnym barze, spędza z nią noc, rano jakby nigdy nic przysiada się do jej rodziców przy śniadaniu, a oni coś tacy jacyś młodzi... po chwili okazuje się, ze dziewczyna jest uczennicą, a więc Renton nieswiadomie złamał prawo seksem z nieletnią :]]

            Ludzie umierają, są tragedie. Kolegę rzuca dziewczyna, wpada w dół, więc chce spróbować heroiny. Nie wychodzi z tego. Koleżanka, regularnie bierze, aż wreszcie umiera jej dziecko, niemowlę jeszcze. Rozpacza. Co na odtrutkę ? Działka.

            jest więc śmierć, sa wiec wszystkie odcienie szarości. Heroina jest super, co wam będę kłamał, odlot jest świetny... ALE - popatrzcie jakie są inne strony tej relacji. Uczciwe ? wg mnie, jak najbardziej. Nie wydaje mi sie, żeby głosy krytyczne, jakoby film zachęcał do brania, były mądre. Co miało paść z ekranu ? Że heroina jest okropna i nie daje przyjemności ? Kto by w to uwierzył ?

            Ciekawe, swoją droga, czy komuś żyłka się ruszyła, kiedy Renton wygłaszał swój monolog, w którym dośc mocno przykopał rodzinnej Szkocji ? ;]

            W pewnym momencie Rentonowi udaje się odkręcić to, co omal nie pozbawiło go życia. Wyjeżdza do Londynu, zaczyna pracować, życie bez heroiny może być dobre. W miarę ;]

            CO z tego, skoro są dawni koledzy, którzy wciągają go w handel narkotykami i okazyjonalny powrót do szprycowania się. Koledzy to bagno :]

            [Tutaj film trochę się "cywilizuje", zwalnia, nie ma tego zmyślnego i efektownego połączenia muzyki, scen aranżowanych z przytupem i rytmicznych serii "gagów", scenek rodzajowych z życia narkomanów-amatorów]

            Co robi Renton - rzuca wszystko. Po udanej transakcji okrada śpiących kolegów, zostawia ich w hotelu i wychodzi przed siebie, na ulice. W torbie ma 15 tys funtów, zerwane mosty i wybór : jak chce dalej żyć.

            I znów monologuje o zestawie gadżetów i zachowań zwykłego zjadacza chleba, tyle że tym razem brzmi ta litania w taki sposób, jakby Renton właśnie deklarował, że zamierza w ttym stylu żyć.

            Tutaj trochę mi się przypomniał "Oslo, 31 sierpnia", którego bohater podobnie znajdował rzeczywistość wokół siebie i podobnie monologował o ludziach i życiu.

            Czy jednak dla Rentona życie bez "przyjemności tysiąc razy większej od najlepszego orgazmu" wystarczy na długo ? :] Furtka uchylona.

            cóż, wg mnie - bardzo dobry, żywy film. Świetnie zagrany. Patrząc na miotającego się po ekranie Roberta Carlyle'a w roli Francisa - zastanawiać się można : co bardziej człowiekowi "ryje beret" - narkotyki czy własna nieobliczalnośc genetycznie zaprogramowana ? ;] Francis trzyma się z daleka od wszelkich prochów, a jednocześnie ciągle wdaje się w rozróby, histeryzuje, demoluje lokale, pyskuje, marudzi... Człowiek-granat. Postać zabawna, a jednocześnie przewrotnie wskazująca widzowi : no, popatrz na niego, nadal uważasz, ze narkotyki to całe zło tego świata ? :]

            to był dobry seans :]

            Siostro, daj "Trainspotting" drugą szansę, może Cię przekona do siebie... jednak :]

            • siostra_bronte Re: "Trainspotting" w CT2 - słów kilka 02.08.15, 13:41
              Dzięki, Greku :)

              Może spróbuję, jeżeli będzie okazja. Na pewno jest w tym filmie pewna prowokacja. Bo to bynajmniej nie przygnębiająca opowieść o zgubnych skutkach nałogu. Napisałeś, że nie zachęca do brania narkotyków. Ale chyba też nie zniechęca? :) Przyznam, że oglądanie grupy ćpunów, którzy świetnie się bawią jakoś mnie nie pociąga. Aczkolwiek film na tyle znany, że warto go zobaczyć.
              • grek.grek Re: "Trainspotting" w CT2 - słów kilka 02.08.15, 15:26
                :]

                yes :]
                z jednej strony, pada tutaj kilka zdań, które można zintepretowac jako "zachętę".
                ale mają one swój odpowiednik w postaci wydarzeń,które jednoznacznie są zniechęcające, pokazują druga stronę medalu.

                hehe, ja też jakoś więcej sympatii poczułem do np. bohatera "Oslo, 31 sierpnia" [choć on akurat nie bierze, ale jest po odwyku] niż do tych tutaj, cokolwiek minimalnie przerysowanych i pozbawionych pierwiastka intelektualnego, że tak to szumnie nazwę ;]

                PS ; wydaje sie, że powodem krytycznych opinii a'propos wydźwięku tego filmu jest właśnie to, że "film o narkotykach" pokazany jest z humorem, śmiało mówi o tym, że mogą one być fajne i że bohater nie ponosi dostatecznej kary za swoje uzależenie ;] wiesz, wg niektórych najlepszy film o narkotykach to taki, w którym cpun na końcu wygląda jak zombie ;]]

                  • grek.grek Re: "Trainspotting" w CT2 - słów kilka 02.08.15, 15:47
                    zgadza się, to prawda.
                    niemniej... jest to prawda :]
                    heroina daje, PONOĆ ;], niezapomiane doznania.

                    o, wiesz, "mniej odporne jednostki" sięgną po nią prędzej czy później, hehe ;]

                    yes, sama w sobie filmowa robota jest prima sort. a ten koloryt na pewno w jakiś sposób moze być odczytany jako część "fajnego świata prochów".

                    niemniej - jest w tym filmie obraz upadku i smierci.
                    młoda narkomanka traci dziecko, młody narkoman ląduje na dnie i też w końcu przenosi się na łono abrahama, a odwyk to cięzka sprawa... jesli jednak widz chce zobaczyć tylko tę fajną stronę - nie ma rady :]]

                    wg mnie, twórcom filmu jednak można oddać, że nie jest to "wesoła jazda", a przewrotne kino, które testuje spostrzegawczośc i charaktery widowni.
        • grek.grek Re: "Trainspotting" w CT2 [21:30] 12.08.15, 12:38
          cześć, Pepsic :]

          ostrożna ocena, jak widzę ? :]

          sam jestem ciekaw ewentualnej powtórki, za pierwszym razem zdarza mi się oceniać
          raczej przez pryzmat tego, co dobre, co zrobiło wrażenie, rzuciło się pozytywnie w oczy [a jak negatywnie, to już nie jest dobrze wcale, heh].
    • grek.grek T-Mobile Nowe Horyzonty 2015 02.08.15, 13:40
      festiwal własnie się skończył, ponieważ od 10 dni się odbywał [zdanie-dzieło sztuki, sami przyznacie ;)))].

      film.wiadomosci.pl/wiadomosci/t-mobile-nowe-horyzonty-2015-znamy-zwyciezcow/xt0z7c
      relacje.

      [na marginesie z prawej strony, na samej górze, są wszystkie wcześniejsze sprawozdania]
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=21031

      i relacje onetowe, w komplecie :] :
      film.onet.pl/t-mobile-nowe-horyzonty-2015
      udanej lektury :
      Wam
      i sobie, bo też jeszcze nie zahaczyłem żadnego tekstu.
      z tytułów, które migały, zauwazyłem sporo znajomych z Cannes i nie tylko, a także [chyba premierę ?] thrillera "Czerwony pająk" Marcina Koszałki, z Adamem Woronowiczem.
    • grek.grek nowy film A.Inarritu w drodze 02.08.15, 13:47
      po Oscarze dla "Birdmana" nowy film Inarritu, to chyba jest jakieś wydarzenie, dobrze kombinuję ? :]

      dla jednych -stety, dla inych nie-... z Leonardem Di Capriem w roli głównej :]


      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18385635,jest-zwiastun-the-revenant-leonardo-di-caprio-celuje-w-oscary.html3BoxKultImg
    • grek.grek "Nigdy już tu nie powrócę" - jest pierwsze zdjęcie 02.08.15, 13:47
      scenariusz powstawał ponoć od około czterech lat, a pan aktor główny solidnie się odchudził do swojej roli.

      efekty na załączonym obrazku. trzeba przyznac, że podobieństwo miedzy kreacją, a oryginałem- da się zauważyć, ewentualnie mam problemy ze wzrokiem, co by nie było takim znów zaskoczeniem :]].
      jak sądzicie ? :

      film.wp.pl/id,152630,title,Nigdy-juz-tu-nie-powroce-Borys-Szyc-jako-Tadeusz-Kantor-FOTO,wiadomosc.html
        • grek.grek Re: "Nigdy już tu nie powrócę" - jest pierwsze zd 02.08.15, 15:32
          to prawda, Siostro.
          ale, tak sobie ostrożnie myslę, kto wie - może być to lepszy film i lepsza rola niż się nam
          początkowo wydawało. jakby nie patrzeć Borys Szyc ma na koncie dobre role, zwłaszcza w teatrze, od Hamleta po Józefa K., z dobrymi recenzjami. Może ten fragment "wyceny" jego aktorskich możliwości będzie tutaj bardziej miarodajny ?

          hehe, miejmy nadzieję.
          "MIstyfikacja" istotnie była mocno nietrafiona w tej materii.
    • grek.grek kręcą remake "Nosferatu, symfonia grozy" 02.08.15, 13:52
      na remaki zawsze jest dobra pora, heh... na wampiry koniunktura nie spada... wiec pan reżyser wyłowił klasyka nad klasykami :]

      cóz, skoro nie mozna go związać i wysłać na bezludną wyspę, to chyba pozostaje trzymać za niego kciuki, żeby nie skompromitował oryginalnego dzieła :


      film.wp.pl/id,152648,title,Powstaje-remake-Nosferatu-symfonia-grozy,wiadomosc.html
    • grek.grek "W lepszym świecie" TVP KUltura, 20:05 02.08.15, 15:41
      bardzo dobry film skandynawski, czyli duńsko-szwedzki.

      z fabułą do refleksji.

      przyjaźń dwóch chłopców. jeden jest słabszy, gnębiony przez szkolnych prześladowców, drugi - agresywny, potrafi wlać przywódcy tamtych. I w ten sposób się zaprzyjaźniają.

      obaj mają własne rodzinne problemy - ten asertywny Christian, stracił matkę, a ojciec duzo pracuje i podróżuje, chłopak właściwie wychowuje się sam i jest bardzo wyalienowany; ten pasywny, Elias, ma to samo, tyle że w jego przypadku chodzi o separację rodziców, mająccyh małzeński kryzys.

      któregoś dnia Christain i ELias są świadkami sytuacji, kiedy ojciec Eliasa zostaje zakrzyczany i uderzony przez jakiegoś chama, który wtrącił się do konfliktu między dziećmi w piaskownicy [Elias ma młodszego brata]. ojciec, lekarz, zostawia to bez odpowiedzi.

      problem w tym, że Christian chce problem rozwiązać po swojemu, a Elias jest coraz bardziej pod wpływem swojego nowego przyjaciela, a coraz mniej podziela opinię ojca, że eskalacja przemocy prowadzi donikąd.

      potem jest jeszcze ciekawiej, warto obejrzeć :]

      kiedyś, kiedys... ;]
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156736212,_W_lepszym_swiecie_2010_via_TVP1.html
      ojciec
    • grek.grek offtop wakacyjny 02.08.15, 15:55
      spotkałem wczoraj tego kota :

      stuffonmycat.com/wp-content/uploads/2012/07/pod.jpg
      ;]

      i widząc go w wakacyjnym anturażu zagadnałem, czy aby nie spotkał gdzieś Barbasi,
      bo radzi byśmy wiedzieć, jak też bawi się na letnich kanikułach. Uchylił okulara, podumał
      i rozłożył w geście niewiedzy wszystkie cztery łapy ;]

      coś myślę, że Barbasia ucztuje, baluje i flirtuje z upodobaniem :]

      Mania wpadła na chwilę i wypadła, znaczy też huk zabawy :]

      Pepsic zaraz wybywa, i pewnie też tylko podmuch nas owieje :]]

      nie mówiąc o Mozambiuque, Angazetce, Ewie, Never - wakacje full squad.
      bawcie się dobrze :]
      • barbasia1 Re: offtop wakacyjny - wieści :)) 06.08.15, 14:29
        grek.grek napisał:

        > spotkałem wczoraj tego kota :
        [...]
        > i widząc go w wakacyjnym anturażu zagadnałem, czy aby nie spotkał gdzieś Barbasi,
        > bo radzi byśmy wiedzieć, jak też bawi się na letnich kanikułach. Uchylił okular
        > a, podumał i rozłożył w geście niewiedzy wszystkie cztery łapy ;]
        [...]

        Hahaha!
        Odpoczywam, koszę trawę (a ściśle mówiąc, zgrabiam na kupki), opalam się / niestety nie nad morzem, ale...!?/, myślę o Was, a nawet zaglądam od czasu do czasu! :)


        > coś myślę, że Barbasia ucztuje, baluje i flirtuje z upodobaniem :]

        Hehehe! :)))


        Moc gorących serdeczności przesyłam!
        B.
        • barbasia1 Dokument "Idź do Luizy" (2005) 06.08.15, 23:24
          W prezencie dla Ciebie, Greku, dla Was mam , jak przystało na okres wakacyjny, podróż do RPA z dokumentem Grzegorza Packa „Idź do Luizy” obejrzanym /o ile dobrze pamiętam w niedzielę późnym wieczorem/ w TVPKultura.

          Dokument powstał w roku 2005 i dotyka kwestii relacji społecznych pomiędzy białymi i czarnymi mieszkańcami RPA nieco ponad 10 lat po upadku apartheidu . Bohaterów jest trzech. Pierwszy to właściciel niewielkiej fabryczki zatrudniającej czarnoskórych robotników, co ciekawe, jest nim Polak, Stach Piórkowski od wielu lat mieszkający w RPA, drugi to Afrykaner Gert , jego biały współpracownik i prawa ręka w fabryce , trzecim jest Andreas - Zulus, czarnoskóry robotnik mieszkający w slamsach. Stach , jak wyjaśniał w wywiadzie Pacek, „był dzieckiem żołnierza armii Andersa i przeszedł cały szlak rodzin andersowskich: Rosję, Kazachstan, Iran, Palestynę, aż w końcu trafił do Anglii”. Stachowi Anglia w końcu się znudziła, jak sam wyznał, i tak zawędrował do RPA.

          Przez te wszystkie zawirowania wielkiej historii Stach spędził w Polsce zaledwie pięć lat swego życia, mimo to posługuje się przepiękna polszczyzną. Ma zresztą dar mówienia.
          Stach , potężny, postawnym mężczyzna, z wąsem, ciągle w sile wieku, jeszcze w czasach apartheidu założył w RPA swój biznes, niewielką fabryczkę / nie pamiętam, co dokładnie produkował, rury?/w której oczywiście do pracy zatrudniał czarnoskórych. Na swojej fabryczce dorobił się sporego majątku, mercedesa, eleganckiego domu, w którym zatrudniał czarnoskórą gospodynię. Stach opowiada o swojej gospodyni. Utyła pracując u niego, u niego, jest dwa razy grubsza niż była na początku. Trochę z ironią , trochę z pretensją skarży się, że gospodyni wyjada mu jego ulubione cukierki. Bo kilogram cukierków znika w zadziwiająco szybkim tempie. A tylko oni dwoje są w domu!? - mówi Stach Piórkowski.

          Ze Stachem podróżujemy trochę po okolicy. Stach Piórkowski jedzie do salonu samochodowego, gdzie planuje kupić większego mercedesa, potem jedzie do supermarketu, po zakupy, tam doradza czarnoskórym sprzedawczyniom i obsłudze sklepu, by … się uśmiechali. Pozdrawia niektóre czarnoskóre sprzedawczynie. Ironicznie patrzy na sprzedawczynię , która pozostawiła stoisko z serem bez obsługi i dopiero , kiedy zjawił się Stach co sił w nogach przybiegła.

          Przy drodze, na skrzyżowaniach widać tabuny czarnych usiłujących sprzedać kierowcom jakieś towary. Mężczyźni zaczepiają też Stacha, kiedy ten zatrzymuje się na światłach. Oferują kupno czegoś tam w szarych torebkach. Stach targuje się pewnie, kiedy transakcja dochodzi do skutku czarni chcą mu jeszcze wcisnąć więcej torebek, ale Stach odmawia stanowczo.

          Stach nie musi już jeździć do swojej fabryki codziennie, od kierowania fabryką ma Gerta, swoją prawą rękę, który jest dostępny w każdej chwili 24 godziny na dobę, mimo to Stach przychodzi do fabryki , bo chce być zorientowany we wszystkich bieżących sprawach. Kiedy Stach przybywa do fabryki spotyka znajomego, białego . Ten opowiada mu jak to czarnoskórzy na mieście ukradli jego podstępnie żonie torebkę . Stach odwzajemnia się mrożąca krew w żyłach historią o napaści na siebie i Gerta. Wracali z Gertem z pieniędzmi z banku, kiedy przed fabryką zaatakował ich mężczyzna z bronią. Chciał ich zabić i zabrać pieniądze. Cudem nikomu nic się nie stało, napastnik uciekł.

          Opowiada też jak oduczył kiedyś strajkowania swoich pracowników. W odpowiedzi na strajk swoich pracowników, którzy się domagali podwyżki, on sam zastrajkował. Zamknął fabrykę , a jego pracownicy codziennie stawiali się przed bramą i błagali go, by skończył strajkować i pozwolił im pracować i zarabiać.

          Stach rozdaje w fabryce swoim pracownikom kupony lotka. Robotnicy patrzą na swoje kupony i uśmiechają od ucha do ucha na myśl o ewentulanej wielkiej wygranej. :)

          W biurze Gert pokazuje swój ogromny pistolet, który nosi przy sobie i różne rodzaje naboi, m.in. takie , które rozpłaszczają się z jednej strony i wyrywają kawał ciała.
          Broń nosi w torebce również żona Gerta, która pracuje w biurze fabryki. Kobieta często jeździ po mieście sama z małym dzieckiem, które zresztą zabiera do pracy, więc z bronią czuje się pewnie. „Groźna kobieta” – śmieje się Gert. Kocha ten kraj za to, że można nosić broń.
          W czasie przerwy w pracy Gert czyta artykuł w gazecie o kobiecie, której jakiś czas temu czarnoskórzy napastnicy zamordowali w napadzie rabunkowym matkę i siostrę.

          Gert z rodzina mieszka w ładnym niedużym domku, który chroniony jest niczym forteca - ma ogrodzenie pod prądem, kilka zamków przy drzwiach wejściowych i jeszcze żelazną kratą zamykaną na zamek, która oddziela pokoje i sypialnie od przedpokoju.

          Do fabryki przychodzi były już pracownik fabryki , Andreas w galowym ubraniu. Od miesiąca nie pracuje. Andreas utrzymuje, że właściciele winni mu są pieniądze za nadgodziny.
          Wcześniej w swoim nędznym domu w slumsach na przedmieściu Andreas odprawił modły do swych przodków by pomogli mu w rozwiązaniu jego sprawy.
          Biali szepczą o Andreasie, że był leniwy.

          Gert ironizuje, że pewnie mu się wspaniale powodzi skoro może sobie pozwolić na brak pracy. Andreas z nieszczęśliwą miną stanowczo zaprzecza, brak pracy mu doskwiera, i dopytuje o przesłuchanie w jego sprawie, które miało odbyć w fabryce. Gert odsyła go do Luizy, która pracuje w biurze pośrednictwa pracy. Andreas posłusznie udaje się do Luizy, ale nie udaj się mu z nią spotkać. Nie zostaje nawet wpuszczony za ogrodzenie pod prądem, dostaje tylko, przez czarnoskórego ogrodnika jakieś dokumenty bez żadnego podpisu, z których nic nie wynika. Andreas wraca załamany do domu.

          Dokument kończy się sceną w której Andreas w slumsach z grupą ludzi wpada w religijny trans.

          Do zobaczenia! :)
          • grek.grek Re: Dokument "Idź do Luizy" (2005) 07.08.15, 16:37
            dzięki, Barbasiu, iście wakacyjna opowieść :]]

            jak zawsze w świetnym stylu, żywo i ciekawie :]

            rzut oka na kapitalizm w RPA.
            właściciel, pracownik z awansu i szary wyrobnik.
            rózne klasy, rózne problemy, jak widać także rózna mentalnośc.

            dom z gospodynia, wiekszy merc, karabin na siedzeniu, pozycja miejscowego
            dobrodzieja... normalnie jak ksiądz w Polsce ;]

            jka widać trwa tam przeciąganie liny : zamiast dać ludziom godziwe podwyżki
            kapitalista z wąsem zamyka swoją fabryke, żeby ich upokorzyć i zmusić do
            podziękowania, ze daje im tyle,żeby nie umarli z głodu. rewelacyjny gość... ;[
            ale kupony lotto rozdaje, bo jak ciemny lud ma nadzieję na to, ze wygra w
            grze, w której trafia się raz na kilka miliardów kombinacji, to łatwiej zaakceptuje,że
            na codzień biały massa zwyczajnie ich okrada.

            a Andreas dostaje za wszystkich, bo nie dośc, ze właściciel wisi mu za nadgodziny, to
            jeszcze nie ma zadnej instancji, do której mógłby się zwrócić i liczyć na to, ze potraktuje
            jego prawa z pełną powagą i szacunkiem.

            faktycznie, przy takim obrazie stosunków pracy w RPA - nic tylko wpaść w trans...

            świetny dokument, dzięki, Barbasiu :]
            jego wymowa gorzka, a puenta smutna, ale pouczający jest bardzo.

        • barbasia1 Re: offtop wakacyjny - wieści :)) 07.08.15, 09:31
          Greku, Bronte wracam we wtorek, tymczasem pozdrawiam Was gorąco i serdecznie! :)

          Trzymajcie się dzielnie w te upały ... blisko wiatraczków, zacienionych i chłodnych miejsc, itp. ,zwłaszcza Ty, Greku, u Ciebie zdaje się najgoręcej!? Na rekord idzie!?
          Pa!
        • grek.grek Re: offtop wakacyjny - wieści :)) 07.08.15, 12:56
          cześć, Barbasiu ! :]]

          dobrze wiedzieć, że wakacyjnie łączysz przyjemne z pożytecznym i generalnie jest udanie :]]
          pogoda sprzyja, chociaż koszenie/grabienie trawy, to zapewne dośc wyczerpująca praca, w taką aurę ?

          opalanie w tłumie turystów, zgiełku, hałasie, tumulcie - z pewnością nie dorównuje opalaniu w zacisznym miejscu, gdzie człowiek może podelektowac się doskonała atmosferę :]] ?

          baw się dobrze, Barbasiu :]
          a pracuj krótko i tylko dlla kaprysu i frajdy :]]
    • grek.grek "Sherloch Holmes : morderstwo na zlecenie" Ct2 03.08.15, 12:02
      brytyjska produkcja z 1979 roku.

      Sherlocka Holmesa gra Christopher Plummer i jest to rola znakomita. Ten HOlmes ma swój angielski styl, ale ma poczucie humoru, wigor, a i wzruszyć się umie i to do łez. Plummer gra luźno i swobodnie. Nie brakuje oczywiście klasycznych gadżetów sherlockowskich : skrzypiec, CZAPKI :], małego laboratorium domowego, fajki i przebieranek kamulfujących [ w liczbie : jedna], a także tablicy na której kredą zapisuje fakty dotyczące śledztwa, by łatwiej było mu dedukować.

      W dedukcji wydatnie pomaga dr Watson, którego gra James Mason. Wyraźnie starszy od Holmesa, pod wąsikiem, taki trochę jakby czasami zagubiony i nienadązajacy za bystrym towarzyszem, ale jak trzeba to działa zdecydowanie i myśli znakomicie.

      jest między nimi dobra chemia, im dalej w film - tym lepsza, a scena kiedy biedny Watson - szukuając tropów do rozwikłania kryminalnej zagadki - sam zostaje na moment głównym podejrzanym i ląduje w areszcie, skąd wyciąga go rozbawiony całym zajściem Holmes : ugruntowuje wrażenie, ze świetnie się dogaduja. Co ciekawe, Sherlock rzadko zwraca się do doktora klasycznie "Watsonie", raczej preferuje formę "mój przyjacielu".

      ogromnym atutem jest Londyn, sposób przedstawienia miasta. Zaułki, stare brukowane uliczki, jakieś małe manufakturki, zakłady rzemieślnicze, stare magazyny, pochowane w podwórkach czynszówki dla biedoty, aleje tonące w wieczornej mgle, z klasycznymi lampami trójkątnymi przy chodniku - wszystko to wspaniale jest sfilmowane, XIX-wieczny Londyn jak z obrazka. Dzienne ujęcia placów, ulic, ruchliwych bulwarów - również znakomite.

      Stroje - wiadomo... pierwsza liga :] Charakteryzacja.
      wszystko prima sort.

      No może, z jednym wyjątkiem...mieszkanie Holmesa i watsona jakieś takie sterylnie czyste i idealne, nie dorównuje późniejszych, współczesnym, ekranizacjom, w których panuje artystyczny nieład i momentami nawet bałagan.

      Intryga skupia się wokół morderstw popełnianych na prostytutkach, o które oskarża się Kubę Rozpruwacza, kimkolwiek on jest.

      Holmes zostaje poproszony o zdemaskowanie sprawcy, wchodzi w temat, pojawiają się ludzie-medium [niejaki Lees], trup ściele się gęsto, giną informatorzy, policja odkrywa napis na murze, który sugeruje że za zbrodniami stać mogą przedstawiciele tajnego stowarzyszenia wolnomularskiego [czy coś takiego], a oprócz tego jest kobieta, która znała wszystkie zabite dotąd kobiety, a teraz ukrywa się w strachu, że i ją "ONI" bedą chcieli zabić.

      Holmes, z wydatną pomocą Watsona, cierpliwie zbiera slady, czasami dostaje w głowę, dedukuje w swoim stylu, musi odwiedzić szpital psychiatryczny, gdzie znajduje kluczowego świadka [doskonała scena], a w finale mamy długa sekwencję pościgu nocnymi uliczkami mglistego Londynu za mordercami, z których żadnego nie udaje się ująć żywego, ale za to Sherlock znajduje odpowiedź na pytanie najważniejsze.

      spoiler :"]

      Wedle tej historii : Kuba Rozpruwacz nie istniał jako osoba. Nie zabijał też prostytutek, bo lubił zabijać albo miał coś do przedstawicielek owego fachu.

      Otóz : w istocie chodzi tutaj o to, że zwykła, czyli spoza socjety, kobieta, Annie Crook wpada w oko następcy brytyjskiego księciu czy komuśtakiemu. Mają romans. Annie zachodzi w ciążę. Spanikowany książe pozbywa się jej, zamykając w zakładzie psychiatrycznym. Ale zanim ją zamknał, Annie zwierzyła się ze swojej nieszczęśliwej miłości przyjaciółce. też kobiecie z ludu [to ta co się bała, że ją zabiją]. A kobieta z ludu sprzedała tę historię kilku swoim koleżankom. Prostytutkom. Aby sprawę wyciszyć - otoczenie księcia zaczęło likwidować kobiety, które o całej sprawie, o dziecku, miały wiedze. Dziecko ostatecznie przyszło na świat, zanim Annie Crook została zamknięta, a zajmowała się nim ta przyjaciółka, ktrej Annie się zwierzyła, zaś siepacze książęcy probówali do niego dotrzeć.

      Oprawcy zabijali - poinformowane o nieslubnym książęćym dziecku - prostytutki w sposób szczegolnie brutalny, co miało tworzyć legendę o mordercy-szaleńcu, odwracając podejrzenie o motywy polityczno-dyplomatyczne.

      Rozmowa Holmesa z Annie Crook w szpitalu wypada doskonale, podobnie jak cała długa finałowa sekwencja, podczas której Sherlock dowiaduje się dodatkowo, że przeciw niemu działał przez cały czas odwrócony agent Scotland Yardu; sledztwo na własną rekę Watsona, podczas którego jest uwodzony przez damę lekkich obyczajów [komiczna scena], a wreszcie aresztuje go policja z podejrzeniem, że jest mordercą, po czym wyciąga go z więzienia ubawiony szczerze Holmes - też świetna. w ogole, trudno tu znaleźć scenę nietrafioną, źle zagraną, albo zbyteczną, a film trwa ponad 2 godziny, co czyni ten fakt jeszcze bardziej doniosłym :]

      rezyserował Bob Clark, scenariusz napisał John Hopkins.

      Obok Plummera i Masona pojawiają się m.in Donald Sutherland, grający medium Johna Leesa, którego przeczucia i wizje prowadzą w slad za mordercą, ale policja nie daje wiary jego słowom, a kiedy idąc tropem swoich intuicji dociera do domu szanowanego doktora - ostatecznie traciu wiarygodność, bynajmniej nie wobec Holmesa, który chętnie wypytuje go o te przeczucia i zasięga jego rady.

      W scenie szpitalnej [psychiatryk jest tutaj katakumbopodobnym lokalem gdzieś poza Londynem, w którym niby są lekarze i personel, ale oswietltnie takie sobie, atmosfera apokaliptyczna i pensjonariuszki niekoniecznie straszne wizualnie, ale wieje od nich beznadzieją i otępieniem] pojawia się Genevieve Bujold, grająca Annie Crook.

      Sherlock prowadzi z nią długą rozmowę, i orientuje się, ze ona nie jest chora umysłowo, ale bardzo zakochana w niewłaściwym człowieku, tęskniąca za dzieckiem, i lekko przytkana długim przebywaniem wśród kobiet faktycznie niespelna rozumu. jej delikatna uroda, cichy głos i spokój, na tle tego całego miejsca robią kolosalne wrażenie.

      Holmes wzrusza się jej historią, apeluje by ją wwypuścić, rzuca się na lekarzy i policjantów, a kiedy uspokajają go, odwraca sie do kamery i widać w mokrej od łez twarzy Plummera bezradność i smutek. Takiego Sherlocka rzadko się spotyka ;]

      Jest tez Davis Hemmings, pamiętny fotograf z "Powiększenia". Gra Foxbourougha, zdradzieckiego agenta SY. Ginie w finałowej scenie tropienia i ścigania morderców w zaułkach przemysłowych dzielnic Londynu.

      w epizodycznych rolach zapewne jest wielu innych znakomitych aktorów, których nie rozpoznałem :]

    • grek.grek Co słychać w "Broadchurch" ? 03.08.15, 12:21
      miał być hit, jesli dobrze liczę, to już 6 odcinków za nami/Wami, a tak jakoś nic nie piszecie, tak jakoś dyskretni jesteście nadmiernie... :]]

      jakie oceny ? jakie wrażenia ? jak Wam się podoba ten serial ?
      • siostra_bronte Re: Co słychać w "Broadchurch" ? 03.08.15, 15:07
        O, Greku, miałam napisać parę słów, bo byłam pewna, że jesteś ciekawy :)

        No więc tak, kolejne odcinki zrobiły na mnie lepsze wrażenie, może dlatego, że znałam bohaterów. Dwa pierwsze były chaotyczne. Może końcówka będzie mocniejsza, zostały dwa ostatnie odcinki.

        W skrócie o tym co się działo. Ojciec chłopca, Mark oczywiście okazał się niewinny, feralnego wieczora miał randkę z kochanką. I tego można się było od razu domyśleć.

        Podejrzenia padły na starszego faceta ze sklepem, u którego Danny dorabiał. Miejscowa gazeta, wytropiła, że był skazany za pedofilę. Co niektórzy krewcy mieszkańcy chcą mu sami wymierzyć sprawiedliwość. Facet się załamuje i popełnia samobójstwo. Oczywiście był niewinny. Był nauczycielem skazanym za romans z uczennicą, która potem zresztą została jego żoną.

        Jest jeszcze podejrzana babka w średnim wieku, Susan, ta co mieszka w przyczepie przy klifie i trzyma klucze do domku, gdzie znaleziono wcześniej krew Marka (okazało się, że skaleczył się przy naprawianiu rur). Susan oszukała policję, że nie dawała mu w ogóle kluczy. Szefowa miejscowej gazety wytropiła, że Susan kiedyś nosiła inne nazwisko i ma za sobą jakąś mroczną przeszłość (ale nie pokazano o co chodzi, tylko tytuł tekstu jakiejś starej gazety- "monster"). Susan spotkała syna policjantki, kolegę Danny'ego i zaprosiła go do siebie. Dała mu deskorolkę Danny'ego. Po co, skoro to ją pogrążało?

        Chłopak wraca do domu z deskorolką, widzi to matka i wysyła policję. Susan zostaje zabrana na posterunek, ale nie chce nic mówić.

        Wcześniej Susan kilkakrotnie spotykała się z współpracownikiem Marka, takim łysym gościem. Facet jest wyraźnie na nią wściekły, może go szantażuje? Widać, że to jakieś podejrzane konszachty. Facet stał też na czele grupy mieszkańców, którzy zaatakowali staruszka-niby pedofila.

        Jest jeszcze jeden podejrzany, ksiądz Paul, który przyjaźni się z rodziną Danny'ego. Nie ma alibi na noc morderstwa. Uczył Danny'ego informatyki.

        Jeszcze wspomnę o tym, że syn policjantki wyznaje w złości siostrze Danny'ego, że tak naprawdę to go nienawidził. Kiedy dowiaduje się, że skasowane pliki na dysku można odzyskać próbuje zniszczyć swój komputer.

        Znaleziono też spaloną łódź, na której były włosy Danny'ego.

        W ostatniej scenie wczorajszego odcinka para detektywów jedzie wieczorem do domku na klifie, bo ktoś widział w środku światło latarki. Niestety, intruz ucieka.

        To najważniejsze wydarzenia. Wciąż brak klimatu i napięcia, choć parę scen było niezłych, jak ta ostatnia z uciekającym facetem. Ale to wciąż za mało. Denerwuje mnie nadużywanie zwolnionych zdjęć. Są tu wątki, które są zbyt przewidywalne, np. alibi Marka -od razu wiadomo, że to romans. Albo wątek pedofila. Oczywiście z góry wiadomo, że jest niewinny. Oryginalny jest wątek choroby detektywa, nie wiadomo o co chodzi, ale lekarz namawia go na rzucenie pracy, bo inaczej się wykończy. Zresztą po tym pościgu detektyw pada i zostaje zawieziony do szpitala.

        To tyle :)
        • siostra_bronte Re: Co słychać w "Broadchurch" ? 03.08.15, 15:18
          Mam dwóch podejrzanych: współpracownik ojca Danny'ego (ale to byłoby zbyt podobne do "The Killing"), ewentualnie ksiądz. Synka policjantki wykluczam, bo mam wrażenie, że przy opisie zwłok była mowa o "dużych dłoniach" (?) na szyi chłopca.
          • grek.grek Re: Co słychać w "Broadchurch" ? 04.08.15, 11:32
            dzięki, Siostro :]

            rzecz by mozna : COŚ się jednak tam dzieje :]] jakaś akcja się odbywa.

            jesli jednak brak klimatu, to mozna uznać iż to pewien kłopot, bo kryminał, czy thriller, bez odpowiedniego nastroju mogą tracić.

            tak czy inaczej, Twój opis zaciekawia ; KTO zabił ? i DLACZEGO ? komu mógł podpaść taki mały chłopiec ? czy może - komu podpadł ojciec/matka/rodzina, że sprawca wymierzył w nich taki cios ? A może przyczyna jest jeszcze inna ?

            to jest interesujące, jak mi się wydaje.

            szkoda tylko, że scenariusz i droga do odpowiedzi na te palące pytanie nie mają odpowiedniej oprawy i atmosfery.

            ale... jeszcze dwa odcinki - czasami dramaturgia końcówki długiego biegu wynagradza wszystkie poprzednie... niedociągnięcia :]
    • grek.grek "Gorzkie mleko" w Kulturze [cenna powtórka] 03.08.15, 13:57
      22:15

      zdecydowanie film wart obejrzenia.

      pomijając już tego Złotego Niedźwiedzia, historia przedstawiona i styl są najlepszego sortu.
      rzecz dzieje się w Peru, a bohaterką jest Fausta, dziewczyna, której matka została zgwałcona, kiedy była z nią w ciązy, który to fakt określił życie i sposób postrzegania świata przez córkę.

      kiedy matka umiera Fausta musi wychynąc z dotychczasowego niebytu, albo quasi-bytu, a więc zająć się pochówkiem, stworzyć siebie na nowo, odnaleźć jakieś ramy, w których będzie mogła funkcjonowac, zmienić swiadomośc, przegnać strachy które towarzyszły jej przez całe życie.

      archiwalne streszczenie owszem jest, ale nie ma to jak samodzielne odkrywanie nowych lądów ;]

    • siostra_bronte "Alicja w miastach" 03.08.15, 15:11
      W Ale kino o 20.10. W sierpniu ten kanał pokaże kilka filmów Wendersa. Tak się składa, że żadnego nie widziałam. "Alicja.." pochodzi z 1974 r. Kolejne tytuły : "Amerykański przyjaciel", "Paryż, Teksas", "Niebo nad Berlinem" i najnowszy, podobno świetny dokument "Sól ziemi". Brawo dla Ale kino!
      • grek.grek Re: "Alicja w miastach" 04.08.15, 11:33
        o, interesujący przegląd filmowy, Siostro.

        nie znam za dobrze filmów tego reżysera, chociaż może, coś, kiedyś, jakiś jeden czy drugi film tutaj opisywaliśmy.

        planujesz jakieś relacje, opisy [mam nadzieję] ? :]]
      • siostra_bronte Re: "Alicja w miastach" 04.08.15, 12:41
        Film Wendersa nakręcony jeszcze w Niemczech, w 1974 r.

        Krótko o fabule. Bohaterem jest dziennikarz, Phil Winter (Rudiger Vogler), który podróżuje po Stanach, żeby napisać artykuł o swoich wrażeniach z tego kraju. Ale pisanie mu nie idzie. Robi za to mnóstwo zdjęć polaroidem. Jeździ wynajętym samochodem. Widzimy przydrożne bary, motele, w których się zatrzymuje. To Ameryka prowincjonalna, mało efektowna.

        W końcu Winter jedzie do Nowego Jorku, do gazety, dla której miał napisać artykuł. Ale Winter go nie ma. Szef gazety jest na niego zły, nie daje się namówić na przedłużenie terminu ani na zapłacenie zaliczki. Winter chce wrócić do Niemiec.

        Na lotnisku okazuje się, że z powodu strajku nie ma żadnych lotów do Niemiec. Jedyne dogodne połączenie to Amsterdam, a potem autobus. Ale dopiero następnego dnia. Winter kupuje bilet. Obok niego jakaś Niemka z córką też dopytuje się o loty. Winter wszystko jej wyjaśnia, bo ona słabo zna angielski. Kobieta decyduje się również na kupno biletów do Amsterdamu, w którym zresztą kiedyś mieszkała.

        Winter i kobieta trochę rozmawiają. Kobieta mówi, że rozstała się z kimś i chce wrócić do Niemiec. Cała trójka spędza noc w hotelu w jednym pokoju, Winter nie ma kasy na hotel. Ale rano kobieta wymyka się, zostawiając list :"nie mogę teraz wracać, muszę załatwić sprawy z Klausem, niech pan zabierze Alicję, spotkamy się za 3 dni w Amsterdamie".

        Winter nie jest zadowolony, ale oczywiście zabiera dziewczynkę. Alicja jest smutna, ale specjalnie nie rozpacza, że matka z nią nie leci. Po przylocie do Amsterdamu Winter i Alicja lokują się w hotelu. Winter narzeka, że kończą mu się pieniądze. Alicja chce mu pokazać miasto, ale Winter nie jest zainteresowany. Zaczynają się między nimi kłótnie.

        Kolejnego dnia oboje idą na lotnisko, ale matka nie przyleciała z Nowego Jorku (mam wrażenie, że jakoś niezbyt dokładnie się umówili). Alicja płacze, a Winter jest zły. Mówi, że nie będzie czekał w nieskończoność na jej matkę. Ale wpada na pomysł, żeby zawieźć Alicję do jej babci. Mała ma problemy, żeby sobie przypomnieć gdzie mieszka, ale w końcu stwierdza, że to Wuppertal.

        Winter wynajmuje samochód i jadą oboje do Wuppertalu. Zatrzymują się w hotelu. Alicja oczywiście nie zna dokładnego adresu, ale "pozna dom jak tylko go zobaczy". Jeżdżą więc oboje po mieście i szukają domu.

        Aż nagle w kawiarni Alicja mówi, że babcia nigdy nie mieszkała w Wuppertalu. Winter przyjmuje to z dużym spokojem :) Stwierdza, że pójdą na policję, tam lepiej jej pomogą. Na posterunku spisują jej dane, a Winter szybko się z nią żegna i wychodzi.

        Wieczorem pod hotelem do jego samochodu wsiada nagle...Alicja. Opowiada, że wymknęła się z komisariatu. Wcześniej policjanci ustalili, że babcia musi mieszkać gdzieś w Zagłębiu Ruhry, bo mała pamiętała węglany pył, który osiadał na książkach.

        Winter chyba się cieszy, chociaż tego nie okazuje. Jadą razem do Zagłębia Ruhry. Alicja ma zdjęcie domu, więc pytają napotkanych mieszkańców czy może go widzieli. Oglądamy smutne, industrialne krajobrazy Zagłębia. W końcu taksówkach kieruje ich do miasteczka, gdzie znajduje się ten dom. Ale jej babcia już tam nie mieszka od paru lat.

        Co teraz? Winter wpada na pomysł, żeby zawieźć Alicję do swoich rodziców, których zresztą od dawna nie odwiedzał. Kiedy płyną promem po Renie zauważa ich policjant z komisariatu. Podchodzi do Wintera i pyta dlaczego to zrobił. Przecież sam przyprowadził dziewczynkę na policję. Ale Winter nie odpowiada, wydaje się za to rozbawiony całą sytuacją. Policjant też. W międzyczasie policja odnalazła babcię, która mieszka w Monachium. Znalazła się też matka Alicji, chociaż policjant nie podaje szczegółów. "Tylko pan i Alicja zniknęliście" mówi rozbawiony policjant. Ma wsadzić ją do pociągu do Monachium.

        Ostatnie sceny. Alicja i Winter jadą pociągiem do Monachium. Kamera obserwuje ich z dużej wysokości a potem widzimy piękny krajobraz nad Renem. Koniec.

        Można określić ten film jako kino drogi. Wiele scen podróży, samochodem i pociągami. Stale powraca też motyw telewizji. Winter mówi znajomej. że amerykańska telewizja jest nieludzka, nie tylko przez reklamy. "Same programy stają się reklamami obecnego status quo..." Winter ogląda telewizję w motelach (jeden odbiornik nawet niszczy, kiedy widzi jakąś reklamę), hotelach, na lotnisku.

        Widać fascynację Ameryką, chociaż nie wygląda tu zbyt efektownie. Winter idzie na koncert Chucka Berry'ego, czyta w gazecie artykuł o śmierci Johna Forda, popija colę. Mam wrażenie, że dużo wziął od niego Jarmuch w swoich wczesnych filmach, chociaż żadnego nie widziałam :)

        Na plus znakomite, czarno-białe zdjęcia Robby'ego Mullera i świetny, powracający motyw muzyczny grupy Can. Dobre aktorstwo pary bohaterów. Film ma swój klimat, ale przyznam, że jakoś mnie nie uwiódł. Trochę się wynudziłam. Ta historia przypadkowego spotkania Wintera i dziewczynki nie wzbudziła we mnie większych emocji, chociaż mogłaby.

        A, i wreszcie zobaczyłam słynną kolejkę w Wuppertalu, która "wisi w powietrzu". Wygląda jak z filmów sci-fi :)

        Scena z kawiarni w Wuppertalu z hitem Canned Heat w tle:

        www.youtube.com/watch?v=jBG8XOr-2Vs

        I video, które dobrze streszcza całą historię:

        www.youtube.com/watch?v=syKxEkLkJdk
        • grek.grek Re: "Alicja w miastach" 05.08.15, 12:11
          dzięki, Siostro :]

          świetne zdjęcia :]
          czarno-białe, stylizowane, zdecydowanie trafiłaś z porównaniem do filmów Jarmuscha.

          polubiłbym ten film, coś tak czuję :]]

          historia ewidentnie pretekstowa, takie odniosłem wrażenie, żeby pokazać trochę Ameryki,
          w kontrakście z Niemcami, trochę "prawdziwego" świata spoza okładek pism i pocztówek.

          ale przy okazji tych wszystkich perypetii, bohater odbywa podróż, którą chyba chciał odbyć - dostarcza mu ona obserwacji, obrazów i spostrzeżeń, z którycvh może upleść swój artykuł ?

          a poza tym, jest to zabawna story : matka zostawia go z córka, pootem się nie zjawia po jej odbiór, córka nie wie gdzie mieszka babcia, a jak sobie przypomina, to babcia już tam nie mieszka... :] zabawna jest konstatacja "to pan [i Alicja] zgubiliście się", kiedy okazuje się, że wszyscy są na miejscu, a tylko Winter doznał zagubienia, w istocie szukając drogi. To zresztą refleksja ponadfabularna : szukając mozna się zgubić :]

          dzięki za świetną opowieść :]

          na pewno obejrzę, jesli puszczą ten film w jakimś dostępnym [for me] kanale.
          • siostra_bronte Re: "Alicja w miastach" 05.08.15, 16:27
            Dzięki, Greku :)

            Na pewno ten film potrafi uwieść, ale to jednak nie moje klimaty. Brakowało mi jakiegoś ciężaru, tematu. Sama podróż wydała mi się zbyt pretekstowa, w sumie niewiele z niej wynikało choćby jeżeli chodzi o postać bohatera. Ale pod względem wizualnym rzeczywiście robi wrażenie.

    • grek.grek "Don Giovanni" powtórka opery z MET [Kultura] 04.08.15, 11:47
      powtórka znakomitego spetaklu, ofk wg klasyki Mozarta, z sezonu 2011.

      od 21:55

      recenzje ponoć były różne, ale u nas zawsze na plus ;]] :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156070175,156412033,Re,OPerowo_w_kulturze_34_Don_Giovanni_34_.html

      na dole link do recenzji z NYT, tam zapewne o stokroć bardziej fachowo, a już na pewno obiektywnie i krytycznie [co nie znaczy, że krtykancko, hehe]
    • grek.grek "Speed, niebezpieczna prędkość" Polsat 20:00 04.08.15, 11:58
      plaża filmowa, filmowa plaża...

      i to taka, że POlsat sięgnął już po niezawodnego "Speed, niebezpieczną prędkość" :]

      chwała tym, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z tym filmem.
      dla Was to będzie interesujący seans.
      dla tych, którzy widzieli - może być przyjemnie nostalgiczno-sentymentalny, bo tak w zasadzie, to wszyscy chyba [ci co obejrzeli] pamiętamy, że to jednak kawałek dobrego kina, niezły thriller, i nawet grająca momentami infantylnie Sandra Bullock nie psuje ogólnego wrażenia ;]

      policjanta Jacka Travena [Keanu Reeves] prześladuje unamomber [Dennis Hopper]. kiedy Traven udaremnia jeden z jego bombowych planów - postanawia się na nim zemścić. podkłada bombę pod miejskim auutobusem i kiedy kierowca przekracza 50 na godzinę - uzbraja ładunek, a potem już nie ma odwrotu : każde zejście poniżej 50 na godzinę spowoduje wybuch. w środku są pasażerowie, a Jack dostaje od złosliwego przeciwnika informację o ładunku. Musi dostać się do środka autobusu i w jakiś sposób ocalić życie ludzkości. Nikt nie może autobusu opuścic, nikt - poza Travenem - nie może się dostać do środka, bo Wielki Brat Bomber wszystko widzi i reaguje natychmiast.

      thriller pierwsza klasa. powtarzany jednak już tak wiele razy, że kolejna jego wizyta w ramówce właściwie nie robi wiatru specjalnego. szkoda, że dawne przeboje z czasem przeistaczają się [albo : są przeistaczane] w odgrzewane kotlety.

      niemniej : tym, którzy nie widzieli - gratuluję.
      czeka Was dobry seans :]
    • siostra_bronte "Edith i Marcel" 04.08.15, 18:07
      Znowu Cinemax :) Film Leloucha z 1983 r. Jak łatwo się domyśleć, to historia romansu Piaf i Marcela Cerdana, chociaż film obejmuje dłuższy okres czasu. Można go śmiało określić jako musical, bo jest w nim dużo piosenek Piaf. Film trwa aż 2,5 godziny więc napiszę głównie o swoich wrażeniach.

      Akcja zaczyna się w 1949 r, Piaf (Evelyne Bouix) dowiaduje się o śmierci Marcela (Marcel Cerdan jr). I akcja cofa się o 10 lat. Widzimy kolejne sukcesy Piaf i Cerdana, jeszcze zanim się spotkają. A potem spotkanie w znanym klubie i zaczyna się słynny romans.

      Równolegle pokazywany jest wątek Margot (także Evelyne Bouix, ale inaczej ucharakteryzowana), która w czasie wojny prowadzi korespondencję z więźniem w obozie jenieckim Jacquesem (Jacques Villeret). Jacques chce zrobić na niej wrażenie i prosi swojego porucznika, Francisa (boski Francis Huster) w cywilu aktora, żeby jej odpisał jakoś efektownie.

      I zaczyna się korespondencja jak w "Cyrano de Bergerac", którego porucznik odgrywa zresztą na scenie w obozie. Po zakończeniu wojny Margot spotyka się z Jacquesem, który mówiąc delikatnie jest mało atrakcyjny. Margot przeżywa wielki zawód, ale chyba z obowiązku podtrzymuje znajomość i w końcu bierze z nim ślub. Potem spotka porucznika i mają gorący romans. Ale w końcu wraca do Jacquesa.

      Historia romansu Piaf i Cerdana jest Wam chyba znana. Para wykorzystuje każdą okazję, żeby się spotkać. Cerdan nie przykłada się do treningów i traci tytuł mistrza Europy. Cerdan oszukuje żonę (mają 3 dzieci), że Piaf jest tylko przyjaciółką, ale ta zna prawdę. Oglądamy kolejne wydarzenia aż do feralnego lotu Cerdana...

      Film miał słabe recenzje, ale przyznaję się bez bicia, że mi się podobał :) Dużą zaletą jest to, ze to nie jest typowa biografia pokazująca kolejne wydarzenia, także dzięki dodatkowemu wątkowi Margot. Piosenki Piaf brzmią jako tło dla akcji, a ich teksty doskonale pasują do wydarzeń które oglądamy (na szczęście były napisy z tłumaczonymi tekstami).

      Oczywiście, Lelouch bywa efekciarski, ale co z tego, skoro ten film ogląda się z dużymi emocjami. Naprawdę wciąga! A sceny, kiedy Cerdan wsiada do samolotu i spokojnie zasypia, a potem dowiadujemy się o jego śmierci są naprawdę wzruszające.

      Evelyn Bouix wypada bardzo dobrze w roli Piaf. Chyba trudno mówić o wybitnych rolach, gdy gra się tak ikoniczną postać, choć pewnie są jakieś wyjątki. Edith jest utalentowana, ale też egoistyczna i kapryśna. Rolę Cerdana, jak napisałam zagrał jego syn, Marcel Cerdan jr. Niesamowita historia! Cerdan nie jest aktorem, ale nie szkodzi, bo jest uroczy :) Bardzo podobny do ojca, był także bokserem, więc w tej roli wypada znakomicie.

      Na drugim planie plejada świetnych aktorów, oprócz ww. także Jean-Claude Brialy, Jean-Pierre Bacri, także Charles Aznavour jako on sam. W małej roli matki Margot wystąpiła Beata Tyszkiewicz :)

      Warto wspomnieć, że Cerdana miał grać Patrick Dewaere, ale popełnił samobójstwo przed rozpoczęciem zdjęć. Film jest mu dedykowany.

      W sumie świetne kino "dla ludzi". Viva Lelouch! :)

      Tutaj początek filmu. Piaf i Cerdan jeszcze się nie znają. Tę piosenkę napisali do filmu Francis Lai i Aznavour, śpiewa ją niejaka Mama Bea. Ciekawostka: wyczytałam w youtubie, że ten utwór wyraźnie "zainspirował" Zimmera przy pisaniu utworu "Why so serious" z "Mrocznego rycerza". Faktycznie, podobieństwo jest uderzające, ale może to przypadek :)

      www.youtube.com/watch?v=X2bgc6FEhyc
      Tutaj scena ze spotkania w klubie. Potem Cerdan przed walką. A później ciekawy filmik z kręcenia filmu. Ależ Lelouch jest zaangażowany, odgrywa wszystkie role :)

      www.youtube.com/watch?v=PGgllG3wMI0


        • grek.grek Re: "Edith i Marcel" 05.08.15, 12:23
          będziesz miała motywację, by obejrzeć przy następnej okazji :]

          Kultura chyba symbolicznie "pożegnała "NIczego nie załuję", ale w Jedynce czy Dwójce zapewne jeszcze się przydarzy powtórka.
      • grek.grek Re: "Edith i Marcel" 05.08.15, 12:22
        świetna rzecz. dzięki :]]

        we francuskich filmach te romanse, balanse, wyglądają jakoś ponętniej niż w innych, takie mam od zawsze wrażenie :] może to te lokacje, aranżacje, może język, wplatane piosenki, inaczaej ukształtowani aktorzy, a może własnie, jakkolwiek to zabrzmi patetycznie, dusza reżysera odgrywa tutaj największą rolę ? moze lepiej "czują temat" ? :] a może wszystkie elementy naraz tworzą jakiś nieopisany, lepiej odczuwalny, sugestywniejszy niż w produkcjach z innych krajów, klimat do typu historii ?

        a tutaj jeszcze tło z piosenek Piaf, to już w ogóle odpływ zupełny, hehe.

        ciekawy ten podwątek, rzeczywiście zaczerpnięty jak z "Cyrano", tylko że z lekkim odchyleniem, bo w oryginale : to sufler nie odznaczał się urodą :]

        dzięki raz jeszcze, Siostro :] za wiele interersujących informacji i własnych wrażeń i refleksji :]



        • siostra_bronte Re: "Edith i Marcel" 05.08.15, 16:06
          Dzięki, Greku :)

          Masz rację, to chyba kwestia kulturowa.

          To był świetny pomysł, piosenki Piaf komentują wydarzenia i jest ich z kilkanaście.

          A wiesz, zapomniałam, że to Cyrano był niezbyt ponętny :)

          Miło mi. Szykują się kolejne ciekawe seanse w Cinemaxie!
          • grek.grek Re: "Edith i Marcel" 06.08.15, 11:40
            :]

            yes, zdecydowanie o to musi chodzić.
            instynkt, zmysł... genetyka :]]
            pokolenia ukształtowane w takiej własnie kulturowej otoczce.

            Cyrano imponował rozmiarami nosa, czyli... nie to ładne, co ładne,
            a co się komu podoba ? ;]

            doskonale, Siostro.
            mam nadzieję, że zapowiada to także Twoje recenzje :]
    • maniaczytania Zamieszkajmy razem 04.08.15, 20:09
      wczoraj na AleKino+ - na pewno będzie powtórka, więc daję znać :)

      Film francuski, z Jane Fondą, Geraldine Chaplin i m.in. Pierre Richardem w rolach głównych. To film o piątce zaprzyjaźnionych starszych ludzi (dwóch parach małżeńskich i mężczyźnie), których rodziny mieszkają daleko i niekoniecznie chcą się opiekować coraz bardziej schorowanymi rodzicami. Trafiają oni czasem do szpitala, czasem do domu opieki, postanawiają więc w końcu razem zamieszkać. Pomaga im w tym, zatrudniając się jako pomoc, młody antropolog, który pisze o nich pracę. Bardzo ciekawe są jego rozmowy z bohaterką graną przez Jane. Ale to mieszkanie wspólne, to nie tylko przyjemność, bo, jak się okazuje, staruszkowie mają sekrety.
      Całość ma wydźwięk gorzkawy jednak - jak żyć, gdy 'w sercu maj', a ciało już nie to ...
      Spokojne tempo, nie za dużo akcji, ciekawe rozmowy - polecam!
        • maniaczytania Re: Zamieszkajmy razem 05.08.15, 18:55
          Greku - ja już po urlopie, a pogoda w Chorwacji była bardzo udana :) Po powrocie pod koniec zeszłego tygodnia mały szok termiczny zaliczyłam ;), ale już się wyrównało prawie w tym tygodniu :)))))
          A sam urlop udany był przeczytałam pięć książek i obejrzałam siedem filmów ;)
      • mozambique Re: Zamieszkajmy razem 18.08.15, 10:22
        swietny film, mozna powiedziec komediodramat geriatryczny :)))

        rozczulił mnie tekst Geraldine Chaplin do męza " tesknie za wnukami ale onii tak rzadko przyjezdzają"
        mąz - "wybuduj basen , bedą przyjezdzac częsciej ":))))

        i na koncu Pierre Richard z demencją wołający swoją ŻAnnnn- wzruszające

        no i nie uniknelam refleksji o poziome życia francuskich i polskich emerytów , eeh !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka