Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 6 (vol. 80)

01.06.17, 22:38
Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale na szczęście zdążyłam przed północą :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Synekdocha, Nowy Jork" 02.06.17, 13:48
      skoro piątek, to w KUlturze jakiś klasowy film [szkoda, że tak mało piątków ostatnio w tygodniu, hehe...].

      reżyser teatralny, tonący w problemach rodzinnych, rozchorowany na nieznaną przypadłość neurologiczną, pracuje nad nową sztuką - kaperuje aktorów, a także buduje tytułową "synekdochę" [nie znałem tego słowa. A Wy ?] : "kopię wycinka miasta, część całości, która sama jest całością części". Jego artystyczne przedsięwzięcie rozrasta się, rozkręca i rozbudowuje, aż w końcu zaczyna wymykać się spod kontroli i zmierza do pozostania projektem nie do sfinalizowania.

      cóż, brzmi ciekawie, nieprawdaż ? :]

      sukces w Cannes, entuzjastyczne opinie krytyki i mediów, w roli głównej Philip Semour Hoffman - wszystko świetnie się zapowiada.

      panie Kaufman, nadchodzimy ! ;]

      PS : przed filmem, zapewne usłyszymy słowo [dusz]pasterskie ;]
        • grek.grek "Synekdocha, Nowy Jork" - jakie wrażenia :] 03.06.17, 14:25
          świetnie, Siostro :]

          I... jakie wrażenia ?

          ja bym zaczął od tego, że w pełni zgadzam się p. Chacińskim, który przed seansem powiedział, że to taki film, który nadaje się do oglądania wielokrotnego, a nawet wymaga takiego oglądania, bo a pierwszym razem wiele spraw pozostaje niejasnych i mogą rozjaśnić się za 10 czy 15 lat podczas kolejnego seansu.

          Nie wiem, czy istnieją jakieś możliwości zdefiniowania tego filmu w 5 zdaniach ? :]] MOże jedyną formą podejścia do niego jest nazywanie fragmentów, a potem próba złożenia z nich jakiejś całości.

          ale jakbym tak miał spróbowa, to brzmiałoby to tak : facet robi sztukę teatralną, w którą angażuje całe swoje życie, z czasem sztuka z życiem się splatają. Życie mija, sztuka ciągle nie jest gotowa, umierają kolejne postaci, inne zyskują swoje najzupełniej żywe avatary, sobowtóry i alter ega. Życie i sztuka stają się jednością. Wreszcie wszystkie postaci vel aktorzy umierają, na placu boju zostaje sam reżyser, który umiera w ramionach alter ego swojej żony, wyznając mu/jej swoją miłość i jeszcze w ostatnim tchnieniu oznajmiający "chyba już wiem, jak zrobić tę sztukę".

          Ergo : życie jest procesem nieustannych prób, by wypadło jak najlepiej, i ten proces nigdy się nie kończy, nieustanne trwa poszukiwanie formy i maglowanie treści, a w międzyczasie ciągle trzeba dokonywać korekt, ciągle pojawiają nowe wątki, a inne trzeba wymazywać. W efekcie idealne "przedstawienie" nie może powstać, sensem jest więc dążenie do niemożliwego bez świadomości, że jest ono niemożliwością. To taki pierwszy, roboczy ;], koncept jaki mi do głowy przyszedł.

          podoba mi się w jaki sposób pan scenarzysta-reżyser zaskakuje widza : oto Caden wyciąga spod poduszki pamiętnik swojej 4-letniej córki. Ot, parę zdań nakreślonych przez 4-letnie dziecko. Ale później... Caden ciągle czyta ten pamiętnik, tyle że córka ma już lat 11, a później jest dorosła, wpisy są zaś adekwatne w treści do jej wieku. Pięknie pokazany upływ czasu i ewolucja świadomości. I jednocześnie to jest pierwszy moment, kiedy dowiadujemy się, że wciąż jest przygotowywana sztuka Cadena, mimo że minęło już... 7... 11... 17... i więcej lat.

          Mija pewnie ze 25 lat, a oni nadal prowadzą castingi do poszczególnych rÓl. NIe da się inaczej, skoro wciąz pojawiają się nowe postaci lub aktorzy mający grać te żyjące - sami zdązyli umrzeć.

          świetna jest ta narracja. Tak dokładnie życie miesza się ze sztuką, w dodatku odbywa się to w ciągle rozrastających się dekoracjach, które niebawem stają się właśnie tą tytułową "synekdochą" -sztucznie powołanym do życia fragmentem rzeczywistości, i ta rzeczywistość nasycana ciągle życiem sama zyskuje obiektywny charakter.

          Niby wątek przenikania się sztuki i życia nie jest nowy, ale w takiej brawurowej prezentacji jeszcze się nie objawił ? :]

          Dobry pomysł z tymi alter ego : Caden, Claire, Heysel, Ellen mają swoje drugie ja, aktorzy mających ich grać w sztuce zaczynają żyć ich życiem, a nawet stają się nimi, powstają dwugłosy, dyskusje oryginałów z sobowtórami, aktorzy nagle mają szereg uwag i propozycji na temat postaci, którą mają grać, a postać zwykle się do tych propozycji przychyla, co wpływa w bezpośredni sposób na ich zycie. Dodatkowo analizy osobowości granej postaci, jakie wykonuja aktorzy, stają się dla oryginałów cennymi psychologicznymi terapiami, pozwalającymi lepiej zrozumieć samych siebie. Błyskotliwe :]

          Relacje Cadena z córką. Można odnieśc wrażenie, że córka nigdy nie zapomniała tego jego rozstania z matką. A on przejął się jej losem tylko wtedy, gdy zobaczył ją w magazynie ilustrowanym, jako wytatuowaną 11-latkę. To ostatnie spotkanie w szpitalu, kiedy ona umiera
          na raka i rozmawiają z wykorzystaniem elektronicznego tłumacza : ona po niemiecku, a on
          po angielsku, i ona sugeruje jego homoseksualizm [sama jest lesbijką] oraz zarzuca mu, że
          jego partner wykorzystywał ja seksualnie , a potem każe przeprosić - naprawde niecodzienna.

          Nieustanne zmiany tytułu sztuki, których dokonuje Caden :] każdy kolejny tytuł jest bardziej odlotowy.

          Kolejne pogrzeby.

          świetny monolog pastora, o ulotności życia, podczas pogrzebu. Wydaje się na początku, że to prawdziwy pogrzeb, ale to scena w sztuce, ale za chwilę widać, że Caden i Heysel siedzą przy stoliku reżyserskim.

          zupełnie surrealne są sceny z tym płonącym i dymiącym domem Heysel :] pali się w środku, a dym snuje się po pokojach, już kiedy ona ogląda ten dom z zamiarem kupna, a potem ta tendencja się utrwala :]]

          Dentysta stwierdza, że Caden ma do wyleczenia... trzy "szóstki" ;]

          Jakaś sekretarka w instytucji o niemieckiej prowieniencji [ambsada to była ?] ubrana jest dokładnie w kolorach niemieckiej flagi : żołte kolczyki, czarno-czerwona bluzka :]

          albo ta scena, kiedy Caden odwiedza psychoterapeutkę : najpierw jego uwagę zwracają odciski na jej stopach, powstałe z powodu zbyt ciasnych butów; potem ona przedstawia mu swoje ksiązki, kilkadziesiąt róznych ;], a na okładce jednej z nich pojawia się nagle ruchomy obrazek Cadena z reklamowym hasłem : "Ta ksiązka odmieni moje życie" - świetny dowcip z rynku książek-poradników życiowo-biznesowo-sukcesowo-selfmade-itd-itp :]

          Chyba jakaś moda na "śmierć komiwojażera" zapanowała :] Ostatnia sztuka wystawiana przez Cadena to właśnie ta, w doskonałym serialu "Artyści" - również była, no i w nowym filmie Farhadiego "Klient" - też występuje.

          Miniatury, których wystawę otwiera Ellen, żona Cadena, świetne. Ciekawe, że on chyba nigdy jakoś specjalnie w jej sztukę nie wierzył ? A to ona własnie okazuje się być formą być może właściwą, zamkniętą, określoną ?

          Scena w peep-show, kiedy Caden spotyka za szkłem własną córkę, całą w tatuażach. TO życie czy projekcja artystyczna ?

          POdłoga wyłożona setkam małych karteczek, z wypisanymi na nich zadaniami aktorskimi - świetny, efektowny obrazek. I treściwy : Caden przepisuje swoje myśli, plany, zadania własne na role aktorskie. Przerzuca swoje życie na sztukę, aby je zrealizować w pełni, a może... zrzucić z siebie jego balast ?

          śmierć alter ero Cadena, który nie wie, że Caden odbył tego dnia miłe spotkanie z alter ego Heysel, która pocieszyła go i wzmocniła. Sammy o tym nie wie i popełnia samobójstwo [dochodząc do wniosku, że jego życie, czyli Cadena życie wg niego, przestało mieć sens i smak]. Co nie przeszkadza wrócić aktorowi do sztuki, już w innej roli.

          Czy Heysel umarła, bo naprawdę "zakrztusiła się dymem" ? poza tym, że to najzupełniej możliwe, czego metaforą był ten dym, i te płomienie w jej domu ?

          "Ich doświadczenia są twomi, ich ciała sa twoim" - tego akurat głos Ellen, ze słuchawki w uchu Cadena, mówić nie musiał ;] Swoją drogą to też ciekawy pomysł z tym... intercomem w istocie, który transmituje Cadenowi mysli i instrukcje od żony, a w istocie od samego siebie intuicyjnie chyba wyczuwającego [przeżyli ze sobą te parę lat...], co ona by mu powiedziała w takim czy innym momencie/sytuacji.

          No i finałowa scena, kiedy mocno leciwy Caden drepcze przez miasteczko-scenografię, puste, pełne martwych ludzi [nie widać ich twarzy, ale nogi czy ręce wystają spod gratów], unoszonej wiatrem zrujnowanej scenografii. Oto gruzy życia, które miało posłużyć za inspirację do sztuki czy oto gruzy sztuki, która próbowała być życiem ?

          Film wydaje się ważniejszy od technikaliów ;], ale aktorzy są nie do przecenienia, Hoffman wybitny, a jednoczesny aktorski udział Michelle Williams, Emily Watson, no i jak zawsze nadzwyczajnej Samanthy Morton - bezcenny !

          mam nadzieję, ze będziemy wracac do tego filmu :]


          • siostra_bronte Re: "Synekdocha, Nowy Jork" - jakie wrażenia :] 03.06.17, 16:35
            Dzięki, Greku :)

            Przyznam, że mam mieszane uczucia. Generalnie podobał mi się klimat filmu. Przygnębiający, przesiąknięty przemijaniem i śmiercią. I żadnego ckliwego sentymentalizmu i banałów o cieszeniu się życiem, czyli akurat coś dla mnie :) Kilka scen naprawdę przejmujących, zwłaszcza końcówka.

            Ale z drugiej strony wielu scen po prostu nie zrozumiałam. I w pewnym momencie męczyło mnie już zastanawianie się "co autor miał na myśli". Nie wiem, może przy kolejnej emisji byłoby łatwiej.
            • grek.grek Re: "Synekdocha, Nowy Jork" - jakie wraże 03.06.17, 16:54
              dzięki, Siostro :]

              to prawda, klimat akcentuje wątki "koheletowskie", aczkolwiek mam wrażenie, ze bohaterowie są trochę jak z Oscara Wilde'a, który za pomocą jednego ze swoich emblematycznych bohaterów mawiał, że "stać się obserwatorem własnego życia, znaczy wyzwolić się z jego cierpienia".

              wiesz, można cieszyć się życiem... niebanalnie, np... oglądając dobry film o przemijaniu i śmierci :]]

              ja też nie wszystko załapałem ;]
              trzeba by chyba jednak oglądać robiąc ciągle notatki, a potem je przeanalizować, spróbować połączyć, odcyfrować symbolikę, nawiązania itd. reżyserowi łatwiej, bo lepiej wie, o co mu chodziło ;]


      • siostra_bronte Re: Ct2 22:20 "Północ - północny zachód" 02.06.17, 16:57
        Znamy! :) Kiedyś o nim pisałam na forum.

        Brawo dla Czechów!

        Krótko mówiąc dla mnie to jeden z gorszych filmów Mistrza. Fabuła jest wciągająca, świetna atmosfera, ale dużo psuje realizacja. Jak już pisałam jest tu tak dużo malowanego tła, tudzież tylnej projekcji i zdjęć w studio (jest tu nawet sztuczny lasek!), że przekracza to jednak pewną granicę :) Przez to film mocno się zestarzał.

        Nie pomaga też Cary Grant, który nie był wybitnym aktorem, a tutaj gra paroma minami na krzyż i bywa irytujący.

        Na plus sama historia i jak zawsze piękna i znakomita aktorsko Eva Marie Saint, tudzież demoniczny James Mason na drugim planie.

        Jest tu też jedna z kultowych scen w filmografii Hitchcocka, czyli słynny "atak" samolotu na polu kukurydzy. Szkoda, ze tylną projekcją.

        Ale jak wiemy, nawet mniej udany film Hitchcocka to wydarzenie :) Życzę więc przyjemnego seansu!


        • grek.grek "Północ - północny zachód" - parę zdań po seansie 03.06.17, 17:16
          Po obejrzeniu : zdecydowanie zgadzam się z Tobą, Siostro - to nie jest film rangi "Vertigo", "Psychozy" czy "OKna...".

          ale - yes, sam w sobie nie zasługuje na potępienie, a wrecz na oklaski :]

          INtryga całkiem nie-niemożliwa, bardzo dobrze zawiązana i fachowo poprowadzona, z finałem w wystawnym stylu, trochę odrealnionym, ale taką dawkę fantazji można znieśc bez większych protestów.

          ta finałowa scena na Mount Rushomore, to naprawdę świetny koncept. No i ta makieta, zdaje się w proporcjach 1 do 1 ?, też w sumie imponująca ;]

          mam wrażenie, ze HItchcock miał jakąś przyjemnośc w "pomiataniu" Carym Grantem ;] etatowego amanta wpuścił w sytuacje zupełnie nie pasujące do jego image'u : a to kazał mu się tarzać w kurzu na polu kukurydzy plamiąc ziemią garnitur i białą koszulę, a to znów jakieś auto przejeżdza i wzbija chmurę kurzu topiąc w niej aktora, a to Grant w pozie pijanego pokłada się na stole podczas rozmowy ze swoim adwokatem... rewelacja :] A Grant najwyraźniej dobrze się bawił, mógł się wreszcie odpręzyć i wypuścić trochę powietrza.

          ta scena w szczerym polu, gdzie bohater czeka na umówione spotkanie, jest naprwdę stylowa. Atmosfera się zagęszcza, a tu nagle zjawia się samochód ciężarowy, który mijając Thornhilla zostawia go w chmurze cięzkiego kurzy :] komediowa niemal scena.

          komediową postacią jest matka Thornhilla, która co i rusz "robi mu wstyd", punktuje go, zamiast pomagać - bawi się jego kłopotami, których sensu ofk nie rozumie.

          trochę taka kafkowska sytuacja : Thornhill zostaje porwany, przemocą upojony alkoholem, w stanie pomroczności jasnej udaje mu się zabrać auto i uciec, ale w ręce policji dostaje się będąc zamroczny i z tego powodu oskarżony o złamanie szeregu przepisów. NIkt nie wierzy w jego opowieść, a wizyta w domu w którym do wszystkeigo doszło - nie poprawia jego sytuacji, bo ofk domownicy grają teatr i nie potwierdzają jego historii. matka sądzi, że syn przeholował i próbuje w głupawy sposób się tłumaczyć, co prowokuje sceny komiczne między nimi. Swoją drogą, ponoć aktorka w roli matki była młodsza od Granta o rok ;]]

          komiczna jest też scena, w któej na przyjęciu ktoś zabija nożem rozmówcę Thornhilla. Morderca znika zręcznie, a z ciałem i nożem w ręku na środku sceny stoi Thornhill. Makabreska, ale jest w niej jakiś zabawny rys, takie odniosłem wrażenie.

          Scena aukcji, na której Thornhill robi wszystko, żeby zostać aresztowanym i pozbyć się asysty towarzystwa, które posądza o jak najgorsze intencje względem swojej skromnej osoby. Sposób w jaki licytuje jest nieodparcie komiczny :]

          Poodbnie jak ta cała sekwencja, kiedy wciąż pijany, ale już mający lekkie przebłyski świadomości, stara się przekonać policjantów, że padł ofiarą przestępstwa. Jest tu dramat, ale podlany solidną dawką humoru, a Grant spisuje się naprawdę nieźle i wiarygodnie ;]

          yes, scena z samolotem atakującym na polu kukurydzy - przednia !

          Bardzo podobał mi się ten kilkunastominutowy flirt Thornhila z tajemniczą Eve Kendall w pociągu. Stara dobra szkoła filmowego romansu ! trochę takim bondowskim klimatem zapachniało, z tym że Grant nie musiał udawać cywilizowanego macho ;]

          no a finałowa scena, kiedy oboje wiszą za palce u rąk nad przepaścią - ona spada w dół, ale łapie się jego i ratuje się... rozdzierając mu spodnie na tyłku ? ;] KOmedia w najbardziej dramatycznym momencie !

          W sumie : nie najwybitniejsze dokonanie Hitchcocka, ale nadal lepsze od 80 % filmów innych reżyserów :] Zatem, pełna zgoda z Twoją opinią, Siostro :]

          Grant , Eva Marie Saint, James Mason, Martin Landau - wg mnie, wszyscy wypadli idealnie do zaproponowanej konwencji :}


    • grek.grek 22:00 Super Polsat "Wielki Szu" 02.06.17, 14:14
      aaa !

      mamy dziś konkurencję w ramówce ;]

      klasyka polskiego kina.
      ofk, te wszystkie karciane sztuczki, które pokazuje Szu, a które czasami pojawiają się w grze - można spokojnie włożyć między bajki. Prawdziwy poker, to mieszanka szczęścia i umiejętności przeprowadzania matematycznej analizy swoich i rywali procentowych szans na takie, a nie inne ułożenie kart. reszta to blefowanie i próby wyprowadzenia rywali z równowagi nerwowej ;]

      to co jest w Szu najlepsze, to postać głównego bohatera, który nie tyle jest karciarzem i kaNciarzem, ile mistrzem zen, filozofem, studentem życia, specjalistą od Kanta; oraz jego relacja z młodym adeptem sztuki mistrzowskiego oszustwa, któremu funduje zaiste wyboistą drogę do potencjalnego sukcesu.

      przy okazji, losy młodego ucznia są zapewne 1 do 1 odwzorowaniem drogi jaką sam Szu przebył pacholęciem [zaintrygowanym kartami] będąc, a z kolei postawa i koniec dojrzałego Szu są zapowiedzią przyszłości jaka czeka jego młodego ucznia. Bo że będzie miał przyszłość : wiemy, patrząc jak budzi się na dworcowej ławce i w pierwszym odruchu przytomności wlecze się do kiosku, aby kupić dwie talie kart do gry.

      No i stary dobry - niedobry ? nieee... dobry! ? nie-dobry ? ;]] - PRL z szarością codzienności małego miasteczka [ale Jim Jarmusch byłby zachwycony], ale i blichtrem podwarszawskich kurortów wypoczynkowych, hotelowej rozryywki z girlsami, paru tysięcy dolarów w kieszeni Denela oraz ferrari w garażu syna bogatego dyplomaty może badylarza ?]

      piękna jest ta scena, kiedy Szu lojalnie namawia Jurka, żeby wrócił do siebie, żeby ratował życie, małżeństwo, dobre imię, na co ten mu odpowiada "TEraz mam wracać... przecież... tu jest inny świat !" - piękny jest ten cichy zachwyt w tych słowach i pełne zrozumienia i troski spojrzenie z jakim Szu nic nie odpowiada, bo pamięta siebie samego i swoje zachłyśnięcie się "innym światem". Szu już wie, młodzian jeszcze nie ma o niczym pojęcia, to ciągłe zderzanie się świadomości dwóch ludzi z przeciwległych biegunów poznania życia, jest naprawdę świetnym wydarzeniem.

      Jest też cała galeria ludzi, których hazard wciąga, połyka, przerabia na mączkę kostną i wypluwa, w poszukiwaniu nowych ofiar.

      I słowa Szu sugerujące, że tylko prawdziwi pasjonaci przetrwają. Kto gra dla pieniędzy - przegra, kto gra zeby wygrać - będzie pobłogosławiony... choć w tej branży nie oferuję zbawienia.

      jak się dobrze przypatrzec, to w tych kapeluszach Szu, scenach jazdy samochodem poza miastem, a także w muzycznych taktach, tkwi spore podobieństwo do czarnych kryminałów francuskich i włoskich.

      Niedawno spytano Sylwestra Chęcińskiego, dlaczego nie powstał sequel 'Szu", a on odparł, że nie dostrzegł dostatecznie dobrego powodu, by w ogóle rozważać taką okoliczność. oto mędrzec ! :]

      powtórka jutro o 20:00.
      niestety, w trakcie sami-wiecie-czego ;]

      zresztą... jutro w porze finału LM będzie prawdziwy... sajgon ! ;] tyle propozycji, konkurencyjnych ofert, i znakomitych premier !

      byle jakoś przetrwać tę sobotę ;]]

      [daj panie więcej takich zmartwień ;}
    • grek.grek 20:45 TVP1/Ct4 : finał LM Juventus-Real 03.06.17, 17:19
      ostatni mecz sezonu :]

      Juventus czy Real ?

      "Zderzenie pociagów szybkiego ruchu. Pojedynek ALvesa i Marcelo ozdobą finału Ligi Mistrzów" - taki tytuł napotkałem na jednym z portali :]
      nieźle brzmi, i faktycznie : Alves i Marcelo to dwóch prawdziwych bohaterów, wirtuozów, tej edcji LM. w dodatku grają chyba naprzeciwko siebie, w taktycznym zaszeregowaniu ?

      JUve czy Real... grunt, żeby to był świetny mecz :]

      jak typujecie ?

      wg mnie : 2-1 dla JUventusu, po dogrywce ;]
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1/Ct4 : finał LM Juventus-Real 03.06.17, 21:14
        Mam dylemat, komu kibicować! Od zawsze kibicowałam Juventusovi, ale do Realu i Ronaldo -genialnego piłkarza mam słabość. ;)

        Jednak 2:1, może nawet 3:1, 3:2? dla Realu!

        Już jest 1:0 dla Realu. Oczywiście gola zdobył Ronaldo.

        Za pośrednictwem której telewizji oglądasz mecz, Greku?
        • maniaczytania Re: 20:45 TVP1/Ct4 : finał LM Juventus-Real 03.06.17, 22:43
          Barbasiu - hahaha, ja mam tak jak Ty - tzn. kibicowałam Juve, ale do Realu i Ronaldo też mam słabość. A poza tym często zdarza mi się zmieniać sympatię w trakcie meczu kierując ją ku tym, którzy grają lepiej ;)

          A zmierzając do brzegu ;) - Real wygrał!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 4:1! Świetny wynik, znakomity! A mecz był bardzo ciężki i bardzo brutalny - dużo żółtych kartek i niezasłużona moim zdaniem czerwona. Ronaldo - dwa gole!
        • grek.grek Re: 20:45 TVP1/Ct4 : finał LM Juventus-Real 04.06.17, 12:03
          o yes, Barbasiu, Ronaldo zawsze znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie, świetny piłkarz :]

          oglądałem via Ct Sport.
          1 połowę - live, a drugą z odtworzenia, nad ranem, bo zorientowałem się, że powtarzają i mogę zobaczyć film na Ct Art, a mecz dokończyć później :]
            • grek.grek Re: 20:45 TVP1/Ct4 : finał LM Juventus-Real 04.06.17, 18:14
              racja, Barbasiu :]

              ku rozpaczy przeciwników... ten bląd nie musi być wcale duży, żeby Ronaldo z niego skorzystał :]

              hehe, przegryzłem się przez ramówkę i znalazłem wyjście z tego pata ;]]
              o, warto było, naprawdę.
              świetny film, bardzo polecam i zachęcam :]
              mam nadzieję, przy okazji, że niedługo pojawi się w polskiej telewizji [bo skoro Czesi już go grają w swojej publicznej tiwi, to why not u nas ? :)].

              wiedziony tym przeczuciem, pozwoliłem sobie nie zdradzić przesadnie wiele z fabuły :]
                • grek.grek "Mama" - suplement ze spoilerami ;] 05.06.17, 16:43
                  Barbasiu, zdradzę z chęcią, to co próbowałem zataić ;]
                  w tych kilku scenach, których nie chciałem dopowiadać :

                  - Kiedy Steve testuje opanowanie Kyli i trochę ją zaczepia, ona nie wytrzymuje w momencie, gdy Steve próbuje zerwać jej [cenny dla niej] łańcuszek z szyi. Rzuca się na niego, powala go, i leżąc na nim z morderczą miną cedzi mu w twarz, że jeszcze jeden taki numer i go zabije. A za chwilę orientuje się, że ma... mokre spodnie. Okazuje się, ze przesiąkły one moczem Steve'a, który puścił ze strachu. On płacze ze wstydu, a ona orientuje się, że ma do czynienia w istocie z nadwrażliwcem.

                  W następnej scenie znów się widzą, Steve głaszcze ją po włosach, ma troskliwą minę i powiada : "Jestem miłym chłopakiem". Kyla jest rozbawiona.

                  - Kyla pyta Die : masz kochanka ? na co odpowiedź brzmi : "życie jest jak bowling, jak się nie ma kulek, to jest ciężko..." - i obie wybuchają śmiechem. Albo Die chodzi o te "kulki", co razem z "armatką" występują ;] albo o własny brak odwagi, by tego kochanka sobie znaleźć.

                  - Kiedy sąsiad Paul zaprasza Die na randkę, ta zabiera ze sobą Steve'a, który jest przeciwny związkom matki z jakimkolwiek innym mężczyzną niż ojciec, który umarł wiele lat temu [wtedy zaczęły się problemy Steve'a z ADHD].

                  Najpierw idą na hamburgery, a potem do baru karaoke. Jedząc hamburgery Steve demonstracyjnie przypomina jaki burgery jedli w Ameryce, gdzie swego czasu byli, kiedy jeszcze ojciec żył.

                  A w barze : no właśnie, jest sytuacja kiedy Steve prosi o piosenkę Boccellego. Spiewa ją - dla matki, z towarzyszeniem didżejki, którą o to poprosił. Spiewa fatalnie, ale nie w tym rzecz, on cały czas patrzy na matkę, cały czas obserwuje jak ona zareaguje. Na początku Die poważnieje i ogląda się na niego cały czas, zapewne jest to piosenka ważna dla niej, którą możliwe iż słuchała z ojcem Steve'a.

                  W pewnym momencie jednak Die przestaje reagować, zajmuje się sobą i Paulem, śmieją się, cieszą, jest miło i Steve zostaje z tą piosenką zupełnie sam... no może wyłączywszy towarzystwo chamów z widowni, który przerywają grę w bilard i starają się go ośmieszyć. W końcu Steve rzuca się na lidera prowokatorów i grozi mu "tulipanem".

                  Ofk, cała trójka zaraz zostaje wyproszona z lokalu i Paul robi awanturę Steve'owi, jakby był jego ojcem i miał do tego jakieś prawo. Steve reaguje ostro i mówi do matki : "On ]Paul] ma nas w nosie, chce tylko ciebie zaliczyć" - dostaje za to w twarz. Paul jest tak wściekły, że zostawia ich bez słowa i idzie do domu. Die doznaje ataku frustracji i chodzi tam i z powrotem wykrzykując z rozpaczliwą ironią w powietrze, jakie ma fatalne życie i jak bardzo powodem jest jej samotnośc i nieznośny Steve.

                  Steve mówi jej : "Kiedyś możęsz przestać mnie kochać, ale ja ciebie nigdy nie przestanę", a jakiś czas potem ona mu niejako odpowiada : "To ty przestaniesz kochać mnie, a ja ciebie kochać będę tylko bardziej, bardziej i bardziej. Tak już jest w przyrodzie, nie da się z tym nic zrobić".

                  - Po tej akcji w barze i po niej : Steve ma chyba cięzkie wyrzuty sumienia, z powodu tych wyznań matki, jakoby "był jej problemem".

                  mamy scenę w markecie. Podczas zakupów Kyla nagle orientuje się, że ze Steve'em źle się dzieje. Nie widzimy dokładnie co i jak, bo kamera złośliwie albo wykonuje zbyt duże zbliżenie, albo drży i chaotycznie lata. Wiemy tylko, że Steve leży na podłodze, a obok niego nóż. Kyla woła Die i obie wyprowadzają go ze sklepu. Steve broczy krwią, one obie też się w niej całe uwalają. Dopiero w karetce okazuje się, ze Steve podciął sobie żyły.

                  - Potem następuje okres idylliczny, aż któregoś dnia Die prezentuje z dumą kupione przez siebie auto. Jadą całą trójką do Quebecu, spędzają dzień na jesiennej plaży, jest pięknie.

                  I wtedy Die ma, jak się później okaże - wizję niemożliwej przyszłości. Jest to seria obrazów, które wyłaniają się z zamglenia i powoli tracą wyrazistośc. Przy dźwiękach skrzypiec : Steve kończy szkołe odbiera dyplom, zdaje na studia, poznaje przyszłą żonę, żeni się, jest przyjęcie, tort, slub w kościele, a Die przy wszystkim tym asystuje i cieszy się bardzo.

                  Okazuje się, że to - właśnie - jest tylko jej wizja, wizja życia, którego nie będzie. Dociera do niej, że Steve nigdy tak nie będzie żył, a ona nie doświadczy tej radości.

                  Podczas drogi powrotnej do domu Die zatrzymuje auto na jakimś parkingu. Wychodzi i idzie do jakiegoś budynku. Steve i Kyla przyspiają.

                  Po chwili Steve budzi się, pyta o matkę, dostaje odpowiedź, że chyba wyszła na chwilę, chce znów przysnąc i kamera tak chytrze się ustawia, że widać z jego punktu widzenia... kilku solidnie zbudowanych panów idących w stronę auta. A za nimi, w pewnej odległości, idzie Die.

                  Steve ze zgrozą orientuje się, że znajdują się na parkingu ośrodka państwowego dla trudnych dzieci, których rodzice mogą samodzielnie oddać państwu pod opiekę, zrzekając się do nich wszelkich praw. Ale i odpowiedzialności za nie.
                  Steve próbuje uciekać, ale pielęgniarze dopadają go. Walczy z nimi, ale nie ma szans, oni zaś nie chcą zrobić mu krzywdy, więc chwilę to trwa.

                  Woła do matki, dlaczego go oddała, ona na to z płaczem, że "Tak będzie lepiej dla ciebie", ale on nadal swoje. W końcu pielęgniarze sięgają po paralizator. Die wrzeszczy żeby przestali razić go prądem i mówi, że się rozmyśliła. Na co lider pielęgniarzy spokojnie : "Proszę pani, my tylko wykonujemy swoją pracę, proszę nie przeszkadzać, pani podpisała papiery. Przysługuje pani odwołanie w ciągu 24 godzin, ale póki co - musimy robić swoje".

                  Scena jest tak emocjonalna, ze aż się przypomina "Brzdąc" Chaplina, choć na nieco innym wektorze, tam Charlie walczył o syna, tutaj Die oddaje go państwu.

                  Ale najbardziej poruszająca jest reakcja Kyli, który wystrzeliwuje niemal z auta, z najwyżśzym trudem hamując się przed jakimś wewnętrznym rozpadem, implozją, utratą przytomności.

                  - Po zniknięciu Steve'a relacje Kyli i Die ochładzają się. Kyla zaciąga okna kotarami, można odnieśc wrażenie, ze ma nawrót depresji. Steve dawał jej energię, gdy go zabrakło - straciła swoją cudowną baterię życiowej dynamiki.

                  Steve dzwoni do matki : mówi, że przeprasza, ze kocha, że jest mu tu dobrze itd., a kiedy kończy... widzimy, że jest w kaftanie bezpieczeństwa, a słuchawkę przystawia mu do ucha jakaś ręka, chyba pielęgniarza. "Dobrze powiedziałem, tak miało być ?", upewnia się Steve.

                  W ostatniej rozmowie KYla informuje Die, ze wyjeżdza. Do Toronto. Die próbuje udawać, ze się cieszy, że to fajne miasto, fajna podróż, zaprasza też Kylę na kolację, razem z mężem i córką. Ale to gra, pozory. Die przeżywa bardzo mocno swoją decyzję. I to, że - jak można sądzić - była to decyzja słuszna, według niej. Miała 24 godzny na odwołanie, mogła ochłonąć i zabrać stamtąd Steve'a. Nie zrobiła tego. To znaczy, że bardzo gruntownie rozważyła wszystkie za i przeciw. Ten wyczyn z podcinaniem żył przelał czarę. Wygląda na to, ze po prostu uznała, że w którymś momencie powie coś, co sprawi, ze Steve się zabije. I tego dopiero nie będzie mogła sobie wybaczyć.

                  KYla ma jednak obiekcje, czy ta decyzja była właściwa. Nie mówi tego wprost, ale to widać w jej mowie ciała. Mimo to, keidy wychodzi od Die, na moment zatrzymuje się na chodniku między domami, ogląda się, intuicyjnie wyczuwając, ze Die patrzy na nią zza firanki [istotnie - patrzy]. Uśmiecha się nieznacznie. Tak jakby jej odpuszczała. MOże jakby : rozgrzeszała ?

                  Die zostaje sama, w pustej ciemnej sypialni. Siedzi i myśli. I to zapewne jej przyszłośc najbliższa : dobrze zrobiła czy zrobiła coś fatalnego ?

                  W ostatnim kadrze, Steve ma przyjąc lekarstwa. Pielęgniarze na moment rozwiązują jego kaftan bezpieczeństwa. Steve wyrywa się od razu i pędzi w stronę szerokiego okna na końcu korytarza. MOżna się łatwo domyślić, ze to wysokie piętro, bo przez to okno widać strzępek nocnej panoramy miasta, widzianego z wysokości. Pędzi w zwolnionym tempie w stronę tego okna, a pielęgniarze rzucają się w pościg... I tutaj mamy koniec filmu.

                  finał otwarty, ale mam wraże
          • grek.grek Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 12:08
            tak :]

            Real z 12 tytułem mistrza klubowego Europy.

            co się stało z Juventusem w 2 połowie ?!
            zupełnie inny zespół...
            zrozumiałbym gorszą grę w ataku, ale te błędy karygodne w drugiej linii i obronie ?
            straty na własnej połowie, przegrane pojedynki, wpadki przy kryciu indywidualnym i bez piłki.
            wynik chyba odzwierciedla róznicę jakości w grze obu teamów.

            3 tytuł Realu w ostatnich 4 sezonach LM.
            to się nazywa regularnośc

            sędziowie zawalili sprawę kwalifikując teatr kapitana Realu jako faul i wyrzucając z boiska gracza Juve. no ale to już chyba większego wpływu na wynik nie miało, było 1-3 i 5 minut do końca. Niemniej, kolejna wpadka sędziowska stała się faktem . Kiedy wejdą wideoweryfikacje ?
            • siostra_bronte Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 13:16
              Tak, Real wygrał zasłużenie. Ale oczywiście kibicowałam "słabszemu" czyli Juve.

              Właśnie, zachowanie Ramosa skandaliczne. Żeby tak zachowywał się klasowy zawodnik, w dodatku kapitan drużyny?? Wstyd. Oczywiście nie miało to już wpływu na wynik, ale fakt jest faktem. Tym bardziej dziwne, że blisko zdaje się stał sędzia liniowy?

              Słyszałam, że testy systemu weryfikacji wideo już trwają w kilku krajach. Możliwe, że system zostanie wprowadzony już na MŚ w Rosji w przyszłym roku. Oby tak było!
              • grek.grek Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 13:28
                celne uwagi, Siostro !

                jakby poowiedział pan Czerkawski : "W Stanach, jak ktoś nie oszukuje, to znaczy że niedostatecznie chce wygrać" ;] ale sędziowie dali się fatalnie nabrać, szkoda !

                oby, oby te "challegne" weszły wkrótce do użytkowania.
                w NHL działa to świetnie, każdy zespół ma nawet specjalny sztab ludzi, który dokładnie śledzi każdy drobiazg na boisku, żeby natychmiast dać znać trenerowi.

                w tym finale NHL już 2 gole zostały słusznie anulowane po zgłoszeniu przez trenera poszkodowanej drużyny błędu spalonego w akcji rywala.
                • barbasia1 Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 18:14
                  Każdy porządny klasowy zawodnik potrafi sprytnie wymuszać faule na sobie, tak, żeby sędzia nie miał wątpliwości, co do faulu, nawet jeśli widział, że to było zagranie na faul. Mówił kiedyś jakiś komentator sportowy, że piłkarze uczą się tego. Ale to co pokazał Ramos było żenujące, chyba, że nie widzieliśmy wszystkiego. Co ciekawe była tylko jedna niezbyt dobra powtórka.
                  • grek.grek Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 18:19
                    to prawda, Barbasiu.

                    Czesi pokazywali powtórkę zza linii końcowej boiska : przyznam, że nie zauważyłem, aby piłkarz Juventusu nadepnął czy też popchnął Ramosa [skądinąd wybitnego piłkarza].

                    eksperci w studio analizowali tę sytuację i byli zdziwieni reakcją sędziego, zwłaszcza że konsultował się z bocznym.

                    a była w 1 połowie sytuacja, w której Juvbentus strzelał rzut wolny i... jak Czesi wywiedli z drobiazgowej powtórki : Cristiano Ronaldo blokował piłkę ręką w polu karnym - panowie eksperci uznali, że to była akcja nadająca się na "jedenastkę" dla Juventusu :}
            • barbasia1 Re: Juventus-Real 1:4 04.06.17, 18:20
              >co się stało z Juventusem w 2 połowie ?!
              >zupełnie inny zespół...

              Tak. A jak Juventus stracił już trzecią bramkę, to miałam wrażenie , że się zupełnie poddał.
    • grek.grek 21:00 Polsat "Slumdog" 03.06.17, 17:23
      niektórzy mówią, że ten deszcz Oscarów dla "Slumdoga", to była przesada.

      a mnie się wydaje, ze to właśnie klasyczny Oscar-type film :]
      larger than life, jak się to mówi, biorący na tapetę wszystkie najważniejsze kwestie : miłośc, szczęście, sumienie, sens życia, dobro, zło, prawda, kłamstwo, odwaga itd itd...

      chętnie bym obejrzał dziś, a Wy ? ;]

      szkoda, że na codzień wszystkie stacje nie konkurują o widza w taki sposób, w jaki
      zaczynają kiedy akurat na jednym z kanałów leci jakiś atrakcyjny, bo dla masowej widowni, hit :]
    • grek.grek 21:50 Ct Art "Mama" 03.06.17, 17:27
      o, Czesi też poczuli bluesa ;], chociaż akurat oni zawsze w soboty wieczorem dają jakiś dobry film, więc moze to przypadek.

      to ta premiera, o której wspominałem :]

      wielu twierdzi, że najlepszy jak dotąd film Xaviera Dolana.
      ofk, w jego stylu, kolorowy i atrakcyjny dla oka, z tematem trudnych relacji matka-syn stojacym w centrum całej intrygi fabularnej, ale jednocześnie najdojrzalszy i najbardziej przemyślany.

      I akurat w porze rozpoczęcia 2 połowy finału LIgi Mistrzów... ;]]

      to są momenty jakże bezsilnej irytacji ;]] - co tu wybrać, no co tu wybrać ojej ? :]
        • grek.grek Re: 21:50 Ct Art "Mama" 03.06.17, 17:35
          :]

          mnie się udało tylko "Wyśnione miłości" obejrzeć - szalenie mi się podobał :]

          ha, no właśnie - mam nadzieję, ze w ostatniej minucie czasu do namysłu nie będę rzucał monetą ;]
          • never_never Re: 21:50 Ct Art "Mama" 03.06.17, 23:51
            Ooo, Greku, tak często wspominasz tu o Dolanie i przytaczasz recenzje jego nowych filmów, że w życiu nie przypuszczałam, że widziałeś tylko "Wyśnione miłości"!!!
            O, to nie znasz "prawdziwego" Dolana! ;)
            "Wyśnione miłości" to taka piękna błyskotka, cukiereczek, a powinieneś zobaczyć i "Zabiłem moją matkę", i "Mamę", i inne też, żeby poznać te, jak pisałam w odpowiedzi Siostrze, emocjonalne wiwisekcje i przekonać się, czy uważasz je za męczące i pretensjonalne, czy wręcz przeciwnie...
            Jednak zakładam, że tym razem to Liga zwyciężyła.... może to i dobrze, "Mama" zasługuje na lepszy, spokojniejszy czas, a nie na nerwowe przełączanie kanałów i sprawdzanie wyniku...;)
            • grek.grek Re: 21:50 Ct Art "Mama" 04.06.17, 12:16
              dzięki, Never_Never :]

              udało mi się obejrzeć "Mamę" :]
              na szczęście wyszperałem w ramówce, że mecz będzie powtarzany [od 3:30], więc obejrzałem live 1 połowę, a potem przerzuciłem na film, by 2 połowę zobaczyć z odtworzenia.

              zaraz napiszę parę zdań, zrobiłem sporo notatek, właściwie dotyczących całego filmu, ale nie chcę przesadnie spoilerować, więc jakąs esencję spróbuję z nich wyciągnąć.

              mam nadzieję obejrzeć wszystkie filmy Dolana :]
              "Wyśnione miłości" urzekły mnie stylem, aczkolwiek w tej historii rywalizacji dwojga dobrych przyjaciół o chłopaka, który albo nie jest wart poświęcenia dla niego tak pięknej przyjaźni, albo nawet nie chce dla siebie takiej ofiary, jest też ciekawa psychologia, tak mi się wydaje... nie wiem, co o tym sądzisz ?


              • never_never Re: 21:50 Ct Art 05.06.17, 00:14
                > udało mi się obejrzeć "Mamę" :]

                a myślałam, że jednak piłka wygra ;)

                ja też największy sentyment mam do "Wyśnionych miłości", oczywiście, że są tam emocje i psychologia, ale inne Dolanowskie filmy wydają mi się może bardziej intensywne? bardziej szarpiące trzewia?
                Jestem dość świeżo po "To tylko koniec świata", tam dopiero jest jazda bez trzymanki, może nawet czasem niezrozumiała, a jednak dziwnie wciągająca. Przez większość filmu widzimy gadające głowy - Dolan stosuje duże zbliżenia na twarze aktorów, a ponadto scenariusz oparty na sztuce teatralnej ograniczył akcję do kilku godzin, jednego miejsca i rodzinnych konfliktów. Niektórym widzom trudno to znieść.
                • grek.grek Re: 21:50 Ct Art 05.06.17, 13:55
                  ;]

                  na szczęście mogłem obejrzeć mecz w formie retransmisji :]

                  dzięki, Never_Never, za inspirację do obejrzenia pozostałych filmów Dolana ! po tych dwóch, z którymi miałem do czynienia, z wielką ciekawością czekam na wszystkie inne :]
        • never_never Re: 21:50 Ct Art "Mama" 03.06.17, 23:35
          A mnie się "Tom" podobał, tylko że ja mam pewną słabość do Dolana, więc może jestem niezbyt obiektywna?
          Zresztą jego filmy zwykle budzą skrajne emocje, zabawne, że w przypadku ostatniego - "To tylko koniec świata" - też spotkałam się z tym określeniem, że jest "męczący", a mnie nie zmęczył wcale...;)
          "Mama" też może być "mecząca", zwłaszcza przez nietypowy format (4x4) - na początku dość trudno się to ogląda, ale z czasem zaczynamy rozumieć jego sens , a scena z rozszerzeniem obrazu wspaniale to wyjaśnia. No i oczywiście ta emocjonalna "wiwisekcja" - tak, to może być ciężkie, nie zawsze jest dobry moment na oglądanie takiej szamotaniny na ekranie i stąd może tak różne oceny tych filmów?
          • siostra_bronte Re: 21:50 Ct Art "Mama" 04.06.17, 13:38
            "Tom" wydał mi się nie tyle ciężki, co raczej nudny. Ta historia w ogóle mnie nie wciągnęła, nie zaangażowała emocjonalnie. Już "Na zawsze Laurence" bardziej mi się podobał, choć też miał swoje wady.
            • never_never Re: 21:50 Ct Art "Mama" 05.06.17, 00:23
              no tak, opacznie zrozumiałam, bo ostatnio naprawdę często słyszałam to określenie w stosunku do filmów Dolana

              i "Tom" ma swoje wady, i inne filmy Dolana też, ale właśnie "Tom" dużo bardziej mnie wciągnął i zaangażował niż "Laurence" - no cóż, de gustibus...;)
      • grek.grek "Mama" - parę zdań o filmie 04.06.17, 13:04
        Cóż powiedzieć : jest to kino naprawde wysokich lotów, a fakt, że stoi za nim tak młody reżyser, i scenarzysta, to okolicznośc dodatkowo wzmagająca podziw.

        Ciekawe, ze rzecz się dzieje w niedalekiej przyszłości : w Kanadzie wchodz w życie nowe prawo, które zezwala rodzicom szczególnie uciążliwych dzieci, zagrażających [ich] bezpieczeństwu, oddawać je na wychowanie specjalnym osrodkom państwowym. Odebranie później takiego dziecka jest niemal niemożliwe.

        Póki co, Diana aka Die, 45-letnia tytułowa mama, pani po stracie męża, borykajaća się z problemami finansowymi, typ "elegantki w cekinach", odbiera z ośrodka wychowaczego dla młodzieży swojego syna Steve'a. Nie chcą go tam dłużej, bo razem z kilkoma innymi dziećmi podpalił jedno z pomieszczeń, na skutek czego kilkoro dzieci odniosło poważne obrażenia.

        Die ofk ma wybór : zajmie się nim sama, albo... odda go państwu. Pracownica społeczna delikatnie sugeruje jej, że może to drugie wyjście byłoby lepsze dla niej, syna i otoczenia, ale Die oburza się na takie dictum i deklaruje, że weźmie Steve'a do domu i zajmie się nim.

        Przy okazji, jest tu komiczna scena, bo pani pracownica kontaktuje się przez krótkofalówkę z jakimś panem, który ma STeve'a przyprowadzić. Die słyszy przez tę słuchawkę jak przebija się głos Steve'a, który zasypuje jegomościa stekiem wyzwisk. Uśmiecha się złośliwie i rzuca "Widzę, że poszerzyliście mu znacznie słownictwo...".

        To jest rozbiegówka. A potem widzimy kolejne etapy rozwoju relacji między tymi dwojgiem i... nie tylko między nimi, aż do finałowych sekwencji, których Wam nie opowiem, a na pewno nie z własnej inicjatywy ;]

        Steve ma ADHD, cały czas się wierci, ma napady złości, amoku niemalże, sypie wulgaryzmami, wścieka się o byle co, a za chwilę... jest miły, sympatyczny, przyjemny... klasycznie dla swojego typu osobowosci : cały czas musi działać, cały czas coś się musi dziać, hiperaktywność wcielona.

        Die ma z nim urwanie głowy : walczą ze sobą na słowa, na prężenie muskułów, demonstracje, gesty, decybele, zaznaczanie terytorium, a jak trzeba to i na zakładanie nelsonów i rozbijanie szkła na głowie. Die jest twarda, co ilustruje pierwsza scena, w której jedzie autem, jakiś facet uderza w nią, a ona wysiada z samochodu, zatacza się trochę, krew cieknie jej znad czoła, ale nie płacze i nie jest w aż takim szoku, żeby nie wycedzić : ty gnoju, zaraz cię załawię...".

        To jedna strona medalu ich relacji.
        Druga to miłość. Ona go kocha. ON kocha ją. Ona wie, że on jest w jakiś sposób chory i to, co robi nie wynika z jego ochoty czy wolnej woli, ale z takiego a nie innego temperamentu, który wytworzył się niezależnie od jego przyzwolenia.

        "to świetny chłopak, naprawdę, jest cudowny... ale jak mu przeskakuje coś w głowie, to lepiej trzymac sie wtedy od niego z daleka", definiuje go Die.

        Dom w dom [mówimy o klasycznym amerykańskim stylowo przedmieściu] mieszka Kyla. Wycofana 40-latka, którą wprowadza piosenka Dido z tekstem "White flag above my doors". Ma córke, i męża, jest nauczycielką, ale teraz nie uczy, udziela korepetycji. Pewnego dnia, po strasznej awanturze w domu Die i Steve'a, Kyla niespodziewanie zjawia się i opatruje rannego Steve'a.

        Zaprzyjaźniają się. O dziwo, Steve wcale nie przeraża Kyli, tak jak przeraża, konsternuje innych ludzi, których przedrzeźnia, robi miny, zaczepia. Ona wręcz lubi jego sposób bycia. Bawią ją jego wybryki. Dzięki niej Die nieco innym okiem spogląda na swojego syna. Kyla jest idealnym buforem między nimi, dzięki jej rosnącej i wkrótce już stałej obecności, stosunki między nimi zdecydowanie się normalizują. Steve sprawdza Kylę, w pewnym momencie robi się wobec niej całkiem ofensywny i zaczepny, ale Kyla pokazuje mu baaardzo dobitnie, kto tu rządzi. I to tak dobitnie, ze Steve'owi przydarza się coś wstydliwego, co w jakiś sposób przybliża ich do siebie, bo Kyla dostrzega w nim po prostu dzieciaka z przypadłością od niego niezależną.

        Co ciekawe, Steve od tej pory ani na moment nie przekracza wyznaczonej granicy. I nie obraża się na Kylę, przeciwnie : jest ona chyba jedyną osobą, do której czuje respekt. Matkę Steve kocha, ale z tej miłości wyprowadza ciągle jeszcze, od czasu do czasu, jakiś cios. KYlę lubi i respektuje, umie powiedzieć przepraszam, robi dla niej bransoletę, zwierza się z planów studiów plastycznych, prosi by go uczyła i od tej pory Kyla codziennie przez kilka godzin udziela mu korepetycji.

        Die znajduje w niej doskonałą przyjaciółkę, jakiej nigdy nie miała. Siedzą wieczorami, piją wino, Die może się jej zwierzyć ze swoich życiowych frustracji, a robi to z takim komizmem, że KYla zamiast się nad nią użalać umiera ze śmiechu, co udziela się Die i umierają ze śmiechu razem.

        Kyla też nie jest "normalna", widać ze moze mieć lekkiego Aspergera albo coś w tym guście. Albo jest po prostu w przejściowej depresji. OPowiada o sobie, że przeprowadzili się tutaj z Quebecu, ale to nie pierwszy ich adres, i ze zmieniają miejsce z powodu pracy męża, programisty komputerowego. MOżna jednak sądzić, ze te zmiany mają coś wspólnego z jej kolejnymi nawrotami choroby.

        PIękna jest scena, kiedy wszyscy troje - Die, Kyla i Steve - tańczą u nich w kuchni. To drugi film Dolana, a już jestem skłonny podejrzewać, ze to postomodernistyczne łączenie klimatów muzycznych, przywoływanie retro i vintage, i na tle tej muzyki umieszczanie scen tańca, jest jedną z klasycznych jego idei filmowych. Jest tu też inna scena podobna : kiedy Steve kręci wózkiem pod marketem, jedzie na deskorolce, a później tym wózkiem wraca do domu z zakupami. Jest selfie w zwolnionym tempie. Ale sceną absolutnie niesamowitą jest ta w barze karaoke, do którego Die i Steve'a zabiera Paul, miły sąsiad, który kulturalnie zaleca się do Die. Steve cały wieczór milczy, jest niezadowolony, a w końcu staje do walki o uczucia matki - zamawia piosenkę Boccellego, prosi jedną z didżejek żeby z nim zaśpiewała. GOście barowi reagują drwiną i zaczepkami, ale Steve patrzy tylko na matkę... Die poważnieje, jakby coś zrozumiała, może to piosenka którą śpiewała często z ojcem Steve'a, moze chłopakowi chodzi o jego pamięć ? - tak czy owak, kiedy Die traci zainteresowanie śpiewaniem Steve'a, nagle wszystkie inne dźwięki i obrazki stają się natrętnie agresywne i tworzą dynamiczną kakofonię w świadomości chłopaka, no i... No i :]

        Die ma nadzieję na zwiążek z Paulem, zwłaszcza gdy przychodzi rachunek do zapłacenia za wyczyny Steve'a w ośrodku. Poszkodowany w pożarze chłopiec leczyl się na sumę 250 tys dolarów. Die ma pracę [razem z paroma wspólnikami sprząta mieszkania], ale i tak czasami zapożycza się u przyjaciółek, ktory finansowo bardziej się powiodło.

        Urocza jest scena, kiedy Die, Kyla i Steve wybierają się na spacer, tzn. na na deskorolce, a one na rowerach, a potem on pcha wózek z zakupami środkiem jezdni i miota owocami za siebie. Die próbuje go ochrzanem zmusić do zaprzestania, ale KYla tak gustownie umiera ze śmiechu, że Die się do niej przyłącza. Obecność Kyli jest zbawienna.

        I dla niej również. Przełamuje się, znajduje w sobie energię by spiewac, śmiać się, wychodzić z domu. I to zasługa... Steve'a, jego dynamiki, momentami nawet agresywności, jego ciągłej aktywności. Jak się okazuje, Kyla właśnie tego potrzebuje. Steve jest dla niej jak lekarstwo.

        Die dzięki temu moze nieco odsapnąć, aczkolwiek po burzliwym wieczorze karaoke, po którym miły sąsiad Paul - sami zobaczycie..., puszczają jej nerwy : bez wściekłości, ale z jakąs rozpaczliwą ironią wybucha do Steve'a "Ty jesteś moim problemem ! tylko ty !", a potem drwiąćym sobie tonem kpi z własnego przegranego życia, wszystkich swoich zawinionych i niezawinionych klęsk i złośliwości losu.

        Steve znosi źle wykrzykiwania matki i jej sugestie, że go nie kocha. Dochodzi do kuriozalnej sytuacji w sklepie. Dramatycznej.

        "Nikt nam nie pomoże, zrozum to - powiada do matki Steve - jesteśmy sami, ty i ja, tylko ty i ja". To ma siłę. cdn



        • grek.grek Re: "Mama" - parę zdań o filmie 04.06.17, 13:23
          Niby wiemy co się dzieje, niby można coś podejrzewać, choć Dolan zręcznie myli tropy, może dzięki temu w pierwszym momencie decyzja Die jest konsternująca. Jeszcze na początku można sądzić, że chodzi o ten samochód, który tak nagle Die "kupiła", ale prawda okazuje się być tragiczna i przejmująca [ta cała sekwencja, zachowanie całej trójki, okoliczności - to naprawdę kawałek poruszającego kina], dla Kyli wstrząsająca wręcz.

          A poprzedza ją cudownie nakręcona i pomyślana sekwencja, ilustrowana dźwiękami nastrojowych skrzypiec, w formie wyostrzających się i zapadających we mgłę obrazków, sugerujących, że mamy do czynienia z przyszłością Die, Kyli i STeve'a. Przyszłością tyleż steretypowo udaną, co w tych warunkach wymarzoną. Dolanowska sekwencja ? Już tak można to okreslać ? :]

          Rozmowa telefoniczna Steve'a z Die jest dziwna, zwłaszcza gdy dowiadujemy się o jej kulisach.

          A ostatnia rozmowa, i gest, Kyli z Die - wg mnie, to jest psychologicznie rzecz nie do przegapienia, zwłaszcza jak chodzi o zachowanie Die.

          I ostatni kadr, który zwiastuje... zwiastuje, ale nie dopowiada. Zakończenie ciągle jest otwarte.

          To film Dolana, przez Dolana, i zapewne - o Dolanie ? Sądząc z powtarzających się [z "Wyśnionym milościami"] chwytów filmowych są tutaj stałe elementy jego reżyserskiej i scenopisarskiej metody : te momenty wideoklipowe, sceny tańca, zwolnienia tempa, intensywne interakcje między postaciami, doskonały dobór muzyki, kolorystyka.

          Tym razem jednak w zawody idzie z nim tercet aktorów, którzy robią rzeczy znakomite : Anne Doval/ Die, Suzanne Clement/Kyla, Antoine Oliver Pilon/Steve.

          Nie wiem, ktre z nich jest najlepsze i nie śmiałbym próbować ustawiać ich ról w hierarchii, bo one się ze sobą tak ściśle łączą, że stanowią jedną dużą rolę.

          ich ekspresja, psychologiczne związki z granymi bohaterami, wzajemna chemia - są odegrane z poświęceniem, radością aktorską i świadomością zadania jakie przed nimi stoi.

          dzięki nim jest to film, który opowiadając historię nie nową, choć na swój sposób niepodrabialną, robi nadal świetne wrażenie.

          Niby znów, z tego co słyszałem i czytałem, Dolan o "matce i synu, synu i matce", ale wg mnie - mozę dlatego ze nie znam innych jego fabuł o takich związkach - ale wygląda to tak wiarygodnie i ma w sobie tyle pasji, że oby tak dalej, nawet jeśli, jak gdzieś przeczytałem, "on kręci ciągle ten sam film" :]

          jest tu miłośc spleciona z nienawiścią, pasja z frustracja, życie ze śmiercią, siła z omdleniem, także dlatego decyzja Die wywołuje tak wiele reperkusji, nie wiadomo czym podyktowana, ale chyba jednak przemyślana, skoro - mimo takiej możliwości - pozostaje niezmieniona, i to pomimo szoku jaki przeżywa w momencie jej realizacji.

          dla mnie : wspaniały film.

          mam nadzieję, ze jak najszybciej wszystkim Wam uda się obejrzeć i z radością będą mógł czytać Wasze recenzje ! :]
    • grek.grek 1:55 TVP1 finały NHL mecz nr 3 03.06.17, 17:28
      TVP sportem stoi ! ;]

      3 mecz finałów NHL.
      jeśli nie moglibyście zasnąć, albo z tajemniczych przyczyn obudzilibyście się nagle w srodku nocy nad ranem - zachęcam do obejrzenia najlepszego hokeja na świecie :]


    • grek.grek Barbasiu, nie zapominaj o nas ! :]] 03.06.17, 17:39
      Barbasiu, domyślam [y] się, że dużo obowiązków spadło na Ciebie w ostatnim czasie, ale daj nam znać o sobie, brakuje mnie, i nam, Twojej obecności i osobowości.

      z najcieplejszymi pozdrowieniami :

      www.youtube.com/watch?v=Gs069dndIYk
    • barbasia1 Maniczytania - imieninowo! 03.06.17, 21:09
      Spóźnione, ale nie mniej serdeczne, nie mniej gorące i nie mniej szczere życzenia Imieninowe, Maniu, Madziu! Wszystkiego, co najpiękniejsze, najlepsze w życiu! Niech Ci się darzy!
      Całuski! :)*


      • siostra_bronte Re: 21:55 CT Art "Listonosz zawsze dzwoni dwa raz 04.06.17, 13:45
        Znamy! :)

        Ale słynniejszy jest oryginał z 1946 r. z Laną Turner i Johnem Garfieldem. Prawdziwy klasyk kina noir!!

        Powieść Jamesa M. Caina była filmowana wiele razy. Swoją wersją, znakomitą!, zrobił też Visconti, to "Opętanie", nakręcone jeszcze przed wersją amerykańską.

        Film Rafelsona pamiętam raczej słabo. Na pewno dobre kino, choć przeszkadzał mi Nicholson, którego jakoś nie lubię.
        • grek.grek "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" - parę zdań 05.06.17, 14:49
          Po obejrzeniu - jestem bardzo ciekaw oryginału :]

          Coś czuję, że w tej wersji AD 81 reżyser celowo postawił na pikantne [jak na 80s] sceny erotyczne, żeby podrasować fabułę w stosunku do poprzedniej ekranizacji.

          Swoją drogą, te sceny są całkiem dobre : najpierw Frank i Cora kręcą się dookoła siebie i wiadomo, że coś się dzieje. Mąż Cory ofk nie ma zielonego pojęcia, że pod nosem jego pracownik i żona mają się ku sobie. Pierwszy seks, to jest jakaś walka w zwierzęcym stylu, można by rzecz, że na poły gwałt, gdyby nie fakt, że Cora akceptuje tę sytuację. Chodzi więc raczej o formę, rytuał, seks dwojga ludzi kierujących się instynktem.

          Drugi ma miejsce w zupełnie odlotowych warunkach : właśnie stoczyli w przepaśc auto z zamordowanym mężem Cory w środku, zrobili sobie nawzajem kontuzje twarzy, potrzebne do uwiarygodnienia wersji o wypadku, i... nagle COra czuje nieodpartą ochotę, a Frank podąza za jej pragnieniem. Seks w ciemnej przepaści, z trupem w samochodzie obok, z własną krwią na twarzach... No to scena, której Cronenberg mógłby pozazdrościć ;]

          Doskonały jest też moment, kiedy na patio Cora nagle mówi do Franka : "gdybyśmy tak zostali... razem, TYLKO we dwoje" - jak Lady Makbet nakłania go sugestią do spisku celem zabicia jej męża, którego ona nigdy nie kochała, którym się wręcz brzydzi, i uważa że popadła w więzienie, którym jest ta stacja benzynowa/warsztat samochodowy/bar-jadłodajnia.

          Pierwsza próba nie odpala : Cora ma zabić Nicka ciosem w głowę, gdy mąz bierze prysznic. Niby go uderza, ale jednocześnie znienacka gaśnie prąd. Nick mdleje, a Cora wpada w panikę. Na dodatek Frank, nerwowo stojący przez budą, ma na głowie przypadkowo przejeżdzającego policjanta. Ostatecznie : Nick ląduje w szpitalu, nic nie pamięta, a Cora i Frank próbują uciec. Efekt jest taki, że popadają w konflikt, kiedy on wdaje się w hazardowe rozgrywki na zapleczu dworcowym, z podejrzanymi kolesiami, a ona nie chce mu dać pieniędzy na marnację.

          Wraca najpierw ona, a potem on. A później Nick wychodzi ze szpitala, zjeżdza się cała jego grecka rodzina, żeby świętować jego powrót i ujście z życiem [chyba go wtedy prąd poraził; tak czy owak, on sam nie pamięta że dostał w głowę woreczkiem z metalowymi kulkami]. Nick uważa, że Frank wzywają pogotowie uratował mu życie. A wobec żony ma taki plan, że... chce mieć z nią dziecko.

          Cora jest zrozpaczona, trzeba działać i tym razem skutecznie go pozbawić życia. Organizują więc ten "wypadek". Najpierw Frank tłucze Nicka po głowie i zabija, a potem staczają auto z nim w przepaśc, a sami rozbijają sobie nosy i łuki brwiowe, żeby wyszło na to, że zdarzył się wypadek, oni wyszli pokiereszowani, a Nick zginął. Idealnie alibi. Przypadkiem Frank próbuje zepchnąć auto głębiej, ono rusza z nim w środku, koziołkuje i Frank ostatecznie wychodzi z całej akcji ze złamaną ręką i licznymi innymi kontuzjami.

          W szpitalu dopada go prokurator i wprost mówi, że nie wierzy w ich wersję. Oskarżeni będą o próbę wyłudzenia polisy ubezpieczeniowej Nicka, opiewająćej na kwotę 10 tys dolarów. Trudno powiedzieć, czy Frank o tym wiedział. Na pewno powinna wiedzieć Cora. MOże to była motywacja główna ? Przyznam, że nie załapałem, czy oni się zmówili z powodu tej kasy, czy dopiero później wyszło, że Nick taką polisę wykupił i zapisał ją na żonę.

          Aby ratować skórę, Frank podpisuje podsunięty przez prokuratora papier, w którym domaga się od Cory odszkodowania, a więc de facto zrzuca na nią całą winę. Cora staje pod oskarżeniem o morderstwo...

          ... ale sama rewanżuje się nagraniem dla asystenta adwokata oświadczenia, w którym obarcza winą... oboje : siebie i Franka, wprost mówiąc, że razem wymyślili i przeprowadzili zabójstwo jej męża.

          BYłoby z nimi krucho [Frank ma pokaźną kartotekę, na dodatek], gdyby nie obrotny adwokat Katz, który przekupuje dobrym dealem jedynego eksperta oskarżenia, człowieka od firmy ubezpieczniowej, który ofk robi co moze żeby nie uznano okoliczności śmierci Nicka za wypadek. W ten sposób prokurator traci jedną ekspertyzę sugerującą, że Nick został zabity zanim auto się roztrzaskało.

          Pech chce, że w rękach Katza zostaje to nagranie Cory.

          Wraca więc para ocaleńców do siebie i prowadzą razem bar-warsztat, teraz już chyba tylko bar. Jest on popularny w okolicy, bo o śmierci Nicka i procesie, z Corą w roli głównej, pisały gazety. Ludzie przychodzą chętnie, żeby zjeść, a przy okazji popatrzeć na nią i poplotkować.

          Frank nie bardzo się angażuje, za co Cora go obcesowo ochrzania. Jakby coś się popsuło, jakby cięzko mu było na duszy, choć związek między nimi wciąż istnieje. I polega znów na seksie, w którym COra celowo się opiera, żeby Frank mógł zastosować lekką przemoc.

          Kiedy Cora wyjeżdza do rodziny - Frank zwija żagle. Przyłącza się do obwoźnego cyrku, gdzie romansuje z opiekunką dzikich kotów, aby dostać pracę jej asystenta. Wytrzymuje... jedną noc. Rano wymyka się i wraca. Jakby coś kazało im wracać i wracać, nie pozwalało wyjechać.

          Cora oznajmia mu, że jest w ciąży. Frank przyjmuje tę informację ze stonowaną radością. Cora płacząc ze szczęścia zapewnia go, że teraz się wobec niego zmieni, będzie lepsza, przeprasza go za wszystko.

          Niespodziewanie zjawia się asystent Katza. POrzucił pracę i teraz chce szantażem wymusić od Franka pieniądze za to zeznanie, na którym COra obarcza ich winą za śmierć męża. Udaje się faceta ogłuszyć, a może i wyeliminować, aczkolwiek później Frank jedzie z kimś do miasta, zeby zabrać to nagranie ze skrytki bankowej, w której asystent Katza je zostawił. MOże to z nim jedzie ? Przyznam, że nie dostrzegłem kto siedział razem z nim w aucie.

          Kiedy Frank wraca dowiaduje się, ze była tu pani od kotów i opowiedziała wszystko Corze. Szukała Franka. Cora jest wkurzona, rozczarowana, uważa że Frank ją zdradził.

          Ten na to oddaje jej te kompromitujące papiery, na co ona powiada, że już raz oskarżano ją o zabójstwo, ale wykazała swoją niewinnośc, a prawo zabrania ponownego oskarżenia takiej osoby. "Ale ciebie można", powiada z dziwnym uśmieszkiem. Chce nawet gdzieś dzwonić, ale Frank z olimpijskim spokojem odcina telefon. I oznajmia, że... chce ją poślubić. Cora jest nieufna, ale Frank powtarza na tyle wiarygodnie, że się rozpromienia.

          Zażywają idylii [przed?]małzeńskiej. Pikniki, dojrzewająca ciąża, wspólne prowadzenie interesu...

          Pewnego dnia wracają samochodem do domu. Rozważają sprzedaż baru i wyjazd. Cora odczuwa nagle bóle porodowe. Frank wiezie ją do szpitala. Omal nie wpada na inne auto, traci panowanie na kierownicą, Cora wypada z samochodu na pobocze, a Frank wali nim w drewniany słup.

          Wytacza się zza kierownicy, biegnie do Cory i zastaje ją martwą. Uderzyła głową w jeden z dużych kamieni leżących koło szosy. Frank wybucha płaczem. KOniec.

          Niesamowita historia : zbrodnia została popełniona, karę... wymierza los. Unikają jej w sądzie, dzięki adwokatowi i brakowi dowodów, ale ślepa sprawiedliwość dziejowa w końcu ich dopada.

          Trzeba przyznac, że o ile Nicholson jest taki jak zwykle [wg mnie, świetny :)], to Jessica Lange rozgrywa swoją partię aż zaskakując agresywnością. To ona jest motorem napędowym tej zbrodni, ona rozdaje karty, ona uwodzi, ona rozpala namiętnośc, sama się jej także poddaje, a gdy pojawia się ciąza i dziecko w drodze - jest gotowa nawet na szantaż, by wydusić od Franka deklarację. Tyle że w tamtym momencie on ma chyba dosyć całej tej "jazdy" i naprawdę chce zostać z nią i ustabilizować swoje życie.

          świetna muzyka. Zwłaszcza te drobiazgi dźwiękowe, podczas scen dramatycznych, planowania zabójstwa, samego czynu i zacierania śladów. Ciekawe jednak, że jakoś mnie nie prześladowała myśl, czy powinno się czekać na ukaranie tych dwojga. MOże to kwestia tego, ze fabuła przebiega z punktu widzenia tej pary, mąz Cory jest na drugim planie, nie ma własnego zdania. Ich zdanie jest ważne. Syndrom sztokholmski mnie dopadł, czy co ? ;]

          • siostra_bronte Re: "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" - parę zda 05.06.17, 15:38
            Dzięki, Greku :)

            Oby była okazja, żebyś zobaczył oryginał!

            Zdecydowanie, ta wersja jest bardziej dosłowna jeżeli chodzi o sceny erotyczne. Oczywiście w latach 40-tych pewnych rzeczy nie dało się pokazać. Za to klimat i napięcie były o wiele bardziej zmysłowe, niż jeżeli wszystko pokazuje się "kawa na ławę" :)

            Z tego co piszesz Jessica Lange jest niemal agresywną modliszką. Pamiętam, że Cora Lany Turner była typową femme fatale, namawiającą kochanka do zbrodni, ale potem, kiedy zaczynają pojawiają się wyrzuty sumienia, budzi zrozumienie i wręcz współczucie. Mimo tego co zrobili oboje ostatnia scena była bardzo dramatyczna i po prostu było mi jej szkoda.

            Tutaj nader efektowne wejście Lany. I jak tu się dziwić, że dla niej Frank został mordercą? :)

            www.youtube.com/watch?v=bxjfJqFxNGY


            I trailer:


            www.youtube.com/watch?v=Mi4UaQWN_H8



            • grek.grek Re: "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" - 05.06.17, 16:01
              dzięki, Siostro :]

              mam nadzieję ! :]
              właśnie tego klimatu "pomiędzy wierszami" i "za zasłoną" jestem bardzo ciekaw; tej zmysłowej intensywności.

              tak to odebrałem, Siostro.
              ten agresywny, ekspansywny, dążący do dominacji charakter Cory eksponuje już pierwsza scena erotyczna. Z pozornie poczciwej żony poczciwego właściciela budy na przedmieściu wychodzi zupełnie nieoczekiwana osobowość i temperament.

              świetne :]

              w tej wersji '81 : prokurator odwiedzający Franka w szpitalu mówi : zrobiłeś to dla tej kobiety, nie zaprzeczaj !... widziałem ją - sam bym dla niej zabił.

              tak więc, ekspresja obu wersji Cory na pewno jest inna, ale reakcje na nią okazują się być całkiem podobne :]

              wiesz, zaryzykowałbym, że to dobrze, iż są tak od siebie rózne. Gdyby istniała tylko jedna wersja, moglibyśmy się zastanawiać, jak też wyglądałaby ta druga :]

              dzięki za linki !
              dorzucę może trailer'81 :
              www.youtube.com/watch?v=IBo7Mg3FUtE
    • grek.grek 20:15 TVP Kultura "Rysa" 04.06.17, 17:14
      kino na 4 czerwca ;]

      ale to dobre kino, choć pozostaje pytanie, czy fizjologiczne reakcje bohaterki, majace chyba być symbolem jej mentalnego absmaku, to był właściwy trop, może jednak zbyt dosłowny ?

      ale para Jankowska-Stroiński doskonale się uzupełnia, podobać się mogą te miejscówki domowe, uczelniane i parkowo-alejkowe, niewątpliwie kino z klasą.

      rozliczeniowe, bez dwóch zdań, pokazujące ofiarę, a chyba jakby mniej czasu poświęćająće
      motywacjom rzekomego agenta.

      dzisiejszym reżyserom i kombatantom nie mieści się w głowie, że po horrorze 39-45 naprawdę wielu rozsądnych, racjonalnych ludzi mogło uwierzyć w komunizm, jako ideę równości, prawości i braterstwa.

      nie sądzili, że nawet tak szczytna idea, pogromczyni ideologii nazistowskiej, może zostać ośmieszona i spotwarzona przez zorganizowane bandy politycznych łobuzów używających jej do niewolenia narodów i wybijania zębów społeczeństwom.

      wielu uwierzyło jednak i pokazywanie ich dzisiaj jako cynicznych drani też jest nie na miejscu, bo zakłamuje rzeczywistość i młodzież myśli sobie, że każdy kto popierał idee komunistyczne, był jednocześnie zwolennikiem politycznego terroru.
    • grek.grek 22:50 TVP Historia "Barwy ochronne" 04.06.17, 17:31
      o proszę, a ja wolałbym "Barwy ochronne" o 20:15 :]

      to jest ciekawszy wg mnie film, bo zderza rózne racje, pokazuje rózne formy istnienia w systemie, cyniczny docent nie jest głupcem albo chamem, wydaje się przede wszystkikm człowiekiem inteligentnym, skutkiem czego jego wybory życiowe mogą budzić zainteresowanie i być przedmiotem refleksji krytycznej.

      pokazywanie "tych złych", "sługusów systemu", jako kretynów i drani, to pomysły zupełnie chybione.

      co ma zrozumieć młody człowiek z takiego oczywistego przedstawienia człowieka "stającego po niewłściej stronie barykady" ? z jakiego powodu ma się zastanawiać nad sensem jego motywacji ?

      Zanussi jest krytyczny wobec docenta, ale powiada : moment, to jest bystry facet, co nim powoduje, że woli bezpieczeństwo zamiast ideałów ? Może nie ma ideałów, bo uznał, że są nieosiągalne i w gruncie rzeczy płytkie ? A może chodzi mu o sukces i przytomnie zrozumiał, że jego osobiste poświęcenie niczego nie zmieni, nikogo nawet nie obejdzie, więc lepiej jest próbować popłynąc z prądem, wszak życie ma się jedno ? jak to się stało, że zdusił w sobie wszelkie mechanizmy buntu ? Wygasły w nim samoczynnie, czy nie wytrzymały zderzenia z krytyczną refleksją ? A jeśli system jest lepszy od braku systemu ? Co zamiast obecnego układu ?

      Zanussi to jednak był intelektualista kina, nie szedł na łatwiznę, nawet jeśli sympatyzował z jedną stroną moralnego konfliktu racji. Ale wiedział przy tym, że jesli drugą stronę będzie "malował na murzyna", to po prostu nie osiągnie swoich celów, a jego kino będzie tylko odwzorowaniem kina propagandowego, tyle że z przeciwnie skierowanym wektorem oceny.

      Poza tym, pewnie by mu zatrzymano ten film. A skoro tego nie zrobiono, to oznacza, ze nawet cenzorzy PRL mieli w pewnym sensie dobry gust i jeśli atak na władzę i ideologię nie był zbyt prymitywny, a wyrażony w formie dyskusji i sensownej polemiki, film mógł się przebić.

      przewaga filmu Zanussiego jest m.in taka, że on się dzieje w trakcie trwania PRL. "Rysa" za to nurkuje w przeszłości.

      jak dla mnie, w "Rysie" największym draniem jest ten, kto podrzuca bohaterce tę taśmę, od której zaczyna się intryga.

      komu potrzebna prawda po tylu latach ? po co prawda, która niszczy ludziom życie ? Kogo obchodzi czy przeżyli szczęście w kłamstwie czy nie ? Lepsze szczęście w zakłamaniu, niż cierpienie w dumnej prawdzie. zwłaszcza że mąz bohaterki wiele razy wykazał się uczuciem i oddaniem.

      w sumie, najlepiej oba filmy obejrzeć :]

      ja bym nawet chciał, ale Czesi dzisiaj poważną konkurencję wytoczyli :]

    • grek.grek w kinach : "Sieranevada" 06.06.17, 13:04
      kolejna, z tego co głoszą recenzje, perełka rumuńskiego kina społecznego współczesnego.

      same entuzjastyczne opinie mediów :

      film.interia.pl/recenzje/news-sieranevada-recenzja-arcydzielo-rumunskiego-kina,nId,2400576
      wyborcza.pl/7,101707,21911417,sieranevada-juz-w-kinach-mistrzowski-obraz-pustki-wspolczesnego.html
      film.onet.pl/recenzje/sieranevada-taniec-zycia-w-domu-smierci-recenzja/1,ztzrc
    • grek.grek Festiwal Sundance'2017 06.06.17, 13:07
      Sundance Festival gościnnie w Londynie.
      globalna wioska, także filmowa, proszę ja Was ;] :

      wyborcza.pl/7,101707,21908389,sundance-film-festival-w-londynie-na-otwarcie-beatriz-at-dinner.html
    • grek.grek Terry Gilliam nakręcił "Don Kichota" 06.06.17, 13:12
      praca zajęła mu 17 lat, ale to i tak szybka piłka, dzieła największe są wszak dziełami całego życia :]

      grunt, że przez ten czas nikt mu nie podprowadził pomysłu; swoją drogą, aż dziw, że do filmowania losów szlachcica z La Manczy, w wariacjach na współczesną nutę - też, nikt się jakoś nie pali.

      czyżby postać szlachetnego marzyciela nie była w cenie jako kontra wobec cywilizacji konsumeryzmu, która zazwyczaj wykłada pieniądze na większe produkcje ? ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/terry-gilliam-skonczyl-zdjecia-do-don-kichota/9kdvgr

    • grek.grek 20:05 POlsat "Kapitan Phillips" 06.06.17, 13:17
      jakoś średnio pamiętam nasze oceny z okazji telewizyjnej premiery :]
      oklaskiwaliśmy intensywnie czy zdawkowo, a może w ogóle nas ten film nie porwał.. ?

      dzisiaj będzie szansa na weryfikację ocen i opinii, szkoda tylkko że z towarzyszeniem
      reklamowych bloków made in Polsat, hehe.

      nie chcę już tym Pepikom nadmiernie piątek przybijać, ale w ich komercyjnych telewizjach najdłuższe bloki reklamowe, jakie widziałem, trwały 4 minuty. A podczas nocnych seansów -
      w ogóle nie ma reklam.

      zupełnie inaczej w Polandzie : dla kogo są te 15-minutowe kolubryny pośrodku nocnej ciszy ? ;]
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Bal" 06.06.17, 13:20
      film Ettore Scoli z 1982 roku.

      z tego, co wyczytałem, idea polega na tym, żeby pokazać modny lokal taneczny w Paryżu, gdzie niezależnie od wichrów polityki, historii, społecznych przemian, na przestrzeni lat niezmiennie króluje dobra zabawa, muzyka, taniec i wesołość stanowiące nierzadko odtrutkę na kwaśno-gorzki smak codziennej rzeczywistości.

      brzmi nieźle :]

      czy znacie ten film ?
        • grek.grek Re: 21:05 Ct Art "Bal" 06.06.17, 17:21
          dzięki, Siostro ! :]

          o, ciekawa propozycja : film bez dialogów ? z tego, co wyczytałem, reżyser dostał na Berlinale nagrodę za reżyserię. zatem : pomysł chwycił :]

          świetnie.
          czekam z zainteresowaniem na projekcję :]
        • grek.grek "Bal" [1] 07.06.17, 13:34
          I to faktycznie był znakomity seans :}

          Miejscem akcji jest sala taneczna, na której rozgrywa się życie towarzyskie, zabawa, taniec, muzyka, ale i historia XX wieku. Role odgrywają ci sami aktorzy, ale stosownie do konwencji danej sekwencji ucharakteryzowani. Nie śledziłem dokładnie losów każdej z nich, ale... kto był fajny w latach 30, to w latach 80-tych też jest, a kto był nie był, ten się nie zmienił [po prawdzie, jest tylko jedna postać ewidentnie negatywna]. Oczywiście, każda kolejna sekwencja jest ilustrowana odpowiednio emblematyczną dla portretowanej epoki muzyką, strojem, otoczeniem.

          A rzecz się dzieje w PAryżu.
          Oto właściciel człapie po przybytku i otwiera go, zapala światła, rozstawia wokół parkietu tanecznego stoliki i krzesełka. Otwiera bar.

          Zjawiają się goście. Najpierw kobiety. Wchodzą pojedynczo, schodami w dół, przez parkiet do lustra, gdzie kontrolują wygląd, a potem zajmują miejsce przy stoliku. Każda ma osobne entree :] Każda jest inna : ruda flirciara, brunetka a'la Garbo, mloda okularnica, jakaś panna Nerwowa, jakaś romantyczka koło 50-tki, urodziwa dama po 60-tce itd. Jest ich bodajże 10.

          A potem panowie się pojawiają. Oni przychodzą całą grupą ;] Stroje, fryzury ciemne okulary sugerują, że mamy lata 80-te. Zaczynają kręcić się wokół stolików w teatralnym stylu, przyglądają się siedzącym kobietom, one nie zwracają na nich uwagi [rzekomo], ale to przecież pierwsza faza zalotów.

          Muzyka. No i się zaczyna. Niektóre pary dobierają się dośc szybko, inne marudzą z nieśmiałości albo z powodu taktycznych podchodów, tutaj pani tańczy z panem, który do niej nie pasuje, tam na odwrót, gdzie indziej pani z jednej pary zerka na pana z drugiej, a on na nią, ale nie mają odwagi spotkac się ze sobą, tutaj pani dyryguje panem, tam pan dyryguje panią, a jeszcze gdzieś indziej pan depcze pani po nogach, przy barze stoi kilku samotnych panów, dla których nie starczyło pary, chociaż w końcu 55 % społeczeństwa, to kobiety, więc to panowie powinni być zajęci ;]

          Najpierw taniec szybki, potem wolny, no i ten wolny powoduje, że częśc par schodzi z parkietu, bo wolne tańczą tylko te duety, które się odpowiednio dobrały i czują do siebie coś więcej. Najpierw jest to jedna para, ale za chwilę są dwie, dołącza trzecia...

          Uwagę zwraca jeden gośc - nieelegancki podrywacz, który porywa wybrankę, tańczy gapiąc się na nią spod czoła, a potem zaciąga ją za lustra i próbuje obłapiać. Zostaje odesłany do kąta, ale nie zmienia swojego marnej jakości stylu bycia. To ten etatowy negatywny bohater :}

          Nagle - trach, przenosimy się do lat 30-tych. Szalonych lat 30-tych w PAryżu.
          Bohaterowie są w odpowiednic strojach, sala ma stosowny wygląd, a muzyke stanowią utwory akordeonowe, jak z kawiarni MOntmartre'u, a wykonuje ją kilkuoosobowy zespół. Bohaterowie są jakby... młodsi, co sugeruje że oni także podróżują w czasie.

          Akcja skupia się na miłosnym wieloboku. Do kawiarni przychodzi zamożny jegomość w surducie i binoklach, z młodsza kochanką w białej sukni. Kochanka ulega jednak czarowi jakiegoś gawrosza, a zamożny jegomośc pociesza się kokainą wciąganą z blatu stolika. W pewnym momencie przychodzi grzeczny kelner i... zamiata mu tę kokainę, sądząc że to jakiś brud do zwalczenia ;]]

          Muzyka zmienia się w skoczną polkę. Zjawia się wojskowy bez oka, wszystko cichnie. Towarzystwo na parkiecie nagle zaczyna stepować.

          Gawrosz znajduje sobie inną kochankę, więc zamożny kokainista może zabrac swoją dziewczynę i udać się do wyjścia. Kiedy zaś gawrosz policzkuje swoją "Lolę" - tak wygląda, jak taka uliczna dziewczyna, w najlepszym sensie tego słowa, do akcji wkracza wysoki, kościsty, sztywny jak kołek w płocie jegomośc i oddaje mu cios w twarz. Gawrosz pojednawczo klepie po go ramieniu i wychodzi. Wtedy sztywny i kościsty dostaje w dziób od Loli, bo ona zakochana w tym gawroszu jest... lecz po chwili Lola przytula się do sztywnego kościstego i tańczą razem :]

          Bach ! Kadr zostaje zatrzymany z odgłosem wybuchu jak przy robieniu zdjęc 100 lat temu. I właśnie w formie fotografii [czarni-białej] kadr ten ląduje na ścianie lokalu.

          Syreny i gwizd samolotów. Nalot. TO czasy wojny.
          Na parkiecie rozciągnięte są koce, poduszki, okna i inne otwory zaciągnięte workami z piaskiem; po jednej stronie sali w piramidę ustawione są meble. Lekki rozgardiasz. A nasi bohaterowie przeżywają chwile strachu i przerażenia, na odgłos lecący w dół bomb. Kiedy nalot sie kończy, umilają sobie czas muzyką z radia. Francuską, oczywiście.

          Właściciel lokalu spędza czas ze swoją wybranka. Przygotowuje makaron z sosem, ona jest uszczęsliwiona, jak rekliwię bierze do rąk talerz z jedzeniem, a kiedy pierwsza zjada, mężczyzna oddaje jej swoją porcję.

          Czasy okupacji. LOkal znów działa, płynie muzyka, tańczą pary, oczywiście w strojach klasycznych dla tych lat : panie w prochowcach, jakaś starsza jejmośc z kotem na kolanach i piersiówką przy ustach; dwie młode kobiety sprzeczają się, jedna policzkuje drugą, ale zaraz reflektują się i pokazują sobie fotografie mężczyzn : to ich narzeczeni, którzy są na wojnie. OKularnica siedzi i czyta ksiązkę. Ona jedna zawsze robi to samo, niezależnie od epoki ;]

          Zjawia się ten negatywny bohater, pochylony chytrze, z rozbieganymi oczkami. TEraz jest kolaborantem z Vichy. Nadskakuje wysokiemu sztywnemu niemieckiemu oficerowi.

          Natychmiast muzyka zostaje zmieniona na "Lili Marlene". Oficer siedzi na krzesełku, a kolaborant biega po sali i próbuje mu naraić jakąś tancerkę. KObiety odmawiają, ta starsza pani może by i chciała, ale jest tak zalana, że przewraca się po pierwszym kroku. Wreszcie kolabo przyprowadza okularnicę, bo ta nie widzi zbyt dobrze, tyle że kiedy już może z baaardzo bliska przyjrzeć się swojemu partnerowi do tańca : wpada w absmak ;]

          Wreszcie... oficer i kolaborant sami ze sobą tańczą w jakimś przedziwnym uścisku, w którym oficer jest stroną dominującą. Swietna ilustracja relacji między III Rzeszą, a francuskim rządem Vichy.

          Znienacka rozlegają się dzwony kościelne : niemiecki oficer porzuca tancerza i wybiega szybko w lokalu. Rozpromieniają się twarze kobiet... Wojna się skończyła ! Gramy piosenki francuskie i tańczymy z radości.

          Tańczą wszyscy, w dwóch kołach, trzymając się za ręce. Uśmiechnięci. Dynamicznie :] KOlaborant chyłkiem próbuje się wkręcić w ten taniec, ale zostaje podstępnie wyciągnięty na środek , gdzie co pewien czas kolejni tancerze klękają na francuskiej fladze i wymieniają wzajemne uściski. Jemu zabiera się spod nóg flagę. Próbuje wymknąc się, ale tancerze, nie przerywając wirownia w kole, trącają go nogami i powalają. Mają surowe twarze. Wreszcie kolabo jakoś wyrywa się między tańczącymi i pędem ucieka z sali.

          Nagle cichnie muzyka, tańczący zatrzymują się. Na scxhodach majaczy postać jednonogiego mężczyzny o kulach. TO żołnierz wracający z wojny. Witają go wzruszeni, a potem on odrzuca kule i tańczy kołysząc się w miejscu z żoną.

          I znów - pach ! Kadr zostaje zatrzymany w formie zdjęcia i oprawiona fotografia ląduje na ścianie lokalu.

          Lata 60-te. Dominuje muzyka amerykańska. Gra band stylizowany na zespoł Glenna Millera. Za nimi rozciąga się makieta miasta z wieżowcami.

          Na parkiecie króluje szybki amerykański styl muzyczny, taniec z ekwilibrystycznymi figurami, a wśród napojów coca-cola. W lokalu bywają amerykańscy żołnierze. Jeden z nich wpada w oko francuskiej dziewczynie podobnej do Annie Girardot. Śledzą siebie nawzajem , ale jemu brak śmiałości do kobiet. W pewnym momencie jednak los im sprzyja [wychodząc potrąca ją walizką i jest okazja do nawiązania rozmowy] i spędzają ze sobą miły wieczór. On jednak musi wyjśc, a walizka sugeruje, że - wyjechać, więc żegnają się "na smutno".

          Wydarzeniem tej sekwencji jest para, która siedzi spokojnie ubrana w prochowce, aż wreszcie słyszy, że grają ICH kawałek. Wtedy natychmiast zrzucają płaszcze i widać, ze pod spodem mieli stroje galowe : są jak Ginger i Fred :] I tak też tańczą, stepują, co trochę bawi niektórych bywalców. cdn
          • grek.grek "Bal" [2] 07.06.17, 14:02
            Nawet do łazienki nie wychodzą, tylko... wytańcowują, a po wyjściu z kabin znów łączą się w parę i w patetycznym zapamiętaniu triumfalnie wracają na parkiet. Snop światła pada na nich, oni są w centrum uwagi.

            Jakiś amerykański żołnierz wydobywa trąbkę i zaczyna na niej grać popularną francuską melodię.
            Bch ! fotografia i na ścianę :]

            Lata 70-te. Króluje latino, rytmy kubańskie, i wąsy kubańskie u mężczyzn. Band gra w strojach amigos i na tle dekoracji przedstawiająćej kaktusy i sombrero. Meksyk normalnie ;]

            Rumba, cza-cza, no korba wręcz ;], takie style tańca wiodą prym na obleganym parkiecie. KObiety w rozkloszowanych sukienkach a'la perfekcyjne panie domu z lat 60-tych, ze wstązkami we włosach.

            Jakaś para nawzajem siebie upatrzyła sobie. Macho francuski w stylu kubańskim ;] prosi do tańca jedną z trzech panienek w kloszach : grają tango ! A więc taniec robi się ostry, zmysłowy, konfrontacyjny. Dobierają się kolejne pary.

            Tylko jeden jegomośc, też taki francuski kubańczyk, ma pecha. A to dziewczyny obie odmawiają,a jak jedna idzie tańczyć, to druga wcale nie staje sie łatwiejszym celem i pokazuje że ją noga boli, a trzecia wybranka zostaje zastopowana przez surowych rodziców, którzy... na moment zatrzymują się w tańcu, w pozie komicznej, i kiedy pan prosi córkę do tańca - piorunują ją wzrokiem, i ona niechętnie musi odmówić. Jak łowca serc dziewczęcych oddala się, rodzice wracają do wywijania młynków na parkiecie.

            Jakiś meloman tak się zapomniał w tańcu,. ze zamknął oczy i dusi swoją partnerkę, a ona rozpaczliwie walczy o tlen :]

            Na sali zjawia się jakiś grubszy jegomośc z wąsem i w czarnych okularach. Zaczyna się panoszyć i rozstawiać innych po kątach, kobiety się boją. W sumie, psuje innym zabawę. Chyba mafioso jakiś ?

            Wyciąga symboliczną przemocą pechowego zalotnika do lazienki i tam znęca się nad nim. PO paru minutach zjawia się policjant w cywilu [klasyka : melonik, prochowiec, krawat ;)] i zabiera solidnie poszarpanego francuskiego-kubańskieg-macho-pechowego-zalotnika. Chyba gangsterem był ? Wszyscy przystają i odprowadzają ich wzrokiem.

            Znow zmiana dekoracji. Rock'n rollowa muzyka, chłopaki w stylu Elvisa, skórzane kurtki, włosy w "kaczy kuper", ciemne okulary, styl tańca charakterystyczny dla rockabilly. Muzyka leci z taśmy, bo band został wyautowany. Alkohol, przemoc z użyciem krzeseł, butelek i stolików.

            "Only you" i tu właśnie amerykański żołnierz rozstaje się z "Annie Girardot".

            Noc, pochodnie, włam do lokalu... Mamy rok 1968 i wiadomo, co się dzieje. Egzystencjaliści, zbuntowani studenci, gitanesy, krótkie skórzane kurtki i nastroj intelektualnej rewolty. Wlączają światło, rozmawiają, kilkoro śpi na parkiecie, nie ma tańców, ale. Ktoś gra na pianianie, ktoś dołącza się z przyniesionym saksofonem, z radia "Michelle" Beatlesów, a potem ta sama "Michell" z jazzowej aranżacji.

            Disco ! Przełom 70s i 80s. Szklana kula pod sufitem, migające światła, lśniące stroje, cekiny i nastrój erotyzujący ;] Po raz pierwszy w historii w modzie są tańce solowe. Podstarzały już właściciel, i kelner- w jednej osobie, strwożony przemyka między tancerzami donosząc drinki do stolików. Pani okularnica siedzi, czyta i na nic nie zwraca uwagi :]

            Para zakochanych zawsze razem. Własnie ! Oni też odgrywają w poszczególnych epokach rolę zakochanych w sobie. Chyba nie występują w żadnej sekwencji, w której by nie byli tak właśnie obsadzeni i ukierunkowani.

            Zmienia się muzyka. Spokojniejsza. Kamera pokazuje po raz pierwszy salę od strony drzwi wyjściowych. Część tancerzy zbiera się do wyjścia. Inni jeszcze "dotańczają" wolnego, ale w końcu i oni zabierają okrycia z krzeseł i szykują się do opuszczenia przybytku. Widzimy ich pojedynczo, jak po kolei wychodzą. Jedni obojętnie, inni z nostalgią oglądając się na swoich partnerów, inni jakby spieszyli się, a jeszcze inni rozglądając. KOniec wieczoru.

            Nikt nie jest radosny z tego rozstania, ale przecież jutro tu wrócą.

            Nawet Ginger i Fred w końcu wychodzą ;]]

            Wreszcie zostaje tylko panna okularnica, ale tym razem nie czyta, bo... zasneła. Kelner, i właściciel - w jednej osobie, budzi ją taktownie, a ona podrywa się, jakby myślała, ze on ją do tańca prosi. Zbiera się szybko i sala pustoszeje całkiem.

            Właściciel stawia krzesła na stolikach, gasi światło, w tle dobrzmiewa melancholijna muzyka...

            I kończy się film :]

            A potem jedno za drugim - wszyscy aktorzy wychodzą na prezentację, tak jak wchodzili do lokalu na początku :]

            Cóż powiedzieć na zakończenie, jak nie : doskonałe kino ! :]]
    • grek.grek 22:55 TVP Kultura "Komedianci" 06.06.17, 13:25
      koleżeństwo z Kultury czasami tak bardzo nie ma wyczucia...

      3-godzinny film zaczynają o jedenstej wieczorem... ;]]

      ale dzisiaj im się nie uda - tym razem zamierzam obejrzeć i basta ! :]
      oglądacie także ?

      nie wiem, która to powtórka, ale zawsze się boję, że każda kolejna
      moze być ostatnią i potem już nigdy [ten] film nie wróci do telewizji, i nigdy
      już nie zdołam go ponownie obejrzeć.

      a więc : dzisiaj ani kroku w tył, żadnych jeńców ! oglądam ! :]
        • grek.grek Re: 22:55 TVP Kultura "Komedianci" 06.06.17, 17:33
          szkoda !

          Kultura trochę bez wyobraźni zabiera się do "Komediantów".
          premiera była w piątkowym pasmie, więc poprzedzona wstępem i w ogole, ale każda kolejna emisja, to jakieś koleiny, głównie w środku nocy.

          za to "Układ zamknięty" albo inne tego typu filmu : koniecznie o 20:20 ;]

          ostatnio pokazywali jakiś film z K. Jandą w Jedynce : wybrali taki, w którym gra ona wyrodną matkę, co się puszcza, pije i lamentuje ;] tyle ról zagrała, a oni akurat taką wyszperali. te prowokacje są na poziomie dziecka z piaskownicy :]

          a "Komediantów" w nocy pokazują, bo przecież nieważne, ilu ludzi obejrzy ten wybitny film. grunt, ze trwa 3 godziny i zapycha nocną ramówkę, a pokazać muszą, bo zapewne w linencji mają zawarowaną ilość wyświetleń.

          PS : jeszcze jedno mi się przypomniało... wg TVP Info niedawno ślub wzięła, uwaga, "Pipa Middleton" :] Nie jestem specjalistą od życia towarzyszkiego brytyjskich królewiczów, ale podobno ta pani ma na imię "Pippa".

          widocznie użytkownicy Aconsanu, których hurtowo wpuszczono do TVP, uznali, że zrobienie z Pippy - "Pipy", to świetny żart, który jednocześnie można zawsze "wytłumaczyć" fatalną literówką.

          aż ręce opadają, i dobrze że jest podłoga, bo gdyby jej nie było, to by opadły tak nisko, że człek nosem by zarył :]
    • siostra_bronte "Geniusz" (7)- cz.1 07.06.17, 16:28
      Jak pamiętamy, trwa wojna. Mileva z dziećmi wyjechała do Zurychu.

      Einstein mieszka sam. Spotyka się z Elsą, ale ta nie chce z nim zamieszkać, dopóki formalnie jest w separacji z żoną. Einstein jest pochłonięty pracą, mało śpi, je nieregularnie i w efekcie jego stan zdrowia się pogarsza. Dorobił się wrzodów żołądka i jest ogólnie wyczerpany. Elsa martwi się o niego. Wpada na pomysł, żeby przeprowadził się bliżej, do kamienicy w której mieszka, żeby mogła choć trochę się nim zająć.

      Na uniwersytecie berlińskim zostaje utworzony nowy wydział, który ma się zająć badaniami nad nowymi metodami walki na wojnie. Profesorowie dostają do podpisania manifest, czyli kolokwialnie mówiąc lojalkę, że w pełni popierają działania władz, co ma dać efekt propagandowy. Dokument podpisują wszyscy profesorowie...oprócz Einsteina. Nasz bohater oznajmia, że jest naukowcem i nie przyłoży ręki do tworzenia broni, niszczącej ludzkie życie.

      Tymczasem Mileva z dziećmi ledwo wiąże koniec z końcem. Einstein przysyła jej pieniądze, ale marka straciła na wartości z powodu wojny. Trochę pomaga jej przyjaciel Einsteina jeszcze ze studiów z Zurychu, Włoch Michele Besso, ten sam, który ożenił się z ex-narzeczoną Einsteina, Marie.

      Pewnego razu Besso znajduje Milevę nieprzytomną w jej mieszkaniu. Kobieta od dawna miała problemy z sercem, dołożyły się też na pewno problemy finansowe. Na szczęście po krótkim czasie może wrócić do domu.

      Einstein zaaferowany pracą nad ogólną teorią względności nawet nie czyta stosów listów, które do niego przychodzą, wśród nich tych od Milevy. Aż ta w końcu napisała prosto do Elsy o tym co się wydarzyło. Einstein twierdzi, że jego żona chce tylko zwrócić na siebie uwagę, ale Elsa nalega, żeby ich odwiedził. Einstein zgadza się, ale musi zakończyć swoją pracę.

      Uczony prowadzi swoisty swoistym „pojedynek" z wybitnym matematykiem, Davidem Hilbertem Obaj jednocześnie próbują udowodnić jakieś zawiłości ogólnej teorii względności. Einstein uważa, że skoro to jego pomysł to ma prawo ukończyć tę teorię sam. Mówi Planckowi, że "to wszystko co ma".

      Einstein prowadzi kilka wykładów na uniwersytecie, gdzie "na żywo" prowadzi obliczenia. Tutaj scena z pierwszym wykładem, przewija się też Hilbert:

      www.youtube.com/watch?v=40yqDWiEr_g

      Matematyk kończy pracę jako pierwszy. Einstein ciężko przeżywa porażkę. Ale potem dopatruje się błędu w wyliczeniach konkurenta. I to on „wygrywa”.

      W końcu Einstein może wyjechać do Zurychu. Niestety, pociąg zostaje zatrzymany na granicy. Szwajcaria zamknęła granice z powodu wojny.

      Rozwija się wątek profesora Habera z akademii pruskiej. Haber to znajomy Elsy, który jeździł do Einsteina jeszcze kiedy mieszkał w Zurychu, a potem wspierał go w przyjęciu do akademii. Żona Habera, Klara jest bliską przyjaciółką Elsy.

      Haber jest wybitnym chemikiem. Kilka lat wcześniej dokonał syntezy amoniaku z wodoru i azotu zawartych w powietrzu. Otworzyło to drogę do produkcji nawozów azotowych, co było przełomem w rolnictwie i gospodarce. Mówiono, że zrobił „chleb z powietrza”. Dzięki temu Haber stał się sławny i bogaty. W 1919 r. dostanie za to Nobla.

      Żonę Habera, Klarę niepokoją nocne wizyty jakiś wojskowych. Zamykają się z jej mężem w gabinecie na wiele godzin. Klara domyśla się, że chodzi o jakieś badania, zapewne broń, którą można wykorzystać na wojnie. Klara zwierza się Einsteinowi ze swoich obaw. „Nie mogę żyć z człowiekiem, który robi coś takiego!”.

      Zaniepokojony Einstein pyta Habera nad czym pracuje. A ten prowadzi go do swojego laboratorium. Widzimy myszy i inne biedne zwierzęta, zamknięte w szklanych pojemnikach, poddane działaniu trującego gazu chlorowego. Einstein jest w szoku. „Jesteśmy naukowcami, a nie mordercami!” krzyczy. Haber na to: „W trakcie pokoju należymy do świata, ale w czasie wojny jesteśmy własnością narodu”. Nie można stać z boku, kiedy tysiące niemieckich żołnierzy giną na froncie. Chce przyczynić się do tego, żeby wojna skończyła się jak najszybciej (liczył na to, że alianci zdziesiątkowani przez broń gazową szybko się poddadzą).

      Einstein namawia go, żeby zrezygnował z dalszych badań, ale Haber jest przekonany o swojej racji. Prace zostają doprowadzone do końca. Gaz bojowy zostaje użyty w tzw. drugiej bitwie pod Ypres, w dzisiejszej Belgii. Haber osobiście nadzoruje operację. Z okopów wystają długie rury. Kiedy wiatr jest sprzyjający kurek zostaje odkręcony i zielony gaz przemieszcza się w stronę okopów wroga. Potem niemieccy żołnierze znajdują tam tylko martwe ciała. To są wstrząsające sceny.

      Przy okazji, doczytałam, że jeden z pierwszych ataków gazowych został też przeprowadzony na terenie Polski, koło Bolimowa (woj. łódzkie), na froncie niemiecko-rosyjskim.

      Po powrocie do Berlina Haber jest witany jak bohater. Z pewnością dostanie jakiś order. Na przyjęciu w jego domu goście gratulują mu sukcesów. Jakaś dama mówi Klarze, że na pewno jest dumna ze swojego męża. Ale Klara słucha tego z kamienną twarzą. Nagle odchodzi od stołu. Kilka minut później rozlega się strzał. Goście wybiegają z jadalni. Haber jako pierwszy znajduje swoją żonę w kałuży krwi. Zastrzeliła się z jego broni.

      Warto wspomnieć, że w tajnych zakładach chemicznych Habera będzie stworzony cyklon B, wykorzystany potem w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny św.

      Powstaje pytanie o moralną odpowiedzialność uczonych za ich odkrycia...


      • siostra_bronte "Geniusz" (7)- cz.2 07.06.17, 16:46
        I kolejna tragiczna śmierć. Na froncie ginie syn Maxa Plancka, przewodniczącego akademii i mentora Einsteina. Wstrząśnięty Einstein podpisuje antywojenną petycję, chociaż wcześniej odmawiał.

        Ale wojna wreszcie dobiega końca. Ale Einstein ma złe przeczucia: „boję się, że to dopiero początek”. Na Niemcy zostają nałożone ogromne reparacje. Kraj jest zrujnowany. A my wiemy co będzie dalej…

        Życie naukowe powoli wraca do normy. Einstein dostaje zaproszenia za granicę, m.in. do Cambridge. Właśnie brytyjskim uczonym pod wodza Eddingtona z obserwatorium astronomicznego w Cambridge udało się potwierdzić teorię Einsteina dotyczącą odchylenia promieni świetlnych w polu grawitacyjnym.

        To wielki sukces. Ale Elsa jest zaniepokojona. Einstein jest sławny, a ona stoi u jego boku jako kto właściwie? Nie chce być tylko kochanką (Einstein jest wciąż w separacji z Milevą). Namawia go, żeby pojechał do Zurychu i załatwił rozwód.

        Einstein robi to niechętnie, bo wie, że czeka go ciężka przeprawa. Mileva oczywiście nie chce się zgodzić. Na to Einstein próbuje z innej strony. Chodzą plotki, że dostanie Nobla, to dużo pieniędzy…Mileva jest oburzona: „chcesz mnie kupić?!” krzyczy. I karze mu się wynosić.

        Awanturę widzi starszy syn, już nastolatek. Mówi do zapłakanej matki, że nie ma sensu tak się szarpać. Niech zgodzi się na rozwód, będą mieli wreszcie spokój!

        I faktycznie, rozwód zostaje przeprowadzony. Zgodnie z nim Einstein ma płacić Milevie i dzieciom wysokie alimenty. Do tego ewentualna wygrana Nobla także przejdzie na nich. Ale Einstein nie będzie mógł odwiedzać synów w Zurychu. Ostre warunki. Trzeba przyznać, że Mileva nieźle na tym wyszła :) Choć w tym momencie nie wiem, czy faktycznie Einstein się z tego wywiąże.

        Jeszcze jedno. Pod koniec odcinka zmieniła się obsada: Einsteina gra Geoffrey Rush, a Elsę Emily Watson.

        Kolejny świetny odcinek!

        Znakomite jest to, że tak dużo można się dowiedzieć nie tylko o samym Einsteinie, ale i innych wybitnych uczonych i ich odkryciach. Trzeba przyznać, że niemiecka nauka w tamtym czasie to była potęga. Sami nobliści!




        • grek.grek Re: "Geniusz" (7)- cz.2 07.06.17, 17:21
          dzięki, Siostro :]

          świetny odcinek, świetny opis ! w Twoim wykonaniu.

          fakt, na plan pierwszy wysuwa się moralny dylemat naukowców, których praca, odkrycia i, co tu dużo ukrywać, ambicje zawodowe zaprzęgnięte zostają do machiny wojennej. chemik Haber, który wygląda na podręcznikowy przykład, karykatury patrioty, ewidentnie jest tutaj postacią symboliczną, emblematyczną dla takich postaw.

          ta samobójcza śmierć jego żony, i zachowanie Einsteina, są zaś przeciwwagą : dowodem na to, ze nie wszyscy Niemcy poszli za faszystowską ideologią uwodzącą ich prymitywną narodową narracją i stylistyką.

          świetny jest ten wątek "pojedynku naukowców", kto szybciej [i prawidłowo] udowodni swoją teorię. Niby sportowa to rzecz, ale z drugiej strony : odpowiednia inspiracja czynić cuda potrafi, a niektórzy lepiej myślą pod presją ;]

          te wątki osobiste są równie znakomite !

          widać w nich portrety ambitnych, znających swoją wartośc, kobiet, które nie godzą się z zepchnięciem w cień, z byciem "żoną przy Mężu", mających dumę i talent [Mileva], którego nie mogą realizować z powodu społecznych przesądów na temat roli kobiet w społeczeństwie.

          w tym układzie Maria Skłodowska, w odcinku 6, jest jeszcze bardziej imponującym przykładem, że da się to zrobić, pokonać uprzedzenia, ofk za odpowiednią cenę.

          te rozwodowe warunki faktycznie surowe są. finansowo i emocjonalnie, chociaż... powstaje pytanie : na ile bohater przywiązany jest do swoich dzieci i skutkiem tego - czy głęboko odczuwa dolegliwość tej umowy czy niekoniecznie ?

          własnie ! czekałem na tego Geoffreya Rusha, już myślałem, ze o jakimś innym "Einsteinie" słyszałem ;]]

          dzięki, Siostro - doskonała lektura ! znakomity serial !

          z najwyższym zaciekawieniem wyczekuję kolejnych odcinków, opisów Twojego autorstwa ! :]
    • grek.grek 20:00 TV Puls "Połączenie" 07.06.17, 16:32
      całkiem nienajgorszy thriller, z Halle Berry w roli głównej.

      gra ona pracownicę linii alarmowej, która pewnego razu odbiera telefon od spanikowanej dziewczyny, utrzymującej ze została porwana i aktualnie przebywa w zamkniętym bagażniku jadącego samochodu porywacza.

      oczywiście bohaterka telefonistka robi, co może by ją - na odległośc - uratować, ale nie udaje się. tak ją ta okolicznośc przybija, że rezygnuje z pracy przy telefonie. Kiedy jednak jej zas- następczyni odbiera podobnej treści połączenie - nie ma wyjścia, dla oczyszczenia sumienia i rehabiltacji wobec samej siebie, włącza się do akcji i próbuje ratować następną ofiarę prawdopodobnie tego samego mordercy.

      sam się nie spodziewałem, że thriller puszczany o 20:00 może być dobry, ale ten istotnie jest :]]
    • grek.grek 22:35, 3:35 TVP Kultura "Hannah Arendt" 07.06.17, 16:40
      był w kinach swego czasu.

      rzecz jasna, jest to filmowa ekranizacja momentu historycznego, czyli procesu Eichmanna, w trakcie któro Hannah Arendt formułuje swoją teorię "banalności zła", czym naraża się wpływowemu lobby intelektualnemu, które uznało, że sugestia iż Holocaust był w istocie dobrze zorganizowanym przemysłem zbrodni, w którym nie było ani fantazji, ani wyjątkowści, uwłacza pamięci ofiar i skrzywdzonych przez III Rzeszę niemiecką.

      I zapewne dostaniemy także portret samej filozof - życie prywatne, typ charakteru, sprawy osobiste itd. ?, jak przystało na film na poły biograficzny.

      Barbara Sukowa, za główną rolę, dostała nominację do Europejskej Nagrody Filmowej.

      brzmi nieźle.
      oglądamy ? :]
        • grek.grek Re: 22:35, 3:35 TVP Kultura "Hannah Arendt 07.06.17, 17:24
          rzeczywiście, Siostro ! :]]

          a tyle razy sobie powtarzam : sprawdź najpierw archiwum, sprawdź najpierw archiwum, sprawdź.... :]

          i zawsze zapominam.

          A zatem - po obejrzeniu spróbuję się jakoś odnieść do Twojego opisu i naszej rozmowy nt tego filmu.

          Czcigodni, oglądajmy licznie !! :]
        • grek.grek "Hannah Arendt" - słów kilka 08.06.17, 13:41
          po obejrzeniu stwierdzam, że właściwie gros już zdązyliśmy powiedzieć przy okazji Twojego opisu, Siostro :]

          z doskonałym udziałem Pani Lovett vel Barbasi !
          brawo, Barbasiu ! :]

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,156070175,156070175,Ojej_co_tu_wybrac_2015_1_vol_51_.html?s=2#p156339383
          Hannah Arendt ubiega się o sprawozdawanie procesu Eichmanna, Hannah Arendt obserwuje wypowiedzi i zachowanie oskarżonego, Hannah Arendt formułuje teorię o "banalności zła", Hannah Arendt spotyka się z dziką agresją otoczenia, które uważa ją za "k.... nazistów", napływają kolejne listy i telefony z wściekłymi oskarżeniami, nawet niektórzy bliscy się od niej odwracają, nie mówiąc już o współpracownikach i szefostwie jej uczelni. A ona ani na moment nie zbacza z kursu, nadal twierdzi, że Eichmann i wielu jemu podobnych nie miało świadomości wyrządzanego zła, bo "wykonywali tylko rozkazy" będąc sumiennymi, skuruplatnymi urzędnikami, no i że żydowscy przywódcy odpowiadają za wiele ofiar Holocaustu.

          staje więc w obronie swoich poglądów i wygłasza w amerykańskim stylu speech wobec widowni pełnej studentów i przeciwników ideowych. Kurząc papierosa [zwyczajowo pali na zakończenie wykładu, ale teraz prosi o papierosa już na początku].

          trudno coś dodać, do tego co już zdązyliśmy napisać.

          MOże tylko tyle bym dorzucił, że jest to - także - film o odwadze intelektualnej. bohaterka staje przeciw niemal wszystkim, doznaje wyzwisk, upokorzeń i ostracyzmu, ale nie wyrzeka się swojego prawa do myślenia.

          "Eichmann nie myślał, wyrzekł się myślenia, a w ten sposob pozbawił się tożsamości", mówi, i robi co w jej mocy, by nie wpaść w tę samą pułapkę, nie ulec presji.

          to zresztą zabawne, towarzystwo sądziło, że ona będzie smażyć sązniste artykuły, w których odmaluje nazistów jako potwory z czeluści, a tutaj nagle pojawiają się zupełnie inne wątki, wyprowadzone z całkowicie innej płaszczyzny. Nic dziwnego, ze wielu poczuło się skonsternowanymi.

          komiczna na swój sposób jest scena, kiedy sekretarka Arendt pokazuje jej posegregowaną korespondencję : "to są obelgi" - pokazuje na największą stertę, "to wyrazy poparcia" - najskromniejsza, "a to życzenia śmierci, nierzadko : bardzo wymyślnej" - pokazuje na średnią ;]]

          albo przyjaciółka czy wspłpracowniczka ? odbiera kolejne grzmoty przez telefon, Arendt wchodzi i pyta : jakie wieści ?, na co tamta wymownym gestem podnosi słuchawkę dzwoniącego telefonu, nie podnosi jej nawet do ucha, słychać tylko wściekły głos "to g...o !", i kładzie z powrotem na widełki.

          Albo ktoś przynosi Arendt listy i podaje kopertę z informacją "To od tego przemiłego staruszka piętro wyżej" : Arendt otwiera z nadzieją, że to pewnie jakiś sympatyczny liścik, a w kopercie jest kartka z tekstem "Niech cię piekło pochłonie, ty k... nazistów".

          z jednej strony, potworne, z drugiej : komiczne aż do szczerego rozbawienia, słowem - groteska na całego :]

          Arendt ma oczywiście słuszność : trzeba odrzucić emocje i próbować zrozumieć sposób myślenia takich ludzi jak nazistowscy zbrodniarze. I jak całe niemieckie mieszczaństwo, które dało się ideologii faszystowskiej uwieść. Inaczej nie będzie żadnego pożytku z tego, co się stało. To jest jedyny sens jaki można wywieśc z całej tej historii. Ku przestrodze. Znając mechanizmy rozumowania społeczeństw i grup politycznych mozna zapobiegać nieszczęsciom w przyszłości.

          "Zrozumienie nie równa się przebaczeniu" - oczywiście, ma rację, ale musi to powiedzieć, bo otoczenie wokół niej zupełnie oszalało i jest skłonne sądzić, że ona mogłaby bronić faszystowskiej Rzeszy.

          zgadzam się z Twoimi uwagami, Siostro : film nieco przegadany, ale nie mogło być inaczej.

          co do aktorki w roli głównej, Barbary Sukowej, myślę że to jest niezła rola, ta pewna sztywnośc odzwierciedla, wg mnie, prymat intelektu nad emocjami w jej osobowości. Trzyma zwykle nerwy na wodzy, a to sprawia ze tym bardziej mogą się podobać sceny, w których momentami temperament daje o sobie znać i omal z niej nie wyskoczą jakieś ostrzejsze riposty.

          znalezione w sieci :] :
          www.polskieradio.pl/8,4795/Artykul/1556029,Myslenie-bez-podporek-Filozofia-Hannah-Arendt
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Rocky Horror Picture Show" 08.06.17, 13:50
      aaa ! ;]

      polecam ponownie !

      początek,dwie pierwsze piosenki, dość stonowany, ale co się dzieje później, kiedy młoda para trafia do zamku Frankfurtera, gdzie króluje swoboda obyczajów, queer, wolna miłośc i eksperymenty genetyczne majaće na celu wyprodukowanie idealnego kochanka... no to już jest jazda bez trzymanki i nawet bez siodełka ;]

      rewelacyjne piosenki rock n rollowe, kapitalne aranżacje, sceny taneczne, galeria cudownie idiotycznych postaci, no i sam niezawodny FrankNFurter w fenomenalnym wykonaniu Tima Curry'ego.

      niektórzy aktorzy całe życie są na scenie, grają milion ról i żadna nie zapada w pamięc, nie mają szczęścia albo umiejętności ?

      Tim Curry wcelował w tę jedną rolę i zagrał ją brawurowo, magnetyczne, uwodzicielsko, cudownie :]

      ciekawe, że "Rocky Horror..." miał dośc liche przyjęcie, uznano że to nie jest dobry film; jego kult i legenda zaczęły się od wyświetlania go w mniejszych kinach dla fanów "filmów klasy B".

      NO a dzisiaj... klasyka :]

      zachęcam, doskonała zabawa ! :]
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Rocky Horror Picture S 09.06.17, 17:44
              świetnie ! :]

              doskonałe podsumowanie :]

              mam wrażenie, ze tylko takie filmy nie będą stanowić pokusy dla rozmaitych chytrusów, czyhających na remaki ;] choćby właśnie z tego powodu, że nie da się przebić ani nawet u-alternatywić czy u-konkurencyjnić wykonania roli FrankNFurtera. Tim Curry jest po prostu tak ikoniczny.


              • never_never Re: 20:20 TVP Kultura "Rocky Horror Picture S 10.06.17, 07:55
                niesamowity film, i obejrzałam go dzięki Wam, dzięki pierwszym rekomendacjom Greka i Barbasi, która odnalazła go w sieci :)))

                a wiesz Greku, że jednak powstał remake i nawet można go w poniedziałek zobaczyć w Canal +

                www.telemagazyn.pl/film/rocky-horror-picture-show-zrobmy-to-jeszcze-raz-1840837/
                ja jakoś nie mam ochoty... ;)
                • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Rocky Horror Picture S 10.06.17, 12:40
                  doskonale, Never_Never ! :]
                  cieszę się !

                  ja też obejrzałem, i odsłuchałem ;], raz jeszcze [wczoraj/dzisiaj w nocy] : rewelacja, te piosenki są po prostu niewybaczalnie cudowne :]

                  no i jest koncept... ideologiczny, hehe : młoda, cnotliwa para młodych ludzi, z głowami napchanymi normami, zasadami, wytycznymi z drobnomieszczańskiego kajetu trafia do królestwa radosnej [głównie] rozwiązłości, queeru, zmysłowości i seksualnej anarchii ulegając stopniowo jej wpływom i dynamice ekspresji. słychać, i widać, tutaj odblask rewolucji obyczajowej w Ameryce, rewolty '68 w Paryżu, przemian społecznych w Europie zachodniej jako takiej.

                  No i jest to świetna wariacja na temat "Frankensteina" Mary Shelley.

                  aaa ! to niemożliwe, nie, to być nie może !, cytując klasyka - remake "Rocky Horror..." ? :] to trzeba mieć tupet i brak instynktu samozachowawczego, heh.

                  o yes, ja też ochoty nie mam najmniejszej, by uczestniczyć w tym świętokradztwie ;]
    • grek.grek 2145 TVP2 "DOm na końcu ulicy" 08.06.17, 13:56
      to jest klasyczny film z cyklu : czy miły kolega sąsiad jest bad guy, jak sądzą niektórzy, czy wprost przeciwnie : dorobiono mu taką gębę ?

      musi się o tym przekonać dziewczyna, która właśnie się wprowadziła do domu obok.

      w tytułowym "domu na końcu ulicy" doszło kiedyś do zbrodni : córka zamordowała oboje rodziców, a potem znikła. TEraz mieszka tam tylko jej brat, którego - z racji przeszłości rodzinnej - nie ocenia się zbyt dobrze.

      czy córka zabiła ? gdzie jest ? kim jest jej brat ? czy tytułowy dom skrywa jakieś inne ponure tajemnice ?

      niezły thriller, z intrygą dobierającą się do zaburzeń emocjonalnych, a blasku całości dodaje profesjonalny występ Jennifer Lawrence.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka