Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 11 (vol. 61)

01.11.15, 20:52
Zaczynamy kolejny miesiąc :)
Dłuższe wieczory sprzyjają oglądaniu filmów - miejmy więc nadzieję, że TV sprosta naszym oczekiwaniom :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - listopad 01.11.15, 21:14
      5.11 - "Ludzkie dzieci" - hmm, przecież to już tyle razy było w tv, że trudno to uznać za coś interesującego do KK
      12.11 - "Blue Jasmine" - czyli Wasz ulubiony reżyser, zdaje się telewizyjna premiera? I ulubiony aktor Pepsic :)
      19.11 - "Ida" - to chyba też premierowo?
      26.11 - "Chloe" - czy tego filmu dopiero co nie było?

      A tak w ogóle, to od 12.11 zmiana godziny ze względu na koniec "Prokuratora" - teraz KK będzie o 21.40.
      • grek.grek Re: KK - listopad 02.11.15, 10:45
        dzięki, Maniu :]

        nie oglądałem chyba "Chloe", więc z chęcią rzucę okiem, zwłaszcza że Siostra świetnie opisała ten film, chciałbym spróbować.

        "Jasmine" i "Ida" - znakomite propozycje :]
          • grek.grek Re: KK - listopad 02.11.15, 14:05
            o !

            chyba za dużo filmów na rozkładzie ;], zaczynam zapominać, co widziałem, a czego jeszcze nie.
            Czasami łapię się na tym, że czekam na jakiś film, bo go nie widziałem i chętnie wreszcie zobaczę, zasiadam cały zadowolonięty i... po pięciu minutach już wiem, że go jednak oglądałem i całkiem dobrze pamiętam. koszmar :]]
      • barbasia1 Re: KK - listopad 02.11.15, 22:02
        12.11 - "Blue Jasmine" - czyli Wasz ulubiony reżyser, zdaje się telewizyjna premiera? I ulubiony aktor Pepsic
        19.11 - "Ida" - to chyba też premierowo?

        Świetnie! :))
    • grek.grek "Moby Dick" 2011, via TVp2 02.11.15, 10:40
      obejrzany w nocy z soboty na niedzielę.

      ponoć w oficjalnej wersji kursował jako miniserial ?
      tutaj był w jednym kawałku.

      klasyka, znamy wszyscy, wiemy o co chodzi :]

      Nic tutaj nie odbiega od normy, jak chodzi o treść. W centrum jest obsesja kapitana
      Achaba, który wpątuje załogę swojego kutra w pościg i walkę z gigantycznym wielorybem, przez którego rzekomo stracił kiedyś nogę. Część załogi próbuje się buntować, część
      jest zaś nim zaintrygowana i podąża za nim zahipnotyzowana jego szaleństwem.

      Achaba gra William Hurt i robi to pierwszorzędnie, Achab wyraźnie wykazuje objawy
      histerii i rozstroju nerwowego, podczas burzy krzyczy i wrzeszczy domagając się od
      odzewu Boga, ale jednocześnie nie traci zimnej krwi sprytnie rozbijając sojusz buntowników
      Stubba i Starbucka. Dla młodego debiutanta w marynarskim fachu, Ishmaela, który widzi w nim chyba swojego idola, Achab jest wręcz miły, przyjemny i dobry. Zdezorientowaną załogę
      uwodzi roztaczając przed nią miraże potencjalnych korzyści jakie przyniesie poniechanie
      wszystkich innych wielorybów dla tego jednego, niezwykłego. Doskonale działa na rzecz
      swoich osobistych porachunków :]

      ofk, czy Moby Dick jest symbolem, metoforą czy bytem materialnym - trudno dociec. Tak było, jest i będzie.

      Tutaj przedstawiony jest w dośc kiczowatym świetle, a szczytem wszystkiego jest komiksowy niemal atak na marynarzy w łódce. Moby Dick eksploduje w wyskoku z wody do góry, rozrzuca fale wody, jest figurą z jakiejś apokalipsy, potworem morskim, tyle że sfilmowanym bez otoczki budzącej autentyczną grozę.

      Gdyby twórcy tego filmu jedynie zarysowywali obecnośc mitycznego wieloryba, niczego nie przesądzając i nie tłumacząc, czy załoga kutra ulega zbiorowej paranoi, czy też on naprawdę istnieje - film wiele by zyskał.

      Akcja dzieje się głównie na pokładzie kutra, jest wiele dialogów, monologów. Hurt oraz sekundujący mu dzielnie Ethan Hawke, Charlei Cox czy Eddie Marsan robią co mogą, aby nie popaśc w manierę teatralną, kamera chętnie omiata widoki morskie, ale taką scenografię można sobie wyobrazić także na współczesnej scenie, na której wideonstalacje są naturalną rzeczą kiedy mowa o dekoracjach. Może więc ten komiksowy Moby Dick jest najbardziej filmową częścią tej ekranizacji ? :]
    • grek.grek piękny początek polsatowskiej jesieni :] 02.11.15, 10:44
      miejmy nadzieję :]

      Polsat wczoraj nie wytrzymał i wyciszył kluczowy monolog w "Życiu Pi", żeby nadać dźwiękową wersję licznych zwiastunów swoich wiekopomnych talent/reality/śmalent szołów :] Coś pięknego, jak żyję, tak nie widziałem podobnego przypadku.

      Szeroką ławą zmierzamy ku telewizji, która będzie nas raczyła podzielonym na pół ekranem : na jednej połowie - program, na drugiej - reklamy w wersji nonstop.
    • grek.grek "Attenberg" 2010 via Kultura [1] 03.11.15, 10:41
      współczesne kino greckie.

      Rzecz się dzieje w mieście nadmorskim, które być może jest urodziwe, ale pani rezyserka Athina Tsangari w ogóle nie zamierza tego faktu ujawniać, a może nawet próbuje go ukryć. Film jest pełen dystansu, chłodu, momentami przypomina reportazowo-dokumentalną relację. Jest dokładnie taki jak jego bohaterka.

      Marina ma 23 lata i pracuje jako kierowca w miejscowej fabryce. Ładna. Zgarbna. Ale nie eksponuje swojej kobiecości. Jest wycofana i beznamiętna.

      Już pierwsza scena doskonale oddaje jej charakter oraz charakter jej relacji ze światem. Na tle białej jak kreda ściany, Marina uczy się całowania od swojej przyjaciółki, Belli, która jest jej dokładną antytezą, aczkolwiek bynajmniej nie jest wulgarna. Lubi mężczyzn, korzysta z życia i młodości, ot co.

      Całowanie to wychodzi dośc średnio, bo Marina nie za bardzo rozumie o co w tym chodzi i chyba nie ma naturalnego drygu. Całuje ze sztywnymi ustami i nie łapie do czego służy w tym wszystkim jęzor :] Po kilku próbach, Marina stwierdza, ze to ohydna czynność. Ni to dla zabawy, ni to całkiem serio pluje na Bellę, a ona się jej rewanżuje tym samym. Śmieją się. Po chwili schodzą do pozycji na-czworaka i podskakują do siebie jak zwierzęta, wydając dziwne odgłosy. Niby zabawa.

      Dla Belli to jednak coś wiećej. Jest fanką filmów przyrodniczych sir Davida Attenborougha,przede wszystkim podpatruje zwyczaje małp. W połączeniu z daleko posuniętym dystanaem wobec ludzi i świata - tworzy to w niej specyficzny stosunek do otoczenia.

      Bella jest jej przyjaciółką, uczy ją całowania, ale jest też kobietą, która lubi mężczyzn. Także ojca Mariny, Spirosa, mężczyzny ciągle młodego i do rzeczy. W którymś momencie cała trójka leży na plaży i Bella niby dla zabawy zaczyna nogami deptać po Spirosie. Delikatnie, uwodzicielsko. Spiros nie reaguje, nie denerwuje go to, Marina to widzi, odwraca głowę. "Jesteś drapieżnikiem, odbierasz kobietom mężczyzn. I brak ci wyobraźni", mówi Belli Marina, całkiem serio i bez ogródek. Nie przedstawi jej też chłopaka, którego wkrótce pozna.

      Marina umie być szczera, Bella umie być bezczelna, ale ich znajomośc jest jednak oparta na solidnej chemii, takiej jaka rodzi się między dwoma przeciwnymi biegunami. Czymś w rodzaju refrenu są wspólne spacery dziewczyn na patio budynku fabryki [Bella pracuje tam jako recepcjonistka]. Ubrane zawsze w te same sukienki,. trzymając się za ręce, uprawiają coś w rodzaju pythonowskiego "ministerstwa dziwnych kroków". Innym razem biegają jak dwie pingwinice, prosto na scianę, udając że się od z nią zderzają. Może chodzi tu także o jakieś obyczaje brane wprost z filmów przyrodniczych ?

      W jednej ze scen idą obie wieczorem, przez deptak, obok kortów tenisowych i ławeczek, na których wieczory spędza młodzież, i obie nucą lecącą z offu przebojową francuską piosenke. Coś tam chyba jest o "l'amour" :]

      Dlaczego Marina jest taka jaka jest ? Czy jest zbuntowana ? Czy może zablokowana ? Nie wygląda na wariatkę. MOże chodzi o niezależność ?

      Matka Mariny nie żyje, jej ojciec, Spiros, architekt z zawodu, jest chory. Możliwe że na raka. Przechodzi ciągle jakieś badania w szpitalu. Marina zawsze siedzi z nim w pokoju. Rozmawiaja. Swobodnie i śmiało, widać że Spiros wychowywał ją w liberalnej manierze.

      "Będziesz miała męża ?", pyta ojciec, a ona "Nie. Raczej nie" i powiada,że podobają się jej kobiety, ich piersi, ale nie czuje do nich pożądania [w jednej z rozmów, Bella wyznaje jej, ze miała sen o lesie, w którym drzewa były męskimi urządzeniami rozrywkowymi, na co Marina że gdyby to ona miała taki sen, drzewa by były kobioecymi piersami]. Podobają się jej, lubi na nie patrzeć. I pyta ojca, czy po śmierci matki robił "To" z innymi kobietami. Ojciec na to,ze owszem. Ona go pyta, czy czasami wyobraża ją sobie nago, on na to, ze nigdy w życiu, na co ona zaskakująco, że wyobrazała sobie go na golasa. Ale zawsze jakoś bez genitaliów. Na co ojciec żartobliwie "Bo ja ich nie mam. Jestem tatą bez penisa".

      Kiedy siedzą w domu, oglądają filmy Attenbourougha. A potem skaczą po łóżku naśladując zachowania i dźwięki goryli. Ojciec słabnie w końcu.

      Innymi razy bawią się w coś w stylu szybkich gier słownych, błyskawicznych ripost, czy też podawaniu słów na literę na którą kończyło się słowo podane przez poprzednika. Takie intelektualne gierki.

      Generalnie, cały ten obrazek dowodzi, że Marina jest poza społeczeństwem. Nie lubi seksu, czuje do niego odrazę, "wymiana płynów", "te ruchy tłoka czegoś męskiego we mnie, bleee" budzą w niej niechęć. Nie rozumie też dlaczego miałaby wychodzić za mąż, spełniać się w takiej formie jako kobieta i człowiek. Niedojrzała ? OPóźniona społecznie ? A może wprost przeciwnie ?

      cdn
      • grek.grek Re: "Attenberg" 2010 via Kultura [2] 03.11.15, 11:06
        z ojcem jest coraz gorzej. Oboje wiedzą, że człowiek umiera. Nie ma żalu, nie ma łez, nie ma ckliwości. Jest chłód jaki może być tylko między dwojgiem skrajnych racjonalistów, którzy rozumieją śmierć nie jako coś emocjonalnego, ale jako przypadek biologiczno-filozoficzny.

        Zbiera się Spirosowi na gorzkie refleksje na temat greckiej demokracji. "Chcieliśmy tak wiele, mieliśmy tyle planów, a nic nam się nie udało", sam o sobie mówi jako o "odpadzie postmodernistycznym". Pod koniec jeździ już na wózku, który popycha dzielnie Marina.

        W tym samym czasie Marina poznaje pewnego młodego inżyniera, który przyjechał do jej fabryki na inspekcję. Marina wozi go po mieście, jest wszak kierowcą. Gośc jest w sumie nieco starszy od niej, mówi do niej "cześć", ale generalnie nie podrywa jej wcale. Ona go zabiera spod hotelu, potem odwozi z powrotem i tak w kółko.

        Któregoś dnia, w hallu, grają sobie razem w piłkarzyki. Ona strzela pierwsza gola, na co on "Nie wiedziałem, ze jesteś taka dobra w piłkę", na co ona "Nie w piłkę. W piłkarzyki". Bystra dziewczyna :]

        Wieczorem któregoś dnia, Marina parkuje auto pod oknem jego pokoju hotelowego. INzynier ją dostrega. Zaprasza do siebie. Marina idzie. Idzie, bo o to jej chodziło. I to ona zaczyna się przed nim rozbierać, zupełnie go konfundująć. Rozbiera się i czeka na to, co on zrobi. Sygnał "chcę seksu, ale nie wiem, co i jak, więc mnie naucz". INżynier jest skrępowany, więc ubiera ją z powrotem, całuje, a ona kładzie się na łózko. Chyba był ciąg dalszy, aczkolwiek nie ma żadnej pewności.

        Marina przyznaje się Belli, a moze chwali się przed nią ?, że ma chłopaka. Bella chce go poznać, ale Marina odmawia. Boi się, ze Bella jej go ukradnie. Marina mówi jej to wprost. Bella czuje się dotknięta, ale chyba nie powinna. Zna Marinę dostatecznie dobrze, by dostrzec, ze zachowuje się ona jak samica chroniąca swoje terytorium.

        Marina i inżynier spotykają się regularnie, w jego pokoju hotelowym. Dziewczyna ciągle gada, prosi o instrukcje, o opisy, o dokładne wyjaśnianie wszystkiego, pewnie nauczyła się tego z tych filmów, co ja pasjami pochłaniała :] Inżynier jest rozbawiony i probuje jej dać znać, ze tutaj działa instynkt, natura, porouzmienie, nie ma instrukcji obsługi punkt po punkcie. Ona leży na nim i zauważa "nie masz erekcji, dlaczego ?", na co "Moze dlatego, że za dużo mówisz ?". Ona chce żeby zgasić światło, on woli ją widzieć, krakowskim targiem staje na zapalonym świoetle w łazience i otwartych do niej drzwiach.
        Ten seks jest oszczędny, jakiś w ogole niemrawy, niezręczny, częściowo bliski rzeczywistości, ale na pewno w dużej mierze chodzi tu o dopasowanie jego charakteru do chłodnej, beznamiętnej wizji świata dominującej w całym filmie.

        Ojciec Mariny jest blisko tamtego świata i wtedy Marina decyduje się na Gest. Prosi Bellę, żeby zgodziła się na seks z jej ojcem. Spiros nie ma pojęcia o wszystkim. "Wiem, że on ci się podoba. Zrób to, proszę, ale potem niczefgo mi nie opowiadaj. Nie chcę o niczym wiedzieć" -tak Marina skłania Bellę, a ta się zgadza. Idą razem przez korytarz szpitalny. Przed pokojem Spirosa, Bella zatrzymuje się, patrzy na Marinę, a ta nie odwracając się idzie dalej. Bella wchodzi do pokoju... Nie wiadomo, co było dalej, zapewne to co miało być, ale w kolejnej rozmowie Marina i Spiros nie poruszają tego tematu.

        Gest przez "G", bo oto Marina, która sama poznała seks i może dzięki temu zrozumiała że dla jej ojca może to być ważne, wykazuje objawy uczuciowości. Poprosiła koleżankę DLA swojego ojca. Dała mu coś. Ostatni seks przed smiercia.

        Spiros wie, że na niego pora. Prosi Marinę - znów : bez dramatycznych tonów, po prostu rozmawiają - żeby skremowała jego zwłoki, a prochy rozsypała w morzu.

        Po jego śmierci Marina znów wykazuje objawy uczuciowości. Kiedy w szpitalu wypisują akt śmierci ojca, instruują ją, co ma dalej robić, i że urzędnicy muszą teraz coś tam napisać i wystawić - Marina ledwie hamuje złośc. Miarka przebiera się, kiedy pielęgniarka wręcza jej reklamówkę z rzeczami, które Spiros zostawił po sobie. PIżama, kapcie i takie tam. Marina jest tak dotknięta tym suchym, oficjalnym tonem i tonacją słów i gestów, że patrzy na nich wrogo i wymyka się jej przykry dla nich komentarz. Czuje.

        Po zasięgnięciu języka w odpowiedniej firmie, Marina dowiaduje się, ze najlepsze kremacje wykonują zakłady w Niemczech. Tak więc trumna z ciałem Spriosa leci do Niemiec, Marina leci z nią/nim. ZNów zimna procedura na lotnisku i w magazynie bagażowym...

        Po powrocie Marina i Bella wynajmują łódź motorową. Płyną w morze i rozsypują prochy Spirosa. I znów nie ma tutaj ani cienia patosu, Marina nie moze sobie poradzić z otwarciem urny, Bella jej pomaga, w sumie wychodzi to TAK PO PROSTU, zwyczajnie i bez wielkiego halo. Śmierć i hołd bez szału. Podkreślające jednocześnie wciąż spokojny, zdystansowany stosunek Mariny do świata.

        W ostatniej scenie; kamera z półdystansu i z pewnej wysokości, obserwuje coś w rodzaju placu budowy ; hałdy zrudziałego piachu, jeżdzące nonstop cięzarówki... Pojawiają się Bella i Marina. Jedna wsiada w auto, druga na skuter i po kolei odjeżdzają. Koniec filmu.

      • grek.grek Re: "Attenberg" 2010 via Kultura [1] 03.11.15, 11:20
        nazwisko reżyserki już padło :], więc słowo aktorach.
        GŁowną rolę gra Ariana Labed, jak sądzę prywatnie wesoła i żywiołowa dziewczyna :] Za dobrze gra pełną rezerwy Marinę, żeby mogło być inaczej, hehe.

        Vangelis Mourikis jako Spiros i Evangelia Randou jako Bella.
        inżyniera gra zaś Giorgos Lanthimos, wzięty reżyser, twórca "Kła", "Alp",a ostatnio "Homara", świetnie przyjętych przez europejską krytykę.

        dlaczego Bella nagle zaczyna interesować się seksem, swoją seksualnościa, libido ? nie robiła tego przez 23 lata i nagle.. Czy to ma związek ze śmiercią ojca, z tym jakie uczucia wywołuje w niej świadomośc, ze Spiros odejdzie i zostawi ją samą ? Eros i Tanatos w odwiecznym tańcu ?

        Czyżby chciała się zbliżyć do świata, z którym - jak sama sądzi - będzie musiała zacząć koopoerować, kiedy zabraknie ojca ?

        A może wcale nie zależy jej na poznaniu świata, moze chce poznać ojca, dla którego seks - jak można sądzić z narracji - był ważną rzeczą w życiu ?
        Interpretacji zarówno bohaterki, jak i jej zachowań, jest zapewne wiele :]

        Całośc jest pełna dystansu, racjonalnej chłodnej obserwacji, nie ma tutaj żadnych niemal namiętności, nawet piosenka o miłości, spiewana po francusku, sączy się z nieruchomych niemal ust bohaterek. Między Mariną, a ludźmi, nie ma namiętności. Sa relacje, w których nie
        sposób dopatrzeć się znamion bliskości, jaka naturalnie się rodzi między ludźmi, gdy ze sobą przebywają. W oczywisty sposób łączy się to z obyczajami zwierząt, małp, które Marina ogląda w starych filmach sir Attenborougha. Jej żałoba też jest taka, bez łez, i bez nerwów, śmierć jest czymś zwyczajnym i codziennym. Jest tylko przebłysk poirytowania urzędniczym tonem lekarza i pielęgniarek. Czy to coś znaczy ?

        A seks z inżynierem, które sama chciała ?
        czy chciała tylko "zobaczyć jak to jest" ? Bo uczucia tam nie ma, za to wiele pytań : po co ? dlaczego ? jak ? skąd ?

        Czyżby w Marinie odzywała się tylko i wyłącznie osobowość badacza zwyczajów gatunku, który jest jej całkowicie obcy i obojętny ? Jest to postawa naturalna ? Czy mozę jednak nabyta, wyuczona ? A może pochodzi z traumy dziecinnej ? Nic nie wiemy. W filmie chodzi nie o wyjaśnianie przyczyn, ale o obserwacj już istniejącego stanu rzeczy.

        www.youtube.com/watch?=G5Ttcmwc5kk
        • barbasia1 Re: "Attenberg" 2010 via Kultura [1] 04.11.15, 19:20
          Interesująca rzecz. Muszę obejrzeć film, żeby wyrobić sobie zdanie.

          Tymczasem linkuję wywiad z reżyserką "Attenberg" , którzy rzuca więcej światła na film:

          cinemaenchante.blogspot.com/2011/11/tesknota-za-pierwotnoscia-wywiad-z.html
              • grek.grek Re: "Attenberg" 2010 via Kultura [1] 05.11.15, 17:58
                dzięki, Siostro :]

                o, zdecydowanie.
                dziewczyna jest calkiem normalna :]
                w sumie, ja też "dziwności" specjalnej w tym filmie nie dostrzegam, jest oryginalny,
                punkt widzenia rezyserki zdradza zacięcie reportażystki [to ona prezentuje postawę tytułowego
                "Attenberga", który przygląda się konkretnemu... egzemplarzowi, robi to na chłodno i
                bez poprawiania natury, pokazuje bez komentarza], dominuje tutaj realizm, który - celnie to ujęłaś - jest chyba dla niektórych recenzentów zbyt realistyczny ;]
    • grek.grek jeszcze o "Spectre" 03.11.15, 14:07
      w Brytfanii rekordowe otwarcie, zobaczymy co będzie w Polandzie :]

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,19126000,sam-mendes-w-skyfall-bond-mial-swiadomosc-porazki-w-spectre.html#BoxKultImg
      • grek.grek i raz jeszcze o "Spectre" :] 04.11.15, 15:33
        dostanie mi się od Was, że przesadzam, ale zaryzykuję ;] :P

        film.wp.pl/id,155000,title,Spectre-Godne-rozstanie-Daniela-Craiga-z-rola-007-RECENZJA,wiadomosc.html

        PS : teraz tylko czekać pierwszej Waszej recenzji, po wizycie w kinie :]
              • siostra_bronte Re: i raz jeszcze o "Spectre" :] 05.11.15, 14:21
                Greku, naprawdę tak Ci imponuje ta kasa? Nawet i miliard dolarów budżetu nie gwarantuje, że film będzie dobry. Wręcz przeciwnie, jest duża szansa, że cała para pójdzie w efekty, gadżety i anturaż. A pomysły, scenariusz i klimat, czyli to co najważniejsze w każdym filmie, zejdą na dalszy plan. Przeciętne kino sensacyjne, tyle, że za dużą kasę. Takie są nowe Bondy. Ratuje je tylko sentyment do bohatera i rozdęta do granic możliwości reklama. Teraz możecie mnie zastrzelić :)
                • grek.grek Re: i raz jeszcze o "Spectre" :] 05.11.15, 17:47
                  skądże, Siostro :]

                  jestem jednak ciekaw, jakie są efekty takiej inwestycji :"]

                  yes, to kino nastawione na rozrywkę wysokiej próby, ale jako takie może
                  być interesujące, jako osiągnięcie gatunku czy też serii. "Skyfall" bardzo mi się
                  podobał, nie w porównaniu do innych filmów, ale jako własnie kino rozrywkowe,
                  które jednakże wplata w siebie wątki dramatyczne, a i lokacje, anturaż ów i
                  celowośc wydania tak dużych pieniędzy na film - też robią wrażenie, wg mnie.

                  czy to kino bardziej wartościowe od kina autorskiego, niezależnego, czy wszelakiego
                  innego, to - tak mi się wydaje - nie jest dobrze sformułowane pytanie. Sądzę, ze
                  filmy istnieją w obrębie swojego przeznaczenia, i w natęzeniu tego istnienia zawiera się
                  ich wartośc, klasa albo klapa :]
                  • siostra_bronte Re: i raz jeszcze o "Spectre" :] 05.11.15, 18:26
                    Ależ Greku, ja nie mam nic przeciwko dobremu kinu rozrywkowemu!! Sama lubię obejrzeć od czasu do czasu. Po prostu uważam, że ładowanie aż takiej kasy tylko przykrywa słabości Bondów. Wolałabym nie tak rozbuchane widowisko, za to więcej fajnego klimatu i ciekawsze historie. Obejrzałam dwa Bondy z Craigiem i naprawdę nie mam ochoty oglądać następnego (abstrahuję od faktu, że nie pasuje mi on do roli Bonda kompletnie).
                    • grek.grek Re: i raz jeszcze o "Spectre" :] 06.11.15, 10:52
                      rozumiem, Siostro.

                      cóż, chcą widocznie aby było to widowisko nad wyraz wystawne.
                      recenzje z zachodniej prasy, i nie tylko, dowodzą, że udało się ten efekt
                      osiągnąć, a zyski zapewne wielokrotnie przekroczą sumę koszta.

                      zgadzam się z Tobą, że kameralny klimat jest tutaj niemożliwy do osiągnięcia,
                      ale... cóż, może na tym polega współczesne kino przygody i sensacji, i nie ma
                      odwrotu ? :]
    • grek.grek P.P Pasolini, 40 rocznica 03.11.15, 14:13
      smierci

      zgrabny portret :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/pasolini-seks-faszyzm-i-rewolucja/fxq63d

      istotnie, w jemu współczesnych czasach konsumpcjonizm nie był jeszcze tak rozpowszechnionym zamiennikiem starych politycznych ideologii i religijnych doktryn.
      Przewidzieć wówczas, że w niedalekiej przyszłości właśnie to będzie opium dla mas -
      miało to w sobie coś z wizjonerstwa.

      grzesznik poszukujący Boga, w swoich filmach i nie tylko.
      w sumie, Kultura mogłaby, onegdaj prezentowany, przegląd filmow Pasoliniego uzupełnić o
      parę tytułów. Niekoniecznie "Salo..." ;]
      • barbasia1 Re: P.P Pasolini, 40 rocznica 04.11.15, 19:09
        Świetny artykuł, z eleganckim wstępem, Greku. :)

        Przegląd filmów Pasoliniego w TVPKultura to doskonały pomysł. Od razu zaproponuję film do tego przeglądu: "Ewangelia według świętego Mateusza", o którym wiele słyszałam, inspirowana Ewangelią realistyczna wizja dziejów Chrystusa. W roli Matki Boskiej reżyser obsadził własną matkę, Susannę, w Chrystusa wcielił się naturszczyk – kierowca ciężarówki, apostołów zaś zagrali przyjaciele reżysera.
        Niektóre środowiska katolickie dopatrywały się w nim bluźnierstwa, inne "odbierały go jako zaangażowane dzieło o wymowie marksistowskiej" . Film zyskał ostatecznie aprobatę samego Watykanu.

        PS
        Jeszcze ciekawostka z wątkiem polskim. Jak twierdził sam Pasolini jego matka, Susanna Colussi, nosiła imię po prababce, polskiej Żydówce, którą uwiódł w Warszawie żołnierz Napoleona!
    • grek.grek reklamy z Tomaszem Kotem 03.11.15, 14:28
      widzieliście ? :]]

      reklamowana jest telefonia komórkowa, a tłem są znane przed laty hity muzyczne ze stosownie przerobionym tekstem.

      i pan Kot wypada tutaj rewelacyjnie komicznie, kiedy w rytm "I'm too sexy" Right Side Fred zasuwa w stolarni :]

      prócz tego, jak sie okazuje udział w reklamie nie musi być domeną aktorów zużytych, nieudanych albo oportunistycznych. Agata Kulesza i Tomasz Kot, to wszak czołówka dzisiaj, i jakoś im te reklamowe popisy nie przeszkadzają, a przeciwnie nawet, ogląda się je z przyjemnością [mówię na razie za siebie, ciekaw jak Wy to widzicie].

      reklamy Volvo Avicii do nowej wersji "Feeling Good", bankowe reklamy z dwiema wiewiórkami, teraz ta wspomniana... a mówią, że reklam to się w ogole oglądać nie da ;]] i słuchać, hehe.
      • grek.grek Re: reklamy z Tomaszem Kotem 03.11.15, 14:31
        PS : pan Kot i pani Kulesza, dowodzą, ze swietnemu aktorowi reklama nie szkodzi, że aktor któremu zależy na sukcesie artystycznym, może zagrać za dobre pieniądze w reklamie i nic na tym nie stracić, że to wcale nie jest domena aktorów zużytych, trzeciorzędnych albo oportunistów.
      • barbasia1 Re: reklamy z Tomaszem Kotem 15.11.15, 15:08
        Nie będę obiektywna. Nie cierpię reklam, w których pod znane , ukochane, kultowe przeboje podkłada się słowa naganiające do korzystania z usług jakiejś firmy, do kupna czegoś. Ostatnio leci przebój "Roxette - Zamiast "Listen To Your Heart" jest "Przejdź do Timogłupaj" . Nie mogę tego słuchać. / tak na marginesie mój kuzyn psioczy na usługi tej telefonii/.

        Poza tym, przepraszam naszego drogiego i zdolnego Tomasza Kota, Kot ma kozie wibrato ;).
        Uszy więdną. :/

        Idealna reklama z udziałem aktora, to reklama kawy Pedros, w której wystąpił Janusz Gajos.
        -Pedors? - pada pytanie.
        -Nie , Gajos. - odpowiada Gajos i uśmiecha się lekko do widzów.

        Proste , krótkie, eleganckie, sympatyczne, dowcipne, zapadające w pamięć na zawsze, bez szarpania się , miotania, wydziwiania. :)
        • grek.grek Re: reklamy z Tomaszem Kotem 16.11.15, 12:42
          niestety, te reklamy do "pościelowych" hitów są już mniej udane.

          ale do "I'm too sexy" - świetna jest ! :]
          jeśli na nią natrafisz - koniecznie obejrzyj.
          te... kocie ruchy ;]

          zgadzam się, to była dobra reklama, z p.Gajosem, na poziomie, w sam raz
          pod temperament i... metrykę pana aktora.

          pan Kot jest młodszy, przystoją mu jeszcze wygibasy ;]

          • barbasia1 Re: reklamy z Tomaszem Kotem 16.11.15, 21:25
            > ale do "I'm too sexy" - świetna jest ! :]
            > jeśli na nią natrafisz - koniecznie obejrzyj.
            > te... kocie ruchy ;]

            Hehe, widziałam. Rzeczywiście, scenka z pomysłem i z humorem. Najbardziej udana z dotychczas pokazanych, mam wrażenie.
            ("I'm too sexy" - to jedna z niewielu piosenek, których nie wiem czemu, nie cierpię. ;)

            > zgadzam się, to była dobra reklama, z p.Gajosem, na poziomie, w sam raz
            > pod temperament
            > i... metrykę pana aktora.

            To też. :)


            Oczywiście nie zamierzałam sugerować, że Tomkowi Kotowi nie przystoją takie wygibasy. Przystoją jak najbardziej. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że czasem skromniejszymi środkami ekspresji dzięki dobremu pomysłowi można osiągnąć znacznie lepszy efekt.
            • grek.grek Re: reklamy z Tomaszem Kotem 19.11.15, 11:24
              prawda ? :]
              hehe, w tempie i z... plastyczną choreografią ;]

              "I'm too sexy", to kawałek prześmiewczy, ironiczny, można by rzec "jajcarski' :] pamiętam go z dawnych czasów, śpiewało takich dwóch łysych facetów Right Side Fred się nazywali.

              o, zdecydowanie.

              przede wszystkim, podoba mi się, ze p. Kot ma na tyle duży dystans do swojego aktorstwa, że się zgodził na tę serię reklam.

              po " Bogach" mógłby powiedzieć : aktor ze mnie tak wybitny, że na podobne wygibasy nie dam się namówić. Reklamie mówię "tak", ale to musi być wysmakowane, pedantyczne i wzniosłe.

              a on wchodzi w projekt, który ewidentnie jest luzacki.
              kasa na pewno zdecydowała, ale sądzę, że jego agent mógłby mu załatwić reklamy za podobnie duże pieniądze, a w formie i treści znacznie mniej... ekspresyjnej ;]

    • grek.grek "Pentameron" w kinach 04.11.15, 10:34
      od paru dnia lata w kinach, wrażenie robi nie tylko specyficzna estetyka, ale i opowiadane [trzy] historie, oparte na przypowieściach Giambastisy Basilego [Barbasiu, jako miłośniczka kultury włoskiej, kojarzysz tego pana ?].


      kulturaliberalna.pl/2015/11/03/sfilmowana/groteska-recenzja-filmu-pentameron/
      reżyserem jest Matteo Garrone, jego "Gomorrę" dośc szczegółowo chyba omawialiśmy. kino włoskie w natarciu :]
    • grek.grek "Pakt" w HBO 04.11.15, 15:23
      ciągle latają, tu i ówdzie, zwiastuny, w których ten serial [6 odcinków ponoć, więc może to raczej taki wydłużony film] prezentuje się rasowo skandynawsko, jest nawet w głównej roli dziennikarz śledczy wpadający na aferę u szczytów szczytu, a w tle młoda informatyczka-izolantka.

      dziennikarza gra Marcin Dorociński z brodą, a informatyczkę Marta Nieradkiewicz z ciemnymi włosami, zauważyłem też Magdalenę Cielecka i panią Dąbrowską Nie Pamiętam Imienia.

      nie czytałem jeszcze zapowiedzi, sądząc z krótkich trailerów wygląda to na thriller śledczo-polityczno-psychologiczny. Miejmy nadzieję, że zwiastuny nie są lepsze od całokształtu, heh.

      premiera w HBO, 8 listopada.
      dysponujecie HBO może ? :]

      PS : czyżby drugi polski serial kryminalny [po "Glinie"], który ma szansę dorównać osiągnięciom brytyjskim, amerykańskim czy skandynawskim ?

      I to wszystko, na podstawie trailera... ;]]
      • siostra_bronte Re: "Pakt" w HBO 04.11.15, 15:36
        Już kiedyś wspomniałam, że ten serial jest oparty na norweskim serialu "Układ". Widziałam go jakiś czas temu w Ale kino. Niezły, ale dosyć pokręcony i nawet nie pisałam o nim na forum.
      • barbasia1 Re: "Pakt" w HBO 04.11.15, 20:08
        Tak, ja w Trójce usłyszałam reklamę.

        Brzmi nieźle. W trailerze wygląda przyzwoicie. Chyba wolałabym zobaczyć ten serial Dwójce zamiast "Prokuratora".

        :)
        • grek.grek Re: "Pakt" w HBO 05.11.15, 11:42
          w "Polityce" ocena 4/6, wciąga, ale ponoć, jak chodzi o dizajn i stylistykę, mocno naśladuje "Detektywa" i "The Killing" [recenzencte chodziło chyba o "Forbrydelsen", czyli oryginał duński] i bywa kreślony kreską zbyt grubą. Niemniej - "wciągający" podobno :]
          I nie mam pojęcia, czy pani recenzentka oceniała tylko ten pierwszy odcinek, który ma zostać pokazany w niedzielę, czy widziała już cały serial :]
    • grek.grek kręci się : "Powidoki", czyli Wajda znów w Łodzi 04.11.15, 15:30
      na razie pikanterii całej historii dodał pan Bogusław Linda, z zawodu aktor, który nazwał Łodź "umierającym miastem meneli", a Łodzianie się oburzyli, tak jakby pan Linda nie mógł sobie
      mieć własnej opinii, która powinna im zwisać, jak kilo kitu na agrafce u sufitu :]]


      film ma być portretem malarza Władysława Strzemińskiego, i jesli Wajda przypomni sobie, że zna się na tej robocie, to połaczenie motywów tworczości, osobowości artysty i specyficznej relacji człowieka z miastem, które może jest brzydkie, ale za to ma duszę, cały film może być autentycznym wydarzeniem. tak sobie myslę :]


      film.onet.pl/wiadomosci/powidoki-andrzeja-wajdy-portret-czlowieka-niezlomnego-relacja/9ge5k9
        • grek.grek Re: kręci się : "Powidoki", czyli Wajda znów w Ło 04.11.15, 15:57
          szczerze mówiąc, Siostro, w ogóle żadnej roli Lindy, z ostatnich lat, nie pamiętam ;]

          a swoją drogą, z tej relacji onetowej wynika, że malarstwo, sztuka i subtelne związki z Łodzią, najmniej obchodziły Wajdę. Postanowił zrobić kolejnego "Człowieka z...". Kogo w ogóle jeszcze obchodzą rozliczenia z "komuną" ? :]

          ciekaw jestem kiedy nakręci "Człowieka ze styropianu" i na koniec owocnego życia celnie oraz bezkompromisowo podsumuje działalnośc całej generacji cwaniaków solidarnościowych, dla których "wolnośc" i "demokracja" zawarła się w haśle Teraz K.rwa My :]

          coś czuję, że chyba nigdy, jak przystało na pokorne cielę, co dwie matki ssie :]
      • grek.grek Re: kręci się : "Powidoki", czyli Wajda znów w Ło 04.11.15, 15:49
        PS : przeczytałem ten artykuł i wynika z niego, że zamiast zagłębienia się w artystyczną drogę pana malarza, pan Wajda nakręcił kolejnego "Człowieka z...", czyli : złe komuchI gnoją szlachetnego człowieka z zasadami. Cała moja inwokacja nadziejna poszła się opalać ;] Facet sądzi, że skręcając 34 filmy piętnujące Polskę Ludową zasłuży na miano bojownika z systemem, czyli zakłamie własny życiorys ?

        przykro patrzeć, jak daleko panu Wajdzie odjeżdza współczesność. Młodzi rezyserzy kręcą interesujące filmy, które obchodzą widownię, a stary mistrz babrze się ciągle w jakichś nerwowych rozliczeniach z "komuną", o której dzisiaj mówią już tylko oderwani granatem od
        realnego świata młodzi narodowcy uprawiający "ministerstwo głupich krokow" za pomocą histerycznego wrzasku "Precz z komuną !' na swoich zlotach ulicznych. Mityczna "komuna" w ich okrzykach jest alibi dla całkiem realnego faszyzmu, jaki wyznają. Bez "komuny" sami nie mieliby najmniejszego sensu, aczkolwiek czy sens oparty na kontestowaniu własnoręcznie wymyślonego Nieistniejącego przystoi ludziom rozumnym ?

        i w takie ostępy zabrnął człowiek, który nakręcił kilka rewelacyjnych filmów... Tak źle nie kończył chyba żaden z wybitnych reżyserów.
    • grek.grek "Mistrz" nocą w Kulturze [1:05] 05.11.15, 11:48
      pewnie nie obejrzycie, bo rusza późno [ja siedzę i czekam, heh], może Was sterroryzuję własnoręcznym opisem ? skoro jest okazja, to do terroru grafomanią jestem pierwszy :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156550221,_Mistrz_2005_rez_P_Trzaskalski.html

      nie wiem, skad słabe oceny "Mistrza" w większości recenzji, ale jednocześnie zupełnie się z nimi zgadzam, z niemal kazdą litanią i wyliczanką błędów, potknięć, nieznośności i innych takich. A jednoczesnie zawsze ten film oglądam, kiedy puszczają, bo te błędy, potknięćia i nieznośności zupełnie na mnie nie działają :]
    • grek.grek "Prokurator" finałowy odcinek, 22:05 05.11.15, 11:51
      tym razem akcja w banku. Trup tym razem znaleziony zostaje w kasie pancernej. Nie ma śladów włamania do tego sejfu, więc jest problem nie tylko z ustaleniem kto zabił i dlaczego, ale i z tym, jak zdołał się do tego sejfu dostać by tam wrzucić nieboszczyka.

      ćwiczę szczekanie;]
      • grek.grek Re: "Prokurator" finałowy odcinek, 22:05 05.11.15, 11:53
        PS : jutro "Do utraty tchu" w Kulturze :]

        zaczynają przegląd filmów Godarda, a może w ogóle mogliby pokazać trochę Nowej Fali, dziś zapomnianej, a przecież tak kluczowej dla rozwoju światowego kina, i do dzisiaj dającej się oglądać z największą przyjemnością.
        • barbasia1 Re: "Prokurator" finałowy odcinek, 22:05 05.11.15, 18:20
          Acha! Nie spodziewam się po ostatnim odcinku wyjaśnienia zagadki syna Procha.

          Zajrzałam na fejsbukową stronę "Prokuratora" . A tam pewien fejbukowicz po obejrzeniu ostatniego odcinka obudził się i pyta, o czym już dawno pisaliśmy, dlaczego Proch nie spisał rejestracji samochodu, którym przyjechała tajemnicza kobieta po pendrive z danymi z prokuratury, dlaczego nie założono Prochowi podsłuchu na telefon, by namierzyć kobietę, która dzwoni.

          Odpowiada mu wtajemniczony (!?) pod nickiem Prokurator TVP : Cóż, może dlatego, że w chwili wielkich emocji, nawet taki profesjonalista jak Proch traci zdolność logicznego działania?


          Zaburzenie zdolności logicznego działania jak wirus dopadło wszystkich współpracowników Procha wtajemniczonych w sprawę i Kielaka, i Szefową...

          Ale chyba nie Szefowa pociąga tu za sznurki???

          • grek.grek Re: "Prokurator" finałowy odcinek, 22:05 06.11.15, 11:02
            miejmy to za sobą... Hau, hau, hauuu !!! Hauuu, hau!, Haaauuu !!! :]

            do końca miałem nadzieję, i nadal uwazam, że tak ten wątek poprowadzili, że wyglądało
            na to, iż ci dwoje znali się wcześniej :]]

            ostatni odcinek całkiem niezły, a ta akcja z gościem, który włamuje się do banku, nic nie kradnie, chociaż widzimy że przeprowadza jakieś operacje podłączające komputer z zewnątrz do systemu przelewu eurokasy, a na koniec okauzje się szanowanym chirurgiem... dobre ! :] A na ile prawdopodobne, to już pytanie do fachowców.

            mam wrażenie, że za mało było w tym serialu, Doroty Kolak. zauważyliście, jak ona świetnie podaje tekst ? I jak doskonale posługuje się łaciną ? :] Dopiero ten ostatni odcinek i jej dialogi uzmysłowiły mi, że serial zyskał by dodatkowo, gdyby więcej takich linijek dla niej napisano.

            mam osobistą satysfekszyn z tego, ze syn Procha okazał się mistyfikacją, aczkolwiek osłabia ją fakt, że tego to się każdy chyba domyślał ;] Pozostaje mi cieszyć się,ze tym razem przynajmniej nie wypadłem z trasy, tylko dotrzymałem poziom.

            i co z tą damą w bieli na peronie ? Najpierw wkręciła Procha w napad na bank, próbowała go zmanipulować przez telefon, podsunęła mu fałszywego syna, a na koniec sprowadziła z Ameryki córkę i pożegnała dobrotliwym uśmiechem ? Czy to składa się w jakąś logiczną całośc, czy zacznie się składać w drugiej serii ? :]
            • barbasia1 Re: "Prokurator" finałowy odcinek, 22:05 07.11.15, 00:04
              grek.grek napisał:

              > miejmy to za sobą... Hau, hau, hauuu !!! Hauuu, hau!, Haaauuu !!! :]

              Hehehehehehe! OK! Zaliczone! ;))

              > do końca miałem nadzieję, i nadal uwazam, że tak ten wątek poprowadzili, że wyglądało
              > na to, iż ci dwoje znali się wcześniej :]]

              Greku. To watek poboczny w kryminale, tu nie ma miejsce na subtelności! W żadnej scenie z ust bohaterów nie padła choćby najmniejsza wypowiedź sugerująca, że się wcześniej poznali, spotkali. Ani przez chwilę nie wyglądało na to, iż ci dwoje znali się wcześniej. Więcej powiem, uznałabym za ze wszech miar dziwaczne, gdyby w tak poprowadzonym wątku w finale okazało się, że ci dwoje jednak znali się wcześniej.



              Właśnie , ostatni odcinek.
              Genialny informatyk w furgonece ! przed bankiem włamujący się do systemu bankowego , ile razy już to widzieliśmy! :)

              Tylko, że co to za genialny informatyk, który nie ma dodatkowego zasilania w komputerze na wypadek niespodziewanej awarii prądu podczas ważnej akcji!? Ale nieważne.

              cdn.

          • siostra_bronte Re: "Michael Kohlhaas" 06.11.15, 17:52
            Podobało mi się! Ciekawe i piękne wizualnie kino kostiumowe.

            Luźna adaptacja powieści von Kleista (akcję przeniesiono do Francji), opisującej prawdziwe wydarzenia z XVI w. Kohlhaas był handlarzem koni, miał rodzinę i majątek. Ale został oszukany przez barona, który zażądał w zastaw dwóch koni jako myta pod pretekstem nieważnych dokumentów. Kiedy Kohlhaas odebrał konie były w strasznym stanie po ciężkiej pracy, a w dodatku myto właśnie zostało zniesione w księstwie. Kohlhaas postanowił dochodzić sprawiedliwości w sądzie. Ale baron miał tam układy i jego pozew został odrzucony.

            Kohlhaas postanawia jechać do samej księżnej, ale jego żona proponuje, że to zrobi. Wraca ciężko ranna (spawka ludzi barona?) i umiera...

            Załamany bohater postanawia walczyć o sprawiedliwość na własną rękę. Razem z grupą swoich ludzi jedzie do barona. Ludzie barona giną, ale on sam ucieka. Kohlhaas zabiera zapasy broni i razem ze swoim oddziałem rusza za nim. W międzyczasie przyłączają się do niego chłopi i robi się z tego prawdziwa rewolta przeciwko panom. Jakiś ksiądz tłumaczy Kohlhaasowi, że chrześcijanin powinien znosić swoje cierpienie w pokorze, a nie walczyć i zabijać...W końcu nasz bohater poddaje się, bo księżna księstwa ogłasza amnestię, a Kohlhaas ma mieć uczciwy proces.

            Przyznam, że nie do końca zrozumiałam co się wydarzyło dalej. W każdym razie amnestia zostaje cofnięta, a Kohlhaas po ucieczce z domu razem z córką zostaje schwytany i uwięziony. Zgodnie z decyzją sądu zostają mu zwrócone dwa zdrowe konie, dostaje też odszkodowanie, a baron dostaje wyrok więzienia. Ale za swoje czyny bohater zostaje skazany na śmierć przez ścięcie głowy mieczem (oryginalnie Kohlhaasa łamano kołem!).

            Historia opowiedziana jest niespiesznie. Zdjęcia są wyjątkowo piękne. Życie bohaterów pokazane w naturalistyczny sposób, aż się czuje klimat tych czasów. No i Mads Mikkelsen w roli głównej jest świetny! Doskonale pasuje do tej roli milczącego mściciela. Na dodatek gra po francusku. Brawo!

            Z pewnością to film nie na każdy gust, ale jeżeli ktoś lubi takie malarskie, nastrojowe kino to będzie mu się podobało.

            Trailer:

            www.youtube.com/watch?v=Z2Sez-OQkxE
            • grek.grek Re: "Michael Kohlhaas" 07.11.15, 13:39
              dzięki, Siostro :]

              interesująca historia, doskonale oddane realia epoki, Mads Mikkelsen - czego chcieć więcej ? :]
              z Twojego opisu i trailera wychodzi kawałek naprawdę niezłego kina historycznego, ale i jakoś tam nawiązującego do współczesności, uniwersalnego zresztą, bo cynicznych oszustów i oszukanych walczących o sprawiedliwość, czasami nawet za cenę własnego upadku, jest niemało, a prawo bywa zupełnie bezradne w takich przypadkach lub wykonują je ludzie pozbawieni wyobraźni albo świadomie je naginający przeciw takim jak Kohlhaas.

              wygląda on na bohatera tragicznego. Z jednej stroiny, racja jest po jego stronie, a przeciwnik to cham ostateczny, z drugiej : w pogoni za sprawiedliwością, zapędza się o krok za daleko, tyle że... czy mógł inaczej odzyskać swoje rzeczy ? jakby zmagał się z fatum, które nad nim wisi, aczkolwiek sam może go nie dostrzegać. Musi złamać prawo, by prawu stału się zadość. Cenę można oszacować zawczasu.

              hehe, ksiądz jak zawsze ma tylko naukę, która zupełnie nie przystaje do rzeczywistości :]

              dzięki, Siostro :]
              świetna recenzja.
    • grek.grek "Pussy Riot" dokument w Kulturze 06.11.15, 10:39
      dokument rosyjsko-brytyjsko-amerykański, który krok po kroku opisuje całą hecę z dziewczynami z PR.

      Wiadomo co zaszło : tuż po ponownym wyborze Władimira Putina na prezydenta Rosji, cztery młode dziewczyny w kolorowych kominiarkach wdarły się do cerkwi i w punkowym stylu wykonały piosenkę, w której prosiły Matkę Boską o zrobienie kuku prezydentowi.

      Trzy z nich zostały aresztowane i trafiły pod sąd, który dwóm z nich wlepił kary dwóch lat odsiadki w kolonii karnej. Trzecia, Katia Samucewa, została uniewinniona, bo...na filmie nagranym podczas zajścia widac, ze nie zdązyła włączyć się czynnie do akcji, zaplątała się jej na szyi gitara i została obezwładniona zanim zagrała choćby jeden riff.

      Sprawa rozeszła się po świecie, zbiorowo i indywidualnie protestowano przeciw samemu procesowi, a potem przeciw wyrokowi. Na czele z Madonną, która na koncercie zaprezentowała się z namalowaną na gołych plecach nazwą zespołu.

      W filmie są krótkie prezentacje wszystkich trzech dziewczyn : Nadii, Katii i Maszy. Wykształcone, niegłupie. Kiedy siedzą w tych klatkach dla oskarżonych w sądzie, rozmawiają, wydają się chyba nie wierzyć, ze mogą zostać skazane. Wyrok przyjmują ze spokojem, bo chyba do nich nie dociera,że jednak do tego doszło.

      Próbują się bronić. Nie wiadomo, czy za radą adwokatki, czy może własnym sumptem, Masza utrzymuje,że nie rozumie aktu oskarżenia, Nadia opisuje ideę funkcjonowania ich grupy jako "błazenadę", a same członkinie jako "jurodiwe", co brzmi dośc głupio. Katia posługuje się czytaniem z kartki i twierdzi, że system się na nie uwziął.

      W tle "setki" z ich rodzicami, bliskimi, przyjaciółmi. Wszyscy podkreślają, że dla Pussy Riot to była sztuka, akt artystyczny. Co także jest niepoważne, bo nawet jesli, to polityką zalatywało na kilometr :]

      Trudno orzec, czego oczekiwały ? Że zostaną potraktowane ulgowo ? Że nic się nie stanie ? Dwie z nich wychowywały właśnie małe dzieci, więc pada pytanie, o stopień zaangażowania w głoszone hasła. Naprawdę, aż tak im zalezało na "nieszkodliwej błazenadzie" ?

      Kara musiała być, żeby poszło w kraj, odebrało podobnym im kontestatorom ochotę do podobnych wyczynów. A sojusz ołtarza i tronu w Rosji, to rzecz zupełnie oczywista i, na mój gust, żadne błazenady tego nie zmienia, zmienić to może wzrost świadomości obywateli, a oni są tego świadomi i jeśli ciągle Cerkiew trzyma się mocno, a Prezydent jeszcze lepiej, to być może oznacza to, ze Rosjanie nie są gotowi na inny układ. Doskonale wiedzą, co się działo tuż po upadku Związku, kiedy kraj chylił się ku upadkowi. MOże dlatego, z wyjątkiem garstki opozycjonistów, nie postzregają obecnej sytuacji jako złej. Przeciwnie. Doceniają stabilizację.

      cdn
      • grek.grek Re: "Pussy Riot" dokument w Kulturze 06.11.15, 10:50
        Pussy Riot już wcześniej miały swoje momenty. Koncertowały punkowo w strategicznych punktach Moskwy, chodziły po niej i... znienacka rzucały się na milicjantki obcałowując je szaleńczo [stosowne nagrania są], a Nadia ma także za sobą działalnośc w grupie "Wojna", z którą kiedyś urządziła artystyczną orgię seksualną w muzeum przyrodniczym. Nie karano ich za to, co najwyżej spisywano i grożono palcem. Akcja w soborze Chrystusa Zbawiciela to była już jednak przesada. Kara mustafa.

        Jak można podejrzewac, z okazji Igrzysk w Soczi prezydent Putin je ułaskawił, co w zasadzie, wg mnie, ośmieszyło ich infantylny wyczyn. Protestowały przeciw dyktaturze i zamordyzmowi, a ta dyktatura i zamordyzm ściągneły im majtki, dały klapsa na gołą skórę, postraszyły i puściły wolno. Jak surowy, ale sprawiedliwy ojciec krnąbrnemu dzieciuchowi w akcie wychowawczym, co oczywiście nie każdemu musi się podobać, ot na przykład... mnie osobiście :]

        Ale z drugiej strony, co by się stało gdyby ten numer został bez nagany, bez procesu, bez sądu ? Jaki sygnał poszedłby w kraj ?

        Cholera wie, może ten sąd uratował tym dziewczynom zdrowie i życie, bo w przypadku potraktowania tego przypadku ulgowo, mogłyby się pojawić faszystowskie bojówki, które
        wymierzyłyby im innego rodzaju sprawiedliwość. A tak - kara była, przeczołganie było,
        ale ostatecznie rozeszło się po kościach.

        W sumie, trochę zabawnie wyglądały kontestatorki, które w sądzie próbowały dowieśc, że nie wiedziały co czynią, albo czyniły ot tak sobie, dla beztroskiej zabawy. Jednak umiejętnośc wzięcia na klatę swoich postępków, to rzecz przynależna ludziom dojrzałym :]

    • grek.grek Kultura, 20:20 "Do utraty tchu" [Filmy J.L Godarda 06.11.15, 11:18
      klasyka !

      Nowa Fala w pigłuce.

      Marsylia. Młody chłopak, Michel, kradnie auto, a potem zabija ścigającego go policjanta. Jedzie do Paryża, gdzie poznaje Amerykankę Patricię. Zostają okazjonalnie parą, on jest wolnym duchem, a ona jest racjonalistką, ale taką, która jednocześnie zawsze chciała poznać kogoś takiego i przeżyć krótką przygodę. Jednocześnie Michela poszukuje policja. To nie może się skończyć dobrze, ale zanim się skończy, będzie niezapomnianym przeżyciem dla tych na ekranie i przed nim :]

      must-see absolutnie.
      Jean Paul Belmondo, Jean Seberg w głównych rolach, a za kamerą Jean Luc GOdard, mesjasz francuskiego kina, i wszystko to co wprowadziła Nowa Fala : zbliżenie do życia, wyjście w teren, w dźwięki i rytm miasta, latająca kamera,, maksymalne odejście od drogiego i kosztownego sprzętu, dzieki czemu kino mógł zrobić każdy, kluczem było to co ma się do powiedzenia i pokazania oraz miłośc do filmu.

      "Kochaliśmy kino, było dla nas ważniejsze niż kobiety, pieniądze i wojna", powiedział Godard o filmowcach Nowej Fali i to chyba wyczerpujące wyjaśnienie, o co chodziło, skąd brały się pomysły, i dlaczego nikt nie przejmował się, że nie ma pieniędzy na zrobienie filmu, bo przecież można go zrobić za drobne zwinięte z kieszeni wuja Francoise'a, albo cioci Isabelle. Dla chcącego - nic trudnego.

      rzućcie wszystko i oglądajcie ! :]

      jak dobrze będzie przypomnieć sobie po latach !
      • grek.grek "Do utraty tchu" - 2 słowa 07.11.15, 13:23
        oglądaliście ? :]

        Zupełnie się nie zestarzało, no może ledwie-ledwie.
        Dzisiaj zapewne nie zrobiłoby już takiego szumu, jak chodzi o nowatorskie metody filmowania i podejścia do tematu, ale zapewne nadal byłaby to niezwykle interesująca premiera.

        Ponoć ta półgodzinna rozmowa Michela z Patricią, w jej mieszkaniu/sypialni, była "rozpisana w scenariuszu" [wg Godarda]. Na moje oko, i ucho, to było od początku do końca zaimprowizowane, co najwyżej z jakimiś dwoma hasłami na kartce do rozwinięcia w radosnej twórczości aktorów, a może i osób spoza planu podrzucającym im kwestie, hehe.

        kamera cały czas w locie. Ludzie na ulicach oglądają się, patrzą na operatora :] Dziwne wrażenie. Jakby bohaterowie byli tak pochłonięci rozmową, że tylko oni nie widzą kamery, albo przeciwnie - własnie GRAJĄ, że nie widzą, co z kolei łamane jest scenami, kiedy sami do tej kamery patrzą albo wypowiadają kwestie. Świetna mieszanka.

        Podobnie jak ujęcia z ręki Raoula Coutarda, przepuszczone przez agresywny montaż. Żadnej stabilizacji : długie pojedyncze ujęcie [spacer po Polach Elizejskich, scena w sypialni Patricii, scena ostatnia, kiedy Michel biegnie rozpaczliwie ulicą, postrzelony w plecy], za chwilę kamera na moment zatrzymuje się, a za moment następuje seria "jump-catowych" cięć [np. w rozmowie Patricii ze swoim szefem w kawiarni]/ Zupełny mętlik, ale tak to jest podane, ze zupełnie nie powoduje poczucia dyskomfortu.

        Michel jest dokładnie jak cała Nowa Fala - wolny do przesady. Nie interesują go konwencje, normy i zasady. "Masz taki błysk w oku, i z powodu tego błysku chcę się z tobą przespać", mówi do Patricii. A ona mu się wymyka. "Wsszystko komplikujesz", mówi zdegustowany. A za chwilę "Chcę się z tobą przespać, bo jesteś taka piękna", ona "Wcale nie jestem", na to on "Więc, chcę się z tobą przespać, bo jesteś taka brzydka" :] Potrzeba transportu do Paryza - kradnie auto. Brakuje pieniędzy - okrada jakiegoś gostka w toalecie. Swoboda ocierająca się o anarchizm. A jednocześnie jest to absolutnie bohater romantyczny, może nawet bez 'jednocześnie" :] Nie umie wyjechać i zostawić Patricii, mimo że wie, iż ona go nie kocha, a na dodatek doniosła na niego policji i zaraz mogą go aresztować.

        Ona jest zupełnie inna. MIchel chce żyć chwilą, a ona ma plany związane z karierą. Po wywiadzie z pisarzem na lotnisku i pochwałach szefa, zwielokrotnione. Spotkanie z Michelem jest przygodą, ale na moment, na chwilę, odskocznią. Niczym ponad to.

        "Doniosłam na ciebie policji, bo cię nie kocham. Nie byłam pewna swoich uczuć, ale jeśli umiałam ci to zrobić, to znaczy że cię nie kocham", mówi Michelowi. Mimo że wcześniej oznajmiała, że brzydzi się donosicielami. W ogóle, nie jest niczego pewna. Nie chce jechać z Michelem do Włoch, ale za chwilę mówi, że go kocha. Kradnie z nim auto, ale za moment wydaje go policji. Jest nieobliczalna, bardziej niż on. MOże to kwestia jej wahania, o którym mówi w powyższym cytacie, ale może to tylko dosztukowywanie idelogii do własnej niestabilności emocjonalnej, braku poglądów, niesprecyzowanej osobowości.

        To się nie mogło udać. Wolny duch i racjonalistka z kariera. Mogła z tego być ciekawa huistoria filmowa, ale nie mogło być happy endu. "miłośc nie moze być szczęśliwa", mówi Michel i ma rację. Patricii pozostaje zastanawianie się nad tym, czy "[to] wstrętne", ostatnie słowo umierające na paryskim bruku Michela, odnosiło się do niej, jej zachowania, czy też niekoniecznie.

        Widać w każdym momencie miłośc do kina Godarda i wszystkich innych. Zabawę kinem. Pasję tworzenia, która rozsadza panujące reguły, celowo im zaprzecza i gra na nosie. Częściowo wymuszoną skromnymi środkami finansowymi, ale kiedy nie ma pieniędzy, to budzi się wyobraźnia. Kamera w ruchu, naturalne światło, dopuszczenie dźwięków z otoczenia [przejeżdzajace auto wcina się w dialog w mieszkaniu Patricii, gwizd samolotów na lotnisku podczas rozmowy z pisarzem], żadnych ustawianych scen, wejście w żywe życie miasta, ulic, zupełny brak scenariusza, sceny są do siebie doklejane niejako, chociaż jakiś ogólny zarys fabuły jest obecny.

        Jeśli ktoś szuka filmów, z których aż wyziera miłośc do kina, nie może znaleźć nic lepszego od "Do utraty..." :]
    • siostra_bronte "Turysta" 07.11.15, 14:12
      W Ale kino o 22.25. Film szwedzkiego reżysera Robena Ostlunda z 2014 r. Był nawet w kinach. Rodzina wyjeżdża na narty w Alpy. Zejście lawiny rozpoczyna rodzinny dramat...Zapowiada się bardzo ciekawy seans. Maraton z filmami reżysera rozpocznie się o 18.15. Będą pokazane filmy "Mimowolnie" i "Gra", ale nie dam rady ich obejrzeć.
      • grek.grek Re: "Turysta" 07.11.15, 16:28
        czytałem o tym filmie kiedyś, zapowiada się znakomicie.

        widziałem "Grę", gdzieś powinna być w archiwum, o innych filmach pana rezysera generalnie nie mam pojęcia :]

        udanego seansu, Siostro :]
        i mam nadzieję na Twoją recenzję :]
        • siostra_bronte Re: "Turysta" 08.11.15, 14:27
          O, zapomniałam, że pisałeś o "Grze".

          Obejrzałam. Bardzo ciekawe kino, chociaż nie do końca mnie przekonało.

          Szwedzkie małżeństwo, Thomas i Ebba razem z dwójką dzieci jadą na narty w Alpy. Widać, że są zamożni, bo mieszkają w luksusowym ośrodku. Pierwszy dzień mija bardzo przyjemnie.

          Ale drugiego dnia (kolejne części filmu są zatytułowane: dzień pierwszy, drugi, itd...) dochodzi do dramatycznego wypadku. Kiedy rodzina je obiad na tarasie restauracji ze zbocza naprzeciwko schodzi tzw. kontrolowana lawina. Siedzący goście są pod wrażeniem, robią sobie zdjęcia. Ale lawina zbliża się coraz bardziej, jakby miała uderzyć w restaurację. Robi się biało, kompletny chaos, ludzie w panice uciekają z tarasu. Thomas łapie komórkę i też ucieka. Ebba chwyta dzieci i woła męża, bez skutku. Pada na ziemię razem z dziećmi. Po jakimś czasie wszystko się uspokaja. Śnieżny pył opada, ludzie wracają na taras.

          Wraca także Thomas. Dopytuje żonę i dzieci czy wszystko z nimi w porządku. Ebba potakuje ale do końca posiłku już się nie odzywa. Potem widać, że jest poddenerwowana, ale nie mówi wprost o co chodzi.

          Wieczorem para je kolację z parą innych gości. Rozmawiają sobie miło, aż nagle Ebba mówi o wypadku z lawiną. Najpierw w żartobliwy sposób komentuje, że mąż tak się przestraszył, że aż uciekł zostawiając ją z dziećmi. Para znajomych jest oczywiście zakłopotana, nie wiedzą co powiedzieć. A Thomas próbuje się tłumaczyć, że wcale tak nie było, on zapamiętał wszystko inaczej...

          Po kolacji para oczywiście się kłóci. Thomas ma pretensje, że wyciągnęła ten temat przed obcymi ludźmi. Ebba wyciąga rękę na zgodę, rzeczywiście nie powinni się tak zachowywać. Było dramatycznie, ale wszystko skończyło się dobrze. I tego będą się trzymać. Wydaje się, że sprawa zakończona.

          Ale widać, że Ebbę wciąż to gryzie. Następnego dnia prosi męża, żeby został z dziećmi, a ona sama pojedzie na stok, potrzebuje samotności. Thomas zgadza się bez problemu.

          Kolejnego dnia do ośrodka przyjeżdża przyjaciel Thomasa, o wyglądzie wikinga, Mats, razem ze swoją dziewczyną, Fanni. Para przychodzi do Thomasa i Ebby na kolację do ich pokoju. I znowu, jest miło i przyjemnie. Aż Ebba mówi, że wczoraj przeżyli lawinę. Thomas patrzy na nią z wyrzutem. Znowu zamierza to wałkować??

          Ebba opowiada o tym co się wydarzyło. Tym razem już nie ukrywa jak to ją dotknęło, zaczyna płakać. Mats i jego dziewczyna nie wiedzą co robić, jak się zachować. Mats próbuje jakoś tłumaczyć to co się stało. W sytuacji zagrożenia w człowieku dochodzą do głosu pierwotny instynkt przetrwania. Wtedy można zachować się całkowicie sprzecznie ze swoimi przekonaniami...Może Thomas zachował się tak po to, żeby potem ewentualnie ratować dzieci...Czy to co razem przeżyli, te wszystkie lata mają być przekreślone przez tę jedną chwilę?

          Ale Ebba nie wydaje się przekonana. I dodatkowo ma pretensje do Thomasa, że nie chce się przyznać do tego co zrobił.

          Nieszczęsny Thomas próbuje się bronić. To wyglądało inaczej niż opowiada Ebba, wcale nie uciekał, w butach narciarskich to zresztą niemożliwe...Ebba sięga po ostatni argument, na komórce na pewno coś się nagrało. Musi to zobaczyć, żeby mieć pewność. I faktycznie na filmiku widać (my tego nie widzimy), że Thomas ucieka...

          Po kolacji Mats i Fanni rozmawiają o tym co się stało. Fanni wyrywa się: "Ciekawe jakbyś ty się zachował. Pewnie też byś uciekł". Mats nie wierzy własnym uszom. Jest dotknięty brakiem zaufania z jej strony. Fanni próbuje przepraszać, ale nie rozumie jak to go dotknęło. Kłócą się przez pół nocy...

          Następnego dnia Thomas i Mats jadą sami na narty. Gdzieś poza szlak, gdzie mogą poszaleć, z daleka od męczących pań :) Mats radzi przyjacielowi, żeby sobie pokrzyczał na cały głos, bo to przynosi ulgę. I Thomas najpierw niepewnie a potem na cały regulator wrzeszczy: "niech to wszystko szlag trafi!!" :)

          Przez kolejne dni Thomas i Ebba traktują się z dystansem (co widzą także dzieci), ale wystarczy iskra, żeby wszystko wybuchło. I w pewnym momencie, kiedy Ebba odrzuca jego zaloty, Thomas nie wytrzymuje. Mówi żonie, że wie, że jest nim rozczarowana, ale on czuje to samo. Nie potrafi sobie tego wybaczyć. I tak, wcale nie jest ideałem, kłamał, oszukiwał...Thomas dostaje ataku histerii, Ebba z trudem go uspokaja. Kiedy dzieci widzą płaczącego ojca przytulają się do niego i proszą matkę by zrobiła to samo. Ale Ebba się nie rusza, dopiero córka przyciąga ją niemal siłą. Mamy więc jakieś katharsis...

          Ostatniego dnia cała rodzina jedzie na stok. Ale wybierają jakiś odległy szlak, pogoda jest marna. W trakcie zjazdu Ebba gdzieś znika. Thomas biegnie na pomoc i przynosi ją na rękach. Wydaje się, że Ebba specjalnie to zaaranżowała, żeby mąż mógł "odkupić" winę, a przed dziećmi znowu być bohaterem...

          Rodzina opuszcza ośrodek. Wyglądają tak, jakby przezwyciężyli swoje problemy i znowu są jedną drużyną...Jadą autobusem krętą drogą, a kierowca ma duże problemy. Pasażerowie krzyczą ze strachu przy kolejnych zakrętach. Ebba głośno zwraca uwagę, żeby prowadził ostrożniej, ale kierowca wyraźnie nie daje sobie rady.

          Przy kolejnym dramatycznym manewrze, tuż nad przepaścią Ebba nie wytrzymuje i karze kierowcy się zatrzymać. Pierwsza wybiera z autobusu, nie oglądając się na rodzinę. A Mats steruje wyjściem pasażerów, żeby się nie podeptali. Potem wszyscy idą drogą w dół...Po tej scenie między Thomasem i Ebbą jest "remis", bo sama uległa emocjom, ale nie wygląda na to, żeby zdawała sobie sprawę z tej analogii...

          Ciekawa historia i sam temat. Mężczyzna nie ma prawa do słabości, musi być dzielny i odważny. Tego oczekuje od męża Ebba. Rozumiem, że była rozczarowana jego zachowaniem, ale kurcze, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Im dłużej trwał film tym Ebba ze swoją skwaszoną miną była coraz bardziej irytująca. Przyznam, że moja sympatia była jednak po stronie Thomasa :)

          Sam temat wydaje mi się jednak nadmiernie rozdmuchany. Naprawdę można tylko pozazdrościć tej rodzinie, że ma tylko takie problemy!

          Fajnym pomysłem było wykorzystanie fragmentów "Wiosny" z "Czerech pór roku" Vivaldiego. Zaskakująco dobrze pasowała do zimowego krajobrazu i budowała nastrój niepokoju, jakby miało się wydarzyć jeszcze coś bardziej dramatycznego.

          Tutaj trailer:

          www.youtube.com/watch?v=WAyNmSd8SaQ









          • grek.grek Re: "Turysta" 08.11.15, 15:28
            dzięki, Siostro :]
            świetna opowieść !

            nie może być inaczej, musi paść pytanie : jak ja bym się zachował ? :] to jest zaleta, i przekleństwo, takich filmów. Nie tylko ich zresztą. Poszlibyśmy do Powstania czy nie ? Wzięli milion dolców ze znalezionej w krzakach torby czy odnieśli na policję ?

            doświadczenie uczy, że im mniejsze szanse na spotkanie oko w oko z podobnym dylematem - tym większa ochota, by popisywac się domniemaną cnotliwością :]

            przyjaciel Thomasa Mats, mówi słusznie o instynkcie samozachowawczym, który bierze górę w takich sytuacjach. Nie w hollywoodzkich filmach, ale w realnym życiu. Człek łapie nogi za pas i chodu. Zapomina czasami, że wypadałoby pomyśleć o innych.

            A z drugiej stronie, żonie Thomasa w ogóle się nie dziwię. Ten jej "rewanż" jest taki trochę jakby mniej okazały, nie sądzisz ? Jednak lawina to było coś naprawdę mocnego i było najpierw :]

            Ciekawe, czy Thomas od początku miał wyrzuty sumienia, a jedynie je tłumił, czy nie miał ich do końca, a to co się objawiło w rozmowie z Matsem, to wynik presji jaką nonstop wywierała na niego żona, hodując w nim coś na kształt wyrzutów, uświadamiając mu winę, której on tak naprawdę w ogóle nie poczuł sam z siebie ?

            Babka ma wiele racji. To jest właśnie interesujący paradoks tej historii, wg mnie. jego zachowanie jest zrozumiałe, na poziomie reakcji niejako zwierzęcych, ale i głęboko ludzkich, lecz i jej rozczarowanie mężem też jest bardzo racjonalne. Gośc czmychnął gubiąc meszty i w ogóle się nie obejrzał. ratował tylko komórkę :] I naprawdę trudno bronić go faktem,że nawiewał w narciarskich butach ;]

            Na ile kultura wygrać może z naturą w człowieku ? Natura podpowiedziała "wiejemy !", kultura domagałby się jednak mechanicznego niemal rzutu oka w stronę najbliższych i dbałości o ich bezpieczeństwo na równi z własnym. Czy można w ogóle znaleźć jednoznaczną odpowiedź ?

            Moim zdaniem, nie może być kategorycznej odpowiedzi, bo natura i kultura są ze sobą powiązane w supeł. U Thomasa wygrywa jedna strona, u kogoś innego druga weźmie górę, i w żadnym przypadku nie będzie to miało wiążącego charakteru. Tak sobie myślę, że jakby zrobić eksperyment i przed podobnym dylematem postawić 100 osób, to wynik byłby niemal idealnie remisowy.

            film jest szwedzki, wiec tak sobie wyobrażam, że tworzy to pole do dodatkowej interpretacji. Szwedzkie społeczeństwo uchodzi za wysoce rozwinięte. Zatem,, zachowanie Thomasa dowodzi, że wystarczy mocniej tupnąc nogą, a nawet wypasiony kulturalny na codzień człek odwołuje się od razu do swojej najprymitywniejszej składowej dna :]
            Z drugiej strony, i to jest dopiero sensacyjne, z łatwością można sobie wyobrazić, że ktoś wyrastający ze społeczności znacznie "gorzej" postrzeganej niż szwedzka - w sytuacji ekstremalnej okazałby się prawdziwym bohaterem :]

            dzięki raz jeszcze, Siostro :]
            • pepsic Re: "Turysta" 08.11.15, 18:10
              jakby zrobić eksperyment i przed podobnym dylematem postawić 100 osób, to wynik byłby niemal idealnie remisowy.
              Mam wątpliwości. Matki zostały wyposażone przez naturę w instynkt macierzyński. W sytuacjach kryzysowych reagują błyskawicznie chroniąc potomstwo, a gdy trzeba potrafią, jak kotki "rzucić sie do gardła".

              Wydaje mi się, że z udziałem w powstaniu nie miałabym problemu. Większy z milionem dolarów, hm... bałabym sie mafii.
              • barbasia1 Re: "Turysta" 08.11.15, 19:59
                pepsic napisała:

                > jakby zrobić eksperyment i przed podobnym dylematem postawić 100 osób, to w
                > ynik byłby niemal idealnie remisowy.

                > Mam wątpliwości. Matki zostały wyposażone przez naturę w instynkt macierzyński.
                > W sytuacjach kryzysowych reagują błyskawicznie chroniąc potomstwo, a gdy trze
                > ba potrafią, jak kotki "rzucić sie do gardła".

                Zgadzam się.
              • grek.grek Re: "Turysta" 09.11.15, 11:05
                może więc wynik hipotetycznego badania byłbu uzależniony od proporcji obecności w nim kobiet i mężczyzn :]

                ciekawe, ile żon chciałoby ratować swoich męzów, i ilu mężow - żony ? ;]
          • pepsic Re: "Turysta" 08.11.15, 17:57
            Odczucia mam identyczne. Lawina to ułamek sekundy, kiedy nie ma czasu na spekulacje, kiedy instynkt bierze górę, nie rozum. Tak, babka była irytująca z tym doskonałym pojmowaniem świata. Widać nigdy w życiu nie nalało jej się do ...

            Tak między nami... trochę zalatywało nudą.
            :)
    • grek.grek "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 07.11.15, 16:40
      premierowo :]

      gośc jest poetą, i postanawia zarabiać na życie prowadzeniem małej mobilnej budki z wegetariańskim jedzeniem. Znajduje przyjaciół i uczucie, ale jednocześnie staje się celem
      złowrogich sprzedawców fast foodów :]

      wygląda na kolejną amerykańską komedią rodem z Sundance, wykonaną na poły chałupniczymi metodami. pan Paul Gordon pełni tutaj rolę scenarzysty, reżysera i aktora w roli głównej. MOzna podejrzewać, że supporting cast zagrał po znajomości... ale takie kino bywa lepsze i mądrzejsze od napuszonych "dzieł mistrzów" albo produkcji za cięzkie miliony, co jest myślą średnio odkrywczą :]

      warto spróbować, nie sądzicie ? :]

      • grek.grek Re: "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 08.11.15, 10:29
        zdecydowaliście się ? :]

        Ponoć ten film kosztował 25 tys dolarów. Widać. JAkkolwiek, nie ma to żadnego znaczenia. 80 % sumy zapewne pochłonął katering ;]

        Tytuł jest przewrotny, bo na to, by tytułowy Poeta zaczął być Szczęsliwym, trzeba czekać do samego końca filmu. Przez cały dystans poprzedzający ostatnie... sekundy - Poeta sprawia wrażenie całkowicie nieszczęsliwego, a także wyjętego z kontekstu, czymkolwiek ten kontekst jest.

        Cudem jakiś dostaje 750 dolców pożyczki bankowej na rozkręcenie interesu ze sprzedażą wegeteriańskiego jedzenia z budy na kołkach, kupionej na raty od podejrzanego znajomka. I
        zaczyna handlować w urokliwych okolicznościach przyrody miejskiego parku.

        Ludzie podchodzą do tej jego budki i machinalnie zamawiają hot doga, na co on odpowiada, że nie ma hot dogów. Zamiast nich są warzywne czipsy, sałatka jajeczna bez jajka, jabłka, hot dogi z tofu i inne specjały, których nazw nawet nie zdołam powtórzyć, a zanotować nie zdążyłem.

        Pierwszy dzień jest do chrzanu. Nikt nic nie kupił, a obdarowany "na zachętę" kanapką klient wyrzuca ją dyskretnie do kosza. I byłby się BILL [tak ma na imie] załamał, gdyby nie klient, ktory pojawia się w ostatnim momencie. Kupuje do niego pół kanapki, od razu zjada i twierdzi, że mu smakuje.

        Bill wraca więc następnego dnia w to samo miejsce i idzie mu zaiste lepiej. Tutaj film na długie momenty zamienia się w serię scen, w których kolejni klienci podchodzą i chcą coś kupić. Jedni akcepotują ofertę, inni odchodzą zawiedzeni, że jednak nie ma hot dogów.

        Teren wokół budki staje się miejscem spotkań i rozmów. Najczęsciej Billa odwiedza Donny, jego kolega, a prywatnie diler marihuany. Ten który jako pierwszego dnia uratował mu samopoczucie, hipis pod 50-tkę, też przychodzi, właściwie siedzi tam cały czas. Biorąc pod uwagę, że Poeta Bill, to typ niedojrzałego, lekko d...powatego 35-latka w tiszercie - jest tutaj klasyczny zestaw bohaterów kina niezależnego z Ameryki.

        Bill prowadzi interes w sposób tragiczny : rozdaje kanapki za darmo, zwłaszcza Agnes, miłej blondynce, która pojawia się codziennie oraz hipisowi pod 50-tkę. Codziennie robi zakupy u stałych dostawców, ludzie zaczynają go lubić, może za ten flegmatyczno-warzywny styl bycia ?, generalnie klientela rośnie, bo jedzenie jest ekologiczne, schludnie zapakowane i chyba im smakuje.

        Zdarzają się nawet zamówienia, które rozwozi Donny, dumny posiadacz skutera.

        Problem w tym, że zyski są żadne :] CO z tego, że Bill zaczyna się umawiać z Agnes, że ludzie lubią jego budę, a Donny uczciwie robi marketing i rozdaje ulotki na ulicach... Nie da się zrobić zysku, jesli koszta przewyższają cenę, a dodatkowo połowa towaru idzie za free.

        Wreszcie Bill zostaje z ostatnimi 30 dolcami i nie jest w stanie dalej działać. Z bólem serca zaczyna pobierać opłatę nawet od Agnes, co z kolei u niej powoduje ból serca, jak u każdego, który stołował się za darmo i nagle został poproszony, żeby jednak zapłacić, bo firma upada.

        Cięzkim ciosem dla Billa [można przypuszczac, bo on sam zanim się zbierze do reakcji, to pół filmu minie] jest koniecznośc przejścia na prawdziwe hot dogi celem ratowania swojego biznesu. Zabawne,że tak jak na początku ludzie odchodzili zawiedzeni, że zamiast bułek z parówką chłop sprzedaje jakieś zielsko, tak teraz klientela markowego Szczęsliwego Poety [nazwa firmy, tzn. budy, hehe] odchodzi z wyrazem rozczarowania na twarzy.

        POeta Bill podłamuje się. A gwoździem do trumny jest informacja, że te zamówienia zewnętrzne, które przychodziły seriami, tylko częściowo dotyczyły jedzenia z jego budki. Zdecydowanie bardziej chodziło o to, że były one doskonała przykrywką dla marihuanowego interesu Donny'ego. Po prostu Donny dorzucał skręty do kanapek i dlatego klienci je kupowali. Bill jest urażony, bo oczywiście wiadomo, że klienci kupowali te kanapki z powodu skrętów, a nie skręty z poowdu kanapek :]

        Relacja z Agnes się rozpada, Bill przestaje bywać z budą w swoim miejscu... I nagle zdarza się cud. Donny odkrywa, że ten ich Hipis pod 50-tke, który zawsze wcinał za friko, i zawsze miał pusty portfel, to jest... syn jakichś wypasionych rodziców i ma dzianego szwagra, który szuka interesu, w który m/ógłby zainwestowac. "Czemu nie płaciłeś nigdy Billlowi ?"< pyta Donny, a Hipis odpowiada "Rany, nie wiedziałem, że on tak cienko przędzie... nie płaciłem, bo bałem się, ze go tym urażę".

        Oczywiście, Hipis umawia Billa z tym szwagrem. Szwagier jest eleganckim człowiekiem w koszulce polo, trochę podpuszcza Billa powątpiewając w szanse powodzenia tego biznesu, a przede wszystkim - w to, ze Billy SAM wierzy w sukces... i wtedy drugi cud - Bill się wreszcie denerwuje, i odpowiada "Ja wierzę ! I zrobię to ! i całuj mnie w d...!". Po czym opuszcza willę Hipisa [rodziców Hipisa, hehe, chwilowo będących na wyjeździe], a szwagier znacząco się uśmiecha do siebie.

        I wygląda na to, ze szwagier zainwestował w interes Billa. Dzięki czemu Bill może spłacić pożyczkę, oddać ostatnią ratę za wózek,którego... w ogóle już nie potrzebuje.

        Wiecie dlaczego ?

        Bo... 8 miesięcy później Bill ma już własną restaurację pod wywaloną wołami na ścianie nazwą Happy Poet. Ruch jest, ludziska kupują, a Bill po raz pierwszy przestaje dukać, uśmiecha się i wygląda na szczęsliwego. Podobnie jak jego dwaj wspólnicy : Donny i Hipis.

        A Agnes jest w ciąży :]

        ot, mała stabilizacja american way ;]
          • grek.grek Re: "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 08.11.15, 16:12
            prawda, Barbasiu :]

            tak właśnie się zastanawiałem, czy ten Billy, który przez sześc duknięć i cztery chrząknięcia zbiera się do każdego wypowiedzianego zdania, to postać ironiczna, grająca na nosie przyzwyczajeniom widza, który niezależne kino filtruje przez róznych wygadanych [zwłaszcza po skręcie, hehe] "dudes" czy po prostu sam reżyser-scenarzysta-aktor główny we własnej postaci ?

            a swoją drogą, zauważyłaś, że w tym filmie triumfuje wizja kapitalistycznego formatowania, w której człowiek wart jest tyle, ile ma kasy ? :} w pewnym momencie, Billy mówi, że rozstał się z poprzednią dziewczyną, bo "Nie miałem pieniędzy i miałem siebie za nic, a ona miała za nic mnie". Ekologiczne, uczciwe stoisko ze zdrową żywnością przegrywa na wolnym rynku, zwycięza za to kasa wpakowana w BIZNES. I ten biznes i KASA z niego płynąca czynią Billa szczęsliwym.

            Przyznam bez bicia, że szedłem dośc stereotypową ścieżką oczekiwań i wypatrywałem na ekranie wyluzowanego, uśmiechniętego i energetycznego DUDE, który zacznie od zera, ale wcale nie dojdzie do milionera, a nawet to sukcesu finansowego, ale sukcesem będzie dla niego możliwość obcowania z ludźmi i ich inspirowania. Przy okazji ugra kilka swoich spraw, pozna dziewczynę, która nie będzie się obrażała,że musi zapłacić za kanapkę [hehe], i generalnie wartośc całej historii zasadzać się będzie na jej humorze.

            a tutaj taka niespodzianka... :]]
            • barbasia1 Re: "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 08.11.15, 17:00
              IMO Postać poety-Billego idealnie wpisuje się w kino niezależne, które przecież hołubi postaci oryginalne, indywidualistów, różnej maści dziwaków, odszczepieńców, freaków, geeków, itd.

              Sądzę, że to jednak kreacja aktorska, a nie sam reżyser-scenarzysta-aktor główny we własnej postaci w skali 1:1. :) Choć nie wykluczam, że pan reżyser-scenarzysta-aktor czerpie inspirację, ze swojego życia.

              Tak , coś w tym jest. Małe ekologiczne, uczciwe stoisko ze zdrową żywnością nie ma przyszłości. Albo zbankrutuje, z powodu zbyt wysokich kosztów, albo przegra na wolnym rynku z dużą korporacją ten sam produkt sprzedającą.


              > Przyznam bez bicia, że szedłem dośc stereotypową ścieżką oczekiwań i wypatrywał
              > em na ekranie wyluzowanego, uśmiechniętego i energetycznego DUDE, który zacznie
              > od zera, ale wcale nie dojdzie do milionera,

              Prawdę mówiąc, dokładnie tak samo "stereotypowo" myślałam , tak samo wyobraziłam sobie ten film przed seansem. :))

              • grek.grek Re: "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 08.11.15, 17:27
                możliwe :]
                wiele przemawia za Twoją interpretacją, Billy ma w sobie sporo z "dudes", tylko jego dystans i wycofanie są jakieś niepasujące do... stereotypu [zapewne], co ma swoje dobre strony.

                yes :]
                tutaj Billy ponosi porażkę, bo rozdaje na prawo i lewo, wszystkim próbuje robić dobrze, tylko nie samemu sobie. Czyżby to była sugestia, że aby odnieśc sukces konieczny jest bezwzględny egoizm i mniej lub bardziej subtelnie brutalna egzekucja należności, a zbyt miękkie serce to gwarancja klęski ? :]]

                w sumie, trudno orzec w jaki sposób Billy sukces jednak odnosi, bo jest przeskok czasowy "8 months later...", niemniej wygląda na to, że kluczem było wytworzenie w Billym wiary we własne możliwości. Jak to widzisz ?

                hehe, no to się daliśmy wpuścić ;]
                ale wyszło chyba nieźle, prawda ? przyjemne zaskoczenie takie.
                • barbasia1 Re: "Szczęśliwy poeta" w Kulturze [20:20, 1:35] 08.11.15, 18:40
                  Tak, lekko odklejony od rzeczywistości. Stereotypowy poeta. To miałam na myśli pisząc stereotypowości głównego bohatera, żeby była jasność. :)

                  > Czyżby to była sugestia, że aby odnieśc sukce
                  > s konieczny jest bezwzględny egoizm i mniej lub bardziej subtelnie brutalna egz
                  > ekucja należności, a zbyt miękkie serce to gwarancja klęski ? :]]

                  Tak mi się wydaje. :)

                  > w sumie, trudno orzec w jaki sposób Billy sukces jednak odnosi, bo jest przesko
                  > k czasowy "8 months later...", niemniej wygląda na to, że kluczem było wytworze
                  > nie w Billym wiary we własne możliwości. Jak to widzisz ?

                  To też, ale i pomogło na pewno wsparcie , pomoc porządnych kolegów i uczciwych wspólników (cud!). Oraz pomoc speca od biznesów, szwagra hipisa. Oraz kasa na rozkręcenie biznesu od hipisa?

                  Właśnie. :))
                  Tak, podobało nam się, ale z lekkim takim niedosytem pozostajemy. Można tak powiedzieć? :)

                  Greku, znalazłam wywiad (po angielsku) z Paulem Gordonem na temat. Na razie tylko rzuciłam okiem, ale zamierzam przeczytać i Tobie polecam i linkuję.
                  news.moviefone.com/2010/03/13/sxsw-interview-happy-poet-writer-director-star-paul-gordon/