Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 12 (vol. 86)

01.12.17, 07:15
Udało się, pierwszy raz w telefonie :)
Ale chciałam, żeby już od rana można było pisać w odpowiednim.

Miłego dnia i miesiąca ( mój ulubiony! )
Obserwuj wątek
      • grek.grek Re: 17:20 TVP1 - losowanie grup MŚ 2018 02.12.17, 10:32
        Senegal, Kolumbia, Japonia :]

        egzotyczna grupa, prawda ?
        I chyba dość trudna jednak ?

        Senegal - siła, wydolnośc, ale i technika. No i POlska gra z nimi pierwszy mecz, wtedy jeszcze będą mocni psychicznie i zmobilizowani ;]

        Kolumbia - wirtuozi latynoscy, technicznie poziom wyżej chyba od naszej drużyny ?

        no i Japonia, też dobra technika, szybkość, niekonwencjonalnośc i u nich zawsze jest dwóch-trzech graczy, którzy z rzutów wolnych strzelają jak na zawołanie.

        jak to wygląda Waszym zdaniem ?
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Piramida strachu" 01.12.17, 10:51
      nastoletni Sherlock Holmes i jego równie nastoletni przyjaciel John Watson na tropie jednej
      ze swoich pierwszych spraw kryminalnych.

      brzmi świetnie ! :]

      producentem jest Steven Spielberg, wyreżyserował Barry Levinson - fachowcy :]

      No i Londyn XIX-wieczny zapewne w okazałym i klimatycznym tle. Szkoda, że nie widać powtórki w ramówce, więc mnie raczej ominie.

      może Wy się szykujecie na seans ?
    • grek.grek 20:00 Super Polsat "Och, Karol" 01.12.17, 10:56
      o, to był klasyk chyba kiedyś ? :]

      spełnienie męskiego marzenia o haremie, które obraca się w koszmar na jawie, hehe.

      oglądałem remake, nakręcony w iście telenowelowym stylu [made in TVN], choć na swój sposób
      sympatycznym; żaden remake jednak, albo rzadko który, równać się moze z oryginałem, zwłaszcza takim, którym urósł już do rangi filmu kultowego.

      w głównej roli Jan Piechociński.

      a jego wybranki : Dorota Kamińska, Marta Klubowicz, Joanna Nowak, Danuta Kowalska - zawrót głowy gwarantowany :]

      a wszystko to dzieje się w rzeczywistości Polski Ludowej, w której władza przejawiała purytanizm i wstydliwość obyczajową większą niż Kościół katolicki, aczkolwiek - w 1985 roku te kajdany były chyba już lekko nadgryzione ? ;]
    • grek.grek rocznicowo : 75 lat "Casablanki" 01.12.17, 10:59
      w zeszłym roku pańskim udało mi się wreszcie obejrzeć :

      dzięki Wam !
      Siostra mnie zmobilizowała :] dzięki !

      klasyka !

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/zagraj-to-jeszcze-raz-sam-mija-75-lat-od-premiery-casablanki/cnwhzj
    • grek.grek 0:15 Kultura "Wielka ucieczka" 01.12.17, 11:04
      a'propos wątku rozpoczętego w poprzednim Volume przez Siostrę :]

      niestety, wczoraj udało mi się zobaczyć trochę nieco ponad połowę. Spróbuję dokończyć
      dziś w nocy, będzie powtórka.

      A jak Wam poszło ? Jakie wrażenia ?

      PS : Siostro, miałaś rację, ciut zbyt lekka ta cała zabawa, choć robi się poważnie w momencie, gdy Ives w akcie rozpaczy rzuca się na ogrodzenie z drutu kolczastego i zostaje zastrzelony.

      ale w sumie, taka historia z poetyki "Złota dla zuchwałych" czy "Parszywej dwunastki", choć ta druga miała swoje osobowości/postaci. Tutaj trochę mi ich brakowało.
      • siostra_bronte Re: 0:15 Kultura "Wielka ucieczka" 01.12.17, 14:45
        O, Greku, mam nadzieję, że jednak obejrzysz!

        Myślałam, że film mocno się zestarzał, a jednak nie. Oglądałam go z tymi samymi emocjami, jak wiele lat temu, jako dzieciak! To był zresztą słynna historia, o której pisałam, kiedy pokazano film po nocy, z 2 godzinnym opóźnieniem, więc trwał do rana, z powodu problemów technicznych (to był szacunek do widza, nie to co teraz!).

        Faktycznie do momentu śmierci Ivesa było trochę zbyt wesolutko. Ale potem humor gdzieś się ulatnia i robi się naprawdę poważnie. A już po ucieczce tunelem to już w ogóle, zaczyna się walka na śmierć i życie.

        W końcówce jest kilka scen niezapomnianych, ale nie będę spojlerować. W każdym razie świetnie je pamiętałam, jakbym widziała film parę lat temu!

        Co do osobowości to może faktycznie nie są tak wyraziste jak w wymienionych przez Ciebie tytułach. Ale jest "Mr Cool" Steve McQueen, (ten trick z piłeczką potem będzie powtarzany w innych filmach), i świetny, przejmujący Donald Pleasance.
        No i jako "X', mózg całej operacji Richard Attenborough, który potem zrobi mój ukochany "O jeden most za daleko"!

        W sumie byłam pod ogromnym wrażeniem. Mimo pewnych słabości, to wg. mnie wspaniałe kino, jakiego już się nie robi i robić nie będzie!!!
        • grek.grek Re: 0:15 Kultura "Wielka ucieczka" 01.12.17, 16:09
          dzięki, Siostro :]

          została mi godzina z kawałkiem, a że i tak wstaje na drugi seans "Kieszonkowca" [3:30; zamierzam z obu skorzystać ;) - łapię okazję, która może się nie powtórzyć], to wstanę wcześniej i bez trudu obejrzę.

          jestem dodatkowo zainspirowany Twoją rekomendacją !

          no właśnie, trochę rozrywkowo jest, zwłaszcza kiedy Niemcy widłami [gablami ?'] namierzają uciekinierów pod gałęziami na wozach opuszczajacych stalag. Zołnierze wychodzą spod tych gałęzi i robią chwackie miny, pan niemiecki oficer jest raczej ironicznie kulturalny, no pełna galanteria ;] A jak prowadzą żołnierzy do izolatki, to z takim szacunkiem, jakby chodziło wizytującego obóz generała ;]

          A do tego te narady ucieczkowe, ktore są prowadzone w okolicznościach iście królewskich. Pełna swoboda. Jak na wycieczce skautów do lasu ;]

          Kopanie tuneli, gdyby nie fakt że scenariusz oparto na relacjach świadkow i uczestników całej akcji, to aż trudno by było uwierzyć, ze można taki numer wyciąć Niemcom pod ich nosem.

          na pewno doobejrzę, Siostro !
          • siostra_bronte Re: 0:15 Kultura "Wielka ucieczka" 01.12.17, 16:16
            Świetnie!

            To prawda, to są wręcz komediowe sceny. Ale nie widziałeś "Stalagu 17" Wildera, tam to dopiero jest wesolutko :)

            I mało tutaj brutalności, choć może faktycznie w stalagach pod kuratelą Luftwaffe, więźniowie byli lepiej traktowani.

            Faktycznie, jak to możliwe, że udało się wykopać te tunele? I wszystko tak zorganizować: cywilne ubrania, dokumenty itd. Niesamowite, ale tak było.

            O świetnie. Naprawdę, końcówka, już po ucieczce to prawdziwy thriller. No, przynajmniej dla mnie. Nic nie poradzę, kocham stare filmy i już :)
            • grek.grek Re: 0:15 Kultura "Wielka ucieczka" 01.12.17, 16:23
              siostra_bronte napisał(a):

              > Świetnie!
              >
              > To prawda, to są wręcz komediowe sceny. Ale nie widziałeś "Stalagu 17" Wildera,
              > tam to dopiero jest wesolutko :)
              >
              > I mało tutaj brutalności, choć może faktycznie w stalagach pod kuratelą Luftwaf
              > fe, więźniowie byli lepiej traktowani.
              >
              > Faktycznie, jak to możliwe, że udało się wykopać te tunele? I wszystko tak zorg
              > anizować: cywilne ubrania, dokumenty itd. Niesamowite, ale tak było.
              >
              > O świetnie. Naprawdę, końcówka, już po ucieczce to prawdziwy thriller. No, przy
              > najmniej dla mnie. Nic nie poradzę, kocham stare filmy i już :)


              Cieszę się, Siostro :]

              a tak, racja, pojawia sie taka uwaga w scenariuszu. Fakt. Może to jest wystarczajace
              wytłumaczenie tej nieco luźniejszej atmosfery.

              yes :]
              no i te deski do środka zniesione, ułożenie całej konstrukcji, wynoszenie ziemi itd.
              A mnie zaskoczyło już samo to, że takim prymitywnym kilofem udało im się wybić
              dziurę w betonowym nakryciu tej dziury w ziemi :]

              Twoja sympatia i uczucie dla starszych filmów są bezcenne, Siostro ! dzięki temu możemy
              je poznawać i również się w nich podkochiwać :]
            • grek.grek "Wielka ucieczka" - wrażeń garść :] 02.12.17, 11:08
              zdecydowanie, Siostro - ostatnia "tercja" filmu, to juz prawdziwy wyścig o życie, i tylko nielicznym udaje się uciec.

              Inni zostaja zastrzeleni, złapani, ale nigdy bez walki, a w ostatnim kadrze mamy Hiltsa, który prowadzony do karceru podrzuca piłkę bejsbolową w rękawicy, co sugeruje że będzie tam obmyślał nowy plan ucieczki, a więc kończy się akcentem optymistycznym.

              Do połowy filmu Niemcy byli jakże kulturalni. Salutowali jeńcom, kulturalnie konwersowali, a jeden z nich był notorycznie wykorzystywany materialnie przez amerykańskiego oficera, który się z nim taktycznie zaprzyjaźnił.

              Bardzo mnie ujeło "hajlowanie" z czystym angielskiem akcentem przez niemieckich żołnierzy ;]

              Ucieczkowicze radzili sobie wyśmienicie : przebili się pod ziemię, przez beton, pod ziemią zaś złożyli z desek szyb, wykopali kilkudziesięciometrowy tunel, zorganizowali cywilne ubrania i dokumenty dla 250 [!] ludzi, a nawet udało im się napędzić bimbru [sceny z "wow" wygłaszanym tonem podkreślającym moc trunku - zaiste, komiczne].

              Uznanie dla pracy zespołowej, kooperacji i lojalności [nie ma zdrajców, mimo że w zasadzie w każdym filmie sensacyjnym zdrajca jest figurą nieodzowną], czyli dla etosu wyznawanego przez pionierów zdobywających i ustanawiajacych Amerykę :}

              Jeden z uciekinierów ma klaustrofobię, inny cierpi na postepująca krótkowzroczność, ale przyjaciele ich nie opuszczają. Zwłaszcza los tego drugiego dżentelmena i jego wiernego towarzysza, który postanawia być jego oczami podczas ryzykownej akcji - wypełniają zapotrzebowanie na element bohaterstwa i ideę męskiej przyjaźni.

              Niemców mi w tym wszystkim brakowało :] Narady, kopanie tuneli, wysypywanie ziemi przez nogawki spodni - jeńcy robią wszystko, jak po sznurku, a Niemcy się pochowali.

              Aż tu nagle - bach i demaskują jeden z tuneli. Dziwne, że po tym odkryciu nie biorą więźniów pod baczniejszą kontrolę ! Nie robią nalotu na inne baraki, nie przetrzepują każdego centymetra powierzchni obozu, nie stukają w każdy kawałek podłogi. Udaremniają podkop i na tym się sprawa kończy.

              Tunel jest za krótko o jakieś 6 metrów - świetny manewr, bo teraz ucieczka będzie odbywac się pod nosem niemieckich strażników. Hilts ma na to pomysł, ale ten alarm nalotowy psuje im zupełnie szyki, bo prąd wysiada i zaburzony zostaje schemat działania wartowników.

              Nie mogłem uwierzyć, ze jeden z nich nie, zainspirowany nieostrożnym hałasem jednego z uciekających, nie widzi faceta w ceracie z walizką leżącego plackiem pod jego nogami :}] Ale w końcu zauważył, bo to już by była przesada, gdyby zaspał :]

              Dzięki temu mamy ten znakomity trzeci akt.

              Na początku brakowało mi obławy ? gdzie jest obława ? Natychmiastowe zablokowanie dworców kolejowych, portowych, dróg w okolicy 100 km - tak powinno być, a oni najpierw... urządzają apel!

              Ale, jak sie okazują, to są zawodowcy, wiedzą co robią, bo po kolei wpadają na trop wszystkich niemal zbiegów.

              Absolutnie urzekł mnie moment, kiedy kolega z postepującą krótkowzrocznością [fakt, świetny Pleasence] wraz ze swoim przyjacielem porywają niemiecki samolot ze swastyką ! :] Przepięknie bezczelny numer ! Szkoda, ze nie sprawdzili wcześniej stanu paliwa, ale i tak był to kapitalny wyczyn.

              Swoją drogą, ci Niemcy za każdym razem wyrastają jak z podziemi. Hilts wsiada na motor, a oni już są i to ze wszystkich kierunków.

              Bartlett z kolegą radza sobie świetnie, aż tu nagle najpierw na peronie kolejowym, a potem podczas wsiadania do autobusu Niemcy nabierają ich na proste numery [ten pomysł z "good luck !", na które dobrze wychowany Anglik odpowiada odruchowo - rodem z tragikomedii], a kiedy Bartlettowi wydaje się, ze uciekł - Niemiec wyrasta mu za plecami i ma pistolet w dłoni.

              Ich grupa konczy najgorzej. Ten moment, gdy transport zatrzymuje się, oni mogą 'rozprostowac nogi", Bartlett nabiera optymizmu i mówi że to była "świetna akcja" [mimo że nieudana], a tutaj niemiecki zołnierz instauluje karabin maszynowy, żeby ich za sekundę skosić serią, którą słyszymy, ale nie widzimy oczywistych efektów - jest może najlepsza w całym filmie ? Bardzo mocna, tak naprawdę.

              Zamach na bistro, przy którym zatrzymuje się Australijczyk - też klasyka. Kelnerzy chowają się za kontuarem, wiedząc że zaraz podjedzie kilku kolegów z karabinami, by zrobić swoje, więc nasz przyjaciel też sie chowa razem z nimi, nie mając pojęcia o co chodzi, ale wiedząc, że coś się święci :]

              KOniec końców, jakkolwiek to zabrzmi, Niemcy rehabilitują się za swoje gapiostwo, sprawnie wyłapują lub likwidują uciekinierów.

              Interesującą postacią jest dobry Niemiec, też figura niezbędna w takich filmach :], czyli komendant obozu. Może to dlatego Niemcy byli tacy "gapowaci" i nie dokładali starań, by dopilnować więźniów ? Bo on tego nie chciał ? MOże nawet sprzyjał im ?

              Widać taką sugestię w sposobie traktowania oficerów, ale i w tonie głosu, jakim informuje ich kolegów o tym, ze 50 zbiegów zostało zabitych. Jest mu przykro, a on sam wygląda na człowieka honoru.

              Traci zresztą posadę, za swoją lekkomyślność [?] i brak profesjonalizmu [?]. Nowy szef zapewne bardziej przyciśnie więźniów.

              Cóż, ostatecznie : bardzo dobry film :] Tonacja sie zmienia, ale stopniowo, od lekkiej i luźnej, przez zagęszczenia atmosfery, aż do prawdziwie heroicznej i smutnej, bo mimo że z pełną godnością, to jednak dzielni zbiegowie ulegają brutalnej sile i przewadze liczebnej i logistycznej wroga.

              Scena ucieczki motocyklowej Hiltsa - klasowa ! A udział w niej tych motorów z przyczepką boczną - skłaniający do uśmiechu. Niby ta przyczepka ma swój sens, bojowy i pasażerski, ale kiedy maszyna bierze zakręt... no cóż, bywa zabawnie ;]

              Dzięki, Siostro za kolejną świetną rekomendację ! :]


              • siostra_bronte Re: "Wielka ucieczka" - wrażeń garść :] 02.12.17, 17:58
                Świetnie, Greku, że ta ostatnia część tak Ci się podobała!

                Bo faktycznie jest kapitalna!

                Trzymamy kciuki za uciekinierów, napięcie rośnie niemożliwie. Ale jak napisałeś, o ile Niemcy zaniedbali kontrolę więźniów w stalagu, to w ich wyłapywaniu popisali się zabójczą skutecznością.

                Scena egzekucji więźniów, którzy mieli tylko "rozprostować nogi" szokująca! I faktycznie chyba najważniejsza w całym filmie. Nawet nie widzimy tej sceny, tylko rozstawiony karabin maszynowy, który zaczyna strzelać a potem ujęcie z daleka ciężarówki i Niemców. A jednak wrażenie jest piorunujące.

                Szokująca jest też scena śmierci Blythe'a. A było tak blisko do szwajcarskiej granicy...

                Sceny, kiedy McQueen próbuje przeskoczyć druty na granicy to klasyka :) I znowu tak niewiele brakowało! Wyczytałam, że aktor sam próbował skakać (on sam jechał motocyklem w scenach na drogach), ale skończyło się upadkiem. Zastąpił go kaskader, zresztą przyjaciel, który też pracował w "Bullicie".

                Kiedy Hendley (James Garnet) pyta Ramseya po powrocie do obozu "czy było warto". To pytanie musiało paść. I odpowiedź wydaje się oczywista. Nie. Tylko 3 uciekła, kilkunastu więźniów wróciło żywych, 50 rozstrzelano. Straszny bilans. A pewnie spokojnie dotrwaliby w stalagu do końca wojny, jak mówił komendant obozu (zdecydowanie człowiek honoru jak napisałeś, widać z jakim trudem przyszło mu powiedzenie Ramseyowi o liczbie zabitych). I faktycznie, na początku 1945 obóz ewakuowano.

                Przy okazji wyczytałam, że Donald Pleasance (naprawdę jestem pod wrażeniem tej roli!) w czasie wojny był pilotem RAF-u i siedział w niemieckim stalagu. Niesamowite.

                Również Richard Attenborough był oficerem w RAF. W ogóle kilku innych aktorów też miało za sobą wojenne doświadczenia, także Hannes Messemer grający komendanta obozu (siedział w obozie rosyjskim, z którego uciekł!).

                W wikipedii wyczytałam, że w ucieczce brali udział więźniowie różnych narodowości, głównie Brytyjczycy, ale było też kilku Polaków (wszyscy zginęli), za to nie było w ogóle Amerykanów, więc to trochę zmieniono dla potrzeb filmu.

                Jeszcze zdjęcie z wyjścia tunelu Harry:

                pl.wikipedia.org/wiki/Stalag_Luft_III#/media/File:Sagan_harry-3.jpg

                Cieszę się, Greku :)
                • grek.grek Re: "Wielka ucieczka" - wrażeń garść :] 02.12.17, 18:21
                  dzięki, Siostro :]

                  o yes !

                  wiesz, mnie to dodatkowo zaskoczyło, bo spodziewałem się, po tej luźnej pierwszej połowie, że ucieczka wyjdzie popisowo. A tutaj takie 'schody".

                  właśnie. Też mnie ta scena zdumiała, chociaż spodziewałem się, że z tymi "nogami", to coś podejrzanego. A ten moment, kiedy widzą jak zołnierz instaluje karabin - to dopiero robi wrażenie !

                  własnie, legendarna scena samochodowa z "Bullitta" ma tutaj swoją bliźniaczkę - kapitalne nawiązania :]

                  to ważne, że pada to pytania, o którym piszesz. Bo chodziło przecież tylko o "narobienie zamieszania na tyłach wroga". Inna rzecz, że sama akcja była popisowa i w sumie nie udała się z powodu drobiazgów, niekiedy kuriozalnych.

                  o, to miało swoje znaczenie, na pewno. świetna rola !

                  Polakiem jest chyba bohater grany przez Bronsona ? w pewnym momencie jeden z jego kolegów przypomina o tym, że "musiałeś opuścić Warszawę". A może chodziło o inny powód ?

                  dzięki, Siostro ! cała przyjemność po mojej stronie ! :]
    • grek.grek 20:20 KUltura "Kieszonkowiec" 01.12.17, 11:21
      chyba drugi raz zobaczę ten film w telewizorze :]

      w sieci mam na koncie z tuzin razów ;']

      ekspresja aktorów ograniczona jest do minimum, co moze na początku nieco razić, ale taki styl upodobał sobie Robert Bresson. Najważniejsza jest sama historia.

      Nawiązanie do "Zbrodni i kary" jest czytelne, z tym ze u Dostojewskiego Raskolnikow popełniał podwójne morderstwo, a w "Kieszonkowcu" Michel popełnia niezliczone kradzieże.

      Idea jest jednak ta sama : wyznają pogląd wedle którego są jednostki, które powinny mieć carte blanche na popełnianie przestępstw, z powodu swojej wyjątkowości.

      wiele elementów filmu zgadza się z ksiązką : bohater, skromne warunki materialne w których żyje, przebiegły śledczy, który gra z nim w psychologię, przyjaciel [u Dostojewskiego do końca nie wierzy w winę Rodiona, u Bressona - naciska na Michela, bo zdaje się wiedzieć o jego wyczynach], jest dziewczyna wywierająca na bohatera kluczowy wpływ.

      fenomenalna jest warstwa... "kieszonkowa", czyli sceny kradzieży, które popełnia Michel. cóż za suspens, co za pomysły, sceny treningu czy pokazowe rozegrane na tle muzyki operowej, sekwencja na torze wyścigowym, w pociągu, na chodniku, a potem cały ciąg, gdy Michel poznaje dwóch innych złodziejów i tworzy z nimi tercet.

      z offu wszystkie te akcje, i inne akcje - których nie widzimy, oraz swoje emocje komentuje beznamiętnym głosem sam główny bohater.

      jego twarz w doskonały sposób nie wyraża niczego, podobnie jak jego głos. W pewnym sensie trudno się z nim zaprzyjaźnić.

      Dostojewski w "Zbrodni i karze" chciał opowiedzieć o tym, co robi z duszą rosyjską wpływ zachodnich idei filozoficznych. mam wrażenie, ze Bresson w swoim filmie odniósł się do francuskiego egzystencjalizmu, którego naczelnym postulatem było tworzenie sensu własnego życia przez kazdego człowieka z osobna.

      Michel uznaje sam siebie za artystę. Może dlatego nie potrafi wyttłumaczyć śledczemu, co dobrego miałoby wynikać z idei przyznania pewnym ludziom szczególnej dyspensy od odpowiedzialności za przestępstwa. W istocie, sztuka powinna być zwolniona z podejrzenia o przestępstwo. Sztuka ma być wolna i dowolna. Takie jest wg mnie przesłanie :]

      wspaniałe kino, wg mnie.

      czarno-białe zdjęcia, piękny Paryż lat 50-tych w tle, stroj codzienny bohaterów to garnitur ;], dziewczyny w sukienkach :]

      muzyka. moim zdaniem, niech mi będzie wybaczone, zbyt często ciut jakby nadmiernie patetyczna. szkoda, ze Bresson nie zdecydowal się, na podobieństwo np. "Windą na szafot", zilustrować swojego filmu lirycznym jazzem. Ale to taki drobiazg, że w kontekście świetności filmu, niemal niedostrzegalny :]


      • siostra_bronte Re: 20:20 KUltura "Kieszonkowiec" 01.12.17, 14:58
        Jestem bardzo ciekawa tego filmu!

        Choć dla mnie przesłanie jest mętne :) Kto ma określać czy dane przestępstwo jest sztuką czy nie? Oczywiście sam sprawca i niestety, nie może tu być obiektywny. Czy w ogóle jakiekolwiek przestępstwo można określić jako "sztukę"? Skoro ktoś zostaje skrzywdzony (choćby to "tylko" utrata portfela) to dywagacje o "pięknie" są nie na miejscu. Dla mnie sprawa jest jasna: krzywda drugiego człowieka jest granicą tzw. samorealizacji. Uff...
        • grek.grek Re: 20:20 KUltura "Kieszonkowiec" 01.12.17, 16:19
          jestem szalenie ciekaw Twoich wrażeń i recenzji, Siostro ! :]

          yes.

          na tym własnie polega wymowa obu historii : i tej rosyjskiej, i tej francuskiej. Na krytyce tego mętnego [celne określenie !] rozumowania obu bohaterów.

          obaj są w błędzie, są uzurpatorami.

          a piękno... wg mnie, jest w tej złodziejskiej sztuce jakiś odcień piękna :] filmowego, ofk. zarówno w urodzie odwagi, zręczności, jak i w tym, że jest ona - przynajmniej ze strony Michela - bezinteresowna.

          jemu nie zależy na pieniądzach, gnieździ się w klitce, nie ma niczego, jedną kapotę na plecach. Kiedy kradnie zostawia sobie tylko jakieś trofeum [scena w metrze], resztę porzuca, jego ideą jest doskonalenie swojej techniki złodziejskiej, a nie bogacenie się na niej.

          ale - masz rację, ofk. Z punktu widzenia okradzionych jest to inna rzeczywistość.

          znakomita jest już pierwsza scena, na wyścigach konnych, rozegrana bez muzyki, słychać tylko wystukiwany co jakiś czas dźwięk z kas biletowych [chyba], a akcja już na samym początku osiąga maksymalny suspens, a biorą w niej udział tylko palce stojącego nieruchomo Michela.

          mam nadzieję, ze to będzie dla Ciebie - i dla Was ! - dobry, wartościowy, emocjonujący seans ! :]
          • siostra_bronte Re: 20:20 KUltura "Kieszonkowiec" 03.12.17, 11:16
            Obejrzałam :)

            Znakomite kino. Ascetyczna forma, klimat i styl świetne.

            Jednak to nie do końca moje klimaty. Może gdyby aktorzy nie byli tak sztuczni (co oczywiście było zamierzone) to ten film wywołałby jakieś emocje. A tak, niestety nie. Oglądałam z podziwem dla kunsztu reżysera, ale właśnie bez większych emocji.

            Ale i tak to był świetny seans!
            • grek.grek Re: 20:20 KUltura "Kieszonkowiec" 03.12.17, 11:46
              dzięki, Siostro 1 :]

              doskonale !
              o yes, robota filmowa jest to arcydzielna.

              to prawda, ja tez się przebijałem za pierwszym razem przez tę zminimalizowaną ekspresję aktorską. wciągnał mnie temat, bohater i korelacje z literacko-filozoficzne z "Zbrodnią i karą", i tak oglądam co jakiś czas, czując że nie mogę nie obejrzeć ;]

              także, podobnie jak Ty, mam wrazenie, ze emocje są tutaj wychłodzone, by w pełni wybrzmiał moralitet, co rzeczywiście obniża temperaturę filmową.

              cieszę się, Siostro ! :]


    • never_never "The Divide" AMC 1.40 01.12.17, 14:35
      Był we wtorek o 0.35. Dzisiaj o 1.40, ale nie ma co się spodziewać, by gdzieś kiedyś był wcześniej

      Uwaga, to jest okropny film…

      Mocny, brutalny, czasem wręcz obrzydliwy, a jednak… nie można przestać go oglądać. A potem siedzi w głowie przez długi czas. Niby kolejny film post-apo i kolejna grupa ludzi postawiona w ekstremalnej sytuacji, a więc motywy znane i wielokrotnie poruszane, a jednak chwyta za gardło i puścić nie chce. Dawno nic aż tak nie „przeorało” mojej psychiki.

      Zaczyna się od młodej kobiety spoglądającej przez okno na miasto (mieszkanie w wysokim apartamentowcu). W oddali kobieta widzi wybuch przypominający wybuch bomby atomowej. Mężczyzna (jej mąż?/partner?) krzyczy, że trzeba natychmiast uciekać. Potem znajdujemy się na klatce schodowej, gdzie tłumy mieszkańców budynku zbiegają w panice na dół. Kobieta chce pomóc starszej pani, która wyraźnie nie daje sobie rady, ale mężczyzna odciąga ją wrzeszcząc, że nie ma na to czasu. Ludzie usiłują wyjść przez główne drzwi, ale ktoś spostrzega falę ognia i część z uciekających rzuca się na niższy poziom. Drzwi do piwnic blokuje jakiś mężczyzna, ale kilkorgu z uciekających udaje się przełamać jego opór i dostać do środka. Wtedy zaczynają pękać ściany i mężczyzna zatrzaskuje drzwi… koniec intro.

      Pojawia się czołówka, między napisami widzimy ciemne pomieszczenia piwnic i rozmyte twarz ludzi skulonych w oczekiwaniu. Obrazom tym towarzyszy świetny soundtrack.

      Widzimy ocalałych. Jest nasza bohaterka Eva (piękna Lauren German) i jej partner Sam (Ivan Gonzalez). Trzech młodych mężczyzn: Josh (Milo Ventimiglia) i jego przyrodni brat Adrien (Ashton Holmes) oraz Bobby (Michael Eklund). Jest jeszcze czarnoskóry Devlin (CB Vance) oraz matka z może 10-letnią córką (matkę – Marilyn - gra Rosanna Arquette). No i On – dozorca apartamentowca i „władca piwnic” Mickey (bardzo dobry Michael Biehn). Ciemność, ludzie kaszlą, słychać wybuchy. Nagle zapala się światło – to Mickey uruchomia generator, cytując Księgę Rodzaju „I stała się światłość”. Eva próbuje złapać zasięg w komórce, ale sygnału brak. Mickey patrzy na nich wszystkich, stwierdzając, że „raj to nie jest” i idzie do drzwi (solidne, metalowe, zamknięcie wzmocnione łańcuchami), by okleić je taśmą. Jednocześnie tłumaczy, że po wybuchu wszystko wsysane jest do atmosfery, a potem opada w postaci radioaktywnego pyłu. „Zasada numer 1: nikt nie otwiera tych drzwi, póki pył nie opadnie. Jeśli chcecie przeżyć musicie się mnie słuchać”…

      Mickey jest doskonale przygotowany na przetrwanie: ma zapasy jedzenia i wody, agregat, nadajnik radiowy, a nawet mnóstwo materacy (na pytanie, po co mu tyle odpowiada, że sprzedaje je przez internet). W piwnicach jest nawet szambo i przygotowany kubełek z wapnem (z braku bieżącej wody szambo trzeba zasypywać po każdorazowym użyciu). W trakcie filmu, ze strzępków informacji, zdjęć powieszonych w jego pokoju, możemy sobie ułożyć historię Mickey’a: miał żonę i dziecko, był strażakiem i przeżył traumę 11 września, po której chyba się nie podniósł i stracił rodzinę, w efekcie zaczął się obsesyjnie przygotowywać do nadchodzącej nieuchronnie katastrofy. Gdy ludzie zastanawiają się, co się właściwie stało, Mickey stanowczo twierdzi, że to na pewno jedna z zagubionych bomb atomowych, którą zrzucili Arabowie. „Toczymy z nimi wojnę jakieś 20 lat i jeszcze tego nie zauważyliśmy”.

      Mija czas. Ludzie jedzą fasolę z puszek, Devlin usiłuje złapać jakiś kontakt przez radio, a inni dopytują się Mickey’a, kiedy będzie można wyjść, na co dostają odpowiedź : „Kiedy ja tak powiem”. W końcu Josh nie wytrzymuje, woła Adriena i Bobby’ego i próbują otworzyć drzwi. Ale Mickey zrywa się do ich obrony z siekierą w ręku i grozi, że otwierając te drzwi zabiją wszystkich wpuszczając radioaktywny pył do środka. Josh i pozostali odpuszczają.

      Mija czas odmierzany kolejnymi puszkami fasoli. Każdy próbuje się czymś zająć. Z rozmowy Evy i Sama wnioskujemy, że przeżywali kryzys, ale Sam chce ratować ich związek. Dochodzi też do kolejnych starć między Mickey’em a pozostałymi – widać, że napięcie rośnie i ludzie przestają wytrzymywać w zamknięciu.

      Nagle słychać rumor po drugiej stronie drzwi. Marilyn cieszy się, ze to ekipa ratunkowa. Sam krzyczy „Tutaj! Tutaj!”. Jednak Mickey coś przeczuwa i każe gasić światła. Do środka wpadają ludzie z bronią, w białych kombinezonach z aparatami tlenowymi, z noktowizorami na hełmach . Strzelają do Adriena, porywają córkę Marilyn, polują na pozostałych. Wspólnym wysiłkiem udaje się ocalałym pokonać napastników, zmusić ich do odwrotu, a jednego z nich zabić. Po ściągnięciu kombinezonu okazuje się, że to Azjata, na co Devlin ironicznie stwierdza, że to chyba są Północni Koreańczycy, a nie Arabowie.

      Mickey ponownie rygluje drzwi i zalepia taśmą. Adrien jest ranny, ale udaje się wyjąć kulę z ciała i zdezynfekować ranę środkami z apteczki. Marilyn rozpacza, chce otworzyć drzwi i szukać córki, w końcu pozostali musza ją związać i zamknąć w magazynie. Mickey obcina wszystkim racje żywnościowe. Jednak sam ma w kieszeni kiełbasę, a gdy inni to zauważają i protestują stwierdza, że schował kilka sztuk dla siebie: „To moje miejsce i moje prawo”.

      Devlin nasłuchuje przez radio i udaje mu się wyłapać jakieś słowa o „dokończeniu porządków”. „I mają amerykański akcent” – mówi Devlin. Czyżby więc ci napastnicy to byli amerykańscy żołnierze?

      Trwa narada, co dalej. Mickey nie chce wypuścić nikogo na zewnątrz, ale pozostali chcą się dowiedzieć, co się tam dzieje. W końcu decydują, że wyjdzie Josh, ponieważ na pewno wróci do piwnic po brata. Josh ubiera kombinezon po zabitym Azjacie, tak że niełatwo go rozpoznać i otwiera drzwi. Okazuje się, że od drzwi piwnic ciągną się ofoliowane korytarze tworząc jakby rodzaj śluzy. Josh dociera do prowizorycznego laboratorium, w którym pełno jest słoików z próbkami (wyglądają jak kawałki narządów), okrwawiony stół (do sekcji???), pojemniki z obciętymi włosami… Po laboratorium kręcą się ludzie, ale wszyscy ubrani w kombinezony, hełmy, z aparatami tlenowymi wyglądają podobnie. Josh dociera do pomieszczenia z komorami, w których zauważa ogolone na łyso dzieci, z zaklejonymi oczami, podłączone do różnych rurek. Jest wśród nich córka Marilyn. Ale wtedy zostaje rozpoznany przez pracowników laboratorium, następuje starcie, jednak udaje mu się uciec z powrotem do piwnic. Wszyscy z przejęciem dopytują się, co zobaczył na zewnątrz. Josh krzyczy, że nikt nie ocalał, nie ma cywili, nie ma Czerwonego Krzyża, że nie wie, czy ci w laboratorium to wojskowi, a nawet nie wie, czy to Amerykanie. Przeprasza Marilyn, dając do zrozumienia, że jej córka nie żyje.

      Nagle słychać hałas przy drzwiach, wszyscy myślą, że to ci w kombinezonach wracają, ale Mickey mówi, że nie, że będą trzymać ich w zamknięciu. I rzeczywiście, z drugiej strony drzwi zostają zespawane i jedyna droga wyjścia odcięta…
      • never_never Re: "The Divide" AMC 1.40 01.12.17, 14:37

        To było dopiero 40 minut z dwugodzinnego filmu. Teraz zaczyna się ta straszna część, której nie będę już z wiadomych względów tak szczegółowo relacjonować.

        Ludzie są zamknięci, w beznadziejnym położeniu, racje żywnościowe głodowe, a obok rozkłada się ciało zabitego Azjaty… Pierwszy przekracza granicę Bobby, który podejmuje się porąbać ciało, by wrzucić je do szamba (mocna scena, ale dalej coraz mocniejsze…). Marilyn, pogrążona w rozpaczy po utracie dziecka, staje się zabawką Bobby’ego, uprawiając z nim perwersyjny seks, godząc się na poniżenie i przemoc. Czy to swoisty sposób kary, a jednocześnie chęć zatraty, zapomnienia? Dołącza do nich Josh.
        Mickey zostaje zdemaskowany przez Devlina – okazuje się, że dozorca ma za ścianą swojego pokoju rodzaj pomieszczenia-sejfu, w którym ukrywa żywność i wodę. Podczas szamotaniny Mickey zabija Devlina, ale zauważa to Eva i woła pozostałych. Mickey zostaje obezwładniony, a ponieważ zdołał wcześniej zamknąć drzwi swojego sejfu, Josh i Bobby torturują go, by wydobyć kombinację (to 9-11-01, wiadoma data…).

        Josh i Bobby obejmują we władanie pokój i wszystkie skarby Mickey’a, wydzielając pozostałym jedzenie. Proponują Evie, że zwiększą racje, jeżeli „będzie miła” dla Josha… Z dnia na dzień stają się coraz bardziej szaleni i niebezpieczni. Sam jest słaby i łatwo daje się podporządkować. Sprzymierzeńcem Evy staje się Adrien, który stara się chronić ją przed bratem, ale przez większość czasu izoluje się w osobnym pomieszczeniu, gdzie maluje obrazy. To Eva ma silny charakter, co dobrze rozpoznaje związany i ranny Mickey, który prosząc o uwolnienie wyjawia dziewczynie, że w magazynie ma schowaną broń, a jedyną drogą wyjścia jest… zanurzyć się w szambie.

        W piwnicach narasta napięcie.
        Sam jest zazdrosny o więź łączącą Adriena i Evę. Josh i Bobby prowokują go do okazania się „prawdziwym mężczyzną” i porąbania ciała Devlina. W końcu (by obronić Sama) musi to zrobić Eva…
        Któregoś dnia/nocy Bobby mówi wszystkim, że Marilyn się „zepsuła”…

        W końcu Eva układa plan: ona zajmie się Joshem rzekomo godząc się na seks, Adrien zajmie Bobby’ego, a w tym czasie Sam ma zdobyć broń. Ale Bobby przyłapuje Sama w pokoju-sejfie (kolejna mocna scena, Eklund w roli szalonego Bobby’ego przerażająco dobry). W tym czasie Josh zajmuje się Evą… (równie przerażająco dobry w roli psychopaty Milo Ventimiglia). Mimo wszystko Sam jednak zdobywa pistolet, w zamieszaniu, które powstaje raz celuje do Bobby’ego, raz do Josha, a w końcu strzela… do Adriena.
        Josh i Bobby rzucają się na Sama, Eva znajduje otwartą puszkę fasoli i pokrywką zabija Bobby’ego (omijam drastyczne szczegóły). Ponieważ Josh nie zwracając na nic uwagi pochyla się nad umierającym Adrienem, Eva zabiera broń i uwalnia Mickey’a. Ten strzela do Josha, który słaniając się łapie za lampę naftową, chwilę czeka, ale na słowa Mickey’a „jesteś z siebie dumny?” - podpala się…
        Powstaje pożar, który starają się ugasić kocami pozostali przy życiu Mickey i Sam. Eva patrzy na to, ale zaczyna chyba rozumieć, co to wszystko oznacza: pożar w zamkniętej przestrzeni, zbiorniki z paliwem do agregatu, ona jedna, dwóch mężczyzn, a tylko jeden kombinezon antyradiacyjny i aparat tlenowy po zabitym napastniku…
        To są moje spekulacje, bo tylko widzimy, jak Eva wycofuje się powoli do pokoju -sejfu, zabiera po drodze kombinezon, parę puszek z jedzeniem i… zamyka drzwi.
        Sam i Mickey błagają, żeby otworzyła (Bobby i Josh wcześniej zmienili szyfr), ale ona płacząc zakłada kombinezon, rąbie dziurę w szambie i wskakuje do środka…

        W końcówce widzimy Evę idącą przez ruiny miasta, mijającą ludzkie kości… Eva zatrzymuje się (bo gdzie tu iść?)
        Zbliżenie na jej twarz: za szybą hełmu widoczne głównie oczy – ten pusty wzrok… koniec.


        reżyseria: Xavier Gens
        scenariusz: Karl Mueller i Eron Sheean
        muzyka: Jean-Pierre Taleb
        produkcja: Kanada/Niemcy/USA

        • grek.grek Re: "The Divide" AMC 1.40 01.12.17, 16:01
          dzięki, Never ! :]

          świetny, sugestywny opis ! znakomicie odtworzona/stworzona dramaturgia :]

          Mickey wygląda na tzw. preppersa, czyli obywatela, który gromadzi sprzęt, żywność,
          wodę i miejscówki na okoliczność przetrwania z okazji katastrofy, wojny, apokalipsy jakiejś.
          Jak przekonuje film, taka aktywność ma swój sens :]

          ludzie w zamknięciu, jak celnie napisałaś, dostają kręćka. Niestety, zwłaszcza w grupie. I
          kiedy zamknięcie jest przymusowe, towarzyszy mu niepokój o to, co dzieje się na zewnątrz.

          I jak w każdej zamkniętej wspólnocie, zaczyna się tam coś, co ma miejsce w takich wspólnotach w tzw. realu, czyli walka o władzę, o sprawowanie kontroli nad pozostałymi. A władzę ma ten, kto ma dostęp do broni albo/i zasobów materialnych albo jest po prostu najbardziej bezwzględny czy najsilniejszy fizycznie.

          Jakoś tego całego towarzystwa nie powstrzymuje fakt, że są w położeniu ekstremalnym i współpraca jest ich jedną szansą, by się z tego wykaraskać. Ofk, może być i tak,że część tylko się uratuje i każdy chce się załapać, ale przynajmniej do momentu uzyskania pewności, że tak własnie jest - powinni się wspierać.

          Nie byłoby jednak wtedy takiego filmu :]

          Okropieństwa, ktore - jak dałaś do zrozumienia - namalowałaś oszczędnie i z umiarem w stosunku do ich faktycznej prezencji, rzeczywiście rzucają się w oczy. MOże i dobrze, że tak jest ? Nie ma co ukrywać, natura ludzka, w walce o przetrwanie, zaczyna ujawniać swoje najmniej szlachetną stronę. Czysty instynkt bierze górę i po trupach do celu.

          INteresujące, że cało wychodzi z opresji kobieta, czyli potencjalnie jednostka, która w świecie przemocy, broni i pięści ma nieco mniejsze szanse od mężczyzn.

          A jednak to ona wychodzi z tego cało, okazuje się najmocniejsza psychicznie i najbystrzejsza. Koniec końców, to dobre rozwiązanie.

          No i pytanie : co też działo się tam na zewnątrz ? ! Kim byli ci ludzie w kombinezonach ? Naukowcy szarlatani ? Laboranci od genetycznych makabresek ? W służbie wojska ? Agencji wywiadowczych ?

          Ameryka została najechana i spacyfikowana ?

          To by było...

          świetnie się czytało, Never ! dzięki raz jeszcze ! MUSISZ pisać znacznie częściej, jak
          najczęściej :]

          film z chęcią obejrzę, jeśli tylko pojawi się w zasięgu :]


          • never_never Re: "The Divide" AMC 1.40 01.12.17, 17:13
            Dziękuję Greku za analizę :)

            Tak tylko dodam, że podczas pisania miałam skojarzenia z Twoim wcześniejszym opisem "Piekła na Pacyfiku" - wprawdzie jeszcze nie oglądałam filmu, ale z Twojej relacji wyciągnęłam wniosek, że jednak obu bohaterom udało się nawiązać współpracę w obliczu katastrofy
            Podobnie było w stareńkim "Enemy mine" (przypomniał mi się a propos Twojej recenzji "Piekła...", więc zrobiłam dopisek w poprzednim "Ojejku")

            Tu mamy sytuację przeciwną - ale czy nie równie (a może bardziej) prawdopodobną?

            "The Divide" skojarzył mi się z kolei z "Miastem ślepców"

            Notabene, gdybym wcześniej wiedziała, jak brutalne (i bardzo pesymistyczne co do stanu kondycji ludzkiej) oba filmy będą, pewnie bym wcale ich nie oglądała...

            • never_never Re: "The Divide" AMC 1.40 01.12.17, 17:21
              a, i jeszcze ten wątek "laboratoryjny" - on wcale nie jest tu potrzebny, w zasadzie można by go wyciąć, a cały film nabrałby tylko mocy?
              choć z drugiej strony może chodziło o odebranie bohaterom nadziei na ratunek?
              ale z pewnością można by to zrobić inaczej - myślę, że to nie jedyna słabość scenariusza, widzę ich wiele, ale cóż - i tak o tym filmie nie da się zapomnieć
              mój opis z pewnością go spłaszczył, ale pozwoliłam sobie go jednak zrobić, bo myślę, że raczej go nie oglądniecie...


              • grek.grek Re: "The Divide" AMC 1.40 02.12.17, 10:20
                ciekawy punkt widzenia, Never.

                fakt, jesli w grę wchodzi laboratorium, to znaczy, że szanse bohaterów na wyjście z całej opresji są nikłe, a to dodatkowo wzmacnia przekaz o absurdalności strategii walki, tym bardziej powinni współdziałać, w grupie, i tylko w grupie, mieliby jakieś szanse na przeżycie. Wykańczając się wzajemnie, pozbawiają się nawet tych resztek nadziei.

                film o destrukcyjnej stronie ludzkiej natury, bez dwóch zdań.
            • grek.grek Re: "The Divide" AMC 1.40 02.12.17, 10:15
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Never ! :]

              o, ciekawe porównanie !
              bardzo trafne.

              znakomite skojarzenie !
              yes, pamiętam "Miasto ślepców", sytuacja faktycznie niezwykle podobna.
              tuttaj i tam, mimo warunków pozornie zupełnie nienadających się do takich
              zapędów, odbywa się walka o dominację.

              interesujące w "Mieście..." było to, że jedyna osoba widząca nie chciała wykorzystać
              swojej przewagi do celów niskich, choć przecież nie tyle ludzkich, co arcyludzkich.

              tak bywa.
              ale cieszę się, że udało Ci się obejrzeć, bo dzięki temu miałem/mieliśmy ! przyjemnośc
              przeczytać Twoją znakomitą opowieść :]

              tak trzymać ! jak najczęściej ! :]
          • never_never Re: 02.12.17, 18:27
            :)

            rozumiem, bo sama widziałam go "z zaskoczenia", po prostu sugerując się gatunkiem "thriller sci-fi"
            zwykle do filmów tak ciężkich zbieram się bardzo bardzo długo (jeżeli w ogóle)
            ale nie żałuję, że oglądałam
    • grek.grek 23:35 CT2 "Spisek" 01.12.17, 16:33
      Czesi zaskoczyli ;]

      "Spisek" zrobił Robert Redford. Treścią jest proces jaki wytoczono niejakiej Mary Surratt i siedmiu mężczyznom oskarżonym o konspirację, która doprowadziła do zamordowania prezyddenta Lincolna.

      obrony Mary, co jest w zasadzie misją niemożliwą, podejmuje się młody adwokat Frederick Aiken.

      I chyba właśnie przebieg procesu stanowi oś fabularną całego filmu.
      adwokata gra James McAvoy, Mary - Robin Wright, w obsadzie jest takze Tom Wilkinson.

      scenariusz napisał mr. James D. Salomon, z którego filmografii wynika, że od 2001 roku pisał już trzy seriale o prawnikach, sądach i procesach sądowych z udziałem prawników :]

      czyli, wygląda na to, że zna się na rzeczy.

      może mi sie uda połączyć oba filmy :]
    • never_never "Zabicie świętego jelenia" - dziś premiera kinowa 01.12.17, 18:00
      nowy film Yorgosa Lanthimosa ma nagrodę w Cannes i dobre recenzje
      obsada - cóż, ani Farrell, ani Kidman nie są dla mnie wartością dodaną, ale ich role są chwalone
      może pójdziemy do kina? ;)

      film.onet.pl/recenzje/zabicie-swietego-jelenia-wybor-stevena-recenzja/rdlzdb
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,22711586,zabicie-swietego-jelenia-gdybys-mial-decydowac-kto-zginie.html
    • siostra_bronte "Atlas chmur" 02.12.17, 10:22
      W Stopklatce o 20.00.

      Pisałam o nim chyba z 10 razy. Niestety, fatalnie nakłada się na "Mr Nobody". Ciekawe, oba filmy są do siebie w jakimś sensie podobne. I znowu nikt nie obejrzy :)
    • grek.grek 20:10 Historia "Lalka" odc. 8 02.12.17, 11:12
      odcinek przedostatni.

      wg mnie, to prawdziwe niedopatrzenie, ze ten serial ma tylko 9 odcinków.

      20 ! - o, to by było idealnie ;]
      jest odpowiedni materiał :]]

      chociaż - porównując ksiązkę ze scenariuszem filmu : wg mnie, scenarzyści zrobili
      świetną robotę, idealnie wydestylowali z oryginału ważne wątki i przeszczepili chyba
      wszystkie istotne dialogi i uwagi. Nie macie takiego wrażenia ?
    • grek.grek 2:20 Super Polsat "Nóż w wodzie" 02.12.17, 11:16
      obejrzę :]

      mam nadzieję, że i Wam się uda ! [noc z soboty na niedzielę... :)]

      ale pora straszna. straszna szkoda, że taka późna.
      można to zrozumieć, Super Polsat to stacja komercyjna, a "Nóż w wodzie", to
      nie jest film, przy którym masowo zasiada dzisiejsza widownia.

      to, co jest w tym całym wydarzeniu średnio wytłumaczalne, to fakt, że takie
      filmy pokazuje kanał komercyjny, a nie telewizja publiczna, która mogłaby puścić
      go wcześniej, bo - przynajmniej w teorii, w myśl idei ustawy o tzw. misji - nie powinna
      się przejmować względami reklamowymi i ekonomicznymi związanymi z programami,
      które pokazuje.

      a tutaj - klapa :]
        • grek.grek Re: 2:20 Super Polsat "Nóż w wodzie" 02.12.17, 16:31
          dzięki, Mała Ciekawostko :]

          trochę znam "Nóż...", miałem okazję kilka razy obejrzeć, i - jak widzisz - wracam do tego filmu, jak niezapłacony weksel ;]

          absolutnie znakomity jest, wystylizowany na modłę kina francuskiego, z aktorami którzy rownie dobrze mogliby mówić po włosku i film wyglądałby jak produkcja włoska, z tymi jazzowymi kompozycjami Komedy - mam wrażenie, ze im więcej lat upływa od premiery, tym "Nóż" jest filmem jeszcze bardziej - o ile to możliwe ! - domagającym sie uznania.

          nie wiem, czy się zgodzisz ? [zgodzicie ?], ale mam wrażenie, że w polskim kinie nie powstało od tamtej pory nic tak "pokoleniowego", tak bardzo "zachodniego", takiego że można to wystawić do Oscara i ustawić w jednym rzędzie z dziełem takim jak "Osiem i pół", i wcale nie będzie widać róznicy.

          wg mnie, sytuacja bezprecedensowa w polskim kinie :]

          I pomyśleć, ze to był debiut Romana Polańskiego :] po takim debiucie, to można przestać kręcić i zająć się hodowlą reniferów, bo jak tu coś równie znakomitego ? [a jemu 2 czy 3 razy ta sztuka się udała !]

          I że na planie tylko jeden aktor mówi własnym głosem, a aktorka podobno nie umiała grać ani trochę ;] jakiego trzeba utalentowanego reżysera, żeby to poskładać w mistrzowskie kino ?! :]
    • grek.grek 20:00 Puls "Pierwsza krew" 02.12.17, 11:35
      kolejne filmy z Johnem Rambo osiadły na mieliźnie strzelankowo-bohaterszczyznowatej tandety, ale "Pierwsza krew", to jest pełnokrwisty surowy dramat sensacyjny, wart polecenia, co niniejszym czynię ":]

      wiadomo jak to szło : John Rambo wraca z wojny wietnamskiej do Ameryki, wędruje po kraju w poszukiwaniu dawnych kolegów z oddziału. Odwiedza ostatniego i okazuje się, że on też nie żyje. W miasteczku, gdzieś pod Górami Skalistymi czy innymi, przyczepia się do niego miejscowy szeryf i probuje wziąć go pod but. Były komandos długo trzyma nerwy na wodzy, ale w końcu wybucha i włącza mu się tryb dalszego ciagu wojny. Ucieka w góry, a za nim podąża cała gwardia terytorialna [taka powstaje u nas, warto obejrzeć film, bo pokazuje dośc wiernie jej spodziewaną wartośc bojową ;)] i policja. Pojawia się także były dowódca Rambo z Wietnamu, przyjechał w charakterze mediatora. "Pan się myli, ja nie przyjechałem uratować jego przed wami, ale was przed nim", spokojnie objaśnia cel swojej misji zezłoszczonemu szeryfowi.

      jest to, wg mnie, świetne kino. Komiczne, ze okreslane czasami jako "Rambo 1" ;] w istocie, ten film nie ma nic wspolnego z tymi sequelami, ktore mu dokręcono.

      główny bohater jest tutaj rozgorycznym, zrozpaczonym człowiekiem, któremu rozsypało się życie i nie ma pomysłu, ani szansy, na nowe/inne.

      miejscem akcji są piękne i ascetyczne górskie rejony, a sama akcja nie jest kopią pomysłów kreskówkowych. zadnych wyczynów spoza granic ludzkiej percepcji. Tutaj John Rambo jest po prostu świetnie wyszkolonym komandosem, który radzi sobie z amatorami próbujacymi go złapać. Nikogo nie zabija. Jedyna śmierć jaka się przydarza, to wynik nieostrożności ofiary.

      fenomenalna muzyka Jerry'ego Goldsmitha ! naprawdę wyjątkowa ! dla niej samej warto ten film śledzić. wg mnie, muzyka oscarowa !

      fenomenalny jest też Sylvester Stallone w scenie finałowego monologu. potęzna dawka emocji, którą gra ze szczerością i pasją, na które pewnie wielu lepszych aktorów nigdy w życiu nie byłoby stać.

      scenariusz w dużym stopniu oparto na oryginale literackim Davida Morrella, mozę dlatego jest w tym filmie tyle miejsca na psychologię. Zmieniono zakończenie, jesli mnie pamięć nie myli [swego czasu byłem posiadaczem książki :)] Morrell uśmierca Johna Rambo, co ma zapewne wymowę protestu przeciw wojnie i złemu traktowaniu weteranów kampanii wietnamskiej; w filmie Rambo żyje, by powrócić w kolejnych filmach.

      zresztą, moment kiedy opuszcza scenę, przy jakże poruszajacej piosence "It's a long road", to też klasyk dawnego kina VHS ;]

      to jest kino !

    • siostra_bronte "Mr Nobody" 02.12.17, 13:28
      W Kulturze o 20.20. Nikt nie zapowiedział, więc ja to zrobię :)

      Kiedyś leciał w Jedynce po nocy. Udało mi się obejrzeć. Napisałam o nim bardzo pozytywnie. Ma swoje słabości: chwilami trudno się połapać w meandrach fabuły, ewidentne ściąganie z Kieślowskiego ("Przypadek"), no i wnioski są mało odkrywcze. Ale całość, jeżeli chodzi o sam pomysł i realizacyjny rozmach (najdroższy film w historii belgijskiego kina) robi duże wrażenie. W roli głównej Jared Leto. Reżyseria Jaco van Dormeal.

      Polecam!!
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Idy marcowe" 03.12.17, 10:32
      George Clooney jako reżyser, czyli kino zaangażowane.

      sam także gra jedną z ważnych ról - gubernatora Morrisa, ubiegającego się o kandydaturę ze strony Demokratów na prezydenta Ameryki.

      Jego rzecznikiem prasowym i prawą ręką jest niejaki Meyers, którego gra Ryan Gosling. Szykują się własnie do finiszu kampanii.

      Meyers nie jest do konca cynikiem, choć na własnym stołku oczywiście również mu zależy. On naprawdę myśli, że Morris - wygadany, elegancki i szczery - to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

      a dookoła czyhają na młodego aspirującego polityka same zagrożenia i pokusy : musi porozumiewać się z dziennikarzami, sztabem przeciwnika, gotowymi na romans stażystkami, składającymi mu intratne propozycje zawodowe swoimi alter ego ze strony rywala - stąd tylko krok do prawdziwych dylematów i kłopotów.

      a z czasem zaczną do niego docierać dokumenty albo opowieści, które nadwątlą jego wiarę nie tylko w Morrisa i jego uczciwość, nie tylko w sens własnego uczestnictwa w całej kampanii, ale
      i w ogole w politykę.

      Amerykanie mają jednak to do siebie, że o ważnych rzeczach mówią w sposób interesujący i zamaszysty. wychodza z założenia, ze nie można dawać wykładów poglądowych, ale trzeba refleksje ubierać w kostium historii kryminalnych, sensacyjnych, pikantnych lub/i intensywnie dramatycznych. Tak jest i tutaj.

      pamiętam, że kiedyś omawialiśmy ten film, TVp go pokazywała ;]

      scenariusz powstał na podstawie ksiązki Beau Willimona, który przez wiele lat kręcił się w polityce i na jej backstage, ma wiedzę z pierwszej ręki.

      I to on , zdaje się, wpadł na pomysł "House of Cards", chyba nawet scenariusze pisał do otwierającego serię sezonu.




    • grek.grek 20:05 TVP2 "Za jakie grzechy, dobry Boże ?" 03.12.17, 10:37
      kolejna dobra komedia z Francji ? :}

      rodzina konserwatywnych mieszczan - trzy z czterech córek wyszły za : Araba, Żyda i Chińczyka. jest nadzieja, ze czwarta poślubi wreszcie "odpowiedniego kandydata", czyli prawdziwego katolika. jak się okazuje, katolik ma pewne niedostatki... urody ;]

      zapewne będzie to satyra na twardogłowie, które we Francji uprawia część starszego pokolenia, a które i u nas się szerzy, choć "kandydatów z wadami urody" nie jest aż tak wielu.

      wygląda to na komedię wpisującą się w modę filmów obłaskawiających stereotypy i nabijających się z róznic, które pewnej grupie ludzi nie dają spać w nocy ;]
      • grek.grek "Za jakie grzechy, dobry Boże ?" - słów kilka :] 04.12.17, 11:58
        Czy oglądaliście ? :]

        spróbuję opowiedzieć, jesli pozwolicie :]

        To lekka komedia rozbijajaca i ośmieszająca rasowo-etniczno-kulturowe stereotypy, oswajająca z francuską multi-kulti, a przy okazji niegłupia.

        No więc najpierw mamy 3 slubu, rok po roku. Córki pp. Verneuil wychodzą kolejno za mąz. Jedna za Araba, druga za Żyda, a trzecia za Chińczyka. Państwo rodzice ledwie to znoszą, tak ze na zdjęciu ślubym fotograf musi ich zachęcać, zeby się uśmiechnęli ;]

        Ich życie to katorga : muszą uczestniczyć w obrzezaniu wnuka, jeśc chińskie potrawy ze strusia, i przeżywać atak paniki na wieśc, ze wnuk może mieć na imię "Mahmoud" ;]

        Zięciowie są normalni, ale jednak inni, bo żaden z nich nie jest katolikiem, a tego jak niczego innego pragnęliby rodzice. Arab jest adwokatem, Żyd ciągle próbuje robić biznesy, a Chińczyk to bankier. Spotykaja się regularnie na obiadach i wtedy złośliwości latają w powietrzu i panowie ostrą sobie docinają. W istocie, pan Verneuil, Claude, chętnie by ich zamienił ich "normalnych" Francuzów, ale i oni sami wobec siebie naładowani negatywnymi emocjami. Chińczyk z Żydem nawet się biją, o ile to bójką można nazwac. Rzecz jasna, wszystko to z dużą dozą wesołości i komizmu.

        Państwu Verneuil została jeszcze jedna, ostatnia córka. Najmłodsza Laure. Matka, Marie, do ksiedza biegnie, zwierzając się z nadziei że moze ten ostatni zięć będzie wreszcie katolikiem. Marie jest i tak bardziej postępowa niż Claude, a oboje tworzą szalenie sympatyczną parę.

        Kiedy Laure zawiadamia ich, ze ma narzeczonego i jest katolik, są wniebowzięci. Już próbowali ją zeswatać z synem sąsiadów, który robi kariere w Ameryce, nawet mimo to, ze "Boze, jaki on jest brzydki !" ;].

        Niestety, państwo Verneuil nie wiedzą, ze wybranek córki, Charles, jest czarny. POchodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej, a na dodatek jest aktorem. I nosi dredy ;]

        Święta cała rodzina spędza w posiadlości na wsi,jest to niemal zamek z ogrodem, bo pan Verneuil jest/był wziętym adwokatem i właścicielem znaczącej kancelarii prawnej. Stać go :] Tutaj rodzina się integruje, zawiązuje się porozumienie między zięciami, a nawet między zięciami, a teściem, do tego stopnia, ze panowie wyją na cztery głosy Marsyliankę i budują multikulti bałwana śnieżnego [kipa na głowie, skośne oczy i broda arabska z czapki ;)]. Panie się cieszą, bo im najbardziej zależy, żeby męzowi wreszscie przestali się podszczypywać.

        Poznajemy rodziców Charlesa i okazuje się, ze ojciec jest normalnie taki sam jak Claude, tylko a'rebours, nie znosi białych, nie lubi Francji i jest skąpcem ;] A jego żona tak samo jak żona Claude'a próbuje go bezskutecznie jakoś ocieplić.

        Charles mówi mu o rodzicach Laure : "ONi są postepowi. Mają już zięców : Araba, Zyda i Chińczyka", na co jego ojciec : "Co to za rodzina ? Komuniści ?!" :]

        Laure nie ma odwagi wyznać rodzicom, ze Charles jest czarny, więc są zdumieni kiedy poznają go na spotkaniu w restauracji. Wracają do domu autem i wymieniają jego zalety : "Jaki przystojny ! wysportowany ! katolik ! jaki inteligentny !", a po chwili milczenia i tak załamują im się miny, no bo teraz mają multi kulti do kompletu, a Charles jakby nie patrzeć, no jest jednak czarny ;]]

        Obwiniają sie oboje i nawzajem o złe wychowanie corki ;]

        Ojcowie i matki rozmawiają przez skype'a i planują ślub dzieci. Panowie od razu się nie lubią, na wszystko mają inne poglądy : od potraw weselnych, przez planowaną muzykę, aż do kasę, czyli kto ma za ten luksus zapłacic. A obaj się zamożni ;]

        Siostry Laure czują co się dzieje, więc probują odwieść ją od zamiaru. Chciałaby, zeby Laure wyszła za białego, bo wtedy rodzice, ojciec !, przestaliby zwracać uwagę na ich mężów ;] A skoro Laure weźmie za męża czarnego, to już zawsze i one będą na cenzurowanym.

        Męzowie/zięciowie zas boją się, ze czarnoskóry zepsuje harmonię i porozumienie, jakie udało im się osiagnąć w ostatnim czasie., Chcą go skompromitować. Idą do teatru i widzą, ze on na scenie gra z jakąś dziewczyną. Podejrzewają go o romans z nią. Po spektaklu śledzą go, jak idzie do hotelu z jakąś czarną dziewczyną. Robią im fotografie.

        My wiemy, a oni dowiaduja się od Laure, ze to jest siostra Charlesa, którą zaprosił do Francji. MIny im rzedną i jest wstyd. Siostry proponują wtedy,ze pomogą Laure wprowadzić czarną rodzinę do... rodziny Verneuilów.

        Od kiedy Charles i jego rodzina [ojciec, matka i siostra] zjeżdzają do zamku, Claude notorycznie chodzi na ryby. Przygotowania do ślubu prowadzi Marie, która dba o wszystko i bardzo pragnie, by corka byla po prostu szczęsliwa. Chadza czasami do psychoanalityka, zwierzając się ze snów, w których albo jest czarna albo zajmuje się czarnymi dziecmi, a ludzie "biorą ją za pracownicę konsulatu Burundi" ;]

        Ojcowie zatem unikają się, a żony wprost pzeciwnie, od razu przypadają sobie do gustu i próbują wpłynąc na męzów, żeby wreszcie przestali się zgrywać.

        Pani Marie tak się wciąga w życie swoich afrykańskich przyjaciółek, że od rana cały zamek rozbrzmiewa rytmami "zumba, africa !", a one uprawiają aerobik pod okiem czarnego instruktora. Pan Claude jest tak zły, w dodatku żona odstąpiła rodzicom Charlesa ich własną sypialnię, że planuje sprzedać dom, rozwieśc się i ruszyć dookoła świata z nadzieją na poznanie nowej żony. Jak pani Marie o tym słyszy, to rzuca tylko "a co mnie to obchodzi' i dalej bawi się w zumbę ;]

        No i wreszcie dochodzi do spotkania ojców sam na sam. Idą na ryby. Ten z Afryki ciągle nosi błękitną suknię rytualną, wygląda w niej komicznie. Okazuje się, ze wszystko ich łączy ! Nie chcą tego ślubu, woleliby dla swoich dzieci "normalncyh" partnerów, nie chcą płacić za ślub, a przy okazji wspólnymi siłami łapią szczupaka. Zostają kumplami. Idą do baru na drinka, robi się wesoło, a potem, już lekko wstawieni i po zamianie ciuchami ;], wstępują do cukierni.

        właściciel od razu wietrzy kłopoty i fakt. Kiedy czarny tata chce zamówić "murzynka", on się broni, ze "to beza w czekoladzie" [wspaniała satyra z poprawności politycznej]. W końcu wywiązuje się awantura i policja zgarnia obu ojców. W celi aresztu też sie kłócą. Ze współosadzonym Francuzem o to czy on jest "albinos" czy "świński blondyn" ;]

        W tym czasie Laure przeżywa wyrzuty sumienia, ze rodzice się rozwodzą przez nią. Kiedy nie zastaje obu ojców w miejscu łowienia ryb i widzi tylko zakrwawioną chustkę [przy łowieniu szczupaka czarny tata się zranił], dochodzi do wniosku, ze tatowie się pobili. Wszystko przez nią. Rozstaje się wiec z Charlesem, mimo że ślub jest za kilka godzin !

        Ojcowie wracają do domu weseli, zakumplowani i dowiadują się, że Laure chce wyjechać. Pędzą na peron, pociąg już jedzie, ale wskakują i namawiają ją do powrotu. Żeby zatrzymać skład czarny tata udaje zawał, a biały mówi kondukturowi, ze "ten pan jest ambasadorem Burundi, proszę zatrzymac pociag" - i to działa ;]

        W kościele wszyscy goście czekają, wystrojeni, typowa scena wypasionego ślubu, a Charles niepokoi się przy ołtarzu. Ze szuwungiem zajeżdzają ojcowie z Laure i obaj [no proszę] prowadzą ją do ołtarza, a na weselnym garden party wygłaszają speeche pochwalne i peanują sobie nawzajem. Wszyscy są szczęsliwi.

        A Claude, owszem, chce pojechac w podróż dookoła świata, ale... tylko ze swoją ukochaną żoną. I po drodze odwiedzą rodziny wszystkich swoich zięciów ;] A później cała sala, a raczej - dziedziniec zamkowy, tańczy. DO "Zumb, Africa !" :]

        Zatem, wesoło, lekko, z kpiną wobec rasowych uprzedzeń. Warto też dodać, ze zięciowie zakłądają wspólny biznes, więc rodzina się integruje aż do maksimum ;]


    • grek.grek 22:00 TVP2 "Selma" 03.12.17, 10:46
      TVP niepostrzeżenie premieruje kolejne dobre filmy [w założeniu] ;]

      "Selma" jest sprawozdaniem fabularnym na trasie Selma-Montgomery w 1965 r. na rzecz rownouprawienia czarnoskórych w Ameryce.

      został on rozpędzony i spacyfikowany w sposób brutalny za pomocą sterowanej przez białe
      gubernatorstwo Alabamy, a to tylko wzmaga skalę demonstracji i napływ uczestników.

      znów amerykańska idea filmowa : historia, ale nie jako komentarz/rozprawka/wykład, a żywa i pulsująca opowieśc o ludziach. Na to wygląda chyba ?

      ciekawie koresponduje ta premiera z wchodzącym do kin mocnym dokumentem "Nie jestem twoim
      murzynem", prawda ?

      jeśli to przypadek - interesujący ! ;] jesli nie - dobra synchronizacja :]]
      • grek.grek "Selma" - o filmie :] 04.12.17, 10:44
        Czy oglądaliście ?

        wg mnie : film ważny i nawet niezbędny, no i zrobiony w poetyce filmu ważnego i niezbędnego, czyli w schemacie i ze sporą ilością patosu, tak jakby tematyka nie pozwalała wejść na wyższy poziom naturalności.

        Rzecz się zaczyna w 1964 roku, kiedy to Martin Luther King odbiera pokojowego Nobla. Wydarzenie to spięte jest z dwoma innymi, które wskazują, że ten Nobel niczego nie definiuje, jak chodzi o stosunki rasowe w Ameryce. Oto w zamachu bombowym na kościół dla czarnoskórych giną cztery dziewczynki. A kiedy czarna pani w średnim wieku idzie zarejestrować się do urzędu jako wyborczyni - biały jegomośc w okienku domaga się od niej dowodów na znajomość przepisów. Pyta o preambułę - ona ją mowi, pyta o jakiś Sąd - ona zna nazwę, no to wtedy on ją przydusza pytaniem o nazwiska 67 sędziów zasiadających w tym sądzie - i tego to on sam zapewne nie wie. Tak wygląda sytuacja czarnych w Ameryce, zwłaszcza na Południu : przemoc i pozbawianie praw obywatelskich.

        Tak więc King ze współpracownikami skupia się na uzyskaniu dla czarnych swobodnego prawa wyborczego, którego białe koła rządowe, rękoma urzędników, nie bedą łamać. Prezydent Lyndon Johnson powiada, że dla polityki ważniejsze są teraz takie kwestie jak ubóstwo i edukacja i ma nadzieję, że czarna społecznośc zrozumie te sytuację, a przywódcy wygaszą w niej narastające rozgniewanie.

        Odwiedza prezydenta szef FBI i sugeruje, że można by tego Kinga "wyeliminować na stałe", ale prezydent nie jest samobójcą, wie że jesli on zniknie, to przywództwo wśród czarnych obejmą radykałowie, z którymi będzie ciągła wojna i żadnych rozmów.

        MImo wszystko, ktoś wydzwania do żony Kinga - Coretty i sugeruje, że ich dzieciom mogłoby się coś przytrafić. Ona to zna, żyje z tym od lat, ale to nie znaczy, ze nauczyła się nie czuć strachu. Nie można się zahartować, przeciwnie : ten lęk narasta.

        Na miejsce protestu, który ma wstrząsnąc politykami z Waszyngtonu, wybrana zostaje Selma w Alabamie. Przyjeżdza tutaj sam KIng, ze swoją świtą, i daje poruszający speech w kościele pełnym czarnych obywateli. Temat : prawo wyborcze dla czarnych.

        Formą protestu ma być marsz, z Selmy do MOntgomery, prosto pod siedzibę gubernatorstwa, czyli Zgromadzenia Stanowego Alabamy, z domaganiem się zarejestrowania wyborczego. To ma być pokojowa manifestacja, ale "Potrzebujemy dramatu", powiada King, aby przebić się do mediów, być na czołówkach gazet, bo tylko wtedy zmusimy białych polityków do ustępstw.

        Jest na to spora szansa, bo gubernator Alabamy, Wallace, to rasista, który nie kryje się wcale ze swoimi poglądami i wali nimi między oczy, a szef policji w Selmie, Clark, to brutalny prymityw, więc można się spodziewać ostrej konfrontacji.

        Najpierw King, jego ludzie i czarna społecznośc Selmy udają się pod miejscowy sąd, w dumnym, niemym marszu, chcą zarejestrować się na listach wyborczych. Zachowują się z szacunkiem i grzecznie, ale policja reaguje jak oparzona - rozpędza tłum i bije młodego człowieka, w jego obronie staje matka i też obrywa. Przywódcy, na czele z Kingiem, zostają aresztowani.

        Po wypuszczeniu, King wyjeżdza załatwić jakieś sprawy, a studencka organizacja z Selmy, na własną rękę organizuje nocny marsz. Noc, ciemność - idealne warunki, by policja brutalnie mogła rozpędzić całą demonstrację. Młody dżentelmen, z matka i dziadkiem, kryje się w czarnej knajpce, gdzie udają gości, ale policja dopada ich. Młody człowiek zostaje zastrzelony z zimną krwią.

        Rosną nastroje złości i pragnienia zemsty, chociaż głównie o nich słyszymy w rozmowach.

        King po powrocie spotyka się z dziadkiem zastrzelonego chłopaka - to bardzo dobra scena, bardzo szczera, zwłaszcza z powodu tego dziadka. Nie ma w niej patosu, jest autentyzm żałoby i smutku.

        Znów King występuje w pełnym kościele i o śmierć chłopaka oskarża rasizm i nienawiśc białych oraz obojętnośc czarnych, którzy nie reagują na zło.

        Na zapleczu zastanawia sie, razem ze swoimi towarzyszami, nad kształtem tej ustawy o prawie wyborczym, którą chca uzyskać. Muszą mieć jakiś projekt, który mogliby złożyć w Białym Domu. Tutaj dostajemy lekcję poglądową - a więc, chodzi o to, żeby nie płacić "pogłównego", o zniesienie "poręczenia wyborczego", ochronę danych osobowych, rózne inne opłaty etc.

        King spotyka się znów z prezydentem i zapowiada, ze marsz jest gotowy, prezydent może to zatrzymać przyjęciem ich postulatów, ale Johnson znów unika zaangażowanie i prosi Kinga, żeby i on się wstrzymał. King nie zamierza, więc FBI zakłada mu podsłuch, a w telefonie znów pojawiają się anonimowe groźby, a do tego zapowiedź, że zostanie "skompromitowany".

        zarówno on sam , jak i żona, wiedzą o co chodzi - o pozamalżeńskie romanse Kinga. Odbywają na ten temat rozmowę w kuchni. Żona : LKochasz mnie ? [Tak], "A którąś z tych innych ?". Na co Martin odpowiada cicho : "Nie", przyznając tym samym, ze są "któreś inne". Ale na tym się kończą te rzeczy.

        Przygotowania do demonstracji, treningi trzymania nerwów na wodzy z powodu prowokacji, gromadzenie prowiantu. Przywódcy wiedzą, co się może stać. I staje się faktycznie.

        Gubernator Wallace wydaje dekret zabraniający marszu, a więc jesli policja będzie bić, to ma alibi.

        Kilkaset osób zostaje zatrzymanych na moście. Nie ma wśród nich Kinga i jego najbliższego otoczenia. Nabuzowana policja każe im się rozejśc, a kiedy nie chcą - rusza na nich cała banda, na koniach, z pałkami, i w maskach antygazowych, bo jakiś chytry gliniarz wpadł na to, by rozpylić gaz, co by nie było widać jak pałują bezbronnych ludzi. Sceny są oszczędne, przemoc nie jest naturalistyczna, ale kompozycja kadrów i dynamika czynią cały obraz sugestywnym.

        I co najgorsze dla policji, a dobre dla Sprawy - cała sytuacja zostaje nagrana na żywo i leci w telewizji CBS. Pół Ameryki widzi jak policja okłada niewinnych ludzi. Oczywście, jak to w amerykańskim filmie : narracja leci z telewizora, a my widzimy kolejne grupki obywateli, oraz głównych bohaterów filmu, oglądających te same zdjęcia, widzimy ich reakcje.

        King natychmiast zabiera głos i zapowiada drugi marsz. W oświadczeniu dla mediów wzywa wszystkich, którym droga jest idea sprawiedliwosći, by zjechali do Selmy.

        No i sie zaczyna. Po paru dniach Selma tętni życiem, przyjeżdza mnóstwo białych : księża, duchowni, nawet arcybiskup, mnóstwo kobiet i mężczyzn z klasy średniej. Prezydent Johnson jest pod coraz większą presją. Jego doradca podsuwa mu myśl "Niech idą. Niech zrobią ten marsz i będzie spokój". Ale Johnson ciągle ma nadzieję, że do tego nie dojdzie. Wysłany do Selmy z-ca prokuratora generalnego próbuje negocjować z Kingiem przełożenie marszu o parę dni. Ale co w zamian ? KIng chce podpisania ustawy, a prezydent chce ją dopiero negocjować.

        Rusza więc drugi marsz. Znów masa ludzi, znów nikt z nikim nie rozmawia, wszyscy patrzą dumnie przed siebie i mają miny idących na słuszną wojnę.

        Na moście drogę zagradza im policja, lecz po chwili... rozstępuje się. Robi im przejście. King przyklęka, za nim wszyscy, a kiedy się podnosi... robi w tył zwrot. Zdumiewa otoczenie, ale cały pochod robi to samo. Dlaczego ? - pytają go ludzie, a on odpowiada niejasno, że bał się podstępu, że zostaną wciągnięci w pułapke i zabici.

        Tego samego wieczora w ciemnej ulicy zostaje zamordowany biały pastor z Bostonu. Biały. Przyjechał wspierać czarnych. Zabijają go miejscowi rasiści.

        Prezydent i King znów rozmawiają przez telefon, oskarżają sie wzajemnie o eskalowanie nastrojów, King ciśnie go w sprawie prawa wyborczego, a do tego wywiera na niego presję sugerując, ze Johnson przegra swój kapitał u wyborców, już wielu białych odwraca sie od jego prezydentury widząc jak jest bierny i niezdecydowany.

        King sam ma wątpliwości, jak to dalej rozgrywać, ale oczywiscie w takiej chwili, w amerykańskim filmie jest spotkanie i rozmowa, które wątpliwości rozwiewają :]
        cdn.
        • grek.grek Re: "Selma" - o filmie :] 04.12.17, 11:09
          Partnerem w tej rozmowie jest mlody student, który opowiada jak kiedyś brutalnie, jego i kolegów z "autobusu wolnosci", potraktowali biali rasiści, ale nie poddali się, dlatego ze siły dodał im pastor King swoim przemówieniem. I King znów ma wiarę w powodzenie, chociaz wyraz najgłębszej troski i niepokoju nie schodzi z jego twarzy przez cały film.

          W sądzie odbywa sie rozprawa dotycząca policyjnej agresji w Selmie i prawa do marszu dla demonstrantów. Sędzie sensacyjnie znosi zakaz wydany przez gubernatora. Marsz może iśc legalnie. Organizatorzy dostają 5 dni.

          W Waszyngtonie spotyka się prezydent z gubernatorem Wallace'em. Johnson albo jest przekonany do racji czarnych albo gra o swoje polityczne sukcesy i ratuje twarz, a Wallace trzyma się sztywno swojej śpiewki o potrzebie segregacji rasowej. JOhnson w końcu rzuca : "Nie chcę, żeby ktokolwiek kojarzył mnie z ludźmi takimi jak ty".

          A potem występuje w Kongresie i w patetycznym przemówieniu zapowiada wprowadzenie ustawy o swobodnym prawie do głosowania dla czarnych. Mówi o równości, szacunku dla Konstytucji. Znów wszyscy oglądają jego mowę w telewizorach.

          Z-ca prokuatora generalnego znów spotyka się z Kingiem i prosi go,żeby przyjął ochronę, bo rasistowska hołota może chcieć mu coś zrobić. King odmawia. Tak jak przez całe życie odmawiał lepszego domu, lepszych ciuchów, lepszych rzeczy, żeby nie wyobcować się z czarnej społeczności.

          Ma wątpliwości, np pyta przyjaciela : "Co nam z tych praw wyborczych ? Co z tgo, ze będziemy mogli usiąść jak równi z równymi z białymi w restauracji, skoro nasi ludzie są biedni i nie będą mogli niczego zamówić do jedzenia, bo ich nie będzie stać ? Co nam z praw wyborczych, skoro większośc naszych, to analfabeci ?". Ale te niepokoje sugerują tylko dalsze cele do zrealizowania, nie są sprzeczne z prawem do głosowania, przeciwnie : są naturalną konsekwencją uzyskania podstawowych wolności obywatelskich. Mając prawo wybierania polityków sprzyjających czarnych, stanowienia z ich pomocą odpowiedneigo prawa, można mieć wpływ na edukację i politykę socjalną.

          Marsz jest wydarzeniem triumfalnym. Ilustrowany jest autentycznymi, archiwalnymi czarno-białymi filmami z prawdziwego wydarzenia. Tłem zaś jest przemówienie, jakie King wygłosił pod Zgromadzeniem Stanowym Alabamy, porywającym i pełnym ducha.

          W którym pada np taka kwestia : "Są oszuści, którzy ubogich, pozbawionych perspektyw białych ludzi karmią kłamstwem, że mogą poczuć się lepiej czując wyższość nad czarnymi ludźmi, tylko z powodu koloru swojej skóry".

          Daleko nie trzeba szukać, tylko u nas gorszych czarnych" zastępuje się Niemcami, Rosjanami, uchodźcami, muzułmanami. Ale oszuści są tego samego sortu, mają te same twarze, i te same osobowości.

          Ustawa zapropnowana przez Lyndona Johnsona przeszła gładko 5 miesięcy później. King został zastrzelony w 1968 roku. Wallace przegral kolejne 4 kampanie wyborcze. Clark zostal odwołany ze stanowiska przez czarnych wyborców w Selmie.

          W marszu uczestniczyła też pani Luizzo, którą kilka godzin po demonstracji zamordował Ku Klux Klan.

          Cóż, typowy film-manifest, z historią pod rękę, postaci nakreślone poważną kreską, ale tematyka na tyle istotna, wydarzenia tak podniosłe i momentami tragiczne, że można wybaczyć ten patos, i ten schemat, i tego po papiesku nonstop zatroskanego pastora Kinga.

          David Oyelowo jest fizycznie podobny do oryginału i sprawdza się w scenach jako mówca. Tom Wilkinson dobrze się miota politycznie jako prezydent Johnson. Tim Roth w roli gub. Wallace'a też robi swoje. Nie są to role oscarowe, ale uwiarygodniają całą opowieść.

          Oscarowa piosenka "Gloria" w tle.

          I ciekawi mnie, jak to sie stało, ze niedługo po tym jak cała Europa, włącznie z Parlamentem, zatrzęsła się po wydarzeniach na Marszu Niepodległości, sterowana przez rząd TVP nadaje w niedzielę 2 z rzędu filmy o wymowie antyrasistowskiej i antyksenofobicznej. Przypadek to to nie jest chyba ? ;]

          • grek.grek Re: "Selma" - o filmie :] 04.12.17, 11:15
            dwie najbardziej wyraziste role w tym filmie, to ten starszy pan, który stracił wnuka, wspaniała twarz aktorska i stonowana, a poruszająca, ekspresja, a takze Oprah Winfrey, która ile razy nie gra w filmie, to jest zabójczo świetna - tutaj gra tę panią, która próbuje sie zarejestrować, ale zostaje
            "zagięta" na pytaniu o nazwiska 67 sędziów, potem kilka razy zostaje pobita przez policjantów, ale zawsze się podnosi i z dumną miną idzie w kolejnym marszu. Jej siła i godnośc są wyjątkowe.

            www.youtube.com/watch?=x6t7vVTxaic

            opowiedziałem, a przecież moze byc powtórka... no nic, w razie czego przeczytacie po obejrzeniu, mam nadzieję :]
    • grek.grek 2:30 Stopklatka "Wodzirej" 03.12.17, 10:53

      aaa ! znów znakomite polskie kino tak strasznie późno !

      a to jeden z filmów, które - wtedy i dziś - warto pokazywać w najlepszym czasie antenowym, jako ilustrację rzeczywistości, którą zapewne wszyscy znają, ale niekoniecznie chcą o niej głośno mówić, co za nich czyni reżyser.

      Lutek to klasyka gatunku, ambicjoner który jak nie mozę wejść drzwiami, to spróbuje oknem, a jak nie oknem, to kominem. I nie zatrzymuje się w momencie, gdy napotyka przeszkody nie do przejścia na poziomie uczciwej rywalizacji.

      kariera po polsku, mówiąc krótko.

      77 rok, a aktualne może być w zasadzie w każdym systemie i każdej epoce historycznej.

      doskonały Jerzy Stuhr i świetna reżyseria Feliksa Falka, którego tak jakoś rzadziej się wymienia wśród autorów kina moralnego niepokoju, a on nie tylko był równie ważny, co inni koledzy i koleżanki, ale kontynuował swoją aktywnośc w tzw nowej Polsce - "Samowolka" i "Komornik" dowodami, co oznacza że jego akurat polska rzeczywistość uwierać nie przestała po 89 roku.

      szkoda, ze tak późno.
      Ale - kanał komercyjny ma swoje ograniczenia.