Gość: D.I.
IP: 157.25.119.*
20.02.03, 13:41
Nagle stał się nowym męskim idolem. A przecież nie jest przystojny jak Michał
Żebrowski ani nawet macho jak Bogusław Linda. Wysoki. Chudy. W okularach. Ma
śmiesznie postawione włosy. Złośliwi twierdzą, że próbuje w ten sposób ukryć
łysinę. W zabawnych kolorowych koszulach, dżinsach i sportowych butach
przypomina nastolatka. Mężczyźni w jego wieku mają już żony i dzieci. On
ciągle nie chce się ożenić. A mimo to ma ogromne powodzenie u kobiet.
Kochają jego niezależność, złośliwość, poczucie humoru i miłość do szybkich
samochodów. Tylko że on się właśnie zakochał w 22-letniej aktorce. Przyznaję:
bałam się spotkania z nim. Słyszałam, że jest zarozumiały, niesympatyczny,
mówi tylko cytatami z książek i filmów. Okazał się ciepłym facetem. I mimo że
twierdził, że o swoim życiu będzie opowiadał dopiero na łożu śmierci, udało
się go namówić na zwierzenia.
Katarzyna Troszczyńska: Mówią, że jesteś typem wiecznego chłopca.
Kuba Wojewódzki: Tak? A nie powiedziała tego przypadkiem moja była
dziewczyna? Ona zawsze mnie tak nazywała. Mocno przestarzała teoria.
KT: Ale jednak coś w tym jest.
KW: Po prostu mam taki temperament. Tak rozmawiam, tak się kontaktuję ze
światem, tak się ubieram. To powoduje, że wiele osób mówi "najbardziej
bezczelny 25-latek". A ja mam prawie cztery dychy na karku. Może rzeczywiście
jeszcze niedawno miałem coś z syndromu Piotrusia Pana. Na przykład moje dwie,
trzy ostatnie partnerki marzyły o ślubie, obrączce. A ja byłem
nieprzygotowany do zakładania rodziny. Pociągało mnie życie towarzyskie. Przy
okazji robiłem jakąś tam karierę. Pracowałem w Trójce, nagrywałem programy w
telewizji. Ścigałem się samochodami, nurkowałem, skakałem ze spadochronem.
Takie życie powoduje, że człowiek często nie myśli o drugiej osobie,
szczególnie w kontekście Urzędu Stanu Cywilnego. Poza tym jak każdy klasyczny
facet leciałem na fajne dupy.
KT: Zdradzałeś swoje dziewczyny?
KW: Coś ze zdrady w tym było. Z jedną dziewczyną leciałem na wakacje ratować
nasz związek. Nagle widzę, że jakaś fajna stewardesa patrzy na mnie. Więc też
patrzę na nią. I podczas tych kilku godzin, kilkunastu próśb o coś do picia,
wyjść do toalety nawiązał się między nami "wzrokowy romans". Reszta była
kwestią czasu. I wiesz, co jest najśmieszniejsze? Okazało się, że ta
dziewczyna mieszka trzy piętra nade mną, a jej związek też wtedy przeżywał
kryzys.
KT: Twoja dziewczyna się o tym dowiedziała?
KW: Tak. Od znajomych. I to był koniec. Zacząłem być z tą stewardesą. I
żyliśmy razem cztery lata. Ale też się skończyło. Na szczęście.
KT: Dlaczego znowu Ci nie wyszło?
KW: Dziękuję, ale to akurat mi wyszło. Zawsze chciałem, żeby kobieta była dla
mnie zagadką. A w momencie, kiedy znacząco patrzy na swój serdeczny palec, to
zagadką nie jest.
KT: Każda kobieta pragnie stabilizacji.
KW: I to właśnie jest chyba problem. Bo mężczyźni dojrzewają później. Albo w
ogóle nie dojrzewają. Jestem za stabilizacją kobiet, ale nie u mojego boku.
Ja jestem mało stabilny.
KT: Ale masz już 39 lat. Czy nie czas się ustabilizować?
KW: Może ja nie spotkałem odpowiedniej kobiety, bo was jest po prostu za
mało? Jestem wrażliwcem, który czasem desperacko goni za miłością. Teraz
fundamentem mojego życia jest bliska mi osoba, moja kobieta. I kiedy mam z
nią dobre relacje, praca nie interesuje mnie tak bardzo. Przyznam ci się do
czegoś. Najbardziej na świecie boję się samotności, ale takiej bez kochanej
osoby. Tak więc nie uważam swojego życia za nieustabilizowane. Jeśli
stabilizacja to małżeństwo i dziatki w pieluchach, to ja dziękuję.
KT: Nie czujesz się samotny?
KW: Lubię samotność kontrolowaną. Lubię włóczyć się po mieście. Nie boję się,
że przyjdę do pustego mieszkania i sam położę się do łóżka. Boję się, że nie
będę miał za kim tęsknić, kogo kochać. Potrzebuję ciepła i bliskości. Tylko
że dla mnie miłość nie równa się małżeństwo. Nie potrzebuję pośrednictwa
mężczyzn w czerni. Marynarka, welon, suknia ślubna. Dla mnie to tandeta.
KT: Może Ty się po prostu boisz stabilizacji?
KW: Boję się nudy i monotonii. Ale nie dlatego, że noszę w sobie jakieś złe
wspomnienia z dzieciństwa. Miałem kochających się rodziców, brata. Teraz brat
ma żonę i dwójkę dzieci. Ale obserwuję swoich znajomych. I heteroseksualnych,
i gejów. Związki większości z nich to fikcja. Wielu moich kumpli, którzy
podobno spotkali "te właściwe" kobiety, teraz pożycza ode mnie pieniądze na
adwokata. Znam adwokatów, którzy dorobili się na tych, co nie chcieli
opuszczać się aż do śmierci. Popatrz na statystyki. Są okrutne.
KT: Nie chcę tego słuchać. Wierzę, że mogą być szczęśliwe małżeństwa.
KW: Znałem jedno. Właśnie się rozwodzi. Jeśli masz może zamiar wyjść za mąż,
to wydrukuj sobie od razu nekrologi małżeństwa. Za kilka lat będziesz je
rozwieszać.
KT: Skrzywdził Cię ktoś kiedyś?
KW: Raz w życiu zostałem opuszczony. Miałem wtedy 18 lat, a ona 17. Miała na
imię Kalina. Do tej pory podoba mi się to imię. Jest to imię tragiczne w mej
biografii.
KT: Jak się kończyły inne Twoje związki?
KW: Różnie. Czasem cierpiałem. Czasem kamień spadał mi z serca. Jak w wypadku
jednej takiej pani, z którą byłem cztery lata. To był toksyczny związek. Ona
nie miała swojego życia. A ja nie chciałem być sam. Żyłem z wirtualną
partnerką, która istniała tylko w mojej głowie. Oszukiwałem się. I jedno
wydarzenie, nie pytaj jakie, bo i tak ci nie powiem, spowodowało, że
przejrzałem na oczy. Mocny upadek z dużej wysokości własnych złudzeń.
Prawdopodobnie na ten szczyt wspina się jej kolejny chłopak. Już łączę się z
nim w bólu. Wiem, że to nieelegancko wypowiadać się niezbyt taktownie o byłej
partnerce, ale kobiecy brak elegancji życiowej zwalnia mnie czasami z tego
obowiązku.
KT: Porozmawiajmy o kobiecie, z którą jesteś.
KW: Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Ona budzi we mnie same dobre i ciepłe
uczucia. Kocham ją i jestem jej wierny. Zmieniłem się i ona mi w tym pomogła.
KT: To znaczy, że nie zauważasz innych kobiet?
KW: Zauważam. Tak jak zauważam piękno, które mnie otacza. Kobiecość to
największy narkotyk. Uwielbiam towarzystwo kobiet, ich wrażliwość. Moje
poprzednie przyjaciółki, paranoidalnie zazdrosne, nie mogły zrozumieć, że
mężczyzna może mieć kobiety koleżanki. Byłem podejrzewany o romans z trzema
prezenterkami MTV naraz.
KT: A miałeś taki romans?
KW: Ani razu nie było między nami sytuacji łóżkowej. Teraz też lubię
przebywać z kobietami. Jeśli mówilibyśmy o zdradzie mentalnej, czyli
sytuacji, kiedy lepiej czułem się w towarzystwie innej kobiety, to zdradziłem
wiele razy. To chyba smutne wyznanie. Jest na to rozwiązanie. Mieć kobietę
właściwą, z którą możesz o wszystkim porozmawiać. Ja taką mam. Dlatego nie
uwodzę ani nie daję się uwieść.
KT: To raczej nietypowe, bo teraz wiele się mówi, że z tą wiernością jest
coraz gorzej.
KW: Zdrada jest teraz dla mnie czymś prostacko oczywistym. Dlatego, że tak
powszechnym. Zrozumiałem, że nie warto. Miałem w życiu wiele okazji. Naprawdę
piękne i znane kobiety często robią mi jednoznaczne propozycje. Tylko w
jednym ich zdaniu kilka razy pojawiają się słowa: seks, łóżko, będzie fajnie.
I daję słowo, nie ma większej satysfakcji, niż odmówić kobiecie, jeśli się
kocha inną. Zresztą nigdy nie byłem typem podrywacza. Nie interesowały mnie
przelotne znajomości. Z kobietami, z którymi sypiałem, łączyła mnie chociaż
fascynacja. Tylko raz skorzystałem z usług agencji towarzyskiej dlatego, że
warto mieć własne zdanie na temat komercyjnych kobiet zawodowo upadłych.
KT: I jak było?
KW: Fatalnie. Trzeba być zagłodzonym desperatem, żeby to robić.
KT: A może nie trafiłeś na dobrą prostytutkę?
KW: Nie, ona była w porządku. Przygotowana do pracy i w ogóle. Ale ja chcę
sypiać z kobietą, z którą widzę swoją przyszłość za parę miesięcy, za rok.
KT: To rzeczywiście długo! Niektórzy ludzie wyobrażają sobie kilkanaście lat
do przodu albo nawet całe życie. Ile