Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 10 (vol. 72)

01.10.16, 13:46
Dzień dobry :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek październikowa ofensywa :] 01.10.16, 14:24
      cześć, Maniu ! :]

      jak forma ?

      Siostra na urlopie, wyczekujemy niecierpliwie jej pojawienia się ! :]

      I czeka nas dziś dobre kino, o czym niebawem ze swojej strony spróbuję coś napisać. I liczę na to, że wspólnie jakąs ramówkę ustalimy, jak zawsze.

      PS : w najbliższy piątek w KUlturze "Holy motors" - prawie nie mogę się doczekać, hehe. Ciekawa premiera. A we wtorek w CtArt "Pozycja dziecka", jeden z ostatnich znakomitych [ponoć] filmów rumuńskich. Nadchodzi tydzień świetnych premier !
    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Dotyk grzechu" [2013] 01.10.16, 14:30
      świetna rozmaitośc, nieprawdaz ?

      filmy izralskie, brytyjskie, a dziś - kino chińskie, i to wcale nie wuxia ;] Za to zasilane kapitałem francuskim i japońskim.

      wedle opisu - "Dotyk grzechu" skupia się na czterech historiach opisujących trzy zabójstwa i jedno samobójstwo, które odbiły się szerokiem echem w mediach chińskich. Wszystkie cztery historie opisują rzeczywistość współczesnych Chin, postępujące rozwarstwienie społeczne i - mimo pozorów potęgi gospodarczej - biedę i wyzysk drążące społeczeństwo.

      Złota Palma a Cannes za scenariusz.

      No i jak sądzicie ?
      wg mnie - doskonała premiera.
      • grek.grek "Dotyk grzechu" - parę słów 02.10.16, 12:52
        Bez dwóch zdań, świetny film !

        Cztery opowieści, które łączą się ze sobą płynnie, a ich wspólnym tematem są współczesne Chiny, nieprzyjazne, pełne niesprawiedliwości, wyzysku, miejsce przeklęte dla człowieka który zachował w sobie choć odrobinę przyzwoitości i desperacji.

        W pierwszej noweli mamy prowincjonalne robotnicze miasto. Jedynym pracodawcą jest kopalnia, na czele którj stoi Przewodniczący, prawa ręka prawdziwego bossa, który pojawi się później.

        Stosunki ekonomiczne przypominają te z "Ziemi obiecanej", albo z "Dnia kobiet". Robotnicy są traktowani jak tania siła robocza, ćwiczeni w ukłonach dla szefostwa, a zysk dzielony jest rażąco niesprawiedliwie. Prości ludzie cierpią biedę, a Przewodniczący rozbija sie wypasioną bryką i buduje nową chawirę. I wszystkim to pasuje.

        Z wyjątkiem Dahaia, który dzien po dniu ogląda rzeczy wstrząsające jego wrażliwością - na drodze dojazdowej do miasta trzech opryszkow napada motocyklistę. Mają w rękach siekiery. Ale on ma pistolet i kładzie wszystkich trupem. W innym miejscu jakiś idiota rolnik okłada batem swojego konia, aż ten pada. Scena jak ze snu Raskolnikowa.

        Dahai jest chory na cukrzycę, widać jak robi sobie zastrzyk w brzuch. Próbuje uświadomić swoich kolegów o tym, że są wyzyskiwani, że szefostwo traktuje ich jak bydło, że uprawiają przekręty, ale nikt go nie chce słuchać. Próba nakłonienia do współpracy ksiegowego też pali na panewce.

        Przyjeżdza na wizytację boss. Młody uśmiechnięty gośc w przyciemnianych okularach. Z żoną. Pracownicy ustawieni w kolumnę witają go z przylepionymi do twarzy uśmiechami, dzieci wręczają kwiaty, normalnie jakby I Sekretarz przyjechał na wizytację.

        Dahai stoi w tłumie i kiedy boss przechodzi, pokazowo ściskając dłonie prostym górnikom, rzuca się do niego i łapie go za klapy kurtki, prosząc o pomoc w sfinansowaniu wyjazdu do Pekinu. Boss z uśmiechem poklepuje go po plecach, ale mina mu rzednie, kiedy Dahai wykrzykuje mu w twarz, że chce jechać do Pekinu, żeby naskarżyć na niego i porządki w jego kopalni.

        Po uroczystości Dahai zostaje cięzko pobity łopatą. Jego oprawca, ofk nasłany przez Przewodniczącego i bossa, śmieje się, że "gra NIM w golfa". No tak, bije leżącego...

        Dahai ląduje w szpitalu, gdzie odwiedza go tzrech smutnych panów i wręcza łapówkę za milczenie. Po wyjściu odwiedza matkę, która sugeruje, że powinien zbastować i ożenić się. Starsza pani wyraźnie nie ma pojęcia o rzeczywistości.

        Dahai wybiera się na spacer. Spotyka znajomków z kopalni, którzy śmiejąc się wołają na niego "Pan Golf". Taką mu nadali ksywę. Nikt się nie przejął, że pobito go za wystąpienie w obronie wyzyskiwanych. Przeciwnie, rozbawiło ich to w jaki sposób został sprany. Zniewolone umysły, ot co.

        Na scenie zaimprowizowanego teatru na środku ulicy występuje aktor, który śpiewa coś o zemście. Dahai odchodząc przysłuchuje się tej pieśni i już wie, co powinien zrobić.

        W domu wyciąga z szafy starą dwururkę. Zabiera amunicję. Kolejno odwiedza ludzi, którzy zasłużyli sobie na kulkę : najpierw takich, co się śmiali z "Pana Golfa', później księgowy, który nawet z lufą przed oczami nie chce współpracować w ujawnieniu finansowych przekrętów szefostwa kopalni. Dahai zabija go bez litości, a przy okazji jego żonę. Następny jest Przewodniczący.

        A na końcu sam boss, na którego Dahai zaczaja się na tylnym siedzeniu jego super-auta. Strzela z najbliższej odległości. Siedzi w aucie ochlapanym krwią i lekki uśmiech pojawia się w kąciku jego ust.

        Bohaterem drugiej opowieści jest ten mężczyzna, który w pierwszej noweli został zaatakowany przez wyrostkow z siekierami i wszystkiich zabił strzałami z pistoletu

        Jest emigrantem i właśnie wraca do swojego rodzinnego miasta. Akurat na 70 urodziny matki. Ma żonę i syna, ale nic na niego tutaj nie czeka, żadna praca, żadne perspektywy. Wieczorem odwiedza miejscową spelunkę, w której kilku typków rozkręca bójkę, a pretekstem do niej jest kłótnia o to, czyja kobieta sprzedaje się za pieniądze w sąsiednim, większym mieście. Mężczyzni nie pracują. Nie mają gdzie. Kobiety biorą to na siebie, wyjeżdzają własnie do tego większego miasta, niby do pracy w charakterze fryzjerek, sprzątaczek albo pielęgniarek, ale tajemnicą poliszynela jest, że zatrudniają się jako prostytutki. To też znak czasu i komentarz społeczny.

        Zhou pobłażliwym wzrokiem przyglada się tym zapasom w kisielu. Jest jakieś święto, chyba Nowy Rok, w niebo strzelają race, a Zhou mowi do syna "Chcesz zobaczyć fajerwerki ?". Mały na to, ze owszem, a wtedy Zhou wyciąga pistolet i strzela w powietrze.

        Nie umie i nie pociąga go nic, poza strzelaniem. Tylko to umie, jak sam mówi.

        Pewnego dnia opuszcza dom i jedzie do miasta. Wchodzi do sklepu, pod pozorem skorzystania z toalety zapuszcza się w głąb marketu, kradnie kurtką i okulary i porządnie zamaskowany, z kołnierzem bluzy podciągnietym pod nos i czapką z daszkiem nasuniętą na oczy... normalnie centralnie napada na ulicy na parę ludzi w średnim wieku. Zabija ich strzałmi w pistolety, zabiera martwej kobiecie torebkę, a potem strzela w powietrze, żeby rozgonić uliczny tłum.

        Po zamachu spokojnie, ale szybko, wraca do marketu, ściąga to co ukradł i na siebie założył, wychodzi jakby nic frontowymi drzwiami.

        Wsiada do autobusu i opuszcza miasto. Kierowcy każe zatrzymać się w szczerym polu. Wysiada. I tyle go widzieli

        cdn

      • grek.grek "Dotyk grzechu" - jeszcze kilka słów :] 02.10.16, 13:22
        PS : w pjierwsszej noweli Dahai zabija też tego chłopa z batem, który okładał konia. Koń włącza się samodzielnie do ruchu ulicznego, ciągnąc wóz.

        Autobus, z którego wysiiadł Zhou, dojeżdza do jakeigoś miasta. Kamera wybiera jednego z wysiadających pasażerów. Nie on jednak jest bohaterem trzeciej noweli.

        Tym razem chodzi o kobietę. Jest nią Xiao Yu. Młoda recepcjonistka hotelowa. Ten mężczyzna, to jej kochanek. Ona ma nadzieję, ze przyjechał z wiadomością o rozwodzie, ale tak nie jest. Widac, ze gośc nie potrafi się zdecydować, więc to ona stawia mu ultimatum : daję ci pół roku, albo rozwodzisz się i jesteśmy razem, albo koniec z nami.

        Kochanek wsiada do pociągu, który jedzie gdzieś dalej, a Xiao zostaje na miejscu. Na jakże nowoczesnym dworcu kolejowym ma miejsce pewien zgrzyt : w walizce kochanka Xiao wykrywacz metalu identyfikuje nóz. Męzczyzna tłumaczy, ze to do obierania jabłek, ale i tak nie służba ochrony nie pozwala mu go ze sobą zabrać. Nóz ostatecznie zabiera ze sobą Xiao.

        Wraca do pracy. Cokolwiek jałowej i chyba mało satysfakcjonującej.

        Pewnego dnia zostaje napadnięta. Agresorką jest żona kochanka. Bije w twarz Xiao i wrzeszczy, że zabije ją, jesli się nie odczepi od jej męża. Xiao ucieka. Błąka się po ulicy, zagląda najpierw do jakiejś obwoźnej budy wróżbitów, gdzie obiecują miłosne czary-mary z użyciem "magicznych węży", a potem zasypia w jakiejś dziwnej sali, razem z parunasatoma innymi ludźmi, możliwe że jest to chińska przychodnia medyczna :]

        Potem Xiao wyjeżdza za miasto. Odwiedza matkę, która mieszka w tym mieście, w którym Dahai zrobił masakrę strzelbą dziadka. I Xiao też słyszy aktora z teatru ulicznego.

        Trudno powiedzieć, gdzie Xiao się wybiera, ale podczas jazdy autostopem, jest świadkiem jak cięzarówka zostaje zatrzymana przez paru samozwańczych obrońców stanu nawierzchni miejskiej. Próbują wymusić na kierowcy okup za to, ze "twoja ciężarówka niszczy stan naszych dróg". Kierowca odmawia, chcą po pobić, ucieka, dopadają go i obijają.
        Wraca do pracy.

        Pewnego dnia pojawiają się dwaj goście. Mężczyzni po 50-tce. Przypadkiem zastają Xiao w saunie. Próbują na niej wymusić seks. Xiao broni się, a jeden z nich, starszy [na oko] wyciąga z kieszeni plik banknotów i wrzeszcząc tłucze ją nim po głowie. "Gardzisz moimi pieniędzmi, dziwko ?", drze się na nią, z jakimś przerażającym zacietrzwieniem.

        Xiao znosi to przez długi moment, ale nagle... zrywa się i tnie tym nożem, który zabrała ze sobą na dworcu kolejowym. Rani napastnika, a potem zabija go. Jego towarzysz, który na moment wyszedł, wraca i widząc krew dookoła - zwiewa jak na skrzydłach. Cała we krwi Xiao wychodzi z pokoju i idzie wolno korytarzem. Jakiś młody boy hotelowy przemyka chyłkiem obok niej i w długą.

        Dziewczyna wychodzi na ulicę, jest noc, a ona idzie z tym nożem i we krwi. Mija jakiegoś ulicznego muzyka w fikuśnej czapce, który długo za nią patrzy. A potem zawiadmia policję o tym, co zrobiła.

        BOhaterem czwartej noweli jest Xiao Hui, młody chłopak zatrudniony w fabryce. Podczas zmiany zagaduje się ze swoim kolegą i kolega rani się w dłoń. Dostaje 2 tygodnie zwolnienia, a zapłata za ten czas ma zostać odciągnięta z należności Xiao Hui.

        Xiao nie chcąc pracować w takim układzie ucieka i wyjeżdza z miasta. W innym mieście znajduje pracę w hotelu. Tresują tutaj pracownikow, jak w tej kopalni. Uczą przymilnych uśmiechów, przywitania gości słowami 'witami znakomitych gości !' w róznych językach świata, oraz generalnie mają być podnóżkami dla bossów, którzy tutaj zjeżdzają.

        Hotel jest luksusowy i oczywiście ma sekcję dziewczęcą. Ponad 20 młodych ładnych kobiet, zabawiających podstarzałych gości, pardon - znakomitych gości, a to w przykrótkich mundurkach żołnierskich, ALE z wysokimi butami nad kolano, a to znów w bikini ALE z rytualnymi czapkami, niczym w epoki Konfucjusza. Słowem - w takich trochę obrazoburczych zestawieniach, łączących współczesne wyzwolenie erotyczne z tradycjami starochińskimi, a nawet nawiązaniami do epoki rewolucji kulturalnej.

        Po godzinach dziewczyny są wynajmowane na godziny i zabawiają gości, a to w przebraniach uczennic, a to pielęgniarek.

        Xiao poznaje jedną z nich i chyba się zakochuje. Nic jednak nie jest tak, jakby tego chciał : dziewczyna nie jest zniesmaczona swoją pracą, robi to dla dziecka. Nie ma zamiaru z nim wyjechać i zacząć gdzieś od nowa. Tutaj jej dobrze, zarobki są świetne.

        Wychodzą razem, a ona wygląda jakże inaczej niż w pracy : normalna sukienka, sweter, buty bez obcasów, zwykla chińska dziewczyna. Jest inna, ale nie na tyle, żeby chcieć zmienić swoje życie. Ma inne motywacje niż Xiao.

        Xiao widzi przez okno, jak dziewczyna spełnia zachcianki okołoerotyczne jakeigoś starego piernika i już wie, że nigdy nie będą razem. Wyjeżdza. Wraca do domu.

        I wtedy dopada go ten kolega z pracy, który się zranił z powodu pogaduszek z Xiao. Nie jest sam, korzystając więc z liczebnej przewagi obala xiao na ziemię i obija go, za to że Xiao uciekł i nie zapracował na jego pensję z powodu zwolnienia. Xiao był przecież winien. Zachował się niemoralnie i nieodpowiedzialnie. Bez honoru. Przynajmniej zdaniem tego kolegi, który stracił.

        Xiao zbiera się z ziemi, wraca do domu, siada na łózku, a potem nagle wstaje, szybkim krokiem idzie na balkon i skacze z 10 piętra śmiertelnie się rozbijając.

      • grek.grek "Dotyk grzechu" - jeszcze słowo 02.10.16, 13:37
        Tak też film się kończy.

        Dialogi są bardzo oszczędne, scenografie i lokalizacje niespektakularne, pokazujące okoliczności miejskiej przyrody skromne, robotnicze, jakieś blokowiska, jakieś fabryki, jakieś budynki wokół kopalni na prowincji, mieszkania ciasne i urządzone bez świadomości dizajnu. Nawet jak kamera wędruje do luksusowych hoteli, to i tak nie skupia się na demonstrowaniu ich przepychu, a raczej podąża w ślad za bohaterami, a oni po wypasionych pokojach raczej nie chadzają, więcej czasu spędzają w hallu albo przebieralni.

        zdecydowanie reżyser stawia na obrazy i czyny. Wszyscy bohaterowie są skopani przez rzeczywistośc, przez stosunki pracy czy realcje międzyludzkie, które są po prostu patologiczne. W końcu nie wytrzymują. Nawet ten zimny killer z drugiej noweli na swój sposób reaguje na wykorzenienie jakie go dotyka, na brak perspekktyw i nędzę rysującą się na horyzoncie.

        Nie żebym się znał na rzeczy, ale wg mnie pan rezyser wykonał kawał doskonałej roboty, z pewnością sporo się najeździł po okolicy, a dodatkowo widać i czuć wzorową współpracę z operatorem kamery i scenarzystą. Film jest zaplanowany i zrealizowany perfekcyjnie.

        sceny przemocowe, strzelaniny z 1 i 2 noweli, niczym z najlepszych wzorców, jak z Tarantino albo Coenów, a kiedy Xiao w 3 noweli atakuje nożem to jakby złapała ducha wojowniczek wuxia. Nie one jednak są najważniejsze, tutaj rezyser Jia Zhang-ke nawiązuje do najlepszej tradycji kina chińskiego : sceny walki, zabijania czy samobójstwa, ich choreografia i mowa ciała bohaterów, mają oddawać ich stan ducha, naturę, osobowość. Nie są celem samym w sobie.

        Tutaj dodatkowo są formą buntu i sprzeciwu wobec moralnego chaosu, jaki panoszy się w społeczeństwie. I nad którym już nikt nie panuje, odeszły w dal dawne wytyczne, panuje prawo silniejszego. Prawo pięści. Jesli bogacze mają pięści wyrażane ich zamożnością i przewagę ekonomiczną, biednym pozostała dosłowna i naturalistyczna przemoc. Zemsta, ostatni bastion wyzyskiwanych i pogardzanych. Albo akt honorowego samobójstwa, w odpowiedzi na bezsilnośc wobec zasad, których nie sposob zrozumieć i zaakceptować.

        świetne kino !

        trailer
        www.youtube.com/watch?v=ZX1jw3xVlsY


      • grek.grek "Dotyk grzechu" - to znów ja :] 02.10.16, 13:43
        PS : wracam jak niezapłacony weksel, prawda ? ;]

        chciałem tylko dopisać do 3 noweli : z telewizji Xiao dowiaduje się, że pociąg, którym odjechał jej kochanek, uległ katastrofalnemu wypadkowi. Zginęli wszyscy pasażerowie w pierwszych czterech wagonach. Cała scena sugeruje, że kochanek nie żyje. Może także ten moment uruchamia coś w jej mentalności i psychice, co powoduje późniejszą reakcję na molestowanie seksualne, jakiego doznaje od gości hotelowych.
    • maniaczytania Teatr TV 01.10.16, 14:55
      proszę bardzo:

      3.10. - 21:15 TVP 1 "Moralność pani Dulskiej" reż Marcin Wrona

      4.10. - 20:20 TVP Kultura - Premiera! - "Gdzie ty idziesz dziewczynko" scenariusz i reż. Agnieszka Glińska - spektakl zrealizowany w Muzeum Powstania Warszawskiego

      10.10. - 21:25 TVP1 "Namiętna kobieta" reż. Maciej Englert

      11.10. - 21:20 TVP Kultura - "Sprawa Dantona" reż. Jan Klata

      24.10. - 21:25 TVP 1 - Premiera! - "Totus Tuus" reż. Paweł Woldan

      25.10. - 20:20 TVP Kultura - "Pajace" - opera w ramach Salzburskiego Festiwalu Wielkanocnego z 2015r.

      31.10 - 21:25 TVP 1 - "Hamlet" reż. Gregory Doran
      • grek.grek Re: Teatr TV 01.10.16, 17:04
        dzięki, Maniu :]

        świetny zestaw !

        "Pajace" obejrzę na pewno, a przynajmniej mam taką nadzieję, ostatecznie gotów będę zrezygnować z konkurencyjnych pozycji w ramówce.

        co do pozostałych : mam nadzieję, bez gotowości do tego drugiego ;]
        • barbasia1 "Tristan i Izolda"Trelińskiego otwiera sezon w MET 02.10.16, 19:09
          Na ten dzień czekaliśmy od roku. Po Baden-Baden i Warszawie dziś Nowy Jork pokazuje „Tristana i Izoldę” Richarda Wagnera w inscenizacji Mariusza Trelińskiego. Jej amerykańska premiera otwiera nowy sezon artystyczny „Tristanem i Izoldą” w Metropolitan Opera. Żaden polski reżyser nie dostąpił przed Trelińskim tego zaszczytu, przynajmniej od stu lat.

          [...]
          „The New York Times” odnotował z radością, że dzięki wystawieniu „Tristana i Izoldy” Nowy Jork usłyszy wreszcie Szwedkę Ninę Stemme, czołowy dziś sopran dramatyczny na świecie, która z niezrozumiałą dla Amerykanów konsekwencją omijała do tej pory Metropolitan Opera. Spektaklem zadyryguje Simon Rattle – sądząc po tym, jak poprowadził jego prapremierę w Baden-Baden w marcu tego roku, nowojorską publiczność czeka muzyczna uczta. Dla Polaków powodem do dumy może być to, że wokół Mariusza Trelińskiego zgromadziły się największe nazwiska muzyczne naszych czasów.

          wyborcza.pl/7,75410,20748836,tristan-i-izolda-trelinskiego-otwiera-sezon-w-metropolitan.html
          Brawo!

        • barbasia1 Re: Teatr TV 02.10.16, 19:10
          > "Pajace" obejrzę na pewno, a przynajmniej mam taką nadzieję, ostatecznie gotów
          > będę zrezygnować z konkurencyjnych pozycji w ramówce.

          Ja też!
    • grek.grek 21:25 TVP1, "Miasto 44" 01.10.16, 17:09
      no i... proszę.
      no i... co powiecie ?

      my tu sobie gadu gadu, a TVP chyłkiem serwuje hiciora w prime timie, hehe.

      w kinach było to wydarzenie, recenzje rózne, ale mimo wszystko warto by było chyba zobaczyć, jak sądzicie ?

      aczkolwiek, intryguje mnie zapowiedź tego chińskiego filmu, z canneńską Złotą Palmą, na TVP Kultura.

      co wybieramy ? co wybieracie ? :]
    • grek.grek 21:55 Ct Art "Magia w blasku księżyca" 02.10.16, 16:53
      no to bęc :]

      z zaskoczeniem zauważyłem "Magię..." wczoraj, a dzisiaj spróbuję obejrzeć :] Fani Mistrza zapewne już widzieli [spoglądam znacząco na Barbasię i Siostrę :)]...

      opis brzmi intrygująco, jak zawsze : brytyjski iluzjonista podający się za chińskiego sztukmistrza [dobre !] zostaje wynajęty do skompromitowania pewnej młodej damy, która na angielskiej prowincji robi niemałe zamieszanie, twierdząc że jest medium i kontaktuje się ze zmarłym mężem pewnej zamożnej starszej jejmości, która uwielbia ją i je jej z ręki. Podobnie jak jej syn, zakochany w młodej pannie. Ofk, jest to tylko preludium do zajmującej opowieści o tym, jak jeden cwaniak próbuje przejrzeć cwaniaczkę i wpada w sidła zakochania :]

      Colin Firth, Emma Stone, Marcia Gay Harden, Jackie Weaver - świetna, jak to u Allena, obsada.

      mam więc nadzieję na... dobry film, po prostu :]

      podpowiecie mi, czego powinienem się spodziewać czy pozostawicie mnie w niepewności ?

      • barbasia1 Re: 21:55 Ct Art "Magia w blasku księżyca" 02.10.16, 23:44
        Film oczywiście nie dorównuje poziomem do najlepszych klasyków Allena, nie skrzy się dowcipnymi frazami, dialogami, nie zaskakuje oryginalnością / by usatysfakcjonować, Bronte ;)/, niemniej, o ile nie jesteś, nie stałeś się ortodoksyjnym wyznawcą starych filmów Allena ;), myślę, będziesz zadowolony z seansu. Intryga jest sprawnie poprowadzona, przyjemnie się patrzy na uroczą Emmę Stone i Colina Firtha. A anturaż południa Francji lat 20. dodaje filmowi uroku.

        W pamięci najmocniej utkwiła mi pojawiająca się pod koniec filmu urocza scena z kapitalnie i pomysłowo wykorzystanym po raz drugi motywem dawania znaku istoty z zaświatów poprzez pukanie! :)

        Przyjemnego seansu! Już chyba się skończył?


        PS Właśnie sobie uświadomiłam, że sporo szczegółów filmu już zapomniałam.
        • grek.grek "Magia w blasku księżyca" - po seansie 03.10.16, 13:28
          dzięki, Barbasiu, seans istotnie był urzekający :]

          Zgadzam się w pełni z Siostrą : to nie jest TEN Allen z wczesnego okresu i z filmów nowojorskich.

          Zgadzam się z pełni z Tobą, Barbasiu : te nowe filmy są naprawdę przeurocze i można je oglądać nonstop.

          Fabuła istotnie jest prosta : mistrz iluzjonista Stanley zostaje poproszony przez przyjaciela Howarda, też magika, by zdemaskował Sophie, młodą damę która podaje się za medium, i to tak skutecznie że przekonała do siebie pewną bogatą starszą panią i zupełnie zawróciła w głowie jej synowi, dziedzicowi fortuny.

          Stanley jedzie więc do Francji, gdzie w przepysznych okolicznościach przyrody, zabiera się do dzieła. Efekt jest taki, że ten arogant, sceptyk, pseymista i nihilista wręcz - doznaje nawrócenia i pierwszy raz zaczyna widzieć w życiu sens i radość.

          Wzlatuje nad poziomy, by za moment spaśc, kiedy okazuje się, że Sophie jednak jest oszustką, którą wynajął Howard, żeby zrobić Stanleyowi kawał i "oszukać człowieka, którego nie da się oszukać".

          Stanley triumfuje i nie bez ulgi wraca do swojego pesymizmu, ale przy okazji nie jest w stanie już umknąć przed uczuciem jakie żywi do Sophie, czemu wyraz daje w dwóch rozmowach - ze swoją brawurową ciotką i samą Sophie, którą wreszcie prosi o rekę, mimo że ona ma zaraz przyjąć oświadczyny dziedzica.

          Czy jednak w takim filmie miłośc może przegrać ? Zwłaszcza że Sophie zakochała się w nim pierwsza ? ;]

          Cóż, Colin Firth jest doskonały. Z tym angielskim akcentem :] Woody Allen w ogole nie każe mu grać kogoś innego niż postać, która idealnie pasuje do Firtha - sztywnego nieco, przemądrzałego snoba, którego napełnia swoimi allenowskimi obsesjami bezsensu wszystkiego, nędzy życia i dramatu istnienia. Oczywiście, po korek jest to wypełnione komizmem, a Firth łapie tę zabawową konwencję w lot.

          Emma Stone za to nokautuje wdziękiem i ja też dałem się nabrać na jej zdolności :]

          Te dwie ostatnie rozmowy są po prostu mistrzowskie. Najpierw, już po zdemaskowaniu Sophie i Howarda, zatroskany Stanley odwiedza ciotkę [dopiero co po wypadku samochodowym] i przez 10 minut robi co w jego mocy, by ją zapewnić, że... nie kocha ! Sophie, wymieniając okoo 45 powodów dla których nigdy nie byłby w stanie się w niej zakochać, czyli... kocha ją szaleńczo. A ciotka siedzi, ustawia pasjansa i potwierdza wszystkie jego wątpliwości, doskonale wiedząc, że on i Sophie są dla siebie stworzeni.

          Wreszcie, kiedy zmęczony Stanley, w końcu dociera do wniosku, który my znamy od początku :} ciotka rzuca "Ech, panie Logiczny, cóż ta twoja cała logika jest warta wobec uśmiechu Sophie ?". I dorzuca "Życie może i nie ma sensu, ale... niepozbawione jest prawdziwej magii".

          No właśnie, magia nie istnieje w takiej formie jakiej oszustwo triumfalnie demaskuje Stanley, istnieje jednak jako niewiadomego pochodzenia miłośc, która Stanley czuje i sam nie wie skąd, dlaczego, po co. Magia ? No jak nie, jak tak :]

          Sophie budzi w nim radość życia, nawet jesli jest oszustką. Nie zaprzecza, a nawet dodaje "Złudzenie, oszustwo, iluzja... to czyni życie radosnym, więc jest wartością nadrzędną. Oszustwo to sposób na życie". Sceptyk i logik do sześcianiu Stanley krok po kroku sobie to uświadmia, co przychodzi mu z trudem, bo jako magik sceny już dawno przejrzał każdą sztuczkę od podszewki i wie, ze to co widz ogląda z fotela jest zwykłym sprytem i zręcznością artysty. Jego problem polega na tym, że życie to nie scena :] Oszustwo jest jego sposobem na życie, jak chodzi o zarabianie pieniędzy. I cementuje jego racjonalizm. Sophie odwraca strzałlki : zejdź ze sceny, usiadź na widowni i ciesz się tym, co widzisz, nie dociekaj, pozwól sobie na wiarę w istnienie magii.

          I oto Stanley wykonuje coś w rodzaju kontroświadczyn. Sophie huśta się na huśtawce, z ksiązką, a on się reklamuje... "Oszukałaś mnie, jesteś nędzna, banalna, no i mnie oszukałaś !.. ale jestem wspaniały tak bardzo, że dam cię szansę... I mimo że mnie oszukałaś ! gotów jestem rozważyć możliwosć wzięcia cie za żonę. Tak, wiem, nie dowierzasz swemu szczęsciu. Proponuję ci życie u boku błyskotliwego geniusza !... MImo że mnie oszukałaś !". Gośc jest niepodrabialny :]] Uprawia zresztą swój takt słonia w składzie porcelany przez cały film - na prawo i lewo rzuca bon motami ujawniającymi zyciową marność nad marnościami, neguje co popadnie, nawwet jak mowi komplement, to w taki sposob, że musi go podlać porządną dawką impertynencji. I zdaje się, że robi to zupełnie bezwiednie :] ten typ tak ma.

          Firth jest bezbłędny w interpretacji tych allenowskich wycieczek. Z jednej strony, dumny i wyniosły, z drugiej absolutnie wypłukany z dyskrecji, taktu i elegancji. Zestawiony z uroczą Sophie/Emmą wygląda absolutnie koślawo :] No i na tym magia allenowska polega, że jest w stanie uwiarygodnić, że ci dwoje mogliby się w sobie zakochać.

          Scenografia może i ladnzaftem pachnie, ale - niech to... jest przepiękna :] Te posiadłości, patia, ogrody, alejki wśród pnączy kwiatów, efektowne staromodne wnętrza, Obserwatorium Astronomiczne, na odludziu, w ktorym chronią się przed burzą Sophie i Stanley, drogi podmiejskie nad jeziorem, czy morzem, czy to nawet jakiś ocean jest ;]; oldsmobile, stroje z epoki, bal na sto par na dziedzińcu nocą przy oświetlonym pałacu. Momentami ten przepych aż domaga się jakiegoś mocnego kontrapunktu. Aż za dużo tego jest.

          cdn




        • grek.grek "Magia w blasku księżyca" - wciąz po seansie :] 03.10.16, 13:46
          Sztuczka sceniczna Stanleya, w trakcie której opuszcza zamkniętą komorę i pojawia się siedząc tyłem w fotelu kilka metrów obok - świetna. Wykorzysta ją zresztą do przyłapania Howarda i Sophie na rozmowie o wykiwaniu go. To też ciekawe : biała magia jest bronią przeciw oszustwu, a więc tylko oszust i kanciarz może oszustów i kanciarzy oszukać :] Podoba mi się to zapętlenie wątków wokół znaczeń i sensów magii rozumianej w róznoraki sposób.

          Po występie do Stanleya [który na scenie występuje jako Chińczyk, swoje artystyczne alter ego] podchodzi jakiś facet : "Mógłbym zrobić sobie z panem zdjęcie ?"< pyta, na co pada odpowiedź "Lepiej nie. Mógłby się pan okazać sodomitą" ;]

          Albo riposta ciotki do Stanleya "Nie będę z tobą dyskutować, to cię tylko rozjusza" :]] Firth rozjuszony... haha :]

          Ten dziedzic fortuny zakochany w Sophie, nonstop chodzi za nią i gra jej serenady na banjo czy ukulele. I do tego śpiewaa cienkim głosem. CO za kicz ! :]

          Wszystkich ciętych złośliwości Stanleya nie sposób przytoczyć. Z zimną satysfakcją ripostuje każdą uwagę czy gest, którymi autorzy chcieliby dowodzić istnienia świata nadprzyrodzonego. "Ektoplazma ? TO coś w rodzaju jogurtu, tak ? Więc jeśli podczas seansu ukaże się pani zmarły mąz, to znaczy że zobaczymy wielka plamę jogurtową ?".

          Jest zupełnie niedomyślny. te jego oświadczyny, którymi w dodatku próbuje konkurować z młodszym od siebie milionerem, który zaoferował Sophie bajońskie życie na jachtach, w pałacach i dookoła świata, a przy okazji gra jej serenady i śpiewa ;] Ale wcześniej jest scena, kiedy - podczas tego balu na sto par - to ona próbuje mu zasugerować, że się w nim zakochała i wydobyć od niego deklarację zaangażowania. Stanley nie zauważa ani jednego ani drugiego.

          Generalnie, Stanley przypomina postać Harry'ego Houdiniego, który sam parał się iluzją, a jednocześnie z pasją demaskował oszustów spirytystycznych. Jest więc także kimś w rodzaju Sherlocka Holmesa, a Sophie mogłaby być Irene Adler, jedyną kobietą, której udało się Holmesa pokonać, przez co się w niej zakochał.

          No i scena finałowa, w której otumaniony uczuciem Stanley sam próbuje wcielić się w medium, aby tą drogą wyznać miłośc Sophie i się jej ponownie oświadczyć, tym razem już tak chyba jakoś bardziej należycie ;]

          Cóż, wg mnie - naprawdę błyskotliwy film. Na pewno nie majacy za zadanie zbawiać świata, czy wyznaczać nowej ery w światowym kinie, ale pozostawiający w znakomitym nastroju i z głową pękającą od nadmiaru wrazeń estetycznych. Wdzięk, urok, charm :]

          Oglądam powtórkę dzisiaj ;] O 23:30.
    • grek.grek 20:00 TVP Kultura "Z odzysku" 02.10.16, 17:00
      niezłe polskie kino.

      młody człowiek z Katowic chyba ?, staje przed wyborem życiowym : zakochuje się w skromnej pani z Ukrainy, która wychowuje samotnie syna. Chce jej zapewnić wszystko, co najlepsze, więc porzuca pracę u dziadka, przy świniach, i wybiera fach egzekura długów o miejscowego mafiosa. Wiedzie mu się coraz lepiej, ale jako ze to dobry chłopak - sumienie nie daje się łatwo oszukać, a i pani Ukrainka niekoniecznie takiego właśnie mężczyzny szukała, no i dziadek też krzywo patrzy na takie chodzenie skrótami w życiu.

      byłoby wszystko jak na tacy podane, gdyby nie dylemat : jaką przyszłośc legalnie można zapewnić bliskim, jesli jedyną posadą jest wynoszenie obornika z chlewni ? Czy praca dla gangstera, przy słusznym przecież odbieraniu należności, to aż tak upokarzające zajęcie ? Co rzeczywistość XXI wieku oferuje filmowemu bohaterowi ?

      świetny jest Jacek Braciak w roli małego gangsterka, który potrafi być bewzględny, a jednocześnie widzimy go często w kapciach i dresiku w domu, albo w garniturku od komunii w swojej firmie, jako jegomościa absolutnie trywialnego. Przy drogiej kolacji mówi naszemu bohaterowi "Pamiętaj, tylko rodzina, Rodzina się liczy wyłącznie", a minutę później proponuje "To co, idziemy na k..wy ?".
    • grek.grek 21:00 TV4 "The Hurt Locker" 02.10.16, 17:09
      dawno nie było, prawda ? ;]

      zawsze warto zobaczyć !

      kapitalny rytm i narracja, dramaturgia kreślona z perspektywy zołnierza, który w obcym kraju, w obcym mieście, pośród obcej kultury, obcych ludzi, nie zna dnia ani godziny. Każdy z dziwnie ubranych tubylców może mieć bombę albo zaplalnik, który zdetonuje sprytnie ukryty ładunek. Wszędzie czaić się mozę snajper. Obserwacja otoczenia jest więc zajęciem wyczerpującym do cna i traumatycznym momentami.

      Nie dla wszystkich. Sierżant James właśnie w Iraku ma swój prawdziwy dom. Czeka na niego żona, czeka synek, pozostawieni gdzieś w małym domku na przedmieściach. Tyle że brawurowy sierżant, specjalista od rozbrajania bomb, nie chce wracać. Woli być tu gdzie jest, kocha to.

      Znakomite są te sceny bycia w centrum potencjalnego zagrożenia, kiedy BUM może nastąpić w każdym momencie. Czy któryś z tyych ludzi ma bombę ? Zapalnik ? Czy wśród nich jest terrorysta ? To się ogląda !

      A równolegle mamy sierżanta, i w finale kontrast dwóch światów, z których tylko jeden jest mu bliski. Ten drugi to pułapka. Śmierć nie wtedy zagląda mu w oczy, kiedy w upale rozbraja bombę i zaraz może ktoś go wysadzić w powietrze, ale wtedy kiedy wybiera z rynny swojego domu wybiera liście, a z pochmurnego nieba pada zimny deszcz.

      znakomite kino !
    • grek.grek "TOTart" i "Alpy" - w godzinach misyjnych ;] 02.10.16, 17:20
      "TOTart czyli odzyskiwanie rozumu", rewelacyjny dokument o jednej z najciekawszych grup zajmujących się alternatywną sztuką, w latach PRL, i pogmatywanych losach jej uczestników : niektórzy awansowali do mainstreamu kultury po 89 roku, a inni zostali buntownikami i niszą do samego końca. Szkoda,że dopiero o 23:00 w Kulturze.

      Grecki wybitny film "Alpy" dopiero o 0:30 w TVP2. Parodia... O 20:00 'JOhnny English" komedyjka z Rowanem Atkinsonem jako Mr Bean. To misja. A "Alpy" to dla batmanów.

      świetny film. Kiedyś opisywany, ale tak tylko dla przypomnienia... Alpy, to grupa czterech osób, które zajmują się świadczeniem specyficznych usług rodzinom, które dotknęła śmierć bliskiego człowieka. Członkowie Alp oferują wynajęcie siebie jako aktorów, przez 6 dni w tygodniu po 2 godziny dziennie wcielających sie w rolę zmarłego członka rodziny. UBierają się w ich ciuchy, mowią killka wcześniej ustalonych zdań, które zwykł powtarzać zmarły, naśladują jego zachowania i wszystko co zawiera spisany wcześniej kontrakt. Są w róznym wieku, dwie kobiety i dwóch mężczyzn, wieć właściwie nadają się do każdej niemal roli.

      Jednocześnie, sami wewnątrz grupy mają swój kodeks norm i zasad, np. nie godzą się na seks w ramach swoich usług, obowiązuje też ścisła hierarchia.

      Już sam ten pomysł jest kapitalny, a dodać trzeba wiśnię na torcie : historia ewoluuje i pokazuje do czego prowadzi mieszanie realizmu z fikcją, odgrywanie zbyt dużej ilości rol i zbytnie identyfikowanie się z nimi. MOżna od tego stracić poczucie rzeczywistości i wpaśc w prawdziwy emocjonalny korkocią, co jest udziałem zwłaszcza głownej bohaterki, która gra Angelikki Papoulia.

      co ciekawe, aktorstwo jest tutaj bardzo oszczędne, dialogi, ekspresja - niezwykle stonowane, a jednocześnie, o ile pamiętam, ostrożnie dawkowana jest też muzyka, co robi momentami wrażenie, ze mamy do czynienia z nieco tylko sfabularyzowanym dokumentem.

      Giorgios Lanthimos już pokazał ten styl w "Kle", a tutaj mamy znakomitą kontynuację. Świetne kino... o wpół do pierwszej w nocy ;]
        • grek.grek Re: "Johnny English" 03.10.16, 12:43
          dzięki, Maniu :]

          wprawdzie nie zerknąłem, ale za to się odprężyłem ;]
          nawet jeśli jazda rowerem w ciemnościach i deszczu do najwyższego sortu satysfakcji nie należy, hehe.
          • barbasia1 Re: "Johnny English" 03.10.16, 20:49
            grek.grek napisał:

            > nawet jeśli jazda rowerem w ciemnościach i deszczu do najwyższego sortu satysfa
            > kcji nie należy, hehe.

            Ale w nocy, w deszczu na rowerze, Greku! Lepszej pory nie było?
            • grek.grek Re: "Johnny English" 04.10.16, 13:04
              :]

              niestety, Barbasiu :]
              padło na godziny podwieczorowe.

              ale przyjemnie było, muszę Ci powiedzieć :]
              na ulicach mały ruch, chodniki puste, parki doskonale oświetlone i też nieznacznie zatarasowane. Ubrany byłem jak Amundsen podczas wyprawy na biegun ;'], więc nie odczułem dyskomfortu, hehe.

              a poważnie, to jeżdziłem w galotach do kolan, ha :]

              i naprawdę nie zmarzłem; zaś deszcz był całkiem znośny i tworzył interesującą atmosferę wieczornego rekonesnansu ;]

        • grek.grek Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 04.10.16, 12:57
          hehe :]

          a sam pofatygował się wręczać nagrody na jakimś festiwalu Niezłomnych i Wyklętych. Wręczał nagrody za hagiograficzne filmy o tzw. żołnierzach wyklętych.

          kiedy POlacy stawiali na nogi kraj leżący w gruzach po wojnie, ci bohaterowie siedzieli w lesie, a wychodzili stamtąd tylko po to, żeby mordować ["wykonywać wyroki śmierci"] polskich lekarzy, nauczycieli, urzędników, listonoszów etc.

          wg bohaterów, listonosze i nauczuyciele, lecząc i ucząc w szpitalach i szkołach, którymi zarządzał "radziecki okupant" byli kolaborantami.

          trzeba naprawdę mieć nie po kolei, żeby kręcić filmy o takich ludziach, a jeszcze bardziej - żeby wręczać nagrody za takie badziewie.
          • barbasia1 Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 06.10.16, 11:24
            Arcybiskup Henryk Hoser musiał chyba ostatnio w wolnym czasie zrobić specjalizację z ginekologii oraz patologii ciąży, że z taką swadą i przekonaniem wypowiada się publicznie na tematy zapłodnienia i przebiegu ciąży powstałej w wyniku gwałtu. Bo innym przypadku tego rodzaju dywagacje brzmią w ustach hierarchy KK groteskowo.

            Obowiązkiem kościoła duchownych nie jest mówienie o rzeczach, które nie leżą w obszarze ich gruntownej znajomości, ale obowiązkiem, duchownych jest mówienie, że aborcja jest złem , a przede wszytskim nieustanne przypominanie, że absolutnie każde życie ma wartość, nawet to zrodzone z traumy gwałtu i to, które będzie / jest mniej lub bardziej niepełnosprawne. To nie podlega dyskusji. Kościół przecież stoi na stanowisku, że życie zaczyna się z momencie poczęcia. Poza tym musi być ktoś , kto będzie bronił i przypominał o prawach potencjalnego życia, o prawach najsłabszych, tych skrzywdzonych przez los. Przecież cały czas rodzą się ludzie mniej lub bardziej niepełnosprawni , itd.

            Ale jednocześnie ponieważ życie w swej materii nie jest proste, wprowadzenie do prawa restrykcyjnych zasad czyli całkowitego zakazania aborcji byłoby nie do zniesienia. Wiadomo z historii , że nie skończyłoby się to dobrze. Człowiek musi mieć pewną swobodę wyboru i możliwość podjęcia decyzji we własnym sumieniu po zapoznaniu się ze wszelkimi za i przeciw.

            Wypracowany przed laty kompromis jest na ten czas najlepszym rozwiązaniem i nie powinno się go absolutnie naruszać.
            • grek.grek Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 06.10.16, 13:31
              Kościół za często zapomina, że nie tylko życie zarodka/płodu, przynajmniej od pewnego momentu,należy chronić, ale i życie kobiety. To zwykle Kościołowi umyka z pola widzenia.

              poza tym, jesli stwierdzenie śmierci pnia mózgu oznacza śmierć człowieka, to momentem powstania człowieka jest wykształcenie się tegoż pnia mózgu, prawda ? A zatem, czy ochrona każdego zarodka jest sensowna ? wg mnie, do skutku powinny dochodzić te ciąże, które kobiety chcą utrzymać. Z dowolnego względu. Do momentu, zanim zarodek stanie się człowiekiem - aborcja powinna być wedle decyzji kobiety. wg mnie, nie jest przypadkiem, że rozwinięte prawodawstwa krajow zachodnich dopuszczają taki stan rzeczy i z tym już tam nikt nie dyskutuje, a w gronie odszczepieńców są takie tuzy ideologicznego zamętu jak Nikaragua, Malta czy Salwador. POlska trochę się wygłupia podzielając poglądy cokolwiek średniowieczne.

              wiesz, Barbasiu, ciąza z której urodzi się dziecko z np. paraliżem nieodwracalnym albo bardzo poważną wadą mózgu, to jest jednak wyzwanie : czy kobieta chce taką ciążę nosić, czy zgadza się na poświęcenie całego życia na wychowywanie takiego dziecka, czy godzimy się na to, by takie dziecko cierpiało przez całe swoje życie ? Adopcja ? Takich dzieci rodzice adopcyjni raczej nie preferują. Dom dziecka ? Hospicujm ? Specjalny ośrodek ? czy to zmienia, że te dzieci cierpią przez całe swoje krotkie życie i właściwie nie ma nadziei na poprawę ? Czy ma więc sens powoływanie ich do życia tylko po to, by zadośćuczynić jakiejś sztywnej regule ?
              • barbasia1 Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 07.10.16, 23:21
                grek.grek napisał:

                > Kościół za często zapomina, że nie tylko życie zarodka/płodu, przynajmniej od p
                > ewnego momentu,należy chronić, ale i życie kobiety. To zwykle Kościołowi umyka
                > z pola widzenia.

                Nie jestem tego taka pewna. Aczkolwiek prawdą jest, że kościół promuje postawy heroiczne, w których matka poświęca swoje życie dla ratowania nienarodzonego dziecka.

                > poza tym, jesli stwierdzenie śmierci pnia mózgu oznacza śmierć człowieka, to mo
                > mentem powstania człowieka jest wykształcenie się tegoż pnia mózgu, prawda ?

                Nie wiem, Greku. To jest arbitralne ustalenie, są też w tej materii inne ustalenia, różne teorie. Jedynym realnie dającym się wskazać momentem powstania nowego życia jest moment połączenia komórki męskiej i żeńskiej, powie niemal każdy biolog.

                Ja to wiem, dlatego uważam, że kobieta powinna mieć możliwość wyboru. Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kościół miałby decydować (?), jaką ciążę można , a jakiej nie abortować.
                • grek.grek Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 08.10.16, 12:07
                  roztropne uwagi, Barbasiu.

                  mam tylko wrażenie, że skoro poza tak ideologicznie ukierunkowanymi w tworzeniu prawa państwami jak Salwador, Malta czy Polska, w gros krajów cywilizowanych i wysokorozwiniętych aborcja z przyczyn społecznych i osobistych jest dozwolona do 12-14 tygodnia, to może coś w tym jednak jest ? Jakaś naukowa, logiczna przyczyna, co do której panuje consensus.

                  ale - generalnie, zgadzam się z Tobą, kluczowa jest sprawa oddania decyzji kobiecie.

                  zwłaszcza, że im większa presja ze strony ustawodawstwa państwowego, tym doskonalej działające podziemie aborcyjne, z którego korzystają głównie te uboższe zainteresowane. Te zamożniejsze jadą na Słowację, do Niemiec albo Czech, gdzie mogą usunąć ciążę legalnie.
                  • barbasia1 Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] 08.10.16, 17:39
                    Niektóre kraje dopuszczają aborcję nawet jeszcze później.

                    Na pewno czynnikiem decydującym jest tu wczesna faza rozwoju zarodka / płodu.

                    Rozwój człowieka jest procesem ciągłym , jak niemal wszystkie procesy na tym świecie, granice między kolejnymi fazami są płynne, jedynym realnym momentem, który da się wskazać, jak już mówiłam, jest moment połączenia komórek.

                    Zabicie człowieka jest karalne. Więc wyznacza się arbitralne granice początku życia, by móc jednak "legalnie" dokonać przerwania życia w określonych przypadkach.

                    Wyobrażasz sobie, że dawnych czasach dziecko ! nie było uważane za człowieka!
            • barbasia1 Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] PS 07.10.16, 23:04
              [...] w rozmowie w RMF FM arcybiskup Henryk Hoser. Odniósł się również do swojej wypowiedzi o ciążach z gwałtu.[...]
              Odniósł się również do swojej wypowiedzi o ciążach z gwałtu. Mówił, że zdarzają się one rzadko, bo do zapłodnienia dochodzi rzadziej kiedy kobieta jest zestresowana. - Tak, to jest potwierdzone ogromnym materiałem klinicznym i w literaturze, a ja tego dowodziłem, dlatego że w statystykach polskich przerwań ciąży, tych oficjalnych, legalnych, było bardzo mało i jest bardzo mało w stosunku do przerwań ciąży eugenicznych, ze względu na wadę płodu - stwierdził. Nie wymienił jednak żadnych konkretnych badań ani publikacji na ten temat. - Doskonale się na tym znam, bo przez 21 lat praktykowałem medycynę w Afryce, wcześniej w Polsce, skończyłem Akademię Medyczną - dodał. (www.tvn24.pl)

              Wciąż uważam, że taki komentarz w ustach duchownego nie brzmi przekonująco.
              • grek.grek Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] PS 08.10.16, 12:02
                Barbasiu, polscy duchowni nie zdobyli dwóch podstawowych umiejętności : a] dyplomatycznego milczenia w sytuacjach, w których nie wiadomo co powiedzieć, b] przeproszenia za niezręcznośc, jesli jednak coś się powiedziało niedyplomatycznego :]

                ale np. pan minister MSZ również takowych predyspozycji nie posiada, a jednak pensję z naszych podatków bez żadnego skrępowania pobiera :]
                • barbasia1 Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] PS 08.10.16, 17:48
                  Prawda. Aczkolwiek ja nie domagam się od duchownych, by milczeli. Jedynie by nie opowiadali bzdur, nie wypowiadali się na tematy, o których nie mają pojęcia.
                  I domagałabym się , żeby duchowni mieli tyle wyrozumiałości dla kobiet, które dokonały aborcji, ile mają wyrozumiałości dla innych duchownych, którzy zbłądzili.

                  Słowa ministra Waszczykowskiego są pełne pogardy i braku szacunku dla kobiet, dla ludzi, którzy mają inne poglądy, po prostu ręce opadają. To chyba najgorszy minister w tym rządzie!

                  - Niech się bawią! Jeśli ktoś uważa, że w Polsce nie ma w tej chwili większych zmartwień, to proszę bardzo! - w ten sposób szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski skomentował w RMF FM odbywający się dziś w całej Polsce strajk kobiet. Czy ktoś z rządu wybiera się na debatę o prawach kobiet w Parlamencie Europejskim? - Nie sądzę - stwierdził.
                  wyborcza.pl/1,75398,20780654,w-calym-kraju-strajk-kobiet-waszczykowski-a-niech-sie-bawia.html
                  • grek.grek Re: pan minister tańczy... taniec św Wita ;] PS 09.10.16, 12:26
                    Barbasiu, mam wrażenie, że postawa KOścioła kat. jest w miarę spójna : jesli zarodek uważają za człowieka, to aborcja automatycznie musi być morderstwem. Niestety, to co logiczne na gruncie katechizmu katolickiej religii, w rzeczywistości społeczno-naukowej już tak proste do okreslenia nie jest, bo powikłania ciązy mogą zabijać kobiety, jesli mimo wszystko zmusi się je do rodzenia.

                    poza tym, ludzie zaczynają trochę myślec i widzą już, że księża domagają się rodzenia za wszelką cenę, a potem narodzone już dzieci z powaznymi wadami genetycznymi mają w nosie. Do tego prowadzi wiara bez uczynków, którą praktykują hierarchowie kościelni, a która jest wiarą pozbawioną sensu i celu. W polskich warunkach chodzi tylko o polityczne wpływy KK i zachowanie pozycji właściciela sumień ludzkich. Tyle że ludzie już nie ci co za PRL, kiedy to KK pod rekę z PZPR trzymał Polaków z dala od wszelkiego 'szatańskiego" liberalizmu :] Partia z powodów wyznaczanych także przez geopolityczną sytuację Polski. Kk z czystego oprtunizmu.
                    Ale wszystko się zmienia...
    • grek.grek Imperium kontratakuje ! 03.10.16, 16:43
      rozpaczliwie, ale każdy orze jak może ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/eugenika-w-imie-postepu-tvp-odpowiada-na-czarnyprotest-pokaze-film-grzegorza-brauna/t9qspw

      PS : przyznam, że o ile SLd czy PO bywały beztroskie i oderwane od rzeczywistości, to aktualna władza wydaje mi się po prostu organicznie naładowana pogardą dla ludzi. a najlepszą ilustracją jest wygląd pani red. Holeckiej, kiedy czyta w Wiadomościach wstępniaki poprzedzające agresywne i pozbawione umiaru materiały szkalujące wszystkich inaczej myślacych i krytycznych wobec rządu.

      obsmarowali Dorotę Wellman, minister MSWIA zapowiedział już dzisiaj,że KOD dostanie pałą 11 listopada, bo sprowokuje uliczne zadymy, minister MSZ kpi z Czarnego Protestu, aż go cytuje prasa zachodnia jak głupka jakiegoś, prezes wreszczy ze wsparciem Marszałka Sejmu [niepojęte] "komuniści i złodzieje !", w nowym roku podwyżka cen prąd o 120 zł miesięcznie, do tego woda o kilkadziesiąt zł w górę, podwyżki opłat w banku, jak prąd to i wyższe ceny w sklepach; debilna reforma edukacji, która cofa Polskę w rozwoju o 10 lat; tysiace misiewiczów w całym kraju, krocie na pensje dla aparatu partyjnego, siostra jakieś pani rzecznik z salowej awansuje na funkcję kierowniczą... kretyńska polityka zagraniczna, a wielkie plany ? Wzięcie za twarz banków - nici, marketów zachodnich - nici, BILION obiecany przez prezesa - nie ma nawet 5 miliardów..

      I tylko to 500+, którym się będą zasłaniać, choć już za chwilę podwyżki sięgną nie 500, a 600 zł na każdą rodzinę, nie mówiac już o tym, że do ściągnięcia tej kasy trzeba było wydać niemało.

      A było dać ulgi, nie dawać, tylko zabierać mniej. Ale to by źle wyglądało w gazecie albo telewizorni.

      Nowa ustawa o TK, która ma zamknać twarz sędziom. Kryzys wokół Trybunału nadal nierozwiązany.

      No i powstaje Obrona Terytorialna, w istocie bojówka do, jak stoi w ustawie, "tłumienia protestów antyrządowych". Brawo. Równym radosnym krokiem w stronę IV Rzeszy-pospolitej. Szykujcie paszporty, póki nie będzie za późno.

      Przepraszam za politykę w naszym wątku, ale to co wyrabiają to przestaje być śmieszne.
      • barbasia1 Re: Imperium kontratakuje ! 03.10.16, 18:29
        Jak przed wyborami do sejmu próbowano ostrzegać przed PiS, to wielu szydziło z PO, że znów straszy PiS-em, bo nie ma lepszych argumentów. A wtedy jeszcze nikomu nawet w najgorszych snach się nie śniło, co będzie wyprawiać PiS.
        • grek.grek Re: Imperium kontratakuje ! 04.10.16, 12:35
          z okazji Czarnego Protestu zmienili wczoraj ramówkę, o 20:30 dali jakiś propagandowy knot, wedle którego poza Polską, Malta, Salwadorem i Gwatemalą, wszedzie indziej w majestacie prawa "morduje się dzieci nienarodzone" :

          wyborcza.pl/1,75968,20786606,nie-kazdy-by-potrafil-tlumom-demonstrantow-wypalic-w-twarz.html#BoxGWImg

          masz rację, Barbasiu.
          miałem nadzieję, że będzie inaczej, ale jak widać niektóre partie są niereformowalne.
          Inna rzecz, że być może dopiero taka nauczka skłoni partie liberalne, lewicowe i centrowe do takiego rządzenia, by twory takie jak PIS czy Kukiz'16 nie miały wstępu do następnych sejmów. Nie da się ukryć, że to fatalne rządy PO przyczyniły się do ich wyborczego sukcesu.
      • barbasia1 Re: Imperium kontratakuje ! 03.10.16, 18:41
        > PS : przyznam, że o ile SLd czy PO bywały beztroskie i oderwane od rzeczywistoś
        > ci, to aktualna władza wydaje mi się po prostu organicznie naładowana pogardą d
        > la ludzi. a najlepszą ilustracją jest wygląd pani red. Holeckiej, kiedy czyta w
        > Wiadomościach wstępniaki poprzedzające agresywne i pozbawione umiaru materiały
        > szkalujące wszystkich inaczej myślacych i krytycznych wobec rządu.

        To jest s t r a s z n e!

        [...]
        > Przepraszam za politykę w naszym wątku, ale to co wyrabiają to przestaje być śmieszne.

        Niestety masz rację, Greku.
        Nie przepraszaj sama chciałam poruszyć tu niektóre wątki.
        Nagle znaleźliśmy się w jakiejś dziwnej i strasznej Polsce.

        • grek.grek Re: Imperium kontratakuje ! 04.10.16, 12:41
          niestety, Barbasiu, brzydko pachnie w tej naszej Polsce.

          mam wrażenie, ze PIS próbuje urabiać Polskę na Węgry 2.0. Nie wział chyba pod uwagę, że nie da się mechanicznie można przetransponować wzorce, ale nie da się mechanicznie liczyć na to, ze ludzie je przyjmą za własne. Polacy są inni niż Węgrzy, bardziej zakorzenieni w zachodniej Europie i nie da się na ludziach wymusić zgody na ten ciemnogród, który proponują. Zreszta, gospodarka i ekonomia pod PISowskimi rządami też leżą, udało im się tylko rozdać 500+, zresztą koszta tego rozdawnictwa za chwilę przekroczą wydaną na ten cel sumę.

          tak się od wczoraj radośnie popisuje tragicznie nieudolny minister MSZ, z którego cała Europa wcześniej się już nabijała, a dzisiaj zapewne tarza się ze smiechu :
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20786870,dziesiatki-tysiecy-na-strajku-kobiet-ale-waszczykowski-chyba.html#BoxNewsImg
      • barbasia1 "Dorota Wellman, będąca twarzą niemieckiej sieci " 03.10.16, 18:51
        "Debatę prowadziła Dorota Wellman, będąca twarzą niemieckiej sieci sklepów" – takie zdanie padło w materiale "Wiadomości" TVP

        Materiał dotyczył tego, że "Bruksela stawia na KOD". Chodzi o to, że Komitet Obrony Demokracji otrzymał nagrodę od Parlamentu Europejskiego za "nieustępliwe dążenie do kształtowania postaw demokratycznych". Z zajawki na stronie "Wiadomości" można się dowiedzieć, że "gala przyznania nagrody stała się dla zwolenników KOD szansą na porównanie politycznych rywali do nazistów i bolszewików".

        Ale to nie wszystko. Prawdziwa słowna perełka padła, gdy mowa była o spotkaniu lidera KOD Mateusza Kijowskiego z Adamem Michnikiem. "Dyskusję prowadziła Dorota Wellman , będąca twarzą niemieckiej sieci supermarketów" – padło z ust reportera.

        I wszystko jasne. Nie dziennikarka, nie prezenterka, nie autorka książki, a "twarz niemieckich sklepów". Widać w opinii reportera takie słowa sprawią, że widzowie będą wiedzieli, co myśleć o Wellman. Tylko czy dziennikarze "Wiadomości" naprawdę tak nisko oceniają inteligencję ludzi, którzy zasiadają przed telewizorami?

        natemat.pl/191083,wiadomosci-tvp-uderzyly-o-dno-zobacz-jak-przedstawily-dorote-wellmann
        A nowa telewizja miała być taka obiektywna, taka wspaniała, zdaniem niektórych.

        Ciekawe, co by powiedziała teraz Pepsic?!
        • grek.grek Re: "Dorota Wellman, będąca twarzą niemieckiej si 04.10.16, 12:53
          TVP od zawsze była partyjna, ale teraz jest po prostu nienawistna i pogardliwa. Tego się słuchać nie da, a oglądać tym bardziej.

          wiesz, Barbasiu, Pepsic jest/była zaangażowana bardziej od nas, zapewne. wiele z jej argumentów było słusznych, wręcz trudno było się z nimi nie zgodzić.

          niestety, ten rok rządów PIS rozczarowuje, a co gorsza - niepokoi. Kto wie, może i Pepsic w paru miejscach by się dzisiaj z nami zgodziła co do oceny tej sytuacji ?

          PIS ma krytykow również we własnym gronie, pytanie czy twardogłowi na stanowiskach i w wierchuszce władzy opamiętają się w porę, bo to że oni się wywrócą, to akurat żaden dramat, ale jak wiele straci Polska - to już spory problem.

          moim zdaniem, do rangi symbolu tych rządów urastają losy stadniny koni w Janowie Podl. - najpierw zainstalowali tam swojego misiewicza, a potem z żyły złota zrobili kompromitację na skalę miedzynarodową. Jak ten Polak z dowcipu : miał dwie zielone kuleczki - jedną zgubił, drugą popsuł.

          Ale Polska się budzi, Barbasiu - symbolem są 50-tys marsze KODu, ostatni protest służb medycznych, a takzę wczorajsze wielkie zgromadzenia buntu i niezgody.

          wzruszające i optymistcyzne były też wspierające ten polski protesty kobiet w Niemczech, Anglii czy Islandii.

          PIS chyba nadal nie rozumie sytuacji, a sprawcy całego zamieszania, wariaci z Ordo Iuris pochowali się w krzaki. Ciekawe, dlaczego ich nikt nie wspiera, mimo że rzekomo chcą "ratowac dzieci przed zabijaniem" ? MOże dlatego, że ich ideologiczne brednie nie mają nic wspólnego z nauką i zdrowym rozsądkiem, a są jedynie wykwitem aberracji ideologicznej ?
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Mistrz" 03.10.16, 16:59
      zbiera oceny przeciętne, a nawet czasami dyskwalifikujące, ale ja mam sentyment do tego filmu, po ludzku go lubię :]

      jest pretensjonalny momentami, nie da się ukryć, ale jest to taka naiwna, szlachetna pretensjonalnośc, za którą jakoś na reżysera gniewać się nie potrafię, bo widzę, że mu zależy na swoich bohaterach i jest z nimi szczerze związany.

      każdy z tych bohaterów ma swoją traumę, której nie potrafi zagospodarować, przepracować, dokopać się do oczyszczenia. A jak się pojawia szansa, to ucieka.

      tytułowy Mistrz, to ALeksander, wybitny specjalista w cyrkowej sztuce rzucania nożami. Ma za sobą wojenny epizod, który ciązy mu na sumieniu tak dalece, że maestro nie pamięta dnia, ktory by kończył na trzeźwo. Wyrzucony z macierzystego cyrku, zbiera po drodze innych wyrzutków - włóczęgę i ocaloną przed gwałtem prostytutkę, robi z nich trupę i razem objeżdzają małe polskie miasta i wioski, gdzie aranżują show z kulminacyjnym punkyem w postaci rzucania nożami przez mistrza do wziętego z łapanki modela.

      w jednym z miasteczek - modelem jest Ania, młoda dziewczyna która sama zgłasza się na ochotnika. I to jest moment zwrotny w życiu mistrza. Do tej pory miał marzenie : wyjechać do Paryża, "bo tam kochają artystów". Ale teraz coś się zmienia.

      jego wspólnicy też mają coś za sobą, zwłaszcza mężczyzna [Jacek Braciak], którego tajemnica odsłania się ostatnia.

      PO drodze pojawia się autostopowiczka z Francji, a jakże rodowita Paryżanka ;]
      Niektore sceny są kiczowate, to pewne; nie każdy musi polubić łamaną polszczyznę jaką posługuje się Konstatin Ławronienko, który generalnie gra znakomicie. Nie każdy musi zaregować entuzjastycznie na widok lewitującego cyrkowca :] Niektóre metafory są ryzykowne [Braciak na przetaczanym jakąs zamkniętą linią kolejową wraku statku stoi dumnie i patrzy na morze... zieleni]. Patos bywa agresywny ;]

      Ale muzyka jest urzekająca, dylematy moralne są dramatyczne, noże fruwają w powietrzu, a akcent Ławronienki może być równie dobrze wielkim atutem tego filmu, no i nasza polska przyroda, a także folklor miast i miasteczek, do których letnią porą zawijają bohaterowie.

      reżyserem jest Piotr Trzaskalski, po "Edim" prawdziwa nadzieja polskiego kina, jakby przygasła nieco, może także z powodu tej poetyckości i nadmiaru symboliki "Mistrz" obniżył jego notowania, dzisiaj raczej nie kręci, ale jego filmy mają coś w sobie, nie powinien się niczym przejmować i robić swoje powinien :]

      zachęcam Was, Czcigodni ! choćby już tylko z tego poowodu, że bardzo jestem ciekaw Waszych recenzji po seansie :}
    • grek.grek 21:40 TVP Kultura "Wodzirej" 04.10.16, 16:09
      klasyk kina moralnego niepokoju.

      I świetny komentarz także do rzeczywistości aktualnej, bo człowiek tak prędko się nie zmienia, jako istota społeczna.

      mamy Lutka Danielaka, tytułowego konferensjera, specjalistę od prowadzenia balów i dancingów, który ma potęzne ambicje i nie cofnie się przed niczym, by wyelmiminować konkurencję i poprowadzić wymarzony bal dla prominentów. Zachowuje się jak rasowy karierowicz, i co tu dużo kryć, rasowa kanalia.

      był to pamflet na układy i metody działania za tzw. komuny, ale kto wie, czy do krytyki dzisiejszych czasów nie nadaje się jeszcze lepiej.

      I wybitny Jerzy Stuhr w roli głównej.
    • grek.grek 21:05 CT Art "Pozycja dziecka" 04.10.16, 16:19
      przed chwilą "Magia w blasku księzyca", dzisiaj "Pozycja dziecka", a w czwartek będziemy mieli "Holy Motors" w Kulturze. Tydzień znakomitych premier ! :]

      "Pozycja dziecka" jest z Rumunii i miał świetny debiut na Berlinale, gdzie wygrał Złotego Niedźwiedzia. Potem był kandydatem do Oscara.

      z opisu : osią fabularną jest relacja matki z dorosłym synem. Ona jest kobieta sukcesu, zamożną, wpływową, inteligentną. On dobiega 40-tki, ma własne życie, ale ciągle we wszystkim niemalże zależy od kochającej mamy : to ona decyduje o jego związkach, to ona wyznacza kierunki zyciowe. Syn próbuje się od tej matczynej dominacji uniezależnić, ale traf chce, że popada w poważne kłopoty - spowodował wypadek drogowy. I teraz może liczyć już tylko na matkę, jej wpływy, pozycję społeczną, znajomości i pieniądze.

      znakomite recenzje, nagrody [także za główną rolę dla Luminity Gheorgiu], no i cos czuję, że przy całym uznaniu dla polskich filmów i polskiego kina, ktore jest na fali wznoszącej, znów po seansie będę myślał, dlaczego rumuńskie filmy robią taką furorę, a polskie jednak z rzadka, nawet jesli są dobre ? ;]
        • grek.grek Re: 21:05 CT Art "Pozycja dziecka" 05.10.16, 12:55
          W istocie, jest to znakomity film, Barbasiu :]

          zaraz napiszę więcej.

          yes, swietne polskie premiery ! Polskie kino idzie mocno w górę, oby tak dalej. Czekamy jeszcze na "Marię Curie", którego to filmu nie było w Gdyni, aczkolwiek nie mam pewności, czy może nie z tego powodu, że jest to jednak koprodukcja ?
        • grek.grek "Pozycja dziecka [1] 05.10.16, 13:28
          Zatem, jest to naprawdę doskonałe kino. Bardzo głęboko wchodzące w psychologię bohaterów, ale też śmiało rysujące krytyczny obrazek rumuńskego społeczeństwa.

          I wszystko to w formie kilku scen, które wszelako rozciągają się na niemal 2-godzinny film.

          JUż w pierwszej mamy zarysowany problem zasadniczy.
          Bohaterką główną jest Cornelia, ceniona pani architekt i projektantka, z mocną pozycją zawodową. Po 60-tce, atrakcyjna, zadbana, świetnie ubrana, interesuje się operą, dysponuje wszelkimi atrybutami zamożności, włącznie z efektownym domem i samochodem. Mieszka z Relym, i tutaj absolutnie nie można wyczuć, czy jest to jej aż mąż czy jednak tylko partner.

          Niby jest kobieta spełnioną, ale jednak nie jest szczęśliwa. W rozmowie z siostrą [ta z kolei, jak można mniemać z dalszego rozwoju akcji, jest świetnie prosperującą lekarką, a może prawniczką] skarży się na syna, Bardu, który traktuje ją oschle, z niechęcią, a nawet momentami bywa agresywny. A przecież ona chce dla niego jak najlepiej. No i w dodatku, mieszka z "TĄ" swoją narzeczoną, a ta narzeczona ma już własne dziecko, jest po rozwodzie, a Bardu dziecka na razie nie dała, więc jest podejrzana.

          Nie, pani Cornelia nie jest babą z magla, która pomstuje na niewdzięcznego dzieciaka. Mówi spokojnie, jest racjonalna, logiczna, i zawsze ma w palcach nieodłącznego cienkiego papieroska do popalania.

          Teraz Bardu zrobił jej kolejny afront - nie przyszedł na jej urodziny. A zebrała się cała śmietanka towarzyska : jest biznesmen, jest ceniony chirurg, jest diwa operowa, cały przekrój... elit i establishmentu, z wyjątkiem polityków ;]

          Organizacja jest znakomita, choć przyjęcie kameralne : są kelnerzy, jest muzyka, a sama Cornelia chętnie tańczy do jakiegoś italodisco. MOżna sądzić, ze wywija właśnie po to, by zapomnieć, że syn nie przyszedł.

          Następnego dnia Cornelia przepytuje swoją sprzątaczkę, która sprząta także u Bardu, jak też wygląda mieszkanie syna, i że zapewne nadal jest tam bajzel, bo przecież Carmen [narzeczona Bardu] to bałaganiara i flejtuch. Cornelia najwyraźniej nie znosi Carmen, jest po prostu... zazdrosna o syna. O to że odszedł z domu, by zamieszkać z kobietą.

          Kiedy Cornelia siedzi wśród widzów śledzących próby do najnowszej opery, siostra wyciąga ją z widowni. Każe jej nie panikować, zachować spokój : Bardu miał wypadek samochodowy. Zabił dziecko. Jest w areszcie.

          Cornelia istotnie nie panikuje. Razem z Siostrą jadą na posterunek policji, w Bacu, to dzielnica pod Bukaresztem [nie żebym był taki oblatany, tak wynika z filmu ;)]. Jest wieczór. Pod budynkiem awanturuje się lekko jakiś wąsacz. Od policjanta Cornelia i jej siostra dowiadują się, ze to wuj zabitego chłopca.

          POczekalnia. Cornelia ma nadzieję spotkać się z synem. Musi jednak czekać i spędza ten czas w nerwach oraz milczącym towarzystwie matki i rodzeństwa zabitego chłopca. Cornelia i siostra w drogich futrach, tamta jejmośc ubrana bardzo skromnie. Już wiemy, że syn Cornelii zabił chłopca pochodzącego z jakiegoś biednego domu.

          reżyser Calin Netzer nie przyspiesza niczego, pozwala poczuć ten nieznośnie dłużący się czas oczekiwania. Już kilka razy wydaje się, ze Cornelia zostanie wpuszczona w odwiedziny, a jednak tak się nie dzieje. Czeka, siedzi, spogląda na siostrę, ona na nią, rozglądają się obie, ktoś przechodzi, ktoś wychodzi... Prawdziwe do bólu.

          Wreszcie Cornelia dostaje możliwość zobaczenia się z Bardu. Wujek zabitego protestuje. Dlaczego ona pierwsza ma być dopuszczona do sprawcy, który będzie składał zeznania ? Ale są równi i równiejsi.

          Policjant i policjantka zapoznają Cornelię z okolicznościami zajścia : Bardu najpewniej przekroczył szybkość, chłopiec przebiegał jezdnię, Bardu w niego wcelował. Dzieciak przeleciał w powietrzu 26 metrów, mówi z goryczą policjantka, która stara się zachować profesjonalnie, ale od razu widać, ze denerwuje ją postawa Cornelii, która przejmuje kontrolę i ingeruje w zeznania, jakie spisuje Bardu.

          Mianowicie, kiedy on pisze, że jechał 140/h, ona każe mu skreślić i napisać, ze jechał 110, czyli z max dopuszczalną prędkością. Policjantka ostrzega, że jesli kłamstwo wyjdzie na jaw, będzie to okolicznośc dodatkowo obciążająca sprawcę. Cornelia jednak nie słucha jej zupełnie. Nawet wtedy, kiedy policjantka oznajmia, że jest świadek zajścia. Jest nim kierowca auta, które Bardu wyprzedził tuż przed tym jak uderzył w chłopca. I ten świadek zeznał wstępnie, że jechał 110/h. Jesli Bardu go wyprzedził, musiał jechać szybciej. W dodatku, do sprawy zaangażowani zostaną eksperci i oni też mogą kłamstwo [albo nieścisłośc w zeznaniach] obalić. Cornelia jest jednak nieugięta.

          Potem Bardu przechodzi badania u lekarza, test na trzeźwość. Nie pił. Wygląda na to, ze jechał za szybko, ale i dzieciak zrobił swoje wieczorem wpadają mu pod koła na autostradzie.
          Cornelia cały czas jest z synem, wszystkiego dogląda, wszystkiego pilnuje.

          Bardu zostaje wypuszczony do domu, a policjant powiada "znalazłem panią w internecie, czy mogłaby pani polecić mi kogoś, kto doradziłby moim znajomym w kwestii budowy domu..." - cóż za sytuacja. dochodzenie w sprawie zabójstwa dziecka, a pan policjant zmienia temat, bo się dowiedział z kim ma do czynienia. NIKT nie mówi tutaj o chłopcu, tylko ta młoda policjantka, na oko - początkująca - wykazuje jakieś oznaki empatii.

          Cornelia zabiera zgaszonego zupełnie Bardu do domu. Wyprowadził sięz niego, kiedyć z narzeczoną Carmen.

          Cała sytaucja jest dla Cornelii, z jednej strony stresująca, bo syn może pójśc do więzienia, a z drugiej : staje się okazją do tego, by go odzyskać, by znów go mieć przy sobie. Bardu ma 34 lata, ale jej to nie wzrusza. Traktuje go nadal jak dziecko, którym powinna się opiekować. Kocha go, ale ta miłość jest jednak w jakiś sposób toksyczna. I chyba zaczyna nam kiełkować w głowie idea, dlaczego Bardu - jak sama powiedziała - bywa wobec niej wręcz agresywny, unika jej i sprawia wrażenie jakby jej nienawidził.

          cdn
        • grek.grek "Pozycja dziecka" [2] 05.10.16, 13:47
          Owszem, Bardu po wypadku jest tak oszołomiony, że daje się matce prowadzić za rękę, potem znów do swojego pokoju w domu rodzinnym, a później matka naciera mu plecy jakąś maścią, bo wyszło na to, ze się uderzył w bark podczas tej drogowej... jak to w ogole okreslić - "kolizji" ?

          Następnego dnia rano, Bardu nie chce rozmawiać z nią, ani z Relym. Idzie się położyć. Prosi tyllko matkę, a raczej wydaje polecenie, zakupu jakiegoś kosmetyku czy lekarstwa na katar ?

          Cornelia konsultuje wszystkie prawne możliwości działania. Adwokat już uruchomiony, wszystko się kręci, nic nie jest pozostawione losowi. I nie pozostanie...

          Po południu Cornelia ogląda na policji auto Bardu, rozbite podczas wypadku. Ze środka zabiera chyłkiem jego telefon. Popełnia chyba przestępstwo ?

          Potem jedzie do mieszkania Bardu. Pakuje jego rzeczy, pewna że syn znów u niej zamieszka, co będzie spełnieniem jej planów i oczekiwań. Kiedy tak buszuje po jego mieszkaniu, z drugiej strony próbuje się tam dostać Carmen, ale nie może - drzwi są zamknięte od środka. Cornelia nie otwiera jej. Siedzi cicho. W pewnym momencie zaczyna dzwonić jej komórka. Ma specyficzny dzwonek, jest to fragment symfonii Bethoveena [chyba ;)]. Carmen odchodzi.

          Cornelia spotyka ją ponownie u siebie w domu. Carmen przyjechała do Bardu. Podczas kolacji dochodzi do długiej rozmowy. Cornelia zapowiada, ze jest kilka spraw do wykonania w związku z zaistniałą sytuacją : trzeba porozmawiać ze świadkiem i skłonić go do zeznań na korzyść Bardu, trzeba też odwiedzić rodzinę zabitego chłopca, może także pójść na pogrzeb, a już na pewno trzeba ten pogrzeb sfinansować. Cornelia nie współczuje rodzinie, ma tylko jeden cel : uratować syna.

          Cornelia sugeruje, że to Bardu powinien iśc na wszystke te spotkania. Żeby zrobić lepsze wrażenie i po prostu pomóc sobie samemu. Jest zawiedziona, kiedy Bardu oznajmia, że "skoro już zaczęliście sami działać w tej sprawie, to doprowadźcie ją do końca". A chwilę później dzwoni komórka Cornelii, i Carmen orientuje się z czyjego powodu nie mogła wejśc do mieszkania.

          Wreszcie Bardu wstaje i powiada, że jedzie do domu. Cornelia aż podskakuje, bo wierzyła, ze syn zostanie z nią. Próbuje go zatrzymać, przemówić do niego, ale Bardu z prawdziwą niechęcią zbywa ją milczeniem, a jak już odpowiada, to zwraca uwagę na to, ze prosił ją by kupiła mu konkretny kosmetyk, a ona owszem - kupiła, ale NIE TAKi. Cornelia na to, że owszem, ale ten który kupiła jest lepszy i dwa razy DROŻSZY. Wściekły Bardu wali tym kosmetykiem w ścianę. "Zawsze robisz to, co ty chcesz, podejmujesz każdą decyzję sama, a mnie traktujesz jak powietrze", zarzuca jej i ma rację.

          Istotnie, tak to wygląda. Ona robi wszystko, a on może tylko asystowac. Niby można odnieśc wrażenie, że Bardu pasuje taka sytuacja, ale... czy naprawdę ? Czy nie odsuwa się od matki, bo chce wydorośleć, a ona mu nie pozwala swoją nadopiekuńczością ? Od tego momentu inaczej patrzy się na Bardu. Wcześniej wyglądał na rozpieszczonego synalka, który wprawdzie jest w szoku po wypadku, ale nie wygląda na to, żeby się wzruszył. Teraz jednak wiemy, że ma swoje racje i ta awantura jest tylko pozornie o jakiś błahy kosmetyk. W istocie, chodzi o relacje między nim, a matką, które są nie do przyjęcia dla niego.

          Rely próbuje ich namówić do rozmowy, ale Bardu wychodzi. I na odchodnem wytyka matce, że jak śmiała grzebać mu w mieszkaniu i nie wpuścić tam Carmen ! Carmen, bardzo ładna 40-latka o iście andaluzyjskiej urodzie, tylko słucha, niespecjalnie się odzywa.

          cdn
        • grek.grek "Pozycja dziecka" [3] 05.10.16, 14:17
          Po jego wyjściu Cornelia rzuca zdenerwowana "Umywam ręce, niech sam sobie radzi". Ale wiemy,że tylko tak mówi. Za bardzo kocha syna, nawet jeśli jest to miłość dziwna i będąca dla niego kulą u nogi. Czy jednak można ją osądzać negatywnie ?

          Niesamowite, że podczas tych wszystkich czynności wokół wypadku Cornelia zawsze ma w głowie tylko syna. Nie myśli kompletnie o ofierze jego rajdu nocną porą. Na komisariacie policjantka rzuca niewinną uwagę, żeby Cornelia nie pomagała synowi zeznawać, a ona reaguje "Rzucacie się na niego jak hieny". W domu mówi "Musimy chłopaka ratować, bo gotowi mu zmarnować życie". Nic o JEGO odpowiedzialności, o JEGO winie, o JEGO sumieniu. Tak jakby Bardu był przedmiotem. Ona zwyczajnie nie dopuszcza do siebie myśli, że jej syn to dorosły człowiek, który cokolwiek czuje.

          Ofk, na spotkanie ze świadkiem, panem Laurentiu idzie Cornelia. Umawia się z nim przez telefon. "Jak panią poznam ?" - "Blondynka, sredniego wzrostu, taka 30tka co wygląda na 60" ;]

          Rozmawiają w restauracji w galerii handlowej. Laurentiu jest panem po 50-tce, kulturalnym, dobrze ubranym. Wyjaśnia sytuację : jechał 110/h, Bardu go wyprzedził i walnął w dzieciaka. Zatem, przekroczył szybkośc. To są fakty. Ale... jak rozumiem, pani tutaj przyszła, żeby porozmawiać o tym czy można ZMIENIĆ moje zeznania. Otóż : można. Jak pani syn zezna, że jechał 110, to ja powiem że jechałem 90. Jesli on powie, ze jechał 100, to ja powiem, że jechałem 80. Rozumie pani ?

          Cornelia pali swojego papierosa, swobodna poza, przygląda mu się uważnie. Laurentiu kontynuuje : pani syn przekroczył szybkośc, zabił dziecko, ale mały wpadł mu pod koła, było ciemno, pani syn nie pił, dojdzie złagodzenie w powodu współwiny rodziców, którzy dziecka nie dopilnowali, syn był niekarany, zapewne wyjdzie wcześniej za dobre sprawowanie : ergo - odsiedzi 3 lata. "3 lata czy wolnośc ? oto pytanie, na które musi sobie pani odpowiedzieć", powiada Laurentiu.

          Cornelia pali nadal i cedzi "Niech pan mi na nie odpowie". Na co Laurentiu : "Bardzo proszę. Spotkaliśmy się tutaj, bo pani chce abym zmienił swoje zeznanie na korzystne dla pani syna. Zrobię to. Za 80 do 100 tys euro".

          Na to Cornelia wstaje i mówi, że nie zapłaci, bo nie ma, a jakby miała też by nie zapłaciła. Negocjuje w ten sposób. Ma nadzieję, ze Laurentiu się zreflektuje i opuści cenę. Udaje się jej. Częściowo. Laurentiu sugeruje, że na razie zadowoli do zadatek, a co do reszty - pogadają, jak on wróci z Monachium , gdzie wyjeżdza na dniach. To Cornelii pasuje. Siada z powrotem i pyta, ile to ma być. Kiedy pada suma 100 euro, ona mowi że tyle nie ma, wieć Laurentiu proponuje, żeby zapłaciła za jego zamowienei. I kiedy ona kładzie 50 euro na stoliku, Laurentiu chowa je do portfela, a płaci swoimi dinarami. Cornelia jest zdumiona, a on zadowolony. Chciał zadatku - i go ma.

          Po tej rozmowie, znakomitej - stąd tak szczegółówo o niej napisałem :], Cornelia odwiedza mieszkanie syna. Nie ma go. "Wyszedł, i powiedział że wróci jak pojedziesz sobie", skrępowana informuje ją Carmen.

          cdn
        • grek.grek "Pozycja dziecka" [4] 05.10.16, 14:43
          Cornelia wie, że nie wygra z Carmen, w walce o serce Bardu. Przyjechała więc, aby zaproponować "bliższą współpracę". Jak zaczną mieć ze sobą normalne relacje, zaczną się może nawet przyjaźnić, to Bardu będzie i na nią patrzył przyjaźniej. Dociera do niej, że musi się PODZIELIĆ synem z kobietą, którą wybrał.

          Carmen jest świetna. I chyba naprawdę chce tego zawieszenia broni, nawet jesli ona sama zawsze była w porządku wobec Cornelii. To Cornelia była zawsze najeżona wzgledem niej, uważała ją za konkurentkę do względów syna, którą trzeba wyeliminować.

          Cornelia wypytuje ją o dziecko, którego wciąz nie mają. I tutaj Carmen otwiera się na jej pytanie, aż do przesadnej intymności. Opowiada o ich życiu seksualnym, o tym że ona chciała to dziecko mieć, ale to Bardu robił wszystko, by do ciązy nie doszło. Sypią się detale aż fizjologiczne. Wychodzi na to, ze Bardu dostawał nerwicy nawet wtedy, kiedy przypadkowo podczas seksu zsunęła mu się prezerwatywa i wytrysk niby na zewnątrz mógl jednak spowodowac ciąże, więc domagał się żeby carmen natychmiast umyła się i zażyła odpowiednie pigiłki. TO ON nie chce dziecka, a nie ja - wyjąśnia spokojnie Carmen. Cornelia orientuje się w jakim błędzie była, oskarżając ją o to, że wnuk jeszcze się nie począł.

          Cornelia prosi ją o to, by namówiła Bardu, by pojechał z nimi odwiedzieć rodziców zabitego w wypadku chłopca. Dla własnego dobra, może uda się ich jakoś przekonać, by nie występowali z jakimiś dodatkowymi oskarżeniami, czy coś takiego. "Przedstaw to jako swój własny pomysł, wtedy się zgodzi", namawia Cornelia i Carmen się zgadza.

          Zanim ruszą w drogę - Bardu prosi matkę na rozmowę. Siedzą w oszklonym hallu jakiegoś budynku i Bardu spokojnie, ale stanowczo wykłada matce koniecznośc zmian. Nie może go kontrolować, koniec tego, musi mu pozwolic dorosnąć, mieć swoje życie, swoje problemy, musi mu pozwolić wiązać się z kim chce, musi zacząć pozwalać mu dojrzewać do odpowiedzialności za własne życie. "Od tej pory - TO JA dzwonię do ciebie, zeby się dowiedzieć co słychać", zapowiada. I dodaje " Ludzie w twoim wieku mają hobby, zainteresowania, jeżdzą pod piramidy...", na co Cornelia "Ludzie w moim wieku... mają świetne relacje ze swoimi dziećmi". I dodaje "Nie chcę niczego poza szacunkiem. Tyle jesteś mi winien". Bardu jest nieugięty, zapowiada zmiany i mozna sądzić, że tym razem matka coś zrozumiała.

          Jadą do dzielnicy Bacu, gdzie mieszka rodzina zabitego chłopca. TO dzielnica wiejska, dom rodziny dziecka mieści się za staromodnym płotem, jest jakaś stodoła, ganek jak w wiejskiej zabudowie.

          Bardu nie ma odwagi pójść i porozmawiać z rodzicami dzieciaka. "mam iśc sama ? Co ja im powiem ?", pyta go Cornelia, a on odpowiada "A ja ? co JA im powiem ?". Siedzą tak przez chwilę, i znów to matka musi wziąć wszystko na klatę. Prosi Carmen żeby poszła z nią.

          Bez entuzjazmu zostają zaproszone do środka, muszą zdjąć buty na progu. Ojciec i matka zabitego dzieciaka płaczą, są nadal w fatalnym nastroju. Ojciec na przemian płacze za synem, rozpacza, ze "tyle razy mówiłem mu ; nie biegaj po autostradzie !", a w końcu przez łzy domaga się kary dla mordercy.

          Cornelia sypie się z kazdą minutą. Ale nie z powodu ich łez i żałoby, którą aż zalewają pokój. Ona się boi o to, że nie zdoła przekonać ich, by odpuścili jej synowi. Wreszcie tama puszcza, i Cornelia roniąc łzy i ocierając je chustką, ale zachowując cały czas pewną klasę, opowiada jak dobry jest Bardu, wymienia jego zalety, opowiada o ich wzajemnych relacjach, daje wyraz swojej matycznej miłości, prosząc wreszcie rodziców dzieciaka, by "nie marnowali życia jej synowi". "Wy macie jeszcze inne dzieci, ja mam tylko jego".

          Matka zabitego słucha jej, a potem sama opowiada o ostatnim telefonie od swego syna, przynosi jego rzeczy [przypomniało mi się, że na posterunku policjantka powiedziała, że "z tego dzieciaka nic nie zostało, lekarze zbierali kaszę zamiast ciała"], a ojciec powiada "Pani syn się nie zatrzymał, rozumie to pani ? Nie pomógł mu. Pozwolił mu zdechnąć na jezdni, jak psu ! Wystarczyło by próbował mu pomóc". Cornelia na to "Policja mu nie pozwoliła", na co ojciec "To nieprawda. Policja przyjedchała dużo później". To nie jest anioł zemsty, to zwykły skromny człowiek w rozpaczy. I ma rację. Ale i ona ją ma - jako matka walcząca wbrew wszystkiemu o przyszłośc syna. Zderzają się instynkty. Niezwykła jest to scena, bardzo kameralna, w ciasnym pokoiku. Nie tzreba milionów, by robić wielkie kino.

          Cornelia chce zapłacić za pogrzeb chłopca, ale rodzice odmawiają. Odsuwają kopertę z grubą gotówką. A ja miałem wrażenie, ze Cornelia dała te pieniądze jakby dawała... łapówkę za pomoc w "ratowaniu jej syna".

          "Weźcie je dla młodszych dzieci, dla młodszego syna, przyda się", zachęca, ale odmawiają ponownie. Cornelia prosi więc o to, by mogła uczestniczyć w pogrzebie, ale też przecząco kręcą głowa. "Nie... niedobry pomysł, nie".

          Cornelia i Carmen wracają do auta. Cisza jak makiem posiał. W lusterku bocznym Cornelia widzi, ze ojciec zabitego chłopca wyszedł przed dom, stoi w bramie. I wtedy Bardu prosi ją by otworzyła mu drzwi [ siedzi z tyłu]. Matka otwiera, a Bardu idzie porozmawiać z tym ojcem.

          Nie wiadomo o czym mówią, widać tę scenę albo w lusterku bocznym od strony kierowcy, czyli Cornelii, albo przez tylną szybę auta. Bardu ze spuszczoną głową długo wydaje się mówić, ojciec słucha, podają sobie dłonie, ale nie prawe, lecz lewe. Ojciec wydaje się wzruszony. Ochodzi, na chwilę robiąc gest, jakby się jeszcze chciał zatrzymać.

          Bardu wraca do auta. Jest zapłakany. Siada i nic nie mówi. Cisza.

          Koniec filmu.

          wybitne kino ! ogląda się jednym tchem, finalnie ten Złoty Niedźwiedź w Berlinie w ogóle nie zaskakuje.
          • grek.grek "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 05.10.16, 14:56
            LUminita Gherorgiu gra wybitnie, ani na moment nie traci spokoju i opanowania, ani na moment przesadna miłośc jej bohaterki do syna nie nosi znamion histerii czy egzaltacji. Walczy o odzyskanie nad nim kontroli, co myli się jej z miłością, ale zawsze na zimno, i zachęca tym samym do szukania w swojej twarzy, gestach, spojrzeniach, mowie ciała jednak jakichś dowodów wysokiej temperatury uczuć, jakie Cornelia MUSi gdzieś tam odczuwać.

            kamera jest znakomita, a aranżacje kolejnych scen kameralne i perfekcyjne zrealizowane. Mistrzostwo w filmowaniu dialogów dwóch postaci siedzących przed sobą ! Mistrzostwo !

            Scenariusz naprawde robi wrażenie, wszystko rozgrywa się w bardzo realistycznych rozmowach, które są jakby poglądane przez reżysera. Nie pcha się do srodka, nie ustawia ich, mam wrazenie, ze aktorzy bardzo często improwizują, a priorytetem oszczędności ekspresji. Dlatego nieliczne wybuchy wzruszeń są tak zauważalne i zyskują dodatkowe znaczenie.

            Nie ma wątpliwośći, że Cornelia przekupując i namawiając do zachowań niekoniecznie etycznych, nie jest w zgodzie z kodeksem moralnym. Ale... jej intencją jest ratowanie syna, ktorego dobro wynosi ponad wszystko. Czy można winić miłośc matki ? A z drugiej strony : czy ta miłośc jest zdrowa ? Czy nie pozbawia jej syna prawa do ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny ? Nie - zdejmuje z niego odpowiedzialnośc, ale właśnie - POZBAWIA jej go, bo on wydaje się być gotów, ale matka nie ma zamiaru mu pozwolic. Z jego ust nie słyszymy ani przez moment chęci wyłgania się od zarzutów.

            W jakim stężeniu zawarta jest tutaj krytyka stosunków społecznych w Rumunii, to już trudno powiedzieć, aczkolwiek - możliwe, że to film o przesłaniu uniwersalnym, wszędzie są układy, układziki, wszędzie człowiek z pieniędzmi i kontaktami jest w stanie zrobić więcej dla swojej, i bliskich, pomyślności, niż rodzina z biednej wioski, której w wypadku ktoś zabił dziecko.

            trailer ;
            www.youtube.com/watch?v=ZtoCo9pJ2yU
            PS : dziękuję i kłaniam się z dygnięciem wszystkim, którzy zaczęli czytać i dotarli do końca :]]




            • grek.grek Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 05.10.16, 16:58
              sięgnąłem po recenzje :]

              I oczywiscie poprawki pragnę nanieść.

              - chłopiec którego zabija w wypadku Barbu, miał 14 lat
              - dzwonek telefonu Cornelii, to nie Beethoven, tylko suita na wiolonczelę Bacha

              I przypomniało mi się, jak Cornelia pyta sprzątaczkę - która pracuje i u niej i u syna - czy widziała Barbu czytającego ksiażkę Herty Mueller, którą mu kupiła niedawno. Sprzątaczka powiada, że nie widziała. A Cornelia dodaje,że wcześniej kupiła mu też ksiażkę Orhana Pamuka, i też jej nawet nie otworzył. "A przecież to dwoje laureatów ostatnich Nobli w literaturze". Sprzątaczka rzuca nieśmiało "Czytałam ostatnio piękną książkę [i wymienia tytuł]", ale Cornelia tylko patrzy na nią przelotnie i nie wykazuje zainteresowania kontynuowaniem wątku.


            • barbasia1 Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 06.10.16, 12:36
              Reżyser o swoim filmie mówi tak:
              - Patologiczne relacje rodzinne zdarzają się wszędzie, łapówki też. Ale celowo wybraliśmy bohaterów z tej najbardziej wpływowej klasy społecznej: mam wrażenie, że tu takie sytuacje i zachowania zdarzają się częściej [...] Film opowiada o matce i synu, ale chcieliśmy, żeby pokazywał też dzisiejszą Rumunię. Kraj sprzeczności. Ale też kraj, w którym rządzą społeczna nieufność, walka o wpływy, korupcja.
              wyborcza.pl/1,75410,15614335,Matka__syn__trup_i_Rumunia__Do_kin_wchodzi_imponujaca.html
              Pokazane w filmie mechanizmy nie są tylko specjalnością Rumunii, w mniejszym lub większym stopniu obecne są wszędzie na całym świecie, także u nas, w Polsce, o czym co jakiś czas donosi prasa.

              Coś do czytania!
              Po sukcesie w Cannes nadeszła kolej na festiwal w Berlinie, który nagrodził film należący do rumuńskiej nowej fali, pokolenia reżyserów nieznanych w ich własnym kraju, bo nie ma w nim kin. Podobnie jak w filmie „Za wzgórzami” Cristiana Mungiu, „Pozycja dziecka” Călina Petera Netzera wyraża poczucie „cierpienia i rozpaczy bycia Rumunem”, wyjaśnia socjolog.

              całość tu:
              www.voxeurop.eu/pl/content/article/3432241-w-kinie-samobiczowanie-sie-oplaca
              A!
              Ten fragment mi się szczególnie podoba:

              Spodziewam się więc, że kiedyś przypadnie nam Nobel za opisanie transformacji, czyli za temat przewodni filmów nowej fali. Filmów, o których pewnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie otrzymały nagród na międzynarodowych festiwalach, bo większość z nas uważa je za zniesławiające nasz kraj. Ci młodzi reżyserzy starają się o dofinansowanie z instytucji, jaką jest Narodowe Centrum Filmowe. Ale otrzymać stamtąd jakieś pieniądze jest bardzo trudno.

              Przypominają mi się dyskusje nad filmami "Ida" i komentarze z naszych prawicowych gazet o tym jakoby film Ida" i jej reżyser "zniesławiał" i "szkalował Polskę".

              Oczywiście, wszyscy lubią, wolą, jak się go chwali i nikt nie lubi, jak się go krytykuje, wypomina dawne lub obecne grzechy, przewinienia, błędy, jak się przypomina o tym, o czym ten chętnie by zapomniał. Uważam, że jest to oznaką infantylizmu oburzanie się na tego, który mówi głośno o grzechach i zaprzeczanie jakoby miały one miejsce. Dojrzałą postawą jest stanięcie twarzą w twarz ze swoimi grzechami, dokonanie jakiegoś rozliczenia i może zadośćuczynienia, by móc ruszyć dalej, by być lepszym wymiarze indywidualnym, społecznym.

              Myślę, że o to właśnie chodzi w tych wszystkich filmach ,w uproszczeniu nazwę je rozliczeniowymi, żeby naród się w nich przejrzał jak w lustrze, przemyślał, wyciągnął naukę dla siebie i by był lepszy w przyszłości. A nie po to by go postponować, poniżać, ośmieszać.







              • grek.grek Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 06.10.16, 13:41
                dzięki, Barbasiu.

                bardzo ciekawe rozwinięcie wątku. Kino rumuńskie ma dzisiaj swój moment w światowej kinematografii, i rzeczywiście świetnie opisuje zarowno moment przed 89, jak i czasy po. Bardzo obiektywnie, opowiadając historie zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną, zadające celne pytania. U nas się to jakoś rozmyło, albo pchano na cokoły katolickich bohaterów albo rozwodzono się nad konsekwencjami zaniechania lustracji. Mało te wewnętrzpolskie spory i polscy bohaterowie z pomnikow obchodzili świat, dlatego m.in polskie kino długo było w defensywie.

                zdecydowanie się z Tobą zgadzam.
                rozliczanie błędów, to konieczność.
                Ale też rozumiem tych, którzy uważają, że ostatnimi czasy wymknęły się spod kontroli proporcje pomiędzy rozliczeniami, a podkreślaniem zasług i chlubnych momentów w historii.

                Nie masz wrażenia, że w ostatnich kilku latach np. cała opowieść o Polakach i Zydach z okresu 2 wś. została sprowadzona do Jedwabnego i to wydarzenie zaczęło okreslać całokształt tych relacji ? [mimo że w Yad Vashem to Polacy są najliczniej reprezentowani]


                • barbasia1 Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 07.10.16, 23:42
                  > zdecydowanie się z Tobą zgadzam.
                  > rozliczanie błędów, to konieczność.
                  > Ale też rozumiem tych, którzy uważają, że ostatnimi czasy wymknęły się spod kon
                  > troli proporcje pomiędzy rozliczeniami, a podkreślaniem zasług i chlubnych mome
                  > ntów w historii.

                  To nie jest tak. Całe dziesiątki lat nie mówiono o tej kwestii, obowiązywała jedna narracja, że Polacy w czasie wojny pomagali Żydom, i dlatego w Yad Vashem to Polacy są najliczniej uhonorowani, aż w końcu nadszedł czas, by ujawnić także te niechlubne fakty , straszliwe przewiny wobec Żydów w czasie II wojny. Stąd może niesłuszne wrażenie o nierównych proporcjach.

                  > Nie masz wrażenia, że w ostatnich kilku latach np. cała opowieść o Polakach i Z
                  > ydach z okresu 2 wś. została sprowadzona do Jedwabnego i to wydarzenie zaczęło
                  > okreslać całokształt tych relacji ? [mimo że w Yad Vashem to Polacy są najliczn
                  > iej reprezentowani]

                  WTVPKultura oglądałam i słuchałam w wakacje krótkiej rozmowy z żydowską pisarką, teraz nie pamiętam nazwiska (była gościem Literackiego Sopotu), kobietą w średnim wieku i ona powiedziała, co mnie ogromnie zaskoczyło, że miała ugruntowany negatywny stereotyp Polaków jako ludzi złych, prawie "tak samo złych jak Niemców" - jak się wyraziła! To się zmieniło , kiedy zaczęła przyjeżdżać do Polski i poznawać Polskę i Polaków.
                  Więc tak mi się wydaje, może się mylę, że te polskie rozliczenia z historią , mogą tylko doprowadzić do polepszenie relacji polsko-żydowskich.
                  • grek.grek Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 08.10.16, 12:18
                    trochę to jest tak, Barbasiu, jak z dyskusją o przeznaczeniu noża :]

                    niby wiemy, że używa się go do krojenia chleba, ale po jakichś drastycznych morderstwach z jego użyciem, zaczynamy się przychylać - jako społeczeństwo - do opinii, że przede wszystkim służy on jako narzędzie zbrodni. jedno morderstwo nożem może mieć większą moc opiniotwórczą niż milion kanapek zrobionych z jego pomocą.

                    ostatnimi czasy mam wrażenie, że na Zachodzie są pewne środowiska, które mają za złe Polakom, że i wsród nich zdarzali się ludzie nie dośc heroiczni, by pomagać Zydom, czasami nawet ich wydawali.

                    wg mnie, jest to nieuczciwe zachowanie. Warto pamiętać, że ci, którzy ukrywali w swoich mieszkaniach Zydów, narażali na śmierć całą społecznośc, czy to kamienicy czy dzielnicy czy wioski. Czasami ktoś , w trosce o swoją rodzinę i los całej społeczności, wydawał takiego heroicznego bohatera. Czy mozna jednak winić człowieka, który stawiał życie swoich dzieci wyżej niż zycie ukrywanych Zydów przez sąsiada, ratującego im życie, ale bez pytania czy sąsiedzi chcą ryzykować swoje w imię tego szczytnego celu ? Czy to było owo zmuszanie do heroizmu innych ?

                    o takich wyborach chciałbym kiedyś zobaczyć film :]
                    • barbasia1 Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 08.10.16, 18:06
                      > ostatnimi czasy mam wrażenie, że na Zachodzie są pewne środowiska, które mają z
                      > a złe Polakom, że i wsród nich zdarzali się ludzie nie dośc heroiczni, by pomag
                      > ać Zydom, czasami nawet ich wydawali.

                      A czyja to wina, że jest taki obraz? Przecież Polska nie chwali się na cały świat swoimi bohaterami z czasów II wojny światowej!? O wspaniałej Irenie Sendlerowej, która ratowała dzieci z warszawskiego getta, która zresztą sporo wycierpiała po wojnie za swoją ofiarność , nikt przez dziesiątki nie wspominał, rozgłos zyskała dopiero po 2000 roku dzięki przygotowaniu przez grupę amerykańskich (sic!) uczennic szkolnej sztuki. A potem znów Amerykanie podchwycili temat i nakręcili film z Anną Paquin w roli głównej.

                      O niesamowitej historii Jana i Antoniny Żabińskich, którzy ukrywali w czasie wojny na terenie ogrodu zoologicznego uciekinierów z warszawskiego getta, chyba setkę, też dopiero niedawno cała Polska się dowiedziała. Okazuje się, że ta historia też zostanie zekranizowana w Hollywood. Miejmy nadzieję, że powstanie pasjonujący film.


                      > wg mnie, jest to nieuczciwe zachowanie. Warto pamiętać, że ci, którzy ukrywali
                      > w swoich mieszkaniach Zydów, narażali na śmierć całą społecznośc

                      My to wiemy, my o tym pamiętami, ale Zachód, skąd ma wiedzieć.
                      W polskiej kinematografii jest sporo filmów podejmujących temat ratowania Żydów, ale są to filmy , które powstały dawno temu, w innych czasach, nikt w telewizji ich nawet już nie pokazuje, warto by więc nakręcić coś nowego, coś co trafi do Zachodniego odbiorcy.
                      • grek.grek Re: "Pozycja dziecka" jeszcze słowo 09.10.16, 12:47
                        celne uwagi, Barbasiu.

                        wiesz, myślę sobie, że edukacja na Zachodzie jednak kuleje. Ciągle np. istnieje tam przyzwolenie dla "polskich obozow koncentracyjnych", a wizerunek Polaka-żydożercy jest jednak dośc rozpowszechniony.

                        wydaje mi się, że po II wś. pewne rzeczy powinny być oczywiste. Szkoła powinna o tym uczyć, media przypominać, dom powinien przekazywać dzieciom odpowiednie wzorce.

                        my nie jesteśmy Niemcami, ale wiemy że nie wszyscy Niemcy byli brzydcy, że bardzo wielu było dobrych, nie musimy widzieć filmów o tym, ba - możemy zobaczyć sto filmów, z samymi brzydkimi Niemcami i to nam nie przeszkodzi wiedzieć, że rzeczywistość nie była taka jednostronna.

                        daleko mi do teorii spiskowych, ale można odnieśc jednak wrażenie, że są ośrodki, środowiska, media, które pracują usilnie nad tym, zeby pokrzywdzona przez wojnę Polska nie była taka moralnie czysta, żeby ją czymś ubrudzić, żeby jej wizerunek w odpowiedni sposób popsuć.

                        mam wrażenie, ze ta "wspólnota europejska" realizuje się także w polityce historycznej, ktorej celem jest zamazywanie pewnych faktów, powtarzaniu bzdur ["polskie obozy", ktore wszelako można sprytnie interpretowac, jako "umiejscowione w Polsce', a nie "polskiego autorstwa", ale skoro termin może być dwuznacznie odczytywany, to może lepiej dać sobie z nim spokój i wprost pisac 'nazistowskie obozy na terenie Polski" ? Jesli ktoś ignoruje zagrożenia i nadal używa dwuznacznego sformułowania, to albo jest ignorantem albo ma w tym określony cel], zrównowanie postaw, wprowadzanie zamętu.

                        popatrz na Wołyń - nawet w samej Polsce pojawia się wiele artykułów i komentarzy sugerujących, że napaść Ukraińców na POlaków i późniejszy odwet - na znacznie mniejszą skalę - Polaków na ukraińcach, to wydarzenia proporcjonalnie tragiczne i w sumie nieważne, kto zaczął, kto i jak zabijał, kto posłużył się nacjonalizmem, a kto rozpaczą.

                        uważam, że tło tych zdarzeń bylo dużo głębsze niż potocznie się sądzi, duży wpływ miało to, jak przez wiele lat Polacy traktowali tam Ukraińców i w jakim poniżeniu tamci żyli, lecz co innego poniżenie polegajace na tym, że pewne pozycje społeczne były dla Ukraińców z samej zasady nieosiągalne, a co innego okładanie człowieka siekierą z samej zasady, że "Lacha trza rezać".

                        Więc, wydaje mi się, że przez ostatnie 30 lat nie docenialiśmy znaczenia polityki historycznej i tego, co się w tym czasie n a Zzachodzie działo, jak udało się pewne fakty dot. Polski przeinaczyć, wyolbrzymić epizody do rangi symboli określających całokształt spraw.
    • grek.grek 0:10 Polsat "Droga do zatracenia" 04.10.16, 16:27
      Polsat zaskakuje ponownie :]

      film Sama Mendesa z 2012 roku.

      kryminał noir z akcją w realiach 30s i czasach Wielkiego Kryzysu w Ameryce.
      13-letni Michael Sullivan Jr. przeżywa szok, kiedy odkrywa, że jego grzeczny i porządny, szanowany wszędzie, tata Michael Sullivan senior jest płątnym zabójcą pracującym dla irlandzkiej mafii. To początek dramatu całej rodziny Sullivanów.

      Tom Hanks, Paul Newman, Jude Law - dobra obsada, choć do Toma Hanksa, zwłaszcza w głównych rolach, hehe, nigdy nie mogłem się przekonać i może ze dwa razy udało mu się mnie zaskoczyć. Mam nadzieję, że to będzie trzeci raz :]

      O ile w ogóle dam radę obejrzeć.

      A Wy ?
      Mocna kawa i budzik na północną godzinę, czy jednak nie ? :]

      ciekawi mnie ten film, głównie z powodu Sama Mendesa, którego po "American Beauty" czy "Drodze do szczęścia" nie mogę zignorować, jako rezysera :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Scena zbrodni" 05.10.16, 16:52
      must see !

      doskonała godzina.

      Joshua Oppenheimer wymyślił to po mistrzowsku : pojechał do Indonezji, odnalazł właściwych ludzi, wmówił im,że kręci film fabularny o nich, a potem po prostu pozwolił być sobą. Oni mu uwierzyli, ba - poczuli się dowartościowani na całej linii, i powstało coś naprawdę niecodziennego.

      Wyznanie morderców, którzy nie czują żadnej skruchy, których bawi to co zrobili 40 lat wcześniej, którzy nie rozumieją [prawie do konca] co uczynili.

      W latach 60-tych prawicowo-nacjonalistyczne szwadrony śmierci wymordowały 2 miliony ludzi, przede wszystkim związanych z opozycją komunistyczną, ale także nawet tych, którcyh zaledwie podejrzewano o takie relacje.

      do dziś zbrodniarze są ważnymi miejscowymi figurami, filarami społeczności lokalnej, sądzą że dobrze przysłużyli się państwu. Opowiadają o tym co i dlaczego robili 40 lat wcześniej, czasami Joshua skutecznie zachęca ich, żeby swoje opowieści ubierali w kostium scenek naśladujących poetykę amerykańskich filmów.

      a oni wyznają tym sposobem wszystkie swoje winy, winy których nie rozumieją niemal do końca.

      nie ma brutalnych scen, gwałtów i przemocy. Nie zachowały się żadne dowody z tamtych czasów. To mordercy dają świadectwo własnych czynów, opisują je, zachowują się jak bohaterowie.

      nie trzeba jednak naturalistycznych przedstawień. Wystarczy już sam widok i nastrój patio za komendą ówczesnej milicji, takiego placyku otoczonego kratami, mogącego służyć za palarnię albo miejsce na posiedzenia towarzyskie, na którym 40 lat temu - wedle zeznań morderców - zabijali swoich "wrogów'. To wystarczy, żeby poczuć grozę.

      niesamowite ejst to, ze nikt nigdy za tamte zbrodnie nie poniósł kary. Oprawcy żyją dom w dom z rodzinami ich dawnych ofiar. A w Indonezji panoszy się znów nacjonalistyczno-faszysatowska zaraza, która każe postawić pytanie : czy ta fala zbrodni moze się powtórzyć ?

      nadzwyczajny dokument, naprawdę niezwykły.

      Bardzo polecam.
    • grek.grek wstyd, obciach i żenada 06.10.16, 13:56
      ostatnio wstyd być mężczyzną w Polsce, bo niestety dzieli się płciowe zaszeregowanie z takimi osobliwościami :

      film.onet.pl/wiadomosci/jerzy-zelnik-o-bioracych-udzial-w-czarnym-protescie-mozna-chyba-mowic-o-jakims/0edjxj
      ksiazki.pl.pl/tytul,Jacek-Piekara-Do-aborcji-potrzebne-jest-zaplodnienie-a-do-zaplodnienia-seks-Dorocie-Wellman-to-nie-grozi,21748,wiadomosc.html
      a trzech innych pajaców tutaj zostało podsumowanych :
      wyborcza.pl/1,75968,20795223,nobel-z-chamstwa-przyznany-laur-dla-bucow-z-polski.html#BoxGWImg
    • grek.grek 16:35 TVP Kultura "Komedianci" 06.10.16, 13:59
      powtórka [kolejna], więc może tym razem tylko krótkie : must-see !

      Paryż pierwszej poł XX wieku, uliczni artyści, teatry, piękna kobieta pragnąca przede wszystkim wolności oraz czterech krańcowo rózniących się od siebie mężczyzn rywalizujących o jej względy i na rózne sposoby idących przez życie.

      co za nastrój, co za klimat, co za historia ! :]

      Kiedy kino miało klasę i wdzięk...
    • grek.grek 21:00 TV4 "Hurt Locker" 06.10.16, 14:04
      powtórka seansu z wtorku.

      doskonale oddany punkt widzenia żołnierza w okupowanym mieście, nigdy nie wiadomo, czy za chwilę nie staniesz na bombie, nie wiadomo czy w tłumie zwykłych ludzi nie kryje się terrorysta z zapalnikiem, nie wiadomo czy wśród gapiów na balkonie nie ma kogoś, kto ci strzeli w plecy...

      jeden od tego ucieka, inny znajduje w tym swoją życiową opowieść.

      tym drugim jest sierżant James, dla którego wojna, upalne słońce Bagdadu, rozbrajanie bomb w Iraku stało się ważniejsze i lepsze niż żona, dziecko i codziennośc, które pozostawił gdzieś w małym mieście na północnym zachodzie słotnej i deszczowej Ameryki.

      swietne zdjęcia, chociaż czasami trzęsąca się kamera może irytować ;] doskonała forma i wciągająca treść, Oscary zasłużone jak najbardziej.

      co ja poradzę, że ilekroć ten film jest w ramówce, to zamiast po ludzku polecić, muszę pisać jakieś wstępniaki... ;]

      Ta pokusa jest tak silna, że jedynym sposobem aby sobie z nią poradzić, jest uleganie jej :]
    • grek.grek 21:00 TVP Kultura "Tajemnice ziarna" 06.10.16, 14:11
      premiera.

      film reżysera "Życia Adeli" i "CZarnej Wenus". w filmografii Kechiche'a "Tajemnica ziarna" jest dokładnie pomiędzy nimi.

      z opisu : bohaterem jest 60-letni pan Slimani, który pracuje cięzko w porcie, rozpada mu się rodzina, z żoną ciągle się kłóci, a synowie go unikają. Jedyne momenty porozumienia i wspólnoty skłócone jednostki osiągają podczas rodzinnych posiłków.

      Wychodząc od tej konkluzji, aby poprawić rodzinne relacje, Slimani postanawia założyć restaurację i wciągnąć bliskich do wspólnego interesu.

      Popiera go córka oraz kochanka [hehe...], właścicielka hotelu, z czasem przekonuje się do tego pomysłu żona.

      4 Cezary.

      wg Europejskiej Akademii Filmowej - najlepszy film 2008 roku.

      premiera nie do przegapienia... nie sądzicie ? :]
      • grek.grek "Tajemnica ziarna" [1] 07.10.16, 13:22
        z wrażenia aż tytuł pomyliłem.

        Oglądaliście wczoraj ? :]

        wg mnie - naprawdę świetne kino, pokazujące od kuchni, dosłownie i w przenośni, życie, obyczaje i mentalnośc arabskiej mniejszości we Francji. Finalnie dochodzi się do niemal trywialnego wniosku : są tacy sami jak wszyscy inni :]

        Pan Slimani to najbardziej drewniany, bezbarwny i pozbawiony ekranowej osobowości bohater filmowy w historii kina :]]

        Ciągle milczący, wpatruje się w czubek własnych butów, jakikolwiek grymas na twarzy w jego przypadku staje się wydarzeniem dekady. W życiu filmowym w ogole mu się nie wiedzie : odszedł od żony Souad i przestał bywać na niedzielnych obiadach rodzinnych. Słabo zarabia jako 61-letni robotnik portowy, więc ma problem z płaceniem alimentów, nawet jesli synowie i córki są już dorośli. Na motorku zasuwa przez miasto, żeby przywieźć żonie ryby, które podarowali mu przyjaciele rybacy. A żona narzeka : "znów ryby ? CZy my jesteśmy kotami ?".

        Co ciekawe, Souad ile razy robi niedzielny wypasiony obiad, na który schodzi się cała rodzina, tyle razy przygotowuje też osobną porcję dla Slimaniego, a synowie Rijad i Majid zawożą mu ją do zjedzenia.

        Slimani mieszka teraz ze swoją nową partnerką, atrakcyjną rówieśniczką Latifą prowadzącą hotel. Latifa ma córkę, Rym, obrotną i bystrą nastolatkę, która traktuje Slimaniego jak własnego ojca.

        Starszy pan [chociaż, czy 60 lat to 'starszy pan" dzisiaj ?] dobrze żyje ze swoimi dziećmi, zwłaszcza z córka, która ma męża i dwoje dzieci. Inna córka, na rodzinnym obiedzie, wprost mówi do matki "Ja bym takiego męża, jak ojciec, nie zostawiła. Nigdy". A druga córka "Zawsze szykujesz dla niego osobny talerz z obiadem... kochasz go, nadal go kochasz"

        Ta 20-minutowa scena niedzielnego obiadu jest znakomita. Jakby reżyser żałożył był czapkę niewitkę, wszedł do domu zwykłej arabskiej rodziny i sfilmował ich zwyczajowe spotkanie. Siedzą ciasno przy stole, kilkanaście osób, ciągle ktoś coś mówi, inni słuchają, nie ma "podstolików" - każde słowo skierowane jest do wszystkich współbiesiadujących. Wspólnota. Jedzą ze smakiem, czasami komuś kawałek kaszy usiądzie na ustach, ale nie dbają o przesadną higienę. Reżyseiro nie ma problemów z filmowaniem jak pakują sobe kuskus i warzywa łyżkami do dziobów :] Rzadko spotykane sceny w kinie np. amerykańskim, gdzie bohater gryzie hot doga, następuje cięcie, a w następnej scenie już ociera usta po skończonym posiłku :] Tutaj wszystko jest bardzo naturalne.

        Slimani dostaje informację, że szykują się zwolnienia w pracy i on jest pierwszy na liście. Dostanie odprawę i zasiłek. Nie wiadomo z czyjego podszeptu,film tego nie ujawnia, decyduje się... otworzyć restaurację na starym nieużywanym już statku [taki większy kuter]. Łajbę trzeba będzie wyszykować, ale ma ona potencjał. Potem się ją przeprowadzi i zacumuje przy głównej ulicy miasta i można będzie zapraszać gości.

        Nie wiadomo, jak i jakim sposobem - tego również film nie ujawnia :] - w projekt angażuje się cała rodzina. Specjalnością zakładu ma być kuskus z rybą i warzywami autorstwa niezrównanej Souad. W zrobienie z grata wypasionego, klimatycznego lokalu gastronomicznego zaangażowany jest syn Slimaniego, Rijad, a w przygotywowanie posiłków i organizowanie pracy zakładu - dokładnie wszyscy :]

        Między żoną, dziećmi i krewnymi Slimaniego, a jego aktualną partnerką i jej córką, stosunki są bardzo chłodne.

        To jednak Rym towarzyszy Slimaniemu w tournee po biurach i urzędach, w których trzeba odbębnić całą papierkową robote, aby uzyskać zezwolenie na otwarcie restauracji. Warto obejrzeć ten 20-minutowy fragment, zeby dowiedzieć się, że we Francji biurokracja też ma się dobrze ;] Nie jesteśmy sami we wszechświecie ;] Slimani ledwie duka i chyba jest stremowany, więc Rym zajmuje się gadką. Ma dziewczyna zacięcie, a Slimani z każdym pytaniem od urzędników wędruje wzrokiem do niej "Dobra, ty mów" :]

        Ostatecznie pan Slimani nie dostaje kredytu ani pożyczki. Papiery się nie zgadzają. Nie ma zabezpieczenia kredytu, nie ma dobrego biznesplanu. Wpada więc na inny pomysł - głowę daję, że nie on, ale Rym :] : chce zorganizować wystawną kolację na wylaszczonym :] statku i zaprosić na nią jak najwięcej ludzi mających jakieś chody i znaczenie w mieście. A przy okazji zebrać trochę datków.

        I tutaj mamy znów świetną scenę : miejscowy band szalenie sympatycznych starszych panów, grających staroarabską muzykę, wpada na myśl, żeby go wesprzeć i zagrać za darmo na tej kolacji. Przy okazji przez 10 minut komentują sytuację uczuciową Slimaniego, Soude i Latify :] Nie plotkują przy tym. Rozmawiają o nich powaznie i z pewną troską, zupełnie jak o bohaterach ulubionej telenoweli. A że wścibscy nieco... hehe.

        Przychodzi więc wieczór kolacyjny. Statek wygląda faktycznie świetnie. Wystrojony, ze schodami prowadzącymi z nabrzeża na pokład, jakieś rośliny robiące atmosferę. Klasa. I od razu sukces, przystawkii smakują gościom nadzwyczajnie, zaproszona pani urzędniczka z banku, która nie dała Slimaniemu kredytu, przyznaje ze skruchą że nie spodziewała się, że ten pomysł wypali tak znakomicie; konkurencyjni restauraturzy skupieni przy jednym stolku już zastanawiają się, jak tu sprostać ofercie restuaracji Slimaniego, która niebawem ruszy z kopyta.

        Rodzina uwija się jak w ukropie, synowie, córki, kuzynki, siostry, wszyscy w efektownych strojach albo pod krawatem, a pan Slimani stoi jak drewno przy wejściu - chyba mu powiedzieli, że właścieiel tak powinien się zachowywać - i na wszystko ma baczenie, chociaż trudno powiedzieć, czy przez większosć czasu nie zajmuje się opanownywaniem drżenia łydek. Ze zdenerwowania :]

        cdn
      • grek.grek "Tajemnice ziarna" [2] 07.10.16, 14:05
        Mechanizm działania rodzinnej restauracji jest taki, że większość potraw przygotowuje w domu Souad, a dzieci przywoża je autem do restauracji, tam są podgrzewane i podawane gościom.

        No i na tym polu mamy problem, który zmienia końcówkę filmu w iście sensacyjną opowieść :]

        Oto syn Slimaniego i Souad, Majid, zauważa wśród gości swoją kochankę. Z mężem ! Kochanka ma to do siebie, że nawet w pracy [Majid jest przewodnikiem wycieczek na statku... wycieczkowym] namawia go na seks. Bojąc się powtórzenia takiej sytuacji tego wieczora, Majid postanawia uciec. Pech chce, że ucieka samochodem, w którego bagażniku został gar z kuskusem. Dramat. Kuskus to danie główne, specjalnośc, po to przyszli goście.

        Może ugotować nowy ? Ale to zajmie ze dwie godziny. Panika w szeregach gospodarzy. Telefon Majida nie odpowiada. Trzeba działać.

        Pan Slimani wsiada na swój nieśmiertelny motorek i jedzie do Souad, żeby ją namówić na gotowanie od nowa kuskusu. Nie wie, że Souad poszła szukać bezdomnego, dla którego zawsze gotuje osobną porcję obiadu [święta kobieta !]. Dobija się do drzwi i klapa. Biegnie na górę, gdzie mieszka Majid, może go zostanie ? Nic z tego. Zamiast tego musi wysłuchać kilkuminutową rozpaczliwą przemowę zony Majida, Rosjanki, która urodziła mu syna, teraz go wychowuje, a Majid nadal żyje jak kawaler i nie ukrywa się ze swoimi romansami, którym patronuje nawet Souad. Rosjanka, i jej brat, są naprawdę u kresu wytrzymałości. Slimani słucha tego z wyrozumiałością, po swojemu patrząc na buty i czasami tylko podnosząc wzrok, w którym widać zrozumienie dla dziewczyny.

        OPuszcza dom i zauwaza, że trzy dzieciaki podwędziły mu motorek i jeżdzą sobie nim radośnie. Slimani w tempie żółwia zaczyna za nimi biegać, prosząc żeby oddali co wzięli. A oni się z niego śmieją.

        Tymczasem w resturacji trwa dramatyczna gra na czas. KUksus miał być o 21:00, jest 23:00, a kuskusu niet. Już jakiś klient kulturalnie się niecierpliwi. Jedna z córek Slimaniego tłumaczy mu, że "ryby przyjechały z opóźnieniem". Inna pani wpada na pomysł, żeby podać gościom wino i inne napoje wyskokowe. Trochę się przymulą i bedzie mozna przeciągnąć sprawę do momentu znalezienia rozwiązania :]

        Latifa nie chciała iść na ten event wiedząc, że rodzina Slimaniego będzie na nią krzywo patrzeć. Przekonuje ją jednak nieoceniona Rym [ma dziewczyna gadkę :)] i obie przychodzą w końcu, zasiadają przy stoliku. Ktoś je informuje, co sie dzieje.

        I wtedy Rym wpada na pomysł, który zwala z nóg wszystkich. Umawia się po cichu z grającymi muzyczkę panami z zespołu [jak obiecali, tak zrobili - przyszli i grają za friko, i to jak grają ! a nawet śpiewają] i po chwili daje niezapomniany, brawurowy, rozerotyzowany taniec brzucha, po którym sam zapomniałem, że w tym filmie chodziło jeszcze o cokolwiek innego, a co dopiero mieli powiedzieć goście, i to płci obojga.

        Panowie z zespołu zasuwają coraz szybszą muzykę, takie arabskie, perskie, klimaty, a Rym wpada w zmysłowy rytm i wykonuje gesty, ruchy i mowę ciała absolutnie seksualnością przesycone. Wszyscy odpadają.

        W tym samym czasie Latifa wymyka się z sali i... gotuje w swoim hotelu kuskus. Ledwie sobie radząc, na szpilkach, taszczy po nocy gar z jedzeniem na statek...

        A pan Slimani biega za wyrostkami na jego motorowerze, aż wreszcie pada zmęczony i łapie się za serce...

        I cała ta ostatnia sekwencja, podzielona między taniec, gonitwę i gotowanie, w tych niepokojących i zmysłowych zarazem rytmach arabskich, do których "wygina śmiało ciało" Rym.

        I koniec. KUskus jest na miejscu, więc uda się uratować wieczór. Co z panem Slimanim ? Tego nie wiadomo.

        Wspaniale w tej końcówce splata się siła tradycji arabskiej, która zachwyca widownię, a także współczesna zupełnia przedsiębiorczośc i kreatywność, która ratuje im całkiem prozaiczny biznes, a może i całkiem patetyczne marzenia :"]

        Swoi zawodzą - nieodpowiedzialny syn znika z daniem głównym w bagażniku, wyrostki kradną motorower, w tym momencie potrzebny właśćicielowi jak nigdy wcześniej, ale przecież i swoi wspierają - Latifa i Rym, mimo że przyjęte bez entuzjazmu przez rodzinę Slimanich [w końcu Latifa "ukradła" im głowę rodziny i osamotniła ukochaną matkę], są ostatnimi deskami ratunku. Bezradnej rodzinie aspirujących restauratorów ocalają tyłki. Nawet jeśli Souad mówi w jednej z pierwszych scen filmu "jadłam kiedyś kuskus gotowany przez Latifę, był fatalny !' ;]

        Absolutnie sensacyjna jest rola Hafsii Herzi. Rym jest świetna : śmiała, pozytywnie myśląca, brzuchem, i nie tylko, tańcząca :] W rozmowach z urzędnikami profesjonalna, ale kiedy Slimaniego odwiedzają jego synowie z obiadem od matki - sama się przysiada do przyniesionego kuskusu, słucha jak synowie namawiają ojca, żeby wrócił do domu, bo "tu cię nic nie trzyma", i po ich wyjściu wsiada ojczymowi na głowę "Badź twardszy, daj im odpór, nie pozwól, żeby cię urabiali, co to znaczy że nic cię tutaj nie trzyma ? jak mogli tak powiedzieć. matka się kocha, a dla mnie jesteś jak ojciec. Wściekłam się ! naprawdę jestem wkurzona !".

        A kiedy matka nie chce iśc na tę finałową uroczystą kolację, bo źle będą na nią patrzeć, Rym wsiada także na nią "Jak możesz nie pójść ? Będzie tylu ludzi... Jesteś taka piękna, powinnaś pójść. Ja sama nie pójde, tylko z tobą. Powinnaś iść i zachowywać się jak gwiazda. Popatrz na tę jego żonę... jaka ona jest brzydka ! Co z tego że dobrze gotuje... ja wole być piękna niż dobrze gotować" - i siedzi na parapecie, patrzy w okno i widać jak ciekną jej łzy. W końcu się jej udaje przekonać matkę.

        Nie ma tutaj negatywncyh postaci, nawet Majid, który zaniedbuje żonę i dziecko, wdaje się w romanse, a potem znika znika z bezcenną zawartością bagażnika auta - nie jest w żaden sposób antypatyczny.

        A przede wszystkim, mnóstwo tu kultury arabskiej, zapewne bardzo drogiej sercu Kechiche'ego. Muzyka, obyczaje towarzyskie, celebracja spożywania posiłków i charakteru rodzinnego takiej aktywności, no i ten taniec brzucha, czyli coś, co jest tak absolutnie arabskie, jak kankan francuski.

        POza tym, pan reżyser dokładnie śledzi rodzinne relacje. Spotykają się dwie rodzinne grupki i zaczyna się rozmowa na temat pieluch. Córka SLimaniego narzeka na swoją córeczkę, ze wciąż potrzebuje pieluch, a powinna chyba już korzystać z nocnika. Mąz humorystycznie 'załamany" podlicza, ile kosztuje ta sytuacja domowy budżet i każe przynieśc kalkulator, żeby podsumować roczne wydatki na same pieluchy. Kechiche nie próbuje tego skrócić, wydestylować, odcedzić. Puszcza te sceny w takim metrażu, że można się w nich utopić, jakbyśmy PODglądali regularną arabską familiję. I dostrzegali, że niczym się nie różni od białej, czarnej, azjatyckiej, mieszczańskiej, robotniczej itd., o ile mamy ochotę stosować kryterium klasowe lub etniczne do klasyfikowania ludzi.

        No i chcą coś zrobić. Nie są, jak głoszą narodowcy i im podobni, gromadą pasożytów na zasiłkach. Chcą otworzyć własny biznes, mają pomysł, determinację, a przede wszystkim mają zdolność i chęc współdziałania. Nie czekają na to, że ktoś im coś da. Działają nawet wtedy, kiedy bank odmawia im kredytu i nie mają za co sfinansować swojego projektu. Myślą pozytywnie.
      • grek.grek "Tajemnice ziarna" - trailer itp 07.10.16, 14:16
        to tyle, co zapamiętałem i co mi się skojarzyło :]

        Może jeszcze tylko dodać warto, że nowa partnerka [panterka" mi się się napisało ;)] Slimaniego w tle przeżywa poważne rozterki, zwłaszcza w końcówce. Nie jest pewna jest uczucia, ma wrażenie, ze on by chciał odejśc, może wrócić do żony. Także dlatego niekoniecznie ma ochotę iśc na ten event. Jest tak również dlatego, że w relacjach z nią Slimani traci nieco pewność siebie : zdołowany po zwolnieniu z pracy zawodzi także w łózku i myśli o sobie oraz swoim życiu jak o pasmie porażek. MOże po części dlatego stawia na tę restaurację, aczkolwiek... jakoś nie mogę uwierzyć w taką jego nagłą inicjatywę. A pan reżyser nie wyjaśnia skąd pomysł, skąd przekonanie do niego całej rodziny, nawet żony, która w jednej jedynej wspólnej scenie odnosi się do niego dośc obcesowo, w sprawie alimentów i tego, że przynosi im w prezencie ciągle te ryby i ryby "jakby byli kotami" :]]

        I trailer :
        www.youtube.com/watch?v=eY1xuBEpa80

        film kończy dedykacja "dla mojego ojca", jest więc to film bardzo osobisty dla rezysera. Może nawet oparty na faktach z życia jego i jego familii ?