Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 5 (vol. 67)

01.05.16, 14:05
Dzień dobry w maju :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek 1 maja - kto w pochodzie, a kto w podchodach ? ;] 01.05.16, 15:18
      cześć, Maniu :]

      pochody, to wiadomo, a podchody... to wszystko inne ;]

      o, jeszcze pamiętam jak się chodziło z flagami albo innymi instrumentami. i równie chętnie się-uciekało, nad rzekę, albo gdzieś tam indziej. To już końcówka "Polski Ludowej" była, więc specjalnie nikt nie zajmował się paroma zuchwalcami, którym przyszło do głowy zwiać z podniosłej uroczystości.

      i wiecie co, dopiero dzisiaj serio miałbym chęc w takim pochodzie wziąć udział.

      a jak Wasze wspomnienia ?
      wywiesiliście flagę narodową ? ;]
      • barbasia1 Re: 1 maja - kto w pochodzie, a kto w podchodach 02.05.16, 23:30
        A Ty byłeś, Greku, na jakimś pochodzie? Chyba nie, prawda?! ;)

        Oczywiście, że wywiesiłam flagę. Co roku wieszam.

        Kilka lat temu własnoręcznie uszyłam nową flagę. Miałam z szyciem mały kłopot, bo pani w sklepie sprzedała mi biało-czerwony materiał, który miał niewłaściwe wymiary ( kobieta nie wiedziała, że materiał na flagę musi mieć proporcje 5:8, zresztą ja też tego nie wiedziałam wcześniej) i musiałam go potem obcinać, przeszywać.


        W szkole podstawowej byliśmy przynajmniej raz na pochodzie. Pamiętam szturmówki. :) /Czy młodzi wiedzą, co to jest?/
        Wtedy bardzo mało uświadomieni politycznie byliśmy. ;)

        Pamiętam, że tato (!) zawsze 1 Maja przynosił nam balony i małe papierowe flagi biało-czerwone na drewnianych patyczkach. :)
        • grek.grek Re: 1 maja - kto w pochodzie, a kto w podchodach 03.05.16, 14:38
          no własnie, nie byłem, Barbasiu :] TEraz to nie bardzo wiadomo z kim maszerować, zeby nie zostać gorszym sortem Polaka ;]

          dla fachowca nic trudnego, jak się okazuje :]

          "szturmówki" ? nowy rodzaj spodni, lepssza wersja "bojówek" ? ;]] chyba tak kombinują ?
          o, były, były, i ja przez mglę pamiętam. Chociaż w drugiej połowie 80s, to już takie anemiczne były ty pochody i raczej nie sprawdzano zbyt skrupulatnie obecności, z tego co pamiętam. Przez mglę :]

          o, świetne wspomnienie, Barbasiu :]
    • grek.grek 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 01.05.16, 15:24
      druga odsłona przeglądu filmów Jacquesa Tatiego.

      Siostra zapowiadała cykl, więc to mamy w rejestrze.
      chciałbym się przyłączyć do Jej zachęt - nie znałem dotąd filmów z Panem Hulotem, wczoraj obejrzałem pierwszy - "Wakacje Pana Hulot" i zaprawdę powiadam Wam : jesli dotąd nie widzieliście filmów Tatiego, to musicie zobaczyć choć jeden :] kapitalne poczucie humoru, sama postać głównego bohatera, a do tego mnóstwo świetnych pomysłów na kolejne jego perypetie i gagi sytuacyjne. niewymuszone, ciepłe, błyskotliwe, wspaniałe !

      "Wakacje..." były debiutem Hulota, który zrobił furorę. "Wujaszek" to drugi film z tej nieformalnej serii i od razu Oscarowy, z nagrodami w Cannes.

      za 10 minut start :]
        • grek.grek Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 01.05.16, 18:23
          cześć, Barbasiu :]

          świetny film:]

          pan Hulot ofk kładzie robotę pierwszorzędnie. Zasypia na stanowisku, potem coś majstruje przy maszynie i ta zaczyna produkować rury w kształcie... zwojów parówek. Ofk, jest z tym sporo zamieszania i niezły ubaw. Hulot z kolegami, którzy pokładają się ze śmiechu, stara się najpierw zatrzymać proces produkcyjny i "wrócić go" do poprzedniej formuły, a potem wywieźc poza teren fabryki te felerne rury,. najlepiej w konspiracji, żeby ich dyrektor żaden nie złapał. Udaje się to zrobić przy pomocy bryczki zaprzężonej w konia. Rozwożą je po mieście wrzucając gdzie się da, do kanałów, w krzaczory, dowolnie ;]

          Pan Hulot w finale wyjeżdza na służbowo na prowincję.

          Podczas tego rozwożenia rur, Hulotowi towarzyszył sioostrzeniec. Państwo dyrektorstwo byli w jakiejś sztywniackiej restauracji na kolacji z okazji rocznicy ślubu.

          Po powrocie zastają Hulota spiącego u nich, na przewróconej bokiem, dla wygody :], leżance. Płaszcz, buty, skarpety i reszta walają się po podłodze. Pani domu jest niepocieszona, a pan domu zaczyna wyraźnie zdradzać objawy irytacji, że jego syn sto razy bardziej woli spędzac czas z postrzelonym wujkiem niż z nim. I że "wuj ma niego zły wpływ". Decyzją szwagra, Hulot zostaje zesłany na placówkę daleko od miasta :]

          jakie wrażenia, Barbasiu ? :"]
          Czcigodni ?
          piszcie koniecznie !

          uff, świetny film.
          więcej od siebie napiszę jutro.

          "Bodo" wieczorem :]

          • barbasia1 Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 01.05.16, 23:23
            Dziękuję! :)

            I na końcu - to widziałam - symboliczna scena, o której wspomina Bronte, szwagier z siostrzeńcem przypatrują się z ukrycia, zza auta jak pan Hulot wsiada do pociągu ( tak?). W pewnym momencie chłopiec nieświadomie łapie ojca za rękę. Ojca ten gest niezmiernie uszczęśliwia, a jego radość, wywołuje uśmiech na twarzy chłopca.
            Panowie wskakują do auta i odjeżdżają zapewne do domu.

            • grek.grek Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 02.05.16, 16:46
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

              yes !
              a dodatkowo, ojciec-sztywniak bierze udział w zabawie syna : kiedy ktoś zbliża się do latarni, trzeba gwizdnąć, i czekać : wygrywa się wtedy, kiedy zaaferowany gwizdem przechodzień przymaluje w słup latarni ;] Syn wygrywa, a potem razem z ojcem muszą się kryć za samochodem, żeby trafiony przechodzień ich nie zauwazył.

              dzisiaj już nie zdążę, ale mam nadzieję jeszcze coś dopisac a'propos tego filmu. I a'propos "Wakacji pana Hulota", których jeszcze nie zdązyliśmy skomentować, a wydaje mi się,. ze było tam całe mnóstwo świetnych rzeczy :]

              a dzisiaj kolejny film Tatiego - "Playtime", zaczyna się własnie :]
              oglądasz ? Oglądacie ?

              mnie się nie uda, niestety.
              mam nadzieję na Twoje, Wasze, wrażenia i recenzje :]
                    • grek.grek Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 03.05.16, 14:09
                      świetnie, Siostro :]

                      Co do "Mojego wujaszka" jeszcze - te kontrasty bardzo mnie ujęły. Podwórko pana Hulota , pełne życia, tętnice róznymi odgłosami rzeczywistości, bazarek, dzieciarnia, codzienne rozmowy, konflikty, aktywne relacje międzyludzkie, odrapane kamienice, muzyka z akordeonu kontra sterylna rzeczywistośc domu państwa dyrektorstwa, z tym fatalnym wystrojem wnętrza, minmalizmem w najgorszym stylu, sztucznością rozmów i stylu bycia poszczególnych bohaterów. Dusza kontra technologia :]

                      Z tego odhumanizowanego domu nawet pies ucieka,żeby oddac się radosnemu pożeraniu odpadków z kubła na śmieci, oraz gonitwie z innymi psami. Ucieka też chłopiec, żeby pobawić się normalnie z łobuziakami z okolicy [akcja z gwizdaniem, które prowokuje przechodników do zderzeń z latarnią - nigdy o czymś takim nie słysxzałem, ale wygląda dobrze :))] , zjeść gofra z cukrem, pobiegać po krzaczorach, wybrudzić się jak nieboskie stworzenie, czyli po prostu być dzieckiem i skosztować tego wszystkiego, co przypisane jest temu okresowi życia.

                      I znów chłopiec znajduje kontakt z panem Hulotem, podczas gdy dorośli wcale. Oni już nie są dziećmi, dbają o to, co wg nich dorosłym przystoi. Podobnie dziewczyna z kamienicy w której mieszka Hulot.

                      Jest świetna scena, kiedy sąsiadka Hulota w samym ręczniku idzie schodami, spotykają się ze sobą, a Hulot odwraca się plecami,żeby dyskretnie ją przepuścić. CO ciekawe, widać tylko ich... nogi :]

                      Scena w domu dyrektora : Hulot chce użyć dzbanka. Odkrywaa że jest on wykonany z jakiegoś materiału, który pozwala mu swobodnie odbijać się od podłogi. Nie da się go stłuc. Hulot próbuje tego samego ze szklanką i oczywiście rozbija ją od razu :]

                      Cóż za repertuar zachowań snobistycznych charakterysycznych dla nowobogackich :] Tutaj wyjaskrawionych niemal do przesady ;] Pani domu włacza fontannę tylko dla specjalnych gości. jak wchjodzi na posesję ktoś mniej prestiżowy - wyłącza. Po posesji zaś, wolno się poruszać tylko po kamiennych płytkach położonych na żwir albo trawnik. Sa rozmieszczone w taki sposób,że ludzie kicają jak zające albo chwieją się przy każdym kroku próbując je forsować. Niektórzy jako chodnika używają kamiennych, wążiutkich obramowań przytrawnikowych wkomponowanych w ziemię :] Fotele i leżanki są skrajnie niewygodne, dyrektor wygląda na nich jak na łożu specyficznej totury. Krzesła jakby z drutu były zrobione. Posiłki nie naturalne, tylko odgrzewane. Wszystko na prąd. Czystośc, od której można zginąć, a pani domu jeszcze biega i ściereczką poprawia higienę. Co za obrazek :}] No i ten mur z cienkiej blachy, który otacza całą tę posiadłośc. Odgrodzenie od świata na zewnątrz. Odgrodzenie od życia.

                      Państwo są dokładnie tacy, jak ich mieszkanie. Sztuczni, nieciekawi, pozbawieni duszy, oddani tylko zarabianiu, oprowadzaniu po domu gości, chwaleniu się tym "do czego doszli" i nawet jak robią sobie prezenty to zawsze są to rzeczy praktyczne, najlepiej udoskonalające ten technologiczny standard w który... opływają ;] Jakaż to róznica w porównaniu do świata, z którego przybywa do nich Hulot, odrapanego, pełnego rupieci, gwaru, kwiatów, jakże pełnego życia.

                      Hulot odkrywa, ze kanarek w klatce na balkonie obok, zaczyna śpiewać, kiedy skieruje się na niefo odbijający się od okna promień słońca. Tak więc, Hulot "nastawia sobie muzykę" ustawiając okno pood odpowiednim kątem :] Kanarek kontra radio ;]

                      Scena party w domu dyrektora :] Tam się dzieje... Kontuzjowana rura, która wybija wodę w najmniej spodziewanych miejscach, pies wpuszczony z zewnątrz do ogrodu pani domu, goście łapiący psa, umorusani w remontowaniu rury i chodzący gęsiego, z krzesłami nad głową, w poszukiwaniu jakeigoś bezpiecznego miejsca, w którym woda nie wybijja. sprawca całego zamieszania, ofk Hulot, który metalową popielniczkę wbił tam gdzie nie powinien. Trafił bezbłędnie. Komicznie wygląda próbując prowadzić konwersację, a jednocześnie nogą blokując oddalony o dobre 2 metry punkt wybicia wody. Albo kiedy ma nogawki całe w wodzie [wpakował się do oczka wodnego] i próbuje to zamaskowac chowając dolną część spodni za czym tylko się da. I nawet w takim momencie aktywnie uczestnicząc w rozmowach :]

                      Ale i tak trudno przebić moment, kiedy na party przychodzi sąsiadka dyrektorstwa. Oni nie wiedzą kto to, a że widzą jakieś wzorzyste tkaniny w drzwiach wejściowych, to próbvują intruza wyrzucić "Mówiliśmy już, ze nie jesteśmy zainteresowani dywanami z bazaru !". Okazuje się, ze to sąsiadka we własnej osobie, tylko ma na sobie taki fikuśny, "dywanowy" strój :}

                      Ta wybita woda, ten galopujący po ogrodzie [żwir i trawa, hehe] niesforny pies, dopiero to wprowadza jakiś rodzaj życia w to przyjęcie, które bez tych zdarzeń zamieniłoby się w nasiadówkę, w której panowie ględzą o interesach, a panie są oprowadzane przez panią domu po kolejnych pokojach wyglądających jak gabinet dentystyczny :]


                      • grek.grek Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 03.05.16, 14:13
                        PS : rower Hulota zaparkowany przed fabryką na kopercie dla samochodu dyrektora :}} haha.

                        Hulot to człowiek. swiat w którym przychodzi mu sie poruszac, to maszyna.

                        Państwo dyrektorstwo zamknięci we własnym garażu :] Gosposia boi się przebiec wzdłuż fotokomórki, żeby spowodować automatyczne otwarcie drzwi. "Jeszcze mnie prąd porazi !".

                        Akcja z rurami parówkami już była. I nocne przejeżdzki bryczką po mieście, Hulota, jego znajomych i syna dyrektorstwa. Czysta komedia.

                        absolutnie kino poprawiające nastrój : z kiepskiego na dobry, z dobrego na bardzo dobry, z bardzo dobrego na szampański :]


      • siostra_bronte Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 01.05.16, 18:18
        Cieszę się, Greku :) Dla mnie "Wakacje.." są trochę nierówne, obok świetnych gagów są też mniej udane, ale podoba mi się nastrój radosnej anarchii :)

        Ale "Mój wujaszek" to już majstersztyk. Fontanna-ryba, supernowoczesna kuchnia, pani domu czyszcząca ściereczką wszystko co się da, łącznie z odjeżdżającym samochodem męża; sąsiadka wypuszczająca kłęby dymu z papierosa; nowoczesne meble, które nie nadają się do użytku; okna domu jak oczy, psotne zabawy dzieciaków, mało higieniczne racuchy, szalejąca plastikowa rurai, para właścicieli zatrzaśnięta w garażu, jakieś narzędzia wypadające za każdym razem z ciężarówki handlarza warzywami :) I tak dalej, i tak dalej. I zaskakująco wzruszająca ostatnia scena.

        I ta fantastyczna kolorystyka!! Na tle dominującej szarości piękne pastele plus czerwień prawie w każdej scenie. Rewelacja.
        • grek.grek Re: 15:30 TVP KUltura "Mój wujaszek" 01.05.16, 18:33
          dzięki, Siostro :]

          świetne uwagi. pięknie to ujęłaś.

          yes, ta nowoczesność domu za murem skonfrontowana z podwórkiem pana Hulota i wiele innych wyrazistych zestawień - to jest rewelacja. I jak przewidująca to estetyka, prawda ? Dzisiaj ten "szyk" obowiązuje już chyba wszędzie, gdzie mamy do czynienia z tzw. elitą.

          zdecydowanie. generalnie dominują pastele, ale tylko po to, żeby na ich tle tak świetnie wyrózniały się te żywe, dynamiczne barwy.

          i to zdanie "może paseczek czerwony ?", jakie malarz wypowiada do dyrektora mając na myśli upiększenie jego samochodu - jakież to symboliczne. czerwony, kolor energii, namiętności, życia, którrego tym zamkniętym za murem ludziom tak bardzo brakuje.

          Twoje rekomendacje sprawdzają się w 101 procentach !
          zostałem fanem pana Hulota :]

          jutro się rozpiszę trochę bardziej :]

          udanego wieczoru świątecznego, Wszystkim Wam życzę :]
          mam nadzieję, że pogoda dziś dopisuje.
    • grek.grek "Bodo" odc 9- wrażenia ? pochwały ? krytyka ? :] 02.05.16, 11:02
      jakie wrażenia ? :]

      broda Bodo [nieźle przylepiona, wyglądała jak żywa, hehe, poza tym - z brodą wyglądał wyraziście, bez brody faktycznie podobny jest do nikogo], dog Sambo, i Nora Ney, której metody aktorskiego wcielania się w postać, która każe być nią także poza planem, inni nie rozumieją, ani rozumieją szczątkowo; wychodzi tutaj, że - w polskim kinie - Nora Ney wyprzedzała epokę :]

      wątek procesowy załatwiony szybko i sprawnie.
      wątek kręcenia "Głosu pustyni" pokazany bez epatowania poniesionymi kosztami, a więc bardzo kameralnie ;]

      i znów Ada. jakby scenarzysta i reżyser szukali tutaj własnie odpowiedzi na to, dlaczego Bodo się nie ożenił i inne takie. Bo Ada była jego jedyną miłością - brzmi odpowiedź, więc skoro nie z nią, to z żadną.


      • grek.grek Re: "Bodo" odc 9- wrażenia ? pochwały ? krytyka ? 02.05.16, 11:09
        piszą z okazji serialu ;]

        pierwszy artykuł ma odpowiedzieć na, podobno ?, oburzenie jakie wywołały sceny, w których Bodo wciąga nosem i bawi się z agentkami towarzyskimi :

        nie przepuszcza tego linka cenzura, tytuł brzmi : "Eugeniusz Bodo, celebryta z którego zrobiono bohatera narodowego". w google powinien wyskoczyć odnośnik po wpisaniu tej frazy :]

        drugi, jak zawsze najpilniej skupia się na pytaniach : czy był gejem ? czy miał takie skłonności ? itd itp ;] klasyka gatunku. Ale NIE TYLKo, bardzo ciekawie podchodzi do całokształtu :

        kultura.gazeta.pl/kultura/7,127222,19983333,ocalic-eugeniusza-bodo-od-zapomnienia.html#MTstream
        • siostra_bronte Re: "Bodo" odc 9- wrażenia ? pochwały ? krytyka ? 02.05.16, 19:03
          Naszła mnie ogólna refleksja. Dlaczego serial akurat o Bodo, a nie któryś z innych popularnych aktorów międzywojnia? Czyżby ze względu na to, że zabili go Sowieci, o czym wspomina się praktycznie w każdym odcinku?

          Z tego co oglądamy bohater nie jest postacią zbyt ciekawą i głęboką. Został przedstawiony głównie jako super ambitny człowiek, wręcz karierowicz. A licho wie, ile ma to wspólnego z prawdą.

          Do tego scenarzyści dodali fikcyjne wątki, widocznie sami uznali, że życiorys Bodo trzeba podrasować. Duży błąd z wątkiem Ady, przecież wiemy, że to fikcja. A Bodo mówi jej wczoraj, że "wszystko robi dla niej". Cierpi na tym wiarygodność psychologiczna bohatera. To wszystko po prostu razem kupy się nie trzyma. Albo robimy serial biograficzny jak najbardziej oparty na faktach, albo nie nazywajmy go "Bodo", tylko "Iksiński". Naprawdę tego nie rozumiem.
    • grek.grek "Kobieta w czerni" via CT2 [1] 02.05.16, 15:58
      za kilka, - naście ?, lat przekonamy się, czy ten film wejdzie do kanonu gatunku. Póki co, wg mnie jest to całkiem nienajgorszy horror, którego rezyser powstrzymał się od przesadnej ekspresji, stworzył dobry klimat, korzystając z dostępnych instrumentów, nie wymyślając prochu.

      Akcja ma miejsce w tzw.epoce edwardiańskiej, zatem w początkach XX wieku. Młody notariusz Arthur Kipps [gra go, z powodzeniem, Daniel Radcliffe] przybywa do osady Gifford. Ma za zadanie uporządkować papiery po zmarłej właścicielce Domu na Węgorzowych MOczarach. Ludziska dziwnie na niego patrzą, większośc to prości rolnicy, Kipps nie przejmuje się tym specjalnie.

      Poznaje przy okazji małżeństwo Dailych - Sama i Elizabeth. Inteligencja miejscowa, mieszkają w urodziwej posiadłości. Od pewnego czasu przetrawiają rodzinną tragedię, śmierć dziecka. Elizabeth wyraźnie nie radzi sobie ze stratą. Sam troszczy się o nią, zapewne też cierpi, ale trochę mniej...widowiskowo.

      Dom na Moczarach jest świetny, kllasyka horroru, duży, zniszczony, otoczony badylami i inną zwiędłą florą. Ma klimat :]

      Ludzie z wioski ostrzegają Kippsa, żeby tam nie chodził, bo straszy, ale Kipps traktuje to jako legendę miejscową. Podczas pierwszej wizyty wydaje mu się, ze z okna widzi kobiete wśród drzew. Ubraną na czarno, w woalu na twarzy. Przywidzenie zapewne.

      Kiedy wraca do wioski, widzi poruszenie. Rwetes. I płaczących ludzi. Okazuje się, że zmarło dziecko. Chłopiec. Ludzie są wściekli na Kippsa, uważają że to jego wina "Mówiliśmy ci, żebyś tam nie chodził !". Kipps, z pomocą Sama i jego samochodu, unika jakoś możliwego linczu ze strony grupy zrozpaczonych mężczyzn.

      KOlację zjada u Dailych, gdzie jest świadkiem ataku nerwowego pani Daily. Sam zwierza mu się, że jego żona również sądzi, że śmierć ich dziecka związana jest z klątwą wiszącą nad Domem na Moczarach.

      Kipps słucha i nie wie, co sądzić o tym wszystkim. Warto tutaj nadmienić,że Kipps ma syna, a niedawno stracił ukochaną żonę. Tak więc, potencjalnie może być podatny na rózne opowieści o siłach nadprzyrodzonych.

      Postanawia spędzić noc w Domu. Sam daje mu psa do towarzystwa.

      Noc jest ofk pełna strachów. Kipps próbuje pracować z papierami, ale dom żyje. KIpps słyszy stukanie, pukanie, szwęda się po pokojach, których jest chyba ze dwadzieścia. Za drzwiami jednego z nich słyszy niemożliwe hałasy. Drzwi nie można otworzyć. Kipps biegnie po pogrzebacz do kominka, wraca, zastaje... drzwi otwarte na ościez. Okazuje się, ze hałas wydawany był przez samodzielnie bujający się w szalonym tempie fotel. Pokój jest pełen zabawek dziecięcych. Takich nakręcanych. Niektóre samoczynnie się włączają.

      Kipps wciąga się maksymalnie w historię właścicielki domu. Okazuje się, ze z miejscem tym wiąże się fatalna historia. Otóż : mieszkało tutaj małżęństwo, które adoptowało syna Jennet, siostry żony. Jennet zachorowała na głowę. Niestety, któregoś dnia chłopiec zmarł. Przyszywani rodzice go nie upilnowali i utopił się na mokradłach. Jennet doznała wtedy szoku. Oskarzyła swoją siostrę i jej męża o zabicie jej dziecka. Kipps dociera do listów, które jennet pisała do nich. Pełnych oskarżeń i bólu.

      Na ścianie jednego z pokojów jakby celowo naddarta jest tapeta. Kipps odrywa resztę. Pod spodem jest napis na czerwono ; "NIgdy wam nie wybaczę !". Na fotografii małżeństwa nagle zatarte zostają ich oczy. W jednej chwili. Jakieś duchy tutaj krążą ;]

      Szczekanie psa wyciąga Kippsa na zewnątrz. Pies prowadzi do pomnika, na którym jest kobieta z wyciągniętym palcem wskazującym. Kiedy Kipps wraca - w oknie widzi twarz. Już w domu sensacyjnie odkrywa od wewnątrz odciśnięty slad dłoni na szybie. Przykłada do niego swoją dłoń i słyszy pisk, na sekundę widzi tuż za szybę kobiecą twarz.

      Ktoś chce się dostać z zewnątrz do domu. Gwałtowne szaarpanie za klamkę. Kipps sam drzwi otwiera. Nikogo nie ma. Wychodzi przed dom. W zaroślach okalających posiadłośc widzi... dzieci. Duchy dzieci. Wielu dzieci.

      Wraca do domu, ale zauważa, ze z zewnątrz do środka prowadzą jakieś odbite czarne ślady stóp. Znów chodzi po domu, bo ślady prowadzą na górę. idzie do pokoju dziecięcego, odwraca się, w przeciwległych rogu korytarza widzi kobiecą postać w cieniu. I potem chyba traci przytomnośc na moment. Tak czy owak, tę noc duchów przerywa przybycie Sama. Jest poranek.

      W wiosce znów jest problem. Płonie jeden z domów, z dziewczynką w środku. Kipps nie namyslając się wiele wbiega do płonącego budynku. Dym, ogień... ale mała stoi nieruchomo, do uratowania. Kipps zauważa, że nie są sami w tym pomieszczeniu. W rogu stoi kobieta w czarnej sukni i woalce na twarzy. I wtedy dziewczynka sama się podpala. Kipps jest zdumiony i wstrząsnięty. Wybiega dusząc się od czadu.

      Pani Daily wyznaje mu, że tak działa klątwa Domu na Mokradłach. Ktokolwiek zobaczy Kobiete w Czerni prowokuje śmierć dziecka w wiosce. Dlatego nikt tam od dawna nie chodzi, ludzie unikają tej okolicy. Kipps złamał tę zasadę i od razu są dwie ofiary. Pani Daily jest przekonana, że jej syn zmarł właśnie z tego powodu. A Kipps zobaczył jak działa ten mechanizm : dzieci po prostu popełniają samobójstwo. Widział to, widział ich duchy wokół Domu.

      cdn

      • grek.grek Re: "Kobieta w czerni" via CT2 [2] 02.05.16, 16:12
        Arthur wpada na idealny pomysł. Nie ma ksiedza, który by doradził ;], ale jemu wystarczy zdrowy rozsądek.

        Wykorzystując siłę samochodu Sama, Kipps obowiązuje się przytwierdzonym do zderzaka sznurem i zanurza się w mokradłach, w miejscu w którym utopił się syn Jennet. Miejsce to oznaczone zostało krzyżem, więc o tyle mu łatwiej.

        Po cięzkiej walce, udaje mu się znaleźć i wydostać zwłoki chłopca. Zawija je w pościel, kładzie na łózku w pokoju dziecięcym w domu, okłada kartkami, które matka pisała do niego na urodziny i z innych okazji. A potem nakręca wszystkie zabawki, tak aby zwabić Jennet. I czeka na jej pojawienie się. Jego plan ppolega na tym,zeby matkę połączyć z dzieckiem. Wtedy jej dusza zazna ukojenia.

        Na dole Sam szwęda się po pokojach. Niespodziewanie widzi swojego zmarłego syna. Zatyka go. Chce do niego pójść, ale zatrzaskują się drzwi w pokoju. Saam nie może wyjść.

        Kipps czeka... Drzwi do pokoju dziecięcego są otwarte. "Przyjdź", szepce Arthur. I nagle z przeciwległego rogu korytarza do pokoju zmierza jakaś ciemność. Ciemnośc która pochłania kolejne połacie korytarza, gasząc swoim ruchem świece w lichtarzach. Jakby ciemna mgła w ruchu. Zapada ciemnośc. KIpps słyszy ogłuszający pisk. I nagle wszystko cichnie, uspokaja się, drzwi od pokoju w którym zatrzasnął się Sam - otwierają się samoczynnie.

        Arthur uspokaja Sama, że to już koniec.
        Potem otwierają grób Jenny i kładą obok jej szczątków zawiniątko z jej synem.

        Do osady pociągiem przyjeżdza mały syn Kippsa, z opiekunką. Arthur czeka na przyjazd pociągu, żegna się z Samem. Jest noc, ciemno, zaraz Kipps jedzie do Londynu.

        Nagle Kipps sensacyjnie dostrzega postać kobiety w czarnej woalce, stojącą na przeciwległym peronie, w cieniu, ledwie dostrzegalną. A my mamy przebitkę na napis na scianie "NIGDY wam nie wybaczę !".

        Kipps z przerażeniem dostrzega, że jego mały synek wszedł na tory i idzie prosto w stronę nadjeżdzająćego pociągu. Rzuca się za nim, by go ratować. Pociąg przejeżdzaa... po nich ? obok nich ? Przez chwilę nie wiadomo. Po przetoczeniu się całego pociągu widzimy minę Sama.

        I widzimy Kippsa z synem w objęciach. Uratował go ?

        okazuje się, ze jednak nie. Robi się znienacka jasno jak w dzień. Znikąd pojawia się postać uśmiechniętej młodej kobiety. To zmarła żona Kippsa. Arthur też się uśmiecha. Potem wszyscy troje idą przed siebie do światła.

        finał dziwny, ale interesujący. Klimat niezły. Daniel Radcliffe bardzo dobry. Strachy nie są żenujące, a to już coś ;]

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=2pGQIyJOx0A
        • never_never Re: "Kobieta w czerni" via CT2 [2] 03.05.16, 20:57
          oglądałam dość dawno, ale pamiętam, że to było miłe zdziwienie: zarówno z powodu niespodziewanie klimatycznego scenariusza, jak i roli Daniela Radcliffe'a
          notabene Radcliffe okazał się też całkiem dobry (i bardzo zabawny) w miniserialu BBC "Zapiski młodego lekarza", którego scenariusz powstał na podstawie opowiadań Michaiła Bułhakowa. Bardzo polecam, jeśli się kiedyś na niego natkniecie.
          • grek.grek Re: "Kobieta w czerni" via CT2 [2] 04.05.16, 13:40
            dzięki, Never_Never :]
            już myślałem, że ten film pozostanie bez odzewu :]

            yes, klimat naprawdę niezły, może dlatego, ze chwyty horrorowe są nienachalne, a dodatkowo rezyser umiejętnie wydłuża momenty, które wydłużyć należy [np scena z kołataniem za drzwiami, które staje się dla bohatera nieznośne, a widz puchnie z ciekawości co też się tam tłucze za drzwiami [btw, ten fotel miał związek z samobójstwem jakie popełnia Jennet, a o którym w opisie nie wspomniałem, popełniając karygodny błąd - stanęła na tym fotelu wieszając się, a potem musiała go pchnąć, więc to bujanie się było sygnałem jej obecności i wspomnieniem jej końca doczesnego] i skraca te, których wydłużać nie powinien.

            podpisuję się :] za parę lat, jak lekko przygaśnie pamięc o Harrym Potterze, p Radcliffe może niektórych zaskoczyć swoim aktorskim kunsztem.
    • grek.grek "Nasz chleb powszedni" z 1934, via Kultura 02.05.16, 16:38
      nie zapowiadaliśmy, ale... może też wpadliście przypadkiem ? :]

      Historia z czasów Wielkiego Kryzysu. Grupa bezrobotnych, zdesperowanych ludzi zakłada coś w rodzaju... kołchozu, komuny, spółdzielni. Każdy wnosi do wspólnoty to, co potrafi : jeden szyje buty, inny umie coś naprawić, następny potrafi jeździć traktorem itd. Wspólnie świadczą sobie usługi, a jednocześnie razem sadzą zboże na polu, doglądają i czekają na żniwa.

      Układa im się wspaniale. Nie ma tutaj rywalizacji, nie ma wyzysku. Wszyscy pracują dla wspólnego dobra i są gotowi na prawdziwe poświęcenia.

      Niejako głównymi bohaterami są młodzi państwo Simsowie. To odziedzieczona przez nich farma staje się ośrodkiem wspólnej pracy tych wszystkich zagubionych ludzi. Ona zakochana w nim, on w niej.

      Kiedy brakuje im pieniędzy na jakieś zobowiązania wobec bankowych krwiopijców : jeden z towarzyszy, Chris, poszukiwany listem gończym, namawia jedną z kobiet mieszkających w osadzie, zeby zakapowała go szeryfowi. Za jego głowę można dostać niezłą sumkę. Chris chce, aby te pieniądze dostali Simsowie. Takie poświęcenia wchodzą tutaj w rachubę. A jeszcze bardziej wzruszające, że nikt nie chce się tego podjąć. Prócz Sally, o której wiećej za chwilę.

      Nieco później, farma Simsów ma zostać zlicytowana na aukcji. Jest chętny bogacz, a banksterzy zacierają ręce, że zgarną dobrą sumę. Tymczasem wszyscy członkowie tej swoistej spółdzielni zjawiają się na licytacji, terroryzują kulturalnie bogacza, a banksterzy są załamani, bo jedyna zaproponowana kwota za farmę, to... PÓŁTORA dolara. Ofk, kupują ją członkowie spółdzielni :] Simsowie sa szczęsliwi.

      Byłoby świetnie i wspaniale, gdyby nie to, ze zamiast zbiorów jest susza i dramat. Towarzystwo się załamuje. Narady odbywają się w coraz mniej optymistycznych nastrojach. A pan Sims wdaje się w romans z Sally, która przybyła tutaj nie wiadomo skąd i otworzyła salon kosmetyczny. Taka trochę z niej Marilyn ;] Atrakcyjna. I pragnie zamieszkać w mieście. Podłamany fatalną sytuacją Sims oddala się od swojej żony, która marnieje z dnia na dzień. Wreszcie pan Sims decyduje się wyjechać z Sally do miasta.

      Jadą obok jakiegoś nieczynnego wodociągu. Simsowi nagle świta cudowny pomysł przekopania kanału, przez który popłynie woda ze zbiorników i ze źródła wprost na ich pole obsadzone zbożem.

      Zostawia Sally, która odjeżdza w poszukiwaniu szczęśćia, a sam wraca do osady. BIje w tarabany budząc całe towarzystwo. A potem objaśnia im swój plan. Wszyscy go podchwytują. Ruszają do pracy, z kilofami, motykami, co kto ma pod ręka. Także kobiety. Zgodnie prują ziemię i wreszcie uruchamiają kanał. Woda płynie i nawadnia pole. Szał radości. Skaczą, rzucają się w strumień, ślizgają się w nim i padają weń ze szczęścia.

      A potem są obifte żniwa, państwo Sims na jednym traktorze, znów zakochani ona w nim, a on w niej :]

      Apologia komunizmu w stanie czystym :] Bo na tym polega ta idea : na wspólnocie, na kooperacji, na sprawiedliwym dzieleniu się owocami wspólnej pracy, na przekonaniu, że każdy jest potrzebny i ważny.

      To niesamowite, ze np w Polsce symbole faszyzmu i komunizmu są zakazane w równym stopniu :] Idea komunizmu jest przecież szczytna i wspaniała - ten film o tym zaświadcza. A idea faszystowska ? Filmów na ten temat znamy mnóstwo. Żaden nie ukazuje jej w pozytywnym świetle, bo w niej nic pozytywnego nie ma.

      O ile ZSRR i inne twory wypaczyły idee komunistyczne, o tyle III Rzesza wcieliła w życie ideał faszystowski. Taka jest róznica między jednym, a drugim.

      podobno zresztą film Kinga Vidora pokazywany był w Rosji i zyskiwał bardzo pochlebne komentarze :]

    • barbasia1 "Playtime" 1967 reż. J. Tati 02.05.16, 16:41
      To kolejny film Jacques'a Tatiego o perypetiach Pana Hulot. Tym razem główny bohater wybiera się na spotkanie z amerykańskim biznesmenem do biurowej dzielnicy Paryża. Klucząc po korytarzach ogromnego, pełnego zakamarków, budynku, Pan Hulot napotyka podekscytowanego, niemieckiego sprzedawcę, wpada na kolegę sprzed lat, przyłącza się do grupy przypadkowo spotkanych amerykańskich turystów. Jednym słowem, wikła się w coraz bardziej absurdalne sytuacje, siejąc przy tym chaos i zamieszanie.

      www.filmweb.pl/film/Playtime-1967-114802/descs
      Oglądamy? ;)

      • grek.grek Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 02.05.16, 16:59
        cześć, Barbasiu ! :]

        niestety, nie zdołam zobaczyć w całości, więc nie zaczynam, żeby nie czuć później przykrości, że muszę porzucić w trakcie ;]

        ... w zamian na pewno napiszę o "Wakacjach Pana Hulota" :]

        mam nadzieję, że Ty, Wy, będziesz/ będzicie oglądać "Playtime" i napiszcie a'propos.
          • siostra_bronte Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 03.05.16, 13:14
            Greku, pewni czekasz na jakieś rozwinięcie, ale tego filmu nie da się opisać, trzeba go zobaczyć.
            Fabuła jest zbyt wielowątkowa, to głównie kolejne zabawne scenki.

            Tati stworzył swój własny, fantastyczny świat, w którym rządzi logika absurdu. Wiele kapitalnych gagów, np. odkurzacz z lampkami czy te powtarzające się ze szklanymi drzwiami. Czyż każdy z nas przynajmniej raz nie wyrżnął nosem w takie niewidzialne drzwi? :) Długo by wymieniać.

            A cała długa sekwencja w lokalu to już majstersztyk. Jak Tati to wszystko ogarnął, łącznie z dużym zespołem aktorów? I te gagi: zbyt wąskie okienko w kuchni, przez które nie mieści się taca z rybą; kelnerzy w coraz bardziej podartych ubraniach; pijany klient umocowany w ustawionym do góry nogami krześle barowym, żeby stał prosto; szalejąca klimatyzacja, ryba doprawiana przez kolejnych kelnerów; "menu" w postaci ludzika wynoszone niczym zwłoki :) Kapitalne!

            A w tle trochę smutna wizja nowoczesnego miasta ze szkła i ludzi jako trybików w wielkiej maszynie (pudełkowe biura w wieżowcu). Piękne zabytki tylko odbijają się czasem w szklanych drzwiach budynków. Piękny pomysł.

            I znowu wspaniała strona wizualna. Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe! Przemyślana kolorystyka, znowu dominują różne odcienie szarości, a na ich tle wyraziste kolory. Znakomity jest też dźwięk i zabawna, ale trochę nostalgiczna muzyka (nie wiem dlaczego, ale skojarzyła mi się z naszym "Nie lubię poniedziałku".)

            Film kosztował krocie (zbudowano całe miasteczko jako plan zdjęciowy), był finansową klapą i zrujnował Tatiego. Ale taki czasem jest los arcydzieł.

            Scena z drzwiami:

            www.youtube.com/watch?v=oS6pwQqSY70


            Pan Hulot chce załatwić sprawę w biurze nowoczesnego budynku.

            www.youtube.com/watch?v=1DWyG-z0sb8


            Amerykańska turystka (Barbara!) próbuje zrobić zdjęcie "bardzo paryskiej" kwiaciarki, niestety, ciągle włażą jej w kadr kolejni turyści.

            www.youtube.com/watch?v=RUncJH6UUPY


            I znowu szklane domy.

            www.youtube.com/watch?v=ZFU9_k3L4ow


            Tutaj stronka ze zdjęciami i analizą kolorystyczną:

            www.thisisapage.com/agnes-lukacs-comments-jacques-tati-s-playtime.--this-is-a-page.html


            I jeszcze raz trailer:

            www.youtube.com/watch?v=cyPs1iA-jtw







            I finałowa, wspaniała scena, kiedy panie w autobusie piszczą wraz z przechyleniem się okna.

            www.youtube.com/watch?v=UblJAEvHpu8

            • barbasia1 Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 03.05.16, 15:28
              >Piękne zabytki tylko odbijają się czasem w szklanych drzwiach budynków. Piękny pomysł.

              Wieża Eiffla odbija się w tafli szklanych drzwi, kiedy Barbara otwiera je. Piękne ujęcie, świetny pomysł, tak.

              > Film kosztował krocie (zbudowano całe miasteczko jako plan zdjęciowy).

              A potem życie wzięło przykład ze sztuki. Na przełomie lat 80. i 90 powstała w Paryżu słynna nowoczesna dzielnica "biurowo-wystawienniczo-mieszkalno-handlowa" ze szkła betonu i stali, La Defense.
              /I ja tam byłam i zdjęcia robiłam. :)/
            • grek.grek Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 03.05.16, 15:49
              dzięki, Siostro ! :]
              przeczytałem 3 razy :]]

              dzięki za linki. świetne są te poszczególne sceny.

              yes, pięknie powiedziane : to jest zupełnie własny językTatiego, oryginalny, błyskotliwy, ale przecież także jakże zatroskany o świat, w którym technologia, odhumanizowana sterylnośc bierze górę nad duszą, pozornym nieładem i chaosem, który jest przecież kwintesencją naturalnej energii życiowej.

              i muzyka, świetnie że zwróciłaś na nią uwagę. trochę jazzu jest, trochę nawet rock n rolla, który kończy zarówno "Wakacje.." jak i "Wujaszka", dokładnie ta sama piosenka :]
        • barbasia1 Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 03.05.16, 15:11
          Kilka słów zatem.

          Akcja dzieje się w nowoczesnym mieście, w Paryżu, w 6 miejscach.

          Film rozpoczyna się od ujęcia wielkiego nowoczesnego lotniska (ruchome schody, stalowe bramki, wózki na bagaże), na którym zjawia się grupa amerykańskich turystek, eleganckich pań średnim wieku, pośród których jest młoda piękna Amerykanka o jakże uroczym i swojsko brzmiącym imieniu ... Barbara.

          Barbara robi cały czas zdjęcia okolicy, paryskiej kwiaciarce, skromnej, staromodnie ubranej starszej pani, której stoisko na rogu ruchliwej ulicy kontrastuje z nowoczesnością okolicy.

          Potem akcja przenosi się do nowoczesnego, sterylnego biurowca ze szkła, stali, szarego betonu, naszpikowanego elektroniką, w którym króluje minimalizm . Pan Hulot przybywa na jakieś ważne spotkanie niestety gubi się w labiryncie korytarzy, pokojów, sal, pięter, na które wjeżdża się windą. W pewnym momencie trafia do wielkiej sali, w której, widzi to z góry, znajduje się wiele kwadratowych boksów, w których siedzą przy swoich biurkach urzędnicy. I kiedy w końcu pan Hulot znajduje (szklane) drzwi wyjściowe, grupa wchodzących mężczyzn wypycha go z powrotem do budynku.

          I tak pan Hulot trafia na wystawę, gdzie prezentowane są najnowocześniejsze gadgety, np. drzwi, które zamykają się w absolutnej ciszy ( "in golden silence" jak głosi plakat na scianie) albo miotła z przednimi reflektorami. W innym miejscy pani prezentuje oryginalny chyba kosz na śmieci, który wygląda jak kawałek oryginalnej starożytnej greckiej kolumny ze zruinowanej świątyni.
          Zjawiają się tu także amerykańskie turystki. Hostessa w okularach prezentuje jakieś specjalny tusz do rzęs, odgina na bok część zmyślnych okularów i maluje oko.

          Potem pan Hulot spotyka znajomego, który zaprasza go do swojego nowoczesnego mieszkania, w którym również króluje szkło, beton, stal oraz minimalizm w wystroju wnętrza. Frontową ścianę stanowi szkło, więc widać wnętrze mieszkania. O zmroku pan Hulot opuszcza mieszkanie znajomego, i ma duży kłopot z wyjściem, bo nie potrafi znaleźć klamki do szklanych drzwi, w dodatku gaśnie światło. Pan Hulot kotłuje się pod drzwiami. W końcu z pomocą przychodzi znajomy, który dziwi się, że Hulot jeszcze nie poszedł. Zaprasza ponownie do siebie. Po czym zapala światło i pokazuje elektroniczny włącznik, który automatycznie uruchamia szklane drzwi. Pan Hulot wypada z apartamentu jak z procy.

          cdn.
          • barbasia1 Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati 03.05.16, 15:13
            korekszyn:

            I tak pan Hulot trafia na wystawę, gdzie prezentowane są najnowocześniejsze gadgety, np. drzwi, które zamykają się w absolutnej ciszy ( "in golden silence" jak głosi plakat na scianie) albo miotła z przednimi reflektorami. W innym miejscy pani prezentuje oryginalny (chyba) kosz na śmieci, który wygląda jak kawałek starożytnej greckiej kolumny ze zrujnowanej świątyni.
          • barbasia1 Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati cz. 2cd. 03.05.16, 19:44
            cd.
            Potem akcja przenosi się do "The Royal Garden". To najdłuższa sekwencja, zajmuje chyba z pół filmu. "The Royal Garden" to nowoczesna i ekskluzywna restauracja , która dopiero co została została otwarta, więc niespodziewania pojawia się mnóstwo usterek. A to do nogi kierownika restauracji przykleja się biała płytka z podłogi, ktoś ma rękę umazaną w farbie, po tym jak dotknął fragment ściany, na której nie wyschła farba, kelnerzy potykają się o ukryte dla oczu schodki, jest problem ze zbyt wąskim okienkiem w kuchni, przez które ciężko wyjąć ogromny podłużny półmisek z rybą (turbotem!), na garniturach klientów obijają się mocno zakurzone metalowe szczyty oparć krzeseł w kształcie królewskiej korony. O rogi tych koron kelnerzy zadzierają swoje uniformy.

            Powstaje problem z wentylacją, w restauracji robi się tak gorąco , że na oczach topnieją desery lodowe. Nikt nie wie, jak uruchomić elektroniczną klimatyzację. Po restauracji biega jej architekt i jak może pomaga w usuwaniu usterek, ale zdaje się i on nie potrafi uruchomić skomplikowanej maszynerii, bo instrukcja jest tylko w języku angielskim. W końcu znajduje się jakiś spec , który uruchamia klimę i w lokalu robi się przyjemnie.

            Eleganccy goście tłumnie się schodzą, siadają przy gęsto ustawionych stolikach przykrytych grafitowymi obrusami, niektórzy kłócą się o zarezerwowany stolik. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie, podają napoje, dania. Na długich półmiskach podają ryby, na oczach gości przyprawiają, efektownie podpalając rybę na koniec. Jazzowa orkiestra umila gościom wieczór, wiele osób tańczy, inni zaś siedzą przy barze i sączą drinki. Jeden gość siedzący na wysokim stoliku przy barze mający już lekko w czubie w spada ze stolika. Kierownik sali wyrzuca go za fraki z lokalu :), ale on wraca i znów siada przy barze i znów się przewraca, wtedy zostaje, jak pisała Bronte, umocowany w ustawionym do góry nogami krześle barowym, żeby się już więcej nie przewrócił.

            W restauracji zjawia się wycieczka eleganckich Amerykanek, z nimi oczywiście Barbara w pięknej niebieskiej sukni. Po dłuższej chwili oczekiwania grupa wchodzi na salę.

            W "Royal Garden" zjawia się Pan Hulot, wciągnięty przez swego znajomego portiera, który go zauważył w pobliskim barze. Pan Hulot ma mocne wejście, rozbija w drobny mak szklane drzwi, z którymi miał od początku problemy. :) Hulot nie chciał wejść do restauracji, ale znajomy portier go na siłę wciągał i w ten sposób drzwi potłukly się. Potem portier zmuszony jest trzymać sam okrągły uchwyt i udawać, że otwiera gościom drzwi.

            Pan Hulot już na sali niechcący rozwala jeszcze fragment podwieszonej pod sufitem dekoracji, chcąc pomóc tańczącej radośnie pani zerwać kwiatuszek czy jabłuszko będące częścią dekoracji.

            Barbara, kiedy już nie ma orkiestry, gra pięknie gościom na fortepianie.

            W końcu zaczyna świtać. Goście się zmęczeni, ale zadowoleni wracają powoli do domów. "Lubię Paryż o tej porze" - mówi ktoś.

            Panie Amerykanki wsiadają do swego autobusu, który ma zawieźć je na lotnisko. Barbara zostaje na chwilę jeszcze w sklepie z pamiątkami. W sklepie jest też pan Hulot, który spontanicznie postanawia kupić Barbarze prezent. W sklepie przy kasie robi się tłok i nie udaje mu się wyjść, ale w ostatniej chwili prosi kogoś o to, by podał dziewczynie wsiadającej do autobusu paczuszkę z prezentem. W autobusie Barbara otwiera owiniętą w niebieski papier paczkę i wyciąga śliczną apaszkę z motywami Paryża i mały uroczy sztuczny rozgałęziony kwiatuszek przypominający jako żywo uliczne lampy nowoczesnego Paryża (kamera filmuje lampy. :)

            Film kończy się sceną na rondzie, mnóstwo kolorowych samochodów jeździ dokoła jak w kołowrocie.

            Koniec :)
            • grek.grek Re: "Playtime" 1967 reż. J. Tati cz. 2cd. 04.05.16, 13:30
              dzięki, Barbasiu :]

              doskonały opis ! plastyczność i rzeczowość w jednym :]

              cała ta historia w restuaracji przypominać mogłaby awanturę z dachem nad Basenem Narodowym.Tam też nie mogli znaleźć nikogo, kto by wykonał prosty manewr i zapanował nad sytuacją ;]

              pan Hulot zawsze przypada do gustu jakiejś urodziwej kobiecie :] A nawet kilku naraz [zwłaszcza w "Moim wujaszku"].

              Barbara - zdecydowanie imię kojarzące się jak najznakomiciej ! :]

              "pan Hulot ma mocne wejście" - "wejście smoka", to betka w porównaniu z "wejściami Hulota" :]

              Jest orędownikiem staromodnych zachowań, postaw i rzeczy. Ale jest ciekawski, zaintrygowany światem, więc niejako jest też człowiekiem postępowym. I z tym postępem mierzy się w każdym filmie, koniec końców pozostając romantykiem :]

              te wizyty Hulota w nowoczesnych wnętrzach prowadzą nieuchronnie do chaosu i rwetesu ;]] Ale bez ofiar w ludziach.

              dzięki raz jeszcze, Barbasiu :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Locke" 02.05.16, 16:57
      podobno nie wszyscy jeszcze oglądali... ;]

      lepszej okazji może nie być :]

      Noc. Ivan Locke jedzie samochodem. I rozmawia przez telefon. Co chwila z kimś innym. Żona, synowie, współpracownicy, i kilka innych osób, w tym jedna niezwykle istotna, bo to z jej powodu Locke jest w tym aucie; i powodu tego, co się z nią dzieje aktualnie, jego życie po tej nocy już nigdy nie będzie takie samo. A do tego za kilka godzin Ivan, wzięty profesjonalista i specjalista, ma nadzorować szalenie skomplikowaną i precyzyjną operację : największy w Europie wylew betonu pod fundamentu jakiegoś wieżowca.

      Wszystko się tutaj miesza i kotłuje : przeszłośc, przyszłośc, odpowiedzialnośc, praca, rodzina, trudne wybory i decyzje, a nawet thriller :]

      Jest tylko jeden aktor, Tom Hardy, reszta występuje w formie głosów telefonicznych. Jest auto, czasami jest nocna autostrada, jest dyskretna muzyka. Niby nic, a film jest taki, że nie sposob opuścić choćby minuty, bo można wiele stracić.

      Znakomite osiagnięcie reżysera i scenarzysty Stevena Knighta i Toma Hardy'ego. To się ogląda !
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Locke" 02.05.16, 22:17
        Co za emocje! Dawno się tak nie przejęłam sytuacją bohatera filmowego.
        Wspaniały był Tom Hardy. Brawa dla scenarzysty, reżysera.

        I taka dumna jestem z filmowego Stefana, Polaka i jego chłopaków też Polaków, świetnie znających się różnych robotach budowlanych, którzy zgodzili się pomóc Ivanowi Locke'owi w kluczowym momencie.


        Choć zdrajców nie cierpię mam nadzieję, że mu się wszystko ułoży.
    • siostra_bronte "Tylko kochankowie przeżyją" 02.05.16, 19:26
      Obejrzane w Ale kino. Z braku czasu napiszę krótko. Świetny klimat dekadencji i melancholii, muzyka, no i duet Tilda Swinton-Tom Hiddleston. Fajny koncept z Christopherem Marlowe (John Hurt), który wciąż żyje jako wampir-mistrz pary bohaterów i opowiada, że to on napisał sztuki Szekspira. Cytuje nawet jeden z sonetów :)

      Niestety, byłam zmęczona i parę razy omal nie przysnęłam. Generalnie bardzo mi się podobał, poza końcówką, jakby z kompletnie innego filmu.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=ycOKvWrwYFo
    • maniaczytania Pegaz - pochwalę się ;) 02.05.16, 19:41
      krótkie podsumowanie ostatnich odcinków jeszcze zrobię, ale tymczasem się pochwalę :)
      Wygrałam od nich książkę wywiad-rzekę z gościem jednego z odcinków - Pawłem Dangelem, z autografami prowadzących :)
      • barbasia1 Re: Pegaz - pochwalę się ;) 02.05.16, 22:25
        O! Zazdraszczam bardzo. Książka to najwspanialszy prezent pod słońcem.
        Niełatwo wygrać książkę w programie telewizyjnym. Jak Ci się to udało, Maniu!?

        Oglądałam "Pegaz"poświęcony Szekspirowi, to było chyba dwa tygodnie temu. W ubiegłym tygodniu niestety nie udało mi się obejrzeć programu. Czekam zatem na Twoje podsumowanie.
          • barbasia1 Re: Pegaz - pochwalę się ;) 06.05.16, 23:37
            O! Brawo! Właściwa osoba wygrała nagrodę. Tak sobie pomyślałam, że to nagroda za to, że uważnie oglądasz każdy program, bym nam potem zdać relację. Ale tylko my o tym wiemy. :)

            Oglądałam w ubiegłą środę. Świetna, ciekawa, treściwa była dyskusja wokół książki Christophera Lascha „Kultura narcyzmu”.
            • grek.grek Re: Pegaz - pochwalę się ;) 07.05.16, 14:28
              przepraszam, że wchodze Wam w słowo, ale chciałbym również się pochwalić ;]], że widziałem i słyszałem ten odcinek Pegaza, o którym piszesz, Barbasiu.

              zwróciłem uwagę zwłaszczaa na zapowiedź nowej ksiązki Jacka Dehnela "Krivoklat" : ma to być rzecz napisana w pierwszej osobie liczby pojedycznej, a bohaterem jest autentyczna postać - specyficzny terrorysta, który specjalizował się w oblewaniu kwasem arcydzieł malarstwa. Jak twierdzi pan literat, wcale nie był to wariat i destruktor. Przeciwnie. Swoją... "misję" tłumaczył miłością do sztuki. Czekam z ciekawością.

              może Mani uda się przeczytać i zrecenzować na swoim znakomitym blogu ? :]
              • barbasia1 Re: Pegaz - pochwalę się ;) 07.05.16, 16:28
                Właśnie dobrze, że zabierasz wirtualny głos i wspominasz o książce Dehnela, bo ja nie dodałam, że spóźniłam się na "Pegaza" i tej rozmowy z Dehnelem nie słyszałam.

                Bardzo ciekawy tekst Sylwii Chutnik na temat książki "Krivoklat" właśnie znalazłam pod tym linkiem:
                kobietawielepiej.pl/hobby/jacek-dehnel-krivoklat

                PS
                Niestety dziś tylko na chwilkę tu wpadam, będę jutro. Pa! :)
                Przyjemnego dnia, Greku, Bronte, Maniu! A piękny dziś dzień, słoneczny.

                • grek.grek Re: Pegaz - pochwalę się ;) 07.05.16, 18:37
                  dzięki, Barbasiu. Bardzo jestem ciekaw tej książki. temat mnie zaciekawił :]

                  akurat jestem w trakcie "czytania, za pomoca audiobooka, "Szachownicy flamandzkiej" Pereza-Revertego. Czyli, rozrywkowo jest. A co u Ciebie, u Was, na literackiej tapecie ? :]

                  udanego dnia, wieczora, Barbasiu, Czcigodni !

                  mam jeszcze to i owo do załatwienia, ale już szykuję się na powtórkę "Skyfall" [TVP, 21:20"]. także... filmowe mam plany :]
    • grek.grek "Wakacje Pana Hulot" wrażenia :] 03.05.16, 13:21
      Pan Hulot przyjeżdza do statecznego kameralnie położonego nadmorskiego kurortu i włącza się w rytm jego codziennego życia, wprowadzając weń ŻYCIE :]

      Bo, wg mnie, pan Hulot to własnie kwintesencja tego, czym życie jest albo czym być powinno. Ciekawości świata. Hulota wszystko ciekawi, co się dookoła dzieje. Ludzie, rzeczy, zdarzenia. Wszystko. To go łączy z dziećmi. Ma z nimi lepszy koontakt niż z większością dorosłych. Bo sam jest dzieckiem. Bo pierwiastek dziecka w dorosłym człowieku oznacza właśnie skłonnośc do wychodzenia poza konwnanse, szukania, drążenia, zaciekawienia rzeczywistością.

      Dopóki w kurocie nie zjawi się pan Hulot - codziennośc wygląda dokładnie tak samo : salon hotelowy wypełniony jednakowymi gestami, pozami i zachowaniami. Czas leje się powoli. Ludzkość oddana rytuałowi. I wtedy zza okna nagle słychać strzelający silnik gruchota, którym Hulot podróżuje :] A potem otwiera on drzwi do hotelu, pakując się tam ze swoimi bagażem. Prze otwarte drzwi wpada gwałtowny wiatr, który wyrywa ludziom gazety z rąk i w ogole czyni rwestes. I już mamy zmianę w tym codziennym ceremoniale. Potem zaś jest tego tylko więcej, a najlepsze jest to, ze Hulot po prostu stara się być sobą, nie ma zamiaru naruszać etykiety, ale między jego stylem bycia, a ową etykietą konflikt jest nieuchronny. I tylko trochę LOS pomaga w kolejnych zabawnych sytuacjach jakie ten konflikt ewokuje.

      co mi utkwiło w pamięci :

      - scena balu maskowego. NIKT się nie przebiera. Wszyscy ignorują ten event. W odpowiednio fikuśnych strojach przychodzą tylko Hulot, młoda dziewczyna i... a jakże - mały chłopiec. Hulot prosi ją do tańca, chłopiec im się przygląda. Hulot zamyka na klucz drzwi do sali i podkręca muzykę. Reszta towarzystwa narzeka na hałas, ale nie mogą się dostać do środka, żeby ściszyć radio. Przez okno z zewnątrz, z przyjemnością przygląda się tańczącym starszy jegomośc, który przez dzień cały zajmujje się głównie noszeniem torebki za swoją żoną. Uśmiecha się i dwa razy wraca żeby jeszcze chwilę popatrzeć.

      - Scena z kajakiem :] Pan Hulot szusuje tymże kajakiem po wodzie, ale jako że urządzenie było uszkodzone, to w połowie szusu nagle łamie się wpół/w pół. Przypomina giganatyczną szczękę rekina, a kiedy dzielny Hulot w tej pozycji próbuje wiosłować i rozglądać się za brzegiem - "szczęka' zaczyna kłapać :] Gdy kajak-szczęka zbliża się do plaży, ludzie wpadają w panike, porywają swoje manele i uciekają w popłochu. haha :]

      - Pan Hulot wybiera się do miasteczka. Psuje mu się samochód. Przystaje, wyciąga z bagażnika klamoty, szukając sprzętu do naprawy koła. Traf chce, że na ziemi ląduje też dętka do koła. Pada na stertę liści. Obok jest cmentarz, i akurat odbywa się pogrzeb. KOścielny niesie wieńce na grób zmarłego. Przechodzi obok samochodu Hulota i oblepioną liśćmi dętkę bierze za jeszcze jeden wieniec :] Potem pan Hulot przyłącza się do całej ceremonii. Co najlepsze wszycy są tam ubrani w stosownie czarne uniformy, a Hulot ma na sobie swój nieśmiertelny jasnokremowy płaszczyk i białą koszulę.

      - świetne są te sceny, kiedy Hulot zabiera do swojego gruchota, w którym siedzi zgięty w pół, bo tak mało miejsca w szoferce jest, innych ludzi. Wozi ich całymi seriami. Nie wiadomo skąd się biorą i jak to się stało, że wziął ich ze sobą, ale co chwila kogoś wozi. Gośc jest niezrównany :]

      -Scena na plaży. Hulot zauwąza, że jakiś typ podgląda dziewczynę w przebieralni. Podchodzi z tyłu i wymierza mu siarczystego kopa w tyłek. A potem ucieka pomiędzy zabudowania plażowe. Gośc ofk chodzi po całej plaży i szuka winowajcy. Najbliżej miejsca zdarzenia był jakiś starszy chudzielec, który widząc złośc na twarzy skopanego, mimowolnie wycofuje się i chowa do drewanianego tojtota, wygląda tylko przestraszonymi oczami z tego "serca" tradycyjnie wyciętego na drzwiach :]]

      - Agitator socjalista, haha :]

      - Hulot wypożycza rakietę do tenisa. Nie wiem jak się nią posługiwać, ale pani z wypożyczalni dokladnie go instruuje. Hulot przychodzi na kort tenisowy i serwuje w taki sposób, ze nikt nie mozę tego odebrać :] A jak się składa do tego zabójczego uderzenia :}} to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć. tak czy owak, wpada wtedy w oko tej dziewczynie, z którą później tańczy na balu maskowym.

      - Scena u dziewczyny w domu, kiedy Hulot przyhcodzi z wizytą. Ma na nogach buty z czymś w rodzaju ostróg. Na chwilę zostaje sam w pokoju gościnnym, bo dziewczyna ubiera się do wyjścia. Na podłodze leży skóra z naturalną głową lisa. Ten lis ma wyszczerzony pysk. I oto pętając się po pokoju, przyglądając uważnie obrazkom na ścianie i komodach, Hulot przypadkiem wkłada ostrogę w lisią paszczą. Od tej pory chodzi dostojnie po pokoju, a za butem ciągnie się cała lisia skóra łącznie z ogonem :]] Przekomicznie to wygląda. Kiedy zauważa, co mu się przyczepiło do buta, ofk zaczyna walczyć z tą przypadłością, i to jak na złośc dzieje się to w momencie, gdy dziewczyna zaraz ma wejśc do pokoju.

      - Gestykulacja, poza, chód Hulota : to w ogóle ksiązkę można by napisać o tej kreacji :]

      - W salonie hotelowym przy dwóch stolikach dwie grupy gości grają w karty. Przy jednym z nich siedzi gość na obrotowym stołku. Pan Hulot coś akurat zgubił i nurkuje dołem szukając fantów. Niechcący przekręca fotel przez co siedzący na nim gośc rzuca kartę nie na ten stół przy którym gra, ale na ten drugi. Za chwilę wybucha awantura, bo przy obu stolikach grający, którzy też nie zauważyli, że nastapił dziwny obrót krzesła, posądzają siebie nawzajem o oszustwo :]

      cdn


      • grek.grek Re: "Wakacje Pana Hulot" wrażenia :] cd 03.05.16, 13:39
        - Zmagania pana Hulota z koniem, na którym plażowicze mają uczyć się jazdy. Hulot ma towarzyszyć tej dziewczynie, z którą taka sympatia go łączy, ale koń nie chce współpracowac. Niemal samodzielnie zamyka się w budce, a potem wyłazi drugą stronę i powoduje rwetes w samochodzie, który zaparkował tyłem i kierowca nie zauważył,że koński zad wyłania się nagle z budy i przesuwa się w jego stronę :]

        - w pewnym momencie dziewczyna spotyka rówieśników. Zastanawiaja się, co mają robić tego popołudnia : - Chodźcie do mnie, posłuchamy Billie Holiday - Ja wolę Duke'a - Zapalisz gitanesa ?

        kto uwierzy, że takie czasy kiedyś były... Billie Holiday, Duke Ellington i gitanesy, ech :]

        - muzyka :] Najpierw Hulot włacza ją na pełny regulator w pokoju przylegającym do salonu. GOście od razu reagują i po prostu wyciągają wtyczkę z gniazdka :]] A potem - kto naśladuje Hulota ? Chłopiec :] On też poszukuje tutaj po prostu przejawów życia, a nie tej martwoty codziennej rutyny. Wypoczynek może mieć rózne twarze. Ma się wrażenie, ze na urlop przyjechali tutaj tylko Hulot i ten chłopiec właśnie. Chłopca, który włącza na ful rock'n rolla też pacyfikują wyciągnięciem wtyczki z gniazdka :]

        - Drzwi z salonu do kuchni, drzwi z salonu na zewnątrz, wydają specyfczny dźwięk, kiedy się otwierają i zamykają, zauważyliście ? :] w "Moim wujaszku" jest podobny zabieg z drzwiami w fabryce, chyba.

        - Jeszcze jedna rzecz podczas tego tańca na balu maskowym. Dziewczyna przychodzi w stroju, który odkrywa jej całe plecy. Hulot nie bardzo wie, jak ją objąć w tańcu, żeby zachować odpowiedni poziom taktu, wiec znajduje cienkie pasmo materiału na jej szyi i na nim opiera palce :"] Co za elegancja !

        - Wyjazd na piknik. Hulotowi psuje się auto. Z tyłu transportuje dwie jejmości. Podczas gdy Hulot walczy z lewarkiem, który za diabła nie chce spełniać swojej zasadnicznej funkcji, nagle auto rusza. Obie panie mówią "No, nareszcie ruszyliśmy". I nagle widzą, ze Hulot zamiast w szoferce biegnie obok nich :}} To jest przezabawny moment. Auto zjeżdza z nasypu i kieruje się prosto w otwartą bramę do posiadłości jakiegoś bogacza, który z balkonu strzela z fuzji do ptaków. Hulot ucieka goniony przez psy właściciela posiadłości, a obie panie z jadącego bez kierowcy auta krzyczą "Nie strzelać !!" :}}

        - Goniony przez psy Hulot zamyka się w budce gdzieś na uboczu. Kiedy psy odpuszczają, Hulot odkrywa że w budce są fajerwerki. Uruchamia jeden z nich, zupełnie przypadkiem. A potem walcząc z pozostałymi, niechcący organizuje nocny pokaz. Przy okazji fajerwerki uruchamiają jakiś kij od szczotki, który wystrzelony jak z procy wpada prosto w okno jednefgo starszego rygorysty, który na wszystkie wygibasy Huilota zawsze kręcił nosem :L] W ogóle, goście schodzą się do okien i obserwują ten całą feerię fajerwerkową i jakże efektowne zakończenie turnusu. Hulot jest całkowicie nieświadomy tego, co się dzieje. On stara się tylko opanować sytuację ;] A im bardziej próbuje ją opanować, tym bardziej wymyka mu się ona spod kontroli.

        Na pożegnanie nikt mu nie chce uścisnąć dłoni. Wszyscy są oburzeni :] Miło żegnają go tylko chłopiec, starszy pan, który patrzył na jego taniec z dziewczyną oraz jedna starsza jejmośc, specjalistka od tenisa, której Hulot zaimponował swoją grą.

        Pierwszorzędna zabawa. Ale i apotoeza życia, które polega na pielęgnowaniu w sobie dzieciącej ciekawości wszystkiego, i pełnym zaufaniu do instytucji przypadku, zrządzenia losu, ubawienia z wszystkich prób podporządkowania sobie rzeczywistości. Nie mozna tego zrobić, i dzięk temu życie może być interesujące i zaskakujące. Taką ideę widzę w postaci Pana Hulota :"]
        • siostra_bronte Re: "Wakacje Pana Hulot" wrażenia :] cd 03.05.16, 14:32
          Haha :)

          Świetnie wszystko opisałeś. Mogę się tylko podpisać, choć jak napisałam wyżej, całość wydała mi się nierówna, są też żarty trochę słabsze. Ale to nieuchronne kiedy cały film jest praktycznie oparty na gagach.

          Zapamiętałam jeszcze dwie zabawne sceny. Kiedy Hulot potyka się o walizkę w progu hotelu i przelatuje z inną walizką w rękach przez cały hotel na przestrzał. I kiedy wchodząc na linkę holowniczą odbija się od niej i ląduje w wodzie :)
          • grek.grek Re: "Wakacje Pana Hulot" wrażenia :] cd 03.05.16, 15:54
            dzięki, Siostro :]

            haha, yes, pamiętam te sceny :]

            jest też moment, kiedy radio na zakończenie programu gra Marsyliankę, goście podnoszą się, ale nie po to by przyjąc postawę na bacznośc, lecz po rozejśc się do pokojów, a kelner wyłącza hymn po pierwszych dźwiękach :]

            albo scena, kiedy wszyscy kupują gazetę codzienna, żeby poczytać, co tam w polityce, a Hulot zamiast czytać robi z gazety kapelusz, który wdziewa na głowę.

            no i wieczorne spotkanie ze skautami. Hulot ma za cięzki plecak i kiedy przechyla głowę do tyłu, żeby wypić sznapsa siła odśrodkowa przeważa go i wypada za drzwi :]

            świetne gagi, jak celnie zauwazyłaś ten film to taka mozaika z nich skompilowana, ale gdzieś tam zazębiają się one na gruncie samej idei skonfrontowania stylów bycia, osoboowści i charakterów ludzkich, tak mi się wydaje :]
    • maniaczytania Teatr Telewizji - maj 03.05.16, 21:16
      to, żeby nie było, że tak bez niczego, proszszsz bardzo - repertuar majowy (z lekkim opóźnieniem):

      TVP1 (poniedziałki 20:25):
      9.05 - "Komedia romantyczna" Wojciecha Tomczyka
      16.05 - "Śmierć rotmistrza Pileckiego" Ryszarda Bugajskiego
      30.05 - "Mąż i żona" Aleksandra Fredry - premiera

      TVP Kultura - dwa cykle i opera:
      I cykl - Miesiąc z ... Piotrem Fronczewskim (wtorki 20:20):
      3.05 - "Cyrano de Bergerac"
      10.05 - "Wielka magia"
      17.05 - "Król Edyp"
      24.05 - "Rozmowy z katem"

      II cykl - Fantastyczny maj (soboty po 16:00):
      7.05 - "Paradyzja" Janusza A. Zajdla
      14.05 - "Wierny robt" S. Lema
      21.05 - "Śledztwo" S. Lema
      28.05 - "Hotel "Pod poległym alpinistą"" braci Strugackich

      Opera - 31.05 - "Faust" Ch. Gounoda
      • grek.grek Re: Teatr Telewizji - maj 04.05.16, 13:45
        dzięki, Maniu !

        oferta jest zacna.

        oglądałem wczoraj pierwsze pół godziny "Cyrana", potem przeskoczyłem na Ligę Mistrzów. Piotr Fronczewsk nie do poznania zmieniony, nie tylko sztucznym nosem, ale i sztucznymi włosami :] I znakomity w głównej roli.

        zmniejszyli dawkę operowych spektakli. no nic, grunt że chociaż jeden na 8 tygodni jest :] "Faust" - znakomita propozycja.
    • grek.grek "Pan Hulot wśród samochodów" 04.05.16, 13:05
      Zdecydowanie widać w tym filmie, że Tati zblizał się już do 70-tki. Pan Hulot jest ciągle bardzo ekspresyjny, ale już jakby mniej... plastyczny niż w poprzednich filmach :]

      W "PAnu Hulocie wśród samochodów" za dużo jest... samochodów ;} Nie wiem, czy odnieśliście podobne wrażenie ?

      Balet samochodowy. Jeżdzą, trąbią, suną w korkach albo w ciągach na autostradach. Kamera śledzi ten ruch, niczym w filmie dokumentalnym. Kierowców też. Najchętniej wtedy, kiedy stoją na światłach albo w korku i dłubią w nosach.

      Długie ujęcia poświęcone są także przygotowywaniu hali, w której wystawiane mają być samochody. Oraz samej wystawie.

      Pan Hulot jest zaś nieustannie w drodze, jako że występuje tutaj jako konstruktor przełomowego modelu samochodu wielofunkcyjnego [przypomina w tej materii scyzoryk, również ma szereg udogodnień i ukrytych w swojej obudowie urządzeń dodatkowych : golarka elektryczna w kierownicy, stolik i krzesła przy bagażniku, a że to auto kempingowe, to ma też wysuwane łózka i telewizor wyciągany ze ściany w którą jest wmontowany], który ma zostać zaprezentowany ludziom z branży. Razem z szoferem, Marcelem, wiezie to auto samochodem dostawczym na targi samochodowe w Amsterdamie. Co i rusz podczas drogi pojawia się szefowa reklamy firmy, z ramienia której cała ekspada się odbywa, atrakcyjna Maria. Towarzyszy im, wikła się razem z nimi w kolejne perypetie, a jak trzeba to załatwia rózne telefony i inne drobiazgi.

      A w drodze, jak to w drodze : a to paliwa brakuje,a to kontuzja samochodu, a to stłuczka, a to trzeba przenocowac, a to do warsztatu zajechać. A to karambol na drodze, a to policja ich zatrzymuje, a to auto jest prześwietlane na komendzie, bo policjanci podejrzewają,że moga być w nim ukryte narkotyki [przy okazji zostaje tutaj zaprezentowany pełen pakiet możliwości technicznych tego samochodu].
      W centrum każdej akcji : Hulot, śmigający długimi susami, zawsze maksymalnie życzliwy i gotowy do kooperacji, zaaferowany, ale nigdy nie spanikowany :]

      Są momenty komiczne : pani Maria w schowku na zapasowe koło w swoim kabriolecie wozi... wielkie kapelusze, które pasują jej do każdej kreacji. O ile nie nosi akurat rajdowego beretu. Przebiera się nonstop, nie wiadomo jak, gdzie i kiedy, ale w każdej scenie wygląda inaczej; podczas oględzin auta na komendzie, wycieka olej, jeden z policjantów depcze po nim i od tej pory porusza się jak modelka ślizgając się przesadnie na boki; patrol policjantów na motocyklach, którzy wykonują kolejne sekwencje gestów w doskonałej synchronizacji, nawet kapcia ich motocykle łapią jednocześnie :]; Hulot na komisariacie wchodzi do pokoju, w którym ma coś załatwić, ale przypomina sovbie, że nie wytarł butów, obraca się więc na wycieraczkę i robi swoje, ale zapomina w tym czasie, że właściwe biurko jest teraz za jego plecami, puka w drzwi które ma teraz przed nosem i wchodzi do sąsiedniego pokoju.

      Klasyczna scena kraksy kilku aut. Tu opona się odrywa i sama się toczy w dal, auto jedzie za nią kłapiąc przednią pokrywą niczym wielką żarłoczna bestia, po karambolu następuje cisza, a potem na "trzy cztery" wszyscy uczestnicy wychodzą ze stukniętych aut i przeciągają się jakby własnie wstali z łózka.

      Ksiądz klęka przed kontuzjowanym silnikiem i wykonuje podniosłe gesty, jakby co najmniej odprawiał mszę :]

      Hulot nocą dociera do domu jakiegoś właściciela warsztatu samochodowego : w górnym oknie świeci się światło, ale dyskretne rzucanie kamykkami w szybę nie przynosi efekty. Hulot wspina się zatem po girlandzie krzewów zawieszonej na ścianie, oczywiście demolując ją i ściągając w dół, w taki sposób,że kiedy facet wreszcie wygląda oknem, musi głową przebijać się przez liście, a jego żona otwierając drzwi na dole ma przed sobą krzaki :] Potem Hulot próbuje naprawić szkodę, włazi na drzewo i usiłuje podciągnąć całą konstrukcję. W pewnym momencie traci równowagę i zawisa na gałęzi jak nietoperz. W tej pozycjo obserwuje Marię flirtującą z synem właściciela warsztatu. Nie widzą go, bo wisi na wysokości drugiego piętra, no i noc jest ;]

      Po karambolu Hulot odnajduje starszego gościa, który ma kontuzjowaną nogę. Chwilę później informuję Marię na migi o tym zdarzeniu. Musi biec dalej i biegnie utykając, zapomniawszy na moment, że tylko pokazywał kontuzję kogoś innego, a sam jest zupełnie zdrowy.

      Kawał z psem pod kołem, jaki młodzież wycina Marii. Niezłe :] Hulot odkrywa, że to nie prawdziwy pies, ale bardzo podobna do psa kamizelka futrzana podłożona pod koło. Maria zapłakana nie chce go słuchać, Hulot próbuje ją oświecić wycierając nogi o kamizelkę, odrywając z niej guzik, ktory maria wzięła za psi nos. Efekt osiąga przeciwskuteczny : Maria sądzi, że Hulot drwi sobie ze śmierci jej psa i płacze jeszcze głośniej :]

      No i finał : Hulot, Maria i Marcel docierają na miejsce zbyt późno. Trzy dni po wystawie. Hala jest pusta. Jakoś nie mają z tego powodu doła. Podróż była wesoła :]

      W ostatniej scenie zaczyna padać deszcz, Maria i Hulot, oraz pies, wychodzą na ulicę. Pod parasolem. Samochody nagle zatrzymują się w ogromnym korku, który w kształcie przypomina po prostu wielki plac parkingowy wypełniony samochodami, tyle że nie wszystkie są skierowane maskami w tę samą stronę. Pomiędzy nimi zaczynają chodzić ludzie z parasolami.

      O ileż przyjemniej z parasolem na deszczu, no i o ileż... szybciej ;] Tati, jak jego Hulot, postępu hamować nie chce, ale żeby spaliny i blachę kochał jakoś szczególnie, to też nie bardzo. Chyba, po prostu, namawia ludzi,. żeby zaczęli chodzić na nogach, bo tak zdrowo, ekologicznie i romantycznie :]

      • siostra_bronte Re: "Pan Hulot wśród samochodów" 04.05.16, 19:40
        Świetnie wszystko opisałeś, Greku! Niewiele można dodać :)

        Przyznam, że nie jestem jakąś fanką motoryzacji, ale te stare francuskie samochody były piękne :)

        Z komicznych scen zapamiętałam jeszcze tę, kiedy szofer i mechanik poruszają się w zwolnionym tempie, pod wrażeniem zdjęć z Księżyca. Kapitalne :)

        Najbardziej ubawiły mnie chyba te sceny karambolu i Hulot-leniwca :))

        Ostatnia scena bardzo symboliczna. Hulot z parasolem, z dziewczyną pod rękę wśród setek samochodów. Masz rację, że to wyglądało wręcz romantycznie.

        Świetny seans! Szkoda, że to już koniec przeglądu.



        • grek.grek Re: "Pan Hulot wśród samochodów" 05.05.16, 12:55
          dzięki, Siostro :]

          o, zdecydowanie ! takie jakieś były bezpretensjonalne, prawda ? :]

          haha, yes, to świetna scena.

          ludzie, Hulot i Maria, triumfują nad maszyną ;]

          niestety.
          inna rzecz, że Tati nakręcił tylko 6 filmów, tak więc obejrzeliśmy większość z nich :]]
      • barbasia1 Re: "Pan Hulot wśród samochodów" 04.05.16, 23:51
        > W "PAnu Hulocie wśród samochodów" za dużo jest... samochodów ;} Nie wiem, czy o
        > dnieśliście podobne wrażenie ?

        Przypomnę tylko, że "Playtime" , poprzedni film, kończy się sceną, w której mnóstwo samochodów krąży wokół ronda.

        > Hulot nocą dociera do domu jakiegoś właściciela warsztatu samochodowego : w gó
        > rnym oknie świeci się światło, ale dyskretne rzucanie kamykkami w szybę nie prz
        > ynosi efekty.

        Mnie się wydaje , że to był dom człowieka, starszego pana (i jego żony, która potem wygląda przez okno) rannego w nogę w karambolu samochodowym, któremu pan Hulot postanowił pomóc.

        A poza tym dobrze opowiedziane. :)
        :)
        • grek.grek Re: "Pan Hulot wśród samochodów" 05.05.16, 13:17
          yes :]
          a w "Wakacjach..." Pan Hulot sam prowadzi auto.
          jeździ brawurowo, zabiera do środka kogo popadnie, ledwie się w tym aucie mieści, bo szoferka jest stanowczo zbyt ciasna dla człowieka o jego wzroście, a czasami zdarza mu się nawet puścić auto samopas [z pasażerkami w środku] :] Dodatkowo, ten... pojazd wydaje przedziwne dźwięki, przypominające kanonadę artyleryjską, aczkolwiek z dział o niewielkim kalibrze.

          o, bardzo możliwe, Barbasiu.
          przyznam, że nie byłem do końca pewien tożsamości odwiedzianego przez Hulota jegomościa.

          ciekawe, że w tym filmie Pan Hulot zasiada za kierownicą auta i radzi sobie dośc mizernie ?

          dzięki ! :]

          PS : ile dostrzegasz/dostrzegacie podobieństwa do Pana Hulota w Mr Bean Rowana Atkinsona ? ofk, Mr Bean jest dużo bardziej "głupszy", mniej rozwinięty społecznie, bardziej tam chodzi o zgrywę i najlepiej nadmierną ekspresję, która osuwa się w kontrolowany kicz komediowy, ale mimo wszystko, wydaje mi się, ze twórcy Faasoli inspirowali się w znacznym stopniui właśnie bohaterem Tatiego.

          co o tym sądzisz/sądzicie ?
          • barbasia1 Re: "Pan Hulot wśród samochodów" 06.05.16, 00:14
            > o, bardzo możliwe, Barbasiu.
            > przyznam, że nie byłem do końca pewien tożsamości odwiedzianego przez Hulota >jegomościa.
            Nie mam podglądu, ale jestem bardziej niż pewna, że to był starszy pan , Holender, który ucierpiał w karambolu.


            > PS : ile dostrzegasz/dostrzegacie podobieństwa do Pana Hulota w Mr Bean Rowana
            > Atkinsona ? ofk, Mr Bean jest dużo bardziej "głupszy", mniej rozwinięty społecz
            > nie, bardziej tam chodzi o zgrywę i najlepiej nadmierną ekspresję, która osuwa
            > się w kontrolowany kicz komediowy, ale mimo wszystko, wydaje mi się, ze twórcy
            > Faasoli inspirowali się w znacznym stopniui właśnie bohaterem Tatiego.
            > co o tym sądzisz/sądzicie ?


            A właśnie! Miałam to napisać, znalazłam w necie informację jeszcze na początku przeglądu, że Rowan Atkinson przyznał, że czerpał inspirację z bohatera filmów J. Tati, tworząc postać Mr Beana.



    • grek.grek offtop piłkarski 04.05.16, 13:18
      ależ to był mecz :]

      Atletico wygrało u siebie 1-0, Bayern potrzebował wygranej 2-0 albo innej dwugolowej.

      W 30 minucie gol dla świetnego Bayernu. Rzut wolny z 20 m, rykoszet, piłka myli bramkarza i 1-0. Jakieś 3 minuity później, ten sam pechowiec, którtego piłka trafiła myląc bramkarza, popełnia faul w polu karnym i Bayern ma jedenastkę. Strzał broni bramkarza. Nadal 1-0. Do przerwy 1-0, Bayern gra koncertowo, Atletico za swoją ulubioną podwójną gardą, ale nie wyprowadza ciosów.

      2 połowa. 5 minuta gry i mamy 1-1. Na środku boiska dwóch graczy Atletico zagrywa z "klepki" : jeden drugiego wypuszcza w sytuację sam na sam z bramkarzem. Gol. Ale czy nie było spalonego ??? Pierwsze powtórki nie przekonują. Następne już tak : NIE było. Ustawienie nóg : piłkarz Atletico był dalej od bramki niż obrońca Bayernu. I druga rzecz : przy podaniu piłkarz Bayernu trącił piłkę, a więc tak czy owak spalonego być nie mogło. 1-1, Bayern potrzebuje dwóch goli.

      Tyle że to Atletico dostaje szansę na bramkę. Kolejna akcja, faul i rzut karny dla Hiszpanów.Powtóka pokazuje wyraźnie : faul był POZA polem karnym. Sędzia popełnił fatalny błąd. Ale... sprawiedliwość jest na miejscu - bramkarz Bayernu broni strzał z rzutu karnego. Nadal 1-1.

      Atletico odzyskało równowagę w 2 połowie. Nagle to oni wygrywają pojedynki, ktre wcześniej przegrywali, dopadają pierwsi do piłek, do których w 1 połowie dopadali spóźnieni, to oni umeiją wymieniać podania i utrzymywac się przy piłce.

      Tyle że gola zdobywa Bayern, a ściślej : Lewandowski, Polska. Piękne podanie w pole karne, jeszcze piękniejsze zgrania wysoką główką, a Lewandowski z 3 metrów dopelnia formalności. 2-1 i wszystko możliwe. Bayern potrzebuje jeszcze jednego gola.

      Którego nie udaje się zdobyć. Bayern out. Ale mecz był znakomity. Intensywnośc, walka, dwa spuidłowane karne, dyskusje nad sedziowskimi decyzjami, czeski komentator pozwalający sobie na "o la la la la !!!" po spłudowanym karnym Atletico ;]

      Szalał też trener Atletico. Najpierw wdał się w przepychankę w piłkarzem Bayernu, potem z całej siły huknął w ramię kierownika technicznego swojej drużyny, aby ten szybciej przeprowadzał zmianę zawodników. Ani na moment nie usiadł. Trener Bayernu jakby spokojniejszy, ale ile tam w środku się działo, to tylko on wie.

      Lewandowski dał z siebie wszystko. Miał swoje okazje, może i mógł strzelić drugiego gola, ale ważne jest to, ile piłek odebrał, ile starć stoczył, ile łokci odebrał i nadal żył ;]

      finał w Mediolanie. Atletico już jest. Dzisiaj : real Madryt gra rewanż z Manchester City. Finał podobno TVP ma pokazać :]
        • grek.grek Re: offtop piłkarski 05.05.16, 12:52
          :]
          bardzo dobry mecz, Siostro, istotnie.

          Atletico zmienia układ sił w piłce :]
          w 1/4 wyrzucili za burtę Barcelonę, teraz Bayern, a w zespole nie mają jakichś "galaktycznych" piłkarzy. Kolektyw mają :] swój styl, który się sprawdza przeciw tym "najlepszym".

          dzisiaj Czesi pokazujją rewanż w półfinale LE : Liverpool-Villarreal.

          finał LM będziemy oglądać wszyscy :] pokaże go TVP. 28 maja.
        • grek.grek Re: offtop piłkarski 05.05.16, 13:11
          :]

          mecz idealny, Barbasiu :]

          gole, zmiany nastrójów o 180 st, dyskusyjne decyzje sędziego, spudłowane karne [pierwszy taki wypadek w historii LM, żeby w jednym półfinale oba zespoły spudłowały po rzucie karnym w normalnym czasie gry], przepychanki między graczami i trenerami, zapalne sytuacje na i poza boiskiem, a do tego intensywna, świetna technicznie gra na najwyższym poziomie.

          żałuję, że nie oglądałaś/oglądałyście tego meczu również.

          mam nadzieję, że podobnie ciekawy będzie mecz finałowy, który pokaże TVP, i oglądać będziemy gromadnie :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Aktorka" 04.05.16, 15:25
      jakiś czas temu zahaczyliśmy o ten tytuł w zapowiedziach kinowych. Teraz premiera w Kulturze.

      rzecz o Elżbiecie Czyżewskiej, która w Polsce była aktorką lubianą i popularną, po czym zdecydowała się wyjechać do Ameryki, gdzie - można by rzec - zmarnowała się. A do tego osobowość to była nie lada, choć w dużej mierze destrukcyjna.

      film Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej.

      PS : kurde balans, znów tak interesujący film leci w trakcie nowego odcinka "Kiepskich" ;]
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Aktorka" 05.05.16, 13:07
          pamiętam, Barbasiu :]
          własnie z tego powodu obejrzałem :]

          co do faktów dot. bohaterki, właściwie wszystko już napisaliśmy.

          co do realizacji : swietnie zrobiona rzecz, wg mnie. Duzo gadających głów, ale i liczne przebitki na panoramę Nowego Jorku, zaułki, ulice, kawiarnie, w których siedzą niektóre z wyżej wspomianych "głów", są fragmenty filmów i spektakli z udziałem Czyżewskiej. W sumie, sprawnie to jest zrobione, tak na oko laika :]

          co do nastawienia reżyserek : wydaje mi się, że było ono bardzo PRO. owszem, nie omijają zakrętów, w które aktorka wpadała właściwie sama, bez pomocy otoczenia, ale natychmiast przykrywają to jakimś peanem, jaka ona była znakomita i świetna w swoim aktorowaniu. Nie sądze, by w demonstrowaniu tej sympatii było coś niewłaściwego, ale wg mnie nieco utrudniało to ustalenie dlaczego jej się nie udało, skoro była tak świetna.

          dlaczego po powrocie do Polski momentalnie straciła rolę w spektaklu, który miał być jej comebackiem ? Reżyserki sugerują, że chodziło o to,że na główną rolę miała też chrapkę "żona rezysera", i ją dostała, ale czy to nie nazbyt prosta wizja świata ?

          Akcent miała rzeczywiście fatalny :] mozna sobie tylko wyobrazić, jak reagowałaby np polska widownia, gdyby ktoś kaleczył w taki sposób język polski w filmie, jak Czyżewska kaleczyła angielski. A bez języka, to tylko Arnie mógł się przebić ;] Ale on w innej kategorii wagowej startował.

          w sumie, mnóstwo pozytywnych opinii padło. Wiele opisów tego, jak jej było źle, biednie i jak była wykorzystywana. Bardzo widac, że rezyserki starają się tworzyć symetrię pomiędzy pechem, nieszczęsciem, światem który jej nie sprzyjał, a jej własnymi problemami [alkohol]. Jedno jeest pewne : aktorsko była nie do zakwestiowania :]

          w sumie, chciałbym się czegoś czepić, ale jakoś mi nie wychodzi ;]
    • grek.grek 20:40 TVP2 "Rocky II" 05.05.16, 15:46
      powtórka, noc z piątku na sobotę : 0:35

      chyba rzadko która filmowa seria jest planowana ?

      w przypadku tych nieformalnych serii, z którymi kojarzony jest Stallone, zaczęło się od oryginału, który zdaje się miał być pojedynczym filmem, ale odniósł taki sukces, że dokrętki były tylko kwestią czasu. Rambo, wzięty z ambitnej ksiązki Toma Morella, z wracającego do domu połamanego psychicznie weterana wojny wietnamskiej, został etatowym komandosem wykonującym akcje zupełnie groteskowe, podlane mocno antyrosyjską propagandą. Rocky'emu wyszło trochę lepiej, głównie dlatego ze Stallone nie pozwolił ze swojego bohatera zrobić kompletnego cymbała, nadał mu osobowośc i pomijając niektóre fragmenty, pozwolił mu rozwijać się we w miarę racjonalny sposób.

      w oryginale Rocky przegrywa niejednogłośnie na punkty walkę z Creedem, ale zyskuje uznanie, bo jako kompletny bokserski Mr Nobody nie dał się znokautować, a sam powalił czempiona, wytrwał 15 cięzkich rund, zmusił mistrza do najwyższego wysiłku. Do tego Adrian została jego narzeczoną [nigdy się nie rozstaną, Rocky nie będzie miał żadnego romansu, zawsze będzie na nią liczył, to ona będzie miała kluczowy wpływ na jego postawę, stan ducha i decyzje, a nawet jak jej nie posłucha, to ona go zrozumie i będzie nadal stała za nim murem - w gruncie rzeczy Balboa jest konserwatywny i bogobojny, modli się przed każdą walką; to także zapewne zjednało mu sympatię widowni w Ameryce]. Zarobił 150 tys zielonych prezydentów.

      Tyle że czas po walce mija szybko, Rocky i Adrian kupują dom. MOment trwa krótko, bo wszystko kosztuje, a praca Balboy w masarni nie przynosi kokosów.

      Jakiś pomysł ? Rewanż z Creedem ? Bingo :]
      O ten rewanż tutaj chodzi.
      Ale nie tylko. Przy okazji Stallone - pisał scenariusz także i do tego filmu - pokazuje jak szybko w Ameryce mozna z idola spaść do roli pomocnika rzeźnika w sklepie. Niemal równie szybko, jak z pomocnika rzeźnika awansować do roli idola, o ile dla kogoś jest to forma awansu.

      Treningiem Balboy zajmuje się stary dobry Mickey [świetny Burgess Meredith, zrzędliwy, upierdliwy staruszek, o złotym, ale mocno skrywanym głęboko, sercu, prawdziwa aktorska ozdoba tych filmów z Rockym]. Oldskulowe metody, tempo, ale i tak klucz do sukcesu znajduje się poza salą treningową i ringiem. W oryginale Balboa mierzy się z brakiem wiary we własne siły, zagubieniem życiowym, jest na rozstaju dróg. W tym filmie, kluczowa jest Adrian, jej życie i zdrowie. W kolejnych filmach będą inne strachy do pokonania, zgrabnie jest to wplecione w czysto sportową stronę i stwarza bohatera, który wygrywa bo umie się przełamać, znaleźć w sobie determinację i odwagę, zaufać sobie.

      nie jest to dramat a'la "Wściekły byk", ale... proszę, minęło tyle lat, a Rocky jest wciąz pokazywany i to we wszystkich odsłonach ;]

      skusicie się :]

      ja powtórkę chętnie zobaczę.
      dzisiaj futbol : LIverpool-Villarreal, półfinał LE.
      w pierwszym meczu wygrali Hiszpanie, ale tyllko 1-0.
      wszystko może się zdarzyć na terenie Liverpoolu :]

      • barbasia1 Re: 20:40 TVP2 "Rocky II" 06.05.16, 00:31
        Lubię Twoje niezmiennie entuzjastyczne zapowiedzi Rocky'ego. :)

        Więc w tych sprzyjających okolicznościach telewizyjnych obejrzałam dziś porządnie dwójkę,
        w końcu!

        Film się świetnie ogląda.

        Scena ćwiczeń Rocky'ego i potem biegu przez miasto wraz z tłumem rozentuzjazmowanych dzieciarów ze słynnym motywem muzycznym autorstwa wspaniałego Billa Contiego w tle jest wspaniała. Pod tym fragmentem filmu na youtube ktoś napisał - "Jedna z najlepszych i najbardziej inspirujących scen filmowych wszech czasów". Trudno się nie zgodzić z tą opinią. :)

        www.youtube.com/watch?v=8owWy81P0tY





        • grek.grek Re: 20:40 TVP2 "Rocky II" 06.05.16, 14:29
          dzięki, Barbasiu :]

          znakomicie !

          to prawda. ma to w sobie niezwykle pozytywny przekaz. jest tam szczerość, wielu może się w tym filmie odnaleźc, przejrzeć w tej postaci, znaleźć w niej motywację.

          z tych wszystkich "rockych" własnie ten "drugi" film znam najsłabiej. Nie widziałem wczoraj w całości, bo patrzyłem na mecz w CT4, ale trochę widziałem [pół godfziny pierwsze i 15 minut w przerwie].

          mam wrażenie, ze najważniejsza jest tutaj sprawa cementowania sie relacji małżeńskiej. Nie sądzisz ? Kiedy Adrian nie chce by Balboa walczył, bo może to skutkować problemami ze wzrokiem, to on nie umie się skupić, nie ma ciągu na bramkę. Kiedy ona wreszcie zmienia zdanie, to on się zabiera do pracy. I trener, który zrzędzi, narzeka, pomstuje, ale w końcu dociera do niego, o co w tym wszystkim chodzi. I kiedy trzeba zostać razem z nim w pustym kościele i się modlić o zdrowie jego żony, to zostaje i siedzi tam z poświęceniem razem z nim. Wie że marudzeniem i wjeżdzaniem mu na ambicję nic nie wskóra, bo żona ma na niego większy wpływ i to od niej - od tego czy będzie zdrowa i od jej zdania nt. walki - zależy jego zaangazowanie.

          to nie jest taki błahy filmik, jak się może wydawać. MOżna się wzruszyć [ofk, "na mecenasa Prado" ;)] w niektórych momentach. Scenariusz jest wszechstronny, wg mnie.

          Jak Ty to widzisz ?
    • grek.grek House of Cards sez 2 odc 4 [1] 06.05.16, 11:01
      W poprzednim odcinku Frank Underwood z sukcesem przeprowadza swoje pierwsze działania, jako wiceprezydent - używając metod wręcz siłowych przepycha przez Senat ustawę o podniesieniu wieku emerytalnego. Teraz druga runda : trzeba tę ustawę uchwalić w Izbie Reprezentantów. W tle Lucas Goodwin ciągle prowadzi swoje śledztwo dziennikarskie, próbując się dobrać do billingów Franka, w tym celu kontaktuje się z poszukiwanym przez FBI hakerem Herynomusem, wykonuje killka akcji próbnych, m.in kradnie kody do plików Heralda, w którym sam pracuje, aż w końcu dochodzi do spotkania obu jegomościów.

      Frank ma 3 godziny do głosowania. Musi załatwić większość, czyli potrzeba mu 15 głosów. zaczyna od spotkania z Donaldem Blythem, ważniakiem ze swojej własnej partii, który dysponuje 28 szablami skupionymi w jego frakcji, ale w ogóle nie zamierza popierać projektu emerytalnego. Jest negatywnie naastawiony zwłaszcza do Underwooda, który wykorzystał go i wystawił, kiedy uchwalano ustawę edukacyjną.

      Blythe to starszy gośc z zasadami. Frank zaprasza go do siebie, podchodzi, jest miły, komplementuje jego klasę, ale stary lis nie daje się nabrać. Wie w co Frank gra, i nie daje się wziąć pod włos. Frank tłumaczy mu, że wtedy musiał zachować się tak, a nie inaczej.Przeprasza. Na Blythe'a nic nie działa. "Jesteś kłamcą, Frank, nie ufam ci", podsumowuje wszystkie zabiegi nowego wiceprezydenta.

      Rychło wychodzi na jaw, że Blythe ma chorą żonę, na Alzhaimera. To też jest powód jego nieprzejednanej postawy. Blythe'owi poszła w górę empatia wobec emerytów i uważa, że nowa ustawa pozbawi ich wielu waznych przywilejów. Zapala się bardzo, kiedy o tym mówi. Frank dyskretnie spogląda w kamerę i szepcze "No przecież... powinienem odwołać się do jego serca, a nie rozumu". I zaczyna wypytywać o żonę, o jej stan, wyraża współczucie, ale tak po kumplowsku, koleżeńsku. Jest bardzo przekonujący :]

      Na drugi front Frank rzuca nową przewodniczącą klubu, Jackie Sharp, eks-zołnierkę, z takimż metodami działania. Przydziela jej do pomocy Remy'ego Dantona, lobbysttę Sancorpu, żeby wspólnie przekonywali poszczególnych kongresmenów do poparcia ustawy. Jackie była marine, naprowadzała pociski rakietowe na wioski pełne cywilów [pewnie na Bliskim Wschodzie], ma we krwi lojalnośc wobec wodza i bezwzględnośc wobec wrogów. Metody jakimi posługuje się w tych kameralnych negocjacjach są dośc prymitywne. Po prostu, próbuje zastraszyć, wywrzeć presję, spiorunować rozmówców. Nic dziwnego, że jej odmawiają.

      A Jackie skarży się, że nie traktują jej serio, bo jest kobietą. Remy co i rusz prosi ją na stronę i tłumaczy, że Frank inaczej to załatwiał, ustępstwami, zawieraniem dealów. "Nie szanują cię, bo zachowujesz się inaczej niż Frank", podsumowuje. Próbuje jej pomagać, łagodzić atmosferę, wprowdzać wątki poboczne :]

      W pewnym momencie jednak, sposób działania Jackie bierze górę. Dwóch kongresmenów ma nietęgie miny, kiedy zostają sterroryzowani zapowiedzią, że zostaną załatwieni i nie dostaną tego, na co liczą. Słowem : Frank zawierał deal i wygrywał obiecując frukta, a Jackie wygrywa, bo zapowiada, że jak się nie podporządkują, to z ich dealów i fruktów będą nici. A poza tym, jest ona na swój spośób idealistka, uwaza że wszyscy powinni głosować jednakowo, bo tego wymaga lojalnośc wewnętrzklubowa. Deale, śmile, to dla niej jest czarna magia. W końcu brakuje już tylko 4 głosów.

      cdn




      • grek.grek House of Cards sez 2 odc 4 [2] 06.05.16, 11:22
        I wtedy w sukurs przychodzi Frankowi... los :} Sekretarka na Kapitolu sprawdza pocztę. Z jednego z listów wysypuje się biały proszek. Budynek zostaje zamknięty, pojawiają się panowie w kombinezonach, ogłaszają kwarantannę. Wszystko musi zostać sprawdzone, bo możliwe że to wąglik albo inne świństwo.

        Frank i Donald Blythe siedzą wiec zamknięci w gabinecie. Nie mogą nawet wyjśc na korytarz. Mają czas na rozmowę. Frank nakłania Blythe'a do zwierzeń, ten wspomina, że chciał przepchnąc przez Kongres poprawkę o większych nakładach finansowych na leczenie Alzhaimera, ale mu się nie udało. Frank prosi, żeby mu o tej ustawie coś więcej opowiedział, a Blythe znów reaguje jak oparzony. Zarzuca Frankowi, że ciągle z nim pogrywa, że jest nieszczery, że zalezy mu tylko na tym poparciu dla siebie i "wykorzystuje jego chorą żonę !". Frank znów musi się bronić, jest już zniecierpliwiony, bo przeciwnik uparł się jak osioł ;]

        Dzwonią ich zony. Najpierw Claire Underwood, która przygotowuje się do wywiadu w telewizji. Wie co się dzieje, bo media trąbią, więc ma wystąpić sama, czy czekać na niego ? Frank dostaje informację, że kwarantanna potrwa 4 godziny minimum, więc prosi ją żeby poszła sama i zapewnia, że na pewno da sobie doskonale radę. Potem dzwoni żona Blythe'a, a ten zapewnia ją,. że wszystko u niego dobrze, nie mówi o sytuacji w jakiej się znajduje. Obie rozmowy odbywają się przez zamknięte drzwi. Z drugiej strony drzwi słuchawkę przystawia człowiek w kombinezonie ochronnym, a oni głośno do niej mówią :]. Poza tym wyjątkiem, cały budynek jest odcięty od świata, cała elektronika i elektrycznośc zostaje wyłączona profilaktycznie.

        Głosowanie zostaje odłożone do zakończenia sprawy "wąglikowej", więc Frank nie musi się martwić, a zyskuje dodatkowy czas na przekonywanie nieprzekonanych.

        Występ telewizyjny ma miejsce w jakimś popularnym tokszole. Atmosfera domowa, bo chyba odbywa się on w mieszkaniu Underwoodów. Elegancja francja i takie tam inne.

        Początkowo prowadząca zahacza o dzieciństwo, wspomnienia z domu rodzinnego, poznanie się obojga itp. Jest słodko i niewinnie. Wpada ofk pytanie, o to czy Frank nie wybrał jej dlatgo, ze pochodziła z bogatego domu, a Frank akurat zaczynał w polityce i potrzebował kasy na kampanię ? Claire wychodzi z tego odpowiedzią, że Frank dostał od jej rodziny [ojca] kasę, bo ojciec w niego wierzył, a nie dlatego że się z nią ożenił, oraz że kasa kasą, ale wybory to Frank już sam wygrywał, własnym talentem i pracą.

        Problem wprowadza pytanie o to, dlaczego Underwoodowie nie postarali się jeszcze o dziecko. Doradca, Connor, szykujący Claire do tego wywiadu, wspominał jej, że takie pytanie może paść, więc jest ona gotowa z odpowiedzia. Tłumaczy, że oboje z mężem postanowili poświęcić się służbie publicznej i wspólnie uznali, że nie byliby dobrymi rodzicami, że muszą coś poświęcić dla dobra innych [he he...], że instynkt macierzyński jakoś się u niej nie wykształcił i tak dalej. Frank Underwood ogląda ten wywiad w telewizji w swoim gabinecie, śledzi każde słowo z uwagą.

        Ogląda go, niejako z przymusu, także Blythe. Frank chyba ma nadzieję, ze to wszystko, co mówi o Claire, do Claire, i jak ją ogląda w telewizji, oraz ona sama swoim występem, jakoś wpłyną na Blythe'a, którego słabym punktem może być właśnie stosunek Franka do żony. To go może jakoś przekonać do zmiany stanowiska.

        Ale wywiad zmierza w stronę zupełnie nieprzewidzianą. Prowadząca wyciąga informację z jakiegoś artykułu czy z czegoś, że Claire ponoć była raz w ciązy podczas kampanii wyborczej. Co się z tą ciąża stało ? Czy to prawda w ogóle ?

        cdn
        • grek.grek House of Cards sez 2 odc 4 [3] 06.05.16, 11:41
          Claire jest zmieszana, bo takiego czegos w ogóle się nie spodziewała. Zbiera się do odpowiedzi, a Frank w swoim gabinecie aż przechyla się do przodu siedząc na fotelu, wyczekując jej reakcji. W końcu ona potwierdza, ze była w ciązy. I co się stało ? Poronienie ? A może... aborcja ? Claire zbiera się w sobie i wyjawia że usunęła tę ciążę. Prosi o przerwanie wywiadu. Na moment.

          Na stronie naradza się z tym całym Connorem [zapewne będzie to, albo już jest, rzecznik prasowy wiceprezydenta FU]. Mówi mu prawdę, miała 3 aborcje, a tę o której mowa zrobiła z powodu kampanii wyborczej. Nie mogła wtedy rodzić. Ciąza była w 5 miesiącu. Ot, zwykła małzeńska wpadka, bo się nie zabezpieczyli antykoncepcyjnie. Jak to teraz sprzedać ? Connor doradza jej, żeby w ogóle o tym nie wspominała.

          Powrot na wizję. I Claire wyznaje wprost : to była ciąza... z gwałtu. I dociekliwej dziennikarce wyjawia nazwisko sprawcy : McGinnis, niedawno odznaczony generał. Mocny kop. Mc Ginnis, jak wiadomo z poprzednich odcinków, istotnie - wg relacji Claire - zgwałcił ją, ale nie zaszła od tego w ciążę. Claire dodaje też, że Frank o wszystkim wiedział i wspierał ją wtedy z całych sił. To akurat prawda.

          Ogłoszony zostaje koniec kwarantanny. MOżna wyjśc. Frank ubiera szybko marynarę, na odchodnem mówi Blythe'owi, że nawet bez poparcia przez niego tej ustawy emerytalnej - on załatwi mu przepchnięcie tej poprawki o świadczeniach dla chorych na Alzhaimera. A Blythe spokojnie odpowiada mu, że tak czy owak : nie poprze go. I dodaje "Twoja żona ma jaja", co Frank potwierdza gorliwie.

          I zamiast rzucać się w politykę, Frank konsultuje się szybko z Jackie Sharp, która informuje go że brakuje jeszcze 4 głosów i zostało niewiel czasu do batalii w IR. Frank koniecznie chce jechać do Claire, więc Jackie zostaje w misją załatwienia brakujących głosów, a on sam zjawia się w mieszkaniu, gdzie trwa ostatnia tura wywiadu. Nie chce dołączyć, patrzy z offu. Claire go widzi.

          W tym czasie sensacyjnie dodzwoniła się jakaś kobieta, "szeregowa" żołnierka z armii. Trzęsącym się głosem wyznaje, że generał także i ją zgwałcił. Najpierw Claire rozmawia się siedząc na patio, gdzie wyszła się uspokoić. Potem rozmowa przenosi się na wizję. Claire udaje się ją przekonać, zeby podała swoje nazwisko i została świadkiem. Prowadząca wywiad dziennikarka jest zaszokowana, ofk. Claire zostaje bohaterką

          Jackie Sharp załatwia sprawę. Kiedy Blythe spotyka się na korytarzu ze swoimi stronnikami, ona nagle wyjeżdza na tenże korytarz wózkami z tonami papierów. Co to ? To karty osobowe wszystkich Amerykanów, którzy ucierpią na kryzysie rządowym, jaki spowoduje nieprzyjęcie ustawy emerytalnej. To dane wszystkich [pewnie licznych milionów], którzy stracą zasiłki, prawo do opieki na tym czy owym, pomoc socjalną, ulgowe bilety, wsparcie dla weteranów, urlopy okolicznościowe itd. Blythe i jego ludzie z zakłopotaniem i zdumieniem spoglądają na ten stos dokumentów i na nią samą. MOżna domniemywać, ze to ich złamie :]

          W tym czasie Lucas Goodwin spędza czas z hakerem Heronymusem. Nie jest to wszystko dostatecznie jasne, Heronymus proponuje mu udział w jakiejś operacji hakerskiej, w trakcie której Lucas ma coś wykraść, coś nielegalnego zrobić...

          cdn
          • grek.grek House of Cards sez 2 odc 4 [4] 06.05.16, 11:52
            Heronymus poważnie podchodzi do całego przedsięwzięcia, chce nauczyć Lucasa całych kodów, które będą w tej akcji wprowadzane. Lucas się wierci, ma informacje o tym wągliku na Kapitolu, chciałby tam jechać i przeprowadzać relację, ale Heronymus nie pozwala mu odejśc.

            Haker powiada mu wprost : musisz się ubrudzić. Tylko wtedy będę miał pewność, ze nie jesteś wtyką.

            Pytanie brzmi : czy on sam wtyką nie jest ?

            Odpowiedź przychodzi pod koniec odcinka. Heronymus okazuje się być zwykłym kablem, podstawionym w dodatku. Owszem, jest hakerem, ale nie szuka go FBI. JUż dawno go znaleźli, ale nie aresztowali, tylko wykorzystują do swoich celów. Co prawda, Heronymus póki co wydał im tylko killku pedofilów i innych takich, myszkujących w czeluściach sieci, w których nie da się nic kontrolowac odgórnie, ale za to nie wydał zarówno swoich przyjaciół z "Dec Sec" jak i utrzymuje że nie ma pojęcia, kto stoi za "AV Unit" [nazwy zapewne wzięte z kosmosu ;)].

            Mężczyzna, z którym rozmawia Heronymus jest niewidoczny. Siedzą w aucie, nocą, pada deszcz, a twarz człowieka zakrywa ciemnośc, widać tylko kawałek nosa i gadająy otwór gębowy. Gadający otwór ów oznajmia Heronymusowi, że "zmieniły sie zasady" i teraz "jesteś pod moją kontrolą" i że ma robić, co mu się każe i nie dyskutować, bo mają na niego tyle papierów, że jak będą chcieli, to jutro pójdzie siedzieć i nigdy nie wyjdzie. Heronymus jest załamany i wytacza się z auta na ostatnich nogach.

            Tak więc, kolega Douga Stampera ze służb zrobił swoje. Lucas Goodwin jest w pułapce.

            Claire i Frank palą sobie papierosa. Przy otwartym oknie, jak zwykle. Ciemno, otwarte okno i palą. Ledwie ich widać. Za to za chwilę całkiem dobrze słychać, jak Frank nuci piosenkę na nutę południową, coś o miłości "kowboja do kowbojki" albo coś w tym guście. Na jej prośbę.

            Proszę, nie dośc, że wybrnęła z cięzkiej sytuacji, to jeszcze wkopała generała, który też oglądał ten wywiad i był wyraźnie spanikowany, a na dodatek sekretarka ponformowała go, że "żona do pana dzwoni". Czyżby wszyscy ten wywiad oglądali ? :]
    • grek.grek 20:25 TVP Kultura "Zeszłego roku w Marienbadzie" 06.05.16, 18:06
      pierwsza odsłona przeglądu filmów Alaina Resnaisa.

      Siostra zapewne więcej może dodać od siebie w zapowiedzi tego filmu, bo coś czuję że oglądała i zna doskonale :]

      Kurort nadmorski. Małżeństwo. I ten trzeci, mężczyzna który twierdzi, że on i kobieta spotkali się rok wcześniej, zakochali w sobie, a ona obiecała, że spotkają się ponownie. Kobieta zaprzecza, ale w niektórych momentach sprawia wrażenie, jakby jednak wierzyła w to, co usłyszała. Jej mąż próbuje zachować równowagę i zdrowy rozsądek, ale i martwi go wariant, że jednak żona nie była mu wierna.

      Złoty Lew w Wenecji 1961.
      nominacja oscarowa za scenariusz.

      tyle stoi w opisie, który znalazłem :]

      dla mnie premiera.
      chyba że po prostu nie pamiętam, że oglądałem jednak :]
      taka możliwość zawsze istnieje, aczkolwiek... taki tytuł raczej bym kojarzył.

      oglądamy ? :}