Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 8 (vol. 70)

01.08.16, 20:30
Dzień dobry, a właściwie dobry wieczór w nowym wątku :)

Jeszcze miesiąc wakacyjnego sezonu ogórkowego (na pociechę igrzyska ;) ), a potem się okaże, co będzie w nowych ramówkach :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 8 (vol. 70) 02.08.16, 11:28
      witaj, Maniu, witajcie Czcigodni w okolicznościach nowego wątku :]

      chciałbym zaznaczyć, że... jubileuszowego :]

      yes, Rio !
      to już za chwilę, startujemy 5 sierpnia.
      Czesi pokazują wszystko jak leci, ale i tym razem TVP ma stanąć na wysokości zadania i
      przygotowuje świetną ramówkę. Oby jak najmniej transmisji wylądowało w kanale-widmo TVP Sport, który podobno istnieje, podobno PŁACI i jest OPŁACANy, ale nikt go na oczy nie widział, hehe.
    • grek.grek 23:05 TVP1 "Akcja pod Arsenałem" 02.08.16, 11:35
      jak odbieracie te rocznicowe obchodzy 1 sierpnia ?

      ja się złapałem na tym, że pomimo iż to były czasy dramatyczne, to mają jakiś dziwny wdzięk. ale to pewnie wpływ filmowej rzeczywistości, pewnego nastroju rocznicy, celebry odtwarzanej rok po roku. Ale chyba coraz lepiej zaczynam rozumieć, dlaczego są ludzie naprawdę mocno zaangazowani w tę date, dlaczego tak bronią pamięci Powstania, dlaczego uparcie separują sens ofiary od politycznego [bez] sensu całego wydarzenia. Jakiś ideał był realizowany, o coś chodziło, był w tym duch. Zaczyna to chyba do mnie docierać :] Pomimo wszystko.

      "Akcję..." puszczano już wiele razy, ale - tak mi się wydaje - wciąż jest to dobry filmowy pomysł na TĘ okazję.
          • barbasia1 Re: 23:05 TVP1 "Akcja pod Arsenałem" 06.08.16, 18:44
            >ale co do politycznego sensu PW, a raczej jego braku lub dyskusyjności, zdanie chyba jeszcze długo >nie zmienię. A jak u Ciebie ?

            A ja nie nie chcę oceniać sensu PW. Uważam, że nie mam do tego prawa. Nie chcę wyjść na jaką wywyższającą się moralistkę, ale moim zdaniem, nikt kto w tamtych czasach nie żył, nie walczył w Powstaniu nie ma prawa do wydawania tego rodzaju ocen, nie powinien oceniać tego wydarzenia.
            • siostra_bronte Re: 23:05 TVP1 "Akcja pod Arsenałem" 07.08.16, 09:41
              A ja mam określone zdanie na ten temat. Powstanie było fatalnym błędem.

              Dowódcy dla politycznych gierek skazali miasto na zagładę. Wysłali słabo uzbrojonych ludzi przeciw niemieckiej machinie wojennej. Na co liczyli? A tak, to przecież Rosjanie mieli pomóc.

              Słynny cytat Białoszewskiego z "Pamiętnika z powstania..." : "Czekanie na Rosjan było niezbyt w zgodzie z polityką AK. Które swoją drogą też czekało. I też jak na zbawienie. Więc to czekanie z tą polityką nieporozumiewania się nawet (wtedy jeszcze) też było swoistą harmonią. Ludzką”.

              Ale dlaczego Rosjanie mieliby pomóc, skoro powstanie było skierowane pośrednio przeciwko nim?? Niestety, na to zasadnicze pytanie nie usłyszałam jak dotąd logicznej odpowiedzi. A to jest oficjalnie główny powód klęski powstania. Jakie to wygodne. Wszyscy winni, tylko nie my...

              Ale trudno się przyznać do tak fatalnego błędu, stąd budowanie mitu powstania, banały o "moralnym zwycięstwie", że dzięki powstaniu mamy dzisiaj wolność (przykro mi ale nie widzę żadnego związku). Przyznam, że jak co roku słyszę ten propagandowy bełkot to szlag mnie trafia. I tak kolejne pokolenia są uczone tego, żeby ginąć za wolność, nawet jeżeli nie ma to żadnego sensu i żadnych szans powodzenia. Bo powiedzmy wprost, co przyniosło powstanie? Wielką narodową tragedię, śmierć 200 tys. ludzi i zagładę miasta. NIC poza tym.

              Historycy z pewnością mają większe prawo do oceny tych wydarzeń, są i tacy, którzy kwestionują sens powstania i dowodzą tego, jak fatalnie było przygotowane.

              Wiem, ostro jak na mnie, ale mieszkam w Warszawie, więc trudno uniknąć takich emocji. No i w temacie powstania jak w soczewce skupiają się te nasze cechy narodowe, których nie znoszę. Uff...

              • grek.grek Re: 23:05 TVP1 "Akcja pod Arsenałem" 07.08.16, 12:26
                zgadzam się, Siostro.

                ostatnimi czasy próbuje się delikatnie oddzielać rozważania o politycznym sensie PW z hołdem dla samych powstańców.

                ciekawe, że jednocześnie ruguje się pomniki podziękowania dla zołnierzy radzieckich, którzy przecież też ginęli w istocie za wolność Polski i nie mieli nic wspólnego z kierownictwem rządu, armii i innych decydentów, którzy po wojnie uznali, że Polska ma znaleźć się w radzkieckiej strefie wpływów.

                a jeszcze bardziej jednocześnie, czci się ofiary Katynia, które z kolei nie podjęły żadnej straceńczej walki, mimo że w ich przypadku byłaby ona jak najbardziej uzasadniona, bo przecież wiedzieli, co ich czeka. i ofiary obozów śmierci.

                mocno to wszystko poplątane.

                mam wrażenie, przy okazji, że na bardzo kruchych podstawach stoi ta nasza polska narodowa tożsamośc. Kilka kiepsko wykonanych, z góry skazanych na klęskę powstań i parę gestów bez znaczenia.

                a prawdziwe zwycięstwa : odbudowa kraju z ruiny po II wś., triumf porozumień Okrągłego Stołu i aksamitna zmiana systemu, czy obecnośc w Unii Europejskiej są traktowane po łebkach, a nawet postponowane jako, o ironio !, klęski i spiski.

                dziwni jesteśmy, jako społeczeństwo. bardzo dziwni.


              • siostra_bronte Re: 23:05 TVP1 "Akcja pod Arsenałem" 07.08.16, 16:26
                Tak jest. Do tego byli chyba słabo poinformowani o faktycznej sytuacji.

                Choćby kwestia uzbrojenia. W momencie wybuchu powstania uzbrojony był ... co 25 powstaniec. Dowództwo zalecało dozbrajanie się w siekiery, łomy itp. Na uwagi o tym, że żołnierze mają za mało broni, żeby rozpoczynać powstanie, przedstawiciel rządu na kraj, niejaki Jankowski powiedział: "to sobie zdobędą" (za wikipedią).

                Bez komentarza.

    • grek.grek "Subtelność" w kinach [artykuł] 02.08.16, 11:44
      bardzo dobry artykuł-recenzja franbcuskiego filmu "Subtelność".
      jako że rozgrywa się on w środowisku prawników, część tekstu dotyczy właśnie francuskiego obyczaju prawnego; autorką jest prof. Ewa Łętowska :

      kulturaliberalna.pl/2016/07/26/letowska-gronostaje-delikatnosc-subtelnosc-recenzja/

    • grek.grek "Zjednoczone stany miłosci" - w kinach 02.08.16, 11:50
      no i mamy, od weekendu, film pana Wasilewskiego z wybornym kwartetem aktorek - o kobietach, ale zdaje się, że nie tylko dla kobiet, bo oprócz ich losów ważne jest też tło historyczne, moment dziejowy, który wydaje się - z recenzji rozmaitych - iż potraktowany jest [z][ nutą nostalgii i mniej lub bardziej może wywoływać sentyment :

      kulturaliberalna.pl/2016/07/26/gora-za-zamknietymi-drzwiami-zjednoczone-stany-milosci-recenzja/
      www.filmweb.pl/reviews/Matki%2C+żony+i+kochanki-18377
      wyborcza.pl/7,101707,20457225,jak-byc-kochana.html
    • grek.grek 22:10 TVP Kultura "Oslo, 31 sierpnia" 02.08.16, 12:08
      nie wiem, który raz Kultura powtarza, ale wiem, że tyle saamo razy rzucam się do pisania wstępniaka ;]]

      naprawdę świetny film, choć z pewnością nie dla masowej widowni.

      Anders, to 35-latek, który od paru lat przechodził terapię odwykową, bo "uzaleznił się od... wszystkiego". ośrodek jest piękny, schludny, a państwo uzaleznieni - jak w jakimś domu pracy twórczej. Norwegia... :]

      Anders wydaje się być wyleczony, przyszedł moment wyjścia, zaczepienia na nowo w rzeczywistości.

      I z tym jest problem. Z czasem dowiadujemy się, jakie zgliszcza zostawił za sobą, zwłaszcza w swoim związku z dziewczyną, do której teraz nieśmiało dzwoni, żeby się spotkać i porozmawiac. Czy się dodzwoni ?

      akcja, o ile tak to mozna nazwac, obejmuje 24 godziny, jeden dzień. Anders ma się skontaktowaać z redaktorem naczelnym gazety w Oslo, gdzie być może czeka na niego praca. Dobrze pisał, zanim się popsuło.

      ale to spotkanie jest tylko elementem całości. Przez cały dzień Anders dryfuje po mieście. Jest narratorem, wspomina swoich rodziców, intelektualistów, którzy dali mu wolną rękę, ale wiele także nauczyli, wspomina samo miasto, mówi o sobie. Świetne są te monologi z offu.

      odwiedza znajomych. Niewiele mówi, pozwala mówić im. Widzi ich życie, na oko poukładane, jest rodzina, są znajomi, krąg towarzyski, jakaś struktura zawieszona w społecznym ładzie. Pod spodem się jednak kotłuje, kolega utknął w rutynie z żoną, dziećmi i jałową pracą, koleżanki związek chwieje się, bo ona chce mieć dziecko, a on nie chce. Anders widzi jednak, ile stracił, ile go omineło, jak ma teraz wrócić ? do czego ma wrócić ?

      z tym pytaniem boksuje się przez cały długi dzień.

      nie udaje mu się zobaczyć z siostrą, bo ona nie chce go widzieć; spotyka miłych ludzi, spotyka przeszłość w postaci chłopaka, z którym zdradziła go dziewczyna do której ciągle dzwoni, widząc w niej być moze swoją ostatnią szansę; spotyka inną dziewczynę, odwiedza sympatyczne przyjęcia, chodzi po mieście, słucha ludzi [znakomita scena w kawiarni, gdzie Anders niechący podsłuchuje jak jedna dziewczyna drugiej wymienia 'sto rzeczy które chciałaby zrobić w życiu" - a on sam... czy ma choć jedną ?], poznaje nowych, ale czy to dla niego ma jakieś przełożenie na wiarę w próbę zorganizowania życia na nowo, czy on sam wierzy że jeszcze jest nadzieja ?.

      rozwiązanie, ostatnia scena, są równie znaczące jak scena otwierająca film.

      świetny jest główny aktor Anders Danielsen Lie, nie mizdrzy się do, nie popisuje, jest stonowany, i naprawdę da się lubić. Nie wiem co ma za sobą w życiu prywatnym, ale wydaje się że naprawdę rozumie swojego bohatera, co jest wcale nie tak częstym wydarzeniem w kinie :]

      rezyserem, i współtwórcą scenariuszaa, jest Joachim Trier, ponoć jeden z ciekawszych skandynawskich rezyserów i scenarzystów, mimo że na koncie ma dwa, góra 3, filmy. Grunt, że dobre :]

      zachęcam, jeśli tylko znajdziecie czas i ochotę :]
    • grek.grek 19:30 TVP Historia "50 lat po zamachu na JFK" 03.08.16, 11:48
      ramówka dzisiaj zdecydowanie "ogórkowa" :]

      wypatrzyłem w Historii dokument nt zamachu na Kennedy'ego w Dallas. Ileż tam do dzisiaj niejasności i kuriozów... Nie wiadomo tylko na ile odważni będą/byli twórcy tego dokumentu, by sięgnąc po te najbardziej delikatne i niewygodne ;]




    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Odkrywając Bettie Page" 03.08.16, 11:52
      kiedyś omawialiśmy, ale może ktoś nie widział, więc dziś nadarza się okazja.

      świetnie zrealizowany, z mnóstwem fotografii i fragmentów programów telewizyjnych z tamtych lat, dokument o modelce, która zrobiła sporo zamieszania i przełamała wiele tabu w konserwatywnej purytańskiej Ameryce lat 60-tych. Była - ona i jej wizerunek - nie tylko częscią ówczesnej rewolucji obyczajowej, ale nawet szła w jej awangardzie.

      warto !
    • grek.grek "Jason Bourne" w kinach 03.08.16, 12:00
      wszedł do kin, chyba nieźle zarabia ;], wartości artystycznych zdaje się tradycyjnie niewiele, ale ponoć doskonale się sprawdza jako efektownie zrobione kino akcji, czyli - w języku całej serii filmów o Jasonie Bourne'ie - chciałoby się powiedzieć : nihil nov sub sole, tyle że chyba jeszcze większe pieniądze.

      recenzje są jednomyślnie w powyższej tonacji, więc może zamiast nich - wywiad z głównym aktorem ? :

      film.wp/pl/id/161186,title,Matt-Damon-Uswiadomilem-sobie-ze-postac-Bournea-towarzyszy-mi-przez-wiekszosc-doroslego-zycia-WYWIAD,wiadomosc.html

      PS : swoją drogą, fakt że obok Bonda udało się stworzyć znakomicie prosperujące serie filmów z bardzo podobnymi postaciami [Bourne czy Ethan Hunt z "MI"], to jest jakiś sukces, nie sądzicie ?

      PS 2 : ofk, wiem, że "bardzo podobne postaci do Bonda", to może być lekkie nadużycie, a fani obu agentów na pewno zastrzeliliby mnie wieloma argumentami dowodzącymi, że przesadzam wręcz niezdrowo :]]
    • grek.grek nakręcą film o V. Villas 03.08.16, 12:04
      na pewno będzie ciekawie.

      ponoć główną rolę ma zagrać Anna Ilczuk, czyli... Wiadomo Kto ze "Świata wg Kiepskich" ;] ale także świetna aktorka teatralna.

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,20353035,powstanie-film-o-violettcie-villas-to-bedzie-historia-o-wolnosci.html#BoxKultImg
    • grek.grek Mieczysław Voit wspomnienie 04.08.16, 11:41
      trzeba przyznać działowi filmowemu Wp, że nie zapomina, a nawet lepiej - przypomina !, o ludziach filmu, których młodsi widzowie mogą nie pamiętać :

      film.wp.pl/idGallery,18266,idPhoto,465632,Mieczyslaw-Voit-nietuzinkowy-niepowtarzalny-niedoceniony,galeria.html

      PS: ale że dał kosza Sophii Loren ? ! ;]
          • barbasia1 Re: Mieczysław Voit - Sofia Loren 06.08.16, 15:18
            > haha, yes, wyobraź sobie ! :]
            > Loren do niego z wdziękami, a on chodu ! ;]]

            Hahaha! No nie wyobrażam sobie. :))

            Zajrzałam do autobiografii Sofii Loren. Oczywiście o domniemanym zauroczeniu pięknym, młodym polskim aktorze słówkiem nie wspomina.

            W 1961 r. Voit wraz z ekipą filmową wyjechał na Festiwal w Cannes promować film „Matka Joanna od Aniołów”. Sofia Loren przyjechała z filmem "Matka i córka" , za który otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki. A w kolejnym roku Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej za rolę w tym filmie. Sofia Loren nie wspomina w swojej autobiografii o pobycie w Cannes, tylko o nocy, podczas której oczekiwała na informację o otrzymaniu Oscara.

            W 1961 miała 27 lat i od 4 lat była szczęśliwą mężatką Carla Pontiego, aczkolwiek małżeństwo, zawarte per procura w Meksyku, okazało się z wielu powodów nieważne , a jeszcze i tak wkrótce spowodowało wiele komplikacji we Włoszech . Bowiem wkrótce okazało się, że ciąży na nich podejrzenie o popełnienie przestępstwa - dopuszczenie się bigamii.
            Carlowi groziło od roku do pięciu lat więzienia, a Sofia mogła zostać skazana za "współudział i życie w konkubinacie".

    • grek.grek Kevin Spacey wywiad okolicznościowy ;] 04.08.16, 11:45
      po dwóch sezonach znakomittego "House of Cards" czekam z niecierpliwością na 3 serię [oby w CTv na jesieni już], z pełną świadomością, że takie rzeczy fani serialu, a nawet fani serialÓW, mają już dawno za sobą :]

      zwróćcie uwagę na drugie zdanie Kevina Spaceya w tym wywiadzie :] :

      facet.onet.pl/teleprezydent/8kxn1h
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Nasz chleb powszedni" [powt.] 04.08.16, 12:00
      narzekaliśmy na Kulturę - no dobrze : ja byłem prowodyrem ;] - a tutaj proszę : całkiem niezła propozycja na czwartek.

      "Nasz chleb powszedni" to powtórka, jak pamiętacie, ale warto do niej wrócić, a już koniecznie trzeba obejrzeć po raz pierwszy.

      film jest nemy, jesli dobrze pamiętam ?
      rzecz się dzieje w czasach wielkiego kryzysu w Ameryce. Ludzie włóczą się po kraju w poszukiwaniu jakiejś pracy, bieda panuje i na dokładkę prohibicja.

      w "Naszym chlebie..." grupa obywateli skrzykuje się i zakłada... PGR. Jeden umie coś naprawić, drugi zna się na czymś innym, a pani umie szyć - wspomagają się więc nawzajem, a szczytem ich wspólnej działalności jest pole uprawne, na którym mają zamiar zasiać i zebrać plony z kukurydzy.

      nie będzie łatwo, będą problemy, a w tle pojawi się wątek melodramatyczny - jedna pani drugiej pani podprowadzić zechce męża, lecz... czy może się skończyć pesymistycznie ? :]

      wg mnie, ten wspaniale nakręcony film, to oczywista pochwała tego czym w swojej istotnych założeniach był komunizm : wspólnotą ludzi - pomagających sobie, wspierających się, rozumiejących że ich własne powodzenie zależy także od powodzenia innych. Kooperacja, braterstwo i jedność. a to że jak każda szlachetna idea wyrodził się w paskudną, spolityzowaną ideologię... no cóż, ces't la Vie.

      co nie zmienia postaci rzeczy, że film jest naprawdę znakomity i warto go obejrzeć :]
    • grek.grek 21:55 TVP Kultura "Do utraty tchu" 04.08.16, 12:11
      po jednym ze szczytowych osiągnięć kina lat 30-tych - krótka przerwa na zaczerpnięcie powietrza i sztandarowy film francuskiej Nowej Fali.

      lata mijają, historia filmowego Michela i jego przyjaciólki Patrici, nie staje się ani na jotę bardziej złożona, a ogląda się ten film z niesłabnącą przyjemnością - chyba z samej możliwości obcowania z tak beztroskim, zrobionym z uczucia do kina, na przekór tradycyjnym regułom kinem.

      rzecz banalna w fabule : Michel, nonkonformista i niebieski ptak, kradnie auto, zabija policjanta, zmuszony jest uciekać przed poszukującymi go stróżami prawa; poznaje Patricię, studentkę z Ameryki, z którą szwęda się po Paryżu i wkrótce proponuje wspólną ucieczkę do Włoch. Tyle że Patricia nie jest z tego samego świata, co Michel i nie wydaje się, by miała ochotę stawiać na szali swojego życia i przyszłej kariery dziennikarki. Dla niej to tylko epizod.

      jak to się ogląda... te "jump caty", ta kamera, te ujęcia kręcone soute [widać jak ludzie na chodnikach obracają się w stronę operatora], ten Paryż, to... wszystko :]

      no i aktorzy, Jean Paul Belmondo, który zagrał sporo ról, ale gdyby tę jedną jedyną, która go definiuje, wyznaczyc, to chyba byłaby to własnie ta w "Do utraty...", nie sądzicie ?

      no a Jean Seberg, to już w ogóle została "dziewczyną z Do Utraty Tchu"; swoją drogą, ciekawie się potoczyły jej losy w życiu prywatnym, o czym keidyś chyba pisaliśmy przy okazji wyświetlania w telewizji serii o życiorysach [kilku] aktorów/aktorek.

      obok "400 batów" - też opowiadaliśmy :] nie można nas zagiąć na niczym ;] - najważniejszy film Nowej Fali.

      i ciągle młody ! :]
    • grek.grek 23:55 TVP Kultura "Hawana, sztuka ruin" [dokument] 04.08.16, 12:18
      po filmie Godarda krótka gimnastyka przy otwartym oknie i... dokument o Hawanie :]

      nie byłem tam nigdy :], ale filmy, zdjęcia i inne materiały pokazują naprawdę niezwykle piękne miasto. nadzwyczajne.

      ofk, dzisiaj ludzie za "piękne" uważają to, co sterylne, wyglansowane, wyszcztkowane, odmalowane i zrobione na "bLLLysk". a mnie to jakoś nie interesuje.

      za to Hawana, w ogole - wszystkike stare dzielnice miast, które ciągle jeszcze pachną - w architekturze, estetyce - XIX wiekiem, początkiem XX, to dopiero jest TO.

      co sądzicie na ten temat ?

      i właśnie o takiej Hawanie ma opowiadać ten dokument. Późno, ale może... mówiąc językiem ostatnio jakże popularnym... damy radę ? ;]

      fotografia z zapowiedzi [takie miejsca właśnie miałem na myśli powyżej] :
      media.teleman.pl/photos/Hawana-Sztuka-Ruin-2006.jpg
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Palacz" 05.08.16, 12:47
      bardzo polecam.
      Nie tak dawno opisywałem, ale chyba nie zwróciliście specjalnej uwagi na ten film :]

      a warto.

      znakomity Aleksiej Bałabanow znów pokazuje obrazek z Rosji po zmianie systemu, zgrabnie wplatając w wartką opowieśc rózne wątki : są zapomniani weterani wojenni, są dawni ich kompani albo wysoko postawieni milicjanci, którzy w nowym układzie robią za płatnych zabójców, są gangsterzy, jest mafia, ale są także problemy etnicznych mniejszości.

      Akcja dzieje się w Petersburgu, tutaj zaśnieżonym, ponurym, zupełnie niepocztówkowym.
      Tytułowy bohater, to staruszek narodowści jakuckiej, weteran wojny afgańskiej, dzisiaj palacz w kotłowni, która znajduje się w piwnicy budynku mieszczącego szulernię w której spotykają się mafiosi i rózni krętacze. Były major nie mówi za dużo, robi swoje i w przerwach biedzi się nad pisaniem opowiadania, którego treść poznamy w zakończeniu, ale już z jego krótkich relacji możemy się domyślić, ze chodzi o to, jak rosyjska/radziecka władza na przestrzeni dziejów traktowała mniejszośc jakucką.

      Czasami majora odwiedza eks-sierżant, dawny kompan z wojny, dzisiaj zabójca na zlecenie. Czasami trzeba jakieś zwłoki spalić w piecu. Zawsze "są to zwłoki bardzo złego człowieka, majorze". Honorowy major o nic nie pyta.

      Major ma córke, też Jakutkę, która prowadzi sklep odzieżowy razem z córką sierżanta [nazwiska nie padają, dlatego po stopniach ich tytułuję]. Ta druga dostał na to pieniądze od ojca, ale to córka majora jest motorem napędowym całej działalności. Traf chce, że pokryjomu obie romansują z tym samym mężczyzną, małomównym współpracownikiem [jesli tak to mozna nazwać] sierżanta. Córka niespecjalnie kontaktuje się z majorem, ma właściwie swoje własne życie, swoje własne plany. Major nie narzeka, jest z niej dumny, a na urodziny kupuje jej twarzowe, żołte buty.

      Okolicznośc przy której major zobaczy te buty po raz drugi - będzie okolicznością wstrząsającą.

      wspaniale rozegrany film, doskonale nakręcony, z rewelacyjną muzyką, której po prostu MUSICIE posłuchać :]. I z przykrą refleksją, jak każdy film nieodzałowanego nieżyjącego już Aleksieja Bałabanowa.

      naprawdę warto zobaczyć. Znakomite kino. A najprzyjemniejszym miejscem spośród wszystkich pokazywanych w filmie jest... kotłownia majora :] Nic dziwnego, ze odwiedzają go dzieciaki pułkownika, zawsze z tą samą prośbę : chcemy popatrzeć w ogien, wujku, i opowiedz nam jakąs historię :]
    • grek.grek 23:05 Polsat "Z piekła rodem" 05.08.16, 12:53
      pamiętacie ? :]

      u mnie z tym słabo jak chodzi o kolejnośc zdarzeń w filmie, za to jak najbardziej pamiętam świetnie wykreowany obraz XIX wiecznego, mglistego, mrocznego Londynu.

      rzecz o śledztwie w sprawie morderstw popełnianych przez Kube Rozpruwacza. Prowadzi je jeden z prototypowych bohaterów kinowych dla późniejszych serialowych, czyli detektyw Abberline, tylez błyskotliwy w swoim fachu, co chętnie odwiedzający palarnie opium.

      gra go znakomicie i z sobie tylko właściwym wdziękiem Johnny Depp.

      jest trochę makabreski, ale/i jest też bohater, jest klimat i temat, który - o zgrozo ! - w kinie zawsze jest "chodliwy" ;]
    • grek.grek drugi sezon "Paktu" 05.08.16, 12:56
      1 seria chyba odniosła sukces, bo oto nadchodzi kolejna. Mieliście może okazję obejrzeć [tę pierwszą] ?

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,127222,20489124,na-planie-paktu-jesli-cokolwiek-z-tego-co-tu-pokazujemy.html#BoxKultImg&a=&c=
    • grek.grek "Służąca" na T-Mobile Nowe Horyzonty 2016 05.08.16, 13:00
      a miałem już nie zawracać Wam głowy :]

      spóźniona nieco recenzja "Służącej", wg mnie jednego z najlepiej... brzmiących w opisie filmów tego roku, już w Cannes intrygująco się zaprezentował, a teraz kontynuuje ten proceder :]

      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html
    • grek.grek Igrzyska w Rio czas rozpocząć ! 05.08.16, 13:15
      rusza machina :]

      a właściwie - już ruszyła. Pierwsze mecze piłkarskiego turnieju już za nami, i - o dziwo oraz - co ciekawe - to piłkarki brazylijskie zaprezentowały się znacznie lepiej od piłkarzy i ucieszyły wymagającą publiczność :]

      Czesi zapowiadają oficjalną ceremonię otwarcia na północ.

      a w porannym serwisie informacyjnym Info pan prowadzący wybrał okładkę Gazety Polskiej, gdzie widnieje ikoniczna dla Rio figura Jezusa i tekst "Pod stopami panującego Jezusa Chrystusa zaczynają się Igrzyska Olimpijskie" ;]]

      przyznam, że ten rodzaj katolickiego patosu zupełnie mnie nie irytuje, a budzi absolutnie szczerą wesołość :] głównie z tego powodu, że mam przekonanie graniczące z pewnością, że ci wszyscy żarliwi pobożnisie błyskawicznie by swojej religii, Boga i wiary odstąpili, gdyby tylko groziła im utrata choćby krawatu albo obcasu od butów :]
      ale to tylko dygresja złośliwca.

      miejmy nadzieję, że będą to niezapomniane Igrzyska, i przede wszystkim - że obędzie sie bez jakiejś tragedii.


      • maniaczytania Re: Igrzyska w Rio czas rozpocząć ! 05.08.16, 20:35
        u nas też ok. północy zaczyna się studio igrzysk. Może wytrwam ;)

        Co do samych igrzysk, to też mam nadzieję graniczącą z pewnością, że będą wspaniałe, jak zawsze, a to dzięki sportowcom i niespodziankom, które zawsze są na takich imprezach (jak np. nasza Renata Mauer przed laty). Ilość 'hejtu', jaka jeszcze przed wylewa się zewsząd niemalże dorównuje tej, która wylewała się u nas przed ŚDM, które były absolutnie przewspaniałym i znakomicie zorganizowanym wydarzeniem, więc ;))))))))))))))))))

        A do kroniki Ojejkowych Igrzysk 2016 wpisuję, że pierwszy występ naszej reprezentantki za nami - w łucznictwie - Polka, Karina Lipiarska-Pałka po dzisiejszych eliminacjach w 1/32 zmierzy się z Turczynką (Polka była 40 na 64 zawodniczki, Turczynka 25).
        Z kolei w tej samej dyscyplinie u mężczyzn, również w eliminacjach (co być może zapowiada emocjonujące dalsze występy), padł rekord świata! Koreańczyk ustrzelił 700 punktów na 720 możliwych.
        A więcej polskich występów już jutro :)
        • grek.grek Re: Igrzyska w Rio czas rozpocząć ! 06.08.16, 11:31
          I jak było, Maniu ?
          udało Ci się wytrwać do ceremonii ? :]

          ponoć sami Brazylijczycy nie byli i nie są przekonani do idei organizowania u nich Igrzysk. Podobnie reagowali na nie tak dawne MŚ, które były również u nich. argument koronny brzmi : nie stać nas na takie wydatki.

          swoją drogą : ponoć od co najmniej 3-4 dekad żadne miasto organizujące Igrzyska [letnie i zimowe] nie zarobiło na tej inwestycji :]
          Już chyba lepiej "znaleźć" złoty pociąg...

          yes, miejmy nadzieję na niespodzianki sportowe :]
          I na terminarz, który pozwoli obejrzeć jak najwięcej ciekawych zawodów w niekolidujących ze sobą godzinach.

          czytałem o tym rekordzie świata. Mocny początek :]
      • barbasia1 Re: Igrzyska w Rio czas rozpocząć ! 05.08.16, 23:45
        Nie wytrwam do północy, no nie wytrwam, a tak lubię ceremonie otwarcia Igrzysk. Mam nadzieję, że jutro dadzą jaką powtórkę.


        Ci żarliwi pobożnisie i ich mocodawcy tak się przejmują naukami Jezusa, jak kot mojego sąsiada zawirowaniami na stanowisku prezesa TVP.

        O tak.
    • grek.grek "Mission Impossible : Protokół duchów" via TVN 06.08.16, 12:20
      a co tam, wziąłem i obejrzałem :] deszcz padał, chłodno się zrobiło, pomyślałem że lepszej okazji na takie kino nie będzie.

      zdecydowanie mniej przypadł mi do gustu niż ostatnie "bondy", "Casino Royale" czy "Skyfall". wg mnie, mimo zainwestowanych środków - jednak nie ten rozmiar kapelusza. Mimo prób i chęci.

      jednak Bond to marka. jest czarny charakter, jest dziewczyna Bonda - a ich twarze i osobowości są zwykle wydarzeniem samym w sobie, są klasyczne odzywki, które muszą paść w scenariuszu, każde wejście nowego aktora w to uniwersum jest małym wydarzeniem w filmowym mikrokosmosie. no i akcja miewa jakiś podtekst osobisty.

      "Mission Impossible", to jednak półka niżej.

      w "Protokole" Ethan Hunt najpierw siedzi w rosyjskim więzieniu, potem zostaje z niego wyciągnięty, ma wykonać jakąs akcję na Kremlu. Kreml zostaje wysadzony przez terrorystę o ksywie Kobalt. Robi się straszna afera, a zespół Hunta zostaje oskarzony o zdradę i wszystko co najgorsze. Muszą sami złapać Kobalta, którego plan jest oczywiście potencjalnie tragiczny dla świata. terrorysta zdobył bowiem kody do odpalenia rosyjskich rakiet nuklearnych i zamierza posłać je na Amerykę, pewien że ta odpowie i rozpęta się gargamiedon.

      czyli, opowieśc stara jak świat - zawsze ktoś próbuje go zniszczyć i trzeba ratować.

      wady tej całej historii są takie, że ten terrorysta jest miałki i pozbawiony wyrazistości [nie to co Le Chiffre czy Da Silva w bondach ;)], kolejne powiązania i kierunki aktywności bohaterów są zakręcone jak sznurek w kieszeni, no i co i rusz Hunt i jego kompania posługują sią gadżetami, których zapewne nikt jeszcze nigdy nie wymyśli, a oni mają je na pstryknięcie palcami.

      oczywiście, żeby do terrorsyty Kobalta dotrzeć, trzeba jeszcze po drodze wykołować innych terrorystów, uciec przed służbami specjalnymi, w ogóle cały czas trzeba gonić albo uciekać - tertium non datur.

      W czasie tych róznych rozgrywek pani koleżanka Hunta zachowuje się z wyjątkową dezynwolturą jak na kogoś, kto chce ratować świat. Oto Hunt i jego zespół spotkać się mają z jakąs tajną grupą, która ma kody do rakiet i chce je sprzedać za diamenty innym terrorystom. Hunt i jego zespół korzystają z faktu, że tamci się nawzajem nie znają i organizują symultaniczne spotkania, w których podają się tym pierwszym za tych drugich i na odwrót. Cały czas są ze sobą w kontakcie i w ten sposób koordynują swoje poczynania.

      i wtedy pani koleżanka, która udaje kobietę od kodów za diamenty - podaje prawdziwemu panu od diamentów za kody walizkę z tymi kodami, ale jednocześnie musi chwilę zyskać na czasie, bo w tym momencie Hunt udający na drugim spotkaniu pana od diamentów za kody dopiero chyłkiem zdobywa te kody od prawdziwej pani od kodów za diamenty. Trzymacie się ? :}

      Pan chce otworzyć walizkę, ale się nie da. a pani udawaczka powiada : o, przepraszam, gdzieś tu miałam klucz... przecież w normalnych warunkach facet albo by ją zastrzelił albo uciekł bez tej walizki, czując pismo nosem aż na kilometr.

      w innym miejscu ta sama pani agentka ma uwieść indyjskiego playboya, który ma te same kody [o nie toczy się rywalizacja]. Dzieje się to na wystawnym przyjęciu w luskusowej posiadłości playboya. Pani agentka a to porozumiewa się wzrokiem z panem Huntem, który czuwa nad akcją ze słuchawką przy uchu, a to z nerwów profesjonalnym ruchem dżudo-kungfu-karate wykręca playboyowi rękę na moment... a playoby nic nie rozumie, więcej ; podejrzewa że ona tak "z namiętności" ;]

      mało to wszystko zborne, momentami przepchnięte kolanem. Flaubert klął zawsze, że oprócz wątków i stronic, które lubił pisac, musiał dopisywać wątki,opisy i strony, których nie znosił, ale wiedział, ze są konieczne by ksiązka miała właściwą formę. Niestety, twórcy MI4 wyraźnie nie mieli jego świadomości :]

      zdecydowanie widać, że najwięcej frajdy sprawiły im sceny akcji. A te są znakomite, trzeba to przyznać.

      najpierw scena ucieczki Hunta z rosyjskiego więzienia, gdzie jego pomocnicy otwierają wszystkie cele i wybucha zadyma stulecia, w której oparach agent łatwo się wymyka. Doskonale skoordynowana sekwencja.

      Potem eksplozja Kremla. pomijając że scena, w której Hunt z kolegą dostają się na Kreml właściwe "na gebę', a potem wchodzą do archiwum korzystając z jakiejś absurdalnej sztuczki technicznej, to zwykłe science fiction - wybuch jest efektowny, zwłaszcza że ładunki obracają też w perzynę kawałek Placu Czerwonego ;]

      Potem Hunt niczym "człowiek pająk", korzystając z hiciora pt. samoprzylepne rękawice, wspina się, balansuje, chodzi, a wreszcie buja się na linie, po szklanym wieżowcu w Dubaju. scena ikoniczna, zwłaszcza że w jej trakcie widać jak w oddali zbliża się do miasta imponująca burza piaskowa.

      Potem akcja przenosi się do Mumbaju, gdzie Hunt i zespół biorą udział w przyjęciu w rezydencji playboya. Zorganizowane jest to w wystawny sposób, auta, kwiaty, wnętrza, barwne stroje ludowe narodowe hinduskie, no a w trakcie tego paety oczywiście agenci Hunta i on sam wykonują ważne zadania.

      wreszcie finałowa potyczka Hunta z Kobaltem o walizkę z kodami nuklearnymi. Kobalt już je uruchomił, na Amerykę leci rakieta, ale ciągle jeszcze można rozbroić jej głowicę. pojedynek rozgrywa się na gigantycznym mechanizmie, który na specjalnych podnośnikach transportuje samochody w górę i w dół. protagoniści wymierzają sobie ciosy, a walizka żyje własnym życiem, gdzieś się ciągle przemieszcza, aż wreszcie... napisać ? :] uwaga spoiler ;]] - Kobalt rzuca się z nią w dół, spada na posadzkę całego budynku. Zostało tylko 15 sekund do eksplozji. Rakieta już dolatuje do celu... Czy Hunt zdoła do niej dotrzeć ? I JAK ? agent wpada na jedyny słuszny pomysł : wsiada do jednego z aut na podnośniku i buch w dół. auto się rozbija, ale działa poduszka powietrzna.

      Hunt wyczołguje się ze środka, w tym czasie jego zespół dociera w miejsce, z którego może mu umożliwić rozbrojenie ładunku. I dzięki współpracy zespołowej mdlejący agent naciska odpowiedni guzik i wyskakuje hasło "rozbrojona". Rakieta uderza w budynek jakiegośą amerykańskiego miasta [chyba Seattle], odłupuje kawałek muru, ale nie eksploduje i wpada do wody robiąc duże "chlup". Mission wykonana ;]

      I te sceny są naprawdę efektowne i znakomicie, sprawnie zrealizowana.

      ale trudno choćby wyobrazić sobie tutaj taką scenę jak np ze "SKyfall', kiedy Da Silva zjeżdza do Bonda windą [to chyba zapożyczenie z "Rocky Picture Horror Show"], a potem snuje swój monolog o szczurach. No way :] a takie sceny się jednak zapamiętuje.

      niemniej - "Protokół" to dobre kino, w gatunku filmu akcji - zdecydowanie wyższa półka.

      Tom Cruise w życiowej formie, Jeremy Renner także, Paula Patton atrakcyjna, ale źle napisana, czarny charakter Michael Nyqvist - jakby go nie było, Simon Pegg w roli Benjiego aka huntowski Q - trochę zbyt "zabawny" i "brawurowo nonszalancki", Lea Seydoux - prawdziwa pani od kodów za diamenty :] - bardzo dobra, i szkoda że pojawia się w dwóch scenach tylko, jest też Tom Wilkinson, którego w czołówce nie ma, a potem gra agenta CIA, który informuje Hunta o tym,, że został oskarżony i relegowany. ten agent za chwilę ginie.

      w sumie, ponad 0,6 mld dolarów zarobił ten film.
      na RT 94 % pozytywne recenzje z 231.
      sukces idealny.
      a ja się czepiam :]

    • siostra_bronte "Trema" (1) 06.08.16, 13:56
      Pozwoliłam sobie skopiować pierwszego posta, żebyście nie musieli zaglądać do poprzedniego wątku:)

      Początek jest zaskakujący. Widzimy unoszącą się kurtynę, a za nią ulice Londynu. Pędzi nimi samochód, a w nim dwójka bohaterów filmu: Eve (Jane Wyman) i Jonathan (Richard Todd). Uciekają przed policją. Eve dopytuje Jonathana co się stało. Ten opowiada przebieg wydarzeń tego dnia.

      Zaledwie parę godzin wcześniej do domu Jonathana przyszła jego kochanka, Charlotte (Marlena Dietriech), cała roztrzęsiona, ze śladami krwi na sukience. "Kochasz mnie, prawda??" zapytała jeszcze w drzwiach. A potem przyznała się, że ...zabiła męża. Doszło do kłótni, mąż był zazdrosny. W szamotaninie Charlotte złapała za pogrzebacz i zdzieliła nim męża. Potem przyjechała prosto do Jonathana.

      Jonathan po pierwszym szoku próbował uspokajać Charlotte. Pytał co się dokładnie stało, czy ktoś ją widział, itd. Charlotte była pewna, że nikt jej nie widział, a służba miała wolne. Załamana kobieta postanowiła zrezygnować z wieczornego występu w teatrze (jest aktorką), przecież nie będzie w stanie wyjść na scenę! Musi wyjechać, zniknąć. Ale Jonathan uznał, że to właśnie byłoby podejrzane. Powinna zagrać tego wieczora. Choć moim zdaniem, jej rezygnacja z występu nie byłaby taka dziwna, w końcu straciła męża!

      Charlotte przyznała mu rację. Ale potrzebuje sukienki na spektakl. Sama nie jest w stanie wrócić na miejsce zbrodni. Jonathan zaoferował się, że to on pojedzie. Charlotte powiedziała mu jaką sukienkę zabrać. Przez chwilę Jonathan się zawahał, to jednak niebezpieczne...A Charlotte na to z wyrzutem: "myślałam, że zrobisz dla mnie wszystko!". Jonathan jakoś zebrał się w sobie i na przeprosiny gorąco pocałował kochankę.

      Potem pojechał do domu Charlotte. Skradł się do niego jak przestępca, rozglądając się na boki, czy nikt go nie widzi. W sypialni przeszedł obok zwłok męża i zabrał z szafy sukienkę. Zrobił trochę bałaganu, wybił szybę, żeby upozorować włamanie. Nagle z korytarza usłyszał krzyk jakiejś kobiety. To służąca Charlotte, która niespodziewanie przyszła. Jonathan zbiegł po schodach i uciekł. Pytanie, czy służąca go rozpoznała? Na pewno widziała go nie raz jako gościa...

      Jonathan wrócił do domu. Charlotte przebrała się w przywiezioną sukienkę. Już doszła do siebie, jakoś zaskakująco szybko. Ale w końcu jest aktorką :) Fatalnie wyszło ze służącą, pewnie przyszła zabrać jej buty na spektakl. Charlotte powiedziała kochankowi, że musi na jakiś czas zniknąć, aż sytuacja się uspokoi...Jonathan nie był z tego zadowolony, ale przyznał jej rację.

      Charlotte pojechała do teatru, a Jonathan z trudem dochodzi do siebie po tych emocjach. Na dźwięk telefonu aż podskoczył, ale go nie odebrał. Czuł, że już go szukają. Chwilę potem dzwonek do drzwi. Przestraszony Jonathan ogarnął wzrokiem mieszkanie, czy nie ma jakichś śladów pobytu kochanki. W ostatniej chwili zauważył jej zakrwawioną sukienkę. Schował ją za pazuchę (to był jakiś cienki materiał, więc nie zajęła dużo miejsca) i z wahaniem otworzył drzwi. A to dwaj smutni panowie, od razu wiadomo, że z policji. Jonathan zaprosił ich do środka a potem...wyskoczył na ulicę i wsiadł do zaparkowanego obok samochodu. Policjanci nie zdążyli go dogonić.

      Jonathan w trakcie ucieczki wpadł do budki i zadzwonił do swojej przyjaciółki, Eve. Niestety, nie było jej w domu, od jej matki dowiedział się, że ma próby w Akademii Teatralnej. Jonathan pojechał tam. Wpadł na scenę i szepnął do ucha Eve, że ściga go policja! Eve była w szoku, ale nie mogła odmówić pomocy przyjacielowi. Oboje wybiegli tylnym wyjściem i wsiedli do samochodu Eve.

      I wracamy do czasu teraźniejszego. Oboje jadą do ojca Eve, który ma dom gdzieś nad morzem i swoją łódź. Na pewno pomoże Jonathanowi, może nawet przerzuci go gdzieś do Irlandii?

      Jonathan zdaje sobie sprawę, że przyznanie się do romansu z Charlotte zraniło Eve. Dziewczyna zaprzecza, są przecież przyjaciółmi od lat, ale widać, że sama jest w nim zakochana. Z pewnością zrobi wszystko, żeby mu pomóc...

      • siostra_bronte "Trema" (2) 06.08.16, 14:54
        W końcu para dociera do wiejskiego domu ojca Eve. Leży gdzieś na odludziu, blisko morza. Ojciec Eve (świetny Alistair Sim), to chyba były marynarz, bo nazywa siebie komandorem. Widać, że jest bardzo związany z córką. Ich rozmowy są pełne ironii i wnoszą humor do filmu.

        Eve opowiada w skrócie co się wydarzyło. Ojciec jest zaskoczony, ale zrobi dla córki wszystko, więc zgadza się na przyjęcie kłopotliwego gościa. Ale kiedy Jonathan zasypia po ciężkim dniu ojciec zaczyna mieć wątpliwości. Jego zdaniem jest całkiem możliwe, że Charlotte będzie chciała wrobić Jonathana w tę zbrodnię (wysłanie do domu po sukienkę i fatalna obecność służącej!). Radzi Eve, żeby jednak wezwać policję. Ale dziewczyna wyznaje ojcu, że kocha Jonathana i zamierza mu pomóc za wszelką cenę.

        Kiedy Jonathan się budzi, komandor i Eve sugerują mu, że Charlotte może go wrabiać. Na to Charlotte wybucha gniewem. Krzyczy, że Eve jest zazdrosna, a on zrobi wszystko, żeby ochronić Charlotte. Komandor spokojnie, ale stanowczo mówi mu, żeby odnosił się z większym szacunkiem do ludzi, którzy chcą mu w końcu pomóc. Jonathan przeprasza, ma kompletnie zszargane nerwy po tym co się stało. Oczywiście docenia ich pomoc.

        Eve wychodzi z ojcem na spacer. Wpada na ryzykowny pomysł, żeby dotrzeć do Charlotte, zebrać dowody jej winy i tym samym uratować Jonathana. Oczywiście wiemy, że to fatalny błąd, ale wtedy nie byłoby filmu :)

        Ojciec nie jest tym zaskoczony. Ostrzega Eve, że Charlotte może być niebezpieczna, ale poza tym nawet nie próbuje jej zatrzymać. Widocznie wie z doświadczenia, że to nic nie da.

        Eve wraca do Londynu. Jedzie pod dom Charlotte. Na ulicy kłębią się tłumy gapiów, a dom chroni policja. Eve zauważa faceta, który wychodzi z domu i rozmawia z kolegą o spotkaniu w komisariacie. To z pewnością detektyw prowadzący śledztwo.

        Eve idzie za nim do pobliskiego baru. Aby jakoś nawiązać z nim kontakt udaje, że źle się czuje. Prosi o szklaneczkę brandy, siada przy stoliku i wymownie wpatruje się w detektywa. Niestety, ten jej nie zauważa. Do tego jak na złość przyczepia się do niej jakiś podpity jegomość i oferuje pomoc :) Eve pozbywa się go z trudem.

        Na szczęście zamieszanie przy stoliku zauważa detektyw. Eve znów robi obolałą minę. Detektyw daje się na to złapać. Nawet przysiada się do jej stolika. Zaczynają rozmawiać. Eve sprytnie przechodzi do tematu zbrodni w pobliskim domu Charlotte. Nie zdradza się, że wie kim jest jej rozmówca. A kiedy mężczyzna pokazuje swoją wizytówkę (nazywa się Smith) wyraża udane zdziwienie: "nie wygląda pan na detektywa!". Na to on odcina się: "a pani na aktorkę" :) Bo Eve wcześniej wspomniała, że studiuje aktorstwo i nawet zagrała już na scenie, "piąty grzech śmiertelny" :)

        W międzyczasie w barze pojawia się służąca Charlotte. Goście baru ironicznie komentują, że teraz będzie gwiazdą mediów, a kobieta otwarcie mówi, że zamierza wykorzystać te 5 minut sławy. Na pewno będą jakieś wywiady, a ona nie zamierza ich udzielać za darmo...

        Eve słyszy te rozmowy i oczywiście jest podekscytowana. Już obmyśla plan jak nawiązać znajomość ze służącą.

        Kiedy Eve zbiera się do wyjścia, detektyw Smith oferuje, że odwiezie ją do domu, przecież wciąż źle się czuje. Eve jest zachwycona, że sprawy idą tak dobrze, ale to ukrywa. Oczywiście już po tej pierwszej rozmowie wiemy, że będzie z tego romans :)

        Detektyw zawozi ją do domu. Proponuje, że wpadnie kiedyś na herbatkę, chętnie pozna jej matkę. Dżentelmen w każdym calu :) Eve zgadza się z radością. Tu muszę wyjaśnić, że ojciec Eve często wyjeżdża do domku na wsi, tak żeby i on i jego żona mogli od siebie czasem odpocząć. Jego zdaniem to sekret udanego małżeństwa :)

        Następnego dnia Eve idzie do tego samego baru. Spotyka służącą Charlotte, widać, że jest tam częstym gościem. Eve wymyśla historyjkę, że jest dziennikarką pewnej gazety. Gdyby mogła choć na parę dni "zagrać" służącą Charlotte bo byłby świetny materiał! Służąca mogłaby udać, że zachorowała i przysłać w zastępstwie, na parę dni swoją "kuzynkę" czyli Eve. Początkowo służąca ma wątpliwości. Co będzie jak wszystko się wyda? Ale Eve jest przekonująca, obiecuje sowite wynagrodzenie.

        I faktycznie, służąca idzie na "chorobowe" i przysyła Eve do domu Charlotte. Na użytek swojej nowej roli przyjmuje image "szarej myszki", zmienia fryzurę i nosi bury kostium. Kobieta przyjmuje ją życzliwie, choć z dystansem. Ma maniery gwiazdy także poza sceną, a Marlena Dietrich potrafi to zagrać jak mało kto :)
        • siostra_bronte "Trema" (3) 06.08.16, 15:54
          I tu trochę przyspieszę i pominę pewne sceny, bo nie chcę siedzieć nad tą recenzją cały dzień :)

          Eve jakoś sobie radzi w domu Charlotte. Ma być też jej garderobianą. Jeszcze tego samego wieczora jedzie do teatru, żeby jej pomóc przed występem. O zgrozo, za kulisami zauważa...Jonathana. Co on tu robi?

          Charlotte występuje na scenie. Ona także w pewnej chwili zauważa kochanka. Jest kompletnie zaskoczona. Miał przecież zniknąć! Ale nie traci kontroli i śpiewa do końca. Potem idzie do garderoby. Eve domyśla się, że będzie tam Jonathan. Idzie tam i podsłuchuje pod drzwiami.

          A my widzimy tę rozmowę. Charlotte niby się cieszy ze spotkania, ale szybko daje do zrozumienia Jonathanowi, że nie powinni się spotykać. Powinien wyjechać gdzieś daleko, może do Argentyny. A ona go odwiedzi za jakiś czas...Jonathan jest wściekły. Tyle dla niej zrobił, a ona go "odwiedzi"?? Charlotte mówi stanowczym głosem, że przecież nie poświęci dla niego swojej kariery. Jonathan na to, że on poświęcił dla niej wszystko! Charlotte zachowuje lodowaty spokój. Tak, docenia co dla niej zrobił, przecież szuka go policja, to on "gra" zabójcę.

          Ale Jonathan ma asa w rękawie. Mówi kochance, że nie zniszczył jej sukienki jak to obiecał. Charlotte patrzy na niego przerażona. Dlaczego?! Jonathan na to, że w ten sposób ma ją w ręku i to on będzie dyktował warunki.

          W tym momencie muszę wspomnieć, że Jonathan w czasie tej ostrej rozmowy z Eve i ojcem wrzucił sukienkę Charlotte do ognia. Eve nie mogła tego zrozumieć, zniszczył przecież dowód jej winy! Ale Jonathan zrobi wszystko, by ocalić jej dobre imię.

          Tak więc Jonathan blefuje przed Charlotte. Eve jest mocno zaskoczona tą rozmową. Ale przerwa się kończy i gwiazda musi wrócić na scenę. Eve biegnie na górę. Natyka się na policjanta, którego już spotkała w domu Charlotte. Podobno Jonathan jest w teatrze, może go widziała. Eve oczywiście zaprzecza. Charlotte także. Ale policjant jest stanowczy. Prosi Eve, żeby zaprowadziła go do garderoby.

          Eve już na korytarzu mówi podejrzanie głośno. Oczywiście chce w ten sposób uprzedzić Jonathana. Kiedy wchodzą do środka jest pusto. Ale drzwi do łazienki są zamknięte. Policjant już ma wejść do środka, kiedy Eve nagle mdleje i skutecznie odwraca jego uwagę. Domyślamy się, że Jonathan uciekł przez okno w łazience...

          Kolejnego dnia detektyw Smith przyjeżdża do Eve i jej matki na herbatkę. Niespodziewanie pojawia się też komandor, który z zaskoczeniem dowiaduje się kim jest nowy znajomy córki. Eve szybko wzięła się do roboty :) Nie umyka też jego uwadze to, że Smith chyba się jej podoba. Na boku mówi jej ironicznie: "chyba nie zamierzasz zmieniać konia w czasie gonitwy?" :)

          Co ciekawe, razem z ojcem przyjechał też...Jonathan. Pokazuje się już po wyjściu detektywa. Tłumaczy, że musiał przyjechać do Londynu (przyznam, że nie pamiętam jaki powód podał, może chciał zobaczyć się z Eve?). Dziewczyna prosi matkę, żeby został u nich na dłużej. Matka po wahaniu przystaje na to. Potem wypytuje męża kim jest ten młody człowiek. Komandor z poważną miną mówi, że ściga go policja, bo jest oskarżony o morderstwo. Żona na to: "myślisz, że w to uwierzę?" :)

          Wkrótce Eve zaprasza detektywa na jakiś dobroczynny piknik, w czasie którego zbierane będą pieniądze dla jakiegoś ośrodka dla aktorów. Już w taksówce Eve próbuje wyciągnąć od Smita jakieś informacje, ale jego bliskość jakoś ją rozkojarza. Aż w końcu całują się :)

          Piknik odbywa się strugach deszczu. Eve zostawia Smitha, żeby zająć się sprzedażą programów teatralnych. Niespodziewanie spotyka...służącą Charlotte. Babka jest wściekła. Sprawdziła, że Eve nie jest żadną dziennikarką, ale przyjaciółką Jonathana. Ma zamiar donieść o tym Charlotte, chyba, że dostanie kasę za milczenie...

          Spanikowana Eve ściąga swojego ojca z gotówką. W międzyczasie pomaga Charlotte, głównej atrakcji pikniku w przygotowaniach do występu. Dwoi się i troi :) Charlotte zauważa ze zdziwieniem, że Eve wreszcie o siebie zadbała, ma inną fryzurę i ładną sukienkę :) No ale przecież przyjechała tu jako "prawdziwa" Eve.

          Tymczasem komandor po dosyć przykrym spotkaniu ze służącą, krąży po pikniku. Nagle zauważa cień na sukience jakiejś kobiety. Przypomina mu się zakrwawiona sukienka Charlotte. Rozgląda się dookoła aż wreszcie zauważa strzelnicę, gdzie po trafienie w "kaczkę" można wygrać lalkę. Nie potrafi strzelać, ale udaje mu się fortelem wygrać taką lalkę (wmawia dwa razy mniejszemu gościowi, że to on trafił w kaczkę, a strzelali jednocześnie; facet poddał się bez szemrania).

          Komandor zabiera lalkę, potem... nacina sobie dłoń scyzorykiem. Wciera krew w sukienkę. I już się domyślamy co chce zrobić. Namawia jeszcze jakiegoś chłopca, żeby wszedł do namiotu, gdzie właśnie śpiewa Charlotte....






          • siostra_bronte "Trema" (4) 06.08.16, 16:46
            Namiot jest pełen widzów. Z boku stoją także Eve i Charlotte. Ojciec daje Eve znaki, żeby patrzyła na chłopca. Malec powoli dochodzi do sceny i podnosi lalkę. Scena a la "Hamlet" tyle, że odwrócona :)

            Kiedy aktorka to widzi jest przerażona. Jeszcze śpiewa przez chwilę, potem przerywa i z trudem opiera się o fortepian. Widownia jest zaskoczona, Eve też. Na scenę wpada manager gwiazdy i krzyczy do niej. żeby pomogła. Eve jest rozdarta. To będzie oznaczać dekonspirację przed Smithem, ale nie ma wyjścia. Wchodzi na scenę i wyprowadza Charlotte. Smith jest w szoku! Już wszystko wie...

            Potem dochodzi do przykrego spotkania detektywa z Eve w jej domu. Smith jest rozczarowany, że dziewczyna grała przed nim, od początku chodziło jej tylko o sprawę zbrodni...Eve zaprzecza, była szczera wtedy w taksówce, nie wiedziała, że tak to się potoczy...
            Smith jest podłamany, ale widać, że nie potrafi zapomnieć o Eve. Komandor pociesza ją zresztą, że jeszcze nie wszystko stracone.

            I tu dochodzimy do kulminacji. Kolejnego wieczora Charlotte jak zwykle występuje w teatrze. Wciąż jest rozstrojona po historii z lalką.

            Tymczasem w jej garderobie jacyś ludzie instalują sprzęt podsłuchowy. To policja. Nie wiadomo czyj to był pomysł, może samego Smitha. Po występie Eve prosi ją o rozmowę. Domyślamy się, że jest wprowadzona w intrygę policji. Mówi prosto z mostu, że ma jej zakrwawioną sukienkę. Charlotte jest zaskoczona. Ale szybko dochodzi do siebie. Nie wie o jaką sukienkę jej chodzi. Jeżeli chce pieniędzy to jest to zwykły szantaż i pójdzie z tym na policję.

            Eve przytakuje, że tak, powinny pójść na policję i to razem. Charlotte na to: "kim jesteś?". Nagle wpada w panikę. Krzyczy, że jest niewinna, to ...Jonathan zabił jej męża! Była przy tym, ale to nie ona go zabiła.

            Eve słucha tego kompletnie zdetonowana. Nie chce wierzyć w to co mówi Charlotte, ale kobieta przysięga na wszystko, że mówi prawdę.

            Oczywiście wszystko słyszą zdumieni policjanci i komandor, którzy są na sali pustego teatru. Eve wychodzi. Ma minę jakby ktoś ja ogłuszył.

            Nagle widzi Jonathana prowadzonego przez paru policjantów. Co on tu robił? (Przyznam, że już nie pamiętam, jak go zwabiono do teatru). Jonathan nagle wyrywa się i ucieka w zakamarki teatru, a tam jest gdzie się schować. Policjanci za nim. Eve też go szuka. Komandor i detektyw boją się o jej bezpieczeństwo.

            Po chwili Eve znajduje Jonathana w jakimś kącie. Bierze go za rękę i razem chowają się w jakiejś rupieciarni.

            Eve uspokaja przyjaciela, że znajdą drogę ucieczki. Z tyłu teatru stoi jej samochód, może się jakoś wyrwą...

            Tymczasem przez głośniki policja zwraca się do Eve. Niech nie zbliża się do Jonathana. To on jest zabójcą! W międzyczasie sprawdzono jego życiorys, ma już na koncie morderstwo, niby w obronie własnej. Eve słyszy to i wyraz jej twarzy zaczyna się zmieniać. Spokojnie mówi Jonathanowi, że wszystko będzie dobrze. On jest tylko chory...Jonathan podchwytuje to. Tak, gdyby zabił po raz trzeci, zupełnie bez powodu, pewnie uznano by go za niepoczytalnego. I wymownie patrzy na Eve. Zachowuje się dziwnie, jakby był w jakimś transie...

            Eve wciąż zachowując spokój mówi, że muszą już uciekać. Prowadzi go za rękę do drzwi na scenę. A kiedy Jonathan wychodzi zamyka nagle drzwi na zasuwę i krzyczy wniebogłosy: "jest na scenie!". Zbiegają się policjanci. Ktoś woła, żeby spuścić kurtynę (ma drewnianą czy metalową dolną część). Nieszczęśliwie Jonathan potyka się i kurtyna spada prosto na niego. Mężczyzna ginie na miejscu.

            Eve odwraca wzrok i wtula się w Smitha. Razem wychodzą z teatru. Koniec.

            Ciekawa intryga, ze znakomitym twistem na końcu. Nawet przez chwilę nie posądzałam Jonathana o to, że jest zabójcą! Pomysł z retrospekcją, która okazuje się sfabrykowaną historyjką jest naprawdę rewelacyjny!!

            Jak na film Hitcha jest tu sporo akcentów komediowych (rozmowy ojca z Eve, natrętny wielbiciel w barze, ojciec strzelający do kaczek i sporo innych). Jest też wątek romansowy Eve i Smitha. Te sprawia, że chwilami napięcie spada i wręcz zapominamy, że to przecież kryminał. Z drugiej strony, dzięki temu film ma swój urok i ogląda się go z przyjemnością nawet raz któryś.

            Bardzo dobra obsada. Jane Wyman jest przekonująca jako rezolutna Eve. Choć musze przyznać, że te jej gierki były czasem wkurzające :) Richard Todd w roli Jonathana dostatecznie tajemniczy, a Michael Widing jako Smith uroczy. No i Alistair Sim jako ojciec na drugim planie chyba kradnie cały film.

            Pod względem wizualnym jest tu trochę ciekawych ujęć, ale najlepsza jest oczywiście scena finałowa, kiedy Eve i Jonathan siedzą w ukryciu, a światło pada tylko na ich pełne wyrazu oczu. Kapitalne!

            W sumie bardzo ciekawy seans, choć to z pewnością nie jest klasyk Mistrza.

            Barbasia już linkowała trailer, więc teraz tylko link do artykułu z paroma zdjęciami.

            sistercelluloid.com/2015/06/28/stage-fright-hitchcock-goes-home/











            • grek.grek Re: "Trema" (4) 06.08.16, 17:11
              dzięki, Siostro ! :]

              miałem nadzieję, że uda Ci się skompletować opowieść, bo nie doczekałbym chyba do jutra [bowiem niebawem wyjśc muszę] :] ależ znakomity film ! Kolejna perełka, którą przed nami odkryłaś, aczkolwiek - piszę trochę na wyrost zapewne, bo możliwe, że tylko ja nie znałem wcześniej tego filmu.

              rewelacyjna opowieść :] tempo, plastyczność, suspens i płynnośc. Brawo :] forma Ci niezmiennie dopisuje :] a my korzystamy czytając takie świetnie opowiadania.

              na początku jest trzęsienie ziemi, a potem... zgodnie ze złotą zasadą mistrza :]

              ten twist w finale, faktycznie jest zdumiewajacy. Wywraca wszystko, bo do momentu tej przewrotki film wygląda na świetnie poprowadzony noir - piękna kobieta wplątuje naiwnego mężczyznę w intrygę, z której cały wyjśc nie może. A tutaj - ciach ! Doskonałe. I chyba całkiem nowatorskie, nieprawdaż ?

              znakomita scena z sukienką na scenie podczas występu Charlotte, rzeczywiście jak z Szekspira. Pomysłowość godna uwagi współczesnych filmowców. Jak łatwo i sprawnie wpleść w scenariusz odwołania do klasyki. no cóż, to co proste i wyglądające na łatwe w wykonaniu mistrzów - w rzeczywistości pozostaje poza zasięgiem rzemieślników.

              Marlena Dietrich obsadzona idealnie :]

              znakomicie także, jak u Hitchocka zwykle to bywa, są rozegrane wątki osobiste, relacji bohaterów ze sobą nawzajem. Dzisiaj zwykle jest to traktowane po łebkach, bo najważniejsza jest kryminalna intryga. U niego wręcz przeciwnie. Dopieszcza te wątki, pogłębia je, wzmacnia pozorne poboczności. dlatego ogląda się tak dobrze te filmy. Kryminalny wątek jest kluczowy, ale nie jest jednostronnie dominujący. wg mnie, sposób w jaki Hitchcock rozgrywa te wątki oddziela go od wielu mniej utalentowanych filmowców udzielających się w tym gatunku. potrafi budować FABUŁĘ.

              i co najlepsze z tych wątków "pobocznych", tworzących w istocie fabułę, energii nabieraj intryga kryminalna. tutaj to widać idealnie. Relacje w trójkącie Eva-Charlotte-Jonathan są wspaniałe. łatwo zrozumieć, dlaczego Eva angażuje się w całą sprawę, pomaga przyjacielowi, będąc w nim zakochana, i dlaczego później - już zakochana w Smithcie, potrafi jednak go "zdradzić". Cudzysłów konieczny, bo ona nie zdradzaa go ze złości, ale by mu pomóc, uratować go.

              istotny tu jest także ojciec Evy, który kocha córkę i szanuje jej uczucia, więc nie wyskakuje z niczym wprost, nie burzy jej planów, ale pomaga w sposób sprytny i inteligentny.

              albo służąca, cwana gapa, która doskonale znajduje się w sytuacji i wie czego chce. I jest bardzo ważna w tym całym mechanizmie, a jej cynizm zostaje wykorzystany dla rozwiązania sprawy, co jest także znakomitym chwytem w scenariuszu.

              detektyw tym razem jest tutaj nieco z boku, wchodzi w samej rzeczy w końcówcve dopiero, wcześniej jest zwodzony relacjami w układzie trójkąta. Chociaż... ciekawe, że u Hitchcocka detektywi zwykle nie mają wiele do roboty, prawda ? :] W "Psychozie", "Oknie..." i innych filmach właściwie są gdzieś z boku, dopełniają tylko dzieła, zostawiając scenę bohaterom.

              i zawsze te osobiste motywacje są jakże ważne dla rozwoju i finalizacji akcji. Mistrzostwo Hitchcocka polega na tym,że on to rozumie i przeznacza większośc czasu na ich tworzenie. w ogóle, czy mistrzowie filmów grozy nie postepowali podobnie ? Polański w "Dziecku Rosemary" ? czy w thrillerach np Scott w "Obcym", albo Spielberg w "Szczękach" ? w obu filmach mija dobrze około 1,5 godziny zanim akcja sie rozkręci. A kiedy się to dzieje, to nagle wygląda wszystko tak płynnie i zazębia się doskonale. Dlaczego ? Bo przez te 1,5 godziny zbudowana została scena do tego wejścia :]

              znakomita opowieśc, Siostro, cenna jakże. Zupełnie nowy film dla mnie. Jakie jeszcze znakomitości kryją się w archiwach kina, o których pojęcia nie mam ? :] mam nadzieję, ze jeszcze wiele takich świetnych filmów będziesz miała chęć opisać :]

              wielkie dzięki, Siostro, kapitalna rzecz !

              brawo Ty ! :]
              i brawo mistrz !
              brawo Wy ! :]


              • grek.grek Re: "Trema" (4) 09.08.16, 11:21
                PS : Siostro, o tym moim "nie doczekaniu do jutra" pisałem w znaczeniu : nie doczekałbym, bo by mnie ciekawość zjadła ! :]

                o to mi chodziło :]

                wczoraj do mnie dotarło, że mogłaś to zrozumieć nieco inaczej, więc spieszę z doprecyzowaniem tej nie dość jasnej wypowiedzi.

                wybacz jesli zabrzmiało to niezgodnie z intencją i wprowadziło konfuzję u Ciebie. Absolutnie nie było to moim zamiarem, po prostu ciągle zdarzają mi się wypowiedzi niedokładne i dwuznaczne, które próbuję jak najszybciej poprawiać i uzupełniać :].

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka