Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 1 (vol. 75)

01.01.17, 00:23
Kochani - zgodnie z krótką zapowiedzią w poprzednich ojejkach - nowy rok, nowy miesiąc, nowy wątek ;)

Oby nam się! :)
Obserwuj wątek
          • grek.grek "Easy Rider" - parę słów po wspaniałym seansie :] 01.01.17, 13:22
            dzięki, Siostro :]

            z przyjemnością :]

            otwarcie... uff, "Born to be Wild", te harleye, tie ikoniczne postaci, szeroka droga, te góry, zieleń i niebo dookoła i u góry... fenomenalne ! TEN moment, ta sekwencja, wg mnie, będą się bronić zawsze. Są ponadczasowe, myślę że w każdym kolejnych pokoleniu będzie rzesza ludzi, których one MUSZĄ poruszyć, wzruszyć i zainspirować ! Nie wyobrażam sobie innej możliwości :]

            w dużej mierze, jest to portret pewnej epoki, jest tu pełna ikonografia drugiej połowy 60s w Ameryce, ale nie tylko - te same idee przyświecały przecież francuskim buntownikom z 68 roku.

            jest obrazek z życia komuny, jest wolna miłość, radosna golizna [scena kąpieli], są brodaci hipisi, są narkotyki, specyficzne stroje, szarfy na głowach, "dzwony", a z offu ciągle lecą kapitalne hity muzyczne z tamtych lat.

            przyznam się bez bicia, że porwała mnie ta wizja :] nie wiem dlaczego, ale te widoki sycące się swobodą i bezkresem podniosły znaczenie muzyki, a muzyka dopełniła ich przepastną symbolikę.

            można delikatny schematyzm tutaj dostrzec : scena mówiona aka konkret - jazda motocyklem pustą szosą pomiędzy górami, kanionami, łąkami ilustrowana muzyką - scena mówiona konkret - jazda motocyklem pustą szosą pomiędzy górami, łąkami ilustrowana muzyką... Czasami ten szablon zostaje złamany, ale w istocie trzyma się mocno przez gros filmu. I... wcale nie przeszkadza :]

            doskonały jest Jack Nicholson, Hansen. Jakzę prawdziwe są jego wywody : "Ludzie się was boją, tego co sobą reprezentujecie... A reprezentujecie - wolność". I potem "Ludzie ciągle mówią o wolności, ale mówić o niej, a BYĆ wolnym, to dwie rózne rzeczy. Tylko nie mówcie im, że nie są wolni. Gotowi was zabić, albo okaleczyć, żeby tylko udowodnić, iż się mylicie".

            Te słowa będą miały swoją wymowę w każdej ludzkiej rzeczywistości, bo w istocie zawsze masa ludzka będzie istniała w podporządkowaniu normom i zasadom wyznaczanym przez siebie dla siebie, kontrolując się wzajemnie w ich przestrzeganiu, a buntowników wykluczając ze społeczności.

            odniosłem wrażenie, że nawet ta komuna hipisowska zamyka się od środka. Dziwnie traktują Billy'ego, jakby mu nie ufali, a Billy wydaje się bardziej wolny niż oni wszyscy razem wzięci.

            Świetne jest to, że nie ma między bohaterami ckliwości. Żadnego nadmiaru uczuć. To takie porozumienie, które zachodzi poza słowami. A kiedy ono istnieje, to obchodzi się bez przesadnych gestów.

            Podobnie z tym hipsem, który zabierają na autostop. On zatrzymuje ich na kciuk, Wyatt zawraca, zabiera go na siodełko, a tamten nawet na moment nie zmienia pozycji w jakiej stoi, choć może mógłby dać znać, że mu miło ;'] Zachowuje kamienną twarz podczas jazdy, ale warto mu oddać, ze "płaci za paliwo" ;], choć mam wrażenie, że jednak nie zapłacił ani centa, hehe.

            Reakcje otoczenia, uff.

            Najpierw motelarz nie chce dać im pokoju, później policyjny cham nazywa ich zwierzętami", a to co robią ci rednecy w barze, te komentarze, ten ton, ta buta, a potem zabójstwo Hansena i pobicie Wyatta i Billa - ręce opadają. Tutaj Denis Hopper jest bezlitosny dla konserwatywnej, tradycyjnej Ameryki. To naprawdę jest cięzkie oskarżenie.

            A finał właściwie skazuje ją na dożywocie.

            Ten roztrzaskany motocykl zataczający się w polu, by runąć bezwładnie i bezradnie - cóz to za symboliczny akt.

            Ciągle się zastanawiam, czy tak drastyczne zakończenie było potrzebne. Niby jest logiczną konsekwencją narastających aktów nietolerancji i przemocy wobec nich, których przyczyną są ich dłuższe włosy i swobodne stroje, ale... czy ta scena nie jest jednak zbyt abstrakcyjna ? Dwóch ziutków zaczyna do nich strzelać z karabinu, ot tak sobie ! Czy to nie przesadna agresja ?

            do fabuły pasuje, chodziło przecież o film, który miał mocno huknąć, wyrazić ideały kontrkultury, do ściany doprowadzić na ekranie to, co w społecvzeństwie było przecież żywe, czyli podział między młodymi buntownikami, a konserwą, zwłaszcza z POłudnia, która nie wyzbyła się wciąż rasistowskiej gęby.

            dlatego finał jest surrealistyczny niemal, ale ostatecznie bliżej będę stwierdzenia, że to ma swój sens i swoją wymowę.

            Piękna podróż wolnych ludzi, którą kończy akt bezsensownej przemocy i śmierci z ręki tych, którym ta wolnośc jest solą w oku - to naprawdę rewolucyjne przesłanie.

            No i każda rewolucja nie może się obyć bez męczenników.

            zaskoczyła mnie scena narkotykowego odlotu cmentarnego. Jest idealna, wg mnie. Nie ma w niej przesady, realnośc jest zgrabnie wykręcona i odkręcona, kamera nie dostaje małpiego rozumu, a zdjęcia są naprawdę świetnie wystylizowane.

            błogosławione niech będą wątłe środki finansowe na realizację tego filmu ! ;]] Gdyby kręcono go dzisiaj pewnie ta scena utopiona by została za pomocą komputerowych retuszy i poprawek. Wtedy nie można było ich nanieść, więc jest sfilmowana z pomocą wyobraźni i - nie wątpię - na bazie doświadczen osobistych twórców ;]]

            Mardi Gras w przelocie, w takim lekko dokumentalnym stylu, i żałowałem niemal, że te sceny nie były dłuższe.

            podsumowując : ten film należy do swojej epoki, jest jej fotografią, dlatego dla pokolenia 60s i 70s będzie kultowy. Tyle że przy okazji tamte wartości i sensy przechodzą z epoki do epoki. Nie zawsze w tej samej formie, ale treść jest jednakowa.

            I tutaj "Easy Rider" wychodzi poza bycie dokumentem epoki, a staje się inspiracją uniwersalną. Minęło ponad 40 lat i, słowo daję, ten film działa nadal :] Tak to odebrałem.

            Podróż bezdrożami na motocyklach, jako akt wyzwolenia i manifestacji niezależności - to się nigdy nie zestarzeje i nigdy nie straci blasku :]

            technikalia, realizacja - zapewne to i owo mozna bym poprawić, ale czy to byłby lepszy film ? Jego siła tkwi w bezpretensjonalności i szczerości, technikalia są wg mnie niespecjalnie ważne :]

            A jak Twoje wrażenia, Siostro ? :]

            Czcigodni ? :]
            • siostra_bronte Re: "Easy Rider" - parę słów po wspaniałym seansi 01.01.17, 15:17
              Dzięki, Greku :)

              Obejrzałam z przyjemnością. Są tu sceny, głównie te jazdy motocyklami po drogach, które wciąż robią wrażenie. Można faktycznie wręcz poczuć tę wolność i wiatr w włosach, jak bohaterowie :)

              Naszła mnie nawet taka myśl: jakby to było fajnie rzucić to wszystko w cholerę, zapomnieć o tej codziennej orce, płaceniu rachunków itd. i jechać hen, gdzieś przed siebie. Ale na razie to niestety, niemożliwe :)

              Jednak przyznam, że czasami film się trochę..snuł, czasem brakowało napięcia. I faktycznie pod względem realizacji można by się dopatrzeć pewnych braków.

              Zdecydowanie, wymowa jest wciąż aktualna. Choć z pewnością granica tolerancji dla szeroko rozumianej odmienności jednak mocno się przesunęła.

              Świetny jest ten tekst Nicholsona. Mówi on jeszcze jedno zdanie, które chyba najbardziej utkwiło mi w pamięci : "Nie możesz być wolnym, kiedy jesteś towarem na rynku". Wciąż aktualne!

              Zgadzam się, że ten finał nie jest do końca przekonujący. Z pewnością chodziło o większy dramatyzm tej historii i faktycznie pewną "martyrologię", budującą mit bohaterów.

              W sumie bardzo ciekawy seans, ale jednak film troszeczkę stracił przez te lata.
              • grek.grek Re: "Easy Rider" - parę słów po wspaniały 01.01.17, 16:55
                dzięki, Siostro :]

                cieszę się :]
                to prawda !

                o, świetny koncept :]
                oni jechali z Kalifornii do Nowego Orleanu - trzeba przyznać : piękna trasa :]

                to prawda, Siostro.
                aczkolwiek, ponoć sami Amerykanie mówią, że na rubieżach tak naprawdę wiele hierarchii zastygło w kamieniu. Nadal sa miejsca, i to ponoć jest ich wiele, gdzie biały dzieciak z pogardą tytułuje czarnoskórego staruszka per "chłopcem", a nie trzeba być nawet czarnym, żeby dostać w ucho za szeroko pojętą inność. Poza ośrodkami cywilizacji, kultury i postępu szerzy się wciąż wrogość wobec wszystkiego, co nie pasuje do schematu.

                yes, znakomita uwaga. Bolesna jakże. I wręcz coraz bardziej na czasie.

                zgadzam się, Siostro. Mocny akcent, kropka nad "i". I im bardziej o tym myślę, tym częściej wydaje mi się, że dla wagi i wymowy tego filmu koniecznym było uśmiercenie wszystkich : Hansena, Billa i Wyatta.

                w pełni się zgadzam z Twoimi wnioskami.
                w pewnych obszarach estetyki i technikaliów, na pewno będzie to dzisiaj już głównie zdjęcie ze swojej epoki, ale myślę, że ogólnie ciągle ten film się broni - ideą, siłą wyrazu i ponadczasowością pewnych scen, postaci i sensów :}
              • barbasia1 Re: "Easy Rider" - parę słów po wspaniały 01.01.17, 18:02
                >Naszła mnie nawet taka myśl: jakby to było fajnie rzucić to wszystko w cholerę, zapomnieć o tej >codziennej orce, płaceniu rachunków itd. i jechać hen, gdzieś przed siebie. Ale na razie to >niestety, niemożliwe :)

                :)

                Nie sadzę, żeby to było możliwe kiedykolwiek. :)
                I nie sądzę, żeby przesłaniem filmu było nawoływanie ludzkości do porzucenia dotychczasowego życia, obowiązków i beztroskiego wyruszenia przed siebie. Gdyby każdy tak chciał uczynić, nie byłoby komu leczyć, uczyć, pilnować porządku, itp. a wtedy nastąpiłby kres społeczeństw.
                Film imo akcentuje naturalną potrzebę wolności, jak tkwi w każdym człowieku.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2017 - 1 (vol. 75) 01.01.17, 12:18
      dzięki, Maniu !

      oby nas bogowie filmowi, serialowi i wszelacy rozmaici, w 2017 roku obdarowali jak nigdy, a przynajmniej tak jak dotychczas :] Zawsze byli dla nas hojni, więc niech nie obniżają lotów - o !

      oby nam się !
      ruszamy z ciekawością i oczekiwaniem znakomitych filmowych przygód w nowe zajmujące, tajemnicze 12 miesięcy :]

      hej ho, kapitanie, bandera na maszt, nasz statek rusza w kolejną podróż !
    • grek.grek kinowe premiery 2017 01.01.17, 12:26
      to te "grubsze" hity, a ile będzie filmów mniejszych, niepozornych, a jakże zajmujących... nowy sezon, nowe nadzieje, nowe tytuły... i oby to był kolejny świetny rok polskiego kina :] :

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21178502,na-co-pojsc-do-kina-w-2017-roku-te-filmy-beda-hitami-zobacz.html#BosKultImg&a=75&c=53
      • grek.grek kinowe premiery 2017, cz. 2 02.01.17, 11:55
        jeszcze jedno, bardzo ciekawe !, zestawienie premierowych filmów 2017 roku. ALeż to będzie doskonały sezon ! :

        wyborcza.pl/7,101707,21187103,12-filmow-na-12-miesiecy.html

        PS : i to bez polskich tytułów, a będzie ich z pewnością niemało :]
    • grek.grek w kinach "Paterson" J.Jarmuscha 01.01.17, 12:35
      a na sam finał 2016 roku wszedł do kin nowy film Jarmuscha.

      ponoć taki sam Jarmusch jak zwykle, ale jakby bliżej codzienności, tym razem bez cyganeryjnych wampirów, bez barwnych malowniczych postaci rodem z "The Limits od Control", buntowników, artystów z "Kawy i papierosów".

      bohaterem jest kierowca autobusu i jego day-by-day życie, wypełnione pozorną zwyczajnością i powtaarzalnością banałów, pod których tłem czai się poezja i wielkie szczęście.

      jestem strasznie ciekaw tego filmu, bo mam wrażenie, że poprzednie [chyba wszystkie, co skonkludowałem po pewnym czasie] filmy Jarmuscha podobały mi się także dlatego, że bohaterowie byli w dużym stopniu wyjęci z kontekstu realnej, takiej realności-realności.

      recenzje są w dużej większości entuzjastyczne, pojawiają się nawet posądzenia o "arcydzieło" :

      film.onet.pl/wiadomosci/paterson-arcydzielo-jima-jarmuscha-od-dzis-w-kinach/r539wl
      wyborcza.pl/7,75410,21180014,paterson-skromne-arcydzielo-jima-jarmuscha-sobolewski.html
      www.filmweb.pl/reviews/Ludzie+i+ryby-18702
    • grek.grek 21:25 Ct2 "Chinatown" 01.01.17, 16:58
      klasyka kina noir :]

      omawialiśmy niegdyś szeroko, więc może rzucę okiem głównie pod kątem sprawdzenia, czy ten film wciąz starzeje się z taką samą klasą i elegancją :}
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Artyści" odc.8 i ostatni 01.01.17, 17:02
      sylwestrowe zaaferowanie sprawiło, że wczoraj nie zapowiedzieliśmy 7 odcinka :]

      mam nadzieję, że pamiętaliście :]]
      doskonały jest !

      8 też niczego nie brakuje, a cały serial to jest naprawdę jedno z największych wydarzeń w polskiej sztuce serialowo-telewizyjno-filmowo-dokumentalnej w 2016 roku, takie mam wrażenie, aczkolwiek jest ono zapewne spotęgowane faktem, że najnowszych dokonań nie oglądam na bieżąco :]

      ale i nie pamiętam takiego roku, w którym polska produkcja byłaby na listach najlepszych seriali roku, obok hitów Showtime, HBO czy Netlixa. Pal licho, że to listy sporządzane przez polskich recenzentów ;] Wydaje mi się, że nie sposób im zarzucić patriotycznych pobudek i chęci promowania na upartego czegoś czego główną zaletą jest polskość.
    • siostra_bronte "Cicha namiętność" 01.01.17, 17:28
      Brawo dla Ale kino. Kolejna, bardzo ciekawa premiera i to z 2016 r. Film Terence'a Daviesa.

      To reżyser mało znany i oryginalny. Zaczął kręcić filmy dosyć późno, więc ma niewiele tytułów na koncie. Ale trzy z nich: "Trylogia", "Zmierzch długiego dnia" i "Dalekie głosy, spokojne życie" (widziałam, wspaniały!!) to klasyka kina brytyjskiego.

      Wtrącę wątek osobisty. Wiele lat temu miałam okazję rozmawiać przez chwilę z reżyserem, który przyjechał na promocję "Neonowej biblii". Ok, raczej wydukałam parę słów, bo byłam pod wrażeniem całej sytuacji :) Uroczy, bardzo skromny, starszy pan.

      Wróćmy do filmu. To biografia amerykańskiej. XIX-wiecznej poetki, Emily Dickinson. Jej życie było skromne, właściwie nie opuszczała swego domu i rodziny (rodzice i dwójka rodzeństwa). Można powiedzieć, że niewiele się działo w jej życiu, oczywiście jeżeli chodzi o materiał na biografię.

      Cała akcja toczy się w domu bohaterki. Są to głównie rozmowy Emily z rodziną. Te dialogi są dosyć wysublimowane i trochę teatralne, bo nie dotyczą codziennego życia, a wyłącznie poważnych kwestii. Emily wyraża w nich swoje poglądy na temat religii (wątek opresyjności religii jest stały u Daviesa, wiąże się z jego surowym, katolickim wychowaniem), i ogólnie życia. Jej poezje są bardzo zręcznie wplecione w fabułę. Trudno pokazać twórczość poetycką w filmie, ale reżyser znalazł na to sposób.

      Film ma powolny rytm, trzeba trochę wysiłku, żeby się do niego przyzwyczaić. Ale naprawdę warto. Wchodzimy w klimat niezwykły. Są tu nostalgia i smutek, typowe dla Daviesa. Sceny, w których detalicznie, bez patosu, pokazuje cierpienie i śmierć najpierw matki Emily, potem jej samej, poruszają do głębi.

      Życie Dickinson wydaje się mało ciekawe, na pierwszy rzut oka. Nie opuszczała swoje posiadłości, nawet wielbicieli swojego talentu nie chciała widzieć. Wiodła niemal pustelnicze życie. A jednak, z takiego, wydawałoby się prostego życia, wyrosła poezja, która po wielu latach zyskała sławę (za życia Dickinson opublikowano niewiele jej wierszy). I to jest fascynujące.

      Cynthia Nixon jest naprawdę rewelacyjna w tej roli. Całkowicie przekonująca, świetnie czuje się w kostiumie i nijak nie przypomina bohaterki z "Seksu w wielkim mieście". Do tego piękne kostiumy i muzyka.

      Zgodnie z tytułem, wyciszony i subtelny dramat, trochę jakby z innej epoki, ale dzięki temu znakomicie oddaje charakter poetki i jej twórczości.

      Jeden z wierszy Dickinson, który pojawił się w filmie:

      "Odchodząc - nie wie się, że się odchodzi -
      Nie na serio Drzwi za sobą przymykamy -
      Los - tymczasem - zatrzaskuje rygle -
      Bezpowrotnie - za naszymi plecami -
      I już nie wracamy"

      Ostatnie słowa w zalinkowanym trailerze, to fragment wiersza Dickinson, który pojawia się na końcu filmu, w scenie jej pogrzebu:

      "Ponieważ nie chciałam zatrzymać się dla Śmierci
      Ona łaskawie zatrzymała się dla mnie"

      Tutaj trailer, niestety zepsuty męczącą pieśnią, która nawet nie pojawia się w filmie:

      www.youtube.com/watch?v=eKJpx8FYp54






      • grek.grek Re: "Cicha namiętność" 01.01.17, 18:06
        dzięki, Siostro, świetny opis ! :}

        szalenie stylowy film, pachnie z ekranu brytyjskością; estetyczny, pełen elegancji. Doskonałe otoczenie, park, wnętrza. Prawdziwa piękność filmowa :]

        wątek osobisty - rewelacja, Siostro ! :]

        o, 2016 rocznik.
        Brawo dla ALe Kino !

        wiersze Emily Dickinson dowodzą, że jej życie było szalenie bujne i dynamiczne. Nie musiała podróżować, aby znajdować tytułowe namiętności. Miałe je w sobie, była duchowo, mentalnie, bardziej utalentowana od innych.

        pustki nie da się zapełnić nawet najbardziej wymyślnymi eskapadami :] I głębi też nie osiąga się w ten sposób, a jesli nawet, to jest to zaledwie jedna z dróg prowadzących do celu.

        Franz Kafka napisał kiedyś : "Nie jest konieczne byś poszedł z domu. Pozostań przy stole i słuchaj. Nawet nie słuchaj, czekaj tylko. Nawet nie czekaj, bądź całkiem cicho i sam. Świat się przed tobą odsłoni, nie może być inaczej, będzie się wił w ekstazie przed tobą".

        Bogactwo ducha unieważnia wszelkie konwencje, którymi ludzie próbują operować dla ułatwienia sobie życia i oceny innych :]

        Cynthia Nixon rzeczywiście prezentuje się idealnie, w strojacj i uczesaniu z epoki.

        właśnie, to jest sztuka - zająć się umięjętnie procesem, i warunkami nań wpływającymi, tworzenia. I zwłaszcza jest to trudne, jak mi się wydaje, kiedy bohater jest tak bardzo wewnątrz siebie skupiony.

        Jesli reżyser zwyciężył na tym polu, a tak wskazuje Twój werdykt, wypada mu tylko pogratulować.

        miałem kiedyś okoliczność przeczytać artykuł o tej poetce, i nawet zachował mi się w archiwum :
        ksiazki.onet.pl/emily-dickinson-pustelnica-z-amhurst/z42c9w
        na szczęście poezje z tej epoki nie mają nic wspólnego ze współczesnymi eksperymentami formalnymi. Sa proste, klarowne i kunsztowne. Przemawiają i inspirują.

        jako miłośnik Lermontowa, Baudelaire'a - doceniam właśnie taką formę przekazu :]

        zajmujący temat, szalenie ciekawa bohaterka, piękne zdjęcia - melduję się na seansie, kiedy tylko nadarzy się okazja ! :"]

        dzięki, Siostro ! :]

      • barbasia1 Re: "Cicha namiętność" 01.01.17, 22:31
        A propos religii -

        Transcendentalizm oraz emersonowska niechęć do religijności instytucjonalno-konfesyjnej miały znaczący wpływ na sposób postrzegania kościoła przez Emily Dickinson[1]. Ralph Waldo Emerson (nazywany przez niektórych biografów drugim, „duchowym” ojcem poetki) sprawił, iż jej religijność miała charakter na wskroś osobisty, a stosunek do Boga Ojca różnił się od tego wpajanego jej od dziecka w rodzinnym miasteczku. Przy takim pojmowaniu świata i religii trudno się dziwić jej obrazowaniu kościoła jako instytucji narzucającej ludziom, często wbrew ich woli, dogmatycznych przekonań:
        anna.krasucka.eu.interiowo.pl/lED.html

    • barbasia1 Szopka Marcina Wolskiego w TVPiS 01.01.17, 22:14

      Przez moment tylko oglądałam, po zakończeniu "Easy ridera". Zelnik, przebrany za księdza, przewróciwszy oczami, z rozanieloną miną wygłosił taki (mniej więcej) tekst - "Dobrze, że prezes (sic! - ja) nad nami czuwa". Więcej postanowiłam nie słuchać, nie oglądać, przełączyłam na inny kanał.

      Recenzje , komentarze wrażenie tu:
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21191724,satyra-w-wykonaniu-tvp-w-szopce-noworocznej-zarty-z-wygladu.html#MT2
      "Satyra" w wykonaniu TVP. W "Szopce Noworocznej" żarty z wyglądu Komorowskiej i Rzepliński z penisem (!!!-ja)
      Patryk Strzałkowski 01.01.2017 19:18

      Kopacz jako "wielkie nic", były prezes TK rozmawiający z członkiem, Merkel i uchodźcy niczym naziści. To tylko próbka "Szopki Noworocznej" w TVP. Program miał kpić z politycznego roku, a za to przypominał rządy PO i wychwalał PiS.
      REKLAMA

      Po latach na antenę TVP wrócił satyryczny program "Szopka Noworoczna". W teorii jest to humorystyczne podsumowanie politycznych wydarzeń roku. Jak było w rzeczywistości?

      Aktorzy "Szopkę" odgrywają w muzeum, gdzie obrazy mają twarze osób ze świata polityki. Zdecydowaną większość programu zajęło "żartowanie" z władzy ekipy PO-PSL, a jednym z głównych motywów była afera podsłuchowa - czyli wydarzenia sprzed 2 lat, a nie z 2016 roku. Jednak gorsze od nierównowagi w obiektach humoru był jego poziom. Żarty były seksistowskie, rasistowskie i zwyczajnie wulgarne.

      Autorem programu jest Marcin Wolski, dyrektor TVP. Swoją pierwszą "Szopkę" napisał w 1969 roku do propagandowego pisma „Żołnierz Wolności”.

      Żarty z wyglądu byłej pierwszej damy

      "Satyra" na antenie TVP nie stroniła od seksizmu i mizoginii. Dostało się Annie Komorowskiej, Ewie Kopacz, a także Beacie Szydło.

      - Jak się Bronek poprztyka z Donkiem, to się zawsze może schować, za swą bujną żonkę - mówił jeden z aktorów, żartując z wyglądu byłej pierwszej damy.

      Później przyszła kolej na byłą i obecną premier. Autor tekstów sugerował, że kobiety mają mniejsze predyspozycje do rządzenia, a Kopacz ma braki intelektualne.

      Najpierw ustami obrazu Donalda Tuska nazwano Kopacz "wielkim nic". Później obraz Michała Kamińskiego (były doradca Kopacz) powiedział: "ładną ją zrobić łatwo, lecz jak zrobić mądrą?".

      Dalej sama premier śpiewała przeróbkę "Być kobietą", m.in. ze słowami "Być kobietą, ale stery trzymać męsko, mocno". Gdy Andrzej Duda wychwalał Beatę Szydło, padło zdanie: "Choć kobieta, to prawdziwy stanu mąż".

      Kanclerz Niemiec i uchodźcy nowymi nazistami, Obama niewolnikiem

      Jeden z najbardziej oburzających momentów programu następuje pod koniec. Kanclerz Angela Merkel w bawarskim stroju oraz osoby stereotypowo przedstawiające "uchodźców" śpiewają do melodii "Tomorrow belongs to me".

      Utwór pochodzi a filmu "Kabaret". W oryginale śpiewa go - z początku wyglądający niewinnie - młody nazista, który porywa za sobą tłum słowami "Jutro należy do mnie". To jedna z najsłynniejszych scen w historii kina, w przerażający sposób symbolizująca powstanie nazizmu.

      "Półksiężyc pokona i tęczę, i krzyż - kontynent należy się nam" - śpiewają porównani do nazistów "uchodźcy".

      Ta scena zawiera rasizm - uchodźcy są dziką bandą wychodząca z dymu - oraz absolutny brak wrażliwości. Porównuje nie tylko polityka, ale też uciekających przed wojną ludzi do zwolenników zbrodniczej ideologii.


      Rasistowskich akcentów było zresztą więcej - prezydent Barack Obama został przedstawiony na obrazie jako niewolnik na polu bawełny.

      Były prezes Trybunału Konstytucyjnego pojawił się w "Szopce" tylko na chwilę, jednak przeróbka jego wizerunku wiele mówi o poziomie żartu w programie. Jego twarz naniesiono na rysunek artysty Rolanda Topora. Prof. Rzepliński - markiz rozmawia tam ze swoim penisem. - Trybunały stają jeszcze okoniem - mówi, a w tym momencie podnosi się jego rysunkowy członek.

      Fragment 'Szopki noworocznej' w TVPvod.tvp.pl

      Satyra pochwalna. "Ja jestem spokojny, bo czuwa prezes"

      Jak zauważali ludzie na Twitterze, "Szopka" była osobliwą formą satyry - kpiono z niej niemal tylko z opozycji i osób spoza aktualnej polityki, a przedstawicieli władzy wręcz wychwalano. Poprzednie osiem lat wciąż przedstawiano jako "klęskę", od której wybawiło dopiero zwycięstwo PiS.

      "Przyszedł rok, który może posłużyć naprawie" - śpiewają aktorzy. "Ach, jakie będą cuda, gdy nastanie Duda" - wybrzmiewa chwilę później. Jarosław Kaczyński pokazany jest w mało schlebiającej wersji z kotem, jednak tuż przed tym słyszymy: "Ja jestem spokojny, bo czuwa prezes", później nazwany "niezrównanym".

      Gdy muzealny portier - negatywna postać "Szopki", przeciwnik PiS" - nazywa rządzących "marionetkami prezesa", pozostałe postacie stają w obronie władzy. - Wywiązują się z każdej obietnicy! - zapewniają. Po tym Szydło, wystylizowana na "Damę z gronostajem, śpiewa piosenkę pochwalną o 500+, które "zapewni tylko PiS".

      - Nie zwolnimy, aż zrobimy, z naszej Polski raj - śpiewa już reszta rządu. - Przed karą nie uchowa się nikt - zapewnia Zbigniew Ziobro. - Wyrastamy na potęgę - marszowym tonem śpiewa Antoni Macierewicz. - I z Arabem damy radę - wtóruje mu chórek w mundurach.

      "Nawet, jak się jest stronnikiem 'dobrej zmiany', nie trzeba być sk***em"

      Wśród innych żartów znalazło się m.in. :Komorowski "otoczony bezpieką", Niesiołowski, który "chętnie przywróci Lenina", Sikorski w mundurze rosyjskiego generała, porównanie poprzednich rządzących do bydła, żarty o tym, jak "lwy gdańskie nie pomogły Wajdzie".

      W sieci pojawiły się wiele skrajnych komentarzy. Na Twitterze wiele osób było zachwyconych programem. Inni określali go jako skandaliczny. Recenzja "Szopki pojawiła się na blogu Wojciecha Krzyżaniak www.wtelewizji.pl.

      Autor pisze o "Szopce wstydu i żenady". "O ile Marcin Wolski (autor programu - red.) mnie nie zaskoczył, o tyle udział w tym przedsięwzięciu aktorów już tak. Przecież nawet jak się jest stronnikiem 'dobrej zmiany', nie trzeba być sk***em" - ocenia autor bloga.


      i
      tu
      www.wtelewizji.pl/szopka-wstydu-wolskiego-i-aktorow#.WGlQT1PhDIX


      • grek.grek Re: Szopka Marcina Wolskiego w TVPiS 02.01.17, 11:48
        dzięki, Barbasiu :]

        dobrze wiedzieć, co w TVP piszczy ;]

        wydawało się, że po wątpliwej jakości występach Jana Pietrzaka, już nic podobnego nie będzie miało tam miejsca. Jak widać - nie docenialiśmy nadwornych kabareciarzy władzy.

        jak dla mnie, dowcip kończy się tam, gdzie zaczyna się nienawiść, pogarda i zwykłe chamstwo. Jak widać na załączonym obrazku, dla takich ludzi jak pan Wolski - dowcip zaczyna się od nienawiści, pogardy i chamstwa.

        Ponoć ten człowiek jest dyrektorem programowym TVP2 ? O tempora...

        I popatrz/cie, co się w Trójce dzieje.
        temu się dziwię najbardziej.

        Czy ci państwo nie wiedzą, że Trójka od zawsze ma rodowód całkowicie odmienny od ich politycznych ciągot i sympatii ?

        PISowscy propagandyści w Trójce, to tak jakby ateiści opanowali Radio Maryja ;] I oni nie widzą w tym żadnej niestosowności, czy, tak po ludzku - zwykłego obciachu.

        Ale, wiesz, jak jest - pecunia non olet. Nigdzie media publiczne nie są tak skompromitowane jak w Polsce.

        wszystkie kraje europejskie, także te "postsowieckie", zrobiły z publicznych mediów narzędzie krzewienia kultury, obiektywnej informacji, pełnej szacunku dyskusji róznych stron sceny politycznej i społecznej.

        A w Polsce... od 27 lat publiczne media są rezerwuwarem grubo opłacanych stołków dla kolejncyh towarzyszy partyjnych.

        ci obecni są żałośni, ale nie są gorsi niż ich poprzednicy, wg mnie. Po PIS lepszych rzeczy nie sposób było się spodziewać, wiadomo że to ekipa ludzi, którzy 8 lat czekali na dobranie się do słoika z konfiturami i teraz się nimi objadają na zapas. NASZYMI pieniędzmi, niestety. My je zarabiamy i oddajemy temu beznadziejnemu państwu istniejącemu w teorii [uchwałka budżetu na 2017, to rekord teoretyczności państwa polskiego], a oni napychają sobie nimi kieszenie i jeszcze nas obrażają.

        żal i rozczarowanie można czuć do Platformy, która mogła zrobić ustawę, która raz na zawsze odseparowałaby politycznych nominatów od publicznych mediów. Tyle że i PO miała wiele gąb do nakarmienia.

        wstyd.

        nie dziwię się, że przełączyłaś po pierwszym akordzie, Barbasiu.

        ja to samo miałem z programem Studio POlska w Info, z założenia będącym debatą róznych stron sporu społeczno-politycznego, a w praktyce popisem pana prowadzącego nazwiskiem Pawlicki. Trudni się on ustanawianiem rekordów w ilości przerwań wypowiedzi wszystkich nie-pisowskich dyskutantów.

        ostatnim razem już pierwszą wypowiedź posła Nowoczesnej przerwał 15 razy w ciągu 2 minut. Tym po drugiej stronie nie przerywał wcale. Po tym popisowym występie - również przełączyłem kanał. Nigdy już nie wrócę do Studia Polska, bo to raczej nie "Polska", ale "PIS".

        moim zdaniem, poliitycy, ludzie kultury, dziennikarze powinni bojkotować TVP i PR. Nie przychodzić, nie odpowiadac, nie udzielać wywiadów.

        I z satysfakcją słuchać potem, jak państwo z TVP z płaczem skarżą się na "agresję" wobec nich :]

        Podobnie jak posłanka Pawłowicz, która zwykle mocna w gębie, uciekała z Sejmu przed wuwuzelami i suwerenem. Prezydent Komorowski czuł satysfakcję z tego powodu. Przyznam, że ja też. Zawsze ją czuję, kiedy radosny dresiarz okładający innych pałą, sam dostanie kwiatkiem i już biegnie do mamy z płaczem, ze go "biją". Zawsze nachodzi mnie wtedy refleksja o tym, jak tacy ludzie muszą cierpieć na codzień, swoją wrażliwośc mimozy rozpaczliwie pokrywają gruboskórnością słonia ;']]

        oj, Barbasiu, długo by można... A im więcej, tym człek mniej kontent z obrazu tego kraju.


          • grek.grek Re: Szopka Marcina Wolskiego w TVPiS 04.01.17, 11:41
            też tak uważam, Barbasiu.

            poprzednicy nie mieli w sobie tej pogardy, wręcz nienawiści, którą epatują ci aktualni. Jak patrzę na tych spikerów i prezenterów, to cieszę się, że żyjemy w XXI wieku i inkwizycja nie rozpala już stosów. Niemal ich widzę, jak gorliwie dokładają drewna pod kolejnego pechowca.

            dzisiaj mają inne metody.

            ale i społeczeństwo ma metody, żeby ich na taczkach wywieźć, bo nastąpi w ciągu roku, góra półtora, wg mnie.

            kasa na obiecanki już się skończyła, deficyt sięgnie pewnie 100 mld zł, a ratowanie go za pomocą horrendalnych podwyżek doprowadzi wszystkich do wściekłości i kto wie, czy któregoś dnia nie stanie cały kraj w proteście przeciw tym szkodnikom.

            poza tym, wiesz co jest najśmieszniejsze ? że to takie małe dyzie, chcą się nachapać, trochę poczuć jak smakuje władza, która im się kokarzy z kasą i możliwością gnojenia ludzi, i w sumie... nic poza tym. Żadnego planu, żadnej troski o państwo, żadnej kultury. Nawet kłamać i oszukiwać można z wdziękiem. A oni wszyscy są tak nieestetyczni, tacy brzydcy i wstrętni, że po prostu patrzeć na nich nie można :] Od prezesaa, przez premierkę, po najniższej rangi funkcjonariuszy z telewizora albo radyja :]
              • grek.grek Re: Szopka Marcina Wolskiego w TVPiS 04.01.17, 17:05
                na poprzedników, to ja dobrego słowa nie dam powiedzieć ! ;]]

                niemniej, wydaje mi się, Maniu, że tej skali hejtu nie było.
                słuchając spikerów Wiadomości, materiałów politycznych w tychże, śledząc prowadzenie programów publicystycznych, dochodzę do wniosku, nie przypominam sobie takiej zajadłości z okazji jakichkolwiek rządów po 89 roku.

                o, nie mam wątpliwości, że poprzednicy wnioskow nie wyciągnęli, Maniu :]
                niestety, przy okazji mam wrażenie, że rządy PIS ułatwiają im sytuację - nadal nie muszą mieć programu, żeby [znów] zacząć rządzić.
    • grek.grek 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 02.01.17, 11:53
      brawo, Czesi ! :]

      Będą także kolejne dwa odcinki z tej 4 serii - 8 i 15 stycznia.
      ale się cieszę :]

      i znów się zastanawiam... rety, gdzie jest TVP ???
      dlaczego Czesi umieją to załatwić, a TVP zamiast "Sherlocka" nakarmi widownię 1785674848 odcinkiem "Barw szczęscia" ?

      Może lepiej, dla zdrowia, nie myśleć o tym...

      Tak czy owak - cieszę się na tę premierę :]
      W sumie, zaskoczenie byłoby mniejsze gdybym pamiętał, że odcinek specjalny [z "panną młodą"] też Czesi pokazywali z minimalnym poślizgiem w stosunku do oficjalnej premiery.

      Mam nadzieję, Siostro, że udało Ci się już obejrzeć ? :]
      • barbasia1 Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 02.01.17, 18:59
        Wspaniale, Greku! Jak dobrze, że masz tam czeską telewizję! :)) Opowiesz? Opowiecie?

        A'propos, wyczytałam dziś w Daily Mailu, że Martin Freeman czyli serialowy dr Watson i Amanda Abbington serialowa Mary Watson, prywatnie partnerka Freemana własnie ogłosili koniec swojego 16 -letniego związku! A w pierwszym odcinku 4. serii (The Six Thatchers) Mary Watson ...

        ;)

        • grek.grek Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 03.01.17, 12:35
          dzięki, Barbasiu :]

          to prawda - brawo Czesi ! ;]
          I zdązyli zrobić dubbing oraz czeskie napisy na ekranie, a także wersję dla niesłyszących [w zasadzie każdy program w telewizjach czeskich, komercyjnych także, ma taką wersję - Polska jest tutaj sto lat za... Pepikami].

          ha, no tak... powiedzmy to, bo i tak się wyda : Mary Watson umiera na rękach swojego męża. Ratując życie Sherlocka Holmesa została postrzelona przez zdradziecką agentkę wywiadu, nota bene z wyglądu miłą starszą panią.

          Patetyczna scena, wg mnie - na granicy ryzyka. Zwłaszcza zachowanie Watsona, na czele z tą wykrzywioną twarzą, kiedy wytyka Holmesowi, że jako ojciec chrzestny ich córki zobowiązał się "chronić całą trójkę". Aczkolwiek, przedśmiertne wyznania Mary stanowią tutaj mocną konkurencję.

          W ostatnich scenach Holmes odtwarza nagranie jakie pozostawiła Mary, z prośbą o "ocalenie Johna Watsona". Problem w tym, że kompletnie załamany po smierci żony John nie ma ochoty widzieć się z przyjacielem, córkę chwilowo wychowuje Molly, a Watson zapowiedział jej, że "w razie czego pomocy ma szukać u KOGOKOLWIEK, byle nie u Holmesa".

          Znaczna część tego odcinka skupia się na rozwijającym się małżenstwie Watsonów : jest poród, oczywiście znienacka się zaczyna, pędzą autem, Mary krzyczy, a John ledwie panuje nad kierownicą, zaś Sherlock zdaje się pytać "... i co ja robię tu ?".

          Jest chrzest, podczas którego Holmes ekstrawagancko wysyła sms-y i zajmuje się twittowaniem.

          Jest proces nadawania imienia córce [Rosamunda].

          Intryga kryminalna jakoś bardziej mnie zainteresowała, aczkolwiek później...
          Nie robiłem notatek, więc zamawiam sobie powtórkę, żeby to wszystko obejrzeć na spokojnie i krok po kroku prześledzić całą historię :]

          3 seria kończyło pojawienie się wizerunku Moriarty'ego z komunikatem "Brakuje wam mnie ?". Czyżby jednak przeżył ? Holmes uważa, że raczej nie, a nagranie zostało wyemitowanie pośmiertnie, niemniej jednak zamierza trzymać rekę na pulsie i monitoruje sytuację, zbierając wszelkie informacje o przestępstwach i zbrodniach, jakie tylko można uzyskać w internecie, albo z pomocą sieci informatorów rozsianych po całym Londynie. Wypatruje czegoś nietypowego, znaku od Moriarty'ego.

          Tak trafia na sprawę śmierci syna dyplomaty w płonącym samochodzie, a potem - na serię włamań - połączonych z zabójstwami - których celem stają się... kamienne popiersia Margaret Thatcher. Ktoś się włamuje, rozbija je i ucieka, a jak zostaje nakryty, to likwiduje świadków.

          A ta historia prowadzi wprost do przeszłości Mary Watson. Była agentką w specjalnym oddziale, wykonywała misje zlecone. Była broń, strzelaniny, robota na miarę komandosów. I te popiersia, których była limitowana seria, a które dostały się nie bez kozery pod te, a nie inne adresy. Do tego dochodzi sprawa poszukiwania zgubionego legendarnego klejnotu, czarnej perły, jesli dobrze zrozumiałem.

          Holmes ustala listę posiadaczy tych popiersi i zastawia pułapkę na włamywacza, stacza z nim pojedynek, obaj lądują w basenie, facet ucieka.

          Oczywiście, Holmes z tym większą energią tropi i śledzi, a wynik śledztwa prowadzi do ujawniania przez Mary kolejnych faktów z jej przeszłości. Okazuje się, że czyha na jej życie dawny partner z zespołu, który oskarża ją o zdradę, która spowodowała, że dwóch panów z czterosobowej drużyny zginęło w akcji, czy raczej - w szponach drani, których ich złapali.

          Mary próbuje zniknąć, a swój los i kolejne kierunki podróży wyznacza rzutami kostki. Kiedy dociera do celu, Sherlock i John już tam są, bo dyskretnie wkleili jej gps-a. Wracają do LOndynu, i awantura trwa nadal, bo kolega z przeszłości nie zamierza odpuścić i mamy nawet strzelaninę.

          Wreszcie Holmes łączy wszystkie fakty i stojąc na chodniku dozznaje przebłysku uświadomienia, kto stoi za tamtą zdradą sprzed lat. Udaje się starszą panią z wywiadu brytyjskiego zatrzymać, ale nie udaje się jej odpowiednio wcześnie przeszukać, co owocuje próbą zamachu na życie Sherlocka, którego osłania własnym ciałem Mary i umiera w okolicznościach już opisanych.

          Ofk, nie ma żadnego zasskoczenia, a może jest - ale nie na taką miarę jak chcieliby chyba twórcy, że o sprawie popiersi i chyba o wszystkim innym również, wiedział od początku Mycroft Holmes.

          Szczegółów śledztwa przyznam, i cały ten opis jest dośc chaotyczny, ale nie notowałem, więc trudno mi tutaj popisać się dokładnymi informacjami, zwłaszcza że Holmes jest strasznie szybki w mówieniu, a ja podpierałem się także włączoną wersją dla niesłyszących, by lepiej rozumieć o czym mowa. Śledziłem dialogi, uszami i oczami, a dodatkowo starałem się jak najwięcej zobaczyć na ekranie :] Na sporządzanie notatek zabrakło mi czasu :] Albo dodatkowej ręki ;]

          Podobał mi się początek, ten cień Moriarty'ego unoszący się nad zyciem Holmesa... stary dobry Sherlock z tekstem "Jestem celem [jego zemsty].A co robi cel ? czeka. Więc czekam... aż zacznie się gra. Bo to lubię". Świetne !

          Pozostawanie Sherlocka na "nasłuchu" co w londyńskiej trawie piszczy - też jest dobre, ekran nonstop pulsuje wyświetlanymi informacjami, twittami, sms-ami z różnych źródeł.

          Niezłym chwytem są rozmowy telefoniczne, podczas których obraz twarzy albo całej postaci rozmawiajaćego wyświetla się na ekranie.

          A później... no wlaśnie - dziecko, Watson zatroskany o Mary, Mary i jej komandoska przeszłość, Holmes w cieniu tych perypetii rozwiązujący zagadkę... Nie czułem tego zbyt dobrze.

          sam Sherlock zdecydowanie się zmienia. Kiedyś był chłodnym oszczędnym ironistą i racjonalistą, teraz nagle zdarzają mu się jakieś miny, gesty i zachowania, które do niego nie pasują.

          Stara dobra przyjaźń Johna i Holmesa też gdzieś się zamazała. Świetna jest ofk scena, w której gości u nich Lestrade, a Holmes dyskretnie próbuje się dowiedzieć od Johna, jak Lestrade właściwie ma na imię. Albo kiedy podczas wizyty u właściciela stłuczonego popiersia Holmes udaje, że nie wie kim była Thatcher, i nawet jakiej płci była, a Watson subtelnie go strofuje. Świetnie go zagrali, ale takie sceny to rzadkość. W pierwszych odcinkach były zaś motywem przewodnim, tworzyły kapitalny klimat.

          Watson z nową fryzurą, bardziej tato i mąz niż kumpel Sherlocka, wygląda jak dawny John w scenie autobusowego półflirtu z nieznajomą dziewczyną. Wtedy ma dawne ruchy i styl bycia, aczkolwiek w ogole nie chodzi tu o tę dziewczynę, ale o pokazanie, jak Watson stał się odpowiedzialny. Kiedyś by się nią zainteresował, może zaprosił na kawę, a teraz musi być ojcem i mężem, więc daje sobie szlaban na takie wygibasy. Taka jest wymowa tej sceny.

          Zbyt dużo powtórek - w ostatnich ujęciach Mary chyba 4 razy powtarza prośbę "Sherlocku, musisz coś dla mnie zrobić..." zanim powie, o co jej tak naprawdę chodzi. MOże chodziło podniesienie suspensu, ale efekt sugeruje próbę watowania scenariusza.

          A najlepszy moment, to sam sobie zafundowałem... :}} Yes.

          Zaczeły lecieć napisy końcowe, wyłączyłem tiwi, ale za moment zorientowałem się, że w ostatnim odcinku były jakieś dodatkowe sceny, chyba z Moriartym.

          Wlączyłem więc czym prędzej ponownie i... nie zawiodłem się - na samym końcu, dosłownie, znów pojawia się ujęcie z pozostaawionego pośmiertnie nagrania Mary,na którym rzuca ona :" "Sherlocku Holmesie, idź do diabła !".

          Tak więc : Sherlock musi "ocalić Watsona", a Watson nie chce znać Sherlocka, bo go obwinia o śmierć swojej żony. Taki jest punkt wyjścia do kolejnego odcinka.

          A nad wszystkim rozpościera się ballada staroarabska o kupcu, który chciał oszukać śmierć, ale bez powodzenia.

          Mam nadzieję, że Siostra napisze coś więcej, a na pewno lepiej. Stanowczo czekam na powtórkę tego odcinka, żeby tym razem już na spokojnie i na zimno wszystkie drobiazgi intrygi kryminalnej prześledzić i zrozumieć wreszcie : co z tą perłą ? co z tymi popiersami lady T. ? ;]]
          • barbasia1 Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 03.01.17, 23:26
            >Śledziłem dialogi, uszami i oczami, a dodatkowo starałem się jak najwięcej zobaczyć na ekranie >:] Na sporządzanie notatek zabrakło mi czasu :] Albo dodatkowej ręki ;]

            Hehehe! :)) Nie dziwię się takiemu zaangażowaniu zmysłów. Sporo się działo w odcinku,zresztą jak zwykle.
            Dziękuję!
            • grek.grek Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 04.01.17, 11:33
              dzięki, Barbasiu :]

              to prawda, jest to serial... gęsty w wydarzenia i słowa. A ja ciągle czeski znam na tyle niedoskonale, że muszę się - przy tej szybkości akcji - podpierać od czasu do czasu wersją dla niesłyszących :]

              mam nadzieję, że ten odcinek wkrótce już zjawi się w sieci i będziemy mogli go wspólnie lepiej opisać.

              miejmy nadzieję, że Siostra rychło upora się z nawałnicą obowiązków początku nowego roku, i opowie o swoich wrażeniach z obejrzenia premiery w BBC :]
              • barbasia1 Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 04.01.17, 22:19
                > to prawda, jest to serial... gęsty w wydarzenia i słowa. A ja ciągle czeski zna
                > m na tyle niedoskonale, że muszę się - przy tej szybkości akcji - podpierać od
                > czasu do czasu wersją dla niesłyszących :]

                Ja i tak szczerze podziwiam Ciebie i Twoją znajomość czeskiego. Przy tej szybkości akcji "Sherlocka" tak dużo zrozumieć i tak szczegółowo opisać, czapki z głów, nie inaczej!
                • grek.grek Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 05.01.17, 12:05
                  dzięki, Barbasiu :]

                  robię co mogę i ciągle się uczę, co by jak najwięcej zrozumieć. Czasami oglądam na czeskim filmy, które dobrze znam od strony dialogowej, żeby "złapać" parę nowych słówek, które mam nadzieję wdrukować sobie w pamięć ;]

                  w istocie, czeski jest dośc prosty, podobny do polskiego i rosyjskiego. Dopiero na gruncie slangu czy określeń branżowych zaczynają się komplikacje. Ale to chyba we wszystkich jezykach świata jest podobnie, prawda ? :]
              • siostra_bronte Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow !] 05.01.17, 01:18
                Greku, wszystko świetnie opisałeś. Co tu dużo pisać, znowu rozczarowanie. Brakuje dobrego scenariusza i klimatu. Za dużo się dzieje, czasem chaotycznie. Intryga kryminalna rzeczywiście mało ekscytująca. Jedyny plus to taki, że wreszcie Mary zniknęła na zawsze :) Miałam nadzieję na powrót do korzeni, czyli pierwszej serii, ale na to chyba nie ma co już liczyć.
                • grek.grek Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow 05.01.17, 12:18
                  dzięki, Siostro :]

                  zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś.
                  to był chyba najmniej udany odcinek ze wszystkich dotychczasowych.

                  jutro spróbuję obejrzeć powtórkę, bez nadziei na radykalną zmianę zdania ;]

                  Widziałem trailer 2 odcinka, Czesi pokazywali.
                  MOże być ciekawiej.
                  POjawia się, zapowiadany przez Ciebie, Toby Jones, w roli jakiegoś "niezniszczalnego człowieka", czy kogoś w tym rodzaju. Nie oglądałem tego zwiastunu w całości, obawiając się, że przy okazji mogę obejrzeć cały odcinek w ciągu minuty ;], ale po tych pierwszych 20 sekundach sądząc : jest jakaś nadzieja na dobry film.

                  czy jednak wrócą te ulotne klimaty z początków... chyba są na to już tylko teoretyczne szanse. POdzielam Twój sceptycyzm, Siostro.

                  tak naprawdę, najprzyjemniejszy moment w tym 1 odcinku to czołówka z tym motywem muzycznym, który - wobec oddalania się kolejnych odcinków od atmosfery 1 [2] serii - brzmi coraz bardziej sentymentalnie.
                  • siostra_bronte Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow 06.01.17, 01:40
                    Zabrakło przede wszystkim ciekawej, kryminalnej intrygi. Niepotrzebnie tak rozciągnięto wątek Mary-super cyngla. Jest po prostu mało ciekawy, niewiarygodny, a na dokładkę nijak się ma do tekstów Doyle'a. Jakby pochodził z zupełnie innego serialu.

                    W ogóle mam przykre podejrzenie, że postać Mary rozwinięto tylko dlatego, żeby załatwić pracę ówczesnej partnerce Martina Freemana. Taki nepotyzm zdarza się w show-biznesie :)

                    Może bez nieszczęsnej Mary znowu zrobi się ciekawiej.

                    Też miałam takie sentymentalne wrażenie przy czołówce.
                    • grek.grek Re: 21:35 Ct2 "Sherlock" sez 4 odc 1 [wow 06.01.17, 12:27
                      celne uwagi, Siostro :]

                      wątek Mary podobał mi się na początku, kiedy Sherlock był lekko zazdrosny o Watsona, i w powietrzu kręcił się taki ciekawy fluid końca beztroskiej męskiej przyjaźni opartej na wspólnych przygodach, swobodzie i braku odpowiedzialności :] NAwet jesli ukryta motywacja Holmesa polegała na posiadaniu towarzysza na tle którego będzie mógł brylować i się popisywać, no i kronikarza internetowej wersji jego wyczynów :]

                      pojawienie się Mary sugerowało pewien schyłek, a to zawsze na ekranie wygląda na swój sposób wzruszająco.

                      niestety, tak jak piszesz : rozwinęło się to w kierunku zupełnie nieprzewidywalnym.

                      ha, no tak, koneksje rodzinne to zmora dla każdego filmu :]]

                      :]
      • grek.grek "Sherlock" sez 4 odc 1 - jeszcze raz opis :] 07.01.17, 14:20
        Po obejrzeniu powtórki - spróbuję raz jeszcze napisać o fabule, dla potomności ;]]

        Holmes jest przesłuchiwany w centrum wywiadowczym MI5 czy 6 [?] w związku z wydarzeniami w finale 3 serii. Przesłuchanie prowadzi kilka osób, w tym jego brat, starsza pani sekretarka i jedna z agentek wyższego szczebla.

        Sherlock jest niespokojny. Po tym jak w ostatnim odcinku 3 serii pojawia się na bilboardach twarz Moriarty'ego z tekstem "Tęskniliście za mną ?" - uważa, że Jim być moze wciąż żyje. niby widział jego śmierć, ale nie może się uspokoić.

        Nadzoruje więc internet, twiter, uruchamia swoich informatorów i montoruje sieć w poszukiwaniu jakichś dziwnych przypadków kryminalnych. Uważa, że w ten sposób skontaktuje się z nim Moriarty, jeśli faktycznie przezył i chce go o tym poinformować. Nonstop chodzi z komórką, twittuje, sms-uje, odbiera informacje. Obok John i Mary Watsonowie rozkręcają się małzeńsko, rodzą dziecko, chrzczą je, a Holmes ciągle z twarzą wlepioną w tarczę telefonu i zawzięcie stukający w klawisze.

        Wreszcie jest dziwny przypadek. Syn ministra zostaje znaleziony martwy w przypadkiem spalonym samochodzie na podjeżdzie domu ministra. Dziwne jest to, ze chłopak dzwonił do ojca z... Tybetu i wyświetlił się na komórce na tle góry. Jakim cudem znalazł się w aucie na podjeździe ? W dodatku, lezał tam od tygodnia, czyli dokładnie od dnia, w ktorym dzwonił. Jak mógł być w dwóch miejscach naraz ?

        . Holmes zwraca uwagę na dwa rodzaje pokrowców na siedzenia samochodu. Dochodzi do wniosku, że chłopak przyjechał do domu, ukrył się w aucie i przykrył maskującym pokrowcem. Chciał ojcu zrobić niespodziankę. Wysłał mu nagrany wcześniej filmik z TYbetu i podłożył aktualny głos. Niespodzianka miała polegać na tym, ze gdy ojciec podejdzie do auta - syn wyskoczy spod pokrowca i obaj będą mieli radochę. Niestety, chłopak zmarł z braku powietrza. Do auta nikt się nie zbliżał, więc przez tydzień stało sobie z trupem w środku. Dopiero gdy wpadło na nie inne auto i spowodowało pożar - odkryto, że w środku był człowiek.

        Co innego jednak budzi większe zainteresowanie Holmesa. W domu ministra doszło do włamania, którego ofiarą padło gipsowe popiersie Margaret Thatcher. Ktoś je rozbił na miejscu i sobie poszedł. OKoliczności zajścia, i sam przedmiot wandalizmu, intrygują Sherlocka niezmiernie. Ofk, podejrzewa, że to mozę być sygnał od MOriarty'ego.

        Od Mycrofta dowiaduje się, ze Moriarty angazował się w poszukiwania cennej czarnej perły, zagionionego klejonotu z cennych zbiorów. Czyżby popiersie Thatcher miało kryć własnie perłę ?

        Wkrótce zaatakowane i rozbite zostaje kolejne popiersie. to już nie przypadek. Ktoś wyraźnie czegoś szuka. I jest zdeterminowany. Tym razem właściciel chyba nie chciał się poddać bez walki, ewentuyalnie zaskoczył włamywacza, więc ten go zabił.

        Holmes kontaktuje się z Craigiem, hakerem, który kiedyś pomógł uniknąć kary za włamanie do serwerów Pentagonu. Dzieki niemu dowiaduje się że tych popiersi sprowadzona do Anglii tylko kilka. Ograniczona seria.

        Takim to sposobem Sherlock organizuje jednoosobowo zasadzkę na rabusia, w domu posiadacza jednego z dwóch ostatnich popiersi. No i nakrywa gościa. Okazuje się nim jakiś śniady jegomość, któremu strasznie zależy na poznaniu zawartości wnętrza. PO jego rozbiciu okazuje się, że w środku jest ukryty, "flash disc" [tak to w czeskim tłumaczeniu wyglądało]. Sherlock jest zaskoczony, bo ten flash disc przypomina dokładnie urządzenie, które Mary Watson spaliła uroczyście w kominku, na znak, ze zamyka swoją przeszłośc jako agentki specjalnej. Co ciekawe, włamywacz krzyczy, że "ta Angielka nas zdradziła, powiedz jej, że jest trupem !"

        Po szarpaninie z włamywaczem, zakończonej w basenie, Sherlock spotyka się z Mary i pyta ją, o co chodzi, i dlaczego miałaby "być trupem". Mary stwierdza, ze to nie jest jej flash disc [zawiera wszystkie dane zastrzezone i poufne o posiadaczu, jego wcielenia agenturalne, kontakty, konta itd]. Po załadowaniu go okazuje się, ze to flash disc tego gościa, który czyha na życie Mary.

        Mary poznaje go. To były kolega z zespołu. MYslała, że nie żyje. Że tylko ona przeżyła. mamy retrospekcję z przeprowadzonej przez 6 laty akcji w Tbilisi, gdzie zespół najemników, z Mary w składzie, miał interwencję w ambasadzie brytyjskiej opanowanej przez terrorystów. Zadaniem było odbicie zakładników, które częściowo się powiodło, a potem nagle nadeszła informacja z centrali wywiadu, która nalkazywała przerwanie akcji. Mary zdołała się ewakuować. SAądziła, że tamci zginęli.

        Jeden nie zginął. Dostał się do niewoli, z której zdołal zwiać po 6 latach. Na imię ma Ayid [?]. Był bity i malteretowany, ale dowiedział się przy okazji, że telefon nakazujący przerwanie akcji opatrzony był kryptonimem/hasłem 'Ammo". I że "ta Angielka ich wystawiła". Uznał, że to Mary ich zdradziła. A popiersia rozbijał, żeby znaleźc właśnie ten swój flash disc, który tam ukrył, żeby nie dostał się w ręce terrorystów.

        Mary dyskretnie usypia Sherlocka i wyjeżdza. Zmieniając wygląd i tożsamośc podróżuje w miejsca na miejsce, kluczy, a kolejne przystanki wybiera za pomocą rzutu kostką. Zostawia list, w którym pisze, iż robi to dla dobra rodziny, męza i córki.

        Wreszcie, po objechaniu połowy świata ;], Mary staje w jakimś kraju arabskim. A tam czeka na nią nie kto inny jak Holmes, wcale nie będąc zaskoczonym jej widokiem. Ot, po prostu sprytnie zamontował jej gps. Razem z Sherlockiem jest Watson i wspólnie namawiają Mary do powrotu do Londynu i zmierzenia się z przeszłością.

        Okazuje się jednak, ze przeszłośc dotarła tu za nią. Ayid ostrzeliwuje ich, oni się bronią, i dochodzi do wymiany zdań, w której Mary zaprzecza, że go zdradziła, a przy okazji dowiaduje się jak do tego doszło.

        Aiyd zostaje zastrzelony przez interweniującą policję miejscową, a reszta wraca do Londynu. Sherlock przekazuje informacje Mycroftowi, który wszczyna wewnętrzne śledztwo w ośrodku wywiadowczym : stamtąd przyszedł rozkaz przerwania tamtej akcji. Kto go wydał ? No i co to znaczy "Ammo" - coś od 'miłości" ? Starszy Holmes przesłuchuje tę agentkę która była podczas przesłuchania - ta jednak zaprzecza, żeby sama z siebie podejmowała jakieś decyzje.

        Pierwszy na ideę wpada Sherlock. Intuicja [której coraz bardziej ufa Holmes, co dziwi Mycrofta, wierzącego wciąz i nadal tylko w chłodny rozum] kieruje go do postaci niepozornej starszzej pani sekretarki. Podczas przesłuchania zwrócił na nią chwilowo uwagę, a teraz wyświetliło mu się, ze to może być ta "Angielka", której szukają.

        Znajduje ją w miejskim akwarium, jej ulubionym miejscu spędzania wolnego czasu. Holmes zaprasza tam takze Mary i efektownie, w swoim stylu, demaskuje sekretarkę. Podjęła wtedy decyzję, bo chciała choć raz być ważna, choć raz wyjśc z cienia chciała, zrobiła to z zazdrości i zawiści. No i dlatego, ze - jak Holmes dokładnie opisuje dedukując z jej wyglądu i zachowań - chciała przegnać choć na moment wizję własnego nieudanego życia.

        Starsza pani się nie broni co do zarzutów, ale ma broń i chce zabić Sherlocka. Osłania go Mary i to ona zostaje trafiona w pierś. Umiera na rekach Watsona, który zdązył dotrzeć na miejsce. Wyznaje mu miłośc i lojalność. watson jest wściekły na Holmesa, że "pozwolił jej umrzeć". Nie chce się z nim widzieć.

        Holmes zaczyna uczęszczać na psychoterapię. A w poczcie znajduje dyskietkę z napisem "Tęskniliście za mną ?". Sądzi, że to od Moriarty'ego, ale to tylko pośmiertny kawał Mary. Na dyskietce jest jej nagranie. Prosi w nim Sherlocka , żeby "zaopiekował się Watsonem, ochronił".

        Przy okazji, mamy wątek w którym - jeszcze za życia Mary - Watson flirtuje w autobusie z pewną panią, która zostawia mu namiary na siebie, a potem pokryjomu wymieniają sms-y romansujące. Pewnie się jeszcze pojawi.

        A w ostatnim akcie Mycroft do kogoś dzwoni, co spina się z pierwszymi słowami w odcinku, w których pada sugestia, że on i Sherlock mają jeszcze brata. Albo siostrę.
        • grek.grek Re: "Sherlock" sez 4 odc 1 - jeszcze raz opis :] 07.01.17, 14:22
          Te dwie ostatnie uwagi, to a'propos spekulacji fanów, opisanych w niedawno linkowanym artykule przed 2 odcinkiem :]

          Ciekawe, że kiedy po zakonczeniu akcji i przefrunięciu całej listy płac, na moment jeszcze wskakuje na ekran Mary i rzuca "Idź do diabła, Sherlocku Holmesie'.

          Tylko która to Mary ? Mary z nagrania jakie zostawiła na wypadek swojej smierci, czy Mary jeszcze żywa ze środka odcinka ? :]
    • grek.grek "Wyścig" via Nova Cinema [1] 03.01.17, 13:31
      Pytanie : czy można nakręcić dobry film o tym jak paru panów ściga się jeżdząc w kółko ?
      Odpowiedź : jak najbardziej :] Pod warunkiem, że to ściganie się w kółko będzie tylko punktem wyjściowym do całej historii.

      A ta historia opisuje zmagania kierowców F1 : Brytyjczyka Jamesa Hunta i Austriaka Nikiego Laudy.
      Niby w stawce jest 25 jeźdźców, ale to rywalizacja tych dwóch zdominowała sezon roku pańskiego 1976.

      Spotkali się po raz pierwszy wiele lat wcześniej, podczas wyścigów Formuły 3, zaplecza F1. JUż wtedy się nie lubili. Byli tak od siebie rózni, że przyglądali się sobie nawzajem z nieufnością i dystansem, a krótkie utarczki słowne tylko ich upewniały w tym, że mają świetą rację. Wymowna jest scena, kiedy mijają się, zamieniają kilka niechętnych zdań, po których Hunt mruczy "Kretyn" pod adresem Laudy, a Lauda "d..pek" [po niemiecku] pod adresem Hunta.

      Zaczynali od zerwania z rodziną. I ojciec Laudy i rodzina Hunta mieli wobec nich inne plany. By móc realizować marzenia, obaj musieli wcześnie zacząć żyć na własny rachunek.

      Wszystko ich rózni. Hunt wygląda jak surfer z Kalifornii, jest bezpośredni, otwarty, lubi się bawić, podrywać ładne dziewczyny, a na trasie szarżuje bez opamiętania. Lauda, to introwertyk, schowany za podwójną gardą, samotnik, myślący nieustannie tylko o ściganiu się i o tym jak udoskonalić bolid, aby choć o pół sekundy szybciej przejechać okrążenie, zaś z wyglądu przypomina... "szczura", jak to okresli ironicznie Hunt. Kiedy fanki szturmują namioty zespołów F1 - chodzi im tylko o Jamesa. Nikiego zupełnie ignorują, nawet gdy przechodzi tuż obok nich.

      Liam Hemsworth i Daniel Bruhl dobrani się do swoich ról idealnie.

      Jedno łączy ich bohaterów : instynkt rywalizacji. Hunt jest zabawowym chłopakiem, ale kiedy nikt nie widzi siedzi na podłodze w warsztacie samochodowym i w myślach przejeżdza trasę najbliższego wyścigu. Lauda zaś, to... fanatyk. Doskonały znawca samochodów i ich mechaniki. Nie tylko kierowca, ale także innowator i mechanik. TO z tego powodu dostaje miejsce w znakomitym teamie Ferrari, gdzie zdobywa tytuł mistrza świata.

      Hunt koniecznie chce mu się zrewanżować, ale przed sezonem 1976 roku zostaje nagle bez pracy. Cały świat mu spada na głowę. Okazuje się, że ten wesoły playboy nie może żyć z perspektywą roku spędzonego poza torem wyścigowym. Ostatecznie znajduje miejsce w Mc Larenie [chyba :)].

      Mamy tutaj sceny komiczne. Oto kolega Laudy z ferrari zabiera go na jakąs imprezę do Włoch. Żeby go trochę "uspołecznić". KOńczy się to tym, że Włoch znika z przyjaciółmi, Niki wysiada z auta, chwilę szwęda się po otoczeniu i kiedy tylko zauwaza że jakaś babka wsiada do samochodu - od razu pyta, czy nie zabrałaby go do najbliższego miasta :]

      Babka ta okazuje się jego przyszłą żoną, Marlene [A.M Lara]. Jadą, jadą i nagle Niki pewnym siebie tonem sugeruje, że ten samochód ma wady konstrukcyjne i grozi to awarią silnika. Hunt by ją podrywał, Niki mówi o silniku... ;] Marlene ofk puszcza to mimo uszu, ale za moment faktycznie - stoją na szosie, a z silnika idzie dym.

      Niki próbuje zatrzymać autostop, ale jest ignorowany. Marlene odsuwa go "popatrz jak to się robi" - staje w prowokacyjnej pozie i... od razu zatrzymuje się jakieś auto. Marlene dumna z siebie spogląda na Laudę, ale - co to ! z samochodu wysiada dwóch krzykliwych Włochów, którzy biegną radośnie z kierunku... Nikiego. Obejmują go, niemal całują po rękach. Marlene jest w szoku. Po chwili już wie z kim ma do czynienia, ale to wcale nie przeszkadza jej ironizować ze stylu prowadzenia auta przez Laudę. "To ma być kierowca F1 ? jedziesz pan jak stary dziadek", przygaduje mu, na co Niki odpowiada "Im szybsza jazda, tym większe ryzyko. Nie ma sensu do podejmować, zwłaszcza że tutaj mi za to nie płacą". Kiedy jednak Marlene nadal sobie pokpiwa, Niki daje gazu i pokazuje na co go stać, a Włosi na tylnym siedzeniu szaleją ze szczęścia :]

      Taki jest Lauda. Chłodny i wykalkulowany. Racjonalny do bólu. Jakiś kierowca zginął podczas wyścigu ? Popełnił błąd i zapłacił za to, trudno się mówi. Ktoś został wyrzucony z zespołu, bo przestał wygrywac ? Słusznie, to biznes, nie ma sentymentów. Taki jest Niki. Nie poddaje się żadnym afektom.

      Hunt nigdy nie kalkuluje, ani na torze, ani w życiu. Kiedy poznaje modelkę Suzi Miller [świetny epizod Olivii Wilde] oczarowuje ją przyjemnym sposobem bycia i uśmiechem, sam będąc oczarowanym jej urodą i stylem, a w 10 minut później pyta ; "Co byś powiedziała na ślub ?". I faktycznie pobierają się. Lauda nigdy by tego nie zrobił w taki sposób. Ożeni się z Marlene, ale później i dopiero wtedy, kiedy oboje będą pewni, że tego chcą. Ich małzenstwo przetrwa. Małzeństwo Hunta rozpadnie się po pół roku, mimo prób ratowania go czynionych przez Jamesa. Suzi wyjeżdza do Nowego Jorku, a próbującemu nakłonić ją do powrotu Jamesowi uświadamia, ze "nigdy nie chciał się tak naprawdę żenić i nie dojrzał do małżeństwa".

      W sezonie 1976 Lauda i Hunt rywalizują zaciekle i bez pardonu. Lauda broni tytułu mistrza, Hunt chce mu do odebrać. Nawet kiedy stoją obok siebei rozdając autografy prowadzą ożywioną dyskusję, a momentami nawwet sprzeczkę.

      Przychodzi dzień wyścigu na najniebezpieczniejszym torze na świecie, Grand Prix Niemiec. Tor jest mokry, co zwiększa radykalnie i tak wysokie prawdopodobieństwo wypadków. Lauda chce przełożenia wyścigu - "mam zawsze 20 % szans na to, ze zginę. Nie zamierzam podwyższać tego ryzyka nawet o jeden dodatkowy procent". Po drugiej stronie jest Hunt, wokół którego powstaje koalicja zawodników, która przegłosowuje, że wyścig się odbędzie. W pewnym momencie ktoś sugeruje nawet, że Lauda się boi. Niki reaguje na to bardzo nerwowo i przypomina, że jest rekordzistą w szybkości przejazdu na tym torze.

      Wyścig ten wszystko zmienia. Niki ma od początku problemy. Auto szwankuje, mechanicy guzdrzą się ze zmianą opon, a Hunt ucieka. Lauda goni go i zapomina o pryncypiach. Wypada z toru, uderza w bandę, bolid staje w płomieniach i dodatkowo zostaje uderzony przez nadjeżdzający inny pojazd. Lauda przez ponad minutę jest w ogniu, zakleszczony w środku.

      W szpitalu okazuje się, że ma cięzkie poparzenia czoła i uszu. Odzyskuje świadomośc po kilku dniach. Podczas bolesnych zmian opatrunków obserwuje w telewizji jak Hunt wuygrywa kolejne wyścigi i odrabia straty. Lauda ciągle jest liderem, ale jego przewaga topnieje.

      Niki jest tak zdeterminowany, że sam prosi o dodatkowe zabiegi odciągania płynów z płuc. Cierpi okropnie, ale nakręca go myśl o powrocie na tor. Niemal dusząc się z bólu naciąga na poparzoną głowę kask. Żona obserwuje to z boku, upomina go, żeby nie przesadzał i cierpi razem z nim.

      I wraca ! Po 42 dniach od tego strasznego wypadku - staje do wyścigu. Hunt jest zdumiony i pełen szacunku dla Laudy. Lauda zaś inaczej patrzy na Hunta, bo gdyby nie James i jego świetna jazda - nic nie zmotywowałoby go do walki o siebie. To przełom w ich relacjach.

      Na konferencji prasowej Niki tryska humorem : "Spalona skóra na czole nie poci się, wiedzieliście o tym ? Z punktu widzenia kierowcy to znakomita sprawa", mówi do dziennikarzy. Dobry nastrój psuje ostanie pytania. jakiś pismak pyta : "Czy twoje małzeństwo przetrwa tę próbę ? czy twoja zona zostanie z tobą, skoro wyglądasz tak źle ?". Lauda traci nerwy, opuszzcza salę, a dziennikarza dopada Hunt i w toalecie wybija mu zęby.

      Poczatek tego wyścigu jest dla Laudy fatalny. Wszyscy mu uciekają. Potem jednak odzyskuje energię i koncentrację. Przyjeżdzaa na 4 miejscu. Hunt w ogóle wypada z trasy. Lauda triumfuje. Cała masa ludzi biegnie do niego z gratulacjami. Żona zapłakana ze szczęścia wysyła całusy. Lauda jest o krok od obrony tytułu.

      Ostatnie GP odbywa się w Japonii.

      cdn




      • grek.grek "Wyścig" via Nova Cinema [2] 03.01.17, 14:12
        A tam - znów leje, cięzkie chmury, i generalnie pogoda apokaliptyczna. Wyścig się odbędzie, telewizja sprzedała prawa do transmisji na cały niemal świat. Nie da się nic przełożyć.

        I to co operator Anthony Dod Mantle zrobił z tej scenografii, to jest mistrzostwo świata :] Ostatni wyścig jest pokazany w sposob zjawiskowy. Cóż to jest za klimat, bryzgajaca woda, przewalające się chmury, bolidy wyglądające jak przerażające stwory z czeluści jakichś wypełzłe, padający deszcz, a wszystko to w dizajnie F1 znanym z transmisji telewizyjnych. Realistyczne, a jednocześnie podkręcene bliskimi ujęciami, dynamiką kolejnych sekwencji i kapitalnym montażem. Kawałek naprawdę świetnej pracy filmowej.

        Przed GP Japonii Lauda ma 3 pkt przewagi nad Huntem. Musi więc pilnować tylko odległości od jedynego rywala który mu zagraża.

        Trasa jest najgorsza z możliwych, tor stoi w wodzie. Hunt nie ma oporów. Rzuca się z poświęceniem i rusza pełną parą. Jedzie jak zwykle, na granicy ryzyka. Jak sam mówi "Kobiety nie kochają nas za to, ze jesteśmy facetami jeżdzącymi w kółko w śmiesznych pojazdach. To żałosne. One kochają nas za to, ze jesteśmy tak blisko śmierci. To ona je podnieca".

        Przed rozpoczęciem Lauda i Hunt pozdrawiają się ruchem ręki i skinieniem głowy. To znamionuje wzajemny szacunek i sympatię jaką zaczęli do siebie czuć.

        Lauda trzyma bezpieczny dystans, ale w pewnym momencie... zaczyna widzieć żonę. Przypomina sobie, jak leżąc w szpitalu widział ją, przychodzącą do jego pokoju i wpatrującą się w niego z troską. I nagle... zjeżdza do boksu. Wszyscy są w szoku. Co on robi ? Mechanicy gorączkowo dopytują, czy z autem coś nie tak ? Niki wysiada i mówi, ze auto jest w porządku. Nie jedzie dalej, bo "to zbyt niebezpieczne". Menadżerowie pytają, co powiedzieć mediom. na to Lauda : "Prawdę".

        Razem z zoną Niki wraca do hotelu. Oglądają w telewizji dalszy ciąg wyścigu. Nie mogą usiedzieć, i wracają na tor. Stoją przy nim i śledzą dalsze wydarzenia.

        Hunt ma kłopot z bolidem, mechanicy dwoją się i troją, a po pworocie na trasę James jest ostatni. Żeby przegonić w punktacji Laudę musi być w pierwszej trójce. Jedzie jak wariat, odrabia straty w jakimś szaleńczym pędzie, i kończy wyścig na miejscu... 3. Jest mistzrem świata.

        Sukces ten ogląda także Suzi Miller, w swoim nowojorskim apartamencie, wygląda na szczęśliwą.

        I tak jak rok wcześniej Lauda świętował, a Hunt przeciskał się do wyjścia z pochyloną głowa, tak teraz role się odwracają. James jest mistrzem. A Niki z żoną odlatuje helikopterem, spogląda przez szybę w stronę Hunta i spojrzenia obu rywali na moment się spotykają.

        Hunt kręci reklamy, podrywa dziewczyny, pokazuje się w telewizji. KOrzysta z pozycji mistrza świata Formuły1.

        Film wieńczy scena spotkania Hunta i Laudy na małym lotnisku gdzieś za miastem. James z wesołą kompanią ma akurat przesiadkę z jednego prywatnego samolotu do drugiego, a Niki przygotowuje swoją awionetkę, która ostatnimi czasy jest jego nową pasją.

        Rozmawiają ze sobą i oddają sobie honor i zasługi. Hunt próbuje go delikatnie przekonać, że "same puichary i medale są niewiele warte, trzeba się też bawić", a kiedy Lauda znów odwołuje się do swoch "20 % ryzyka i nic ponad to", Hunt powiada "Niki, takim podejściem niszczy się ten sport". Lauda informuje Hunta, że to on zmotywował go do walki o zdrowie, życie i powrót na tor, a Hunt że Lauda zdeterminował go do tak szaleńczej jazdy, która dała mu to upragnione mistrzostwo. "Mądry więcej nauczy się od wroga, niż głupi od przyjaciela"< konstatuje Lauda. Rozstają się z uśmiechem, a james zdobywa się na życzliwie dowcipną uwagę o wyglądzie Nikiego, na którą Niki reaguje środkowym palcem, który pokazuje Huntowi z taką samą życzliwością, co spina film ładną klamrą, jako że keidyś Lauda pokazał mu ten palec z nienawiścią niemalże.

        Lauda z offu ma ostatnie słowo, wspomina że James Hunt kontynuował karierę przez 2 lata, a zmarł mając zaledwie 45 llat, bodaj na atak serca.

        W ostatnich ujęciach mamy fragmenty archiwalne z oryginalnymi Huntem i Laudą.

        Cóz, film perfekcynie zrobiony : wyścigi pokazane znakomicie, pełny zapis faktograficzny - daty i wyniki kolejnych wyścigów z niezapomnianego sezonu '76, dorzucony regularny komentarz telewizyjny do zapisów filmowych, a i moda, fryzury i automobile z 70s pieczołowicie dobrane i odtworzone :]

        Kontrast między Laudą, a Huntem jest samograjem, aktorzy pasują znakomicie, a Ron Howard umie to odpowiednio poprowadzić, tak jak poprowadził "Frost/Nixon", oparty na identycznym pomyśle zestawienia ze sobą dwóch kompletnie róznych osobowości.

        Co ciekawe, bohaterowie zyskują dopiero kiedy połączy się ich w nierozerwalny duet : na tle Hunta Lauda staje się interesujący i vice versa.

        Howard sprawiedliwie ich obdarowuje. Uwypukla ich zalety i akcentuje sukcesy , a jednocześnie tu i tam punktuje małe wady i przywary. Nikogo nie faworyzuje. Nie ma podziału na dobrego i złego. Obaj są dobrzy, co wcale nie psuje filmu i nie czyni go mniej zajmującym. Nakręca go bowiem ich rywalizacja, która od początku wysuwa się na plan pierwszy i staje się kontekstem, w którym odczytywac można [należy ?] wszystkie kolejne wydarzenia.

        Kobiety są tutaj na drugim planie. Wchodzą efektownie, zarówno Marlene jak i Suzi Miler, a później wyraźnie zostają zepchnięte na drugi plan. Marlene nie opuszcza męża, wspiera go i jest lojalna. Suzi nawet z Nowego Jorku kibicuje eks-męzowi, z którym wprawdzie się rozstała, ale jak mówi mediom sam James "Oswobodzenie się z więzów tego małzeństwa, to moje największe zwycięstwo". Nie nadawał się do tego, i o dziwo łatwo jest zaakceptować rzekomą "niedojrzałośc" Hunta, bo Liam Hemsworth ani na moment nie prowadzi swojego bohatera w stronę wulgarności czy chamstwa.

        W sumie zatem, momentami jest pastelowo, rezyser lubi obu bohaterów, składa im hołd, ale bez szkody dla filmu :]

        www.youtube.com/watch?v=aphGbb07xk8



      • grek.grek Re: "Wyścig" via Nova Cinema [1] 03.01.17, 14:20
        PS : chyba pomyliłem pana Liama Hemswortha z Chrisem.

        w "Wyścigu" gra Chris.

        mam nadzieję, że żaden z panów nie poczuł się obrażony ;]]

        przy okazji, pan Chris - jak donosi filmweb - ma 190 cm wzrostu.
        i tu jest pewien kłopot, bo w F1 chyba nie jeżdzą tak wysocy zawodnicy.
        musieliby chyba mieć kolana pod brodą podczas jazdy, hehe.

        nadrzędną wartością jest, ofk, to że Chris Hemsworth od szyi w górę jest podobny do
        oryginału. Może nie wypada czepiać się szczegółów :]
        • grek.grek "Strzały na Broadwayu" parę słów 04.01.17, 12:30
          Barbasiu, takie właśnie wrażenie miałem podczas oglądania tego filmu :]]

          gdzieś już to widziałem, gdzieś widziałem to już... hehe.

          Ale jako że migały mi tylko niejasne wspominki, i podczas dosłownie kilku zaledwie scen - oglądałem "Strzały..." jakbym oglądał premierę.

          Scenariusz jest nadzwyczajny !
          Oto młody dramaturg David Shayne pisze swoją debiutancką sztukę i marzy o wystawieniiu jej w teatrze na Broadwayu. W tym celu musi znaleźć sponsora, ktory mu finansowo pomoże udźwignąć gaże dla aktorów, wynajęcie sali na próby itd.

          Menadżer kontaktuje się z gangsterem Valentim, który zgadza się wyłożyć gotówkę, pod jednym wszakże warunkiem : że w teatrze Shayne'a znajdzie się miejsce dla jego nałożnicy, Olivii. Na codzień tancerki rewiowej, obdarzonej piskliwym głosem oraz pozbawionej jakiegokolwiek aktorskiego talentu, za to mającej ambicje sięgające portfela swojego wpływowego kochanka.

          To początek problemów Davida.

          Zaangażowany do głównej roli męskiej, Waarner Purcell, ma być szczupły i atrakcyjny, na co jest nadzieja, bo ponoć właśnie katuje się dietą i zrzucił sporo kilogramów. Kłopot w tym, że wraz z początkiem prób - Warner porzuca dietę i codziennie sieje spustoszenie na stole z cateringiem. Oczywiście, już po kilkunastu dniach z nawiązką odrabia straty i musi nosić gorset. W dodatku, zaczyna romansowac z OLivią, przez co jego życie zawisa na cienkim włosku. Zwłaszcza gdy musi uciekać oknem z jej garderoby. W bieliźnie. Na ulicy zostaje zaczepiony przez znajomych i w samych gatkach oraz gorsecie prowadzi z nimi intelektualną pogawędkę :]

          Aktorka Eden Brent ma dośc miły sposób bycia, ale na nieszczęscie wszędzie nosi ze sobą psa-miniaturkę. Pies ciągle szczeka, czym wyprowadza z równowagi największą gwiazdę spektaklu, wybitną aktorkę Helen Sinclair, którą z niemałym trudem udało się Davidowi zaangażować.

          Helen też nie jest bezproblemowa. Grała role szekspirowskie i heroiny w tragediach antycznych, więc rola jakieś pani domu w obyczajowym dramaciku, to dla niej nic specjalnego. Przyjęła ją jednak, bo w ostatnich larach jej aktorska kariera nieco przybladła, a ona sama kojarzona jest głównie z używkami i romansami.

          David jest tak szczęśliwy, że Helen się zgodziła, a dodatkowo Helen tak mu imponuje jako wybitna postać teatru, że wdaje się w romans z nią. Nie bez uwodzicielskich gestów z jej strony, które Helen potrafi świetnie... zagrać :]

          Jej celem nie jest jednak sam David, ale kształt jego sztuki. Helen ma nadzieję, że na tyle go otumani, że młody człowiek zrobi z jej bohaterki postać seksowniejszą, ciekawszą i bardziej namiętną niż to stoi w oryginale.

          Najlepszy jest jednak wątek relacji Davida z ochroniarzem OLivii - Cheezem.

          POczątkowo Cheez wygląda na troglodytę, który umie tylko dać w ucho albo zastrzelić. Siedzi na widowni podczas prób i przewraca oczami "co za badziewie !". Nikt nie zwraca na niego uwagi, bo co może wiedzieć o dramacie teatralnym taki typek...

          W końcu jednak Cheez nie wytrzymuje i wtrąca się do prowadzonych dyskusji o sztuce Davida. Proponuje oryginalny pomysł na jedną ze scen i o dziwo wszyscy uznają go za znakomity. David jest w lekkim szoku, jego ambicja zostaje podrażniona, nawet się obraża, ale później górę bierze pragnienie zrobienia po prostu dobrej sztuki.

          Nawiązuje ożywione kontakty z Cheezem i wspólnie przerabiają dialogi i scenariusz. Z wersji oryginalnej zostają strzępki. I to nie David jest autorem tej nowej, o wiele lepszej, sztuki. On ją tylko sygnuje swoim nazwiskiem. Autorem , de facto, jest prosty gangus Cheez :]

          Aktorzy przyjmują zmiany z entuzjazmem, są przeszczęsliwi, praca idzie pełną parą, a premiera jest wielkim sukcesem. David zbiera pochwały, ale wie, że nie są one zasłużone. Cheez nie zgłasza pretensji o autorskie prawa, a poza tym widać, że jakoś specjalnie nie zależy mu na tym, by rozwijać swój bezsprzeczny talent. Robi to co lubi, w czym się wprawiał od 16 roku życia w PAlermo :]

          David rzuca "Niezwykłe... masz takie świetne pomysły i czujesz dialogi, a nie masz nawet formalnego wykształcenia, ja za to pobierałem nauki u dziesiątek profesorów i nic", na co Cheez odpowiada "Profesorowie to idioci, zależy im tylko na wklepywaniu w cudze głowy formułek i schematów". Brawo, Cheez :]

          Dramat Davida ["God of our Fathers" brzmi tytuł] ma sukces, ale byłby on jeszcze większy, gdyby nie Olivia, która odstaje aktorsko od reszty zespołu. Nie można jej jednak zwolnic, bo bezwzględny gangster Valenti zwolni Davida i jego menadżera. Zwolni ich z życia :]]

          I co się dzieje ? Ochroniarz Olivii, prawa ręka Valentiego, czyli Cheez bierze to na siebie ! Nie mozę dłużej patrzeć i słuchać jak OLivia kładzie "jego [Davida poprawia : "naszą"] sztukę". Wywozi ją w ciemny zaułek i zabija.

          Ofk, Valenti dowiaduje się, że krytycznego wieczora to Cheez wiózł Olivię i godziny Cheeza są policzone. Zosatje zastrzelony przez ludzi Valentiego w kulisach teatru. W ostatnim słowie podaje Davidowi pomysł na nowe zakończenie sztuki.

          PO śmierci OLivii David mozę zaangażować znacznie lepszą aktorkę i teraz jego dzieło, pardon - "ich" dzieło :) - może świecić pełnym blaskiem. David zostaje okrzyknięty odkryciem dekady.

          Przypłaca ten cały rejwach odejściem żony Elllen, która zaczyna romansować z jego przyjacielem, też dramaturgiem, ale takim, który nie idzie na kompromisy i z tego powodu w ogóle swoich sztuk nie wystawia.

          David jako jedyny nie cieszy się z własnego sukcesu. Przeciwnie, dostrzega że w ogóle żadnego sukcesu nie odniósł. Sztukę napisał Cheez, po tym jak umarł - nie ma szans, żeby David podpisał jeszcze jakikolwiek dobry tekst. Jesli nawet stanowili dobrany duet, to Cheez stanowił w nim 80 % wartości. A do tego ta żona...

          I oto nasz bohater staje pod oknem mieszkania przyjaciela, wywołuje Ellen [ przy okazji ona i pani z okna naprzeciwko przez moment dyskutują o talencie tego samego kochanka - jedna jest sceptyczna, druga entuazjstyczna , a sam kochanek próbuje się wtrącać :)], wyznaje jej, że "nie jest artystą, i dowiedziawszy się tego o sobie - czuje się wolny", i teraz chce być tylko z nią, uprawiać ogródek i mieć dziecko. Ellen mu wybacza poprzednie wpadki i brak czasu dla niej, i odchodzą przy jazzowej balladzie, w pięknych wieczornych okolicznościach zaułka nowojorskiego.

          świetne !!

          Gdyby Allen realizował ten tekst 20 lat wcześniej, to pewnie sam by zagrał Davida. I zapewne byłby rewelacyjny. Na szczęście John Cusack jest bardzo dobry i bardzo allenowski.

          Chazz Palmintieri, Cheez, wypada idealnie, a Dianne West/Helen, Jennifer Tilly/Olivia, i Tracey Ullman/Eden tworzą we trójkę istną mieszaankę wybuchową kobiecych temperamentów.

          Ten aktorski gest Helen, która w pozie divy zatyka usta próbująćemu wyznać jej miłośc Davidowi, i szepczącej w natchnieniu "Nic nie mów, nic nie mów..." powtarza się wiele razy i zawsze jest przekomiczny. Zwłaszcza w sytuacji, gdy Helen tak "powstrzymuje" Davida, że aż mu zrzuca okulary z nosa :]

          Dianne West dostała zresztą OScara za swoją rolę. Słusznie :]

          Cudowna oprawa muzyczna złożona z nostalgicznych swingów jazzowych. Większość akcji dzieje się na scenie teatralnej, podczas prób, co też ma swój niezaprzeczalny klimat.

          No i wymowa jest jakże sugestywna : nic się nie zmieniło. I wtedy, i teraz, artysta musi iśc na kompromisy, jesli chce realizować swoje pomysły. Musi zaprzedawać duszę [David mówi o tym wprost, kiedy orientuje się, jakim typem człowieka jest Valenti].

          Zabawna, w tym kontekście, jest scena, kiedy David i jego menadżer odwiedzają Valentiego i Olivię. David chce ją poznać, bo w końcu dał jej rolę ;] I oto panowie rozmawiają z Olivią, a obok stoi Valenti i ostrym donośnym głosem wydaje telefoniczne instrukcje, jak zlikwidować jakeigoś niewygodnego gościa :]] David cały się poci i brak mu tchu ;]

          Jest zabawnie, jest mądrze, jest stylowo - film idealny ! :]
          • barbasia1 Re: "Strzały na Broadwayu" parę słów 05.01.17, 23:40
            Przeczytałam i z przyjemnością przypomniałam sobie ten film Allena. Jednak szczegóły niestety umykają.

            OT
            >Cheez odpowiada "Profesorowie to idioci, zależy im tylko na wklepywaniu w cudze głowy >formułek i schematów". Brawo, Cheez :]

            Żaden profesor nie zrobi wybitnego pisarza z osoby nieutalentowanej, to oczywiste, aczkolwiek wiedza teoretyczna bardzo jest przydatna w twórczości literackiej.
            • grek.grek Re: "Strzały na Broadwayu" parę słów 06.01.17, 12:21
              dzięki, Barbasiu ! Miło mi, że mogłem się przydać :]

              słuszna uwaga :]

              trochę z Cheezem zagalopowaliśmy ;]] I z Woodym ! ;]

              a swoją drogą, to nie wiem dlaczego ten "Cheez" mi się wdrukował. Przcież to Cheech był [jest], ha ! Nawet w pewnym momencie ktoś do niego mówi 'panie Cheech", a on na to zirytowany : "Jaki pan ? jaki pan ? Cheech. Po prostu - Cheech. Rozumiesz ?" :]]
        • grek.grek Re: 22:25 TVP1 "Dzień świra" 08.01.17, 14:52
          Bez dwóch zdań, Siostro !

          dzisaj powtórka "Dnia świra" w Kulturze.
          20:50

          PS : ta cała polityka zaczyna mnie chyba niebezpiecznie podgryzać, bo wydaje mi się, że TVP z lubością pokazuje ten film, żeby naznaczyć tzw.wykształciuchów, "patrzcie, jak oni się wysławiają, jacy oni są agresywni , jak aspołeczni".

          ofk, wiemy że w "Dniu..." te zachowania mają konkretny kontekst i głębsze podłoże, ale... nic nie poradzę, od kiedy tak wyrazista opcja polityczna rządzi w telewizji, co w swoich ruchach tak rzadko od polityki abstahuje, a wiadomo jakie próbuje poglądy i wizje świata forsować, a jakie piętnować i ośmieszać.
    • grek.grek 22:45 Polsat "Wall Street : pieniądz nie śpi" 03.01.17, 16:44
      sequel "Wall Street" z1987 roku.

      w tamtym filmie wybitnie inteligentny giełdowy spekulant Gordon Gekko zarażał swoim cynizmem młodego adepta sztuki maklerskiej i odkrywał przed nim zalety koszenia kasy, a potem jej wydawania.

      po 21 latach Gekko znów się pojawia, i ponoć występuje tym razem po jasnej stronie Mocy w rozgrywce przeciw mocno rozpychającemu się na rynku "imperium finansowemu" działającemu niezgodnie z prawem i zasadami. Tylko czy aby na pewno wszelkie instynkty rekina już w Gekko się zatarły ?

      Michael Douglas dał się namówić do powrotu, Oliver Stone ponownie reżyseruje.

      a film wydaje się być reakcją na kryzys ekonomiczny spowodowany m.in przez politykę ekonomiczną amerykańskich banków.

      szkoda, że POlsat o 20:00 zawsze musi puszczać jakiś kicz, a dobre filmy przerzuca na późniejsze terminy :]
    • grek.grek 22:30 Ct2 "Czarne lustro" odc 1 04.01.17, 12:41
      Czesi zaskakują na początku roku ;]

      wprawdzie "Czarne lustro" ma już chyba 3 sezony, łącznie 13 odcinków, ale i tak miła to informacja, że jakaś dostępna publiczna telewizja decyduje się którykolwiek wyświetlić.

      serial traktuje o tym, do jakich [negatywnych] konsekwencji doprowadzić może przesadna ufność w coraz nowsze technologie.

      był to hit na rynku serialowym, ponoć każdy z 3 sezonów przyjęty został z uznaniem i uzyskał znakomite recenzje.

      1 odcinek ma tytuł "Hymn państwowy" i kręci się wokół wątku porwania członkini brytyjskiej rodziny królewskiej, księżniczki Suzanne.

      Nie wiem, czy będą kolejne odcinki, miejmy nadzieję że owszem :]
      • grek.grek "Czarne lustro" odc. 1 - rewelacja ! 05.01.17, 13:08
        Ależ świetna rzecz, muszę Wam opowiedzieć ! :]

        Historia napisana i zrealizowana wg najlepszych recept samego mistrza Alfreda Hitchocka :]
        Żadnych wstępniaków.Zaczynamy od trzęsienia ziemi, a później będzie już tylko mocniej.

        Oto brytyjskiego premiera [Rory Kinnear] budzi telefon. Jest 4 nad ranem. Po chwili zbiera się w jego domu kilkuosobowy sztab.

        Zdumiony pan premier ogląda nagranie video, w którym występuje porwana przez nieznanego sprawcę księżniczka Suzanna. Służby już stwierdziły, że nagranie jest prawdziwe. Księżniczka też jest prawdziwa.

        Suzanna, płacząc i łkając, czyta oświadczenie przygotowane przez kidnapera. Rzecz jest prosta : Suzanna umrze... chyba,że o godzinie 16:00 pan premier Wielkiej Brytanii wykona pełny i niesymulowany akt seksualny z... wieprzem. POkaże to na żywo i bez cenzury telewizja ogólnokrajowa. Tylko w ten sposób księżniczka może zostać ocalona. Premier jest w najcięższym szoku, reszta razem z nim.

        Nagrania nie da się utrzymać w tajemnicy. KIdnaper wrzucił je do YouTube. Mają je wszystkie media, obejrzało je już bardzo wielu ludzi. Tej sprawy nie da się zamieśc pod dywan.

        Na prośbę rządu brytyjskie media wstrzymują się z informacjami, ale jako że wszystkie inne telewizje świata aż trąbią, to i główna telewizja brytysjka UKN [odpowiednik BBC] w końcu również pęka i podaje pełne informacje do obiegu.

        Mamy tutaj obrazki szumu medialnego, które dla współczesnego widza nie są nowe. W telewizjach róznych trwa spektakl, spraszani sa eksperci, trwają dyskusję, unosi się w powietrzu atmosfera sensacji stulecia.

        W miejscach pracy, na ulicach, w barach, w konkretnych domach - wszędzie ludzie wpatrują się zdumieni w ekran, zawieszają obowiązki, gromadnie się zastanawiają co będzie dalej.

        Sztab premiera ma 12 godzin, żeby coś z tym fantem począć. Oczywiście, trwa próba identyfikacji IP komputera z którego wysłano to nagranie. POtwierdza się, że Suzanna zniknęła, znaleziono tylko jej porzucone auto.

        Jednocześnie trwa przygotowywanie werrsji awaryjnej. Seks ze świną ma zagrać aktor porno, a potem ewentualnie komputerowo podłoży się na jego miejsce postać premiera. Zostaje zaangzowany czołowy reżyser filmowy. Wszystko w trybie najwyższej tajności. Pech chce, że przed wejściem do budynku, w którym ma się ta akcja odbyć, aktor zostaje rozpoznany przez jakiegoś... fana ;]

        Fan nagrał go telefonem, wrzuca nagranie do sieci. KIdnaper najpewniej je obejrzał, bo oto do biura telewizji UKN przychodzi paczuszka z... odciętym palcem w środku. I z nowym nagraniem, w którym zapłakana Suzanna odczytuje kolejne żądania porywacza, tym razem widocznego na ekranie, w jakiejś kominiarce : "żadnych kombinacji, żadnych tricków, żadnych podstawionych aktorów, bo ją zabiję !".

        Premier wychodzi z siebie, odpala jednego papierosa od drugiego i jest rozstrzęsiony. Kiedy jego asystentka sugeruje,że może powinien zacząć myśleć o wykonaniu tego seksu - rzuca się na nią z łapami.

        W telewizji debatują eksperci, głównie nad znaczeniem symbolicznym seksu z wieprzem, a także emitowane są wyniki nieustannie prowadzonych sondaży wśród opinii publicznej.

        Im bliżej godziny 16:00, tym więcej badanych sądzi, że dla ratowania życia księżniczki, premier powinien zrobić to, co każe kidnaper. O godzinie 15:00 uważa tak już 86 % obywateli. Premier wygląda jakby zaraz miał paśc na zawał. Nie pomaga mu żona, która najchętniej zapadłaby się pod ziemię.

        Ostatnia nadzieja w akcji służb specjalnych. Udaje się zlokalizować miejsce, z którego pochodzi IP, więc zaraz jedzie tam zespół komandosów. Zastają tylko manekina siedzącego na krześle w pustym magazynie. Jedyną osoba, którą udaje im się złapać, jest... wścibska dziennikarka tabloidu, która informacje o rzekomym miejscu ukrywania się kindnapera dostała od szeregowego pracownika służb, w zamian za rozbierane zdjęcia wykonywane i wysyłane telefonem :]

        Nie ma już żadnej nadziei. Premier musi zdecydować.

        Wszystkie media pokazują jak kolumna rządowych aut zmierza w kierunku studia filmowego. Premier nie mozę się ugiąć. Z miną i postawą męczennika zmierza w stronę nieuchronnego. Odprowadza go opanowana do końca szefowa kancelarii.

        W środku studia jest wieprzek. Otumaniony środkami uspokajającymi i zajadający w miski jakieś frykasy. I dwóch kamerzystów, bo przecież wszystko ma iśc Live. I bez cenzury.

        Wszyscy wstrzymują oddech. Mamy krótki rajd po ulicach LOndynu. PUSTO, żywej duszy nie ma. Jak na otwarciu "28 dni później" :]

        Zrobi to czy nie ?
        Premier łamiącym się głosem oświadcza, że robi to dla ocalenia życia księżniczki. No i przystępuje do dzieła...

        POjawia się informacja, że nadany zostanie obraz niedozwolony dla dzieci. I że wszelkie nagrywanie go i rozpowszechnianie będzie surowo karane. A potem rozlega się nagły pisk z ekranu, aż uszy trzeba zatykać. To sygnał uruchamiający.

        Premier bezradnie rozbiera się do bielizny i zachodzi obiekt od tyłu... Wiemy, że się zaczęło. Ludzie zgromadzeni przed telewizorami, w domach, kawiarniach, miejscach pracy, patrzą przez palce, odwracają wzrok albo spuszczają go w dół. O ile wcześniej była to zabawa, były "jaja", o tyle teraz nikomu nie jest do śmiechu. Samego aktu ofk nie ma, ale jest mina i jęki bliskiego płaczu premiera, który potrzebuje ponad godziny, żeby akt ten dopełnić. Ocean upokorzenia... Nikt się nie śmieje. Wszyscy wiedzą, że to zaszło za daleko. A żona premiera skulona leży na tapczanie i wgryza się w poduszkę.

        I przenosimy się na zewnątrz. Na pusatym moście - samotna sylwetka. Biegnie i upada. TO księzniczka Suzanna. Kidnaper ją wypuścił.

        I widzimy samego kindapera. To nie jej palec odciął, ale swój. Po zrealizowaniu swojego planu - powiesił się w swoim zagraconym mieszkanku. Widzimy telewizor włączony i dynadające nad podłogę stopy wisielca.

        Koniec końców, sztab premiera ustala, ze Suzanna została wypuszczona pół godziny PRZED 16:00, a więc zanim ultimatum się wypełniło. PO co zatem kindaper to wszystko zorganizował ? "żeby się stało", podpowiada ktoś najbardziej logiczną odpowiedź.

        Mija rok. Premier odwiedza szkoły, pozuje do zdjęć, pokazuje się z żoną, oboje się uśmiechają. Głos pani z telewizji informuje, że poparcie dla niego wzrosło o 3 % od ostatniego roku.

        I kiedy wydaje się, że premier swoim heroicznym wyczynem zaskarbił sobie raczej sympatię i podziw obywateli, zamiast się skompromitowac czy ośmieszyć... widzimy jak po kolejnej serii zdjęć i usmiechów dla mediów, machając przyjaźnie reporterom, premier z żoną wchodzą do budynku przy Downing Street i kiedy tylko zamykają za sobą drzwi - żona zniesmaczona ucieka od niego na górę. Premier ją woła, ale ona ucieka tym szybciej. Premier bezradnie zwiesza głowę... A więc jednak istnieje cena, którą musi zapłacić i będzie ją płacił być mozę jeszcze długo.

        Z tego, co doczytałem, w tym serialu chodzi o pokazanie jak działają współczesne media, technologie, globalna sieć informacji, internet.

        I rzeczywiście, cała opowieść jest osadzona w rzeczywistości, w której YouTube, Facebook, Twitter, komórki, ifony, smartfony, telewizja odgrywają rolę kluczową, co z pewnością zauważyliście czytając ten nieudolny, ale zawsze ;], opis :]

        Tak czy owak, historia kuriozalna, ale czy niemożliwa w realu ? Dziś możliwa, bo jest taka sieć mediów, niemożliwa do kontrolowania czy wyłączenia, która umożliwia realizację podobnego zamierzenia, a dodatkowo wciąga do "zabawy" - jak podają w filmie eksperci telewizyjni - prawie 2 miliardy widzów na całym świecie. I okazuje się, ze jest to rekord wszechczasów. PO roku od wydarzenia, w taki własnie sposób jest ono postrzegane i klasyfikowane. Jako rozrywkowy hit stulecia. Era mediów, nie inaczej...

        www.youtube.com/watch?v=oa8HX7qMjoc
    • grek.grek CTV : przegląd filmów noir 04.01.17, 12:48
      ... zaskakują dodatkowo zapowiedzią serii klasyków kina noir - będzie "Key Largo", "Casablanca", "Sokół Maltański", chyba takze "Wielki sen", ale tytułów w zwiastunie pojawiło się ok. tuzina, i dodatkowo wszystkie po czesku ;], więc tylko niektóre odcyfrowałem i zapamiętałem.

      kolejne filmy mają być puszczane w piatki ok 22:00.

      PS : sprawdziłem - na dobry początek jest zapowiedź "Casablanki", w piątek o 21:45. a po niej powtórka "Sherlocka" - dobrze, że jednak o tym pomyśleli, hehe.

      ze skruchą przyznaję, ze "Casablanki" nie oglądałem [tak, żyją także i tacy maruderzy ! :)], więc mam nadzieję wreszcie zapoznać się z tym wybitnym dziełem :]


    • maniaczytania Kinowo - Łotr 1 04.01.17, 16:41
      no to zaczynam swój rok z Unlimited ;)

      Kolejny film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, to nie jest żadna kolejna część, tylko jakby oddzielna historia uzupełniająca. Aby jakoś ją umieścić w czasie - akcja dzieje się po III części (Zemsta Sithów), a przed IV (Nowa Nadzieja) i dotyczy tego, w jaki sposób zostały wykradzione plany Gwiazdy Śmierci.
      Muszę przyznać, że ten film chyba najbardziej mi się z tych GW podobał. To poza tym solidna historia polityczna (i Rebelia, i Imperium swoje racje mają, i po stronie Rebelii też zdarzają się złe rzeczy i dziwne polityczne decyzje). No i oczywiście wspaniała historia wojenna - to taka Parszywa Dwunastka w kosmosie (nie, to nie moje spostrzeżenie, tylko gdzieś przeczytane). I choć wiemy z góry, jak się skończy dla tych bohaterów, którzy wykonują misję, to i tak łezka się w oku kręci ...
      Bardzo dobry początek!