Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 2 (vol. 64)

31.01.16, 19:13
zakładam już dziś, żeby już od rana jutro było gdzie zapisywać wrażenia i propozycje :)

Luty w tym roku o jeden dzień dłuższy ;), a do tego pod koniec Oscary i nasze forumowe typowanie - nie mogę się już doczekać :)
Obserwuj wątek
    • siostra_bronte "Dumni i wściekli" 01.02.16, 01:13
      Jaki to fajny film :) Komedia Matthiew Warchusa z 2014 r. Fabuła oparta na faktach.

      Akcja zaczyna się w 1984 r. Rządy Thatcher. Trwa strajk górników (władze chcą zamknąć 10 kopalni, przez co pracę straci 10 tys. ludzi). Grupa gejów i lesbijek w Londynie wpada na pomysł, żeby zebrać dla nich pieniądze. Chcą je przekazać, ale związek zawodowy górników nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Postanawiają więc załatwić to bezpośrednio. Wyszukują wioskę w Walii i kontaktują się z komitetem strajkowym. Do Londynu przyjeżdża przedstawiciel górników z owej wioski. Dziękuje za wsparcie.

      Ale w komitecie strajkowym jest podział, niektórzy nie zgadzają się na tę pomoc, oczywiście z powodów ideologicznych.

      Jednak kilka pań z komitetu ma taką siłę przebicia, że zapraszają grupę z Londynu do siebie, żeby im podziękować za pomoc. Geje i lesbijki w liczbie bodajże 10 osób przyjeżdżają busikiem. Idą do lokalnego centrum, gdzie zbierają się mieszkańcy (wygląda to jak dom kultury). Zostają ciepło przywitani przez grupę z komitetu strajkowego. Ale mieszkańcy witają ich chłodno. Część wychodzi w ramach protestu. Jednak udaje się przekonać tych, którzy zostali, że powinni razem walczyć o swoje prawa.

      Tutaj ta świetna scena:

      www.youtube.com/watch?v=qNQs6gSOkeU

      Akcja zbierania pieniędzy, a także żywności rozkręca się pod hasłem LGSM (geje i lesbijki wspierają górników). W tle słyszymy informacje z tv, że strajk trwa już 10 miesięcy. Przy kolejnej wizycie, jak można się domyśleć, członkowie komitetu i goście z Londynu coraz bardziej zaprzyjaźniają się ze sobą. Są nawet wspólne tańce :)

      Oczywiście, niektórzy mieszkańcy nie są z tego zadowoleni i otwarcie kontestują przybyszów. Jedna babka z komitetu chce im dać nauczkę i dzwoni do gazety, żeby o wszystkim opowiedzieć. Na pierwszych stronach pojawia się tytuł: "Zboczeńcy wspierają górników". Górnicy tak nisko upadli, że muszą szukać ich pomocy!

      Robi się afera. Z jednej strony cały kraj wie teraz o akcji, ale z drugiej "góra" strajkujących nie jest zadowolona z takiego rozgłosu. Ma się odbyć głosowanie w komitecie czy dalej przyjmować pomoc LGSM.

      Tymczasem grupa z komitetu przyjeżdża do Londynu, aby pomóc przy organizacji koncertu wspierającego górników. Przy okazji panie z komitetu, w tym jakaś urocza babcia, robią nocą trasę po klubach gejowskich, żeby się zabawić :) Wracają do domu pijane i w świetnych nastrojach :)

      Kiedy wracają do wioski czeka ich przykra niespodzianka. Wcześniej niż planowano miało miejsce głosowanie w komitecie. W niepełnym składzie przegłosowano rezygnację z pomocy gejów i lesbijek. Jedna z pań, która właśnie wróciła, z wściekłością rzuca torbę pełną uzbieranych pieniędzy, a potem mało nie wdaje się w bójkę. Klęska.

      Prawie po roku górnicy przerywają strajk. Widzimy smutny pochód górników w wiosce, niosących tradycyjne chorągwie.

      I ostatnie sceny. Londyn, za chwilę rozpocznie się parada równości. Grupa naszych bohaterów chce wyciągnąć transparenty wspierające górników, ale policja nie chce polityki na paradzie. Nagle przyjeżdża bus z grupką z komitetu strajkowego. Jest też urocza babcia. Co więcej, pojawiają się autobusy z górnikami z wioski, którzy chcą w ten sposób podziękować za wsparcie. I tę paradę naprawdę (jest o tym info w napisach) otworzyli walijscy górnicy razem ze swoimi chorągwiami. Piękne.

      Mogę tylko powtórzyć za Angazetką. Ciepły, zabawny, podnoszący na duchu film. Są tu też wątki dramatyczne, jak wątek chłopaka, który musi opuścić swój dom po coming oucie, czy też wątek AIDS. Ale przede wszystkim to komedia. A na serio, pochwała ludzkiej solidarności. Brakuje takich filmów!

      Jak zwykle w brytyjskim kinie znakomite aktorstwo. Niezawodny Bill Nighy, Imelda Staunton, Andrew Scott i cała gromada aktorów drugiego planu, których nazwisk nie znam, ale wszyscy są świetni.

      I jeszcze ta muzyka z czasów mojej wczesnej młodości :)

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=vsFY0wHpR5o
      • grek.grek Re: "Dumni i wściekli" 01.02.16, 13:32
        dzięki, Siostro, za świetny opis :]

        teraz sobie przypominam, że czytałem gdzieś o tym filmie, kiedy wchodził do kin. Ze skruchą przyznaję, że musiałem gdzieś przegapić recenzję Angazetki, co oczywiście za chwilę naprawię.

        Historia zaiste filmowa. Czarno-różowa :] ALbo -tęczowa.
        I oczywiście z happy endem, który pokazuje, że człowiek człowieka zawsze zrozumie, wystarczy że się trochę otworzy. Bo te wszystkie, albo bardzo wiele, róznic, to wyssane z palca głupstwa. Ludzie w te róznice wpadają, kiedy sami nie myślą, a dają siebie samych wymyślać propagandzie i indoktrynacji różnych faszystów z instytucji albo partii, którym na rękę jest dzielenie ludzi, by nimi łatwiej rządzić.

        Może nawet jest tutaj głębsze przesłanie - że to ludzie, społeczeństwo, musi wychować polityków, kościół i inne organizacje. Własnie za pomocą jednoczenia się przeciw podziałom, wytrącając im z ręki instrumenty wpływu. Niech się zajmują poprawianiem warunków życia, działania, rynku pracy, niech głoszą z ambon równośc i braterstwo, zamiast lać zatrutą wodę.

        świetnie wygląda rzecz cała w Twoim opisie, i na linkowanych fragmentach :]

        Mam nadzieję, ze wkrótce w którymś z głównych kanałów.
        Obejrzę niezawodnie :]

        Dzięki za pyszną opowieśc, Siostro :]
    • grek.grek "Z tobą i bez ciebie" via TVP Kultura [wczoraj] 01.02.16, 12:56
      interesujący film z [nie]oczekiwaną puentą.

      Chronologia jest tutaj lekko zaburzona. Najpierw widzimy kobietę wymykającą się z jakiegoś budynku. Wygląda na przestraszoną, ni to biegnie, ni to idzie, ni to PODbiega... Wraca do domu. Kładzie się do łózka, zasypia. Potem się budzi, ubiera, robi dokładny makijaz. Idzie do pracy. Czyli, do szpitala, gdzie jest lekarką. Tam dowiaduje się, że może jeszcze o jeden dzień przedłużyć URLOP, bo na razie "nie jest potrzebna".

      A zarazz później odwiedza ona komisariat policji, gdzie chce 'złożyć zeznania w sprawie porwania i przetrzymywania". Oficer zaprasza ją do pokoju i teraz cofamy się w czasie i dowiadujemy się, co takiego wydarzyło się z bohaterką w ciągu ostatnich kilku dni.

      Yes. Wzięła urlop, i już pierwszego dnia została porwana spod własnego domu, a właściwie - z klatki schodowej kamienicy, w której mieszka. Jakiś mężczyzna silnym chwytem zza pleców obezwładnił ją, uśpił chloroformem, a potem obudziła się w zamkniętym pomieszczeniu, w nieznanym sobie budynku.

      Porywaczem okazuje się młody mężczyzna, na oko 35 lat. Młodszy od niej.

      Od tej pory, przez 45 minut akcja polega na krótkich spotkaniach porywacza i porwanej, kiedy on przychodzi do niej do pokoju.

      Porywacz najpierw zachowuje się gniewnie i milczy. Anna, bo tak ma na imię bohaterka, nie panikuje, nie lamentuje, przyjmuje sytuację na klatę i czeka na rozwój wypadków. Dostaje od niego jedzenie, dostaje koc do spania, ale już na przykład nie dostaje wody do picia, a nawet lepiej - porywacz demonstracyjnie ją wylewa z kubka tuż przed jej nosem. Poza tym, do załatwiania potrzeb fizjologicznych Anna ma wiadro, a myć się może tylko w zimnej wodzie.

      Owszem, Anna próbuje go okiwac. Wyskoczyć z pokoju, podczas gdy on zabiera opróżniony z jedzenia talerz. Jest jednak zbyt wolna, a może on za szybki.

      Siedzi zamknięta i nie wie, co o tym wszystkim sądzić. Próbuje zagadywać nieznajomego. Niespodziewanie podejmuje on rozmowę i nawet się jej przedstawia. "Poznaliśmy się 2 lata temu, pamiętasz ?", zostawia ją sam na sam z jej własną pamięcią.

      Anna leczyła multum ludzi, więc chwilę to trwa, ale przypomina sobie faceta. Niestety, poznali się w okolicznościach bardzo przykrych. Anna robiła cesarskie cięcie jego żonie. Niby się udało, tyle że pacjentka zmarła.

      Anna próbuje mu wyjaśnić, co się stało wtedy - że takie przypadki zdarzają się w medycynie, ze nie da się ich uniknąć, i że to nie jej wina, ona swoje zrobiła jak należy. Mężczyzna, na imię ma Yann, z goryczą odpowiada, że jego to wcale nie obchodzi. "Może to nie twoja wina, ale to TY za wszystko odpowiesz", zapowiada jej. I dodaje "Nie masz męża, nie masz dzieci, nie masz przyjaciół... ciebie akurat nikt nie będzie szukał'. To wyjaśnia, dlaczego wybrał akurat ją.

      Yann czasami popada w gniew, gdzieś tam nawet molestuje ją seksualnie, ale skrajnie nieudolnie i bez faktycznej intencji. Jest to raczej pływanie rozpaczliwcem, bo nie jest w stanie jej ani zgwałcić, ani skrzywdzić. "Chciałbym żebyś cierpiała, ale nie wiem, jak mam to zrobić", przyznaje jej bezradnie.

      Ona już wie, ze ma do czynienia z człowiekiem, który nie jest zły, ale po prostu skrajnie zrozpaczony.

      Jakkolwiek by jednak Anna była pełna zrozumienia dla Yanna, nie do przyjęcia jest dla niej fakt, że przetrzymuje ją w zamkniętym pokoju. Próbuje strajku głodowego, próbuje kolejny raz ucieczki, ale zamiast coś wskórać, wkurza Yanna. "Ty nie możesz mnie skrzywdzić, ty nikogo nie możesz skrzywdzić", mówi do niego, ale tylko go denerwuje. Dostaje za to po twarzy. Pada.

      I to jest przełom. Yann jest wstrząsnięty tym, co zrobił. Anna traci przytomność, a kiedy się budzi, Yann siedzi przy jej łózku i opatruje jej rozbity łuk brwiowy.

      Zmienia do niej stosunek. Przynosi jej ciepłą wodę do mycia, sporo swoich ubrań żeby miała się w co przebrać, gorącą zupę do jedzenia. Anna się dąsa, chowa się pod kocem, albo w ogóle nie odpowiada, odwraca się. Pewnego razu jednak, mówi do Yanna znienacka "Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samej". I Yann zostaje z nią, siedzi oparty o ścianę.

      Po jakimś czasie, zaczynają ze sobą rozmawiać spokojnie i po ludzku. On opowiada o stracie żony, o tym że córki, która urodziła się po tej feralnej cesarce, nie widuje, bo lekarze uważają, że powinien najpierw przepracować traumę po stracie żony. Dziewczynka mieszka z jego matką.

      Ona opowiada o sobie trochę, o tym że mąz odszedł, a ona postawiła wszystko na jedną kartę - skupiła się na pracy. Dzielą się prostymi uczuciami. Anna przeprasza Yanna. Próbowała tego wcześniej, ale raczej jako chwytu zmiekczającego porywacza. Teraz naprawdę przeprasza, jak człowiek człowieka. Całują się.

      Rano - chyba, bo w tym pomieszczeniu noce i dni nie istnieją, jest bezczas - budzą się razem. Śpią obok siebie. Ani on nie zamknął drzwi, ani ona nie skorzystała z tego faktu, zeby uciec.

      Bez dwóch zdań, Yann pociąga Annę, która tęskni za męskim dotykiem i męską obecnościa. Widać to już od początku, samotnośc dla Anny ma swoje plusy i minusy. Yann zaś, wyraźnie dostrzega w niej figurę swojej zony, kogoś kogo może przytulić i pocałowwać, tak jak robiłby to z nią.

      cdn
      • grek.grek "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kultura [2] 01.02.16, 13:18
        ["Z tobą i PRZECIW tobie" - tak brzmi właściwy tytuł]

        Tak więc, Anna i Yann bardzo się zbliżają. I pewnego dnia, Anna niespodziewanie odkrywa, że drzwi do jej pokoju są otwarte. A Yann zniknął.

        Anna wychodzi chyłkiem, a potem po prostu ucieka. No i dalej... wiemy co się dzieje, z prologu.

        Akcja znów przenosi się do komisariatu. Oficer pyta ją, po wysłuchaniu tej opowieści, czy chce złożyc formalną skargę i czy poda nazwisko porywacza. Anna waha się, waha, i nagle wstaje i oświadcza, że nic więcej nie powie. Wychodzi, zostawiając oficera w stanie lekkiego zdumienia.

        Wraca do domu, a potem... zaczyna szukać Yanna. Znajduje kartę chorobową jego żony, jest tam adres jej i jego domu. Anna go odwiedza, ale chałupa stoi zamknięta.

        Anna dzwoni wiec do matki Yanna, znalazwszy jej numer w książce telefonicznej. Tutaj też niczego się nie dowiaduje.

        Jeździ autem tam i z powrotem, aż wreszcie zaczyna dostawać głuche telefony. Jest pewna, ze to on dzwoni. "NIe rozłączaj się, proszę", mówi do słuchawki, a potem usypia z uchem przy telefonie, wiedząc że on jest po drugiej stronie, nawet jeśli nic nie mówi.

        Wreszcie spotykają się, najpierw ona go widzi w samochodzie, pod swoim domem.Potem wreszcie Yann zaczyna mówić. Umawiają się na spotkanie.

        Anna bierze kolejny urlop w szpitalu. Kolejne kilka dni spędza w domu, kochajac się nonstop z Yannem. Kiedy on proponuje, że wyjdzie po jakieś jedzenie, ANna odmawia "Jesli wyjdziesz, to wszystko się skończy". Yann zatem zostaje.

        Nad ranem Anna budzi się po jakimś złym śnie chyba, bo cała zdyszana. W domu cicho, Yann śpi obok.Anna podchodzi do okna, otwiera je na oścież. A potem wychodzi z domu. Idzie prosto... na policje.

        "On u mnie jest. Śpi teraz", krótko oznajmia oficerowi. A ten każe jej zostać na posterunku i z kilkoma policjantami jedzie zwinąć Yanna.

        Anna siedzi, siedzi... i nagle łapie za telefon i dzwoni do domu. Nikt nie odbiera. Dzwoni ponownie. Jakby chciała ostrzec Yanna.

        Kiedy znów nie odbiera, Anna puszcza się biegiem do swojego mieszkania.
        POd kamienicą stoi policjant zabezpieczający akcję i nie pozwala jej wejśc do środka.

        Policjanci wpadają do jej mieszkania. Yann siedzi na łózku, nie jest zdziwiony. Policjanci zakuwają go w kajdanki i wyprowadzają. Kiedy Yann wsiada do policyjnego samochodu, a takze gdy odjeżdza w nim, patrzy na Annę. Ona na niego.

        Poza wątkiem spotkanie dwojga ludzi, których ze sobą łączy więcej niż mogłoby się im obojgu wydawać... powstaje pytanie - dlaczego Anna wezwała do niego policję ? Zauwazyła, że obecnośc Yanna burzy jej samotność, której nie znosi, ale bez której już nie umie żyć ? Bo nie wierzę, że nagle uznała, ze Yann powinien ponieśc karę za to, ze ją porwał, to by było zbyt proste i prymitywne zagranie. Za wiele się stało między nimi, żeby Anna nagle przypomniała sobie jaka z niej praworządna obywatelka. No way.

        Kristin Scott Thomas ofk gra koncertowo, a jej specyficzna uroda jest tutaj płaszczyzną do zabaw kamerą dla operatora. są ujęcia, które przedstawiają ją dość niekorzystnie, ale nie brakuje i takich, w których jest niemalże piękna. Doskonała jest w roli przetrzymywanej porwanej, kiedy miesza w swoich zachowaniach pełną godności godnośc w obliczu przemocy, ale i przebłyski gniewu. Nigdy zaś lamentu i płaczu. Robi to za pomocą dziesiątek drobnych gestów, spojrzeń, pozycji ciała jakie przybiera.

        Yanna gra Pio Marmai. Też wiarygodny w swojej roli.

        napisała i wyreżyserowała film Lola Doillon.
        Na pewno udało się jej tak go zakończyć, żeby zostawić niekończące się pole spekulacji a'propos motywów postępowania Anny :]
            • grek.grek Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kult 01.02.16, 15:41
              dzięki, Siostro :]

              zaiste, historia bardzo interesująca, puenta niejednoznaczna.

              gdzieś tutaj błąka się "syndrom sztokholmski", pojawia się nawet taka sugestia w trailerze, ale
              wg mnie, nieprzypadkowo spotyka się dwoje ludzi, którzy w kontakcie ze sobą znajdują odtrutkę na samotnośc i żałobę, żeby nagle kluczem do całej historii było odczucie przez Annę tegoż syndromu.

              co o tym sądzisz ?

              Cały film jest na pasku linków obok trailera. NA samej górze powinien być. Jest krótki, trwa 75 minut.
        • pepsic Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kultura [2] 01.02.16, 18:40
          Ooo..? Jestem zaskoczona, że akurat taki film wziąłeś na tapetę. Dla mnie bez emocji.

          są ujęcia, które przedstawiają ją dość niekorzystnie, ale nie brakuje i takich, w których jest niemalże piękna.
          Brawa za spostrzegawczość. Podzielam w pełni:)

          dlaczego Anna wezwała do niego policję?
          A może należy do typu kobiet, które zawsze muszą postawić na swoim i mieć przewagę, nawet jeśli oznacza to autodestrukcję.
          • grek.grek Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kultura [2] 02.02.16, 13:15
            cieszę się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć, Pepsic :]

            mozliwe, możliwe że tak właśnie jest.
            największą zaletą tej puenty jest jej otwartośc na wszelkie możliwe interpretacje.

            przyznam szczerze, że to był jeden z dwóch wariantów zakończenia, jakie obstawiałem.
            Bo happy endem i wyjazdem Yanna z Anną na wycieczkę do St Tropez, to się nie mogło skończyć.

            Drugi wariant jaki brałem pod uwagę, to ten w którym Yann zabija Annę. Też otwarty i też
            prowadzący do niekończącego się strumienia interpretacji, jak sądzę ? ;]



        • barbasia1 Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kultura [2] 02.02.16, 00:27
          dlaczego Anna wezwała do niego policję?

          Może była to nie do końca racjonalna forma odreagowania potężnego stresu, jaki towarzyszył Annie porwanej i więzionej przez Yanna? Nieprzypadkowo biegnie przecież na policję po tym jak budzi się z męczącego , dusznego, koszmarnego snu, wolno podejrzewać, że śni jej się, że jest wciąż uwięziona!?

          Podobał mi się film. Kristin Scott Thomas wspaniała. Pio Marmai przekonujący (i bardzo przystojny).


          Pomyślałam, że i Ty wypatrzyłeś ten film i oglądałam zamiast odpisywać na niedzielne posty.
          • grek.grek Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kult 02.02.16, 13:27
            :] wyczułaś moje intencje, Barbasiu :]

            no własnie, to może być pewna wskazówka, fakt że ten impuls z pójściem na policję rodzi się w niej zaraz po przebudzeniu z mało przyjemnego snu.

            ALE z drugiej strony, ona próbuje Yanna ostrzec. Najpierw go denuncjuje, a potem jednak wydzwania i próbuje ostrzec. A kiedy on nie odbiera - biegnie do mieszkania. Coś tu się nie skleja, wg mnie, na poziomie racjonalnej motywacji.

            Anna wyraźnie się miota. Z jednej strony, chce go usunąc ze swojego życia, jakby bojąc się jego stałej obecności, a wie, że jesli Yann zostanie, to na stałe. Z drugiej, chce by został, żeby zdjął się z niej ten cięzar samotności jaki ją przytłacza. Dwie sprzeczne motywacje się w niej zderzają, rzucają nią od ściany do ściany.

            Ciekawe, ze kiedy do mieszkania wchodzi policja - Yann siedzi W UBRANiU na łóżku i nie wygląda na zaskoczonego. Co prowadzi do podejrzenia, że nie odebrał telefonu, bo wiedział co się święci i już podjał decyzję, że chce być aresztowany.

            Przyszło mi teraz do głowy, że oni chcą się ze sobą związać, ale oboje wiedzą, że bez przepracowania tego całego epizodu z porwaniem, śmiercią jego żony, traumą jaką Anna przezyła kiedy została uprowadzona, ich związek nigdy nie będzie udany. Że Yann musi odsiedzieć karę, zeby mogli sobie oboje zaufać. Ona to wie, i on też.

            Ma to sens ?
            • barbasia1 Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kult 03.02.16, 00:22
              No właśnie! ;)

              I wyczułam jeszcze, że Bronte tego filmu nie ogląda. ;)

              Sądzę, że Annę dotykają opisane w psychiatrii zaburzenia stresowe pourazowe, którego ewidentnym objawem jest koszmarny sen przypominający dramatyczne wydarzenie porwania i uwięzienia.

              Więc właśnie mówiłam, że uważam, że denuncjacja Yanna nie jest do końca racjonalnym działaniem Anny. To krok podjęty właśnie pod wpływem stresu pourazowego, którego bezpośrednim objawem jest koszmarny sen (psychiatrzy pewnie lepiej , by to wyjaśnili). Nagła zmiana zdania na komisariacie i próba ratowania, ostrzeżenia Yanna przed zbliżająca się policją też o tym świadczy.

              > Ciekawe, ze kiedy do mieszkania wchodzi policja - Yann siedzi W UBRANiU na łóżk
              > u i nie wygląda na zaskoczonego. Co prowadzi do podejrzenia, że nie odebrał tel
              > efonu, bo wiedział co się święci i już podjał decyzję, że chce być aresztowany.

              Dobra uwaga. Zgadzam się.

              > Przyszło mi teraz do głowy, że oni chcą się ze sobą związać, ale oboje wiedzą,
              > że bez przepracowania tego całego epizodu z porwaniem, śmiercią jego żony, trau
              > mą jaką Anna przezyła kiedy została uprowadzona, ich związek nigdy nie będzie u
              > dany. Że Yann musi odsiedzieć karę, zeby mogli sobie oboje zaufać. Ona to wie, i on też.

              Świetne. Też się skłaniam ku temu wnioskowi.


              > Ma to sens ?
              Jak najbardziej. :)


              Pozostaje jeszcze pytanie, czy po przepracowaniu swoich traum ta specyficzna para - dojrzała kobieta z przeszłością, lekarka i sporo od niej młodszy mężczyzna (czym zajmował się Yann, pamiętasz?) mają szansę stworzyć dobry, trwały związek!?

              Ale to już chyba temat na inny film.
              • grek.grek Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kult 03.02.16, 14:05
                masz zatem nosa, Barbasiu :]
                ale... to wiadomo od dawna :]

                możliwa interpretacja, ciekawa bardzo.
                tak sobie myślę, czy wyjaśnienie leży w psychologii, nauce, czy jednak w tym jak bardzo zbliżyła sie z mężczyzną - chciała tego, brakowało jej, ale kiedy już się stało, coś nagle odezwało się w niej, i nakazało uciec ?

                o, dzięki :]

                ha, widzisz, nie pamiętam zupełnie, co robił Yann. Wyleciało mi z głowy.
                Chyba była wzmianka o tym, kiedy Anna zaczęła sobie przypominać przypadek jego żony, ale...
                może później sprawdzę ?

                Własnie, ciekawy kierunek myślenia, Barbasiu.
                MOże Anna uznała, ze to się nie może udać ? Tak po prostu.

                W sumie, każda interpretacja ma swoje wady i zalety :] Duża to zaleta zakończenia jakie pani scenarzystko-rezyserka zaproponowała.
                • barbasia1 Re: "Z tobą i przeciw tobie" via TVP Kult 04.02.16, 00:20
                  Jak zobaczyłam w obsadzie Kristin Scott Thomas, to wiedziałam, że już masz miejsce zagrzane przed telewizorem, już trzymasz pilota w ręku. ;))

                  Jednak nie sposób pominąć tych specyficznych, dramatycznych, traumatycznych okoliczności, które towarzyszyły narodzinom tego szczególnego romansu. Moim zdaniem one rzutują na wszystkie późniejsze działania Anny, łącznie z nagłą decyzją zadenuncjowania Yanna.

                  Myślę, że ona w końcu uświadomiła sobie, że zbliżyła się ze swoim oprawcą, a nie z mężczyzną i to ją przeraziło, dlatego postanowiła uciec i zadenuncjować Yanna.

                  Może nie było mowy o profesji Yanna. To zresztą nie jest specjalnie istotne.

                  Tak.
    • grek.grek Pasolini w Kulturze : "Mamma Roma" 01.02.16, 15:37
      nie rozumiem, dlaczego Kultura zdecydowała się na tak późne godziny emisji...

      Nic to.
      "Mamma Roma" jest z 1962 roku.

      Tytułowa bohaterka, to prostytutka, która zostaje zmuszona do oddania swojego syna do domu dziecka i zrzeknięcia się praw do niego. Tak jej nakazuje alfons.

      Po jakimś czasie, alfons odchodzi z branży i Mamma wreszcie może się od niego uwolnić. Zaczyna nowe życie, kupuje mieszkanie i otwiera kram uliczny. Oczywiście, nigdy nie zapomniała o swoim synu, teraz już pełnoletnim. On jej nie zna, ale ona chce się nim w jakiś sposób opiekować i dbać o to, by sobie w życiu poradził. Zwłaszcza wtedy, gdy chłopak zaczyna kręcić się wokół młodzieżowego gangu.

      Pasolini ma swój styl, na pewno będą świetne, żywe dialogi, i wielka wrażliwośc w podejściu do bohaterów, ludzi z nizin, których podziwiał i którzy go interesowali.

      Jak dla mnie - rewelacyjna sprawa z tym cyklem.
      Pięć filmów.
      To będzie wspaniały filmowy tydzień :]
        • grek.grek "Mamma Roma" -parę słów po seansie 02.02.16, 13:10
          I jak tam, Siostro, udało Ci się obejrzeć ?
          Czcigodni ?

          jestem pod wspaniałym wrażeniem tego filmu.
          Miłości jaką Pasolini ma dla swoich bohaterów, a jednocześnie realizmu z jakim o nich opowiada.

          To niecodzienne...
          Młody złodziejaszek Ettore umiera przypięty pasami w szpitalu więziennym, przybierając z konieczności pozę... ukrzyżowanego Chrystusa. Leży na stole, ale kamera tak go filmuje, jakby wisiał. Ma gorączkę, mamrocze, pyta o matkę. Nikt go nie słucha, bo nikogo w tym pomieszczeniu nie ma. Okienko na suficie, w które patrzy chłopak, jest zakratowane. Niesamowita scena.

          Matka - dziwka, przekupka, szantażystka - jest matką, której wielkości serca nie sposób kwestionować. Dba o syna wszystkimi możliwymi sposobami. Gotowa jest wmanewrować w dwuznaczną sytuację właściciela restauracji, aby w zamian za jej milczenie przyjał chłopaka do pracy jako kelnera. A kiedy Ettore zadaje się z dziewczyną z sąsiedztwa, Bruną, niby fajną i miłą, ale łasą na prezenty i pieniądze, matka korzysta z pomocy zaprzyjaźnionej prostytutki, która jednej nocy pokazuje Ettoremu wszystkie swoje zawodowe umiejętności, osiągając efekt o jaki matce chodziło - wybija mu z głowy Brunę.

          Chłopak nie garnie się jednak do pracy. Nawet wtedy, kiedy matka kupuje mu motocykl,żeby sobie do tej roborty wygodnie jeździł. Woli kraśc i szwędać się z młodocianymi kolegami z gangu. Obrabiają kogo się da i co się da, a potem znoszą fanty do pasera, ktrego Ettore poznał na targowisku, po którym błąkał się, chcąc sprzedać płytę podwędzoną ze zbiorów matki. Kasa miała być na złoty łancuszek dla Bruny.
          W końcu Ettore trafia do więzienia. W dodatku jest niedysponowany. Ma gorączkę od kilku dni. I NIKT mu nie pomaga. Kiedy chłopak awanturuje się, zostaje przywiązany pasami do łózka i zostawiony "dla uspokojenia".
          UMiera.
          Kiedy matka dowiaduje się o jego śmierci, wpada w rozpacz. Porzuca swoje stanowisko na bazarze i pędzi do domu, otwiera okno, krzyczy, chce się rzucać w dół. Powstrzymują ją znajomi, którzy pobiegli za nią. Przez otwarte okno jest widok na Rzym, na Bazylikę św Piotra.

          Anna Magnani jest fantastyczna. W "Rzymie" Fellini okrzyknął ją "kwintesencją TEGO miasta". A ja bym powiedział, że ona jest portretem klasycznej Włoszki, co wcale nie zalatuje stereotypem :] Temperamentna, energiczna i ze złotym sercem w kształtnej piersi :] Wspaniale gra.

          Doskonały portret miasta. Pieknie się ogląda te ulice, zaułki, bez reklam, bez nowoczesnym aut, bez "makdonaldów" i innego śmiecia. Piękne są te ulice. I chętnie Pasolini wyprowadza akcję w zaułki podmiejskie.I mamy tam mnóstwo zieleni, trochę nieładu, jakieś place ziemiste i zapuszczone ściezki, zwały piasku i gruzu, zapewne jeszcze powojenne. Oto Włochy prawdziwe, podnoszące się po wojnie.

          Jednocześnie, ile to ma w sobie wdzięku. Np. ta droga polna wsród krzaków i traw, którą spacerują Bruna i Ettore. Albo ten ciąg fragmentów muru pośród krzaków, za którymi kryje się, robiąc komiczne wygibasy, Ettore spacerujący po podmiejskich wertepach i zaczepiany przez młodsze dziewczyny.

          Ettore i jego koledzy, to "obiboki", "leserzy" i generalnie "niebieskie ptaki", ale... zauwazyliście jak dobrze są ubrani ? Podobnie jak u Felliniego w "I Viteloni' albo u tego samego Pasoliniego we "Włóczykiju". Kradną, nie mają pracy, często nie mają pieniędzy i są głodni, ale klasa musi być - marynarka, krawat, schludny podkoszulek, zadbana fryzura.

          Pasolini otwarcie z nimi sympatyzuje, nawet się z tym nie kryje. Kocha ich. A jednocześnie opisuje tę rzeczywistość bez upiększeń. Powracajacy do miasta Carminie, były alfons i kochanek Mammy, który zmusza ją do powrotu na ulicę, nie jest miły. A jednak nawet jego Pasolini nie maluje "na murzyna".

          Kapitalne są te sceny, kiedy Mamma idzie uliczkami pośrodku nocy, mając za plecami światła miasta, i monologuje. Co chwila przyłącza się do niej ktoś znajomy, inne prostytutki, jacyś mężczyźni, dopowidają coś, pytają, wdają się z nią w krótkie dialogi. Sa dwie takie sceny, obie są nadzwyczajne. Anna Magnani jest ubrana na czarno, jej strój komponuje się w znacznym stopniu z ciemnością nocy, a dzieki temu jej twarz, jej lśniące oczy, robią tym większe wrażenie.

          Rewelacja. Jestem bardzo usatysfakcjowany, że miałem przyjemnośc obejrzeć ten film :]
          • siostra_bronte Re: "Mamma Roma" -parę słów po seansie 02.02.16, 13:37
            Obejrzałam.

            Mogę się tylko podpisać. Piękna, poruszająca historia. Matka, która zrobi dla syna wszystko. Ale chłopak tego nie docenia...

            Znakomite są te sceny stylizowane na religijne, jak ta wieczerza na początku, czy umierający Ettore. I te monologi Mammy nocą, kiedy zwierza się kolejnym ludziom. Świetne.

            Anna Magnani rewelacyjna. Choć może czasem przydałoby się jednak stonowanie ekspresji :)

            Nie pojmuję jak Pasolini doszedł od tak humanistycznego filmu do jego kompletnego zaprzeczenia, czyli pseudoartystycznego soft porno klasy B czyli "Salo". To dla mnie zagadka.
            • grek.grek Re: "Mamma Roma" -parę słów po seansie 02.02.16, 14:03
              dzięki, Siostro :]

              to prawda, chłopak idzie inną drogą niż ta jaką dla niego wymyśliła matka.
              Kradnie, wdaje się w bójki [słuszne, wszelako], jest krnąbrny.
              a jednak Pasolini stylizuje jego śmierć na tę chrystusową.
              To niezwykłe, bo chłopak święty nie jest.
              a jednak Pasolini COŚ takiego w nim widzi.
              Moze chłopak jest ofiarą powojennej depresji, chaosu i braku jasno okreslonego
              systemu wartości ?
              Czy rady matki-prostytutki, choćby najlepsze, mogą mieć odpowiednią moc ?
              A na koniec opuszcza go także system, państwo, mające obowiązek chronić go w tym więzieniu.
              Jak to możliwe, że nikt nie zorientował się, ze chłopak awanturuje się, bo jest chory ?

              yes, wspaniałe sceny.

              świetny jest ten moment, kiedy Ettore zabiera matkę na przejażdżkę motorem. Matka radzi mu, żeby wyprzedził wolno jadące auto. Kiedy Ettore tak robi, kierowca auta oburza się i trąbi na nich, wtedy matka obraca się na siodełku i drze się do niego "Co trąbisz, rogaczu !", i pokazuje stosowny gest wysuwając skrajne palce dłoni :]] W takich momentach Anna Magnani jest po prostu niezastąpiona :]

              to fakt ciekawe.
              z tego, co czytałem, Pasolini miał swoje teorie nt. humanizmu "Salo". Czy raczej : jego zdolności do pobudzenia głębokiego humanizmu w człowieku, który ogląda takie okropieństwa. Wg mnie, brzmi to racjonalnie [filmu jeszcze nie widziałem]. Jak się człowiekowi serwuje odpowiednią dawkę smrodu gnojowicy, to tym głębiej tęskni za fiołkami i gotów im ołtarze stawiać. Jak się go podda długotrwałej suszy, wtedy dopiero jest w stanie docenić znaczenie zwykłej szklanki wody. Jak się go odłączy od pożywienia i doprowadzi na skraj śmierci głodowej, to będzie się modlił do kromki chleba, którą wcześniej mógł nawet wrzucać do śmietnika. Może coś w tym jest ..?
              • siostra_bronte Re: "Mamma Roma" -parę słów po seansie 02.02.16, 14:10
                Słuszna uwaga, chłopak nie jest święty, a jednak jest stylizowany na Chrystusa. Bardzo ciekawe.

                Ta przejażdżka na motorze też znakomita.

                O "Salo" pogadamy jak go obejrzysz :) No cż, na mnie ten film zrobił kompletnie przeciwne wrażenie niż to, które opisałeś. Utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że człowiek jest zdolny do największego okrucieństwa. I nic poza tym, żadnych wzniosłych uczuć, niestety.
                • grek.grek Re: "Mamma Roma" -parę słów po seansie 02.02.16, 17:11
                  Pasolini zawsze [?] rozgrzeszał swoich bohaterów, bo ich kochał ? :]
                  chłopak ewidentnie doświadczył w życiu samych marnych rzeczy : matka oddała go do sierocińca, bo musiała, a potem nie miała dośc czasu żeby go wychować odpowiednio. Ojca nie było. Wzorce z ulicy - słabe. Kobiety jakie widzi są sprzedajne i interesowne. MOzna by rzec, że jest ofiarą sytuacji, symbolem biednego Włocha, który po wojnie nie moze znaleźć sobie miejsca w zastanym świecie.

                  jednocześnie, Pasolini maluje Mammę na dobrą matkę, a jej dyskusyjne zachowania wybiela motywując je życiową koniecznością. Pasolini nie mógłby żadnej filmowej matki przedsatawić w jednoznacznie negatywnym świetle - swoją własną kochał i mieszkał z nią przez całe życie. Był z nią niezmiernie zżyty.

                  mam nadzieję, że "Salo" pokażą bez żadnych cięć.
                  na pewno skomentuję :]
    • maniaczytania KK luty 01.02.16, 22:00
      no to lecimy :)

      4.02 - "Dzień świra"
      11.02 - "Wielki Liberace"
      18.02 - "Ostatnie piętro' i "Wielki skok" - dwa polskie filmy
      25.02 - "Ida"

      jak pisałam - szału nie ma ...
      • grek.grek Re: KK luty 02.02.16, 13:19
        dzięki, Maniu :]

        masz rację, same powtórki.
        poza "Ostatnim piętrem" i "Wielkim skokiem" [?].

        czyżby niektóre filmy ["Ida", "Liberace"] TVP kupiła w promocji, uwzględniającej zapis o konieczności okreslonej liczby emisji na antenach TVP w określonej jednostce czasu ? ;]

        bo jakiś powód tych niekończących się powtórek MUSI być ?
    • grek.grek "Californication" sezon 7 odcinek 4 02.02.16, 13:49
      kurde, póki co ten sezon jest najsłabszy z dotychczasowych. Tak słaby, że aż przebija z niego cynizm i mordęga macherów. Scenarzyści już nawet nie próbują wydusić resztki z okrojonego potencjału tej 7 serii, a aktorzy, z Davidem Duchovnym na czele, grając bez przekonania.

      NO ale... nadzieja umiera ostatnia, może najlepsze zostawili na koniec. A póki co, skoro zacząłem, to będę opisywał nadal kolejne odcinki [o, mamma mia !].

      Krótko i węzełkowato.

      Eks Hanka, matka Levona, Julia dostaje rolę w serialu, w którego zespole scenopisarskim jest Hank. Szef drużyny, Ralph przyjmuje ja, zaintrygowany jej urodą. Julia się cieszy, bo to fajna odmiana od codziennej pracy higienistki w gabinecie stomatologicznym. Hank ostrzega ja, że Ralph będzie liczył na "podziękowanie" w wiadomy sposób. Julia na razie jest zbyt ubawiona, żeby myśleć o tym, co zrobi kiedy Ralph się ujawni ze swoimi propozycjami.

      Idą, Julia, hank i Levon, do restauracji. Siedzą i rozmawiają jak normalna rodzina. I to libertyńska, bo gadają głównie o tym, że Levonowi nie idzie z dziewczynami, bo ma do nich kiepskie podejście, zbyt... bezpośrednie, a że dożnuanem z urody nie jest, to rzeczy za które donżuan najwyżej dostałby w twarz, ale z opcją "kontynuacji po resocjalizacji", jego kasują definitywnie.

      Po wszystkim, Julia ma ochotę dalej świętować, więc... zabiera Hanka do gabinetu dentystycznego i robi mu przeglądów zębów. Potem zaczynają się całować.

      Łysy poznaje scenopisarkę, która pracuje z Hankiem w zespole. Babka ma charakter, rzuca mięsem, i do tej pory pisała niezłe odcinki seriali. Łysy próbuje pozyskać jej sympatię, by porzuciła swojego dotyuchczasowego agenta i została jego klientką. Rozmowa wygląda tak, że ona peroruje, a on słucha i potakuje. Wreszcie ona zagaja, że widziała w necie film z Łysym w roli głównej [stale wracający motyw z 1 sezonu, kiedy Łysy został wyrzucony z pracy, po tym jak został nagrany podczas oddawania się autoerotycznym praktykom w swoim biurze; film krązy po sieci od tamtej pory]. I mówi mu "podobało mi się", co owocuje u Łysego erekcją i błyskawicznym udaniem się do męskiej toalety celem... yes, autoerotycznych aktywności.

      Levon próbuje zdobyć wzgledy blond sekratarki. Dziewoja go jednak odrzuca, bo w zespole Ralpha Levon zajmuje się tylko "wynieś, przynieś, pozamiataj'", a ona mierzy wyżej. "Mierzyć wyżej"w jej słowniku oznacza wystawienie się rezyserowi, małemu chłystkowi z tępym wyrazem twarzy. No ale reżyser, to rezyser. Levon przekonuje się, że w dostępie do... tego i owego decyduje w tej branży pozycja w hierarchii zawodowej. Jest niepocieszony. Wdaje się w bójkę z reżyserem. A potem rozpaczliwie demonstruje swoje... walory sekretaarce, która mówi wprawdzie "wow", ale zaraz dodaje "to w żaden sposób nie zbliża cię do celu". Mówiłem już, że w 7 sezonie Californication osiąga najwyższy pułap prymitywizmu ? I mówię to ja, który dobrą erotykę zawsze chwalę i doceniam ;] DOBRĄ. Ta tutaj jest fatalna.

      W ostatniej scenie, Levon w domu marudzi, ze sekratarka go wystawiła, Hank go pociesza, a kiedy Levon idzie spać - Hank częstuje Julię skrętem.

      Sugestia wydaje się oczywista - czyżby Hank rozważał zostanie pełnoetatowym ojcem i mężem dla Levona i Julii, a dla Karen i Beccy przeznaczał tylne siedzenia w swoim autku życiowym ?

      Teraz chyba wypada oczekiwać zwrotu, tak żeby Hank jednak został z Karen, bo nie po to prze 6 sezonów scenarzyści zawracali gitarę ich schodzeniem się i rozchodzeniem, ALE jednocześnie miał dobre relacje z Julią i Levonem. Wydaje się to tak przewidywalne, że... może aż zanadto ?
        • grek.grek Re: "Californication" sezon 7 odcinek 4 02.02.16, 17:05
          dzięki, Siostro ;]

          btw, jeśli kiedyś znajdziesz czas, to zachęcam do sięgnięcia po pierwszy sezon "Californication".
          następne mają lepsze i gorsze momenty, ale pierwszy w całości jest naprawdę lekki, uroczy i ma mnóstwo wdzięku. Na moje oko, ci którzy dotrwali do tego 7 sezonu, to ci właśnie, których uwiódł ten pierwszy. Skala uwiedzenia, jak widzisz, jest nader pokaźna, skoro przez wszelkie rafy i skamieliny dotarliśmy aż do tego - jak dotąd - fatalnego sezonu :] Mam nadzieję, ze to dobra rekomendacja dla sezonu pierwszego. Dobra rzecz. Trzyma długo :] Polecam i zachęcam.
      • barbasia1 Re: "Californication" sezon 7 odcinek 4 04.02.16, 00:39
        Rzeczywiście marne to, na siłę pisany scenariusz.

        > Teraz chyba wypada oczekiwać zwrotu, tak żeby Hank jednak został z Karen, bo ni
        > e po to prze 6 sezonów scenarzyści zawracali gitarę ich schodzeniem się i rozch
        > odzeniem, ALE jednocześnie miał dobre relacje z Julią i Levonem. Wydaje się to
        > tak przewidywalne, że... może aż zanadto ?

        O! Coś w tym guście.
        A może nie happy end z Karen, ale jakieś otwarte zakończenie?

        • grek.grek Re: "Californication" sezon 7 odcinek 4 04.02.16, 13:56
          niestety, Barbasiu.
          wyraźnie brak tam już pomysłów na coś innego niż forsowanie coraz mniej smacznych
          erotycznych wątków.

          a wiesz, że chyba tylko zakończenia jestem ciekaw :]
          TYLKO.
          tradycyjny happy end, zamknięcie otwarte, czy może jakaś przedziwna przewrotka ?
            • grek.grek Re: "Californication" sezon 7 odcinek 4 05.02.16, 13:54
              yes, Barbasiu.

              w sumie, jak dla mnie, z perspektywy czasu, ten koncept wypalił się w połowie 2 sezonu.
              ale kolejne 2 można było obejrzeć bez szkody dla zdrowia :]
              każdy następny szedł już tylko w coraz gęstszy malinowy chruśniak.
              były momenty nawiązujące do najlepszych tradycji 1 sezonu, ale teraz nie widać nawet
              takich przebłysków formy. 4 odcinki i kompletna klapa :]
    • grek.grek Pasolini po raz drugi : "Dekameron" [1971] 02.02.16, 17:18
      no to się popisali, termin o wpół do pierwszej...
      ja tam obejrzę, ale co z szerszą widownią ?
      A taka jest szansa poobcować z klasyką kina...

      może nowe kierownictwo zaczerwieniło się dorodnym burakiem na liczku, bo historie z Dekameronu trochę pieprzu i wanilii mają w sobie, i możliwe że te właśnie upodobał sobie Pasolini ? ;]

      zdaje się, że decydenci zatrzymali się w rozwoju w latach 60-tych, bo "Dekameron" Pasoliniego pokazywany na Berlinale dostał Srebrnego Niedźwiedza, i chyba nikt nie zemdlał z oburzenia na widowni.

      w opisie czytam, że w jednej z nowel ksiądz próbuje uwieśc zonę przyjaciela. Może stąd ta nerwowość... a przecież historia z życia wzięta i zupełnie rozpowszechniona współcześnie, więc powinna oburzać jeszcze mniej niż w 71 roku, w którym to - jak wiadomo - oburzała niespecjalnie :]


        • grek.grek "Dekameron" - kilka słów [1] 03.02.16, 13:09
          Obejrzałem:]
          cóż, trudno nie przyznać, że są momenty, które uzasadniają oburzenie współczesnej dyrekcji i pragnienie, aby młode oczy nie oglądały tych bezeceństw. Aczkolwiek, tu i ówdzie mamy ferie zimowe, więc możliwe, że młode oczy jednak zgrzeszyły ;]

          Jako stoi w opisie, jest to kilka opowieści zaczerpniętych z liczącego 100 pozycji oryginału Boccacia.

          1. Młody, naiwny - ale z pieniędzmi w kieszeni - człowiek trafia do Neapolu i daje wiarę dziewczynie, która wyznaje mu, że są rodzeństwem. Idzie na noc do jej kamienicy. Jest wesoło witany i podejmowany z godnością przez jej towarzystwo, dwórki, służace i inne takie.

          Kiedy w nocy chce skorzystać z toalety, wpada w... co tu dużo mówić - w szambo. Ląduje piętro niżej, ledwie wydobywa się z tej mazi, a potem próbuje znów dostać się do kamienicy. Jedna ze służacych wychyla głowę i każe mu spadać, albo oberwie. Z groźbami dołączają się uliczni żebracy i młody człowiek bierze nosi za pas.

          Gdzieś za miastem spotyka dwóch obwiesiów. Opowiada swoją historię, a oni pocieszają go, że ma szczęście, iż uszedł z życiem. Ta panienka i jej znajomi, to zwykli złodzieje, którzy już niejednego w taki sposób urządzili.

          Nie ma jednak tego złego... Obwiesie proponuję młodemu jegomościowi udział w akcji, która "przyniesie mu majątek". Chodzi o włam do grobu, w którym kilka dni temu pochowano arcybiskupa. Pochowano go w cholerycznie drogich szatach.

          Cała trójka zasuwa więc do opustoszałej katedry. Jest grób. Uchylają wieko, podstawiają go kamieniem, młodzian wchodzi do środka. Zdejmuje ze zmarłego kosztowności. Wszystkie oddaje swoim kompanom. Poza jedynym - pięknym rubinem. Ten zatrzymuje dla siebie.

          "A nie ma tam rubina ?", dopytyują się, na co młodzian odpowiada przecząco. Sa trochę zawiedzeni, ale w sumie zadowoleni. Młodzian przestaje im być potrzebny, więc wysuwają kamień i płyta nagrobna z hukiem ląduje na swoim miejscu. Młody człowiek jest uwięziony w grobowcu razem z trupem biskupa.

          Po chwili do katedry przychodzą następni amatorzy biskupich skarbów. Ci też podważają wieko grobowca i chcą włazić do środka. Pierwszy z nich wkłada nogę do środka, a wtedy nasz młody bohater gryzie bo boleśnie w łydkę. Ugryziony krzyczy wniebogłosy. jego kolega też. Zapewne uznali, że to zmarły powstał i broni dostępu do swojego miejsca pochówku. Uciekają z katedry szybciej niż Usain Bolt, kiedy biegł po swoje medale.

          Zostawiają uchylone wieko, przez które spokojnie gramoli się młody człowiek. Zachwycając się drogocennym rubinem, w radosnych podskokach opuszcza katedrę.

          2. Tutaj mamy historię kolejnego młodego człowieka, prostego ogrodnika, który podczas rozmowy ze starszymi kolegami po fachu dowiaduje się, ze w pobliskim klasztorze mieszkają nader rozwiązłe mniszki, które chętnie wykorzystują mężczyzn w celach seksualistycznych.

          Młody dżentelmen od razu rzuca aktualną robotę i pędzi do tego klasztoru. Wydaje mu sie, że zamiast kopać ziemię, będzie sobie dokazywał z dziewczynami i nawet nie poczuje, że pracuje.

          Dla niepoznaki udaje niemowę i to niezbyt rozgarniętego. Mniszki przyjmują go na służbę.

          Szybko męzczyzna w klasztorze budzi w zakonnicach instynkty erotyczne. Najpierw jedna, potem druga, potem trzecia z czwartą... I tak oto "niemowa" zostaje nadwornym samobieznym wibratorem. Są tutaj sceny erotyczne [zabawne raczej], są migawki genitalne, możliwe że to te właśnie sceny zaniepokoiły władców Kultury i dlatego zepchnęli "Dekameron" w środek nocy.

          No nic.
          Mniszek jest dziewięć, młody człowiek sam... Robota okazuje się ponad jego siły. Wreszcie demaskuje się, zaczyna gadać i nie udaje osła. "Zawrzyjmy jakiś kompromis, drogie panie. Kogut może zaspokoić dziesięć kur, ale dziesięciu mężczyzna nie zaspokoi jednej kobiety, a co dopiero jeden dziewięć !". Mniszki się zgadzają, bo w sumie lepszy kanarek w garści... ;]

          A co lepsze, jedna z nich uznaje, że zdarzył się CUD, bo "niemowa przemówił !" i dawaj bić w dzwony na radosny alarm :]]

          3. Niewierna żona przyjmujje kochanka. Ale mąz wraca wcześniej z pracy. Bo święto jest. Kochanek spanikowany ukrywa się w wielkiej kadzi stojącej w ogrodzie.

          Żona ubiera się pospiesznie, wpuiszcza męża, robi mu wyrzuty, że zamiast pracować i zarabiać na dom, ot tak do domu sobie przychodzi ;]

          A potem mówi mu, że jest ktoś, kto chce kupić kadź. Własnie siedzi w środku i dokonuje oględzin. Mąz jest zadowolony, bo tego grata od dawna chce się pozbyć.
          Schodzą do ogrodu. Kochanek, jak gdyby nigdy nic, wychodzi z kadzi i fachowym głosem oznajmia, że chętnie by kupił, ale w środku urządzenie jest w fatalnym stanie, trzeba by je oskrobać i w ogóle...

          Na to żona natychmiast zapędza męza do środka kadzi, daje do ręki jakieś dłuto i każe skrobać. I mąz sobie skrobie, a na zewnątrz kochanek używa z jego żoną. Żona wykrzykuje instrukcje - oficjalnie, dla męża, nieoficjalnie - dla kochanka :] Mąz głupio się cieszy, cholera wie z czego ;]]

          cdn
          • grek.grek Re: "Dekameron" - kilka słów [1] 03.02.16, 13:31
            4. Zausznik pewnego kościelnego dostojnika, to grzesznik pełną gębą. Jego protektor wysyła go, aby odzyskał dług od pewnych lichwiarzy, którzy dostojnikowi wiszą kasę.

            Grzesznik trafia do knajpy, gdzie pije z nimi, zajada i dobrze się bawi, lecz - do czasu. Łapie go jakaś choroba. Nie wiadomo nawet jaka. Pewne jest to, ze umiera i za chwilę będzie po nim.

            Leżąc i czekając na ostatnie tchnienie, słyszy ich rozmowę. Lichwiarze mówią o nim same złe rzeczy, że był grzesznikiem, że nigdy do kościoła nie chodził, nie spowiadał się, że umrze w hańbie i nie zostanie nawet pochowany.

            Ludzie wzywają do niego księdza. Takiego super-pobożnego. I ten ksiądz wypytuje go : jak żyłeś, synu ? Dziewczyny ? A skąd ! Mamona ? A skąd ! Wszystko rozdałem biednym ! Obżarstwo, opilstwo ? A skąd !

            BOże, synu, ty święty jesteś - wykrzykuje ksiądz. Na co nasz kłamliwy petent wyznaje : raz zgrzeszyłem, ojcze, strasznie zgrzeszyłem... Ksiądz dopytuje - czymże to, synu ? Po wahaniach pada wyznanie, że "napyskował na matkę rodzoną". Ksiądz chwilę duma, ale widzi płynące po twarzy człowieka łzy i decyduje "Może to i grzech, ale jak ty wspaniale za niego żałujesz !".

            Gośc umiera. Ksiądz organizuje mu wspaniały pogrzeb, ogłasza "świętym", z ambony grzmi na ludzi, żeby brali przykład z życia tego "świątobliwego męża". Ciemny lud adoruje trumnę... No i kto powiedział, że nie opłaca się łgać na potęgę ? ;]

            5. Do kościoła w Neapolu zmierza mistrz malarski, może Giotto ?. Razem z przyjaciółmi-współpracownikami. Mistrza gra sam Pasolini.

            Ma namalować duży mural na ścianie w katederze. Dostaje gotowe rusztowanie. Potem przebiera się, długo patrzy na wzór jaki sobie wyrysował. I zabiera się do pracy. Jego współtowarzysze mieszają farby, gruntują ścianę, ganiają z róznymi drobiazgami. Od tej pory wizyty w katedrze i podglądanie mistrza, staną się czymś w rodzaju refrenu pomiędzy kolejnymi opowiastkami. Mistrz ma namalować chóry anielskie, Niebo itd.
            Nie wie skąd wziąć odpowiednie twarze, więc chodzi podpatrywać ludzi... na straganach, targowiskach. Takich zwykłych, prostych, plebejuszy. Ewidentnie Pasolini opowiada tu o swoich inspiracjach. Czerpie z ludu, dla ludu, bo sam uważa się za człowieka z ludu.

            6. Młoda dziewczyna z dobrego domu. Młody chłopak z dobrego domu.
            Umawiają się na nocną randkę na dachu jej domu. Dziewczyna kiwa rodziców, że "jest tak gorąco, że musi spać na dachu".

            Chłopak wchodzi po murze, ona czeka. Szast prast i kochają się.

            Rano rodzice się budzą. Ojciec idzie na górę "zobaczyc, jak też spało się młodej pannie". Zastaje dwa golasy. Golas damski trzyma golasa męskiego za... wiecie sami za co. Ojciec jest zaszokowany, ale szybko się mityguje. Woła matkę. Budzi młodzież.

            Zamiast rzucać się i stawiac, łebski tatulo proponuje kochankowi swojej córki, żeby ożenił się z nią. Uzywa lekkiego szantażu, że jak nie, to zawoła ochronę...
            Wołać nie musi, bo chłopak chętnie zgadza się na ślub. A potem ściskają sobie dłonie przyszły pan młody i teściowie. I nic to, ze pan młody stoi przed nimi w stroju Adama. Grunt, że wszyscy są zadowoleni.

            7. Dziewczyna z rodziny właścicieli młyna kocha się z wzajemnością w skromnym czeladniku, który u nich pracuje. Co noc on ją odwiedza i dobrze się bawią. W dzień ona patrzy na niego przez okno, a on zadziera głowę i uśmiecha się do niej szeroko.

            Dowiadują się o wszystkim jej trzej bracia. Uważają, że ten mezalians [nie dośc, że czeladnik, to jeszcze Sycylijczyk] naraża na szwank godnośc i cześć całej rodziny. Postanawiają pozbyć się chłopaka.

            Pewnego dnia, ukrywając swoje zamiary, zapraszają go na spacer za miasto. Biegają, ścigają się, śmieja, żartują. A potem go zabijają sztyletami. Tego akurat nie widać, ale wystarczy że chłopak nie wraca do pracy. Dziewczyna jest zaniepokojona. Pyta co się z nim stało. Bracia odpowiadają, ze wysłali go z roboczą misją do Palermo. I władczym tonem nakazują siostrze, żeby się przestała interesować.

            Tej nocy dziewczynie śni się chłopak. Mówi jej, że bracia go zamordowali. I zdradza miejsce, w którym zakopali jego zwłoki.

            Rano dziewczyna wymyka się z domu, wraz ze służącą, pod pozorem spaceru dla rozrywki. Odnajduje ciało chłopaka. Nie moze wziąć go w całości, więc zabiera sobie na pamięątkę jego głowę.

            W domu wkłada głowę do doniczki, zasypuje ziemia, a potem sadzi w niej roślinę i stawia na parapecie okna.

            cdn
            • grek.grek "Dekameron" - kilka słów [3] 03.02.16, 13:56
              8. Rolnik wraca do domu po tournee z towarami po okolicznych wsiach. Towarzyszy mu przyjaciel, ksiądz. Rolnik wyznaje, jak dobrze mieć takiego kompana. Ksiądz chytrze pyta, czy to prawda, że rolnik ma młodą żonę. Ten potakuje. Ksiądz wprasza się im na nocleg. Nieco go deprymuje zapowiedź rolnika, że na noc wyśle żonę do sąsiadki, no ale lepiej spróbować niż zrezygnować z mety, prawda ? :]

              Żona faktycznie jest znacznie młodsza.
              I nie będzie spała u sąsiadki, bo sąsiadka właśnie bierze ślub i jest wesele.
              Fakt, po okolicy ganiają weselnicy, trwają śpiewy, tańce i generalnie radość maksymalna.

              Żona martwi się o księdza, że tak sam będzie spał, na co ksiądz odpowiada - wiesz, ja nie śpię sam. W nocy robię hokus pokus i moja klacz zamienia się w kobietę, która dotrzymuje mi towarzystwa, tak że - nie jestem sam.

              Młoda żona jest poruszona księzowskim patentem.Budzi męza w nocy i namawia go, zeby poszli do księdza i zapytali, jak on robi ten hokus pokus. Jakby im go zdradził, to mogliby więcej zarobić : mąz by ją zamieniał w klacz i mogłaby pracować na rodzinę. Mąz przyznaje jej rację.

              Idą więc do padre, budzą go i proszą o to, by wyznał im : JAK się zamienia kobietę w klacz ? Ksiądz obiecuje, ze rano im pokaże.

              No i pokazuje : każe się rozebrać żonie, a męzowi milczeć. Żonę ustawia na czworaka... domyślacie się już ? :] Potem klęka za nią, łapie ją za biust i powiada, ze za chwilę "doprawi jej ogon". I wtedy mąż coś tam zaczyna gadać... Ksiądz zdegustowany rzuca "No i nici z doprawiania ogona... a mówiłem,żebyś się nie odzywał !".

              I TO! miałoby pójśc o normalnej porze ? Kulturę biskupi wyklęliby z ambon ;] O drugiej w nocy - czemu nie, sami księza zapewne chętnie obejrzeli, hehe...

              [W tym czasie malarzowi śni się obraz w takiej formie, w jakiej pragnie on go widzieć po skończeniu. Malarz budzi się, biegnie do pracy. Twarze aniołów, świętych i innych bohaterów murala mają... oblicza wszystkich postaci pojawiających się w poszczególnych opowieściach].

              9. Dwóch braci. Jeden żyje cnotliwie. Odmawia randek z zakochaną w nim dziewczyną, w w domu odmawia różaniec. Drugi wręcz przeciwnie : nonstop odwiedza swoją dziewczynę, a w domu bach na łózko i zadowolona mina :]

              Ten pobożny upomina tego rozwiązłego, zeby się nawrócił, bo po śmierci trafi do piekła. Zaczynają rozmawiać o tym "co jest po drugiej stronie" i umawiają się, że ten który umrze pierwszy - odwiedzi tego drugiego i mu opowie.

              Oczywiście, pierwszy umiera ten rozpustny.
              idzie orszak żałobny, a jego brat lamentuje, ze ostrzegał, namawiał, próbował... a tamten nie słuchał. MOżna raz, dwa razy, ale dziewięć razy dziennie ? Nadmiar seksu go wykończył ! Cnota ! Cnota ! Ot, co. Ona daje zbawienie, a nie rozpusta.

              Nocą zmarły brat odwiedza tego żywego. Wygląda normalnie, jak za życia. Mówi, ze własnie przebywa w czyśćcu, bo jednak trochę mu się nazbierało i musi swoje odcierpieć. Smoła i takie tam...

              Ten żywy pyta : to wszystko za rozpustę, prawda ? Na co ten zmarły odpowiada : Bracie, za rozpustę... to akurat NIC. To w ogóle nie jest tutaj uznawane za grzech" :]

              I oto pozostały przy życiu brat skacze na równe nogi, radośnie biegnie do swojej dziewczyny i wparowuje jej do łózka w krzykiem "TO nie jest grzechem !".
              Podzieli los brata, umrze prędko ;]

              Obraz mistrza jest gotowy. Świętuje on, księża i reszta zespołu malarskiego.
              Mistrz patrzy na obraz i powiada "Po co tworzyć sztukę, skoro tak przyjemnie jest jest o niej śnić...". Ciekawa puenta :]

              Zatem, historie wesołe, z morałem, dowodzące że namiętnośc, cielesnośc, radość, wszystkie te dionizyjskie instynkty są dobre, ludzie bywają naiwni, kłamstwami i oszustwami niekoniecznie ściąga się na siebie kłopoty, a wręcz przeciwnie, no i że ludzie kościoła wcale nie są tacy mili, zapatrzeni w niebo i pozbawieni pierwiastka człowieczeństwa, i to takiego absolutnie... ludycznego, może nawet rodem z karczmy :] Dobrze wiedzieć, hehe.

              Opowiedziałem, obstawiając że nie widzieliście.
              Mam jednak nadzieję, że może doczekaliście... ?

              Wielu tu aktorów ewidentnie z ulicy. Fizjonomie czasami zaiste średniowieczne :] Ale bez przesadyzmu. Paru widziałem już w jakichś włoskich filmach. Ten rozpustny brat jakiś taki znajomy z dzioba. No i oczywiście aktor, który grał Acattone we "Włoczykiju" oraz alfonsa w "Mamma Roma", chyba jakiś bliski przyjaciel Pasoliniego.

              Wreszcie sam Pasolini, z twarzą bardzo "z wieków dawnych", biblijną, malarską. Niewątpliwie, losy powstawania obrazu i sama postać malarza są analogią do sposobu w jaki sam Pasolini tworzy swoje filmy, skąd bierze pomysły, inspiracje, aktorów i klimat.


              • siostra_bronte Re: "Dekameron" - kilka słów [3] 03.02.16, 14:22
                Dzięki, Greku :)

                Chyba musiałeś robić notatki. Bardzo szczegółowy tekst! Coś czuję, że tylko Ty oglądałeś, ale może się mylę?

                Historie całkiem zabawne. Pewnie dobrze się to oglądało. Choć taki przaśny erotyzm chyba nie na każdy gust :)

                No cóź, to oczywiste, że sceny "genitalne" przejdą w tv tylko nocną porą, nie ma się co łudzić.

                Jeszcze raz dzięki za trwanie na posterunku :)



                • grek.grek Re: "Dekameron" - kilka słów [3] 03.02.16, 15:36
                  cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                  yes, notatkowałem w formie słów-haseł.
                  późna pora, w srodku tygodnia, zapewne oglądalnośc była znikoma.
                  szkoda, bo to naprawdę zabawna rzecz.

                  erotyzm na pewno niewyszukany, to prawda.
                  jak dla mnie, ma jednak swoje zalety, na czele z przekonaniem, że seks, a nawet rozpusta, to
                  nie jest grzech, jak mawia Kościół. O ile nie odbywa się z pogwałceniem jakichś podstawowych zasad. Jesli służy radości zycia i jest akceptowany przez obie/wszystkie strony - jest cnotą, a nie
                  występkiem. Generalnie, ma to wydźwięk prowokacyjny i otwarcie gra na nosie kościelnej propagandzie, która już dawno przestała rozumieć o co chodzi w propagującym dążenie do szczęścia i urody życia chrześcijaństwie i dmie w trąbę ponurego katolickiego antyhumanizmu.

                  co fakt, to fakt.
                  gołe zakonnice z gołym facetem, półgoły ksiądz z gołą żoną rolnika... apage, satanas ! ;]

                  dzięki :]
    • grek.grek 22:20 Polsat "Fighter" 02.02.16, 17:27
      powtórka, pamiętam że zauważyliśmy ten film kiedyś.

      mniej tu o samym boksie, a więcej o relacjach rodzinnych.
      tytułowy bohater jest pięściarzem z nizin społecznych, nawet niespecjalnie zawodowcem, bo łączy wygibasy ringowe z normalną pracą robotnika drogowego.
      jego trenerem jest brat, narkoman i kłamczuch, a matka to kobieta tyleż charakterna, co władcza i uparta.

      kiedy bokser poznaje młodą, rozsądną dziewczynę, za jej sprawą uświadamia sobie, że nie sukcesów na ringu nie odniesie dopóty dopóki nie odseparuje się od toksycznych krewnych. Tyle, że chłopak jest z nimi zżyty, więc odklejanie ich od siebie może być niewykonalne.

      Christan Bale zrzucił 800 kg i wygląda jak zombie, ale za to szalenie energiczny. I gra pierwszorzędnie, bo ma postać która stwarza szerokie możliwości prezentacji. Gra narko-brata. Oscarowo.

      rewelacyjna jest też Mellisa Leo w roli pani matki. Dla reszty towarzystwa nie bardzo jest już miejsce na ekranie, co akurat Markowi Wahlbergowi nie przeszkadza, bo on nigdy nie potrzebował go zbyt wiele ;]

      dobre kino.
        • siostra_bronte Re: "Przed wschodem słońca" 03.02.16, 14:58
          No więc obejrzałam. Podobało mi się, chociaż może nie tak bardzo jak się spodziewałam.

          Fabułę pewnie znacie. Francuzka Celine (Julie Delpy) i Amerykanin Joe (Ethan Hawke) poznają się w pociągu do Paryża. Celine wraca do domu, a Joe ma przesiadkę w Wiedniu, skąd odleci do Stanów.

          Para bohaterów rozmawia sobie o tzw. życiu. Widać, że Celine wpadła Joe w oko, ale on nie daje tego po sobie poznać. Kiedy ma wysiąść w Wiedniu nagle proponuje Celine, żeby spędziła ten dzień razem z nim, samolot ma następnego dnia rano. Wie, że to szalony pomysł, ale przekonuje dziewczynę, że za 20 lat może tego żałować :)

          No i nasza para spaceruje po Wiedniu. Gadają o wszystkim i o niczym. O swoim życiu, poglądach na religię, miłość itd. Czasem się wygłupiają. Widać, że mają ze sobą świetny kontakt, nie brakuje im tematów do rozmów.

          Aż w końcu Joe decyduje się pocałować Celine. Dziewczyna tylko na to czekała. Potem dalej krążą po mieście. Robi się noc. Nastrój robi się poważniejszy. Zaczynają rozmawiać o tym co dalej. Celine mówi, że to ich pierwsze i ostatnie spotkanie. Bo tak dużo ich dzieli. Cały Atlantyk. Nie ma się co łudzić. Może dzwoniliby do siebie przez jakiś czas, potem coraz rzadziej, aż w końcu to by się skończyło. Joe mówi, że tego nie chce. Dlatego postanawiają cieszyć tym co mają do rana. A potem rozstaną się na zawsze.

          Ale kiedy zbliża się chwila rozstania oboje markotnieją. Już na peronie, gdy Celine wsiada do pociągu Joe mówi, że jednak muszą się jeszcze zobaczyć. Celine bardzo się cieszy, czekała na to, ale nie miała odwagi zaproponować. Ustalają, że spotkają się w tym samym miejscu za pół roku. Koniec.

          Pomysł jest świetny. Historia jaka może się przydarzyć każdemu. Życie jest pełne niespodzianek, a z przypadkowego spotkania może zrodzić się coś wyjątkowego. I tak jest w przypadku Celine i Joe.

          To zdecydowanie kino "gadane". Para bohaterów ciągle ze sobą rozmawia. Czasem są to ciekawe przemyślenia (Joe: "miłość jest niby bezinteresowna, ale tak naprawdę bardzo egoistyczna"), czasem, niestety pretensjonalne. Zabrakło mi tu subtelności kina europejskiego.

          Co do aktorstwa, to też mam mieszane wrażenia. Julie Delpy jest urocza, ale jakby na siłę radosna i rozszczebiotana, co chwilami jest irytujące. Ethan Hawke wypada nieźle, ale nie mam go też za co specjalnie chwalić.

          Na plus piękny Wiedeń w tle :)

          Po latach Linklater nakręcił ciąg dalszy "Przed zachodem słońca", okazuje się, że para jednak się nie spotkała.

          Trailer:

          www.youtube.com/watch?v=jGvcbSabADM
          • grek.grek Re: "Przed wschodem słońca" 03.02.16, 15:56
            dzięki, Siostro :]

            nie zdołam chyba skomentować dzisiaj, bo zaraz film, a ja w lesie, wieczór zagracony rozmaitościami... ;]
            jutro oczywiście jestem i od razu z przyjemnością skomentuję :]
            stay tuned :]

            udanego wieczoru, filmowego i w ogóle :]
          • grek.grek Re: "Przed wschodem słońca" 04.02.16, 13:50
            dzięki, Siostro, bardzo zgrabna opowieść :]

            ciekawy koncept, pojemny. A film opparty na dwojgu rozmawiających ludziach można
            wpisać w zasadzie wszystkie interesujące myśli, jaki scenarzyście przyjdą do głowy.
            Aktorzy dobrzy [chociaż, czuję wyraźną rezerwę w Twoich ocenach ?], Wiedeń jako dekor, noc zapewne letnia... swietny klimat do romantycznej historii potraktowanej w sposób daleki od romantycznej komedii.

            Ciekawe, że Linklater nie wybrał jakiejś tam Kalifornii czy Nowego Jorku, tylko jednak miasto europejskie, prawda ? Bez dwóch zdań, tutaj atmosfera i architektura są znacznie lepsze ;]

            Na moje oko i ucho, bardzo pozytywna historia, oddająca jeszcze jedną wdzięczną stronę życia. Jak rzekłaś : nigdy nie wiadomo, co czeka za rogiem.

            Własnie, Linklaterowi rozrosła sie ta opowieśc do... trylogii ? Ta trzecia odsłona, to "Przed północą" i zdaje się Celine i Joe jednak są w niej parą [? ]

            Dzięki raz jeszcze, Siostro, za bardzo interesujący film.
            Na pewno absolutnie-do-obejrzenia, jeśli tylko zajdzie się... w zasięgu :]
    • grek.grek 20:00 TV Puls "Połączenie" 03.02.16, 15:48
      opisywałem kiedyś, ale tak jakoś bez echa przeszło.
      Może to lepiej, bo teraz jest okazja obejrzeć bezpośrednio.

      Halle Berry gra pracownicę telefonicznej linii alarmowej. Rózne telefony się zdarzają, często z prośbami poradę w sytuacjach podbramkowych. Jordan albo sama na szybko coś doradza, albo wykorzystuje stałe połączenie z policją, strazą pożarną czy służbami medycznymi kierując je do potrzebujących.

      Pewnego razu Jordan odbieta telefon od przerażonej dziewczyny, która twierdzi, ze ktośjest w jej domu i chyba ma zabójcze zamiary. Jordan stara się jej pomóc przetrwać, instruuje, a jednocześnie błyskawicznie wysyła patrol policji pod wskazany adres. Mimo wszystkich zabiegów, dziewczyna znika. Potem policja znajduje jej ciało. Jordan jest załamana, ma ogromne poczucie winy.

      Mija trochę czasu i nadarza się okazja do spłacenia długu wobec siebie. Jordan nie pracuje już w telefonie alarmowym, zajmuje się szkoleniami, ale kiedy znów w jje obecności pracownica odbiera telefon od młodej dziewczyny, która utrzymuje że została porwana przez nieznajomego mężczyzną i znajduje się w bagażniku auta jadącego w nieznanym kierunku - Jordan przejmuje słuchawkę i angażuje się w całą sprawę bez reszty. Z czasem coraz wyraźniej zachodzi podejrzenie, że za porwaniem stoi ten sam gośc, który zabił tę pierwszą dziewczynę,

      A potem jest akcja. Niezła i sensowna.
      zdecydowanie, dobry thriller.
    • grek.grek Pasolini po raz trzeci : "Opowieści kanterberyjski 03.02.16, 15:53
      wcześnie dzisiaj.
      o 23:05 ;]

      ekranizacja Chaucera.
      w roli narratora sam Pasolini.

      Osiem nowel opisujących życie w XIV wiecznej Anglii.
      znów wejście z lud, erotyzm i realizm podlewany zapewne komizmem.
      co - jak właśnie czytam w zdawkowym opisie magazynowym - naraziło film na krytykę, abiegi cenzorskie, a nawet "półkownikowanie".
      Pasolini miał coś ponad 40 procesów o obrazę moralności, z tego co gdzies wyczytałem ? ;]

      Złoty Niedźwiedź w Berlinie.


        • grek.grek "Opowieści kanterberyjskie" [1] 04.02.16, 12:55
          Barbasiu, są tutaj :

          www.efilmy.tv/film,22159, Opowiesci-Kanterberyjskie-I-Racconti-Di-Canterbury-1972-Lektor-PL.html

          spróbuję opisać pokrótce poszczególne opowiastki.
          W istocie, jak chodzi o klimat, tematykę i chwyty stylistyczne, przedłużenie "Dekameronu"; zresztą, Pasolini kręcił te filmy w ramach trylogii, którą zamykają dzisiaj pokazywany w Kulturze "Kwiat tysiąca i jednej nocy".

          no to, spróbujmy :]

          1. Stary król bierze sobie młodą żonę. Ot, znajduje ją na targu i mówi, ze ta mu się podoba, a zaraz potem jest wesele. Takie czasy. Potem noc poślubna i codzienność ogrodowo-komnatowa.

          Juz podczas wesela panna młoda zerkała na pewnego młodziana, a młodzian na nią. Niestety, wyszła za króla, więc mogą tylko chyłkiem wymieniać liściki miłosne. Do czasu...

          W sprawę mieszają się dwa aniołki chodzące sobie na golasa po ogrodach królewskich. Za sprawą ich psikusa król nagle ślepnie. Panikuje strasznie, a potem kurczowo chwyta żonę za nadgarstek i zapowiada, ze tak będzie ją trzymał już zawsze, żeby mu nie uciekła.

          Z czasem czujnośc króla słabnie, a młoda żona zaczyna randkować z tym młodszym. Komiczne jest to, że kiedy młodzian usadawia się na gałęzi drzewa morwy, żona prosi króla żeby pomógł jej na to drzewo wejść, bo ma ochotę na owoce. Ślepy król nie ma o niczym pojęcia, a że pomimo pewnej hałasliwości w sposobie bycia, w gruncie rzeczy jest poczciwy i się o nią troszczy... nadstawia własnych pleców, zeby żona mogła wspiąć się do kochanka :]

          Wtedy aniołki decydują się odwrócić zaklęcie. Dzięki panu aniołkowi król znienacka odzyskuje wzrok i widzi jak żona zadaje się z kochankiem. Jest wściekły, ale dzieki pani aniołkowej - żonie udaje się go przekonać, ze wszystko mu się tylko przywidziało.

          2. Jakiś facet gania od dziurki do klucza do dziurki od klucza, a za nim drugi. Ten pierwszy podpatruje homoseksualnych kochanków. Potem donosi na nich do odpowiednich służb, a te służby, pod wodzą konkretnego Siepacza, dają im wybór : albo się wykupią albo spłoną na stosie.

          Jeden się wykupuje, inny zostaje spalony, i to podczas publicznej egzekucji, w trakcie której widownia [zarówno dostojnicy państwowi, jak i plebs, a takze kościołowi hierarchowie] pozostaje chłodna i obojętna, aż do zadziwienia.

          W tłumie krązy ten drugi, który biegał za podglądaczem. Podaje się za sprzedawcę "przekąsek z rusztu". Makabryczne poczucie humoru.

          Niebawem, król wysyła głównego Siepacza celem odzyskania długów od miejscowych wieśniaków. Ten od przekąsek przyłącza się do niego i z całym spokojem wyznaje mu,że jest... Diabłem.

          Zawierają przymierze, a Siepacz namawia Diabła, zeby "brał wszsystko, co ludzie dają". Jednocześnie wyznaje mu, że cała ta jego robota polega na wymuszaniu na ludziach haraczy w zamian za wyimaginowane długi. Mafia, mówiąc krótko :]

          Docierają do pierwszego gospodarstwa. Należy ono do starszej kobiety, która lamentuje, że nie ma z czego oddać, a poza tym, to ona żadnego długu sobie nie przypomina. Kiedy Siepacz pozostaje nieugięty i zamierza odebrać jej jedyny cenny przedmiot - wazę, kobieta przeklina go "Żeby diabeł cię żywcem wziął, razem z tą wazą". Diabeł spokojnie potwierdza "Naprawdę tego chcesz, poczciwa kobieto ?", a ona głośno potwierdza.

          Diabeł, wedle zasady, "bierz wszystko", zabiera wazę i...Siepacza - prosto do piekła. I zapowiada mu "Jeszcze dziś wieczorem będziesz ze mną w piekle, i zobaczysz rzeczy o których się teologom nie śniło" :]

          czy to nie krytyka mafii włoskiej ?

          3. Jest sobie wesoły chłopak, który ciagle śpiewa, śmieje się, i gdzie pójdzie to narozrabia. A to z pracy go wykopią, a to na weseleu pannie młodej zawróci w głowie i obrywa od jej ojca, a to dzieciom pączki wyjada prosto z ręki i goni go straż miejska [sprytnie się uchyla, a policja ląduje w rzece].

          Wraca do domu, a tam mały tata i wielgachna mama już czekają. tata go ochrzania, a mama karmi pieczystym. I prosi, zeby znalazł sobie inną pracę.

          Wesołek zgadza się i faktycznie, znajduje robotę u straganiarza. Wykazuje przy tym niecodziennie możliwości : zrzuca ze stołu kopiec jajek, a one całe, ani rysy.Straganiarz próbuje tego samego i rozbija wszystkie.

          Kiedy właściciel musi na chwilę wyjśc, wesołek zostaje sam z towarem. I z kasa. Od razu daje się namówić na hazard, za pieniądze z utargu oczywiście. Stragniarz wraca i nakrywa go i wyrzuca z pracy. Chłopak na odchodnem zrzuca kopiec jaj i tym razem wszystkie się rozbijają. Stragniarz rusza w pościg za nim, ale chłopak nie dośc, ze ucieka, to jeszcze wraca drugą stroną, by demonstracyjnie rozwalić kolejny kopiec i przyjąć gratulacje od świadków całego zajścia :] Przekomiczna scena.

          Zatrzymuje się u kolegi. Śpi razem z nim i jego żoną w jednym łózku. Śni o tańcach z 30, co ja mówię - 40toma ;] - nagimi dziewczynami.

          Ze snu wyrywa go policja. Zosatje aresztowany i zakuty w dyby. Stoi sobie w tych dybach i spiewa. Jedną i tę samą piosenkę, bo innych nie zna :]

          cdn

          • grek.grek "Opowieści kanterberyjskie" [2] 04.02.16, 13:11
            4. Żak wynajmuje pokój w domu starego, grubego kupca. Kupiec ma atrakcyjną żonę do której żak oczywiście smali cholewki. Ona też nie miałaby nic przeciwko, ale jak tu zorganizować randkę...
            Żak mówi jej, że spokojna głowa, niech tylko przygotuje jedzenie na 3 dni, a on zadba o resztę.

            następnego dnia rano, żak zastyga w pozie medytacyjnej, a kiedy się budzi - głosem proroka oznajmia, ze nadchodzi potop. Kupiec jest przerażony, a żak pociesza go, ze mogą się ocalić - trzeba tylko przygotować 3 duże kadzie, podwiesić je u sufitu, a kiedy woda zacznie zalewać dom, odciąć sznury i puścić się w nich na wode. No i jedzenie musi być, bo po 3 dniach woda opadnie.

            tak też robią.

            Kiedy tak siedzą w tych kadziach, kupiec w końcu usypia. Żak i żona kupca idą do sypialni i robią swoje.

            Kiedy tak swoje robia, do okna zaczyna dobijać się zakrystian, chłopak dyskotekowy, któremu też żona kupca się podoba. Kupcowa w ogole go nie poważa, i robi mu kawał : zgadza się dać mu całusa przez kraty okna, ale kiedy otwiera okno, a zakrystian po ciemaku startuje z ustami, napotyka na jej wypięty tyłek, z którego wydobywają się potężne wiatry. Kupa śmiechu.

            Kupcowa i żak mają zabawę, ale zakrystian postanawia się zemścić. Bignie do kowala i pożycza od niego pręt z rozżaonym końcem. Znów staje przy oknie i prosi kupcową o całusa. Mówi, że da jej za to złotą szpilkę.

            Tym razem to żak chce się zabawić i to on wystawia tyłek zakrystianowi, ale zakrystian natychmiast dźga ten tyłek rozżazonym prętem. Żak odpada od okna jak porazony piorunem. Wrzeszczy z bólu, budzi spiącego kupca, a ten uznaje, ze wrzask to sygnał że potop się zaczął. Odcina sznurek i kadź ląduje oczywiście na podłodze i rozbija się na kawalki, a nad pobojowiskiem zalega chmura dymu ;]

            5. Pani żona miała już 4 mężów. Teraz umiera piąty. I żaden nie umiał jej zaspokoić w łózku.

            Pani zamiast marudzić, idzie na poszukiwania męża nr 6. Znajduje studenta z Oksfordu, który wynajmuje mieszkanie u jej znajomej. Obie podglądają go przez dziurkę od klucza podczas kąpieli, no i pani jest chętna.

            Potem spotkanie na jarmarku, gadka szmatka, ona mu się oświadcza [ale ofk na swoich warunkach] i wesele. Na dodatek miała dobry sen, śniła się jej krew, a to oznacza że ich pożycie będzie korzystne dla poziomu ich zamożności. Majątek po poprzednich męzach już mu zresztą zapisała.

            No i oto zona stara się dobrać do nowego męża, a ten woli ksiązki czytać i jeszcze zaczyna jej wymieniać rózne kobiety z historii, które przynosiły męzom tylko zgryzotę i pecha [np.Ksantypa].

            Żonę w końcu szlag trafia i zaczyna okładac męża tą jego mądrą ksiązką. Wyzywa od "pederastów". A potem potyka się, pada i uderza głową w drewniane wiadro. Krzyczy że umiera, a potem prosi, żeby mąz ją pocałował ostatni raz. Kiedy mąż zbliżaswoją twarz do jej twarzy - ona łapie go zębami za nos i nie zamierza puścić :]

            cdn

          • grek.grek "Opowieści kanterberyjskie" [3] 04.02.16, 13:32
            6. Trzech kolegów zabawia się w agencji towarzyskiej. Potem jeden z nich z balkonu zaczyna... sikać na siedzących na sali miłośników wina, krzycząc że picie to czynnośc niegodna człowieka, i hazard też.

            Kiedy wychodzą na ulicę dowiadują się, że umarł ich przyjaciel. Postanawiają się zemścić na... Śmierci, która go zabrała.

            Wybiegają na pola i pastwiska i szukają morderczyni. Znajdują starszego człowieka podpierającego się gustownym kosturem. Jegomośc pyta ich grzecznie, gdzie jest ktoś, kto zamieni jego starośc na młodość ? Oni sobie z niego drwią "Starcze, po co jeszcze żyjesz ?". Starzec zaś odpowiada z godnościa, że chciałby już umrzeć, ale Śmierć go nie chce.

            Wtedy oni pytają, gdzie tę Śmierć można znaleźć. Starszy człowiek wskazuje im miejsce w zagajniku i odchodzi.

            W zagajniku trzech budrysów znajduje... mnóstwo złotych monet. BOgactwo.
            Postanaawiają ze dwóch zostanie, by go pilnować, a najmłodszy kopnie się do miasta po jedzenie i wino. Wieczorem przeniosą złoto do miasta.

            Najmłodszy kupuje w mieście najmocniejszą truciznę z dostępnych na rynku. Zatruwa nią butle wina dla swoich kompanów.

            Równocześnie, ci kompani szykują się, zeby go zabić, jak tylko się zjawi. Tylko dwóch do podziału, to lepszy wariant niż aż trzech.

            Kiedy chłopak zjawia się z winem, kompani łapią i piją łapczywie. Kiedy zaspokajają pragnienie, zabijają go nożami. Chwilę później trucizna zaczyna działać i po kolei umierają.

            7. UMiera zamożny mieszczanin. Towarzyszący mu w ostatnich chwilach życia mnich, namawia go zeby zapisał mu cały swój majątek. Umierający mówi mu "Włóz rękę pod mój zadek, ukryłem tam najcenniejsze skarby". Kiedy mnich wsuwa rękę pod wskazany adres - umierający puszcza solidne wiatry i śmieje się z niego pogardliwie.

            Nocą do domu mnicha przybywa aniołek. Zabiera go do... piekła.

            A piekło wygląda jak z teattzku amatorskiego, ale sugestywnie. Diabli [mężczyni pomalowani na infernalnie czerwony kolor] w maskach torturują i gwałcą, palą się stosy, dynda jakiś wisielec i generalnie nie jest przyjemnie. Prowadzą tego mnicha i nagle jeden z diabłów krzyczy "POkażcie braciszkowi, gdzie diabeł ma jego wspołtowarzyszy". No i diabeł podwija ogon, zaczyna puszczac wiatry i z wiadomego otworu zaczynają wypadac seriami mnisi, księża i biskupi. Po prawdzie, to głównie oni zasiedlają to piekło :]

            8. Dwóch żaków jedzie do młynarza, zeby zemleć zboże. Jednocześnie mają nadzieję przespać się z zoną albo córką gospodarza.

            A gospodarz ma nadzieję ich okiwać.
            Najpierw wypędza ich wierzchowca. Żacy w tym czasie mielą zboże. A kiedy oni puszczają się biegiem w poszukiwaniu zbiegłego konia - on podmienia im połowę zboża na otręby.

            Wracają wieczorem. Zadowolony z siebie młynarz daje im nocleg. Spią w jednej izbie : młynarz z żoną, córka osobno, żacy we dwóch, a przed łózkiem młynarza i żony jest kołyska z ich drugim dzieckiem.

            Młynarz zasypia szybko i chrapie. Żacy w ogóle nie śpią. Ten bardziej obrotny hyc pod koc do młynarzówny i "Cisza... akcja !".

            Drugi obmyśla fortel jak tu dobrać się do zony młynarza. Kiedy ta budzi się i wstaje, by wyjśc za potrzebą - żak sprytnie przesuwa kołyskę sprzed małzeńskeigo łoza pod swoje. Młynarzowa myli więc łózka i włazi do niego, a potem jest zdziwiona wielce, ze mąz tak się seksualnie uaktywnił.

            Komedia pomyłek trwa, kiedy drugi żak wraca od córki młynarza i włazi do łózka, przed którym nie stoi kołyska, czyli przedtem tego właściwego, a teraz tego, w którym spi sam młynarz. Nachyla się do niego, i sądząc że mówi do swojego kumpla, chwali się jak to dokazywał z córką młynarza.

            Młynarz budzi się i skacze na niego z kijem. Nagle wszyscy odkrywają pomyłkę i generalnie trwa bitwa, z któerej młynarz wychodzi trafiony w nos, a żacy umykają zadowoleni,żegnani przez goła młynarzównę :]

            I... tak, to wszystko :]

            Pomiędzy poszczególnymi opowieściami pojawia się sam Chaucer, czyli Pasolini we własnej osobie :] Też prześladowany przez hałaśliwą żonę ;]


            • siostra_bronte Re: "Opowieści kanterberyjskie" [3] 04.02.16, 22:50
              Dzięki, Greku :)

              I znowu bardzo dokładny opis. Jakbym sama oglądała!

              Jestem ciekawa jak Ci się podobało. Historia podobna jak w "Dekameronie". Mam wrażenie, że to wszystko jest trochę hm, monotomatyczne :)

              I jak te filmy przetrwały próbę czasu, Twoim zdaniem?
              • grek.grek Re: "Opowieści kanterberyjskie" [3] 05.02.16, 13:50
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                dzięki :]

                to prawda.
                "Opowieści..." i "Dekameron", wraz z "Kwiatem...", stanowią trylogię.
                Podobieństwa są widoczne, zarówno w tematyce, jak i w sposobie pokazywania, a nawet w doborze aktorów. Wielu z nich pojawiło się w obu filmach "średniowiecznych", a niektórzy także w "Kwiecie...". I chodziło Pasoliniemu o to samo, o pokazanie obłudy kościoła, krytykę gnuśności i ciemnoty burżuazji, napiętnowanie konsumeryzmu i chciwości oraz pochwałę kultury plebejskiej, prostej, korzystania z uciech ciała, w czym Pasolini zaiste, zgadzam się z Tobą, jest dośc monotematyczny :]

                podobało mi się bardzo.
                dzisiaj taki film, jak mi się wydaje, nie mógłby powstać.
                Nie w tym stylu, a przypomina on w swojej formie jakieś stare jak świat angielskie seriale, albo inscenizacje "Ivanhoe'a" ;]
                Pasolini otwarcie korzysta z aktorów bez szkoły, z pierwszych lepszych plenerów, ale jednocześnie kapitalnie jest wyrazisty w malowaniu przesłania tych opowieści. To że uderzają one w rodzinę, cnotę, kościół, mafię, patriarchat, ambicje materialne społeczeństwa - musiało być bolesne dla niektórych :] Tym bardziej własnie z uwagi na pozornie hucpiarski styl i formę. Bo w samej rzeczy, są to naprawdę znakomicie zaplanowane i wyreżyserowane, nakręcone filmy.

                wg mnie, aktualne do dzisiaj, jak chodzi o przesłanie, o celowośc krytyki i jej adresatów. Jak chodzi o wspomnianą formę... cóż, nie sądzę, aby w tej manierze nakręcony film mógł dzisiaj zawojować widownię Berlinale czy Cannes :]

                Niemniej, jako kinomani chyba nie zwracamy na takie rzeczy specjalnej uwagi, prawda ?
                Lubimy filmy z róznych epok, 20s, 40s, 50s, czy 00s... Forma nam nie przeszkadza, jesli film jest dobry, a nawet pewna jej archaiczność bywa zaletą, prawda ? :].


                • barbasia1 Re: "Opowieści kanterberyjskie" [3] 05.02.16, 22:03
                  Niemniej, jako kinomani chyba nie zwracamy na takie rzeczy specjalnej uwagi, prawda ?
                  Lubimy filmy z róznych epok, 20s, 40s, 50s, czy 00s... Forma nam nie przeszkadza, jesli film jest dobry, a nawet pewna jej archaiczność bywa zaletą, prawda ? :].


                  Prawda, Greku.

                  :)
    • maniaczytania Wydział wewnętrzny 03.02.16, 22:45
      tak tylko wspominam, bo wczoraj przypadkiem trafiłam.
      Świetny to film, trzyma w napięciu cały czas - kiedyś to umiano kręcić dobre filmy sensacyjne!

      A do tego Richard Gere jako ten zły i cudowny, wspaniały Andy Garcia. Niektórzy piszą, ze to film Gere'a, ale dla mnie absolutnie i w 100 % to film Andy'ego :)
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Dług" 04.02.16, 15:37
      wybitne kino made in Poland.
      doskonały psychothriller i przenikliwa diagnoza nowej polskiej rzeczywistości zaraz po przełomie
      roku '89.

      każda scena, każdy dialog, każda sekwencja obrazów są perfekcyjnie zaaranżowane, poprowadzone, a atmosfera nadzwyczajna. w sumie, zadna rekomendacja nie odda
      wrażeń jakie przynosi seans :]

      Must-see.
      wczoraj, dziś, jutro, zawsze :]


    • grek.grek 20:00 TVN7 "Truman Show" 04.02.16, 15:44
      kto nie widział "Długu" i "Trumana" ten ma dylemat, że aż pozazdrościć :]

      tutaj rzecz o manipulacji człowiekiem, który w trybach globalnej sieci rozrywkowej staje się pionkiem; o reality shows, które czyszczą z duszy; ale przede wszystkim, o człowieku, który wybiera ryzyko wiążące się z wolnością zamiast ciepełka sztucznego bezpieczeństwa.

      co mnie zawsze zaciekawia, to fakt że rzecz cała ma wszelkie cechy kafkowskiego dramatu, a jednocześnie tak jest wystylizowana, i obsadzona aktorsko, pozbawiona mroku i surowej scenografii np "Procesu", że z łatwością można się złapać na wrażeniu, iż ogląda się kino pozbawione większych pretensji do swoistej mądrości.
      jak to w życiu, bądź czujny jak pies podwójnu, drogi widzu ;]
    • grek.grek Pasolini po raz 4 : "Kwiat tysiąca i jednej nocy" 04.02.16, 15:49
      o 23:10
      młoda godzina ;]

      ostatnia częśc "trylogii życia" [wraz z "Dekameronem" i "Opowieściami..."].

      historia nawiązująca do baśni Szecherezady.
      młody Nur Er Din poszukuje swojej ukochanej, niewolnicy, Zumurudy.
      z niezależnych od siebie przyczyn, musieli się rozstać, a teraz rzecz cała w tym, by się
      znów spotkali :]

      po staropolsku... skaczemy ? :]

        • grek.grek "Kwiat tysiąca i jednej nocy" - po seansie 05.02.16, 13:33
          :]
          skoczyłaś, Barbasiu ?

          ja skoczyłem, a raczej... skakałem w jakimś przedziwnym wieloskoku. Morfeusz mnie dopadł i przerzucał z ręki do ręki, to oglądałem, to znów gdzieś mi się przyspiało. Nie dlatego, zeby film był niedobry, ale dlatego, ze znów wpadłem w cug parudziesięciu godzin bez snu i zaczałem się sypać ;]

          Pamiętam że akcja dzieje się w efektownych bliskowschodnich lokalizacjach. Pustynne osady, miasteczka z kamienia, wielbłądy, charakterystyczne wąskie uliczki i domki.

          Z historii opisanych, pamiętam jak Nur Er Din, chłopiec może 12-letni, zostaje właścicielem niewolnicy Zumurudy, starszej od niego, ale wygadanej, elokwentnej i pewnej siebie. Nie wiadomo, dlaczego jest niewolnica, ale wiadomo że jej poprzedni pan dał jej niecodzienny wybór : sama może sobie wybrać następnego pana. I ona odrzuca wszystkich, którzy chcą ją kupić i oddaje się w posiadanie chłopcu. A potem to ona incjuje seks między nimi.

          Nur Er Din wpada też w sidła kilku kobiet słusznej wagi, które również uwodzą go erotycznie, w harmidrze śmiechu i zabawy, z czego on się śmieje najgłośniej, mimo że milczy ;]

          Pamiętam liczne sceny obrzędów, łazikowania ludzi, a także Pasoliniego, który nic nie mówi, ale za to jest.

          Pamiętam jakiegoś imama, czy kogośtam, który folguje sobie zabawom z młodymi chłopcami. On jest goły, oni też, generalnie - dzisiaj by nie przeszło :]

          I pamiętam epizod, w którym chłopiec zakochuje się w niewolnicy surowego pana. Ten pan mieczem pozbawia ją po kolei dłoni, stóp i głowy, a ona ani na moment nie odrywa swojego wzroku od wzroku swojego kochanka. Pan konstatuje : "Nie wiem, co było wcześniej, ale kochaliście się do końca...oczami".

          To pamiętam.
          w sumie, niewiele jak na 2-godzinny seans, przyznaję :]
          a jak u Ciebie ?

          na szczęscie znalazłem ten film w sieci, więc w wolnej chwili możemy nadrobić, jesli i Tobie nie udało się obejrzeć w całości ? A jesli się udało - mam nadzieję napiszesz o swoich wrażeniach i tym, co zapamiętałaś :] :

          www.efilmy.tv/film,7198,Kwiat-tysiaca-i-jednej-nocy-Il-Fiore-delle-mille-e-una-notte-1974-Napisy-PL.html
          • barbasia1 Re: "Kwiat tysiąca i jednej nocy" - po seansie 06.02.16, 19:53
            Tak , obejrzałam "Kwiat ...", część w telewizji, resztę dziś w necie, ale nie na tej stronie, którą podajesz niżej (na stronie efilmy żądano rejestracji!?). Jeśli dziś nie zdążę, jutro napiszę kilka słów .

            Rzeczywiście przespałeś prawie cały film.

            Doczytam jeszcze co pisałeś o poprzednich filmach Pasoliniego.

            Dzięki za linki.

            PS
            Greku, jak czytam, że nie śpisz tak długo, to mi skóra cierpnie, heh.
    • grek.grek "Utopia" odcinek 3 05.02.16, 13:18
      tak jakoś dyplomatycznie nic nie mówicie, wiec czuję, że chyba jednak nie oglądacie ? :]

      A ja się wciągnąłem :]
      Świetnie jest to poprowadzone, ma w sobie jakiś rodzaj tej przysłowiowej angielskiej flegmy, tak jakby reżyser zapragnął udowodnić amerykańskim specom, że można kręcić sensacyjno-dreszczowaty serial w sposób wyciszony i opanowany. Dobra jest muzyka, doskonale dobrane lokalizacje, a scenariusz zaciekawia.

      Własnie. MOże wskoczycie do tego pociągu, na co liczę, więc stan rzeczy po 3 odcinkach...

      Rzecz rozchodzi się o powieść graifczną "Utopia". Jej drugą część. Napisał ją autor także pierwszej, niejaki Carvel. Pisał siedząc w psychiatryku, możliwe że wcale nie dlatego, ze zwariował...

      W posiadanie powieści wchodzi mały sklep z ksiązkami i płytami. Od razu jego właściciele zostają zabici. Wcześniej jednak sprzedali "Utopię" chłopakowi, który poinformował o tym swoich przyjaciół w sieci. Chłopak też zostaje zabity, a świadkiem tego jest jeden z tych internetowych znajomych, 12-letni Grant. Z narażeniem życia wykrada "Utopię" i umyka pościgowi.

      W tym samym czasie, pozostała trójka internetowego... crew ;] - Becky, Ian i Wilson [studentka, urzędnik i komputerowy nerd] - jest obiektem serii szykan i prób skompromitowania publicznego. Ich śladem podązają zabójcy, którzy pracują dla tajemniczej organizacji Network, która koniecznie chce wejśc w posiadanie "Utopii".

      Grupie rozbitków życiowych pomaga Jessica Hyde, która prezedstawia się jako córka autora ksiązki, ukrywająca się od 4 roku życia przed Networkiem. Chcąc nie chcąc, muszą słuchać Jessiki, która wydaje się być charakterna i zorientowana w sztuce wymykania się najemnym mordercom.

      Jednocześnie mamy wątek pracownika korporacji medycznej, który staje się pionkiem w grze jego pracodawcy, który wprowadza "na rynek" groźnego wirusa. Czy to z powodu posiadania monopolu na szczepionki czy z powodów sugerujących ekoterroryzm - na razie nie zajarzyłem,a możliwe że i oni nic nie wyjaśnili. MIchael jest szantażowany ujawnieniem jego związku z rosyjską prostytutką, z którą ma pozamałżeńskie dziecko [z własną zoną od lat stara się, aktualnie metodą in vitro], a którą - dla pewności - oskarza się teraz o zabójstwo policjanta.

      W końcówce 2 odcinka Grant wreszcie dołączył do Becky, Iana, Wilsona i Jessiki. Tyle że bez "Utopii". Ukrył ją w domu koleżanki, u której się ukrywał przed ściagającym jego i całą grupę killerem Networku, który fizjonomicznie jest idealnym Johnem Smithem, a swoją bezosobowścią przypomina trochę tego mordercę z "To nie jest kraj dla starych ludzi" granego przez Bardema.

      I ten John Smith nie ma żadnych skrupułów. Szuka Granta w szkole, dla pewności zabija dzieciaki jednego po drugim. Oszczędza tylko najmniejszego chłopca.Może dlatego, że dotąd obojętny killer zaczyna mieć jakieś przebłyski autorefleksji i pytań o własną tożsamość, co później znajdzie swój wyraz w rozmowie z jego zleceniodawcą.

      W grupie "utopistów" powstają pierwsze wątpliwości co do Jessiki Hyde. Chcą sami załatwić sprawę, korzystając z kontaktu jakiego możliwośc została ujawniona w 2 odcinku, czyli z osoby agentki Milner z MI5.

      Po masakrze w szkole, policja oskarza o nią... Granta. Chłopiec jest wstrząsnięty. Jak widać, Network ma długie łapy i jest w stanie przypisać każdemu wszystko. Mają "film z monitoringu" i "odciski jego palców". Zdjęcia Granta fruwają w telewizji, jego matka płacząc prosi, żeby wrócił do domu... dzieciak jest w ekstremalnym zagrożeniu.

      Jessica Hyde zbliża się do Granta, budując narrację, wedle której ona i on są sobie bliscy, bo oboje znają życie pełne goryczy i osamotnienia, oboje sę "renegatami", a "ta reszta" [Becky, Ian, Wilson], to inny sort.

      Nie mówiąc nic nikomu, Jessica zabiera Granta i jedzie z nim, aby zabrac "Utopię" z miejsca, w którym Grant ją zostawił. Pozostali realizują - również w oderwaniu od Jessiki - swój plan kontaktu z agentką MI5.

      Dzwonią [yes :)] do MI5, proszą o rozmowę z nią. Aby uniknąc namierzenia mają czekać tylko 30 sekund. Millner się zgłasza. Oni pytają ją o Jessikę Hyde. Millner zdaje się nie wiedzieć, o kim oni mówia. Rozłączają się.

      Parę sekund później odbierają telefon. Dzwoni Millner i tłumaczy, że nie mogła rozmawiać na tamtej linii, bo jest na podsłuchu. Każe im uciekać, bo zostali namierzeni, i wyznacza miejsce spotkania.

      Sp[otkanie odbywa się w małym kościółku pośród zieleni i krzaczorów, gdzieś za miastem. Zanim zjawi się Milner "utopiści" zostają sterrryzowani przez nasłanego killera. Mają broń, ale jest niebezpiecznie, do momentu kiedy celnym strzałem napastnika zabija Millner.

      Naradzają się w lasku, zagajniku, czy czymś takim. Millner zdradza im, że w drugiej częsci "Utopii" zdemaskowana została tożsamość człowieka o ksywie Pan Królik, szarej eminencji Networku, od 30 lat pozostającego w ukryciu i pociągającego za "wszystkie sznurki". Opowiada im, że Pan Królik był kiedyś agentem specjalnym, ale został zdradzony i wydany na śmierć. Przeżył, a potem pozabijał wszystkich, którzy kiedykolwiek go widzieli. I od tej pory nie ma nikogo, kto zna jego twarz. Najpewniej Carvel, autor "Utopii", był jednym z tych ludzi i zdązył wszystko opisać i narysować w swojej ksiązce. Dlatego Network zrobi WSZYSTKO aby zdobyć tę książkę.

      Alice, dziewczynki u której Grant zostawił "Utopię", nie ma w domu. Chata stoi pusta. Grant z łatwością znajduje ksiązkę. Była tam gdzie zostawił.

      W tym samym czasie, Alice jest przesłuchiwana w szkole. Przez nauczycielkę, matkę i... Johna Smutha, który podaje się za policjanta. "Gdzie TO jest ?", pyta bez ogródek, a mała Alice ze strachu przyznaje, ze ma "TO" w domu. Jadą więc wszyscy do jej domu, i oczywiście musi dojśc do konfrontacji.

      W domu Alice biegnie do swojego pokoju, ale oczywiście "Utopii" nie znajduje. John Smith jest brutalny. Zabija nauczycielkę, aby wydobyć z biednej Alice, gdzie ukryła ksiązkę. Ta się zaklina, że jej nie ma.

      Wtedy Grant traci spokój i z łazienki krzyczy "Mam ją tutaj !". Ukrył się tam z Jessiką Hyde, uzbrojoną w pistolet. Tak więc Grant ma ksiązkę, a John Smith ma matkę Alice i samą Alice.

      Facet działa jak cyborg. Zabija matkę Alice, bierze jako zakładnika samą Alice i żąda aby Jessika oddała broń, a Grant ksiązkę. Staje na tym, że dokonają wymiany : Alice za ksiązkę i pistolet Jessiki Hyde. Przy czym ksiązkę Smith dostanie w ostatnim momencie, najpierw pozwoli uciec dzieciakom. Tak się dzieje.

      Zostają we dwójkę : John Smith z ksiązką i Jessica bez broni. John Smith niespodzeiwanie pyta o Carvela - jaki był ? Jessica odpowiada "Nie wiem. Chciałam zdobyć ten rękopis, żeby się tego dowiedzieć". A wtedy John Smith zadaje dziwne pytanie "Gdzie jest Jessica Hyde...", odwraca się i odchodzi z ksiązką, jakiś taki wstrząsnięty refleksyjnie.

      Coś czuję, że Jessica kiwnęła Johna Smitha. Gośc nawet nie zajrzał do teczki z ksiązką, czy dostał tę właściwą :]

      W wątku równoległym, Michael, pracownik podejrzanej korpo, może nawet to jest ten cały Network ?, wyjeżdza na Szetlandy, gdzie w jednej z osad wybuchła epidemia. Stoją namioty, kręcą się ludzie w maskach i pomarańczowych kombinezonach, w środku namiotów są zwłoki. Trwają badania. Zapewne są to ofiary tego nowego wirusa, który wprowadzono do obiegu.

      Michael kryjąc się pilnie, zdobywa palec jednej z ofiar. Pewnie do badań.
      Chyłkiem wraca do domu, a tam jego żona wesoło rozmawia z ministrem rządu, znajomyum Michaela. Gośc jest miły i w ogóle, ale kiedy tylko żona opuszcza pokój, żeby panowie mogli pogadać o swoich sprawach... minister momentalnie objawia swój cynizm : "Fajna ta twoja żona, Michael... nie chciałbym, żeby została brutalnie zgwałcona". Oczywista groźba i to na samym starcie rozmowy. Potem minister każe mu oddać ten palec, informuje, że na Michaela i jego żonę już wydano wyrok, ale on to anulował i ich ocalił. Domaga się absolutnej lojalności. A jak nie, to wyrok zostanie odwieszony. Kto wydał wyrok ? Network zapewne. Coś co sytuuje się wysoko ponad rządowymi stołkami.
      • barbasia1 Re: "Utopia" odcinek 3 05.02.16, 22:00
        >tak jakoś dyplomatycznie nic nie mówicie, wiec czuję, że chyba jednak nie oglądacie ? :]

        He,he! :) Jasnowidz czy co!?
        Nie oglądam. :{

        Ale Ty pisz, przyda się. Jak nadrobię zaległości , to zaraz przeczytam.
        • grek.grek Re: "Utopia" odcinek 3 06.02.16, 14:34
          dzięki, Barbasiu, za dodanie mi kurażu :]

          wg mnie, to jest naprawdę swietny serial, zrobiony po brytyjsku, a jednocześnie ma tempo, intrygę i bardzo... przewrotną ścieżkę dźwiękową [znakomitą].

          dzisiaj jest 4 odcinek na TVP Kultura, o 22:10.
          zachęcam do przyłączenia się ! :]
          • barbasia1 Re: "Utopia" odcinek 3 06.02.16, 21:07
            :)

            >i bardzo... przewrotną ścieżkę dźwiękową [znakomitą].

            Ależ mnie zaintrygowałeś!

            Taki znalazłam fragment:
            www.youtube.com/watch?v=YQeg7SVSL_Q


            Świetna! Oryginalna! Pasuje do klimatu opowieści, prawda!?




            Autorem ścieżki dźwiękowej jest człowiek, który nazywa się Cristobal Tapia de Veer.
            • grek.grek Re: "Utopia" odcinek 3 07.02.16, 14:31
              cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić, Barbasiu :]

              oraz - że faktycznie ta muzyka Ci się spodobała :]

              powiedziałem o "przewrotnej ścieżce dźwiękowej", bo te kawałki i lejtmotiwy momentami jakoś nie pasują do akcji, w której jednak giną ludzie, przeprowadzane są jakieś eksperymenty w wyniku których wymiera cała osada, dokonywane są na zimno egzekucje. Jest w niej coś figlarnego, co do tych scen zupełnie nie pasuje, a jednocześnie ma w sobie coś tak bardzo brytyjskiego, pasującego do tych miejscówek podmiejskich, do fizjonomii bohaterów, że wydaje się idealnie trafiona.

    • siostra_bronte "Narodziny narodu" 05.02.16, 15:24
      W Kulturze o 20.20. Zapowiadany wcześniej cykl "Amerykańskie kino nieme". Słynny film Film W.D. Griffitha z 1915 r. Duże wyzwanie, bo trwa ponad 3 godz., ale zamierzam obejrzeć.
      • grek.grek Re: "Narodziny narodu" 05.02.16, 15:30
        dzięki za zapowiedź, Siostro :]

        nie wiem, czy zdążę przed dziewiątą, a do tego czeka jeszcze ostatnia odsłona przeglądu Pasoliniego.
        tak czy owak, Kultura proponuje świetny program :]
      • barbasia1 Re: "Narodziny narodu" 05.02.16, 21:56
        Ja dziś relaksowo z "Sherlockiem" spędzam wieczór. ;)

        >Słynny film Film W.D. Griffitha z 1915 r. Duże wyzwanie, bo trwa ponad 3 godz., ale zamierzam >obejrzeć.

        Nie dam rady dziś.
        • grek.grek Re: "Narodziny narodu" 06.02.16, 14:32
          no właśnie, nie napisałaś, co sądzisz o tej III serii "Sherlocka", Barbasiu :]
          może po obejrzeniu wszystkich jej odcinków - zaopiniujesz ją ?
          Siostra była i jest sceptyczna, a mnie się wydawało i coraz bardziej wydaje,że ta seria
          ma swój wdzięk, aczkolwiek na pewno nie jest tak świetna i bezbłędna jak pierwsze dwie.

          ja również nie obejrzałem "Narodzin...".
          może Siostra trochę nam opowie ?
      • siostra_bronte Re: "Narodziny narodu" 06.02.16, 14:28
        Obejrzałam z dużym zaciekawieniem. Kawał świetnego kina. Trudno uwierzyć, że film powstał 100 LAT temu!

        Film opowiada historię dwóch zaprzyjaźnionych rodzin, Stonemenów z Północy i Cameronów z Południa. Kiedy wybucha wojna secesyjna młodzi mężczyźni z obu rodzin stają naprzeciwko siebie. Kilku z nich ginie.

        Po zakończeniu wojny wydaje się, że najgorsze minęło. Ale prezydent Lincoln zostaje zamordowany (a był zwolennikiem łagodnego traktowania przegranego Południa). Na Południu dochodzi do napięć, spowodowanych represjami nowych władz. Rodzi się Ku Klux Klan. Niestety, film jest mocno rasistowski ("czarny motłoch"), a KKK jest tutaj gloryfikowany.

        Po różnych dramatycznych wydarzeniach obie rodziny łączą małżeństwa ich dzieci. Film kończy się apelem o wolność i pokój.

        Muszę przyznać, że byłam zaskoczona znakomitą realizacją i rozmachem filmu. Są tu sceny batalistyczne, naprawdę dobrze zrobione. Są wątki miłosne i dramatyczne sceny śmierci. Zdjęcia naprawdę znakomite, ciekawe i nowatorskie ujęcia jak na tamte czasy (pseudo-kolorowa taśma przy niektórych scenach, np. czerwona przy pożarze Atlanty). Jest zrekonstruowana scena zabójstwa Lincolna, robi wrażenie!

        I to co najważniejsze, ta historia jest pokazana jest bardzo sprawnie i naprawdę wciąga. Chociaż film trwa 3 godz. wcale się nie dłużył.

        Aktorstwo też bardzo dobre, choć oczywiście w pewnej manierze. Podobali mi się zwłaszcza Lilian Gish jako Elsie Stoneman i Henry B. Walthall w roli Bena Camerona (oboje biorą na końcu ślub, widać ich w ostatniej scenie trailera).

        Ciekawostka: niektóre role czarnych grali...pomalowani biali :) Zachodzę w głowę dlaczego, bo w dalekim tle było sporo prawdziwych czarnych.

        Jeszcze wspomnę o ciekawej muzyce. Oprócz tradycyjnych melodii z tamtego czasu jest także Grieg i Wagner.

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=sts-11p8Ry4

        • grek.grek Re: "Narodziny narodu" 06.02.16, 16:36
          dzięki, Siostro :]
          świetna recenzja i opis, a film wygląda na bardzo przystępny.

          duży plus, wg mnie, także za samo podjęcie się realizacji tak kompleksowego [jak chodzi o spektrum wydarzeń i ich znaczenie dla zawiązania się tożsamości Ameryki] filmu, a do tego
          zdaje się mamy tutaj sagę rodzinną ?

          ciekawe te rasistowskie wątki. w Ameryce 10s, a i długo później, wcale chyba nie będące problemem. odwrót nastapił dopiero w 60s na fali zmian w kulturze społecznej jako takiej, ale niektórzy mówią, że w Stany nigdy nie będą wolne do dyskryminacji rasowej. Na takim Południu niewiele się zmieniło, no może poza tym, że czarnoskórzy nie wycinają bawełny przywiązani za nogę. Pogarda i poczucie wyższości białych wobec czarnych, wciąż jest na porządku dziennym.

          fakt, rzecz wygląda na bardzo dobrze zrealizowaną. widać,że to film "z epoki", ale kino retro, a nawet vintage, zawsze znajdzie swoich wielbicieli. W ten sposób każdy film ma szansę być odkrywany wciąz i wciąz na nowo :]

          dzięki raz jeszcze :]
        • barbasia1 Re: "Narodziny narodu" 07.02.16, 14:18
          Bardzo zachęcający komentarz, Bronte.

          Cały film jest na youtube! obok trailera, który zalinkowałaś.

          Mnie też zaintrygował komentarz na temat kwestii rasizmu w filmie i ciekawostka dotycząca kuriozalnego pomysłu, by czarnych bohaterów grali biali pomalowani ciemną farbą (to też chyba jakaś forma rasizmu?).

          Czytam właśnie w anglojęzycznej wikipedii, że film wywołał liczne protesty Afroamerykanów. NAACP organizacja broniących praw "kolorowych" domagała się zakazu wyświetlania filmu, oczywiście bez skutku. Film zresztą odniósł komercyjny sukces.

          Piszą tu także, oprócz tego, o czym wspomniałaś, że czarnoskórzy pokazani są tu jako ludzie mało inteligentni, a w dodatku napastujący białe kobiety.

          Rok po premierze "Narodzin narodu" reżyser filmu D. W. Griffith, poruszony protestami, napisał , wyreżyserował i wyprodukował film pod tytułem "Nietolerancja", który miał miał być rehabilitacją za wątki rasistowskie i gloryfikację Ku Klux Klanu w poprzednim filmie. "Nietolerancja" - jak podaje wiki - kończy się alegorią sugerującą wyzwolenie wszystkich ludzi z niewoli.

    • grek.grek Pasolini po raz piąty "Salo, 120 dni Sodomy" 05.02.16, 15:36
      0:50.

      ostrzegaliście mnie, więc oglądam na własną odpowiedzialność ;]
      nigdy nie posądzę Pasoliniego o chęc epatowania brutalnością, więc cokolwiek zawiera ten film, ma z pewnością wymiar humanistyczny i za cel stawia sobie krytykę czegoś.
      uzbrajam się w racjonalizm, jak widzicie ;]

      oglądacie także, czy jednak za późno puszczają ?
      • barbasia1 Re: Pasolini po raz piąty "Salo, 120 dni Sodomy" 05.02.16, 21:53
        Stanowczo za późno. Znajdę inny sposób, żeby obejrzeć. Trzymaj się. ;))

        Żeby dodać Ci otuchy zacytuję Wojciecha Kuczoka:

        "Jeśli więc zamiast o filmie odważnym słyszę o dziele chorego umysłu, filmie odrażającym, zwyrodniałym, a jednocześnie wiem, że stoi za nim autor o znanym i sprawdzonym potencjale artystycznym - ogarnia mnie iście piekielna dociekliwość i spieszę do kina tym prędzej, im liczniejszy skonfundowany tłumek kinomanów podąża w stronę odwrotną. Nie, żebym chciał ulżyć zboczonym popędom - wprost przeciwnie: jako że w niebie chcę się znaleźć po śmierci, wole je sobie zostawić jako niespodziankę; cóż bym miał za motywację do żywota bezgrzesznego , gdyby się Niebo okazało w kinie niefotogeniczne? Na piekło mogę więc sobie popatrzeć, choćby dlatego, żeby mnie spróbowano zdemoralizować, żebym miał szansę próbom się oprzeć. Za prawienie morałów w kinie serdecznie dziękuję, nic bardziej nie podcina skrzydeł artyście niż chęć przyprawienie samemu sobie anielskich skrzydeł, chęć pokrzykiwania z ambony zamiast z reżyserskiego stołka".
        "To piekielne kino", s. 8-9
          • grek.grek "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po seansie 06.02.16, 12:38
            Na pewno jest tutaj sporo ohydy, instruktaż odbierania człowiekowi godności, a finale pewna doza okrucieństwa.

            ALE... wg mnie, mistrzostwo tego filmu i kapitalnośc zamysłu Pasoliniego, a zauważam je wyraźnie, polegają na tym, że całe to ohydztwo, poniżanie i okrucieństwo nie uderza w ofiary, ale demaskuje sprawców. Ofiary są tutaj potrzebne, aby zobaczyć sprawców w całej wątpliwej krasie ich upadku i... czy ja wiem ? żenady ? ŚMIESZNOŚCI ?

            Sa śmieszni. Po prostu śmieszni. Nie tylko ich fizjonomie, przesadzone gesty [jeden upiera się, zeby w jadalni opuszczać galoty i chwalić się wszystkim swoim tyłkiem, inny chodzi po placu i okłada ludzi knutem i wydaje sie, ze jest bliski jakiejś histerii, a następnie trzech z nich przebiera się za kobiety, a czwarty - w idiotycznym stroju zawodowym biskupa - udziela im ślubu z asystującymi całemu procederowi karabineriami], ale przede wszystkim ich przekonanie, ze władza daje im kontrolę nad czymkolwiek. Czyni ich to śmiesznymi, bo jakąs przyjemność czy satysfakcję można czerpać ze zmuszania ludzi do takich czy innych zachowań za pomocą przystawiania im pistoletu do skroni ? To klęska, a nie zwycięstwo, to upadek, a nie powód do dumy.

            Dostaje się tutaj faszyzmowi w każdej postaci. W oczywisty sposób.
            Dostaje się włoskim kolaborantom, którzy poszli pod rękę z hitlerowską Rzeszą.

            Dostaje w zęby pozornie kulturalne i wykształcone mieszczaństwo.
            Obrywają bejsbolem elity - któż bowiem wyczynia te wszystkie brewerie ? Przedstawiciele Kościoła, wymiaru sprawiedliwości, polityki, kultury. To jest jedno z najcięzszych oskarzeń rzuconych władzy i establishmentowi, jakie można sobie wyobrazić.

            Erotyczne opowieści, orgie i inne cyrki odbywają się w rytm muzyki klasycznej [zdaje się, nawet Szopen rozbrzmiewał w pewnym momencie]. Elitarne wieprzki rozmawiają językiem znakomitym, pełnym wyszukanych słów, piją winko, siedzą w salonie nózka na nózkę przy wybornym cieście i deliberują, jak by tu poprawić formy działania.

            Negują wszystko, w co wierzył sam Pasolini.
            Jedna z dam do towarzystwa, które snują swoje opowiastki, przyznaje, ze zabiła własną matkę. Wtedy jeden z bandy czterech dołącza z podobnym wyznaniem. Oboje uznają swoje czyny za
            całkowicie pożadane i satysfakcjonujące. Pasolini kochał swoją matkę, mieszkał z nią przez całe życie, ogromnie był z nią związany. Jesli jego bohaterowie chwalą sobie zabijanie własnych matek, to znaczy że Pasolini cholernie ich nie lubił.

            "Tam gdzie wszyscy ludzie są równi, nie ma szczęscia", mówi jeden. Pogarda dla idei komunizmu, w którym Pasolini wierzył, jako w system wartości, który najgłębiej oddaje sens wszelkich dązeń ludzkości. Jesli w filmie Pasoliniego ktoś drwi sobie z idei równości i braterstwa ludzi, to znaczy że Pasolini cholernie go nie lubił.

            W zbiorze zasad, jaki otrzymują sprowadzeni do willi więźniowe, stoi, że "nie wolno odbywać żadnych praktyk religijnych, będą surowo karane". A wiec nie wolno się modlic, mówić o Bogu. Pasolini nigdy nie atakował samej idei Boga, atakował Kościół, który tę ideę splugawił, wykoślawił, a wreszcie zrobił z niej narzędzie kontroli i wyzysku mas społecznych. Jesli biskup zabrania praktyk religijnych, to znaczy że Pasolini w sposób ostry i bezkompromisowy oddziela Kościół od Boga.

            Jeden z karabinierów romansuje z ciemnoskórą słuzacą. Kiedy zostają nakryci - oboje ponoszą śmierć. Karabinier splamił czystośc rasową. Mamy więc także oskarżenie włoskiego, europejskiego społeczeństwa, o głęboko skrywane rasistowskie ciągoty. Trudno nie widzieć w tym odnośnika do współczesności.

            Jest też fragment, w którym oprawcy piętnują homoseksualizm, co jest o tyle zabawne, ze sami się mu oddają, zwłaszcza biskup.

            Pasolini był zawsze przeciwko konsumpcjonizmowi.
            O ile więc "Salo" bije przede wszystkim w "absolutną władze, która degeneruje w sposób absolutny", to ja widzę też krytykę i potępienie uprzedmiotowienia ludzi. Oprawcy używają ofiar jak wibratorów samobieżnych, odmawiają im uczuć i godności. Konsumują bez umiaru. Wizja wagi cięzkiej, ale oddająca to, co przyszło, a czym mamy do czynienia dzisiaj, na rynku pracy, kontaktów międzyludzkich, wszędzie. Wcześniej rządziły konwenanse czy zasady, dzisiaj rządzi wartośc rynkowa.

            W sumie, widzę tutaj znacznie głębszy zamysł niż tylko pragnienie hucpy.

            Gdzieś spotkałem opinie, że Pasolini tym filmem "zaprzeczył swojej humanistycznemu wydźwiękowi całej swoje dotychczasowej twórczości". Zabawne, bo ja mam zupełnie odmienną opinię. Sądzę, ze on osiągnał najwyższy poziom nasycenia dzieła humanizmem.

            On nie pokazuje tych wszystkich rzeczy, żeby napawać się obrazami poniżenia. On to pokazuje, aby pobudzić refleksję, aby wzmóc opór przeciw takim rzeczom w rzeczywistości [ofk, pod innymi postaciami, to co dzieje się w filmie jest tylko metaforą], aby napiętnować żarłocznośc kapitalizmu, obłudę Kościoła, degenerację wszelkiej władzy politycznej, którą w jej wyczynach ochrania wojsko i policja, patologię faszyzmu, który jest obecny w każdym przejawie dyskryminacji społecznej.

            Ciekawe, że wersja w Kulturze miała 111 minut, podczas gdy ta oficjalnie dostępna ma ich 117. Z wersji rezyserskiej wycięto od razu 2 minuty. W sumie, nie żebym przebierał nogami do oglądania róznych drastycznych szczegółów, bo zapewne nic one więcej nie wnosiły do wymowy filmu, a ona mnie najbardziej zainteresowała, ale cenzura zawsze jest czymś negatywnym.

            Zabawne, że pod pozorem troski o obywateli, co by nie doznali ataku serca z powodu oglądania jak aktor krzywi się udając że je g.wno, niektóre politbiura podjęły decyzję, by zakazać rozpowszechniania tego filmu. Władza, każda władza - tu Pasolini ma rację - ma w nosie dobro obywateli. Władza się wyżywi, obywatel nie jest jej do niczego potrzebny, jak już nie będzie miała co żreć, to ustawą da sobie prawo do zabijania i handlowania organami. Nie wierzycie ? :] [swoją drogą, to byłby niezły temat na film o przyszłości, nie sądzicie ?]

            Władza nie dba o obywatela, bo jest dla niej tym czym ci młodzi ludzie dla obleśnych oprawców - przedmiotami, papierowymi zapisami, anonimową masą do urobienia.

            I ta władza miałaby cenzurować "Salo" z powodu innego niż obawa o siłę i energię tego filmu, który swoją wymową mógłby skłonić wielu do zachowań i myślenia buntowniczego ?

            Przedstawienie dośc ohydne, ale wiedza o rzeczy - bezcenna.
            • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po seansie 06.02.16, 13:33
              Ech, wiedziałam, że pochwalisz :)

              A teraz parę słów ode mnie. Mamy tu przygnębiający korowód kolejnych wyrafinowanych tortur. Po jakimś czasie nieszczęsne ofiary stają się obojętne na to co się z nimi dzieje (nie pomaga amatorskie aktorstwo). I my też. Nie widziałam cierpiących ludzi, ale anonimowe mięso dla wymyślnych eksperymentów.

              Pytanie: po co to wszystko? Aby pokazać jacy faszyści byli okrutni? To wszystko już wiemy. No, ale niech ktoś spróbuje atakować taki film. Pewnie sam faszysta! :)

              Może więc krytyka każdego totalitaryzmu, a wręcz każdej władzy? Jak dla mnie nie ma to większego związku z całą akcją. Oprawcami mogłaby być choćby jakaś grupa przestępcza, mająca broń. Ale jak się wrzuci temat totalitaryzmu, to z soft porno w stylu S/M robi się nagle poważne DZIEŁO i można snuć mętne rozważania filozoficzne. Metafora władzy jako zniewolenia seksualnego jest wręcz prymitywna.

              Co do koncepcji, że przez to nagromadzenie okrucieństwa reżyser chciał wywołać u widza jak najlepsze ludzkie uczucia. Ale za jaką cenę? Zresztą mam duże wątpliwości czy to się udało. ?Salo? pozostawiło mnie z uczuciem nienawiści do ludzi. Bardzo dalekim od wszelkiego humanizmu. Gdyby chociaż była tu odrobina nadziei. Ale nie. Jest czarna dziura.

              Ja tu widzę sprzeczność: krytyka zła i okrucieństwa, a jednocześnie dobra ?reklama?, bo pokazuje się je ze wszystkimi szczegółami i kompletnie na zimno. I tak, ja tu widzę napawanie się okrucieństwem. Ewentualne zamiary krytyczne giną gdzieś kompletnie.

              Pod względem filmowym nie bardzo jest o czym pisać. Realizacja i aktorstwo na poziomie kina klasy B.

              Muszę dodać, że nie mam pewności jak odebrałabym ?Salo? dzisiaj. Widziałam je dawno temu, jako młoda kinomanka i to w kinie, co mogło wzmocnić wrażenia. Kopia była czarno-biała, przez co film wyglądał jak ponury pseudo-dokument. Ale żadna siła nie mogła mnie zmusić, żeby obejrzeć go ponownie.

              • grek.grek Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 06.02.16, 15:06
                cześć, Siostro :]

                znasz mnie... :]
                formę potraktowałem, w tym przypadku, jako pretekst do powiedzenia czegoś ważnego i
                jednak po linii dotychczasowej twórczości reżysera.

                muszę polemizować, Siostro :]

                w pewnym momencie ofiary zaczynają na siebie donosić. Chcą uzyskać jakieś przywileje denuncjując towarzyszy albo romans karabiniera z czarnoskórą służącą. Także lesbijski romans dwóch dziewczyn sugeruje,że szukają zapomnienia w tym chaosie. Inna dziewczyna krzyczy "Boże, czemuś nas opuścił ?!". wg mnie, dowodzi to, że ofiarom nie jest wszystko jedno. Nie widzą jednak żadnej szansy ucieczki, są pilnowani przez uzbrojonych strażników, a to na pewno powoduje że wpadają w pewien stupor, widać na ich twarzach i w mowie ciała bezsilnośc, ale nie uważam, aby była ona tożsama z obojętnością.

                wg mnie, to wszystko przypomina rzeczywistość obozu koncentracyjnego. Tak to jest zorganizowane.

                wg mnie, społeczna pozycja oprawców, poglądy jakie wyznają i jakim hołdują, są bardzo symboliczne. Władza jest tutaj w swoim klasycznym sojuszu : prawo, polityka, wojsko i Kościół. I pozwala sobie na wszystko, w tym przypadku na orgię, ale to jest tylko forma, która mu poruszyć widza, potrząsnąć nim. W istocie, Pasoliniemu - wg mnie - chodzi o wszelką formę kontroli nad społeczeństwem i wyzysku, uprzedmiotowienia i dyskryminacji, jakie uprawia władza, sama skorumpowana, bezczelna i pozbawiona samokontroli.

                Ten film, wg mnie, jest jawnym podżeganiem do rewolucji społecznej, do zrzucania z tronów chciwych polityków, sprzedajnych sędziów, utytych i zdegenerowanych dostojników kościelnych i całej sitwy, która im służy w dziele ciemiężenia społeczeństwa.

                to ciekawe pytanie.
                o skalę prowokacji.
                wg mnie, Pasolini rzeczywiście jedzie po bandzie, ale jednocześnie tylko tak może uzyskać odpowiednią siłę rażenia dla oskarżycielskiej wymowy tego filmu.

                "uczucie nienawisci do ludzi"

                ludzie sa tutaj na drugim planie.
                wg mnie, mamy figury społeczne, dzierżycieli władzy i poddanych, mamy stosunki międzyklasowe, starcie ideologii, folgowanie tabu.

                ludzie róznie się zachowują w róznych warunkach i okolicznościach.
                znamy to np. z wojen etnicznych. Hutu i Tutsi żyli normalnie przez wiele lat. Z dnia na dzień jedni zaczęli wyrzynać drugich. Na Wołyniu wczorajsi sąsiedzi zamienili się w katów i ofiary. Podobnie na Bałkanach.

                ale i o poziom niżej można zejśc. racjonalny człowiek może dostać pomieszania zmysłów w markecie, kiedy rzucą na sprzedaż przecenione telewizory albo klapki łazienkowe. rzuci się do walki, stratuje innych, pobije.
                Inny pójdzie na stadion i z przyjemnego gościa zamieni się w furiata wrzeszczącego chamskie przyśpiewki.

                Ci w "Salo" też zachowują się stosownie do okoliczności. Coś tam im chodziło po glowie, ale nieśmiało, gdzieś przed zaśnięciem, a wojna i chaos, dominująca pozycja społeczna i doskonałe warunki lokalizacyjne, stwarzają im szansę do realizacji marzeń.

                Pasolini, wg mnie, nie krytykuje tej częsci natury ludzkiej, bo wie że człowiek jest zwierzęciem i swoje odchyły ma. Pokazuje do czego prowadzi zerwanie bezpieczników w strukturze kontrolnej, w swiecie negacji wartości i kultury społecznej. Jak to się wali, a wojna rozhermetyzowuje ten system w sposób całkowity - do głosu dochodzą najgorsze instynkty.

                humanizm tego filmu, wg mnie, polega na napiętnowaniu tych zachowań i wywołaniu szoku, który uświadomi widzowi wagę pozytywnych wartości. Mozna je propagować za pomocą pokazywania tych pozytywów, ale czasami lepiej działa pokazywanie skutków lekkomyslności.

                "napawanie się okrucieństwem'

                napawają się nim postaci, które Pasolini bezlitośnie piętnuje i pokazuje jako negatywne.
                a to napawanie się jest dowodem na ich upadek, a nie skłania do gloryfikacji czy podziwu dla nich.
                Pasolini robi wręcz wszystko, żeby ich zohydzić, ośmieszyć i wytaplać w błocie.
                oni znęcają się nad swoimi ofiarami, ale to nie ofiary są upodlone. Upodlają się przede wszystkim oprawcy. To oni traca człowieczeństwo, a nie ci, których przemocą próbują go pozbawić.

                wg mnie, ryzykowne jest utożsamianie intencji postaci i reżysera.

                o, wg mnie, inscenizacja jest bardzo dobra. ascetyczna, bez przesadnego budżetu, ale wiarygodna i sugestywna.

                wiedziałem, że będziemy polemizować :] co mnie cieszy, bo z polemiki zawsze wiele dobrego wynika.



                • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 06.02.16, 18:21
                  No, cóż, pozostaniemy przy swoich stanowiskach :)

                  Ale ja nie widzę napiętnowania tych zachowań. Film widziałam dawno, ale nie przypominam sobie, żeby grupa oprawców poniosła jakieś konsekwencje. Robią co chcą, wychodzą z tego bez szwanku, no cóż, można ich nawet za to podziwiać.

                  Moim zdaniem to nagromadzenie okrucieństwa i perwersji zabija wrażliwość widza.

                  Powtórzę swoją opinią, niewiele różni ten film od pierwszego z brzegu soft porno w faszystowskim anturażu. Gdyby nie nazwisko Pasoliniego to nikt by sobie głowy nie zawracał.
                  • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 06.02.16, 19:19
                    A, "sporo ohydy i pewna doza okrucieństwa"? Hm, delikatnie powiedziane.

                    Przypomnijmy, co tu mamy: wielokrotne gwałty, bicie, poniżanie, zmuszanie ofiar do udawania psów, jedzenie żywności z gwoździami, skalpowanie żywcem, wyłupywanie oczu, odcinanie języka, zjadanie odchodów, ukrzyżowanie, a na końcu zabijanie. A i tak nie wszystko zapamiętałam. O terrorze psychicznym nie wspomnę.
                    • grek.grek Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 07.02.16, 14:24
                      masz rację, Siostro.

                      niemniej, wg mnie pytanie podstawowe brzmi : po co jest to pokazywane i jaką pełni rolę ?

                      U Tarantina co chwila ktoś ginie, krew tryska pod sufit, a nawet odcięta głowa może się potoczyć po stole. Okrutne ? wg mnie - nie.
                      NIe, ponieważ to jest wszystko pro forma, chodzi o zgrywę i przerysowanie.

                      podobnie jest w "Salo".
                      wszystkie te wyczyny są pozornie okrutne, a w istocie tak bardzo skręcające w absurd,że nie sposób traktować ich samych w sobie serio.

                      są użyte w jakimś celu. I przegięte po to, żeby dać wyraźny sygnał,że liczy się odczytanie, a nie forma sama w sobie.

                      markizowi de Sade też nie chodziło o to, by te wszystkie jego opisy wcielać w życie, a nawet nie chodziło o te opisy same w sobie. Chodziło o rozmyślania nad granicami człowieczeństwa, eksplotacji wyobraźni, nad istotą anarchii.

                      dlatego, jak dla mnie ten film w ogóle nie jest szokujący, bo tak dalece ta rzeczywistość i te wszystkie formy tortur są przerysowane. równie dobrze można by serio traktować to, ze Zając sześc razy przygniotł Wilka betonową ścianą, a Wilk ciągle biega :]

                      forma jest na tyle przegięta, że aż skłania do tego, by przestać się nią zajmować góra w połowie filmu, i skupić się na słowach oraz na tym, co się za takim nagromadzeniem obrazów tortur, wykorzystywania i poniżania naprawdę kryje.

                      tak to wygląda wg mnie :]
                      • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 07.02.16, 16:00
                        Ja widzę jednak różnicę między Tarantino i Pasolinim. U pierwszego widać zgrywę i pastisz. U drugiego wszystko jednak wzięłam na serio, mimo nagromadzenia okrucieństw aż do absurdu. Także dlatego, że "Salo" jest podlane filozoficznym sosem i podparte literaturą. Tarantino niczego więcej nie udaje, to czyste kino.

                        Każdy odbierze ten film inaczej. Nie byłeś w ogóle zszokowany, ale wielu widzów (i ja) potrzebowało dużo czasu, żeby się po nim otrząsnąć. U mnie to były tygodnie, może więcej (a miałam wtedy ok. 20 lat, więc dzieckiem nie byłam). Reżyser odwołuje się niby do humanizmu i wrażliwości widza, a z drugiej strony oczekuje od niego skóry słonia. Kwadratura koła.

                        Czysto po ludzku, ten film może wyrządzić krzywdę. W obliczu tego wszystkie mądrości "Salo" są warte funta kłaków.

                        Takie jest moje zdanie :)
                        • grek.grek Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 07.02.16, 16:59
                          Siostro, ja także widzę róznicę między "Salo" a filmami Tarantina.
                          zgadzam się z Tobą, w "Salo" jest bardziej serio, u Tarantina oko jest wyraźnie zmrużone.

                          widzę jednak także podobieństwo - a polega ono na świadomym wyjechaniu poza margines.
                          czemu służy rozbijanie kijem głów albo wycinanie swastyk nożem na czole w "Bękartach" ?
                          to są okrutne sceny, celowo okrutne. czy służą słusznej sprawie ? bierzemy je dosłownie czy zastanawiamy się : co Tarantino chciał przez to pokazać ? wygłupia się ? Ale zaraz... on przecież chce nam pokazać, jak Żydzi wygrywają II wś. To nie jest tylko zabawa. Ten film ma swój zamiar. Nadal kino Tarantina preferuje nieszkodliwe okrucieństwo czy jednak wzmaga je na ekranie, aby uwypuklić pragnienie pokazania czegoś co jest ukryte za parawanem tej formy?

                          czy te sceny z "Bękartów" róznią się - w swojej zamierzonej celowości - od scen z "Salo" ?

                          doskonale rozumiem Twoj odbiór, Siostro.
                          szanuję Twoją wrażliwość.
                          z tego punktu widzenia, świetnie rozumiem Twój punkt widzenia, że jednak forma jest zbyt drastyczna.

                          wg mnie, po prostu, z tej drastyczności forma wynikać miała głębia wstrząsu widza, która z kolei miała prowadzić do krytycznej refleksji o władzy, jej granicach, instynktach tkwiących w ludzkiej naturze, negacji wartości itd. Pasolini, wg mnie, zdecydowanie odnosił się do współczesności.

                          a także do rzeczywistości obozów koncentracyjnych.
                          myślę, ze w "Salo"mamy bardzo mocne potępienie Holcaustu, ostrzeżenie przed powtórką.
                          I tak jak w filmach o Holokauście - można to pokazać bardziej soft, licząc na to, że uda się w widzu wywołać odpowiednią refleksję, ale można też pokazac wersję hard, próbując go do tego zmusić niemalże.

                          i jest ryzyko, tutaj masz pełną rację, że ta próba hardkorowa sprawi, że widz nie zdoła wyjśc poza formę i nie dotrze do refleksji.

                          tyle że wersja soft ewokuje zagrożenie odwrotne - że będzie zbyt letnia i widz zje swój popcorn i nic nie zapamięta,. nic się w nim nie stanie, nie dostanie nawet szansy na przebicie się przez formę do treści jaka za nią stoi.

                          "ten film może wyrządzić krzywdę"

                          wg mnie, tylko wtedy kiedy będzie dla kogoś inspiracją do podobnych czynów.
                          szkoda, że w kinie nie istnieje coś takiego jak 'wprowadzenie" i "posłowie" - może z wyjaśnieniem celowości użycia przez reżysera takich, a nie innych środków, widzowie mniej byliby narażeni na uwikłanie w samą formę filmu ? :]

                          dzięki :]


                          • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 07.02.16, 17:46
                            Co do tego "wyrządzenia krzywdy" masz rację, może on zainspirować do podobnych czynów, czy też po prostu uświadomić komuś, że to wszystko co ogląda jest dla niego ekscytujące.

                            Ale miałam też na myśli, że może wyrządzić krzywdę widzom z dużą wrażliwością, bo pozbawia ich złudzeń (jeżeli jeszcze je mieli) co do tego jak ludzie potrafią być okrutni. Niby to "tylko" kino, a jednak ma swoją moc.
                            • barbasia1 Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 07.02.16, 23:33
                              Ale to przecież nie wina filmu, że ktoś ma źle w głowie!??

                              A propos, mam gęsią skórkę, czytając o sprawie Kajetana Poznańskiego, poszukiwanego listem gończym wielbiciela Hannibala Lectera, o którym napisał wiersze po łacinie!

                              > Ale miałam też na myśli, że może wyrządzić krzywdę widzom z dużą wrażliwością,
                              > bo pozbawia ich złudzeń (jeżeli jeszcze je mieli) co do tego jak ludzie potrafi
                              > ą być okrutni.

                              Tak się zastanawiam, czy po lekcjach historii XX wieku w szkole, po informacjach o Auschwitz, po lekturach np. "Medalionów" Nałkowskiej, wierszach np. „Unde malum” Tadeusza Różewicza, ktoś może mieć jeszcze jakieś złudzenia co do natury ludzkiej?
                            • grek.grek Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 08.02.16, 13:21
                              nie sposób nie przyznać Ci racji, Siostro.

                              "Salo" MOŻE tak oddziaływać.
                              może wieć nie jest to film dla każdego, może trzeba do niego podchodzić posiadając pewną wiedzę na temat jego sensu, intencji reżysera, wymowy ?
                              Seans niepoprzedzony taką "prasówką" może nieśc zagrożenia, może być niezrozumiały, wtedy może "krzywdę", o której piszesz, wyrządzić.
                              • siostra_bronte Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 08.02.16, 14:20
                                O to mi chodziło :)

                                Przeciętny widz, a nawet taki bardziej zorientowany jak ja :) odbierze ten film "wprost". I będzie miał w nosie ewentualne głębokie przemyślenia. Dlatego zachwycają się nim krytycy. Przeglądałam recenzje tak przeintelektualizowane, że nie potrafiłam ich nawet zrozumieć :)

                                Widzowie mają już bardziej mieszane odczucia. Chodzi o ten dylemat granic sztuki w pokazywaniu zła i okrucieństwa. Czy nie wystarczy już to zło w rzeczywistym świecie? A skuteczność takiej niby "antyreklamy" okrucieństwa, podobnie jak filmików o szkodliwości palenia czy skutków wypadków samochodowych jest wątpliwa.

                                Krytycy są bardziej tolerancyjni pod tym względem. I widz może się wkurzyć, że szukają wielkiej sztuki we wszystkim, bo są tacy mądrzy.

                                Uff, już nie wiem co więcej napisać :)
                                • grek.grek Re: "Salo, 120 dni Sodomy" 3 słowa po sea 08.02.16, 15:24
                                  Siostro, wydaje mi się, że istota rzeczy tkwi w intencji reżysera.
                                  w planowanej energii uderzenia.
                                  wygląda na to, że w tym przypadku była to strategia "no prisoners" :]
                                  a ona zawsze niesie ze sobą ryzyko, że forma i szok przesłonią subtelności przekazu.
                                  wg mnie, jesli ktoś już wykorzystuje "Salo", to nie może zmiękczać, bo wyglądałoby to
                                  dośc pociesznie i nienaturalnie.
                                  a oprócz tego... jesli "Salo" wykorzystuje Pasolini, który dał się poznać jako humanista, człowiek wrażliwy i bezkompromisowo oddany wizji lepszego świata, to wg mnie nie sposób podejśc do JEGO "Salo" inaczej jak do filmu, który ma w siebie wbudowaną krytykę tego, co tymi wartościami uznawanymi przez Pasoliniego nie jest, co tym wartościom się sprzeciwia, co te wartości bruka.
                                  wg mnie, nazwisko i dorobek rezysera są tutaj odpowiednio sugestywną zapowiedzią, że to co widzimy na ekranie trzeba bedzie czytać poprzez jego głęboko humanistyczne przesłanie.

                                  wg mnie, taki sam cel mają np. filmy pokazujące w naturalistyczny sposób rzeczywistośc gułagów albo obozów koncentracyjnych. Im również można zarzucić, że zbytecznie epatują grozą, że ludzie prędzej zwymiotują psychicznie niż zaświeci im się refleksja. A jednak... czy nie warto zmierzyć się z tymi obrazami, żeby zrozumieć wagę przesłania "nigdy więcej" ?