Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 3 (vol. 77)

01.03.17, 19:25
Już jest :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek "Belle Epoque" 3 odcinek 02.03.17, 12:16
      A zatem, jakie wrażenia ? :]

      wg mnie :

      - intryga kryminalna ponownie jakoś mało energetyczna fabularnie i dramaturgicznie, choć tym razem wzmocniona emocjonalnie z powodu faktu, że ofiarami były dzieci, co wzruszyło Weronikę

      - świetne intro ! :]

      - zauważam schemat jak w "Proukuratorze" : za tzw. cliffhangery w kolejnych odcinkach służą "odcinki" wątku prywatnego, tam - sprawa zaginionego syna, tutaj - relacja Jana i Konstancji

      - dobre wejście Roberta Gonery

      - po 3 odcinku kapnąłem się, że Jan [detektyw doradzajacy policji] i Henryk [doktor] mają być parą nawiązującą do duetu Holmes-Watson ;] lepiej późno niż wcale.

      - kilka niezłych widoków "miejskich", na czele z kawałkiem oranżerii, w której rozmawiają Jan i Weronika

      - OLaf Lubaszenko dowodzi, że nawet na scenariuszu tak średnim i 'pospiesznym" można stworzyć aktorską kreację serialową


    • grek.grek Węże 2017 :] 02.03.17, 12:23
      faworyt tegorocznych wyborów jest jeden ! ;]

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21430360,weze-2017-smolensk-historia-roja-i-kobiety-bez-wstydu.html#Czolka3Img
    • grek.grek 21:00 TVP Kultura "Francuski łącznik" 02.03.17, 12:28
      5 Oscarów za 1971 rok, same najważniejsze [film, reżyseria, główna rola, scenariusz, montaż].

      historia dwóch nowojorskich policjantów z wydziału antynarkotykowego, którzy starają się udaremnić przemyt z Francji do Ameryki dużej partii heroiny.

      Gene Hackman i Roy Scheider w głównych rolach.

      oscarowa reżyseria Williama Friedkina.

      Podobno klasyk ! :]
      • siostra_bronte Re: 21:00 TVP Kultura "Francuski łącznik" 02.03.17, 12:42
        Tak jest, klasyk!

        Chociaż jak pisałam intryga kryminalna może nie jest jakaś powalająca, ale liczą się kapitalne role Hackmana i Scheidera tudzież zdjęcia (pościg pod kolejką metra!).

        Niestety, nie dam rady obejrzeć. Liczę na powtórkę. Niestety, Kultura wciąż uparcie nie powtarza filmów z tego pasma z ostatniego okresu. Za to wciąż leci Pan Hulot, puszczany jakoś rok temu!
        • grek.grek Re: 21:00 TVP Kultura "Francuski łącznik" 02.03.17, 15:39
          dzięki, Siostro :]

          czuję się zachęcony :]

          powtórka "Łącznika" będzie z piątku na sobotę, 0:25, pora fatalna... albo dogodna - w zależności od subiektywnej sytuacji.

          PS ; mam nadzieję obejrzeć dzisiaj, a pogoda jest tak huraganowa, że liczę się z wyłączeniem prądu w każdym momencie ;] No chyba, ze do wieczora ten wiatr osłabnie i zrobi się spokojniej.

          życzę Tobie, Wam i sobie, żebyśmy... nie odlecieli inaczej, jak tylko filmowo ;]
        • grek.grek "Francuski łącznik" - kilka słów po seansie 03.03.17, 11:52
          Na straszną minę Was wprowadziłem.
          Film zaczynał się o 20:20, a nie o 21:00. Mam wielką nadzieję, że zorientowaliście się w sytuacji ? Mnie udało się to dosłownie w ostatniej chwili, nie było już czasu na sprostowanie pierwotnego błędu.

          Wybaczcie mi to potknięcie. W wątpliwej obronie powiem tylko, że w ramówce z której korzystałem, dałbym głowę, film był zaplanowany na 21:00.

          A co do samego onego :]

          Świetne kino sensacyjne, z fakt, Siostro - nieprzesadnie złożoną fabułą, ale za to jak to gra ! Jak to jest zrobione.

          Oscar za montaż absolutnie zasłużony, bo to jest najważniejsza rzecz w całym tym mechanizmie.

          Film jest skonstruowany i poprowadzony w 5-6 długich sekwencjach sensacyjno-kryminalnych, z krótkimi wstawkami pomiędzy nimi, uzasadniającymi dalszy ciąg akcji.

          Doskonała jest już początkowa akcja pościgu Doyle'a i Russo za czarnoskórym dilerem po zapuszczonych zaułkach Brooklynu. Świetna jest późniejsza scena nalotu na spelunę w czarnym gettcie. A potem sekwencja śledzenia przez policjantów potencjalnych narkotykowych macherów. Później Doyle przezdobre 15 minut bawi się w kota i mysz z francuskim mafiosem na ulicach, i w metrze, Nowego Jorku. Sekwencja, w której wsiadają i wysiadają z wagonu jest po prostu fenomenalna. A następnie ten, zaakcentowany przez Ciebie, Siostro - pościg samochodem, przez estakady, za jadącym górą pociągiem. Coś nadzwyczajnego. No i rewelacyjna scena obserwowania luskusowego auta intrygująco pozostawionego w obskurnej dzielnicy, w którym - jak sądzi Doyle - muszą być narkotyki za cięzką kasę. Sądzi słusznie :], a ciąg przeszukań samochodu, rozebranego w tym czasie na czynniki pierwsze, jest mistrzowsko wykonany na ekranie.

          Plus akcja finałowa, w której głównego mafiosa nie udaje się złapać, ale cała reszta ląduje w rękach sprytnych i wytrwałych policjów.

          Gene Hackman gra świetnie, jest dynamiczny, zdeterminowany, prowadzi chaotyczne życie osobiste [pewnego ranka budzi się... przypięty za nogą kajdankami do łózka :) - "dziewczyna mnie przypięła moimi własnymi kajdankami" tłumaczy Russo], ale to rasowy glina. Skala ekspresji aktorskiej jest tutaj nieograniczona. Naprawdę oscarowa rola.

          Niezły jest też Fernando Rey, który gra jego dystyngowanego, eleganckiego przeciwnika rodem z Marsylii. Ten moment, kiedy ucieka mu metrem, przechytrzając go w niesamowitej grze na peronie, a uciekając macha ręką zza okna - mistrzowski :]

          Na drugim planie brudny, słotny, pozbawiony pocztówkowych slajdów, Nowy Jork, kawałek prawdziwej Ameryki. Dziurawe chodniki, zbutwiałe czynszówki, straszące widmowe dzielnice pełne wielkich opuszczonych budynków, z rzadka tylko przetykane ładniejszymi widokami, a nawet te są skąpane w szarości.

          Muzyka bardzo dobra, ale jakże ten film byłby nadzwyczajny, gdyby jego ilustrację stanowiły jakieś free jazowe kawałki ! Byłby doskonały, a tak jest 'tylko" wybitny ;]

          Moim zdaniem : sensacja i kryminał w najlepszym guście, realistyczne i rewelacyjne nakręcone.

          Rozbawił mnie ten facet, którego auto zatrzymuje Doyle, machając odznaką policyjną. Facet wysiada i pyta "Kiedy odzyskam mój samochód ?", ale Doyle pędzi za uciekającą górą kolejką, więc mu nie odpowiada ani słowem. Zamiast tego wykonuje karkołomny zakręt i już wiemy, że facet źle sformułował pytanie. POwinno ono brzmieć : "CZY odzyskam mój samochód ?" ;] Kiedy już Doyle wykona zadanie - będzie on wyglądał tragicznie źle ;]
          • siostra_bronte Re: "Francuski łącznik" - kilka słów po seansie 03.03.17, 13:13
            Takie wpadki się zdarzają, niestety. Zawsze lepiej sprawdzić godzinę emisji samemu :) Ja i tak nie mogłam obejrzeć.

            Świetnie, że tak Ci się podobało! Ale nie mogło być inaczej, bo to jeden z klasyków amerykańskiego kina lat 70-tych.

            Widziałam dawno temu, ale czytając Twój opis przypominałam sobie te sceny. Realizacyjnie to mistrzostwo. Można powiedzieć, że współcześni twórcy kina sensacyjnego mogą się tylko uczyć na tym filmie :)
            • grek.grek Re: "Francuski łącznik" - kilka słów po s 03.03.17, 15:58
              dzięki za wyrozumiałość, Siostro :]

              mam nadzieję, że nikt nie wpadł w pułapkę mojej błędnej informacji [?]

              o, bardzo :]
              świetny film, w tym dobrym, starym, "brudnym", hiperrealistycznym stylu 70s i 80s w amerykańskim kinie, przypominający na tym polu "Serpico" czy "Taksówkarza".

              o, yes - z chęcią przyłączam się do Twojego stwierdzenia-apelu, Siostro.



    • grek.grek "Kongres" [1] 02.03.17, 13:31
      A więc :]

      Robin Wright gra siebie : aktorkę Robin Wright, mieszkającą gdzieś na odludziu, w zaaaptowanym hangarze samolotowym, razem z nastoletnią córką i 10-letnim synem Aaronem. W sąsiedztwie stacjonują samoloty, których Aaron jest miłośnikiem. Sam tworzy i puszcza latawce, za co dozorca pobliskiego lotniska ma do Robin uwagi, bo takie zabawy są tutaj zabronione.

      Aaron jest chory na "syndrom Ushera", prowadzący go dr Barker [Paul Giamatti] prognozuje, że w 30-35 rż. chłopak straci całkowicie słuch i wzrok. Matka jest ofk niepocieszona, ale nie robi scen.

      Na spotkanie przyjeżdza agent Robin [Harvey Keitel]. Mówi, że znalazł dla niej nowy kontrakt. Chodzi o coś zupełnie nietypowego - jej macierzysta wytwórnia Miramax proponuje jej... wieczność. Chcą zeskanować jej ciało, mimikę, gesty, stany emocjonalne - wszystko, by potem ten wizerunek dowolnie wykorzystywać w swoich filmaach. W świecie przyszlosci aktorzy nie będą już potrzebni, filmy mozna będzie kręcić bawiąc się ich skanowanymi wizerunkami z bazy danych. Fachowiec Miramaxu, który przyjechal razem z agentem, prezentuje Robin fragment filmu nagranego taką właśnie metodą - wygląda idealnie, poza drobiazgiem : aktorce czasami drga powieka. "Jeszcze tylko ten szczegół musimy poprawić", śmieje się naukowiec.

      Robin przybywa więc do siedziby wytwórni i rozmawia z dyrektorem. Wspomina on jej początki, oddaje jej honor, ale bezlitośnie stwierdza, że tamto się skończyło, wkraczamy w nową erę zaawansowanej technologii. Przed Robin wybór : podpisać ostatni kontrakt i zgodzić się na warunki, albo całkowicie odejść w niebyt.

      Cóż ma począć Robin - po krótkim wahaniu zgadza się. Zostaje wprowadzona do upstrzonej tysiącami lampek machiny, ubrana w specjalny kombinezon, a potem na hasło ma odgrywać emocje. Nie wychodzi jej to zupełnie, prosi o przerwę. Wtedy agent opowiada jej historię swojego życia - jak odkryl [jako dziecko] czym jest menadżer, jak można zarabiać na promowaniu talentów, jak się rozwijał, jak spotkał ją, o więzi ich łączącej... Opowiada w taki sposób, że wywołuje w Robin wszystkie te emocje, których nie mogła zagrać "a vista".

      cdn


      • grek.grek "Kongres" [2] 02.03.17, 14:21
        W kontrakcie Robin mogła zastrzec sobie w jakich produkcjach jej wizerunek ma nie być używany [m.in pornograficznych], ale gdy probuje odmówić "występów' w science-fiction dyrektor protestuje i cynicznie namawia ją do zmiany zdania. Robin mu ulega. Przez następne 20 lat będzie "grała' wyłącznie w tandetnych filmidłach science-fiction.

        Dodatkowo, w kontrakcie jest klauzula wyłączności - Robin nie może nigdzie indziej grać, śpiewać, recytować. NIC.

        Mija 20 lat. 64 letnia Robin, w czerwonym szaliku i w czerwonym sportowym aucie jedzie na tytułowy Kongres. Przejeżdza granicę, ktora w istocie oddziela świat realny od animowanego. Strażnik podaje jej ampułkę z chemią, Robin wypija i... znajduje się nagle w świecie animacji, kttóry z zachwytem zapewne oglądałby Salvador Dali :] Barwy, kształty, ruchy przestrzeni, metamorfozy... jak po zażyciu słusznej dawki LSD.

        Kongres odbywa się w hotelu Miramax. Tutaj Robin spotyka tłum gości : ludzi, zwierząt, hybryd, do wyboru - do koloru.

        Na spotkaniu z dyrektorem negocjuje zmiany w warunkach umowy. Otóż, teraz wizerunek Robin ma być udostępniany w formie chemicznej. Po zażyciu pastylki "każdy będzie mógł być Robin albo obsadzać ją w swojej dowolnej fantazji, także erotycznej". Tak technologia poszła naprzód...

        W hotelowym pokoju Robin przeżywa kryzys : widzi nadchodzącą zgrzybiałość, myśli o słuszności podejmowanych decyzji, aż w końcu krzyczy, że "oni mieszają mi w głowie" :] Następnie Robin śpiewa na scenie w jakiejś knajpie, za co zostaje zgarnięta przez "policję Miramax".

        Wieczorem odbywa się spektakularny raut, przed wielotysięcznym audytorium. Miramax preznetuje swoją cudowną pastylkę, po zażyciu której każdy może być kim zechce, czyli może przeistoczyć się w dowolnego avatara, a także samemu kształtować rzeczywistość wokół siebie. Równość dla wszystkich !

        Robin zostaje zaproszona na scenę, jako twarz wytwórni [drugą jest komicznie wyszczerzony Tom Cruise, w kurtce z filmu "Top Gun']. Zamiast zachwalać produkt, wygłasza spontaniczny speech przeciwko technicyzacji i pozbawianiu ludzi ich osobistej tożsamości. Zostaje siłą wyprowadzona ze sceny.

        Niespodziewanie padają skądś strzały. Główny mistrz ceremonii pada ranny. Wybucha panika. okazuje się, że hotel zaatakowali terroryści antymiramaxowi.

        Robin korzysta z zamieszenia i ucieka w towarzystwie Dylana, pracownika Miramax, który przez 20 ostatnich lat opiekował się jej wizerunkiem, obcował z nim, aż się w nim/niej zakochał. Dzięki Dylanowi Robin udaje się schronić w podziemiach. Tam jednak zostaje złapana przez pacyfikujacą zamieszki policję i skazana na strącenie w przepaść.

        Znow niespodziewanie, Robin budzi się w szpitalu, w otoczeniu lekarzy, którzy załamują ręce, bo "Robin wzieła ich za policję,ktora chce ją zabić'. Decyzją konsylium zostaje zamrożona aż do czasu znalezienia leku na jej przypadłość.

        Kiedy budzi się po latach, spotyka Dylana. Dowiaduje się od niego, ze świat uległ ogromnej zmianie... Pastylka Miramaxu sprawiła, ze ludzkość podzieliła się ; jedni żyją w animowanej iluzji beztroski, czyli na haju, a reszta "pracuje na nich" w realu.

        Jesteśmy wciąz w animacji. Dylan zabiera Robin na wycieczkę po krainie iluzji. Każdy może być każdym, więc mamy tutaj ikony kina, filmu, popkultury, hybrydy ludzko-zwierzęce, zawsze świeci słońce, jest wesoło, żadnych trosk, a kolory biją po oczach. Robin odnajduje swoją córkę, która wybrała zycie "naturalne" : może mieć dzieci, żyje w zgodzie z naturą. Jest szczęśliwa i najpewniej w ogóle nie poznałaby matki, skoro dzisiaj każdy może być każdym...

        Robin odwiedza swój dawny dom, konsumuje też erotycznie znajomośc z zakochanym w niej Dylanem. Nie może jednak zapomnieć o Aaronie - co z jej synem ? Dylan powiada, że może być wszędzie. Po tej stronie albo po tamtej, i może być kimkolwiek. Jak jednak wrócić do realu ? Dylan ma na to specjalną kapsułkę, wszyscy pracownicy MIramaxu dostawali takie, do ukrycia w zębie, niczym oficerowie nazistowscy. Tylko za jej pomocą można wrócic do realu. Dylan chce zostać, więc Robin nie musi mieć skrupułów.

        Zażywa chemię i wracamy do realnych kształtow. Robin idzie przez tłum ludzi w łachmanach, otępiałych i nieczułych. To zapewne ci, którzy w krainie animacji beztrosko bawią się. Są na haju stulecia.

        Przed hotelem Miarmax Robin, sama w łachmanach i brudna, dowiaduje się, że w napowietrznym statku przycumowanym nieopodal można skontaktować się z naukowcami. Robin dostaje się tam balonem.

        W środku znajduje dr. Barkera, starszego o te 20+ lat. Pyta o Aarona. Barker opowiada jej, ze chłopak czekał na nią przez te 20 z okładem lat, ale wskutek pogarszającego się stanu zdrowia, zmienił stronę i przeszedł do krainy animacji. Robin jest niepocieszona, znów.

        Dr Barker ma dla niej... ampułkę z chemią. On jej nie żażył, i zażyć nie zamierza, więc chce jej ją podarować. Aby mogła wrócić i znaleźć syna.

        Robin pada mu w objęcia, a potem przenosi się z powrotem do animowanego świata. Przypomina sobie, że tutaj można przeżyć wszystko, np. całą mitologię, każdy może sobie zażyczyć czego chce.

        Ona zatem... życzy sobie przejśc drogę swojego syna : widzi jego oczyma narodziny i jej widok tuż po, dzieciństwo, puszczanie latawców, wizyty u dr Barkera, jej odjazd na Kongres, a potem oczekiwanie na jej powrót, aż wreszcie decyzję o przejściu na drugą stronę, dyktowaną także postępującą chorobą.

        I znajduje syna, teraz już 30-latka, w jakimś osobnym miejscu. Jest sobą, tyle że zdrowy. I puszcza latawca. "Aaron" - mówi do niego Robin, a on odwraca się w jej stronę.

        Koniec :]

        wizja jak z Matriksa : dwa światy, iluzoryczna beztroska kosztem prozaicznej prawdy, cudowna pastylka zmieniająca świadomośc i "eliminująca ego", wolność która nie jest wolnością.

        Plus wybujała animacja naszpikowana surrealistycznymi pomysłami :]
    • siostra_bronte "Wszystko o Ewie" 02.03.17, 22:42
      Jutro o 20.20 w Kulturze. Absolutny klasyk Josepha L. Mankiewicza z 1950 r. Wspaniała obsada: Bette Davis, Anne Baxter, Celeste Holm, George Sanders i MM w epizodzie. Znakomity scenariusz, intrygujący bohaterowie i błyskotliwe dialogi.

      Na szczęście będę mogła obejrzeć! Chętnie go sobie przypomnę, bo widziałam wieki temu.

      Cytując Margo, graną wspaniale przez Bette Davis: zapnijcie pasy!! To będzie fantastyczny seans!!
      • grek.grek "Wszystko o Ewie" - kilka słów po świetnym seansie 04.03.17, 14:27
        A zatem, czy oglądałaś, Siostro ? Czy oglądaliście, Czcigodni ?

        wg mnie : koncert aktorski ! Bette Davis, Anne Baxter, Celeste Holm, to jest zupełnie wirtuozerskie trio w tym filmie. Zawsze przynajmniej jedna jest na ekranie, więc koncert trwa bez żadnej przerwy na zaczerpnięcie powietrza. Znakomite, popisowe występy.

        Margo ma maniery wybitnej aktorki, jest kapryśna i humorzasta, ale jednocześnie nie jest cyniczna, bywa rozbrajająco złośliwa i zna swoją wartośc, no i ma dobre serce - trudno powiedzieć, dlaczego przyjmuje Ewę na swoją asystentkę, ale z pewnością częściowo dlatego, że wierzy naiwnie w jej łzawą opowieść o sobie i jej szczere uczucie wobec siebie.

        Karen wydaje się najmniej interesowna, a jednocześnie nie ma żadnych "ego" i "izmów', więc wydaje się najmniej interesująca, nie uczestniczy w tej przepychance, chyba że jako towarzyszka Margo, a potem jako szantażowana przez Ewę. Ale to świetna rola aktorska, trudno jest odegrać postać stonowaną i "z boku" - tak zajmująco. Żadna z aktorek nie dostała Oscara za ten film, a kilka było nominowanych, i ja bym go osobiście dał właśnie Celeste Holm.

        No i Ewa - od początku do końca tworząca wokół siebie aurę nieśmiałości, zawstydzenia, zalezności od innych, a w rzeczywistości sprytnie wkupiająca się w łaski Margo, by ją podpatrywać i podkradać jej umiejętności, czerpać z obecności blisko niej inspirację, poniekąd wykorzystywać ją mentalnie; potem zostaje jej dublerką, wypada świetnie, a później nie cofa się przed specyficznym związkiem z cynicznym wpływowym krytykiem DiWitto, który boleśnie kąsa Margo, a wychwala Ewę, w swoich recenzjach; szantażuje Karen, aby "załatwiła" jej rolę w przedstawieniu jej narzeczonego, Lloyda Richardsa, a po cichu gotowa jest jej dodatkowo podkraść tegoż narzeczonego, który w istocie wykazuje spore zainteresowanie Ewą, może tylko jako aktorką, a moze także jako kobietą ? No i można się zastanawiać, jakim trafem auto Lloyda, którym Margo miała dojechać do teatru z weekendu poza miastem - zepsuło się z powodu braku benzyny ? Przypadek ? czy zamierzona działalność [Lloyda uwodzonego przez Ewę] ?

        A co robi Ewa po ceremonii , w której trakcie dostaje cenną nagrodę ? Na scenie jest wstydliwą, skromną dziewczyną, która wszystkim dziękuje, a siebie pomniejsza, zaś chwilę później w garderobie, gdzie spotyka niespodziewanie sobiepododoną młodą, piękną desperatkę, marzącą o karierze, zachowuje się wielkopańsko i jakby miała tę nagrodę i całe towarzystwo w głębokim poważaniu.

        Inna rzecz, ze właściwie od początku niemal wszyscy są zainteresowani Ewą - jej urodą, skromnością, a później także talentem. Poniekąd ta zmiana warty na aktorskiej giełdzie odbywa się w sposób naturalny : młoda ambitna aktorka zastepuje zasłużoną, starszą. POmaga sobie na rózne sposoby, ale sam proces wydaje się być "biologicznym" i reakcje ludzi związanych ze sceną [pal licho, że głównie mężczyzn :)] - dośc racjonalne. Nawet jesli brzmi to, i wygląda, nie całkiem dobrze.

        A Margo decyduje się zawiesić aktorskie buty na tzw kołku... po wybitnym występie. Nie odchodzi złamana i pokonana. Raczej - w pełnym blasku i z triumfalną miną. Wie jednak, że stoi już blisko krawędzi i dalej posunąć się nie może.

        Panie aktorki dostały do zagrania osobowości dające nieskończone możliwości ekspresji. Oto zalety dobrego scenariusza i ręka mądrego reżysera :] Wszystkie wypadły doskonale, ale na róznych rejestrach, co dodatkowo tę pracę zespołową czyni ciekawą. Każda ma inny styl, więc oglądanie ich wszystkich razem jest wielkim przywilejem.

        A na drugim planie : Thelma Ritter, w roli rezolutnej garderobianej, jakże podobnej do postaci z "Okna na podwórze". Znów dostała 10 minut i wykorzystała każdą z nich. Ten tekst "Łózko wygląda jak zdechłe zwierzę" [sarkastycznie stwierdza to patrząc na kanapę w mieszkaniu Margo, na którą goście zaproszeni na przyjęcie rzucili futra, w których przyszli] powinien przejśc do historii ;]

        No i Marilyn Monroe :] W krótkim epizodzie, ale wyrazistym, który inną aktorkę mógłby zaszufladkować na amen, a ją tylko drasnął [być może].

        w ostatniej scenie pojawia się urodziwa Barbara Bates, jest na ekranie kilka minut, ale to wystarczy, żeby zrobiła zapewne niezpomniane wrażenie.

        Ciekawa jest refleksja środowiskowa, wg mnie. Margo w pewnym momencie sama stwierdza, że jako świezo upieczona 40-latka nie moze rywalizować już o role postaci młodszych o dekadę albo dwie, to już nie dla niej. Receptą na nowe życie jest małzeństwo z Billem. Ciekawe, że 40-letnia aktorka mówi "Nie zamierzam walczyć o role nie dla mnie, bo nie mam co robić wieczorami". Koniec kariery z powodu 40-stki ?

        A jednocześnie, co jest ciekawe, najpierw instynkt każe jej walczyć z Ewą, nienawidzić jej, wściekać się na nią, na czapkujących jej reżyserów, producentów i dramaturgów. Instynkt :] Zapewne dzięki tej genetycznej, a potem wytrenowanej, nawykowej reakcji na konkurencję - Margo została pierwszoplanową postacią teatrów broadwayowskich. I tak jej zostało, wbrew racjonalnej kalkukulacji musi rywalizować z Ewą. Do momentu przebicia się refleksji.

        Doskonały jest dialog DiWitta z Ewą tuż przed jej najważniejszym występem, za który dostaje zresztą tę cenną nagrodę. DiWitti zna jej nieciekawą, ukrywaną, przeszłość, i uzurpuje sobie prawo do 'posiadania" Ewy. Ona jest zdruzgotana, ale woli być mu powolna niż zaryzykować obsmarowanie w jego artykule prasowym. Co to znaczy ? Czyżby sugestia, że w tym fachu media decydują o tym, kto jest kim ? To media koronują i strącają z tronu ? Zresztą, jest kilka podobnych uwag w trakcie rozmów w innych fragmentach filmu, a Margo decyduje się na odejście z aktorstwa nie tylko z powodu małżeństwa, ale także i z powodu sążnistych agresywnych przytyków w prasie.

        DiWitti porównuje Ewą do siebie. "Oboje pogardzamy innymi ludźmi, nie umiemy kochać i być kochanymi. Jesteśmy cyniczni, ale ambitni, mamy talent i dążymy do osiągania swoich celów. Jesteśmy dla siebie stworzeni". Świetny monolog, bezlitośnie dowodzący, że takie charaktery ułatwiają drogę do sukcesu w tej branży.

        Ciekawe, że w ostatniej scenie Ewa nie zauważa, ze Phoebe zachowuje się wobec niej dokładnie tak samo jak ona sama zachowywała się wobec Margo, kiedy przed laty chytrze zaplanowała sobie, że dojdzie na szczyt dosiadając jej pleców. Uproszczenie scenariuszowe ? A może... sugestia, że oszołomione zaszczytami aktorskie znakomitości wpadają w taką pewność siebie i samozachwyt, że nie dostrzegają nawet takich analogii ? :]

        Czarno-białe zdjęcia głównie we wnętrzach - zawsze nadające filmom wyjatkowy klimat, zwłaszcza z 40s, 50s, także 60s - charakterystyczne fryzury, panowie w garniturach nawet bez okazji, a panie w tragicznie przedłużonych do pół łydki sukniach, które dodają im 30 lat ;] Zbrodnia na kobiecej urodzie !

        Trochę widać, że najpierw była to sztuka teatralna, tudzież literatura. Trochę tej naleciałości jest w dialogach i scenach, długich dialogach rozgrywanych na małym metrażu, a nawet w samochodzie [Karen, Margo i Lloyd wracający w weekendu za miastem]. Tyle że to nie przeszkadza wcale, a przeciwnie : dodaje filmowi dramaturgicznej energii, wg mnie.

        Uff, znakomity film, tak jak zapowiadałaś, Siostro :]

        Jakie są Wasze wrażenia ?
        • siostra_bronte Re: "Wszystko o Ewie" - kilka słów po świetnym se 04.03.17, 17:10
          Dzięki, Greku :)

          Mogę się tylko podpisać!

          Aktorski koncert! Zgadzam się, że Celeste Holm, chociaż miała najmniej efektowną rolę, też wypadła znakomicie.

          Ale zwrócę uwagę na George'a Sandersa w roli DiWitta. Bardzo go lubię. Niezastąpiony w rolach eleganckich, cynicznych szwarccharakterów. Brytyjczyk. Druga jego najważniejsza rola to ta w "Rebece" Hitchcocka. Grał zwykle na drugim planie, ale bez trudu przykuwał uwagę. I ten fantastyczny głos :) Sanders popełnił samobójstwo w wieku 65 lat, w Barcelonie.

          No i MM w epizodzie. Ciekawe, że wybitny operator Milton Krasner pracował z nią później przy "Przystanku autobusowym" i "Słomianym wdowcu", kiedy już była gwiazdą.

          Tak, to obraz aktorskiego świata, gdzie obowiązują bezwzględne reguły i czasem do celu dąży się po trupach (jak mówi raz sama Margo). Ale też to historia bardziej uniwersalna. O lojalności, zdradzie i odwiecznej walce młodości z dojrzałością (choć 40-tka z dzisiejszej perspektywy to jeszcze młody wiek!). Nie ma tu mowy o żadnej kobiecej solidarności, o nie :)

          Warto pamiętać, że Bette Davis grając w tym filmie miała 42 lata (choć wygląda tu na więcej). Z pewnością temat filmu dotykał ją osobiście. Wiedziała, że szczyt kariery ma już za sobą. I faktycznie potem nadeszły chude lata, gdy grała głównie w tv. Potem na nowo "odkrył" ją Aldrich w "Co się zdarzyło Baby Jane", potem była seria świetnych ról w thrillerach, takich jak "Niania", o której kiedyś pisałam.

          Zgadzam się, że czasami czuje się teatralne pochodzenie scenariusza. Chwilami przydałby się jakiś oddech, chwila ciszy, ale bohaterowie gadają non-stop :) Praktycznie nie ma tu scen w plenerze, a jeżeli są to kręcone w studio. Ale to nie przeszkadza, bo historia jest znakomita, a aktorzy wspaniali.

          Ta scena, kiedy Eve stoi przed lustrem, a my widzimy już jej fankę siedzącą w fotelu jest kapitalna! Wiemy już co to oznacza. To jeszcze podkreśla uniwersalność tej historii.

          O klimacie i elegancji filmu nie będę się rozpisywać. Klasy tych czarno-białych filmów nic nie przebije, przynajmniej moim zdaniem.

          Cieszę się, że tak Ci się podobało!
          • grek.grek Re: "Wszystko o Ewie" - kilka słów po świ 04.03.17, 17:25
            dzięki, Siostro :]

            o, miło mi !

            dałbym Oscary wszystkim trzem aktorkom, wszystkie są znakomite :] Czasami w Europie nagrody aktorskie dostają całe zespoły występujące w danym filmie. Rzadko, ale tak bywa. Wg mnie, "Wszystko o Ewie" śmiało mogłoby się o taki rodzaj wyróznienia ubiegać... gdyby Akademia nie była tak pryncypialna i nie nagradzała pojedynczych przypadków ;]

            zgadzam się, Siostro :] Role męskie są w cieniu kobiecych, ale wszyscy panowie wypadają także niezwykle korzystnie.

            świetne spostrzeżenie. Liczy się sukces, a sojusze zawierane są doraźnie i wedle interesu, a nie wspólnoty płci czy pochodzenia.

            dzięki za cenne infomacje kontekstowe ! :]

            prawda :]
            przy okazji, ten dialogowy rytm zmusza do koncentracji, wiele uczuć i motywacji przekazywanych jest pomiędzy pozornie, w treści, niewiele znaczącymi zdaniami.

            "klasa i elegancja" - idealnie powiedziane.
            Takie jest to kino.

            doskonały film, Siostro :]
            dzięki za rekomendację.

        • barbasia1 Re: "Wszystko o Ewie" - kilka słów po świetnym se 04.03.17, 23:46
          I jakie świetne dialogi.

          MM ma bardzo zabawne kwestie.

          Ewa zostaje przestawiona przez Margo DeWittowi i jego partnerce młodej i pięknej, ale niezbyt rozgarniętej Claudii Caswell (MM). Margo sugeruje, że Ewa i DeWitt powinni ze sobą porozmawiać, wszak oboje pasjonują się teatrem. Ewa wyznaje skromnie do DeWittowi, że obawia się, że mogłaby go zanudzić na śmierć. Panna Caswell natychmiast pociesza Ewę: "Nie zanudzisz go, skarbie. Nie da ci otworzyć ust." :)

          DeWitt wysyła pannę Caswell do producenta Maxa Fabiana ze słowani "Idź i pomóż swojej karierze". Na to Klaudia patrząc na Fabiana, starszego niezbyt urodziwego mężczyznę, z nadwagą, w dodatku cierpiącego na zgagę, powiada "Oni zawsze wyglądają ja nieszczęśliwe króliki". :)



          > No i można się zastanawiać, jakim trafem auto Lloyda, którym Margo miała dojechać do
          > teatru z weekendu poza miastem - zepsuło się z powodu braku benzyny ? Przypadek ? czy >zamierzona działalność [Lloyda uwodzonego przez Ewę] ?

          To przecież sprawka Karen i najprawdopodobniej brał w tym udział także Lloyd. To Karen wpadła ten na pomysł, chciała dać niewinną nauczkę Margo i jej wielkiemu ego za jej fochy, za wszystkie przykrości, które ta wyrządziła jej, Ewie, reszcie przyjaciół, a przy tym pewnie chciała pomóc troszkę w karierze Ewie ,której urokowi też uległa, nie przypuszczając jakie to będzie miało konsekwencje dla wszystkich.

          Ujawnieniem tego faktu, opisaniem go w gazetach przez Addisona, Ewa szantażuje Karen, prosząc ją o przekonania męża, Lloyda Richardsa by to jej dał główna rolę w sztuce , która była przeznaczona dla Margo.

          Przy okazji, małe sprostowanie, Greku - Lloyd Richards jest mężem Karen, nie narzeczonym.


          Ostatnia scena antycypuje los Ewy. Za jakiś czas ją czeka to samo co Margo, jej miejsce zajmie młodsza aktorka.
    • grek.grek "Dekalog 10' via TVP1 03.03.17, 12:25
      Dwóch braci : starszy Jerzy w zawodzie nieokreslonym, ale z żoną i synem, w nowym domu jednorodzinnym, młodszy Artur - singiel szarpidrut żyjący rocknrollowo. W tych rolach Jerzy Stuhr i Zbigniew Zamachowski.

      Umiera ich ojciec, który całe życie zamiast rodziną zajmował się znaczkami. Synowie idą na pogrzeb, ale tak jakoś bez przekonania. Niespecjalnie ojca pamiętają.

      Według testamentu - zmarły pozostawił im swoją kolekcję znaczków. Ogromną. Rzeczoznawca wycenia ją na 250 mln starych złotych. Braciom szczęki opadają do podłogi. A jednak ojciec coś im ważnego zostawił, jakoś zrekompensował tę swoją wieczną nieobecność.

      Panowie na znaczkach nie znają się wcale, ale pojedynczo i w duecie coraz więcej czasu spędzają w wynajętym przez ojca mieszkaniu w bloku. Wciąga ich świat filatelistyki - nie dośc, ze niektóre znaczki, serie znaczków, są warte tyle co dobry samochód, to jeszcze ojciec przez całe życie prowadził poszukiwania, tropił rózne okazy, zbierał na ich temat informację. Wszystkie te zapiski są niesamowicie intrygujące.

      Zgłasza się jakiś gośc, któremu ojciec był winny pieniądze, i oto... bracia nie sprzedają znaczków na pokrycie tej należności. Wolą się zapożyczyć albo poświęcić oszczędności. Nie chcą ruszać kolekcji ojca. Wydaje im się tak piękna i niezwykła, że sprzedanie choćby jednego znaczka byłoby czynem barbarzyńskim.

      Jerzy, jeszcze nieświadomy wartości poszczególnych egzemoplarzy, dał swojemu synowi serię Zeppellinów. Poznawszy ich wartość chce je odebrać, ale chłopak już zdązył je zamienić na tysiąc innych.

      Jerzy dopada ulicznego cwaniaka, z którym jego syn zawarł "transakcję", przydusza go w bramie, a ten kieruje go do właściciela sklepu ze znaczkami [jak zawsze wybitny Henryk Bista], manipulatora, który korzystając z braku wiedzy klientów, kupuje cenne znaczki za parę groszy. Jerzy grozi mu milicją, ale facet - cynicznie grzeczny i kulturalny - pokazuje mu swoje rekomendacje, papiery na prowadzenie sklepu, a tę serię Zeppellinów kupił okazyjnie, i co można mu zarzucić ? Jerzy rezygnuje, ale za pare dni przychodzi Artur i próbuje sprzedać znaczek wart oficjalnie 200 tys zł. Właściciel sklepu chce mu dać 4 tys. Artur nagrywa całą rozmowę i w ten sposób zmusza go od oddania serii z Zeppelinami.

      Bracia zaczynają się bać o bezpieczeństwo kolekcji. Niby Artur wprowadził się do mieszkania po ojcu i nocuje w nim, ale on też wychodzi czasami. Zakładają więc kraty w oknach, kupują psa większego od nich samych, i montują alarm.

      A przede wszystkim... zaczynają kontynuować dzieło ojca. Ich uwagę zwraca niezwykle rzadka i cenna seria znaczków z Merkurym, wydana w Austrii, w 1851 roku. Ojciec zdązył zebrać dwa znaczki : brązowy i żółty, nie starczyło mu czasu na skompletowanie rózowego, za którym - listownie i telefonicznie - ugraniał się po całej Polsce. Zwłaszcza, że to jedyny taki egzemplarz.

      Kontaktują się z właścicielem sklepu ze znaczkami, który mimo swojej makiawelicznej taktyki kupna-sprzedaży, zrobił na Arturze dobre wrażenie.

      Facet mówi im, że jest szansa by ten znaczek dostali. Zapalają się strasznie. Gośc opowiada im, że zdobycie tego rzadkiego okazu to nie jest kwestia finansowa, lecz rodzaj wymiany. Posiadacz znaczka czegoś chce, a to coś ma ktoś, kto za to, co ma - chce czegoś innego itd. Ergo wymiana sprowadza się do... oddania przez Jerzego [zgodnośc grupy krwi] nerki 16-letniej, cięzko chorej, córce właściciela sklepu.

      Jerzy się waha, bagatela ! :], ale Artur dźwięczy mu nad uchem : "Ja bym się nie zastanawiał, mam nerki, z jedną można normalnie żyć, no i pomyśl ! : rózowy austriacki Merkury z 1851 roku..."

      I Jerzy się zgadza. Ląduje w szpitalu, ma operację, a Artur czeka na korytarzu [ i częściowo w pokoju pielęgniarskim w objęciach fanki, która poznała w nim rockmana] z obawy o jego zdrowie.

      kiedy Jerzy opuszcza szpital Artur zaczyna szlochać i wyznaje, ze podczas ich nieobecności ktoś ich okradł. Z całej kolekcji. Są zdruzgotani. Został im tylko ten rózowy Merkury, wart 2 mln zł.

      Pies okazał się potulny, kraty przepiłowali palnikiem, a alarm... Jerzy sam wyłączył, bo włączał się przy byle otwarciu okna.

      Prowadzi sprawę młody policjant. Najpierw umawia się z nim sam na sam Jerzy, a potem Artur. W tym samym celu : aby poinformować go poufnie o podejrzeniach wobec brata. Policjant słucha, wyrozumiały jest, ale pełni raczej rolę biernego świadka braterskiego wzajemnego żalu o to, co się stało, a nie faktycznych oskarżeń.

      Któregoś dnia obaj bracia wpadają niezależnie od siebie na tę samą myśl : kupują w kiosku po trzy nowo wypuszczone znaczki.

      Idąc do mieszkania, widzą na ulicy spotkanie właściciela sklepu, tego ojcowego dłużnika i ulicznego młodocianego cwaniaka, który kupił za grosze cenne znaczki od syna Jerzego. Co ciekawe... właściciel sklepu i dłużnik - mają dokładnie takie same psy jak ten, którego oni kupili do ochrony mieszkania :} Oni też wpadli już dawno temu na podobną myśl, czy... znali tego psa i to oni zorganizowali włamanie ?

      W ostatniej scenie Jerzy i Artur spotykają się wieczorem w opustoszałym mieszkaniu ojca i chwalą się tymi znaczkami, które kupili - jednakowymi.

      "Seria !', lekko śmieje się Jerzy.

      Świetna nowela.
      Największe wrażenie, wg mnie, robi sposób w jaki bracia obchodzą się ze zbiorami ojca. dostrzegają ich wartośc, ich urodę, i nie tylko nie chcą ich spieniężyć, mimo że ofert nie brakuje, a kasa do wzięcia jest niebagatelna [ile by to było na dziś ? 250 mln, czyli... 2,5 mln ?]. Przeciwnie, poświęcają swoje oszczędności, czas i... nerkę, by tę kolekcję uzupełnić o niezwykle cenną zdobycz.

      W pełni więc wyczerpują sens przykazania "Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego". A złodzieje takich respektów nie mają, więc sięganie po cudze jakoś im nie przeszkadza.

      MOżna się wręcz z braćmi identyfikować. Łatwo sobie siebie wprowadzić w rolę posiadacza takiej cennej kolekcji, który nagle zostaje z niej obrabowany. To dotkliwe doświadczenie, nawet z punktu widzenia oglądacza fikcji filmowej ;]
      • siostra_bronte Re: "Dekalog 10' via TVP1 03.03.17, 13:26
        "Dekalog" widziałam kiedy leciał premierowo, wieki temu :)

        Serial wydał mi się nierówny, były odcinki lepsze i gorsze. Ten akurat był stosunkowo lekki, a fabuła ciekawa. Choć można się przyczepić do wątku z przeszczepem. W Polsce można pobierać narządy od żywego dawcy, tylko gdy jest członkiem rodziny, ew. małżonkiem. Ale rozumiem, że chodziło o chwyt dramaturgiczny.

        Osobiście sprzedałabym te znaczki czym prędzej :) Trzymanie takiego majątku w domu było ze strony bohaterów fatalną lekkomyślnością!
        • grek.grek Re: "Dekalog 10' via TVP1 03.03.17, 16:08
          o, gratuluję, Siostro :]

          mnie się udało zobaczyć może połowę z tych 10 filmów. Przede mną druga ;]

          o, to prawda. Racja.
          dodałbym też wątpliwy za punktu widzenia logiki moment, w którym Artur nagrywa ukradkiem rozmowę z właścicielem sklepu filatelistycznego, na której ten właściciel proponuje mu 4 tys zł za znaczek wart 200 tys. Błąd, wg mnie, polega na tym, że podczas rozmowy nie padają żadne konkretne informacje nt. znaczka, będącego przedmiotem dialogu, a więc z punktu widzenia materiału dowodowego jest ona kompletnie bezużyteczna :]

          ha, możliwe że to by było najlepsze rozwiązanie, Siostro :]

          W każdym razie, mam wrażenie, ze bohaterowie tej historii nie wzięli pod uwagę, że kraty można przepiłować palnikiem, a psa "sterroryzować" choćby kawałkiem dobrej wędliny ;]

          Ale... ofk chodzi nie o logikę, ale o przesłanie całej opowieści :]
    • siostra_bronte "Żony ze Stepford" 03.03.17, 13:19
      Jutro, tj. w sobotę o 20.00 w Stopklatce.

      Znakomita komedia, o której kiedyś pisałam. Adaptacja opowiadania Iry Levina (tego od "Dziecka Rosemary". Bardzo polecam!! Choć z pewnością nie na każdy gust :)
      • grek.grek Re: "Żony ze Stepford" 03.03.17, 16:00
        dzięki za zapowiedź, Siostro :]

        pamiętam Twój opis i recenzję !

        trudno powiedzieć, czy jutro zdołam obejrzeć, bo Czesi przygotowali prawdziwą bombę filmową i już dzisiaj głowię się, co wybrać :] [więcej szczegółów jutro podam :)]
            • grek.grek Re: "Żony ze Stepford" 04.03.17, 13:42
              haha :]

              Siostro, ciekawość jest najlepszą rzeczą w życiu !
              A jedyną radą na pokusę jest uleganie jej :]

              możliwe, że to to TEN film, wiesz - wchodzi sequel, idealna okazja do przypomnienia sobie oryginału :]

              Ale są jeszcze dwa inne, o których powiem parę zdań za moment.
          • grek.grek Re: "Żony ze Stepford" 04.03.17, 13:34
            Siostro, obejrzę "Żony..." - wszystkie filmy na czeskich kanałach zaczynają się ok 22:00, a więc tuż po ich zakończeniu :]

            cieszę się :]
            napiszę parę słów o tych filmach, są to jednak klasyki :] Ale takie nieoczywiste, jeśli mogę sobie pozwolić na taką sugestię.
      • grek.grek Re: "Żony ze Stepford" 05.03.17, 13:35
        obejrzałem, Siostro :]

        Twój znakomity opis, recenzja i nasza dyskusja :
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,162478654,162478654,Ojej_co_tu_wybrac_2016_10_vol_72_.html?s=1#p16162558416
        w zasadzie wyczerpały wszystkie wątki, które mógłbym poruszyć ;]

        od strony wizualnej - cukierek, ofk zamierzony i ściśle związany ze znaczeniem i sensem fabularnych wątków.

        Początkowa scena jest zabawna, ten program prowadzony w tv przez Joannę : para zostaje wysłana na wczasy, oboje dostają atrakcyjnych partnerów do seksualnej konsumpcji. Po kilku tygodniach : on mówi, że nie zdradził żony, bo ją kocha, a żona na to, że "chce więcej" [tytuł programu] i nie dość, ze na urlopie sobie nie żałowała, to po urlopie rzuca męża i chce oddać się kontynuacji :]

        Komiczne jest to, że żona ma do dyspozycji 10 partnerów, a mąz jedną [atrakcyjną czarnoskórą, no ale jednak jedną tylko] - co za potwarz dla męskiej seksualności :]

        W Stepford od początku dziwnie się dzieje. Nie czytałem naszego wątku przed seansem, więc nie do końca byłem pewien, o co tu w istocie chodzi. Sądziłem, że to są roboty zaprojektowane przez każdego męza z osobna. Potem dopiero wyjaśnia się, że to "udoskonalone" wersje ich żon, tzw. kobiet sukcesu, które dotąd wpędzały ich w kompleks niższości i odbierały wiarę we własne siły.

        Swoją drogą, przewrotna wizja, bo Stepford jest takie idealne, na to wychodzi, dlatego że kobiety są potulne, pozwalają mężom na wszystko, a same żyją tylko po to, by im usługiwać i się podobać. I - tak wynika z fabuły - ten układ sprawia, ze miasteczko jest wręcz idyllą :]]

        No a zemsta jest straszna, hehe.

        Dom pisarki Bobby, ten od "hodowania wąglika" - istna demolka, ciekawe dlaczego jej męzowi nie przyszło wcześniej do głowy, by ją "zmodyfikować" ? A już zmodyfikowana jest nieznośnie mdła na modłę 50s z amerykańskich seriali z przedmieścia :]

        szelmowska muzyka w tle tworzy nastrój komedii, ale intencje męzów wydają się aż ponad miarę poważne ;]

        No i kto wie, roboty człekokształtne powoli, albo całkiem szybko, będą wchodzić do masowego użytku. Najpierw jako służba domowa, jako partnerzy seksualni, a potem... może następnym problemem Kościoła, moralistów i legalistów stanie się rejestracja związków a ludzko-androidalnych ?

        dzięki za rekomendację, Siostro :]
        istotnie, dobry to film i ciekawie antycypujący przyszłośc, przy okazji.


    • grek.grek 22:10 Ct2 "Człowiek z przeszłością" z 1947 r. 03.03.17, 16:17
      przeglądu kina noir ciąg dalszy.

      Dawny detektyw wyjechał i zaczął nowe życie - ma żonę i prowadzi stację benzynową na prowincji.
      W takiej sytuacji znajduje go dawny kolega po fachu i oświadcza że ma dla niego jeszcze jedno zadanie.

      Brzmi klasycznie ;]

      dobra obsada : Robert Mitchum, Kirk Douglas, Jane Greer.

      ciekawostka : w 2005 r. Time umieścił ten film wśród "100 najlepszych w historii" :]
      Czy znacie ten film ?
    • siostra_bronte "Sherlock" w Dwójce 03.03.17, 18:24
      Wypatrzyłam w programie z dużym trudem, bo emisja jutro, tj. w sobotę o...0.45, czyli właściwie już w niedzielę!

      No, ale w sobotni wieczór trzeba przecież pokazać DWA programy kabaretowe, każdy po godzinę.

      Brawo publiczna!!

      Oczywiście, nie mam zamiaru oglądać, bo ta seria jest słaba (co nie jest usprawiedliwieniem dla takiej godziny emisji dla premierowego serialu!!).
      • grek.grek Re: "Sherlock" w Dwójce 04.03.17, 13:40
        Mania wyjaśniła sytuację :]

        ale masz rację, Siostro, TVP2 drwi sobie z widza. Pomijając jakieś incydentalne przypadki - ramówka w prime time dni weekendowych jest beznadziejna. Taka szansa, by zaskoczyć dobrym filmem, kupić jakieś renomowane seriale z zagranicy [bo że TVP nie wyprodukowała żadnego dobrego serialu od czasu "Gliny", to teza wg mnie trudna do obalenia]. A oni idą po linii najmniejszego oporu. Pewnie dlatego zwolnili poprzedniego dyrektora, bo zamierzał wygonić pseudokabarety z Dwójki, a także zżymał się na nadmiar telenowel. A bez nich Publiczna nie istnieje, bo na nic ambitniejszego nie ma pomysłu :]


        • barbasia1 Re: "Sherlock" w Dwójce 21:10 05.03.17, 20:52
          Chyba ta godzina leciała przed momentem na pasku w Dwójce.

          Teraz w Dwójce"Kobieta niejedno ma imię", błogi koncert okolicznościowy związany z dniem 8 Marca. Za to na ulicach Warszawy, Poznania, Wrocławia i innych miast odbyły się manify, manifestacje kobiet "Przeciw przemocy władzy".

          Pełne hasło warszawskiej manifestacji brzmiało: "Przeciw przemocy władzy. Dość wyzysku reprodukcyjnego" i do zdrowia reprodukcyjnego często w przemówieniach i hasłach nawiązywano.
           
          Mówiono m.in. o planowanym ograniczeniu sprzedaży tzw. pigułki dzień po - w myśl przyjętego niedawno przez rząd projektu będzie ona, podobnie jak wszystkie inne hormonalne środki antykoncepcyjne, sprzedawana tylko na receptę. Organizatorki przypomniały, że minister zdrowia Konstanty Radziwiłł miał powiedzieć, że kobiety, a także nastolatki łykają tego rodzaju pigułki "jak landrynki". W odpowiedzi zaapelowały, by wysłać ministrowi sygnał: "łykamy tylko landrynki". Wśród uczestników demonstracji rozdawano landrynki i skandowano: "landrynki dla wszystkich, pigułka po dla wszystkich, antykoncepcja dla wszystkich, in vitro dla wszystkich".
           
          W kontekście zdrowia reprodukcyjnego wskazywano też na ograniczony dostęp do aborcji, ograniczenie dostępu do zapłodnienia in vitro przez wycofywanie się państwa z finasowania tego zabiegu czy likwidację standardów okołoporodowych.


          www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-03-05/manifestacje-kobiet-w-warszawie-i-wroclawiu-przeciw-przemocy-wladzy/
          • grek.grek Re: "Sherlock" w Dwójce 21:10 06.03.17, 12:44
            udało Ci się obejrzeć "Sherlocka", Barbasiu ?

            cała TVP :]
            jej aktualne polityczne cele polegają na tym, by przekonywać 18 % społeczeństwa, że w Polsce jest cudownie i wspaniale, nikt nie protestuje, a kraj kroczy ścieżką bujnego rozwoju, hehe.

            18 %, tyle trzeba PIS aby wygrać następne wybory, w zalezności od ordynacji wyborczej [przy której już zaczynają grzebać] powinno to im wystarczyć do zdobycia większości parlamentarnej, a może nawet konstytucyjnej.

            skutkiem tego mogą 82 % Polaków traktować per noga, a umizgać się i mamić te 18 %. Czyż to nie chytry polityczny plan ? ;]
    • grek.grek 22:05 Ct1 "Kola" 04.03.17, 16:56
      Czesi odlecieli zupełnie :]
      na wszystkich trzech publicznych kanałach - filmy, które w normalnych warunkach byłyby must-see, a dziś obejrzeć można bezpośrednio tylko jeden. Czuję się jak Parys wybierający między trzema boginiami ;]

      "Kola", to jest czeskie kino w najlepszym stylu, może w ogóle najlepszy czeski film po 89 roku.

      Mamy bohatera, który zbliża się do 60-tki, ale jest krzepki i beztroski, po utracie pracy w orkiestrze gra na wiolonczeli przy okazjach kościelnych. W czasie wolnym podrywa z wdziękiem trzy razy młodsze od siebie studentki. Generalnie, żyje jak klasyczny Czech : nie chce mieć za dużo problemów na głowie, a i z życia coś miłego wyciągnąć. Dla jednych : taktyka poniżej wszelkiego bohaterstwa, dla innych - ideał ;]

      Rzec by można : pławi się w swoim świadomie wybranym starokawalerstwie ;]

      I oto naszemu ujmującego bohaterowie zdarza się dziwna historia : kolega proponuje mu fikcyjne małżeństwo z Rosjanką, za które dostanie godne wynagrodzenie finansowe. Ślub ma być szybki, a po otrzymaniu obywatelstwa panna Rosjanka ma zniknąć z jego życia.

      pan się zastanawia, zastanawia, az w końcu stwierdza, że czemu nie ? Parę koron piechotą nie chodzi.

      Problem zaczyna się wtedy, kiedy Rosjanka czmycha do Niemiec, a nasz bohater zostaje z... jej synem, Kola, lat 5. Musi się nim zająć, co wywraca do góry nogami jego przyjemne, uporządkowane życie.

      I jak to w filmach tego typu : bohater ewoluuje od starannie skrywanej niechęci wobec zaistniałej sytuacji ku przywiązaniu do malca, z którym się zżywa.

      A że jest to kino czeskie, to cała ta ewolucja wygląda zupełnie inaczej, mniej cukierkowo i natarczywie milutko niż w filmach amerykańskich :]

      Zakończenia nie podam ;]

      Jesli nie mieliście okazji - zachęcam ogromnie. Film zupełnie inny niż wszystkie jemupodobne w ogólnym zarysie fabuły. Zostaje w pamięci. Podobnie jak twarz Zdenka Sveraka, grającego główną rolę i autora scenariusza, człowieka-instytucji w czeskim kinie.

      reżyserem zaś jest jego syn, Jan.

      po latach znów spotkali się na planie ["Butelki zwrotne", które kiedyś oglądaliśmy, jak pamiętam ?] i znów było świetne kino. Niemniej, "Kola" to jest taki chwyt, który dwa razy się nie powtarza.


        • grek.grek Re: 22:05 Ct1 "Kola" 05.03.17, 16:46
          pełna zgoda, Barbasiu :]

          wydaje mi się - spoiler ! - że w ostatniej scenie wraca matka chłopca i zabiera go ze sobą, a Frantisek żegna go nostalgicznym spojrzeniem, uświadamiając sobie, jak się do niego przywiązał przez ten czas. Ale to tylko... niejasna wizja z czeluści niepamięci ;]
            • grek.grek Re: 22:05 Ct1 "Kola" 06.03.17, 12:35
              dzięki, Siostro :]

              trochę tak, z pewnością.
              wydaje mi się, że cały kunszt Sveraków polega na tym, że udało im się cienkiej granicy między poruszeniem, a ckliwością, nie przekroczyć.
          • barbasia1 Re: 22:05 Ct1 "Kola" 05.03.17, 20:42
            >wydaje mi się - spoiler ! - że w ostatniej scenie wraca matka chłopca i zabiera go ze sobą, a Frantisek żegna go >nostalgicznym spojrzeniem, uświadamiając sobie, jak się do niego przywiązał przez ten czas. Ale to tylko... niejasna wizja >z czeluści niepamięci ;]

            Tak, chyba tak! Bronte też potwierdza. :)
    • grek.grek 21:55 Ct2 "Trainspotting" 04.03.17, 17:08
      a to jest ładny ukłon w stronę wchodzącego właśnie do kin sequela. Coś mi się wydaje, ze także w czeskich kinach :]

      Paczka "towarzyszy broni" z Edynburga cel życia znajduje w zdobywaniu kasy na kolejne działki heroiny, bo "przypomnij sobie swój najlepszy orgazm, pomnóz go razy tysiąc i nadal nie będziesz tam, gdzie zabiera cię heroina".

      każdy ma swoją osobowość, a spinaczem całej historii jest Renton, grany z brawurą przez wyszczuplonego do granic możliwości Ewana McGregora.

      sceny kultowe [w "najgorszej toalecie w Szkocji" czy też w czasie odwyku jaki Renton serwuje sobie w domu rodziców, albo ta początkowa - wejście z dynamiczną muzyką, przy której bractwo ucieka ulicami miasta przed pościgiem, a za chwilę Renton recytuje ten kultowy monolog kpiący z ówczesnych reklamowych haseł "Choose life", a także składanka ujęć z Londynu, do którego w pewnym momencie trafia Renton], kultowy soundtrack, kultowi bohaterowie, fantazyjna reżyseria Danny'ego Boyle'a.

      wszedł z hukiem, olśnił stylem, wywołał debatę [niektórym wyszło, że "Trainspotting" zachęca do brania narkotyków], a potem został szacownym klasykiem :]


        • grek.grek Re: 21:55 Ct2 "Trainspotting" 04.03.17, 17:33
          mnie się kiedyś udało, i to nawet via TVP.
          ALbo jakaś inna stacja po polsku :]

          yes, Siostro :]
          chyba tylko pani krytyczka z "Filmu" broniła tego sequela.

          to jest zawsze kłopot, kiedy po oryginale tak wyrazistym, ktoś próbuje dokręcać kolejny film. Nie sposób powtórzyć atmosfery i stylu pierwszego filmu, więc można polec na dwa sposoby : pierwszy - mimo wszystko samobójczo próbując ten klimat skopiować, w efekcie doprowadzając do powstania niezamierzonej karykatury oryginału, drugi - starając się nakręcić film zupełnie nowy i osobny, ale oparty na tych samych bohaterach, co skutkuje także odrzuceniem i sprzyja wyłącznie umocnieniu pozycji oryginału :]

          Ale wiesz, jak tak sobie czytam o tym sequelu, to czuję, że to może być niezły film. Pod jednym warunkiem : że obejrzy się go abstrahując zupełnie od tego sprzed 20 lat. Tylko... jak osiągnąć taki stan ducha i umysłu ? ;]
    • grek.grek 22:05 Ct Art "Nieustające wakacje" 04.03.17, 17:15
      debiut Jima Jarmuscha, sygnalizujący ponoć wszystkie elementy stylu, który stał się jego "obrandowaniem" : brak klasycznej fabuły, bohater outsider, zarzucenie tempa akcji na rzecz klimatu.

      bohaterem jest Allie, 20-latek, który wędruje po Nowym Jorku i okolicach, monologuje, spotyka ludzi [zazwyczaj ekscentrycznych i nietuzinkowych] z którymi wdaje się w krótkie rozmowy i przelotne relacje, z których czerpie ubogacenie ducha. Nie ma domu, majątku i konkretnego celu życiowego. Jest "turystą" znajdującym satysfakcję w ciągłym ruchu.

      A w tle ponoć świetne partie jazzowe.

      Plus dla "Nieustających...", że ich jeszcze nie widziałem.

      Jak tu wybrać jeden z tych trzech, skoro wszystkie są tak zachęcające ? :]
      Jak byście wybrali, może jakoś mnie skierujecie we właściwą stronę ? :]
        • grek.grek Re: 22:05 Ct Art "Nieustające wakacje" 04.03.17, 17:36
          o tak, Siostro :]

          gdyby te 3 filmy leciały osobno, bo obejrzałbym je wszystkie, a tak... cięzki wybór.

          to prawda :]
          premiera zawsze ma swoje przewagi.

          Ale... pozostałe dwa też jakoś tak "premierowo" wyglądają, bo widziałem je wprawdzie, ale tak bardzo dawno, że zaledwie w przebłyskach rozpoznaję jakieś pojedyncze ujęcia :]

          może zdam się na ślepy los ? ;]
      • grek.grek "Nieustające wakacje" - wrażenia po seansie :] 05.03.17, 14:14
        Więc, postawiłem na debiutancki film Jarmuscha.

        Jak wszystkie następne - zapewne nie jest to mainstreamowa propozycja. Wyobrażam sobie, że większośc widowni jednak odpuściłaby po 20 minutach ;]

        Od czasu tego debiutu, pan reżyser ulepszył i urozmaicił swój styl, wprawił się w tworzeniu atmosfery, ale w istocie niewiele się zmieniło w jego podejściu do kina, bohaterów, historii. Tyle mogę stwierdzić po obejrzeniu "Nieustających..." i mając w pamięci późniejsze filmy.

        Fabuła to ciąg epizodów z udziałem głównego bohatera, młodego nowojorczyka Aliego.

        We wstępie widzimy go dryfującego zniszczonymi ulicami miasta i z offu szkicującego swój portret psychologiczny, mówiącego o naadrzędnej w jego życiu potrzebie ciągłego ruchu, zmiany miejsc, poznawania nowych ludzi, "nie zagrzewania nigdzie miejsca".

        Później widzimy go w mieszkaniu, które wynajmuje razem ze swoją dziewczyną, Leylą. Ona zwraca uwagę, że od paru dni się nie pokazywał, a on na to, że włóczył się po okolicy, a noce letnie są takie, że spać nie może, musi się szwędać.

        On wykonuje jakies tańce do jazzujących kawałków, czyta fragment "Pieśni Maldorora" Lautreamonta, a potem staje przy oknie, bo czuje chyba że "zew drogi" skądś brzmi. Mówi Leyli, że musi żyć tak jak żyje, bez pracy, domu i stabilizacji, bo taki już jest, nawet jesli ludziom wydaje się to kuriozalne.

        Wychodzi z mieszkania, odwiedza jakiś zrujnowany duży kompleks budynków. Leyli powiedział, że to jego dawny dom, kiedyś zbombardowany w czasie wojny. "Jakiej wojny ?", pyta ona, na co on "Z Chinami".

        Krąży po tej ruderze , a z miejsca gdzie chyba kiedyś było patio, a teraz jest rumowisko ozdobione chwastami, nagle... wyłania się w bliskim oddaleniu panorama wieżowców nowojorskich. świetnie ujęty kontrast.

        Wśród tej ruinacji nagle pojawia się jakiś mężczyzna. Słysząc odgłos lecącego samolotu, helikoptera, obala na ziemię Aliego i krzyczy, że "to nalot !". Ali uspokaja go, ze Vietkong nie miał helikopterów, potem zapala papierosa, częstuje go, a sam opowiada historię : jak to w wieku 10 lat widział pod tym domem piękny samochód, a dziś wychodząc z innego budynku ten sam dokładnie samochód zobaczył. A potem się rozstają.

        Alie odwiedza swoją matkę, w zakładzie dla nerwowo chorych. Ona go chyba nie poznaje, chociaż mówi, że owszem. Jej sąsiadka z pokoju śmieje się histerycznie bez przerwy. Pielęgniarka wchodzi z lekarstwami, a Alie wychodzi mrucząc pod nosem "Mamo, zupełnie ci już odbiło".

        Spacerując wśród kompletnie sparciałych budynków, po zaśmieconych starymi papierami ulicach, Alie mija dzieciaki, a przecinając rozległe gliniaste podwórko słyszy śpiew. Na schodach w rogu podwórka siedzi młoda, piękna dziewczyna, z rozmazaną szminką na ustach i nuci w języku hiszpańskim. Alie zatrzymuje się, by jej posłuchać, ale dziewczyna każe mu odejść - za drugim razem tak jest wkurzona i rozpłakana, że czym prędzej się ulatnia.

        W hallu kina, w którym kupił bilet na film i popcorn, spotyka rozbawionego czarnoskórego hipisa. Gość opowiada mu o "efekcie Doplera" - innej recepcji dźwięku w zależności od tego, czy podmiot słyszy go idąc czy stojąc [albo coś w tym guście :)]. Ilustracją jest historia niezrozumianego wirtuoza jazzu, który gra tak awangardowo, ze nikt nie chce go zatrudnić jako muzyka. Ani w Ameryce, ani w Europie. W końcu maestro chce popełnić samoójstwo skacząc z dachu, ale kiedy oświetla go słońce - spontanicznie zaczyna grać "Somewhere over the rainbow". Policja stara się go powstrzymać, a on jednak skacze, ląduje na bruku i z daleka słyszy dźwięk karetki pogotowia, który daje ten rzekomy "efekt". Alie słucha go uważnie, a potem rozstają się.

        W nocy, na jakiejś pustej, ciemnej ulicy Alie spotyka saksfonistę, która pyta, co mu zagrać.

        Po tym wieczorze pełnym wrażeń, Alie budzi się na dachu wieżowca. Jest dzień. Schodzi na dół i wykorzystując okazję kradnie samochód dziewczynie, która opuściła go tylko na moment, by wrzucić listy do skrzynki pocztowej. Dziewczyna jest w szoku, a jakaś czarnoskóra koleżanka w pomarańczowej bandanie zanosi się od śmiechu widząc całe zajście.

        Alie zawozi auto do 'dziupli" i kasuje za nie 800 dolarów.

        Wraca do mieszkania. Leyli nie ma. Pakuje swoje rzeczy do walizki, zostawia jej list, a potem pojawia się w porcie ubrany w garnitur i bandanę wokół szyi. Z walizką. Stoi na moście, w dalekiej oddali widać Statuę Wolności.

        Nieopodal stoi podobny chłopak : garnitur i walizka. Alie zagaduje go. Okazuje się, ze wykonują trasę w przeciwnych kierunkach : Alie wybiera się do Paryża, a jego nowy znajomy właśnie z Paryża przybył. Wymieniają krótkie uwagi, tamten powiada, że znajomi wprawdzie "ronią łzy" z powodu jego wyjazdu, ale on musiał i już. Żegnają się życząc sobie szczęścia.

        Alie wsiada na statek. Z offu monologuje, że musi tak żyć i tylko tak. Może nawet chciałby wrócić, może nawet bardziej by tego chciał niż wyjazdu, ale stara się zapanować nad tym uczuciem. Wie, że trzeba jechać, choć nie wie : po co ?

        "Jestem turystą na nieustających wakacjach", podsumowuje.

        Statek oddala się od miasta. Widzimy klasyczną panoramę Nowego Jorku z punktu widzenia rufy statku. Na wodzie zostaje ślad... z głębi dobiegają dźwięki jazzowej wersji "Somwehere over...".
        I koniec.

        Ładne ;]

        Nie ma fabuły, ważny jest bohater, moment w czasie, nastrój scen; słowa, ale nawet nie ich sens, ile rodzaj zaintrygowania jaki wywołują, sposób mówienia, sposób słuchania. Nie ma tutaj ludzi z telenoweli, są same byty poetyckie - i to najcenniejsze w tym całym pomyśle filmowym.

        Jazz upiększa kolejne sekwencje, a kamera pokazuje prawdziwą Amerykę, śmieciowe ulice, rozpadające się domy, surowe wnętrza mieszkań, i co ciekawe, w połączeniu z jazzowym swingiem tworzą one rzeczywistośc nie smutną i prozaiczną, ale niemal piękną, a z pewnością dotkniętą specyficznym rodzajem poezji. Przefiltrowane przez świadomość bohatera, który te ulice lubi i chętnie się nimi prowadza, wydają się czymś lepszym i ciekawszym, posiadającym duszę.

        profesjonalnego aktorstwa bym się tutaj nie doszukiwał, wydaje mi się że wszyscy improwizują, starają się włożyć w kolejne sceny swoją osobowość, dialogi i monologi są minimalnie odrealnione i zawieszone w głuchej ciszy, generalnie - widać tutaj całą urodę kina niezależnego, offowego.

        Warto było obejrzeć :] Film nakręcony za 10 tys dolarów, a zostawiający po sobie znacznie więcej niż, nierzadko, widowiska za 100 milionów :

        www.youtube.com/watch?v=As6xGoF0uzM
    • grek.grek w kinach : "T2 : Trainspotting" 05.03.17, 17:02
      no i już jest w kinach. Pytania : po co ? dlaczego ? dla kogo ? będą ten sequel prześladowały pewnie już zawsze, zwłaszcza ze strony widzów z pokolenia dzisiejszych 40-latków,czyli równolatków bohaterów.

      młodszej widowni może się spodobać, ale czy będzie ona w stanie czytać ten film w oderwaniu od bezpośredniego [w czasie] doświadczenia z oryginałem ? bo inaczej - nie da się go chyba zrozumieć.

      i jak tak czytam kolejne recenzje i padające w nich zwroty, to coraz częściej mam czysto intuicyjne podejrzenie, że Danny Boyle i John Hodge podjęli dobrą decyzję jak chodzi o fabułę - nakręcili film o nostalgii za młodością, dali kultowym bohaterom szansę opowiedzenia o swoich dalszych losach, nie roszcząc sobie pretensji, by dorównać kultowością i brawurą oryginałowi. Dopisali rodział, i cała rzecz w tym, czy był on "tym brakującym" czy zupełnie zbytecznym :]

      film.onet.pl/recenzje/t2-trainspotting-gdzie-sa-chlopcy-z-dawnych-lat-recenzja/cfj29g
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/t2-trainspotting-glod-zycia/ejpmxy
      film.interia.pl/recenzje/news-t2-trainspotting-recenzja-dlugie-postscriptum,nId,2362233
      wyborcza.pl/7,101707,21451478,t2-trainspotting-to-o-nas-cios-w-czule-punkty-pokolenia.html
      wyborcza.pl/7,101707,21361157,t2-trainspotting-to-tylko-sympatyczny-ale-wtorny-drobiazg.html
      www.filmweb.pl/reviews/Wsiąść+do+pociągu+tego+samego-19765
    • grek.grek 20;05 TVP Kultura "Aria dla atlety" 05.03.17, 17:11
      polecaaam ! :]

      świetnie wystylizowana i wybornie oddająca klimat epoki opowieść o losach siłacza z dawnej Galicji, który pod koniec XIX wieku przechodzi drogę od prostego wieśniaka z czapą w garści do ulubieńca tłumów, bywalca i idola.

      ogląda się ten film naprawdę wspaniale, a Krzysztof Majchrzak gra być może rolę swojego aktorskiego życia.

      koleje losu głównego bohatera są wzorowane na biografii Zbyszko Cyganiewicza, swego czasu jednego z najsilniejszych ludzi w Europie. Nie jest to jednak prymitywny osiłek od łamania podków. To złożona osobowośc, a pod pewnymi względami niemal wykwintna.

      filmy Filipa Bajona zawsze są w jakiś sposób "dmuchnięte wiatrem", osobne, mają piętno indywidualności, opowiadają w sposób unikający oczywistości fabularnych, dzięki czemu nawet w rozpisce proste fabuły wyglądają intrygująco, bo reżyser nie dopowiada dosłownie tego, czego można się domyślić, albo... czego należy się samemu domyslić :]

      miałem kiedyś przyjemność opisywać ten film, nie sądziłem, że w przewidywalnej przeszłości pojawi się prime time :]

      moim zdaniem : wybitne kino.
      Polecaaam !
    • barbasia1 Kinowo "Sztuka kochania" - moje dwa grosze! 05.03.17, 20:38
      W: Ojej, co tu wybrać 2017 - 2 (vol. 76)

      W poprzednim wątku, pod postami Manii, w podwątku o "Sztuce kochania", oczywiście.
      Zapraszam do czytania. Ciąg dalszy nastąpi jutro.

      Nie wiem, czy uda mi się wkleić:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,163297967,163297967,Ojej_co_tu_wybrac_2017_2_vol_76_.html?so=2
    • grek.grek "Belle Epoque" - krytyki ciąg dalszy... 06.03.17, 12:54
      recenzenci nie mają litości ;] :
      natemat.pl/201679,belle-epoque-to-nieporozumienie-malaszynski-chcial-zagrac-jak-hardy-w-tabu-a-wyszlo-cos-dziwnego
      mnie się coraz częściej wydaje, że nasze oczekiwania były po prostu nieracjonalne. Przecież to serial TVN i to w dodatku przeznaczony od początku dla widowni mainstereamowej, na godzinę 21:30.

      jakże tu miały się zdarzyć rzeczy mroczne, pikantne, bohaterowie dziwni i wieloznaczni ? jakże Jan Edigey Korycki miałby być podobny do głównej postaci "Tabu" ?

      na razie TVN przyznać wypada, że kampanię reklamową przeprowadził wzorowo ;]

      sam tytuł jest chwytliwy, prawda ? mnie on przyciąga jak magnesem za każdym razem, kiedy go słyszę albo czytam ;]] jestem skazany na oglądanie wszystkich odcinków, aaa ! ;]
    • grek.grek serialowa "Historia Roja" w TVP - rozbrajająca :] 06.03.17, 12:59
      najpierw nakręcili państwo film, który okazał się tak naiwny i dziecinny, że tylko ktoś tak bystry jak pan premier Gliński mógł nie rozumieć, że dla podobnych arcydzieł nie ma miejsca na festiwalu w Gdyni.

      teraz "Rój" się rozmnożył do formy serialowej, która lata - a jakże by inaczej ! - w TVP.

      I zdaje się nie tylko mu to nie pomogło, ale - co wydaje się prawdziwym i jedynym osiągnięciem tej produkcji - wręcz zaszkodziło :
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21446819,widzowie-wysmiewaja-historie-roja-w-tvp-scena-z-pszczolami.html#Prze
    • grek.grek w kinach : "Maria Skłodowska-Curie" 06.03.17, 13:08
      ponoć niespecjalnie porywająca jest to biografia, niespecjalnie intrygująca bohaterka, i niespecjalnie poruszający film. Mam wrażenie, że przez lata Maria Skłodowska-Curie, z racji tych Nobli, urosła do rangi postaci pomnikowej, czyli takiej która stoi sobie na tym cokole, ale kompletnie nikogo - poza ptactwem, z powodów oględnych - nie obchodzi. Filmowcy zamiast ją z tej fatalnej lokalizacji wyprowadzić - przeciwnie, jeszcze bardziej ją w niej utwierdzają. Zamiast ryzyka, filmowej jazdy po bandzie, zamiast fantazji, serwują kino pastelowe, zachowawcze, pozbawione życia, bo przecież to Noblistka, Polka, Matka, Naukowiec - nie wypada inaczej ! :]

      www.filmweb.pl/reviews/Kobieta.Portret+intymny-19816
      wyborcza.pl/101707,21438029,maria-sklodowska-curie-z-karolina-gruszka-feministyczny-i.html
    • grek.grek 23:35 Ct2 "Byzantium" 06.03.17, 13:14
      film Neila Jordana z 2013 roku.

      jak wieść niesie, znów o wampirach ;]

      Zaniedbany nadmorski pensjonat. Dwie tajemnicze kobiety. Kolejne serie zaskakujących wypadków odsłaniających ich sekrety, z których ten podstawowy wyjaśniają wszystkie zajawki :]

      ciekawa obsada : Gemma Arterton, Saorsie Ronan, Sam Riley, Jonny Lee Miller i pewnie paru innych aktorów, którzy są dobrzy, ale jeszcze ich nie znam.

      na Rotten Tomatoes 63 % pozytywnych ze 105 recenzji, zatem - nie wszystkim się spodobał ten film :]

      I możliwe zatem, że artystycznego sukcesu 'Wywiadu z wampirem" Neil Jordan nie powtórzył.

      Mieliście już okazję obejrzeć ?
        • grek.grek Re: 23:35 Ct2 "Byzantium" 07.03.17, 14:53
          :]

          w filmie tytułowe Byzaintium, to nazwa hotelu, w którym mieszkają bohaterki, ale także termin ze słownika Bractwa wampirzego, klubu dla mężczyzn wyłącznie, lecz - co dokładnie oznacza, przyznam że nie zdołałem zapamiętać.
      • grek.grek "Byzantium" [1] 07.03.17, 13:32
        Po obejrzeniu wyznać muszę, że jestem szczerze zdziwiony tak niską zbiorczą notą dla tego filmu. Zasługuje na nieco więcej, ma swój styl, muzyczną oprawę w postaci lirycznego pianina, odpowiednią dozę akcji, a przede wszystkim mówi parę nowych rzeczy w temacie wydawałoby się do cna wyeksploatowanym.

        Sekwencja otwierająca przypomina ustawienie szachów na polu gry.
        Oto mamy dwie młode kobiety - Clare [Gemma Arterton] i Elly [Saorsie Ronan]. Clare pracuje w klubie go-go, jest tancerką erotyczną. Właśnie kończy kolejny wieczór pełen tancorów na rurze i kolanach klientów. W tym samym czasie Elly spaceruje, przygląda się nocnemu światu. Niespodziewanie w klubie zjawia się mężczyzna, który rozpytuje o Clare. W porę udaje się jej zorientować. Natychmiast rzuca się do ucieczki, jakby wiedziała co jej grozi. Mężczyzna za nią. POścig chwilę trwa, jest brawurowy, odbywa się zarówno ulicy, jak i w zakarmakach rozmaitych hoteli, centrów handlowych i innych budynków. W efekcie Clare wpada w ręce pościgowca. Prowadzi ją do hotelu, gdzie Clare udaje pokorną i zrezygnowaną, ale tylko po to, by znienacka zerwać się i zacząć dusić faceta linką. Dusi go tak skutecznie, że go... dekapituje. I zdaje się o to właśnie chodziło.

        W tym momencie widzimy Elly spędzającą czas z pewnym starszym panem. Opowiada jej o swojej miłości życia, prowadzi do domu, ona słucha rozumiejąca, a potem starszy pan mówi "Jestem gotów". Z jej palca wysuwa się krogulczy szpon, Elly wbija go w nadgarstek staruszka i wysysa jego krew.

        Kiedy Elly wraca do mieszkania spotyka tam rozgorączkowaną Clare i zdekapitowane zwłoki. Clare pakuje się, jej też każe się przygotować. Natychmiast muszą zniknąć. Na odchodnem Clare podpala pokój.

        Yes, Clare i Elly to wampirzyce. Podają się za siostry, ale w istocie Clare jest matką Elly. Jako że wampir wygląda tak jak w momencie śmierci, więc Clare prezentuje się jako 30 latka, a Elly jako 15-latka. W istocie mają jednak doświadczenie ponad 200 lat życia.

        Clare dba o logistykę : zapewnia sobie i córce bezpieczeństwo, kwaterę, pieniądze. Elly może chodzić do szkoły, albo w ogóle nic nie robić. Wyżywienie załatwiają sobie we własnym zakresie - Clare zabija z przytupem, kogo popadnie, zaś Elly - tylko ludzi starych, w których wyczuwa bliskość naturalnej śmierć, a oni wyczuwają w niej kogoś kto przynależy do innego porządku świata i zgadzają się na śmierć z jej rąk.

        O ile Clare obsesyjnie dba o zachowanie sekretu ich pochodzenia i przeszłości, o tyle Elly dręczy samotnośc spowodowana koniecznością ukrywania swojej tożsamości.

        Są to więc dwie rózne osobowości, czego źródła leżą w ich przeszłości. Od tego momentu akcja toczy się dwutorowo przeplatając bieżące wydarzenia z retrospekcjami wyjaśniającymi kluczowe wątki.

        Clare i Elly ruszają w Anglię i zatrzymują się w jakimś nadmorskim mieście. Clare organizuje im mieszkanie - natychmiast idzie na ulicę, aby zarabiać jako prostytutka, tym sposobem poznaje faceta, Noela, który jednak nie ma ochoty na konsumpcję. Zmarła mu matka i cały jest w rozsypce. Odziedziczył po niej stary hotel przy nadmorskiej ulicy. Clare zostaje jego dziewczyną, dominuje go swoją osobowością, dając też wiele ciepła i bliskości. Elly wprowadza się razem z nią, ofk.

        Clare szybko organizuje w tym hotelu agencję towarzyską. Zatrudnia dziewczyny z ulicy, wcześniej należące do lumpiastego alfonsa, którego Clare w swoim stylu likwiduje.

        Elly zaczyna chodzić do szkoły, a wieczorami spaceruje po mieście. Któregoś dnia zahacza o otwarty hall ekskluzywnego lokallu pełnego starszych ludzi. Siada przy pianinie i zaczyna grać. Zwraca na siebie uwagę swojego rówieśnika Franka [Caleb Landry Jones], który dorabia sobie tutaj jako kelner. Zaczynają rozmawiać, ale Elly wymyka się szybko, nauczona nie ufać ludziom. Jednocześnie, spotkanie z Frankiem wzmaga w niej pragnienie bycia szczerą w relacjach z innymi ludźmi.

        Matka i córka oczywiście nie przestają pić krwi. Clare po swojemu, i Elly też po swojemu. Nowością, wspomnianą, jest to że nie używają do tego zębów, ale otwieracza w postaci wyrastającego pazura z kciuka u dłoni :]

        Widzimy, że na miejscu zabójstwa zdekapitowanego przez Clare faceta - są dwaj inni męzczyźni. Są też służby policyjne i inne, trwa normalna procedura. Kim są ci mężczyźni ? Ubrani elegancko, w garnitury i płaszcze, w kapeluszach na głowach. Jedno jest pewne : oni wiedzą kogo ścigają.

        Na zajęciach szkolnych z psychologii, nauczyciel prosi uczniów, żeby napisali opowieśc o sobie. I Elly taką pisze. Daje ją do przeczytania Frankowi.

        Ta opowieść Elly, wraz z serią dopowiedzień pojawiających się wcześniej i później, tworzy ten drugi nurt filmu - opisujący przeszłośc obu kobiet.

        W końcówce XVII wieku Clare była urodziwą wieśniaczką, o której względy ubiegało się dwóch mężczyzn z towarzystwa : kapitan Ruthven [Jonny Lee Miler] i Darvell [Eric Riley]. Ten drugi był subtelny, podarował jej perłę - do perły właśnie ją samą porównując. Ruthven był macho. Pewnego razu bezceremonialnie zaprosił ją na przejażdzkę konną. Darvell prosił by nie jechała, ale Clare nie odmówiła. Skończyło się to dla niej wizytą w burdelu, gdzie została już na dobre. Była ulubioną dziwką Ruthvena.

        Obaj mężczyźni wyjechali na wojnę. Wrócił z niej Ruthven, oznajmiając że Darvell zginął. Jakież więc było zdziwienie jego, i Clare, gdy Darvell wrócił !

        Ruthven opowiada tutaj historię, jak to wracali obaj z wojny, a Darvell był umierający. Spotkali wtedy jakichś tajemniczych ludzi, którzy obdarowali Darvella mapą pewnej wyspy, rzekomo "przeklętej", na której możliwy był rytuał przywracający do życia.

        Ruthven zawiózł tam Darvella, który zgodnie z instruckją wszedł do jaskini wydrążonej w skale. Przekonany, że kolega nie żyje, i po cichu pragnący tego - Ruthven wrócił do domu. Lecz Darvell nie umarł. W jaskini istotnie wyzionął ducha, ale w tym samym momencie pojawia się jego sobowtór [metafora przemiany ciała i ducha ?], który szponiastym palcem otwiera mu żyłę i daje nowe życie. A wtedy wyspiarskie skały spływają czerwoną krwią.

        Darvell wraca zatem żywy. I gotów podarować Ruthevenowi tajemnicę wiecznego życia.

        W tym czasie Clare choruje już na gruźlicę, pluje krwią. Ma córkę, którą spłodziła z Ruthvenem, a którą musiała oddać anonimowo zakonnicom na wychowanie. Elly trafiła do szkoły klasztornej. Tam nauczono ją porządnego prowadzenia się, mówienia prawdy, gry na pianinie... Dlatego jest tak inna od matki.

        Kiedy Clare dowiaduje się, ze istnieje możliwość ocalenia życia, nie waha się ani chwili - udaje się jej postrzelić w nogę Ruthvena i zdobyć mapę. Jedzie na wyspę i doznaje cudownej przemiany. Zostaje wampirzycą. Od tej pory opiekuje się córką, na dystans, obserwuje ją ukradkiem i czuwa nad jej bezpieczeństwem.

        Ruthven próbuje zemścić się na Elly i rani ją ciężko. Zrozpaczona i zdeterminowana Clare wywozi także Elly do tajemniczej groty w skale i ratuje jej życie, dając nowe.

        W ten sposób... obie stają się kobietami przeklętymi. A to dlatego, że wampiry tworzą coś w rodzaju Bractwa. Przyjmowani tam są tylko dobrze urodzeni mężczyźni. Kobietom wstęp wzbroniony. Clare zdobywają mapę i dokonując na samej sobie przemiany złamała prawo. A dając nowe życie swojej córce - złamała także i drugi punkt kodeksu : kobieta-wampir nie ma prawa "tworzyć" innego wampra.

        Clare i Elly muszą uciekać przed zemstą Bractwa. I tak przez 200 lat. Ten mężczyzna zdekapitowany przez Clare był z Bractwa [widziemy go w ujęciach XVII-wiecznych]. Ci kolejni dwaj, kontynuujący poszukiwania obu kobiet, to Darvell we własnej osobie i jego pomocnik.

        I kiedy Frank czyta ten opis w wykonaniu Elly, uważa że to tylko fikcja literacka. Elly jest rozczarowana : ukrywam sekret i jest źle, bo muszę kłamać, zaczynam mówić prawdę i nadal posądzana jestem o kłamstwo.

        Nie trzeba chyba tutaj dodawać, że jej ciągoty do mówienia prawdy [ Elly mówi o ich wampirzej przeszłości i tożsamości także w towarzystwie Noela] powodują ataki nerwowe u Clare.
        cdn
        • grek.grek "Byzantium" [2] 07.03.17, 13:59
          Matka tłumaczy jej, że wyjawianie prawdy oznacza zagrożenie dla ich życia. Muszą kłamać dla własnego bezpieczeństwa.

          Elly zbliża się z Frankiem, który okazuje się być chory na leukemię. W pewnym momencie spada z roweru i rani się w rękę. Krew leje się obficie, Elly prowadzi go do jego rodziców, wyjeżdzają z nim do szpitala, a ona zostaje na werandzie i wpatruje się w leżącą na ziemi chustkę nasączoną jego krwią. Podnosi się ją wolno i przytyka do ust. Głód krwi nie opuszcza wampira ani na moment. Nawet takiego, który nie tyle zabija, co dokonuje eutanazji na ludziach pragnących śmierci.

          Nietypowa praca pisemna Elly trafia do nauczyciela, a potem do pani dyrektor szkoły. Elly jest zawiedziona, ze Frank zawiódł jej zaufanie, ale nie zrywa z nim relacji, wręcz przeciwnie. Może jest mu wdzięczna, że [nieświadomie] pomógł jej w powiedzeniu na głos prawdy, wyznaniu tajemnicy, która dręczyła ją od zawsze i uniemożliwiała relacje z ludźmi.

          Szkopuł w tym, że teraz obie panie mają kłopoty. Nauczycuel odwiedza hotel, w którym mieszkają, odkrywa że jest tutaj agencja. Noel niezbornie się tłumaczy, a nauczyciel wzywa Clare do szkoły na spotkanie.

          Clare owszem, przychodzi, epatuje seksapilem, onieśmiela nauczyciela, dopowiada mu resztę historii spisanej przez Elly [opisałem ją w całości powyżej :)], a potem zabija go. Ciało odkrywa dyrektorka i robi mnóstwo szumu.

          Clare wraca do domu i zapowiada Elly, że będą musiały uciekać, ale najpierw musi załatwić rachunki z Frankiem, bo zagraża on w tym momencie ich bezpieczeństwu. Elly wie co to znaczy i próbuje ją powstrzymać. Włącza się Noel i w efekcie on ginie wpadając w szyb windy hotelowej, a Elly zostaje zatrzaśnięta w wagonie windy.

          Udaje się Elly wydostać telefon ze spodni leżących na dachu zwłok Noela. Dzwoni do Franka, ale za późno. Jest tam już Clare i zaczyna go podduszać i drapać kokieteryjnie pazurem po szyi.

          W tym momencie w hotelu zjawiają się Darvell i ten drugi. Odrobili lekcję, trafili po śladach zabójstwa nauczyciela szkolnego. Clare słyszy przez telefon, że coś tam się dzieje, porzuca Franka i biegnie na odsiecz córce. Jak się okazuje wampiry nie muszą być szybkie jak światło ;]

          Clare wpada na maskę auta, którym panowie z Bractwa próbują porwać Elly. Zrzucają ją z niej, a potem przejeżdzają. Ale wampira nie tak łatwo zabić. Clare żyje i próbuje z nimi walczyć, ale zostaje pokonana. Teraz obie, z Elly, czekają na wykonanie wyroku śmierci.

          Kiedy pomocnik Darvella idzie do samochodu po specjalny miecz do ścinania głów wampirom - Clare przywołuje wspomnienia miłości, którą Darvell do niej czuł przed wiekami. I jak się okazuje uczucie to nie wygasło, bo Darvell zamiast ściąć im głowy - ścina ją swojemu pomocnikowi.

          Potem uwalnia obie kobiety. Staje na tym, że w dalszą drogę - nie wiadomo dokąd - Clare udaje się z Darvellem, który wyznaje, że Clare mu imponuje, a poza tym - jest tam uczucie. Darvell nie pozostawia wątpliwości : Bractwo nie ustąpi, będą cię ścigać, nie odpuszczą ci. Ale teraz będą ścigać także jego, bo dla niej wyrzekł się w tym swoim Bractwie miejsca.

          Clare żegna się więc z Elly mówiąc "Musisz iśc własną drogą, nie możesz całe życie trzymać się matki" - komicznie brzmi, biorąc pod uwagę, ze "nie możesz przez całe życie..." odnosi się do ponad 200 lat ;]

          Elly odwiedza Franka. Jego leukemia postępuje, chłopak jest coraz słabszy. Elly zabiera go na wyspę. Ma mapę. Prowadzi go do tajemnej groty. Frank jest oszołomiony, bo do niedawna sądził, że opowieści Elly, to zgrabne bajki. Z groty programowo wystrzeliwuje w górę stado ptaków, a po chwili skały spływają krwią... Znak, że chłopiec został wampirem i zaczął nowe życie. Elly ma więc towarzysza na nową drogę życia.

          I tak to się kończy :]

          Akcji zatem nie brakuje, ale jest jej stosunkowo niewiele wobec scen dialogowych, nastrojowych i nostalgicznych. Reżyser Jordan nie epatuje krwią i klasycznymi zachowaniami wampirzymi, dawkuje je raczej oszczędnie, a skupia się na psychologii osamotnienia młodej 200-letniej Elly oraz na jej relacjach z matką, róznicach między nimi, uczuciu i sprzecznych postawach wobec świata zewnętrznego, poniekąd wszystko co robi Clare - prostytucja, erotyczne tańce, likwidowanie niewygodnych ludzi, zakładanie agencji towarzyskiej, uwodzenie naiwnych mężczyzn, ma swoje uzasadnienie w miłości do córki, w obsesji zapewnienia jej bezpieczeństwa, mającej swoje źródła w fakcie, ze około 200 lat wcześniej Clare oddała ją na wychowanie zakonnicom, zostawiając list wyjaśniający, że pragnie dla małej lepszego życia niż to, które sama prowadzi i do którego została zmuszona.

          Gemma Arterton i Saorsie Ronan idealnie są obsadzone, rzec by można "wedle emploi".

          Męska obsada na drugim planie jest mniej istotna ;]

          Świetnie wykreowany nastrój, niespieszna narracja z kluczową rolą fortepianowej muzyki ilustrującej większość scen.

          www.youtube.com/watch?v=NNAMDWyJZBQ
          • never_never Re: "Byzantium" [2] 15.03.17, 17:55
            cieszę się, że spodobało Ci się "Byzantium" :)
            swego czasu ten film był u nas w kinach , ale miał bardzo złe recenzje
            ze względu na osobę reżysera pojawiały się porównania do "Wywiadu z wampirem", oczywiście na niekorzyść "Byzantium"
            dlatego podchodziłam do tego filmu z dużą rezerwą, ale miło się rozczarowałam, miał swój klimat i naprawdę dobrze się go oglądało
            • grek.grek Re: "Byzantium" [2] 16.03.17, 13:01
              miło mi, Never_Never :]

              no właśnie, jestem zdziwiony tymi niskimi ocenami.

              yes, wydaje mi się, że to trafna diagnoza.
              "Wywiad..." tak utkwił w pamięci widzów, że siłą rzeczy musiał być tutaj kluczowym punktem odniesienia dla "Byzantium" :]

              trochę jak "Obcy" dla "Prometeusza" w twórczości Ridleya Scotta - na nic zaklinanie się, że "Prometeusz", to całkiem inny, nowy film... odruchowo przykładany jest do "Obcego" i z miejsca - u wielu widzów - traci, bo czy można choć zbliżyć się do ideału ? ;]
    • grek.grek "Warsaw by night" via TVP2 07.03.17, 14:41
      Cztery nowele z czterema bohaterkami. Akcja odbywa się, jako rzecze tytuł, nocą w Warszawie. Najchętniej w wykwintnej restauracji by night ;] Poza tym jest loft, jest willa na przedmieściach, a także w każdej z nowel taksówka z tym samym kierowcą.

      Wszystkie cztery bohaterki w pewnym momencie spotykają przelotnie, nie mając pojęcia o sobie nawzajem, w łazience oszklonej piętrowej nocnej knajpy all exclusive :]

      Bohaterką pierwszej noweli jest Iga [Izabela Kuna]. Ma męża i syna, którego właśnie wysyła na jakiś szkolny wyjazd. Jest chyba artystką, rzeźbiarką czy instalatorką. Dom - obszerny loft. I mąż, z którym niby ma seks, niby sa w idealnych relacjach, ale jednak pani Iga zerka na innych panów, a zwłaszczaa po głowie chodzi jej mąż jej siostry [Jan Wieczorkowski].

      Wieczorem Iga spotyka się z siostrą [Agata Kulesza] w tej knajpie ze szkła. Siostra Igi zalewa się łzami, bo mąz ją zdradza. I ona się w tej knajpie umówiła z kobietą, która jest tego stanu rzeczy przyczyną. SZlocha, ze nie zdoła z nią porozmawiać, jest zbyt roztrzęsiona. Prosi Igę, aby zrobiła to za nią.

      Iga nie odmawia, czeka przy umówionym stoliku. Zjawia się młoda pani [Joanna Kulig]. Rozmawiają najpierw spokojnie, bo tamta jest rzeczowa i spokojna, wyjaśnia, że to mąż się za nią uganiał, a nie ona za nim. poza tym, rozstali się już, a on jej nie daje żyć, mimo że ona jest już z kimś innym. Iga powoli jednak traci nerwy, zadaje jej krępujące pytania, drąży 'kochałaś go czy nie ?!", zupełnie jakby chodziło o jej własnego męża... I chyba właśnie o to chodzi - Iga przez moment czuje się jak żona mężczyzny, którego potajemnie kocha, czyli męża swojej siostry. Mówi jakby naprawdę ją zdradził.

      na koniec policzkuje młodszą panią, opuszcza lokal, wraca do domu i przytula się do męża.

      W noweli drugiej śledzimy Helenę [Stanisława Celińska]. Pani dojrzała, wdowa, za dnia odwiedza grób męża, potem odwiedza ją sąsiad [Kazimierz Kaczor], taki staromodny pan szarmancki, który przynosi kwiaty i między słowami sugeruje, że chciałby się z nią ożenić.

      Ale jej to nie w głowie. Nocą wypuszcza się na miasto. Przypadkiem, albo i nie, spotyka swojego eks-męża [Marian Dziędziel]. I to gdzie... Najpierw starszy pan czeka z kwiatami na kogoś, ten ktoś, pewnie pani, nie przychodzi, więc rzuca kwiaty do śmietnika, a potem wybiera się do klubu go-go i ogląda tańczące dziewczyny.

      I tam przysiada się do niego Helena, powodując pewną konfuzję. Zarówno u niego, jak i u tancerki Alicji [Agnieszka Zulewska]. Zachowując się zupełnie na luzie i abstrahując od atmosfery lokalu, Helena proponuje wyjście do innego lokalu, a Alicji obiecuje zapłacić za całą noc, jesli pójdzie z nimi, na co ona się zgadza.

      Idą do, zgadnijcie... ;], yes - do oszkolnej knajpy, gdzie Helena wspomina dawne czasy, że ją pan eks-mąż zostawił, że miewał romanse, że generalnie ona go kochała, a on coś nie bardzo. Rozstali się 35 lat wcześniej. Pani Alicja taka jakaś jest onieśmielona i chce ich zostawić samych, ale Helena nie pozwala. Potem prosi, zeby eks-mąz poczęśtował ją jedzeniem ze swojego talerza, na widelcu. Zjada z tego widelca, tak uwodzicielsko niby, ale widzi, ze eks-mąż ukradkiem ociera później widelec... Co się rozpadło - to się nie sklei.

      Eks-mąż proponuje wyjście na powietrze i właśnie o tym jej mówi - ze to se nevrati i cały wieczór jest nieporozumieniem. Znika.

      Helena wraca do Alicji i zdejmuje z palca pierścionek. Mówi, ze to zapłata za wieczór. "Jest dużo wart", zaznacza. To pierścionek rodowy, a skoro go oddaje, to najpewniej dlatego, że już nigdy za mąż nie wyjdzie. Zakończenie niewesołe zatem.

      Trzecia nowela. Bohaterką jest Maja [Roma Gąsiorowska]. Wystrojona w mini i kozaki spotyka się ze swoim chłopakiem [Piotr Głowacki] w restauracji meksykańskiej. Z uśmiechem obserwuje jak sztubacko, ale wesoło, bawią się czterej młodzi panowie przy stoliku obok. A chłopak głównie gapi się w telefon. Kiedy zauważa, ze Maja śmieje się śledząc wygibasy jowialnego towarzystwa, zgryźliwie rzuca "Może idź się przysiąść ?'.

      Uwagę Mai przykuwa jeden z mężczyzn z kwartetu, wyróznia go to, ze jest poważniejszy i zamyślony [Łukasz Simlat].

      Wieczór się nie klei, więc Maja opuszcza lokal, a chłopak informuje ją, że kupił jakieś bilety do cyrku czy coś. Ona na to , że powinien wiedzieć, że cyrków to ona nie lubi. Rozstają się.

      Maja zahacza o, bingo - oszkoloną knajpę. Niebawem zawija tam także ten pan Poważny. Poznają się nawzajem, zaczynają rozmawiać. Poważny proponuje jej wyjazd za miasto. Maja nie wie co sądzić, ale przygląda mu się i stwierdza, że można mu zaufać.

      Wiezie ich taksówkarz, którzy wiózł także Igę i Helenę - zadaje wszystkim to samo pytanie : "Czy można być w kilku miejscach jednocześnie ?".

      Maja nie wie dokąd jadą, a Poważny w ogóle się nie odzywa. Auto staje przy obszernej posesji z dużym parterowym domem. Poważny dzwoni do furtki i zostaje wpuszczony. Maja idzie z nim, sądzi że to jakaś impreza musi się tutaj odbywać.

      Otwiera im... siostra zakonna. Ten dom, to ośrodek spokojnej starości. Prowadzsi ich do pokoju i informuje, ze "zmarł kilka godzin temu". Poważny odpowiada "Robiłem co mogłem, by zdązyć...". Wiemy jednak, ze... przesiedział ostatnie godziny w restauracji z wesołymi kolegami.

      Zmarłym jest jego ojciec. Lezy w pokoju na łózku. Powazny załatwia ostatnie formalności z zakonnicą. Maja oficjalnie jest tam jako jego "żona".

      Po wszystkim, jadą do Poważnego.Mieszka w apartamencie, świetne wyposażenie wnętrza, widać że powodzi mu się. Włącza muzykę. Zapowiada się na jakiś seks, ale Poważny rezygnuje albo jest w gorszej formie. Wyprasza Maję z pokoju, za drugim razem dośc brutalnie. Juz spokojniejszym tonem każe jej wziąść sobie pieniądze za wieczór w jego towarzystwie. Chyba ją ma za dziwkę ?

      Ostatnia nowela. Postacią kluczową jest nastolatka Renata [Marta Mazurek, ciekawa twarz aktorska]. Mieszka w Żyrardowie, z matką. Ojca widuje czasaami na ulicy i nazywa "sk...synem", tak jak regularnie tytułuje go matka [Gabriela Muskała]. W szkole zaczepiają ją jacyś dresiarze, ale z pomoca gazu pieprzowego i kopa między nogi daje sobie z nimi radę. Ma kolegę, rachitycznego długowłosego, którego jednak odpycha, kiedy ten próbuje ją pocałować.

      Matka zabiera ją do Warszawy. Mieszka tam jej siostra [Katarzyna Kwiatkowska]. I nieźle się urządziła. Cel jest jednak inny : Renata ma plan zdawać na studia medyczne. Ciekawe, na razie prezentuje się bardziej jak punk girl : niebieskie włosy ["Życie Adeli" inspiracją ?], czerwone podarte rajstopy itd.

      Ciotka wita ich zyczliwie, Renata poznaje jej syna, swojego rówieśnika, Konrada. Ciotka nakłania go, zeby zabrał gdzieś Renatę, pokazał jej miasto. Konrad jest lekkim snobem, nie podoba mu się koleżanka z prowincji, ale co robić... ;]

      Jadą tramwajem, kanar sprawdza bilety, ofk Konrad ma, a Renata nie ma, więc ją wypraszają i spisują. Dziewczyna z wyrzutem patrzy na Konrada. POtem idą do, ofk !, oszklonej knajpy, ale i tam są sobie obcy całkowicie.

      Wreszcie konrad dostaje telefon i zamierza się urwać na imprezę za miastem. Sam. Renata jednak przykleja się do niego i chcąc nie chcąc musi ją zabrać. Willa jest eksluzywna, młodzieży dużo, Konrad spotyka tu swoją dziewczynę i odkrywa ze zdumieniem, że ma ona nowego amanta. Renata swobodnie wałęsa się po obszernym domu, a potem widzi jak Konrada załmuje się, widząc swoją miłość całującą się z innym. Chłopak próbuje sie utopić, skacze do jakieś sadzawki, ale jest zbyt płytko i udaje mu się jedynie uszkodzić kolano.

      Renata biegnie za nim, widzi ten skok, a potem mówi, że nie przyjechała do W-wy z powodów szkolnych. Chce się z kimś widzieć. Taksówka zawozi ich pod wskazany adres. Tym kimś jest... jej dziewczyna, jej miłość. Brunetka starsza minimalnie od niej.

      Rozmawiają na progu mieszkania. Dziewczyna najpierw próbuje Renatę wyprosić, a potem pojawia się jej... mąż.
      cdn
      • grek.grek "Warsaw by night" via TVP2 07.03.17, 14:49
        Renata domaga się od dziewczyny "Powiedz mu !', ale ona w ogóle nie chce się przyznac do znajomości z nią. Renata, zrozpaczona, woła więc do niego : "Ona pana nie kocha, ona się panem brzydzi !". Mężczyzna zamierza wołać policję, wtedy Renata słyszy z pokoju obok płacz dziecka. JUż wie, że wsszystko przekreślone, wie dlaczego jej miłość się do niej nie chce przyznawać.

        Biegnie korytarzami bloku na dach, a kulejący Konrad za nią. Na dachu Renata biegnie do krawędzi, jakby chciała skoczyć, ale Konrad łapie się i uspokaja.

        Siedzą na dachu do rana. Świt nastaje, kamera z dachu filmuje rondo de Gaulle'a z charakteryczną palmą. Budzi się dzień, ludzie idą do pracy, komunikacja miejska działa.

        Koniec.

        Fabuła dośc ambitna, bo happy endów nie ma, a raczej analiza miłosnych zawodów, rozczarowań i niespełnień, z którymi bohaterki będą musiały już zawsze żyć.

        Aktorstwo na poziomie, choć Roma Gąsiorowska wydała mi się nietrafionym castingiem do roli Mai, a Stanisława Celińska przesadnie była teatralna i niedzisiejsza.

        Dizajn zdecydowanie glamourowaty ;]

        Rezyserowała kobieta [Natalia Koryncka-Gruz], a więc sensu stricte jest to film kobiecy, o kobietach, ale zapewne dla mężczyzn, aby wzbudzić naszą wrażliwość na kobiece emocje, sposoby myślenia i postrzegania relacji damsko-męskich :]

        www.youtube.com/watch?v=KvHongAucnI
        • grek.grek Re: "Warsaw by night" via TVP2 08.03.17, 13:01
          świetnie, Maniu :]

          byłem w miarę przytomny, kiedy oglądałem ;], ale istotnie mam wątpliwości, czy zrozumiałem należycie np. wszystkie relacje międzyludzkie w tych historiach, przykładowo : nie byłem pewien, czy w 1 noweli : pan zaprzątający myśli bohaterki, to mąż jej siostry czy jej własny eks-mąż [bo przyszedł na pożegnanie córki wyjeżdzającej na szkolną wycieczkę] :]
    • winnicki.jot Re: Ojej, co tu wybrać 2017 - 3 (vol. 77) 08.03.17, 09:54
      na viasat history bitwa pod Hastings od 15 marca, dla nerdów historycznych (guilty!!!:D) smaczna sprawa:
      ostatnikrolowie.pl/
      dla niewtajemniczonych: normanowie, wikingowie i sasi leją się o Anglię w 1066, a wszystkiemu towarzyszy wybornie nerdowska narracja Dana Snowa
    • siostra_bronte Kultura na wiosnę. 08.03.17, 12:44
      Znalazłam zapowiedzi Kultury na wiosnę. Wśród filmów widzę parę hitów. Klasyczne filmy grozy z "Narzeczoną Frankensteina", "Lampart" Viscontiego, i uwaga, "LAWRENCE Z ARABII"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Brawo!!!!

      Więcej szczegółów tutaj:

      satinfo24.pl/wiosna-2017-tvp-kultura/
      • grek.grek Re: Kultura na wiosnę. 08.03.17, 13:12
        świetne informacje, Siostro :]

        dzięki !

        nie oglądałem wyróżnionych przez Ciebie filmów, pamiętam Twój opis "Lawrence'a...", więc cieszę się z góry na te wieczory filmowe.

        wśród propozycji widzę także : "Citizenfour" - świeży dokument o Snowdenie, "Strefę ciszy" Joshuy Oppenheimera [widziałem, opisywałem, wcześniej w TVN7, ale to dobry ruch ze strony TVP, że też pokazuje], "Jeziorak" - ponoć dobry polski kryminał, a także "Rocky Horror Picture Show" - kapitalny musical z rewelacyjnymi piosenkami, swego czasu urzekł mnie nadzwyczajnie, mam nadzieję że i Was zachwyci :]; jest zapowiedź "Skandalisty Larry'ego Flinta" - brawo !, będą "Seks, kasety i kłamstwa video", "Siedmiu wspaniałych" plus wiele innych.

        Oraz nowe spektakle operowe.

        cóż, brawo Kultura, wypada powiedzieć :]

          • grek.grek Re: Kultura na wiosnę. 09.03.17, 15:10
            cieszę się już dziś na te filmy, Siostro :]

            szkoda !
            ale, wiesz jak to jest, Siostro : nigdy nie mów nigdy :] - terminy dopiero przed nami, może jednak jakoś uda Ci się obejrzeć, może będą powtórki, zawsze warto mieć nadzieję :]
    • grek.grek z okazji Dnia Kobiet :] 08.03.17, 13:37
      Z okazji Święta, drogie Panie, życzę Wam licznych przyjemności, wyrafinowanych namiętności i spełnień wszelkich życiowych !

      pozwólcie, że wręczę Wam okolicznościowe kwiaty :
      images.pexels.com/photos/107606/pexels-photo-107606.jpeg?h=350&auto=compress&cs=tinysrgb
      z pomocą kuriera specjalnego :
      spinor.info/weblog/wp-content/uploads/2014/12/20141213_090826.jpg
      I dołączę piosenkę okolicznościową :
      www.youtube.com/watch?v=Fy_JRGjc1To

      oby wszystko zagrało :]
      ukłony !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka