Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 12 (vol. 74)

01.12.16, 09:05
Otwieram ostatni w tym roku wątek, mam nadzieję, że grudzień będzie w filmy obfity ☺
A wieczorem wrzucę rozpiska teatru tv - jest kilka ciekawych propozycji ☺
Obserwuj wątek
    • grek.grek pogoda marna, oby kino było lepsze :] 01.12.16, 12:15
      dzięki, Maniu :]

      grudzień wita nas mało urodziwą aurą.

      pada deszcz, roztapia bezlitośnie wczorajszy śnieg, wieje jak sto diabłów, nieprzyjemnie i buro :]

      oby telewizyjna oferta filmowa nie dostosowała się do pogodowych wskaźników 1 :]
    • grek.grek gdzie te seriale, ach gdzie ? 01.12.16, 12:16
      zauważyliście, że w ostatnich miesiącach niemal żadnych seriali nie komentowaliśmy na bieżąco ? ostatni był chyba "Bodo".

      czy to my czegoś nie zauważyliśmy, czy to telewizje przestały nas serialami odpowiedniej klasy raczyć ? :]
    • grek.grek 20:20 Ct Art "Gracz" 01.12.16, 12:30
      ciekawa propozycja.

      w ub sezonie był "Gracz" rosyjską ekranizacją powieści Dostojewskiego.

      Ten dzisiejszy jest węgiersko-brytyjski. Pochodzi z 1997 r. I opisuje hazardowy epizod z życia samego pana pisarza, który grał sporo i chętnie, tyle że wygrywał rzadko i niewiele. Zadłużony po uszy przyjmuje zlecenie napisania w krótkim czasie odpowiedniej długości utworu [czy chodzi o "Gracza" właśnie ] w zamian za anulowanie płatności.

      aby tego dokonać angażuje do pomocy świetną stenotypistkę Annę Snitkinę, z którą wkrótce stworzy związek. Dla niej zwłaszcza trudny, bo pan Fiodor Dostojewski przyjemnym towarzyszem życiowej podrózy bynajmniej nie był.

      oparte oczywiście na faktach :]

      w głównej roli Michael Gambon.
      obok niego : Jodhi May, Polly Walker, Dominic West.

      Karoly Makk, tak nazywa się reżyser, który po cichu zaliczył 5 nominacji do Złotej Palmy :] Jest Węgrem, gdybyście nie wiedzieli, choć przypuszczam, że w naszym zacnym gronie braki w filmowej edukacji są jednak terytorium głównie moich występów :]]

      napiszę !


      • grek.grek "Gracz" [1] 02.12.16, 12:42
        dobry film !

        Rzecz rozgrywa się w dwóch planach czasowych, a obie historie harmonijnie się ze sobą łączą.

        Na planie aktualnym wydarzeniem wiążącym jest układ w jaki pisarz Fiodor Dostojewski wchodzi ze swoim wydawcą - w zamian za pokrycie długów, jakich narobił, ma napisać w ciągu 27 dni 160-stronicową powieść.

        Literat wie, że zadanie będzie bardzo trudne, i potrzebny jest mu ktoś, kto potok jego słów będzie na bieżąco spisywał i przepisywał. Słowem : stenotypistka.

        Znajomy profesor Olkin podsyła mu swoją najlepszą studentkę, Annę Snitkinę. Dziewczyna chce po prostu zarobić. 50 rubli za miesiąc pracy, to dla niej niebagatelna suma.

        Dostojewski okazuje się człowiekiem kompletnie nie z bajki Anny : nerwus, złośliwiec, histeryk, a do tego miewa ataki epilepsji. W dodatku żąda od Anny pełnej dyspozycyjności, a to oznacza że dziewczyna musi zamieszkać w jego domu. Sprawy nie ułatwia syn Fiodora, Paweł, który raz ją traktuje z góry, a raz podrywa [kulturalnie]. Osobliwa rodzina :]

        Po jednym dniu ANna ma dośc. Odchodzi. Wraca do domu, a tam zastaje żałobę. Zmarł jej ojciec. Trzeba zarobić pieniądze na pogrzeb. "Nie do żebraczego grobu ! Tylko nie to !", płacze jej matka nad zmarłym.

        Chcąc nie chcąc, Anna musi wrócić do Dostojewskiego i pomóc mu w napisaniu powieści.

        Tą powieścią jest "Gracz", rzecz o młodym Rosjaninie, Aleksieju, który wchodzi w świat hazardu, a ściślej ruletki. Najpierw chodzi o zdobycie pieniędzy, dzięki którym jego ukochana Polina mogłaby spłacić dług jaki ma u pewnego hrabiego francuskiego, który z tego powodu rości sobie prawa do jej seksualnych usług.

        Później jednak Aleksiej nie odchodzi od stołu, bo zwyczajnie dobrze się tam czuje. Schemat jest ten sam : wygrywa majątek, ale nie umie przestać, więc za chwilę wszystko traci.

        Cała akcja rozgrywa się na salonach i w efektownych kasynach Petersburga, a najbarwniejszym epizodem jest tutaj wejście do gry wiekowej ciotki Aleksieja, bogatej damy, która każe się... nieść :"] - tak, nieść na ozdobnym fotelu - do salonu gier i zapamiętale stawia cięzką kasę na białe pole ruletki, czyli na "0".Szaleje ze szczęścia kiedy wygrywa i szlag ją trafia w momencie porażki.

        "Wróciła do dzieciństwa", kwaśno komentują jej wyczyny zdenerwowani krewni, którzy boją się, że starsza pani przeputa cały majątek, który mają nadzieję odziedziczyć po niej :]

        Aleksieja i ciotkę łączy ta sama pasja. ALeksiej tłumaczy jej rózne strategie obstawiania stosowane przez graczy, ale starsza pani to intuicjonistka. "Postaw na zero", powiada, "Dlaczego, ciociu ? - dziwi się Aleksiej - zero wypada bardzo rzadko, a jako że wypadło w poprzednim losowaniu, to szansa na to, iż wypadnie 2 razy z rzędu jest minimalna". Ale starsza pani się upiera i wie, co robi, bo zaraz wygrywa. Świetna jest ta sekwencja.

        Koniec końców, Aleksiej zdobywa odpowiednią sumę. Kasyno trzeba zamknąć, bo rozbił bank. Zarobił 200 tys franków. Dług Poliny wynosi 50 tys. A jednak dziewczyna jakimś trafem nie chce tych pieniędzy, bo wg niej ten francuski hrabia, Des Greiux, nie wymierza jej wartości w pieniędzu. Proponuje mu wyjazd do Włoch.

        Potem jednak pyta Aleksieja "Dasz mi te pieniądze ?", on wysypuje na stół odpowiednią sumę, a ona na to "Gdybyś mnie kochał - nie dałbyś mi ich, uciekłbyś ze mną daleko stąd, zamiast wysyłać do niego znów".

        Ostatecznie rozstają się : ją widzimy jadącą powozem i wyglądającą przez okno, on wybiera się do Paryża z kochanką swojego kuzyna od strony ciotki. Przepuszczają w miesiąc całe 200 tys franków, a potem Aleksiej tuła się po Monte Carlo i Baden Baden na przemian wygrywając i przegrywając w tamtejszych kasynach.

        Oczywiście, ta opowieść, stanowiąca treść "Gracza", przeplata się z aktualnymi wydarzeniami. A wśród nich na plan pierwszy wychodzi relacja Anny z Dostojewskim. Po pierwszych nieporozumieniach, zaczynają się lubić. Ona ceni jego talent, angażuje się bez reszty w tworzenie powieści, i to w taki sposób, że niemal chce wymusić na Dostojewskim inne rozwiązania fabularne, z "happy endem" na czele. On jej tłumaczy, że "pisze o życiu, a nie o marzeniach".

        Anna ma 20 lat, Dostojewski zbliża się do 50-tki, a wygląda na 70. Ona jest rezolutną młodą kobietą, która obrusza się o całowanie jej w rękę ["tak nie można traktować nowoczesnej kobiety !"]. On tonie w długach, atakuje go ciągle choroba, ale ma wciąż energię.

        Niespodziewanie historia literacka splata się ze współczesnością, kiedy do Dostojewskiego przyjeżdza... Polina. I to trafia w moment, kiedy Fiodor i Anna są na pierwszym stopniu konsumpcji swojego dziwnego związku. Fiodor ściąga jej but, całuje stopę, ona się temu poddaje w oczekiwaniu na więcej... a tutaj zjawia się Polina. MY wiemy, że to ta Polina z powieści, bo gra ją ta sama aktorka. Kto by nie wiedział wtedy, ten teraz już wie : "Gracz" jest autobiografią Dostojewskiego, a Aleksiej to on sam.

        cdn
      • grek.grek "Gracz" [2] 02.12.16, 13:02
        Polina zauważa, że Annę i Dostojewskiego coś łączy, może nawet orientuje się w czym im przeszkodziła, mimo że nie zobaczyła nic konkretnego. Przestrzega Annę, a raczej przygotowuje ją, że to będzie dla niej "trudna droga". Ma na myśli związek z Fiodorem.

        Sama proponuje Dostojewskiemu wyjazd do Włoch, jak wtedy, przed laty, co w powieści jest zaznaczone. Dostojewski się waha, a wtedy wpada do pokoju Anna, i nie ukrywając że ich podsłuchiwała, woła "Nie może pan wyjechać ! Zostało 5 dni, a powieśc nie jest skończona".

        I Dostojewski zostaje. Skołowany całą sytuacją, wspomnieniami, wizytą dawnej miłości - znów wpada w wir hazardu. Grywa w karty w jakichś karczmach.

        Anna jest na pogrzebie ojca, a potem wraca do domu. Tam jest o krok od przyjęcia oświadczyn Iwana, adoratora, który oferuje jej "nieciekawe życie, stabilizację i porządek, żadnego hazardu, historii aresztowania i podobnych atrakcji [odwołuje się tutaj do momentu z biografii Dostojewskiego, kiedy stał przed carskim plutonem egzekucyjnym, z workiem na głowie, i w ostatniej chwili go ułaskawiono - opowiada zresztą o tym, w filmie, jego syn]". I Anna już by się zgodziła, gdyby Dostojewski nie wpadł zziajany do niej. Wychodzi przepraszając, kiedy zauważa Iwana, ale Anna idzie za nim.

        Kończą powieść w sprinterskim tempie. Anna zapisuje i przepisuje nie śpiąc i nie dojadając.

        W kieszeni ma wizytówkę wydawcy Dostojewskiego, który oferuje jej możliwość spłaty długów Fiodora. Za pomocą spędzenia z nim nocy.

        I oto w ostatnim dniu umowy Anna zjawia się u wydawcy, poddającego się właśnie masażowi w wykonaniu dwóch rozneglizowanych pań.Wydawca sądzi, że Dostojewski nie zdązył napisać ksiązki, a Anna przyszła mu się oddać.

        Jakże więc jest niepocieszony, kiedy żartownisia Anna wyciąga spod płaszcza powieść. "To niemożliwe ! To niewykonalne !", krzyczy wydawca trzymając powieśc w rękach ;]

        W powozie, którym Anna przyjechała czeka Dostojewski i rozbawieni odjeżdzają spod willi wydawcy, zatrzymują się w szczerym polu i Dostojewski zakłada jej na palec pierścionek.

        I tutaj akcja skacze o 4 lata do przodu. Sa małzeństwem. Mają dziecko. Anna właśnie z nim idzie do... knajpy, gdzie Fiodor znów przegrywa w karty. "Trzeba wracać do domu", mówi Anna stając przy nim. Dostojewski grzecznie wstaje i drepcze za nią.

        Wychodzą na ulicę, słoneczną jakże, uśmiechają się do siebie. Ona z troską, a on z zakłopotaniem. Przepuszczają dorożkę, i odchodzą w dół ulicy, z dzieckiem pośrodku trzymającym ich za dłonie.

        No i posłowie : przez 4 lata włóczyli się po Europie. On grał i przegrywał, a ona cudem zlepiała do kupu rodzinny budżet, choć i tak głównie biedowali.

        Anna spisała "Idiotę" i "Biesy".

        Film ma świetny rytm, a realia epoki są oddane z pietyzmem.
        Największa zaleta to jednak obsada, znakomicie dobrani aktorzy : Michael Gambone jako starszy Dostojewski, pełna wdzięku Jodhi May - Anna, świetnie ucharakteryzowana na rosyjską damę z przeszłością Polly Walker [Polina], plus Dominic West jako Aleksiej vel młody Dostojewski.

        A jako agresywna ;] ciotka hazardzistka Luise Rainer. świetna rola.

        Reszta to już sama historia, która równo dzieli uwagę między miłośc rodzącą się między ludźmi z róznych światów, temperamentów, życiorysów i ... roczników, analizę psychologii nałogowego hazardzisty i znaczenie wątków autobiograficznych w beletrystyce.

        naprawdę fachowa robota.
    • grek.grek 21:55 POlsat "Azyl" 01.12.16, 12:38
      ostrożnie bym sugerował, że to jednak jest niezły film :]

      kilka osób, zamknięta przestrzeń, większośc akcji skupiona jednak na myśleniu i psychice postaci, chociaż na pewno nie są to procesy dogłębne i filozoficzne.

      jest dramaturgia, są zwroty akcji, udanie wykreowany nastrój.

      wg mnie, David Fincher nie zepsuł tego scenariusza, a Jodie Foster jest w swoim emploi, w którym nigdy nie zawodzi : samotnej kobiety przeciwstawiającej się mężczyznom o złych zamiarach.

      po drugiej stronie, jest good guy i bad guy, podziały i wzajemne animozje.

      wg mnie, pierwszorzędny thriller, z jedną wadą w naszych polskich warunkach... zawsze wyświetlają go telewizje komercyjne i bezlitośnie psują jego dynamikę reklamami :]]

      niestety, dzisiaj też z reklamami. Mimo wszystko - chyba jednak zasługuje na rekomendację :]
    • grek.grek 21:00 TVP Kultura "Arizona Dream" 01.12.16, 12:46
      chyba 3 raz w ostatnim kwartale puszczają ten film, i zapewne znów nie obejrzę :]

      a jak Wam z nim idzie/szło ? :]]

      młody nowojorczyk Axel jedzie do Arizony, do wujka.
      na miejscu spotyka kobiety : starszą Elaine i młodszą Grace, jej pasierbicę.
      staje się obiektem ich rywalizacji o jego względy.

      czyżby wariacja nt "Absolwenta" ?

      tyle że tutaj mamy komediodramat i ponoć ma miejsce jakieś tragiczne wydarzenie.

      Johnny Depp, Faye Dunaway, Lily Taylor, Vincent Gallo - świetna obsada !
      no i Emir Kusturica reżyseruje.

      film z 1993 r.

      MOże czas w końcu obejrzeć... ;]
      Dzisiaj jednak zapewne nie uda mi się, już się przygotowałem na "Gracza".

      może Wam się uda ? :]
        • grek.grek "W stronę Słońca" 02.12.16, 13:14
          Siostro, obejrzałem "W stronę Słońca", z tym że... wszystko co po pierwszej pół godzinie :]

          bardzo opornie szło mi wybudzanie się ;] Spałem 1,5 godziny, a w ostatnich dniach niewiele więcej, więc mam nadzieję dzisiaj trochę lepiej przygotować grunt i obejrzeć w całości.

          Powtórka jest w Polsacie od 23:05. ZNacznie to lepsza godzina i z piątku na sobotę, to także doskonalszy termin.

          Ale widziałem już happy end w finale, dziwnego faceta, który opowiada że "7 lat rozmawiał z Bogiem" i stara się uniemożliwić detonację bomby na Słońcu, śmierć Mase'a, który poświęca życie dla ratowania misji, pana Azjatę z podciętymi żyłami... Mnóstwo efektów w finałowych sekwencjach, przyznam, że w sensie technicznym większości działań bohaterów - nie zrozumiałem, ale wiedziałem o co toczy się cała rozgrywka, więc domyślałem się, że służą one osiągnięciu upragnionego celu.

          muzyka rzeczywiście jest... epicka, jak z "Odysei...", ale nie wiem czy "W stronę..." ma jako film charakter takiej samej wiekopomnej opowieści ;]

          Niemniej, muzyka robi wrażenie, te eksplozje i rozbłyski w długiej finałowej sekwencji również robią świetne wrażenie.

          Mam nadzieję dzisiaj zobaczyć początek, a i może z finału więcej zrozumiem, chociaż np. scena, w której ze statku wychodzi w przestrzeń człowiek w skafandrze i dostojnie sunie w stronę słoneczej tarczy, niewiele mi mówi. Jaki był cel tej wędrówki straceńczej ?

          tak czy owak, intrygujący film.
          Po seansie nocnym - spróbuję napisać coś więcej od siebie.

          Nie lubię oglądania na raty, zwłaszcza znając jedną połowę filmu ;]
          Dobrze, że jest powtórka :]]
          • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 02.12.16, 14:47
            O, Greku, mam nadzieję, że obejrzysz dziś w całości! Ale skoro znasz już zakończenie, na pewno spora część przyjemności z oglądania jednak Cię ominie.

            Chciałam obejrzeć tylko kawałek, ale zostałam do końca :) Jak dla mnie znakomity film!! Ma coś takiego, że budzi (przynajmniej we mnie) naprawdę silne emocje. Po prostu "działa" na mnie i już! Chociaż oglądałam go po raz drugi i tak siedziałam na brzegu fotela z ekscytacji!!

            Są tu sceny porywające, pełne patosu (naprawa paneli i śmierć Kenady, obserwowanie Słońca w sali obserwacji, czy scena śmierci Kape'a) ale to jest piękny patos. I o taką epickość chodzi mi w fimach sci-fi!!

            Pomimo słabszego finału, gdzie wkrada się trochę chaosu, dla mnie absolutna rewelacja!!!

            To obejrzałeś połowę, czy tylko bez pierwszej pół godziny? :)
            • grek.grek Re: "W stronę Słońca" 02.12.16, 16:34
              Siostro, znajomość zakończenia nie stanowi problemu dla mnie :]
              podziwiać będę wszystko inne, bo - jak, de facto, zauwazyłaś w swoim świetnym wprowadzeniu i rekomendacji - samo w sobie nie jest chyba rzeczą decydującą o wartości tego filmu :]

              myślę, że obejrzenie go w całości pozwoli mi docenić go w pełni.

              Twoje świetne oceny tylko dodatkowo mnie mobilizują.
              Słabych filmów nie rekomendujesz :]

              ha :]
              trudno powiedzieć.
              Budzik nastawiłem na dziesięć po pierwszej i zadzwonił prawidłowo.
              Leciał finał "Azylu", i - jak znam ten film - to brakowało dobrych kilka minut do końca. Pomyślałem więc, że razem z reklamami i listą płac, zostało mi około 10 min, żeby jeszcze na moment zmrużyć oko. I tak zmrużyłem, ze ocknąłem się tuż po pierwszej :]

              Założyłem, ze jesli "W stronę Słońca" leciało bez reklam, to umknęło mi ok 40 minut. Zakładając, że jakieś reklamy się pojawiły po rozpoczęciu - że pół godziny.

              I jak widzisz, ciągle nie mogę się zdecydować, czy straciłem około połowy czy 1/3 ;]

              Poza tym, zacząłem oglądać ciągle umykając Morfeuszowi, więc pierwsze kilkanaście minut właściwie też trudno zakwalifikować jako zrozumiałe dla mnie ;]

              wiedziałem jednak zawczasu, że będzie dziś powtórka, co skłoniło mnie do zachowań niewątpliwie lekkomyślnych :]]

              dzisiaj oglądam już w normalny sposób, pełna mobilizacja, żadnego hazardowania :]


                • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 02.12.16, 17:52
                  :)

                  Trochę pechowo się złożyło, bo nie udało mi się kupić Teletygodnia, ale inną gazetę z programem, w której piątku już nie było. Gdybym wiedziała, że będzie powtórka dzisiaj o 23.00. to bym Cię nie zmuszała do siedzenia po nocy!

                  Tak, było pasmo reklamowe gdzieś po 40 min. filmu.

                  Życzę udanego seansu! :)

                  • grek.grek "W stronę Słońca" garśc wrażeń 03.12.16, 14:04
                    Siostro, to naprawdę żaden kłopot :"]

                    oglądam regularnie filmy nocą :]
                    po prostu, tym razem wyszło tak, jak wyszło.

                    Wczoraj obejrzałem w całości :]
                    I zupełnie inne wrażenia !

                    Przede wszystkim, podziwiam dramaturgię tego filmu, budowaną sekwencjami, podbijaną kolejnymi scenami i wątkami zwiększającymi sumę niepokoju, piętrzeniem przed bohaterami problemów i dylematów moralnych.

                    No bo : zabić z zimną krwią jednego z członków załogi, żeby misja ratująca ludzkośc doszła do skutku ? NIby rachunek jest prosty : jedno życie, to mniej niż kilka miliardów, ale... kiedy w ręku trzyma się kalkulator nie odczuwa się tego, co trzymając nóż. Nawet jeśli ten ofiarnik jest bez formy i tak naprawdę stał się, dla misji, bezużyteczny. To wciąż człowiek, a poświęcenie go na ołtarzu powodzenia wiekopomnego czynu - nadal będzie morderstwem. Nic dziwnego, że nikt się nie chce podjąć.

                    Ta narada między pozostałą przy życiu czwórką jest znakomita.

                    Równie świetna jest narada z początku filmu : kiedy załoga Ikara 2, odkrywa wrak Ikara 1 i zastanawia się, czy powinni go przeszukać czy raczej trzymać się od niego z daleka. Świetna scena.Te dialogi w przyciemnionej jadalni statku kosmicznego - klasyka.

                    Znakomita iluminacja przestrzeni kosmicznej, świetnie zaaranżowane wyjścia w nią astronautów, dramatyczne sekwencje naprawy statku czy ucieczki z Ikara 1 do Ikara 2. NIkt nie chce ginąć, nawet jesli misja może przynieść śmierć wszystkim - instynkt przetrwania w kosmosie nie zanika, a wręcz wzmaga się. Pozostajemy ludźmi na każdym poziomie doświadczenia.

                    wg mnie, osiągnięciem tego filmu jest ta epickość scen przedstawiających kosmos i jego potęgę, ilustrowana wybitną muzyką, a jednocześnie zaskakująca kameralność, intymnośc tych sekwencji - oglądamy to oczyma pojedynczych ludzi albo grupki ludzi, przyjmujemy ich perspektywę, a ta jest do oporu zindywidualizowana, a poniekąd... uniwersalna, bo można z łatwością założyć, że większośc z nas, a może i wszyscy, czulibyśmy to zdumienie w bezpośrednim obcowaniu z bezkresem wszechświata , blaskiem Słońca czy powierzchnią Merkurego.

                    ci ludzie są tutaj w jakimś ważnym celu, ale widać, że ta świadomość nie stępia ich zmysłów, a z kolei zmysły nie ratują ich przed całkowicie intelektualnym odczuciem grozy zagubienia w otchłani kosmicznej, własnej małości i znikomości w zetknięciu z jej ogromem. Bardzo to jest podkreślane ich zachowaniami, milczeniem, wpatrywaniem się w obraz za "oknami", a to z kolei rzucane jest na tło muzyki, momentami skrajnie patetycznej, ale jednak wcale nie kiczowatej, to kolejne osiągnięcie twórców filmu :]

                    Sekwencje napraw uszkodzeń - jakże akcyjne, gorączkowe komunikaty, rosnący pośpiech, nagle pojawiające się kolejne przeszkody do pokonania.

                    Wydaje się, że te momenty na chwilę przynoszą ulgę bohaterom. Choć przez moment nie myślą o misji i nie czują jej obezwładniającej doniosłości i odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa. Ale to akurat... tak tylko, w domyśle moim ;]

                    Język techniczny - dla mnie nie do przebrnięcia, ale kierunek działań zawsze kontrolowałem... chyba ;]

                    Scena wejścia do Ikara 1, pustka, nikogo nie ma, ale statek działa bez zarzutu - jak z pierwszorzędnego thrillera sciene fiction.

                    A później odkrycie, że w Ikarze 2 jest pięć osób, a nie cztery. Ten dialog :
                    - Mamy tlenu na 16 godzin dla 4 osób
                    - Osób na pokładzie jest pięć
                    - Jak to pięć ? [tutaj wymienia pozostałych przy życiu załogantów Ikara 2]
                    - Jest nas pięcioro
                    - Kto jest piąty ?
                    - NIE WIEM

                    rewelacyjny nastrój. Czyżby na pokładzie był obcy, tudzież Obcy [jakiś] ?

                    właśnie, kim jest Pinbacker ? Dowódcą Ikara 1 ? Tak czy owak, cóż to zdanie, które wypowiada : "Nie zostanie po ludzkości żaden ślad, poza pyłem gwiezdnym. Żaden dowód, że kiedykolwiek istnieliśmy. I tuż przed Końcem pozostanei tylko jeden człowiek. Jeden człowiek naprzeciw samego Boga". Doskonałe.

                    Pinbacker, kimkolwiek jest, przetrwał 7 lat samotnie w przestrzeni kosmicznej, w Ikarze 1. Miał czas na to by się zastanowić nad paroma sprawami, i wyszło mu, że Bóg chce by ludzkośc zginęła. Próbuje więc przeszkodzić w powodzeniu misji Ikara 2. Ciekawe, że filmowany jest w sposób bardzo niewyraźny, rozmyty, jak postać zupełnie odrealniona, z innego wymiaru.

                    No i potem wyścig z czasem, podczass którego wszyscy poświęcają swoje życie, by kobieta i dziecko na Ziemi zobaczyli "wyjątkowy piękny poranek", zwiastun nadziei dla całego świata, że przetrwa, a zadanie zostało wykonane.

                    I nie ma w tym ani cienia bohaterszczyzny made in USA. Jest urzeczenie z jakim Capa wpatruje się w porażającą tarczę Słonca tuż przed eksplozją, która go zabije, ale ocali świat. Jest pokora i zdumienie człowieka wobec natury świata. Piękne.

                    A wszystko to na tle muzyki, która nie boi się wręcz monumentalnych chwilami tonacji, co teoretycznie nie pasuje do kameralności spojrzenia bohaterów i pewnej intymności całego zajścia, ale jednocześnie współgra znakomicie z ich wrażeniami, które są naszymi, których doznają w imieniu całej ludzkości. "Wszyscy", "cała ludzkośc", "ratowanie świata" - jak to mozna pokazać bez choćby muzyki oddającej znaczenie wydarzenia ? :]

                    bardzo dobry film !

                    dzięki, Siostro :]
                    • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" garśc wrażeń 03.12.16, 14:36
                      Bardzo się cieszę, Greku, że tak Ci się podobało!!

                      Podpisuję się pod Twoją recenzją. To co najbardziej zachwyciło w tym filmie to właśnie ta epickość w pokazaniu kosmosu. Te sceny kiedy bohaterowie stoją sam na sam w obliczu bezkresu kosmosu są naprawdę piękne. Kiedy po naprawie paneli Kenada odwraca się w stronę Słońca, a jego kolega dopytuje w słuchawkach: "Co widzisz, Kenada??". Ta scena jest naprawdę wspaniała. I jeszcze ta muzyka!!

                      Tak, Pinbacker był dowódcą Ikara 1. Trochę za mało miejsca mu poświęcono. Ale w sumie o to chodziło: wg. niego to Bóg może decydować o losie ludzkości. Z tego ostatniego nagrania wynika, że z tego powodu przerwał misję, więc "oszaleć" musiał wcześniej. Nie do końca jest to dla mnie jasne.

                      Zgadza się, nie ma tu tego nieznośnego patosu a la amerykańskie hity.

                      Jeszcze warto zwrócić uwagę na ciekawą obsadę. Twarze znajome, ale nie opatrzone, do tego różnych narodowości. I wszyscy znakomici.

                      Miło mi, Greku :)
                      • grek.grek Re: "W stronę Słońca" garśc wrażeń 03.12.16, 16:47
                        dzięki, Siostro, bez Twojej rekomendacji zapewne bym przegapił kolejny bardzo dobry film :]

                        yes !, doskonała scena.

                        bardzo interesująca postać. Nawiedzony czy mędrzec ? człowiek chory czy taki, który wykorzystał czas na gruntowne przemyślenia ? Czego doświadczył w ciągu tych prawie 7 lat samotności w kosmicznej otchłani ?

                        Ależ świetne pytania, i w domyśle - obrazy, prowokuje ten film.

                        Na głównej stronie jednego z wiodących portali zauważyłem osobną zachetę do obejrzenia tego filmu :] Jak widać, nawet tam są ludzie, którzy znają się na kinie :]

                        racja, Siostro - aktorzy sprawdzają się bardzo dobrze.
                        Cilliana Murphy'ego kojarzę od pewnego czasu, Cliffa Curtisa pamiętam z "Dnia próby", zagrał tam latynoskiego gangstera, a Michelle Yeon zagrała w "Przyczajonym Tygrysie..." czy "Wyznaniach gejszy", ale także w "Babylon A.D" i - głupio się przynzać wobec takich filmów jak ww. - właśnie z tego ostatniego ją kojarzę :]

                        dzięki, Siostro :]
      • grek.grek Re: Chaplin w Kulturze 03.12.16, 13:35
        oglądałaś, Siostro ?

        oglądaliście, Czcigodni ?

        zatkało mnie podczas seansu, z wrażenia - jak to się świetnie dzisiaj prezentuje ! A przecież nakręcono te filmy w latach 20-tych.

        pomysłowośc Chaplina nie zna granic, każdy gag jest inny, żaden chwyt i trick się nie powtarza, a jednocześnie tworzą zgrabną całość.

        historie proste, przemawiające do każdego, uniwersalne, dzisiaj są równie aktualne, co wtedy.

        I jaką Amerykę pokazują - brzydką, dziurawą, zgrzebną, w której mnóstwo ludzi żyje poniżej progu ubóstwa. Biznes trampa-szklarza i chłopca, polegający na tym, że pierwszy zaspokaja popyt kreowany przez drugiego :], wygląda zabawnie, ale w istocie jest dramatem człowieka w miejscu okreslanym "ziemią obiecaną imigrantów", a w gruncie rzeczy witającym ich brakiem perspektyw i brutalnością codziennej walki o byt.

        doskonale dobrane przestrzenie, miejscówki, no i fantastyczna chemia między Chaplinem, a małym Jackie'em Cooganem.

        sceny posiłku na statku, gry w karty, cała sekwencja w restauracji, z pojawiającą się i znikającą monetą, lądowaniem łokciami w talerzu, oszukiwaniem potężnego, groźnego kelnera - w "Imigrancie" : są nadzwyczajnym popisem kreatywności i aktorstwa.

        A "Brzdąc" sam w sobie, to dzieło sztuki filmowej.

        Rozbawia do łez [Charlie robiący z dziurawego koca, pod którym spi - wytworne ponczo, wszystkie bijatyki i rozróby, scena boksu między Johnem, a dzieciakiem z sąsiedztwa, w której Charlie najpierw jest dumny, że jego dzieciak kładzie tamtego jedną ręka, ale zaraz mina mu rzednie i robi wszystko, by przegrał, bo starszy brat pokonanego zapowiedział, że w razie zwycięstwa Johna - oberwie Charlie;wreszcie scena w noclegowni, kiedy Charlie i John chcą oszukać dozorcę] wzruszają niesamowicie[sekwencja, kiedy zabierają chłopca Charliemu, a on walczy o niego, ściga samochód i odbija Johna, a także obiad którym dzielą się sprawiedliwie aż do przesady, czy te pocałunki, które dowodzą ich wzajemnych uczuć i mają fenomenalny flow aktorski, jakby byli prawdziwymi ojcem i synem], uczy [aktorka i malarz pozbywają się dziecka, bo im przeszkadza w planach życiowych, ale aktorka przeżywa nawrócenie i wkrótce stara się chłopca odzyskać, zawsze miała wyrzuty sumienia], a do tego... nic łatwo w życiu nie przychodzi - Charlie chce się przecież pozbyć dziecka, próbuje go podrzucać innym, ale koniec końców i tak mały wraca do niego jak bumerang. Znajduje w końcu karteczkę z prośbą matki, by ktoś pokochał i zajął się malcem. I co ma zrobić, skoro ma największe serce na świecie ? :]

        cóż to za postać, ten tramp, nieprawdaż ? Biedak, nędzarz, ale optymista, uśmiechnięty, jak trzeba złośliwy i waleczny, a nade wszystko - szlachetnego serca. Dziurawe portki, rozdeptane za duże buty [to ogłoszenie w gazecie "poszukiwany jest mężczyzną niewielkiego wzrostu, o wielkich stopach i małym wąsiku" ;) - w istocie nie ma wielkich stóp, po prostu nosi buty o trzy numery za duże i z koniecznośc musi chodzić na piętach, żeby mu spadły], sfatygowany marynarka i dusza prawdziwego króla świata :]

        Nie waha się ani sekundy, kiedy - w 'Imigrancie" - odkrywa, że okradziono dwie biedne kobiety. Wszystkie pieniądze, które wygrał w karty oddaje im. No, zachowuje dla siebie jakiś jeden banknot :] Łapie po policjant, który zauważa, że Charlie grzebie jednej z kobiet w kieszeni. Nie wie, ze Charlie podrzuca jej pieniądze, a nie kradnie. Kiedy prawda wychodzi na jaw, policjant jest zbudowany postawą trampa.

        policjant zawsze jest figurą opresyjną, ściga, gania i zawsze zjawia się nie w porę, a nawet pomaga w odbieraniu dziecka ojcu, lecz ostatecznie zawsze wychodzi na tego dobrego, a nawet żartownisia [finał "Brzdąca"].

        doskonała jest sekwencja snu z "Brzdącu" : raj, który zamienia się w rozróbę, rozpętaną na tle zazdrości mężczyzny o kobietę. Tramp fruwający na skrzydłach i ekwilibrystyczne mylący pościg nerwusa, to moment przekomiczny. W ogóle, wszsytkie te walki, kopniaki, zwody, ciosy - to jest tak zabawne, że od 100 lat bez odpowiednika w kinie. Można się okładać na wesoło ? No jasne :]

        A ucieczki i pościgi ? Haha:] Zawsze policjant albo troglodyta chcący skrzywdzić trampa zostaje wystrychnięty na dudka i sprowadzony do parteru i to bez używania przemocy. Potem Bruce Lee uczył 'sztuki walki bez walki" ;] Pewnie oglądał groteski Chaplina, hehe.

        uff, mnóstwo tego jest.

        ta scena na początku "Brzdąca", kiedy Charlie, w swoim raczej wysłużonym wdzianku, spaceruje ulicą... Ulica jest tragicznie zmęczona życiem, Charlie na bogacza nie wygląda, ale jak on idzie ! Jak król francuski po ogrodach wersalskich. I plansza "POranny spacer" :]] I zaraz oczywiście na Charliego ktoś z okna zrzuca obierki. Cudowne są te sceny.

        I happy endy są.

        Wszystko jest.

        To było kino ! To JEST kino !

        A co powiecie o muzyce w "Brzdącu" ? Dziwna trochę, taka jakby... zbyt nowoczesna ?
        Inna rzecz, że np. w "Mocnym człowieku" Jerzego Brauna ta muzyka jest bardzo, bardzo zbliżona stylistycznie. Ciekawe. Widać wtedy tak grano ?
        • siostra_bronte Re: Chaplin w Kulturze 03.12.16, 13:56
          Dzięki, Greku :)

          Podpisuję się oburącz! Co tu dużo mówić, Chaplin to po prostu geniusz. Postać Charliego trampa jest wspaniała. Charlie klepie biedę, walczy o przetrwanie z dnia na dzień w tym okrutnym i niesprawiedliwym świecie. A biednemu zawsze wiatr w oczy. Nawet będąc na dnie zachowuje swoje człowieczeństwo, pomaga innym. Dlatego widzowie go kochają :)

          Na filmach Chaplina człowiek i śmieje się, i płacze. Mistrzostwo najwyższej klasy.

          Absolutnie się zgadzam. Trudno uwierzyć, że te filmy mają...100 lat!! Dawno się tak nie uśmiałam, i to na prostych gagach (np. atak czkawki w "Imigrancie").

          Tak, ta muzyka też zwróciła moją uwagę. To ciekawe, ale kiedy miałam jeszcze kanał Filmbox Arthouse zdarzyło mi się obejrzeć niemy film Murnaua "Faust". I muzyka była wręcz identyczna! Mam wrażenie, że to jest jakiś masowo używany podkład i to współczesny.

          Z ciekawości zajrzałam do youtube'a. Jest tam "Brzdąc" w całości. I jest muzyka, taka orkiestrowa, którą napisał sam Chaplin! Nie mam pojęcia dlaczego oglądaliśmy film z inną muzyką.
          • siostra_bronte Re: Chaplin w Kulturze 03.12.16, 15:29
            Przy okazji, Chaplin był utalentowanym kompozytorem. Za muzykę do "Świateł rampy" dostał nawet Oscara (wspólnie z 2 innymi osobami) w 1973 r. Dopiero wtedy film miał premierę w Stanach, wcześniej był zakazany.
          • grek.grek Re: Chaplin w Kulturze 03.12.16, 16:39
            dzięki, Siostro :]

            to jest właśnie siłą trampa.
            niczego nie ma, poza swoim sercem, a skoro je ma, to niczego mu nie brak.
            nawet jeśli mieszkanie jest małe, zarobki drobne, a buty w stanie rozpadu, to on się czuje szczęsliwy z powodu drugiego człowieka, któremu może coś podarować.

            jest bezinteresowny i szczery. Jest więc człowiekiem z innej epoki, rzec by można :] pięknie to Chaplin gra. W jednym małym geście potrafi całą tę wspaniałomyślność wyrazić.

            to prawda :] wzruszenie atakuje znienacka i jakże trudno zachować twarz mecenasa Prado :]

            "Faust" Murnaua - ależ bym chętnie obejrzał !
            podobała mi się, groteskowa i naturalistyczna, ekranizacja Sokurowa, ale klasyczna-klasyka to jest jednak, wg mnie, najlepsze co się klasyce przytrafić może. A "Faust" wydaje się jak skrojony pod styl Murnaua [na ile ofk go znam i rozumiem].
            Jak to się stało, że nie recenzowałaś tego filmu, Siostro ? :]

            o, ciekawe.

            wiesz, ta muzyka nie jest zła. Zwłaszcza na początku i w końcówce, doskonale tworzy atmosferę. W początkach fillmu ma taki intrygujący "mroczek" w tle, a w finałowych sekwencjach sprawdza się wyczuwalny w niej akcent frywolny.

            ale jej główną cechą jest to, że... nie współgra z wymową konkretnych scen, zauważyłaś ? Też tak to odebrałaś ? :]
        • barbasia1 Re: Chaplin w Kulturze 04.12.16, 01:11
          >A co powiecie o muzyce w "Brzdącu" ? Dziwna trochę, taka jakby... zbyt nowoczesna ?

          Przepraszam, jeśli urażę autora tej muzyki, ale była straszna! Drażniąca, nieprzyjemna, mnie popsuła trochę seans, klimat tej uroczej opowieści. O wiele lepiej oglądało mi się kiedyś "Brzdąca" na youtube, zdaje się z oryginalną muzyką.
    • grek.grek Hollywood znów wyprzedza Poland 02.12.16, 13:20
      zajmująca historia, idealna dla filmu.
      I znów Amerykanie byli szybsi...
      Jak to jest, że jako Polacy chcemy "opowiadać takie historie", a przez ostatnie 27 lat, kiedy już nie było żadnej cenzury ani niczego takiego, polskie kino po tę historię nie sięgnęło ?:

      opinie.wp.pl/film-o-zabinskich-agata-borucka-zydzi-zajmowali-miejsca-w-klatkach-dla-zwierzat-6062392458576513a
    • grek.grek "Lion. Droga do domu" w kinach 02.12.16, 13:24
      główna nagroda na Camerimage 2016:

      esensja.pl/film/recenzje/teksat?id=23776
      I właśnie wchodzi do kin.

      ależ historia ! :] :
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/wirtualna-odyseja-odnalazl-rodzine-po-25-latach-dzieki-google-earth/fm3kpb
    • siostra_bronte "Nie oglądaj się teraz" 02.12.16, 15:37
      Jutro w Kulturze o 23.40. Późno, ale 2 miesiące temu (byłam akurat na urlopie) był pokazywany o 20.00, więc nie mogę się czepiać.

      Co więcej mogę napisać? Obejrzałam ten film po raz pierwszy jako dzieciak (a chyba nie powinnam!) i wiedziałam, że zostanie już ze mną na zawsze. O takim filmach mówię, że są "większe niż kino", bo mają wpływ na nasze życie. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi to się zdarza, rzadko, ale jednak.

      Przy okazji, właśnie przeczytałam opowiadanie Daphne du Maurier (i przy okazji wszystkie jej książki z pobliskiej biblioteki, łącznie z "Rebeką"). Już wiem skąd wziął się tytuł. To pierwsze zdanie opowiadania:

      "Nie oglądaj się teraz, ale dwa stoliki dalej siedzi para staruszek, które usiłują mnie zahipnotyzować - powiedział John do swojej żony".

      Oczywiście to scena w restauracji, która w filmie pojawia się znacznie później.

      W porównaniu z opowiadaniem są tu pewne zmiany. Dodano retrospekcje, rozbudowano niektóre sceny. Opowiadanie ma raptem 65 stron. Jest bardziej ironiczne, ze względu na to, że historię widzimy oczami Johna, bardzo sceptycznego wobec zachowania żony.

      Nie mogę się powstrzymać od zacytowania ostatniego fragmentu opowiadania:

      "-Wszystko w porządku, nie bój się - powiedział John uspokajająco i wyciągnął do niej rękę, starając się uśmiechnąć.

      Dziewczynka zerwała się na równe nogi i stanęła przed nim. Kaptur zsunął się jej z głowy i spadł na podłogę. John wytrzeszczył oczy, a niedowierzanie stopniowo przemieniło się w przerażenie i w paniczny strach. Osoba, którą widział, nie była wcale dzieckiem, lecz krępą karlicą, liczącą sobie około dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu. Miała nieproporcjonalnie dużą, kwadratową głowę dorosłego człowieka i opadające do ramion siwe, poskręcane loki. Nie łkała już, lecz uśmiechała się szeroko i kiwała znacząco głową.

      Nagle John usłyszał kroki na korytarzu, grad uderzeń do drzwi, ujadanie psa i kilka głosów, które wołały : "Otwierać, policja". Kreatura pogrzebała w rękawie i wyciągnęła nóż, którym rzuciła w Johna ze straszliwą siłą, przeszywając mu gardło. Potknął się i upadł. Lepka masa zalała mu dłoni, którymi usiłował zakryć szyję.

      I zobaczył Laurę z siostrami, jak płyną po Canale Grande na pokładzie statku parowego, nie dzisiaj, nie jutro, lecz pojutrze. Dobrze wiedział, dlaczego są razem, i znany mu był smutny cel ich przejażdżki. Karlica mamrotała coś w kącie. Dobiegające z korytarza odgłosy uderzeń do drzwi, nawoływań i szczekania stawały się coraz słabsze, a on pomyślał: Och, Boże, jak cholernie głupio umierać w ten sposób..."

      Przepraszam, ale nic nie poradzę, mam obsesję na punkcie tej historii i tego filmu :)
      • grek.grek Re: "Nie oglądaj się teraz" 02.12.16, 16:44
        świetne wprowadzenie, Siostro :]

        zdecydowanie : wirtuozersko wykreowany nastrój, subtelna groza, głęboka psychologia i współgrająca z nimi nie-pocztówkowa, ale nadal piękna, Wenecja, to są atuty nie do przecenienia.

        na pewno jeden z najlepszych dreszczowców, jakie widziałem. Dzięki Tobie :]

        to zakończenie frapuje mnie nieustannie. Czy jest jakąś metaforą ? Dlaczego ta morderczyni wygląda - zakładając nieznajomośc jej twarzy - właśnie tak, że może przywodzić na myśl tragicznie zmarłą córkę Johna" ?

        Oficjalnie John nie wierzy w nadprzyrodzone zjawiska, a jednak idzie za tą czerwoną peleryną, choć przecież logika nakazywałaby mu w ogóle nie podejmować takiej aktywności.

        Czy chodzi więc w tym wszystkim tylko [i aż , oczywiście] o jego uczucie do zmarłego dziecka i potęgę wyrzutów sumienia, jakie nim targają ?

        I dlaczego ginie ?

        A może ta morderczyni istotnie jest jakimś wcieleniem jego córki [to by wyjaśniało jej ubiór, który wydaje się symboliczny tak bardzo, że nie może być przypadkowy] i dokonuje zemsty ?

        Jak interpretujesz ten finał, Siostro ?
        • siostra_bronte Re: "Nie oglądaj się teraz" 02.12.16, 18:33
          Dzięki, Greku :)

          To są ciekawe pytania. Chyba każdy musi odpowiedzieć na nie sam.

          Interesujące jest to, że w opowiadaniu nie ma właściwie związku między zmarłą córeczką, a "dziewczynką" biegającą po Wenecji. W filmie jest to ewidentne ze względu na strój, taki sam czerwony płaszczyk przeciwdeszczowy, to nie może być zbieg okoliczności. Dlatego dla mnie było oczywiste, że dla Johna była ona, mogła być? właśnie jego córeczką, jakkolwiek absurdalne to się mogło wydawać. I dlatego ją gonił...

          A w opowiadaniu John biegnie za "dziewczynką" bo myśli, że jest w niebezpieczeństwie. Cytat z opowiadania: "Pędziła co tchu w piersi -jak gdyby miało od tego zależeć jej życie. [...] Ten facet znowu ją goni, pomyślał John i w przebłysku intuicji powiązał fakty -przerażenie dziecka oraz wzmianki w prasie o morderstwach, dokonanych prawdopodobnie przez szaleńca.". John biegnie więc za nią, by ją ochronić. "Nie bój się, nie pozwolę Cię skrzywdzić, krzyczy.

          I to jest wyraźna różnica jaką zauważyłam. Ale trzeba przyznać, że to zmiana nadaje tej historii jeszcze głębszego znaczenia i daje pole do wielu interpretacji.

          Dlaczego ginie John? Bo nasze życie jest tak absurdalne i przypadkowe, że absolutnie wszystko może się zdarzyć. Nawet śmierć z rąk karlicy w Wenecji. Wystarczy być w złym czasie i złym miejscu. Taki sam strój, córeczki i karlicy- morderczyni tylko podkreśla ironię tej sytuacji. Takie było moje wrażenie, kiedy widziałam ten film po raz pierwszy. I to było dla mnie szokujące odkrycie, a przypominam, że byłam wtedy jeszcze dzieckiem :)

          Możliwe są pewnie jeszcze inne interpretacje. Ta teoria z zemstą jest też ciekawa.

          Ten film można oglądać wiele razy i wciąż odkrywa się coś nowego!




          • grek.grek Re: "Nie oglądaj się teraz" 03.12.16, 14:11
            :]

            to prawda, Siostro.

            właśnie ! czy ta peleryna czerwonego koloru to przypadek czy jednak rzecz o ukrytym znaczeniu i symbolice ? ciekawe :]

            John nie pobiegłby za właścicielką pelerynki, by ją ocalić, gdyby nie była w ną odziana. Tak chyba mozna założyć ? I wydaje się też dośc czytelnym, że chce ją ratować, bo motywują go wyrzuty sumienia z powodu nieuratowania swego czasu własnej córki. Niby parę rzeczy wiadomo, a nadal trudno to poskładać w jakiś konkret :]

            świetna interpretacja, Siostro !

            może nie należy wszędzie szukać sensu, racjonalnych powiązań przyczynowo-skutkowych. Otóż to. MOże na końcu tych poszukiwań jest zawsze ta ironia losu i przypadkowość. Brzmi mądrze.

            racja :]
        • grek.grek Re: jest data polskiej premiery 4 serii "Sher 04.12.16, 12:08
          to prawda, Siostro :]

          o, zawsze jest szansa, że spotka Cię miła niespodzianka i jednak odnajdziesz BBC Brit w ofercie :]
          trzymam kciuki !

          A jeśli nie teraz, to... do 4 stycznia jeszcze cały miesiąc, zawsze jest szansa.

          Również mam taką nadzieję, Siostro :]
          o, 3 sezon ewidentnie nie był tak dobry jak oryginalny... ale nawet taki był bardzo dobry, wg mnie :"]

          pamiętam, że dobrze ocenialiśmy ten specjalny odcinek, więc... może nie będzie tak źle ?:]

          ze swojej strony, mam nadzieję, że ponownie pojawi się Moriarty, a raczej : Jim ;]. doskonała postać, doskonała rola, doskonały aktor, cóż za styl i przefiltrowana przez współczesną estetykę stuprocentowa brytyjskość :]

          Sherlock i Watson są oczywiście rewelacyjni !
    • grek.grek w kinach "Lament", alll the way from KOrea [Płd] 03.12.16, 17:08
      z recenzji wynika, że to skromny, ale za to - a może : dzięki temu ?, bo pieniądze nie zawsze idą w parze z kreatywnością wyobraźni - świetny film grozy z Południowej Korei :

      www.filmweb.pl/reviews/Ujrzałem+diabła-19501
      film.interia.pl/recenzje/news-lament-recenzja-watpliwosc,nId,2316294
    • grek.grek "Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz" via Kultura 04.12.16, 12:49
      Gdyby to nie był film znakomitego weterana i mistrza kina Sidneya Lumeta, to by można powiedzieć, że bracia Coenowie by się nie powstydzili takiego dramatu. Choć oczywiście, w ich wykonaniu zapewne rózniłby się on stylistycznie.

      Zaczyna się od nieudanego napadu na sklep jubilerski. Facet w kominiarce wchodzi, terroryzuje bronią sprzedawczynię, pakuje do torby klejonoty, ale pani niespodziewanie wyciąga broń... Strzelają do siebie i oboje padają. On jest martwy, ona zapada w śpiączkę.

      Towarzysz zabitego włamywacza siedzi w aucie pod sklepem. Widzi jak kolega wypada przez szybę i w panice odjeżdza. Po drodze zdejmuje perukę i ciemne okulary...

      A teraz mamy serię sekwencji, które ułożone sa niechronologicznie, a za zadanie mają opowiedzieć jak doszło do tego napadu i jakie były jego konsekwencje.

      Mamy tutaj dwóch braci : Andy'ego[Philipp Seymour Hoffman] i Hanka [Ethan Hawke]. Andy pracuje jako księgowy w jakiejś firmie i robi przekręty finansowe. Wiadomo, że za chwilę wszystko wyjdzie na jaw... Hank jest po rozwodzie i nie stać go, by za 150 dolarów opłacić córce wycieczkę szkolną. Zalega oczywiście z alimentami.

      Andy ma żonę, Ginę [Marisa Tomei], która pokryjomu romansuje z Hankiem.

      Obaj panowie są więc pod kreską i na gwałt potrzebują kasy. Andy wpada na pewien pomysł. Ich rodzice prowadzą sklep jubilerski. W kasie mają pół miliona dolarów. W sobotę po południu zwykle jest tam tylko starsza pani, która pomaga w interesie. Trzeba tylko wejśc, sterroryzować ją bronią, zabrać kasę i... gotowe. Sklep jest ubezpieczony, więc nikt nie straci, a wszyscy skorzystają.

      Hank najpierw jest lekko zszokowany, ale nie zaprzecza, że pieniędzy bardzo potrzebuje. A jako że w tym tandemie Andy jest osobowością silniejszą, a Hank raczej miękką - staje na tym, że zapada postanowienie o napadzie.

      Andy nie może wziąć w nim udziału, bo dzień wcześniej w ramach zawodowych obowiązków wizytował centrum handlowe, przy ktorym stoi sklep. Musi to zrobić Hank.

      A Hank zaprasza go pomocy kolegę - Bobby'ego. TO właśnie Bobby wpadł do sklepu w kominiarce i został zastrzelony. Hank czekał w samochodzie i to on ukrywał się pod peruką i okularami.

      Napad się nie powiódł, obaj panowie nie rozwiązą swoich kłopotów finansowych... Ale to tylko wierzchnia warstwa problemów jakie piętrzą się w konsekwencji nieudanego skoku.

      Najpierw okazuje się, że w sklepie była nie pomocnica, ale matka obu braci. Pomocnica tego wieczora była zajęta, więc to ich matka dyżurowała w sklepie. Bobby jej nie znał, więc do niej strzelił. I nic nie usprawiedliwia braci, nawet jesli Hank prosił Bobby'ego, żeby nie brał ze sobą żadnej broni.

      Starsza pani zapada w śpiączkę i niebawem umiera. Ojciec Andy'ego i Hanka [Albert Finney] jest naprawdę cięzko załamany. Bracia - spanikowani coraz bardziej.

      U Andy'ego sytuacja staje się podbramkowa, bo trwająca kontrola dokumentów w firmie za chwilę wykaże jego machlojki. Andy proponuje Ginie wyjazd do Brazylii, tam gdzie się poznali. Na co ona przewidująco " Znów zrobiłeś jakiś numer ? Nie udawaj,że chodzi o nas... po prostu, Brazylia nie ma umowy ekstradycyjnej ze Stanami".

      Hanka zaczynają nachodzić krewni zabitego Bobby'ego. Wiedzą, że to Hank wynajmował auto, którym pojechali na skok. Wdowa po Bobbym i jej brat żądają od niego 10 tys dolarów, albo pójdą na policję.

      Dodatkowo Hank zostawił w odstawionym samochodzie płytę z muzyka. Musi się pokazać, żeby ją odebrać, a przecież trwa śledztwo policyjne.

      Ojciec braci zaczyna naciskać na policję, żeby pospieszyli się ze znalezieniem sprawców. Nie wierzy,że jakiś drobny rzezimieszek z drugiego końca miasta pofatygował się tutaj samodzielnie, zeby obrobić jeden z setek jubilerskich sklepów.

      Andy'ego w końcu opuszcza Gina, wraca do matki. Na odchodnem wyjawia mu, że zdradzała go z Hankiem.Andy ucieka w narkotyki.

      W tym czasie Hank wysłuchuje pretensji córki i żony, jaki z niego leser i nieudacznik, skoro nie potrafi zapłacić alimentów i paru dolców na szkolną wycieczkę. Za twarz trzymają go też szantażyści, z czego zwierza się Andy'emu.

      Ciekawe, że obu braci bardziej niepokoi fakt, że mogą wpaść i pójśc siedzieć, niż to że z ich powodu zmarła matka. Andy ma nieprzyjemną rozmowę z ojcem, podczas której wyjawia mu, że zawsze czuł się piątym kołem u wozu w tej rodzinie. Ojciec, Hank i Katherine [ich siostra], to była paczka kumpli, a on... zawsze z boku, pod krytycznym bezlitosnym okiem ojcowskim. To poniekąd wyjaśnia, dlaczego wpadł na koncept rabowania sklepu rodziców. Nie tylko dlatego, ze kiedyś tam pracował, że zna teren i wie o zwyczajach właścicieli... lecz także dlatego, że nie ma skrupułów wobec rodziców.

      W firmie Andy'ego trwa kontrola i już wiedzą o jego przekrętach. udaje mu się zabrać swoje rzeczy i uciec próbującej go zatrzymać sekretarce, która informuje go, że zarząd firmy czeka na niego w trybie pilnym.

      Śledzi Andy'ego ojciec, który u jednego ze swoich dawnych kolegów-kryminalistów, dowiaduje się, że za skokiem na sklep i śmiercią żony, stał ich własny syn. U tego kolegi Andy załatwiał coś do skoku, zostawił wizytówkę.

      Razem z Hankiem Andy jedzie do wdowy do Bobbym i jej brata. Wywiązuje się awantura. Andy zabija jej brata, a ona Andy'ego. Przerażony Hank daje nogę.

      Pod domem czeka w samochodzie ojciec. Widzi wypadającego na chodnik Hanka. Próbuje go wołać, ale chłopak sprintuje jakby bił rekord Bolta na 100 metrów.

      Zjawia sie policja i zabezpiecza teren.
      Andy żyje, ale ledwie co. Trafia do szpitala. Tam odwiedza go ojciec i cichaczem odłącza go od respiratora, dusi poduszką, a potem znów podłącza i wychodzi. Niby, że facet umarł w sposób naturalny.

      I tak to wszystko wygląda. Prosty numer, wydawałoby się skok absolutnie pewny i bezpieczny, przeistacza się w karuzelę śmierci i rodzinnej tragedii.

      Hoffman gra świetnie, a Lumet mistrzowsko prowadzi narrację. To zresztą jego ostatni film w karierze.

      pomysł z poprzestawianą zaburzoną chronologią nie jest nowy i oryginalny, ale tutaj akurat sprawdza się bardzo dobrze i w przeciwieństwie do filmów, w których zabieg ów ma ratować przeciętną fabułę - nie jest tylko formalnym uatrakcyjnieniem.

      film otwiera cytat z "Króla Leara", a czy w fabule można doszukać się powiązań z dramatem szekspirowskim... no cóż, jakby tak odpowiednio się zmobilizować, to może gdzieś... coś... dałoby się dojrzeć ;]

      www.youtube.com/watch?v=WIBVmBHAnjc


        • grek.grek Re: "Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz" 04.12.16, 17:06
          dzięki, Siostro :]

          yes :]

          o, masz rację, widać rękę świetnego fachowca.

          ha, to prawda.
          celna obserwacja, Siostro.
          aczkolwiek, na obronę pana Hoffmana powiedziałbym, że w tej swojej powtarzalności był znakomity warsztatowo :]

          wydaje się, że sama historia jest tutaj ważniejsza od postaci, które są tylko figurami na planszy, którymi zręczny szachista manipuluje, aby dowieśc swojej błyskotliwości. W tej historii mistrzem marionetek jest ofk... LOS ;] A jego ekspozyturą - reżyser ;]
    • maniaczytania Teatr TV na grudzień 04.12.16, 12:53
      nie dałam rady wcześniej, teraz nadrabiam, bo pierwszy spektakl już dziś wieczorem.

      4.12. - 23:25 TVP2 - premiera - "Traktat o miłości" Marka Kochana w reż. Agaty Puszcz

      5.12. - 20:30 TVP1 - premiera NA ŻYWO! - "Goła baba" monodram Joanny Szczepkowskiej (co mnie cieszy i mam nadzieję, że uda mi się obejrzeć)

      6.12. - 20:20 TVP Kultura - "Wywiad z Ballmeyerem" wg Kazimierza Brandysa w reż. A. Wajdy - podobno to pierwszy spektakl Wajdy w teatrze tv

      11.12. - 18:10 TVP Kultura - "Kto zabił św. Mikołaja" w reż. A. Minkiewicz (Niedziela z Kobrą)

      12.12. - 20:30 TVP 1 - "Wigilijna opowieść " Adama Drabika w reż. Piotra Trzaskalskiego

      13.12. - 21:45 TVP Kultura - "Umarła klasa. Seans Tadeusza Kantora" reż. A. Wajda

      20.12 - 20:20 TVP Kultura - "Hamlet (IV)" reż. A. Wajda

      26.12. - 18:00 TVP Kultura - "Mistrz i Małgorzata" reż. A. Tyszkiewicz - premiera telewizyjnej rejestracji spektakli z teatru w Lublinie).

      No, mnie się wydaje, że jak na grudzień całkiem przyzwoite prezenty telewizja przygotowała :)
      • grek.grek Re: Teatr TV na grudzień 04.12.16, 16:10
        dzięki, Maniu ! :]

        bez dwóch zdań, świetna oferta !

        "Umarłą klasę" KUltura pokazała kiedy w oriyginale, kantorowskim. Naprawdę duże wrażenie na mnie zrobiła.

        "Hamlet", "Mistrz..." klasyka - ciekawe czy klasyczna, czy też może na nowo odczytana ?

        "Goła baba" - oglądam !! ;]
    • grek.grek "Widmo" via TVp1 04.12.16, 13:29
      Czesi o 21:40 puszczali "Dziecko Rosemary", ale jako że "NIm diabeł..." skończył się dopiero kwadrans po dziesiątej - postanowiłem obejrzeć "Widmo" w Jedynce. Nie oczekiwałem oczywiście filmu grozy na miarę "Dziecka...", ale wietrzyłem niespodziankę ;]

      Do tej chwili nie wiem, czy nią był czy nie.

      No więc mamy młode małzeństwo : Bena i Jane. Jadą do Tokio, gdzie on dostał pracę fotografa mody.

      JUż w Japonii mają wypadek drogowy : znienacka na szosie wyrasta kobieta i Ben ją potrąca, a potem wjeżdza do rowu. Tracą przytomnośc, a kiedy ją odzyskują na szosie nie ma żadnego ciała.

      W Tokio Ben robi zdjęcia, pracuje, nierzadko z atrakcyjnymi asystentami, a Jane chodzi po mieście fotografując co się da. Kiedy są razem też robią sobie zdjęcia.

      Po wywołaniu wszystkich tych fotek okazuje się, że są na nich białe plamy. Poznany przez Jane redaktor tokijskiego pisma o nadprzyrodzonych zjawiskach mówi jej, że to są duchy. Nic w tym dziwnego, podobnych fotografii zrobiono w histori wiele. Prowadzi ją do pokoju wytapetowanego setkami archiwalnych zdjęć z duchami w tle.

      Oczywiście, od tej pory Jane i Bena zaczynają spotykać dziwne rzeczy : a to gaśnie światło i ktoś go łapie za nogę, a to ona widzi w metrze odbicie ducha, a to jego nachodzi w ciemni jakaś postać... Na kolejnych fotkach już wiadomo, że chodzi o tę dziewczynę, którą potrącili na szosie. To jej wizerunek widzą, to on ich prześladuje.

      Idą do jakiego starszego faceta, który zajmuje się duchami, a on im tłumaczuy że duchy istnieją na pograniczu emocji jakimi żyli jako ludzie i niezałatwionych ziemskich spraw. Ben uważa go za wariata, ale wie co widział, a dodatkowo nieustannie boli go szyja...

      Jane przeprowadza małe śledztwo i niespodziewanie znajduje zdjęcie dziewczyny w firmie zajmującej się modelingiem, w któreej pracuje Ben i jego dwaj przyjaciele. Zdjecie samo spada ze ściany. Na odwrocie stoi, że robił je Ben.

      Ben wreszcie wyznaje prawdę : mówi, że dziewczyną którą oboje widują jest Megumi. Kiedyś zakochała się w nim, a on nie umiał się odwzajemnić. Ona dla tego związku wpadła w konflikt z rodziną, została wydziedziczona [widzimy ją, bardzo skromną, nieśmiałą i miłą dziewczynę], ale on nie umiał jej pokochać.

      Wygląda na to, ze duch nie chce pozwolić mu żyć z inną kobietą.

      Duch Megumi poczyna sobie coraz śmielej : najpierw ginie jeden z tych przyjaciół Bena, potem drugi - ten skacze przez okno w akcie samobójczym. A Megumi atakuje także Bena i dusi go pocałunkiem albo rozbiera się w łózku i prezentuje dziwne zohydzone, gadzie ciało. Dla bohaterów są to wizje absolutnie realistyczne, ale ofk haczyk jest taki, że możliwe, iż dręczy ich po prostu sumienie. Naweet jeśli obrażenia zewnętrzne są namacalne i niezaprzeczalne.

      jane próbuje odpędzić ducha krzykiem, że Ben jest jej mężem, a "ciebie nie chciał, bo cię nie kochał !".

      Prowadząc prywatne śledztwo znajdują dom Megumi, a w nim jej zwłoki ze spaloną głową. Obok stoją butle z cyjankiem potasu.

      Na pewien czas duch jakby się uspokaja, a oni postanawiają jednak wyjechać. Wracają do Nowego Jorku. Tyle że zostało 20 minut filmu, więc duch musi jeszcze się zjawić.

      I się zjawia, ale nie w taki sposób, w jaki można by tego oczekiwać.

      Oto Jane odkrywa w swoim aparcie serię zdjęć. Jest na nich duch Megumi. Po odpowiednim ustawieniu fotek i szybkim ich "przekartkowaniu" dostrzec można jak duch czołga się po podłodze i wchodzi do wiszącego na ścianie dużego zdjęcia Jane.

      Pod tym zdjęciem jest skrytka. A w skrytce jane znajduje pendrive. A na pendrive szokujący film. Ben i jego dwaj przyjaciele, ci martwi obecnie, którzy imprezują z Megumi. Ona jest zagubiona i wyraźnie zdezorientowana. Ben robi jej kompromitujące zdjęcia, a pozstali dwaj możliwe, iż gwałcą ją. Jane jest oszołomiona.

      Ben wraca do domu, a Jane robi mu awanturę. Ben tłumaczy, że Megumi nie chciała zostawić go w spokoju, więc postanowił ją zaszantażować zrobieniem przykrych zdjęć i zabronić jej prześladowań pod groźbą ich ujawnienia. Dziewczyna bardzo przeżyła tę całą historię.

      Małżeństwo popada w kryzys.

      Ben postanawia ostatecznie rozprawić się z duchem. W pewnym momencie czuje jakby go coś uwierało w kark. Szamoce się, strącony polaroid spada na podłogę i samoczynnie robi zdjęcia. Ben ogląda je i widzi że na plecach cały czas siedzi mu... duch Megumi.

      Decyduje się na desperacki krok. Traktuje własny kark prądem. Oczywiście wynik jest fatalny : poparzony Ben, i najpewniej pozbawiony zmysłów, ląduje w szpitalu dla wariatów. Siedzi bezwładnie na łózku z opuszczoną głową.

      Kamera wyjeżdza powoli za drzwi i przez otwór w nich widzimy, że do pleców ociemniałego Bena przytulony jest ciągle duch Megumi.

      Słowem "Mój ci on !" i już :] Duch nie mozę sobie spokojnie wrócić na zapiecek, bo tutaj, w realu, ma ciągle swoje emocje i niezałatwione sprawy, swoją ... miłość. Dokładnie jak mówił ten filmowy specjalista ducholog :]

      Ewidentnie jest to więc opowieśc o cenie poniesionej za zdradę uczuć.
      Przy okazji kamera chętnie zapuszcza się w miasto i widać jakim mrowiskiem jest Tokio, a jednocześnie jak jest ciekawe i nowoczesne. Jest to interesujący dualizm, bo stechnicyzowana, skomputeryzowana metropolia zostaje zestawiona z wydarzeniami o podłożu metafizycznym, cokolwiek archaicznym. Kto dzisiaj wierzy w duchy ? ;]

      Horror jako horror skupia się głównie na serwowaniu kolejnych scen, w których jedno z bohaterów znów, i znów, i znów, ma zaszczyt być odwiedzanym przez nieustępliwego ducha. I w ten schemat wbudowana jest linia fabularna, o ile wątek niewiernego amerykańskeigo kochanka, który porzuca japońską zakochaną w nim dziewczynę, może być uznany za takową, a nie za pretekst do straszenia ludzkości.

      na polu interpretacji politycznej wolałbym nie hasać, bo możliwe, że byłoby to pokaźne nadużycie ;]

      www.youtube.com/watch?v=_ngqwZ6eYuM

      PS : film miał swój japoński oryginał, ten tutaj to amerykański remake. Można więc, z duża dozą prawdopodobieństwa, zaałożyć, że ten pierwszy jest lepszy ;]
    • grek.grek 21:30 TVP1 "Blue Jasmine" 04.12.16, 16:31
      trochę poważniejszy film Allena.

      Jasmine miała bogatego męża, luksusy, należała do socjety... a potem zaczęły się schody i teraz musi kątem mieszkać o młodszej siostry, którą zawsze miała za kogoś gorszego.

      ciągle nie moze się pogodzić z życiem, które odeszło i nie wróci, ciągle jest arogancka, ale z każdą minutą filmu mniej irytująca, a bardziej godna współczucia.

      duża to zasługa Cate Blanchette, że taką antypatyczną postać naprawdę można zrozumieć i poczuć jej smutek, jej tęsknotę za minioną świetnością.

      krytycy mówią, że Woody Allen przemycił tutaj obraz Ameryki po kryzysie ekonomicznym, ale ja bym powiedział, że albo jemu się to nie udało, albo krytycy się mylą co do jego intencji :]

      nie jest bowiem sekretem, że na kryzysie "popłynęli" wszyscy prócz tych bogatych i ustawionych. najmocniej oberwali średniacy, nie żadna elita finansjery, do której należy fillmowa Jasmine.

      niestety... :]
      • grek.grek A w TVP2 "Bierz forsę i w nogi" - o 2:40 04.12.16, 16:35
        już chciałem rzucić klapkiem w telewizor, bo jak mozna taki film puszczać o tak dzikiej porze, ale... widzę oto, że TVP2 pokazała go najpierw o 12:25.

        ależ fatalnie przegapiłem !

        a Wam udało się obejrzeć ? :]

        tak czy owak, pierwszorzędna komedia i Woody Allen w mistrzowskiej formie ! :]
        Może uda mi się wstać na nocną powtórkę.
        • siostra_bronte Re: A w TVP2 "Bierz forsę i w nogi" - o 2:40 04.12.16, 16:53
          O rany, też przegapiłam! Jakby się człowiek nie starał to coś się przegapi. Zwłaszcza, że to Dwójka, od której trudno wiele wymagać, zwłaszcza o takiej porze. Mamy nauczkę!

          Widziałam wieki temu, pamiętam tylko, że była bardzo zabawna, ale 2.40 to jednak dla mnie za późno :)
          • grek.grek Re: A w TVP2 "Bierz forsę i w nogi" - o 2 04.12.16, 17:11
            ha, no to zostaliśmy zaskoczeni w południe ;]

            może Barbasia i Mania obejrzały :]

            I ja nie widziałem tego filmu od dość dawna, ale wydaje mi się wszelako, że nawet jesli jest to dobry seans, to chyba nadszedł czas na pokazanie paru innych filmów Allena, które widuje się rzadko - np. "Zeliga".

            świetnie, że TVP sięga po filmy mistrza, ale jego filmografia jest jednak szersza niż te nawet 12 tytułów, którymi telewizja żongluje bez przerwy.

            co o tym sądzisz, Siostro ?
    • grek.grek 20:00 TVP Kultura "Obława" 04.12.16, 16:50
      naturalistyczny obraz losu żołnierza wyklętego.

      tutaj - wciąz partyzanta przeciw nazistowskiej okupacji, ale już wkrótce wroga sowieckiej władzy.

      działalność partyzancka polega w "Obławie" na likwidowaniu Polaków wysługujących się Niemcom. I to brzmi racjonalnie, aczkolwiek wg mnie, dopóki ktoś walczy o swoje życie nie narażając życia innych, to nie można nazywać go "zdrajcą narodu" czy czegoś równie abstrakcyjnego.

      jeśli np. jakaś Francuzka czy Polka sypiały z oficerami niemieckimi, żeby nie trafić do komory gazowej w obozie koncentracyjnym, to ich sprawa. racjonalnie myślały. Każda taktyka przetrwania, ktora nie wciąga w swoją orbitę niewinnych ludzi i nie szkodzi postronnym, nie może być piętnowana, a żaden "naród" nie ma prawa wyznaczać takich powinności nikomu. Przepraszam za patos tego wynurzenia.

      pokazani w "Obławie" partyzanci zostaną niebawem wyklętymi i będą likwidować "zdrajców Polski" : lekarzy, nauczycieli, urzędników, listonoszy... za to tylko, że pracują w systemie państwowym podległym "okupantowi".

      rad bym więc zobaczyć "Obławę 2", w której te wstydliwe fakty ktoś ujawni. Skoro stać nas na "Katyń", "Wołyń" czy "Pokłosie", to i na takie wyznanie polskie kino mogłoby się zdobyć. Wielu osobom z dzisiejszej "elity narodu" zapewne się nie spodoba taki film, ale wg mnie powinien powstać, żeby przewartościować pewien styl myślenia, ktory powstał wokół tzw żołnierzy wyklętych.

      wybaczcie ten poważny i polemiczny ton, ale tak mi się jakoś skojarzyło.

      A "Obława" jako taka, jest dobrym filmem :]

    • grek.grek "Ostatnie tango w Paryżu" skandal po 44 latach 05.12.16, 12:14
      rzec wypada chyba... kolejny, bo juz sam film był wydarzeniem dyskutowanym zażarcie i z oburzeniem.

      Wątek można by potraktować jako przypis do naszej niedawnej dyskusji przy okazji "Whiplash" :

      film.onet.pl/wiadomosci/burza-w-sieci-po-szokujacym-wyznaniu-rezysera-ostatniego-tanga-w-paryzu/zpexqf

      inna rzecz, że widziałem "Ostatnie tango..." i aktorka nie wyglądała na przerażoną, nie próbowała się wydostać z tej - mówiąc delikatnie - niekomfortowej sytuacji.

      Albo zachowała się wyjątkowo profesjonalnie, albo była po prostu w szoku, albo te dzisiejsze ujawnienia się reżyserowane, nomen omen.

      jak sądzicie ?


      • siostra_bronte Re: "Ostatnie tango w Paryżu" skandal po 44 latac 06.12.16, 15:14
        Już dawno mówiło się o tym. Potem Schneider wylądowała w szpitalu psychiatrycznym i długo nie mogła się pozbierać. Może to nie była główna przyczyna, ale jakiś wpływ to miało. Moim zdaniem stosowanie takich metod na młodej, niedoświadczonej aktorce było po prostu niemoralne. I nikt mnie nie przekona, że warto to było zrobić aby osiągnąć określony efekt. Trzeba było zatrudnić aktorkę, która potrafiła to zagrać.
        • grek.grek Re: "Ostatnie tango w Paryżu" skandal po 06.12.16, 16:24
          to prawda, Siostro.

          co innego, łapać aktorkę za nogę, leżąc pod łóżkiem na którym ona siedzi, jak to miało miejsce przy kręceniu jakiegoś dreszczowca, a co innego jednak wkraczać w intymność.

          a'props tyranów filmowego planu... :] - w Polsacie w niedzielę "Hitchock" z Anthonym Hopkinsem, z 2012 r. Niestety, aż po północy.

          nigdy nie zrozumiem taktyki stacji komercyjnych. tym bardziej, że nawet filmy pokazywane po północy są solidnie obudowane blokami reklamowymi. Nie chodzi chyba zatem o brak zainteresowania reklamodawców, ale o brak zaufania do widzów ?
    • grek.grek 20:10 POlsat "Prometeusz" 05.12.16, 12:23
      przy pierwszej projekcji nie byłem chyba do końca przekonany, jak my wszyscy, zdaje się :]

      ale już drugi seans przekonał mnie niemalże, że to jest naprawdę dobre kino science fiction. Już sama wizja początków człowieka z genów kosmitów, to jest chyba nowość w filmie. Potem przyjemność obcowania z całą plejadą świetnych aktorów umiejscowionych w stechnicyzowanych, lecz na swój sposób malownicznych, wnętrzach kosmicznego statku, tajemnicza misja, niespodziewane zwroty akcji, otwarte zakończenie, a po drodze liczne sceny efektowne. Dobre kino w swoim gatunku :]

      Ridley Scott rzadko się myli; myślę że po latach "Prometeusz" zacznie być bardziej doceniany, podobnie jak uznany raczej za wpadkę "Hannibal".

      Tak czy owak, chyba jednak warto na dziś ten film polecić :]


        • grek.grek Re: 20:10 POlsat "Prometeusz" 06.12.16, 16:28
          a wiesz, wczoraj obejrzałem :]

          naprawdę zaczynam doceniać ten film, Siostro :]

          malunek filmowy jest wspaniały, jak na Ridleya Scotta przystało, aktorzy nie zawodzą [poza tym, to jakaś przyjemnośc sama w sobie, jak dla mnie, oglądać w jednym miejscu tyle ciekawych twarzy], no i cała "daenikenowska" wizja powstania człowieka z kosmity brzmi intrygująco.

          ale na pewno do największych dzieł science-fictioon 'Prometeusz" nie może się równać.

          Lecz pomimo to, ciekaw jestem bardzo tego następnego filmu, ktory ma być sequelem "Prometeusza", a wspólnie mają tworzyć prequel "Obcego".
    • grek.grek 20:25 TVp1 "Goła baba" 05.12.16, 12:32
      Mania już wstępnie zapowiedziała :]

      z opisu wynika, że to monodram Joanny Szczepkowskiej, grany na scenach wszelakich od dwóch dekad. Odgrywa ona dwie skrajnie rózne postaci kobiece, z których jedna jest tytułową "gołą babą", a więc na szok poznawczy raczej nie należy liczyć ;]

      ma to być spektakl na żywo.

      zabawne, ale od roku, ilekroć widzę jakiś film, sztukę teatralną czy serial w TVP, to się automatycznie próbuję zastanowić, czy reżyser, aktor/ka, treść i przesłanie filmu, sztuki czy serialu jest politycznie "słuszne" ;] Macie podobny odruch ? :]]

      pani Szczepkowska pojawiła się w mainstreamie jako ostra krytyczka teatru opanowanego, rzekomo, przez lobby homoseksualne, które tępi wszystko, z czym mu nie po drodze.

      Czyżby miejsce o prime TVP, na żywo i w ogóle... miało być nagrodą za niezłomną postawę światopoglądową ? ;]

      przepraszam, nie znam "Gołej baby", może to znakomita rzecz jest, ale tak się jakoś ostatnio zrobiło... politycznie, że nie umiem abstrahować od klimatu wiadomego w Polsce.
      • barbasia1 Re: 20:25 TVp1 "Goła baba" 05.12.16, 23:45
        >zabawne, ale od roku, ilekroć widzę jakiś film, sztukę teatralną czy serial w TVP, to się >automatycznie próbuję zastanowić, czy reżyser, aktor/ka, treść i przesłanie filmu, sztuki czy >serialu jest politycznie "słuszne" ;] Macie podobny odruch ? :]]

        Hehe! Mam tak samo. :))

        PS Na widowni siedział, o ile dobrze widziałam, brat Karnowski.
        • maniaczytania Re: 20:25 TVp1 "Goła baba" 07.12.16, 21:15
          > zabawne, ale od roku, ilekroć widzę jakiś film, sztukę teatralną czy serial w TVP, to się automatycznie próbuję zastanowić, czy reżyser, aktor/ka, treść i przesłanie filmu, sztuki czy serialu jest politycznie "słuszne" ;]
          Macie podobny odruch ? :]]

          Nie, nie macie :) Widziałam takie rzeczy wcześniej.

          A Joanny Szczepkowskiej zdecydowanie nie da się zaszufladkować po jednej ze stron, co piszę po przeczytaniu jej autobiografii oraz dość regularnej lekturze jej felietonów. I takich osób jest więcej, niestety mają chyba najbardziej 'przechlapane', bo zawsze któraś ze stron próbuje je przyprzeć do muru, żeby się opowiedziały.
          • barbasia1 Re: 20:25 TVp1 "Goła baba" 07.12.16, 23:51
            maniaczytania napisała:

            > A Joanny Szczepkowskiej zdecydowanie nie da się zaszufladkować po jednej ze str
            > on, [...] I takich osób jest więcej, niestety mają chyba najbardziej 'przec
            > hlapane', bo zawsze któraś ze stron próbuje je przyprzeć do muru, żeby się opowiedziały.

            O tak, zgadzam się z Tobą , Maniu.

            • grek.grek Re: 20:25 TVp1 "Goła baba" 08.12.16, 11:51
              :]

              wiesz, Barbasiu, ja mam nieodparte wrażenie, że w tej biednej TVP wszyscy ciągną w swoją stronę i traktują ją jak przysłowiowe koryto, z którego trzeba się, wybacz mi język, nażreć się do nieprzyzwoitości.

              wstyd patrzeć.

              Platforma Obywatelska dowiodła swojej pazerności nie reformując TVP. Mogli to zrobić. Mieli 8 lat. Trzeba było media publiczne oddać obywatelom, był projekt pod którym podpisało się, i chciało w nim partycypować wielu ludzi mediów i kultury. Była szansa, że da się przeprowadzić przez Sejm i stworzyć ustawą z zawarowanymi w niej przepisami, wedle których TVP będzie wolna od wpływów kolejnych klanów politycznych dopadających koryta. I PO nic z tym nie zrobiła. Żal było paru tysięcy świetnie płatnych stołków dla swoich kolesiów z polityczno-towarzysko-dziennikarskiego klucza.

              ale zgadzam się z Tobą, że poziom politycznej propagandy i bezwzględności dziś jest w TVP ekstremalny.

              ciekawe, bo np. Wiadomości oglądałem zaraz po dojściu PIS do władzy w mediach i wydawało mi się, że są ciekawe, podejmują poważne tematy, których wcześniej nie zauważały i mówią o nich coś innego niż zależne od kapitału niekoniecznie polskiego media komercyjne. Niestety, dzisiaj stopień zajadłości w walce z opozycją stał się już groteskowy, stąd Wiadomości i w moich oczach sporo straciły.
          • grek.grek Re: 20:25 TVp1 "Goła baba" 08.12.16, 11:39
            zgoda, Maniu :]

            ta czy tamta władza używa niektórych ludzi do swoich własnych celów, niekoniecznie z ich ochotą czy przyzwoleniem.

            niemniej, p. Szczepkowska bardzo chętnie wskazywała na dominację "lobby homoseksualnego" w teatrze, czym niejako sama ustawiła się po konkretnej stronie światopoglądowego sporu w Polsce.

            no i... wiesz, nie sądzę, by martwiła się faktem, że TVP zrobiła jej miejsce w prime time na żywo ;]
    • grek.grek 23:40 CT2 "Raport z Europy" 05.12.16, 12:44
      rzecz całkiem świeża, z 2013 roku ;]

      z opisu : na Europie, satelicie Jowisza, odkryty zostaje ukryty ocean. Firma zajmująca się eksploracją kosmosu wysyła sześcioro doskonałych naukowców-astronautów na ową Europę, aby zbadali sprawę na miejscu, pod kątem możliwości zaistnienia tam życia.

      ofk, wyprawa nie przebiega spokojnie i harmonijnie, a wkrótce załoga staje w obliczu poważnych zagrożeń.

      Dalej nie doczytałem ;]

      Czy znacie ten film ?

      w obsadzie Sharlto Copley, Michael Nyqvist, Embeth Davidtz, Daniel Wu, Anmaria Marinca, Christian Camargo.

      reżyserem jest Sebastian Cordero.

      na Rotten TOmatoes mocne 80 % pozytywnych z 76 recenzji.
      może uda mi się dolecieć i zbadać czy jest życie na tej filmowej planecie ;]
      zdam raport ! :]
        • grek.grek "Raport z Europy" [1] 06.12.16, 12:52
          "Raport z Europy" LUB "Raport Europy" - rózne nazewnictwo można tutaj spotkać :]

          A więc : sondy przynoszą zaciekawiające informacje - możliwe, że na Europie, księżycu Jowisza, istnieje woda. Ocean pod lodem. Na Ziemi specjalna firma zajmująca się eksploracją kosmosu organizuje wyprawę badawczą.

          W starannej selekcji wybranych zostaje sześcioro naukowców z róznych krajów świata. Nie są to karierowicze, ale ludzie naprawdę oddani nauce, pasjonaci, nie widzący w tej wyprawie okazji do zarobienia kokosów, ale pragnący poznać sekrety jakie kosmos skrywa przed człowiekiem.

          I już na wstępie wiemy, że statek zaginął. Ziemia straciła z nim kontakt, a potem dopiero dotarły zaapisy dokumentujące wydarzenia, które odbyły się w trakcie tej ciszy informacyjnej.

          Mamy dwie narratorki : pierwszą i główną jest Rosa, członkini ekspedycji, a drugą - dr. Unger, przedstawicielka firmy, która komentuje wszystkie opisane zdarzenia post factum, ale jej wstawki są wplecione w dziejącą się akcję, która jest rekonstrukcją wydarzeń na statku kosmicznym.

          A więc, początki są pełne wzniosłych tonów, ale bez patosu. Oto człowiek leci tak daleko w przestrzeń kosmiczną, jak jeszcze nigdy wcześniej. JUż to jest wydarzeniem bez precedensu w historii ludzkości. Członkowie załogi są oczywiście poruszeni i pełni nadziei na niezwykłe odkrycia.

          Widzimy znakomite obrazy Ziemi, Jowisza, przestrzeni kosmicznej.

          Kabina statku jest obszerna, ale bez zawijasów i zakrętasów z filmów Ridletya Scotta, zdecydowanie bardziej realistyczna. W tle dyskretna muzyka dla nas, a załogantom puszczane są walce wiedeńskie, chyba dla podkreślenia radości z wykonywanej misji :]

          Cała bateria określeń technicznych : moduł, serwery, dekompresja, termografia, odchylenia [jakieśtam]. Niczym u Lema albo w Star Trek. Nie są to jednak popisowe elementy scenariusza, ale bardzo wiarygodnie poprowadzona poważna narracja.

          Do tego obraz dzielony na kwadraty, albo/i w formie monitora komputerowego ze wskaźnikami, danymi, zegarami i rozmaitościami wszelakimi.

          Po przebyciu 550 mln km lądują na Europie. Co za moment :]

          Kiedy na moment jeden z astronautów, Andriej, wychodzi na zewnątrz, żeby dokonać jakiejś drobnej naprawy... COŚ widzi. Jakieś światło. A załoga ma powód, zeby się rozdyskutować szukająć odpowiedzi na pytanie : co to mogło być ?

          Teraz następuje seria małych zakłóceń, spadków temperatury, zmiany w odczytach , a także wyczuwalny wzrost promieniowania, wahania prędkości przepływu prądu, a także dziwne plamy na nagraniach z kamery na hełmie Andrieja. "Z punktu widzenia naukowca - nie wierzę, aby tam coś było, ale prywatnie - mam ogromną nadzieję,że odkryjemy coś nadzwyczajnego", mówi Katia, Rosjanka z zacięciem pasjonatki.

          Niedaleko od miejsca lądowania ekipa odkrywa jezioro. Ma 100 km głębokości, tak wskazują pierwsze pobieżne szacunki. Wyraźnie można też zauważyć istnienie jakiegoś źródła ciepła.Czyżby istniało tutaj ŻYCIE ? [przy okazji mamy szalenie efektowne ujęcia podwodne]

          Andriej i James muszą wyjśc na zewnątrz, poprawić komunikatory i panele [nie wiem, co to jest, ale cytuję wiernie :) ]. Robi się niebezpiecznie, bo ucieka im tlen, a James doznaje kontuzji skafandra. W środku gorączkowa narada, czy z tym skażeniem można go wpuścić do śluzy, by oczyścić strój.

          Ostatecznie James zostaje na zewnątrz z błyskawicznie kończącym się tlenem. Nie moze wrócić, bo powietrze zostanie zakażone i wszyscy umrą. Żegna się więc z synem, usprawiedliwiając swoją przyszłą nieobecnośc w jego życiu własną pasją naukową. To dla niej poświęcił życie. Oczywiście, dla poozstałych to jest mocny wstrząs. Ledwie przylecieli, a już jeden z nich nie żyje.

          Trzeba teraz wykonać kilka badań, zebrać próbki z powierzchni księżyca, generalnie - wykonać całą tę robotę, dla której tutaj przylecieli.Na ochotniczkę zgłasza się Katia, ale są także przeciwnicy wychodzenia na powierzchnię. PO krótkiej dyskusji następuje głosowanie i stosunkiem 3-2 Katia zdobywa sobie zgodę na wyjście.

          Tutaj znów obraz z kamery na jej hełmie miesza się z przeskokami do kabiny sterującej statku. Katia jest zauroczona miejscówką : pokrywa lodowa, odblaski, kolory... Cały czas konsultuje się z kolegami i koleżanką na pokładzie statku. Nagle coś odkrywa, bierze próbkę, już na odległośc można stwierdzić, że to organizm jednokomórkowy, coś jak alga - a więc jest tutaj życie ! Towarzyszy tej scenie dyskretnie nastrojowa muzyka.

          ... która po chwili zaczyna się dramatyzować, bo Katia widzi - jak Andriej wcześniej - światło. Co to może być ? Chemiczna opalizacja ? Mikroby spod lodu ? Bioluminescencja ? [cały czas cytuję, bo te okreslenia są dla mnie czarną magią ;)]

          Nagle... lód pod Katią pęka ! Dziewczyna zaczyna tonąć. W kabinie rejwach. Nie mogą jej pomóc, ale próbują doradzać. Zakłócenia w kamerze. Ostatni kadr jaki widzą, to osłupiałe spojrzenie rozszerzonych w zdumieniu oczu Katii. Połączenie się urywa. Katia utonęła.

          "To coś reagowało na światło przy hełmie. Tak zachowują się organizmy... ZŁOŻONE", stwierdza Daniel, jeden z doktorów na pokładzie. Zapada cisza pełna grozy albo i zaintrygowania.

          Pytanie brzmi : badać dalej czy odlatywać do domu ? Dwoje już nie żyje... Decydują by wracać.

          Próbują oderwać statek od powierzchni księżyca, ale momentalnie schodzą z kursu, awarii ulega cały system, i są zmuszeni do ponownego lądowania. "Europa nie chciała nas wypuścić", rzuca Rose w swoim monologu komentującym te wydarzenia.

          Tracą światła, robi się ciemno, a kiedy odzyskują częściowo energetykę pokładową - zauważają, że nie zyje kolejny z załogi : William, pilot i dowódca wyprawy.

          Statek jest uszkodzony, wycieka tlen , tracą ciepło. "Możemy stawiać zakłady, czy wcześniej się udusimy czy zamarzniemy", rzuca Daniel, który wyraźnie traci wiarę w możliwośc wyjścia z tek kabały.

          Ale Rose i Andriej nie chcą się poddać. MOżna jesszcze spróbować poderwać statek na orbitę, ale trzeba dokonać niezbędnych napraw na zewnątrz. Mają mało czasu, bo lód pod spodem się topi, jak pójdą pod wodę, to po nich.

          i TUTAJ Rose przerywa swoje nagranie, które później dotrze na Ziemię. Teraz widzimy wydarzenia już z zapisu jaki otrzymała później Ziemia, a komentuje je doktor Unger.

          Daniel i Andriej wychodzą ze statku, by go naprawić. Nie trwa to długo, nim Daniel tonie pod ustępującym pod naporem ciepła lodem. Urządzenie pokładowe wariują, Rose traci kontakt z Andriejem, a kiedy go odzyskuje dowiaduje się, że jedyne co jeszcze można zrobić, to ratować moduł komunikacji. Nie wiem czy można czymś takim wrócić na Ziemię, ale widać gra jest warta świeczki, bo Andriej robi co może w tym kierunku. Sytuacja jest bardzo podbramkowa, więc kamera zachowuje się nerwowo, a muzyka robi atmosferę.

          cdn
          • grek.grek "Raport z Europy" [2] 06.12.16, 13:08
            Rose i Andriej na przemian tracą i odzyskują kontakt. W ostatnim "wejściu" Andriej mówi zdumiony : "Musisz to zobaczyć...". A potem tonie. Rose woła go, wzywa uparcie, ale odpowiada jej tylko głucha cisza. Została sama.

            "Cóż znaczy nasze życie wobec ogromu nieodkrytej wiedzy", powiada filozoficznie Rose w ostatnim kadrze, w którym ją widzimy. Następuje cicha kakofonia dźwięków, jaki "chlupot", przewalanie się, a towarzyszy im świetna muzyka, coś jakby dynamiczne skrzypce, ale bez skrzypców ;]

            Wiemy, że nie zdołała wrócić na Ziemię. Wrócił tylko zapis z kamer statku i jej monolog. Tutaj włącza się już dr. Unger i powiada, że po wielu godzinach braku kontaktu ze statkiem, nagle wznowiona została łączności i wszystkie serwery firmy rozszalały się obrazami i zapisami z tegoż statku. Tak udało im się zrekonstruować wydarzenia.

            Pada sugestia, że stało się to możliwe, tylko dzięki Rose, które udało się "otworzyć śluzę". Możliwe zatem, że dzielna astronautka wiedząc, że zginie zrobiła coś, co skróciło jej żywot, ale pozwoliło tym na Ziemi dotrzeć do odkrycia jakiegoś tutaj dokonano.

            Dr. Unger w ostatnim słowie składa hołd ludziom, który oddali życie za poszerzanie wiedzy o świecie, podniesienie świadomości człowieka nt. otaczającego go kosmosu, a także postrzeganie w tym wszystkim własnej cywilizacji. I że to "największy sukces". I w ogóle nie brzmi ten akapit jak jakieś łzawe zanoszenie się patosem bohaterskiego losu niezłomnych. Brzmi bardzo po ludzku i bardzo wiarygodnie.

            A w ostatnim kadrze dr. Unger prezentuje bardzo niewyraźne nagranie z kamery, być mozę na hełmie Rose, która po "otwarciu śluzy" zapewne znalazła się w wodzie... Jest to organizm przypominający ośmiornicę, ze świecącymi wypustkami. Dr Unger mówi o nim per "ta istota"

            Nie jest to zatem kosmita, obcy czy straszny twór czyhający na ludzkośc.

            To odkrycie życia poza Ziemią. Życia, które niekoniecznie musi odpowiadać za śmierć załogi statku. Wszak wszyscy zginęli w wyniku wzrostu temperatury powodującego topnienie lodowca pokrywającego księżyc Europy oraz w wyniku awarii i wypadków samego statku lub utraty tlenu.

            Nie mamy więc do czynienia z żadnym wrogim człowiekowi organizmem, wyjatkowo bystrym Obcym, ten organizm istnieje jakby obok całej historii, jest nagrodą dla misji, jest symbolem jej sukcesu. Życie pozaziemskie, o to przecież chodziło. I zobaczyli je, przynajmniej niektórzy, zanim umarli. Zapewne było im łatwiej dzięki temu.

            Cóz, bardzo dobre kino, zdecydowanei bardziej naukowe niż thriller a'la "Obcy", niemniej tak skonstruowane i poprowadzone, umuzykalnione i uzdjęciowione, że dramaturgia zmagań załogi z kosmicznymi żywiołami jest znakomicie odczuwalna.






                  • siostra_bronte Re: "Raport z Europy" [2] 06.12.16, 16:41
                    No, ja wiem, że to fabuła, ale wygląda jakby to był dokument, z pewnością to było zamierzone. W National Geographic leci teraz taki serial "Mars", mocno reklamowany, w podobnym dokumentalno-naukowym stylu. Obejrzałam 2 odcinki, ale jakoś straciłam zainteresowanie. Ciekawe, poznałam aktorkę w trailerze, grała też w "Marsie" niejaką Rosę Dasque.

                    Oczywiście, chętnie bym obejrzała.
                    • siostra_bronte Re: "Raport z Europy" [2] 06.12.16, 16:53
                      Pokręciłam, ta aktorka, Anamaria Marinca grała Rosę Dasque w "Raporcie z Europy". W ogóle twarz wydała mi się znajoma. No i sprawdziłam, grała w brytyjskim serialu "Last enemy", który kiedyś widziałam i była tam świetna. W ogóle to Rumunka, a jej kariera zaczęła się od "4 miesięcy, 3 tygodni..." Mungiu (niestety, nie widziałam).
                      • never_never Re: "Raport z Europy" [2] 06.12.16, 18:46
                        to ja tylko dodam, że w roli Katji Pietrownej można było zobaczyć Karolinę Wydrę (może znaną wam jako żona dra House'a?)
                        i sam film był u nas na TV4 - świątecznie 11-go listopada (pod tytułem "Lodowy księżyc")
                        muszę przyznać, że zaskoczył mnie bardzo na plus

                        pozdrawiam i ... znikam, może wpadnę za jakiś czas:)
                      • grek.grek Re: "Raport z Europy" [2] 07.12.16, 11:31
                        wiesz, Siostro, wrażeniowo wyglądało mi to na pełnokrwistą fabułę, ale to subuektywne odczucie :] Możliwe, że odczytałabyś w tym dokumentalne "momenty".

                        o, ja rozpoznałem pp. Davidtz, Nyqvista, Copleya [główna rola w "Dysktrykcie 9"] i Camargo [serialowy brat Dextera Morgana] :]

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka