Ostatni Mihikanin - sobota

05.01.09, 20:09
Bardzo proszę o opinie, bo niestety nie mogłam obejrzeć w całości mimo, że
grał mój ulubiony aktor. GW przyznała filmowi tylko(?) trzy gwiazdki. Jak
wypadł Daniel Day-Lewis? Czy stworzył kreację na miarę swojego talentu? Z
tego, co widziałam, to prezentował się całkiem nieźle, ale dopiero się rozkręcał.
    • stary_zgred1 Re: Ostatni Mihikanin - sobota 05.01.09, 20:31
      Pomimo gry Daniela Day Lewisa film w konwencji smętno-bohaterskiego, czy też
      bohatersko-smętnego romansidła. Piękne pejzaże, kobiety i konie, źli Indianie -
      paskudni jak wilk z bajki o czerwonym kapturku, porywy serca które każą rzucać
      się w przepaść za ukochanym i chowanie się za wodospadem. Ładna bajka dla dużych
      dzieci. I właśnie dlatego oceniam na 3 z plusem.
    • adam81w Re: Ostatni Mihikanin - sobota 06.01.09, 00:09
      Ostatni Ślązakowiec. :) hehe
    • markus.kembi Re: Ostatni Mihikanin - sobota 06.01.09, 10:36
      Ostatni Michnikanin?
    • grek.grek Re: Ostatni Mihikanin - sobota 06.01.09, 11:49
      Trzy gwiazdki - na ile możliwych ?

      Day-Lewis był juz wtedy po "MOjej lewej stopie", a tuż przed
      "W imię ojca", więc rozkręcony był raczej :), tyle że w
      Mohikaninie wiele nie miał do zagrania, jak na mój gust -
      ot, dobre przygodowe kino, DD-L pobiegał, postrzelał, pozarzucał
      grzywą, jak zawsze prezentował się jak nie on sam, a jak jego
      bohater, dobrze oddał jego charakter i tak dalej, ale w sumie największy respekt u mnie zyskał za to jak sugestywnie uwodził aktorkę Stowe, co jest wyczynem samym w sobie z uwagi na dojmującą aseksualność tej jejmości.

      Na moje oko - nie, to nie była kreacja na miarę jego talentu.
      Po prostu jego postać nie była na tę miarę skrojona.
      Dajmy mu do zagrania doktora Lubicza, Szarika albo Magdę M. i zagra
      co się da, wyciśnie z tych postaci maks, ale nie wyjdzie poza
      pewien dość ciasny margines, bo same w sobie są one ograniczone i żaden
      talent i wyobraźnia nie pomogą.
      Jak na mój gust, to w Mohikaninie trochę standardy było nie-Lewisowskie.
      Ale zobaczyć wystarczy, kto to napisał - Michael Mann, który w
      dodatku to skręcił.
      A Mann, to jest taki miszcz, co prawie wszystko umie spartolić, a tyłek
      ratują mu tylko aktorzy, na których dostaje chyba bajońskie budżety,bo
      inaczej trudno wytłumaczyć czemu się decydują na role w jego
      strzelankowo-biegusiowych kryminałkach. Weźmy taką Gorączkę -
      zdolny scenarzysta z De Niro i Pacino wydusił by znacznie więcej.
      A Mann napisał i nakręcił ich wg najprostszej maniery, uschematyzował
      postaci i zadowolony z siebie, bo przeca sie dziejeeeeeee jak cholera. DN i AP zagrali świetnie, bo oni grać inaczej nie umieją, więc pewnie kasa się zwróciła i wszyscy się rozeszli po honorowym przyrzeczeniu, że więcej o tym nie będą rozmawiać.
      Foxx, zaraz po Rayu, dla jaj zagrał sobie w Miami Vice, ale to już
      było tak badziewne, ze nawet najbardziej hot nazwisko w biznesie nie
      uratowało mu d.py.
      Jest zresztą jakaś prawidłowość : Pacino zagrał u Manna zaraz po Oskarze
      w "Zapachu kobiety", Foxx tuż po oskarowej roli w "Rayu", Day Lewis po "Mojej lewej stopie", za którą dostał... tak - Oskara (i wszystkie inne nagrody świata i okolic), tylko De Niro po jedynie b.dobrej roli w "Kasynie" :). Jaka więc może być inna teoria niż taka, że Mann na dysponuje cięzką walutą i dla relaksu po dzikim sukcesie artystycznym wielcy aktorzy łapią dobrze płatne chałtury, żeby sobie odbić niesatysfakcjonujące finansowo role w cokolwiek ambitnych przedsięwzięciach, wiedząc że pamięć wielkich ról jest dostatecznie
      świeża, żeby wywijanie kujawiaków u Manna nie zaszkodziło ich
      reputacji ..?
      Jedyny film, który Mannowi w miarę wyszedł, to Zakładnik, tyle że
      tam nie pisał scenariusza, dzięki czemu Cruise wyglądał wiarygodnie
      i cała akcja jakaś finezyjniejsza była, czego nawet swoją efekciarstwem
      reżyserskim nie zepsuł.

      "Alego" i tej nominowanej roli Smitha nie widziałżem, więc może akurat tam Mann się spisał. To już niech ktoś inny rozgryza :)






      • pepsic Re: Ostatni Mihikanin - sobota 06.01.09, 20:53
        Z przedstawionych opinii wynika, że za wiele nie straciłam, może poza
        sugestywnym uwodzeniem Madeleine Stowe, ale sądząc po "dojmującej aseksualności
        tej jejmości" - to chemii tu zabrakło.
        Jednak mimo wszystko przy następnej okazji chętnie obejrzę i przypomnę lata, gdy
        karmiono nas jugosłowiańskim (enerdowskim?) Winnetou.

        > Trzy gwiazdki - na ile możliwych ? - na 5.
        :)

Pełna wersja