wowdy
29.03.06, 00:02
Kto oglądal dzisiejszy odcinek chyba się zgodzi że taksiarz jako seryjny morderca po prostu kropnąłby panią komisarz ze swojego glocka i się nie patyczkował ewentualnie bzyknał by ją jeszcze ante albo post mortem w zależności od upodobań. Śledząc akcję byłem autentycznie przekonany że tym razem to już naprawdę piesnia uże spieta i ładna panią komisarz Annę czeka pogrzeb z honorami na koszt państwa. A tu nagle zimny killer pozostawia ofiarę w najlepszym zdrowiu, we własnym samochodzie - żeby na nią nie padało? i daje w długą na piechotę po to tylko aby za chwilę dac się złapać. Czy to się trzyma kupy/jest spójne psychologicznie (niepotzrebne skreslic No i jeszcze to że niedoszła ofiara po przybyciu odsieczy nie wydrapała oczu partnerowi że spieprzył ochronę tylko bez emocji oświadzzcyła że żyje i ma się dobrze, a klient uciekł. Zupełnie jakby grała w strzelankę na kompie a nie stała nad grobem chwile wcześniej! Próbuję siebie wyobrazić w podobnej sytuacji i wychodzi mi że po mnie trzeba by było sprzątać/wietrzyć samochód, a z trzęsawki nie wyszedłbym ruski miesiąc. Ło matko! Co za baja tą razą!