Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 10 (vol. 84)

01.10.17, 14:37
Dzień dobry w październiku :) U mnie piękna słoneczna złota polska jesień :)


--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
    • grek.grek w kinach [aż strach]... "Botoks" ! 01.10.17, 15:10
      podobnież straszna klapa ? :]

      z opisów wyłania się jakaś [wedle recenzentów] nieudolna próba podrabiania kina Wojciecha Smarzowskiego.

      kiedyś był boom na kopiowanie Tarantina, teraz chyba moda na "smarzola" ? ;]

      film.wp.pl/botoks-recenzja-czy-jest-na-sali-jakis-lekarz-patryk-vega-odlecial-6171405694830209a
      wnioski ? czuję znakomitą frekwencję w kinach ;]

      swoją drogą, mam [oby !' ciekawy pomysł na coś, do czego Botoks" moze się przydać.
      wkrótce więcej szczegółów :]]
      • grek.grek wokół "Botoksu" ;] 03.10.17, 10:35
        miał być dramat, a jest tragikomedia :]

        za częśc tragiczną odpowiada, podobno !, ekipa filmowa, która - wedle recenzentów ! - wypuściła filmowego bubla.

        część komediowa właśnie się rozkręca :]
        z jednej strony, na Filmweb zmiażdzony w recenzjach "Botoks" dorobił się świetnych ocen widzów, a powodem - podobno ! - miały być kliknięcia z masowo pojawiających się właśnie teraz jednodniowych kont.

        z drugiej, pan reżyser chodzi i żali się, że jego film jest deprecjonowany i specjalnie źle oceniany, bo pokazuje prawdulę o polskiej rzeczywistości rynku usług medycznych.

        w sumie, z tego co czytałem w recenzjach !, prawda ta ma polegać na tym, na czym polega prawda głoszona o polskich sądach głoszona na rządowych billboardach, czyli : spośród pół miliona przypadkow wybiera się 5 strasznych, złych i szokujących, a potem na ich przykładzie buduje ocenę całości ;]

        na plus - na pewno frekwencja, ponoć 700 tys widzów kupiło bilety na ten film. W 3 dni. Ponoć jest to 2 wynik otwarcia w historii polskiej kinowej dystrybucji filmowej.

        kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,22455970,botoks-z-wysokimi-ocenami-na-filmwebie-wykop-tropi-spisek.html#BoxKultImg&a=74&c=53

        film.onet.pl/wiadomosci/botoks-711-tysiecy-widzow-obejrzalo-film-w-weekend-premierowy/xbegh8

    • grek.grek 20:05 TVP2 "Igrzyska Smierci : Kosogłos. cz 1" 01.10.17, 15:23
      trzecich Igrzysk Smierci już nie będzie :]

      teraz przyszła pora na powstanie przeciwko reżimowej władzy Kapitolu.
      buntownicy gromadzą się w podziemnym państwie, na ich czele stoi
      pani prezydent Coin, główny ideolog, dysydent, Plutarch, a wspomaga ich
      super-haker Latier.

      Katniss pełni rolę symbolu, nadziei, zwycięstwa, wszak to ona w finale Igrzysk z
      drugiej części trylogii wyłączyła elektronikę obsługującą cała "zabawę" w Igrzyska, czym
      obnażyła słabość władzy.

      Buntownicy czekają więc na moment, sygnał do walki, ale i Kapitol czekać nie zamierza, aż się zorganizują, uzbroją i wykonają kilka akcji sabotażowych w postaci brawurowych wypadów w
      okolice centrum zarządzania systemem.

      ergo : jest Neo, jest Zion, jest Matrix i tylko kostiumy trochę inne :]]

      "Kogosłos" jest rozłożony na dwa filmy, więc triumf "Zionu" rozegra się w cz. drugiej. MOże dlatego ta pierwsza wybitnym filmem nie jest, wg mnie; nie jest też tak dobra jak poprzednie dwa filmy w tej trylogii.

      włączenie do obsady JUlianne Moore, to pomysł zawsze doskonały, ale przy fabularnej grze na przetrwanie, samo w sobie niewiele to zmienia w obrazie całości :]

      swoją drogą, ciekawe ile jeszcze razy TVP powtórzy cały cykl zanim zostanie on zwieńczony drugim "Kosogłosem" ? ;] A może stanie się to tym razem - już za tydzień ?

      nie sprawdzałem, ale jakoś wątpię :]
    • grek.grek 22:20 TVP2 "Stulatek, który wyskoczył przez okno.. 01.10.17, 15:29
      ...i i zniknął".

      ambitne kino mode w TVP2 ? ;]

      ponoć nr 3 na liście najlepiej zarabiających filmów w historii szwedzkiej kinematografii, zaraz
      po dwóch częściach "Millennium".

      tytułowy stulatek, to pan Karlsson, który ma za sobą życie pełne zdarzeń, których sensu i symboliki sam Forrest Gump by się nie powstydził.

      teraz mieszka w domu spokojnej starości, gdzie szykowany jest jubel z okazji jego setki. Jak się można domyślić szanowni goście będą się musieli obyć bez solenizanta, bo ten "wyskakuje oknem" i zamiast świętować rusza po kolejne przygody.

      cóz, brzmi nieźle, nieprawdaż ? :]
      • never_never Re: 22:20 TVP2 01.10.17, 21:19
        oglądałam go dość dawno temu, pozostawił sympatyczne wrażenie
        swego czasu książka, na podstawie której nakręcono film, była u nas dość popularna - niestety
        film jej podobno nie dorównuje (zarzutem były poważne zmiany fabuły i postaci)
        • grek.grek Re: 22:20 TVP2 "Stulatek" dwa słowa 02.10.17, 13:16
          I na mnie wywarł pozytywne wrażenie, Never_Never :]

          Trochę w stylu "Forresta Gumpa" czy "Obsługiwałem angielskiego króla" i współczesnych anglosaskich komediodramatów dot. okresu dojrzewania, tudzież np "Chce się żyć", czyli narracja z offu, fabuła poszatkowana, lecz spójna, i dwa plany czasowe.

          sekwencja szpiegowska z czasów zimnej wojny - perfekcja ! Mógłby to być osobny mikro-film :]

          sceny wysadzania mostów - zrobili je na komputerze, mam nadzieję ? chyba że w grę wchodziły jakieś specjalnie przygotowane tekturowe atrapy/makiety ?

          Dwóch jegomościów wiezie drezyną trupa, który wymyka się i upada na ziemię. Jeden z nich powiada "Gdyby był żywy, to by zabolało. Bycie nieboszczykiem ma jednak swoje zalety" :]]

          filozofia matki głównego bohatera : "Życie jest jakie jest, a będzie takie jakie będzie". Nic dodać, nic ująć :]]

          wątek z, eufemistycznie rzecz ujmując, mniej bystrym bratem Einsteina - przekomiczny.

          " W gułagu jedzenie było nie do zaakceptowania, więc postanowiłem uciec" - hahaha :]

          Sposób w jaki giną mafiosi, to jest czyste kuriozum : jeden wpada pod słonia, drugi zamarza w chłodni, a ten najwążniejszy z gapiostwa prowokujje wypadek drogowy. Czwarty też jest cwaniakiem na opak, bo osobowym autem próbuje zatarasować drogę autobusowi i cudem przeżywa, doznając zaledwie amnezji.

          charakter tej ucieczki z gułagu, to też poezja inaczej ;] Przypadkiem w ręce uciekinierów dostaje się odbezpieczony granat, oni go odrzucają prosto na pakę ciężarówki z amunicją, następuja eksplozje, robi się rwetes, a oni spokojnie wsiadają do porzuconego gazika i kulturalnie wyjeżdzają jak z kurortu do domu ;]

          balanga na Kremlu - rewelacja !

          I co ciekawe, wszyscy główni bohaterowie, to panowie w sile wieku : Alan właśnie ma 100 urodziny, policjant też tak po 70-tce, podobnie przyjaciel dróżnik i ten boss mafijny na oko po 80-tce. I jaka forma ! Optymistyczny film dla wszystkich mężczyzn, którzy kiedyś się posuną w latach ;]

          no i rzecz jasna, historia tego członka gangu, co zamarzł w chłodni : zapakowany zostaje do skrzyni, zaadresowany do Dżibuti, podrzucony do samolotu, stamtąd na statek, na statku odkryty przez jakichś czarnoskórych żeglarzy, obrabowany z ubrania i dowodu tożsamości, który to znajduje się przy... terroryście odzianym w pas szachida, wykonującym zamach gdzieś na Bliskim Wschodzie. Po tej akcji niewiele zostaje z autora, poza znalezionym paszportem ze szwedzkim nawiskiem - tak oto nieboszczyk zostaje terrorystą-zabójcą ;]

          dobre kino, zdecydowanie, lekkie, zabawne, ale i z przesłaniem : z urodzinowych przyjęc należy uciekać w teren, by poszukiwać kolejnych przygód :]
    • maniaczytania Kino bez granic - TVP 2 i wybrane z TVP2 01.10.17, 17:54
      To zapraszam do krótkiego przeglądu :)

      Kino bez granic - niedziele ok. 22:00:
      1.10 - "Stulatek ..."
      8.10 - "Batalion" - rosyjski film z 2015 r., zdaje się z akcją w czasie I wojny światowej;
      15.10 - "Kapitał ludzki" - dramat włoski, wydaje się interesujący;
      22.10 - "Cisza" - niemiecki, chyba kryminał z 2010r.
      31.10 - "Dwa dni, jedna noc" - dramat francusko-belgijsko-włoski z Marion Cotillard w roli głównej.

      Teraz krótko, o filmach, które również w niedzielę - przed i po kinie bez granic.

      1.10 - "Kosogłos" cz. 1; po "Bejbi blues"
      8 - "Fala" (The Wave/ Bolgen); po "Piąta pora roku"
      15 - "Królowie ulicy"; po "Wymyk"
      22 - "Nietykalni" (który to już raz Greku?); po "Dziewczyna z szafy"
      o 29 wspominać nie będę ;)

      Z pozostałych propozycji wspomnę jeszcze tylko "Pitbulla. Nowe porządki", który w piątek 13, o 22:45.

      --
      Maniaczytania - blog
    • mala_ciekawostka Serial "Twarze i maski" 01.10.17, 18:27
      Widziałam w programie, że będzie za dwa tygodnie w niedzielę na TVP Historia" o 18:00. Tak jak "Artyści" opowiada o aktorach stołecznego teatru, tylko że na przestrzeni około 25 lat i skupia się bardziej na ich życiu prywatnym. Oglądałam go parę temu, podobał mi się, choć sama fabuła już mi się trochę "zamgliła". Może spróbuję go sobie przypomnieć. Greku, jeżeli lubiłeś "Artystów" to myślę, że ten serial również powinien Ci przypaść do gustu. Chyba że go już widziałeś?
    • maniaczytania Teatr TV i wypatrzone w TVP 1 - październik 01.10.17, 19:35
      I druga porcja :)

      Teatr TV - co poniedziałek, ok. 20:25-20:30:

      2.10 - "Przerwanie działań wojennych" reż. J. Machulski
      9.10 - "Lekcje miłości" - premiera!
      16.10 - "Totus Tuus"
      23.10 - "Spiskowcy" reż. Jan Englert
      na 30 jeszcze nie ma rozpiski

      Z pozostałych wspomnieć chcę o piątkowym "Tobruku" 6 października z Rockiem Hudsonem pomiędzy innymi oraz o sobotnim hicie na sobotę 21.10 - "Żyć nie umierać" z Tomaszem Kotem (film z 2015r.), a także 28.10 -"Dawca pamięci" z Jeffem Bridgesem, po którym "Debiutanci" z Christopherem Plummerem i Ewanem McGregorem.


      --
      Maniaczytania - blog
      • never_never Re: Teatr TV i wypatrzone w TVP 1 - październik 01.10.17, 21:35
        .
        .
        .
        30 października poniedziałek 20:25 TVP 1
        Golgota wrocławska, 2008, aut. Piotr Kokociński i Krzysztof Szwagrzyk, reż. Jan Komasa
        6 listopada poniedziałek 20:25 TVP 1
        Dawne grzechy, 2013, aut. Roger Mortimer Smith, reż. Krzysztof Lang
        13 listopada poniedziałek 20:25 TVP 1 (premiera)
        Emigranci, aut. Sławomir Mrożek, reż. Piotr Cyrwus
        27 listopada poniedziałek 20:25 TVP 1 (premiera)
        Brat naszego Boga, aut. Karol Wojtyła, reż. Paweł Woldan
        4 grudnia poniedziałek 20:25 TVP 1 (premiera)
        Marszałek, aut. Wojciech Tomczyk, reż. Krzysztof Lang
        18 grudnia poniedziałek 20:25 TVP 1 (premiera)
        Mock. Szósty człowiek, aut. Marek Krajewski, reż. Łukasz Palkowski
        8 stycznia poniedziałek 20:25 TVP 1 (premiera)
        Biesiada u hrabiny Kotłubaj, aut. Witold Gombrowicz, reż. Robert Gliński

        Na wydarzenie zapowiada się "Biesiada..." z Barbarą Kraftówną i Anną Polony!
        Ja z sentymentu do historii o inspektorze Eberhardzie Mocku czekam też na premierę grudniową :)

        Rozpiskę zaczerpnęłam z ciekawego wywiadu z M. Matyszkowiczem:

        wyborcza.pl/7,90535,22440453,znow-kazdy-poniedzialek-z-teatrem-telewizji-o-szczegolach-i.html

        • grek.grek Re: Teatr TV i wypatrzone w TVP 1 - październik 02.10.17, 12:58
          dzięki, Never_Never :]

          zaczyna być tłoczno w ramówce ;]
          oby tylko choć większośc z tych propozycji miała wysoką jakość.

          cóż za pluralizm... Gombrowicz, Mrożek i... Wojtyła, hehe ;]]

          "Mock" - fakt, dla mnie też brzmi najciekawiej.

          swoją drogą, jest pomysł filmu fabularnego wg bodajże "Smierci w Breslau",
          ma to być chyba mini-serial [doniesienia dot. formuły są niejasne], jedną
          z reżyserek zaś, Agnieszka Holland.

          przydałoby się coś wreszcie nakręcić wg tej prozy :] sam klimat Wrocławia
          z tamtej epoki, o ile zostanie odpowiednio wyczarowany na ekranie, moze być
          magnesem przyciągającym wielu widzów i zapewniającym świetne przeżycie filmowe/kinowe.
      • grek.grek Re: Teatr TV i wypatrzone w TVP 1 - październik 02.10.17, 12:53
        dzięki, Maniu :]

        sporo tego jest, miejmy nadzieję że są to spektakle o róznej tematyce.

        sobotni prime w TVP1 nadaje się do gruntownej przeróbki. "Książę Persji"
        czy "Mumia powraca" [za tydzień], to są filmy zawstydzające publiczne medium.

        a przecież idealna jest to pora , by pokazywać dobre, niekoniecznie najnowsze, polskie
        kino. Czas wreszcie wprost powiedzieć, ze publiczna telewizja nie musi, nie może, nie powinna
        nawet, ścigać się na słupki oglądalnośći z mediami komercyjnymi. To jest, pardon - była, do niedawna, naczelna zasada. Niestety, jedna strona oskarża publiczne media o słabą oglądalnośc, a one odpowiadają programami, które tę ogladalnośc mają napędzać.

        w czeskich mediach też jest np. Rolnik szuka żony [Farmaż chleda żeny ;)], ale w stacji prywatnej, nie w prime telewizji publicznej !

        "Debiutanci" - zawsze będę rekomendował ! :]


    • grek.grek "Wilczyca" - kilka słów po seansie 02.10.17, 13:52
      Pierwsza myśl, po obejrzeniu, ale i w trakcie - ten film mógłby zyskać dodatkowa
      jakość przy okazji remake'u. Może ktoś by się dzisiaj podjął tej misji ? :]

      Zaczyna się od powrotu powstańca styczniowego Kacpara Wosińskiego do swojego domu.
      Trafia prosto na ostatnie chwile swojej żony, Maryny. Umierająca kobieta poprzysięga mu, że
      za to jak ją traktował i nazywał [per "suka"] z zza grobu "znajdzie go !". [później Wosiński przyznaje się, że źle ją czasami traktował, "za to co wyrabiała", ale też, że kochał ją jak własną duszę].

      Kiedy Maryna wydaje ostatnie tchnienie, słychać z zewnątrz wycie wilka.

      Następnego dnia rano Wosiński z przyjacielem Mateuszem wiozą zwłoki w trumnie na cmentarz.
      Ksiądz nie chciał pochować Maryny w uświęconej ziemi, ponoć dlatego że parała się czarną
      magią. COś może w tym być, bo koń ciągnący wóz wyraźnie jest przestraszony.

      Mateusz zatrzymuje kondukt, wycina kawałek drzewka, ostrzy je i stanowczo każe Wosińskiemu, by przebił serce Maryny tym oto osinowym kołkiem. Wosiński wzbrania się, więc Mateusz robi to sam.

      Po pogrzebie zony, Wosiński wyjeżdza by objąc stanowisko zarządcy w majątku hrabiego Ludwika. Tutaj także w okolicy kręci się wilk...

      Hrabia ma żoną, Julię, przedziwnie podobną do Maryny, z tą róznicą, ze blondynkę. Jest wyczerpana psychicznie zyciem na odludziu, chciałaby stąd wyjechać, ale mąż nie zgadza się. Sam ma ostatnio sporo zajęc, na czele ze spiskowaniem przeciw cesarzowi.

      Z tego też powodu pewnego zimowego dnia hrabia musi salwować sie ucieczką. Razem z kolegą, hrabią Smorawińskim, co koń wyskoczy wieją z kraju. Do granicy eskortuje ich Wosiński z furmanami. Noc jest mglista i zimna, Wosińskiego nawiedza duch żony w białej sukni, jeden z furmanów również to widzi, żegna się struchlały. Przybyli na miejsce hrabiowie powiadają, ze w okolicy widzieli i słyszeli wilka...

      Dostają informację, że pod przygraniczną karczmą... ktoś stoi. W taki mróz... Kiedy podjeżdzają blizej okazuje się, że nie stoi, lecz... wisi. Żyd, właściciel zajazdu.

      Wosiński żegna hrabiów i wraca do majątku. Ma się nim zająć do momentu powrotu hrabiego Ludwika z zagranicy.

      Trochę choruje na gorączkę błotną [?], leczy go doktor Goldberg. Nocami Wosińskiego nawiedza postać w sukni, w ciemnym pokoju nie widzi jej twarzy, a kiedy rozpala świece - już nikogo nie ma. Zza okna słychac wycie wilka.

      Przepada jego pies. Wosiński znajduje go następnego dnia pod lasem, całego pokrwawionego, wkrótce zdycha.,

      Tymczasem słomiana wdowa, pani Julia, z triumfującym uśmiechem traktuje Wosińskiego per noga i wdaje się w romans z oficerem huzarów, Ottonem. Jakby celowo czyni Kacpra świadkiem tego romansu. ROmansu powtórnego, rzec należy, bo już kiedyś ta para miała ze sobą stycznośc, o czym zaswiadcza stosowna retrospekcja.

      Wosiński przygląda się jej z coraz większym zdumieniem, bo dostrzega łudzące podobieństwo do swojej zmarłej zony ! Zwłaszcza, gdy odwiedza go Mateusz i przywozi mu m.in dagerotyp Maryny, na którego rzut oka upewnia Wosińskiego w jego strasznym odkryciu.

      Mateusz opdowiada mu, że nie może mieszkać w dawnym domu Wosińskiego. Straszy go Maryna, tak bardzo że ten aż mdleje i prawie schodzi na zawał [retrospekcja : Mateusz słyszy jakies odgłosy nocą, idzie do pokoju, a tam siedzi kobieta na fotelu, potem wstaje i widzi jej okropną zgniłą twarz]. Chce się wyprowadzić. I namawia Wosińskiego, żeby dał na mszę za duszę zony.

      Według Mateusza coś musiało spowodować, ze kołek wypadł z piersi Maryny. Możliwe, że stalo się to podczas walk zbrojnych jakie odbywały się ostatnio w okolicy wsi, kule armatnie przeorały cmentarz, grób Maryny też zniszczyły, najpewniej uwolniła się i dlatego ich prześladuje.

      Wosiński dochodzi do straszliwego przekonania, że Maryna wciela się w Julię i romansuje z Ottonem, aby Kacpra pohańbić. Przysięga, ze ją zabije.

      Znów nocą Wosiński przeżywa sądne chwile : po ciemnym domu ktoś chodzi, na schodach i podłodze widać odciski czarnych wilczych łap, a w księżycowej poświacie - kształt wilka na ścanie, Wosiński strzela do niego, ale w odpowiedzi rozlega się tylko histeryczny rechot kobiecym głosem.

      Za dnia Kacper tropi wilka w gaju pod lasem. Widzi jednego i strzela. Okazuje się, ze... zranił niegroźnie Julię, na którą niespodziewanie się natyka - wytwornie odzianą, w suknię, kapelusz i tak dalej, wyglądającą jakby urządzała sobie tutaj konną przejażdzkę. Patrzy na niego przenikliwie i rzuca "Do zobaczenia... Wosiński".

      Zdesperowany Kacper odwiedza doktora Goldberga. Lekarz pyta go, czy jest pewien, ze chce zakończyć tę historię. Potem odmawia jakieś łacińskie zaklęcia, i wbija szydło w dagerotyp Maryny/Julii. Leje się krew. W tym samym momencie, w pałacu, Julia czuje straszny ból w piersiach. Otto próbuje jej pomóc.

      Do Gldberga przybywa posłaniec z prośbą o szybką interwencję, bo "pani cierpi okropny ból !". Goldberg na wychodnem instruuje Kapcra,żeby za pół godziny wyjął szydło i wszystko spalił, ani na moment nie patrząc na wizerunek Julii. Wosiński dokłądnie stosuje się do jego zaleceń.

      Przychodzi karnawał. Na bal do domu hrabiego nikt nie przychodzi. Uważają wszyscy, ze Julia romansując z oficerem cesarstwa dopuszcza się zdrady.

      Goldberg wytacza dla Wosińskiego srebrną kulę z wodą święconą. Tak uzbrojony Kacper włamuje się nocą do pałacu i zabija Julię strzałem z pistoletu. Próbuje uciekać, wyskakuje oknem, stara się wyminąc huzarskie straże, ale zostaje ostrzelany i trafiony wiele razy w plecy. Umiera.

      Przychodzi wiosna. DO majątku wraca hrabia, sytuacja polityczna już mu na to pozwala.

      Chce ekshumować zwłoki żony, chce na nią spojrzeć ostatni raz. Jego życzeniu staje się zatem zadość.

      I oto niesamowita scena finałowa : trumna zostaje wydobyta z grobu, otwarta i... z ust hrabiego wydziera się krzyk przerażenia ! W środku trumny leży.... wilczy szkielet w strzępkach sukni ! Fantastyczny moment grozy, rozegrany w blasku wiosennego porannego słońca.




      • grek.grek Re: "Wilczyca" - kilka słów po seansie 02.10.17, 14:10
        nie ma trailera do dyspozycji :]

        Fabuła jest zdecydowanie z kategorii horroru, ale przy okazji w tle mamy wątek powstania narodowego i spisków patriotycznych, zaś żona patrioty hrabiego Ludwika zostaje potępiona
        za romans z wrogiem. W Julię wciela sie Maryna, wcześniej oskarżana o konszachty z diabłem, którym oddawała się podczas nieobecności męza walczącego wówczas w powstaniu, więc mozna by rzec, ze damski wątek w tym filmie koncentruje się wokół stworzenia postaci
        demonicznej kobiety zdradzieckiej i upadłej.

        mąz na wojnę albo na emigrację, a żoną... ;]

        Elementy horrorowe są na miejscu : wilcze wycie, przerażone twarze i żegnanie sie chłopstwa, nocne straszydła, atmosfera grozy o północy pośród ciemności, dialogi o "zlem" wypowiadane sugestywnie zarówno przez chłopa Mateusza jak i doktora Goldberga.

        dobry film, choć skromny i kameralny, takze jak chodzi o zaangażowane środki. Ciekawy byłby remake, może w kontekście jakiejś innej historycznej chwili w dziejach Polski ?

        Choć połowa XIX wieku, czas przejscia między romantyzmem z jego poszukiwaniami pozamaterialnymi i wiarą w nadprzyrodzone, a pozytywizmem, czyli szkiełkiem i okiem chłodnego rozumu, to okres świetnie wyselekcjonowany jako tło dla takiej właśnie historii.

        Sam zaś Wosiński jest bohaterem pośrodku umieszczonym : długo próbuje sobie tłumaczyć zmory i odgłosy w sposób racjonalny, ale kiedy upewnia się, ze ma do czynienia z upiorem - podejmuje adekwatne działanie. Elastycznśc światopoglądowa, rzec by można :]]

        W głównej roli Krzysztof Jasiński, w bujnej peruce i z wąsem, Olgierd Łukaszewicz gra Ottona, a Stanisław Brejdygant hrabiego Ludwika [Siostro, dzięki za uprzedzenie :] - fakt, da się i w tej roli usłyszec w jego głosie cesarza Klaudiusza, poza tym - fizycznie jakoś odpowiada postaci bohatera tamtego serialu !].

        Marynę i Julię gra szalenie urodziwa i atrakcyjna Iwona Bielska, może ten demonizm nie jest w jej wykonaniu najwyższych lotów, ale da się wytrzymać bez bólu ;]

        jak na skromne tradycje polskiego kina grozy [pomijając np. nowelki ekranizująca litearaturę światową, o których pisaliśmy kiedyś] - nieźle !



        • siostra_bronte Re: "Wilczyca" - kilka słów po seansie 02.10.17, 15:36
          Dzięki, Greku :)

          Tak, przypominam sobie tę historię.

          Może z czasem widać pewne wady, ale i tak myślę, że lata 80-te to był dobry czas dla rodzimego horroru. Kostiumy, scenografia, no i znakomici aktorzy - to jednak ma swój styl :)

          O, fajnie :) Wiesz, Twoja uwaga, że Brejdygant jest fizycznie podobny do Klaudiusza (a raczej grającego go Jacobiego) jest zastanawiająca!

          Bo ja też zauważyłam, że główni aktorzy dubbingu są właśnie podobni fizycznie (oczywiście chodzi o pewien typ urody, nie dokładne podobieństwo!) do aktorów serialu! Może to był genialny klucz autorki dubbingu?

          Zofia Mrozowska - Liwia, Tadeusz Bartosik - August, Roman Wilhelmi - Tyberiusz, Henryk Talar - Kaligula, i jak napisałeś Stanisław Brejdygant jako Klaudiusz. To chyba nie jest przypadek??


          • grek.grek Re: "Wilczyca" - kilka słów po seansie 02.10.17, 16:06
            cześć, Siostro :]

            dzięki :]

            zdecydowanie zgadzam się z Tobą ! jest tutaj swoisty styl, bez dwóch zdań, te surowe krajobrazy, klimat ponurych nocy, dopracowane aktorskie charakteryzacje. Upiór taki trochę bywa jak z komiksów, ale to tylko jedna, góra dwie sceny, więc można powiedzieć, ze reżyser zapanował nad materią :]

            od razu go poznałem, Siostro ! nie wiedząc, ze to ten aktor ! :] potem wsłuchałem się w głos i szczegolnie w momentach, gdy ściszał ton - można było usłyszec Klaudiusza.

            świetna obserwacja !
            istotnie, coś w tym jest.

            zwłaszcza, ze w filmach, które grali, również nie stronili od podobnych postaci.
            powtarzam teraz "Lalkę" via Kultura i Starski/Wilhelmi, to postać z "kategorii" Tyberiusza,
            a hrabina Karolowa/Mrozowska absolutnie kwalifikuje się do obszaru "Liwii".
    • grek.grek 20:20 Kultura "Dziennik czeczeński..." 03.10.17, 10:17
      ...Poliny Żerebcowej".

      monodram Andrzeja Seweryna, w reyserii Iwana Wyrypajewa, oparty na wspomnieniach czeczeńskiej pisarki, której dzieciństwo i młodośc przypadły na czas
      wojen czeczeńsko-rosyjskich.

      wypada chyba rekomendować... w ciemno.
    • grek.grek 23:30 TVP1 "American Crime Story" odc. 6 03.10.17, 10:21
      czyli, spychacz zadziałał i jesli ten serial miał niewielką oglądalnośc, to teraz będzie miał śladową ;]

      nie na tym polega misja TVP, żeby oglądalność "nabijać", ale na tym, by pokazywać ambitne rzeczy [popowe, mainstreamowe też, byle miały kategorię jakości], a oglądalność mieć... sami wiecie gdzie ;]

      szkoda !

      poprzedni zarząd publicznej tak potraktował "HOmeland", obecny wpisuje się w tradycję. Dostali auto, kierownicę i od razu : kierunek - rów ! :]
    • grek.grek 21:05 CT Art "Wynająłem płatnego mordercę" 03.10.17, 10:40
      Czesi kontynuuję przegląd filmów Akiego Kaurismakiego.
      może choć jeden obejrzę i spróbuję o nim napisać ? :]

      urzędnik zostaje zwolniony z pracy, ma kryzys w życiu, decyduje się więc na pożegnanie ze światem, ale nijak nie wychodzą mu samobójcze proby.

      Wynajmuje więc profesjonalistę.

      w głównej roli sam Jean-Pierre Leaud, zdjęcia kręcono w Londynie, a reżyser jest rodowitym Finem, czyli... międzynarodowo :]

      [czeski tytuł "Umowa z mordercą"]
        • grek.grek Re: 21:05 CT Art "Wynająłem płatnego mordercę 04.10.17, 15:16
          no i niestety, 2-godzina maria-awaria w centrali, i dzisiaj nie zdążę napisać o "Płatnym..."

          ale - jutro nie umiera nigdy, mówiąc językiem bondowskich klasyków, więc co się odwlecze, to
          nie uciecze, a recenzja nie Gołota, więc jutro Was będę terroryzował tym filmem ;]]

          żartuję. Bardzo interesujące kino, artystyczne - rzec by mozna, inna planeta taka :]
          • grek.grek "Wynająłem płatnego mordercę" - trzy słowa :] 05.10.17, 13:26
            A zatem :

            Główny bohater Henri jest Francuzem. Pracuje biurowo w Londynie. Wygląda jak postać z Kafki - szary urzędnik przy stoliku zawalonym stosami papierów. Po dniówce spędza czas jedząc ciastko, pijąc herbatę i słuchając radia.

            Któregoś dnia dowiaduje się, ze został zwolniony. Do końca siedzi na swoim miejscu pracy, aż do momentu gdy wynoszą biurko. Błąka się ulicami, zagląda do sklepu, gdzie kupuje 3 metry sznura. Próbuje się powiesić w swoim mieszkaniu, ale bezskutecznie.

            Następnego dnia, w barze poznaje mężczyznę, który gotów jest za pieniądze zrobić to, co jemu się nie udało. Henri zgadza się, zawiera tytułowy ["I hired contract killer"] kontrakt, płaci za usługę. Nie wie, kiedy i jak zostanie zamordowany.

            Traf chce, że jeszzcze tego samego dnia spotyka Margaret, dziewczynę sprzedającą róże po kawiarniach. Zakochuje się w niej, a ona wydaje się być również nim zainteresowana. Nietrudno zrozumieć, że Henriemu samobójstwo za pomocą zabójstwa w ogole wietrzeje z głowy. Pech, że morderca dostał pieniądze i zamierza wypełnić zobowiązanie. Już tego wieczora nachodzi Henriego w jego mieszkaniu, ale nasz bohater w porę ucieka.

            Zatrzymuje się u Margaret, ale i tam kiler go odnajduje, śledząc dziewczynę, bo wcześniej widział go z nią w kawiarni. Margaret udaje się ogłuszyć go rozbiciem mu na głowie dzbanka od kwiatów. Uciekają.

            Meldują się w hotelu.

            Tymczasem kiler odwiedza lekarza. Wiemy, że coś mu dolega, bo kaszle i na chusteczce zostaje krew. Lekarz potwierdza przypuszczenia : to rak, zostało mu ok 2 miesięcy życia.

            Henri ukrywa się w hotelu, ale później wychodzi na ulicę. Ma na nosie ciemne okulary dla niepoznaki. Nieoczekiwanie jest świadkiem napadu na bank, w którym ginie kasjer. Uciekający przestepcy wciskają mu w dłoń pistolet i chodu ! świadkowie zza szyby widzą tylko Henri'ego, w dodatku nagrał się na fotokomórce. Następnego dnia jego zdjęcie, jako rabusia i mordercy, laduje na pierwszej stronie gazety. Jest poszukiwany przez policję.

            Margaret nadal sprzedaje kwiaty, i w takiej okoliczności znajduje ją kiler. Margaret nie chce wydać miejsca pobytu Henriego i próbuje tłumaczyć kilerowi, że on nie chce już umierać, odwidziało mu się. Istotnie, to prawda, Margaret naprawdę nie wie, gdzie jest Henri, bo...

            ...Henri znika. Wprawdzie portier hotelowy chce powiedzieć Margaret, gdzie jest Henri, bo go widział, ale ona nie wierzy w te informacje.

            Następnego dnia rano portier... też znika, co sugeruje następującą sekwencję zdarzeń : kiler śledził Margaret, dotarł do hotelu i najwyraźniej również wszedł w posiadanie wiadomości.

            Gdzie jest Henri ? Pracuje w małym bistro na przedmieściach. Margaret spotyka go zupełnym przypadkiem. Szukała go we wspomnianej przez portiera dzielnicy, ale znalazła całkiem nieoczekiwanie. Proponuje mu wyjazd do Francji, w ogole - gdziekolwiek ! Henri nie jest pewien, czy powinien się zgodzić, tak czy owak Margaret umawia się z nim na 9 na dworcu. JUż kupiła bilety !

            Znów obrazek z życia kilera : ma on córkę, chyba już dorosłą, przekazuje jej wszstkie swoje pieniadze, jakby w ten sposób powiadamiał ją, że niewiele życia mu pozostało.

            Henri pakuje się, opuszcza bistro, ale sensacyjnie staje oko w oko z kilerem, który go namierzył. Rzuca się do ucieczki, tamten za nim, i dopada go gdzieś w bocznej uliczce.

            Kiler trzyma go na muszce, kaszle krwią, "Rak", wyjaśnia krótko, na co Henri rzuca "Przykro mi", na co kiler : "Zupełnie zbytecznie, życie to rozczarowanie, nic więcej". A potem... mierzy do Henriego z broni, by ją znienacka odwrócić w swoją stronę i pach ! strzela sobie w pierś. Pada martwy.

            Margaret jedzie na spotkanie z Henrim na dworcu. Pod budynkiem nagle Henri przechodzi ulicą szofer hamuje z piskiem opon... w ostatniej chwili przed potrąceniem Henriego. Margaret wybiega z auta, witają się z ulgą.

            Happy end ! :]
            • grek.grek Re: "Wynająłem płatnego mordercę" - trzy słowa :] 05.10.17, 13:34
              MOżna by rzec, że jest to film.... drewniany :], ale to specjalne "drewno" nawiązujace do estetyki Bressona czy Jarmuscha.

              Tak właśnei zachowują się aktorzy, są beznamiętni, , nie mówią zbyt wiele, a Jean-Pierre Leaud/Henri niemal lekkim autyzmem charakteryzuje swojego bohatera.

              podobnie sytuacja ma się z filmowaniem, kadry są długie, statyczne, przeciągnięte, a otoczenie, scenografia pozbawiona ruchu i aktywności.

              I to jest dobre !

              muzycznego lejtmotiwu czy dźwięków opisujących konkretne sytuacje jest niewiele, albo i wcale ich nie ma, za to w tle pojawiają się przepiękne szlagiery z lat 20-tych i 30-tych, a w pewnym momencie występ daje nawet Joe Strummer z klasyczną ekspresją The Clash :] Taka róznorodność.

              świetnie towarzyszą Leaduowi - piękna niezwykle Margi Clarke i zmęczony, chłodny, ale na swój kileryczny sposób poczciwy Kenneth Colley.

              www.youtube.com/watch?v=YXGw36Zq2p8

    • grek.grek 22:45 TVP Kultura "Duża ryba" 03.10.17, 10:46
      pamiętam, że oglądaliśmy, ale nie pamiętam samego filmu ;]
      a Wy ?

      ojciec jest i zawsze był marzycielem i fantastą, nasiąkający tym na codzień syn poszedl więc w racjonalizm i chłodną logikę.

      Teraz jednak ojciec odchodzi powoli, a syn towarzysząc mu w ostatnich miesiącach życia i odkrywać zaczyna sens, znaczenie i wartość postawy, jakiej tamten hołduje.

      reżyseria Tim Burton [a jakże by inaczej ;)], główne role : Ewan McGregor i Albert Finney.

      pamiętam, że był kiedyś, ze pisaliśmy o nim, ale... może nie szukając w archiwum - obejrzymy dziś [ponownie] ? :]
    • grek.grek "Kingsman : Tajne służby" via Polsat 03.10.17, 13:54
      Parodia efektownego kina bondowsko-szpiegowskiego, czy... konkurencja dla niego ? [ponoć w kinach jest już, albo zaraz będzie, ""Kingsman 2"]

      Sa tutaj wszystkie chwyty z wszystkich bondów... których wcale nie widziałem ;]

      Jest agent-elegant, jest szwarcharakter i jest wizja końca świata - ten drugi stara się ją wprowadzić w życie, a ten pierwszy jej zapobiec.

      Klasyka... tyle, że z przymrużeniem oka, nawet jesli na ekranie prezentuje się tak serio, jak tylko serio mogą być filmy z tego gatunku.

      Agencja szpiegowska Kingsmanów mieści się w... sklepie z męską galanterią. Pierwszą bowiem zasadą agenta jest wytworny styl. Oraz dżentelmeńskie maniery i sposób bycia. Odkłada się go na półkę tylko wtedy, kiedy trzeba komuś złoić skórę, najczęściej jakimś hultajom.

      Czołowy agent Harry aka Galahad [uwaga : Colin Firth] ma do spłacenia dług wobec swego przyjaciela, też agenta, który zginał podczas akcji. Wyciąga więc pomocną dłoń do jego syna, Eggy'ego [ciekawy młody aktor Taron Egerton], by wyciągnąć go z trudnego środowiska rodzinno-towarzyskiego i zmetamorfozować w swojego następcę.

      Eggsy w domu ma matkę z agresywnym kochankiem, a poza domem nałaźliwy gang, co chce go ciągle za coś bić, a jak ma kolegów, to też jakichś mało wystawnych. Poza tym, jest bystry, zdolny, doskonale się uczył, miał widoki, ale nigdy niczego nie potrafił utrzymać, ze wszystkiego rezygnował. Taki trochę Will Hunting 2.0.

      Harry roztacza nad nim swoistą opiekę, a potem pokazuje na co go stać : w kawiarni rozprawia się z gangiem prześladującym Eggsy'ego w taki sposób, że młody człowiek przeciera oczy ze zdumienia. Oto dystyngowany pan w nienagannym garniturze w 3 minuty daje takie lanie zbirom z londyńskich przedmieści, że ręce same składają się do oklasków. Używa przy tym nie tylko własnych rąk i nóg, ale i wielofunkcyjnego bojowego parasola i baterii innych gadżetów. Eggsy jest zaintyrygowany na tyle, by zgłosić się do rywalizacji o miejsce w szacownym gronie agentów.

      Rekrutów jest kilkoro i mają do przejścia szereg testów, nie tylko sprawdzających ich siłę fizyczną i pomysłowośc, ale także odpornośc psychiczną. Zzostają zalani wodą w jednym pomieszczeniu i musza znaleźć sposób wyjścia z sytuacji... skaczą ze spadochronem i w trakcie dowiadują się, że jedno z nich nie ma go na wyposażeniu... albo porywa ich jakiś łobuz, przywiązuje do torów i w obliczu nadjeżdzajacego pociągu każe zdradzić sekrety organizacji Kingsmanów...

      I zawsze są to sytuacje, w których organizator testu blefuje - podczas zalania rzekomo ginie jeden z rekrutow, dlatego że nikt nie zauważył, iż grupa powinna współpracować zamiast starać się sprostać zagrożeniu w pojedynkę, podczas skoku grupa już współdziała, aby uratować tego jednego pechowca, tyle że koniec końców okazuje się, ze spadochrony mieli wszyscy, wystarczylo, żeby wszyscy sprawdzili czy mają, zamiast bezkrytycznie wierzyć w podaną informację, aż wreszcie leżąc na torach przed pociągiem nie wiedzą, że to test i pokład jest wyposażony w zapadnię, więc ostatecznie nic im nie grozi.

      Do tego jest test na podryw, test na akcję w terenie, a po każdym z nich odpada iluś rekrutów. W końcu zostaje trójka, z Eggsym. Ostatnie zadanie brzmi : zabij swojego psa. Bo każdy z nich dostał na początku psa na wychowanie. Zajmowali się nimi przez iks tygodni, a teraz muszą je zabić.

      Eggsy odmawia. Odpada na ostatniej prostej, a wygrywa koleżanka imieniem Roxy. Dopiero później Eggsy dowiaduje się, ze to także był blef : w lufie był ślepy nabój, w teście chodziło o to, kto pociągnie za spust. I w ten sposób nasz bohater musi wrócić do domu... z którego wyciąga go Harry, bo potrzebuje pomocy w najważniejszej misji w swojej karierze.

      To jest drugi wątek - światu zagraża złoczyńca, guru internetowy Valentine [rewelacyjny Samuel Jackson], który właśnie wypuszcza na rynek nowe kary sim... wyposażone w substancję chemiczną wzmagającą u ludzi agresję. W ten sposób Valentine chce zarazić ludzi wirusem, żeby się pozabijali.

      Jego celem nie ejst jednak bezmyślna eksterminacja rasy ludzkiej, ale walka z przeludnieniem. Tutaj widać wątek z doskonałego serialu "Utopia" :] Ludzie zarażeni wirusem wytępią się nawzajem i dzięki temu Ziemia ocalaje, ocaleje też wyselekcjonowana przez Valentine'a grupa, wcześniej oznaczona specjalnymi implantami wszczepionymi pod skórę w okolice ucha.

      Harry musi go powstrzymać, czy to udając dyplomatę gotowego wejść do tej Arki Noego, czy to stając otwarcie przeciwko.

      Koniec końców, ginie w akcji, szef całej organizacji okazuje się być zdrajcą, i zadanie , z całą jego powagą, musi przejąć zółtodziób Eggsy wraz z Roxy i z pomocą Merlina, pełniającego w Kingsman Agency rolę łączącą obowiązki Q z Bonda i Alfreda z "Batmana" ;] [świetnie tutaj gra Mark Strong].

      Przychodzi więc moment ostatecznej konfrontacji. W swoim podziemnym ni to pałacu, ni to nocnym klubie Valentine gromadzi całą Arkę, a sam przygotowuje się do uruchomienia wirusa; widzimy to wszystko na wielkich ekranach i telebimach w jakie wyposażone jest ten "klub", a Valentine zachowuje się niemal jak didżej ;]

      Zadaniem Roxy ma być wyjście na orbitę i zniszczenie umieszczonych tam satelitów, Eggsy ma dostać się do klubu i dopaśc Valentine'a, a Merlin nadzoruje wszystko z mobilnego centrum dowodzenia, aktualnie pełniącego rolę "luksusowego samolotu" pana Eggsy'ego, który w stroju i fryzurze naśladujących Harry'ego podaje się za jednego z Arkowiczów i w ten sposób wchodzi do klubu.

      Za pierwszym razem nie udaje się zrobić tego, co należy, a Valentine uruchamia wirus, na całym swiecie ludzie zaczynają się nawzajem mordować. Nie pomaga nawet unieszkodliwienie satelitów przez Roxy. Trzeba załatwić Valentine'a, bo cała procedura działa za pomocą jego ręcznego sterowania.

      Eggsy musi więc wrócić, ale zaraz zostaje otoczony przez wojsko Valentine'a, wyglądające jak żywcem wzięte z planu "Igrzysk Smierci'. Eggsy jest w pułapce, na mobilne centrum dowodzenia wycelowana zostaje haubica, wydaje się, ze obie ostatnie nadzieje ludzkości zaraz zginą. Wtdy Eggsy każe Merlinowi aktywować implanty, które zostały wszczepione Arkowiczom. Skoro satelita nie działa i system jest odłączony - musi nastąpić implozja. Udaje się to wykonać i oto wybuchają im głowy, ale... wyglada to tak jakby działo się to w wodzie, głowy zamieniają się w kolorowy dym, a odgłosy przypominają fajerwerki, cóż za idea !

      Zanim Eggsy zgładzi Valetine'a i uratuje ludzkość, musi stoczyć pojedynek z ochroniarką złoczyńcy, która wyróznia się nie tylko urodą, ale i budową ciała... zamiast nóg ma wykrzywione metalowe protezy najnowszej generacji w kształcie zaostrzonych szpikulców. Oczywiście, Eggsy zwycięza, a pojedynek jest serią niemożliwych akrobacji i lewitacji ;]

      A na końcu... zwycięzca udaje się z szampanem do celi, w której Valentine przetrzymywał porwaną ksieżniczkę duńską. Obiecała ona Eggsy'emu, że jak powstrzyma szaleńca, to ona mu się odda i to odda się "w tę drugą dziurkę". Tak zmotywowany nie mógł przegrać ;] co tam ludzkość ! ;] co tam życie własnej matki i młodszego brata ! ;]

      Bond pełną gębą :]] Tyle że bez Bonda i z intencją podśmiewania się z bondowskich wyczynów. Sam Bond też chyba śmiertelnie serio nie był, lecz udawał, a Kingsman udaje że udaje bycie serio.

      Jest rozmach, dynamika, ogrywane są najstarsze chwyty szpiegowsko-sensacyjne świata, są oczywiscie bondowskie zabawki strzelająco-wybuchająco-usypiająco-powalające [moja faworytna, to zegarek wysyłający strzałki z trucizną ;)], no i bohaterowie jak wyjęci ze świata przygód 007.

      W pewnym momencie bohaterowie istotnie wymieniają się swoimi inspiracjami i faktycznie pojawia się tam Bond, co jest świetnym żartem autotematycznym, a przy okazji udaje się im przemycić uwagę, że "klasa konkretnego Bonda zawsze zależy od czarnego charakteru".

      A skoro tak, to Kingsman mógłby tutaj nieźle konkutrować z 007.
      • grek.grek Re: "Kingsman : Tajne służby" via Polsat 03.10.17, 14:04
        Valentine ma charakterystyczny ubiór [ten sam zestaw w róznych kolorach], jest wygadany jak czarny raper i ma swój wdzięk psychopaty.

        Samuel L. Jackson doskonale się sprawdza w tej roli. Reszta zaś w swoich.

        cała ta akcja kosztowała 81 mln, no i to widać, zwłaszcza w dynamicznych scenach walk oraz w tym całym elektoroniczno-komputerowym otoczeniu stanowiącym tło dla kolejnych wydarzeń.

        Za te 80 mln włożonych Kingsman wyciągnał...ponad 400 mln. Ludzkośc kupiła ten pomysł, stąd zapewne tak szybki sequel.

        na Rotten Tomatoes 74 % pozytywnych z 230 recenzji.

        I jak by na mnie padło, to też bym pozytywnie recenzował ;] Nikt nie udaje, ze to ma być poważne kino, a wprost przeciwnie : ma byc rozrywkowo i odprężajaco.

        udaje się ten efekt bezpretensjonalności osiągnąć, cały czas zachowując minę Bustera Keatona. I choćby za to : duży plus :]

        No i za Colina Firtha, który w "Dzienniku Bridget Jones" zaprezentował najbardziej żałosną bójkę w historii kina, a w tutaj wymiata niczym jakiś... ninja ;] nawet na moment nie psując sobie doskonałej zaczeski i nie plamiąc wspaniałego garnituru choćby kroplą czerwonej... farby.

        Pierwsza zasada Kingsmanów brzmi : bądź zawsze dżentelmanem. I elegantem :]
    • grek.grek "Wyrok na Franciszka Kłosa" via... Fokus TV 03.10.17, 14:48
      mniej znany film Andrzeja Wajdy.

      jest w jutubie :}
      www.youtube.com/watch?=ZFEdkF5aJ68
      Rzecz się dzieje w czasie II wojny światowej, w podwarszawskim miasteczku okupowanym przez Niemców.

      Tytułowy Kłos [świetny Mirosław Baka] jest policjantem. Jako Polak jest między wódką, czyli profesjonalnym wypełnianiem swoich obowiązków, odcztywanym jako wysługiwanie się Niemcom, a zakąską, czyli lojalnością wobec polskich obywateli.

      Nie chcąc balansować na tej cienkiej linie, Kłos wybiera bramkę nr 1 - stara się zasłużyć na dobrą opinię u niemieckiego okupanta. Wypełnia swoje zadania z nadgorliwością, szczegolnie chętnie wyłapując albo zabijając Żydów. Wydaje mu się, ze wojny Polacy wygrać nie mogą, że Niemcy będą tu rządzić przez wiele lat, jaki więc sens trzymać z przegranymi ?

      No i na dodatek... jesli odejdzie z policji, to jak utrzyma rodzinę ? Nie ma pracy nigdzie, ma żebrać ?

      Matka [Maja Komorowska] wstydzi się za niego, aż w końcu się go wyrzeka. Żona [Grażyna Błęcka-Kolska] stoi przy nim, modli się za niego i nie traci wiary, że Franek się nawróci. Mają w końcu dwójkę dzieci do wychowania.

      Pewnego dnia Kłos dostaje papier z wyrokiem śmierci na siebie, wydanym przez podziemne polskie państwo. Wpada w popłoch, który lekko racjonalizuje informacja, ze podobne papiery dostało paru innych Polaków, ocenianych jako zdrajcy, a takze niemiecki żołnierz, Kranz [Andrzej Chyra], majacy "na koncie" już 48 zabójstw na Polakach, najlepszy kolega Kłosa.

      Kranz bagataliezuje te papierki, poprawia tym humor Kłosowi, ale od tej pory Franek chodzi po ulicach z dłonią na otwartej kaburze z pistoletem. A ludzie przyglądają mu się tak podejrzanie, że momentami idąc kręci się wokł własnej osi wypatrując zewsząd nagłego zagrożenia.

      Wpada w alkoholizm. Pije nonstop, głównie w barze u swojej ciotki Sroczyny [Iwona Bielska]. Po pijanemu zdarza mu się strzelać do jej małej córki, o czym następnego dnia kompletnie nie pamięta. W tymże barze odbywają nasiadówki mieszczanie żydowscy, komentując wydarzenia, postawę podziemia polskiego i zachowania kolaborantów. Rózne opinie się tutaj zderzają, taka że : nie ma sensu zabijać jednego niemieckiego oficjela, skoro za niego SS rozstrzeliwuje stu Polaków z łapanki - takze. Na Kłosa już raz ktoś podniósł rękę, przypłaciło to życiem 50 Polaków. Kłos w pewnym momencie powie, ze to stanowi o jego wartości jako człowieka [dla Niemców].

      terraz jednak strach zjada Kłosa od środka, bo paru z tych którzy dostali listy w wyrokiem - faktycznie ginie w ulicznych zamachach.

      Kiedy okazuje się, ze w Warszawie trwają rozruchy [Powstanie ?] i garnizon niemiecki pojechał tam pomagać zostawiajac miasteczko bez opieki, spanikowany Kłos najpierw rozważa pomysł zabicia siebie i swojej rodziny, ale usilnie namawiany przez żonę odstępuje i idzie w drugą stronę : stara się uratować przed spodziewaną karą demonstrując pragnienie nawrócenia : zaczyna chodzić do kościoła, do spowiedzi, rozmawia z księdzem, kupuje rózaniec, dowiaduje się, ze tylko brak wiary w boskie miłosierdzie jest grzechem niewybaczalnbym, cała reszta [morderstwa, zdrada, denuncacje] może mu zostać odpuszczona. Może faktycznie gryzie go sumienie, a może chodzi tylko i wyłącznie o uratowanie skóry. Mieszczanie w knajpie zaczynają lepiej o nim mówią., ale nadal ręki mu nie podają.

      W końcu jednak Niemcy znów wracają do miasteczka i od razu robią łapankę. Kiedy chcą rozstrzelać grupę ludzi. m.in ksiedza, w ich obronie stają Polacy. Rozpętuje się strzelanina, tuż pod domem Kłosa. A ten... przyłącza sie do walki po stronie... Niemców.

      Imponuje swoją postawą niemieckiemu porucznikowi {Artur Żmijewski] i dostaje zaproszenie na następny dzień do siedziby dowództwa, aby przyjąć... status folksdojcza.

      Jednymi z przywódców polskiej akcji przeciw Niemcom byli synowie Sroczyny [Bartosz Obuchowicz i Grzegorz Małecki]. Za karę właścicielka baru zostaje zabita, a ukrywającą się w szopce za domem małą córkę - osobiście kładzie trupem Kłos.

      Żonie chwali się tym, że za moment będzie Niemcem i teraz nikt go nie śmie ruszyć, a ona niby się cieszy, ze mąż wyglada lepiej i solidnej, powtarza jednak ciągle : "Ale... folkdojcz ? Folksdojcz ?". Czyżby cały czas jego postepowaniem kierował tylko lęk ? Czy wyrzuty sumienia kiedykolwiek czuł naprawdę ?

      Wieczorem wraca do domu pijany, idzie spać, żona budzi go i pyta czy naprawdę zastrzelił córkę Sroczyny. Poirytowany i zaspany Kłos potwierdza. następnego dnia rano odkrywa, ze żona odeszła razem z dziećmi. Sądzi, że wyjechała do ojca do Poznania. Zamierza ją tam odnaleźć.

      Przyjmuje tytuł folskdojcza, przy okazji całego aktu przewraca się i niemal mdleje, tak jest wyczerpany nerwowo i fizycznie, a oficer ma ubaw słysząc, ze żona go opuściła. Daje mu 2 tygodnie urlopu, żeby odpoczął i sprowadził ją z powrotem. JUż pierwszej nocy Kłos wpada w panikę, strzela po mieszkaniu, grozi siekierką do łupania węgla niewidzialnym wrogom. Zaawansowane stadium paranoi.

      Tego samego dnia wieczorem Kłos zostaje zaprzęgnięty do nadzorowania kolei, bo Polacy wysadzili już kilka pociągów i trzeba pomocy wszystkich policjantów, nie ma szans zrealizowania urlopu.

      Tam znajdują go bracia Sroczynowie i wyrecytowawszy formułkę "W imieniu Rzeczpospolitej..." zabijają się go strzałem z pistoletu.

      Przy trumnie Kłosa ustawionej w kaplicy nie ma nikogo, prócz... matki. Poprawia jego głowę, wkłąda w dłonie święty obrazek, a jedyne co ma do wydukania, to "Synu...", z dezaprobatą i westchnieniem.

      Film w stylistyce kamery cyfrowej, tak to sie chyba nazywa ? Dziwne wrażenie :]

      Poza tym, jak to z reki mistrza Wajdy - znakomita robota filmowa. Niejednoznaczna fabuła, świetna główna rola, kompozycja dramaturgiczna, inscenizacja poszczególnych scen - nienaganne.

      A leciał ten film o godzinie... 2:55 :] NO cóż, taki to u nas porządek, moda na patriotyzm, a
      jak pokazać wypada dobre polskie kino, to najlepiej wtedy, kiedy nikt nie obejrzy ;]
    • never_never Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 03.10.17, 21:50
      W piątek wchodzi do kin „Blade Runner 2049” – kontynuacja kultowego „Łowcy androidów” Ridleya Scotta z 1982 roku. Tym razem Scott jest tylko producentem wykonawczym, a reżyserii podjął się Denis Villeneuve ( m.in. „Pogorzelisko”, „Sicario”, „Nowy początek”).
      To chyba dobra zmiana, sądząc po pierwszych recenzjach (i po ostatnich wyczynach Scotta w najnowszych filmach o „Obcym”…;)

      „Blade Runner 2049” ma jak dotychczas 94% pozytywów na Rotten Tomatoes, a jego Metascore na Metacritic.com to 85.
      Pokazały się też dzisiaj pierwsze polskie recenzje: ta z Wirtualnej Polski ma szumny tytuł „Blade Runner 2049: filmowe złoto, przy którym bledną wszystkie filmy s-f ostatnich lat”….

      No nie wiem, czy nie zawyży to naszych oczekiwań i czy w związku z tym nie wyjdziemy z kin jednak troszkę rozczarowani...?

      film.wp.pl/blade-runner-2049-recenzja-filmowe-zloto-przy-ktorym-bledna-wszystkie-filmy-s-f-ostatnich-lat-6172847637338241a
      film.onet.pl/recenzje/blade-runner-2049-sen-replikanta-recenzja/z1swvb
      naekranie.pl/recenzje/blade-runner-2049-recenzja-filmu
      • grek.grek Re: Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 04.10.17, 10:17
        dzięki, Never_Never :]

        też mi się wydaje,że odsunięcie [się ?] Ridleya Scotta bylo dobrym pomysłem, ostatnio nieszczególnie wychodzą mu kolejne filmy, aczkolwiek - może to także kwestia scenariusza, bo
        styl np. "Prometeusza" był/jest wciąż bez zarzutu.

        wysokie oceny, pełen entuzjazm :]

        w aktualnościach kulturalnych w CT Art Czesi pokazywali materiał z premiery tego filmu, trochę ujęć zapewne z trailerów, wygląda to - tak w ścinkach i strzępkach - imponująco wizualnie, no i na ekranie spotykają się rózne pokolenia aktorów [Gosling i Ford].

        na konfeerencji prasowej Ford w przekomiczny sposób udał, że nie umie sobie przypomnieć imienia "faceta z którym grał", na co siedzący obok Gosling dyskretnie i uprzejmie przedstawił mu się "Ryan, mam na imię Ryan", na co Ford zrobił minę, jakby usłyszał o tym pierwszy raz w życiu i rzucił "Ryan ? ach, Ryan, a ja myślałem przez cały czas, ze Brian !" :]

        zabawne to było, najwyraźniej atmosfera na planie dopisywała.

        swoją drogą, to ja nie widziałem jeszcze oryginalnego "Łowcy..." ;] może jakaś telewizja wpadnie na brawurowy pomysł pokazania go, z okazji preemiery sequela, hehe.


        • never_never Re: Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 04.10.17, 11:14
          > swoją drogą, to ja nie widziałem jeszcze oryginalnego "Łowcy..." ;] może jakaś
          > telewizja wpadnie na brawurowy pomysł pokazania go, z okazji preemiery sequela,
          > hehe.

          aaaaa!!! kinomanie Greku, naprawdę??? :0

          a ja właśnie spędziłam noc na powtórce starego "Łowcy..."!

          niestety, za późno zorientowałam się, że wczoraj o 21-szej na TNT był emitowany Blade Runner'82. Ale Greku, jeżeli masz dostęp do tego kanału to następny seans noc 6/7 października, godzina 0.25!

          polecam jednak czeluście internetu...;) można tam łatwo odnaleźc wszystkie wersje, głównie z lektorem, ale z napisami też są
          ja oglądałam wersję reżyserska (koniecznie z napisami!), a potem porównałam kinową (ale też z napisami) - polecam właśnie taką kolejność, reżyserska, potem chociaż początek z narratorem i "szczęśliwe zakończenie" z wersji kinowej dla porównania
          po latach jednak bardziej przekonuje mnie wersja reżyserska, choć niektórzy narzekają na takie zakończenie...

          • siostra_bronte Re: Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 04.10.17, 13:52
            O rany, Greku, nie widziałeś "Blade Runnera"??? Twoja lista filmów do nadrobienia niepokojąco się wydłuża :)

            Never, ja właśnie wypatrzyłam go w TNT. Niestety obejrzałam tylko część, bo musiałam wcześnie wstać :) Oczywiście widziałam go wieki temu, kiedy wchodził do kin, ale byłam ciekawa jak go odbiorę teraz.

            No i wciąż robi wielkie wrażenie!!! Ten fascynujący, dekadencki klimat, niesamowite zdjęcia, scenografia, muzyka Vangelisa. I sama historia oparta na opowiadaniu Dicka. .Replikanci, którzy niepokojąco przypominają o dramacie człowieka, też z krótkim okresem "ważności"...Mistrzostwo!!!

            Greku, jestem ostrożna co do takich zachwytów. Mam wrażenie, że w ostatnich latach generalnie poprzeczka spadła, nie tylko w dziedzinie sci-fi i entuzjazm wzbudza nawet przeciętne dzieło. Ale może się mylę?
            • grek.grek Re: Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 04.10.17, 15:13
              racja, Siostro, ja również to zauważam :]

              inna rzecz, jak wiele filmowych atrakcji wciąż przede mną ;]]

              jest to rozsądna postawa, Siostro.
              w dodatku, dzisiejsze kino operuje tak doskonałym marketingiem
              przedpremierowym, że nigdy nie wiadomo, czy kolejne zapowiedzi rewelacji filmowych
              nie są w znacznej mierze produktem biznesowym.

              recenzje zalinkowane przez Never_Never są zachęcające, miejmy więc nadzieję, że
              Twoje/nasze ostrożności zostaną rozwiane przy okazji seansu.

              Twoje/Wasze zapewne wcześniej niż moje, przede mną, póki co, oryginał do obejrzenia ;]


          • grek.grek Re: Blade Runner 2049 – wielkie kino s-f? 04.10.17, 15:08
            :]
            niestety, Never_Never, jeszcze nie miałem okazji obejrzeć.

            ALE... :] poniekąd mnie to cieszy, bo wciąż ta przyjemnośc, jak sadzę, jest przede mną :]

            niestety, TNT - nie posiadam.
            swoją drogą, dziwi mnie, ze "Łowca..." jakoś nie znajduje uznania wśród układaczy
            ramówek stacji mainstreamowych.

            dzięki :]
            możliwe, że internet będzie wyjściem najlepszym, lub/też... jedynym.
            na pewno będę polował ! ;]
      • never_never Finansowa klapa pierwszego weekendu BR 2049 08.10.17, 22:51
        Niestety, może się skończyć tak jak w przypadku oryginalnego "Łowcy androidów" - mimo bardzo dobrych recenzji "Blade Runner 2049" osiągnął w weekend otwarcia niższe od spodziewanych wyniki finansowe
        Mówi się wręcz o klapie i spekuluje nawet o bankructwie studia
        Niezależnie od oceny samego filmu, wiadomość ta niepokoi miłośników klasycznego s-f: czy złe wyniki BR2049 mogą przyczynić się do unikania przez producentów ambitniejszych tematów w przyszłości i stawiania raczej na komiksowe pewniaki?

        naekranie.pl/aktualnosci/box-office-klapa-blade-runner-2049-otwarcie-ponizej-oczekiwan-2446387

        BTW ja dałam BR2049 zarobić i byłam w kinie :)
        Nie napiszę recenzji, bo odczucia mam mieszane, chyba powinnam przetrawić wszystko i zobaczyć film jeszcze raz za jakiś czas?
        Bo pierwszym wrażeniom towarzyszył jednak leciutki zawód... Może rzeczywiście oczekiwania były zbyt napompowane, a może nic nie jest w stanie przebić tego, co zapisało się w naszych wspomnieniach jako olśnienie?
        Notabene, rola wspomnień w tworzeniu osobowości to jeden wielu z motywów nowego BR...;)


        • grek.grek Re: Finansowa klapa pierwszego weekendu BR 2049 09.10.17, 11:40
          dzięki, Never_Never ! :]

          przyłączam się do Siostry - fajnie by było poczytać Twoje wrażenia ! :]

          trudno mi coś powiedzieć, widziałem tylko ścinki w programie kulturalnym CTv,
          ale kompozycja kadru i styl już zdązyły mi się spodobać :]

          na Rotten Tomatoes 89 % z 239 recenzji !

          to zastanawiające, dlaczego tylko 80 mln w pierwszy weekend ? była reklama, był
          dreszczyk z okazji powrotu do historii z kultowego oryginału, wydano 150 mln, a wiec
          grosza nie żałowano... co mogło pójśc nie tak ? może jakieś konkurencyjne produkcje ?
          może źle wybrany moment ?

          wiesz, moim zdaniem ta klapa - oby jednak nie ! - może się przyczynić do zjawisk pozytywnych : pieniędzy moze być mniej, ale dzięki temu twórcy sięgną głębiej do swojej wyobraźni, filmy
          bedą mniej wystawne i "epickie", ale za to ambitniejsze i nowatorskie. Może w tę stronę to
          pójdzie ?

          w każdym razie, dla mnie to również jest spore zaskoczenie, sądziłem, że "BR" zwróci się finansowo już w pierwszym tygodniu wyświetlania.

          ALE :] może jakaś część widzów dopiero pójdzie do kina - zachęcona tymi właśnie dobrymi recenzjami ?
          • never_never No to trochę o filmie... 09.10.17, 22:50
            Siostro i Greku - a więc zmusiliście mnie, choć nie wiem, czy nie będę odszczekiwać, gdy obejrzę film ponownie!

            Moje wrażenia: film niewątpliwie przepiękny wizualnie, niespieszny (w którejś z recenzji określono go "największym blockbusterowym snujem" czy wręcz "snuciem się na rodzinnych grobach"), a jednak przykuwający uwagę przez prawie trzy godziny.

            Pierwsze kadry nawiązują do początku starego BR: widzimy zbliżenie na oko, potem lecimy nad Los Angeles, które tym razem nie wygląda jak piekło, a jest bardziej sterylne, odhumanizowane. Przyznam, że gdy zobaczyłam ten początek, to coś (wzruszenie?;) ścisnęło mnie za gardło – i właśnie takiego „złapania za gardło” oczekiwałam od całego filmu, a niestety tego nie było…

            Brak mi było tej tajemnicy, wieloznaczności pamiętanej z pierwszego filmu. Mam wrażenie, że niestety w nowym BR wszystko zostało nam wyłożone „kawa na ławę”.
            Może trochę zawiódł mnie sam pomysł fabularny? Nie chcę zdradzać za dużo, ale motyw poszukiwania „cudownego” dziecka - dla jednej ze stron oczekiwanego wybawiciela czy przywódcy, dla drugiej cennego obiektu badań, a dla trzeciej problemu, który należy zlikwidować, jest już chyba nieco wyświechtany i w literaturze, i w filmie. Zamiast do kwestii „rozrodczych” może lepiej byłoby gdyby film bardziej nawiązywał do metafizyki, co ledwie sygnalizuje jeden z lepszych dialogów „blade runnera” K z przełożoną (cytuję z pamięci)
            K: „Nigdy nie zabiłem czegoś, co się urodziło”
            „A co to za różnica?”
            K: „Myślę, że to, co się urodziło, ma duszę”
            „Radzisz sobie doskonale bez niej”….

            Aktorsko film wypada dobrze: Ryan Gosling jako blade runner K jest doskonale beznamiętny; świetna jest grająca replikantkę Luv (stojącą po czarnej stronie mocy) holenderska aktorka Sylvia Hoeks; Robin Wright jako przełożona K przekonująca, choć nie ma wiele do grania (podobnie jak Harrison Ford, na którego czekamy 2/3 filmu). Niestety zawiódł mnie Jared Leto, aktor, którego bardzo cenię, a tu raczej przeszarżował wcielając się w psychopatyczną postać właściciela korporacji produkującej replikantów.

            Miasto – to przewrotny pomysł, że w Los Angeles na przemian leje lub pada śnieg. Ujęcia budynków, holograficznych reklam piękne, ale brakowało mi klimatu tamtego ciemnego miasta pełnego ludzi na ulicach. No i brak niezapomnianej muzyki Vangelisa – Hans Zimmer o dziwo daje dużo oddechu, nawet ciszy, ale jakoś mnie nie porywa.

            O nie, jak teraz to przeczytałam to widzę, że wyszło mi straszne narzekactwo, ale tak to jest, jak się przed premierą naczyta peanów krytyków filmowych…;)

            To tylko jako didaskalia dodam, że na moim seansie sala była wypełniona w 1/3 (a był to weekend, premiera i dużo pieniędzy władowane w reklamę). Ale ci co przyszli, chyba w większości wiedzieli na co idą, bo panowała cisza, wyczuwało się skupienie, ludzie zostali nawet na napisach końcowych, co rzadko się obecnie zdarza. Wprawdzie ze dwie – trzy osoby wyszły w trakcie seansu, ale rozumiem, że jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do współczesnej dynamiki filmów wysokobudżetowych, to powolne tempo BR 2049 mogło być dla niego nie do zniesienia.

            Mimo wszystko zachęcam do oglądania, tylko nie czekajcie, aż film wejdzie na małe ekrany, bo moim zdaniem straci wtedy tak z 80% swojej urody...





            • grek.grek Re: No to trochę o filmie... 10.10.17, 11:29
              dzięki, Never_Never ! :]

              świetna recenzja ! od serca !

              "snuj" ? biorę w ciemno :]

              żałuję, że nie oglądałem oryginału, byłbym lepszym partnerem do rozmowy o "2049", przynajmniej w jakimś stopniu.

              Ciekaw jestem tego wszystkiego, o czym piszesz, zwłaszcza Los Angeles przyszłości.

              z tego, co piszesz, na pewnym poziomie zawodzi scenariusz ?

              przyszło mi do głowy, że to jednak zawsze jest ogromne ryzyko, gdy się kręci sequel
              filmu kultowego, oryginalnego i wyjątkowego.

              "Trainspotting" też się średnio udał, podobno [?].
              pamiętam oryginalną "Planetę Małp", której kolejne dokrętki są już nieciekawe, wtórne,
              pozbawione głębszej refleksji.

              Tylko... co zrobić, skoro JAKIŚ pomysł na sequel/wznowienie/remake jest, są pieniądze, wykonawcy ? zazwyczaj jednak się kręci, ryzykuje, licząc przynajmniej na zwrot kosztów.

              I zawsze z podkreśleniem, ze "to całkiem inny film, nie nawiązuje wprost do oryginału !" :],
              w co i tak nie wierzy.

              mam wrażenie, że nawet dobre sequele w zderzeniu z kultowością oryginałów są na straconej
              pozycji, tej kultowości właśnie z natury rzeczy nie przeskoczą.

              o, żadne "narzekactwo" ! :] własne zdanie, to podstawa, na przekór krytykom także :] ja się czuję absolutnie zachęcony do obejrzenia ! I ostrzeżony także :]

              najpierw musiałbym jednak wreszcie zobaczyć oryginał, do czego się przymierzam, ale wciąż nie mogę znaleźć dobrego momentu. Albo nastroju :]

              świetna relacja-recenzja, Never_Never ! :]
              • never_never Re: No to trochę o filmie... 10.10.17, 14:17
                Dziękuję, że przeczytałeś i odpisałeś Greku, choć nie jest to recenzja, tylko luźne odczucia, i to chyba głównie te negatywne
                Z filmem naprawdę nie jest aż tak źle, jak z innymi kontynuacjami, to tylko ja miałam zawyżone oczekiwania i szukałam dziury w całym :)
                • grek.grek Re: No to trochę o filmie... 10.10.17, 15:48
                  to była dla mnie przyjemność, Never_Never :]

                  takie własnie odczucia i osobiste wrażenia czyta się najlepiej, są najciekawsze; dlatego
                  zawsze zachęcamy siebie wzajemnie do takich recenzji-odczuć-obserwacji :]

                  pozwoliłem sobie tak własnie pomyśleć, że masz ogromny sentyment do oryginalnego
                  Blade Runnera i w tym nowym filmie chciałaś zobaczyć jak najwięcej z tego własnie
                  kanonicznego dzieła, stąd charakter Twoich uwag i obserwacji. to bardzo naturalne i
                  racjonalne podejście.

                  o, żadne tam "dziury w całym" ! :] ale, kto wie... może przy drugim seansie pewne rzeczy
                  wydadzą Ci się lepiej wykonane i głębsze niż przy pierwszym obejrzeniu ? szalenie jestem
                  ciekaw, jak też "2049" będziesz oceniała po kolejnym obejrzeniu, mam nadzieję, że o tym
                  napiszesz, Never_Never ! będziemy Cię nękać pytaniami, z ciekawości !, obiecuję ! :]]

                  swoją drogą, wspominałaś o tajemnicy i mniejszym akcencie kładzionym na kwestie metafizyczne - czy przypadkiem nie stało się tak dlatego, że w zasadzie oryginalny Blade Runner trochę wyczerpał zasób pomysłów w tej materii ? no i jednak tamten był sfabularyzowaną wersją prozy świetnego pisarza science-fiction, a "2049" jest już chyba ? autorską wizją panów od scenariusza, stąd może większy nacisk na kwestie dotyczące spraw bardziej... przyziemnych ?

                  • never_never Re: No to trochę o filmie... 10.10.17, 23:11
                    Oj Greku, po takich miłych słowach nic tylko pisać recenzje na forum :)))

                    A co do wyczerpania pomysłów przez oryginalnego BR, to chyba jednak nie całkiem prawda i nowy film nie jest aż tak „przyziemny”, jak wynikałoby to z mojej niedoskonałej relacji. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy zobaczycie obie wersje, zaskoczycie mnie różnorodnością interpretacji :)
                    • grek.grek Re: No to trochę o filmie... 11.10.17, 10:37
                      cieszę się, Never_Never :]

                      mam nadzieję/mamy nadzieję, że rozpiszesz się i będziesz raczyć nas swoimi recenzjami
                      często ! :]

                      rozumiem.

                      na pewno Twoja recenzja, wrażenia, spostrzeżenia i obserwacje będą dla nas układem odniesienia, kiedy obejrzymy i będziemy pisać :]
                      • never_never Re: No to trochę o filmie... 12.10.17, 23:05
                        chciałabym się rozpisać, ale życie pozawirtualne ma niestety swoje prawa...
                        dołączę do Was może w następnym "Ojejku", bo znowu wyjeżdżam na trochę
                        a tymczasem dużo wspaniałych filmów do oglądania i omawiania :)

                        • grek.grek Re: No to trochę o filmie... 13.10.17, 11:07
                          rozumiem, Never_Never.

                          czekamy zawsze na Ciebie, a zapowiedź Twoją traktuję jako obietnicę
                          wielu świetnych recenzji, jakie planujesz zamierzasz napisać i z góry się cieszę
                          na ich lekturę i rozmowę a'propos ! :]

                          udanych wojaży i odwiedzaj nas zawsze !, gdy tylko znajdziesz czas ! :]
    • grek.grek 20:20 KUltura "Turysta" 04.10.17, 10:21
      w kinach chwalony "The Square" Ostlunda, więc publiczna chwali się, że jest na czasie i powtarza po raz enty jego "Turystę" ;]

      grunt to trzymać rękę na pulsie !

      swoją drogą, Ostlund nakręcił jeszcze inne filmy, przynajmniej dwa ;']
    • grek.grek 23:00 TVP1 "Skazani na Shawshank" 04.10.17, 10:23
      okazuje się, że droga tego filmu do uznania kinomanów była równie długa i wyboista, jak droga Andy'ego Dufresene'a do wolności :]

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/skazani-na-shawshank-nadzieja-to-wspaniala-rzecz/7zdebn
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Cyborg" 04.10.17, 10:29
      świat po apokalipsie, czyli wojnie i zawirusowaniu : ruiny, przemoc, bezprawie, gangi, czyli sceneria jak z Mad Maxa.

      samotny wędrowiec Gibson zostaje wynajęty do eskortowania młodej kobiety, jak się wkrótce okaże, mogącej uratować resztkę świata, który pozostał.

      problem w tym, że ich tropem podąza bezwzględny gang zbirów.

      Van Damme oczywiście sprzedaje kopniaki z półobrotu jak mistrz kung fu, fabuła jest dośc wątła, ale moim zdaniem, to jest naprawdę nieźle zrobione kino futurystyczne : specyficzna muzyka, ambitna próba nadania tej całej opowieści klimatu będącego mieszanką pesymizmu i dekadencji, dobrze sfotografowane sceny pojedynków.

      da się obejrzeć :]




    • siostra_bronte "Pustka" 04.10.17, 19:55
      Jutro w Kulturze o 20.20.

      Brawo! Jakoś dawno Kultura pokazywała klasykę, mam na myśli tę starszą, czarno-białą :)

      Nie znam tego filmu, więc z przyjemnością obejrzę. Reżyserem jest Nicholas Ray, rocznik 1950. W roli głównej Humphrey Bogart, więc wiadomo, że to noir :) Partneruje mu znakomita Gloria Grahame, którą pamiętam z paru filmów.

      Oglądamy!!
      • grek.grek Re: "Pustka" 05.10.17, 12:54
        dzięki, Siostro !

        oglądamy, rzecz jasna !

        Nicolas Ray wyreżyserował "Buntownika bez powodu", przez to mam do niego sentyment, no a Bogart... wiadomo :]
      • grek.grek "Pustka" po seansie 06.10.17, 10:32
        zatem, jakie wrażenia, Siostro ? Czcigodni ?

        wg mnie, świetny film, w tym starym dobrym stylu, i w starych dobrych czasach, gdzie strojem
        codziennym był garnitur ;] tak jak dzisiaj dresik.

        Kiedy bohaterowie jadą autem i biorą ostre wiraże, to widać że jadą w studio, manewrują nieruchomym autem przed ekranem, na którym lecą te wiraże, a jak ktoś dostaje w ucho i pada cięzko ranny, to widać, że udaje, bo agresor pozorował ciosy i to w sposób dośc ewidentny. Rzecz jednak w tym, ze muzyka jest tak sugestywna, a całośc nasycona taką atmosferą, że nie można mieć pretensji o takie drobiazgi :]

        Tutaj reżyser do końca trzyma w niepewności : czy Dixon zabił swoją sekretarkę czy jednak nie ? Alibi jakie daje mu Laurel jest niepewne, bo ona jest w nim zakochana, więc mozę kłamać; on sam prowokuje wątpliwosci, zwłaszcza kiedy na przyjęciu w domu policjanta [!] opowiada z wprawą i klimatem jak się czuje człowiek, który "łamie krtań" i dusi ofiarę [sekretarka została uduszona]; a wreszcie Dix prezentuje całą gamę agresywnych zachowań : ktoś mu nawrzuca - idzie go bić, ktoś w barze obraża starego aktora - Dix od razu atakuje, jego scenariusz się nie spodobał agentowi - agent dostaje za swoje. Dlaczego ten gośc miałby nie zabić także tej sekretarki, tudzież szatniarki ?

        Laurel jest w nim zakochana, póki obserwuje go z daleka, a potem kiedy towarzyszy mu podczas pisania. Dix jest zajęty, więc nie zwraca na nią specjalnej uwagi, i ma humor, bo mu dobrze idzie.

        Kiedy przestaje pisać i zaczyna oplatać ją swoim patologicznym pragnieniem władzy nad każdym jej ruchem i zachowaniem, jasne jest, że Laurel musi uciekać. Pobicie własnego agenta, to kropla która przelewa naczynie. Laurel chyba wie, ze skoro uderzył nawet jego, to teraz kolej na nią, że się nie zawaha, jak go "najdzie".

        Uczucie zachowuje, ale żyć z nim nie może, i w sumie nie wiadomo, czy w tej ostatniej scenie nie byłby jej udusił, gdyby nie telefon, który wytrącił go z równowagi dusicielskiej. I kiedy już wydaje się, ze policjant powie Laurel, że to Dix zabił, dowiadują się oboje, że Dix jest niewinny, morderca właśnie się przyznał.

        Film jest z 1950 roku, coś mi się więc zdaje, ze tłumaczenia nazbyt ostrych zachowań Dixa trzeba szukać w jakichś wojennych przeżyciach, pada chyba sugestia,że służył on w armii.

        aczkolwiek, jak się tak dobrze przyjrzeć, to parę razy miał świętą rację przykładając np. rezyserowi, który pozwala sobie na drwiny wobec starego aktora, kiedyś wybitnego, dziś barowego pijaczka.

        Dix : napijemy się brandy
        aktor-pijaczek : oto najpiękniejsze słowa w języki angielskim !
        :]

        albo scena, kiedy przychodzi do baru, gdzie Dix i Laurel świętują zaręczyny, ma na sobie jakiś płaszcz rodem z XIX wieku. Jejmośc z obsługi powiada : zapomniał pan zdjąć kostium sceniczny, na to on : alez, niedouczona dziewko, to jest wytworny strój ! [czy jakoś tak].

        Jest humor ;]

        Bogart w swoim emploi, ciekawa rola Glorii Grahame, i znakomity Art Smith jako agent Dixona [Mel], swietny byl też aktor w w roli wyżej opisanego aktora po przejściach, nie zwróciłem uwagi na nazwisko tej postaci, pamiętacie może ?

        Tak czy owak : dobre kino ! oby częściej Kultura wracała do filmów z tamtych lat :]
        • siostra_bronte Re: "Pustka" po seansie 06.10.17, 12:25
          Podpisuję się :)

          Uwielbiam te stare, czarno-białe filmy!! Ta klasa, szyk i ogólnie mówiąc pewna kultura, pod każdym względem :) Ech, inne czasy...

          Ale mam parę uwag. Zabrakło mi więcej nastroju i suspensu. Prawdziwego klimatu noir.

          Całość jest ciut statyczna. Akcja rozgrywa się tylko w w paru wnętrzach. A plenery, no cóż w tamtych czasach kręcono w studiu, więc akurat tego się nie czepiam.

          Bogart zdecydowanie w swoim emploi. Co oznacza, że brakuje mu subtelności i dramatycznej ekspresji. Nie był wybitnym aktorem, zawsze grał to samo :) Ale i tak oglądanie go to czysta przyjemność!

          Fajne były te zabawne wstawki, zwłaszcza z aktorem pijaczkiem :) Choć mam wrażenie, że akcentów komediowych było tu trochę za dużo (także z agentem), przez co film stracił na klimacie.

          No właśnie, te wybuchy agresji u Dixa. Czekałam na jakieś wyjaśnienie, czy choćby poszlaki, co było przyczyną. Też domyślam się, że chodzi o czasy wojny, ale zabrakło mi wejścia w psychologię tej postaci.

          Tak jest, oby więcej takich filmów w Kulturze! Ostatnio mało takiej klasyki! Gdzie te czasy, kiedy leciały przeglądy Fritza Langa czy Julesa Dassina.


          • siostra_bronte Re: "Pustka" po seansie 06.10.17, 12:39
            Sprawdziłam, upadłego aktora grał Robert Warwick. Okazuje się, że był gwiazdą kina niemego, grał też na Broadwayu. Dzięki świetnemu operowaniu głosem bez problemów przeszedł do kina dźwiękowego. I w filmie to słychać!

            Wyczytałam, że Bogart, jeszcze początkujący aktor, grał z nim w jakiejś sztuce w 1922 r. Warwick tak dobrze go traktował, że po wielu latach Bogart załatwił mu tę rolę w "Pustce". Fajna historia.

          • grek.grek Re: "Pustka" po seansie 06.10.17, 15:35
            cześć, Siostro :]

            szczera prawda ! mój ulubiony czas, to przełom XIX i XX wieku, ale 50s też są stylowe i właśnie INNE zupełnie od tego, co teraz, chociaż... ta obecna swoboda jest całkiem sympatyczna, chociaż rodzi też pokusę dramatycznych nadużyć ;]

            w pełni się zgadzam z Twoją oceną ! noir jest tu niewiele, a może nawet wcale nie ma.

            zgadza się, Bogart to personifikacja powiedzenia "you see what you get" :]

            I znów zgoda ! :] brakuje klimatu noir, psychologia postaci też się jakoś nie udała, więc
            film trochę się chwieje pomiędzy tymi niespełnieniami fabularnymi, ale stylowy wdzięk i
            wspaniała muzyka plus aktorskie twarze rekompensują niedociągnięcia.

            swoją drogą, jest to też ciekawa impresja na temat życia scenarzysty : w jednej z pierwszych
            scen Dixon pod studiem filmowym nagabywany jest przez dzieciaki o autograf, pyta ich "A wiecie przynajmniej kim jestem ?', one zaprzeczają, więc Dixon wskazuje na nadchodzącego reżysera : "No to raczej jego poproście o podpis".

            potem w barze mamy scenę z wywyższajacym się rezyserem, następnie moment porażki Dixona, kiedy okazuje się,ze cała jego praca psu na budę, bo scenariusz, który napisał, nie współgra z literackim oryginałem, a wreszcie scenę wzajemną z agentem, któremu zadaje pytanie "OPuścisz mnie ?", na co tamten odpowiada przecząco "Na kogo miałbym cię zamienić ? mały ruch na rynku" - same niedole życia scenarzysty filmowego, w istocie : jakże często pomijanego przy okazji rozmów o kinie. Reżyser, aktorzy, operatorzy kamery, autorzy muzyki filmowej, nawet montażyści czasami są bardziej doceniani niż scenarzyści. Rzadko pamiętamy nazwiska autorów nawet najbardziej wirtuozerskich partytur filmowych w dziejach kina :]

            miejmy nadzieję, Siostro, że jeszcze się doczekamy powrotu tych znakomitych filmowych tradycji :]
            • siostra_bronte Re: "Pustka" po seansie 06.10.17, 19:10
              Podpisuję się :)

              Przy okazji, właśnie przypomniałam sobie, że wcześniej na wczoraj było zaplanowane "Na skróty" Altmana. Z szumie zapowiadanego przeglądu ostał się tylko "MASH" i zastępczo "Godsford Park". "Nashville", "Trzy kobiety" i właśnie "Na skróty" przepadły bez wieści. Ależ to kompromitacja.
              • grek.grek Re: "Pustka" po seansie 07.10.17, 10:11
                :]

                słuszna racja, Siostro.
                tragicznie źle wypadł ten zapowiadany szumnie "przegląd".

                podstawowy błąd jaki popełnili, wg mnie , był taki, że najpierw zapowiedzieli, a potem
                dopiero zaczęli się "dowiadywać", czy te filmy będą mogli pokazać ;]

                to fatalna amatorszczyzna.
    • grek.grek 22:35 KUltura "Pod opieką wiecznego słońca" 05.10.17, 13:47
      zaraz po "Pustce"

      bardzo polecam !
      niedawno opisywałem, bo był w CT Art, ale tak jakoś bez odzewu ;]
      Może i lepiej, będziecie mieli okazję samodzielnie przekonać się, jak świetny
      jest to dokument.

      reżyser pojechał do KOrei Północnej, zeby nakręcić film o codzienności za tą
      kurtyna, już chyba nie "żelazną", ale jakąs... żelbetonową.

      Dowiedział się, ze moze sam kręcić sobie, co mu się podoba, i dostał do "pomocy"
      panów "przewodników".

      Osią fabuły filmu mają być starania 10-letniej dziewczynki z "przeciętnej koreańskiej
      rodziny", o uzyskanie stopnia pionerki.

      Reżysera interesuje to tylko połowicznie, bo przy okazji chce pokazać, jak działa ten system
      od środka. Kluczowa jest więc rola "przewodników", którzy okazują się być panami od... ustawiania scen filmowych :]

      yes - każde ujęcie, które ma trafić do filmu, zostaje przez nich ściśle zaplanowane, opisane, a przez 'aktorów" wykute na blachę. Nie ma tutaj ani odrobiny miejsca na improwizację i spontan.. Chodzi im o to, by w filmie Korea zaprezentowała się jako miejsce idealne, ludzie jako szczęśliwcy a rzeczywistość - uporządkowana i ubóstwiana przez... kolektyw ;]

      Reżyser, ofk, filmuje wszystko, cały backstage, całą tę pracę "przewodników", w jaki sposób
      manipulują bohaterami filmu, jak ich ustawiają na "planie", jak nimi sterują, niczym marionetkami, a jednocześnie udaje mu się zarejestrować mechanizmy działania codziennej medialno-społecznej propagandy, indoktrynacji w szkołach, szerzenia i podtrzymywania kultu jednostki oraz zapomniane zbiorowe rytuały z dawnych czasów sowieckiej Rosji, które w Korei są wciąz praktykowane.

      komedia, absurd, groteska.

      ale także... przykrość, bo te dzieci północnokoreańskie na taki los nie zasługują, żadne dzieci zresztą.

      Smiech naprawdę zamiera na ustach, zwłaszcza w końcówce.
      • maniaczytania 6:1 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 05.10.17, 20:00
        Oj, Greku, jak dobrze, że Ty się tak często mylisz w tę piłkę nożną :))) Można by obstawiać mecze po Twoich postach ;)

        Mecz był niezły, choć po pierwszych trzech bramkach, pojawiło się rozprężenie i padł gol z drugiej strony. Ale tyle bramek! I hat-trick LewanGOALskiego :) I gol Grosika, i Kuby, no i takiego zupełnie nowego wpuszczonego pod koniec Wolskiego :)
        A LewanGOALski pobił dziś kolejne rekordy - 15 goli w eliminacjach (o jeden więcej niż Ronaldo), no i 50 gol - tym samym jest już samodzielnym liderem w klasyfikacji wszechczasów Polski :)


        --
        Maniaczytania - blog
        • grek.grek Re: 6:1 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.10.17, 10:05
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Maniu ;]

          przy okazji, Dania wygrała na wyjeździe z Czarnogórą 1-0, zatem w sobotę ? niedzielę ? Polska gra o wszystko.

          Dania podejmuje Rumunię.

          Polsce wystarczy remis, na to wygląda, Dania musi wygrać, co zapewne się stanie.

          no to teraz spróbuję przewidzieć awans Polski metodą "a'reboursa" ;], czyli napiszę, ze Czarnogóra, to rywal trudny, niewygodny i nieobliczalny, a dodatkowo na Polsce będzie spoczywała duża presja ;]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka