Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 9 (vol. 71)

01.09.16, 00:48
jako że już po północy ;) zakładam, żeby od rana było gdzie pisać ;)

Nowy miesiąc, nowa ramówka w tv - ciekawe, czy będzie czym się zachwycać ;)

Tak na szybko - w soboty wraca Downton Abbey z 6, ostatnim niestety sezonem.

Reszta jutro, a właściwie dzisiaj ;)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 9 (vol. 71) 01.09.16, 12:26
      Maniu, jesteś szybka i precyzyjna jak... jak... błyskawica ! :]

      o, Czesi też dzielnie pokazują kolejne sezony 'Downtown Abbey". U nich to leci pod jakąś inną nazwą, nie pamiętam dokładnie jaką, ale już biegają zwiastuny nowych odcinków przewidzianych w ramówce jesiennej.
    • grek.grek Maciej Orłoś odszedł z Teleexpressu 01.09.16, 12:55
      następny... Torbicka, Górski, teraz Orłoś...
      szkoda, zrósł się z Teleexpresem jakby byli syjamskim rodzeństwem.

      ciekawe, dlaczego tak się stało ? koniec kontraktu ? jemu nie chcieli przedłużyć, czy on nie chciał ?

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20626444,maciej-orlos-pozegnal-sie-z-widzami-teleexpressu-musze-powiedziec.html#Czolka3Img

      • grek.grek Re: Maciej Orłoś odszedł z Teleexpressu 03.09.16, 15:42
        PS : wczoraj, zupełnym przypadkiem, wyczytałem informację, że na dniach szefem Teleexpressu został pan Pobudzin, wcześniej autor materiałów do Wiadomości, które zyskały opinię ekstremalnie sprzyjających nowej władzy i poniżających dla wszystkich innych.

        Coś mi się wydaje, ze nadejście pana Pobudzina i odejście pana Orłosia zbiegły się ze sobą w czasie absolutnie nieprzypadkowo.

        co sądzicie ?
    • grek.grek Wenecja 2016 - dzień 1 i wokół Festiwalu 01.09.16, 13:06
      znienacka ! ;]

      .... lecz bez szaleństw, z powodu niedawnego tragicznego w skutkach trzęsienia ziemi we Włoszech.

      I już pierwszy dzień za nami, z nagrodą za całokształt dla Jerzego Skolimowskiego i pokazem - Maniu :] - m.in "La La Land" :

      film.onet.pl/wiadomosci/jerzy-skolimowski-otrzymal-w-wenecji-zlotego-lwa-za-caloksztalt-tworczosci/y6wpqs
      film.onet.plwiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2016-dzien-pierwszy-toast-za-tych-ktorzy-nie-boja-sie/kx67kj
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2016%3A+Taniec+z+gwiazdami-199203

      I zapowiedzi. bardzo ciekawe - z notkami dot. poszczególnych filmów :

      www.tvn24.pl/kultura-styl,8/festiwale-2016-piec-glosnych-filmow-mmf-w-wenecji,672500.html
      film.wp.pl/id,161966,title,Festiwal-w-Wenecji-2016-te-filmy-walcza--o-Zlotego-Lwa,wiadomosc.html
      wyborcza.pl/7,75410,20469180,festiwal-w-wenecji-2016-w-programie-m-in-nowe-filmy-ozona.html
    • grek.grek "Zaćma" są zdjęcia z planu 01.09.16, 13:10
      premiera 14 października.
      to będzie świetna jesień premier polskich filmów, nieprawdaż ?

      I ciekawie zapowiada się festiwal gdyński, na którym częśc zostanie zaprezentowana.

      film.onet.pl/zacma-galeria-kadrow-z-filmu/zmxhn7
    • maniaczytania wrzesień z Teatrem TV 01.09.16, 17:46
      TVP 1 - poniedziałki 21:25:

      5.09. - "Igraszki z diabłem" - jak tylko mi się uda z przyjemnością wielką sobie odświeżę :)
      19.09. - premiera - "Breakout" Wojciecha Tomczyka
      26.09. - "Powidoki" Macieja i Adam Wojtyszki

      TVP Kultura - Miesiąc z .... Stanisławą Celińską, wtorki 20:20:
      6.09. - "Szalona Greta" Stanisława Grochowiaka
      13.09. - "Czwarta siostra" Janusza Głowackiego w reż. Agnieszki Glińskiej
      20.09. - "51 minut" Ingmara Villqista w reż. Ł. Barczyka

      TVP Kultura - opera - 27.09. 20:20:
      "Makbet" Verdiego z Royal Opera House
    • siostra_bronte "Katyń" 01.09.16, 19:12
      Rocznica wybuchy II wojny światowej, a Kultura pokazuje "Katyń" Wajdy. Komuś chyba pomyliły się daty. Ciekawe co pokażą 17 września. Jedynka i Dwójka solidarnie ignorują tak ważną rocznicę. Za to Kino Polska pokazuje znakomite "Westerplatte" Różewicza.
      • grek.grek Re: "Katyń" 02.09.16, 12:17
        zgadzam się, Siostro :]

        ale zaskoczę Ciebie ponownie, sam już zaskoczony zostałem kilka dni temu - Czesi pokazali u siebie o 20:00 "Katyń". Też, jakby ?, na okazję 1 września. Nie mam pojęcia, o co chodzi. Podobnie jak w przypadku Kultury.

        A zauważyłaś, ze po południu pokazali enty raz "Pana Wołodyjowskiego" ? Zachodzę w głowę, o co tu chodzi ? Czyżby chodziło o skojarzenie literackiego bohatera z bohaterem spod Smoleńska ? Bo już kompletnie nie wiem, co oni wyczyniają ?

        wczoeraj słyszałem jak Pan Prezydent na otwarciu roku szkolnego w jakiejś miejscowości mówił do dzieci o "przykładzie do naśladowania w wypełnianiu swoich obowiązków", jaki stanowić powinni dla młodzieży "ci którzy polegli pod Smoleńskiem". Przyznam, że mnie lekko zatkało, a myślałem, że mnie to już nie grozi ;]

        btw, wiedziałaś, wiedzieliście, że nagrody MONu dla zasłużonych polskich lotników i pilotów noszą nazwy Ikara i śp. generała Błasika ? :] ja bym się bał przyjąć taką statutetkę, bo profetyczny wydźwięk imion patronów mógłby mnie sparaliżować lękiem :]
    • grek.grek Wenecja 2016 - dzień 2 02.09.16, 12:22
      na razie dwie relacje.

      powiedzcie, jak to jest, że w zapowiedziach przedfestiwalowych tak wiele filmow prezentuje się znakomicie, frapująco, a potem polscy recenzenci kapciem przywracają widza do rzeczywistości ? ;] 90 % filmów im się nie podoba :] Mam wrażenie, ze im wg nich gorszy film, tym więcej miejsca mu poświęcają, jakby pastwienie się nad błędami, wadami, nielogicznościami etc sprawiało im szczególny rodzaj satysfakcji.

      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2016-dzien-drugi-lekkie-kino-wagi-ciezkiej-relacja/7jh6hy

      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2016+%3A+Bliskie+spotkania+trzeciego+stopnia-119224
    • grek.grek 20:00 TVN "Jack Strong" 02.09.16, 12:26
      ale że w TVN o 20:00 ? :]

      czyżby Wenus za bardzo zbliżył się Jowisza, ewentualnie Merkury do Saturna ?

      Pepsic kiedyś recenzowała, z tego co pamiętam - nie mówiła źle o tym filmie, ale też nie chwaliła jakoś przesadnie.

      ponoć scenarzysta i reżyser Pasikowski nie wchodzi jakoś specjalnie w rozważania "zdrajca czy bohater ?". skupia się raczej na ciekawej, szpiegowskiej historii. Kto wie, może to i dobrze, zastanawianie się nad kwestiami historycznej racji powinno się chyba zostawić historykom.

      powtórka będzie jutro o 23:55.
      • grek.grek 23:55 TVN "Jack Strong" 03.09.16, 15:58
        może dla przypomnienia, gdybyście rozglądali się za jakimś filmem nocą :]]

        czy oglądaliście moze wczorajszą premierę ?

        [mam nadzieję obejrzeć ten nocny seans, ciekaw jestem jak to wygląda; zwłaszcza że to był jeden z większych sukcesów frekwencyjnych w polskich kinach w roku pańskim, jak również zgarnął Lwy w Gdyni i generalnie doczekał się dobrych recenzji, co jak na szpiegowsko-sensacyjne kino polskie jest jakimś tam ewenementem, nieprawdaż ? :)]
        • grek.grek "Jack Strong" kilka słów po seansie 04.09.16, 14:41
          skoczyłem nocą, przebijając się przez zasieki z bloków reklamowych wypełnionych spotami zachwalającymi napoje wyskokowe ;]

          Bardzo dobry thriller polityczno-szpiegowski.
          Naprawdę dobry i fachowo zrobiony. Pasikowski potwierdził tylko klasę. Dialogi nie są tak błyskotliwe i odważne jak w "Psach", a bohaterowie nie tak barwni jak w "Glinie", ale to nie są zarzuty w żaden sposób.

          Ciut zabawne jest to, ze pułkownik Kukliński z dośc rutynowej rzeczy, jaką jest doktryna nuklearna [w tym wypadku ZSRR i UW] zrobił problem i postanowił o kolejnych etapach jej kształtowania w Moskwie donosić Amerykanom. Wg niego, taka wojna była wówczas możliwa, wg większości historyków : Rosjanie pracowali nad tym, co mieli w swoich papierach także Amerykanie. Dzisiaj mocarstwa nuklearne również dysponują takimi planami i ciągle je udoskonalają. Najpewniej nigdy nie zostaną wprowadzone w życie, ale mieć je trzeba, bo na tym m.in polega wojskowość.

          Ale to tylko punkt zaczepienia. Samą istotą filmu jest szpiegowska praca jaką wykonuje pułkownik. Ma dojścia, jest cenionym przez Rosjan strategiem, dysponuje dostępem do tajnych materiałów. Sam się zgłasza do Amerykanów, oni go przeswietlają i dochodzą do wniosku, że to nie musi być prowokacja. Facet może być uczciwy. W Warszawie instalują swojego człowieka i od tej pory Kukliński się z nim spotyka w Łazienkach chyba. Do tego jest kobieta z ambasady, która codziennie przejeżdza ulicą przy której mieszka pułkownik. Jesli na murze obok chodnika wyrysowany jst dyskretny znak kredą - to informacja od pułkownika że w tajnym miejscu czeka wiadomość. Albo prośba o kontakt. Potem, dla bezpieczenstwa, pułkownik dostaje pocztę elektroniczną, specjalne urządzenie którym wysyła coś w rodzaju maili do ambsady amerykańskiej.

          Na początku filmu KGB likwiduje w dośc nieoględny sposob złapanego właśnie szpiega. Wrzucają go do pieca hutniczego. Tak więc, od razu wiemy czym ryzykuje pułkownik. Do tego ma żonę i dwóch prawie dorosłych synów. Radziecki generał Kulikow to ostry gośc o fizjonomii wściekłego buldoga. Przyjaciel kagebista, to z kolei kostyczny gośc podobny do Zurowa z "Ładunku 200" - to on wrzucił poprzedniego szpiega do pieca. Kuklińskiego lubią i cenią, ale w końcu dociera do nich przeciek, że w dowództwie polskiej armii jest wtyka amerykańska. Osiem nazwisk wytypowano. W tym pułkownika, ale Kulikow i kagebista nie chcą wierzyć, sądzą że to raczej efekt faktu, że niektórzy generałowie nie lubią pułkownika za to, ze jest taki dobry w tym co robi.

          A w polskiej generalicji panika.

          Kukliński jest odwazny, ale bez przesady. Właściwie co 10 minut zdarza się sytuacja, w której omal nie zostaje zdemaskowany albo w ostatnim momencie dowiadujemy się - on i my - że nie chodzi o to, o co myśli że chodzi. Zabawny jest moment, kiedy próbuje robić zdjęcia materiałów tajnego zarachowania za pomocą podarowanej mu przez amerykańskiego tajniaka zapalniczki-aparatu fotograficznego. Niespodziewanie wchodzi do pokoju kolega, a wtedy Kukliński jakby nigdy nic zapala sobię nią papierosa. Skąd kolega ma wiedzieć, ze istnieją takie cuda techniki ? :"]

          W domu ma remont. Zamyka się w łazience z tym sprzętem do mailowana i próbuje roszyforwaać jak to działa. Pukanie do drzwi. Kto ? Synowie ? NIe, ten kagebista. Przyjechał z Moskwy i wpadł odwiedzieć przyjaciela.
          Potem parapetówka. A do drzwi dzwoni milicja. Kukliński otwiera po cywilu. Widzi że na dole, pod domem stoją tajniacy. Przyszli po niego, wiedzą ? Trzyma się dzielnie, i dowiaduje się wreszcie, ze nie chodzi o niego, ale o to, ze syn miał wypadek samochodowy.

          Albo inny moment. Kukliński dostaje tajną listę wszystkich nazwisk opozycjonistów, których władza ma internować z okazji stanu wojennego. Jest oszołomiony. Łamie zakaz i pakuje papiery do teczki, zamiast robić kopie fortograficzne [jak mu kazali Amerykanie] - chce je wynieść. Tak się zapamiętuje i skupia, ze na korytarzu wali głową w filar. Łamie nos. Teczka spada, otwiera się, papiery lecą na podłogę. A ludzie dookoła, koledzy, i to już jest ten moment, kiedy wiedzą wszyscy, że jest szpieg i go szukają ! Wsztrząsnięty uderzeniem, z zakrwawionym nosem, zostaje odtransportowany do szpitaala. Ciągle chce wracać, bo te papiery zostały, ale nie pozwalają mu. I wtedy kolega przynosi mu teczkę z papierami "POzbierałem co do jednego", chwali się. Nic nie zajarzył :]

          I tak przez cały niemal czas. Kukliński jest tym wyczerpany. Zona zauwąża, że znika z domu, posądza go o posiadanie kochanki. Synowie nic nie wiedzą, że tata działa dla pomyślności zachodu i przeciw władzom ZSRR i Polski. Młodszy syn zajmuje się nauką i w sumie niewiele go polityka obchodzi, ale starszy jest najeżony i ciągle ojcu wypomina, że robi karierę na trupach robootników z 70 roku. A pułkownik nic nie mozę im powiedzieć... Musi wszystko brać na klatę.

          Pułkownik mało pije, nawet podczas sylwestra. Trzyma się prosto, tak też próbuje wychowywac synów, ale jest wyrozumiały, choć minimalnie sztywny, jak to wojskowy. Dorociński świetnie to oddaje, ma do tego dryg, pewną swojakowatą plebejskośc wprowadza w tę postać i jest to zbawienne dla jej ekranowego istnienia. Typowa postać męska z filmów Pasikowskiego - honorowy, lojalny i prawy. W rozmowie z nim, kagebista powiada "Ty, Ryszardzie, jesteś zupełnie inny niż cała reszta, i naszych radzieckich towarzyszy, i waszych polskich, masz w sercu Boga, Honor i Ojczyznę, jak to się u was mówi. Tobie można ufać, ty nie zdradzisz". A Kukliński robi do siebie wielkie oczy, bo przecież właśnie to robi.

          KOlega pułkownika, też oficer, brał udział w wydarzeniach roku 70. Strzelał do ludzi. Sumienie go zjada, w końcu popełnia samobójstwo na swojej łodzi , żeglując po jeziorze.

          Wreszcie pułkownik łamie się niemal sam z siebie. Podczas narady w polskiej armii generrał ostro naciska, żeby szpiega złapac, bo Rosjanie wezmą wszystkich za twarz. Kukliński traci nerwy. Poci się, ociera twarz już nie chustką, ale kartką papieru, rozmazując na czole tusz. Burzy mu się włos. Widać na kilometr, ze ma coś za uszami. Zaczyna "Panie generale, to ja... ja jestem tą osobą [znaczy, że tym szpiegiem]", ale nikt go nie słucha, bo inni są jeszcze bardziej zdenerwowani od niego. I byłby się wygadał chyba pełnym zdaniem, gdyby nie dowiedział się w tym momencie o ustalonej dacie stanu wojennego. To go determinuje do dalszefgo trwania w konspiracji. Musi dac znać Amerykanom. [ A oni póxniej nie ostrzegli Solidarności, co Pasikowski pomija skrzętnie - widać sami uznali, że ten stan może być posunięciem koniecznym].

          Generał Jaruzelski, w klasycznym anturażu, i w wykonaniu Krzysztofa Dracza - jak żywy ! Co za wcielenie.

          spotkania i dialogi Kuklińskiego z amerykańskim szpiegiem [dobra rola Patricka Wilsona, który bardzo dobrze kaleczy polski, który mu nie przeszkadza w ekspresji i akcentowaniu wypowiedzi i zaangażowania mentalnego] przeplatają się z występami generała Kulikowa, który zapowiada stan wojenny w Polsce [potem niby sam Breżniew mówi mu, że ZSRR nie zamierza tego zrobić - baju baju ;)] i naradami w samym kierownictwie amerykańskich służb wywiadowczych, które uznaje Kuklińskiego za najcenniejsze źródło informacji w Układzie Warszawskim, ale jednocześnie obawia się o jego losy, bo facet działa jak automat, przekazuje bardzo dużo wiadomości, bardzo ważnych, szalenie ważnych, ale ta inflacja może doprowadzić go do wpadki.

          Ostatnia sekwencja,to już czysta sensacja. Pułkownik wie, że za chwilę moze wpaśc, do tego doszło. Próbuje mailować info pt "Potrzebna ewaukacja. Tylko razem z rodziną", ale jak na złośc psuje się ten komputer, a w miejscu w którym zostawił informację pisaną na kartce - kręcą się robotnicy [stary mur wewnątrz malutkiego podwórka za starą bramą, infromacje zostawiane są we wnętrzu ruchomej, starej cegły]. Zaraz go mogą dopaść, a ratunku znikąd... pani z ambsady nie może się zorientować że jest informacja, bo mur ze zrobionym kredą znakiem zasypany jest śniegiem, który pług odgarnął z ulicy.



          • grek.grek "Jack Strong" jeszcze kilka słów po seansie 04.09.16, 15:02
            Wreszcie jest kontakt, ale teraz Kukliński musi wtajemniczyć całą rodzinę. Chcą uciekać z nim. Plan zostaje wytyczony, punkt zborny, dokładne co do do minuty terminy. I jest problem z dotarciem na miejsce młodszego syna.

            I tutaj właśnie film tworzy jakiś kociokwik. Bo oto na tej samej ulicy stoi samochód, z którego specsłużby obserwują dom Kuklińskich. W pewnym momencie decydują się wejśc do środka i dokonać zatrzymania. Młodszy syn musi uciec i dotrzeć na miejsce, gdzie reszta rodziny czeka już tylko na niego. Oni na siłę wchodzą do domu, a on ucieka w panice.

            Jednocześnie na wskazanym miejscu coraz bardziej denerwuje się rodzina, wreszcie Kukliński rusza autem i jedzie pod własnym dom, żeby zobaczyć co się dzieje i czemu dzieciak jeszcze nie dotarł. Widzi pacyfikujących go kolegów po mundurze. Ucieka. Goni go ich auto i dwa milicyjne wozy.

            A potem, wiecie co ? Okazuje się, że to było Radio Erewań :] Specsłużby wchodziły, ale nie do Kuklińskich, tylko do domu innego wojskowego, ich sąsiada, który donosił Francuzom. Młody Kukliński uciekał zatem przed własną wyobraźnią chyba ?

            Zaś pułkownik ani na moment nie ruszył auta zaparkowanego pod MDM. POścig milicyjnych wozów odbywał się za parą amerykańskich tajniaków z ambasady.

            Kompletne zamieszanie, do teraz nie rozumiem tego fragmentu filmu.

            Tak czy owak, potem jest jeszcze koniecznośc przejechania granicy. Kuklińscy trafiają do dostawczego samochodu, załadowani w skrzynie z "pocztą dyplomatyczną", zabite gwoździami. Za kierownicą pan czarnoskóry. No i na przejściu do Berlina Zachodniego jest problem. Niemcy chcą otwierać skrzynie, poza tym mają informację, ze ktoś mozę nielegalnie chcieć przekroczyć granicę. A do tego samochód jest niezaresjestrowany. I pies policyjny wyraźnie coś wyczuwa w skrzyniach.

            Pułkownik w skrzyni zamknięty wkłąda do ust kapsułkę z trucizną. Dostał ją od amerykańskiego kolegi. Na wszelki wypadek. Lepiej się otruć niż dać wrzucić do pieca hutniczego.

            Wiadomo, że musi się dobrze skończyć, ale lekki dreszczyk jest ;] W końcu udaje się im wyperswadować, że firma która przewozi pocztę nie zdązyła auta na czas zaewidencjonować. Mogą jechać. I spełnienie następuje. Uciekają z powodzeniem.

            W ostatniej scenie kończy się wysłuchanie podstarzałego już pułkownika przez amerykańskich przyjaciół, bo film ma formę jego opowieści o wydarzeniach jakie poznajemy w retrospekcji. Na placu w Waszyngtonie Kukliński czeka na syna, która ma po niego przyjechać. Nie dociera jednak na miejsce, ginie w wypadku drogowym. Młodszy zginął kilka lat wcześniej. Obu śmierci nigdy do końca nie wyjaśniono, co znów stwarza pole do spekulacji rozmaitych.

            I to koniec.

            Cóż, sprawnie zrobione, dobrze rozpisany scenariusz, świetna aranżacja scen akcji i rozmów, dialogów, Dorociński jak może tak oddaje zestresowanie i poczucie misji Kuklińskiego, a na drugim planie wspierają go aktorzy rosyjscy [czasami sprytnie przerysowywana postać Kulikowa], polscy [Zamachowski, Globisz, Baka - nie zawodzą], amerykańscy, kto żyw :]

            A do tego wielbiciele estetyki a'a 80s w Polsce, nie mogą mieć pretensji, bo są i meblościanki i tandente hity na Sylwestra, i kiepskie kobiece fryzury balowe, jak również samochody z epoki króla Ćwieczka :"]

            bardzo dobry thriller, nie tylko jak na warunki polskie. Spora częśc tej historii opiera się na dialogach, spotkaniach, szpiegowskich dysrketnych aktywnościach. Akcja czasami się pojawia, a końcówce dominuje, ale nie przeważa i dzięki temu balans między akcją, a konwersacją jest zachowany.

    • grek.grek 20:25 TVP Kultura "Przeszłość" 02.09.16, 12:36
      drugi z rzędu mocny filmowy wieczór piątkowy :]

      "PRzeszłość" zrobił Asghar Farhadi i - tak sobie myślę - że samo to jest wystarczającym powodem, żeby z ciekawością do tego filmu podejść.

      właściwie każdy film Farhadiego zbiera kapitalne recenzje, na wszystkich festiwalach gromkie brawa, doskonale recenzje. MOżna sądzić, że jest to w tym momencie jeden z najbardziej cenionych reżyserów na świecie.

      A my tak jakoś chyba rzadko mamy okazję, prawda ? Rozmawialiśmy kiedyś o "Co wiesz o Ally ?", i to chyba wszystko. Pamiętam, że któreś z nas recenzowało "Rozstanie", chyba była to Pepsic.

      inna rzecz, że pan Farhadi nie kręci zbyt często, więc okazje telewizyjne muszą być równie rzadkie co festiwalowe ;]

      w każdym razie ; wg mnie Kultura zaczyna wrzesień z przytupem.

      wedle opisu : jest to historia spotkania po latach żony i męża. on odszedł od niej kilka lat wcześniej, zostawił też dzieci. Ona znalazła sobie nowego partnera i uznała, że pora zakończyć poprzednie małzeństwo, żeby móc zawrzeć nowe. Zlożyła pozew rozwodowy. No i jak to - wnioskuję z recenzji oraz jednego obejrzanego filmu :] - u Farhadiego : zacząć się ma cały mętlik międzyludzkich rozgrywek, intryg, niejasności i zaskoczeń, który odsłania powoli zupełnie inną rzeczywistość niż się widzowi na początku wydawało.

      wg mnie - hit na dziś ;]
      oglądamy ?
      • grek.grek "Przeszłość" kilka słów 03.09.16, 12:09
        skusiliście się ? :]

        ja owszem, i powiem Wam, że to był jeden z najciekawszych filmów tego roku w Kulturze, wg mnie.

        rzecz o relacjach międzyludzkich, o ukrytej prawdzie o tytułowej przeszłości, o tym jak pojedyncze zdarzenia w dwustronnych relacjach, a nawet odczucia jednostek, wpływają na kształt stosunków w całej rodzinnej albo quasi-rodzinnej strukturze.

        I Farhadi tak to opowiada, że nie sposób się oderwać. Tak poprawia wersje zdarzeń, twistuje, dopowiada, zmienia, doprawia, że całośc przypomina zaiste slalom gigant, a może nawet slalom specjalny, bo tam zdaje się odległości między 'bramkami" są mniejsze :]

        w skrócie rzecz ujmując : Ahmad wraca po 4 latach z Iranu do Paryża, żeby żonie Marie podpisać papiery rozwodowe. Marie chce znów wyjśc za mąż - za Samira.

        Marie ma 2 córki : starszą nastoletnią i taką 7-8 letnią. Samir ma kilkuletniego syna. Mieszkają na razie osobno, ale dzieci już spędzają czas razem, zwłaszcza dwójka najmłodszych. Marie ma ładny dom, który pozostał z małzeństwa z Ahmadem. Samir ma pralnię.

        I ważne : żona Samira przed kilkoma miesiącami próbowała popełnić samobójstwo. Od tej pory jest w śpiączce. Nie wiadomo, czy i kiedy się obudzi.

        Ahmad przyjeżdza i od razu ginie walizka na lotnisku. Marie go odbiera, ale nie zamówiła mu hotellu. "Nie byłam pewna czy przyjedziesz", powiada. I za moment : "Mówiłaś dzieciom, że przyjeżdzam ? - Nie. Skąd miałam mieć pewnośc, że nie będzie tak jak ostatnim razem ?" : co od pierwszego gwizdka sędziego jest sugestią, że o to poszło w ich niebyłym związku : że on nie dotrzymywał słowa, nie miał dla nich czasu, itd.

        Każde słowo, gest, moment, mają tutaj znaczenie. Relacje w całym tym sekstecie są bardzo skomplikowane.

        Ahmad nie przestał kochać Marie, po prostu nie mógł dłużej żyć w Paryżu. Dlatego się rozstali, dlatego on wyjechał. Ona została, pracuje w aptece, radzi sobie bardzo dobrze. Dlaczego jednak pozwala Ahmadowi spędzać czas w domu, a nie w hotelu ? Może jednak go kocha nadal ? A może WAHA się ?

        chce poślubić Samira, zdradza że jest z nim w ciązy [3 miesiąc]. Tylko czy... "Nie jestem zapełnieniem pustki po KIMŚ ?", pytta ją Samir, zaraz po tym jak ona pyta jego, "Czy jestem dla ciebie zapełnieniem pustki po żonie ?".

        Mamy więc miłosny trójkąt. Bez egzaltacji i ckliwości, raczej uważnie obserwujący siebie nawzajem. A nawet w pewnym momencie obaj mężczyźni zaczynają rywalizować. Ahmad jest w końcu w domu, w którym mieszkał przez wiele lat... Naprawia Marie jakąs hydraulikę. Samir akurat jest wtedy z nimi, więc za chwilę sam rusza do naprawiania żarówki. Takie małe przeciąganie linki.

        Syn Samira jest małym buntownikiem. Nie chce spać w pokoju z Ahmadem. Ale i ojcu się odwija. Z tą róznicą, że Ahmad z nim rozmawia, a Samir najpierw chce musztrować. Jedyne na czym zależy małemu, to spędzanie czasu z córką Marie. A wiec mały już wybrał. Czy Samir może nie ożenić się z Marie, jeśli jego syn już wybrał sobie nową rodzinę ? A co z matką chłopca i żoną ? A jesli się zbudzi ?

        Największy problem stanowi starsza córka Marie. Ma świetny kontakt z Ahmadem, i kompletnie popsuty z matką.

        Zwierza się Ahmadowi, że matka miała już trzech kochanków i żaden nie został na stałe. Boi się, ze małżeństwo z Samirem, to błąd, bo on też odejdzie i złamie jej serce.

        Tutaj wychodzi na plan pierwszy sprawa samobójczej próby żony Samira, co Farhadi rozgrywa w sposób mistrzowski. Pytanie jest proste : dlaczego to zrobiła ?

        Córka Marie jest przekonana, że dlatego, bo nie akceptowała ich związku, wiedziała, że Samir ma kochankę. Ale Samir uważa, że to była pokłosie kłotni z klientką w sklepie. W dodatku żona była w depresji. Rzecz jednak w tym, że w depresji nie pije się detergentu na oczach własnego dziecka. Ahmad nie wie co myśleć, bo sam był w depresji przez kilka lat. TO był powód wyjazdu do ojczystego Iranu i porzucenia Paryża, nawet za cenę rozstania z Marie [żadna z jej córek nie jest jego dzieckiem].

        Córka Marie łamie się coraz bardziej, w końcu wyznaje Ahmadowi, że przyczyniła się do śpiączki żony Samira - w przeddzień jej samobójstwa wysłała jej mailem listy miłosne jakie wymieniali m/sobą Samir i Marie.

        Ahmad radzi dziewczynie, żeby opowiedziała o wszystkim Marie, bo inaczej sumienie ją zabije, zatruje jej życie. Mała nie chce, ucieka z domu. Szukają jej, znajdują w końcu u przyjaciela Ahmada, właściciela restauracji. Ahmad znów ją namawia do spowiedzi. Wreszcie ona się zgadza, ale to Ahmad mówi Marie prawdę. Ta dostaje szału, Ahmad próbuje między nimi mediować, uspokajać. Marie wyrzuca córkę z domu [ma jechać do ojca, do Brukseli], ale zaraz biegnie zaa nią i woła z powrotem.

        Samir i marie mają poważną rozmowę. Marie wyznaje mu prawdę o tym, co zrobiła jej córka. A to może rozbić ich związek. Samir wie doskonale, że dziewczyna go nie akceptuje, a teraz jeszcze taki numer...

        Sam przeprowadza śledztwo. Córka Marie mówiła, że uzyskała adres mailowy jego żony przez telefon. Tyle że pracownica jego pralni mówi, że od kłotni z klientką, aż po samobójstwo - żona Samira nie odbierała telefonów. Marie prosi córke, zeby "nie okłamywała jej więćej", ale dziewczynka upiera się, ze podano jej maila przez telefon. "Mówiła z obcym akcentem", opowiada dziewczyna.

        Nie widać tego, ale marie musiała o tym opowiedzieć Samirowi, który wypytuje swoją pracownicę, młodą emigrantkę arabską Neymę. Ta się broni najpierw, ale później wyznaje prawdę : tak, podała dziewczynie maila, wierząc, że pomoże to jej samej... zachować pracę ! Tak - żona Samira podejrzewała, że mają romans. Powód ? Podczas konfliktu z klientką, o plamę na sukni którą dała do pralni, Samir próbował załagodzić spór... biorąc stronę Neymy, a żonę odsyłając na zaplecze. Samir jest skołowany. I widz też ;] Wyrzuca z pracy Neymę, zaraz próbuje się zreflektowac, woła ją z powrotem, ale na próżno.

        Tak więc, wszyscy mają tutaj za uszami. Nikt nie jest bez winy. Wszyscy są zagubieni. Takie jest życie, i nie ma na to rady.

        Ahmad wyjeżdza, na odchodnem pomagając synowi Samira i młodszej córce Marie ściągnąc samolocik z wysokiej gałęzi drzewa stojącego pod domem.

        Samir w ostatniej scenie odwiedza żonę w śpiączce. Skrapia się wodą kolońską, wierzy że żona czuje i odbiera zmysłami świat dookoła niej. Podnosi automatycznie poduszkę w górę, pochyla się nad śpiącą. Bierze ją za rękę i szepce, żeby "ścisnęła jego palce, jeśli go słyszy". Z zamkniętych oczu żony leci łza. A kamera pokazuje jak jej dłoń jest zaciśnięta na jego dłoni.
        To kończy film.

        Cóz, mistrzowska reżyseria. Aktorzy są doskonali, gra się na nich jak na idealnie nastrojonych skrzypcach. Zmienne nastroje, złożona psychologia, kolejne zaskoczenia, odkrycia, trudne wspominki - wszystko co tak misternie zaplótł Farhadi, oni potrafią odegrać w sposób znakomity, stonowany, głęboki, a kiedy trzeba wzmóc ekspresję - robią to bez pudła, zwłaszcza Berenice Bejo/Marie, która stoi w centrum całej historii, aczkolwiek nie ma tutaj głównego bohatera. Bohaterem jest raczej życie w całej krasie swego żywiołu. Próby poskładania go, ułożenia, zlepienia, a także sam mechanizm rozpadu i pokawałkowania, jakiemu podlegają kolejne jego elementy.

        doskonały film, wg mnie.



    • grek.grek 22:20 TVP2 "Artyści" odc 1 02.09.16, 12:44
      Mania zapowiadała, a dziś premierowy odcinek. Szkoda, że dopiero o 22:20, ale zapewne są tam pieprzne dialogi ? ;]

      teatr. stary dyrektor niespodziewanie popełnia samobójstwo. Przychodzi nowy dyrektor, ambitny prowincjusz. Aktorzy patrzą na niego nieufnie.

      brzmi współcześnie ;] I aktualnie [konflikt w Polskim we Wrocławiu]. Aczkolwiek, z krótkich zapowiedzi, wynika chyba, że dyrektor będzie tutaj postacią pozytywną, to on będzie musiał mierzyć się z nieprzychylną i nieplastyczną rzeczywistością codziennością teatralnej prozy życia.

      wg mnie : brzmi świetnie, choćby już z tego powodu, ze akcję umieszczono w środowisku aktorskim, w - tak chyba można przypuszczać ? - teatralnych kulisach.

      twórcami są Mariusz Demirski i Monika Strzępka, którzy w realnym teatrze są dzisiaj bardzo cenieni i poważani, a do tego uznawani za szczerych do bólu obserwatorów polskiego piekiełka i demaskatorów niewygodnych dla wielu prawd.

      w obsadzie próżno szukać aktorzystów, wygląda na to że będą tutaj zdecydowanie Aktorzy :]

      ja bym skoczył, a Wy ? :]

      • maniaczytania Re: 22:20 TVP2 "Artyści" odc 1 03.09.16, 11:54
        obejrzałam, choć w sumie nie planowałam ;)

        Na pierwszy rzut oka - zapowiada się lepiej niż "Komisja morderstw". Nie jest nijaki, jest dość 'mięsisty'. Świetnie pokazane zaplecze teatru, te wszystkie zakulisowe rozgrywki, między aktorami, dyrektorem, technicznymi, władzami samorządowymi, reżyserami. Dużo 'mięsa' lata, stąd pewnie późna godzina ;)

        Co do aktorstwa trudno się na razie wypowiadać, ale pan (mało mi znany aktor) w roli głównej świetny, starszy Lubaszenko w roli 'odźwiernego' i Ewa Dałkowska w roli sprzątaczki to niezłe pomysły, świetny też Mikołaj Grabowski.

        Jedyny minus, jak na razie, to duchy :) Tak, duchy. O ile to, że sprzątaczka rozmawia z duchami dawnych dyrektorów czy reżyserów mogłabym przełknąć, to już pojawienia się ducha na przyjęciu po premierze sztuki niestety nie ;)
        • grek.grek Re: 22:20 TVP2 "Artyści" odc 1 03.09.16, 15:35
          a więc udało Ci się :] świetnie. Miejmy nadzieję, że było NAS tam jeszcze więcej... :]]

          wnioskuję z Twojej recenzji, że jeszcze w pewnych aspektach nie jesteś do końca przekonana ?

          ja chyba wpadłem od pierwszego odcinka, zwłaszcza że ma być tylko jeden sezon i autorzy nie przewidują żadnych "następnych sezonów", więc całośc ma mieć zamkniętą formę i nie bedzie żadnego "oszczędnego gospodarowania pomysłami" :]

          wiesz, mnie ten duch na końcu odcinka też nieco skonfundował, ale potem pomyślałem sobie, że ta figura w jakiś sposób odnosi się do romantyzmu takiego miejsca, jak teatr, podnosi je, tworzy atmosferę. Nawet jeśli, jak mi się wydaje - Tobie też ?, że scenarzyści Demirski & Strzępka, wpletli go tutaj nieco mrużąc oko.


      • grek.grek "Artyści" odc 1 - krótko recenzując ;] 03.09.16, 12:35
        udało Wam się dotrwać ? :]

        przeskoczyłem od razu po "Przeszłości", więc możliwe, a nawet pewne, że pierwsze 5-8 minut uciekło, ale reszta została.

        bardzo dobre ! naprawdę. Pierwszy serial w TVP, od... od strasznie dawna, który ogląda się I SŁUCHA z prawdziwym zainteresowaniem.

        jako się rzekło : rzecz dotyczy teatru.W środku jest dyrektor, młody i rzutki, z prowincji, którry obejmuje dużą scenę w stolicy chyba? i od razu spotyka się z masą problemów.

        A to pieniędzy mało w kasie, a to miały być 4 premiery do końca roku, a będzie może jedna, jak dobrze pójdzie, a to administracja i ratusz siedzą na głowie i rozliczają za to, czego nie zdązył nawet rozpocząc, ale za to poprzednik już napocząć raczył... A w domu czeka żona i chyba kochanka, albo przyjaciółka, albo ktośtaki, które też nie pomagają.

        W sekretariacie siedzi sekretarz Tomasz, który bywa pomocny ["facebook" ze wszystkimi pracownikami teatru - zdjęcia twarzy i opis funkcji jakie pełnią], ale nie chce nowych porządków pracy, wśród których dyrektor wymienia m.in zniesienie nakazu parzenia mu dyrektorskiej kawki. Tomasz się wzburza "O przepraszam, bedę panu parzyć kawę, ponieważ jest to jedno z moich ulubionych zajęc i nie zamierzam dać się go pozbawić".

        No i aktorzy... Jeden lepszy od drugiego. Grupa profesjonalistów, ale też... Tomasz karolak himself ;] oraz jeden aktor, co to nie w teatrze jest tylko po to, zeby martwić się czy zdoła się załapać do jakeigoś dobrze płatnego serialu, no bo kredyt, no bo żona naciska, no bo jak nie spłaci, to z dzieckiem wylądują w jakiejś kawalerce...

        A na domiar wszystkiego odwiedza go kolega z rodzinnego miasta. Cały pijany. Piłkarz z okręgówki. nie zdołał zostać zawodowcem. Żeby nie robić obciachu, bo facet leży i bełkocze o świecie na schodach pod wejściem do teatru - dyrektor i portier podejmują desperacką akcję [jak w kinie sensacyjnym, komedia pierwsza klasa :)] przetranaportowania go do jakiejś kanciapy. Potem pomaga też wicek do spraw finansów.

        "Tak kończą, prosszę pana, wszyscy piłkarze... - rzuca wicek nad zwłokami pijanego kolegi dyrektora - no może z wyjątkiem Lewandowskiego i Kapustki".

        Kolega, jak już trzeźwieje, to chce dostać pracę jakąś, bo przecież dyro obiecał, jak jeszcze dyrem nie był. Dyro zatem uruchamia się i podsyła go mistrzowi od techniki, czy czegoś tam. Pewnemu siebie panu w sile wieku, który w teatrze od 40 lat na etacie. A ten z miejsca wkręca swojego nowego pomocnika i nabiera go, że musi się napić na powitanie zespołu. Niedoszły piłkarz zalewa się w trupa i znów dyrektor ma problem, bo przecież to na jego konto idzie.

        Aha, portier ! To ciekawa postać. Gra go Olaf Linde Lubaszenko i ma osobowość. Taki typowy starszy pan, co to wsszystko przeżył, wszystko widział na swoim stanowisku i ma filozoficzny dystans do świata. W nocy słyszy wrzaski z pokoju służbowego w teatrze... Idzie tam. Otwiera drzwi. A to dyrektor siedzi i wyje na cały regulator. Tak mu dopiekł pierwszy dzien ;]

        Z innego pokoju wychyla się człowiek - "Co to za wrzaski, proszę pana ?", na co pada odpowiedź "Duchy. To duchy" :]

        Właśnie - duchy. Bo duchy tutaj są. A konkretnie jeden. Eks-dyrektora. Tego co popełnił samobójstwo. Widuje go sprzątaczka, pani Teresa [Ewa Dałkowska], i traktuje to jakoś coś normalnego. Podobnie jak reszta zespołu teatralnego. Dyrektor uważa że to przesąd, albo wkręcają go, ale na bankiecie po premierze "SNu nocy letniej" - sam widzi tego ducha przecjadzającego się między goścmi.

        Premiera. Dyrektor wpada w nią jak sliwka w kompot. Była zaplanowana od dawna, wiec nie mozę zapobiec czy zmienić planów. Może tylko załamać się na próbie generalnej na którą zaprasza go reżyser.

        Spektakkl premierowy dostaje brawa od sali. Dyrektor jest skonsternowany, ale jak klaszczą to lepiej robić dobrą minę do złej gry. Pojawia się urzędnik z ratusza. Reżyserowi kłania się w pas "Sukces ! ale sukces !". reżyser odchodzi, a on do dyrektora "Panie dyrektorze, co to był za straszny gniot ! jerszcze kilka takich i pójdziecie z torbami" :]] Szczerośc przodem ;]

        A w barze dyrektor nawet zjeśc bułki, bo pani bufetowa nie podaje takich specjałów, zaś w barze barmanuje cudzoziemiec, który z wdzięcznym akcentem, recytuje mu relację ze spotkania z Krzysztofem Warlikowskim, który - jego zdaniem - "przyjechał tutaj, przedstawił się jako nowy dyrektor, wypił drinka, posiedział, wstał, wyjechał i tyle go widzieli", więc "Jak mam wierzyć, ze pan jest nowym dyrektorem ?"> W dodatku ma podbite oko ;]

        Co krok to osobowość, co krok to świetnie namalowana postać, co krok to dobry dialog, i NIC nie szeleści kiepskim papierem, raczej ironią i humorem. I wszyscy są dla siebie w porządku. Są sprzeczki, jakieś wymiany zdań i rózne nieszczerości, ale jest to z ogromną dawką życzliwości dla bohaterów.

        Marcin Czarnik dyrektor, Mikołaj Grabowski reżyser, i kilka ciekawych twarzy aktoeskich, które już widziałem gdzies, ale nazwisk panstwa nie pamiętam, przepraszam. Nie czekałem na listę płac, bo od razu przerzuciłem na "Dziewczynę z tatuażem". Wydaje mi się, że aktor w roli Tomasza to Tomasz Tyndyk. świetny zresztą.

        w krótkich momentach pojawiły się Dorota Segda, jako znajoma nowego dyrektora, ale pracująca w innym dziale teatru oraz Ewa Skibińska, jako dziennikarka, któreej nie chce do środka wpuścić portier. Na polecenie dyrektora. Chyba zna tę panię i to od negatywnej strony.

        I jest też Anna ilczuk. Jest kapitalny aktor Krzysztof Dracz. I wiele innych ciekawych twarzy.

        jaka szkoda, że tak późno leci i tak wielu widzów nie będzie miało okazji obejrzeć. Jak dla mnie - świetny :]

    • grek.grek 22:45 TVN "Dziewczyna z tatuażem" 02.09.16, 12:49
      bardzo dobry film na deser świetnego piątku filmowo-serialowego :]

      pojęcia nie mam nadal, czy bardziej wolę wersję amerykańską od szwedzkiego oryginału. A Wy ?

      mimo wszystko mam wrażenie, ze David Fincher nie wykazał się większą śmiałością niż mógł. Wersja made in USA rózni się od szwedzkiej nieznacznie, co nie przeszkadza temu, że jest bardzo dobra [wg mnie] ! mam jednak niejasne odczucie, że kluczem do powodzenia tego remake'u mieli być zaangażowani aktorzy, na czele z Danielem Craigiem.

      najmocniejszym punktem jest wg mnie Lisbeth w wykonaniu Rooney Mary. świetna metamorfoza aktorska i naprawdę wysokiej jakości identyfikacja z bohaterką. Chociaż Noomi Rapace w oryginale też nie można niczego zarzucić, była znakomita.

      Pamiętam, że pierwszą recenzję "Dziewczyny..." napisała Barbasia :]

    • siostra_bronte "Ratatuj" 02.09.16, 21:02
      Obejrzałam przypadkiem na Pulsie. Przezabawna, urocza animacja. Były momenty kiedy głośno się śmiałam, a to już coś :) Poziom techniczny rewelacyjny. Świetny seans!

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=uVeNEbh3A4U
    • grek.grek Wenecja 2016 - dzień 3 03.09.16, 15:46
      kolejne filmy do raportu, wystąp ! ;]

      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2016%3A+Życie+kontra+fikcja-119255
      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2016-dzien-trzeci-samotna-kobieta-i-najgrozniejsza-ksiazka/13cl4n
    • grek.grek w kinach "Julieta" 03.09.16, 15:51
      nowy film Pedra Almodovara.
      jak powiadają : lepszy niż kilka poprzednich, bo znów "almodovarowski" tematycznie i stylistycznie, ale nie tak wybitny jak najlepsze jego filmy z lat nieco już minionych. Niemniej, czy nie macie wrażenia, że przy okazji niemal każdej premiery zasłużonych, uznanych rezyserów, pojawia się taki ton - "e, lepsze widziałem w jego wykonaniu", "no niby coś tam lepiej, ale w sumie to i tak gorzej" ? :]

      wg mnie, jest to wydarzenie kinowe. Jakby nie było, nawet "e, bywały lepsze, no ale jak już zrobił" mode film Almodovara, to i tak znacznie lepsza premiera niż 90 % innych :]

      na okazję coś takiego mi się otworzyło :
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/zwiazana-drzaca-zdradzona-zawsze-zwycieska-kobiety-w-filmowym-uniwersum-pedro/tvkn7m
    • grek.grek w kinach "Miles Davis" 03.09.16, 15:55
      biografia nietypowa, daleka od schematu, w autorskim wydaniu Dona Cheadle'a, aktora i człowieka kina par exellence.

      zbiera dobre recenzje, nie tylko za ciekawą formę, ale i oczywiście za umiejętne eksponowanie muzyki maestro :
      film.interia.pl/recenzje/news-miles-davis-i-ja-recenzja-kiedy-film-biograficzny-spotyka-ko,nId,2261849
    • grek.grek Ct2 20:00 "Waterloo" 03.09.16, 16:02
      może uda mi się choć część obejrzeć i zdać przed Wami relację z seansu :]

      rzecz z 1970 roku, w rezyserii Siergieja Bondarczuka, w głównych rolach Rod Steiger i Christopher Plummer.

      chyba klasyk ?


        • grek.grek "Waterloo" - słów kilkanaście [1] 04.09.16, 12:29
          dzięki, Siostro :]

          obejrzałem w całości ! I będę się zachwycał, bo film jest rewelacyjny. Pełna wersja chodzi na youtube, ale wg mnie jednak lepiej zobaczyć go w telewizji. Ideałem byłaby zaś projekcja kinowa.

          1970 rok ! Nadzwyczajne, że 45 lat temu można było zrobić tak imponujący film. Jak czytam zaangażowano w to 27 mln dolarów, czyli sumę niebagatelną wówczas, a na planie znalazło się ponad 17 tys statystów. I to widać.

          Fabuła jest perfekcyjnie zgodna z historycznymi zapisami. Napoleon przegrywa, abdykuje, zostaje wysłany na Elbę. Żegna się z zołnierzami na placu - wzruszony do głębi, niemal płacze, podobnie jak oni. Po roku wraca, przyłączają się do niego od razu liczni weterani poprzednich kampanii. Idzie na czele swoich oddziałów, a naprzeciwko niego wychodzi armia rządowa. On zatrzymuje swoje wojska. Idzie sam przeciw wycelowanym w niego setkom karabinów. Staje z nimi twarzą w twarz. "Chcecie zabić swojego cesarza ? Jestem tutaj zatem", rzuca. Splata dłonie za plecami. Jeden z zołnierzy nie wytrzymuje - mdleje z emocji. Szyk się załamuje, karabiny padają na ziemię, okrzyki radosne, wszyscy biegną go powitać.

          I akcja przenosi się na brytyjskie salony, gdzie poznajemy Wellingtona, który akurat uczestniczy w balu. Prezentuje niewymuszony, elegancki luz swiatowca, etykietę, ma poczucie humoru, czoło wygładzone. Młoda księzniczka zwierza się, ze chciałaby poznać Napoleona, bo "takie straszne rzeczy o nim opowiadają". A młody lord Haye, jej narzeczony, obiecuje z kampanii przeciw Francuzom przywieść trofeum - czapkę napoleońską, prosto z głowy francuskiego żołnierza. Wellington słucha ich z pobłażliwością. To prawda : wojna jest nieunikniona. W samym srodku balu do wytwornej sali wpada umorusany żołnierz i melduje Wellingtonowi, że Napoleon ze swoimi wojskami przekroczył granicę w okolicach Charleroi. Walna bitwa będzie koniecznością.

          To jest pierwsze 20 minut filmu. Kolejne 2 godziny, to przygotowania do bitwy. O samej bitwie później, bo to dopiero jest fenomenalny kawałek kina.

          Jest ona najważniejsza, oczywiście, ale kanwą filmu jest starcie dwóch wodzów. Skrajnie się od siebie rózniących.

          Napoleon, którego w kapitalnym stylu gra Rod Steiger [sylwetka, fryzura, styl poruszania się - zgodny z wizerunkami historycznymi i relacjami świadków], to człowiek zdeterminowany, najeżony, skupiony na jednym jedynym celu - wygrać wojnę. Nie ma w nim za grosz elegancji. Dzik. Nosorożeć. Kanciasty. Nie znosi sprzeciwu. Jest własny generałowie i marszałkowie niemal się go boją. Pełen zaufania do siebie. Rady innych z trudem się przebijają do jego percepcji rzeczywistości. A ci co mu radzą, robią to z duszą na ramieniu, żeby go nie wnerwić.

          Wellington - inna bajka. Salonowiec, wymuskany, lekki w stylu bycia, ale jednocześnie inteligentny, bystry, doskonale odczytujący sytuację dookoła siebie, słuichający rad innych - nawet prostych zołnierzy. W przeciwieństwie do Napoleona - nikogo nie onieśmiela, raczej zbliża do siebie ludzi swoją otwartością i spokojem. Gra go z niezwykłym wprost wdziękiem młody Christopher Plummer. Postać, której nie da się nie lubić.

          Bonaparte czasami zaskakuje. W pewnym momencie mówi o swoim synu : "MOje serce. Moja jutrzenka... Ale wolałbym widzieć go w grobie, aniżeli jako austriackiego księcia !". I tuż przed bitwą, kiedy siedzi na przygotowanym dla niego stanowisku dowodzenia. Pyta jednego ze swoich oficerów : - Ma pan syna ? - Tak. - Chciałbym pan, żeby dzisiaj był tuitaj, z panem ? - Tak ! - Dlaczego ? - Bo mógłbym mu pokazać pana - Ach tak... Wie pan, ja też mam syna... I za żadne skarby nie chciałbym, żeby dziś tutaj ze mną był, nie chciałbym żeby nawet oglądał tę bitwę, którą stoczymy za moment.

          Czasami się uśmiecha i to uśmiech dziwny, złowrogi. MA zmienne nastroje, doskonale ilustruje to scena śniadania o poranku w dniu bitwy - przychodzi do pokoju, chwali potrawy, zaciera ręce, jest łagodny i uśmiechnięty, ale za moment któryś z generałów mówi coś, co mu się nie podoba. Traci nerwy, pochmurnieje, wychodzi stukając obcasami i drzwiami. Rod Steiger naprawdę wznosi się na wysoki poziom kunsztu aktorskiego.

          Bywa zabawnie. Brytyjczycy rozmieszczają swoje formacje wojskowe, generałowie to nadzorują, a Wellington... śpi pod drzewem nakryty wielką mapą :] Podnosi ją tylko po to, zeby oznajmić, że nad wszystkim panuje i żeby wszyscy robili swoje. Nie, to nie jest wyraz dezynowltury, raczej angielskiej flegmy i olimpijskiego wprost spokoju. Bo on naprawdę nad wszystkim panuje. Jest szalenie utalentowanym dowódcą.

          Albo scena, w której prosty żołnierz kradnie prosię z zagrody nieopodal pola bitwy. Żeby je zjeść, ofk. Przypadkiem się zdradza, prosiak kwiczy z jego plecaka. Wellington akurat przechodzi ze swoją świtą i zaczyna żołnierza przesłuchiwać. "Wie pan, że za kradzież grozi kara śmierci ?, pyta surowo. I w tym momencie żołnierz zaczyna się tak komicznie tłumaczyć ["właściwie to prosiaczek znalazł mnie,, a nie ja jego... ja go tylko wziąłem z troski... Szukam jego rodziny, bardzo mi zależy, aby znów mógł zobaczyć mamę... itd itd]. W końcu Wellington wybucha serdecznym śmiechem.

          Na taką konwersację nie stać by było BOnapartego.

          Bitwa. Uff, bitwa. Coś niesamowitego. Nie wiem nawet jak opisać to wszystko.

          Przede wszystkim - fantastyczne kostiumy. Charakteryzacja. I oscarowa robota speców od flmowania, choreografii i Nina Roty, który skomponował muzykę. Sądzę, że ponad godzinna... transmisja ! z bitwy pod Waterloo w tym filmie jest jednym ze szczytowych osiagnięc w historii kina, w tej materii ofk.

          Niesamowite, jak wyglądają te kolumny wojsk ustawione na swoich pozycjach przed bitwą. Ciągną się przez kilka kilometrów. I nie są to efekty komputerowe. To są żywi ludzie ! Ponad 17, około 20 tys statystów. Cóż za efekt. Kamera filmuje panoramicznie, ale też z bliska. Obie strony. Uczta wizualna. Trzeba to zobaczyć, trudno bowiem opisywać ten niezwykły efekt. To się czuje. Napoleon miał wtedy 100 tys zołnierzy, Brytyjczyków była chyba trochę więcej. I to da się zauwązyc. To nie są potyczki 200 statystów filmowanych w taki sposób, żeby tworzyć wrażenie mnogości. Tu naprawdę jest mnóstwo ludzi.

          Armaty. Muzyka - z jednej strony grają dudziarze szkoccy, z drugiej mamy doboszy francuskich. Cały czas nad polem bitwy unoszą się grane trąbką poderwania do szarż. Miarowe bębny, specyficzne melodie zastępujące komendy słowne, Otóż! - szarże kawaleryjskie. Cóż za wspaniałość.

          Napoleon pojawia się na białym koniu. Wellington i jego świta stoją w bezpiecznym miejscu, by stamtąd kierować bitwą. Młody oficer poruszony melduje : jest Napoleon, to ten na białym koniu ! Wellington obserwuje go przez lunetę. Jeden z pułkowników informuje : "Jest w zasięgu naszych dział, mamy strzelać ?"< na co Wellington obraca się i cały zdumiony odpowiada "oczywiście, że NIE !". Jego mina sugeruje : młody panie, jak pan w ogóle mógł wpaść na tak wstydliwy pomysł !

          Napoleon dociera do swojego stanowiska - krzesło, stół, mapy, luneta. Koń grzęźnie w błocie. Napoleon zeskkauje i sam wpada po kostki. Oficerowie pomagają mu wyjść. Ale ani na moment nie wygląda na gamonia. Wellington i oficerowie wnoszą toast lampkami wina. Za powodzenie. Jaki lekki ten Wellington, i jaki cięzki, niezgrabny Bonaparte.

          Świetne jest to, ze na bieżąco mieć będziemy poszczególne decyzje taktyczne podejmowane przez obu dowódców. Który oddział gdzie ma zaatakować, cofnąć się albo który cel jest wazny. Do tego pod spodem podpisy dotyczące konkretnych godzin i momentów bitwy.

          Ruchy wojsk obserwujemy w panoramicznych ujęciach, jakbyśmy widzieli ogromną szachownicę.

          I mnóstwo scen z bliska. I chaos bitewny. Masy ruszające do ataku, w szyku albo w szarży. Kłęby czarnego dymu po wybuchach pocisków artyleryjskich. Dym jasny wokół armat. taktyczne narady w obu sztabach. Napoleon sam dowodzi, nie słucha. Wellington przyjmuje dobre rady, a koniec końców podejmuje wiążące decyzje. Napoleon cały aż pulsuje nerwami. Wellington jest zazwyczaj o
        • grek.grek "Waterloo" jeszcze parę słów 04.09.16, 13:04
          Wellington jest opanowany. Obaj krótko monologują w swoich głowach. Na bieżąco śledzimy taktykę obu armii.

          Angielscy piechurzy piją grog albo zmawiają rózaniec. Dowódcy szkockiej konnicy tuż przed szarżą raczą się doskonałą tabaką, i wymieniają wytwornym tonem uwagi o jej jakości. I ruszają do boju. Szkoci w oryginalnych czapkach pędzą całą ławą. Na moment zwalnia tempo, wiercącą muzykę Roty zastępują ciche pląsy i chóry. I wraca znienacka normalne tempo, ale z zaciekłością i dynamiką. Co za efekt :] Ktoś trąbi tuż za Wellingtonem. "Niechże pan mi nie trąbi do ucha" - irtytuje się ksiażę, ale zaraz przeprasza ruchem ręki i wymowną miną za to, ze się uniósł.

          Francuzi odpierają szkotów swoją jazdą i ruszają do kontry. Kilku jeźdzców z pikami zagania dwóch generałów szkocich w błoto i tam ich uśmierca. Nad błotnym potokiem unosi się ręka poległego Szkota, odziana w rękawicę, a w niej medalion rodowy. Co za scena... Malarska niemalże.

          Niespodziewanie wydaje sie, ze do Waterloo zbliżają się wojska pruskie. Napoelon szaleje z wściekłości, aż dopada go ból żołądka. Osuwa się. Podnoszą go. Chce sam stać. Chwieje się. Krzyczy : gdzie jest Grouchy ?! Czeka na swojego generrała i jego armię. Nie wie, że pomoc nie nadejdzie nigdy. Wynoszą go poza pole bitwy. Odpoczywa pod młynem, na workach ze zbożem, patrząc na obracające się skrzydła wiatraka. Przeczuwa śmierć, pyta o to, co zostawi po sobie.

          A bitwa trwa. Rusza francuska kawaleria. Niesamowita scena. Pędzą całą masą na szyki brytyjskie,na armaty i rzędy karabinów. Padają, ale przełamują pierwsze linie. I tutaj kamera idzie do góry i z helikoptera filmuje niesamowite ustawiania ogromnych blokow obronnych armii angieilskiej. Zołnierze tworzą kilkanaście wielkich rombów i bronią się w takich czworobokach. A z głębi wlewa się cała masa francuskiej jazdy, która naciera na te zgrupowania. Nie mogłem oczu oderwać od tej sekwencji :]

          Zaczyna wiac. Nie wiatr, ale wicher. Napoleon wraca, piechotą, z rozpiętą koszulą i w brudnym płaszczu. Przedziera się przez zboże. Rozwiany włos. Liście fruwają w powietrzu. A blisko Wellingtona pada oficer. Dostał kulą. Francuzi triumfują. Ruszaają kolumny z otoczenia Bonaparte. Napoleon dostojnie między nimi, na odświętnym wierzchowcu. JUż pewny zwycięstwa. Wellington z olimpijskim spokojem stwierdza, ze przegrał.

          I wtedy pojawiają się Prusacy von Bluchera. Wyłaniają się z lasów okolicznych. Kontratakują. "Za mną, moje dzieci !", wzywa ich dowódca w podeszłym wieku. Anglicy zbierają resztkę sił i dołączają się do tej szarży ostrzałem resztek nabojów i pocisków armatnich. Odwracają losy bitwy, mimo że marszałek Ney jak w szaleństwie wzywa swoich do walki. "Nigdy nie widziałem 30 tys ludzi naraz uciekających", z ulgą powiada Wellington patrzac na bezładny odwrót Francuzów.

          Napoleon chce walczyć ramię w ramię ze swoim wojskiem. Kilku oficerów obezwaładnia go, z wielkim trudem, i wyprowadzają poza zasięg strzałów. BOnaparte rzuca się jak w jakimś amoku, ubłocony płaszcz rozwiewa wiatr. Jak zwierzę w potrzasku. "Co tak stoicie, jak zmokłe kury ?! Co z was za zołnierze ?!" - wrzeszczy do swoich generałów, osmalonych na czarno, zdumionych i wyczerpanych.

          Generał stojący obok Wellingtona traci nogę. Siedzi na koniu i strzał z armaty trafia go w nogę. Nie widzimy tego, słyszymy tylko jak mówi ze stoickim spokojem "Urwało mi nogę...". Wellington wstrząsnięty sprawdza, a potem podtrzymuje go i wzywa lekarzy. A mimo to saam nie rusza się ani o krok. Nie ucieka, mimo że giną ludzie wokół niego.

          Grupa Francuzów walczy z determinacją. Anglicy na moment przerywają ostrzał. Z białą flagą pojawia się poselstwo. Proszą Francuzów o poddanie się, uznająć ich determinację i walecznośc. 'Poddajcie się, złóżcie broń". Ale ze strony żołnierzy pada odpowiedź "A g...wno !". Poselstwo odjeżdza. Co za scena - jak z obrazów mistrzów pędzzla. Posłowie znikają, i wtedy pada ogromna salwa. Dym się rozwiewa i już żaden Francuz nie stoi na nogach...

          Chaos, wieczór, dymy czarne i białe, niebo tylko przebija gdzieniegdzie.

          Po bitwie... Pobojowisko gigantyczne, omiatane kamera z daleka, bliska, z góry i z samego dołu. Wellington objeżdza je konno. Smutny. "Gorsza od bitwy przegranej, jest tylko bitwa wygrana", powiada w duchu. Podniosła, ale nie natrętnie, muzyka. Specjalne grupy ludzi układają zwłoki w szeregach, połamane piki, porzucone armaty, bagnety wbite w pole, konie zastrzelone, unoszący się dym, dopalające się graty. Głuchy wstrząs. "To masowe morderstwo", rzuca do siebie ksiażę.

          Deszcz pada. Napoleon, gdzieś daleko, poza bitwą. Łapie krople ustami. "Muszę szybko opuścić ten masowy grób", powiada sobie w głowie. Oficerowie otaczają go cicho i patrzą - jedni z wyrzutem, drudzy tępo i bez nadziei.

          Wellington przeżywa tragedię ludzkiej śmierci. Napoleon przeżywa tylko klęskę własną. Blask błyskiawicy oświetla mu twarz.

          Także wtedy, gdy jest wieziony w ukryciu, w jakimś kufrze czy czymś takim, na wozie. I tak się kończy ten film.

          Wybitne dzieło. Bez dwóch zdań. Niezwykły rozmach, precyzja, wszystko dopracowane do najmniejszego szczegółu.

          cały film jest w youtube, ale nie polecam - takie sceny bitewne warto oglądąć choćby na ekranie telewizora :]

          no ale - może krótkie 6 minut drugiej połowy szarży francuskiej kawalerii na brytyjską piechotę i artylerię :
          www.youtube.com/watch?v=3ucl_PfzMmg
          ale to tylko fragment, dla zorientowania się w estetyce :} Cała bitwa trwa tutaj dobre 1,5 godziny. fantastyczne są sceny formowania się i ustawienia kolumn oddziałów - imponujące jak chodzi o prezentazję ilości biorących w tym udział statystów. Świetny efekt. Choreografia, koordynacja ruchów tych wielkich mas ludzkich. Bez komputera ;]

          I znakomite dwie role : Steigera i Plummera. Dwóch skrajnie odmiennych charakterów i osobowości.






          • siostra_bronte Re: "Waterloo" jeszcze parę słów 04.09.16, 14:11
            Dzięki Greku! Znakomita recenzja!

            Brzmi to znakomicie. A scena bitwy jest rewelacyjna!

            Napisałeś, że to aż dziwne, że 45 lat temu można było zrobić tak epicki film. Ależ właśnie WTEDY kręcono takie filmy!

            Wszystko zaczęło się wcześniej, pod koniec lat 50-tych, kiedy wytwórnie filmowe chciały wygrać konkurencję z coraz popularniejszą telewizją. Powstała cała seria filmów kostiumowych z "Ben Hurem"(1959) i "Kleopatrą" (1960) na czele. Nawet dziś, kiedy się ogląda te filmy robią ogromne wrażenie!!

            Potem był "Lawrence z Arabii" i "Doktor Zywago" Leana, w latach 70-tych seria filmów wojennych filmy jak "O jeden most za daleko", "Bitwa o Midway" czy "Tora! Tora! Tora!".

            Mam nadzieję, że to nie zabrzmiało jak wykład :)

            I można napisać krótko: takiego kina już się nie kręci. Kina o takim rozmachu. Z prawdziwymi statystami, sprzętem, końmi, drzewami, itd...Teraz mamy komputery i one załatwiają wszystko. Wychodzi znacznie taniej. Taki film jak "Waterloo" kosztowałby krocie, żaden producent nie wyłożyłby takiej kasy.

            I dlatego kocham te stare, epickie filmy. To prawdziwe kino!!

            A propos Bondarczuka. Chętnie obejrzałabym i "Waterloo", i ponownie "Wojnę i pokój" (widziałam wieki temu, zrobiła na mnie wielkie wrażenie) czy "Los człowieka" (jeden z najbardziej wstrząsających filmów wojennych ever). Ale pokazywanie filmów made in USSR jest teraz niepoprawnie politycznie, niestety :)

            Jeszcze raz dzięki :)
            • grek.grek Re: "Waterloo" jeszcze parę słów 04.09.16, 15:08
              dzięki, Siostro ! :]

              normalnie bym zapytał, czy nie przesadziłem w zachwytach, ale w tym wypadku powinienem spytać, czy aby nie byłem zbyt powściąągliwy :]]

              o, absolutnie nie - z przyjemnością dowiaduję się nowych rzeczy i uczę na błędach :] A Ty jesteś kopalnią wiedzy o kinie :]

              tak, popełniłem gafę. MOże spowodowaną brakiem takich historycznych filmów w dzisiejszym kinie. możliwosci rosną, a brak filmów dorównujących tym sprzed pół wieku.

              to prawda, jest to wybitne kino, nadzwyczajne.

              coś czuję, ze po "Waterloo" również miałbym chęć zapoznać się z innymi filmami tego reżysera. Ponoć "Waterloo" przyszło do niego właśnie w odpowiedzi na sukces "Wojny i pokoju".

              miło mi, że choć raz mogłem napisać o jakimś filmie przez duże F ze złotej ery :] Dzięki !

    • grek.grek Wenecja 2016 - dzień 4 04.09.16, 16:08
      miniserial Paola Sorrentina z Jude'em Lawem w roli papieża, nowe filmy Ulricha Siedla oraz Francoise'a Ozona i ponoć beznadziejny modern western :

      www.filmwe.pl/article/WENECJA+2016%3A+Kaznodzieje+i+oszuści-119260
      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2016-mlody-papiez-i-nowoczesne-safari/913k4h
      wyborcza.pl/7,101707,20640453,festiwal-w-wenecji-2016-serial-mlody-papiez-sorrentin0-palaca.html
    • grek.grek 22:05 04 TV4 "Kobieta w czerni" 04.09.16, 16:18
      niedawno opisywałem, chciałbym się pochwalić ;]]

      XIX wiek. Anglia. Młody prawnik jedzie na prowincję, aby uporządkować sprawy spadkowe po damie, która niedawno zmarła w okolicy. Na miejscu dowiaduje się, że do ponurej posiadłości zmarłej nikt się nie zbliża, bo jesli ktoś to uczyni, to natychmiast umiera jakieś dziecko w miasteczku nieopodal. Młody prawnik pochodzi z Londynu, jest racjonalista, w bajki nie wierzy, ale... niedawno stracił rodzinę. Żonę i dziecko. Jest w stanie pewnego rozedrgania psychicznego. W dodatku, rzeczywiście - po jego pierwszej wizycie w posiadłości : w osadzie umiera dziecko. Przypadek ?

      wg mnie, niezłe kino grozy, z wieloma klasycznymi elementami straszącymi [otwierające się samoczynnie drzwi, jęki, postaci, ciemności, no i ponure domostwo w stylu wiktoriańskim], ale także z pewną fabułą, historią, której kolejne elementy układają się w logiczną całość. Oraz z nietypowym rozwiązaniem finałowym.

      No i z Danielem Radcliffem w roli głównej, który z powodzeniem odchodzi od image'u Harry'ego Pottera.

      reżyserowała Susan Hill i kobiecą rękę oraz wrażliwość widać w wymowie całej historii oraz jej fabularnym zarysie. Jej osią jest kobieta, macierzyństwo, uczucia matczyne. Oplecione w odpowiedni rodzaj grozy.

      MOżna spróbować, da się przeżyć :]


    • grek.grek "Niewierna" via TVP 05.09.16, 11:56
      nocny seans w TVP2.
      będzie powtórka - jeszcze bardziej nocna :] TVP chyba boi się o demoralizację młodzieży.

      zupełnie nie mam pojęcia dlaczego, bo to film chwalący wartości jak najbardziej konserwatywne.

      Nowy Jork. oto atrakcyjna 40-latka Connie [Diane Lane] spotyka sympatycznego pana w wieku młodszym [Olivier Martinez], który jest bukinistą. Ona potyka się na ulicy, ociera sobie kolano, on proponuje pomoc, ona przyjmuje, a potem zaczyna się romans. I to nie tak, że on za nią biega, ale ona wpada do jego wypełnionego ksiązkami, starodrukami i innymi starociami mieszkania. Za pierwszym razem nie zostaje, chociaż bardzo chce, ale za drugim już tak, pomimo wszystkich wątpliwości natury moralnej, i to jest owocny początek namiętnej znajomości.

      Connie się wahała, bo ma męża [Richard Gere] i syna, lat 6 czy 7. Mają dom na przedmieściach, okazały i z ogrodem, parkiem, a nawet dużą sadzawką. Mąz prowadzi dobrze prosperującą firmę i jest oddany jej i rodzinie. Connie nie musi pracowac, zajmuje się okazałym domem, ogrodem i sadzawką. Odwiedza męza w pracy, ma kasę i czas na kosmetyczkę i dbanie o siebie. Idealne życie, mogłoby się wydawać. Bo jednak czegoś tam brak. Ściślej : żarliwości uczuć :]

      To mieszczańska, poprawna, rutyniarska rodzina. Ustosunkowana, z kręgiem znajomych i uchodząca za wzór sukcesu. Tyle że za fasadą kryje się jednak zmęczenie materiału.

      Jakby mąz był mendą, to zdrada Connie byłaby miała alibi. A tak nie jest. Mąz jest w porządku. No i jeszcze ten syn... Stąd jej wątpliwości, które jednak odpycha od siebie i romans rozwija się w najlepsze. Wszędzie gdzie się da.

      A jak się tak romansuje, to w końcu ktoś może zauważyć... Zauważa kolega z firmy męza. Nie mówi mu wprost, ale sugeruje. Mąz zaczyna czuć niepokój. Sprawdza żonę - proponuje jakieś podwiezienie do miasta, jakieś spotkanie na lunch, ale ona zawsze ma inne plany. I pacykuje się jednocześnie przed lustrem. COś tu faktycznie nie gra.

      Wynajmuje detektywa, który przynosi mu zdjęcia zony i bukinisty, które nie pozostawiają miejsca na inną interpretację. Mąz czuje się załamany.

      W tym samym momencie romans przeżywa kryzys, bo okazuje się że kochanek bukinista ma kochankę. Connie robi im awanturę w bibliotece. A potem znów rzuca się w ramiona kochanka, którego przed chwilą biła.

      Mąz, stropiony i podłamany, odwiedza bukinistę. Mówi mu, że wszystko wie. Chodzi po jego mieszkaniu, nie wie co z tym fantem począć. Rozmawiają jak cywilizowani ludzie, nawet drinki piją. Mąz zachowuje się w miarę normalnie, traci nerwy dopiero kiedy stwierdza, że żona podarowała kochankowi rzecz, którą kiedyś dał jej w małżeńskim prezencie. I tym prezentem rozwala kochankowi głowę. To był moment utraty kontroli nad sobą. Tylko moment. Z rozpaczy.

      Najpierw mąz musi dojśc do siebie. Potem nagle włącza się automatyczna sekretarka. Dzwoni Connie, żeby powiadomić kochanka o tym, że chce zerwac, bo "krzywdzi rodzinę tym romansem". Mąz słucha, a potem pieczołowicie zaciera ślady zbrodni w mieszkaniu kochanka. Jego zwłoki pakuje w dywan i chce je wynieśc z mieszkania. Wsiada do windy towarowej, ale winda staje między piętrami. Panika na całego. Fartownie winda tak się zatrzymała, że jeszcze można się z niej wyczołgać z powrotem do mieszkania i dywan ze zwłokami też zabrać.

      Mąz idzie na całośc i dywan z trupem w środku w biały dzień pakuje do auta zaparkowanego przy chodniku. Ma szczęście, pada deszcz, ruch niewielki.

      Nocą wywozi zawiniętego w dywan kochanka na wysypisko śmieci. Zycie rodzinne powolutku się stabilizuje. Ale też nie do końca, bo ona ukrywa przed nim, że miała romans, a on ukrywa, że o tym wiedział oraz że kochanka zabił. Grają więc przed sobą komedię.

      Policja zaczyna się zajmowac całą sprawą, bo rodzina kochanka zgłasza zaginięcie. Ściślej ; jego żona :] Byli w separacji. Odwiedzają Connie, bo bukinista miał jej numer telefonu na biurku. Connie starannie ukrywa, że go znała, mówi że raz tylko kupowała od niego jakąś ksiązkę. Dlatego pewnie miał jej telefon. Mąz słucha jak ją przepytują, nie zdradza się że cokolwiek wiedział. Policja odjeżdza. Connie jest wstrząsnięta informacją o zagnięciu kochanka, a za niebawem będzie jeszcze bardziej zaszokowana, kiedy powiedzą jej, że znaleźli go martwego.

      Sensacyjnie, Connie znajduje w rzeczach męża kopertę ze zdjęciami swoimi i kochanka. Czyli, wie że mąz wiedział. A potem, w domu, znajduje ten prezent, który dała kochankowi. Skoro znów jest w domu, to znaczy że mąż musiał być u niego. Od tego momentu Connie podejrzewa, ze mąz go zabił.

      W końcu musi dojść do szczerej rozmowy. On jej wygarnia, że go zdradziła, a on tak się starał ! Ona jest zdumiona, że posunął się do morderstwa.

      Ale koniec końców triumfuje tutaj mieszczańska moralnośc : nierozerwalnośc wiezów małżeńskich okazuje się silniejsza od braku namiętności między partnerami, a w ostatniej scenie siedzą oboje w samochodzie niedaleko posterunku policji i zastanawiają się : co dalej ? Mąz sugeruje, że mógłby się zgłosić, a zona że mogliby uciec do Meksyku i zamieszkać na plaży. Nie dostajemy odpowiedzi, co postanowili, auto zostaje na swoim miejscu, ale jakoś wątpię, by ludzie którzy własne zdrady i zbrodnie sobie wybaczyli nawzajem, teraz mieli nagle rujnować swoje wypielęgnowane życie, by ponieśc karę za to, o czym zaczęli właśnie zapominać :}

      I dlaczego stojąca ns straży wartości TVP taki film puszcza w środku nocy ? ;]




      • siostra_bronte Re: "Niewierna" via TVP 05.09.16, 19:20
        Bo zanim triumfuje owa mieszczańska moralność para kochanków całkiem dobrze się bawi. Parę scen jest całkiem gorących :)

        Przy okazji, to remake filmu Chabrola "Niewierna żona" z 1969 r. (niestety, nie widziałam).
      • maniaczytania Re: "Niewierna" via TVP 05.09.16, 19:24
        Ha! Ja też obejrzałam, drugi albo trzeci raz.
        I zgłoszę pewne uwagi :)

        Nie bardzo wiem, gdzieś Ty znalazł ten brak namiętności małżeńskiej? Przecież były i całkiem namiętne sceny między małżonkami, pan mąż, można by rzec, nadal świata poza żoną nie widzi. Dlaczego więc pani wikła się w romans? Moim zdaniem, z nudów :) Serio, ona po prostu ma za dobrze, nie ma wielu obowiązków, ewidentnie się nudzi, a tu nagle powiew czegoś nieoczekiwanego, czegoś, co nie wiadomo gdzie zaprowadzi, czegoś, co zaskakuje.

        Jeszcze co do końca - moim zdaniem nie triumfuje mieszczańska moralność. Więzy okazują się silne, bo jednak łączy ich prawdziwe uczucie i poczucie wspólnoty. Ale oboje wiedzą, że niestety pośrednio przez żonę, mąż dopuścił się ciężkiego przestępstwa i ja myślę, że on pod ten posterunek policji podjechał nie bez powodu ...

        Fajna scena w barze-bistro, gdy bohaterka idzie tam ze spotkanymi znajomymi, przypadkiem, bo szła do kochanka, ale musi udawać przed nimi, że przyszła oglądać jakieś żaluzje czy tp. Dzwoni do niego z baru, a on tam przychodzi, po czym odbywają namiętny seks w toalecie. Ona wraca do koleżanek, a one pokazują sobie jego przy barze - jedna z nich mówi, że z takim chętnie by wdała się w romans, na co druga mówi coś bardzo znamiennego i ważnego (myślę też, że bardzo życiowego i ku przestrodze ;) ) - że romans nigdy się dobrze nie kończy, bo albo ktoś się dowie, albo ktoś się zakocha ...

        I moim zdaniem, mąż zorientował się dużo wcześniej niż mu powiedział ten znajomy, znajomy tylko jakby potwierdził to, co podejrzewał sam.

        A, i ten film nie był pierwszy raz w TVP, już kiedyś był np. w Kocham Kino :)

        Tak czy owak - naprawdę świetne kino - studium zdrady. Tego, jak niewinnie się zaczyna, a jak dramatycznie się często kończy psując wszystko wokół. Warto zobaczyć!
        • grek.grek Re: "Niewierna" via TVP 06.09.16, 11:34
          Maniu, to małżeństwo opiera się na wspólnocie ekonomicznej, podziale ról, wspólnocie rodzicielskiej i sentymencie :] Tam nie ma już prawdziwej namiętności, no matter what : z powodu działania czasu, czy z powodów innych. Porównaj te małżeńskie sceny ze scenami Connie z kochankiem ;]

          zresztą, im bardziej Connie rozpędza się z romansem, tym mniej jest skłonna w ogóle myśleć o małżeńskiej erotyce. Siedzi w wannie, mąż do niej dołącza, a ona od razu wysiada i mówi, że jej zimno :] I mąz już chyba nie ma złudzeń. Jak to można porównać do akcji na korytarzach, w toaletach czy w wystrojonym na bohemę mieszkaniu dopiero do poznanego kochanka ? wg mnie, nijak.

          finałowa scena przypomina mi koniec "NOża w wodzie" - tyle, że tam auto stoi na rozwidleniu dróg, z czego jedna zawiera oznaczenie "policja".

          no właśnie - więzy czy moralnośc ? :] wg mnie, to są zamienniki tego samego. O to samo chodzi. Connie sama siebie przywołuje do porządku, aczkolwiek - jak byś zakwalifikowała fakt, że decyduje się ona skończyć ten romans po tym, jak sama doświadcza bycia zdradzoną przez kochanka ? MOże zrozumiała, jak musiałby się czuć jej mąz, gdyby wiedział ?

          o, zdecydowanie się zgadzam. Mąz zauwazył jej uniki, jakieś słabo skrywane zaaferowanie. Richard Gere grał to tak dobrze, że aż pomyślałem, że mógł to znać z autopsji ;]]


    • grek.grek Wenecja 2016 dzień 5 05.09.16, 12:06
      stosowne artykuły :] :

      www.tvn24.pl/kultura-styl,8/festiwal-w-wenecji-juz-na-polmetku,673623.html
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2016%3A+A+jak+poszedł+Doss+na+wojnę-119274
      film.onet.pl/festiwal-filmowy-w-wenecji-2016-dzien-piaty-chwala-bohaterom-relacja/n8392x
    • grek.grek 20:00 TV Puls "Rambo. Pierwsza krew" 05.09.16, 12:23
      sequele były czystą akcję, ale oryginał, na podstawie ksiązki Davida Morella, ma zupełnie inną wymowę.

      John Rambo jest normalnym weterenem z Wietnamu, który wraca do Ameryki. Odwiedza kolegę i dowiaduje się od matki, że jegomość zmarł. Pokłosie Wietnamu - rak.

      błąkając się po okolicy wpada w oko szeryfowi pobliskiego miasteczka. Szeryf jest misiowatym chamem o instynkcie terytorialnym. Każe weteranowi pójśc sobie precz, a nawet podwozi go w kierunku wylotówki. Wścieka się dopiero wtedy, kiedy ten decyduje się wrócić. Aresztuje go i zabiera na komisariat. Jego ludzie muszą go zaewidencjonować jako przestępcę, a dodatkowo pobrać odciski palców i - czego już nie muszą - umyć, ogolić i generalnie doprowadzić do porządku, chociaż na oko w ogole mu tego nie trzeba. Mają więc prowincjonalne krawężniki trochę okazji by upokorzyć człowieka, pośmiać się, zachowywać się rubasznie.

      wspomnienia z koszmaru wietnamskiego atakują Johna Rambo w najmniej odpowiednim momencie i zaczyna się zadyma.

      Szeryf i jego towarzystwo nie mają pojęcia z kim zadarli. Rambo to komandos najwyższego formatu. Ucieka do lasu, oni za nim, a on im robi kuku. Ściągają więc z okolicy setki gwardzistów z bronią, żeby złapać niebezpiecznego zbiega. Jest zimno, jesteśmy w górach, jest szaro i ponuro - jest dobry film.

      I gorzki, bo cała akcja jaka wypełnia film [ale bardzo dobrze zaplanowana, nie ma tutaj akcji pt zabili go i uciekł, są raczej akcje partyzanckie, podchody, a nade wszystko sceny, w których samotny Rambo stara się po prostu przeżyć w tym lesie i uciec gdzieś poza zacieśniający się pierścien okrążających go policjantów i gwardzistów], jest tylko preludium do bardzo mocnej sceny finałowej, w której weteran wygłasza naprawdę chwytający za serce monolog o swojej bezradności, rozczarowaniu światem i tęsknocie za przyjaciółmi z Wietnamu, z których nikt nie został już przy życiu. Dla tej sceny warto obejrzeć ten film.

      i dla muzyki Jerry'ego Goldsmitha, która w innych warunkach - trochę bardziej komercyjny charakter "Pierwszej krwi" - zasługiwałaby na co najmniej nominację do Oscara, wg mnie.

      Sylvester Stallone jest naprawdę dobry, a ten monolog mówi tak jakby rozumiał swojego bohatera.

      POśrodku są też ciekawe rozmowy puiłkownika Trautmanna, byłego dowódcy Johna Rambo, który zostaje ściągniety na miejsce, aby pomóc szukać "swojego chłopca", z szeryfem, który cały czas nie może zrozumieć jaki popełnił błąd, czym sprowokował taką reakcję, i stale powołuje się na swój profesjonalizm, na to że płaci mu się za to, zeby utrzymywał porządek w miasteczku. Robił tylko swoje, wykonywał pracę, a tutaj taka afera... Brian Dennehy pasuje idealnie do tej roli - duży, niedźwiedziowaty, umiejętnie gra macho z odznaką, ale potrafi też oddać skrywaną słabość i strach.

      wg mnie - naprawdę warto. Nie sugerując się zupełnie wierunkiem bohatera tytułowego, jaki przypięły mu póxniejsze filmy :]

      "Pierwsza krew" nie jest o bohaterze z komiksów, ale o rozbitku życiowym, ktory nie wie, co dalej ze sobą począć, o stosunku Ameryki do jej weteranów z wojny, której nigdy nie zrozumieli, i której nigdy politykom i zołnierzom nie wybaczyli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka