Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2018 - 11 (vol. 97)

    • grek.grek 15:40 Kultura "Mistrz" [1966 r.] 15.11.18, 09:40
      znów nie zobaczę.
      Może Wam się uda, Czcigodni ?

      podczas wojny okupanci faszystowscy biorą do niewoli grupę ludzi celem rozstrzelania ich, w odwecie za jakąś akcję sabotażową partyzantów.

      jest wśród nich aktor, który mógłby uratować życie, bo ma w papierach zawód buchaltera wpisany, ale upiera się przy tym, ze jest aktorem i udowadnia to odgrywajac monolog Makbeta.

      wiele lat później ten sam monolog wygłasza w teatrze młody aktor, który widział ten sceniczny rarytas, w wykonaniu tego mistrza, który zginął podczas wojny.

      film Jerzego Antczaka
      obsada znakomita : Jerzy Warnecki, Ignacy Gogolewski, Ryszarda Hanin i jest Zbigniew Cybulski



    • grek.grek 20:00 TVN7 "Błękitna fala" 15.11.18, 09:41
      surfing, plaża, kultura młodzieżowa wokół tego zjawiska zbudowana, no i morał : twoim największym wrogiem jest strach, przełam go i będzie świetnie :]


    • grek.grek 20:20 Kultura "Front zachodni 1918" [1930 r.] 15.11.18, 09:49
      czwartki z kinem wojennym.

      tym razem z 1930, częściowo zapewne na okolicznośc rocznicową ?

      w reżyserii Georga Wilhelma Pabsta, czyli kino niemieckie, zatem o I wojnie światowej widzianej z tej strony okopów, i zapewne znów o wydźwięku antywojennym. moim zdaniem, tylko takie wojenne filmy powinny powstawać. jakim absurdem, kłamstwem i cyniczną manipulacją jest wojna, podsumowuje jeden cytat z przedtygodniowego "Na zachodzie bez zmian", kiedy jeden z rekrutów powiada : "Władcy potrzebują wojen, żeby się popisać i umocnic na tronie, politycy by rozegrać swoje małe gierki, fabrykanci, żeby zarobić, a my wszyscy jesteśmy tylko mięsem armatnim; niech się rozbiorą do gaci, umówią w jednym miejscu i okładają laskami po łbach, który zostanie przy życiu, ten będzie zwycięzcą, a nam niech dadzą spokój" - na tym własnie polega wojna. Mam nadzieję, ze powtórzą "Na Zachodzie...", zostało mi poł godziny, a nie mam sumienia pisać o filmie bez obejrzenia go w całości ;]

      jest wybitny, jesli na chwilę obecną mógłbym napisać o nim choć słowo.

      jesli "Front zachodni" jest choć w części równie znakomitym dziełem, to koniecznie warto je obejrzeć !
    • grek.grek 21:45 Puls "Kłamca, kłamca" 15.11.18, 09:57
      no cóż, ten film jest jedną nieustanną pantomimą w wykonaniu aktora Jima Carreya.

      jego bohater popada w tarapaty specyficznego rodzaju : na skutek życzenie, jakie ukradkiem wypowiada jego syn, jegomość nie moze skłamać w żadnej życiowej sprawie. Jest prawnikiem, czeka go ważna rozprawa, a tutaj nie może nawet odrobinę naciągnąć faktów; jest ojcem i nie może wykręcić się od kolejnej przegapionej wspólnej wycieczki z synem; jest mężem i żonie musi mówić prawdę i tylko prawdę, tak mu dopomóż... Istna apokalipsa !

      morał oczywisty, a Carrey brawurowy, a konstatacja : świat byłby lepszym miejscem, gdyby wszyscy mówili sobie tylko prawdę. Przez 25 minut, bo potem wszyscy nawzajem by się na siebie obrazili, albo jeszcze go gorszego ;]
      • grek.grek 18:20 Puls "Kłamca, kłamca" 17.11.18, 09:24
        taki to film, że można się przestraszyć i przestać kłamać ;]
        • mala_ciekawostka Re: 18:20 Puls "Kłamca, kłamca" 17.11.18, 11:30
          Najlepsze i tak są jego bloopers'y, czyli wpadki na planie. Pokazują je wraz z napisami końcowymi. Niektóre są naprawdę przezabawne:)!
          • grek.grek Re: 18:20 Puls "Kłamca, kłamca" 17.11.18, 15:17
            cześć, Mała Ciekawostko :]

            dzięki, obejrzę na pewno, przy pierwszej nadarzającej się okazji :]
            • mala_ciekawostka Re: 18:20 Puls "Kłamca, kłamca" 18.11.18, 09:31
              :)
              • grek.grek Re: 18:20 Puls "Kłamca, kłamca" 18.11.18, 10:06
                ;]
    • grek.grek 22:00 TV4 "Helikopter w ogniu" 15.11.18, 10:04
      czyli, jak Amerykanie musieli wstydliwie uciekać z Somalii w 1993 roku.

      oni się nie boją kręcić filmów o swoich nieudanych wojskowych operacjach, to przywilej mocarstw, ; tylko ci słabsi ciągle muszą opiewać swoje moralne zwycięstwa i zaklinać się, że nawet jak przegrali, to odnieśli sukces na skalę wszech światową.

      plastyczny talent Ridleya Scotta do tworzenia wybitnych projektów filmowych odczytał prawidłowo Sławomir Idziak i nakręcili razem kapitalny kawałek kina wojskowego, na dodatek Akademia przyznała dwa Oscary : za dźwięk i montaż, rzeczy kluczowe w filmie, w którym tempo akcji, zmieniająca się dynamicznie sytuacja i korespondencja między paroma miejscami na raz odgrywają decydujące role.

      wg mnie, niezmiennie dobra propozycja.
    • grek.grek 22:05 Stopklatka "Lektor" 15.11.18, 10:15
      świetne kino.
      wciąż oraz niezmiennie.

      romans młodego chłopaka ze starszą o kilkanaście lat kobietą, nagle urwany powraca gdy po paru latach, jako student śledzi proces strażniczek więziennych z Auschwitz, oskarżonych o zabójstwo więźniarek, i ze zdumieniem odkrywa wśród nich swoją kochankę.

      I ten jej sekret, którego ona nie chce zdradzić, nawet za cenę surowej kary; ich późniejsza znajomość korespondencyjna; wreszcie finałowe rozstrzygnięcie losów Hanny - czy fabularnie trafione ? wieloznaczne, to na pewno.

      oscarowa Kate Winslet, doskonała, trzymająca w szachu, eksponująca aktoskie talenty, oszczędna jednocześnie, reżyseria Stephena Daldry'ego, a całość na podstawie powieści Bernarda Schlinka.

      znakomitość !
    • grek.grek 22:10 Polsat "Lot" 15.11.18, 10:26
      pilot samolotu ratuje samolot przed rozbiciem się i ocala życie wielu pasażerów. Zostaje bohaterem, ale rutynowe śledztwo przeprowadzone przez linie lotnicze ujawnia, że możliwe, iż był pod wpływem licznych środków otumaniających, więc niewykluczone, ze sam sprokurował zagrożenie i wobec tego należy mu się raczej kara i potępienie. Rozstrzygnąć o tym ma proces sądowy.

      mamy w archiwum opis i recenzję Siostry : "Ciekawa historia. Niejednoznaczny bohater, do którego trudno czuć sympatię. W końcu narażał życie wielu ludzi. Oszukuje siebie i innych tak długo, jak tylko moze. Jak na kino amerykańskie to miła odmiana.

      Dobre są sceny z samolotu (turbulencje, potem przed katastrofą). Widzowie, którzy boją się latać, tak jak ja, będą przerażeni ;)

      Całość jednak jest trochę za długa i momentami historia rozjeżdza się w różnych kierunkach. Oczywiście, Denzel Washington bryluje, choć to nie jest jakaś wybitna rola, ale dobry jest też drugi plan (Kelly Reilly, Don Cheadle, Bruce Greenwood, Melissa Leo). I jeszcze fajna muzyka.

      W sumie, dobry, sprawnie nakręcony film, ale bez rewelacji"

      dzięki, Siostro :]
      • grek.grek Re: 22:10 Polsat "Lot" 15.11.18, 10:27
        "pilot samolotu ratuje samolot..." ;]

        przepraszam, to są efekty nocy spędzanych na oglądaniu filmów, zamiast na zażywaniu snu ;]
    • grek.grek 22:40 Kultura "Klucz do Salvadora Dalego" 15.11.18, 10:31
      pan, naukowiec, znajduje w sklepie z antykami obraz, który wydaje mu się oryginalnym malarstwem Salvadora Dali.

      postanawia zweryfikować swoją tezę.

      I zapewne film opowiada o tym, jakimi metodami udało mu się - własnie ? chyba potwierdzić przypuszczenia, bo opis powiada, że pan naukowiec zajmował się sprawą przez, bagatela, 25 lat i nawet sporządził tytułowy "kod", za pomocą którego Dali swoje obrazy "oznaczał".

      ciekawie brzmi !
    • grek.grek 20:20 Kultura "Sobowtór" 16.11.18, 09:57
      no to dzisiaj mamy... dzień szakala :] tyle świetnych filmów, premier, że aż głowa boli od od bogactwa propozycji i pojawia się najstarsze pytanie ludzkości : ojej, co tu wybrać ?! :]

      I od razu : prosto z repertuaru Akiry Kurosawy; niedawno w ankiecie BBC jego "Siedmiu samurajów" uznano najwybitniejszym filmem nieanglojęzycznym w historii kina.

      Oglądaliśmy go kiedyś. Podobnie jak znakomitego "Rashomona". Na "Sobowtóra" nie trafiliśmy chyba, jak dotąd ?

      rzecz się dzieje w XVI wiecznej Japonii, podczas wojny klanów o stolicę kraju, Kioto. Wódz jednego z klanów zostaje cięzko ranny i raczej nie wyjdzie z tego żywy. Obawiając się, że śmierć doda wrogom animuszu, a dziedziczący po nim syn nie poradzi sobie jak przywódca, każe sprowadzić do zamku mężczyznę łudząco do siebie podobnego, do tego złodzieja i łotra, by w absolutnym sekrecie szkolić go i wypuścić w roli swojego sobowtóra.

      świetna idea wyjściowa.

      Złota Palma w Cannes w 1980 roku.

      doskonała propozycja, piatkowe seanse w Kulturze są znakomite.
      I będzie powtórka, z soboty na niedzielę, 2:40, późno, ale... późną nocą filmy się złocą, więc na wszelki wypadek - warto wiedzieć :]
      • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Sobowtór" 17.11.18, 10:28
        czy udało się Wam obejrzeć, Czcigodni ?

        jakie wrażenia ?

        u mnie seans zaplanowany jest na tę noc, jak to dobrze, że istnieją powtórki ! niech żyją ! ;]
      • grek.grek "Sobowtór" 1/2 18.11.18, 12:41
        o, klasa ! klasowy film !

        Akcja ma miejsce w XVI wieku, w czasie wojny domowej o władzę w Japonii. Biją się trzy klany. Jeden z nich prowadzi szogun Shingen Takeda. Podczas bitwy zostaje jednak ranny. Grozi mu śmierć. Prosi więc na naradę swojego brata, by ustalić - co dalej.

        Brat jest bliźniakiem. Do tej pory często pełnił rolę sobowtóra szoguna, ale teraz ma lepszą propozycję - oto znalazł mężczyznę absolutnie identycznego jak Shingen. Jest nim złodziejaszek, przestępca skazany na śmierć. No i fakt, podobieństwo jest uderzające, zwłaszcza, ze całą trójkę gra ten sam aktor ;]

        Shingen z bratem dochodzą do wniosku, że można go wykorzystać jako sobowtóra właściwego. Co ciekawe, kiedy Shingen pyta brata : jak zareagowali żołnierze na podobieństwo tego złodzieja do mnie ?, na co brat odpowiada : nie dostrzegli go. Znakomite. Zwłaszcza, że brat dodaje : "ja widzę je od razu, on jest zupełnie inny niż ty, całkowicie". Patrzy sercem, dlatego róznica między oryginałem, a nawet najlepszą kopią jest dla niego oczywista.

        Kiedy Shingen napomyka o przestępczym procederze jakiemu jego sobowtór się oddawał, ten naskakuje na niego "Ja ukradłem pare monet, a ty ?! zabiłeś tysiące ludzi, grabiłeś i paliłeś !". Na co szogun odpowiada spokojnie, że owszem, nawet własnego ojca zabił, ale wszystko to robił i robi dla pomyślności kraju, zjednoczenia i zahamowania rozlewu krwi w wojnie domowej. I tutaj można wierzyć, że za bohaterem stoją ideały. Nie to co gdzie indziej, gdzie hasła patriotyczne kryją zwykłą pazerność i cyniczne pragnienie wydojenia kasy z budżetu :]

        Wrogie klany oczywiście zastanawiają się, czy Shingen żyje czy umarł, ich zwiadowcy ciągle śledzą wojska Shingena i próbują wybadać, czy czy szogun zmarł. Wciąz nie ma jasnej odpowiedzi, a brat szoguna oraz zaufana świta ludzi robią wszystko, by nikt nie poznał prawdy. Informacja o śmierci Shingena mogłaby zachwiać morale wojska, a przeciwnikom dodać animuszu i odwagi, do tej pory hamowanej siłą i autorytetem wodza.

        Shingen czuje, że koniec się zbliża i prosi swoich ludzi, by przez 3 lata trzymali w sekrecie jego śmierć, a w tym czasie nie atakowali przeciwników, nie próbowali zdobyć stolicy Kioto, żeby byli "nieporuszeni jak góra", jedna z zasad działania klanu, wyrózniona na jego herbie [oprócz tego " szybkośc wiatru, cisza lasu, gwałtowność ognia"].

        Shignen umiera. POgrzeb jaki wyprawia mu grupka zaufanych jest kameralny i polega na pochowaniu zwłok, złożonych w ozdobnym ogromnym dzbanie, na dnie jeziora. Zwiadowcy wroga widzą całą scenę, biorą ją za pogrzeb, ale następnego dnia dowiadują się, ze klan złożył ofiarę bogom jeziora, a w dzbanie była sake. Zatem : nadal nie ma potwierdzenia śmierci Shingena.

        Sobowtór przeżywa wtedy huśtawkę nastrojów. Najpierw robi wrażenie, zdumiewa przybocznych Shingena podobieństwem do szoguna, ale podczas pierwszych prezentacji zbytnio się napawa możliwościami jakie stwarza mu rola, którą gra. Popisuje się przed wojskiem, aż spada z konia, na szczęście widzą go w tym momencie już tylko ci wiedzący kim jest naprawde. Robią mu scenę i próbuja oddalić, bo lepiej żeby szogun w ogóle nie był widziany, niż był widziany w takiej sytuacji, która by w oczywisty sposób dała znać, ze Shignen naprawdę nie żyje i zastępuje go ktoś inny.

        Ale to własnie Sobowtór jest świadkiem narady zwiadowców z wrogich klanów i to dzięki niemu klan unika zdemaskowania. Jemu samemu też cos się przestawiło, i kiedy tak widzi hołd i cześć jaką dawni towarzysze Shingena oddają mu podczas pogrzebu - prosi ich o drugą szansę, tym razem nie zawiedzie. I dostaje ją.

        Czasami jeszcze wypsnie mu się prostacki rechot, ale zaraz milknie, a majestatyczną zadumę odgrywa w sposób tak łudząco podobny do zmarłego, że aż zdumiewa otoczenie.

        Armia odstępuje od oblężenia Kioto i wraca do domu, zgodnie z testamentowym zaleceniem zmarłego Shingena. Dziwią się temu dowódcy innych klanów, ale nadal nie są przekonani, że szogun naprawdę nie żyje, zwłaszcza że zwiadowcy mówią, iż widzieli go podczas marszu wojska.

        W domu czekają kolejne wyzwania.

        Sobowtór dostaje do pomocy kilku wasali i paziów. Ludzi zaufanych, którzy służa mu radą w każdej sytuacji.

        Mały wnuk na początku nie rozpoznaje dziadka, ale kiedy stremowany Sobowtór nakłada mu na głowę własny hełm wojskowy - mały od razu pozbywa się wątpliwości.

        Nałożnice jeszcze bardziej nie rozpoznają w nim szoguna, ale kiedy zdenerowowany próbuje przyznać, że jest tylko kopią- wybuchają śmiechem. Całe towarzystwo bierze to za dobry żart. Nie może być lepszej wiarygodności sobie zapewnić ;

        Ofk, oficjalnie "seksu zakazuje doktor, bo Shingen jest słaby po chorobie", więc Sobowtór nie zostanie rozpoznany podczas łózkowych wygibasów.

        Oraz podczas konnych wojaży, bo tego też "doktor zakazuje", a Shigen miał konia, na którym NIKT inny nie mozę jeździć. Zwierzę akceptuje tylko jego. Sobowtór musi więc trzymać się od niego jak najdalej.

        cdn
        • grek.grek Re: "Sobowtór" 2/2 18.11.18, 13:12
          Brat Shingena i wtajemniczona służba objaśniają mu rozkład domu, grafik zajęć, trenują z nim maniery i zachowania. Nikt nie moze go zdemaskować, od tego zależą losy klanu.

          Brat przyznaje, ze to niewdzięczne zadanie, sam udawał Shingena wiele razy, tak często, że "nawet po jego śmierci jestem tylko jego cieniem".

          Zaufani ludzie martwić się zaczynają, by Sobowtór nie zaczął robić więćej niż powinien. Podczas jednej z narad wojskowych wykracza on nieco poza przewidziany charakter roli, zadziwia ich na swój sposób błyskotliwą reakcją, ale i zapala się im owa lampka alarmująca. Sam Sobowtór ma wizję spotkania w zaświatach z rozgniewanym Shingenem - bardzo to kolorowa scena, ciekawie zrealizowana.

          Jeden z dowódców przeciwnych klanów jest człowiekiem zeuropeizowanych, co interesująće. Kiedy wyrusza na wyprawę przeciw klanowi Takeda - błogosławią go misjonarze, a on odkrzykuje "Amen !", a do tego popija reńskie wino zamiast sake.

          Dochodzi do bitwy. Dowódcy klanu Takeda podejmują decyzję, by wziął w tym udział Sobowtór. Formalnie wojskiem dowodzi nieślubny syn prawdziwego Shinega, odsunięty przez ojca na bok, walczący o pozycję w klanie, ale to właśnie obecnośc sztandarów Shingena i w miarę dobrze odegrana rola Sobowtóra przyczyniają się do zwycięstwa.

          Sobowtór, ciągle dyskretnie nawigowany przez swoich "oficerów prowadzących", naśladuje szoguna ; siedzi na krześle w dumnej pozie i obserwuje walkę, która odbywa się nocą, a pole bitewne symbolizuje czerwona łuna w ciemnościach.

          W pewnym momencie bitwa dosięga i jego, ale zgodnie z instrukcją - "nie rusza się z miejsca ani na krok". Kilku żołnierzy ginie zasłaniając go własnym ciałem. Sobowtór jest poruszony ich poświęceniem. Nie dla niego, ale dla Shinegena. Dociera do niego jaki autorytet miał ten człowiek, jak był kochany i szanowany.

          Nieślubny syn jest więc wygranym, ale wie również, ze to obecnośc ojca, w postaci Sobowtóra, dała mu tą wygrana. Jego żmijowaty doradca powiada : "Oni chcą z tego Sobowtóra zrobić szoguna i zmarginalizować twoje wpływy".

          A wrogowie klanu dochodzą do wniosku, że Shingen żyje, a ich sugestie, ze może jest martwy, były tylko projekcją pobożnych życzeń. Nawet się z siebie samych śmieją.

          Ale oto mija 3 rok od śmierci Shingena. Taki okres czasu zakreslał jego testament. Co dalej ? Trwają narady.

          I wtedy Sobowtór, chyba dla potwierdzenia sobie i innym dosiada jego konia. Może poczuł, że wcielił się w swoją rolę tak dobrze, że Shingen zamieszkał w nim duchem ? Jego galopada kończy się fatalnie. Koń go zrzuca, a przy okazji rozjeżdza mu się kimono i nałożnice lamentują, ze na jego ciele nie ma znajomych blizn ! Tylko wnuk Shingena krzyczy "dziadku !", nie zwazając na reakcje otoczenia. Sobowtór zostaje zdemaskowany.

          W deszczu opuszcza siedzibę klanu Takeda. ZOstają mu darowane winy, otrzymuje stosowne wynagrodzenie, jest jednak złamany i rozczarowany. Pragnie pożegnac sie z wnukiem [Shingena], ale na tę prośbę reakcja jest zdecydowana - Sobowtór zostaje wypędzony i obrzucony kamykami.

          Od tej pory błąka się po okolicy i staje się świadkiem upadku klanu Takeda.

          Władze przejmuje bowiem nieślubny syn Shingena i od razu zaprzecza herbowym zasadom klanu i testamentowi ojca - decyduje sie zaatakować pozostałe klany. Bitwa odbywa się na równinie. Tamci stoją za palisadą, z karabinami, a klan Takeda szarżuje na te zasieki. "Celujcie do koni, bez nich Takeda nie umieją walczyć", instruuje swoich strzelców dówódca.

          Nie widać walki. Słychać tylko palbę i widać reakcje przerażonego wodzostwa, skupionego wokół siedzącącego na szogunowskim stołku aktualnego wodza. Jego urażona duma i pycha doprowadzają do klęski Takeda.

          Jej rozmiary widać w końcowym ujęciu. Cała równina zasłana jest ciałami poległych ludzi i koni. Niektórzy, i niektóree, podnoszą się na nogi, ale zaraz znów padają albo zataczają się jak pijani.

          Zrozpaczony Sobowtór, ukrywający się w krzakach, wybiega z nich, porywa patyk i samotnie biegnie na zasieki. Zostaje postrzelony. Krwawiąc dopada morza, woda unosi jego ciało, które płynąc mija się z dryfującym sztandarem pokonanego klanu Takeda.

          znakomita historia, także o człowieku, który z pozycji prostackiego przestępcy dorasta do odpowiedzialności i zrozumienia spraw rangi państwowej niemalże; japońszczyzna w całej krasie : kimona, wojskowe zbroje, hełmy, fryzury samurajskie, domy, obejścia, wnętrza, wszystko jak z epoki wyciągnięte; wspaniałe sceny przemarszów czy szarż wojska, z powiewającymi kolorowymi proporcami herbowymi, czy to kawaleria czy piechota; oraz świetne aktorstwo, zwłaszcza Tatsuyi Nakadaia, który na pewno zagrał Shingena i Sobowtóra, przemieszczając się zgrabnie pomiędzy róznymi rejestrami ekspresji, a kto wie, czy nie zagrał także trzeciej roli : brata bliźniaka Shingena - w sumie byłoby to najzupełniej logiczne, ale w w obsadzie filmu figuruje jako odtwórca dwóch ról.

          świetna reżyserska wizja i praca Akiry Kurosawy. Autor ! Autor ! - można by zakrzyknąć ;]
          • grek.grek Re: "Sobowtór" 2/2 18.11.18, 13:13
            trailer :]

            www.youtube.com/watch?v=Fvn3giWYZTg
    • grek.grek 20:00 TVN "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć 16.11.18, 10:03
      zapewne lżejsza i mniej renomowana opowieść od klasyki kina japońskiego, ale też chętnie by-się obejrzało, jak sądzę :]

      dobrze, że też jest nocna powtórka ;], pomyśleć, że zdarzało mi się narzekać na podwójne emisje filmów... o, ja krótkowzroczny !

      dekoraacje z lat 20-tych, już jestem zainteresowany tym filmem :]
      akcja polega zaś na tym, że pewnemu Brytyjczykowi, wracajacemu z wojaży światowych, uciekają z walizki... tytułowe fantastyczne zwierzęta i zaczynają panoszyć się i dokazywać po całym Nowym Jorku. Trzeba je wyłapać, i to najlepiej tak, żeby ich nie uszkodzić.

      I ponoć cała ta intryga ma być prequelem do "Harry'ego Pottera", nieźle, chociaż żadnego "Pottera" nie znam i nigdy nie widziałem.

      czy i ten film jest dubbingowany ?
      • grek.grek Re: 20:00 TVN "Fantastyczne zwierzęta i jak je zn 17.11.18, 10:29
        I jakże Wam się udało poszukiwanie zwierząt fantastycznych ? :]

        dziś powtórka, zaraz po północy.
        Może, może ? ;]
    • grek.grek 20:00 Puls "22 kule" 16.11.18, 10:08
      mafioso staje się niespodziewanie celem zamachu kolegów po fachu. Pytanie : kto i dlaczego ?

      brzmi schematycznie, ale za to film rozgrywa się w egzotycznie pięknej Marsylii, a w głównej roli prezentuje się sam Jean Reno.

      no i francuskie kino gangsterskie, przy całej nowoczesności, posiada jeszcze jakiś rys staromodnej surowości, który zdaje się zupełnie zaginął w przeładowanym efektami i akcją kinie amerykańskim.
      • grek.grek 22:30 Puls "22 kule" 19.11.18, 09:25
        replay :]
    • grek.grek 20:00 TVN7 "POlowanie na mysz" 16.11.18, 10:12
      taka ogromna chałupa i taka mała myszka, a mimo to dwóch lokatorów dostaje zupełnego kręćka na punkcie wyeliminowania tej myszy z gry ;]

      panowie stają na uszach i wykonują salto mortale, żeby tylko zrealizować swoją obłąkańczą misję, z jednej strony jest to pierwszorzędna komedia sytuacyjno-akcyjna, a z drugiej : groteskowy pokaz ludzkiej upartości i głupoty, a jak wiadomo są to towary wyjątkowo chodliwe w kinie zabawowym :], cóż ono by poczęło bez tej poczciwej głupoty, tak chwalonej przez filozofów przed wiekami !

      świetne :]

      najlepszą aktorką na planie jest oczywiście Mysz ;]
    • grek.grek 21:55 Stopklatka "Kłamstwo" 16.11.18, 10:17
      zapewne nie jest to kino wybitnego formatu, ale czasami takie właśnie filmy, obejrzane w idealnym momencie, trafione w punkt nastrojów danego dnia, potrafią "chwycić".

      no i takie opowiastki grozy bywają idealną guilty pleasure wielu zajadłych i oddanych ambitnemu kinu fanów :]

      dwóch studentów robi żart rozsyłając maila ostrzegającego o grasującym w okolicy seryjnym mordercy. I, jak można łatwo wyczuć, dowcip ten zyskuje rangę samospełniającej się przepowiedni, bo naprawdę zaczynają ginąć ludzie.
    • grek.grek 22:35 TVP1 "Manchester by the Sea" 16.11.18, 10:32
      zapowiadany przez Manię :]

      dla wielu najcenniejszy, najlepszy film 2016 roku, z Oscarami za scenariusz dla reżysera Kennetha Lonergana i dla Caseya Afflecka za główną rolę.

      wedle opisu : główny bohater, Lee - jest mizantropem, pracuje jako dozorca, po pracy nie stroni od alkoholu. Kiedy umiera jego brat, okazuje się, że życzył sobie w testamencie, aby Lee zajął się jego synem. I tak też się dzieje, w tytułowym Manchesterze pod Bostonem, o ile coś jest tutaj na rzeczy.

      A w tle jest, zapewne stopniowo odkrywana ?, przeszłość Lee, która złamała mu życie i doprowadziła go zerwania z rodziną i żoną.

      cóż, tyle świetnych recenzji zebrał ten film, że jest to premiera dnia, a moze i lepiej :]

      Znakomity dziś repertuar, nieprawdaż ?

      A za "Manchester...", jakkolwiek będziemy go oceniać, brawo dla TVP1 ":]
      o, i też jest powtórka, nocą ciemną, w sumie : może uda się obejrzeć wszystkie filmy ?
      • grek.grek "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 17.11.18, 11:20
        Jakie wrażenia, Czcigodni ? Czy oglądaliście ?

        mnie się udało, z 15 minutowym spóźnieniem; ALvy Singer już by do kina nie wszedł ;], ja raczej też nie, ale terminarz filmowy jest tak wymagający, że nie było wyjścia, na pewno nadrobię ten kwadrans.

        Tak czy inaczej : wspaniale wyreżyserowany film, z jakim opanowaniem i dyskrecją ! Steve Lonergan dostał nominację oscarową w dwóch kategoriach i sądzę że nie otrzymał Oscara za reżyserię tylko dlatego, że głosujący stwierdzili, iż skoro dają mu już jeden za scenariusz, to na razie wystarczy ;] A mam wrażenie, że o ile scenariusz jest naprawdę dobry,to reżyseria jest jeszcze lepsza. Nagrodzono Damiena Chazelle'a za "La La Land", cóż, gdybać nie będę, bo nie oglądałem, ale reżyseria "Manchester", to robota najwyższego formatu.

        Główna rola Caseya Afflecka, to też rzecz godna uwagi; gra on bohatera nie tyle na skraju załamania nerwowego, ile już jedną nogą po tej drugiej stronie, a drugą na skórce od banana. Balansuje na granicy, jak linoskoczek na cienkiej linie, ale robi to bez fajerweków, po cichu, w środku. I Affleck głęboko ten rodzaj rozpaczy rozumie i znajduje złoty środek do pokazania go na ekranie. Oszczędna ekspresja, ascetyczna mimika, i wszystko wyrażająca mowa ciała i gestu. Wybitne aktorstwo dramatyczne.

        Doskonale współpracuje z młodszym Lucasem Hedgesem, który gra Patricka, bratanka głównego bohatera Lee.

        Umiera jego ojciec, a wuj musi się zaopiekować chłopakiem, który ma dopiero 16 lat. Kłopot i cała oś intrygi filmowej polega na tym, ze Lee od lat pozostaje w depresji, żałobie po tragedii, jaką przeszedł, która zakończyła definitywnie jego małzeństwo z Randi.

        Próbuje się więc zająć bratankiem, załatwia wszystkie formalności i papiery związane ze sprawami dotyczącymi mieszkania, spadku po zmarłym, wreszcie pogrzebu i organizacji opieki nad Patrickiem przez te 2 lata, zanim nie zdobędzie prawnej zdolności do kierowania swoim zyciem samodzielnie.

        Nie ma schematów żadnych w tej relacji. Ten najczęściej stosowany wygląda tak, że nadąsany i przeżywający liczne perypetie okresu dojrzewania nastolatek buntuje się i walczy z dorosłym, i właśnie te codziennie pojedynki doprowadzają do powstania więzi emocjonalnej między nimi.

        Tutaj jest zupełnie inaczej, bo nie jest to film o dojrzewaniu do związku, ale o stosunku do śmierci, do straty, do tragedii.

        Lee, po tym co przeżył parę lat wcześniej, właściwie skazał się na wegetację, areszt, pokutę. MOżna sądzić, ze codziennie rozpamiętuje tamten wieczór.

        Natomiast Patrick nie zagłębia się w szczegóły. Zaproszony do kostnicy, by zobaczyć zmarłego ojca, wchodzi na sekunde, rzuca okiem i wychodzi. Nie chce tego widoku, całej atmosfery, brać sobie do serca. Nie robi tego zapewne celowo, tak każe mu instynkt. I młodośc.

        Nie żyje śmiercią ojca i generalnie osieroceniem, które do spotkało. Matka opuściła ich już dawno, ma nowego partnera, eleganckiego dewota, niczym pastro z "Fanny i Aleksander", z którym Patrick nigdy się nie dogada, i wiadomo o tym już po pierwszej wymianie zdań. Z nimi chłopak mieszkał nie będzie, zresztą oboje oni również się do tego nie palą.

        Patrick ma własne życie : gra na gitarze w kapeli rockowej, jest w zespołach hokeja i koszykówki, spotyka się z dwiema dziewczynami jednocześnie i kontynuuje, komiczne zresztą, usiłowania skonsumowania znajomości z jedną z nich, w czym przeszkadza jej matka, która wciąż puka do drzwi, kiedy oni się "uczą", i zmusza ich do pospiesznego ubierania sie, zanim w ogóle zdążą cokolwiek rozpocząć. Nie chce rozpamiętywać tego, co się stało. Życie toczy się nadal. Nic nie pomoże zamartwianie się, niczego nie odwróci.

        To są dwie rózne formy życia po stracie, kontrastujące jaskrawo ze sobą, a jednocześnie świetnie współgrające w dialogach i spotkaniach obu bohaterów.

        Jest oczywiście pewna róznica, bo Lee ma wyrzuty sumienia z powodu własnego sprawstwa tragedii, a Patrick w zasadzie zostaje postawiony przed faktem, który dokonał się poza nim i bez jego udziału, lecz koniec końców chodzi przecież o to samo : o powrót do życia albo o osunięcie się w przepaść.

        Teoretycznie, wspólne mieszkanie i przebywanie z Patrickiem, mogłoby być dla Lee momentem przejścia, kluczowym, odkupieniem za tamto co się stało. Mógłby zrealizować się jako ojciec, co tragedia mu uniemożliwiła, mógłby w opiece nad chłopakiem znaleźć rodzinę. Momentami wydaje się podązac w tym kierunku, powoli i niezgrabnie, ale jednak : tu pomoże w czymś, tam spełni prośbę, kiedy indziej odmówi, jak na ojca przystało, albo się zainteresuje, ale do końca nie ma odpowiedzi jednoznacznej, czy dokonała się w nim jakaś zmiana i czy gotów jest zacząć na nowo. Ostatnia scena wciąz niczego nie wyjaśnia, jest to runda remisowa, nawet jesli ze wskazaniem w okresloną stronę.

        Cała sekwencja tego strasznego wieczoru, który zmienił na zawsze życie Lee, jest fenomenalna. Przeszywająca muzyką, fortepianową, z zupełnie innego porządku rzeczywistości, niż te bostońskie przedmieścia zimowe.

        W ogóle, główna akcja dzieje się wczesną wiosną, na przecięciu się z zimą, powoli odchodzącą, ale momentami jeszcze wciąz trzymającą mocno [scena, w której Lee i Patrick krążą ulicami, bo nie mogą znaleźć zaparkowanego samochodu i obaj dochodzą do wniosku, że ubrali zbyt lekkie kurtki, jak na taką pogodę]. Ważną rolę odgrywa woda, to jezioro tytułowe, które uwodzi panoramicznym błękitem w jednej ze scen, na którym Lee, Patrick i ojciec Patricka spotykali się wiele razy, by żeglować i łowić ryby. Jest symbolem zapomnienia, ale i życia, stanowi otuchę, dla bohaterów, ale i dla widza, bo w ostatniej scenie zjawia się nadzieja, że ci dwaj jednak zostaną razem, bo powinni, bo są sobie ogromnie nawzajem potrzebni, a siła, do której deficytu jeden z nich się przyznaje, w końcu nabierze odpowiedniego charakteru.

        Znakomite sceny pogrzebu i stypy, a także - znów fenomenalna ! - scena spotkania Lee z Randi, która po latach ma nowego męża i ma dziecko; rozmawiają gdzieś na ulicy, i nagle pojawia się zdumiewające odkrycie, że to nie ona przestała go kochac i odeszła, widząc w nim winowajcę tego, co ich spotkało; przeciwnie : ta scena, jej łzy i wyznanie, dowodzą, ze to on od niej odszedł, uciekł, uznał, że nie ma prawa dalej z nią żyć. I teraz znów ucieka, jak to on : grzecznie i bez histerii, po męsku, ale jednak odchodzi. Nie ma powrotu do przeszłości, a jednocześnie to ta przeszłość jest wszystkim. Michelle Williams gra tutaj niesamowicie poruszająco i wiarygodnie.

        Znakomity jest też moment, kiedy Patrick szuka czegoś w lodówce i wypadają z niej mrożonki. Chłopak pakuje je z powrotem, ale ręce trzęsą mu się coraz bardziej, jakby miał rozkręcający się atak paniki. A powodem jest skojarzenie tych mrożonek ze zwłokami ojca, które zakład pogrzebowy przechowuje w zamrażace, bo pogrzeb będzie możliwy dopiero wiosną, gdyż teraz ziemia jest zbyt lodowata, by można w niej było wykopać dół, a cięzki sprzet nie jest wpuszczany na cmentarz, na którym zmarły wykupił miejsce dla siebie. Bardzo sugestywna scena. Oryginalna.

        świetne wejścia muzyki : arii operowych, fragmentów pianistycznych, dzięki temu film zyskuje charakter zbliżony do autorskiego kina europejskiego, daleko mu do typowych amerykańskich dramatów.

        świetny film.

        wybitna reżyseria.



        • maniaczytania Re: "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 17.11.18, 12:46
          oglądałam również, i też nie od początku. Wybitny film, bardzo poruszający.

          Moje uwagi jeszcze - Patrick nie tyle "Nie chce rozpamiętywać tego, co się stało. Życie toczy się nadal. Nic nie pomoże zamartwianie się, niczego nie odwróci." - on po prostu nie dopuścił do siebie do końca tego, co się stało. Myśli, że nad tym panuje, stąd to dalsze pozornie normalne życie jakby nigdy nic. Ale chociażby ta scena przed lodówką pokazuje, ze powoli, powoli zaczyna się ze śmiercią oswajać. To kolejny etap żałoby.

          Wydaje mi się, być może tego właśnie nie widzieliśmy, że to nie tak, że żona Lee kochała i kocha, a on odszedł nie radząc sobie z sytuacją. Nawet jeśli było coś więcej, to można się jeszcze tego domyślić - ona go przecież przeprasza, przeprasza za te wszystkie okropne rzeczy, które mu powiedziała, że nie powinna była tego mówić. Domyślam się, że musiała obwiniać go za wypadek, za to, że był wtedy pijany, za to, że doprowadził do takiej tragedii.

          No i na koniec refleksja taka -rzeczywiście nie można być do końca pewnym, czy zakończenie jest dobre, czy złe. Ja wolę się trzymać wersji optymistycznej. Ale faktem jest, że Patrickowi byłoby ciężko gdzie indziej, musiałby zrezygnować z tak wielu rzeczy, ale Lee po prostu nie może mieszkać w Manchesterze - wszystko mu przypomina o tragedii, zbyt wielki ból się z tym łączy, choć niby nic nie czuje, jak sam powiedział. Należał się Affleckowi ten Oscar, zdecydowanie!
          • grek.grek Re: "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 17.11.18, 15:26
            cześć, Maniu :]

            świetne interpretacje.
            zdecydowanie zgadzam się z Tobą !

            co do wątku relacji Lee z żoną, wydawało mi się, ze podczas tej rozmowy ona wyznaje mu miłośc, mówi ze go "kocha", ale głowy znów za to nie dam, tak to zapamiętałem :]

            ja też wybieram wersję optymistycznego zakończenia ! :]
            wg mnie, nie przypadkiem rozgrywa się ona na wodzie, symbolizującej zarówno zapomnienie, jak i życie.

            yes, bez dwóch zdań, Casey Affleck oscarowy :]
            swoją drogą, Lucas Hedges również był nominowany, za drugoplanową rolę.
            nagrodę dostał jednak aktor z "Moonlight" [miejmy nadzieję niebawem też obejrzymy ? :)] - Mahershala Ali.

            dzięki za cenne refleksje :]
            • maniaczytania Re: "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 17.11.18, 16:19
              tak, ona powiedziała, że go kocha. Ale to było po przeprosinach, to - kocham cię - było chyba po pierwsze rodzajem wybaczenia, tego, że mu wybacza to, co się stało i że uświadomiła sobie, że choć sama przeżywać tę tragedię będzie zawsze, to nie musi dźwigać tak strasznego brzemienia winy, z którym on się zmaga. I że pewnie po tym czasie, który upłynął , uświadomiła sobie, że ta miłość do niego, która przecież kiedyś była, a którą pewnie na czas jakiś zastąpiły wyrzuty i obwinianie, wciąż jest, że ona go kocha, może już nie jako mężczyznę, ale po prostu jako człowieka, kiedyś tak bardzo bliskiego.
              • grek.grek Re: "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 18.11.18, 09:25
                nic dodać, nic ująć, Maniu ! :]

                ta tragedia połączyła ich na zawsze, może właśnie czymś w rodzaju miłości.
              • grek.grek Re: "Manchester by the Sea" - wrażenia :] 18.11.18, 09:33
                PS : doobejrzałem nocą "Manchester" i sam początek jest jakby przedstawieniem Lee : pracuje jako dozorca [wynosi kubły ze śmieciami, odśnieża, pakuje na fajans wystawione przez lokatorów meble, podejmuje się napraw z zakresu hydrauliki w mieszkaniach itp], bywa obiektem zainteresowania młodszych kobiet, ale te awanse zbywa po prostu milczeniem, a po kilku głębszych wdaje się w awanturę w barze, z dwoma eleganckimi panami, którzy możliwe, iż wzięli go za geja; aż tu pojawia się informacja o śmierci brata, która miesza się z retrospekcją sprzed paru lat/miesięcy, kiedy to Joe stracił przytomnośc, a wykonane w szpitalu badania ujawniły poważną wadę serca - pani doktor [zabawna sytuacja, bo panowie, jest na miejscu takze ich ojciec, mylą chyba ze trzy razy jej nazwisko, a ona to skromnie akceptuje i nie poprawia] informuje, że Joe zostało 5-10 lat życia, wedle statystyk. Tak więc, ta śmierć brata nie jest dla Lee jakąś sensacją, co wcale nie zmienia faktu, że pozostaje wydarzeniem bolesnym, dla niego zwłaszcza.
    • grek.grek 15:15 Kultura "Niespotykanie spokojny człowiek" 17.11.18, 09:33
      kultowa komedia Stanisława Barei.

      kultowa, a ja nie oglądałem, więc mówię ze słyszenia :]

      akcja dzieje się po wojnie, na ziemiach tzw odzyskanych; pan zakłąda gospodarstwo i ma nadzieję, że syn pomoże mu je prowadzić.

      syn ma jednak inne plany, spotyka się z dziewczyną z miasta i planuje wyjazd ze wsi; ojciec oczywiście chce temu zapobiec. Podobno : wszelkimi sposobami ? ;]

      Janusz Kłosiński w głównej roli.
    • grek.grek 16:25 Kultura "Intruz" [ 1946 r. ] 17.11.18, 09:39
      świetna propozycja !

      thriller autorstwa Orsona Wellesa.

      główny bohater, tropiciel nazistowskich zbrodniarzy - Wilson, wpada na ślad jednego z nich - Kindlera. taktycznie puszcza na wolność przyjaciela poszukiwanego i podąża za nim, aby dopaść tego Kindlera.

      jak się okazuje, były zbrodniarz jest aktualnie profesorem na uniwersytecie, używa nazwiska Rankin.

      Edward G. Robinson w głównej roli. sam Orson Welles jako KIndler/Rankin. I Loretta Young.

      film Wellesa, to must-see z samej rzeczy ! :]
      • grek.grek "Intruz" [ 1946 r. ] - kilka słów 18.11.18, 12:09
        Na Filmweb vox populi : "nieudany, schematyczny, niedobry" itd.

        Nikt nie zwrócił uwagi na to, że - nawet jeśli fabuła zawodzi - to przecież jak wspaniale ogląda się te czarno-białe zdjęcia, Amerykę lat 40-tych w wydaniu miasta na prowincji, te ubiory, tę elegancję na codzień, jakiej wtedy hołdowano, przecież to się ogląda tak wspaniale ! Czyżby widzowie zupełnie stracili wrażliwość na charakter świata, w jakim film jest umieszczony ?

        No i jak by nie narzekano na fabułę, to wciąz jest ona interesująca, a Orson Welles to reżyser wybitny, który tę historię także rozgrywa ze znawstwem materii.

        Detektyw z Komisji d/s Zbrodni Wojennych namawia swoich przełożonych do wypuszczenia pewnego więźnia, nazwiskiem Meinike, gdyż uważa, że może on doprowadzić ich do schwytania niejakiego KIndlera, swojego przyjaciela z czasów wojny. Nie ma większych wątpliwości, ze chodzi tutaj o zbrodniarzy nazistowskich, bo o kogóż innego mogłoby chodzić w 1946 roku ? Aczkolwiek, wszyscy wiemy o operacji Paperclip, więc amerykański rząd skrzętnie selekcjonował, kogo można łapać i wsadzać do więzienia, a kogo z honorami zaadoptować i dać nowe życie ze świetnie płatną posadą.

        Tak czy owak, detektyw Wilson idzie śladem Meinkiego, który jedzie do miasteczka Harper. Śledzony orientuje się w sytuacji, zwabia Wilsona do opustoszałej sali gimnastycznej i traktuje czymś cięzkim w głowę, pozbawiając przytomności na kilka godzin.

        Potem pospiesznie udaje się do domu niejakiego Charlesa Rankina. W istocie, co tu dużo kryć - ukrywającego się zbrodniarza, faktycznie nazywającego się Kindler. W miasteczku jest on nauczycielem historii. Nie ma go w domu, jest jego narzeczona, Mary, córka wpływowego sędziego. Meinike kręci się, wierci, nie może się doczekać, aż Kindler/Rankin wróci z pracy. Wychodzi mu naprzeciwko i faktycznie spotyka na drodze między domami.

        Rankin/Kindler poznaje go, ale prosi o dyskrecję. Umawiaja się na rozmowę w pobliskim lasku. Tam Rankin/Kindler zdradza sie jako nazista, który wcale nie przestał wierzyć w następną wojnę i ostateczne zwyciestwo faszymu. Nie tego oczekiwał Meinike, który próbuje go nawracać w imię religii. KIndler/Rankin denerwuje się, że ten facet mozę go w końcu wsypać, więc dusi go, a ciało przysypuje piaskiem, liścmi i innymi szpargałami. Znakomita jest to scena, cóż za muzyka, jaka gorączka w aktorstwie samego Wellesa, grajacego Kindlera. Suspens podnosi fakt, że sytuacja ma miejsce w biały dzień, a nieopodal lasku bieganie trenują uczniowie z klasy Rankina/Kindlera.

        Przed śmiercią Meinke poinformował Rankina/Kindlera, ze detektyw przyjechał do Harper, ale powiedział, że udało mu się go zabić. Co okazuje się przedwczesnym wnioskowaniem, gdyż Wilson odzyskuje zdrowie i formę. Kiedy zaczyna węszyć w mieście - Rankin/Kindler wie o nim, więc wyprzedza go o krok.

        Rychło też ustala, że w ostatnich latach do Harper przyjechało mieszkać tylko kilka osób, wiec szybko identyfkuje możliwych podejrzanych. Wkręca sie do miejscowej socjety, poznaje sędziego, a dzięki temu bierze udział w kolacjach i spotkaniach, na których widuje Rankina. Przygląda mu się uważnie, prowokuje go np. do perory przy obiedzie na temat ducha niemieckiego, który, wg Rankina, nie pozwala im pogodzić się z porażką w wojnie i zapowiada następne, bo dązy do władzy i panowania. Rankin zasłania się tym, ze mówi jako historyk, a nie we własnym imieniu, ale i tak wzbudza to zdziwienie jego przyszłej żony.

        Rankin robi co może, żeby nikt nie znalazł ciała Meinekego. Chodzi do lasku, ciągle przyspuje zwłoki nowymi liścmi, a kiedy dobiera się do nich pies Mary - Rankin/Kindler najpierw próbuje zamknać go w piwnicy, a potem truje na amen.

        W końcu jednak zwłoki zostają znalezione. Mary jest zaniepokojona, bo to przecież gośc, który szukał Rankina. KIndler w desperacji wyznaje jej, że ten człowiek przyjechał tutaj szantażować go i wymuszać pieniądze. Opowiada bajkę, wedle której kiedyś Meineke był świadkiem samobójstwa jakie popełniła dziewczyna zakochana w Rankinie, w jego obecności, i groził że obwini o to Rankina, jesli mu nie zapłaci. Teraz znów przyjechał po pieniadze. Mary kupuje tę wersję i trzyma długo w tajemnicy.

        Wilson wtajemnicza w całą sprawę sędziego. Akcja jest ryzykowna, bo Wilson planuje przyskrzynić Kindlera wystawiajac Mary jako przynętę. Aby tak się stało, sędzia opowiada córce prawdę o jej mężu [w międzyczasie wzięli ślub]. Mary jest zdruzgotana, ale próbuje wierzyć, że jednak to jakaś omyłka i Rankin to dobry człowiek, a nie żaden zbrodniarz wojenny.

        To jest właśnie główny punkt strategii Wilsona. Coraz bardziej nerwowa i odchodząca od zmysłów Mary musi się zdradzić ze swoją wiedzą przed Rankinem, a wtedy on bedzie chciał ją zabić. Sędziego niepokoi, ze córce grozić będzie niebezpieczeństwo, ale Wilson zapewnia go, że zdążą w porę uratować ją.

        I tak też sytuacja sie rozwija. Mary nie wytrzymuje, traci głowę, mówi męzowi, ze Wilson oskarża go o zbrodnie, Rankin zapewania że jest niewinny, żona koniecznie chce mu wierzyć, ale coraz trudniej jej wytrwać w tym postanowieniu; w pewnym momencie, po gwałtownej wymianie zdań, uciekającz domu zrywa z szyi naszyjnik takim gestem, ze ojciec powiada : "W ten sposób wydała na siebie wyrok śmierci".

        Rankin jest miłośnikiem zegarów, od dawna pracuje nad uruchomienem tego na wieży ratuszowej Harper. Droga na szczyt wiedzie po długiej drabinie. I właśnie na niej zastawia pułapkę na Mary. Umawia się z nią na spotkanie, wcześniej podpiłowując szczeble, tak by Mary spadła i się zabiła. Czeka na jej pojawienie się, siedząc w barze, przy oknie, i niby to pochłonięt grą w warcaby z właścicielem. Na moment tylko ktoś odwraca jego uwagę, ale wtedy własnie do wieży wchodza Wilson z pomocnikiem, zamiast Mary. I to Wilson omal nie ginie kiedy pęka szczebel drabiny.

        Rankinowi pętla zaciska się na gardle, aż w końcu ukrywa się na wieży, gdzie dociera za nim Mary, mimo że poinstruowana przez sędziego pokojówka dokonuje cudów rozpaczy, by ją zatrzymać.

        Próbuje nakłonić męża do poddania się. JUż zupełnie zdeterminowany Rankin/KIndler gotów jest ją zabić, ale interweniuje Wilson. Raniony Rankin/KIndler ignoruje jego namowy, by oddał się w ręce sprawiedliwości, próbuje wyjść z wieży górą, ale tutaj w pewnym momencie mechanizm zegarowy wybijający godzinę wysuwa jednocześnie figurę z mieczem, na który wpada Rankin/Kindler, po czym spada z wieży na plac miejski, gdzie - mimo nocnej pory - zgromadzili sie mieszkańcy, zaalarmowani wydarzeniami.

        świetna reżyseria Wellesa, jak również dobra rola w jego wykonaniu, interesująca psychologia : ściganego - KIndlera, i taktycznie ustawiającego rozgrywkę tropiciela - Wilsona [dobry Edward G. Robinson], dbałośc o detale znaczące dla atmosfery i akcji [zerwany naszyjnik, rozbita w gniewie przez Wilsona fajka, drabina, warcaby w które na okrągło w tym filmie się grywa, oraz oczywiście zegar], wreszcie symboliczne zakończenie, a wszystko prowadzone przez sugestywną muzykę.

        Jak dla mnie : świetny seans :]


        • grek.grek Re: "Intruz" [ 1946 r. ] - kilka słów 18.11.18, 12:11
          Trailer, jesli nie macie nic przeciwko :"]

          www.youtube.com/watch?v=MqK1e9ImY7o
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2018 - 11 (vol. 97) 17.11.18, 09:47
      zwolniony z pracy naukowiec oskarża swojego byłego pracodawcę, koncern tytoniowy, o dodawanie szkodliwej chemii do swoich wyrobów. Za sprzeciw wobec tej praktyki został zresztą wyrzucony z posady.

      idzie z tym do dziennikarza, który opisuje cały proceder. Koncern opłaca inne media, by rozpętały kampanię oszczerstw wobec naukowca, rozpada mu się życie rodzinne, a przy okazji dostaje on anonimowe groźby karalne.

      sprawa trafia do sądu i jest proces.

      kino demaskatorskie na podstawie autentycznych wydarzeń : 50 amerykańskich stanów wytoczyło sprawę 7 największym koncernom tytoniowym, a sąd wygłosił wyrok skazujący je na zapłatę, uwaga, 246 mld dolarów odszkodowania.

      I wg reportażu/ksiązki : "The man who knew too much" Marie Brenner.

      Russell Crowe i Al Pacino w głównych rolach, sprawny rzemieślnik Michael Mann reżyseruje, siedem nominacji do Oscarów [w najważniejszych kategoriach]


      • grek.grek 20:00 Stopklatka "Informator" 17.11.18, 09:49
        tytuł "Ojej..." jest zastrzeżony, na razie jeszcze praw do filmu nie sprzedajemy ;]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Fortepian" 17.11.18, 10:00
      podobno znakomitość, ale jeszcze nie miałem okazji się o tym przekonać :]
      Może dziś ?

      czy oglądaliście, Czcigodni ? :]

      wedle danych :
      Złota Palma w Cannes, Oscar za rolę pierwszoplanową dla Holly Hunter, dla Anny Paquin za drugoplanową, oraz dla reżyserki Jane Campion za scenariusz adaptowany. 5 nominacji. Łącznie 64 nagrody na festiwalach i dorocznych podsumowaniach.

      pani poślubia pana i wraz z córką jedzie z Anglii do Nowej Zelandii by z nim mieszkać. Transportuje ze sobą tytułowy instrument, rzecz dla niej bezcenną. Na miejscu musi go jednak oddać, bo pan mąz nie życzy sobie taszczenia go przez leśne ostępy.

      fortepian kupuje sąsiad.
      I od razu składa propozycję, aby pani nauczyła go grać na nim. Mąz pani zgadza się, w zamian za odsprzedaż kawałka wartościowej ziemi.

      zapowiada to romans, jak sądzę ? I oczywiście muzyka musi tutaj odgrywać rolę wiodącą, budującą świat przedstawiony ?

      skomponował ją Michael Nyman, weteran, już w 1993 roku miał na koncie całkiem sporą kolekcję muzyki do filmów.

      • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 17.11.18, 11:33
        Kiedyś oglądałam, bardzo mi się podobał. Oskary aktorskie jak najbardziej zasłużone!
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 17.11.18, 15:18
          dzięki ! :]

          mam nadzieję, że uda mi się dzisiaj obejrzeć :]
      • maniaczytania Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 17.11.18, 16:20
        no nie wierzę, że nie widziałeś! Koniecznie dla Ciebie w takim razie to dziś 'lektura' obowiązkowa :)
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 18.11.18, 09:26
          dzięki, Maniu :]

          obejrzałem !
          zaraz spróbuję napisać słów kilka, bo seans był to niezwykle interesujący :]
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 18.11.18, 11:17
          A zatem, po obejrzeniu posiadam jak najlepsze wrażenia i opinię o "Fortepianie" :]

          Cóż to za romans jest ! prosty Maorys z tatuażami na twarzy i milcząca Brytyjka, w nowozelandzkim buszu, przy dźwiękach subtelnej muzyki fortepianowej, ileż tam zmysłowości jest ! wspaniałe.

          Najpierw wydawało mi się, ze to jakże uwodzicielska gra : kolejne odsłony romansowe w zamian za określoną ilość klawiszy z pianina, ona chce ten instrument odzyskać, bo go kocha, a on od niej chce uzyskać niezapomniane wrażenia, bo ją kocha, tak jak ona ten fortepian.

          Ale z drugiej strony, przez moment wygląda to tak, jakby ona mu płaciła ratalnie za sprzedaż, więc poniekąd cała gra zaczyna zahaczać o prostytucję. I on to zauważa, widzi, że ona się ociąga, jej zawstydzenie bierze za objaw niechęci, więc oddaje jej fortepian, kończy ten układ, i to pewne jest, że ona sobie zaczyna uświadamiać łączące ich związki właśnie wtedy, kiedy wygasają. I tutaj gra na krawędzi handlu, przeradza się w pełnokrwisty romans, którym przecież od początku była :"]

          Byłem ciekaw, jak napisano rolę męża. Najpierw wydawało się, że nietypowo, bo zamiast pójśc i zastrzelić kochanka - mąz staje w szranki i próbuje być lepszym kochankiem od niego, a kiedy żona i tak woli tamtego, ale nie tylko jako kochanka, lecz jako wybranka serca, no cóż : ta scena, gdy mąz odcina jej palec tasakiem, to jest makabra. Dlatego że nic nie widać. Najpierw myślałem, że odciął jej wszystkie, zeby odebrać jej radość gry na fortepianie.

          A to jak ona zatacza się, nie wydając nawet krzyku, bo tak bardzo zszokowana jest i zapada się w kałuży błota, a sukienka wydyma się ku górze, to jest wirtuozeria aktorsko-reżyserska ! Holly Hunter gra fenomenalnie, intrygująco, nie wypowiadajac ani jednego słowa inaczej jak tylko z offu i to poza akcją, bo po kilka zdań w prologu i epilogu.

          No i sekwencja na oceanie, kiedy to życie wygrywa ze śmiercią, kosztem fortepianu, zniszczonego, więc skażonego czasem, który należy zamknąć i zostawić za sobą.

          Przewrotne, że kilkuletnia córka nieświadomie odgrywa rolę narzędzia jakiegoś okrutnego reżysera, który zamyślił sobie skazać kochanków na cięzką próbę.

          I ten fortepian, co najpierw stoi na plaży, potem przynosi radość bohaterce - samotnej kobiecie w dalekiej, obcej krainie, jest świadkiem i jakby katalizatorem romansu, a wreszcie ląduje symbolicznie na dnie oceanu, wyrasta na głównego bohatera tej historii.

          No i jeszcze to co najważniejsze : mąż Ady nie mógł się przebić przez jej milczenie, domagał się słów, w jej zachowaniu widział tylko dziwactwo, Maorys nigdy ani słowem nie wspomniał, ze może by się odezwała, bo on się czuje nieswojo. Dzikość oznacza tutaj serce i instynkt, które stanowią sedno namiętności romansowej, kultura, obycie i cywilizacja - są znakiem maszyny, która zabija w człowieku pierwotne, szlachetne odruchy.

          świetnie pokazuje to, wg mnie, także scena teatru na podstawie "Zamku Sinobrodego", kiedy Maorysi nie rozumieją, że pan aktor wcale nie chce zabić pani aktorki, biorą to serio, ruszają na scenę i przerywają spektakl próbując zapobiec rzekomemu morderstwu. Rozumieją emocje, nie rozumiejąc zasady sztuki, tak jak kochanek Ady zresztą. Nie o grę na fortepianie mu chodzi, ale o pianistkę.

          znakomity film. I te deszczowe zdjęcia z przejmującą muzyką, kiedy mąz zatrzymuje Adę biegnącą do swojego Maorysa, kiedy ludzie przedzierają się przez błoto, kiedy Ada patrzy z klifu na pozostawiony na plaży fortepian [i nikogo sumienie nie ruszy, zeby jednak obiecać jej, ze pójdą tam drugi raz i wezmą go - ech, uff, nawet, ale oczywiście :] gdyby go zabrali, to akcja by sie nie rozwinęła].

          świetne kino.

          dzięki za rekomendację, Czcigodne ! :]


          • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 18.11.18, 18:05
            Dzięki:)
            Cieszę się, że Ci się spodobał:)
            • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 19.11.18, 09:23
              dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

              bardzo !
              cieszę się, że, dzięki Tobie i Manii, miałem szansę nadrobić tę, co tu dużo mówić, niewybaczalną zaległość :]
              • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 19.11.18, 17:08
                Miło mi:)
                • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Fortepian" 20.11.18, 10:55
                  dzięki, Mała Ciekawostko :]

                  cała przyjemność po mojej stronie ! :]
    • grek.grek 21:25 Historia "Rodzina Połanieckich" odc. 1 / 7 17.11.18, 10:06
      dole i niedole małzeństwa, w przepięknej oprawie dekoracyjno-scenograficzno-kostiumowej. Przyznam, że do dzisiaj nie wiem, o czym jest to serial [no może trochę wiem ;)], bo zawsze skupiałem się na urodzie wnętrz, miejsc, przyrody, miast [jest nawet Wenecja i to bodaj w 2 czy 3 odcinkach], na tle których toczy się akcja, zapominając o całej reszcie. Uwodzicielska strona wizualna !

      reżyseruje Jan Rybkowski i chwała mu za tak wspaniałe potraktowanie oryginału ksiązkowego.
      zdjęcia : Marek Nowicki.

      No i wspaniała muzyka Wojciecha Kilara ! :

      www.youtube.com/watch?v=FpvlyCurV54
      • grek.grek Re: 21:25 Historia "Rodzina Połanieckich" odc. 1 19.11.18, 10:15
        a w Stopklatce pełnometrażowa, kinowa zapewne ?, wersja "POłanieckich".

        o 1:45 niestety dopiero, ach :]
        ale może będzie powtórka w czasie mniej... awangardowym ;]
        • grek.grek Re: 21:25 Historia "Rodzina Połanieckich" odc. 1 19.11.18, 10:16
          PS : pod tytułem "Marynia"
      • grek.grek 20:50 Historia "Rodzina Połanieckich" odc. 2 / 7 24.11.18, 09:24
        kontynuujemy :]
      • grek.grek 21:00 Historia "Rodzina Połanieckich" odc. 3 01.12.18, 09:29
        bardzo urodziwy serial, piękne zdjęcia i miejscówki, niepowtarzalny nastrój przełomu wieków :"]
    • grek.grek 21:30 TVP1 "Zniewolony. 12 years a slave" 17.11.18, 10:26
      świetny film !
      niedawno miałem okazję zobaczyć go w Ctv, i czułem, że niebawem musi się pojawić u nas. No i jest :]

      teoretycznie są tu wszystkie klisze z filmów o niewolnictwie w Ameryce , przedstawiajace rzeczy paskudne, ponure i tragiczne, o paradoksie, we wspaniałych okolicznościach przyrody,nasyconych kolorami i słońcem.

      przy okazji ze skruchą odkryłem, ze Mozambique pisała o tym filmie, zanim ja się w ogole dowiedziałem, że istnieje :]

      jej recenzja była ostrożna sceptyczna : "przeciętny, sztampowy i niesamowicie "papierowy", schemat goni schemat" - "w sumie najbardziej wstrzasające są napisy po zakończeniu filmu - że bohater Salomon zgodnie z prawem nie mógl zeznawać przeciw białym w sądzie, więc wszyscy oni uniknęli kary"

      może ja spróbuję być ostrożnie optymistyczny, żeby powstał dwugłos :] : zarekomendowałbym ten film z powodu świetnie wykonanych zdjęć, mimo wszystko dość powściągliwego obchodzenia się z tematem fizycznego wykorzystywania, zwłaszcza w dobie kina, w którym już nie ma tabu w tej materii, a także z powodu dobrze wyreżyserowanego procesu jaki przechodzi główny bohater : walki o zachowanie nadziei, swojej tożsamości i szeroko pojętego ducha, którego łatwo utracić w świecie, który bardziej przypomina koszmar senny niż ludzką rzeczywistość.

      PS: Maniu, zapowiadałaś "Zniewolonego" w TVP, kiedy pisałem o jego premierze w Ct, a ja odpisałem coś zupełnie nie na temat - teraz dopiero się kapnąłem, prawdopodobnie pomyliłem wówczas wątki i odpowiedziałem a'propos czeskiego serialu "Labirynt". przepraszam za tamtą gafę, sam nie wiem, jak to się stało, chyba nie "wylogowałem się" ;] z wątku o ww. serialu.

      wybacz :]

      film polecam, w pełni zgadzając się z Mozambique w kwestii pewnych szablonów, jakich w nim użyto

      Inna rzecz, że to film oparty na prawdziwej historii, wiec scenarzysta i reżyser podążali za wskazówkami autora.


    • grek.grek 14:25 Historia "Dodek na froncie" [1936 r.] 18.11.18, 09:38
      na froncie I wojny światowej, w komediowej formie, z niezawodnym Adolfem Dymszą w głównej roli, a także z Heleną Grossówną, Alicją Halamą, Michałem ZNiczem, Józefem Orwidem, całą pierwszą ligą polskiej przedwojennej kinowej rozrywki.

      nie widziałem, ale w ciemno stawiam, że świetne ":]
    • grek.grek 16:05 Stopklatka "Dzień Świstaka" 18.11.18, 09:43
      dla niektórych film kultowy.

      dziennikarz z Filadelfii wyjeżdza na prowincję, żeby przeprowadzić relację z corocznego Dnia Świstaka, polegająćego na tym, że zwierz wychodzi z nory i sposób oraz czas jego wyjścia określają, ponoć niezawodnie, moment nadejścia wiosy.

      I w takich okolicznościach przyrody bohater dostaje akcji, w której ciągle budzi się w tym samym dniu i przeżywa dokładnie te same wydarzenia, jakby wskoczył w pętlę czasu. Co ma być zapewne symbolem jałowości jego życia ? I zaproszeniem do wykonania wolty ?

      film Harolda Ramisa, Bill Murray w głównej roli.

      naprawdę kultowy ? :]
    • grek.grek 16:05 TV4 "Stalingrad" 18.11.18, 09:48
      bitwa, która zmieniła losy wojny, chociaż w sumie zmienił je już sam pomysł III Rzeszy, by najechać Rosję. Tutaj : z punktu widzenia armii niemieckiej, czyli tego ciekawszego, kiedy mowa o fillmie.

      koprodukcja szwedzko-niemiecka; skoro nam się udało "Miasto 44", to - za większe pieniądze - możliwe iż także tutaj dekoracje i sceny bitewne są odpowiednio sugestywne, a w filmie wojennym, to już połowa sukcesu.
    • mala_ciekawostka TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:03
      Jeśli ktoś ma ochotę na bondowską akcję;)
      • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:04
        cześć, Mała Ciekawostko ! :]

        dzięki !

        ja mam ochotę ! oglądam ! :]
        • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:16
          Cześć:)
          Fajnie, ja pewnie też spróbuję zerknąć:)
          • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:19
            świetnie ! :]

            Bond to wspaniały seans na listopadowy, urokliwy, wieczór :]
            • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:36
              Dokładnie:)
              • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 10:45
                yes :]

                wspaniałe są to miejscówki bondowskie, nieprawdaż ? :]
                • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 11:01
                  Prawda, widać to zwłaszcza w filmach z D. Craigiem. We wcześniejszych aż tak się nie rzucały w oczy, tak mi się wydaje:)
                  • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 11:19
                    racja, Mała Ciekawostko, w tych nowych są szczególnie wyeksponowane i dobrane z klucza luksusowej egzotyki :]
                    • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 18.11.18, 18:06
                      No właśnie:)
                      • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 19.11.18, 09:24
                        :]

                        chociaż, w tych dawniejszych "Bondach" ładnych i interesujących miejsc też nie brakowało, prawda ?
                        • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 19.11.18, 17:09
                          Tak, ale jednak trochę skromniej to wyglądało;)
                          • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 20.11.18, 10:57
                            z tego co zdązyłem podpatrzeć w kilku filmach, jakie udało mi się obejrzeć, z tamtej epoki bondowskiej - w pełni się z Tobą zgadzam :]

                            ale przy okazji dzięki temu zbudowano markę Bonda, a to przełożyło się, koniec końców, na wyższe budżety dla najnowszych filmów, prawda ? :]
                            • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 20.11.18, 17:02
                              O tak, to prawda:)
                              • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 21.11.18, 09:23
                                :]

                                właściwie, z tego co zaobserwowałem, pewien schemat fabularny Bondów nie zmienił się przez lata, prawda ? zawsze zaczyna się od brawurowej akcji, potem jest czołówka [ oglądając "Casino..." pomyślałem, że właściwie wszystkie, te nowsze i starsze, są do siebie zbliżone bardzo pod względem estetyki; czy też masz takie wrażenie ?], Bond spotyka się z M., a potem musi być przeciwnik Bonda oraz dziewczyna Bonda, no i w finale Bond z dziewczyną ;] Ostatnio jakby ten szkielet fabuły trochę się zmienia, emancypuje ;], ale z grubsza chyba jest podobny do dawnych filmów, dobrze kombinuję ? :]
                                • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 23.11.18, 17:44
                                  Masz rację, mniej więcej tak to wygląda jeśli chodzi schemat fabularny filmów:) Zarówno w starszych jak i najnowszych (tych, które miałam okazję widzieć).

                                  To prawda - można zauważyć estetyczne podobieństwo czołówek filmów, też to widzę:)
                                  • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 24.11.18, 09:22
                                    I to działa, nieprawdaż ? :]
                                    zawsze, oglądając Bonda, podziwiam pomysłowość scenarzystów, wymyślących dla głównego bohatera coraz bardziej intrygujące akcje, potyczki, pościgi i akrobacje ;]

                                    świetne to jest, wg mnie; zwłaszcza w tych Bondach najnowszych; są one absolutnie nowoczesne, a jednocześnie zawierają właśnie taki powiew retro, vintage, prawda ?
                                    • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 24.11.18, 15:29
                                      To prawda, scenarzyści wykonują dobrą robotę:)

                                      Dokładnie, połączenie technik komputerowych i vintage daje znakomity efekt:)
                                      • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 24.11.18, 16:37
                                        cześć, Mała Ciekawostko :]

                                        tak jest ! :]

                                        Bond is Bond, prawdziwa marka ! :]
                                        cieszę się, że - dzieki Tobie i Siostrze, udało mi się odkryć te filmy !
                                        • mala_ciekawostka Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 25.11.18, 08:48
                                          Miło mi:)
                                          • grek.grek Re: TVP2 o 20:05 "Casino Royale" 25.11.18, 09:19
                                            dzięki, Mała Ciekawostko :]
    • grek.grek 13:20 Kultura "Zakochany Molier" 18.11.18, 10:04
      w oryginale sam "Molier" ;], ten "Zakochany", to chyba próba połączenia z brytyjską historyjką o Szekspirze.

      swoją drogą, ciekawe kiedy ktoś nakręci film odnoszący się do opinii, że Szekspir, to był figurant, pod którego imieniem publikowała grupa autorów, którzy nie mogli robić tego inaczej, bo byli na czarnej liście ówczesnego dworu królewskiego ;]

      białą plamę w biografii francuskiego dramatopisarza wypełnia tutaj fikcyjna historia, nawiązujaca wprost do późniejszych jego dzieł, czyli z sugestią, że faktyczne wypadki z życia autora stały się dla nich inspiracją.

      Francuzi czy Brytyjczycy świetnie potrafią przenieśc do kina klasykę literatury, u nas jakby mniej interesująco, ale w sumie przenosić nie za bardzo jest co ;]

      Moliera gra Romain Duris, a partneruje mu [jako Jourdain] sam Fabrice Lucchini, profesor w tej materii.

      film duetu Tirard & Vigneron, autorów "Mikołajka" czy "Faceta na miarę", co to niedawno TVp2 go puszczała :]

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka