Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78)

01.04.17, 22:37
Ach, cały dzień prawie minął, a ja zapomniałam założyć wątek :)

No to jest - miesiąc świąteczny, może coś ciekawego będzie? :)
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Węże 2017 02.04.17, 00:13
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21574815,weze-2017-smolensk-najgorszym-filmem-roku-efekt-specjalnej.html#MT2
      Węże 2017 - pełna lista zwycięzców:

      Wielki Wąż - "Smoleńsk" (producent Maciej Pawlicki; reż. Antoni Krauze)

      Najgorsza reżyseria - Antoni Krauze - "Smoleńsk"

      Najgorsza rola żeńska - Beata Fido - "Smoleńsk"

      Najgorsza rola męska - Michał Lesień - "Kobiety bez wstydu"

      Najgorszy scenariusz - Tomasz Łysiak, Antoni Krauze, Maciej Pawlicki, Marcin Wolski - "Smoleńsk"

      Efekt specjalnej troski - Maciej Stuhr dubbingujący Macieja Stuhra - "Czerwony kapitan"

      Najgorszy duet na ekranie - Beata Fido i Redbad Klijnstra - "Smoleńsk"

      Najgorszy plakat - "Bóg w Krakowie" - produkcja i dystr. Stowarzyszenie Rafael

      Występ poniżej talentu - Marian Dziędziel - "Gejsza"

      Najbardziej żenująca scena - Azjaci protestujący pod Wawelem - "Smoleńsk"

      Najgorszy przekład tytułu zagranicznego - "183 metry strachu" ("The Shallows"), dystrybutor UIP

      Żenujący film na ważny temat - "Smoleńsk" - producent Maciej Pawlicki; reż. Antoni Krauze
    • barbasia1 Węże 2017 02.04.17, 00:13
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21574815,weze-2017-smolensk-najgorszym-filmem-roku-efekt-specjalnej.html#MT2
      Węże 2017 - pełna lista zwycięzców:

      Wielki Wąż - "Smoleńsk" (producent Maciej Pawlicki; reż. Antoni Krauze)

      Najgorsza reżyseria - Antoni Krauze - "Smoleńsk"

      Najgorsza rola żeńska - Beata Fido - "Smoleńsk"

      Najgorsza rola męska - Michał Lesień - "Kobiety bez wstydu"

      Najgorszy scenariusz - Tomasz Łysiak, Antoni Krauze, Maciej Pawlicki, Marcin Wolski - "Smoleńsk"

      Efekt specjalnej troski - Maciej Stuhr dubbingujący Macieja Stuhra - "Czerwony kapitan"

      Najgorszy duet na ekranie - Beata Fido i Redbad Klijnstra - "Smoleńsk"

      Najgorszy plakat - "Bóg w Krakowie" - produkcja i dystr. Stowarzyszenie Rafael

      Występ poniżej talentu - Marian Dziędziel - "Gejsza"

      Najbardziej żenująca scena - Azjaci protestujący pod Wawelem - "Smoleńsk"

      Najgorszy przekład tytułu zagranicznego - "183 metry strachu" ("The Shallows"), dystrybutor UIP

      Żenujący film na ważny temat - "Smoleńsk" - producent Maciej Pawlicki; reż. Antoni Krauze
      • grek.grek Re: Węże 2017 02.04.17, 11:33
        dzięki, Barbasiu :]]

        haha, świetne są te kategorie, ich nazwy ;]
        i trafne bardzo.

        "Smoleńsk" wyrównał rekord liczby zdobych Węzów, ciekawe czy twórcy wykazali sie należytym dystansem do siebie i przybyli po odiór wyróznienia, czy uniemożliwia im to nadal nadnaturalne nadęcie z jakim podchodzą do swojego Dzieła ?

        Halle Berry, laureatka Oscara, kiedy dostała ZŁotą Malinę poszła, odebrała i odegrała taką komedię, że wszyscy się w niej zakochali. Oto prawdziwa klasa. Tak się zachowują ludzie, którzy są pewni swojego talentu i którym raz czy drugi coś nie wyszło.

        a w Polandzie... szkoda gadać ;]
        • barbasia1 Re: Węże 2017 02.04.17, 16:20
          Tak. :)

          Zdecydowanie to drugie.

          Czekam tylko, kiedy podniesie się larmo, że tym razem filmowcy wyśmiewają się z poważnego filmu, a nawet z katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku.

          • grek.grek Re: Węże 2017 02.04.17, 17:55
            cześć, Barbasiu :]

            hehe, też tak sądzę.

            oni żyją we własnym świecie, myślę też, że dla tej - i W tej - rzeczywistości równoległej zrobili ten film.

            zrealizowali tym samym ideę Ferdynanda Kiepskiego : w życiu chodzi o to, żeby zarobić, a się nie narobić :]]

            myślę bowiem , że nigdy się nie dowiemy, jaką oni zrobią kasę na sprzedaży płyt z tym filmem srodowiskom wierzących w Zamach. A przecież jeszcze zagranicę trzeba wysłać, rodzinie, znajomym, polonii amerykańskiej [10 milionów ludzkości], zatem każdy patriota kupi po 30 egzemplarzy.

            jak dla mnie, te killka Węzów, to i tak skromna cena za spodziewane kokosy ;] No i dodatkowa nobilitacja w oczach targetu reklamowego. Skoro lewaki i liberały nienawidzą i wyśmiewają, to znaczy że film musi być wybitny !

            alternatywna rzeczywistośc, Barbasiu :]

    • grek.grek "Lampart" via TVP Kultura - kontynuacja z vol.77 02.04.17, 12:29
      Siostro, w zapowiedzi zwróciłaś uwagę na "oszałamiające kostiumy (nominacja do Oscara) i scenografię, wspaniałego Burta Lancastera, piękną parę : Claudię Cardinale i Alaina Delona i niesamowitą scenę balu", dodając : "film wydał mi się przydługi i ciut statyczny. No, ale byłam za mała, żeby pewne rzeczy zrozumieć :)".

      Po filmie zaś : "Kostiumy i scenografia bajeczne !!!" plus ciekawy wątek techniczny : "No i taśma 70mm to jednak potęga! Pojemność kadru jest niesamowita. Na szczęście Kultura nie kombinowała z formatem i pokazała film po bożemu, czyli z czarnymi marginesami na dole i na górze, bez ciachania obrazu po bokach jak to było z "Manhattanem"

      Barbasiu, zwróciłaś uwagę na "wizualnie oszałamiającą piękność tego filmu".

      No to ja bym się od razu przyłączył do Waszych zachwytów nad estetyką świata przedstawionego :]

      Scena balowa w ostatnim akcie jest nadzwyczajna : stroje, wystrój wielkich sal, ilośc świeczników, rozmiary obrazów na ścianach, choreografia nie tylko tańców, ale i poruszania się oraz prowadzonych rozmów i gier towarzyskich setek zgromadzonych gości, obfitośc potraw na stołach, meble ! - i kolorystyka tych wszystkich rzeczy, to naprawdę filmowa uczta.

      Ale i pałac księcia Saliny - coś nadzwyczajnego, nie tylko w sensie urody urodziwej, ale urody z charakterem, z piętnem czasu odbijającym się na stanie murów, niektórych pokojów, z czego można wywnioskować, że wiek tego budynku jest zacny.

      Symboliczna jest ta scena, kiedy ANgelika i Tancredi bawiąc się w chowanego gubią się w nieskończonej liczbie komnat, sal i pokojów, i widać jak wiele z nich stoi w niemalże ruinie, mają odrapane ściany, sypiące się drzwi, na zawieszonych obrazach piętrzą się pajęczyny, a tu i ówdzie leżą niedbale porzucone krzesła i fotele. I mimo wszystko, mimo oznak zaniedbania i porzucenia, wciąz zachowują specyficzny wdzięk.

      Niezwykły widok z okien pałacu, wielgachny taras z misternie wyłożoną posadzką, długi szpaler sal, zmyślnie zaprezentowany w scenie, gdy lokaj biegnie do drzwi wejściowych i kolejno pokonuje kilka obszernych pokojów, zaś kamera nie rusza się z miejsca startu jego biegu, przez co dystans jaki pokonuje jest tak duży, że na końcu drogi ledwie widać jego postać :]

      Burt Lancaster istotnie poruszający i wiarygodny w roli włoskiego księcia. Świetnie ucharakteryzowany, ale i doskonale czujący cięzary jakie przytłaczają coraz bardziej duszę jego bohatera.

      Rzuciło mi się w oczy, jak Visconti portetuje codziennośc i obyczaje rodziny księcia i jego samego : w pierwszej scenie mamy modlitwę, której nie przerywają nawet wtedy, kiedy z podwórza dochodzą coraz bardziej niepokojące i irytujące wrzaski; jest scena pikniku, zaaranżowana niczym ilustracja malarskiej klasyki; znakomita scena obiadowa, w której stół jest bardziej okrągły niż ten w 89 roku w POlsce ;]; msza w kościele, podczas której Familia zajmuje uprzywilejowane siedziska, a reszta towarzystwa stoi uparcie zbita w ciżbę -swoją drogą, scena ta pokazuje podział społeczny, do tego momentu jeszcze ciągle żywy, choć wojskowi już zerkają nieprzycylnie w stronę dobrodziejów rozpartych w swoich fotelach; scena polowania księcia Saliny i don Ciccia, podczas której nie pada żaden strzał, ale wystarczy rynsztunek i swiadomośc obyczaju, aby ta scena posłużyła jako wizualizacja stylu życia klasy panującej; wieczorek w salonie : kobiety szyją, książe czyta na głos poemat; no i rzecz jasna fantastyczna scena balu, która trwa ponad 45 minut i przez cały czas przykuwa uwagę i hipnotyzuje.

      Doskonałe są sekwencje rozmów, które nie chcą sie skończyć, co mnie ucieszyło, bo to film filmem, a pogadać trzeba ;]

      Dialog księcia z emisariuszem nowo tworzonego parlamentu, który przyjechał zaproponowac mu honory senatora, w którym Salina opisuje duszę sycylijską, która "nie chce się doskonalić, bo już uważa się za doskonałą", jest niepokorna i bliska naturze. Odmawia ostatecznie przyjęcia tych zaszczytów, wie to nie jest jego świat, nie może w nim uczestniczyć, jest wierny swojemu pochodzeniu i wizji rzeczywistości, nawet jeśli oznacza to dla niego upadek.

      Albo rozmowa podczas polowania z don Cicciem, która też ma słuszny rozmiar - o Angelice, o don Calogero, o jego skrywanej żonie, o sfałszowanych przez nowe władze wyborach [100 % na "tak", to mnie rozbawiło, nawet Fidel Castro nigdy nie byl tak bezczelny].

      Salina wie, ze idą zmiany, z którymi mu nie do twarzy. Jest pragmatyczny i rozsądny, starając się doprowadzic do ślubu swojego siostrzeńca Tancrediego z Angeliką córką bogatego ziemianina don Calogera. Tancredi lepiej czuje zbliżające się czasy, ma ambicje, nie ma zaś na plecach garbu przyzwyczajeń. POradzi sobie, stanie się kim ważnym, ale potrzebuje pieniędzy, więc Salina stara się to małzeństwo doprowadzić do skutku niemal pertraktując z Calogero. Wie że sama miłość to za mało, trzeba zapewnić rzeczy powodzenie poprzez osaczenie Calogero. POlega ono zaś na zaproszeniu go do pałacu, zaszczycaniu go rozmową, informowaniu o planach młodzieży i pytaniu o własne propozycje. Prosty Calogero jest wniebowzięty, że książę traktuje je serio [w czym się myli dogłębnie], więc zgadza się na wszystko.

      Książe i jego rodzina ani na moment nie zapominają, zę Calogero to człowiek bez manier i klasy, ale Salina jest tutaj metodyczny jak zimny księgowy.

      Jesli zaś chodzi o siebie samego - jest romantykiem aż do końca. Tancredi musi mieć wymarzony start w nowe czasy. Ale sam książę już nic nie chce dla siebie, pogodził się z tym, że on jego klasa społeczna za chwilę staną się dalekim echem historii. W ostatnim momencie wykorzystuje atencję jaką się cieszy w okolicy [jak wystawne jest powitanie księcia i jego bliskich kiedy wracając skądś i zatrzymują się na ulicy], by zrobić coś dla swojego krewnego, by zapewnić przetrwanie choć części idei i zasad, które znikną razem z nim.

      "Byliśmy lampartami, lwami, a przyjdą po nas... hieny i szakale", smutno mówi do emisariusza. JUż wie, co się wydarzy. Ma zmysł społeczny i nie ma złudzeń.

      Poruszające są te sceny, kiedy dostrzega z jakimi ludźmi musi terraz obcować, by jego plany mogły się ziścić. MOment, kiedy przy wytwornym obiedzie Tancredi zaczyna opowiadać mało wykwintne historyjki wojennne, a Angelika wybucha rechotem , i książę [z rodziną] są kompletnie skonfundowani jej zachowaniem - najlepiej to pokazuje.

      Na balu to się pogłębia aż do spodu. W bawialni książę widzi mieszczki, ubrane jak damy, ale zachowujące się jak przekupy na bazarze, spotyka wojskowych ktorzy udają dżentelmentów, słyszy rejwach, widzi kompromituące zachowania, które nie są wulgarne czy chamskie, ale jednak nie pasują do kodeksu. W bocznej sali książe spogląda sobie w oczy w lustrze i puszcza łzę - przejmujące. A potem tańczy ostatni swój walc , z żoną swojego siostrzeńca i po raz ostatni zachwyca widownię. Wreszcie wychodzi z ciemnośc i saamotnie powoli znika w bocznej uliczce.

      Nie przepadam za 'klasami panującymi'" za pomocą czegokolwiek, bo zarówno panowanie z pomocą pieniędzy zarobionych na wyzysku, jak i samego tylko aktu urodzenia, wydają mi się mało pociągające estetycznie, więc i za księciem jakoś nie przepadałem, ale od momentu, kiedy zorientowałem się, ze nie chodzi tutaj o zaznaczanie jego żalu za pozycją społeczną, lecz za światem, ktory wg niego był lepszy i piekniejszy - od razu przypadł mi do serca.

      Gdyby mu chodziło o pozycję, pieniądze, to inaczej by kombinował. Tymczasem widać, ze najbardziej przejmuje się tym, że miejsce dobrych manier, oczytania, klasy i oświecenia zajmuje prostactwo i ekonomia. Nagle zaczynają się liczyć polityka, wybory, walki klasowe, harmonia i ład zastępowane są strzelaniem sobie w plecy i przelicytowywaniem się na posiadaną ziemię albo kasę. Księciu pieniadze służyły do rozwijania zalet ducha i estetyki, "hienom i szakalom" do zdobywania kolejnych przyczółków władzy.
      cdn.
      • grek.grek Re: "Lampart" via TVP Kultura - kontynuacja z vol 02.04.17, 12:52
        Jego ponurą wizję świata podziela też Conchetta, córka ?, która cięzko znosi, że dziś staje się to możliwe, by Tancredi , w którym jest zakochana, mógł żenić sie córką jakiegoś mieszczanina. Książę zaś, nic z tym nie robi, bo wie że walka z wiatrakami nie przystoi komuś takiemu jak on, a zresztą nie ma w sobie nic z don Kichota. Wie że trzeba zaakceptować nowe zasady, ale nie zgadza się na to, by im się poddać, patrzeć na nie i robić dobrą minę do złej gry.

        Za plecami drwią sobie więc z Calogero, który wdział frak, w którym wygląda zupełnie nienaturalnie, rechoczącą Angelikę obrzucjaą piorunującymi spojrzeniami i ostatentacyjnie wychodza z pokoju. Ale nie wyrzucają ich z domu, w zamian za pieniądze, złoto w posagu i nader korzystne zapisy dla państwa młodych. Książę chyhba ma świadomośc, jak głęboko się zniża, ale mimo wszystko kolano ma ciągle ponad podłogą. I zachowuje przy tym pełnię swojej wielkopańskiej maniery.

        "Coś się musi zmienić, żeby wszystko mogło pozostać tak samo", powiada Tancredi, potem powtarza to sam Salina, ale książę wie, że nic już nie będzie tak samo, a zmieni się wszystko.

        Doczytałem gdzies, że Visconti pokazuje świat rozpadu, chylenia się ku upadkowi, ostatnie gesty odchodzącego, zmierzchającego świata. Nie inaczej, dokładnie tak jest i gdzieś to mnie ujęło, jako temat szalenie ciekawy, który podejmował takze z "Ludwigu", a zapewne również w "Zmierzchu bogów" ? Jest w tym wątku upadku światów pięknych na rzecz pospolitych, coś niezwykle interesującego, zmysł obserwacji historycznej, smutek zmysłowy.

        MOże warto jeszcze odnotować świetnie sceny walk ulicznych, podczas których wrazenie robią te czerwone [czy może raczej pomarańczowe ;)] koszule żołnierzy. W ogóle, czerwień wiele razy się tutaj pojawia, czy to jako kolor pysznego dywanu czy to jako wystrój ścian.

        Bardzo dokładnie zaznaczone są też akcenty Nowego na ulicach : a to przemarsz grupki ludzi nisoących zacięcie sztandar z barwami Italii, a to radosne śpiewy uliczne, scena głosowania, kiedy książe witany jest z honorami, ale później się okazuje, że wybory i tak były fikcją.

        Plastyczna scena przejazdu powozów księcia i familji na tle górksiego krajobrazu, a potem panoraama zółto-błękitna na której tle książę i Don Ciccio polują.

        I sceny komiczne, które były przynajmnmiej dwie, wg mnie :] Pierwsza - ksiądz odwiedza księcia, który akurat bierze kąpiel i na golasa stoi w wannie, ksiądz chce wyjśc z pokoju, ale akuratnie wychodzący z niego służący zamyka mu z trzaskiem drzwi z drugiej strony, tuż przed nosem.

        A potem mamy moment, kiedy w sypialni żona księcia spazmuje i histeryzuje [ mniejsza a o przyczynę], co księcia doprowadza do szału. Wybucha i każe jej przestać, na co żona oczywiście od razu się uspokaja i wydaje jeszcze tylko ostatni, mini-spazm ;] Przezabawny dźwięk. Książe całuje ją na dobranoc i wiemy, że cały ten jej parokksyzm był raczej wyuczonym teatrem niż wyrazem faktycznych emocji.

        Cóż dodać, wybitne kino :]

        Taki film, który mógłby trwać nonstop i chciałoby się go oglądać kosztem wszelkkich innych aktywności życiowych ;]

        dzięki, Siostro za doskonałą rekomendację ! :]
    • grek.grek "Ringo Kid" via TVP Kultura 02.04.17, 13:19
      udało Wam się obejrzeć ? :]

      western, którry w 3/4 wypełniony jest interakcjami między kilkorgiem bohaterów :]

      Z punktu A do punktu B jedzie dyliżans, a w/na nim : woźnica, szeryf, tytułowy zbiegły z więzienai morderca, szukający zemsty na zabójcach swojego ojca, prostytutka, ciężarna żona oficera kawalerii, szuler w błękitnym garniturze, lekarz alkoholik, pastor sprzedawca wody ognistej oraz syn bankiera, który "pożyczył" z rodzinnej kasy grubszą gotówkę i jedzie do Denver dopiąc interes swojego życia, po którym ma zamiar się na dobre ulotnić.

      Prostytutka dostzrega z zabójcy swoją szansę na nowe życie, a on w niej; szuler adoruje żonę oficera, a kiedy ginie od indiańskiej kuli poleca, by jego ojca, sędziego, poinformowac, ze jego synem nie było tak źle od strony moralnej; lekarz popija nonstop, korzystając z zapasów w walizce pastora, którego nazwiska nijak nie jest w stanie spamiętać i dziesiątki razy je przekręca; szeryf czuwa nad zabójcą, żeby nie mścił się na mordercach ojca, bo pójdzie siedzieć, a oni nie są warci tego; wreszcie bankier złodziej bardzo się spieszy i wszystkich popędza, a także ma ochotę, by prostytutka pojechała razem z nim, a potem została jego seks-zabawką, kiedy już będzie miał dużo kasy.

      I tak to się rozwija, a że na początku mamy scenę ataku Indian na oddział kawalerii, który zaczyna się od ciosu tomahawkiem w czoło jednego z zołnierzy, to wiemy, że tak czy siak Indianie muszą się znów pojawić, bo są jak ta flinta co to wisi na ścianie i w 3 akcie musi odpalić.

      Podróżni napotykają kolejne trudności : a to opuszcza ich eskorta kawaleryjska i muszą zdecydować czy chcą jechać dalej, a droga wiedzie przez indiańskie terytorium, a to zrywa się burza , a szlak wiedzie nad przepaścią, i jakby tego było mało powalone drzewo bloluje przejazd; a to znów pani w ciązy zaczyna rodzić, lekarz musi się spisać, pani niecięzkich obyczajów pokazuje że ma wielkie serce, a cała drużyna musi kilka dni spędzić w chacie w górach, co wyraźnie deprymuje bankiera złodzieja, który ma umówiony interes w punkcie B.

      w końcówce flinta odpala, Indianie napadają na dyliżans, gonią go, strzelają, wykrzykują, a podróżni bronią się jak mogą.

      Efektowna jest to sekwencja, niekiedy filmowana z kamery na helikopterze. Największe wrażenie robi zaprzęg sześciu karych koni, które zasuwają jak na wyścigach, jakby były jedną maszynerią, co robi fantastyczne wrażenie.

      Potem strzelanina, ten i ów ginie, ale inni żyją i w finale dochodzi do pojedynku szeryfa z niejakim PLummerem i jego synami, czyli tymi ludźmi, który zabili ojca szlachentego bandyty, tytułowego Ringo Kida.

      Plummerowie najpierw obiecując złodziejskiemu bankierowi że go zawiozą do Denver, potem odmawiają, a na koneic zabijają go, zeby odebrać mu walizkę z pieniędzmi. Szeryf próbvuje interweniować, wpierw przykuwszy Ringo do dyliżansu, żeby nie robił głupstw; kiedy jednak Plummerowi nic sobie nie robią z gwiazdy stróża prawa i prują do niego jak do kaczki, pani prostytutka uwalnia Ringo na jego prośbę, a ten - w majestacie prawa - może ich wystrzelać, dokonując jednocześnie zemsty, o której marzył.

      na finał zasiada on na koźle wozu i razem z panią prostytutką jedzie w nowe życie.

      przepraszam, że tak ciągle "pani prostytutka" powtarzam, ale prócz tego Ringo Kida tytułowego, imiona i nazwiska bohaterów zupełnie mi uleciały z pamięci, a nie chcę się wybijać z rytmu ciągle zerkając do internetu ;]

      Tak czy owak, jest to miła dziewczyna, ma złote serce, jak każda dama lekkich obyczajów w dawnym westernie. Gra ją Ann-Margret, więc chodziło o kombinację zmysłowości kobiecej skrywanej pod lekką warstą rozmywającego się cynizmu oraz dziewczęcej naiwności, co wyszło nienagannie.

      aktorsko najlepiej wypada chyba Bing Crosby, w roli ciągle podchmielonego, chwiejnego, ale posługującego się wytwornym językiem lekarza.

      w sumie... przyszło mi do głowy, że opinia o tym filmie, jakoby był "początkiem śmierci westernu" nie musi/ała być pejoratywna. Moze chodziło o to, że reżysera bardziej zajmują obyczaje, relacje międzyludzkie i skrywane prawdziwe osobowości postaci niż wątki klasyczne i ikoniczne ?


    • grek.grek "Noc na Ziemi" via Ct Art - Jarmusch na 4 nogę ;] 02.04.17, 14:38
      5 historii w 5 miastach świata, dziejących się w tym samym momencie, bohaterami każdej z nich są taksówkarze i ich klienci podczas nocnych wojaży.

      zabawne, inteligentne, przewrotne :]

      Pierwsza opowiastka rozgrywa się w Los Angeles. Młoda taksówkarka o chłopięcym stylu ubierania się, chodzenia i mówienia [Winona Ryder] zabiera z lotniska elegancją panią agentkę filmową [Gena Rowlands].

      Wiezie ją do jej domu w Beverly Hlls. Dziewczyna nie ma dobrych manier, zdarza się jej włączać muzykę na pełny regulator, kiedy pani agentka akurat prowadzi ważną rozmowę telefoniczną, a także kląć jak szewc na krnąbrnych kierowców, ale za chwilę tak mówi o wymarzonej miłości swojego życia, że chwyta za serce prostotą i bezpretensjonalnością tego wyznania. Pani agentka nie obrusza się jednak, i to nawet wtedy kiedy dziewczyn a tytułuję ją "starszą panią" ;] MOże dlatego, że dobrze im się razem kurzy papieroski ?..

      tak czy owak, dostrzega w dziewczynie coś intrygującego i kiedy docierają na miejsce, a rezulotna taksówkarka sama taszczy jej walizy z bagażnika i nie pozwala sobie pomóc... pani agentka proponuje jej udział w castingu do filmu. Na to dziewczyna... odmawia. "Jak to, nie chcesz być gwiazdą filmową ? Przecież wszyscy tego chcą !", zdumiewa się pani, ale dziewczyna sympatycznie zaskoczona tłumaczy jej, ze "To nie dla mnie, ja chcę być mechanikiem samochodowym, taka już jestem i nie chcę tego zmieniać, bo to lubię".

      Żegnają się z życzliwością, dziewczyna odjeżdza, pani taszczy walizy do domu.

      Druga nowela dzieje się w Nowym Jorku.

      Na Manhattanie czarnoskóry jegomośc o imieniu Yo Yo [Giancarlo Esposito] bezskutecznie próbuje złapać taksę. A nawet jak się jakies zatrzymna, to ucieka z piskiem opon, kiedy kierowca dowiaduje się, że chodzi o kurs na Brooklyn.

      Wreszcie staje auto prowadzone przez... faceta, który wyraźnie nie jest w stanie opanować jazdy samochodem z automatyczną skrzynią biegów, przez co auto "krztusi się" i ma charakterystyczną "czkawkę" :]

      Po paru minutach YoYo proponuje, żeby się zamienili rolami. I od razu jest lepiej. Pechowy kierowca, teraz pasażer [Armin Muehler-Stahl], nagle rozgląda się po oświetlonym nocnym Nowym Jorku i z wyraźnym akcentem mówi "Jak tu pięknie...". Dotąd nie miał okazji przyjrzeć się miastu.

      Zaczyna się rozmowa, a właściciel taksówki okazuje się emigrantem z enerdowskich Niemiec, który w ojczyźnie pracował jako klaun. Potrafi nawet zagrać wesoła melodyjką na dwóch fujarkach. I ma na imię Helmut. Razem to wszystko rozbawia ogromnie YoYo, a Helmut wcale się nie gniewa, że jego imię czarnoskóremu koledze kojarzy się z "Hełmem". Zresztą... Helmuta też bawi imię YoYo, bo mu się kojarzy z zupełnie niepoważną zabawką ;]

      W pewnym momencie yoYo widzi na ulicy jakąs młodą kobietę i przemocą wciąga ją do taksówki. To Angela, żona jego brata. Para zaczyna się karczemnie awanturować [bo YoYo uważa, że Angela nie powinna szwędać się nocą po ulicy], a ilośc słów na "f..." osiąga rekordowe wyniki, zaś ujmujący dżentelmen z NRD słucha ich z uśmiechem, niewiele rozumie, i powtarza "jaka miła rodzina !"

      Wysadzają Angelę przed jej domem, żegna się ona z Helmutem niemal zalotnie [co znaczy staromodna galanteria wobec kobiety wychowanej w trudnym środowisku ;)], a z YOYo kolejnym wyrazem na "f..."

      A panowie docierają do ulicy, przy której YoYo mieszka. Teraz Helmut moze wrócić za kierownice, ale pojawia się kłopot... nie bardzo wie,jak wrócić z Brooklynu na Manhattan. YoYo tłumaczy mu trasę powrotną w sposób banalnie prosty "Tam gdzie jechaliśmy w prawo, teraz jedź w lewo, a tam gdzie w lewo - w prawo" ;]] Tyle że Helmut nie wie zupełnie o co chodzi i włącza się w ruch samochodowy, który doprowadzić go może nie wiadomo dokąd ;'] Ale i tak najważniejszzym wrażeniem z tej nocy będzie : "Jaka to była miła rodzina...".

      Trzecia nowela rozgrywa się w Paryżu. Taksówką jeździ tutaj czarnoskóry imigrant z WYbrzeża Kości Słoniowej [Isaach De Bankole].

      Najpierw wiezie dwóch dyplomatów, czy biznesmenów, też z krajów afrykańskich. Drwią sobie z nniego, zaczepiają, żartują, a jego to nie smieszy, więc wkurzony wysadza ich z auta pośrodku jakiejś odrapanej dzielnicy i... radźcie sobie teraz, panowie ;]

      A później zabiera machającą białą laską niewidomą dziewczynę [Beatrice Dalle]. Dziewczyna tłumaczy mu dokąd ma jechać, co go zaczyna irytować, ale ona odpowiada, że postępuje zgodnie z instrukcją - i rzeczywiście, na odwrotnej stronie fotela na stronie pasażera wisi tabliczka napisana także braillem, wyjaśniająca niewidomym żeby informować kierowce jak dojechać do wyznaczonego miejsca. Kierowca wkurzony zabiera tę tabliczkę.

      Dziewczyna go ciekawi. Zaczyna ją wypytywać , jak sobie radzi bez wzroku, a dowiedziawszy się, ze jest niewidoma od dziecka szepce "To nie jest życie, to g...no". Tyle że ona tak wcale nie myśli. Zachowuje się swobodnie, pali papieroska, doskonale się orientuje w sytuacji i wie nawet, keidy jadą przez tunel i z jego akcentu potrafi wywnioskować, ze pochodzi z Wybrzeża kości Słoniowej i jego czarny.

      Kierowca zagaduje ją nawet o seks, ale czy to w seksie, czy to w czyymkolwiek innym, dziewczyna zawsze odpowiada tak samo : "Ja to wszystko czuję, nie potrzebuję oczu, kiedy mam tak wyostrzone wszystkie inne zmysły. Ty tego nie zrozumiesz, nie wysilaj się".

      Momentami ta rozmowa jest wymianą zaczepek i ripost, ale generalnie jest wręcz komiczna, bo on on ewoluuje od ponuractwa do ciekawości, a ona zachowuje tę samą ironię.

      Wreszcie dziewczyna wysiada przy jakimś bulwarze i idzie wzdłuż rzeki. "Wiesz gdzie iśc, dasz sobie radę ?", pyta ją kierowca, nadal nie wierzac w jej zdolności poznawcze, a chwilę później za jej plecami słychać rzask. Kierowca spowodował stłuczkę i teraz kłóci się z właścicielem drugiego auta. Dziewczyna uśmiecha się do siebie : no i kto tu potrzebuje pomocy ? ;]

      Czwarta opowieśc rozgrywa się w Rzymie.
      Taksówką powozi Gino [Roberto Benigni], stuprocentowy Włoch, rozgadany, rozchełstany, a na dodatek prowadzący saamochód nocą... w czarnych okularach. Właśnie ma zabrać jakiegoś kościelnego dostojnika. Początkowo nie mogą się spotkać, bo ksiądz stoi przy świętej figurze po lewej stronie, Gino parkuje po prawej, a kiedy ksiadz chce do niego podejść - w tym samym momencie Gino wpada na myśl, że do niego podjedzie, więc zamieniają się miejscami, ale nadal nie mogą się spotkać ;] wreszcie jakoś im się udaje.

      Najpierw duchowny zwraca mu uwagę, ze moze lepiej by było jakby czarne okulary ściągnął. 'Od razu lepiej ! - triumfuje Gino - ależ wielebnemu dziękuję, przez tyle lat nie miałem pojęcia, dlaczego tak słabo widzę drogę w nocy !".

      A potem mówi nonstop tylko Gino. Zasypuje księdza emfatycznym słowotokiem, w którym ze szczegółami opisuje swoje miłosne przypadki, na czele z zauroczeniem piekną... owcą oraz żoną brata.

      Kiedy Gino wchodzi na najwyższe diapazony entuzjazmu i opisuje detale współzycia i budowy ciała żony brata, z którą miał najlepszy seks w historii... ksiadz zaczyna się dusić i w efekcie umiera na zawał. Gino tego nie zauważa, bo prowadzi i gada, a podzielnej uwagi nie ma ;]

      ORientuje się dopiero w pewnym momencie i zdejmuje go najwyższe przerażenie. 'Zabiłem go ! taki cudowny ojczulek, a ja go zabiłem... Ile mi dadzą ? 30 lat ? Ile można dostać za takiego wspaniałego padre ?", gorączkowo się zastanawia.

      A potem parkuje gdzies w okolicach małego parku. Wyciąga nieboszczyka z samochodu, mozoląc się usadawia go na ławce w pozycji śpiącego. Oczy nie dają się zamknąć, więc nakłada mu czarne okulary i tak pozostawiszy - ucieka ;]]

      Ostatnia nowela dzieje się w mroźnych Helsinkach.

      Taksówkarz Mika zaabiera trzech podchmielonych kolegów. Jeden śpi zupełnie, a jego koledzy opowiadają, że ma za sobą najgorszy dzień życia : zwolniono go z pracy, ktoś rozbił mu w drobny mak saamochód, córka zaszła w nieślubną ciążę, a żona wyrzuciła go z domu. Dwaj przytomni panowie są momentami niemili i Mika musi im zagrozić nocnym spacerem do domu, żeby
      • grek.grek Re: "Noc na Ziemi" via Ct Art - Jarmusch na 4 nog 02.04.17, 14:49
        I Mika musi im zagrozić nocnym spacerem do domu, żeby się uspokoili.

        Kiedy kończą opis dramatycznych przejśc śpiącego kolegi, Mika kiwa głową i powiada ; co wy wiecie o nieszczęściu...

        I serwuje im własną historię : jego żona zaszła w ciążę, cieszyli się na wieść o dziecku [córce], ale urodziło się za wcześnie i lekarze stwierdzili, że nie ma szans na przeżycie. MOże potrwa to tydzień, przy wariancie maksymalnie optymistcyznym.

        Mika postanowił sobie, że nie będzie kochał tego dziecka, bo "nie zniósłby jego straty".

        Ale oto dziecko przeżywa nie tylko spodziewany tydzień, lecz - dwa tygodnie. I już pół trzeciego. Mika porzucił własne przysięgi i pokochał córkę z całego serca.

        I wtedy właśnie... dziecko doznało zapaści i zmarło, pozostawiają jego, i żonę, w bólu.

        Panowie w taksówce płaczą jak bobry i przyznają, że to strasznie przykra historia. Poklepują taksówkarza po plecach i przepraszają za swoje werbalne ekscesy, uznają że dobry z niego człowiek i kolega.

        Wysiadają na miejscu i idą do domu. Zostaje śpiący nieszczęśnik, który jeszcze dodatkowo za kurs musi zapłacić. Mika z trudem egzekwuje od niego należność, a gośc z elegancją, na czworakach, opuszcza pojazd.

        Świta. Siada sobie na śniegu i chyba planuje poranek po chmurką. Mika lustruje go uważnie i pyta : "Wiesz, gdzie jesteś ?", na co on : "W Helsinkach". Mika uznaje, ze na początek wystarczy i odjeżdza.

        :]

        Bardzo dobre ! Ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Kameralne, pełne humoru, ironii, a także efektownych lub urodziwych subtelnie i nieoczywiście fotografii wszystkich ww. miast - nocą.

        W każdej noweli aktorzy posługują się językiem narodowym kraju, w którym rozgrywa się historia. Benigni grający po włosku jest zupełnie brawurowy ;l]

        www.youtube.com/watch?v=F1m6GlPyOSU
        • siostra_bronte Re: "Noc na Ziemi" via Ct Art - Jarmusch na 4 nog 02.04.17, 16:05
          Dzięki, Greku :)

          Kiedyś oglądałam, ale wytrzymałam może do połowy. Jakoś nie mogłam złapać tego klimatu i odpuściłam. Wydało mi się to jakieś przegadane i wysilone.

          Niecierpliwie czekam na koniec tego przeglądu, choć po raz kolejny muszę przypomnieć, że z wielką przyjemnością czytam Twoje recenzje, nawet Jarmuscha :)
          • grek.grek Re: "Noc na Ziemi" via Ct Art - Jarmusch 02.04.17, 17:47
            dzięki, Siostro :]

            tak to jest z tymi filmami :] - albo się ten klimat złapie albo nie. Kino specyficzne, na swój sposób niszowe.

            o, nie zaglądałem na strony Ctv, ale wydaje mi się, że zapewne za tydzień jeszcze jeden film z tej serii będzie, a potem... może jeszcze jeden ? ;] Przy zapowiedzi wydawało mi się, że wymieniono sześc tytułów, ale raz że nie jestem pewien czy tyle właśnie, a dwa - nie mam pewności czy pokazano dopiero 4, czy jednak już 5 ;]
            przepraszam za treść tego wywodu, chyba zainspirowali mnie bohaterowie Jarmuscha ;]

            swoją drogą, w "Broken Flowers" jest kapitalna scena, kiedy główny bohater, grany przez Billa Murraya, filozoficznie mówi do młodego człowieka : "Przeszłość minęła, przyszłości nie znamy, jesteśmy w teraźniejszości" - mówi to w zadumie, młody człowiek w zadumie słucha, potem obaj dumają, a w końcu bohater dodaje : "Wybacz mi, ale w tej chwili nie stać mnie na nic lepszego" ;]

            dzięki, Siostro ! cieszę się ! :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Polowanie" 02.04.17, 18:03
      zawsze warto polecać, wg mnie.
      I wracać do tego filmu.

      najlepszy człowiek na świecie, nauczyciel Lucas, zostaje oskarżony przez małą podpieczną, ze ją molestował seksualnie. A dziecko przecież nie kłamie, nie zmyśla, prawda ? Jak mogłaby sobie coś takiego wymyślić ?

      I jak reaguje tłum.

      ciekawe,że to właśnie interesuje Thomasa Vinterberga - reakcja tłumu wobec jednostki. sytuacja zupełnie kafkowska, bo facet nie może się bronić, jest zupełnie niewinny, ale nie ma narzędzi, którymi mógłby dotrzeć do tłumu, który już wydał wyrok.

      a tłum... kurde, oni też reagują przecież racjonalnie na swój sposób. I już nawet próby naprawienia sytuacji przez winowajczynię zupełnie nie działają, bo mechanizm już został uruchomiony, już nic nie może go zatrzymać.

      niesamowite jest to ostatnie ujęcie. ostatni kadr. Zupełnie konsternujący.

      Mads Mikkelsen wybitnie, przejmująco gra. Vinterberg wybitnie kreuje nastrój beznadziejnego zapętlenia, w którym tkwią wszyscy. wybitny film, wg mnie.
    • grek.grek "Igrzyska Śmierci : Kosogłos. Część 1" via TVP1 03.04.17, 13:03
      w ogólnym zarysie historia ta przypomina nieco kontynuacje Matriksa.

      w "Kosogłosie" Katniss budzi się po jakiejś hibernacji i dowiaduje, że jej strzał z łuku, którym wyłączyła pole siłowe systemu obsługującego Igrzyska Śmierci stał się czynem wiekopomnym, obnażył słabość Kapitolu i wlał nadzieję w serca mieszkańców wszystkich Dystryktów, którzy zaczęli organizować ruch oporu.

      Katniss przebywa zaś w podziemnej wielokondygnacyjnej namiastce podziemnego miasta, w którym ukrywa się spora ilośc buntowników , ma własne komputery, produkuje broń, prowadzi akcje dywersyjne i czeka na dobry moment do ataku na najważniejsze punkty w stolicy celem obalenia dyktatora Snowa, przejęcia władzy i zaprowadzenia nowego,sprawiedliwego porządku społecznego.

      Trwa wojna na spoty, którymi obie strony rywalizują o uczucia i rozumy ludzi w Dystryktach. Buntownicy apelują o walkę z tyranią, a tyrania argumentuje, że to jest najlepszy możliwy ład : Dystrykty pracują, produkują i utrzymują, dostając za to głodowe wynagrodzenia, tyle żeby przeżyć, a Kapitol zapewnia bezpieczeństwo i pewna okruszynę chleba, żyjąc jednocześnie w przepychu. Słowem : Kapitol zachowuje się jak mafia i uważa, że lepszego ustroju nie wymyślono nigdy.

      Państwo podziemne zdązyło się rozrosnąć : ma własną panią prezydent Coin [Julianne Moore], organizatora i ideologa Plutarcha [P.S Hoffman], super-hakera [Jeffrey Wright] i wielu gotowych na wszystko, oddanych sprawie ludzi, którzy codziennie zbierają się na wszystkich piętrach, żeby słuchać patetycznych i podnoszących na duchu speechów pani prezydent.

      Brakuje tam jednego elementu : ikony buntu, czyli Katniss. Taka ma być jej rola, według planów kierownictwa. Tyle że dziewczyna zupełnie nie czuje się w tej roli, bardziej interesuje ją czy rodzina żyje i jej towarzyszy z Igrzysk, Peeta, wrócił razem z nią.

      Rodzina jest na miejscu, ale kolega Peeta został na Kapitolu. Teraz jest zresztą wykorzystywany do spotów mających osłabiać wiarę i determinację powstańców i zniechęcać ludzi do włączania się w ich szeregi.

      Prezydent, ideolog i towarzysze broni namawiają Katniss do przyjęcia na siebnie roli ikonograficznej, w tym celu robiąc dokładnie to, co czynił Kapitol, aby sprzedać ją jako gwiazdę i Igrzysk - tworzą specjalne stroje, wizerunek, nagrywają zagrzewające do walki filmików z jej udziałem, piszą teksty i każą jej recytować, generalnie tworzą po prostu reklamówki. Katniss dostaje nawwet własną ekipę telewizyjną, z panią reżyser, kamerzystami z obiektywami na czapkach specjalnych, kóra towarzyszy jej na każdym kroku i nagrywa jej emocjonalne reakcje, aby później wykorzystać je w filmach perswazyjnych.

      wojna medialna - bardzo to nowoczesne podejście do natury konfliktów. Brakowało tylko miejsca na "łapki" : jak popierasz Kapitol - daj czerwoną 'łapkę", a jak rebeliantów - zieloną.

      I kiedy to się nie sprawdza, przełomowym momentem stają się dla niej wizyty w zrujnowanych przez Kapitol Dysktryktach, gdzie wybuchły powstania zainspirowane jej gestem i zostały krwawo stłumione. Widok rannych ludzi, biedy, obróbonych w perzynę budynków jest dla niej wstrząsem.

      Od razu zresztą udaje się jej zestrzelić z łuku-granatnika samolot wysłany przez Kapitol celem zniszczenia szpitala, tyle że już po tym zbrodniczym akcie.

      I tak to wygląda przez dłuższy czas : Katniss się waha, aż wreszcie przyjmuje odpowiedzialność; jak ona się waha, to zaraz ktoś przychodzi i mamy rozmowę motywacyjno-inspirującą; hakerzy próbują ograniczać wpływy Kapitolu w cyberprzestrzeni, z której sygnały lądują na wielkich ekranach rozwieszonych we wszystkich Dystryktach; pani prezydent przemawia; dyktator Snow dowiaduje sie o Katniss i jego służby tym intensywniej jej wezwaniom do walki przeciwstawiają rozsądne wypowiedzi Peety, wzywające do rozejmu i zachowania status quo; a buntownicy realizują kolejne akcje sabotażowe, z których najważniejsza ma na celu uprowadzenie Peety - podejrzewają, ze chłopak opowiada te wszystkie rzeczy dlatego, ze Kapitol szantażuje go.

      udaje się więc dynamiczną akcją wyłączyć zniszczyć zapory wodne przy elektrowniach, co powoduje wyłączenie prądu w całym mieście. Kapitol pogrąza się w ciemności, nic nie działa, a wtedy specjalne komando wdziera się do budynku, gdzie trzymany jest Peeta i go porywa.

      Po powrocie... coś nie gra - pada sugestia, że strażnicy wiedzieli o akcji, ale pozwolili by doszła do szczęśliwego finału. O co mogłoby chodzić ?

      Odpowiedź pada za moment : obudzony Peeta rzuca się na Katniss i próbuje ją zadusić. Zostaje powalony i obezwładniony, a specjaliści dochodzą do wniosku, że kapitolińska bezpieka wyszukanymi metodami wyprała mu mózg i wytrenowała w postrzeganiu Katniss jako przyczyny jego cierpień.

      W ostatnim momencie mamy nalot samolotów Kapitolu na podziemne państwo. Wszyscy muszą uciekać na najniższą kondygnację, bo kilka bomb przedziera się przez górną warstwę ochronną. Jednocześnie, dzięki zaawansowanej elektronice, rebelianci odkrywają, że ich siedziba jest na tyle głęboko pod ziemią, że kiedy wyłączą oprogramowanie systemu obrony przeciwrakietowej, to są zupełnie niewidzialni dla wroga. TO dodaje im otuchy i pozwala snuć wizję licznych możliwości zaskoczenia przeciwniika.

      I tak pewnie będzie w finałowym filmie, co zapowiada orędzie pani prezydent, ogłaszającej że właśnie powstaje plan niespodziewanego ataku na główny punkt bojowy Kapitolu.

      To pewnie będzie treśc Kosogłosa 2.

      A ten 'kogogłos', to znak jakim identyfikują się członkowie ruchu oporu, i ich sympatycy. Gest/symbol zakazany przez Kapitol i surowo karany w razie złamania zakazu.

      W sumie zatem : Katniss to Neo, podziemne państwo to Zion, a Matriks to Kapitol ;] Podobny schemat, ale tutaj mniej jest metafizyki, a więcej wątków społecznych i personalnych.

      najzabawniejsi są policjanci Kapitolu, którzy trzymają ludnośc za twarz w poszczególnych dystryktach. Wyglądają tak samo : białe kombinezony, takie same hełmy motocyklowe na głowach i reakcje psa Pawłowa. Wyglądają jak androidy, bezpostaciowe, anonimowe, tępe narzędzia. Na własny użytek nazwałem ich 'błaszczakami".

      generalnie, ciekawa obsada, na czele ofk z Jennifer Lawrence. Pojawiają się właściwie wszyscy bohaterowie poprzednich dwóch filmów, przez co Woody Harrelson, Liam Hemsworth, Josh Hutcherson, Elizabeth Banks AND Donald Sutherland as Snow - mogą zarobić na kieliszek chleba.

      zdecydowanie mniej podobał mi się ten film od oryginalnych "Igrzysk", gdzie wszystko było nowe, świeże, motywacje mocne i nawet jakaś psychologia.

      W "Kosogłosie" dominują przemowy, dialogi motywacyjne, przeciągajaće się hamletyzowanie Katniss, której argumenty przeciw przystąpieniu do ruchu oporu są momentami niezrozumiałe [np. nie chce tego zrobić, bo Peeta jest przeciw niej, a ona za bardzo go lubi, żeby stawać z nim do konfrontacji].

      Mam wrażenie, że twórcy całej serii koniecznie chcieli zarobić na dwóch częściach "Kosogłosa", czyli wydusić cytrynę do oporu :]

      PIszę to mając nadzieję, że częśc druga jest po prostu lepsza, spójniejsza i tyleż psychologizująca, co wiarygodna w tym procederze :]


    • grek.grek "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" 03.04.17, 13:12
      któż nie pamięta... :]] "Kapitanie, mój Kapitanie !" - kto nie wzruszył się widząc młodych dżentelmentów i ich wyjątkowego nauczyciela odkrywających sens życia pięknego i mądrego, gotowych nawet umrzeć za prawdę tej idei ?

      ciekaw jestem czy dzisiaj ten film, taki ! film, wzbudziłby ten sam entuzjazm ? Mądry jest tak samo, i nie uważam żeby był skierowany do nastolatków, bo opowiada rzeczy aktualne na każdym etapie życia człowieka, które każde życie są w stanie zmienić na lepsze, jeśli zostaną przyjęte i zrealizowane, ale mimo wszystko trafiał jednak najpierw i najbardziej do młodzieży.

      czy dzisiaj też by trafił ? :] Mamy wiarę w młode pokolenie, czy tak jakoś nie bardzo, bo u nich to jednak filmiki z jutuba i generalnie nic poza tym ? ;]

        • grek.grek Re: "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" 04.04.17, 12:32
          taką miałem nadzieję, Siostro ! :]]

          wydaje mi się, że fabuła wymagała jakiegoś wstrząsu w końcówce, uzasadniającego terror uczelni wobec uczniów, których zmuszono do podpisania zeznań ułatwiających wyrzucenie Keatinga, który od początku dla niemal całej kadry był niewygodny.

          swoją drogą, w serialu "Dr House" jest , takie mam wrażenie, autotematyczny żart odnoszący się właśnie do 'Stowarzyszenia..."

          w jednym z odcinków, odkryta zostaje wstydliwa przeszłośc Wilsona, którego gra Robert Sean Leonard - otóż jako młodzieniec grał w filmie pornograficznym. Co ciekawe, występuje w tym filmie w takim stroju i okolicznościach przyrody, które jednoznaczenie narzucają się skojarzenia z teatralnym występem Neila Perry'ego, bohatera "Stowarzyszenia...", którego zagrał ten sam R.S Leonard, jakieś 20 lat wcześniej :]

          nie wiem, czy to dobry pomysł, bo skojarzenie może być nietrafione, ale... przyznam się, ze to moja dedukcja ;]

          co o tym sądzisz ?

          co sądzicie, Czcigodni ?
    • grek.grek w kinach "American Honey" 03.04.17, 13:22
      Andrea Arnold ma swój styl , dowiodła tego "Fish Tank" czy - wg mnie - bardzo ciekawą wersją "Wichrowych wzgórz".

      Teraz pojawia się "American Honey", o młodej dziewczynie gdzieś ze środkowego zachodu Ameryki, która porzuca z dnia na dzień rodzinny dom i rusza w drogę donikąd-i-dokądkolwiek z grupą świezo poznanych rówieśników.

      głos krytyków :
      www.filmweb.pl/reviews/Dzika+droga-18698
      film.interia.pl/recenzje/news-american-honey-recenzja-gdzie-ten-amerykanski-sen,nId,2372770
      głos ludzkości ;] :
      na Rotten TOmatoes 169 recenzji, 79 % pozytywnych

      nasz głos :
      ... ?

      wybieracie się może do kina na ten film ?

      PS : wg mnie, brzmi ciekawie, a sugerując się poprzednimi filmami bohaterki, oraz faktem że młoda ferajna podróżuje po Ameryce B i C - można spodziewać się obrazków pokazujących ten kraj w nieco innej tonacji, nie tylko kolorystycznej, niż pocztówki z Beverly Hills czy Manhattanu.
    • grek.grek 20:20 & 3:20 TVP Kultura "Dracula" [1931 r.] 03.04.17, 13:30
      frykas filmowy, bo to chyba pierwsza adaptacja powieści Stokera ?, z niezastąpionym Belą Lugosim w roli głównej.

      na szczęście w dwóch terminach :]

      przypomina mi się "Nosferatu Wampir" Herzoga, jego ciemna energia i metafizyczny nastrój, pogłębiony portret księcia, wpisującego się w egzystencjalną filozofię.

      Coppola, wg mnie, zrobił film bardziej mainstreamowy, momentami popkulturowy, chociaż emocjonalna warstwa była dojrzała , a sam Dracula romantyczny jak nigdy i skrzywdzony nie tylko przez los, ale i przez społeczeństwo.

      tym bardziej jestem ciekaw tej , chyba pierwszej ?, wersji.
      czy znacie ja, czy będzie to premiera dla nas wszystkich ? :"]

      • siostra_bronte Re: 20:20 & 3:20 TVP Kultura "Dracula" [1931 r.] 03.04.17, 18:51
        Niestety, to nie jest film z Belą Lugosim! To jakaś hiszpańska wersja, w reż. niejakiego George'a Melforda. Kręcona, co ciekawe, w tym samym czasie i w tych samych dekoracjach co film Toda Browninga. Data produkcji ta sama, więc łatwo o pomyłkę.

        Wielka szkoda, że nie zobaczymy kultowej wersji z Lugosim. Nie miałam okazji zobaczyć tego filmu.
        • grek.grek Re: 20:20 & 3:20 TVP Kultura "Dracula" [1 04.04.17, 12:47
          to prawda, Siostro.
          Niestety.

          chociaż, ta hiszpańska wersja jest naprawdę dobrze nakręcona, więc - nie wiem jak Ty ? jak Wy ? - zawiedziony czułem się tylko przez chwilę, bo film ma swoje niezaprzeczalne zalety.

          przede wszystkim, jest naprawdę dobrze nakręcony, zwłaszcza sceny dialogów we wnętrzach. Bez machania kamerą we wszystkie strony, ze starannie wybieranymi momentami zbliżeń.

          historia sama w sobie - powtarzana była wiele razy, więc opis niekonieczny, jak myślę ;]

          aktorstwo... ha, to interesujące : film jest dźwiękowy, a aktorzy używają wszystkich chwytów z arsenału kina niemego, ekspresja hrabiego Draculi czy Renfielda jest groteskowa i momentami wprowadza niezamierzony chyba komizm sytuacyjny.

          Kiedy hrabia z rozczapierzonymi palcami zachodzi od tyłu ofiary - robi miny wprost przezabawne.

          skutkiem czego ten hrabia na pewno jest inny niż cierpiący egzystencjalista Herzoga czy też romantyk Coppoli. Trudno jego tożsamość jakoś określić, jest trochę cyniczny, ma niemało ironii, ale koniec końców wydaje się, ze reżyserowi najbardziej zależało na pokazaniu sytuacji, dziwnej historii, a nie wykreowaniu bohatera.

          dużym plusem są wnętrza, zarówno salon jak i taras pałacowy, jak również zapuszczony, ale urodziwy, zamek hrabiego.

          największym atutem tego filmu, takie mam wrażenie, jest jednak to, ze nakręcono go w 1931 roku, co dzisiaj czyni go rzeczą intrygującą i kultową :] kino było wtedy na początku swojej drogi, więc najciekawsze jest obserwowanie w jaki sposób ówczesni twórcy radzili sobie z materią :]
            • grek.grek Re: 20:20 & 3:20 TVP Kultura "Dracula" [1 05.04.17, 12:32
              dzięki, Siostro :]

              yes :]
              I to branie się pod boki, groźne miny, zawisanie na długie sekundy w ekspresyjnym grymasie i wiele innych. KOmiczny zupełnie jest np. moment, kiedy Dracula i Van Helsing mierzą się wzrokiem - to było chyba zaraz po tym jak profesor podstawił mu pod nos lustro, żeby się hrabia w nim mógł nie pokazać, co by dowodziło jego wampiryzmu. Hrabia wykrzywia się w jakimś kuriozalnym wygibasie, a scena wygląda jakby zatrzymano ją na stopklatce ;]

              ciekawe jak do tych scen podchodzili współcześni widzowie ? dzisiaj wyglądają pociesznie i grozy tam ni w ząb, ale wtedy - kto wie, może przerażały ?

              szczera prawda, Siostro :]
    • grek.grek Darren Aronofsky znów coś kręci 03.04.17, 16:13
      wg mnie, jest to jeden z tych reżyserów, którzy jak już zaczynają film, to wiadomo że temat musi być ciekawy, a pomysł zgrabny, ma to swoją rangę. "Requiem dla snu", "Zapaśnik", "Czarny łabędź", niezła seria :

      film.onet.pl/wiadomosci/mother-nowe-informacje-na-temat-kolejnego-filmu-aronofsky-ego/hlfv36
    • never_never Serial o Piastach Smarzowskiego 04.04.17, 11:13
      Tym razem to nie Prima Aprilis...;)

      Pewnie zauważyliście taki materiał na stronie portalu:

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,127222,21585704,doczekamy-sie-polskiej-gry-o-tron-wojciech-smarzowski-szykuje.html#BoxKultImg&a=74&c=53
      Bardzo bardzo kibicuję, bo z takiego materiału historycznego może powstać naprawdę mocne dzieło (rozumiem, że te odniesienia do "Gry p tron" to tylko reklama)
      • grek.grek Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 04.04.17, 12:36
        dzięki, Never_Never :]

        rzeczywiście, ciekawa informacja; miejmy nadzieję, ze znajdą się na to pieniądze :} No i że scenariusza nie będą pisać państwo od... wszystkich innych polskich seriali, hehe. Jacyś nowi by się przydali.
        • maniaczytania Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 04.04.17, 19:08
          bardzo ciekawa informacja, ciekawe też, czy coś z tego wyjdzie.

          Nie wiem, czy wiecie, ale jest polska pisarka Elżbieta Cherezińska, która pisze takie historyczne 'mięsiste' powieści o Piastach właśnie. I jej powieści, jak ogłoszono nie tak dawno temu, zostaną sfilmowane, zdaje się też serialowo.
          • grek.grek Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 05.04.17, 13:13
            Maniu, sądzisz, że polscy twórcy będą w stanie odważyć się na tyle krwi, trupów i seksu, żeby była z tego faktycznie jakaś wersja "Gry o Tron" ? ;]]

            chociaż - moze słowo klucz w tym przypadku, to "polska [Gra o Tron" ;] to by wiele wyjaśniało jak chodzi o zamierzenia i plany.

            inna rzecz, jak wiele twórczej incijatywy będzie miał pan reżyser, a na ile będzie to tylko świetnie płatna chałtura, dzięki której zapewni sobie dziesięc lat spokojnego życia, podczass których zajmie się komfortowym robieniem prawdziwie własnego kina ?

            chyba na czarnowidza wychodzę w tym momencie ;] , ale te polskie produkcje serialowe ostatnich lat tak mnie negatywistycznie nastrajają, że... ech ;]
            • never_never Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 05.04.17, 17:39
              Istnieje duża szansa na ciekawy serial, ponieważ to Wojciech Smarzowski pracuje nad scenariuszem i z tego, co mówi, to chyba robi to z pasji, a nie dla chałtury.
              A swobodę twórczą mogłaby zagwarantować platforma, dla której serial miałby powstać. Jeżeli ShowMax chciałby (i mógłby) spełniać podobną rolę jak HBO, byłoby dobrze. I wtedy "krwi, trupów i seksu" nie powinno zabraknąć...;)
              Tak że pozostaje nam trzymać kciuki, niestety naprawdę długo, bo ewentualny początek zdjęć to 2018 rok lub później.
              • grek.grek Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 06.04.17, 12:36
                dzięki, Never_Never :]
                to są optymistyczne informacje !

                miejmy nadzieję, że tak do końca pastelowo nie będzie, nawet jeśli obrońcy czystości polskiej historii mieliby się wzburzyć ;]

                to klucz do wszystkiego, racja - pieniądze od platformy, która gwarantowałaby wartościowym twórcom swobodę artystyczną i miała ambicje kręcenia seriali wzorowanych na najlepszych pomysłach z Anglii, Ameryki czy Skandynawii [tutaj prochu chyba nie da się już wymyślić, a jak się uczyć, to od znakomitości].
            • maniaczytania Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 05.04.17, 19:04
              ja nie wiem, czy ja bym chciała aż tak dużo krwi, trupów i seksu jak w Grze o Tron ;)
              Wolałabym, żeby to był 'mięsisty' serial, który da się oglądać z dziećmi. Nie trzeba pokazywać pewnych rzeczy, żeby widz wiedział, że się zdarzą ;)
          • never_never Re: Serial o Piastach Smarzowskiego 05.04.17, 17:20
            Rzeczywiście, ostatnio czytałam ciekawy wywiad z panią Cherezińską o Świętosławie, siostrze Bolesława Chrobrego, żonie królów Szwecji i Danii, która najprawdopodobniej była bardzo aktywną politycznie kobietą. Zresztą oboje: i Świętosławę, i Bolesława, Cherezińska przyrównywała do dwójki drapieżników, które nie znają słowa "stop"...;)

            BTW istnieją spekulacje o pochodzeniu dynastii Piastów od Wikingów (może stąd ta drapieżność charakterów?...;)
            Kiedyś słyszałam, że rozpoczęto badania materiału genetycznego izolowanego z grobowców Piastów z linii męskiej, aby wyjaśnić, czy pochodzili oni z ludności miejscowej, czy jednak napływowej

            Na spekulacje, pewnie też i ubarwianie historii, będziemy jednak w dużym stopniu skazani, ponieważ zachowało się tak niewiele źródeł pisanych z tej epoki. Ale nawet i te skąpe materiały, jakie są dostępne, kształtują fascynujący obraz dynastii wczesnych Piastów - jaka szkoda, że moje lekcje historii polegały głównie na wkuwaniu dat Zjazdu Gnieźnieńskiego, koronacji Chrobrego, itp.
    • grek.grek "Tajne eksperymenty CIA'" [dok.] via TVP2 04.04.17, 13:37
      Punktem wyjścia do rozwinięcia tematu eksperymentów , jakie w latach 50-tych i 60-tych w Ameryce wykonywała CIA, jest historia z 1951, która miała miejsce we Francji.

      W małym mieście Pont Saint Esprit doszło do kuriozalnej sytuacji. Grupa mieszkańców uległa jakiejś zbiorowej psychozie. Ludzie mieli halucynacje, wrzeszczeli, że atakują ich tygrysy i lwy, skakali z okien mówiąc, ze "są ważkami !", widzieli na ścianach plamy krwi, mieli przekonanie, że w ich żołądkach kłębią się węże, a w ustach rośnie gąszcz włosów. Jeden z mężczyzn przez 21 dni nie spał, mimo wysiłków lekarzy.

      Są to fakty, opisane, zanotowane. W filmie mówią o nich ci, którzy na własnej skórze tego doświadczyli.

      Lekarze niosący im pomoc opisują te wydarzenia jako "noc apokalipsy". Atak chrobowy dotknął jednocześnie ponad 300 osób, z czego 50 hospitalizowano, a 7 zmarło.

      Przeprowadzono badania, których efektem było stwierdzenie, ze wszystkie ofiary jadły chleb w miejscowej piekarni. Uznano, że przyczyną szaleństwa mogły być zarazki np. sporyszu. Zbadano też gazownię, wodociągi, ale tam wszystko było w porządku. UZnano, ze jednoznacznie winny jest ten "przeklęty chleb", ale nie znaleziono żadnych konkretów.

      Sprawa przycichła do lat współczesnych.

      Zainteresował się nią najpierw amerykański dziennikarz, który prowadził śledztwo w sprawie eksperymentów na ludziach, jakie w Ameryce prowadziły ośrodki badawcze finansowane i nadzorowane przez CIA. Idąc tropem śmierci jednego z naukowców, nazwiskiem Olson, wykorzystywanych przez CIA - odgrzebał sprawę z Pont Saint Esprit i postawił tezę, że mieszkańcy miasteczka zostali celowo zatruci LSD. Według niego, wywiad amerykański podrzucił je do mąki, z któreej upieczono chleb. Tak się składa, ze Olson był wtedy we Francji, a mieszkańcy miasteczka widzieli wtedy nieznajomego, który przedstawiał się jako "agent handlowy". Znikł tak nagle, jak się zjawił.

      Skąd przypuszczenie, ze to LSD i że CIA.

      Trzeba się cofnąc do czasów powojennych. Amerykanie uratowali wtedy wielu nazistowskich lekarzy i naukowców, którzy za swoje makabryczne "badania" prowadzone na więźniach obozów koncentracyjnych powinni wisieć. Ojczyzna Demokracji zabrała ich do siebie, dała pracę i zaczęła realizować ich pomysły w swoich tajnych laboratoriach.

      Rozhuśtało się momentalnie, a pretekstem była walka z ZSRR i komunizmem; wszystkie podejmowane kroki usprawiedliwiano troską o dobro i bezpieczeństwo kraju.

      NIby obowiązywywały jakieś konwencje, wedle których do badań mogli być angazowani tylko ludzie zdrowi i wyrażający na to zgodę, ale praktyka była zupełnie inna : w rozmaitych miejscach komórki rządowe robiły co chciały, testując swoje chemiczne zabawki na ludziach upośledzonych, więźniach, niepiśmiennych imigrantach, generalnie : na ludziach, o których nikt się nie upomni.

      Czasaami szli jeszcze dalej, jak w czasie akcji na atolu Bikini i w Nevadzie, gdzie pod pozorem cwiczeń bojowych napromieniowano ponad 250 tys żołnierzy. Wielu z nich zapadło na długotrwałe choroby i doznało nieodwracalnych uszkodzeń ciała i mózgu. Wystąpili do sądów z oskarżeniem wobec armii.

      CIA prowadził chętnie badania mające wygenerowac tzw serum prawdy, szczególnie zaś interesowała się możliwościami kontrolowania ludzkich umysłów, zniewalania ich i narzucania woli z zewnątrz. Chodziło o stworzenie ludzkich robotów, idealnych maszyn do zabijania.

      Wtedy odkryto takze LSD i zaczęto je podawać obiektom badawczym. Na fragmentach zachowanych filmów widać zdjęcia z eksperymentów z LSD. Po niewielkich dawkach ludzie kompletnie tracą koordynację ruchową i świadomośc myślenia.

      W 1950 roku wybuchła wojna Ameryki z KOreą. Łapani przez KOreańczyków amerykańscy żołnierze na przesłuchaniach błyskawicznie poddawali się i wyśpiewywali wszystkie tajemnice wojskowe, o których widzieli. Rząd amerykański uznał, że robili tak dlatego, bo wrogowie używali wobec nich mechanizmów manipulacji umysłami. Dzieki takiej propagandzie, CIA dostała niemal wolną rękę, i kasę, na prowadzenie badań majacych "wyrównać szanse na polu walki". Wtedy właśnie wdrożono w czyn operacje Bluebird i MK Ulutra [jesli dobrze zapisałem nazwy, ze słyszenia].

      Stosowano metody zupełnie bezceremonialne, np. w czasie ćwiczeń kazano zdrowym ludziom zakładać maski przeciwgazowe, ale nie dlatego zeby sprawdzić ich sprawnośc w obronie przed gazowym zagrożeniem, lecz po to by... w ten sposób aplikować ich chemiczne substancje pt. LSD, atropina, benzylan itp., a potem obserwować zachowania.

      Szybko zabrakło im w Ameryce odpowiednich zasobów ludzkich, więc pojawił pomysł wyjścia poza opłotki, ot choćby do małego francuskiego miasta...

      Burmistrz do dziś nie wierzy, że amerykańska machina wojenna mogłaby chcieć testować swoją chemię w jakimś spokojnym miasteczku we FRancji. Ale amerykańscy badacze i eksperci nie mieli wątpliwości, od kiedy tylko zaczęli badać powiązania między tym, co działo się w Ameryce, a przypadkiem Pont saint Esprit.

      W samej Ameryce notowano dziesiątki epizodów z testami broni chemicznej na ludziach. Są to potwierdzone przez sam rząd [papiery odtajniono później, o czym mowa w dalszej częsci] zdarzenia : 50 rok - okręt wojenny zbombardował San Francisco wirusami - 1 ososb zmarła, setki uległu cięzkim zatruciom; 53 rok - w szpitalach uniwerysteckich w Iowa i Nebrasce napromeniowywano ciężarne kobiety i noworodki; 55 - CIA rozpyliła zarazki kokluszu w pobliżu Tampy, zmarło 12 osób; 53 albo 55 - cIA wynajmowała prostytuki, by w specjalnie urządzonym i monitorowanym burdelu zarażały klientów rozmaitymi chorobami; 56 - rządowe agencje zrzucają nad m.in Savannah miliony komarów wyposażonych w zarazki żołtej febry; 60 rok - w szpitalu uniwersyteckim w Connecticutt prowadzone były pozbawione wszelkich standardów moralnych badania na osobach bezdomnych, upośledzonych itp., zgarnianych z ulicy - zmarło ich ponad 90, głównie na skutek końskich dawek promieniowania, jakimi ich raczono.

      Wszystko miało swój rzekomy cel : uzyskanie takich rodzajów broni, dzięki której Ameryka będzie w stanie rywalizować z ZSRR i zwycięzyć w wojnie bez konieczności podejmowania działań zbrojnych.

      Ujawniono po latach, ze w ten proceder zaangażowane były na masową skalę amerykańskie uczelnie, w tym te najbardziej prestiżowe : Yale, Stanford, Columbia, Harvard. Jak mówi jeden ze śledczych, którzy badali całe zagadnienie : "naukowcy wtedy oszaleli, byli bezkarni, mieli przyzwolenie rządu i pieniądze na najbardziej nieludzkie eksperymenty". Ci, którzy protestowali - byli wyrzucani z pracy, a ich ujawnień nikt nie słuchał, byli uznawani za wariatów, bo nikomu w głowie się nie mieściło,ze kochany rząd może być zdolny do takich działań.

      WIęźniów w zakładach karnych szprycowano plutonem, sarinem, wszczepiano komórki rakowe i cholera wie, co jeszcze. Wielu z nich zapadło na nieuleczalne choroby. Jakiś gośc opowiada, jak testowano na nim "niewinny" spray do ciała.Opryskano mu nim plecy, i w ciagu dwóch dni pokryły się bolesnymi bąblami wypełnionymi ropą. Pojono ich jakimiś płynami, po których mieli omamy.

      Co ciekawe, odkrywca LSD, pan Hoffman, został zaproszony do Francji, gdzie stwierdził że w Pont Saint Esprit niewątpliwie doszło do masowego zatrucia LSD. Zaraz po wyjeździe Hoffman odwołał to, co powiedział, a później w ogóle znikł z radarów i nikt nie był w stanie się z nim skontaktować, zeby uzyskać ostateczną ocenę sytuacji.

      Mamy świadectwo pani, która jako dziecko trafiła do szpitala uniwersyteckiego w Vermont, gdzie poddawano ją przeróznym 'testom", serwowano elektrowstrząsy w dawkach wręcz kuriozalnych. Próbowano zmienić jej osobowośc odmawiajac snu, faszerujac chemią i nieustannie nadając do ucha monotonnie wypowiadane polecenia. Pani prawie straciła rozum od tego, zaczęła słyszeć męskie głosy w głowie, nie dające się niczym usunąć.
      cdn
      • grek.grek Re: "Tajne eksperymenty CIA'" [dok.] via TVP2 04.04.17, 14:03
        w odtajnionej po latach dokumentacji, znalazła zapisy dawek elektrowstrząsów jakie jej aplikowano : trwały jednorazowo po... 40 sekund [podczas gdy już 1 sekunda to dawka solidna i wysoka], a w tzw seriach - powtarzano je 35 razy na przestrzeni miesiąca lub tygodnia.

        Karen ma bliznę za uchem, nie wie skąd się wzięła, nie wiedzą tego takze lekarze, którzy po latach badali jej przypadek. W dokumentacji nie ma żadnej wzmianki o tym, co jej tam wszczepiano...

        30 lat walczyła w sądach o prawo do odtajenienia tych dokumentów. Przeżywszy to wszzystko, przeczytawszy, doszła do wniosku, że celem tych badań było zrobienie z niej robota, posłusznej maszyny, wymazanie pamięci i zastąpienie jej wdrukowanymi poleceniami.

        Przyznano jej odszkodowanie od rządu za poniesione straty zdrowotne i moralne.

        Odkryto, ze w proceder zamieszani byli lekarze o międzynarodowej renomie. Jeden z nich, wówczas prezes światowego związku medyków, na polecenie CIA założył szpital, w którym testowano "program tworzenia ludzkich maszyn" oparty na nazistowskich pomysłach i metodach realizowanych w czasie II wś. Poddani tym eksperymentom ludzie zmarli albo popadli w stan wegetatywny.

        Nie ma za to dowodów na to, ze istniały przypadki wszczepiania ludziom elektrod w mózg, celem zdalnego sterowania nimi. Ale za to widać film dokumentalny, na którym widnieje zapis eksperymentu z bykiem, któremu wszczepia się taką elektrodę i z groźnego szarżującego na płachtę byka corridowego, nagle przechodzi w stan byka zachowującego się jak przerażony pies.

        W 1973 roku, po wybuchu Watergate, wzieto pod lupę cały rząd, łącznie z CIA, szefowaną przez Hearnsa. Wiele z opisywanych praktyk ujrzało światło dzienne. Szefostwo cIA broniło się niewiedzą, co wyrabiają poszczególne komórki agentury [skąd to pamiętamy...].

        Powstała KOmisja Rockefellera, która rozliczyła CIA z jej "pracy", a także zaprosiła w roli świadków osoby pokrzywdzone w czasie tych eksperymentów. Pozwoliła im głośno opowiedzieć o swoim dramacie.

        CIA nie udało się zniszczyć wszystkich dokumentów swoich zbrodni. Zostawili ok 20 tys stron, co jest niewielkim wycinkiem całości, ale lepszy rydz niż nic. Obliczono, że od lat 50-tych wdrożono
        149 programów eksperymentów o charakterze wyżej opisanym. Zajmowało się nim 80 instytucji, często prestiżowych i doskonale opłacanych z publicznych pieniędzy. Manipulacje umysłami, tortury, radiacja, podtapianie, próby tworzenia maszyn ludzkich, zmiany osobowości, testowanie odporności na chemię, leki i cięzkie narkotyki itd itp.

        Zasada brzmiała "cel uświęca środki", taką 'sentencje' słyszeli ci, którzy wcześniej próbowali upominać się o swoje prawa. Wmawiano im, że powinni być dumni, bo biorą udział w patriotycznym czynie antykomunistycznym.

        W 1995 roku prezydent Clinton oficjalnie przyznał, ze rzad amerykański prowadził takie praktyki i przeprosił wszystkich pokrzywdzonych i ich rodziny, zapewniając, że winni zostaną ukarani, a podobne wybryki nie będą nigdy już miały miejsca.

        Grzebiąc w odtjanionych papierach amerykański dziennikarz odkrywa wspomniany fakt pobytu naukowca Olsona, pracującego dla CIA, we Francji w 1951 roku, co zbiegało się w czasie z wydarzeniami w Pont Saint Esprit.

        W oficjalnych raportach CIA odnajduje to czego szukał : oficjalnie potwierdzenie, ze w mieście tym faktycznie miała miejsce operacja amerykańskiego wywiadu i faktycznie rozpylono tam LSD, które dostało się do mąki, a z niej powstał trujący chleb.

        Sa też daty spotkań agentów CIA z szefami firmy Santos, która wówczas jako jedyna miała LSD w Ameryce.

        Ktoś powie, ze przecież w 60s hippisi raczyli sie LSD i chwalili sobie jego wpływy. Dlaczego we Francji wyglądało to zgoła strasznie ? Odpowiedź daje specjalista medyczny, który powiada, ze narkotyk ten przyjmowany świadomie - nie musi powodować spustoszenia w mózgu, ale podany chyłkiem i z zaskoczenia, osobie niekoniecznie chcącej takich rozrywek, może działac przede wszystkim jako katalizator zachowań lękowych. To by wyjaśniało okoliczności zajścia.

        Stowarzyszenie ofiar wypadków z 51 roku, odkryło w swoim śledztwie, ze policja francuska działała celem wyjaśnienia sprawy, w sposób tak nieudolny i ignorancki, że zachodzi mocne podejrzenie, iż chciała coś ukryć, zamieść wątek pod dywan. Czyżby wywiady amerykański i francuski były w zmowie ? A mozę Francuzi po prostu bali się Amerykanów i woleli przemilczeć sposób w jaki potraktowano ich obywateli, co przecież miało wszelkie znamiona ataku terrorystycznego ?

        Akta francuskiej policji zostaną odtajnione w roku 2021. może wtedy coś wypłynie, chociaż zapewne do tego czasu odpowiednie strony zostaną znalezione i zniszczone, że tak pesymistycznie zakończę.

        świetny dokument !
        • never_never Re: "Tajne eksperymenty CIA'" [dok.] via TVP2 05.04.17, 18:01
          Pasjonująca opowieść!

          Dużo też słyszałam o amerykańskich eksperymentach z napromienianiem Bogu ducha winnych ludzi w latach 50-tych, po prostu w głowie się nie mieści, że takie rzeczy mogły się dziać w "ostoi demokracji"...

          Ale dlaczego ta Francja? Trochę jednak mam wątpliwości, czyż w USA nie ma wystarczającej liczby "dziur", w których podobne eksperymenty dużo łatwiej można by prowadzić? No i ergotamina (alkaloid sporyszu) jest używana przy produkcji LSD, więc jednak może objawy zatrucia sporyszem i objawy stosowania LSD są podobne? I to, co działo się w Pont-Saint-Esprit to jednak był sporysz?

          Tak czy inaczej dziękuję - bardzo lubię czytać Twoje opisy filmów dokumentalnych :)
          • grek.grek Re: "Tajne eksperymenty CIA'" [dok.] via TVP2 06.04.17, 12:43
            yes, Never_Never :] takie samo miałem wrażenie.

            wiesz, najciemniej pod latarnią, z najgłośniej krzyczy "łapaj złodzieja !' największy oszust - Kolebka Wolności tak się wystroiła w pióra strażniczki wszelkich swobód, a innym dorobiła straszne gęby, że trudno się przebić z faktami, nawet we współczesnych mediach, a może... zwłaszcza we współczesnych mediach ?

            ha, to fakt zagwozdka.
            Zapisy w raportach CIA i poszlaki [powiązania CIA z firmą Santos, której pracownikiem był Olson] sugerują, że coś mogło być na rzeczy, a z drugiej strony : to o czym piszesz także jest racjonalne bardzo; podobne zdanie ma również obecny burmistrz miasteczka, ktory również nie do końca jest przekonany do wersji amerykańskich badaczy i ekspertów.

            dzięki Never_Never ! :]

            co by o TVP nie powiedzieć : zdarza im się pokazywać rzeczy, których nigdzie indziej byśmy nie uświadczyli :]
    • grek.grek 16:50 TVP Kultura "Ludzie za mgłą" 04.04.17, 15:46
      jak ten film jest sfotografowany, jaką ma atmosferę, jaka ciemna zasłona się nad nim unosi - magia kina !

      dezerter, dziewczyna-utrzymanka, gangsterzy, zimna mgła, mokre chodniki Hawru o poranku, noce, znikąd pojawiające się uczucie, zniewaga i zemsta, zaledwie majaki nadziei na lepszą przyszłośc, ale nie tutaj.

      doskonały film.
            • grek.grek "Niewidzialny człowiek'" - parę słów 05.04.17, 13:07
              doskonała informacja, Siostro :]

              jak zatem podobał Ci się 'Niewidzialny..." ?

              ja bym zaryzykował,że to jest film, który z powodzeniem znalazłby swoje miejsce w kinach w latach 50-tych, albo i następnych : sposób realizacji, znakomite efekty i potencjał intelektualny prezentują się świetnie.

              Już początek ma swój styl : zapatulony po sam czubek głowy, ze sztucznym nosem i goglami mężczyzna wchodzi w zimowy wieczór do szynku, zapada cisza jak makiem posiał, niektórzy z gości cofają się w głąb lokalu, tak dziwny jest to przybysz i sytuacja niepokojąca.

              A potem mamy mieszanką filozofii, sensacji i dużo dobrego humoru :]

              Z tej filozofii ;] zaciekawiło mnie szczególnie jedno pytanie : czy niewidzialnośc można by użyć do dobrych uczynków ? I wyszło mi na to, że nie bardzo. Po co się ukrywać pomagając innym ?

              Tak więc, Jack opracowując eliksir niewidzialności miał przed sobą drogę w jedną stronę - ambicje dowodzenia swojej wyższości nad innymi, panowania nad światem, podbojów : były niejako wpisane w kapitał założycielski jego doświadczeń. Powoduje to, że jest w nim coś z bohatera greckiej tragedii. Może dlatego nie jest mu dane wyplątać się z rzeczywistości, którą stworzył i wrócić do świata ? Musi brnąć w to, co było mu zapisane, nie ma żadnej drogi ucieczki, a na końcu czeka śmierć.

              Ale polubiłem go :] Mimo że wykoleił pociąg i zasadniczo chciał posługiwać się terrorem w celu "naprawiania świata" [ja bym powiedział : zaprowadzania własnych porządków]. Był dowcipny w tym całym swoim ambicjonerskim zadęciu.

              Z drugiej strony... kto by się nadął lekko osiągając taki sukces, jak opracowanie specyfiku na niewidzialność ? Jacka gubi jego własna przewaga nad innymi.

              Owszem, Jack robi złe rzeczy, ale ta nagonka policji i mieszkańców na niego od razu uruchomiła we mnie jakiś odruch niechęci wobec tej sytuacji, zawsze tak się dzieje, kiedy widzę jednostkę w konfrontacji ze zbiorowością, choćby nawet ta jednostka była czemuś winna :] Nie odpowiada mi estetyka takiego wydarzenia.

              Humor jest przedni : nie wiem, co rozbawiło mnie bardziej - samodzielnie jadący rower, zdjęcie spodni z policjanta, czy właścicielka hotelu wydająca histeryczne wrzaski, kiedy Jack wyrzuca ją z pokoju razem z jej oprzyrządowaniem ;]

              A może moment, kiedy towaarzystwo w hotelu ściąga policjanta, żeby trochę okiełznał aroganckiego Jacka, który ściąga z siebie kolejne części garderoby i okazuje się, ze pod spodem jest niewidzialny. Widownia truchleje, ucieka gubiąc meszty, a jak już są bezpieczni pytając policjanta, co o tym sądzi, na co ten : "No cóż, jest zwyczajnie niewidzialny, jakby się rozebrał do końca, to w ogóle byśmy go nie zobaczyli" ;] "Zwyczajnie niewiedzialny jest" - to mnie urzekło :]

              Jest też moment, kiedy Kemp i Jack idą gdzieś razem, ale Jack jest niewidzialny, więc słychać tylko jego głos. Kemp rozgląda się niepewnie, a Jack na to : "NIe gap się na mnie, tylko idź" ;]

              swoją drogą, Kemp ponosi zasłużoną karę za to, że próbował wykorzystać moment i skraśc uczucia Flory, zmartwioonej zniknięciem Jacka, w którym jest zakochana, ale inna rzecz, że wobec kolejnych wyczynów Jacka - Kemp chciał zrobić rzecz słuszną, czyli pomóc z złapaniu go.

              A MIMO TO, jakoś jest to śliska i niemiła postać, prawda ? Jack puszczając go w przepaść autem określa go jako "małego tchórza" i coś w tym jest, nawet jeśli postępowanie Jacka jest naganne. On był odważny, dał się ponieść, wszedł w coś niezwykłego. Kemp zachował rozsądek, ostrożnośc, a może nawet bojaźliwy był.

              Wniosek : Jack był człowiekiem z gatunku tych, którzy pchają świat naprzód, przecierają nowe nieznane szlaki, Kemp - to człowiek wsteczny, pozbawiony prawdziwej głębi, zachowawczy w myśleniu. Dlatego , przynajmniej mnie, trudno było nie symaptyzować z Jackiem, mimo że Kemp stał po stronie prawa i życia ludzi, tych których Jack już zgładził, i tych których zgładzić zapewne jeszcze zamierzał.

              Tak więc, jest tu przewrotna moralna interpretacja, wg mnie.

              Kolejne harce Jacka, który robi w konia najpierw ludzi w miasteczku, a potem policjantów - świetnie nakręcone, efekty specjalne bardzo wiarygodnie i naturalnie wyglądają, podobnie jak w momentach gdy w powietrzu spacerują same spodnie czy koszula :]

              Finał jakże smutny, te stopy odbijające się na śniegu, szukajace drogi ucieczki, a potem strzał i padające - w domyśle - ciało ; przygnębiające, nawet jesli Jackowi wiele można zarzucić było.

              Przypomniał mi się jeszcze moment, kiedy policja organizuje zasadzkę na Jacka, której sens polega na tym, że na murze wokół domu Kempa [którego jack poprzysiągł zabić] rozsypują ziemię, a sami uzbrajają się w naboje z atramentem. Mają nadzieję, ze Jack zdemaskuje się strącając z muru ziemię podczas przechodzenia przezeń, a wtedy oni go ostrzelają atramentem i w ten sposób ujawnią. Traf chce, że po murze spaceruje biały kot, strąca ziemię na głowę policaja, a ten strzela do niego atramentem przemalowując biedaka na czarno ;]

              Doskonała jakośc kopii !
              Czyżby ten film był rekonstruowany cyfrowo ? Bez takiego zabiegu chyba nie byłby chyba możliwy tak świetny obraz filmu z 1933 roku ?

              aktorstwo jest tutaj zupełnie nowoczesne, w odróżnieniu od wczorajszego filmu :]

              • siostra_bronte Re: "Niewidzialny człowiek'" - parę słów 05.04.17, 16:07
                Dzięki, Greku :)

                Mogę się tylko podpisać pod Twoją recenzją. Moim zdaniem kapitalny film!!

                Wspaniale wytrzymał próbę czasu, trudno uwierzyć, że to film 2 lata późniejszy od "Draculi"! Spokojnie mógł powstać 20-30 lat później.

                Przede wszystkim postać Niewidzialnego. Ta głowa owinięta bandażem i ciemne okulary...Z pewnością może śnić się po nocach!!

                Ja też polubiłam bohatera! Wbrew temu, co mówił p. Chaciński i jego gość :) Niewidzialny, mimo swojej nadmiernej buty i arogancji ujął mnie tą satysfakcją z jaką robi najpierw psikusy, a potem nawet posuwa się do zbrodni. Jakby nienawidził całego świata i wszystkich ludzi. "Dostali to na co zasłużyli" mówi Kempowi na początku ich pierwszego spotkania. I jest w tym coś tragicznego, co powoduje, że czułam dla niego sympatię i zrozumienie.

                Zdecydowanie, sceny nagonki pod stodołą i zranienia Niewidzialnego były przygnębiające. Ta scena z nagonką przypomniała mi oczywiście polowanie na potwora w arcydziele tego samego reżysera, Jamesa Whale'a ,czyli "Frankensteinie". I mam wrażenie, że reżyser też stoi po stronie Niewidzialnego, jako "dziwaka", którego społeczeństwo chce zniszczyć.

                Scena śmierci Niewidzialnego przejmująca. Claude Rains był taki młody :) Już parę razy pisałam o tym, że miał fantastyczny głos. A tutaj gra głównie głosem!

                Tak, sporo tu świetnych scen komicznych, które rozładowują napięcie :)

                Wspaniała historia, świetna realizacja, sugestywny klimat grozy już od pierwszej sceny, kiedy widzimy Niewidzialnego,
                no i oczywiście elegancki styl czarno-białej taśmy. Faktycznie, kopia była znakomita.

                Wspaniałe kino!!!

                • grek.grek Re: "Niewidzialny człowiek'" - parę słów 05.04.17, 16:41
                  dzięki, Siostro :]

                  I ja z przyjemnością podpisuję się pod Twoimi uwagami i spostrzeżeniami :]

                  właśnie. to jest ciekawa psychologia, bo nie wiadomo : czy Jack miał "coś" do społeczeństwa już wcześniej i jako niewidzialny dostał narzędzia, by swoje frustracje realizować, czy na odwrót - ta wrogość urodziła się z jego poczucia wyższości powstałego z sukcesu naukowego ?

                  prawda.
                  Mam wrażenie, ze reżyser wyżej ceni umysł naukowca, który jest w stanie dokonać wynalazku stanowiącego punkt zwrotny w historii ludzkości. Jednocześnie społeczeństwo pragnie go usunąć zamiast złapać i być może skorzystać z jego wiedzy. to zabójstwo jest idiotyczne, swoją drogą.
                  Nie mieli wtedy nabojów ze środkiem usypiającym ? :]

                  ale rozumiem w pełni konwencję, w której widać także, jak to celnie napisałaś, współczucie dla bohatera i podziw dla niego.

                  w pełni się zgadzam :]
                  realizacja jest na naprawdę wysokim poziomie, no i ma ten film swój specyficzny nastrój, te lata 30-te czuć tutaj doskonale w formie i stylu, a zarazem - jako się rzekło, kurczę, oglądając naprawdę mozna śmiało dojśc do przekonania, że to kino z lat 50-tych :]

                  yes !

    • grek.grek "Darkest Hour" przed premierą 04.04.17, 15:53
      dopiero za około rok premiera, ale już dziś wiadomo, ile się nacierpiał Gary Oldman podczas przygotowań do zdjęć :}

      film.onet.pl/wiadomosci/darkest-hour-charakteryzacja-gary-ego-oldmana-w-sumie-trwala-200-godzin/139ejw
    • grek.grek 22:45 Polsat "Plan lotu" 04.04.17, 16:02
      oglądałem nocą :]
      I może z tej perspektywy [nocą prawie wszystkie filmy są świetne ;)] wydaje mi się, że to naprawdę dobry, nie do końca doceniony, thriller.

      Jodie Foster w swoim emploi : samotnej kobiety stawiającej czoła przeważającemu wrogowi, ekstremalnej sytuacji.

      jej bohaterka traci męża , który ginie w nieszczęśliwym wypadku, i z Berlina leci do Nowego Jorku, aby go tam pochować. Jest z nią córka. Jako pierwsze wsiadają do podstawionego samolotu, zajmują miejsca w ostatnich rzędach, żeby móc się przespać. Kiedy babka się budzi - córki nie ma. Kiedy nie ma jej już dłuższą chwilę, a samolot jest w locie - zaczyna jej szukać. I nie może znaleźć, więc angażuje do pracy obsługę pokładową. POjawia się pytanie : czy w ogóle ta córka z nią była ? Nikt jej nie widział w samolocie, a potem wychodzą na jaw jeszcze ciekawsze historie.

      pani cierpi na posttruamtyczną schizofrenię czy... ktoś jej córkę uprowadził ? A jeśli tak, to - po co ?

      dobra dramaturgia, jak zwykle zdeterminowana aż do szczękościsku Jodie Foster, klaustrofobiczne okoliczności przyrody.

      gdyby tylko nie te reklamowe bloki, które wytrącają film z rytmu... ;]
    • grek.grek 17:00 TVP Kutura "Pan Hulot wśród samochodów" 05.04.17, 13:19
      pan Hulot jedzie z PAryża do Amsterdamu na wystawę samochodową, i jak to on wplątuje się w kolejne kabały, z których oczywiście wychodzi obronną ręką, a każda następna sytuacja jest ciekawsza, a nawet zabawniejsza :]

      w roli głównej - samochody :]

      ogląda się świetnie, wiadomo - pan Hulot jest urzekający i przekomiczny, ale także dlatego, z mojej perspektywy, bo te saamochody na ekranie są tak wdzięcznie retro... :]


    • grek.grek 21:30 TVN "Belle Epoque' odc.8 05.04.17, 13:28
      no to zostały 3 odcinki :]
      sukcesu artystycznego raczej nie da się uratować, sukces komercyjny... może jeszcze się pojawić, nigdy nic nie wiadomo; a jakie wnioski na przyszłość ? wg mnie : marne. Dopóki przysłowiowy TVN robić będzie seriale dla tzw szerokiej widowni, najlepiej od lat 2 do 102, to skazani będziemy na takie właśnie produkcje, które reklamuje się jako drapieżne i bezkompromisowe, a są pastelowe i grzeczne jak ministrant u cioci na imieninach.

      poprawić można na pewno klimat, realia epoki, aktorskie kreacje, rys postaci.

      cóż, czekamy na serial oparty na powieściach Marka Krajewskiego z Breslau w roli głównej :] Potencjal jest niebagatelny.
      • grek.grek Re: 21:30 TVN "Belle Epoque' odc.8 06.04.17, 13:30
        na poziomie intrygi kryminalnej, całkiem przyzwoity odcinek, i miał kilka momentów.

        zaaferowanie Skarżyńskiego podczas spotkania z Milą, grzmotnięcie manekina o skałę podczas testów kryminalistycznych, świetny epizod Marka Kality w 4 scenach, które z powodu jego aktorstwa mogą śmiało uchodzić za perełki w skali całego serialu :]

        I kiedy oto jest sytuacja, gdy akcja rozgrywa się pomiędzy postaciami grany przez Lubaszenkę, Lubosa, Kalitę i Małaszyńskiego, to dopiero widać w rażącej wyrazistości, jak bardzo pan Małaszyński jest przesadnie współczesny, wyjęty z kontekstu, ekspresyjny werbalnie jakby wyskoczył z planu W-11 ;]

        styl ma pierwsza klasa, image - ikonograficzny niemalże, ale cała reszta zupełnie nietrafiona. Jakby się nie odzywał, to byłby świetny ;]


    • grek.grek 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 r.] 05.04.17, 15:45
      w moim przewodniku telewizyjnym - o 20:30 [a u Was ?], ale chyba lepiej być na poglądzie przynajmniej o kwadrans wcześniej ;]

      historia o młodej parze, która podczas podrózy poślubnej po Węgrzech, trafia do zamku niejakiego [doktora] Werdegasta.

      wkrótce okaże się, że doktor jest fanatycznym czcicielem szatana.
      gra go Bela Lugosi. tego doktora, nie szatana ;.]

      I jakiś kot na pewno będzie, a że historie z kotami w tle pochłaniam pasjami...

      oglądamy ? :]
      mam nadzieję !
      • siostra_bronte Re: 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 r.] 05.04.17, 16:21
        Oczywiście, oglądamy!

        Kiedyś go widziałam w youtube, ale jakość dźwięku była kiepska, więc niewiele zrozumiałam.

        Prosiłam Cię kilka razy, żebyś nie spojlerował! :)

        Historia oparta na opowiadaniu Edgara A. Poe. Ciekawe jest spotkanie dwóch aktorów: Beli Lugosiego, "Draculi" i Borisa Karloffa, czyli niezapomnianego potwora z "Frankensteina".

        Szkoda, że film jest krótki, jak wczorajszy "Niewidzialny człowiek".


        • grek.grek Re: 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 05.04.17, 16:47
          na taką odpowiedź miałem nadzieję, Siostro :]

          aaa, wybacz !
          trochę się zagapiłem i zacytowałem opisy, ktore stoją zarówno w telegazecie TVP, jak i w Telemanie, gdzie... jak widać panuje dośc swobodne podejście do opisów wstępnych :]

          będę się pilnował następnym razem !

          Ale wydaje mi się, z drugiej strony, że w tych filmach kluczowe jest przedstawienie, forma, styl, sposób opowiadania, ten makijaż kina lat 30-tych, który jest niesamowicie intrygujący.

          o, czytałem opowiadania Poe'ego i jak teraz wspomniałaś o nim, to coś mi zaświtało w pamięci, jakiś kot przebiegł ;], ale mimo wszystko... chyba zbyt dawno to było, nie potrafię - tak a vista - niczego sobie przypomnieć.

          yes, trwa godzinę, ale - leci dwa raz [powtórka o 1:30], więc ewentualnie można zapewnić sobie solidne 2 godziny dobrego kina :]


          • barbasia1 Re: 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 05.04.17, 23:01
            >o, czytałem opowiadania Poe'ego i jak teraz wspomniałaś o nim, to coś mi zaświtało w pamięci, jakiś kot przebiegł ;], ale >mimo wszystko... chyba zbyt dawno to było, nie potrafię - tak a vista - niczego sobie przypomnieć.

            Mam tak samo. :/
            • grek.grek Re: 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 06.04.17, 12:46
              cześć, Barbasiu :]

              no własnie, gdzieś to było, tylko gdzie ?

              przypomina mi się, że w tym opowiadaniu Poe'ego kot miał jedno oko, a narrator nie był w stanie znieść jego wzroku. Ale nic więcej nie zdołam odcyfrować z mglistych wspomnień ;]
      • barbasia1 Re: 20:30 TVP Kultura "Czarny kot" [1934 r.] 05.04.17, 22:59
        > wkrótce okaże się, że doktor jest fanatycznym czcicielem szatana.
        > gra go Bela Lugosi. tego doktora, nie szatana ;.]

        Nienie. To nie doktor Werdegasta był / jest właścicielem zamku i czcicielem szatana tylko architekt Hjalmar Poelzig . Gra go nie mnie słynny Boris Karloff. ;)
        • grek.grek "Czarny kot" [1934 r.] - kilka słów 06.04.17, 13:24
          masz absolutną słuszność, Barbasiu ! :]

          Jak Ci się podobał film ?
          Jak się Wam podobał ?

          Przyznam zuchwale, że nie bardzo rozumiem o czym mówili państwo krytycy filmowi przed seansem - pan stwierdził, że "nie wiadomo, o czym jest ten film", podczas gdy mnie się wydaje, że to bardzo prosta historia.

          Doktor Wendergast wraca po 15 latach niewoli do miejsca, w którym zostawił żonę i córkę pod opieką dr. Poelziga. Razem z nim jedzie przygodnie poznane w pociągu młode małżeństwo.

          Poelzig jest satanistą aktywnym, ma w piwnicy jakieś zahibernowane, albo martwe ?, kobiety, zapewne "zużuyte" w kolejnych rytuałach przywoływania szatana. Wendergast wie o tym procederze, ale nie wie, że Poelzig chce użyć do tego jego własnej córki, którą trzyma w zamknięciu. Poelzig poinformwał go bowiem, że zarówno Karen jak i jej matka - zmarły przed laty, gdy Wendergast odbywał katorgę na Syberii.

          Córka Wendergasta też nie wie, że ojciec żyje , a tym bardziej - że tu jest.

          Młode małzeństwo zaczyna Poelziga interesować, bo dziewczyna, Joan, może być przydatna jako ofiara na ołtarzu. Wendegast, który domyśla się jego zamiarów - proponuje grę w szachy, jesli zwycięży : Poelzig pozwoli odejśc młodej parze, jesli przegra - dziewczyna zostanie ofiarowana.

          Poelizg wygrywa, każe wrzucić pana młodego [Petera] do lochu, a Joan zamknąć w pokoju. Co ciekawe, robi to ochroniarz Wendergasta, który jako przegrany zobowiązał się do nieprzeszkadzania Poelzigowi, a nawet do dysponowania swoim bodyguardem.

          Joan zamknięta zostaje w pokoju sąsiadującym z pokojem Karen, córki Wendergasta. Podczas rozmowy Joan informuje ją, że jej ojciec wcale nie umarł, a nawet tutaj jest ! Poelzig dochodzi zaś do przekonania, że teraz Karen nie jest mu już potrzebna, a nawet może być kłopotliwa, więc ją zabija.

          Wendergasta gryzie sumienie, wykrada klucz Poelzigowi, odwiedza Joan i chce jej pomóc, a dowiedziawszy się, ze w posiadłości jest jego córka, a zatem - Poelzig go okłamał mówiąc o śmierci

          Do posiadłości zjeżdza się towarzystwo czczicieli szatana [swoją drogą, patrząc na ich wdzianka przypomniała mi się scena z "Dziewiątych wrót", kiedy Balkan przerywa podobnego rodzaju hucpę i drwi : "Co za pajace ! Myślicie, ze Książę Ciemności mógłby przyjśc do takich błaznów jak wy ?!"], zaczyna się rytuał, Joan ma zostać zabita przy ołtarzu, ale w tym momencie rusza łańcuch kolejnych zdarzeń, które zmieniają sytuację.

          Peter budzi się i próbuje uwolnić z lochu, Wendergast zaś dochodzi do wniosku, że musi pomóc młodej parze. Peter szarpie się ze sługusem Poelziga, rozlegają się strzały, towarzystwo wpada w rwetes, a w powstałym zamieszaniu Wendergast i jego ochroniarz ratują Joan.

          Dochodzi do konfrontacji, podczas której bodyguard Wendergasta i sługa Poelziga wzajemnie się śmiertelnie ranią.

          W podziemiach Wendergast odkrywa zwłoki swojej córki i dyszy pragnieniem zemsty na Poelzigu.

          A ten go właśnie szuka, bo zauważył zniknięcie Joan, a zebranie sekty zostało definitywnie zerwane. Zaczynają ze sobą walczyć, a szalę zwycięstwa na korzyśc Wendergasta przechyla jego ochroniarz, niby cięzko ranny, ale w końcu chłop jak dąb, więc na finiszowych metrach przydał się jeszcze.

          Wendergast przywiązuje Poelziga do ołtarza i zapowiada, że pozbawi go skóry i to na żywca. Chyba zaczyna swoje dzieło, ale przerywa mu je wtargnięcie Petera, uzbrojonego w pistolet.

          Kiedy Wendergast próbuje rozwiązać omdlałą Joan, Peter nie rozumiejąc jego intencji i roli w całym wydarzeniu, strzela do niego i cięzko rani.

          Kiedy młoda para umyka z posiadłości, Wendergast zapropgramowuje detonację ładunków wybuchowych, którymi Poelzig starannie nafaszerował budynek i okolice. Tak więc, dwaj zajadli rywale wylecą w powietrze, a młodzież zdązy opuścić teren spodziewanej eksplozji i będzie miała o czym opowiadać wnukom.

          wg mnie - wszystko jest tutaj dośc czytelne ;] Satanizm, porachunki z trudną przeszłością w tle, dramatyczny los pary wplątanej w kabałę.

          Lugosi i Karloff grają lepiej niż można by się spodziewać :]

          Scena przebudzenia się Poelziga - bardzo stylowa, wiadomo od razu, że jest to postać owiana grozą.

          Kot pojawia sie kilka razy, zawsze przeraża Wendergasta, a zabity rzutem nożem - odradza się i znów jest noszony na rękach przez Poelziga, który serwuje ciekawy monolog na temat czarnych kotów w wierzeniach starożytnych ludów.

          Świetne wrażenie [odpowiednio horrorowe, w tym wypadku] robią te galoboty z zastygłymi w bezruchu, martwymi cokolwiek, kobietami, które przetrzymuje w piwnicy Poelzig.

          Bardzo udany jest też moment, kiedy Poelzig schodzi ze schodów do czekajacego na niego w hallu tłumu sekciarzy : nikt nie mówi ani słowa - on się pojawia, w rytualnej podomce, majestatycznym krokiem rusza do lochów, a oni w milczeniu za nim. Zupełnie hipnotyczna scena.

          Pojedynki dialogowe, finalizowane przy szachownicy, POelziga z Wendergastem też sa zupełnie oblędne, bo rozmawiają bardzo spokojnie, przesuwają bierki na planszy, a przecież stawką w tej grze - wówczas jeszcze - jest życie ludzkie.

          Scena kiedy Poelzig zaczyna grać fugę Bacha, tę najbardziej popularną ;] Wrażenie jest znakomite.

          Albo moment, kiedy Poelzig wchodzi do lochów, znikąd pojawia się kot i wskakuje mu na ręce. Klasyka :]

          No i ceremoniał, w ciemnym lochu, podczas którego Poelzig recytuje jakieś wersety w języku zupełnie niezrozumiałym, możliwe że już dawno wymarłym. Ale wrażenie !

          Ofk, groza jest tutaj absolutnie umowna, trudno się przerazić, jak to możliwe iż udawało sie widzom w latach 30-tych, niemniej : styl, dizajn, MUZYKA !, aktorskie wyczucie konwencji są tutaj naprawdę mistrzowskie, wg mnie. Kiedyś ten film miał siać panikę, dzisiaj już chyba ma/miałby? z tym kłopot, ale obserwowanie tych wszystkich zabiegów jest satysfakcjonującą aktywnością przedekranową :]


          • siostra_bronte Re: "Czarny kot" [1934 r.] - kilka słów 06.04.17, 13:42
            Dzięki, Greku :)

            Bardzo ciekawy seans! W sumie mogę się podpisać pod Twoimi uwagami.

            Jest tu sporo naprawdę świetnych scen. Przebudzenie Poelziga, sceny z podziemi z ciałami kobiet, Poelzig grający fugę Bacha, Poelzig chwytający rękę małej rzeźby na widok Joan, no i oczywiście ceremonia satanistyczna.

            Ale jeżeli chodzi o fabułę, to zwłaszcza końcówka jest chaotyczna i pozbawiona logiki :) Zbyt łatwo udaje się uciec Peterowi z lochu, zbyt łatwo Wendergast porywa Joan z szatańskiego ołtarza, itd.

            Ale klimat i styl są świetne. Przyznam, że trochę przeszkadzał mi nadmiar muzyki, pięknej co prawda. Trochę w stylu kina niemego.

            Tak, Karloff i Lugosi, grają naprawdę dobrze. Ciekawie jest ich oglądać bez charakteryzacji "monstrów".

            • grek.grek Re: "Czarny kot" [1934 r.] - kilka słów 06.04.17, 13:48
              dzięki, Siostro :]

              o, miło mi :]

              yes.
              o, scena z tym złapaniem figurki nagiej kobiety - rewelacyjna ! sugerująca od razu jakieś freudowskie wątki.

              to prawda, Siostro.
              wyraźnie chodzi o to, by dotrzeć do finałowej sytuacji, nawet za pomocą rozwiązań fabularnych zdecydowanie ułatwiających zadanie bohaterom ;]

              właśnie ! uwolnieni z charakteryzacji, mogący mówić i grać postaci z krwi i kości - obaj aktorzy są naprawdę przekonujący :]
    • grek.grek 21:45 TVP2 "Jeziorak" 06.04.17, 13:43
      polska prowincja, sprawa zabójstwa młodej Ukrainki, śledztwo prowadzi policjantka w ciązy [ukłon w stronę "Fargo" ?], która dodatkowo ma na głowie osobisty dramat : jej mąz zaginął podczas pełnienia służby i nie wiadomo czy żyje.

      pamiętam dobre recenzje, sugerujące że dośc niemrawe polskie kino gatunkowe wreszcie doczekało się ciekawego i dobrze zrobionego filmu.

      w głównej roli Jowita Budnik.

      powtórka - w nocy z piątku na sobotę o 1:35.
      17 kwietnia powtórka w TVP Kultura : o 22:45.

      czyli, w najgorszym wypadku : do trzech razy sztuka :]

      jak dla mnie, obiecująco wygląda ten nocny termin :]
      a jak u Was z grafikiem ?
        • never_never Re: 21:45 TVP2 "Jeziorak" 07.04.17, 23:05
          udało się i trochę się podobało, a trochę nie...;)
          Jowita Budnik mnie przekonała, ale partnerujący jej Fabijański słaby
          Intryga miała swoje nieścisłości, ale klimat i zdjęcia dobre
          No i widać inspiracje skandynawskimi kryminałami - czy to wada czy zaleta? Mnie takie "ściąganie" nie przeszkadza, ponieważ lubię skandynawskie kino :)
          • grek.grek "Jeziorak" - to ja też dwa słowa :] 08.04.17, 13:38
            dzięki, Never_Never :]

            mnie się udało nocną porą :]

            moim zdaniem, to bardzo porządny film kryminalny.
            Długimi sekwencjami przypominał mi serialowego "Glinę", zwłaszcza w tym pielgrzymowaniu od śladu do śladu, od jednje rozmowy z potencjalnym źródłem informacji do rozmowy z następnym i znów kolejnym. A to ksiądz, a to jakiś były pracowniik zakładu psychiatrycznego, a to podejrzany właściciel szemranego pensjonatu, a to były policjant dzisiaj parkingowy. I wszystko to w okolicach jeziora, w jesiennym nastroju nadchodzącej zimy [nawet śnieg sypie w jednej ze scen], w smętnych okolicznościach przyrody prowincjonalnych miejscowości, lasów, dróg dojazdowych.

            Zatem, ten skandynawski rysopis jest tutaj rzeczywiście obecny w każdym momencie :]

            wątek przeszłości pani policjantki oraz rodzinna drama, która splata się z historią morderstwa na prostytutkach - momentami gdzieś tam traciły oddech, wyglądały trochę dyskusyjnie, a to spowodowało, że - wg mnie - zabrakło tej historii odpowiedniej temperatury emocjonalnej. Od razu reżyser wciąga ten wątek, z jego delikatną naturą i konsekwencjami, w opowieść kryminalną. Nawet taka aktorka jak Jowita Budnik nie mogła uratować tego pomysłu :]

            POszukiwanie zaginionego męża, też policjanta - już znacznie lepiej wypadło, a wg mnie - lepiej także pasowało do fabuły, naprawdę się z nią zazębiało w sposób logiczny i sensowny.

            Samo śledztwo w sprawie zabójstw prezentuje się nienagannie, wg mnie. Ma kilka kluczowych zalet. Po pierwsze - pani policjantka wpada na pierwszy trop za pomocą bystrej obserwacji przypadkowego rozmówcy [staram się nie zdradzać spoilerów ;)], a ten robi gest ledwie zauważalny, ale jednak - my też byśmy to wychwycili, ale w filmie wygląda to bardzo subtelnie. Po drugie - kompletowanie danych i łączenie tropów wygląda sensownie. Po trzecie - rozwiązanie całej historii odbywa się w naturalny sposób, są tam fajerwerki, ale finał ma już niemal lakoniczną i stonowaną formę.

            I naprawdę nie ma tutaj żadnych "tefałenowskich" naleciałości, żadnej sztuczności i plastiku, którymi np. reżyser Bromski sponiewierał scenariusz "Uwikłania".

            Postać policjantki, w płaszczu, ciąży, z policyjną odznaką dyndającą na sznurku na wysokości pępka - jakoś tam budzi skojarzenia, nie jest swoista i oryginalna, ale to wcale nie przeszkadza.

            Ciąża sugeruje podobieństwo do babki z "Fargo", styl bycia do Sarah Lund z "Forbrydelsen", ale mnie się najbardziej rzuciło w oczy, że to jedyna kobieta w tym całym towarzystwie. Inne obecne na ekranie, to jej babka, dwie martwe dziewczyny z UKrainy oraz na moment sekretarka w pensjonacie i żona matka dzieciom tego drugiego policjanta, który zaginął wraz z mężem głównej bohaterki.

            Kobieta w świecie męskich rozgrywek i układzików. I to jaka kobieta - ciąza, zaginiony mąż, szokujące odkrycia własnej przeszłości... i jeszcze musi nie dać się zjeść w tej kaszy, nie okazywać słabości ani przez moment.

            Aktor Fabijański faktycznie trochę się zgrywa, ale Mariusz Bonaszewski [doskonały w swoim pomyśle na postać dwulicową], Łukasz Simlat, Michał Żurawski i aktorzy z drugiego planu wyrównują te niedoskonałości.

            zatem : wypada to naprawdę dobrze, zwłaszcza - jak na polskie warunki kina gatunkowego. Do tej pory polscy reżyserzy popisywali się głównie "tefałenami" i "bromszczyzną", a tutaj - proszę, pan Michał Otłowski poradził sobie jakże klasowo.

            Zawsze byłem zdania, że czerpanie z najlepszych wzorców ujmy nie przynosi ;] Trochę "Gliny", trochę skandynawskich dochodzeniówek, trochę inwencji własnej, dobry casting - i proszę bardzo.

            Powtórka następna będzie 17 kwietnia w Kulturze.
            Warto obejrzeć :]

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka