Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 5 (vol. 79)

01.05.17, 11:05
Witaj Maj :)
Widziałam kilka zapowiedzi na różnych kanałach filmowego maja - nie będzie chyba źle ;)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Kamienie na szaniec 01.05.17, 11:23
      dziś wieczorem na Polsacie. Bardzo jestem ciekawa, bo to nowa wersja sprzed 3 lat.
      Młodzi aktorzy, którzy zagrali główne, nie zniknęli, tylko powoli przedzierają się przez ekrany zwracając na siebie uwagę (zwłaszcza Marcel Sabat i Kamil Szeptycki).
      • grek.grek Re: Kamienie na szaniec 01.05.17, 13:27
        oglądałem w nocy, Maniu :]

        nie bolało ;]

        realizm momentami dojmujący [scena z gaszeniem papierosa, obie sceny rozstrzelań ulicznych, wygląd przesłuchiwanych i same sceny przesłuchań], ale przełamywany komizmem [scena z niemieckimi grzybiarzami - cudowna] i obrazkami rodzajowymi w postaci np. szkoleń treningowych, pierwszymi przypadkowymi potyczkami z patrolami okupanta, akcjami propagandowymi [wieszanie na latarni manekina odzianego w niemiecki mundur].

        znałem z poprzedniej wersji dramaturgię zdarzeń poprzedzającą akcję [odkładanie jej ciągłe], więc tutaj mnie jakoś ona nie dotknęła, ale czy jest to mocny punkt programu - trudno mi ocenić. [Sama scena wydała mi się sztuczna i chyba nazbyt kameralna, w "Akcji pod Arsenałem" wyglądało to wszystko lepiej, wg mnie].

        tutaj bohaterowie są też młodsi, bardzo współcześni na swój sposob, czuje się to, zwłaszcza mając za sobą choć kilka odcinków "Czasu honoru".

        MŁodzież aktorska wypada róznie :] Tomasz Ziętek, Bytnar, wypadł wg mnie - ciekawie, MArcel Sabat, ZOśka, poprawnie.

        Świetni, wredni, okrutni i perfidni, są przesłuchujący Bytnara Niemcy, doskonale dobrani aktorzy, którzy wzięli na siebie całkiem pokaźną odpowiedzialnośc, bo mimo że mamy XXI wiek ciągle można dostać na ulicy w ucho za to, kim się jest na ekranie filmowym ;]]

        dobra gra doświadczonych aktorów [pp. Stenka, Globisz, Żmijewski, Chyra], którzy nadlatując z drugiego planu spisują się na miarę swoich możlwości.

        doskonały epizod Mariana Dziędziela i w końcówce świetne wejście mojego ulubionego Andrzeja Mastalerza.

        w roli lekarza pojawia się Olgierd Łukaszewicz.

        w "Akcji..." film chyba kończy się w momencie odbicia Bytnara, tutaj akcja przeciąga się w przyszłośc i w pewnym sensie jest to dobry pomysł, bo dzięki temu mamy sceny symboliczne, dotyczące zarówno pamięci [matka Bytnara z Zośką i zdjęciami] jak i stawiające pytanie : czy było warto, zważywszy na to, jak zareagowali Niemcy wobec ludności cywilnej ?

        Słowem : na pewno inne kino niż "Akcja...", w estetyce "Czasu honoru", psychologicznie dość uproszczone, ale na moje oko - zrobione solidnie.

        zawsze, jak sądzę, trudno jest kręcić wybitny film, gdy opiera się go na aktorach początkujących i wykonuje się coś w rodzaj remake'u czegoś, co nie zestarzało sie do dziś.

        "Akcja...' była kręcona w 1977, kiedy łatwiej było o odtworzenie choćby realiów ulicy warszawskiej. Wiele scen na niej nakręcono, często i chętnie na nią się wybierano z kamerą. Tutaj ulicy jest raczej niewiele.

        co do strojów, stylizacji, to w pamięci mam ciągle te modne w latach 30 i 40-tych pumpy z wysoko podciągniętymi getrami i kaszkiety, które nosili bohaterowie "Akcji...". Tutaj podobnie klasycznych, oddających tak wyraziście modę z epoki, ubiorów - raczej nie ma.

        sceny seksu, golizny, uniesień erotycznych oraz zmysłowych - oszczędne, są chyba dwie, obie w półciemności, urwane, mało czytelne. Wyraźnie widać, że film kręcono z myślą o częstym wyświetlaniu go w telewizji w prime time ;]

        Ciekaw jestem Twoich, Waszych recenzji :]

        • maniaczytania Re: Kamienie na szaniec 01.05.17, 15:51
          o, fajnie, że udało Ci się obejrzeć, i że się podobało :) To już spokojniej siadam przed telewizorem ;)

          Z tą akcją na ulicach to rzeczywiście w Warszawie coraz trudniej. Dlatego "Wojenne dziewczyny" sporą część mają nakręconą ... w Lublinie.
          • grek.grek Re: Kamienie na szaniec 01.05.17, 16:24
            cieszę się, Maniu :]

            mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziona.
            osobiście oczekiwałem filmu słabszego, bardziej cukierkowatego, takiego młodzieżowo luźnego, bijącego w patriotyczne tarabany, a tutaj tego nie ma.

            ba, Zośka zdobywa się nawet na zanegowanie słuszności działania swoich szefów z AK i rzuca w pewnym znaczącym momencie gorzkie i złosliwe 'Ku chwale ojczyzny [wg mnie, raczej przez małe "o"]".

            no i są nawiązania do akcji pod "Akcji...". W decydującym momencie pada komenda :"Trzaskać !" ;]

            o, bardzo dobry pomysł. Poza niewielką grupką dociekliwych widzów, którzy będą demaskować Lublin, gros widowni raczej nie wystosuje pretensji o to, że w roli Warszawy Lublin występuje :] Kino moze sobie pozwolić.
            • maniaczytania Re: Kamienie na szaniec 02.05.17, 17:15
              obejrzałam i podobał mi się. Rzeczywiście mimo pewnych obaw - paździerza nie ma ;)

              Kilka scen, o których sam wspomniałeś, bardzo mocnych - to głównie te na Szucha. Ale i rozstrzelania, i scena, gdy matka Rudego każe Zośce oglądać zdjęcia, i ten chłopaczek, który ratował dziewczynkę z balonikami - bardzo przejmujące.
              Przyznam, że trochę inaczej patrzę teraz na tę historię, niż wtedy, gdy czytałam "Kamienie na szaniec" jako lekturę. Wtedy górę brały szlachetne ideały, dziś patrzę jako rodzic na jakże młodziutkie, dzieci przecież jeszcze. I fajne to właśnie, że nakręcono tę historię raz jeszcze z tak młodymi ludźmi - poprawia to perspektywę.

              A, Zośka nie negował słuszności działania jako takiego, tylko tego, że tak długo musieli czekać na decyzję, a major był przecież cały czas w stolicy. Te jego słowa były odpowiedzią na to, że Rudy został uhonorowany odznaczeniem ...

              Niemcy byli dobrze zagrani, bo zagrani zostali przez Niemców - muszę przyznać, że podoba mi się to, że coraz częściej dla uwiarygodnienia przekazu nasi twórcy sięgają po aktorów innych narodowości - tu również odwołam się do "Wojennych dziewczyn", gdzie większość Niemców jest grana przez Niemców i mówią po niemiecku. To był trochę minus "Czasu honoru" - bo tam wszyscy mówili po polsku i świetnie się rozumieli ;)
              • grek.grek Re: Kamienie na szaniec 02.05.17, 18:08
                dzięki, Maniu :]

                świetnie, że Ci się podobał i to był atrakcyjnie spędzony czas [a także z tej przyczyny, że miałbym wyrzuty sumienia, że narobiłem Ci apetytu, a film okazał się ponizej oczekiwań :]].

                o, ciekawe spojrzenie, Maniu.

                wydaje mi się, że takie filmy śmiało można wyświetlać uczniom w ramach zajęć szkolnych, oczywiście kończąc seans dyskusją na temat kluczowych wątków : czym jest patriotyzm, jakie formy zaangazowania w walkę zbrojną mogą obowiązywać dzieci i młodzież w czasach wojny, co jest bohaterstwem, a co brawurą, co działaniem rozsądnym i przewidującym konsekwencje, a co już tchórzostwem itd.

                a tak, prawda. tak było.

                o, faktycznie !
                świetnie to wychwyciłaś !
                zdecydowanie jest to znakomita idea, by stawiać na cudzoziemców w rolach cudzoziemców.
                po filmie mogą spokojnie chodzić po ulicach ;]


                • maniaczytania Re: Kamienie na szaniec 02.05.17, 18:28
                  pomysł, by wyświetlać ten film uczniom - jestem bardzo za!

                  A jako ciekawostkę dorzucę informację, bo pewnie nie śledzisz takich informacji, niedawno przedstawiono projekt podstawy programowej dla liceów i tam oprócz tradycyjnej w formie listy lektur, dorzucono również listę konkretnych spektakli teatralnych i filmów (polskich tylko) - moim zdaniem to krok w dobrą stronę i ja bym nawet jeszcze bardziej tę listę rozszerzyła :)
                  • grek.grek Re: Kamienie na szaniec 03.05.17, 12:19
                    bardzo ciekawa informacja, Maniu ! :]

                    jak najbardziej popieram takie pomysły, oby tylko dobór spektakli teatralnych i filmów był w miarę nieskażony politycznymi naleciałościami ;]
    • maniaczytania Teatr TV 01.05.17, 11:36
      o którym zapomniałam zdaje się w kwietniu ...

      TVP 1 - poniedziałki 20:30:
      8.05 - "W roli Boga"
      22.05 - "Mistrz i Małgorzata"
      29.05 - "Lord Jim" reż. Laco Adamik

      TVP Kultura - miesiąc z Anną Dymną
      2.05 - 20:20 - "Zemsta" reż. Olga Lipińska
      9.05 - 20:20 - "Wygnańcy" reż. K. Kutz
      16.05 - 20:20 - "Palec boży"
      23.05 - 20:20 - "Wassa Żeleznowa" reż. B. Sass
      oraz 28.05 - 18:05 - "Apetyt na czereśnie" - ale to już chyba bez pani Ani
    • grek.grek "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 14:14
      skoro już jesteśmy przy polskim kinie... ;]

      TVP2 wrzuciła nowy film pana Zanussiego w pasmo bardzo nocne i , po obejrzeniu, mam wrażenie, że nie chodziło tylko o to, że główna bohaterka okłada pejczem po tyłku żigolaka z agencji towarzyskiej ;]

      To jest, wg mnie, po prostu kino całkiem słabe.

      Zanussi klasycznie dla siebie zderzył dwie przeciwstawne postawy życiowe, wg niego - charakterystyczne dla współczesnego świata, ale chcąc nie chcąc doprowadził je do karykatury.

      MOże i tacy ludzie są na świecie, ba - na pewno są, ale czy akurat do filmu trzeba wybierać właśnie takie skrajności ?

      No i do tego nie wychodzi mu zakończenie, które psuje jednym zdaniem wypowiedzianym przez bohaterkę.

      Rzecz zaczyna się od spotkania : młody Włoch ANgelo i młoda Polka Kasia [Agata Buzek] spotykają się na jakiejś imprezie katolickiej we Włoszech. potencjalnie się w sobie zakochują, tyle że ona zaamiast realizować się w związku - wybiera powołanie zakonne, wraca do kraju i wstępuje do klasztoru.

      Angelo jedzie więc do Polski - niby do pracy w korporacji, ale w istocie po to, żeby być bliżej niej.

      W korporacji ma szefową imieniem Kris [Agnieszka Grochowska], która jest opryskliwa, władcza, agresywna, sekretarkę traktuje jak śmiecia, jest taka "męska" :] Zanussi sugeruje, że to cena jaką kobieta płaci za sukces w męskim świecie, przerabia się na chłopa. Jakby zajęła się cerowaniem chłopu gaci, to by zachowała swoją kobiecość, sugeruje mętnie Zanussi.

      Kris ma wypasioną oszkloną, wyposażoną willę, a w tej willi pejcz do sado-maso. I chce go wypróbować na Angelo, który się jej podoba. Zabiera go do siebie, ale Angelo nie ma ochoty na fikimiki, więc Kris częstuje do drinkiem, on wyjeżdza, a ona dzwoni na policję i podaje numery jego samochodu informując, że jest pijany. Ofk, Angelo zostaje spisany i potrakowany mandatem.

      Taka z niej harpia, że nawet pies przybłęda nie rusza szynki, którą mu Kris rzuca ;]

      Kris ma asystentkę Mirę [Weronika Rosati]. Robi sobie z niej pannę do zadań specjalnych, czyli do wskakiwania do łózka szefom innych oddziałów tego samego korpo, z którymi Kris rywalizuje o względy centrali. Mira wprawdzie oponuje "przepraszam, ale czy ty sądzisz, ze ja będę robić za prostytutkę ?", ale za 5 minut robi to, co jej Kris każe. Włazi do łózka i wykrada swoim "klientom" tajne dane z komputerów, żeby Kris mogła z nimi wygrywać w rywalizacji.

      harpia albo dziwka - tak wyglądają kobiety korporacyjne w imaginacji Zanussiego.

      Angelo odmawia seksu Kris, chodzi na spotkania modlitewne z odmawianiem różańca, w jakichś zatęchłych kościelnych katakumbach, a także kontaktuje się z Kasią, ale ta go zbywa i mówi, że oddała się Bogu. Zanim Kasia wyjdzie do niego, prosi przełożoną zakonnicę [Stanisława Celińska] o pozwolenie wyjścia, a ta ze spokojem i jasnym obliczem mędrca powiada : "dziecko, możesz wychodzić i wracać kiedy chcesz".

      tutaj zatem mamy obrót o 180 st : harpia i dziwka zostają zrownoważone czystością łzy i jasną mądrością. Czarne kontra białe, jak w piosence Kombi.

      Pani Kris się rozkręca. Jej matka, dawna sędzia komunistyczna, która wysłała wielu ludzi do więzień albo na stryczek, jest bardzo chora, a czeka ją proces sądowy dotyczący przeszłych grzechów. Kris boi się, żeby ten proces nie uderzył w nią osobiście, więc namawia swojego osobistego hipnotyzera [Pan Chabior], żeby tak ją zahipnotyzował, co by zeszła. No i matka schodzi.

      Kiedy przychodzi lekarz, żeby stwierdzić zgon, i ma wątpliwości czy to była śmierć z przyczyn naturalnych, Kris daje mu łapówkę na poczet pomyślnego wyniku badań, i dodatkowo za kasę wyciąga pigułkę gwałtu.

      Na pogrzebie zjawiają się towarzysze matki z dawnych czasów i chcą odczytać apel. Kris bezwzględnie zabiera im kartkę i wyrzuca z cmentarza. Pech chce, że tam też media [Jacek Poniedziałek jako reporter]. Robią zdjęcia, także zapisów na tej kartce z apelem. Tylko czekać aż pójdą nma pierwsze strony gazet.

      W tym samym czasie Angelo pomaga jakiemuś żebrakowi, który siedział pod wypasionym pałacem, w którym odbywał się raut, na którym pan Włoch się zjawił. Dobry jak chleb Angelo daje mu pieniądze i kontakt do siebie. Odkrywa,że żebrak [wygląda jak rasta, no i jest wykształcony, angielskim włada jak... Anglik] ma ojca w śpiączce. Nie ma dla niego miejsca w szpitalu, więc jest w domu i chłopak musi się nim opiekować. Pan w śpiączce przyłączony jest do maszyny, oddycha dzięki niej i jesli prąd wyłączą, to w 5 minut umrze.

      Angelo próbuje chłopakowi pomagać, ale ich relacja rozsypuje się w momencie, gdy chłopak drwi rozpaczliwie z wiary Angelo w Boga. No bo skoro istnieje Bóg, to dlaczego ojciec chłopaka jest taki chory, a świaat taki parszywy, że nie ma dla neigo miejsca w szpitalu ? Angelo nie chce uznać, że Bóg to świnia, więc chłopak wyrzuca go siłą z domu.

      Angelo popada w kryzys wiary, no i dodatkowo tęskni ciągle za Kasią, która zaraz będzie odbierać śluby zakonne.

      Kris organizuje wyjazd na konfrencję korpo, w której pracuje. Ma ona się odbyć w Moskwie. Zabiera ze sobą Mirę i Angela.

      Bad woman Kris wkręca Angela w kryminalną sprawę. Wysyła go z łapówką do bossa korporacyjnego. Boss właśnie wyszedł, ruszył autem w miasto, więc Angelo jedzie za nim. nie ma pojęcia, że wiezie łapówkę. Wedle tego, co mu powiedziano : ma oddać bossowi, po prostu, teczkę służbową, której ten zapomniał.

      Moment wręczenia teczki z łapówką uruchamia śledzących całą akcję urzędników antykorupcyjnych [Zanussi jedzie na ślepo]. Angelo ucieka im i powoduje wypadek, traci przytomność. Trafia do więzienia, gdzie staje się obiektem szykan ze strony współwięźniów, klascznych "rusków", którym tylko moriaczki brakuje. Kidy staje w obronie chłopaka narażonego na gwałt w celi, zostaje pobity i obsikany.

      Z więzienia wyciąga go ojciec Kasi [Sławomir Orzechowski], który jest jakimś urzędnikiem państwowym i ma chody. Wyciąga Angela po to, żeby odwiódł jego córkę od tego całego zakonu. liczy na niego.

      Na próżno. Kasia przyjmuje śluby zakonne. Angelo obserwuje ceremonię z tylnej ławki w kościele. Ojciec też tam jest, podchodzi do niego i z wyrzutem nazywa go, jesli dobrze usłyszałem, "kastratem".

      Kris ponosi klęskę. W mediach ukazuje się materiał nt śmierci jej matki, szefostwo korpo dowiaduje się, że była komunistyczną zbrodniarką. Cały splendor za pracę przy ostatnim zleceniu dostaje się Mirze. Kris zostaje zepchnięta na boczny tor.

      Najpierw idzie na grób matki i pluje na niego, oskarżajac ją o winę za to życiowe swoje niepowodzenie. A potem dzwoni po żigolaków z agencji, żeby w gorzkim zamyśleniu obijać ich tym pejczem, aż obaj panowie patrzą na siebie ze zgrozą i niesmakiem. A potem sama pije i ma rozwichrzoną czuprynę.

      Angelo w tym czasie przychodzi pod budynek klasztorny i wydziera się 'Kasiaaa !!" ,próbuje wdrapywać na mur, a potem siedzi w kucki i wyje wniebogłosy. Cały czas jest noc i pada ulewa stulecia.

      W finale spotykają się Kris i Angelo. Ona już nie łapie go za tyłek, tylko gładzi po policzku i wyznaje, ze chciała go otumanić pigułką gwałtu, związać i położyć na torach przed jadących pociągiem, ale jej się odwidziało, bo - uwaga ! to hit - "Myślałem, że ty mnie NAWRÓCISZ... masz na imię Angelo... ANIOŁ..." - moment ma być wzniosły i podniosły, grzesznica się niby korzy, a tutaj człek nie może wyjśc ze zdumienia, że można to zrobić w tak łopatologiczny i patetyczny sposób :]

      a na końcowy koniec Zanussi funduje CUD, no bo jak inaczej ? W całej Warszawie prąd wyskakuje, blackout. MŁody rasta-żebrak biegnie do domu, bo tam ojciec pewnie umiera, maszyna podtrzymująca życie przestała działać z braku zasilania ! I co zastaje ? : maszyna nie działa, ale za to ojciec działa jak talala : oddycha samodzielnie, mruga oczami, i nawet do niego zagaduje ;]]

      Słowem : przykro to mówić wobec autora "Barw ochronnych' czy "Struktury kryształu", ale to jest kicz.

      Jedyny atut tego filmu, to wspaniała muzyka Wojciecha Kilara, którą do filmu zaadaptowano w innych filmów, do których pierwotnie b
      • grek.grek Re: "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 14:24
        * do których pierwotnie była nakręcona.

        oddać trzeba Agnieszce Grochowskiej, że staje na rzęsach, by aktorsko uwiarygodnić swoją przerysowaną bohaterke, ale w finale sam reżyser neguje jej wysiłki.

        jednym słowem : porażka.

        I tu już nawet nie chodzi o te przejaskrawione porównania, zestawienia. Chodzi o to, w jaki sposób pan reżyser widzi świat, w jaki sposób próbuje go opisywać, jakie rysuje postaci.

        od feministek zapewne ten film oberwałby za to, że przedstawia jedyny słuszny model kobiecości, w postaci pokornej zakonnicy.

        feministką nie jestem, ale i mnie się taka wizja kompletnie nie spodobała :] nie żebym miał problem z zakonnicami i ich wyborami ;]

        wszystko wrzucił do tego worka : odhumanizowane relacje w korpo, wspólnotę rózańcową na wzór pierwszych chrześcijan, komunistyczne zbrodniarki sądowe, a na koniec jeszcze cud ;]
        uff :]

        www.youtube.com/watch?v=yfVnN7HfJI8
          • grek.grek Re: "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 15:19
            dzięki, Siostro :]

            albo to tylko wpadka reżysera, bądź co bądź wytrawnego i z dorobkiem, albo sygnał, że powoli zaczyna mu brakować konceptu.

            ewentualnie, coś go zdenerwowało i postanowił, jak to piszą koledy z portali narodowo-prawackich, "przywalić w kanon wartości lewicowych" ;]
            • barbasia1 Re: "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 17:28
              Przypomnę, że "Obce ciało" zdobyło nominacji do Węży. Ostatecznie film zdobił sześć nagród: za produkcję najgorszego filmu roku, w kategorii żenujący film na ważny temat oraz za reżyserię i scenariusz. Węże zdobyła też Agnieszka Grochowska w kategorii: występ poniżej talentu oraz za najbardziej żenująca scenę dla "Obcego ciała", za scenę, w której zabawiała się pejczem z męskimi prostytutkami.

              Nie mogę pojąć, że osoba tak inteligentna jak Zanussi, mogła stworzyć tak fatalny, tak toporny i prostacki scenariusz godny raczej mało zdolnego debiutanta, a nie wybitnego reżysera, cenionego scenarzysty i publicysty.

              :)
              • grek.grek Re: "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 18:10
                dzięki, Barbasiu :]

                Węże zasłużone, jak mi się wydaje.
                szkoda, bo wiele filmów reżysera Zanussiego naprawdę przypadło mi do gustu.
                mam nadzieję, że "Obce ciało" nie jest dowodem na to, że popadł we frustrację i dowodzi stetryczenia za pomocą złośliwości, hehe. Przecież może być forever young i nie musi kąsać boleśnie ;]

                gdyby tę historię udało się wziąć w nawias, jakoś złamać poczuciem humoru, trochę ograniczyć tłustość druku jakim jest napisana... niestety, strasznie to wszystko seriozne i jakby pisane i kręcone w akcie... zemsty ? kazania z ambony ?

                a tak, scena z pejczykiem - zupełnie wstydliwa i zbyteczna. Nie dośc, że w kilkunastu scenach Kris zostaje zaprezentowana jako dosadnie i bez obciachu jako "suka", to jeszcze musi mieć atrybut swojej "sukowatości' w postaci pejczyka :]

                a na drugim końcu kija wspólnota chrześcijańska, która, też przepraszam, klepie różaniec albo leży krzyżem.

                to ma być chrześcijaństwo, wg Zanussiego ? odmawianie koronek ? co to ma wspólnego z wiarą ? jak idę na rower, jadę w teren i widzę babinę, która w ogródku przekopuje ziemię, by posadzić pomidory, które powstaną z nasionka podlewanego wodą, a potem wylądują na stole i człowiek się uśmiechnie przed i po zjedzeniu ich, to widzę w tym akcie więcej Boga niż we wszystkich różańcach świata :]

                dla Zanussiego chrześcijaństwo polega na bierności, wypłukaniu z namiętności, pasywności, zamknięciu. I sugeruje on, że to jedyna forma realizacji wiary w warunkach XXI wieku. O rety ! ;]
                  • grek.grek Re: "Obce ciało" via TVP2 02.05.17, 12:39
                    niestety, Barbasiu.

                    reżyser chyba uznaje, że tzw. postkomuna i wyrosła na jej łonie korpo przeznaczyły miejsce dla chrześcijaństwa już tylko w podziemiach.

                    nawet jeśli tak, to dlaczego sprowadza chrześcijaństwo do pasywności i bierności polegającej na mamrotaniu różańców - tego już nie sposób wydedukować, a na dobitkę wydaje się, że w ten sposób dowodzi słuszności tej sugerowanej deklasacji.
        • barbasia1 Re: "Obce ciało" via TVP2 01.05.17, 18:07
          >wszystko wrzucił do tego worka : odhumanizowane relacje w korpo, wspólnotę rózańcową na wzór pierwszych chrześcijan, >komunistyczne zbrodniarki sądowe, a na koniec jeszcze cud ;]
          >uff :]

          i jeszcze fatalny stan polskiego systemu opieki zdrowotnej, i !!? "straszne" rosyjskie więzienie.
          • grek.grek Re: "Obce ciało" via TVP2 02.05.17, 12:30
            celna uwaga, Barbasiu :]

            I wiesz, jemu to się wszystko splata w całość logiczną : zły komunizm [matka Kris] wychował wredny feminizm agresywny [Kris], zepchnął do katakumb wspólnoty kościelne [rózaniec w podziemiach odmawiany], a z tego powodu służba zdrowia jest tylko dla bogatych [żebrak i jego ojciec], więc musi sam Bóg saię fatygować i cuda robić [samoczynne wyjście ze śpiączki ojca żebraka] ;]]
    • siostra_bronte "Geniusz" (2) 01.05.17, 15:47
      Może będziecie zainteresowani? :)

      Drugi odcinek podobał mi się nawet bardziej, bo akcja toczyła się wolniej i tylko w jednym planie czasowym. No, ale pierwszy odcinek miał być na zachętę, stąd to wrażenie przeładowania.

      Przypomnę, Einstein zaczyna studia na politechnice w Zurychu (1986 r.). Zwraca uwagę na jedną z kilku kobiet na studiach, Serbkę Milevę Maric. Dziewczyna imponuje mu wiedzą.

      Einstein nieudolnie próbuje się do niej zbliżyć, ale Mileva trzyma go na dystans. Chce się skupić tylko na nauce. Dużo ją to kosztowało, żeby jako kobiecie tak daleko zajść (wcześniej musiała nawet dostać specjalne zezwolenie na naukę w szkole tylko dla chłopców). Do tego ma za sobą złe doświadczenia z dzieciństwa, bo rówieśnicy drwili z niej z powodu kalectwa (miała krótszą nogę z powodu urazu biodra przy urodzeniu). W efekcie była zamknięta w sobie i skupiona na nauce.

      Z czasem Mileva zaczyna coraz bardziej lubić Einsteina. Ale kiedy dowiaduje się, że ma narzeczoną wpada we wściekłość i nie chce go widzieć. Faktycznie, Einstein od jakiegoś czasu miał sympatię, Marie. Wcześniej mieszkał przez jakiś czas w szwajcarskim Arrau, gdzie nadrabiał szkolne zaległości przed podjęciem studiów w Zurychu, a potem zdał tam maturę. Mieszkał u znajomego swego ojca. Jego rodzina przyjęła go jak członka rodziny. I tam zakochał się w Marie.

      Niestety, po wyjeździe do Zurychu uczucie ze strony Einsteina osłabło. Odległość zrobiła swoje, do tego Einstein wciągnął się w naukę. Kiedy przyjeżdżał do Marie nie mógł z nią rozmawiać o tym co go najbardziej interesowało, o fizyce.

      Einstein zrobił błąd, że tak długo to ciągnął. W końcu po wybuchu Milevy postanowił zakończyć tę znajomość. Napisał do matki Marie, że nie jest właściwą osobą dla jej córki i wyraził nadzieję, że cała rodzina kiedyś mu to wybaczy.

      Od tej pory romans Einsteina i Milevy kwitnie. Czasem zaniedbują nawet zajęcia na studiach. O ile Mileva stara się jakoś wypełniać obowiązki, to Einstein parę razy ląduje na dywaniku u rektora uczelni.

      Rektor bardzo mu sprzyja, twierdzi, że to najbardziej utalentowany student jakiego miał, ale nie podoba mu się niesubordynacja Einsteina i brak szacunku do wykładowców. "Zachowujesz się tak jakbyś wszystko wiedział" mówi mu z wyrzutem. Einstein broni się, że jest wręcz przeciwnie, ma mnóstwo pytań. Ale właśnie te pytania, które podważają przyjęte podstawy fizyki są tak irytujące dla nauczycieli.

      Egzaminy końcowe. Einstein zdaje, ale Mileva nie. Jest coś jeszcze. Ostatnia scena: Mileva przyjeżdża do rodzinnego miasteczka w Serbii. Wita ją rozradowany ojciec. Mileva płacze: "Zawiodłam was". Ojciec ją pociesza, na pewno zda egzaminy następnym razem. Ale potem zauważa, że córka jest w ciąży. I jest kompletnym szoku. Bo to jest ostatnia rzecz jakiej się po niej spodziewał. Matka Milevy mówiła mu wprost, że córka nie znajdzie sobie męża z powodu kalectwa. "Żaden mężczyzna nie ożenił się z kobietą dla jej intelektu". Była też przeciwna jej studiom, to ojciec ją wspierał.

      Historia rozwija się ciekawie, wciąga, jest sprawnie opowiedziana, plus staranny anturaż epoki. Ogląda się z przyjemnością!

      Znalazłam jeden filmik. Mileva wykonuje w laboratorium jakieś zadane doświadczenie, aż tu nagle słyszy skrzypce. To Einstein. Wkurzona idzie do niego, żeby mu wygarnąć. Ale kiedy widzi go grającego po raz pierwszy czuje do niego sympatię. Jednak szybko zbiera się w sobie...

      www.youtube.com/watch?v=yj8sAnZ6c3g

      • grek.grek Re: "Geniusz" (2) 01.05.17, 16:16
        dzięki, Siostro ! :]

        świetny opis, bardzo się cieszę że zdecydowałaś się opisywać osobno każdy odcinek ! doskonale ! :]

        jestem/jesteśmy BARDZO ! zainteresowani :]

        ciekawa historia, tak po ludzku. wybitny fizyk czy mniej wybitny, samo to nie miałoby chyba znaczenia, gdyby nie było w tym interesującego człowieka i jego kolei losu.

        zajmujaca postać, ta jego przyszła żona. Wygląda na to, że mogła być naukowcem, gdyby nie ta znajomość i rychłe zajście w ciążę ?

        śwetnie, że został zaznaczony fakt, iż nasz bohater był człowiekiem dociekliwym, zamęczał i wkurzał sokratejskimi metodami zdobywania wiedzy i lądował u rektora na dywanie ;]]

        żaden mężczyzna nie ożenił się z kobietą dla jej intelektu" ?
        a ci, którzy mieli do wyboru dwie piękności ? jakiś element poboczny musiał decydować !
        ŻARTUJĘ ! ;]

        tata Serb nie jest optymistą, zdecydowanie ;]

        ale że Mileva niby nie jest ładna ?!
        przecież jest !
        w tym fragmencie [dzięki za link] jest na to dowód :]

        dzięki, Siostro :]
        wyczekujemy Twoich opisów kolejnych odcinków !


      • barbasia1 Re: "Geniusz" (2) 01.05.17, 18:19
        Prawdziwa Mileva Maric wyglądała tak:

        www.racontemoilhistoire.com/wp-content/uploads/2015/09/Mileva-Mari%C4%87_1355928651_672x0.jpg
        www.teslasociety.com/einst_wedd.jpg
        Od początku związek z Einsteinem jest trudny dla Milevy. Niezdane egzaminy, ciąża. Wzruszająca jest (w opisie) postawa ojca, który pociesza i wspiera Milevę.
        Dzięki za ciekawą relację, Bronte i link do odcinka.
    • grek.grek "Prawdziwa legenda' via Stopklatka 01.05.17, 15:55
      obejrzany kilka dni temu :]

      Rzecz się dzieje w strasznie dawnych czasach, za rządów dynastii Qing.

      Podczas wyprawy wojennej generał Su ratuje zycie następcy tronu, a ten w nagrodę chce go uczynić gubernatorem jednej z prowincji. Su wspaniałomyślnie wysuwa na to stanowisko swojego przyrodniego brata Lie.

      w pewien sposób chce mu wynagrodzić przeszłe traumy, gdyż Lie był synem wuja Su, który popadł w chorobę umysłową i musiał zostać zamknięty, a później zgładzony, prawdopodobnie w obronie własnej przez ojca Su, który z kolei przygarnął Lie i wychował go jak własne dziecko.

      Lie zostaje gubernatorem, a Su wraca do ukochanej żony Yuan i syna.

      Mając władzę i wpływy LIe postanawia dokonać zemsty na rodzinnym klanie. Wzmocniony politycznie i zaprzedany ciemnym mocom odwiedza ze swoim orszakiem ojca Su i morduje go. Jednocześnie wysyła dwoje skrytobójców, żeby pozbawili życia Su, lecz ten pokonuje ich w walce.

      Lie odbiera mu syna i wraca do siebie, a cięzko ranny Su zostaje wrzucony w rwące wody wodospadu, żona skacze za nim ratuje go i oboje uciekają w góry, gdzie po wielu dniach tułaczki znajdują przystań w domu zielarki Yu.

      Tutaj, pośród pięknych okolicznosci przyrody, Su dochodzi do zdrowia, a potem podejmuje trening, aby pewnego dnia wybrać się do Lie i odzyskać syna.

      Podczas tych treningów, w górskiej kotlinie, spotyka - jak sam mówi - "boga wu-shu" i pijanego mędrca. Fakt, jeden jest młody i świetnie walczy, a drugi pije i się obija :] Su promienieje, wzmacnia się, osiąga najwyższy poziom technicznego zaawansowania. Z wypiekami na twarzy opowiada żonie, jak to ćwiczy z mistrzami.

      Żona Yuan któregoś dnia wybiera się w teren, podpatruje go w tej kotlinie i widzi, że on tam jest sam, nie ma żadnych towarzyszy. Uważa więc, że Su wariuje i traci kontrolę nad sobą.

      W tym samym czasie Lie wychowuje syna Su i chce go traktować jak dziedzica, chce zyskać jego uczucia i lojalność. Chłopiec nie zapomina jednak o rodzicach.

      Lie też ćwiczy, tylko inaczej : daje się kąsać skorpionom, pająkom, wężom i innemu cholerstwu ;] dzięki temu zyskuje nadnaturalną siłę i moc duchową, a dodatkowo ma pancerz wszyty w skórę, dzięki czemu trudno go pokonać. Dysponuje Zabójczym Ciosem, który wręcz wypala wrogom ciało.

      Pewnego dnia Su wraca z treningu i nie zastaje Yuan, a jedynie list od niej : pojechała po syna.

      Istotnie, próbuje go odzyskać, ale Lie nie zamierza go oddać. Wie, że Su przybędzie tu niebawem i jest gotów na spotkanie. Dla świętego spokoju każe swoim zausznikom zakopać skrzynię z żywą i zakneblowaną yuan w środku. Zakopują ją przy plaży, a po powrocie zostają zabici przez Lie. Teraz tylko Lie wie, gdzie została Yuan zakopana.

      Su wraca i stacza pojedynek z przybocznymi Lie, a potem z nim samym. Wygrywa, ale w zapamiętaniu zabija Lie, mimo że syn krzyczy, żeby go oszczędził. Tylko LIe wie, gdzie zakopana jest Yuan.

      Jak ją teraz znaleźć ?
      Na szczęście podczas ostatecznej rozgrywki zaczyna padać deszcz, rozmywa ziemię i Su znajduje zarysy skrzyni. Po wyciągnięciu Yuan żyje, ale tylko przez moment. UMiera rychło.

      Po tym tragicznym zdarzeniu, Su z synem znajdują się w jakimś portowym mieście przy granicy chińsko-rosyjskiej.

      Su cierpi na poczucie winy i zapija je alkoholem. Nie trzeźwieje niemalże. Jest żebrakiem, syn dotrzymuje mu towarzystwa i wydaje się rozsądniejszy od niego, mimo że ma jakieś 9 lat.

      Na ulicy Su jest świadkiem sprzeczki między mistrzem wu-shu Ma, a szefem jakiejś nowej szkoły, z której właśnie wyrzucono karateków trenujących wu-shu, a ich mistrza podstępnie obito i zabito.

      Mistrz MA podejmuje wyzwanie stoczenia pojedynku z zawodnikami tej nowej szkoły.

      A Su duma nad tym, jak pogodzić swój nieodparty i motywowany duchowym cierpieniem pociąg do alkoholu z umiejętnościami walki, których absolutnie nie zatracił. Podczas bitki z jakimiś żulikami wpada na pomysł, by połączyć jedno z drugim, wykorzystać chwiejny sposób poruszania się i specyficzny rodzaj aktywności umysłowej, tworząc styl "pijanej pięści".

      okazuje się, że tam gdzie była szkoła wu-shu jest teraz normalna knajpa, z areną walk w centrum lokalu. Przygrywa swinigująca muzyczka, a do tego najwyraźniej lokal jest także jaskinią nierządu i hazardu. I zarządzają nim Rosjanie, a zwłaszcza jeden, którego gra gościnne David Carradine.

      I ten właśnie rosyjski dżolero wystawia do walki z mistrzem Ma swoich czterech 120-kilogramowych zapaśników. Już pierwszy nokautuje mistrza.

      Wtedy niespodziewanie do walki wkracza Su, w łachmanach i z brodą do pasa. Prezentuje nadzwyczajną technikę i sam przeciw czterem radzi sobie mistrzowsko. Obija wszystkich, ale i obrywa. Kiedy na arenie zostaje tylko on, leżąc na wznaj, ale w stanie żywotności - spiker zapowiada, ze jeśli "Chińczyk" wstanie, to zostanie triumfatorem. Syn błaga go, by wstał, no i Su wstaje.

      I w epilogu stoi, że : tak się narodził styl "pijanego mistrza" vel "pijanej pięści', który wkrótce stał się legendarny [co sugerują także liczne filmy klasy B o rozmaitych "pijanych mistrzach" ;)] w sztuce walki wu-shu ;]

      Tak więc - jest tutaj mnóstwo scen wuxia, czyli z mistrzami walki wręcz, którzy wykonują niemożliwe akrobacje powietrzne, lewitują, a styl ich walki jest odzwierciedleniem ich osobowości i psychicznych właściwości umysłu.

      Jest szekspirowski motyw zemsty i odpowiedzialności za cudze życie, który staje się katalizatorem całej histori i główną motywacją bohaterów.

      Oraz wspaniała przyroda, chińskie motywy muzyczne, fryzury, stroje i wnętrza pokojów oraz dziedzińce domostw i posiadłości.

      klasyka współczesnego kina chińskiego, które zamiast kopiować wzory anglosaskie, kręci nt własnej historii, własnych legend i własnych mitów. I słusznie :]

      www.youtube.com/watch?v=8rREc1qH5k8
    • siostra_bronte "Mały Quinquin" 01.05.17, 19:34
      Nikt nie wypatrzył? Dzisiaj w Kulturze od 22.50 dwa odcinki serialu Dumonta.

      Pisałam o nim kiedyś, i Pepsic też, leciał w Ale kino. Trochę...dziwny, ale obejrzałam do końca.

    • grek.grek "Uśmiech Mony Lizy" via Stopklatka [1] 02.05.17, 13:35
      film Mike'a Newella ze świetną kobiecą obsadą. Rzecz się dzieje w Ameryce, ale klimat zdecydowanie jest brytyjski, może dlatego że to lata 50-te, a całość ma w sobie coś z ducha "Stowarzyszenia Umarłych POetów", tyle że tutaj w wersji dla kobiet.

      Zaczyna się dokładnie tak samo : do szkoły w miasteczku położonym w Nowej Anglii przyjeżdża nowa pani od historii sztuki, Katherine Watson [Julia Roberts].

      W szkole panuje terror konwencji, manier, a nade wszystko : zabrania się tutaj samodzielnego myślenia, posiadania własnego zdania i poglądów, które zastępować mają regułki, wzory i schematy. Tuż po przyjściu panny Watson ze szkoły zostaje wyrzucona młoda nauczycielka, która rozprowadzała wśród uczennic antykoncepcję. to od razu zarysowuje atmosferę miejsca, w którym będzie się toczyć akcja.

      Nie brak tutaj też scen balów i rautów, które wyglądają jak wyjęte z tych świetnych angielskich obyczajowych komediodramatów, robiących taką karierę od dwóch dekad.

      Od razu poznajemy cztery uczennice, które staną się głównymi bohaterkami tej historii : Betty [Kirsten Dunst], Joan [Julia Stiles], Giselle [Maggie Gyllenhaal] i Connie [Ginnifer Goodwin].

      Betty jest arogancką panienką z domu z tradycjami, Joan jest bystra, ale niepewna siebie, Giselle jest zuchwała i romansuje z nauczycielami, a Connie jest przemiła, ale z kompleksem niższości. OFK, z biegem czasu te gombrowiczowskie "gęby" i "miny" będą nabierały nowych znaczeń i sensów.

      Generalnie, życie całej czwórki kręci się wokół spraw damsko-męskich, czyli : jak sobie znaleźć odpowiedniego męża, jak zasłużyć na bycie 'perfekcyjną panią domu' i w ten sposób zostać wartościową jednostką. W tym świecie, nie ma innych ról dla kobiet. Tak są te dziewczyny wychowywane. Pan Zanussi by pochwalił ;]

      A tutaj pojawia się wyemancypowana, inteligentna nauczycielka i zaczyna psuć ustalony porządek. Pierwsze lekcje są trudne, bo dziewczyny z niej kpią, ale panna Watson szybko to zmienia. Przedstawia im obrazy, sztukę, i zachęca do samodzielnych interpretacji jej przekazu, do zadawania sobie pytań, zamiast polegania na gotowych odpowiedziach. Ot np. : dlaczego jeden obrazek nazywany jest 'dziełem sztuki", a inny "bohomazem" i kto o tym decyduje oraz po co ? Jak to jest, że dla współczesnych sztuka Van Gogha była "prymitywna", za życia nie sprzedał żadnego obrazu [słyszałem o jednym, za cenę dzisiejszej puszki oranżady], a po wielu latach został klasykiem wartym majątek ? Jak trafem rynek reprodukcji arcydzieł zepchnął na margines rolę oryginałów i galerii w których są prezentowane ? itp.

      Panienki są szczerze zdziwione taką postawą, takiej otwartej, z wdziękiem łamiącej szablony, uśmiechniętej nauczycielki jeszcze nigdy na oczy nie widziały.

      Dookoła panny Watson nie brakuje nieszczęść - oto nna nauczycielka panna Nancy [Marcia Gay Harden] ciągle nadrabia miną, bo straciła na wojnie [mamy 1953 r.] narzeczonego i od tej pory nie może dojść do siebie. Niby wesoła, a w gruncie rzeczy umartwia się i nie szuka już nowej miłości, która mogłaby ją z tego smutku uleczyć, o czym sama chyba wie. Woli bezbłędnie odpowiadać na pytania w teleturniejach, siedząc przed telewizorem.

      Mamy także nauczyciela Billa [Dominic West], który w szkole jest od italianistyki, ma za sobą wojenne przejścia i sypia z uczennicami, ostatnio z... Giselle. Od początku jednak intryguje go Katherine, a i ona nie jest obojętna wobec niego.

      Panny uczennice rozglądają się za mężami, przy których będą mogły się realizować w roli pań domu. Elizabeth już zaraz bierze ślub, Joan właśnie wchodzi w zaawansowany etap narzeczeństwa, a Connie własnie poznaje odpowiedniego chłopaka, Charliego, chociaż już sądziła, że takowego nie znajdzie.

      Katherine też kogoś ma. Paul [John Slattery] odwiedza ją prosto z Kalifornii, skąd Katherine przyjechała do zimnej Nowej Anglii. Idą razem do baru, gdzie spotykają Billa i Giselle, a potem Paul oświadcza się pannie Watson i ... zostaje kulturalnie odrzucony. Katherine, po ludzku, nie kocha go. W momencie roztargnienia nazywa go nawet... 'Billem", co sugeruje wokół kogo krązą jej emocje.

      Panna Watson jest niepocieszona, bo każda z nich mogłaby studiować, uczyć się, robić naukową karierę, a choćby i zostać nauczycielką. Namawia najdzdolniejszą Joan do złożenia papierów na Yale, co ta z wahaniem czyni, a potem zostaje przyjęta. Ten fakt nakłada na nią jednak tylko dodatkowy ciężar, bo jak o tym powiedzieć rodzinie, przyszłemu męzowi i jego familiji ? przecież karty do tej gry już zostały rozdane...

      Kostyczna i nieprzyjemna dyrektorka ostrzega pannę Watson : droga pani, proszę nie prezentować uczennicom sztuki współczesnej, proszę się trzymać tradycji, kanonów... co panna Watson oczywiście wpuszcza jednym, a wypuszcza drugim uchem.

      Nie dyrektorka jest jednak jest największym przeciwnikiem. Jest nią Betty. Kpiąca, zjadliwa, momentami niemal agresywna. Najpierw wygląda to na nieufność, ale wkrótce staje się jasne, że Betty toczy z Katherine wojnę o dusze innych dziewczyn. Betty ma już męża, dom, nowe życie, w którym jest gospodynią domową, szczyci się sukcesami... męża, i wydaje sie, że po prostu broni tego wzorca kobiecej samorealizacji przed ideami, które próbuje krzewić panna Watson.

      Katherine podejmuje rękawicę : kiedy Betty wraca z podróży poślubnej, robi jej uwagi, że opuściła sporo lekcji, bo jest niedopuszczalne. Betty się odgryza, mamy spięcie, podczas którego Betty grozi pannie Watson "INSTRUUJĘ panią, że takie zachowania mogą się dla pani źle skończyć' i nazywa ją "lewaczką". Panna Watson odpowiada chłodno i ze spokojem, że póki co ona tu rządzi, ale widać że konflikt jest na ostrzu noża postawiony.

      Studentki mają swoje stowarzyszenie pt Żebro Adama. Spotykają się pokryjomu, żeby popijać, objadać się ciastkami i bić rekordy świata w chichotaniu. Zapraszają na jedno z takich spotkań pannę Watson, bo - jako całośc - lubią ją bardzo.

      Cześcią rytuały jest "przesłuchanie' i oczywiście panna Watson musi opowiedzieć, dlaczego nie wyszłą dotąd za mąż. OBjaśnia im, że jej miłośc zginęła na wojnie. Nastrój psuje znów Betty, z szyderstwem pytając Katherine, dlaczego władowała Joan w te studia na Yale - dziewczyna wysłała papiery, jak jej Katherine kazała, została przyjęta, a teraz umiera ze strachu przed powiedzeniem tego narzeczonemu.

      Sama Betty robi karierę pozując do szkolnej gazetki jako 'perfekcyjna pani domu" w anturażu klasycznej housewife z idealnych przedmieśc amerykańskich. A jako redaktorka tejże gazetki smaży ostry artykuł o tym, jak to panna Watson z butami włazi w odwiedczne tradycje okreslające rolę kobiety w społeczeństwie i sieje zamęt wśród uczennic.

      W kontrze Katherine na lekcji wyświetla dziewczynom slajdy z ilustracjami tych "kobiecych ról' wyciętymi z rozmaitych czasopism, i podpisaanych jako "role do których kobiety się urodziły" : pani sprzata, pani prasuje, pani pozuje w bieliźnie, pani usługuje męzowi... i dodaje z nieskrywanym żalem : "Wygrałyście... skoro tego chcecie, cóż... Boże, najinteligentniejsze kobiety w tym kraju ! Czy naprawdę sądzicie, że urodziłyście się po to, by tak właśnie żyć ?" - i wychodzi w teatralnym geście zostawiając je w konfuzji.

      Wezwana na dywanik do dyrektorki słyszy : "Proszę pani, niech się pani cieszy, że jako kobiety w ogóle mają przywilej uczenia się !". To ją podłamuje.

      Zwierza się ze swoich kłopotów Billowi, którego opisywano jej jako bawidamka, a ten nagle okazuje się symnpatycznym i bystrym kompanem. "To szkola żon, powiada Katherine z goryczą - chciałam kształcić liderki, a co dostałam ?".

      Bill w prezencie podarowuje jej kalejdoskop z przeźroczami na których są malowidła z Kaplicy Sykstyńskiej. No i idą do łózka. Katherine wolałaby to ostrożnie widzieć jako one nigt stand, ale Bill chyba ma bardziej dalekosiężne plany. Katherine wstępnie je akceptuje, ale stawia mu jeden warunek : koniec romansów z uczennicami.
      cdn.







      • grek.grek "Uśmiech Mony Lizy" [2] 02.05.17, 14:16
        Bill stosuje się do zaleceń i zrywa z Giselle, co z kolei tę biedaczkę wpędza w pełzający alkoholizm i pogłębia depresyjne nastroje.

        Jednocześnie ta najmniej eksponowana, Connie wpada w popłoch, bo wydaje się, że ten jejn Charlie.. wstydzi się jej. W scenie całkiem komicznej ów dżentelmen nasuwa sobie czapkę na oczy i szalik aż do nosa, żeby tylko nie zostać rozpoznanym przez pewną parę statecznych państwa siedzących w restauracji, do której wraz z Connie wdepnął.

        Na kolejnym balu, Katherine zostaje zaproszona do tańca przez zaraz-męza Joan. Młody pan oznajmia jej, że Joan może być dumna z tego, ze się dostała na Yale, ale... studiować tam nie będzie. Nie ma mowy. Katherine jest zdumiona nieprzyjemnie.

        Mamy symptomy, że coś złego dzieje się z Betty. Z coraz większym trudem znosi nagłe wyjazdy męża do Nowego Jorku. Ma on tam odpowiedzialną pracę, musi być dyspozycyjny, a i dzieci na razie nie wchodzą w rachubę. Znękana małżeńską codziennością, która jest jakże odmienna od tego co Betty próbuje reklamować będąc przeciwko poglądom Katherine, Betty oznajmia Connie, że ten jej Charlie jest zaręczony z inną dziewczyną. Ona o tym wie, bo zna tę dziewczyne, z powodu bycia jej kuzynką. Connie jest załamana.

        Betty popada w taki nastroj, że aż jej manieryczna matka bierze ją na stronę i udziela reprymendy : "Zawarłaś umowę, pamiętaj o tym, masz na niego [męża] czekać i nie narzekać !". Lecz widać, że Betty ta "przyrodzona rola kobieca" zaczyna bokiem wychodzić.

        Informacja o tym, że Joan wzięła slub ze swoim panem spada na Katherine znienacka. Dowiaduje się, kiedy odwiedza dziewczynę celem namówienia na te studia na Yale. "Złamali cię...albo brakło ci odwagi", podsumowuje Katherine i jest jej przykro. Na co Joan odpowiada : "Pani się myli. to MOJA decyzja. Tylko MOJA. Czy nie tego nas pani uczyła - podejmowania własnych decyzji ? Jest pani przykro tylko dlatego, że nie wybrałam jak pani by chciała, a nie dlatego że podjęłam taką, a nie inną decyzję". I ma chyba trochę racji.

        I oto bomba - widzimy oczyma Giselle, jak mąz Betty całuje się na ulicy z inną dziewczyną. KOlejny element codzienności małżeńskiej ?

        Coraz bardziej sfatygowana Betty w pewnej chwili rzuca się na Giselle i z wrzeszcząc z miną maniaka : oskarża ją o puszczalstwo i wszystko, co najgorsze. Giselle ma w ręku broń atomową, ale... nie używa jej. Znosi wszystko, nie zabija Betty informacją o tym, że mąż jej rogi przyprawia, zamiast tego... obejmuje ją czule. Wtedy Betty rozkleja się : "On mnie nie kocha, nie sypia ze mną !", wybucha płaczem.

        kilka dni później Giselle ma nowego kochanka, oczywiście znacznie starszego. Wykładowcę czegośtam. Tak jej widać pisane.

        W tym saamym czasie Connie spotyka nieprzypadkiem Charliego, który się za nią ugania. Mówi jej, że zaszło nieporozumienie. TA dziewczyna, z którą miał być zaręczony, od dawna już nie była jego narzeczoną, Betty myliła się. Albo celowo okłamała Connie... Owszem, miał nową dziewczynę w ostatnich dniach, ale to tylko dlatego, że Connie przestała odbierać jego telefony i odpowiadać na infomacje. A z tym ukrywaniem się w restauracji, to jeszcze o coś innego chodziło, a wcale nie o nią. Connie jest tak zaszokowana, że ucieka. A po przemyśleniu... brawurowo wparowuje do męskiego akademika i wyznaje Charliemu miłośc.

        W końcu roku szkolnego wydaje się, ze Katherine wyszła na prostą : jej zajęcia z historii sztuki notują rekordową ilość zapisów na uczestnictwo, a związek z Billem wydaje się kwitnąć.

        W jednej chwili oba filary walą się w gruzy.

        Pewnego dnia Katherine niespodziewanie zastaje u Billa jego kolegę z wojska. Opowiada on, że Bill wcale nie jest bohaterem wojennym, nie miał żadnych frontowych przygód, o ktorych z pasją opowiada na lekcjach, a młode panny gotowe go skonsumować na miejscu, bo taki z niego gieroj. To bujda na resorach, Bill całą wojnę przesiedział w jakimś biurze.

        Katherine mówi o tym Billowi, a ten wzdycha i potwierdza.Usprawiedliwia się, że za bohatera go wzięto z marszu, a on po prostu dorobił do tego ideologię. "Powinieneś był ich wyprowadzić z błędu', stwierdza Katherine i nie chce już mieć z nim do czynienia.

        Bill nie pozostawia jej bez repliki : "Jesteś perfekcjonistką, dlatego ludzie nonstop cię zawodzą. Chcesz by szli twoją drogą, a kiedy mają inne plany zżymasz się i uważasz ich decyzje za błędne albo tchórzliwe". I ma częściowo rację chyba, co czuje nawet sama Katheirne.

        Matka Betty naciska ją surowo, żeby 'dała temu małzeństwo jeszcze rok na poprawę", ale Betty nie chce. "Czy MOna Liza uśmiecha się ze szczęscia ?", zdaje filozoficzne pytanie - "sądzisz, ze ona jest szcześliwa ?".

        Katherine dostaje propozycję na kolejny rok pracy w szkole. Ale warunki, na których się ona opiera, są nie do przyjęcia : a] realizacja tylko programu, b] żadnej sztuki współczesnej, c] żadnej 'feministycznej propagandy' na lekcjach i poza nimni, d] kontakty z kolegami z kadry nauczycielskiej - tylko na stopie zawodowej. To plan, który upokarza i dołuje, więc Katherine już wie, iż trzeba wyjechać.

        Na ostatnich lekcjach wszystkie uczennice dyskutują już jak należy, co pokazuje że nauka Katherine nie poszła w las, z Betty zawiera zgodę, a na pożegnanie dostaje od każdej z dziewczyn własnoręcznie namalowany obrazek w stylu "Słonecznikow' van Gogha.

        Sensacyjnie okazuje się, ze Betty chce jechać do Nowego jorku, w ślad za Katherine. I nie sama : z Giselle. W twarz rzuca swojej zakłamanej matce, żeby przestała meblować jej życie.

        Katherine jedzie taksówką na pociąg, a uczennice żegnają ją kręcąc na rowerach za samochodem. Duszoszczipatielna scena, w zamyśle :]

        A na końcu okazuje się, że cała ta opowieść jest treścią artykułu prasowego, jaki pisze... Betty, która w Nowym Jorku została redaktorką w gazecie i postanowiła opisać postać Katherine. Ofk, ostatni akapit zawiera same superlatywy pod je adresem i informację, ze panna Watson wyjechała ostatecznie do Europy, gdzie... na pewno nie omieszkała zobaczyć na własne oczy Kaplicy Sykstyńskiej.

        Cóż, dobre kino :] plejada świetnych aktorek, uznany reżyser, dobry klimat, niegłupi scenariusz - i to się wszystko splata w logiczną całość filmową :]

        Wątki feministyczne, emancypacyjne, niepodległościowe są tutaj wyeksponowane ogromnie, a że zawsze sympatyzuję z wszystkimi formami walki o wyzwolenie - muszę ten film ocenić tylko i wyłącznie znakomicie ;]

        PS : powinen być chyba "Uśmiech Mony LiSy" nieprawdaż ? :]

        www.youtube.com/watch?v=t8_PFfQAfpI





        • siostra_bronte Re: "Uśmiech Mony Lizy" [2] 02.05.17, 16:11
          Dzięki, Greku :)

          Ten film był już parę razy w tv, ale jakoś nie miałam ochoty go oglądać. Może właśnie przez skojarzenia ze "Stowarzyszeniem...", którego moralizatorstwo mnie drażniło.

          Ale wygląda na to, że film da się obejrzeć :)
          • grek.grek Re: "Uśmiech Mony Lizy" [2] 02.05.17, 16:46
            dzięki, Siostro :]

            to prawda, duchowe pokrewieństwo między tymi filmami jest wyraźnie wyczuwalne, w dodatku ten brytyjski klimat "Uśmiechu" robi swoje ;]

            o, stanowczo tak, sam podchodziłem ostrożnie do tego seansu, ale rozczarowałem się nader przyjemnie.

            PS : dokończyłem "Interstellar", napiszę ciut więcej jutro :]
            [końcówka tak pogmatwana, że pewnie tylko amatorzy łamigłówek mają używanie, dla widza niezaangażowanego - droga przez pot i łzy ;)]
    • grek.grek Ct4 LM ; Real Madryt vs Atletico 02.05.17, 16:51
      3 raz w ciągu ostatnich 4 sezonów mamy derby Madrytu w Lidze Mistrzów.
      2 razy w finale, a teraz z powodu losowania.

      dzisiaj mecz na stadionie Realu.

      jak sądzicie, jak typujecie, Czcigodni ?
      czy to trzech razy sztuka i wreszcie "brat gorszego boga" Atletico pokona wielkiego, i bogatego, rywala ?

      wg mnie, patrząc na to jak Real mordował się z wcale nie grającym dobrej piłki Bayernem, i jak Real rozpaczliwie musiał walczyć w każdym meczu z Atletico w ostatnich latach, wydaje mi się, ze to moze być TEN moment :]

      Atletico przestawiło się nieco bardziej na atak, zachowując swoją ostrość w grze pressingiem, może to będzie ta kluczowa korekta, która pozwoli im wygrać ? no i wreszcie mają dwumecz, a nie pojedyncze spotkanie, jak w ostatnich dwóch starciach w LIdze Mistrzów, prawda ?
        • grek.grek Re: Barbasiu, specjalnie dla Ciebie, 04.05.17, 14:02
          po 3-0 dla Realu, jakoś chyba podświadomie zapomniałem , żeby napisać coś o meczu ;]

          a by ciekawy, bo Real wygrał go przede wszystkim bazując na rozbijaniu ataków Atletico, które popełniło całą masę prostych start w rozegraniu piłki, a dobre okazje miało tylko po stałych fragmentach gry [jedną, mówiąc dokładnie].

          a Real wszystko blokował, przejmował, neutralizował. wybitny mecz w defensywie zagrał. gole to już była, wg mnie, pochodna tych usiłowań destrukcyjnych.

          no i wczoraj Juventus nie miał litości dla młodzieży z MOnaco i na wyjeździe wygrał 2-0 :]

          a to oznacza zapewne finał międy zwycięzcami i mecz tyleż nieładny dla oka ile intrygujący jak chodzi o piłkarskie szachy i intensywnośc walki w środku pola.

          ale - jeszcze są rewanże, może coś się urodzi niespodziewanego :]
          • maniaczytania Re: Dziękuję, Maniu! :)) 06.05.17, 00:16
            tak, bardzo przyjemny chłopaczek :)

            A wiesz, że jak były zamachy w Paryżu, on był na tym stadionie, gdzie przerwano mecz, a jego siostra przeżyła masakrę w klubie Bataclan?
            A w czasie EURO, gdy zabito dwójkę policjantów, on zaprosił na mecz dzieci jednego z nich i po meczu przekazał im piłkę z autografami francuskiej drużyny?

            Świetny chłopak, mam wielką nadzieję, że mu sodówka nie uderzy do głowy ;)
    • grek.grek 22:30 TVP1 "Zbrodnia" 02.05.17, 16:58
      kolejny młody polski kryminał.

      Hel, zwłoki wyłowione z wody, śledztwo, pani prawnik spędzająca akuratnie na Helu wakacje spotyka swoją dawną miłośc, która dzisiaj jest komisarzem policji i prowadzi śledztwo w rzeczonej sprawie.

      zapewe będzie to połączenie crime story, thrillera i wątków romansowych ?

      Magdalena Boczarska i Wojciech Zieliński w głównych rolach.
      Greg Zgliński reżyseria.

      ponoć najpierw był serial pod tym saamymn tytułem ?
      oglądaliście może ?

      co to za klimaty ?
      skandynawskie ? brytyjskie ?

      scenriusz pan Brejdygnat, niestety to ten pan od "Prokuratora" i "Belle Epoque" ;]
            • grek.grek Re: 22:30 TVP1 "Zbrodnia" 03.05.17, 12:16
              racja, Maniu :]

              cóż, dałem szansę :]

              grozy [kryminalnej] nie ma w tym filmie wcale, jakby to powiedział Kabaret Moralnego Niepokoju : emocje jak na grzybach ;], ALEEE za to jest doskonale i przepięknie obfotografowany Półwysep Helski.

              momentami można odnieśc wrażenie, że cała intryga zabójcza jest tylko pretekstem do prezentacji z cyklu "piękna nasza Polska cała" ;]

              fabuła jest, wg mnie, tyleż logiczna w sensie wynikania jednego z drugiego, ile kompletnie chybiona jak chodzi o sens niektórych zachowań bohaterów.

              pierwsze z brzegu : policja płynie kutrem po morzu i szuka łódki z dwiema kobietami na pokładzie - łódka się znajduje, ale kobiet nie ma; poza łódką jedynym obiektem w zasięgu wzroku jest budynek rybacki. Co robi policja ? krzyczy z pokładu kutra w kierunku budynku, żeby "dowiedzieć się" czy ktoś tam jest ;] nikt nie odpowiada [co nie znaczy, że nikogo tam nie ma], a policja zadowolona z siebie wraca na przystań i jeszcze mówi : "jutro będziemy kontynuować poszukiwania" ;]] tak piętrowego absurdu tylko pozazdrościć p. Brejdygantowi ;]

              druga rzecz : Hel to może nie jest metropolia, ale jakimś trafem jak tylko policja gubi trop, to odnajduje się on dzięki jednej osobie albo jej rodzinie.

              to pani Agnieszka znajduje trupa w morzu, potem - to pani Agnieszka spotyka mknącego na motorze Józefa Szarskiego, dodatkowo wiedząc dokąd się udaje, a jeszcze potem - to dzieci pani Agnieszki przypadkiem znajdują szkielet w jakiejś zapadlinie, podczas zabawy. Jakby jednak za dużo tych okoliczności :]

              wątek romantyczny trochę lepszy, aczkolwiek psuł wszystko nadmiarowo ekspresyjny pan Pazura.

              najlepiej wypada chyba relacja młodej, początkującej policjantki, operującej tym zabawnym żargonem a'la "W 11" z bardziej doświadczonym kolegą. I akurat jej kardynalny błąd podczas pracy śledczej - łatwo zrozumieć, ma on sens, popycha akcję do przodu.

              w sumie : Hel wygrał :]


      • grek.grek ... i "Zbrodnia II" ;] 04.05.17, 14:11
        Maniu, nie byłem pewien czy dwie "zbrodnie" naraz, to dobry pomysł :], ale obejrzałem ostatecznie.

        I chyba nic nowego nie powiem, bo obsada ta sama, reżyser i scenarzysta - ci sami, a i film jakby ten sam.

        ta sama pastelowa atmosfera pozbawiona grozy i choćby znamion dreszczowca. Gdyby zbalansowana była łamigłówką kryminalną, angażującą bez reszty szare komórki, albo jakimś malowniczymi opisami, dialogami, postaciami - byłoby świetnie.

        tak jednak nie jest : intryga dośc banalna, opisy i dialogi powszednie, a postaci całkiem normalne :]

        Helu jest mniej, co wobec powyższego, stanowi sporą zmianę in minus jak chodzi o porównanie do "Zbrodni".

        wątek małżeństwa pani AGnieszki zmierza do rozwodu z powodu zdrady, co otwiera furtkę do zwieńczenia filmu sceną oznajmiającą że pan policjant i pani Agnieszka wreszcie mogą zacząć razem we dwoje na nowej drodze życia :]

        zaangażowanie do rol drugoplanowych aktorów z telenowel i prowadzących teleturnieje, to pomysł nietrafiony był/jest ;]
    • grek.grek "Interstellar" 03.05.17, 13:13
      Tak mi się wydaje, że to kino s-f szalenie ambitne, momentami nawet aż za bardzo, jak chodzi o używany tutaj język [naszpikowany technicznymi okresleniami]; koniec końców jednak, wyłania się z tej ambicjonerskiej maniery całkiem sensowny message :]

      Mamy Coopera, inżyniera i dawnego pilota NASA, który po odejściu ze służby osiadł na farmie, gdzie uprawia zboże, wychowuje syna i córkę Murph, zajmuje się też ojcem.

      Plony rolnicze pogarszają się z roku na rok, Cooper zauważa problemy z grawitacją, a do tego co i rusz miasto nawiedzają burze przynoszące ze sobą chmurę groźnego dla zdrowia pyłu. COś niedobrego się święci.

      Podczas jednej z takich burz Cooper i mała Murph dostrzegają jakieś dziwne zjawisko w pokoju dziewczynki, jakby coś się unosiło w powietrzu. Ona nazywa to "duchem", a ojciec rozsądnie wskazuje na pewne grawitacyjne odchylenia od normy, spowodowane najpewniej ruchami Ziemi.

      W pewnym sam jednak zaczyna odbierać grawitacyjne sygnały, które odczytuje jako kod binarny będący wskazaniem konkretnego miejsca na mapie. Cooper, z Murph, która ukrywa się w samochodzie, jedzie pod ten 'adres' i zastaje tajną bazę wojskową.

      Poznaje profesora Branda, jego córkę oraz kilku innych naukowców, którzy zdradzają mu, że najpewniej nie znalazł się tu przypadkiem, a oni zajmują się przygotowaniem wyprawy kosmicznej w celu znalezienia dla ludzkości nowego domu. Powodem jest pogarszający się stan planety, ekologiczna zapaść, galopujące globalne ocieplenie itd.

      Odkryli blisko Saturna coś w rodzaju tunelu czasoprzestrzennego, bramy doa innych galaktyk, który mają zamiar przeniknąć i znaleźć planetę podobną do Ziemi. Już zresztą wysłali kilka misji naukowych, z których dwie : Manna i Edmondsa, osiągnęły pewien sukces, zlokalizowały planety nadające się do skolonizowania. Trzeba jednak je zbadać i ocenić.

      Cooper z mety dostaje propozycję pilotowania statku kosmicznego, który z tą misją ma wyruszyć. Na pokładzie będzie jeszcze panna Brandt, córka profesora, oraz dodatkowy naukowiec Romilly. Czwarty pasażer, to robot TARS.

      Profesor Brand cały czas pracuje nad jakimś równaniem matematycznym, którego rozwiązanie ma rzekomo ocalić ludzkość. ALternatywą jest wyprowadzenie z umierającej Ziemi tylu ludzi, ilu się i nowy początek na jednej z planet. Ofk, wszyscy chcą wierzyć, że ten drugi wariant jest tylko teoreycznym.

      Cooper nie odmawia krajowi i nauce, żegna się z niepocieszoną Murph, zostawia jej na pamiątkę zegarek i powiada, że "kiedy spotkamy się następnym razem... być może będziemy w tym samym wieku". Tak chyba działa kosmos, konserwuje ;]

      Rakieta, start, przestrzeń kosmiczna, lot... klasyka gatunku wzbogacona koniecznością zmierzenia się astronautów z falą oceaniczną wywołaną uruchomieniem pojazdu.

      Mann i Edmonds żyją, to pewne, wysyłają sygnały. Trzeba najpierw rozstrzygnąć : na którą planetę lecimy ?, bo na obie może nie starczyć paliwa. Panna Brand chce wybrać się na Edmondsa, bo ten naukowiec, to... jej miłość. Cooper sugeruje, że planeta Manna jest bliżej, lepiej rokuje, a sygnały są doskonalsze. Brand powiada, że w pewnych sytuacjach trzeba kierowac się intuicją, i jej miłośc upewnia ją, że to dobry kierunek. Ofk, Cooper i kolega Romilly wybierają demokratycznie jednak planetę Manna.

      Pojawia się wątek jakichś "ONYCH", którzy to są życzliwi ludzkości i zostawili ten przeskok w czasoprzestrzeni, żeby ludzie mogli próbować się uratować szukając po dalekich galaktykach bliźniaczej planety do zagospodarowania.

      Kiedy oni suną przez komos, na Ziemi Murph dorasta, jest już młodą kobietą, naukowcem i współpracuje z prof. Brandem, który załamanmy wyjawia jej, że to równanie nad którym pracował jest absurdalne, że nie ma ratunku dla Ziemi, cała nadzieja w wyprawie, na którą udał się jej ojciec. A to oznacza, dla Murph, że nigdy już ojca może nie zobaczyć, bo najpewniej umrze zanim on wróci, o ile wróci.

      Dziewczyna zaczyna więc pracować ze zdwojoną desperacją nad wsparciem dla naukowców w kosmosie. Ojciec próbuje się z nią kontaktować, ale wiadomo z jakim opóźnieniem docierają sygnały.

      Prof. Brand umiera nie mając grama nadziei na to, że Ziemianie ocaleją.

      Załoga ląduje na planecie Manna. Jest tutaj jałowo, łyso, blado i chyba lekki śnieg pada, a wiatr to już na pewno jest. Zaglądają do bazy, nie ma nikogo. po chwili dopiero okazuje się, że Mann żyje, zapiął się w worku [nie wiedzieć dlaczego ?].

      Wita ich płaczem, taki był przerażony, że nikt go tutaj nigdy już nie znajdzie. Po dojściu do siebie raportuje, że planeta wydaje się mieć dobre parametry, w sumie - wyniki badań brzmią obiecująco. Nawet jeśli widoki są marnej jakości ;] Tlenu jest mało, trzeba chodzić w kasku i z butlą, ale da się jakoś żyć.

      Z Ziemi dociera informacja od Murph, że prof. Brand zmarł i że w ostatnim tchnieniu zdązył wyznać ponurą i dramatyczną prawdę - dla świata nie ma nadziei. Murph zarzuca pannie Brand, że znała tę prawdę i milczała, wciągnęła jej ojca do tej misji, która jest beznadziejna i chybiona. No i że : Ziemia jest zostawiona samej sobie, na śmierć.

      W tym momencie plan kolonizacyjny wydaje się jednym słusznym, niestety. "Trzeba ratować gatunek, a nie jednostki, one zawsze mają tendencję do egoizmu", powiada Mann i dodaje "Tylko MY tutaj, MY, mamy przyszłość". Cooper chyba to rozumie, ale podejmuje decyzję powrotu na Ziemię, chce być z córką.

      A Murph jest zdeterminowana, żeby rozwiązać tę łamigłówkę, która zajęła profesorowi całe życie. Wg niej, cała nadzieja w wykorzystaniu czarnej dziury kosmicznej [piszę nie mając pojęcia o czym oni tam mówili ;))] Taki pomysł ma też kolega Romilly. "Trzeba zbadać rzeczywistośc za horyzontem zdarzeń" i wykorzystać robota TARSA - podsumowuje burzę mózgów, przy czym "horyzont zdarzeń" ma własną definicję zawężoną, ale i tak nic nie rozumiem z tej całej nomenklatury, więc nie zdołam sobie przypomnieć, a notatki i tak są dla mnie czarną magią :]

      I tutaj mamy przewrotkę, bo doktor Mann wcale nie chce pozwolić Cooperowi na powrót na Ziemie. Próbuje go zrzucić w przepaść i jeszcze przeprasza za to, co robi. Przyznaje się, ze sfałszował dane, zrobił to tylko po to, żeby - w nadziei odnalezienia nowej Ziemi - ktoś tu po niego przyleciał. Ta planeta jest nie do zamieszkania, podsumowuje Mann. Tłumaczy się, że przeszedł zbyt wiele, aby ktokolwiek zarzuca mu teraz niemoralnośc. Ma plan porwania statku, którym przylecieli astronauci i ucieczki.

      Cooper jest znokautowany, Mann wyciąga go znad krawędzi, zostawia bez tchu i tlenu na ziemi, a sam w podskokach znika.

      Coopera ratuje panna Brand, a on ją informuje, że Mann to oszust i mitoman. Widać jak Mann próbuje uruchomić statek i odlecieć, ale jakoś nie jest w stanie, a na końcu tej sekwencji mamy eksplozję w bazie. Tam też chyba Mann ginie ? Musiałbym chyba drugi raz obejrzeć, żeby się upewnić ;] Ginie chyba kolega Romilly, tak mi się wydaje, bo później już go nie widać.

      Tak czy owak, statek zostaje, Cooper i Brand odlatują nim z planety Manna i obierają kurs na planetę Edmondsa. Ofk, teraz dopiero włącza się seria nomenklaturowych nokautujących ciosów ;] 'lądownik', "odbicie czasoprzestrzeni", "horyzont zdarzeń", "katapultowanie się' - niby wszystkie znajomo brzmią, ale w warunkach tego filmu znaczą kompletnie co innego niż w normalnych ;]

      I niespodziewanie mamy zejście się Cooperów : ojca pilota i córki MUrph. Tak jakby czas się zakrzywił i on widział teraz ją dorosłą, a ona jego nie widzi. Dochodzą też obrazki, w których Cooper widzi samego siebie żegnającego ją z okazji wyjazdu na misję kosmiczną. Pętla czasu, mówiąc krotko :]

      Chodzi w tym całym mętliku o rozwiązanie tego równania, które prof. Brand uznał za nierozwiązywalne. Murph ma je rozwiązać, a ojciec jej kibicuje; rozwiązanie zaś znajduje się w... jej pokoju w domu rodzinnym. W dniu, w ktorym zobaczyła tego "ducha', który w istocie nie był "duchem", ale sygnałem od ojca z przyszłości. Ruchem grawitacyjnym.
      cdn







      • grek.grek Re: "Interstellar" 03.05.17, 13:29
        obserwuje więc z przyszłości tata Cooper jak jego córka probuje poradzić sobie z wyzwaniem i postanawia jej pomóc : poprzez zegarek, który zostawił na pamiątkę. Koduje na nim alfabetem MOrse'a jakieś kluczowe informacje, ona oczywiście znajduje je, a jakże ;], a potem widzimy scenę, w której wykrzykuje radośnie "Eureka !' i wyrzuca w powietrze rozsypane kartki, stojąc na korytarzu instytutu naukowego, w którym pracuje.

        Wygląda na to, że mamy sukces.

        Znowu jesteśmy w przestrzeni kosmicznej, w której wirują Brand i Copper, a wszystko mieni się szalonymi kształtami i kolorami. Muzyka iście kosmiczna, super-klasyka :]

        I nagle cut - Cooper budzi się w szpitalnym łózku.

        Doktor informuje go, że aktualnie ma 124 lata, ale wygląda ciągle na góra 40. Został znaleziony w kosmosie.

        Za oknem Copper widzi dzieciaki grające w baseballa, rzeczywistośc wygląda na całkiem ziemską. Lekarz powiada, że znajdują się w Bazie Coopera, nazwanej tak na jego cześć, swojego odkrywcy. Czyżby Cooper ruchem wirowym w kosmosie znalazł planetę ? ;] A może zrobiła to Murph. Najpewniej druga odpowiedź jest właściwa.

        Po dojściu do siebie prowadzą go do domu, odtworzonego 1 do 1, takiego jaki opuszczał gdy na 80 lat leciał w kosmos.

        Spotyka się z córka. MUrph jest bardzo leciwą staruszką, i za chwilę umrze. Udaje się im jeszcze wzruszajaco spotkać i zamienić kilka słów, przy jej szpitalnym łóżku.

        Gdzie jest panna Brand ?

        Widzimy ją w ostatnim kadrze : monologuje z offu stojąc bez kasku na jakieś jałowej ziemi, ale... skoro bez kasku, to znaczy ze jest tam tlen. I roślinność. Jest w "naszym nowym domu'. Z daleka widać światła kilku parterowych budynków. To na pewno planeta Edmondsa. Tutaj jest życie. Brand miała od początku rację.

        A Cooper szykuje się do misji poszukiwawczej [jej będzie szukał].

        No i message jest chyba taki, że warto tę poczciwą Ziemię jednak szanować, bo wprawdzie w filmie mamy jakiś tam happy end, ale w realu może się okazać, że nie będzie dokąd wiać ;]

        obsada nie w kij dmuchał : Matthew Mc Conaughey [Cooper, Jessica Chastain /dorosła Murph, Anne Hathaway /Brand, Michael Caine /prof. Brand, Matt Damon /Mann.

        Zdjęcia są momentami imponujące, chociaż bardziej na Ziemi, ta fala oceniczna ! albo burza pyłowa, niż w kosmosie, co ciekawe.

        Jako frustrat, ktory nie zrozumiał połowy dialogów ;], rekompensowałem sobie wszelkie niedogodności słuchaniem rewelacyjnej muzyki, która - na szczęście ! - płynie w tle niemal bez przerwy. Nieprzypadkowo nominowano ją do Oscara. Są tutaj typowe s-f klimaty, ale take harmonie, organy, chyba tylko Zenka Martyniuka nie ma ;]]

        • siostra_bronte Re: "Interstellar" 03.05.17, 15:04
          Dzięki, Greku :)

          Wygląda na to, że to film do kilkukrotnego oglądania, bo czasem trudno się połapać o co chodzi. Nie wiem czy aż takie skomplikowanie fabuły miało na celu uzyskania pozornej głębi intelektualnej tej historii, czy po prostu to nieudolność scenarzysty :)

          Ambitne filmy sci-fi (czyli nie dla dzieciaków) są na wagę złota, więc na pewno będę próbowała obejrzeć, jak nadarzy się okazja (oby nie po nocy).

          Widziałam tylko kawałek, kiedy bohater dowiaduje się, że znalazł się w tej specjalnej bazie. Trochę to było pompatyczne i zbyt naszpikowane naukowymi terminami, w sumie jakoś mało przekonujące. Ale to był tylko kawałek, musiałabym zobaczyć całość, żeby wyrobić sobie zdanie. Na razie mam wrażenie, że wyszedł z tego przerost formy nad treścią. Ale może się mylę.

          Z ciekawości sprawdziłam -Hans Zimmer napisał muzykę. Przyznam, że nie lubię kiedy jest jej zbyt dużo w filmie, nawet jeżeli jest znakomita :)




          • grek.grek Re: "Interstellar" 03.05.17, 16:15
            dzięki, Siostro :]

            o, zdecydowanie masz rację - podejrzewam, że do tego wielokrotnego oglądania warto także wyposażyć się w notes i ołówek. I chyba jakieś podstawy astrofizyki ;]

            mam nadzieję, że uda Ci się obejrzeć, jestem ciekaw Twojej recenzji, jak zawsze !

            swoją drogą, 3 godzinny film puszczają od 22:30 albo od 1:00 - czy w tym TVN ktoś w ogóle myśli logicznie ? ;] Nie ma tam żadnych drastycznych scen, ani kontrowersyjnych dialogów, które by usprawiedliwiały tak późne godziny emisji.

            technikalia, nomenlatura, wyjaśnienia zawiłości, które wcale nie brzmią wyjaśniająco ;]- tak, to się przewija przez cały film. Można załapać kontekst, można zrozumieć że chodzi o jakieś pętle czasowe, ogólne przesłanie, ale chcieć to opisać szczegółowo i wyczerpujaco - no, to jest wyzwanie :]

            tutaj muzyka pełni bardzo ważną rolę, zwłaszcza w drugiej częsci filmu. moim zdaniem - bardzo dobra jest, ale jeśli jej nadobecność nie jest w Twoim guście : fakt jest to rzecz do przejścia, w takim układzie.


    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Jurek" 03.05.17, 16:23
      kolejna powtórka i niemal nie wypada znów nie polecić :]

      świetna opowieść o najwybitniejszym polskim zdobywcy HImalajów ofk Jerzym Kukuczce - jego pasji, trudnych wyborach, sukcesach i tragicznej śmierci, niezgodzie na codzienność, ale także o całym środowisku polskiej szkoły alpinizmu, która była w latach ówczesnych najlepsza na świecie, o zmaganiach z finansowymi barierami i z reglamentacjami okresu PRL; wreszcie o górach, ich magii i okrucieństwie.

      mnóstwo kapitalnych anegdot i opowieści, zdjeć i filmów z HImalajów, interesujących wniosków i obserwacji.

      ogląda się doskonale i inspirująco :]
    • grek.grek 21:00 TV4 "Za wszelką cenę" 03.05.17, 16:41
      to się zawsze świetnie ogląda.

      coś mi się wydaje, że to jest opus vitae Clinta Eastwooda. idealnie wszystko tutaj zagrało : postać, którą właściwie zawsze i od zawsze gra jest niemal oryginalna, historia zręczna i dająca wiele okazji do celnych metafor, porównań i inspirujących opisów, wykreowana bohaterka jest larger than life, a dramaturgia dosięgająca w końcu arcydylematów moralnych - jest wybitnie zbudowana i utrzymana.

      bez tego filmu Eastwood-reżyser w zasadzie ciągle byłby się błąkał w poszukiwaniu ideału :]

      swoją drogą, od tego momentu chyba tylko raz jeszcze pojawił się na ekranie jako aktor we własnym filmie ["Gran Torino"], tak jakby doznał spełnienia ?

      jako reżyser, tak mi się wydaje, zaczał szukać w innych rejonach, i zdaje się, że nie dogrzebuje się do tak fundamentalnych rzeczy jak w "Za wszelką cenę", bo wcale mu na tym nie zależy. Co chciał ważnego powiedzieć - już powiedział :]

      i kolejne roczniki będą sięgać po ten film i odkrywać go wciąż na nowo - marzenie filmowca, nieprawdaż ? :]


    • grek.grek "Czy mówię jak gej ?", dokument via Kultura 04.05.17, 14:25
      pewien pan dziennikarz, przyznam że nie dogoniłem : czy gej czy nie-gej ?, postanawia zbadać czy tzw. gejowski głos jest rzeczą immanentną homosesualnym panom czy przeciwnie : nabywają jej wskutek obcowania z subkulturą, przejmowania wzorców tejże, albo na drodze poszukiwania elementów swojego wizerunku w naśladowaniu kobiet.

      bierze więc pod lupę panów z telewizji, panów z życia wziętych, panów znajomych i dopytuje jak u nich się to stało, albo... nie stało.

      wypytuj lekarzy, psychologów, a także... trenerów od pozbywania się róznych naleciałości głosowych. sam poddaje się takiej procedeurze i usilnie pracuje nad "bardziej hetero głosem".

      Efekty tych poszukiwań są naturalnie rozmaite i chyba nie chodziło o nie, ale o prześledzenie różnych mechanizmów, jakie kształtują jednostkę [tutaj akurat : a materii tembru głosu], a ktore w dużej mierze pochodzą z zewnątrz - jeden mówi "jak gej', bo koniecznie chce, drugi - bo tak wydaje mu się, ze powinien, trzeci - bo tak mówią koledzy-geje, czwarty - bo jako 'dumny gej' złośliwie potwierdza stereotypy społeczne itd.

      ale są i tacy mężczyźni, którzy mówią "jak geje', mimo że są hetero i to bardzo.

      I są geje, którzy mówią jak hetero, mimo że są gejami i to bardzo.
      generalnie - nigdy nie wiadomo czemu i komu... zaufać ;]]

      Od tematyki głosu autor zmierza także do wątków personalnych, do tego na ile rózni geje ukrywają swoją tożsamośc za pomocą 'mówienia bardo hetero', a jesli tak, to dlaczego - są zmuszeni do tego przez środowisko, czy może wstydzą się sami przed sobą , a może próbują wyprzeć to kim naprawdę są i sądzą, że praca nad głosem to dobry początek ?

      słowem : autor dochodzi do wniosku, że każdy przypadek jest osobny, a motywacji, inspiracji, powodów i skłonności - więcej jest niż grzybów po deszczu :]

      ciekawe, że istnieje tzw. gejowski głos wśród panów, a wsród pań nie ma takiego subkulturowego wyróznika ;]

      a może nie został jeszcze zidentyfikowany i zbadany ? :]



    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Skazany na bluesa" 04.05.17, 16:02
      do tego filmu też z niekłamaną przyjemnością wracam.
      a Wy ? :]

      śląskie klimaty, bohater, ktory pragnie być wolny, dookoła rzeczywistość socrealnej szarzyzny [która jednak może wpędzać w przygnębienie, ale i być katalizatorem twórczego rozwoju poprzez wzmożenie oporu wobec siebie, czego dowodem są teksty niektórych piosenek nostalgicznie tęskniące za przeszłością], raczkujący szołbiznes, liczne miłości bohatera : do kobiety, do dziecka, do muzyki wreszcie, i poświęcenie kobiece jest, i męska rozpacz.

      wiarygodne to wszystko i smacznie podane, odpowiednio chropowate wizualnie, a nigdy ckliwe czy sztucznie łzawe albo nadekspresyjne, za to przejmujące i dolegliwe np w scenach w których wybitny muzyk i poeta żebrze na ulicy o kieliszek heroiny u jakiegoś kaprawego dilera, który z tej okazji może poużywać sobie na nim do woli.

      niektóre filmy nie tylko bronią się po latach, ale nawet podbijają nowe terytoria :]


    • grek.grek 21:45 TVP2 "Nieobliczalni" 04.05.17, 16:16
      znów komedia, znów w głównej roli Omar Sy, znów zestawienie duetu bohaterów rózniących się od siebie wszystkim - jakże więc nie potraktować takiego filmu jako wariacji na temat "Nietykalnych" i oprzeć się poksie nazwania go "Nieobliczalnymi" ?

      Niewykonalne :]

      Paryż. Dwaj gliniarze. Biały jest elegantem wizualnie i jak chodzi o metody pracy, czarny - zgoła odwrotnie.

      łączą się w parę, kiedy na przedmieściach miasta zostają znalezione zwłoki żony wpływowego polityka. biały nie zna przedmieśc, więc czarny będzie mu tam potrzebny niczym kompas, czarny nie zna świata polityki, więc jemu z kolei biały się przyda niczym pies przewodnik.

      a reszta to już chyba zalezy od pomysłowości autorów scenariusza i inwencji reżysera :]

      chyba nie mamy jeszcze "Nieobliczalnych" na "indeksie ksiąg" ? ;]


      • grek.grek "Nieobliczalni" - dwa słowa po obejrzeniu 05.05.17, 14:23
        spróbowaliście obejrzeć ? :]

        mnie się udało i powiem Wam, że to nie jest taki najgroszy film.
        Jasne, w porównaniu z "Nietykalnymi" wypada dośc niekorzystnie, także z powodu swojej wtórności, ale jesli zapomnieć o tym drugim filmie - nie jest źle.

        w telegazetowej zapowiedzi TVP stoi, trzymajcie się, "... okrzyknięty najlepszym francuskim filmem wszech czasów", albo coś w tym guście. Czy istnieją granice marketingowej zuchwałości ? ;]

        Zatem :

        Fabularnie - fillm zaczyna się od znalezienia czarno-arabskich przedmieściach PAryża zwłok żony szanowanego polityka. Sprawa dostaje się miejscowemu glinie Ousmane [Sy], a potem z centrali dołącza do niego Francois [Lafitte]. Poprzez salony polityczne, siedziby związków zawodowych, meliny dilerów narkotykowych i... kluby erotyczne nasi bohaterowie odkrywają, że przypadkiem natrafili na grubą aferę finansową na styku szemranego biznesu, skorumpowanej polityki i pazernych związków zawodowych.

        Nie afera jednak jest tutaj wazna. Stanowi tylko pretekst do rozgrywania duetu głównych bohaterów, którzy róznią się absolutnie we wszystkim.

        Ousmane jest czarny, ekspresyjny, wychował się w trudnym środowisku, pracuje w terenie, czesto w kamflażu na bezdomnego. Żona odeszła, ale ma syna i dba o niego pieczołowicie. Jest konserwatystą jak chodzi o obyczaje i nie znosi ludzi z tzw. elity, uwaza że to złodzieje i krętacze.

        Francois jest biały, elegancko ubrany i z manierami, klasa średnia, policji - od zawsze za biurkiem. Nie planuje zakładać rodziny, więc ślini się do każdej napotkanej kobiety, z sukcesami zresztą. Liberał jak chodzi o styl życia, w porywach libertyn.

        I karierowicz. O ile Ousmane chce po prostu przyskrzynić złodziejaszków, o tyle Francoise ma nadzieję dodatkowo awansować. Jeśli ceną za ten awans będzie... ukrycie dowodów na polecenie policyjnej wierchuszki - też jest na to gotów.

        I ci dwaj nonstop się ze sobą sprzeczają, kłócą, dogryzają sobie, nieustannie nie mogą się dogadać i korzystają z każdej okazji, żeby wytykać sobie nawzajem rozmaite grzeszki czy słabostki, a także pochodzenie społeczne. Wizyta u starszej pani Arabki, która moze coś wiedzieć, potyczka z blokersami, wiytacja wytwornego saalonu pełnego polityków, akcja pod przykrywką, strzelanina, gonitwa, bójka, wizyta w erotycznym klubie - każda sytuacja jest dobra, żeby wdali się w dyskusję i jeden drugiemu za wszelką cenę nie chciał dać się przegadać.

        rzecz jasna, w finałowym akcie w końcu tamy pękają, mają siebie serdecznie dośc, ale wtedy interwencja 'tego trzeciego', czyli... małego syna Ousmane'a, wywołująca refleksję w Francoisie, sprawia że do ostatecznej rozgrywki stają ramię w ramię, a Francoise porzuca swoje zapędy karierowiczowskie i zachowuje się uczciwie.

        Cała historia bazuje zatem na vis comica i dynamice głównych aktorów. nie zawodzą pojedynczo i w duecie też nie.

        Jest tutaj kilka zabawnych momentów i motywów.

        Np. Ousmane bardzo się stara być gliną, który 'świetnie wtapia się w tło" przedmieść. Ale oto kiedy dwóch wyrostków odkrywa zwłoki kobiety biegnie wprost do niego : "Panie policjancie, odkryliśmy zwłoki", na co Ousmane - ubrany jak typowy blokers - broni się : "ja nie jestem gliną, dlaczego tak myślicie ? Nie jestem ! jestem ziomalem !" ;]

        Z kolei kiedy pewnego razu odwiedza prefekturę policji w centrum Paryża zostaje wzięty za blokersa i dopiero musi sięgnąć po odznakę, żeby go wpuszczono za drzwi. Peroruje machając rękoma : "Wstyd mi za was ! Wstyd mi za... Francję ! Sądziłem,że jesteśmy jedną wielką rodzina ! Wstyd, ojczyzna Diderota i Woltera, wstyd !" :]

        Niezły jest też moment, kiedy Ousmane i Francois wjeżdzają do czarno-arabskiej dzielnicy i Ousmane tłumaczy swojemu wyelegantowanemu koledze, ze "ty widzisz tylko stereotypową stronę przedmieśc, jaką media przedstawiają. A tak naprawdę tutaj panuje solidarnośc, braterstwo i odwaga". I od razu cały ten wywód pada w gruzy, bo nagle auto zatrzymuje jakichś dwóch cwaniaków, którzy chcą panów policjantów obrabować. Uciekają jednak w podskokach, gdy widzą pistolet wycelowany w siebie. "Jak to mówiłes... solidarność ? i... co ? Odwaga ?", drwiąco pyta Francois.

        Komiczny jest moment, gdy Francois ściga przez czarną dzielnicę ważnego dla śledztwa świadka. Nie dośc, że stracił jeden ze swoich cennych drogich jak diabli butów, i biegnie w jednym, to jeszcze zewsząd słyszy prowokujące okrzyki małolatów wysiadujących na murkach i skwerach. Sprintuje więc z godnością, puszczając te zaczepki mimo uszu.

        Ousmane przedstawia mu się jako "król przedmieśc", ale kiedy przychodzi do konfrontacji z młodocianymi chuliganami, nagle okazuje się, ze Ousmane w swojej dzielnicy zawsze był popychadłem i zdobył sobie mało chlubne przezwisko "zlamas". Francois oczywiście nie oszczędza go z tej okazji.

        Dobry jest dialog, w którym obaj przedstawiają swoich policyjnych idoli. Porównanie to idealnie pasuje do okoliczności : Francois wychwala Jeana-Paula Belmondo z "Zawodowca", a Ousmane Eddiego Murphy'ego z "Gliniarza z Beverly Hills". POtem Ousmane ogląda "Zawodowca' i stwierdza, że to całkiem dobry film i całkiem dobry gilina.

        Nie brakuje speechu OUsmane na temat trudnej sytuacji młodzieży w podparyskich gettach, za ktorą odpowiedzialność ponoszą politycy i chroniczne niedofinansowanie infrastruktury i kultury na przedmieściach.

        Obaj są zabawni, kiedy wychodzi z nich zapalczywośc i zawziętośc. Trudno powiedzieć, który jest bardziej zacietrzwewiony. Oczywiście, ani na moment nie gubią nuty wyraziście komediowej, nie robią się too serious :]

        Najlepsza sekwencja komediowa ma miejsce w klubie erotycznym. Śledząc podejrzaanych panowie trafiają na zebranie swingersów, w ktorym chcąc [Francois] nie chcąc [Ousmane] muszą uczestniczyć.

        Już wchodząc mają odmienne zdanie. Ousmane : "Zaraz, ale to burdel !", Francois : "O, zaraz burdel... lokal rozrywkowy, ciut libertyński".

        W środku, jak to w lokalach libertyńskich. Francois spotyka znajomego ;] A Ousmane widzi gołego faceta i rzuca oburzony : "Ten facet jest goły !", na co Francois "Wcale nie. On jest po prostu na luzie", Ousmane : "on nie jest na luzie, on jest GOŁY", Francois : "Jest goły na luzie, o co ci chodzi ?" ;]

        POtem muszą wejść na ten cały balet - nago obaj ;] Francois nie ma z tym problemu, ale Ousmane decyduje się pozostać w gaciach. Towarzyszy im Jasmine, koleżanka z pracy, do której smali cholewki Francois, a i Ousmane jest nią zainteresowany, ale w sposób mniej bezpośredni. W którymś momencie żeby uniknąc rozpoznania przez tych których śledzą muszą się ze sobą przytulać i obejmować ukrywając twarze.

        Kiedy niebezpieczeństwo mija, Ousmane startuje do Francoisa z pretensjami : "Wlazłeś mi na plecy, i jesteś goły, dyszałeś mi w kark ! Nie ufam ci !", na co Francois "Musiałem oddychać, do cholery !" :]

        Wszystkie salwy świętego oburzenia Ousmane'a Francois kwituje krótkim : "Ty czarny mormonie !".

        Jest zabawnie, nie sposób się nie uśmiechnąć.

        Także z okazji pokazówek Francoisa, ktory przyjeżdzajac na miejsce zbrodni zakłada na swoje drogocenne buty foliowe okrycia, żeby choć milimetr błota na nich nie osiadł. A spotykając blokersów siedzących na ławce przed budynkiem i łypiących nerwowo, pozdrawia ich wytwornym "Dzien dobry, panowie" na co tamci spluwają ostentacyjnie.

        "Nietykalni" byli raz i już.

        Jesli traktować "Nieobliczalnych" jako dokładkę do tamtego filmu, to wypadnie średnio. Ale jesli podejśc do nich jak do całkiem osobnej fabuły - mozna się mile rozczarować.

        coś czuję, że TVP powtórzy ten film jeszcze kilka razy :]


    • grek.grek 21:50 Ct2 "Ryzykant" [1956 r.] 05.05.17, 14:31
      jeden z klasycznych filmów Jeana Pierre'a Melville'a.

      bohaterem jest 50-letni hazardzista z Montmartre, Bob, wiecznie żyjący marzeniam o fortunie, majacy za sobą bogata przeszłośc kryminalną.

      żyje z dnia na dzień, włoczy się po knajpach, salonach gier, sypia u znajomych. Aż pewnego dnia dostaje propozycję skoku na bank.

      dobra propozycja Czechów :]
      amerykańskie piątkowe "noiry" skończyli, zaczęli francuskie [choć kilka kryminałów tej maści pokazać zdązyli w innych okolicznościach ramówki] :]
      • grek.grek "Ryzykant" - klasyka ! 06.05.17, 13:38
        Siostro, Barbasiu - czuję się zachęcony i przystępuję do dzieła :]

        Najpewniej jest to faktycznie kino noir, ale ciut nietypowe.

        Rzecz się dzieje na Montamrtrze, który jest już w pierwszej scenie pokazany w panoramicznym ujęciu o świcie, kiedy jeszcze świecą latarnie, a nad miastem unosi się mgiełka. POtem kamera przenosi się na ulice, już powoli zaludniane przez przechodniów, można obejrzeć wystawy sklepowe, architekturę, a po ulicach jeździ polewaczka i na dzień dobry oblewa bruk wodą.

        Świt to pora dnia, gdy główny bohater Bob wracać zwykł do domu. Przez całą noc grywa w karty albo kości w różnych szulerniach i jaskiniach hazardu. Zazwyczaj przegrywa, ale nigdy nie traci ochoty do gry. Przed wyjściem rzuca monetą, aby okreslić stopień swoich szans na sukces tej nocy. Zawsze moneta wskazuje optymistyczny wariant. MOże dlatego, że... po obu stronach ma awers ;]

        Bob ma 50 lat, eleganckie garniury, prochowiec, kapelusz, pociągnięte farbą blond włosy i poważanie na dzielnicy. Taksówkarz, mechanik, kioskarz, pani u której wynajmuje mieszkanie, odźwierny w hotelu - wszyscy znają go i pozdrawiają nie inaczej jak "Panie Bob...". Narrator z offu nazywa go "starszym młodzieńcem" i jest to idealnie okreslenie. Bob ma w sobie coś z chłopca, choć pozornie zachowuje się jak pełnoprawny mężczyzna.

        20 lat wcześniej napadał na banki i nie tyllko. brał udział w akcjach, które odbiły się szerokim echem, nieudanych, w końcu uczestnicy wpadali, ale zyskał szacunek. Odsiedział swoje i wyszedł na prostą : teraz co noc tłucze w karty albo kości ;]

        Zyskał wiernego przyjaciela w postaci komisarza policji, Ledru.

        Pewnego wieczora w lokalu Yvonne, jego przyjaciółki, której pomógł założyć i rozkręcić ten interes, zjawia się młoda dziewczyna, Anne. Bob widział ją już wcześniej, na ulicy, jak woziła się z amerykańskim żołnierzem. Anne jest swobodna obyczajowo i cyniczna, a zarazem dysponuje niekłamanym wdziękiem beztroskiej młodości. Kiedy Bob widzi, że przysiada się do niej jego znajomek, Marc - damski bokser i cwaniak marnego sortu - interweniuje i zaczyna się nią opiekować. Załatwia jej pracę u Yvonne [najpierw jako hostessie, a potem tancerce], kwateruje w swoim mieszkaniu, wozi za miasto, prowadza na kolacje, i zachowuje się wobec niej jak stuprocentowy dżentelmen.

        Tyle że Anne, to nie jest dziewczyna, którą mozna zdobyć ofiarami. Bez trudu nawiązuje ona erotyczną znajomośc z Paulo, młodzieńcem którym również opiekuje się Bob. Ta znajomośc doprowadzi do poważnych kłopotów.

        Wieczory na Montmartre. Kamera chętnie objeżdza ulice, świecące neony przy wejsciach do klubów, kawiarni, lokali wszelakich.

        W jednym z nich Bob spotyka jednego z dawnych kumpli od napadów. Dowiaduje się od niego, że jest szansa obrobić sejf kasyna Deauville, mieszczącego się gdzieś pod Paryżem. Ten kolega ma na miejscu wtykę, krupiera Jeana, który przekaże im wszelkie potrzebne wiadomości nt zabezpieczeń, rodzaju sejfu, wszelkich godzin urzędowania, rozkładu pomieszczeń itd. W kulminacyjnym momencie w sejfie ma być 800 mln [chyba franków ? :)].

        Bob jakby na to czekał od 20 lat... "To życiowa szansa", wyrokuje i jest gotów do działania.

        Najpierw panowie organizują ekipę, czyli skrzykują paru kolegów ze starych czasów, m.in speca od otwierania sejfów. POtem znajdują sponsora, bo ktoś musi sfinansować całą akcję. Mamy więc serię spotkań w kawiarni u Yvonne i w... stadninie [sponsora].

        Ruszają treningi. Spec od sejfów otwiera ćwiczeniowo dokładnie takie zamki, jakie są w Deauville. Idzie mu coraz lepiej, w końcu schodzi poniżej 2 minut. Reżyseerujący całą akcję Bob jest zadowolony.

        W sumie ekipa ma liczyć 9 osób, każdy ma jakieś, większe lub mniejsze, zadanie do wykonania. Bob dysponuje już planami budynku, więc aby przećwiczyć "kwestie' rozrysowuje je w układzie 1 : 1 na rozległym trawniku i po prostu panowie trenują przypisane sobie zachowania.

        A potem wybierają pasujący rozkładem pomieszczeń hotel i przeprowadzają próbę generalną, napad na niby, która wypada pomyślnie.

        Yvonne martwi się o to, że Bob wraca do fachu grożącego odsiadką, ale poza tym wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie... właśnie, jak to w kinie noir - gdyby nie kobieta fatalna ;], Czyli, młoda Anne.

        Nawiązuje ona romans z Paulo, ten się w niej zakochuje po uszy. Chce jej rzucić świat do stóp, a na początek obrabuje dla niej kasyno. Tak Anne dowiaduje się o planach teamu Boba. Kiedy parę dni później ląduje w ramionach Marca, Anne chętnie dzieli się z nim informacjami, sądząc że Paulo bełkotał coś w miłosnym zaślepeniu.

        Ale zdradziecki Marc, mający na pieńku z Bobem [Bob nie udzielił mu noclegu i wyrzucił z mieszkania, dowiadując się, ze Marc pobił swoją dziewczynę], od razu pędzi z tym na policję. Do komisarza Ledru.

        Ledru, któremu na sercu leży los porządnego w gruncie rzeczy Boba, zaczyna węszyć przy całej sprawie.

        Anne idzie do Boba i wyznaje mu, że wygadała się przed Marcem. Wkurzony Bob policzkuje ją i wie, że prostu napad za chwilę stanie się rozgrywką nader niebezpieczną.

        Paulo także dowiaduje się o wszystkim. Krązy po Montmarte [znów świetne ujęcia nocnego życia dzielnicy] szukając zdrajcy. Dopada go, kiedy tamten wykonuje telefon na policję. Paulo kładzie go jednym strzałem, komisarz Letre, po drugiej stronie kabla, słyszy wystrzał i zamierający głos Marca. Wie, co się stało. Rozumie teraz dobitnie, że ta informacja o napadzie, to jest poważna wiadomośc, a nie jakaś plotka.

        Letre spotyka się z Bobem i dopytuje, czy naprawdę znów chce wejśc do tej samej rzeki, która 20 lat wcześniej wypłukała go prosto do więzienia ? Bob nie odpowiada właściwie nic, nie potwierdza ani nie zaprzecza informacjom jakie ma Letre.

        W dniu poprzedzającym napad komisarz szuka Boba, ale go nigdzie nie znajduje. Także jego znajomi zniknęli. Letre domyśla się, że akcja będzie w terminie. Dzwoni do kasyna Deauville i informuje szefa, że ktoś się przymierza do obrabowania ich skarbca. Szef zapewnia, że zabezpieczenia są niezawodne i złodzieje połamią sobie na nich zęby.

        Letre mimo wszystko organizuje naprędce zespół policyjny i wybiera się do kasyna.

        Kasyno Deauville składa się z jednego dużego stołu w dużej sali. Kasa przy stole musi być jednak porządna, co sugerują fizjonomie oraz strój graczy, ludzi zapewne niezwykle majętnych.

        Pomiędzy nimi jest Bob. Tak zakłada plan, ma tam być i kontrolować sytuację na górze. O 5 rano do kasyna ma wejśc cała reszta ekipy, obstawić hall, a sygnałem do zaatakowania sejfu będzie zejście Boba o schodach z góry.

        Tyle że... Bob postanawia umilić sobie oczekiwanie rozegraniem partyjki ruletki. Ma pieniądze od sponsora, inaczej by tu nie wszedł. Stawia je i... wygrywa. A potem znów. Gromadzi kapitał. Nie zapomina o planie głównym, więc co jakiś czas wychodzi taktycznie i rozgląda się czy hall stoi pusty.

        Wraca i zasiada do kart. Idzie mu fenomenalnie. Rośnie góra żetonów oznaczająca, że wygrywa fortunę. Nawet jakaś wytworna dama prosi go żeby i jej żeton dołożył do swoich, co by i ona zyskała na jego szczęściu. Istotnie, wygrywa dla niej także.

        Przychodzi godzina 5. Akcja rusza. Team Boba zjawia się punktualnie i idzie ławą do kasyna. Drogę zastępują im policjanci z komisarzem Letre na czele. Wywiązuje się strzelanina. Cięzko ranny zostaje młody Paulo. Policjanci opanowują sytuację.

        Bob wybiega na ulicę, słysząc strzały. Jest już po wszystkim. Ranny Paulo umiera na jego rękach.

        Letre zakuwa go w kajdanki, ale oto... kilku boyów kasynowych wynosi uginające się od ciężaru kartony z żetonami kasynowi, które sugerują ze Bob właśnie wygrał tam ciężkie miliony. Zdumiony Letre mimowolnie pozwala je zapakować do bagażnika policyjnego auta :]

        Jadą więc Letre, Bob i kolega Boba od sejfów. Letre oblicza, że Bob moze dostać jakieś 3 lata więzienia, przy dobrym adwokacie - może rok... na co Bob, patrząc w kamerę rzuca : wezmę sobie najlepszego adwokata i oskarżę policję o naruszenie mojej godności ;]] A co - stać go !

        • grek.grek Re: "Ryzykant" - klasyka ! 06.05.17, 13:46
          Na to chwackie oświadczenie, nawet komisarz Letr uśmiecha się ukradkiem. I tak kończy się ten film.

          zupełnie nieszablonowe zakończenie, nieprawdaż ?
          I ta femme fatale, owszem cyniczna,, bawiąca się uczuciami mężczyzn, ale w tym swoim emploi bardo niedojrzała i bardziej pozerka i papla niż kobieta rzgrywająca swoją partię w tej grze.

          Postaci głównie pozytywne, na czele z Bobem [który nawet jako włamywacz i złodziej organizował napady z użyciem pistoletów bez pocisków] i komisarzem.

          ten negatywny, Marc, ponosi karę, cokolwiek zasłużoną.

          z nostalgią mozna przyjrzeć się modzie z tamtych lat, samochodom, posłuchać saksofonu i jazzujących kawałków, no i nasycić zmysły gustownie filmowanymi zakamarkami Montmare'u.

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=ADdXj2Ucjzo
    • siostra_bronte "Gloria" 05.05.17, 14:54
      Grek nie zapowiedział, więc ja muszę to zrobić :)

      Brawo dla Kultury! Emisja dzisiaj o 20.25. (ale wcześniej będzie pewnie rozmowa, w moim programie błędnie napisano o "Wiadomościach kulturalnych).

      Brakowało tego filmu w przeglądzie Cassevetesa sprzed paru lat. Zapowiada się świetny seans!

      Kiedyś Grek pisał o remake'u z Sharon Stone. Nie udało mi się ustalić czy widział oryginał, bo napisał o nim dość niejednoznacznie :)
      • grek.grek Re: "Gloria" 05.05.17, 15:42
        dzięki, Siostro :]

        yes, pamiętam remake.
        ale czy oglądałem oryginał - zupełnie nie mogę sobie skojarzyć :]
        zatem, najpewniej spróbuję obejrzeć go dzisiaj :]

        Złoty Lew w Wenecji, dla filmu z intrygą kryminalną - rzecz nieczęsta na festiwalach.

        yes, wieczór filmowy zapowiada się bardzo interesująco, Siostro :]
      • barbasia1 Re: "Gloria" 05.05.17, 23:51
        Tak, oglądaliśmy (ja też) remake z Sharon Stone. Oryginału ze sporą pewnością nie.
        Mnie się dziś nie udało obejrzeć. Może jest w necie?!
        • grek.grek Re: "Gloria" 06.05.17, 12:22
          cześć, Barbasiu ! :]

          jest w necie, właśnie dokończyłem [ostatnie 0,5 godz].

          teraz z kolei tego remake'u z Sharon Stone zupełnie nie pamiętam :]
          a Ty ?
      • grek.grek Re: "Gloria" 06.05.17, 12:43
        trudno będzie zapomnieć ten film, stwierdzam po obejrzeniu :]

        Gena Rowlands rewelacyjna. Tworzy kreację. Twarda osobowośc, a jednocześnie cały czas gdzieś tam widać, że się boi, że czasami nawet panikuje, ale ostatkiem sił trzyma pion i nie daje się pokonać. Ten chłopiec ją motywuje, patrzy na niego, wie że bez niej zginie, więc zawsze bierze się w karby i wychodzi cało z kolejnych opresji.

        Świetnie to widać w tej scenie strzelaniny na ulicy : powala samochód z rewolweru [trafiając kierowcę], na twarzy determinacja, ale chwilę później ledwie się opanowuje, żeby nie zacząć szlochać.

        W ogóle, to jest rozgrywka : Gloria kontra świat męskich mafiosów i typków spod ciemnej latarni. I ona ich bez przerwy rozstawia po kątach, jest szybsza, inteligentniejsza i nie ustępuje im bezwzględnością. W barze rozbraja gangsterów co do jednego, w konfrontacji w jakimś mieszkaniu - wymyka się im imponująco, w finale nie daje się zabić nawet pociskami z magnum.

        Zawsze ma pod ręką dobrą i trzymającą na dystans odzywkę :]

        Świetna jest w scenie, kiedy grozi bronią mafiosowi w wagonie metra. I nawet drwi sobie z niego, jakby czerpała z tego przyjemność.

        A jednocześnie : jak przebiega przez ulicę tej czarnej dzielnicy, to robi to jakże kobieco i z wdziękiem. mogłaby tak przebiegać przez godzinę, i już mielibyśmy bardzo dobry film ;] W ogole to jest dobra sekwencja : biała elegancka kobieta w takiej dzielnicy budzi momentalnie sensację, widać jak przechodnie uwaznie się i z ciekawością się jej przyglądają, jakby odwiedziła ich gwiazda filmowa ;] Ciekawe, czy ta scena była kręcona a vista, czy jednak cała ludzkośc w niej występująca była przygotowana "uwaga, drodzy państwo, kręcimy !".

        Mały Phil, na mój gust, to jest figura nie tylko chłopca, którym musi się zaopiekować, bronić go przed bandytami, dzięki czemu mamy oś fabularną.

        To także postać ośmieszająca ten cały maczyzm w wykonaniu latynoskich plebejów. Phil ma kilka lat i mówi ofk tekstami, które wyuczył się u tatusia, portorykańskiego macho. Słyszał je wiele razy w domu. Kiedy tytułuje siebie "taki facet jak ja" można popaść w wesołość :]

        I patrząc na tego malca, który plecie te bzdety, widać tych dorosłych maczusiów, którzy są dokładnie tacy : tacy jak ten chłopiec, tyle że on jest rozczulający, bo papuguje , a oni są zabawni, bo są zupełnie serio ;]

        relacje Glorii i Phila są zupełnie świetne : mały papuga versus dziewczyna gangstera. ona czuje się w obowiązku, ale jest twarda, więc uczucia jej przychodzą z trudem. on nie za bardzo wie, czy powinien jej słuchać, najlepsze są te momenty, kiedy waha się czy za nią iśc [na ulicy, w metrze], tak beztrosko abstrahując od faktu, że poza nią nie ma nikogo.

        generalnie : remake był chyba całkiem dobry, ale po obejrzeniu oryginału trudno podejrzewać, by mógł być lepszy :]

        dzięki, Siostro, za rekomendację :}
        • siostra_bronte Re: "Gloria" 06.05.17, 14:53
          Dzięki, Greku :)

          Mogę się tylko podpisać!

          To co zostaje w pamięci to właśnie ten obraz zdesperowanej Glorii, krążącej po mieście z chłopcem. Gena Rowlands jest znakomita, wypełnia sobą cały ekran, nie można od niej oderwać wzroku.

          Tak, znakomita jest relacja Glorii i Phila. Nie ma tu stereotypów. Oboje różni właściwie wszystko. Gloria w pewnej chwili mówi jakiemuś gangsterowi, że przecież nawet nie lubi tego dzieciaka. Jednak z czasem ta dwójka jest ze sobą coraz bardziej związana. Przez wspólne dramatyczne doświadczenia, przez to, że oboje mają tylko siebie. Ale nie ma tu ckliwości. Gloria nie staje się kochającą "mamusią". Jest to coś innego, coś co wymyka się stereotypom i tak czy siak, działa.

          Znakomita test ta scena, kiedy w hotelowej łazience Phil wiesza jej ubrania i mówi, że jest dla niego matką, dziewczyną i nawet przyjaciółką. I widzimy twarz Glorii, wzruszonej tym co słyszy, ale nie pozwalającej sobie na okazanie emocji.

          Gloria walczy z mafiosami, także jak słusznie napisałeś, z maczyzmem generalnie, a może i z całym światem. A w finale stawia na szali własne życie, aby ratować chłopca, którego przecież "nawet nie lubi".

          No właśnie, co sądzisz Greku o zakończeniu na cmentarzu? Bo mnie wydaje się tak ostentacyjnie szczęśliwe (zwolnione tempo, dramatyczna muzyka), że aż nieprawdopodobne. I miało tylko podkreślić, że takie happy endy się nie zdarzają. Mało kiedy w kinie, nie mówiąc już o prawdziwym życiu.

          Bo skąd Gloria wiedziała, żeby szukać go na cmentarzu? Przecież umówili się "w Pittsburgu". Teoretycznie mogła zrobić wywiad wśród taksówkarzy, ale wątpię, żeby znalazła ślad tak szybko. I nie chce mi się wierzyć, żeby gangsterzy (przyznajmy jak dotąd dosyć nieudolni) dali jej uciec.

          Ale oczywiście i para bohaterów i my, widzowie zasłużyliśmy na taki happy end!

          Jeszcze jedno, teraz już wiemy, skąd Besson czerpał inspiracje do "Leona zawodowca"!

          To był znakomity seans!

          Miło mi :)

          • grek.grek Re: "Gloria" 06.05.17, 16:57
            dzięki, Siostro :]

            I ja z wielką przyjemnością podpisuję się pod Twoimi uwagami i spostrzeżeniami ! :]

            wspaniała rola Geny Rowlands, taka rola która wchodzi do kanonu, niezapomniana.
            słusznie powiedzieli państwo przed filmem : "słyszysz Gloria - widzisz Genę Rowlands" :] Po obejrzeniu, oddaję całkowicie słuszność tej opinii.

            tak jest, świetna obserwacja.
            wspólne przeżycia zacieśniają więź między nimi.
            dodatkowo, nie ma tam żadnego kiczu czy łzawych scenek. Raczej samo życie.

            yes.

            przypomniała mi się też scena, kiedy Gloria mówi o Philu, że 'jest mądry i rozumny, to chyba najlepszy facet z jakim spałam", brzmi to brawurowo, i odsyła od razu do sceny nocy, którą spędzają w jakimś małym hotelu i faktycznie śpią razem, Phil ją ciągle zagaduje, a ona go zrzuca z łózka, bo zajmuje jej miejsce do spania, hehe. Phil : podobam ci się ? Gloria : no jakże bym mogła oprzeć się komuś, kto ma takie ciało ;]]

            właśnie !
            to jest zajmująca sprawa, Siostro.

            możemy przyjąć wariant optymistyczny, ale czy pesymistyczny [czy ten tekst "daj mi magnum", jednego mafiosa do drugiego jest przypadkowy i nie niesie ze sobą żadnych poważniejszych konsekwencji ?] nie jest również wiarygodny ?

            Gloria ginie w windzie, nie dociera na miejsce, a my widzimy scenę z wyobraźni Phila. Czemu nie ?

            I może to by własnie wyjaśniało ten wylewny emocjonalny charakter tego spotkania na cmentarzu ?

            yes, cenna uwaga :]

            świetny film !
            cokolwiek się dzieje w TVP - Kultura jeszcze nie zginęła ;]

            cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
    • grek.grek polskie kino w Cannes' 17 06.05.17, 17:04
      ciągle czekamy na polskie kino w konkursie głównym.

      a póki co :
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-najpiekniejsze-fajerwerki-ever-aleksandry-terpinskiej-w-konkursie-filmow/qky753
      będzie także "KOniec widzenia" pana Mołdy w konkursie głównym krótkich metraży.
      Dostał się do eksluzywnego grona 9 filmów po selekcji spośród... 5 tysięcy nadesłanych materiałów.

      to dopiero jest osiągnięcie : być w 9 z 5 tysięcy, uff :]
    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Babcia Gandzia" na bis 06.05.17, 17:09
      brawurowa francuska komedyjka o starszej pani, która wskutek ekonomicznego kryzysu w budżecie emerytki, decyduje się na współpracę z miejscowym zaglębiem narkotykowym i zaczyna rozprowadzać haszysz i inne wesołe zioła, czyniąc to z taką kreatywnością i fantazją, że wkrótce staje się postacią kultową w branży oraz zupełnie niezastąpioną :]

      całkiem dobry film, w okolicznościach przyrody francuskich przedmieść, ze świetną damską obsadą aktorską.
    • grek.grek 20:00 Nova C. - "Lista Schindlera" 06.05.17, 17:12
      swego czasu sporo się mówiło o tym filmie.
      I mimo wszystko, nie wiem jak Wam ?, mnie się w pamięci gdzieś rozmył.

      jest szansa na seans przywracający pamięć :]
      zwłaszcza, że Czesi nie szaleją z reklamami, nawet w komercyjnych telewizjach.
        • grek.grek "Lista Schindlera" - po seansie 07.05.17, 13:48
          dzięki, Siostro :]

          Twoja, Wasze, relacja teraz jest dla mnie całkowicie zrozumiała na gruncie empirycznym, że tak się wyrażę.

          Po wczorajszym seansie - sądzę, że i mnie się już nie zdarzy zapomnieć.

          Przede wszystkim : kapitalna robota reżyserska; choreografia, dyscyplina dynamicznych scen zbiorowych, pelna kontrola nad sytuacją, nad ruchem niemal każdego statysty; świetne filmowanie we wnętrzach, często klaustrofobicznych i niewygodnych, pełnych ludzi.

          Zostaje w głowie ta czarno-biała scenografia i nagle... mała dziewczynka w przybrudzonym na różowo kubraku. Tak wyraźnie rzuca się w oczy Schindlerowi, który wstrząśnięty ogląda z góry pacyfikację getta w Krakowie.

          POtem widzi jej zwłoki, wiezione na stos, który podpalają Niemcy. To go dodatkowo pozbawia oddechu. Cała ta sekwencja jest szokująca, zwłoki dowożone są wózkaami i zrzucane z góry na palenisko buchające czarnymi kłębami dymu.

          Scena, gdy do obozu przybywa kolejny transport więźniów. Kamera z góry pokazuje jak są przyjmowani na placu apelowym, muszą się rozbierać do rososłu, są przeganiani z miejsca na miejsce, a wsszystko w rytmie lirycznych niemieckich piosenek wodewilowych puszczanych z megafonu.

          POchód dzieci radośnie śpiewających, które idą przez obóz nieświadome, że esesmani prowadzą je do samochodów, a stamtąd mają by zabrane nie wiadomo gdzie, możliwe że na jakies eksperymenty albo w innym zbrodniczym celu. Matki rzucają się całą ławą, żeby je obronić, ale samochody odjeżdzają, dzieci machają rękoma, służba obozowa powstrzymuje ich rozpaczliwy napór.

          Moment kiedy kobiety, które wyciągnął z obozu Schindler, zamiast w bezpieczne miejsce, do jego fabryki, zostają zabrane do Oświęcimia. Przez pomyłkę. Jadą już jakby trochę za długo, jedna z nich zaczyna się niepokoić, wygląda przez lufcik w wagonie i widzi jak mały chłopiec przy torach wykonuje w ich stronę gest podrzynania gardła. Przerażający jest ten dzieciak. I fakt - lądują nocą w Oświęcimu. Mróz, ciemno, lekki śnieg i te cholerne kundle ujadające na podwórzu.

          A potem prowadzone są do łaźni. I od razu przypominają im się opowieści, że te łaźnie nie służą do kąpieli, ale do gazowania. Z trwogą wpatrują się w otwory zamontowanych pryszniców. Co z nich popłynie ? Woda czy gaz ? Jednak woda. Wybucha radość, woda naprawdę staje się tutaj symbolem życia, jak nigdy wcześniej.

          Dzieci obozowe ukrywające się w każdym zakamarku, w którym tylko mogą, przed wywózką. Jeden mały szuka kryjówki i zdesperowany wchodzi do szamba pod szaletem, ale i tam, wśród ekskrementów siedzi kilkoro dzieciaków i powiadają "To nasze miejsce".

          Schindler wlewający wodę do wagonów, w których umierający z pragnienia ludzie czekają na transport do obozu kooncentracyjnego.

          szalenie ciekawa jest relacja Schindlera z Amonem Goethem.
          Goeth to nazistowska wesz, jako komendant obozu zachowuje się jak kanalia : strzela do bezbronnych ludzi z balkonu swojego kwaterunku, zabija 25 więźniów naraz z powodu jakiegoś drobnego przewinienia jednego z nich, ale mimo wszystko dostaje szansę. Gdzieś tam w głębi rodzi się w nim uczucie do żydowskiej służącej.

          Nie umie jednak ani zrealizować go na polu romantycznym ani na czysto seksualnym, bo przeskadza mu mózg wyprany teoriami o zakazie "mieszania ras". Nie mogąc realizować swoich uczuć i popędów - bije ją. świetna jest ta scena, kiedy krązy wokół niej, przemawia, zwierza się, wyznaje, a potem po prostu ją nokautuje.

          Schindler widzi, co to za świnia, więc odwołuje się do jego pragnienia władzy : ono jest w miłosierdziu, nie w przemocy. Jesli darujesz komuś życie, które mógłbyś odebrać - wtedy jesteś u szczytu władzy.

          Goeth nawet próbuje. Chłopca, który nie może doczyścić jego wanny puszcza bez awantury, przygląda się sobie w lustrze, podnosi podbródek, niczym cezar rzymski, robi wytworny gest dłonią, którym odprawił chłopaka. Minutę później zabija go strzałem z balkonu, kiedy chłopak wraca do siebie.

          Ale i wtedy nie jest jasne. Goeth cały czas się uczy. Przygląda się jak Schindler z coraz mniej skrywaną determinacją wlewa tę wodę do wagonów chłodząc nią ludzi tam stłoczonychi zaczyna rozumieć, że jego kolega to nie jest tani błazen, który się bawi w szlachetność, że to coś więćej.

          i moze dlatego ujmuje się za nim, kiedy Schindler zostaje aresztowany za pocałowanie Żydówki, z paragrafu o naruszenie zasad czystości rasowej.

          Ciekawa postać. Kanalia, ale nie taka jednoznaczna, z jakimś ziarenkiem potencjału człowieka, który by można rozwinąć. A może już nie ?

          Doskonały, bardzo filmowy, jest moment kiedy próbuje zabić jednego z pracowników fabrycznych i trzy razy zacinają mu się pistolety. Nadzwyczajne. Jesli nawet to tylko filmowa efektowna wstawka, to wymyślona i przeprowadzona jakże sprawnie.

          Plus niemieccy żołnierze, ktorzy po informacji o końcu wojny nie wykonują rozkazu zabicia Żydów z fabryki. Jakby wojna była meczem sportowym. Po gwizdku ani gole ani faule nie mają już żadnego uzasadnienia logicznego.

          Moment, gdy wyjaśnia się pomyłka i pracownice fabryki opuszczają obóz w OŚwięcimu. W drugą stronę podąza inna grupa kobiet, z dziećmi. Wchodzą w ubraniach, z walizkami, do budynku z którego komina wali dym. Dla nich nie ma żadnej nadziei.

          Schindler ratujący ich dzieci, odebrane matkom tuż przed wejściem do wagonu. Wymyśla bajkę o kluczowej roli dzieciaków w produkcji pocisków karabinowych.

          A w finale rozpacza, że uratował "tylko" 1,2 tys osób. Mógł przecież sprzedać wszystko, do ostatniej koszuli i starczyłoby na wielu innych. Szaleje z rozpaczy, że nie sprzedał pierścienia z palca, za który mógłby uratować jednego człowieka. Efektowne na granicy szarży, ale zamiast płaczliwej puenty patetycznej - doskonałe.

          w sumie, niemal każda scena nadaje się do przypomnienia. Choćby ta kluczowa, kiedy Schindler ze Sternem z pamięci tworzą tytułową listę 1,2 tys ludzi, których udaje się im uratować z obozu i wywieźć do pracy w fabryce zbrojeniowej. A numer z tym, że produkują broń niezdatną do użytku w walce, no to już brawura absolutna, ale jak rozumiem - tak było naprawdę ?

          Neeson i Fiennes wypadają fantastycznie, zwłaszczaa ten drugi.

          Realizm świata przedstawionego - niesamowity. ile to wszystko wymagało planowania, jakich nakładów, ile szczegółów jest tutaj dopieszczonych idealnie. Wybitna filmowa robota.

          Najwybitniejszy film o HOlocauście ?

          PS : czeska komercyjna Nova [Cinema] w ciągu całego seansu zrobiła tylko 2 przerwy po 4-5 minut na kilka spotów reklamowych i zwiastunów.

          a więc można się utrzymać na rynku, i to od bardzo dawna, wręcz zbudować silną pozycję - emitując reklamy w stopniu umiarkowanym :]

          zawsze podejrzewałem,że polskie komercyjne stacje nie dlatefgo przerywają filmy na 15 minut, bo im brakuje pieniędzy, ale dlatego że zwyczajnie ich chciwośc nie zna żadnym rozsądnych granic.


    • grek.grek "Dług" [2010 r] 07.05.17, 14:56
      Interesująca historia, dobra obsada, niezłe zwroty akcji i parę momentów głębszej refleksji.

      Rzecz sie rozgrywa w dwóch planach czasowych : w latach 60-tych w Berlinie Wschodnim i w 1997 roku w Tel Avivie i Kijowie.

      Zaczyna się od scen współczesnych, które są stopniowo tłumaczone i uzupełniane retrospekcjami.

      W latach 60-tych Mossad otrzymał poufną informację, że w Berlinie Wschodnim ktoś namierzył nazistowskiego zbrodniarza wojennego, Vogla, który pracuje sobie jakby nigdy nic w szpitalu, jako ginekolog. W Birkenau zajmował się eksperymentami na ludziach, zabił ich bardzo wielu.

      Wywiad formuje trzyosobowy zespół agentów, którzy mają Vogla złapać i przywieźc do Izraela, gdzie urządzi się mu proces i zgodnie z prawem skaże [najpewniej na śmierć].

      W 1966 roku zespół udaje się do Berlina. W składzie są żarliwy idealista David, chłodny profesjonalista Stephan i młoda żarliwa profesjonalistka Rachel [Jessica Chastain].

      Aby wybadać teren Rachel zgłasza się do Vogla jako pacjentka. David udaje jej męża. Podczas badania Rachel udaje się zrobić zdjęcia mikroaparatem. Vogel jakby się bał, wypytuje ją o akcent, o pochodzenie [Rachel podaje,ze jest z Buenos Aires, i nawet zna nazwę opery w tym mieście, czym usypia czujnośc dociekliwej kanalii faszystowskiej].

      Cała trójka czeka na potwierdzenie czy facet z fotografii zgadza się z facetem jakiego szukają. Zanim nadchodzi potwierdzenie z centrali, między trójką agentów rozwija się romans. Rachel kocha Davida, David kocha ją, ale związek nie jest im pisany, on jest zbyt oddany sprawie. Rachel idzie do łózka, chyba dla odreagowania ?, ze Stephanem i zachodzi w ciążę. Stwierdza to podczas badania Vogel.

      A dwie minutuy później Rachel obezwładnia go zakładając mu nelsona nogami i wstrzykując jakiś paralizator. Następnie robi hałas, ze 'pan doktor zemdlał !".

      David i Stephan udają wezwanych do pięlęgniarzy szpitalnych. Wywozą go karetką, a potem muszą zapakować do pociągu, żeby przewieźć do wynajmowanej kryjówki. Jest z tym pewien problem, bo na trop porwanego lekarza wpada policja i żandarmeria. Zawiadamia ich żona Vogla.

      W szamotaninie i walce agenci muszą zabić jednego z mundurowych. Docierają na miejsce, mają Vogla, ale popełnili błąd. Zabili człowieka, centrala zwleka z planem "co dalej ?", a pomocnicy z Ameryki w ogóle się wycofują z akcji, bo co to za porwanie w celach wymierzenia sprawiedliwości, w którym ginie niewinny człowiek.

      Agenci zostają z tym pasztetem sami. Zabić go i już czy jednak czekać i liczyć na to, że jednak uda się go przetransportować do Izraela i zorganizować proces ?

      Vogel odzyskuje świadomośc i zaczyna grę psychologiczną z Rachel, udaje poczciwego staruszka, wyputuje ją o rodzinę, pyta zatroskany o swoją żonę, robi wszystko by w jej oczach przestać być nazistowską kanalią odpowiedzialną za śmierć tysiecy ludzi. Próbuje też subtelnie wbijać klin między agentów idąc po linii narastającego konfliktu między Davidem i Stephanem w centrum którego stoi rywalizacja o Rachel. David niby zrezygnował, ale nie jest mu ona obojętna, a Stephan doskonale wie, że Rachel poszła z nim do lózka, ale nie dlatego że był pierwszym wyborem.

      Vogel prowokuje i obrywa. Panowie sami zaczynają brać się za włosy. W efekcie poojawia się rozbity talerz i sytuacja w której oni wychodzą, a Vogel zostaje sam na sam z Rachel. Cichaczem udaje mu się przeciąć więzy i zaatakować ją. Rachel jest wyszkolona w walce wręcz, ale element zaskoczenia odgrywa decydujacą rolę i Vogel nokautuje ją krwawo, a potem ucieka.

      Co teraz ? David czuje się upokorzony, bo "zawiódł swój kraj". Rachel liże rany, a Stephan podsuwa im racjonalne rozwiązanie : Vogel uciekł, ale z pewnością do końca życia będzie się codziennie bał i oglądał za siebie, to wystarczająca kara za jego zbrodnie. I nigdy się nie wychyli, bo strach mu nie pozwoli. Zatem : powiemy, że go zabiliśmy w trakcie ucieczki, a ciała się pozbyliśmy.

      Po wewnętrznej naradzie i wobec braku lepszych pomysłów - tak zostaje. Cała trójka wraca do Izraela w glorii bohaterów. Spotkania w szkołach, uznanie w środowisku, zdaje się również awans w hierarchii wyrażony wyższymi stopniami wojskowymi.

      Rachel [w wieku dojrzałym : Helen Mirren] wychodzi za Stephhana [Tom Wilkinson]. Rodzi się im córka Sarah, dumna z matki. Po 30 latach, już dorosła, wydaje ksiązkę o Rachel i tamtej akcji. Odbywa się jubel z tej okazji. I tylko Rachel nadrabia miną, bo wie, że całe to uznanie, cały ten splendor, nawet podziw ze strony własnej córki są unfundowane na kłamstwie.

      David opuścił Mossad i znikł. Na dniach wraca i jest bardzo nieswój, tłumaczy ze podróżował po Ameryce Łacińskiej i Płn Afryce, że nigdy nie wymiótł z pamięci tego, że zawiedli swój kraj. Podróżował chcąc znaleźć Vogla. Bez skutku. "Bylibyśmy wolni, gdybym go znalazł i postawił przed sądem. Wolni od kłamstwa, które nas przytłacza". Rachel odpowiada, że dzisiaj nie jest tak pewna, że to dobry wariant. Musi myśleć o rodzinie, o córce, jej karierze. Informacja, że kłamali wówczas - dziś zniszczyłaby nie tylko ich, ale ich rodziny. Racjonalnie pogodziła się z losem.

      Nigdy nie przestał jej kochać. Czego dowodzą retrospekcje z okresu tuż po akcji, kiedy nieszczęśliwa w małżeństwie Rachel gotowa jest z nim uciec, ale David nie decyduje się na to, by jej osobę uwzględnić w swoich planach. Przybija go to niepowodzenie, którego wspólnie doświadczyli. Rachel jest przede wszystkim symbolem i przypomnieniem tej zadry jaka w nim tkwi.

      Ostatecznie i Rachel rozchodzi się ze Stephanem, aczkolwiek utrzymują nadal przyjacielskie relacje.

      I to właśnie Stephan przynosi jej dwie szokujące informacje : pierwszą - że David popełnił samobójstwo [wszedł pod ciężarówkę, Stpehan był świadkiem, czekał na niego w aucie, właśnie mieli się spotkać], drugą - Vogel żyje ! Odnalazł się w szpitalu psychiatrycznym w Kijowie. Odkrył go ukraiński dziennikarz Titow. Szykuje się do opublikowania w gazecie wyników swojego dochodzenia. Jak się sprawa wyda, to KLAPA. Ich kłamstwo, które zdązyło doczekać się miana legendy, wyjdzie na jaw. Runie ich mit, a nazwiska okryją się hańbą. Trzeba coś zrobić.

      Co ciekawe, David dowiedział się o Vogelu. POdczas tej rozmowy z Rachel musiał o tym wiedzieć... Czy dlatego pytał ją o to, co sądzi o możliwości naprawienia starych błędów ?

      Stephan proponował mu misję zabicia Vogla, ale David odmówił.
      zabił się z rozpaczy i dlatego, bo "nie wytrzymał świadomości że rozczarował kraj i ludzi", jak mówi Stephan. On sam nie może, w powodów kontuzji porusza się na wózku inwalidzkim.

      Pozostaje Rachel, która jednak od dawna nie brała udziału w żadnej akcji, a dodatkowo opuściła służbę i formalnie jest cywilem.

      Lecz... kto jak nie ona ? MUSI. I to poczucie obowiązku wobec Davida, córki, kraju - zwycięża. Rachel jedzie do Kijowa, krązy wokół redakcji tej gazety, w której pracuje Titow. Włamuje się nocą do jej siedziby, by z jego komputera wyszeperać adres szpitala, w którym rzekomy Vogel się znajduje. Jest tutaj scena mrożąca krew w żyłach, kiedy do pustego press roomu wpada roznamiętniona para kochanków, a Rachel mu się chować i liczyć na to, że jednak jej nie zauważą.

      Ostatecznie zdobywa niezzbędne informacje i udaje się jej dostać do Vogela, podaje się za jego siostrzenicę i "na bezczelnego" rzuca portierowi : "ja już go odwiedzałam, musi mnie pan pamiętać". Skuteczna taktyka.

      W pokoju zastaje staruszka, który nazywa saam siebie "Chirgurgiem z Birkenau" i plecie wykute na blachę faszystowskie brednie, jak z przemówień ich skretyniałych wodzów. Zagląda mu w twarz i... stwierdza, że to nie jest Vogel. To starszy jegomośc, któremu chyba faktycznie pomieszały się klepki.

      Dzwoni do Stephana z informacją. I wyznaje mu, że zrozumiała, iż David pragnął uzyskać od niej "zielone światło" na tę misję, ale ona powiedziała "nie, bo ja, moja córka, my...". Dlatego odmówił Stephanowi. I dlatego się zabił, bo znikła ostatnia szansa na odkupienie.
      cdn.
      • grek.grek "Dług" [2010 r] via TVP2 nocą ;] 07.05.17, 15:09
        Rachel włącza się tryb " Muszę".
        Dedukuje, ze ten dziadek z pokoju mógł mieć kontakt z Vogelem, sam sobie tego "Chirurga z Birkenau" i tych nazistowskich idiotyzmów nie wymyślił.

        Wraca więc na miejsce, a traf chce że jednocześnie na portierni do wejścia szykuje się dziennikarz Titow.

        Rachel wchodzi do pokoju pierwsza, może dlatego że omija portiernię i niemal włamuje się tylnym wejściem dla personelu. Ma przygotowaną strzykawkę ze środkiem zabijającym. Zagląda w każdą dziurę i w jednej... napotyka znajomą gębę. VOgel. Po sekundzie na konsternację - rzuca się na nią. Jak wtedy, w Berlinie Wschodnim. Ale tym razem to ona jest górą. Obrywa lancetem w brzuch, ale udaje się jej wstrzyknąć mu ten zabójczy środek i Vogel umiera dośc szybko.

        Rachel wstaje i tamując krew, na chwiejnych nogach, idzie w kierunku wyjścia.

        Titow odwiedza w tym czasie tego staruszka plotącego trzy po trzy. Sądzi, że to jednak Vogel. Wychodząc - znajduje kartkę na sąsiednim łózku. To informacja od Rachel, która w liście wyjaśnia wszystkie okoliczności sprawy i prosi, zeby napisał wyjasniający artykuł na ten temat.

        W ostatniej scenie akcja cofa się o 30 lat i widzimy tych troje agentów wracających do domu po nieudanej misji. Milczą, a ich twarze wyrażają poczucie upokorzenia i bezsilności.

        I chyba o tym tak naprawdę jest ten film. O kłamstwie, które dezorganizuje zycie, o odkupieniu, na które nie jest nigdy za późno.

        Akcja też tutaj jest, ale pełni funkcję dopełniającą. Film jest dynamiczny w znaczeniu nie sensacyjnym i szpiegowskim, mimo że ma kilka soczystych scen, lecz w sensie psychologicznym.

        www.youtube.com/watch?v=gnPV_MLgiIc
      • maniaczytania Re: "Dług" [2010 r] 07.05.17, 15:46
        Też oglądałam i bardzo mi się podobał! Poczekam z moimi refleksjami na koniec opisu :)

        Ale tymczasem sprostowanie małe ;)

        grek.grek napisał:

        > Nigdy nie przestał jej kochać. Czego dowodzą retrospekcje z okresu tuż po akcji, kiedy nieszczęśliwa w małżeństwie Rachel gotowa jest z nim uciec, ale David nie decyduje się na to, by jej osobę uwzględnić w swoich planach.

        Jeżeli piszesz o tym przyjęciu, na którym David wyznał Rachel, że wyjeżdża, to było na odwrót - on chciał ją zabrać, prosił, żeby z nim wyjechała, ale ona nie chciała -pewnie głównie ze względu na córkę.
        • maniaczytania Re: "Dług" [2010 r] 07.05.17, 15:51
          o, miałam za długo nieodświeżaną stronę i nie zauważyłam, że jest już druga część :)

          Moje ogólne uwagi są takie - film bardzo dobry, właśnie tym, o czym piszesz - rozegraniem tego psychologicznie. Znakomita Jessica Chastain! Aktorów starszych - zamieniłabym rolami - moim zdaniem Ciaran Hinds bardziej pasowałby na Stephana :) Nie do końca podobała mi się ta końcówka w szpitalu i ta krwawa jatka ze staruszkiem.
          Film jest również pewnego rodzaju odpowiedzią na pytanie, czy takie zbrodnie się przedawniają, czy można, czy powinno się kiedyś przestać szukać nazistowskich (i nie tylko) zbrodniarzy. Ja się przychylam do wersji filmowej - nie, nawet jeśli mowa o prawie stuletnich staruszkach.
          • grek.grek Re: "Dług" [2010 r] 07.05.17, 16:22
            masz oko, Maniu :]

            zdecydowanie ! lepiej byłoby zamienić aktorów.
            świetnie to zauważyłaś :]

            wydaje się jednak, że Tom Wilkinson chciał zagrać większą rolę i drugiemu panu została ta mniejsza, choć - wg mnie - psychologicznie o niebo ciekawsza.

            mnie też by się bardziej podobał wariant, który by zakładał np że Rachel zastaje śpiącego Vogela, szykuje strzykawkę, chwilę się bije z myślami, ale potem go jednak zabija.

            Tutaj chodziło chyba o deja vu, 30 lat wcześniej Vogel uciekł po walce z Rachel, więc teraz po walce musi zostać zlikwidowany.

            istotna jest też ta blizna na policzku Rachel, prawda ? jest moment, kiedy ona bardzo wnikliwie spogląda na swoje odbicie w lustrze. Blizna nie tyle ją szpeci i jej przeszkadza wizualnie, co jest wyrytym na jej twarzy świadectwem kłamstwa, o którym Rachel chcąc nie chcąc musi pamiętać. Zbierając się do wyjścia na przyjęcie, które organizuje jej mąz, zaczyna nakładać makijaż na ten policzek, ale potem widać, że jednak nie pomalowała tej blizny, co może chyba dowodzić, że nie tyle chce zapomnieć i wymazać z pamięci przeszłość, lecz raczej nauczyć się żyć z tą pamięcią ?

            mam podobną opinię, Maniu.
            żadnych względów.

            takżę wobec tych, którzy dzisiaj oddają niejako hołd tym kanaliom nazistowskim maszerując po ulicach w strojach, z minami i hasłami żywcem przepisanymi z vademecum Hitlerjugend. Niestety, w Polsce też ich mamy, i w dodatku na tyle bezczelnych, ze chcą pozywac do sądu za nazywanie ich po imieniu. Niepojęte. Taka trauma, tyle ofiar,a e półgłówki niczego nie zrozumiały...
        • grek.grek Re: "Dług" [2010 r] 07.05.17, 16:27
          zaskoczyłem Cię, Maniu ;]

          tak, doskonale zapamiętałaś, to była jego propozycja. Po jej odrzuceniu, z bólem [jej] serca znikł na 25 lat. ciekawy jest ten wątek, w całości, a ten trójkąt rozgrywający się w mieszkaniu w Berlinie Wschodnim - zwłaszcza intensywny emocjonalnie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka