misio_zalogowany
14.04.05, 11:15
Był kiedyś taki aktor amerykański, który w latach 50-tych grał w tv rolę
Supermena. Miał jednak aspiracje, chciał grać inne role, chodził na różne
castingi, ale jakoś nikt nie chciał go zatrudnić. W końcu ktoś mu szczerze
wyjaśnił, że nie mogą mu dać roli dramatycznej, bo publiczność w kinie umrze
ze śmiechu. Aktor wrócił do domu i strzelił sobie w głowę.
Jako tak zwany prawdziwy mężczyzna nie oglądam serialu "MJM", ale kojarzę, że
gra tam Dominika Ostałowska. Słowo "gra" jest w tym przypadku zdecydowanie na
wyrost, kiedyś Krzysztof Majchrzak powiedział o pewnym aktorze, że prezentuje
poziom "wczesnego czeskiego kina niemego". Nie inaczej można powiedzieć o
obecnym stanie sztuki aktorskiej Ostałowskiej. A przecież jeszcze kilka lat
temu D.O. bliska była osiągnięcia statusu najlepszej aktorki młodego
pokolenia. Co zostało z tych czasów, do czego doszła dziś? Została jej dziś
rola zasmuconej panienki w serialu "M jak marskość" w towarzystwie
narzeczonej Kuby Wojewódzkiego. Kim będzie Ostałowska za lat 10, 20? Kto ją
zatrudni w normalnym filmie? Czy zostaną jej tylko chałtury w warszawskich
teatrach Kwadrat i Syrena?
Takie właśnie są zgubne skutki komercjalizacji polskiej sztuki. Stoczenie się
do serialu "M jak marskość".