Gość: Observator
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.01.05, 16:28
i czy wogóle ktoś tam sprawdza, czy umieją mówić po polsku? Żadni spikerzy
czy prezenterzy telewizyjni nie produkują tylu błędów, knotów, przejęzyczeń i
głupot, co sprawozdawcy sportowi. A zdawać by się mogło, że płaci się im
wyłącznie za mówienie, czyli za to CO i JAK mówią do widzów.
Ostatnim uwielbianym przez sprawozdawców sportowych knotem jest używanie
liczebników "dwójka", "trójka" czy "czwórka" zawodników - bez względu na ich
płeć. Celuje w tym zwłaszcza nasz sprawozdawca z konkursów skoków
narciarskich (bodajże nazwiskiem Miklas?). Pora może, a by ktoś wyjaśnił tym
panom, że:
- jeśli widzą trzech sportowców mężczyzn - jest to TRZECH ZAWODNIKÓW,
- jeśli widzą trzy kobiety - są to TRZY ZAWODNICZKI,
- jeśli widzą dwie kobiety i mężczyznę - jest to TRÓJKA ZAWODNIKÓW.
Dziś sprawozdawca z konkursu skoków w Kulm pobił wszystkie rekordy -
komentując prowadzenie w klasyfikacji dwóch skoczków niemieckich
powiedział: "prowadzi para Niemców" (czyżby to był przejaw nietolerancji
wobec mniejszości seksualnych?)
Ja rozumiem, że część wiosek w Polsce ma kiepski poziom nauczania języka
polskiego, czy jednak TVP - podkreślająca na każdym kroku swoją "misję" -
musi akurat stamtąd brać swoich sprawozdawców?