Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 7 (vol. 81)

    • siostra_bronte "Indochiny" (1) 27.07.17, 21:01
      Obejrzane w Ale kino. Film Regisa Wargniera z 1992 r. Widziałam go dawno temu, więc z dużą przyjemnością go sobie przypomniałam.

      Ech, filmów z takim epickim rozmachem już się nie kręci...Wielkie namiętności, w tle burzliwa historia, no i przepiękna egzotyka. Szkoda!

      Ale to dzisiaj to byłoby za drogie, no i nikt nie wysiedzi w kinie 2,5 godziny na filmie bez efektów komputerowych!

      Jak napisałam, film jest długi, więc o fabule napiszę w skrócie, choć to będzie trudne. Może go widzieliście, ale w archiwum go nie mamy.

      Akcja toczy się w Indochinach w latach 30-tych, które są kolonią francuską. Bohaterką jest Eliane (Catherine Deneuve), bogata właścicielka plantacji kauczuku. Prowadzi ją razem z ojcem.

      Eliane opowiada całą historię z offu, co dodaje jej dramatyzmu.

      Bohaterka jest silną, samodzielną kobietą. Po tragicznej śmierci pary przyjaciół, należących do miejscowej arystokracji Wietnamczyków, adoptuje ich kilkuletnią córkę, Camille. Eliane kocha ją jak własną.

      Eliane przyjaźni się z Guy'em (Jean Yanne), wpływowym urzędnikiem służb bezpieczeństwa. Guy proponuje jej małżeństwo, ale Eliane jest zbyt niezależna.

      Pewnego razu Eliane poznaje w przykrych dla siebie okolicznościach (na aukcji chce kupić ten sam obraz) młodego porucznika marynarki, Jean-Baptiste (Vincent Perez). Będę pisać o nim w skrócie J-B.

      Wkrótce spotykają się ponownie. Porucznik "zabłądził" jeżdżąc po okolicy i jakoś tak się składa, że trafia na plantację Eliane. Ta traktuje go z dystansem. Ale kiedy niechciany gość nagle dostaje krwotoku z nosa, troskliwie się nim zajmuje. Porucznik nie ukrywa swoich zamiarów. Chwyta ją za rękę i chce pocałować, ale Eliane się odsuwa. Prosi, żeby już sobie poszedł i "nie błądził więcej".

      A jednak spotykają się ponownie. Eliane umawia się z nim w swoim dawnym domu, w którym spędziła dzieciństwo. Leży na uboczu, zajmuje się nim zaufany sługa, więc to doskonałe miejsce na schadzkę.

      Eliane jest nieufna, waha się. Może czuje, że będzie cierpieć przez takiego mężczyznę. Właściwie go nie zna, do tego jest od niej znacznie młodszy. Z pewnością Elaine ma za sobą jakieś romanse, nie jest naiwna...A jednak poddaje się uczuciu. I tak zaczyna się płomienny romans.

      Ale J-B chce mieć także czas dla siebie. A Eliane zatraca się w tym uczuciu. Chce mieć go zawsze przy sobie. Kiedy nie zastaje go w domku idzie do baru, w którym może go zastać, tak jak innych francuskich oficerów. Nie przejmuje się, że robi z siebie przedstawienie. Prosi kochanka, żeby z nią wrócił. Ona nie może bez niego wytrzymać...

      J-B odpowiada chłodno, że potrzebuje przestrzeni dla siebie. Ona zresztą też. On chce "zobaczyć świat", a nie siedzieć zamknięty jak w więzieniu. Załamana Eliane wychodzi. Wsiada do swojego samochodu. Ale porucznik dogania samochód i wskakuje do środka. Przeprasza Eliane i całuję ją namiętnie. Wtedy Eliane prosi swojego szofera, żeby zatrzymał samochód i wyszedł. Ten posłusznie to robi, pechowo leje jak z cebra :) A Eliane i J-B po raz ostatni się kochają. Oboje wiedzą, że to koniec.

      Mija jakiś czas. Eliane cierpi po rozstaniu, ale nie pokazuje tego po sobie. Skupia się na pracy. Dochodzą też nowe problemy. Pewnego razu podpalony zostaje jakiś budynek fabryczny na plantacji. To zapewne "komuniści", o których wszyscy mówią, ale mało kto ich widział...

      Camille jest już nastolatką. Z Paryża wraca jej przyjaciel Than. Jest synem krewnej rodziców dziewczyny. Już dawno obie rodziny zaaranżowały, że kiedyś się pobiorą. Than został wydalony z Francji, bo brał udział w protestach przeciwko ostatnim aresztowaniom w Indochinach.

      Camille w rozmowie z matką mówi, że nie jest pewna, czy chce za niego wyjść. Ale Eliane ją uspokaja. Widać, że chce tylko aby była szczęśliwa, nie ma zamiaru do niczego jej zmuszać, mimo nacisków matki Thana.

      Pewnego razu dochodzi do dramatycznego wypadku. Camille razem z innymi uczennicami francuskiej szkoły maszeruje ulicą. Pechowo się składa, że obok przechodzą więźniowie w eskorcie żandarmów. Jeden z nich ucieka. Robi się bałagan, jeden z żandarmów strzela do więźnia. Ten pada martwy przygniatając przerażoną Camille.

      Całą sytuację obserwuje z pobliskiego sklepiku...J-B! Co za zbieg okoliczności. Zabiera dziewczynę do domu znajomej Wietnamki. Ściąga zakrwawione ubranie, na szczęście to krew zbiega. Camille nic się nie stało, ale jest wystraszona. Kiedy widzi J-B (którego nie znała wcześniej), dziękuje mu za "uratowanie życia", choć niczego takiego nie zrobił. Ale w jej oczach jest bohaterem, księciem na białym koniu. I wiadomo co się stanie. Camille zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia...

      Po tej całej historii Camille zwierza się matce, że nie wyjdzie za Thana, bo kocha kogoś innego. Elaine dopytuje się, kto to. Camille odpowiada: "to porucznik, ma na imię Jean-Baptiste". Camille ściska córkę, bo tak dziewczyna nie może zobaczyć jej twarzy. Camille jest wstrząśnięta...

      Z trudem dopytuje, czy J-B ją kocha. Na to dziewczyna odpowiada, że "kiedyś ją pokocha". Camille już wie, że musi działać, zanim będzie za późno. Zanim porucznik ją też unieszczęśliwi...

      W domu Eliane i jej ojca urządzone zostaje świąteczne przyjęcie. Przychodzą wszyscy znajomi Eliane. Ma przyjść też J-B. Na początek przyjęcia, żeby rozkręcić atmosferę Eliane i córka tańczą razem tango, które wcześniej długo trenowały. To jest znakomita scena!! Dwie kobiety, matka i córka, dojrzałość i młodość...Dwie kobiety kochającego tego samego mężczyznę. Świetne!!

      Po chwili na sali pojawia się J-B, ale widząc tańczące panie wychodzi. Camille chce pobiec za nim, ale Guy, który traktuje ją niemal jak córkę, zatrzymuje ją. Eliane wychodzi. J-B od razu przechodzi do rzeczy. Wkrótce wyjeżdża. Został przeniesiony w odległy zakątek kraju. To jej sprawka! Załatwiła to dzięki swoim znajomościom!

      Eliane nawet nie zaprzecza. Mówi mu , że Camille jest w nim zakochana, a ona nie może dopuścić, żeby to się rozwinęło...J-B jest zaskoczony, przecież lewie zna Camille! Ale Eliane jest pewna, że "nie oparłby się jej". Eliane do tego nie dopuści.

      J-B jest wściekły. Krzyczy, że Eliane chce sobie wszystkich podporządkować. Eliane wraca na salę, ale porucznik idzie za nią. Po gwałtownej wymianie zdań J-B policzkuje kobietę. Ta mu oddaje. Wszystko widzą goście, no i oczywiście Camille, która z pewnością domyśliła się co jest grane...

      Tutaj scena z tangiem i kłótnia:

      www.youtube.com/watch?v=7f3bfOpRWBw

      cd. jutro :)

      • grek.grek Re: "Indochiny" (1) 28.07.17, 10:39
        dzięki, Siostro !

        świetny prezent wakacyjny :]

        głupio się przyznać, ale swego czasu [nie tak dawno] Czesi puszczali ten film, a ja... wybrałem jakiś inny, albo może w ogóle nie podszedłem... aaa ! :]

        przeczytałem z przyjemnością pierwszą część, z ciekawością wyczekuję na drugą i następne. Na komentarz pozwolę sobie po przeczytaniu całości :]
      • siostra_bronte "Indochiny" (2) 28.07.17, 11:12
        Parę razy widzimy twarz Eliane, kiedy opowiada tę historię. Jest już starsza, a słucha jej młody Wietnamczyk. Kim on jest?

        Wracamy do opowieści. Postaram się streszczać, bo znowu wyjdzie sążnisty elaborat :)

        J-B zostaje wysłany do odległego zakątka Indochin, na jakąś malowniczą wyspę. Na posterunku wojskowym jest tylko jeden porucznik, niejaki Hebrard (mała, ale wyrazista rola Andrzeja Seweryna). Hebrard opowiada, że tu nic kompletnie się nie dzieje. Jedyna atrakcja to comiesięczny targ dla robotników. Właściciele ziemscy szukają tu ludzi do pracy.

        Tymczasem Camille postanawia wyjść za Thana. Eliane to akceptuje, wszystkim zajmuje się matka chłopaka. Po ślubie w tradycyjnym stylu (Eliane nie mogła brać w nim udziału jako Europejka) dziewczyna jednak szybko opuszcza Thana. Ten żegna ją przyjaźnie, akceptuje jej decyzję. Bo Camille jedzie do J-B.

        Po długiej podróży pociągiem Camille na piechotę idzie w stronę wybrzeża. Po drodze przyłącza się do rodziny uciekinierów z jakiegoś obozu pracy. Po drodze Camille widzi nędzę i okrutny los swoich rodaków. Wcześniej, w bogatym domu w Sajgonie nie mogła tego dostrzec. I jak opowiada Eliane podczas tej podróży Camille poczuła prawdziwą więź ze swoim krajem...

        Oczywiście wyjazd Camille kompletnie zaskoczył Eliane. Matka Thana jest wściekła, obarcza syna o to, że jej nie zatrzymał. Ale chłopak mówi, że Camille jest wolna i mogła zrobić co chciała. Sam też chce wyjechać, pójść własną drogą. Można się domyślać, że jest komunistą i będzie walczył o wyzwolenie kraju.

        Tymczasem Camille i rodzina uciekinierów docierają na miejsce, na Wyspę Smoków. Odbywa się targ dla robotników, na czymś w rodzaju drewnianego molo, choć bardziej przypomina on targi dla niewolników. Tubylcy są ważeni, obmacywani, sprawdza się ich zęby. Hebrard komentuje, że są tacy potulni, ale kiedyś staną do walki i Francuzi będą musieli opuścić ten kraj...

        J-B patrzy wstrząśnięty na grupę Wietnamczyków uwięzionych w wodzie w jakiś narzędziach tortur (drewniane klatki). Są tam też dzieci. Hebrard tłumaczy, że chcieli wzniecić bunt, więc musieli ponieść karę. Ale sam z trudem ukrywa, ile to go kosztowało. Seweryn świetnie to zagrał.

        W tłumie Wietnamczyków jest też Camille. Kiedy J-B ją zauważa nie wierzy własnym oczom. Idzie do dziewczyny i przytula ją. Potem idą razem drewnianym molo w stronę wyspy. Oczywiście wszyscy Francuzi obecni na miejscu (właściciele ziemscy, żandarmi, jacyś policjanci) są w szoku. Ale J-B nic sobie z tego nie robi.

        Hebrard rozkazuje żandarmom zgarnąć J-B i Camille. Camille widzi w wodzie kobietę z którą uciekała, umieszczoną w klatce w wodzie. Zaczyna krzyczeć. Wywiązuje się szarpanina. Niespodziewanie Camille atakuje Hebrarda. Jego pistolet wypada. Camille chwyta pistolet i mierzy w głowę Francuza. I strzela. J-B tymczasem terroryzuje jednego z policjantów. Udaje mu się uciec razem z Camille.

        Potem widzimy oboje na małej łodzi. Płyną zatoką, w labiryncie setek wysepek. Camille jest wyczerpana, J-B też. Na szczęście to kompletne odludzie. Ale szybko kończy im się woda.

        W końcu, już u kresu sił docierają na jakąś wyspę. Tam zajmują się nimi tubylcy. Para zostaje przeniesiona w bezpieczne miejsce, gdzie nikt ich nie znajdzie.

        Camille mówi J-B, że jeszcze ma szansę. Jeżeli teraz wróci, to mu wybaczą. To nie on zabił. Camille zrozumie, jeżeli ją zostawi. J-B waha się. W ostatniej chwili biegnie do łodzi, która przewiozła go przez kanał, ale już za późno. Tubylcy wrócą do nich dopiero za jakiś czas.

        J-B więc zostaje. Ale kiedy widzi twarz Camille, która zaczęła go szukać, chyba tego nie żałuje.

        Policjant, który był świadkiem wydarzeń na Wyspie Smoków dociera do Eliane i Guya (tego szychy od spraw bezpieczeństwa). Kobieta nie wierzy, żeby Camille mogła zabić, ale fakty są niepodważalne. Eliane błaga Guya, aby odnalazł córkę i J-B. Może dzięki swoim znajomościom uda się jakoś uratować parę. Guy wysyła kilku swoich ludzi. Poszukiwania trwają kilka miesięcy, ale po J-B i Camille nie ma śladu.

        A para musi opuścić kryjówkę, bo jest potrzebna dla kolejnych zbiegów. Na miejscu pokazuje się Than. Okazuje się, że to on zorganizował im pomoc. Para ukrywa się w grupie teatralnej, która przez nikogo nie sprawdzana jeździ od wsi do wsi. Jadą w stronę Chin, gdzie J-B i Camille będą już bezpieczni. Dziewczyna jest już w zaawansowanej ciąży. Po drodze członkowie trupy, jak się okazuje komuniści, organizują zamieszki, w których zabijani są miejscowi mandaryni, za kolaborację z Francją.

        Camille rodzi synka, Etienne'a.

        Teraz naprawdę przyspieszę :)

        Znowu widzimy twarz Eliane opowiadającej tę historię. I nagle mówi do chłopaka, że nie była pewna, czy powinna mu mówić o losach jego matki. A więc to jej wnuk, syn Camille!

        Wracamy do historii. W drodze do kolejnej wioski J-B oddala się razem z synkiem do pobliskiej rzeki, żeby go symbolicznie ochrzcić. Zostaje zaskoczony przez francuski patrol i aresztowany.
        Camille widzi to z daleka, chce krzyczeć, ale przyjaciel z trupy przekonuje, że musi uciekać.

        J-B z synkiem zostają przetransportowani do Sajgonu. J-B ląduje w więzieniu. Synek zostaje przekazany Eliane, która jest oczywiście bardzo tym wzruszona.

        W międzyczasie Camille zostaje aresztowana i ląduje w więzieniu gdzieś daleko. Eliane błaga Guya, żeby ją wyciągnął. Ale ten jest bezsilny. Dochodzi do kłótni. Eliane go obraża, że jest mocny tylko w gębie, a naprawdę jest tchórzem. Guy krzyczy, że jeżeli Camille przeżyje to stanie się komunistką. Już będzie dla nich stracona. Ale chce tylko tego, żeby przeżyła...

        Elaine po tej kłótni zrywa kontakty z Guyem.

        Pewnego dnia do domu Eliane przychodzi...J-B. Dostał jeden dzień na załatwienie spraw. Obiecał, że wróci. Potem zostanie przewieziony do Francji i tam odbędzie się jego proces. Sprawa jest zbyt kompromitująca, żeby odbyło się to na miejscu.

        Oczywiście to jest wzruszające spotkanie. J-B chce się pożegnać z synkiem. Eliane proponuje, żeby tę noc spędził w jej dawnym domu, gdzie kiedyś się spotykali i żeby zabrał ze sobą synka.

        Kiedy rankiem następnego dnia Eliane idzie do domku zastaje w łóżku płaczącego Etienne'a i ...martwego J-B. Porucznik ma kulę w głowie, a w ręku trzyma pistolet.

        Wstrząśnięta Eliane biegnie do Guya. Krzyczy, że to sprawka policji i rządu. Chcieli ukręcić łeb sprawie. J-B nigdy by się nie zastrzelił i to przy synku! Ale Guy chłodno odpowiada, że niczego nie udowodni. Oczywiście wysyła swoich ludzi na miejsce zdarzenia.

        Eliane żegna trumnę z ciałem J-B w porcie. Mówi z offu, że gdyby nie wnuk, Etienne, to pojechałby razem z nią do Francji.

        Potem Eliane próbuje jakoś żyć, choć ma zszarganą opinię. Na ulicy jakiś dzieciak rzuca w nią kamieniem. Potem tłumaczy, że rodzice mówili, że jest "wszawą komunistką". Eliane odpowiada ze spokojem, że to prawda.

        Tymczasem sytuacja polityczna się zmienia. We Francji do władzy dochodzi Front Ludowy, który powoli łagodzi reżim w Indochinach. Starzy funkcjonariusze, jak Guy już nie są mile widziani. Guy zaprasza Eliane na pożegnalne przyjęcie. Jakby zapomniał o ich burzliwym rozstaniu. Eliane nawet z nim tańczy, a on patrzy na nią tęsknie. Pewnie zawsze ją kochał.

        Eliane kończy swoją opowieść. Po jakimś czasie sprzedała plantację i wyjechała do Francji z Etiennem...


        • siostra_bronte "Indochiny" (3) 28.07.17, 11:52
          Przepraszam, zanim Eliane wyjechała stało się coś ważnego! Uff, można się pogubić :)

          Otóż na mocy amnestii zwolniono wszystkich więźniów. I Eliane jedzie pod więzienie, gdzie siedziała Camille. W tłumie zwolnionych rozpaczliwie szuka córki. I w końcu ją znajduje. Przytula ją i płacze. Ale Camille jest jakby nieobecna...Eliane opowiada, że zaraz pojadą do domu. Ale Camille mówi, że nigdzie nie jedzie. Ma swoje plany.

          Eliane słucha tego wstrząśnięta. Co ona mówi?? Ale córka tłumaczy, nie ma już powrotu do przeszłości. Eliane przekonuje, niech się jeszcze zastanowi! Camille krzyczy:" miałam 5 lat na zastanawianie!". Camille wzrusza się pytając o synka, ale nie zmienia zdania. Prosi, aby matka zabrała go ze sobą do Francji. Mówi, że Indochin Eliane już nie ma. "Umarły". I odchodzi. Eliane jest zrozpaczona.

          Po jakimś czasie wyjeżdża z wnukiem do Francji.

          I widzimy czas teraźniejszy. Eliane opowiada o wszystkim wnukowi, kiedy są w Genewie. Przypływają pod hotel nad jeziorem Genewskim. Odbywa się tam konferencja, kończąca formalną władzę Francji nad Indochinami. Jest rok 1954.

          Wśród delegatów z Indochin jest też Camille. Eliane nie chce się z nią spotkać. Ale to jest szansa dla Etienne'a, żeby spotkał wreszcie swoją matkę. Chłopak wchodzi do hotelu, ale szybko wraca.

          Eliane pyta czy spotkał się z matką. Chłopak odpowiada, że widział ją, ale czekał na jej ruch. Sam nie mógł tego zrobić...Ale to nieważne. Przecież to ona, Eliane jest jego matką.

          Eliane odchodzi na bok. Staje tyłem do chłopca i patrzy na jezioro. Możemy domyślać się, o czym myśli. O Camille, o J-B, o swoich ukochanych Indochinach...I to jest ostatnia scena.

          Uff...

          Wspaniała i niezwykle emocjonująca historia!!

          Rozmach tego filmu po prostu powala!! Kostiumy, scenografia, no i oszałamiająco piękne krajobrazy! Coś wspaniałego!!

          I to co ważne, te zdjęcia nie są "pocztówkowe", to nie jest łatwe ogrywanie pięknych widoków. Te autentyczne plenery są częścią tej historii, tworzą niezwykły i tajemniczy klimat tego kraju. Jakby żyły własnym życiem. Wiele scen zostaje potem w głowie, na pewno na długo...

          Przy niektórych scenach miałam wrażenie, że reżyser z pewnością inspirował się filmami mojego ukochanego Davida Leana. Ten epicki rozmach, ten oddech i niespieszny rytm...To się po prostu czuje!!

          To co ważne, nie ma tu gloryfikowania kolonialnej przeszłości Francji. Film otwarcie pokazuje jak okrutnie wykorzystywano ten kraj i ich mieszkańców. Nuta nostalgii, która się tutaj pojawia wiąże się z tym, że całą historię opowiada Eliane. Dla niej to właściwie całe życie, najpiękniejsze wspomnienia...

          Co tu dużo pisać. Po prostu ten film trzeba zobaczyć!!

          Jeżeli chodzi o fabułę to mogę się tylko przyczepić, że wątek miłości J-B i Camille nie został do końca wygrany. Oboje właściwie się nie znają, potem porucznik wyjeżdża. A potem, już na wyspie od razu pała do niej wielką miłością. To raczej wygląda na wdzięczność, że ma obok siebie kogoś bliskiego.

          Aktorstwo znakomite. Bryluje Catherine Deneuve. Co ciekawe, wręcz czeka się aż pojawi się na ekranie, ma taką charyzmę w tym filmie. Wiele swoich ról CD grała na autopilocie, nie musiała nawet grać z taką prezencją :) Ale tutaj jest znakomita, bardzo przekonująca.

          Vincent Perez jest wiarygodny w tej roli, a między nim i CD jest prawdziwa chemia! Brakuje jej w scenach z Camille.

          Mogłabym długo pisać. Zachwycający, wspaniały film!!!!!!!

          W youtubie nie ma właściwie żadnych fragmentów dobrej jakości, więc linkuję 2 różne trailery, żebyście mogli zobaczyć jak najwięcej scen.

          Jeszcze jedno: film dostał Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny.

          www.youtube.com/watch?v=ZNjSDfDfj5s

          www.youtube.com/watch?v=udT20h68rYM


          • grek.grek Re: "Indochiny" (3) 28.07.17, 13:42
            znakomita opowieść, Siostro ! :]
            dzięki !

            czytając Twój - jak zawsze dynamiczny, barwny i precyzyjny - opis i oglądając te, zaiste imponujące stylem i kolorystyką, plenerami, trailery - żałuję, że nie obejrzałem tego filmu, kiedy był pokazywany w Ctv.

            świetna historia - melodramat, historia, analiza stosunków społecznych w jednej fabularnej opowieści.

            czy Jean-Baptiste popełnił samobójstwo czy jednak został zastrzelony ?

            wątek uczuciowy matka-córka-ten sam mężczyzna, faktycznie zajmujący i jakże umiejętnie poprowadzony, z wplecionym wątkiem wzrastającej w Camille świadomości etnicznej, swojej przynależności do uciskanej większości.

            ciekawe, że to ta postać wyrasta na kluczową, w miarę rozzwoju całej historii, nieprawdaż ? w niej dokonuje się decydująca zmiana, która okresla także zmiany historyczne następujące wokół, w tle, perypetii bohaterów.

            Ale i Eliane ma swój rozdział, w końcu to ona reprezentuje dawną epokę, kolonialne porządki, nawet jeśli sama nie jest odpowiedzialna za żadne ludzkie tragedie i wyzysk, a nawet adoptuje córkę przyjaciół Wietnamczyków. Kiedy "jej Indochiny umierają", dla niej również oznacza to zmierzch poprzedniego życia i pewnie także pozycji społecznej.

            ciekawe, że ten trójkąt miłosny koniec końców Eliane akceptuje i uznaje, że dla niej miejsca w nim nie ma, szczęście córki pozostaje dla niej warunkiem najważniejszy. To szlachetne, chociaż początek, kiedy próbuje ją ochronić przed Jeanem - przywołuje wspomnienie zachowania pani Robinson w "Absolwencie".

            scena tanga rzeczywiście jest wyjątkowa ! świetnie, że udało Ci się ją znaleźć.

            wszystkim bohaterom na sercu leży los wietnamskich nieszczęsników, ale takze wszyscy są podlegli biegowi historycznych zmian, a te następują zawsze za wolno. Mogą współczuć, wspierać jednostki, przyglądać się cierpieniu, ale sami niewiele są w stanie zrobić. Nawet ten francuski wojskowy, który nie chce, ale musi zakuć w dyby potencjalnych buntowników.

            Ci bohaterowie, to z jednej strony ofiary kół zamachowych historii, ale z drugiej strony : symbole zmiany postaw jakie zachodzą w ludziach, przejawy sprzeciwu, zapowiedzi zmian i nowych czasów.

            krytyka kolonializmu bardzo widoczna, wyeksponowana, może nawet to ona jest główną bohaterką tego filmu ?

            piękne kadry tytułowych Indochin, w zestawieniu z okrucieństwami jakich doświadczają miejscowi i jakie serwują ich bezwzględni Europejczycy - to też znakomicie jest podkreślone, ten kontrast, w zdjęciach i fabule.

            Kapitalnie to wszystko brzmi w Twojej opowieści, i wygląda również, nie przegapię już następnym razem, a mam nadzieję, że takowy jak najszybciej nastąpi :]

            dzięki, Siostro, raz jeszcze ! :]
            • siostra_bronte Re: "Indochiny" (3) 28.07.17, 14:02
              Dzięki, Greku :)

              Właśnie, tyle tu tematów i wszystko ze sobą znakomicie współgra!

              Nie wiadomo dokładnie, jak to było ze śmiercią J-B. Ale to chyba faktycznie była akcja rządowa. Bo skąd porucznik, chwilowo wypuszczony z więzienia wziąłby broń?

              Tak, na początku Elaine się miesza, załatwia przeniesienie J-B i to uruchamia lawinę nieszczęść. Ale potem już tylko chce, żeby on i Camille chociaż przeżyli.

              Scena tanga naprawdę rewelacyjna. I dodatkowe podkreślenie kontrastu między dwoma paniami: Eliane ma czarną, a Camille białą suknię. Znakomicie pomyślane.

              W ogóle kostiumy są piękne!

              Ciekawe, że ani J-B ani Eliane jakoś specjalnie nie współczują tubylcom, przynajmniej przez większą część filmu. Jeszcze na początku Eliane osobiście karze chłostą jakiegoś pracownika plantacji. Mówi mu przy tym, że jest dla niego i innych jak matka, a matka czasem musi karać dzieci. Dla niej to naturalny stan rzeczy, że tubylcy są właściwie niewolnikami.

              O tak, kolonializm pokazany jest w całym swoim okrucieństwie.

              Jeszcze raz dzięki. Mam nadzieję, że będziesz miał okazję zobaczyć ten film!




              • grek.grek Re: "Indochiny" (3) 29.07.17, 12:43
                cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

                faktycznie.
                chociaż, ta wersja o samobójstwie, czyli honorowej śmierci - dla żołnierza, brzmieć
                by mogła dość wiarygodnie. Z pewnością jednak kwestia broni musiałaby zostać wyjaśniona,
                a tymczasem pojawia się deus ex machina.

                właśnie ! kontrast kolorystyczny !

                czyli, jednak Eliane w pewien sposób jest córką kolonializmu, wychowaną w tym duchu wyższości i protekcjonalności wobec podbitej większości. Zatem, także i ona ewoluuje w trakcie całej historii.

                No i, co ciekawe, taka córa kolonialnej wyższości musi mierzyć się z własną córką, ale jednak adoptowaną przedstawicielką owego "gorszego sortu", w jednak pewnej rywalizacji [do pewnego punktu] o mężczyznę, którego przecież Eliane kocha, a Camille dopiero z czasem darzyć zaczyna uczuciem. To też interesujący wątek :]

                dzięki, Siostro :]

                oby ta okazja się nadarzyła już niebawem ! :]
            • barbasia1 Re: "Indochiny" (3) 29.07.17, 23:06
              >J-B patrzy wstrząśnięty na grupę Wietnamczyków uwięzionych w wodzie w jakiś narzędziach >tortur (drewniane klatki). Są tam też dzieci. Hebrard tłumaczy, że chcieli wzniecić bunt, więc >musieli ponieść karę. Ale sam z trudem ukrywa, ile to go kosztowało. Seweryn świetnie to >zagrał.

              > Mogą współczuć, wspierać jednostki, przyglądać się cierpieniu, ale sami niewiel
              > e są w stanie zrobić.
              >Nawet ten francuski wojskowy, który nie chce, ale musi zakuć w dyby potencjalnych buntowników.

              Ludzki pan /kolonizator/! ;)
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Niewidzialny człowiek" 28.07.17, 10:51
      klasyka kina grozy.

      mistrzostwo stylu, formy i nawet efektów specjalnych [zwłaszcza jak na lata 30-te].
      No i opowieść o dążeniu do złamania granic, transgresji, naukowego przełomu, za
      które płaci się wysoką cenę, które separuje od innych ludzi, zmusza do nowego
      określenia zasad moralnych.

      wielkie kino, bez dwóch zdań.

    • grek.grek 21:55 Stopklatka "Byzantium" 28.07.17, 11:03
      dwie młode dziewczyny ściga jakiś facet i chce zabić.
      kim one są ? kim jest napastnik ?

      wszystko się okazuje niebawem : one są wampirzycami - matka i córka, on - wysłannikiem tajemniczego bractwa, który ma za zadanie zlikwidować je.

      skąd one się wzięły ? jak zostały wampirami ? jakie zasady naruszyły i kto je ściga ? - o tym opowiada fabuła, w której akcja płynnie przemieszcza się pomiędzy XXI, a XIX wiekiem, bo właśnie tam tkwią źródła tożsamości Clary i Eleanor.

      są od siebie rózne : matka Clara ofensywna i śmiała, córka Eleanor wyciszona i skryta; ta pierwsza musi taka być, aby zapewnić im schronienie, bezpieczeństwo, ocalić życie, ta druga może więc pogłębiać swoją wrażliwość, a nawet zakochać się w człowieku. Podział markowski : baza i nadbudowa :] Aby żyć obie muszą zabijać, ale także na polu tej aktywności skrajnie się od siebie róznią - zarówno stylem działania, jak i sposobem myślenia o śmierci.

      nie jest to jeszcze jedna mało oryginalna opowiastka o wampirach, zębach i krwi. Clara i Eleanor nawet nie używają zębów w celu pozbawiania ludzi życia :]

      Neil Jordan właściwie robi "Wywiad z wampirem", ale tym razem z parą kobiet w rolach głównych. I znów triumfuje :]

      casting był świetny : Gemma Arterton i Saorsie Ronan są perfekcyjnie dobrane, idealnie skontrastowane i pasują wizualnie i temperamentem ekranowym do swoich bohaterek filmowych.
        • grek.grek "12 małp" trzy słowa po seansie 29.07.17, 13:25
          obejrzałem :]

          świetny film, faktycznie !
          I strasznie wymagajacy, trudno się połapać momentami w tej mieszaninie czasów, przestrzeni, wydarzeń, chronologii. Niby rok 90, rok 96 i rok 2035 są oznaczone w pewien sposób [styl filmowania, miejsce, wygląd postaci i ich usytowanie (np. Jeffrey w 90 jest pacjentem psychiatrycznej kliniki, a w 96 hasa na wolności)], ale łączenie tego na bieżąco nastręcza pewnych trudności. Celnie spuentowałaś, Siostro, że to jest film, który obejrzeć wypada kilka razy, najlepiej z dobrą "rozpiską" ku pomocy :]

          czy ta apokalipsa naprawdę się dzieje czy Cole wszystko to sobie zmyślił ?

          analizy, które zalinkowałaś :
          www.film.org.pl/prace/12_malp.html
          www.film.org.pl/prace/12_malp_polemika.html
          są naprawdę świetne, właściwie niewiele tutaj można dodać, zwłaszcza nie poświęciwszy temu filmowi więcej czasu niż trzeba, by go obejrzeć.

          trudno się skłonić do któregoś z tych punktów widzenia, oba są znakomicie uargumentowane. To dowodzi, wg mnie, jak kapitalny scenariusz napisali Davis Peoples [pisał też "Łowcę androidów"] i Janet Peoples.

          ciekawi mnie fakt, że Cole miał w nodze pocisk rodem z bodaj I wojny światowej, a dr Railly znajduje nawet jakieś historyczne zdjecie z jego twarzą. Czy to by dowodziło, że Cole jednak podróżował w czasie i to wielokrotnie ?

          No i w ostatnim momencie, na lotnisku, blondyn z kitką nie jest już Goinsem, ale asystentem jego ojca. Otwiera probówkę ze śmiertelnym wirusem i zdaje się w ten sposób go uwalnia. Jesli 12 Małpom chodziło tylko o uwolnienie zwierząt, co eliminowałoby Goinesa z kręgu podejrzanych o uwolnienie wirrusa, to wychodziłoby na to, że w finale mamy do czynenia z już z sytuacja realistyczną, a nie snem czy wizją ?

          zresztą, scenarzyści dbają o to, by zarówno dr Railly, jak i Jeffery przekonywali intensywnie Cole'a, ze ma urojenia., MOże robią to po to, by jednak w finale zaskoczyć.

          może oba punkty widzenia, i ten który dowodzi, że 1990 i 2035, to tylko schiozfreniczny wymysł Cole'a lepiącego tę opowieść z przypadkowych elementów otaczającego go świata, i ten wedle którego jest to jednak rzecz o tragedii, którą tylko ktoś rzekomo niezrównoważony emocjonalnie jest w stanie przewidzieć i przepowiedzieć, są jednakowo sensowne ?

          najważniejsze, wg mnie, ze prawdy nigdy się nie dowiemy ;'] Zawsze będą dwie sprzeczne interpretacje i dyskusja trwać będzie nieustannie.

          świetne są te futurystyczne obrazki, całe to podziemne laboratorium naukowe, w którym przetrzymywany jest Cole : ciasne, klaustrofobiczne, wypełnione gadżetami, zegarami, komputerami.

          podobnie wygląda więzienie, tak samo ciasne i mało twarzowe, no i bez naukowego
          instrumentarium.

          generalnie, przyszłośc wygląda dość beznadziejnie, a na powierzchni grasują niedźwiedzie i
          lwy, swoją drogą też jest to sugestywny obrazek : zima, opustoszałe miasto, i te zwierzęta.

          Samo przesłanie również nie wygląda ciekawie : nie trzeba broni nuklearnej, aby zdziesiątkować ludzkośc. Nie trzeba burzyć miast bombami. Nauka może dostarczyć znacznie subtelniejszych i skuteczniejszych metod zabijania. Wirus - bezpostaciowy, bezwonny, idealnie śmiercionośny.

          Czy te wybuchająće znienacka epidemie, ebole różne, aids i inne - czy to mutacje wytwarzane przez naturę, geny człowieka, czy ludzkośc jest poddawana eksperymentom przez laboratoria pracujące na zlecenie róznych rządów i specjalnych agencji rządowych ?

          historia dowodzi, że to całkiem możliwe.
          w jakim celu ?
          przyszłej wojny ?
          a może dla naukowej satysfakcji ?

          Brad Pitt rzeczywiście jest świetny, jak oni mu tę lewą powiekę podnieśli na stałe ? ;] Kiedyś widziałem "12 małp" i te jego wygibasy w szpitalu utkwiły mi w pamięci, jako jedna z nielicznych scen. świetnie posługuje się mimiką i głosem. świetna rola, fantastyczna ekspresja :]

          Bruce Willis jest idealny medium reżysera i scenarzystów, wydaje się że bardzie medium niż pełnokrwistym aktorem. Madelaine Stowe uzupełnia ich duet o ten czysto aktorski pierwiastek.

          znakomita jest muzyka, te etniczno-folkowe wstawki pojawiające się w zupełnie nieoczekiwanych momentach.

          może rozwiązanie sekretów interpretacji scenariusza jest w innych filmach Gilliama ? np w "Fisher King" jednak jego bohater okazywał się psychotykiem, który przeżywa traumę po tragicznej śmierci żony, żyje pośród tworów swojej podświadomości, przerabiającej realne okoliczności na symbole, a wraca do świata za sprawą miłości.

          Może jest w tym jakiś klucz ? MOże Gilliam działa wg jakiegoś schematu ?

          [jako widz, który - od wczoraj - zna tylko 2 filmy z repertuaru tego reżysera, nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie ;) Może Wam się powiedzie ! :)]

          dzięki za rekomendację, Siostro ! , Mała Ciekawostko ! :]




          • siostra_bronte Re: "12 małp" trzy słowa po seansie 29.07.17, 13:51
            Świetnie, że tak Ci się podobało, Greku! Zresztą byłam tego pewna.

            Zdecydowanie, to film do wielokrotnego obejrzenia!

            Tak jest, pełno jest tropów sugerujących, że wszystko to być może majaki chorego umysłu Cole'a. W tych zalinkowanych tekstach są one dokładnie opisane.

            Właśnie, ta jedna scena, kiedy pani doktor/Stowe znajduje w książce zdjęcie z I wojny św. na którym niewątpliwie jest Cole, przesądza, że to wszystko jednak prawda. Choć zdaje się, że w jednym z tych tekstów ktoś próbuje także to zrelatywizować.

            Niemniej, te wątpliwości pozostają i to jest świetne.

            Muszę wspomnieć o fantastycznym finale, z wątkiem "Zawrotu głowy" w tle. Ta scena w zwolnionym tempie, kiedy widzimy wreszcie twarz...twarz dorosłego Cole'a to naprawdę majstersztyk. Miałam gęsią skórkę :)

            Tak, słusznie to zauważyłeś. Podobny schemat (bohater po tragedii- śmierci córki) jest też, z tego co wyczytałam w "Parnassusie", którego nie dałam rady obejrzeć do końca.

            Bardzo się cieszę, że obejrzałeś! Dla mnie to hit tego roku w tv, razem z "Ciekawym przypadkiem..." i "Indochinami".



            • grek.grek Re: "12 małp" trzy słowa po seansie 29.07.17, 14:21
              dzięki, Siostro :]

              właśnie !, znakomite jest to, ze obie interpretacje są jakże racjonalne i logiczne :]

              o, muszę doczytać ten fragment !
              ciekawe, ze pierwsza z analiz, ta obstająca przy "fantazji Cole'a", w ogóle pomija tę scenę.
              Reszta niby się zgadza, ale czasami jeden drobny szczegół potrafi zburzyć całą logikę wywodu.

              tak jest, scena w lesie sekwjowym z "Zawrotu" :] świetnie wpleciona w cały film, pasująca do okoliczności, bo w końcu u Hitchocka, w tamtym momencie filmu, również trwa proces poszukiwania właściwej tożsamości bohaterki, a przynajmniej Scottie wówczas wierzy, że Madeleine faktycznie nie odróznia snu od jawy i gubi w locie całe sekwencje życia.

              powtarzalnośc motywu dowodziłaby, że u Gilliama zawsze chodzi jednak o fantazje bohatera, a nie o realną realnośc ? A może te fantazje się jednak materalizują w jakiś sposób w tej realności ? :]

              może jacyś gilliamolodzy nas oświecą ? :]

              cieszę się również, Siostro :]
              raz jeszcze - dzięki !
              warto było poznać ten film.

              "Indochiny" mam do nadrobienia z listy Twoich hitów'2017 :]
              "12 małp" i "Benjamin Button" - rzeczywiście : znakomite !





            • mala_ciekawostka Re: "12 małp" trzy słowa po seansie 29.07.17, 14:38
              Nie ma za co :) Też się cieszę, że Ci się podobał. To naprawdę BARDZO dobry film, jak już kiedyś pisałam zrobił na mnie duże wrażenie. Tak, ta scena z zimą i niedźwiedziem - mocna!
              Moim zdaniem to podróżowanie w czasie działo się naprawdę (zdjęcie z I wojny światowej o tym świadczy), i to naukowiec z kitką był odpowiedzialny za uwolnienie wirusa i za całą epidemię (tak jak piszesz Greku, finał był sytuacją realistyczną)...
    • grek.grek 20:20 TVP1 "Rocky Balboa" 29.07.17, 13:37
      albo Rocky na Jedynce ;]

      w sumie, z jednej strony historia dośc zabawna, bo wystawiać 50-latka przeciw
      aktualnemu mistrzowi świata, to lekki żart nawet na poziomie scenariusza filmowego,
      ale z drugiej : trzeba było jednak jakoś zamknąć tę... sagę.

      a przy okazji między "odcinkami" uśmiercić wydawałoby się niezniszczalną Adrian,
      dorosnąć syna Rocky'ego, no i rozegrać ostatnią bitwę na jaką na pewno zasłużył - tym razem scena finałowego pojedynku kręcona jest z autentyczną publicznością walk bokserskich,
      pewnie w przerwie jakiejś prawdziwej gali boksu, a w roli przeciwnika Balboy występuje
      prawdziwy mistrz swiata Antonio Tarver.

      swoją drogą, ciekawe że zwykle rywalem Balboy jest albo arogancki [chamowaty nawet] czarny albo cyborgowaty "czerwony" w mundurze radzieckim. Tak jakby Rocky reprezentował białych konserwatystów w średnim wieku i boksował "czarownice", na które oni wciąz i wciąz polują.

      nawet jesli w 5 filmie rywalem Balboy jest biały bokser, to i tak szarą eminencją nakręcającą konflikt i manipulującą niezby lotnym chłopakiem jest czarny bezczelny promotor bokserski w futrze z nutrii :]
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP1 "Rocky Balboa" 30.07.17, 00:05
        www.youtube.com/watch?v=gEmsYmDbdqA

        >tym razem scena finałowego pojedynku kręcona jest z autentyczną publicznością walk bokserskich,
        >pewnie w przerwie jakiejś prawdziwej gali boksu, a w roli przeciwnika Balboy występuje
        >prawdziwy mistrz swiata Antonio Tarver.

        Rzuciłam dziś okiem jeszcze raz na tę scenę / po przeczytaniu Twojego postu/, trzeba przyznać,że efektownie ta scena wypadła .



        >nawet jesli w 5 filmie rywalem Balboy jest biały bokser, to i tak szarą eminencją nakręcającą konflikt i manipulującą niezby >lotnym chłopakiem jest czarny bezczelny promotor bokserski w futrze z nutrii :]
        Hehe! :)
        • grek.grek "Ja, Klaudiusz" po 6 odcinku ;] 30.07.17, 13:00
          jakie wrażenia, Siostro ?

          Czcigodni ?

          [cóż za rewelacyjny serial ! I z jednej strony, chciałoby się po 3 odcinki naraz oglądać, ale z drugiej... wtedy skończyłby się w miesiąc, a tak jesteśmy, mimo wszystko - dopiero, w połowie :)]

          Klaudiusz prowadzi narrację z... miejsca intymnego :] kapitalny pomysł ! W istocie, rozgrywki dworskie zaczynają nieuchronnie ciązyć ku takim właśnie porównaniom, niestety.

          Liwia okazuje się być świetnym strategiem, po raz kolejny i enty. NUmer z wykradnięciem/wykradzeniem trucicielki Germanika i użyciem jej w ostatnim akcie rozgrywki procesowej celem zachowania anonimowości i wpłynięcia na rezultat przed wyrokiem - majstersztyk.

          TYberiusz : Dlaczego lud mnie nienawidzi ? Liwia : Bo jesteś niesympatyczny. Tyberiusz : tak jakby ciebie kochali... Liwia : W przeciwieństwie do ciebie, ja się tym nie przejmuję :]]

          świetna jest aktorka w tej roli - Sian Phillips. I doskonale jest ucharakteryzowana, widać upływ czasu, wiek, ale nadal trudno odmówić jej prezencji, urody, oczy błyszczące. doskonała praca charakteryzatorów i speców od zdjęć.

          doskonale poprowadzona i zwizualizowana opowieść o tym, jak doszło do śmierci Germanika i jakie "fanty" odkryto w podłogach jego komnat.

          sprytny właściciel mieszkania, w którym Klaudiusz z Herodem ukrywają trucicielkę Martynę. Ale chytrus negocjował cenę za wynajem ! ;]

          świetne sceny wyprowadzenia zwłok Germanika i procesu Pizona i Plantyny w Senacie - niby teatralna przestrzeń, ograniczona, ale tak udaje się ją sfilmować, że w domyśle powstaje wrażenie, że widzimy fragmentaryczny obrazek przepysznej [nieistniejacej] całości.

          mały Kaligula, który już zdąza otruć własnego ojca, przystawia się do własnej siostry [dziecku "można wybaczyć", twierdzą niektórzy] i wywołuje pożar.

          dramat małżeństwa Pizona i Plantyny.
          podobało mi się, jak Tyberiusz "z dobrego serca" przysyła im swoich pretorian do "ochrony". Wiadomo jednak, że chodzi o nadzorowanie ich, a kiedy Pizon oddaje także listy cesarskie, którycj ujawnieniem chciał sobie zapewnić bezpieczeństwo przed wyrokiem za zabójstwo Germanika, wydaje się, ze już po nim. Że wpadł w pułapkę.

          Tyle że to nie byłoby nawet w połowie tak dramatyczne, jak ciąg dalszy. Ma list Liwii, i chce u niej uzyskać schronienie, ale Liwia sama jest w konflikcie z Tyberiuszem, który Pizona chce poświęcić.

          Wszystkim musi się zając Plantyna, która dostaje od Liwii obietnicę ocalenia życia, ale i groźbę posłużenia się Martyną, jako świadkiem, by ich oboje skazać. świetne : Liwia wie, ze odczytanie jej listu w Senacie byłoby kompromitacją dla niej i jej syna, ale wie też, ze Plantyna jest zdeterminowana by ocalić choć swoje życie, kosztem męża i kosztem wyzbycia się asa atutowego w jego ręku, czyli zwrotu listu Liwii.

          Ciekawe, czy Liwia pozbędzie się i jej, czy jeszcze zachowa tego pionka na planszy ?

          Plantyna prosi więc Pizona, by się zabił sam, przed wyrokiem, wtedy dzieci nie utracą majatku, który po nim zostanie. Pizon nie ma jednak odwagi, więc ona go motywuje, ze umrze razem z nim. A kiedy wciąż się guzdrze, sama go zabija mieczem. Cóż za sytuacja !

          rozmowa Liwii z Martyną - najpierw okazuje się, ze Liwia świetnie się zna na truciznach, a potem jej rozmówczynię łapie ból brzucha ;] No ale Liwia jednak jej potrzebuje, ciągle nie wie, co się wydarzy na procesie, więc jeszcze nie pora by decydować o jej losie. Liwia powiada "Ty myślisz, że... nie otrułam cię, daj spokój, masz gazy, to wszystko" ;] I na poparcie swoich słów próbuje jedzenia z miski Martyny ;] Klasyka !

          mistrzostwo !




          • siostra_bronte Re: "Ja, Klaudiusz" po 6 odcinku ;] 30.07.17, 14:05
            Mogę się tylko podpisać!!

            Liwia jest niezniszczalna. Nawet na łożu śmierci będzie obmyślać intrygi :)

            I znowu, w trudnej dla siebie sytuacji znalazła wyjście. Akcja z Plantyną to mistrzostwo. Kobieta zabija w końcu własnego męża!

            Tak, jest, Sian Phillips jest fantastyczna. Choć jest już staruszką (znakomita, oszczędna charakteryzacja), to nie straciła niczego ze swojej siły. Jak napisałeś, widać to w jej oczach. No i jeszcze wspaniały głos Zofii Mrozowskiej!

            Szkoda Germanika. Kolejna ofiara Liwii i w tym przypadku także Tyberiusza...

            Scena rozmowy Liwii z Martyną jest rzeczywiście rewelacyjna. Obie panie rozmawiają ze sobą swobodnie, wymieniają doświadczenia, jak koleżanki po fachu :) Zabawne jest to, że Martyna akurat łapczywie coś je, co świetnie gra z jej profesją. Kiedy łapią ją jakieś bóle, patrzy przerażona na Liwię :) Świetne!!

            Masz absolutną rację, mimo teatralnej inscenizacji ma się wrażenie przestrzeni. Jakby ta scenografia była i umowna i dosłowna jednocześnie. Majstersztyk!

            No i na scenie pojawia się mały Kaligula. Diabeł wcielony. Nawet Liwia, kiedy dowiaduje się, że chłopiec wypełniał polecania Martyny i przyczynił się do śmierci ojca, mówi :"to potwór". W jej ustach to słowo naprawdę przekonuje :)

            Ciekawa jestem, kiedy na scenie pojawi się dorosły Kaligula, czyli John Hurt. Pamiętam tę rolę. Genialna!! Jego Kaligula jest kompletnym szaleńcem, ale bynajmniej nie jest groteskowy czy przerysowany. Autentycznie przeraża, a jednocześnie jest w tym coś tragicznego...Kolejna niezapomniana rola z tego serialu!

            Tak jest, absolutne mistrzostwo. Moim zdaniem jeden z najlepszych seriali jakie widziałam!

            • grek.grek Re: "Ja, Klaudiusz" po 6 odcinku ;] 30.07.17, 16:41
              :]

              nie zdziwiłbym się, Siostro :]]

              yes.
              Liwia doskonale zna się na ludziach, rozumie ich motywacje, wie gdzie sa ich wrażliwe
              punkty. Doskonale wydedukowała, że Plantyna nie kocha swojego męża aż tak bardzo, by
              umierać razem z nim.

              wszystko prawda, Siostro !
              tak jest, Zofia Mrozowska jest rewelacyjna, ma ten sam styl, którym operowała w "Lalce"
              grając hrabinę Karolową, w pewnym sensie daleką kuzynkę Liwii ;]

              tak jest :]
              ta scena tym bardziej emocjonuje, bo nie wiemy na początku, jakie plany ma Liwia.
              biedna kobiecina od trucizn ;] jest właściwie na jej łasce i niełasce.

              celna uwaga, Siostro.

              jak doskonale dobrani są aktorzy, prawda ? dorosły Herod, i młody też, mały Kaligula, który
              prezentuje się już w pewnym wyobrażeniu wobec dorosłej wersji z przekazów historycznych,
              a nawet mignął mały Neron.

              ależ świetna zapowiedź, Siostro !

              znakomitość ! :]
    • barbasia1 dr Ogórek tropi Żydów wśród polityków 30.07.17, 00:13
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22164591,ogorek-lustruje-borowskiego-ten-odpowiada-kiedy-wydaje-sie.html
      Dr Ogórek postanowiła stanąć w obronie wicepremiera Jarosława Gowina, którego skrytykował senator Marek Borowski. Z obrony wyszedł atak.

      "Panie Borowski, nawiązując do wypowiedzi o kręgosłupie Jarosława Gowina, czy oznaką kręgosłupa jest zmiana nazwiska z Berman na Borowski?" - napisała Ogórek.

      Pod tym wpisem pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy. Odpisał także senator Marek Borowski. Krótko i dosadnie: "Kiedy wydaje się, że niżej nie można już spaść, ktoś puka od dołu w dno. Okazuje się, że to Pani Magda Ogórek. A nazwiska nie zmieniałem".

      Była kandydatka na prezydenta brnęła, pytając czy ojciec nie zmieniał. "Senator w wolnej Polsce musi rozliczyć się ze stalinowskiego i KPP-go spadku" - napisała.

      Wpisy Ogórek oburzyły nawet Joannę Lichocką, posłankę PiS i członkinię Rady Mediów Narodowych, która napisała: "Pani Magdo, Marek Borowski opowiadał publicznie o domu i pochodzeniu, np.w moim tekście przed laty. Pani wpis nie jest celny, ani elegancki".


      Obrzydliwa, oślizgła postać. Dawno to mówiłam.
          • grek.grek "Vabank 2, czyli riposta" 31.07.17, 11:36
            bardzo dobre mam wrażenia, Mała Ciekawostko :]

            dzięki za polecenie, także Mani, która miała jednakowo doskonałe intencje :}

            Siostro, napisałaś, że sequel podobał Ci się nawet bardziej niż oryginał, i ja to
            teraz świetnie rozumiem, bo rzeczywiście jest on równie dobry.

            znów prześwietlone zdjęcia - za którymi nie przepadam, ale tutaj mają jakiś wdzięk
            i jakoś mi nie przeszkadzały zupełnie.

            znów brawurowa końcówka, prawdziwy majstersztyk. Kramer i jego kolega wyprowadzeni
            w pole w sposób mistrzowski. I odbył się tutaj film w filmie ! Przecież Moks i Nuta łapiący
            gumę podczas pościgu za Kramerem i Sztycem, to jest ewidentnie trik filmowy mający
            wyprowadzić widz w pole ! Tak jakby bohaterowie filmu grali w samym filmie wobec widzów
            filmu.

            Kramer i Sztyc jadą prosto w pułapkę, więc MOks i Nuta ścigają ich tylko dla pozoru. Nie mogą
            jednak zatrzymać się sami, bo ty by ujawniało intencje scenariusza. Jest więc sprawa z gwoździem ;]

            błyskotliwe.

            wszystko okazuje się dekoracją, planem filmowym, pułapką zastawioną z pomocą aktorów i
            speców od kina. PIękne. czy Tarantino motywował się "Vabank II" szykując się do "Bękartów wojny" ? ;]

            Sztyc zagadujący po niemiecku faceta na furmance w polu - mistrzostwo świata. Widzi tablice "Zegrze" i doznaje niewysłowionej rozpaczy :]

            facet w zbroi dokonujący zamachu na Duńczyka - ikonograficzna scena niemalże ;]

            Kwinto straszący Kramera :]

            Piosenka tytułowa w wykonaniu Jacka Chmielnika, jakże nostalgicznie dzisiaj brzmi, lata 20-te, lata 30-te, ech... :]]

            Pijany naczelnik : kto... ty... jesteś [do faceta, który probuje go gdzieś wyprowadzić].
            odpowiedź : Polak mały, panie naczelniku
            :]]

            naczelnik i Kramer budzący się w "Szwajcarii" spięci kajdankami, przychodzi policja, a facet, który ją zawiadomił, tłumaczy "Dwoch mężczyzn w jednym łózku, ja musiałem zadzwonić, proszę pana" ;]

            auta, ubrania, cała stylizacja na 20s, 30s - jak to tutaj się wspaniale prezentuje. 1984 rok. I udało się. Dzisiaj by nie wyszło, coś czuję :]

            I tak sobie oglądałem i myślałem, polska... polska ! sensacyjna komedia, błyskotliwa, świetnie zrobiona, chwytliwa muzyka, z biglem nie gorszym niż "Żądło" - to naprawdę możliwe ! I przypomniałem sobie, że to właśnie BYŁ 1984 rok. I od tego czasu nie nakręcono zbyt wiele równie świetnych filmów gatunkowych made in Poland. Jak dobrze, ze można wracać do "Vabank". I że mogłem te oba filmy nareszcie zobaczyć :]

            dzięki !

            "uczciwy oszust" - no toż to klasyka :]
            "ucho od śledzia"
            "klient nasz per pan" :]
            "pardonsik"

            Machulski miał zawsze niesamowite ucho do języka filmowego, dialogów, bon motów, one linerów. Ile on tego już zdążył wprowadzić do potocznej mowy ojczystej :]

            świetny seans !

            dzięki raz jeszcze !
            • mala_ciekawostka Re: "Vabank 2, czyli riposta" 31.07.17, 17:05
              Cała przyjemność po mojej (czy raczej naszej) stronie:) Fajnie, że ta część też Ci się podobała :)
              Pamiętam, że przy pierwszym oglądaniu domyślałam się, że to była pułapka z tą ucieczką (ten podsłuch w telefonie w willi mnie trochę naprowadził).
              Ja zapamiętałam też "KOMORNIK, AAA!" oraz "Ja byłam z pieskiem czy bez pieska?" :)
              • grek.grek Re: "Vabank 2, czyli riposta" 01.08.17, 11:22
                dzięki, Maniu :]

                haha, yes, to świetne, jacy oni obaj są szczęśliwi w tym momencie... ;]

                I ja się dziwię sobie, że ciągle gdzieś się mijałem z "Vabank[ami]"
                ale za to jaką mam teraz przyjemną niespodziankę filmową ! :]
    • grek.grek "Carrie" [2013] via... czeska komercyjna tv ;] 30.07.17, 13:37
      wydano 30 mln dolarów, zarobiono ponad 84 :]
      z punktu widzenia biznesowego, możliwe, ze cała procedura się opłaciła.

      z punktu widzenia artystycznego - wg mnie : nie bardzo :]

      niby wciąz na podstawie prozy Stephena Kinga, ale trudno nie odnosić tego filmu
      do poprzednika - ekranizacji BRiana De Palmy z 1976 roku.

      w tym porównaniu "Carrie" 2013 wypada niekorzystnie, wg mnie.

      tam była autentyczna filmowa groza, tutaj jej wcale nie ma.
      tam była Sissy Spacek, blada i wychudzona, taka wystraszona "córka rolnika" wśród brylujących szkolnych koleżanek i kolegów, wzbudzająca współczucie jako ofiara opresji matki-fanatyczki i pozbawionych empatii rówieśników, która w finale przeistaczała się w postać z innego wymiaru.

      doskonale uwiarygadniała "Carrie" 1976 jako film nie tyle o telekinezie, co o dramacie
      dojrzewania i odkrywania własnej seksualności przez młodą dziewczynę.

      jej następczyni, Chloe Grace Moretz, zupełnie odpada w tej konkurencji. Wygląda trochę
      jak przebrana do teatralnej rólki dziewczyna z Instagrama.

      psychologii nie ma tutaj żadnej.

      są za to uwspółcześnienia : przerażenie pierwszą miesiączką, którego Carrie doznaje w damskiej szatni, jest tutaj filmowane komórką i umieszczane w sieci, a potem odtwrzane na ekranie w sali balowej podczas finałowego przyjęcia szkolnego; jest inna muzyka; są komputery, na których Carrie znaduje videomateriału nt. telekinezy, no i inne auta, ubrania itd. TYm bardziej niepoważnie wygląda próba przebierania MOretz w ciuchy przypominające te, które nosiła Spacek 40 lat temu ;]

      matkę Carrie gra sama Julianne Moore, ale jej aktorstwo nie ratuje filmu, może dlatego że... cytując wieszcza : jej grać nie kazano ;] jest neurotyczna, jest rekordzistką świata w dewocji, ale nie ma w niej żadnej głębi.

      sekwencja scen, w których Carrie odnajduje w sobie moc przesuwania przedmiotów : u De Palmy intrygująca i minimalistyczna, tutaj ostatecznie sprowadza się do wieczoru, podczas którego Carrie siedzi w swoim łózku, które najpierw unosi w powietrze, a potem sprawia ze ksiązki na nim leżące unoszą się w powietrze i wirują dookoła niej jak planety wokół Słońca ;]

      rówieśnicy równie czepialscy jak w oryginale, ale wątek szkolnej piękności i jej wybranka, którzy są "najpopularniejszą parą w szkole", ale to oni postanawiają pomóc Carrie, bo nie mogą patrzeć jak inni się z niej natrząsają, chyba jest nowalijką ? W oryginale ten "najpopularniejszy w szkole" wybierał się z Carrie na bal - w celu upokorzenia jej, a tutaj - idzie z nią na prośbę swojej dziewczyny i dlatego, ze sam chce być dla Carrie miły. Ale pewien nie jestem tej oryginalnej wersji, moze pamiętacie jak to było ?

      tak czy owak - w remake'u ta jego nadempatia wygląda nieco sztucznie ;]

      scena finałowa.
      uff ;]

      w 76 Carrie po prostu doznawała transu. Stała na środku sceny, cała w tej zwierzęcej krwi, z rozszerzonymi oczami, a wokół niej działa się potworna demolka. Nic nie robiła. Stała, a świat się sypał w gruzy, ludzie w panice wiali i wrzeszczeli. Ten jej bezruch, posągowość, pośród pandemonium jakie sprowadzała na całą szkołę - były czymś zjawiskowym.

      a w 2013 Carrie odgrywa na tej scenie jakąs kuriozalną pantomimę. Wygina się, steruje rękoma, akcentuje dobitnie każdy wydatek energii i wyraźnie musi pokazać gdzie za chwilę coś spadnie albo na kogo się przewróci, kto zamieni się w żywą pochodnię, a kto zostanie uniesiony w górę i rzucony o ścianę. Jest to komiks, a nie film grozy.

      słabe efekty specjalne, na czele z odrzuceniem całej grupy ludzi, jakby uderzyło w nich tornado. Kino B niestety.

      i De Palmy wszystko wyglądało wiarygodnie, naturalnie, ta scena finałowa jest niesamowita.

      A tutaj Carrie wychodzi na zewnątrz i stacza jeszcze pojedynek ze swoją prześladowczynię. Tamta jest w samochodzie, a Carrie najpierw powoduje pękanie i zapadanie się asfaltu na drodze tego auta, a potem unosi je w górę, mimo że koleżanka wciska pedał gazu do deski, i rzuca nim w stację benzynową, koleżanka ginie rozbijając twarzą szybę auta, a ono samo za chwilę eksploduje.

      nie dośc na tym,

      Carrie wraca do domu, gdzie stacza drugi bój - z matką, która próbuje ją zabić nożem. Carrie rzuca w nią, oczywiście siłą woli, nożami i przytwierdza do ściany w pozie krucyfiksowej. A potem probuje ocucić, ale ponownie zaatakowana musi jednak zabić, a na końcu... wzbudza trzęsienie ziemi, które sprawia ze ich dom rozpada się na setki drobnych fragmentów i zapada się pozostawiając po sobie pustą przestrzeń do zagospodarowania.

      porażka na całej linii :]

      jakkolwiek traktowac "Carrie" 2013, to dobrym filmem nie jest : ani jako remake, ani jako ekranizacja powieści Kinga, ani jako samoistny byt ekranowy :]

      szkoda chyba ?

      www.youtube.com/watch?v=3IGY-KhoFGY

    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Margaret" 30.07.17, 16:50
      wczoraj w nocy nie pokazali tego filmu, leciał bilard z World Games :]

      a kto wie, może to ciekawe kino ?
      reżyseerem jest Kenneth Lonergan, autor "Manchester by the Sea".

      rzecz jest o nastolatce z Nowego Jorku, która pewnego dnia jest świadkiem wypadku
      drogowego, w którym - na jej rękach - umiera kobieta.

      bohaterka nie przczyniła się w żaden sposób do tej tragedii, ale mimo wszystko dręczy
      ją niepokój i pytanie, czy mimo wszystko nie ponosi jednak odpowiedzialności za tę śmierć.

      ten stan się pogłębia, a jego konsekwencje powoli rujnują jej życie.

      główna rola : Anna Paquin, support : Matt Damon, Mark Ruffalo, J. Smith-Cameron.

      czy planujecie ten seans ?
    • grek.grek 20:05 TVP2 "Metro" 30.07.17, 16:55
      coś czuję, że raczej poczekamy na powtórkę, ale... może jednak któreś z nas wybierze ten film ? :]

      rosyjskie kino w efektownym stylu, czyli spektakularna katastrofa w metrze powodująca powódź w podziemnej kolei, a uwięzieni w pułapce ludzie podejmują walkę o przeżycie.

      brzmi nieźle, rosyjskie kino [zbyt] rzadko jest prezentowane w polskiej telewizji, a szkoda. Moze większa ilośc filmów ze Wschodu, rosyjskich, chińskich, japońskich, ożywiłaby ramówkę, tak często zatkaną amerykańskimi hamburgerami filmowymi ? :]
    • grek.grek 22:30 TVP1 "Polowanie" 30.07.17, 17:01
      wybitny film, wg mnie.

      od razu wiemy, że Lucas jest niewinny, mamy z głowy zastanawianie się nad ewentualnymi możliwościami.

      Vinterberga obchodzi tylko mechanizm zaszczuwania jednostki przez społeczność. Pozornie usprawiedliwioną, bo ufającą w prawdomównośc dziecka, które "pewnych rzeczy", wg nich, wg psychologa który je bada, po prostu "nie mogło" sobie wymyślić, ale wkrótce zaczyna to jednak przybierać formy drastyczne.

      wzruszająca jest przy tym miłośc jaką ojcu okazuje jego syn, który ani przez moment nie ma wątpliwości, że jego tata mógłby być winny.

      puenta jest szokująca.

      Mads Mikkelsen - rewelacyjny.

      motyw kafkowskiego teatru absurdu - wykorzystany bezbłędnie.
    • siostra_bronte "Victoria" (1) 31.07.17, 14:30
      Obejrzane w Ale kino po nocy.

      Film Sebastiana Shippera z 2015 r. Było o nim głośno przy okazji festiwalu w Berlinie. Jego premierę w Polsce odnotowaliśmy nawet na forum.

      Miałam duże oczekiwania, ale zostały spełnione tylko częściowo. Ale po kolei. Najpierw krótko o fabule.

      Młoda Hiszpanka, tytułowa Victoria (Laia Costa) od kilku miesięcy mieszka w Berlinie. Pracuje za nędze grosze w jakiejś kawiarni. Nie zna języka, nie ma przyjaciół ani nawet znajomych.

      Po nocy spędzonej w klubie, Victoria poznaje grupkę czterech Niemców, którzy wykłócają się z bramkarzami o wejście. Z jakichś względów budzą jej sympatię. Victoria przyłącza się do nich. Razem spędzają jakiś czas. Piją alkohol i palą marihuanę. Między Victorią a jednym z facetów, Sonne, trochę iskrzy. Inny facet, ksywa "Bokser" przyznaje, że wyszedł niedawno z więzienia.

      Nad ranem Victoria musi otworzyć swoją kawiarnię i przygotować się do kolejnego dnia pracy. Sonne proponuje, że pojedzie z nią. Ale obiecuje Bokserowi, że później wróci. Mają potem do zrobienia coś ważnego.

      Przyznam, że tego początku nie widziałam, więc spisuję to co znalazłam potem w streszczeniu.

      Później Victoria i Sonne rozmawiają długo w kawiarni. Victoria opowiada o sobie. Wiele lat uczyła się gry na fortepianie, ale okazało się, że brakowało jej talentu i to były zmarnowane lata. Victoria zaczyna płakać.

      Sonne wydaje się ją rozumieć. Widocznie to pierwsza życzliwa dusza jaką tu spotkała.

      Ale wkrótce do kawiarni przyjeżdżają kumple Sonne'go. Bokser jest wkurzony, bo jeden z nich, ksywa "Stopa" jest w sztok pijany. A Bokser ma ważną sprawę do zrobienia. Podczas pobytu w więzieniu ochraniał go miejscowy gangster. Teraz tenże gangster wymaga od niego przysługi. Bokser w dodatku jest mu winny kupę kasy.

      Wszyscy mają jechać teraz na spotkanie z owym gangsterem. Ale musi być ich czworo, a "Stopa" jest w fatalnym stanie. Bokser jest wkurzony, zaczyna się szarpać z Sonne. Kiedy patrzy na Victorię, wpada na pomysł, żeby to ona prowadziła. Namawia Sonne'go, żeby z nią pogadał. Sonne nie chce się zgodzić, ale Bokser jest zdeterminowany. Ma nóż na gardle!

      Sonne rozmawia więc z Victorią. Ona oczywiście zdaje sobie sprawę, że to podejrzane towarzystwo. Widać to na pierwszy rzut oka, po ich zachowaniu, a jeszcze wyszła sprawa więzienia...

      Victoria pyta Sonne'go czy to może być niebezpieczne. Facet potwierdza, ale Victoria zaskakująco się zgadza.

      Nie wiadomo co nią powoduje. Czy czuje wdzięczność do Sonne'go i jego kumpli, że po prostu byli dla niej mili, a tego jej bardzo brakowało? Czy może ma ochotę na jakąś przygodę, choćby i niebezpieczną?

      Cała grupa jedzie więc w umówione miejsce. To podziemny garaż. Na miejscu czeka na nich ów gangster ze swoimi ludźmi. Mają broń. Gangster mówi prosto z mostu, że oczekuje od Boksera spłacenia długów i przysługi. Nie pozostawia wyboru: jeszcze tego ranka Bokser i kumple mają napaść na bank. Do zgarnięcia jest 50 tys. euro.

      Sonne i Bokser nie chcą się zgodzić. Na to gangster mówi, że w takim razie jako zakładniczkę biorą Victorię. Nie mają wyjścia. Gangster wyjaśnia gdzie i jak to zrobić. Dostają kominiarki do ręki i mają jechać i to od razu, żeby zrobić to w czasie, kiedy kierowniczka banku będzie do niego wchodzić.

      Kiedy nasza grupka jedzie samochodem zaczyna się wielka kłótnia. Sonne wkurza się na Boksera, że wciągnął ich w taką aferę. Ale Bokser nie ma wyjścia. Musi to zrobić. Drze się na kumpli, którzy w końcu mu się podporządkowują. Jeszcze tylko muszą odstawić Victorię do kawiarni. Już zrobiła to o co ją prosili.

      Ale zaskakująco Victoria mówi, że...CHCE z nimi pojechać! Na ten napad. Panowie są zaskoczeni, ale oczywiście się zgadzają. "Stopa" trochę wytrzeźwiał, ale nie będzie przecież prowadził.

      Potem jadą na miejsce. Victoria zostaje w samochodzie. Samego napadu nie widzimy. Po jakimś czasie panowie wyskakują z banku i wsiadają do samochodu. Wszystko dzieje się szybko.

      Krążą po mieście. W końcu zostawiają samochód w jakiejś bocznej uliczce, a sami, upojeni sukcesem i adrenaliną idą...do nocnego klubu żeby się zabawić.

      Szaleją na parkiecie, dwóch z nich nago :) Dużo piją i szastają kasą. Victoria szaleje razem z nimi. Ale szybko zostają wyrzuceni przez bramkarzy. Wychodzą z klubu i idą w stronę ulicy, gdzie stoi samochód. A tu niespodzianka, jest tam policja!

      Nasza grupka rzuca się do ucieczki. Ale zostali zauważeni. Wbiegają na jakieś osiedle. Zaczyna się strzelanina, bo nasi bohaterowie mają broń. Przyznam, że nie zauważyłam jak do tego doszło, tzn. kto zaczął.

      Stopa zostaje ciężko ranny i leży na chodniku. Potem dostaje Bokser. Sonne i Victoria jakoś uciekają. Wpadają do klatki jakiegoś bloku. Tam wpadają do mieszkania i terroryzują rodzinę z małym dzieckiem. Victoria bierze w tym czynny udział. Jakby czuła się częścią tej przestępczej grupy!

      Sonne i Victoria przebierają się w ciuchy lokatorów mieszkania. Zabierają dziecko w nosidełku, ku rozpaczy matki. Tak wychodzą z mieszkania. Na dole spotykają oczywiście policjantów. Udają mieszkańców. Policjanci karzą im zostać na miejscu, a sami gdzieś biegną. Oczywiście Sonne i Victoria idą dalej. Udaje im się opuścić osiedle.

      Wsiadają do taksówki i jadą do najbliższego hotelu (dziecko zostawiają gdzieś na ulicy, z tego co pamiętam). Victoria nie ma przy sobie dokumentów, ale jakoś załatwia, że dostają pokój (musiałam wyjść na kilka minut i tego nie widziałam). Oboje wciąż mają kasę, w foliowej torebce.

      Niestety, Sonne oberwał w czasie ucieczki. Jest z nim coraz gorzej. Z trudem dochodzi do pokoju. Victoria ogląda ranę, wygląda to fatalnie-postrzał w brzuch...

        • siostra_bronte "Victoria" (2) 31.07.17, 15:21
          Victoria dzwoni po karetkę, mimo sprzeciwów Sonne'go. Ostatkiem sił Sonne mówi jej, żeby zabrała pieniądze i uciekła. Nikt jej nie znajdzie. Wkrótce Sonne umiera. Victoria wpada w rozpacz. Krzyczy wniebogłosy, jakby umarł jej ktoś najbliższy. Potem jakoś zbiera się w sobie, zastanawia się...Bierze pieniądze i wychodzi z pokoju, i z hotelu, przez nikogo nie zatrzymywana. Idzie pustą ulicą, bo to dopiero ranek. Koniec.

          Trzeba powiedzieć, że największą wartością filmu jest sposób jego realizacji, o czym dużo pisano. A więc nakręcenie go w jednym ujęciu, bez montażu. Jak kiedyś pisałam to nic nowego, już Hitchcock tak kręcił, ale we współczesnym kinie rzadko się to zdarza.

          Taki sposób realizacji sprawia, że film wygląda wręcz na dokument, a my czujemy się, jakbyśmy sami byli w środku zdarzeń. Zwłaszcza, że kamera jest zawsze blisko bohaterów. W efekcie ta historia naprawdę bardzo wciąga!

          Ale w fabule jest dużo dziur, a nawet absurdów, i przez to film sporo traci.

          Najważniejsze: trudno pojąć, dlaczego Victoria dała się w to wszystko wciągnąć! Od razu widać, że jej nowi kumple to drobi przestępcy (Victoria wie, że mają kradziony samochód, na jej oczach kradną alkohol ze sklepu nocnego). No, a potem dochodzi wątek więzienia Boksera.

          Rozumiem, że dziewczyna czuła się samotna w wielkim mieście, ale nawiązanie znajomości akurat z takimi ludźmi, choćby i przyjaźnie do niej nastawionymi było naprawdę ryzykowne.

          No i to co działo się dalej. Po akcji w garażu z gangsterem, gdzie widziała broń, do tego było ostro traktowana (brutalne przeszukanie, szarpanie itd., określanie per "suka", choć tego mogła nie zrozumieć, bo nie zna języka) powinna uciekać gdzie pieprz rośnie!

          A ona, wręcz przeciwnie, na ochotnika zgłasza się do napadu na bank. No, naprawdę, to już nie lekkomyślność, ale zwyczajna głupota.

          W efekcie, mamy wrażenie, że Victoria zasłużyła sobie sama na to co potem przeżyła. I ewentualna teza filmu, że jedna drobna decyzja może zaważyć o życiu, albo, że chęć przeżycia przygody może zamienić się w koszmar, obie te tezy brzmią jakoś mało przekonująco. Bo Victoria miała okazję kilka razy wycofać się z tej imprezy, mimo kolejnych "czerwonych lampek".

          Kolejne irytujące momenty. Po napadzie nasza grupka zamiast się gdzieś zadekować, uciec jak najdalej, potem rozdzielić, idzie się zabawić do klubu. Swoim zachowaniem zwracają uwagę, szastają kasą. Nawet amator w napadach na bank wiedziałby o tym!

          Także ucieczka Sonne'go i Victorii z budynku otoczonego przez policję jest mało realistyczna. W takich sytuacjach chyba nie wypuszcza się nikogo, nawet matki z dzieckiem czy staruszka.

          Potem jeszcze ten drogi, duży hotel. Kompletnie pusty. Na korytarzach czy recepcji ani jednej osoby. Wygląda na wymarły. A Victoria i słaniający się na nogach Sonne mogą sobie tam chodzić nie zwracając niczyjej uwagi. Wygląda to absurdalnie. No i nie wiem jak Victoria załatwiła pokój bez żadnych dokumentów.

          Rozpacz Victorii po śmierci Sonne'go wydaje się niezrozumiała. Przecież znała go raptem parę godzin. Jakby w tej scenie Victoria chciała wykrzyczeć wszystkie swoje problemy i niezgodę na swoje życie, może na cały świat? Ale znowu, świadomie weszła w tę historię i dlatego trudno do końca jej współczuć. No i jeszcze to, krzyki Victorii powinny ściągnąć pół hotelu, ale nic takiego się nie dzieje.

          Na szczęście oryginalna forma realizacji trzyma widza w napięciu od początku do końca. Znakomici są też wszyscy młodzi aktorzy. Dobrze jest zobaczyć nieznane twarze :) No i w ogóle rzadko można zobaczyć nowe filmy europejskie. Brawo dla Ale kino!

          Dobra jest też muzyka, oszczędna, ale tworząca klimat tej historii.

          W sumie bardzo ciekawy seans, świetny pomysł i realizacja, szkoda tylko, że scenariusz ma tyle słabych punktów.

          Trailer:

          www.youtube.com/watch?v=Kp8wcV3GjW0

          • grek.grek Re: "Victoria" (2) 01.08.17, 11:10
            dzięki, Siostro ! :]

            mam prośbę !

            jako, że mam ten film na liście must-see :] - spróbuję go obejrzeć w sieci, dziś jeszcze.
            I jutro przeczytam Twój opis, recenzję - na które już się ogromnie cieszę ! - i dopiszę coś
            od siebie.

            czy nie miałaby nic przeciwko takiej kolejności ?

            zmobilizowałaś mnie :]
            miałem czekać na "Victorię" via TV, ale w tej sytuacji z chęcią obejrzę w internecie :]


          • grek.grek Re: "Victoria" (2) 02.08.17, 10:35
            świetny opis, Siostro ! :]

            w tej wersji, którą oglądałem oprócz Sonne i Boksera byli jeszcze Migacz [ten, który pojechał na akcję, a w trakcie drogi dostał ataku paniki] i Wrzawa [ten, który pojechać nie mógł, bo miał urodziny i za dużo wypił :)].

            pierwsza godzina, to materiał na inny zupełnie krótki film : Hiszpanka w nocnym Berlinie, czterech sympatycznych kolegów zabiera ją w rózne miejsca, na dach jednego z domów, rozmawiają, poznają się, śmieją, potem ona musi wracać, żeby otworzyć kawiarnię, w której pracuje, Sonne idzie z nią, ona proponuje kawę w tej kawiarni, on - że pija tylko kakao, ona - nie ma sprawy, w środku okazuje się, że ona gra na pianinie, wykonuje "Taniec Mefista", a on nie posiada się z zachwytu, wtedy jednak ona mówi, że była w konserwatorium, ale powiedzieli jej, ze jest za słaba do pianina i żeby znalazła sobie inny plan na życie, a że ćwiczyła od dziecka, to chyba świat się jej lekko zachybotał, bo jeszcze na wspomnienie tamtej chwili zbiera się jej na płacz...

            A potem zjawia się zaaferowany Bokser i wchodzimy w zupełnie inne kino :]

            I wiesz, co mnie zaciekawiło - mimo że posiada dwie tak rózne od siebie fabularnie części, ten film stanowi bardzo spójną całośc, estetycznie i narracyjnie, jesli tak mogę się wyrazić.

            Pewnie to zasługa tego , że jest filmowany w jednym ujęciu, co odnotowałaś wyraźnie.
            Kamera jednak cały czas podąża za Victorią, tytuł też sugeruje, że chyba trzeba ten film
            filtrować przez jej postać, jej motywacje i jej punkt widzenia. Bokser porywa gdzieś Sonnego z kawiarni, coś tam się dzieje, ale kamera zostaje z Victorią, która zdeejmuje krzesła ze stolików, ustawia szklanki; chłopaki biegną rabować bank, ale kamera zostaje z Victorią czekającą w samochodzie pod bankiem, dla uatrakcyjnienia mamy moment, w którym spanikowana nie moze uruchomić auta, bo przecież nie wie, że jest kradzione i zapomniała, że Bokser je uruchamia spięciem kabli; potem - w hotelu, kamera niby zostaje przy Sonne, kiedy Victoria idzie załatwić im pokój, ale nadal widzimy ją w dalekim planie, zwłaszcza że chyba celowo dla tej sceny zdjęła w łazience kurtkę i chodzi w swoim jasnym swetrze/bluzce.

            zatem, jakże celne są Twoje pytania, Siostro : dlaczego ona to robi ? co ją motywuje ?
            wydaje mi się, że każda odpowiedź może tutaj pasować :]
            jest samotna, poznała nowych ludzi, i chyba nie sądziła, oni też, że aż tak się to rozwinie.

            ciekawe jest to, jak ona się adaptuje do sytuacji : najpierw miało być tylko 'spotkanie", potem gangsterzy rozdają młodzianom kominiarki i broń, więc nawet nie znając dobrze niemieckiego, Victoria wie co się święci, a jednak zachowuje się racjonalnie, nie szlocha, nie rozważa nawet wariantu wyjścia z tej "imprezy". Albo działa na 'autopilocie" albo faktycznie szuka przygody swojego życia.

            świetni są aktorzy, zwłaszcza Laia Costa w głównej roli, trochę zachowuje się jak aktorka offowa, co bardzo pomaga temu filmowi, zwłaszcza w tej pierwszej godzinie.

            Ciekawe, ze to Victoria momentami zachowuje jako jedyna zimną krew : kiedy Stopa vel Migacz dostaje ataku paniki, ona go uspokaja, kiedy oni się kłócą jadąc - ona nie zwraca uwagi i robi swoje, kiedy Sonne jest spanikowany w tym mieszkaniu w bloku, do którego weszli uciekając przed policją, ona wymyśla ten numer, by się przebrali i wyszli z dzieckiem na rękach.

            racja, Siostro - to było pewne, że muszą wpaść po tym napadzie.
            powinni byli się rozdzielić po ucieczce, albo na pary albo każde w inną stronę, jedno bierze kasę i spotykają się w umówionym miejscu; potem ten klub, gdzie robią hałas i szastają pieniędzmi, mimo że dwie godziny temu nie mieli ani centa, żeby móc w ogóle wejść; poza tym, już wcześniej, jeszcze przed napadem, stali na chodniku i pili piwo, a radiowóz policyjny przejeżdzał bodajże 3 razy i dokładnie im się przyglądał, zwłaszcza Bokserowi, który nawet do napadu nie zdjął ten swojej rzucającej się w oczy czerwonej kurtki. Zaniedbali kanony sztuki, stracili czas, popełnili wszystkie możliwe błędy :]

            ale wiesz co, wydaje mi się, ze to wygląda wiarygodnie, bo oni wszyscy nie są jednak orłami, a Bokser za coś jednak wylądował w tym więzieniu, wątpliwe by za czyn znamionujący wysoką inteligencję ;] Poza tym, byli cały czas zdenerwowani, skupieni na tym, żeby zrobić swoje i mieć to z głowy, jak już zrobili, to im zupełnie uleciała koncentracja :]

            fakt, hotel świecący pustkami, jak widmo, a jednocześnie lśniacy luksusem, trochę to mało trafione :]

            Ale, w pełni się z Tobą zgadzam, Siostro - film jest dobry, jak na kręcony pojedyncznym ujęciem - znakomicie zaplanowany i wykonany, no i ma swoją atmosferę - noc, nowoczesny Berlin, punkt widzenia cudzoziemki.

            naprawdę dobre kino ! :]

            raz jeszcze dzięki, Siostro - świetny opis i recenzja ! :]
            • siostra_bronte Re: "Victoria" (2) 02.08.17, 12:04
              Dzięki, Greku :)

              No tak, nie mogłam się jakoś doliczyć liczby tych kumpli :) Umknął mi gdzieś ten Migacza, ale za dużo to wypił "Stopa"/Fuss? Ale tak to jest jak się nie obejrzy początku.

              Mogę się tylko podpisać!

              Jeszcze raz dzięki :)
              • grek.grek Re: "Victoria" (2) 03.08.17, 10:15
                dzięki, Siostro :]

                yes, za dużo wypił Stopa [w wersji, która mnie sie trafiła, miał pseudo Wrzawa ;)].

                Migacz to był ten długowłosy, który po napadzie biegał goły po klubie tanecznym ;]

                świetnie, dzięki ! :]
      • siostra_bronte Re: Jeanne Moreau nie żyje 31.07.17, 17:52
        Najlepsze role, te które widziałam: "Windą na szafot", "Kochankowie" i "Błędny ognik" Malle'a, "Jules i Jim" i "Panna młoda w żałobie" Truffauta, "Noc" Antonioniego, "Pan Klein" Loseya, "Moderato cantabile" Brooka.

        Nie udało mi się kilku ważnych ról, jak choćby w "Dzienniku panny służącej" Bunuela czy "Ewie" Loseya.

        Lista reżyserów naprawdę imponująca. Kawał historii kina europejskiego.

        I jeszcze te późniejsze role, już na drugim planie, jak choćby w "Nikicie" Bessona czy "Czasie, który pozostał" Ozona.

        Ostatnio Greku pisałeś o filmie o Margerite Duras z jej udziałem.
    • siostra_bronte "Czerwona pustynia" 01.08.17, 01:38
      Obejrzane w Ale kino. Jedyny kanał, który się stara w czasie wakacji! :)

      Film Antonioniego z 1964 r. Powstał po "Zaćmieniu" a przed "Powiększeniem". Jego pierwszy kolorowy film.

      W skrócie o fabule, bo też jest ona raczej pretekstowa. W sumie można ją streścić w paru zdaniach.

      Bohaterka, Giuliana (Monica Vitti) jest żoną bogatego przemysłowca, Ugo. Mieszka razem z nim i synkiem w Rawennie.

      Jakiś czas temu miała wypadek samochodowy. Nie odniosła obrażeń, ale przeżyła szok. Potem przez miesiąc była w szpitalu. Od tamtej pory jest przygnębiona, właściwie to chyba depresja. Giuliana ma ataki paniki, boi się, ale nawet nie wiadomo czego...

      Mąż stara się ją wspierać, ale oczywiście nie potrafi jej do końca zrozumieć.

      Giuliana poznaje przyjaciela męża, także przemysłowca, Corrado (Richard Harris w roli Włocha!). Wydaje się, że czują do siebie sympatię. I faktycznie Corrado nawiązuje z nią kontakt. Idzie do sklepu, który ma zamiar otworzyć Giuliana.

      Zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Ale do niczego nie dochodzi, głównie rozmawiają ze sobą o wszystkim...

      Zanim dojdę do końca tej historii muszę wspomnieć o jej tle, czyli krajobrazach miasta. To przygnębiający portret zniszczonego środowiska naturalnego. Szare hałdy, zanieczyszczona woda, kominy, dym, para. W tle przepływają statki handlowe (powtarzający się motyw, nie wiem co miał znaczyć :)

      To przygnębiający, szary krajobraz. A na jego tle wyraźnie odznaczają się kolorowe elementy, te stworzone przez człowieka: rury w fabryce, słupy energetyczne, różne elementy przemysłowego krajobrazu. Czasem pojedyncza plama koloru, jak zielony płaszcz Giuliany. Dominuje oczywiście czerwień, poza tym zieleń i żółć. Efekt jest naprawdę znakomity. Coś takiego, tak wyraźny kontrast między szaro-burym tłem i kolorami widzieliśmy (nie wszyscy, niestety!) w "Playtime" Tatiego. Rewelacja!!

      No i to tło jest dodatkowym bohaterem filmu. Ma z pewnością także symboliczne znaczenie, odniesienie do przeżyć i alienacji bohaterki, ale przyznam, że nie do końca zrozumiałam o co chodziło tu reżyserowi :)

      Potem oczywiście czytałam różne interpretacje takiej koncepcji. Że te kolory są w głowie bohaterki, że próbuje ona widzieć piękno nawet w tak zdegradowanym świecie. Ale nie miałam siły zagłębiać się w te analizy...

      Wracamy do fabuły. Giuliana i Corrado krążą po mieście i okolicach rozmawiając o różnych rzeczach, ale nie o tym co ważne.

      Stan Giuliany się pogarsza. Próbuje to ukrywać choćby przy grupie znajomych (ta scena w małym domku na nabrzeżu sugeruje jakiś seks grupowy, ale nie jest to pokazane wprost), ale na dłuższą metę nie potrafi udawać.

      Jej syn zaczyna chorować, Giuliana boi się, że to polio. Ale w trakcie oczekiwania na wyniki okazuje się, że dzieciak symuluje chorobę. To oczywiście dobija Giulianę. Nie ma pojęcia dlaczego to zrobił.

      Podłamana Giuliana biegnie do hotelu, w którym mieszka Corrado. Giuliana wpada w panikę. Gdy Corrado pyta czego się tak boi odpowiada w końcu: "Ulic, kolorów, ludzi, wszystkiego!". Kiedy patrzy na białe ściany widzi gamę różnych kolorów. Zachowuje się naprawdę dziwnie. A Corrado ją uspokaja, no i idą do łóżka.

      Rano Giuliana rozmawia z Corrado. Mówi mu, że "też jej nie pomógł". Corrado wychodzi bez słowa.

      Giuliana ucieka do portu, w którym cumują statki handlowe. Pyta marynarza, czy ten statek zabiera ludzi. Mówi mu o sobie. Ala marynarz, cudzoziemiec, niczego nie rozumie...

      Film kończy się sceną, w której Giuliana spaceruje z synkiem po wyjałowionej, zniszczonej ziemi. W tle kominy fabryki. Syn pyta dlaczego ten dym jest żółty. Matka odpowiada, bo jest trujący. Syn na to, że ptaki będą tu umierać. Giuliana odpowiada: "ptaki o tym wiedzą i tu nie przylatują". Zapewne to ma symboliczne znaczenie, ale znowu, nie połapałam się o co chodzi :)

      Tak jak napisałam, w sumie niewiele się tu dzieje. Giuliana wędruje po zniszczonym przez przemysł mieście, sama lub z Corrado. Spotyka się z przyjaciółmi męża. Dialogi w większości są mało znaczące, bohaterowie rozmawiają o jakichś drobiazgach bez znaczenia.

      Mówiąc wprost: ciężko się to oglądało. Chwilami naprawdę wiało nudą. Ta historia nie zaangażowała mnie emocjonalnie zupełnie. Problemy bohaterki mało mnie obchodziły. Mam wrażenie, że ten film, poza tym, że nie wszystko załapałam :) jednak się zestarzał. Wydał mi się trochę pretensjonalny i udziwniony na siłę.

      Zdecydowanie jego największa wartość to wspaniałe użycie kolorów. I w ogóle zdjęcia. Sporo tu ujęć nieostrych, czasem jakby przypadkowych, co faktycznie daje temu filmowi ciekawy klimat. Autorem zdjęć jest znakomity Carlo di Palma. Potem zrobił też "Powiększenie". I pracował też długo z Woody Allenem.

      Wrażenie robi też wykorzystanie naturalnych dźwięków: hałasów fabryki, odgłosów statków. W sumie nawet nie pamiętam czy była tu jakaś muzyka. Dobry jest też pomysł z powtarzającym się dźwiękiem, jakby brzęczeniem, które towarzyszy Giulianie w atakach choroby.

      Monica Vitti wygląda wspaniale. Jej twarz trudno zapomnieć. A jednak bardziej po prostu jest niż gra. Co zdaje się było intencją reżysera. Reszta obsady jest tylko tłem, nawet Richard Harris.

      Reansumując, warto znać, ale trudno się to dzisiaj ogląda. Pociesza mnie fakt, że ma opinię najmniej przystępnego filmu reżysera, więc coś w tym jest. Ale są tu sceny, które pozostają w pamięci.

      Tutaj ostatnia scena, kiedy synek pyta o ptaki:

      www.youtube.com/watch?v=Uohh4rnjW-Y

      Fanowski trailer, oczywiście piosenka nie pochodzi z filmu:

      www.youtube.com/watch?v=8u5MTkqUjVA

      I jeszcze jeden trailer:

      www.youtube.com/watch?v=pMHNRfTPfQE













      • grek.grek Re: "Czerwona pustynia" 01.08.17, 11:46
        dzięki, Siostro :]

        bardzo plastyczny opis !

        moim zdaniem, to zrujnowane miasto, przygnębiające okoliczności zabudowań i przyrody, to coś w rodzaju metaforycznych "zgliszczy kultury". mam wrażenie, ze Antonioni zawsze gdzieś nawiązuje do sztuki, do impasu w którym tkwi, do wyjałowienia, a także do przesytu cywilizacją konsumpcyjną, która zaabiera człowiekowi nie tylko czas, ale i duszę.

        mam wrażenie, ze ta scenografia jest obrazem duszy świata.

        A bohaterka, Giuliana, jest medium, ktore tę duchową agonię świata, odbiera i cierpi. Jak napisałaś, jej stan jest niedefiniowalny, trudno rozpoznać dlaczego jest jej źle. wg mnie, to mozę być powód, jako ze wszystko w tym filmie jest metaforą.

        statki płynące tam i z powrotem, wg mnie, są symbolem bezsensu ruchu w świecie, który prowadzi donikąd.

        z tego, co czytalem i słuchałem, Antonioni w tej trylogii pokazać chciał "kondycję świata zachodniego, klasy średniej w warunkach rodzącego się dobrobytu materialnego, który prowadzi od odkrycia pustki, jaka za tym wszystkim się kryje" [cytat niedosłowny ;)].

        wg mnie, Giuliana odkrywa właśnie ten rodzaj absurdu i braku sensu, który tak interesował Antonioniego.

        przepadam za jego filmami :] "Zawód reporter", "Powiększenie", "Przygoda" - widziałem też chyba "Zaćmienie", ale nie jestem tego pewien, co nie świadczy o mnie najlepiej :]

        MOnica Vitti - wspaniała ! Ale wydaje mi się, ze jako blondynka prezentuje się w bardziej naturalny sposób. To tylko wrażenie, rzecz jasna.

        a ta brzydota świata przedstawionego, którą świetnie opisałaś Siostro, cóż... mnie się wydaje na swoj sposób intrygująca, niecodzienna i mogąca być bardzo atrakcyjną odmianą od kanonicznie pojmowanego piękna :]

        świetny opis ! świetny film !
        dzięki, Siostro :]]

        chętnie obejrzę ten film , jesli tylko gdzieś spotlkam napotkam :]
        • siostra_bronte Re: "Czerwona pustynia" 01.08.17, 14:10
          Dzięki, Greku :)

          Tak, pewnie chodzi o to czym piszesz, kryzys kultury, konsumpcjonizm, i alienację człowieka w tym wszystkim. Tak pisze się zwykle o Anonionim.

          Tak czy siak, ciężko się to ogląda :)

          Tak, "Zaćmienie" widziałeś i opisywałeś. Mam różne podejście do jego filmów. "Powiększenie" to absolutnie wspaniały film, arcydzieło!! "Przygoda" i "Zaćmienie" trochę jednak straciły swoją siłę.

          Co ciekawe, w Ale kino te dwa filmy były ostatnio pokazywane (w lipcu był przegląd), ale nie mogłam się zmobilizować, żeby je znowu obejrzeć.

          Nie udało mi się zobaczyć "Nocy", którą widziałam parę lat temu bodajże w Filmboxie. Na szczęście Ale kino będzie dawać powtórki. Jak mi się uda, to obejrzę i coś napiszę.