Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać...

10.01.09, 14:12
...czyli rozterki sobotniego telemaniaka :) No bo wysypało dobrymi
filmami (wszystkie już widziałam, ale chętnie wszystkie bym
zobaczyła ponownie). I tak:
- na TVP1 o 20.15 Był sobie chłopiec z boskim Hugh Grantem,
- na Zone Europa o godz. 20.00 bracia Cohen i ich Hudsucker Proxy
(powtarzany w najbliższy czwartek o 18.00, więc ew. ten film dzisiaj
można sobie odpuścić),
- na TVN7 o 21.20 Don Juan DeMarco z równie boskim Johny Deppem (już
nie wspominając o Marlonie Brando, tutaj o hmm większych gabarytach
oraz pięknej Faye Dunaway).
Szkoda tylko, że Hugh Grant zachodzi na J. Deppa :(
Obserwuj wątek
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 10.01.09, 14:57
        A ja chyba obejrzę "Miasto nadziei " na Polsacie (godz. 20.00)
        Tak m.in. piszą o tym filmie w dodatku TV (Dziennik)
        "Zła baba zostawia Firtha, a gdy ów, niebożę, zyska szansę na kilna,
        wraca i bruździ. Beznadziejnie schematyczna, ale sympatyczna komedia
        romantyczna" :)

        W TVP1 w sobotnią noc o godzinie 2.15 horror SF pod jakże uroczym
        tytułem "Zabójcze karaluchy"! :)), w kórym gra Mickey Rourke!??
        (oczywiście, do oglądania NIE zachęcam).
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 11.01.09, 12:10
      Dzisiaj nie będzie problemu, bo "Bokser" z Day-Lewisem i Emily Watson
      zdaje się konkurencji żadnej nie ma, a przynajmniej - poważnej konkurencji.
      Stare to jak świat, z 97 roku, ale ja tam nie wiem, nie widziałem, nie orientuję się, nie miałem z tym czymś przyjemności itp. więc czekam z
      satysfakcją, bo lepiej późno niż wcale.
      Te ww. dwa nazwiska, to jakaś tam gwarancja przynajmniej dobrej gry, a jeśli dodać, że twórca scenariusza i reżyser Sheridan zrobił z Day-Lewisem także "Moją lewą stopę" i "W imię ojca", to może być nieźle, aczkolwiek nawet najlepszym tandemom/trójkątom się zdarzają wstydliwe wpadki, więc...




        • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 11.01.09, 15:46
          Boksera kiedyś widziałam i mnie nie uwiódł pomimo całej mojej
          sympatii do dwójki głównych aktorów. Za to dzisiaj po północy (nie
          nowość, że o tej porze) bracia Coen i ich Śmiertelnie proste, mocne,
          mroczne i dobre kino.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 12.01.09, 11:03
            Obejrzałem z rozpędu - dobre, i przy okazji zrozumiałem wreszcie dlaczego
            Joel stracił głowę dla Frances Mc Dormand.

            A Bokser - poprawny, bez zarzutu, a jednocześnie dośc schematyczny, fabuła standardowa; o IRA i konflikcie w Ulsterze powiedziano, napisano i nakręcono już wszystko, uliczki Belfastu,Dublina czy czego tam, wyeksponowano już do gołej d.py - Sheridan podrzucił tylko jeszcze jedną małą cegiełkę do dużego muru. Co ciekawe Bokser powstał rok po "Michaelu Collinsie", który zrobił sporą karierę, ktoś tu nie trafił w moment :)

            Wątek romansowy w sumie najlepiej poprowadzony, ale nagła, i nieudokumentowana żadną sceną choćby jedną, przemiana mentalna syna Watson, od wrogości do miłości do Lewisa - totalnie naciągana. W sportowym - ni cholery nie wiadomo, o co w gruncie rzeczy chodziło.
            Day-Lewis zawsze dobrze gra, żadnej fałszywej nuty, żadnego potknięcia, ale musi jeszcze mieć CO grać; wyuczył się trochę technicznego boksu (a to wymaga pracy), ale artystycznie chyba za wiele nie zyskał . Watson na poziomie, ale napisali jej przy okazji parę kiczowatych geścideł a'la kino wuja sama, no i ta końcówka jak z jakiegoś wojennego mazidła.

            Najlepsza się okazała piosenka końcowa (Gavin Friday "In the shadow of a gun").
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.01.09, 11:15
      Tudej rozterek brak - Kula w TVN raczej nie ma konkurencji.
      Niezłe kino, zwłaszcza jak działa w warunkach pustynnych.

      Hoffman, Jackson...
      No i Sharon Stone...

      us.movies1.yimg.com/movies.yahoo.com/images/hv/photo/movie_pix/warner_brothers/sphere/sharon_stone/sphere.jpg
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 17.01.09, 13:35
          W największym skrócie : bo to rewelacyjne kino jest :)
          Naprawdę, nie sposób się oderwać, nawet oglądając po raz drugi.
          Najlepiej, po prostu, nie czytać streszczeń, opisów, recenzji -
          olać to i nie psuć sobie wieczoru.

          Powiem tylko, że jeśli "Szczęki" są ikoną amerykańskiego thrilleru/a, to Funny Games są ich europejskim odpowiednikiem, a który z tych dwóch
          jest lepszy, to może dla wielu zagwozdka nie do rozkręcenia, lecz dla mnie wybór jest banalnie łatwy, jak między Sharon Stone, a posłanką
          Sobecką.
          Haneke jest o dwie klasy lepszym, bardziej subtelnym i obdarzonym większą wyobraźnią reżyserem od Spielberga i napisał oraz zrobił kapitalny, jadący po rajtach film nie potrzebując do tego pompowanego rekina, efektownych widoków i innych pomocników; zrobił go bazując
          na wybitnym, bliski ideału scenariuszu, stworzeniu dusznej, cięzkiej, dającej po głowie atmosfery, świetnej grze aktorów, których w cholerę nie znam (prócz S.Lothar, którą widziałem w mniejszej roli w Pianistce tego samego Haneke; jakaś jego muza chyba), a których poprowadził w tym filmie jak mistrz świata i oni grają swoje jak mistrzowie tego samego świata. Jakbym miał na bezludną wyspę zabrać Szczęki, albo Funny Games, to biorę te drugie i to z pocałowaniem w nogę.

          Zaczyna się niewinnie, po kwadransie napięcie nonstop narasta i
          do końca nie słabnie, scenariusz jest perfekcyjny, narracja
          przewrotna, a bohaterowie negatywni wręcz eleganccy i zabawni
          (zwłaszcza ten chudy) w tej makabresce, którą uprawiają.

          Kultowa sekwencja cofania akcji filmu pilotem
          przez chudego, jego zwroty bezpośrednio do widza wkręcają w fotel,
          kiedy się ogląda za pierwszym razem, ale mnie
          najbardziej zapadł w pamięć taki bardzo długi nieruchomy kadr i
          zupełnie niesamowita cisza, w pewnym krytycznym momencie, w jakim to ci co widzieli wiedzą, a ci co dzisiaj będą oglądać - łatwo się kapną.

          To jest takiego typu film, że trudno się produkować w oderwaniu od treści i istoty rzeczy, więc niełatwo zachęcać. Znacznie łatwiej o nim dyskutować po obejrzeniu.

          Ale WARTO, a nawet TRZEBA. Jeśli masz TVP Kultura, to jesteś dzisiejszego dnia szczęściarą :)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 12:07
                  Robi wrażenie, prawda ? :)

                  A w TVP wczoraj dali "Listopad", hiszpański - bardzo interesujący film o
                  teatrze ulicznym robionym za free przez młodych idealistów porzucających tradycyjną scenę na rzecz happeningów, przedstawień, scenek, a później także teatru dokumentalnego, odgrywanego wśród przechodniów w Madrycie.
                  Nie wiem, czy zdjęcia były kręcone w czasie autentycznych widowisk, ale
                  zdaje się, że tak, oprócz chyba ostatniej sceny w wielkim teatrze, z tragiczną puentą. Świetnie oddany klimat, całe kulisy funkcjonowania takiego zespołu, świeżość podejścia do świata i sztuki bohaterów, świetni młodzi aktorzy, sprawny montaż, efektowny styl, interesująca - jako taka - fabuła : bo najpierw przybyły do Madrytu z prowincji Alfredo, szef całego zamieszania odchodzi demonastracyjnie, de facto, bo zostaje wyrzucony na własne życzenie, ze szkoły teatralnej, po kłótni z profesorem, za nim idzie grupka podobnych mu zapaleńców, olewających ambicje zostania filmowym/sceniczym gwiazdorem, bycia na etacie itd. i tworzy swój własny teatr, zespół napotyka na mnóstwo problemów - z władzą, prawem, nieugiętą policją (aczkolwiek nawet komendant, który ich nonstop zwija z ulicy darzy ich sympatią), jest spisywany, zabierają im sprzęt, by w końcu, po odegraniu przez nich na ulicy scenariusza zamachu terrorystycznego, w czasie któórego jakaś kobieta dostaje ataku serca, czy czegoś, i otrzymaniu zakazu grania na 4 lata, zaczęli flirtować z teatrem zawodowym i półzawodowym, co nie wypala, a prowadzi do konfliktu między dwoma najważniejszymi w zespole Danim i Alfredo na tle brania pieniędzy za swoją sztukę; jednoczą się oni
                  jeszcze raz, z pomocą starego znajomego organizują hapenning w teatrze, w którym jest m.in premier i... tutaj następuje dramatyczny finał, który zobaczycie jak obejrzycie sami :)).
                  Narracja jest prowadzona równolegle ze wspomnieniami zaawansowanych już wiekiem bohaterów dzieląych się swoimi refleksjami z perspektywy czasu, opisującymi wydarzenia i sylwetkę Alfredo.

                  W zasadzie, jakkolwiek puentę warto zachować w tajemnicy, to sama tzw.akcja jest drugorzędna, bo najważniejsze są zdania, słowa, kwestie padające z ekranu i uliczne przedstawienia, ich barwa, dynamika, sens i reakcje przypadkowej publiczności, refleksja na temat autentyczności sztuki.

                  Na youtube jest trailer. Jak to trailer dośc chaotyczny, ale lepszy rydz niż nic :

                  pl.youtube.com/watch?v=HiIoe0IEdTM
                  TVP dała ten film za kwadrans 2 w nocy, skończył się o wpół do 4.

                  W prime time lepsza głupawa polska komedyjka, potem lepszy nawet jakiś katastroficzny bzdet, Czaknoris też zasługiwał na wcześniejszą godzinę emisji...

                  Skąd wiadomo, że widownia nie za/akceptuje hiszpańskiego filmu o teatrze ulicznym o 20:15, jesli nie daje się jej na to szansy ?
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 12:43
                    Taki ciekawy film! Jaka szkoda, że tak późno, znowu.

                    A Hiszpanie pod tym zwiastunem pisali:

                    „la mejor pelicula del mundo” (!!!) /pelicula – film/
                    „Buenisima pelicula! „
                    „que buena pelicula „
                    „GENIAL”

                    :)


                    Grek.grek, napisz jak się skończył ten film, plizzz.

                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 13:36
                      Cóż, skoro chcesz... :)

                      Więc - z pomocą znajomego Listopad (to nazwa tego zespołu) dostaje się do teatru, gdzie ma być grane wielkie przedstawienie dla wysmakowanej publiki, która sporo zapłaciła za bilety, z premierem na trybunach itd. - w jego trakcie zaczynają swój happening : Alfredo w pełnym makijażu buja się na wielkiej huśtawce podstępnie zamontowanej nad sceną i wygłasza monolog oskarżający współczesną sztukę i teatr, o banalnośc, konformizm i interesowność, a pozostali, do tej pory siedzący wśród szacownej widowni, pomalowani i poprzebierani, przygrywają mu na różnych instrumentach. Wkracza policja, ewakuuje się premier, zgarniani się po kolei wszyscy z zespołu; Alfredo na koniec swej mowy wyjmuje pistolet, co wzbudza panikę na widowni. Pistolet-zabawka załadowany jest sztucznym kwiatkiem (ten moment jest na końcu trailera), ale jeden z policjantów nie zdąża powstrzymać reakcji na widok broni i strzela do Alfreda kładąc go trupem, to znaczy zabija go, a zwłoki Alfredo dyndają na bujającej się huśtawce uwieszone za nogę.

                      Te komentarze hiszpańskie - zupełnie zrozumiałe, świetny to film :)
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 14:22
                        Dzięki CI wielkie! :)

                        Teraz czuję się, jakbym sama obejrzała ten film. :)


                        Wiesz, marzy mi się, żeby w TVP powstał taki cykl pt. np. „Kino
                        Europejskie” - w którym raz (tylko raz!) w tygodniu, oczywiście
                        koniecznie o przyzwoitej, normalnej godzinie pokazywano by różne
                        ciekawe, ambitne filmy ( te mniej ambitne też) z całej Europy,
                        takie właśnie jak np. hiszpański „Listopad”, duńsko-szwedzki „Włoski
                        dla początkujących”.
                        Przecież na pewno szybko znalazłoby się bardzo duże grono widzów,
                        ludzi, którzy mają już serdecznie dość tego dziadostwa, które teraz
                        dominuje w TV.
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 14:41
                          Mam nadzieję, że uda Ci się go wkrótce naprawdę obejrzeć, bo
                          na to zasługuje.

                          Ja bym się nie obraził nawet gdyby 3-4 razy w tygodniu TVP dawała
                          coś z Europy, zwłaszcza, ze ma pod tym względem zapóźnienia, aczkolwiek
                          gdyby nie TVP, to nawet o 3 w nocy nie byłoby szansy zobaczyć czegoś
                          innego niż amerykańszczyzny, w 19 na 20 przypadków - niskich lotów.
                          Póki co, wszystko co interesujące wrzucają w TVP Kultura, którą ogląda może z dwa tysiące osób, które ją mają i im się chce, a w TVP Chamstwo, czyli Jedynce i Dwójce, daje się całą resztę na czele z 50 telenowelami dla półmózgów. I to jest porażka właśnie :)


                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 18.01.09, 15:03
                            Jeszcze a propos filmu - przyszli mi właśnie na myśl znajomi, którzy
                            prowadzili/prowadzą własny teatr, też trochę idealiści. W warunkach
                            polskich jest to naprawdę bardzo trudne...

                            No właśnie, byłoby wspaniale, gdyby TVPKultura, jak TVPInfo była
                            powszechnie dostępna. To dopiero byłaby misja!
                        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 19.01.09, 19:16
                          barbasia1 napisała:
                          "marzy mi się, żeby w TVP powstał taki cykl pt. np. „Kino
                          Europejskie” - w którym raz (tylko raz!) w tygodniu, oczywiście
                          koniecznie o przyzwoitej, normalnej godzinie pokazywano by różne
                          ciekawe, ambitne filmy ( te mniej ambitne też) z całej Europy"

                          - świetny pomysł, jestem "za". Na dobry początek proponuję piątek, gdyż jak
                          życie pokazuje TVP nie ma dobrego pomysłu na zagospodarowanie wieczoru przed
                          weekendem.
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.01.09, 12:20
                            pepsic napisała:

                            > barbasia1 napisała:
                            > "marzy mi się, żeby w TVP powstał taki cykl pt. np. „Kino
                            > Europejskie” - w którym raz (tylko raz!) w tygodniu, oczywiście
                            > koniecznie o przyzwoitej, normalnej godzinie pokazywano by różne
                            > ciekawe, ambitne filmy ( te mniej ambitne też) z całej Europy"
                            >
                            > - świetny pomysł, jestem "za". Na dobry początek proponuję piątek,
                            gdyż jak
                            > życie pokazuje TVP nie ma dobrego pomysłu na zagospodarowanie
                            wieczoru przed
                            > weekendem.

                            A mnie się bardzo podoba Twoja propozycja - piątek to doskonały
                            dzień! :)
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.01.09, 12:20
                            pepsic napisała:

                            > barbasia1 napisała:
                            > "marzy mi się, żeby w TVP powstał taki cykl pt. np. „Kino
                            > Europejskie” - w którym raz (tylko raz!) w tygodniu, oczywiście
                            > koniecznie o przyzwoitej, normalnej godzinie pokazywano by różne
                            > ciekawe, ambitne filmy ( te mniej ambitne też) z całej Europy"
                            >
                            > - świetny pomysł, jestem "za". Na dobry początek proponuję piątek,
                            gdyż jak
                            > życie pokazuje TVP nie ma dobrego pomysłu na zagospodarowanie
                            wieczoru przed
                            > weekendem.

                            A mnie się bardzo podoba Twoja propozycja - piątek to doskonały
                            dzień! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 25.01.09, 12:16
      A na niedzielo-poniedziałek "Mężowie i żony" Woody'ego, TVP 2
      1:25 w poniedziałek. Wszystko się w publicznej może zmienić, ale
      idiotyczne pory nadwania ambitniejszych filmów - nigdy.

      Wcześniej są Purpurowe Rzeki 2. Cięzka chała, dla najwytrwalszych.
      Z jedną kapitalną, rewelacyjną sceną pościgu - dla niej warto ten
      film sobie nagrać i znaleźć ja na podglądzie, albo zaczekać na nią ze 25 minut.... albo - jako, że film ów, to tak dramatyczne DNO, że skazywać
      potencjalnych zaciekawionych jednym epizodem na obcowanie z nim w
      dłuższym okresie czasu byłoby niegodziwością, wystarczy kliknąć link poniżej, tam jest owa scena w całości :)

      pl.youtube.com/watch?v=VeLyAVKdf_g
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 25.01.09, 13:05
        > A na niedzielo-poniedziałek "Mężowie i żony" Woody'ego, TVP 2
        > 1:25 w poniedziałek. Wszystko się w publicznej może zmienić, ale
        > idiotyczne pory nadwania ambitniejszych filmów - nigdy.

        Nie rozumiem dlaczego filmy Allena puszczają o takich makabrycznej
        porze?
        Gdyby Allen dowiedział się, o jakiej godzinie w TVP lecą jego filmy,
        w zyciu nie przyleciałby do Polski na koncert!
        • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 25.01.09, 16:25
          Na wcześniejszy wieczór, bo o 20.30 zapraszam do TVP Kultura na
          Baryton w świetnej obsadzie (Zapasiewicz w roli tytułowej, oprócz
          niego Pieczyńska, Englert i inni). Świetne studium psychologiczne
          artysty, bezkompromisowego egoisty oraz odwieczne pytanie ile dla
          sztuki czy kariery można poświęcić.
          Później zamierzam zobaczyć Spokojnego Amerykanina z jednym z moich
          ulubionych aktorów - Michaelem Cainem. Nie widziałam tego filmu
          wcześniej, więc jestem go bardzo ciekawa.
            • ewakozdryk re:"Spokojny Amerykanin" 26.01.09, 12:46
              barbasia1 napisała:

              > "Spokojny Amerykanin"
              >
              > Czy Thomas Fowler (M.Caine) od początku wiedział/ domyślał się, że
              > komuniści zabiją Aldena?

              Tomas Fowler nie od początku wiedział kim jest Alden-okazał się on zupełnie
              innym człowiekiem.
              Fowler zaczął układać sobie skomplikowaną mozaikę w całość w momencie, kiedy
              podłożono materiały wybuchowe w centrum miasteczka- przypomniał sobie wówczas
              historię środków chemicznych, znalazł informacje na temat ich przeznaczenia.
              Oczywiście Wietnamka ( nie pamiętam imienia) po śmierci Aldena wróciła do
              Tomasa- on ją naprawdę kochał.
              • barbasia1 Re: re:"Spokojny Amerykanin" 26.01.09, 13:55
                Dzięki Ci Ewo za te informacje, nie oglądałam od początku tego
                filmu.

                Zastanawiam się na tym, czy umawiając się z Aldenem w restauracji ,
                na prośbę wietnamskich komunistów (którzy podobno chcieli z Aldenem
                pogadać, wyjaśnić kilka spraw?), Fowler domyślał się, że komuniści
                zamierzają zabić Aldena?
                W końcu Alden uratował mu życie! I on go tak po prostu wydał!??
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 29.01.09, 15:55
      Rushmore - wczoraj. Gdzieś, coś, kiedyś mi przemknęło, ale wczoraj
      w całości zobaczyłem i... niezłe.
      Świetny Bill Murray, z kilkoma scenami, w których jego vis comica
      powala - kidy czai się za drzewem, przełazi przez płot, czy z dziką
      satysfakcją wchodzi na boisko do kosza, gdzie graja małe dzieci, żeby
      zbić rzut jakiegoś kilkulatka :). Do tego, jak zawsze - zmęczenony,
      wymięty, psu z gardła wyjęty i kiedy z tego wyplucia mówi coś ważnego
      i osobistego - totalnie wiarygodny.

      I Olivia Williams, której nie znałem/nie pamiętałem, ale zapamiętam :

      salsagigolo.files.wordpress.com/2008/04/oliviawilliams_150x225.jpg
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.01.09, 17:50
        grek.grek napisał:
        > Świetny Bill Murray, z kilkoma scenami, w których jego vis comica
        > powala - kidy czai się za drzewem, przełazi przez płot, czy z dziką
        > satysfakcją wchodzi na boisko do kosza, gdzie graja małe dzieci,
        żeby
        > zbić rzut jakiegoś kilkulatka :). Do tego, jak zawsze - zmęczenony,
        > wymięty, psu z gardła wyjęty i kiedy z tego wyplucia mówi coś
        ważnego
        > i osobistego - totalnie wiarygodny.
        >

        Bardzo żałuję, że nie widziałam!

        > I Olivia Williams, której nie znałem/nie pamiętałem, ale zapamiętam

        Nie znam!??

        werbenaa - to moje 2 konto, założyłam je całkiem niedawno, tak
        nawszelki wypadek, po tej całej aferze z trollami baziami!
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 30.01.09, 12:49
            grek.grek napisał:

            > O żesz w cara, czyżby Cię zbanowali przypadkiem ? :))


            :))))
            Tak to był ban przypadkowy! (okropne doświadczenie!) – byłam i
            jestem niewinna! Jak zawsze! :)


            Mam dwie teorie związane z tym banem:

            Pierwsza teoria: Chcieli chronić forum przed trollami „bazią” i tym
            drugim ( a jednak czuwa jakaś ochrona na forum TV, jaka ulga!) i
            najprawdopodobniej pomylili (jak mogli, tego nie mogą zrozumieć!?)
            mój nick z jej nickiem/ami! :)

            Teoria druga: Admini Gazeta.pl, widząc mą działalność na forum,
            postanowili chronić (od czasu do czasu) Ciebie przede mną! ;)))

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 31.01.09, 12:58
      Sobota, najlepszy czas antenowy w tygodniu - co daje Jedynka ?
      "Francuski numer", najgorsze g.wno jakie sobie można w ogóle
      wyobrazić, porównywalne w zawartości g.wna w g.wnie jedynie z
      produkcjami z udziałem gwiazd Big Brothera.
      Skutki recesji, czy wyjątkowo miernego gustu nowego wodzostwa,
      które podobno, w osobie Rudomino, uważa siebie za znawców
      sztuki z półki wysokiej i ma "wiele satysfakcji z kształtowania
      ramówki" ?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 31.01.09, 14:25
        :)
        Może to jeszcze ramówka starego wodza!?

        Wczoraj bardzo późno, o 23.30 leciał film amerykańsko- meksykański -
        “I twoją matkę też” ogladałam, ale oczywiście ze względu na porę
        nie dotrwałam do końca. Świetny, bardzo mi się podobał. Warto
        obejrzeć!


        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 31.01.09, 19:48
          Zapowiadało się nieźle, ale jak sprawdziłam godzinę zakończenia (wpół do drugiej
          w nocy!) to sobie odpuściłam.
          Tak sobie myślę, który to już jest niezły film nadawany o tak późnej porze i
          przychodzi mi do głowy, że to test ze strony TVP: ile nieprzespanych nocy jesteś
          w stanie poświęcić na film z wyższej półki?
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 12:30
            pepsic napisała:

            > Zapowiadało się nieźle, ale jak sprawdziłam godzinę zakończenia
            (wpół do drugie
            > j
            > w nocy!) to sobie odpuściłam.
            > Tak sobie myślę, który to już jest niezły film nadawany o tak
            późnej porze i
            > przychodzi mi do głowy, że to test ze strony TVP: ile
            nieprzespanych nocy jeste
            > ś
            > w stanie poświęcić na film z wyższej półki?

            :) Podłość władz TVP nie zna granic!


            Taka pora późna najprawdopodobniej ze względu na kilka bardzo
            nieprzyzwoitych scen... Szkoda, bo film był naprawdę świetny. Warto
            obejrzeć ze względu na ciekawie i niebanalnie opowiedzianą historię
            podróży (na atlantycką! plażę zwaną Niebiańskimi Ustami!) dwóch
            przyjaciół, nastolatków Julia i Tenocha oraz młodej atrakcyjnej
            mężatki (zdradzonej przez męża).
            W tle współczesny Meksyk - krajobrazy, ludzie, ich zwykłe, czasem
            ciężkie życie!
            A poza tym dużo energii (świetni aktorzy!), witalności, radości, ale
            i smutku, jak to w życiu!
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 12:25
          Niestety, to już jest widać zaryglowana na głucho furtka i nigdy nie
          zostanie otwarta.

          Nie rozumiem, jak można dziś dać takie badziewie jak Szybki jak błyskawica przed dziesiątą, a tak interesujący film jak Kontrolerzy
          wrzucić na 1:45 (TVP 2)... to już enty taki przypadek idiotyzmu, a mnie to nadal zdumiewa.
          Btw, kto jednak da radę dotrwać/ma sposób na to by dotrwać (i przetrwać o takich porach) nie może przegapić tego filmu.
          Praca kanarów w budapesztańskim metrze w ciekawej konwencji; sympatyczny główny bohater, który nie ma domu - pracuje, śpi w jakichś opuszczonym magazynach nieopodal metra, jego pozytywnie szurnięci koledzy, pasażerowie, zadymy w wagonach i na peronach, czarująca dziewczyna w kostiumie miśka, w której się zakochuje i z którą w końcu wychodzi "na powierzchnię", dylematy osobiste bohatera, rywalizacja z inną ekipą, specyficzne zawody surwiwalowe, no i tajemniczy killer wpychający ludzi na tory pod nadjeżdzający pociąg, którego chce przyłapać główny bohater. KOmpletnie powichłane, kompletnie inne, oryginalne i niezwykle subtelne zarazem. Mało przyjemne obrazki metra, które może i wszędzie wygląda tak samo, w Nowym Jorku pewnie najbardziej syfilistycznie, ale tutaj niemal 100 procent akcji dzieje się w takich okolicznościach przyrody, dzięki czemu zostaje po zakończeniu takie dziwne odium owego miejsca, szarego,
          nieestetycznego, pomimo barwnych postaci, jakie się tam przewijają i ogólnie bardzo pozytywnego przesłania i dobrej szczypty humoru.

          Nie znam, nie pamiętam kompletnie nazwisk aktorów, nigdzie nie
          zanotowałem, a szukać mi się nie chce, żeby im imiennie wazelinować, ale
          - byli świetni, po prostu.
          Jakie szczęście mają Węgrzy, że są ludzie, którzy kręcą tak włąsne, nieobciązone żadnym posłannictwem dziejowym filmy, które po prostu
          się dobrze ogląda i pamięta ze wg na ich wartości artystyczne,
          scenariusz, wspaniałych aktorów i bezpretensjonalność; filmy, które można bez żenady puszczać w każdym kinie świata i znajdą swoich entuzjastów, bo są ciekawe i świeże.
          A w Polszy ciągle Katynie, Budynie, Panowie Tadeuszowie albo Lejdis na przemian z nowym wypasem Lubaszenki z Pazurą albo jakiegoś ich klona.
          Jedna Szumowska wiosny nie czyni...

          Nic, bardzo-bardzo polecam, w każdym razie.

          A jakbyście trafili na francuski "Dzielnica 13", co leciał w piątek w porze meczu, a ja przezornie nagrałem, żeby obejrzeć - w przypływie ochoty na jakieś lekkie kino akcji - też warto. Dużo parkouru, co się świetnie ogląda - zwłaszcza kapitalną gonitwę po dachach, energetyczny soundtrack, trochę pif-paf-bum-bum jak konwencja przewiduje, ale i
          zaskakujące zwroty akcji, zwłaszcza w wątku głównym. 80 minut, tempo, dynamika, i naprawdę nie razi w oczy jakąś totalną głupotą, może dlatego, że nie robiony przez Amerykanów :)





          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 12:45
            To rzeczywiście bardzo ciekawa opowieść, ciekawy film! (myślę
            o "Kontrolerach").
            W dodatku kino europejskie! i to najnowsze! Dlaczego taki film nie
            może być pokazany wcześniej? Nie mogę tego pojąć!?


            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 14:21
              Nie może, bo nie szanuje swoich widzów i ich gustu.
              Z góry zakłada bowiem, że taki film nie nakręcą
              oglądalności.
              Na pytanie - skąd wiedzą takie rzeczy, odpowiedzą, że
              stąd, że jak puszczają, to te filmy mają 5 procent ;))

              To się fachowo nazywa "misja" :) Powiedziałbym, że jedyną
              misję ma widz - jak kombinować, by dotrwać do 1:45,nie zasnąć w trakcie filmu, pójśc spać o 3:30, a potem wstać o 6:30 rano i przetrwać do 16:00. :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 14:52
                grek.grek napisał:

                > Nie może, bo nie szanuje swoich widzów i ich gustu.
                > Z góry zakłada bowiem, że taki film nie nakręcą
                > oglądalności.
                > Na pytanie - skąd wiedzą takie rzeczy, odpowiedzą, że
                > stąd, że jak puszczają, to te filmy mają 5 procent ;))

                Smutna prawda!

                Przecież taki film mógłby spokojnie lecieć od 22.00, wtedy
                ogladalność i tak jest niższa. Jestem przekonana, że taki film
                jak "Kontrolerzy" nie zaniżyłby słupków ogladalności. A jeszcze
                jakby odpowiednio go sprzedać/ zareklamować, jako ciekawe
                współczesne kino europejskie, węgierskie, to myslę, znalazłoby się
                sporo widzów!

                > To się fachowo nazywa "misja" :) Powiedziałbym, że jedyną
                > misję ma widz - jak kombinować, by dotrwać do 1:45,nie zasnąć w
                trakcie filmu,
                > pójśc spać o 3:30, a potem wstać o 6:30 rano i przetrwać do
                16:00. :)

                :)))
                Chyba chodzi o to, żeby zmęczyć od czasu do czasu widza, żeby nie
                on miał potem sił domagać się czegoś lepszego w TV. :)

                A z innej beczki - szukałam wiadomosci o Olivii Williams i na
                stronie na stronie filmweb.pl znalazłam info. o tym, że zagrała i to
                tytułową rolę w bardzo fajnym filmie: „Agatha Christie, życie w
                obrazach” (2004), bardzo bym chciała zobaczyć ten film (jako
                wielbicielka Agathy), ciekawe, czy TVP pokaże go kiedyś?

                A ja chyba ją widziałam w Emmie!
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 01.02.09, 20:43
                  Kiedyś oglądałam Kontrolerów i byłam filmem zachwycona. To film mroczny, trudny
                  w odbiorze, choć nie pozbawiony uroku. Nie wyobrażam sobie oglądać go w środku
                  nocy.

                  Grek. grek napisał:
                  >sympatyczny główny bohater>
                  - to od siebie dodam, że całkiem przyjemny dla oka.
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 02.02.09, 12:11
                  W tym chyba problem, że nie chce TVP zaryzykować. Lepiej dać to, co
                  łatwe, bezpłciowe i pod co się chętnie podczepi reklama płynów po goleniu
                  i samochodów.

                  Przed filmem (O:5O, oczywiście :}) dodatkowo puścili dobry koncert - Gustavo Santaolalla z Bajafondo Tango Club. Świetna muzyka, dużo energii. Też rodzi się pytanie - dlaczego takie rzeczy muszą
                  latać o pierwszej w nocy, a o 20:00, jak pokazuje ramówka, kiczowata
                  zabawa muzyczna "Jak to leciało" ? Odpowiedź jest jasna - słupki oglądalności i tchórzliwość plus kunktatorstwo TVP, która zamiast
                  wyznaczać poziom dostosowuje się do norm kreowanych przez Fakt, SuperExpres, TVN, Polsat czy Radio Zet, a znaczną część kasę, którą w pocie czoła zarobi na reklamach, SMSach i innym badziewiu przeznacza na
                  opłacanie rozdętej do granic absurdu liczby pracowników, produkcje wysokojakościowej szmiry a'la Barwy Szczęścia, odprawy prezesów, pensje Kammela i Kraśki, a do tego, nie wiem, czy wiedziałaś, właśnie sobie
                  zafundowali przeprowadzkę do nowego,wypasionego budynku - ile kosztował, tego naprawde nikt nie wie; wiadomo tylko, że cholernie dużo.
                  Więc, jeśli w tym wywalaniu co lepszych programów na nocne godziny, chodzi o zdobywanie kasy na takie cele jak ww., to się należy chamom
                  gilotyna :)

                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 02.02.09, 12:38
                    To skandal z tym nowym budynkiem!
                    Jeszcze większym skandalem jest w tej sytuacji szantażowanie widzow,
                    czy słuchaczy radia (np. Dwójki, której od czasu do czasu słucham) i
                    straszenie, że jeśli nie będzie się płacić abonametu to znikną z
                    anteny niektóre programy!


                    > Przed filmem (O:5O, oczywiście :}) dodatkowo puścili dobry
                    koncert - Gustavo Sa
                    > ntaolalla z Bajafondo Tango Club. Świetna muzyka, dużo energii.

                    !!!


                    Tych "Kontrolerów" poszukam na pewno!
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 02.02.09, 12:38
                    To skandal z tym nowym budynkiem!
                    Jeszcze większym skandalem jest w tej sytuacji szantażowanie widzow,
                    czy słuchaczy radia (np. Dwójki, której od czasu do czasu słucham) i
                    straszenie, że jeśli nie będzie się płacić abonametu to znikną z
                    anteny niektóre programy!


                    > Przed filmem (O:5O, oczywiście :}) dodatkowo puścili dobry
                    koncert - Gustavo Sa
                    > ntaolalla z Bajafondo Tango Club. Świetna muzyka, dużo energii.

                    !!!


                    Tych "Kontrolerów" poszukam na pewno!
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 12:19
        Wczoraj był Czerwony Smok :) Po 3 obejrzeniu stwierdziłem, że
        jeszcze 54 i będę gotowy na rozważenie tezy, iż ten film jest
        możliwym do zaakceptowania poprzednikiem dla Milczenia Owiec.
        Hopkins w roli Lectera, to chyba jedyne co ratuje ten lekko
        gniotowaty towar i sprawia, że chce się nań popatrzeć.

        A Słodkiego drania nie oglądałem, więc może być i o 3 - obejrzę
        koniecznie, co nie zmienia faktu, że godzina emisji to jakiś
        żałosny i mało śmieszny dowcip.
        Strasznie podobał mi się Mo'better Blues Spike'a Lee, też traktujący o zyciu jazzmana, więc se porównam jeden z drugim :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 12:53
          grek.grek napisał:

          > Wczoraj był Czerwony Smok :) Po 3 obejrzeniu stwierdziłem, że
          > jeszcze 54 i będę gotowy na rozważenie tezy, iż ten film jest
          > możliwym do zaakceptowania poprzednikiem dla Milczenia Owiec.
          :)))

          > Hopkins w roli Lectera, to chyba jedyne co ratuje ten lekko
          > gniotowaty towar i sprawia, że chce się nań popatrzeć.

          W moim dodatku TV (do Dziennika) ten film oznaczony jest specjalnym
          dopiskiem - ‘Hit Dnia’! :), dzieki czemu zwróciłam na niego uwagę ,
          ale w końcu nie skusiłam się na mordercze klimaty (w komentarzu
          napisali – „Strawne, ale lepiej oglądać na czczo.” :)
          A i świetną ma obsadę ten film oprócz Hopkinsa, Ralph Finnes, Ed
          Norton, Harvey Keitel!

          > A Słodkiego drania nie oglądałem, więc może być i o 3 - obejrzę
          > koniecznie, co nie zmienia faktu, że godzina emisji to jakiś
          > żałosny i mało śmieszny dowcip.

          Tez nie widziałam „Słodkiego drania”, ale za nic w świecie nie będę
          oglądać filmu o 1.55 w nocy! Protestuję przeciwko takiej godzinie
          emisji! :)

          > Strasznie podobał mi się Mo'better Blues Spike'a Lee, też
          traktujący o zyciu ja
          > zzmana, więc se porównam jeden z drugim :)

          !
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:11
              > Trochę Cię zastraszyli z tym "lepiej na czczo" ...
              :) O tak.

              > A widzisz, dzisiaj na TVN jest "W słusznej sprawie", o 20.
              > Oglądałaś ?

              Oglądałam kiedyś, dawno temu i niestety nie pamiętam za dobrze tego
              filmu! Więc obejrzę dziś. Dzięki za info.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:20
                A ja za cynk o Allenie, bo przyznam, że przeoczyłem. Jakiś western
                jest, i tak jakoś mi strzelił flesz po oczach i co dalej - nie patrzyłem, bo w jednej sekundzie wydało mi się oczywiste, że nie
                może nic już być :)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:33
                  Zasadniczo nawet nie sprawdzam , co leci po północy, ale ten Allen
                  wyjątkowo rzucił mi się w oczy i do dziś nie mogę przeboleć, że jest
                  tak późno.
                  A po "Słodkim draniu" (3.30!!! -nie wyśpisz się tej nocy, niestety!)
                  rzeczywiście już nic nie ma, przynajmniej na jedynce.
                  A propos - w programie jest napisane "3.30 Zakończenie" - co
                  właściwie nadają na zakończenie? - jest jakieś pozegnanie? muzykę na
                  dobranoc? hymn?
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:45
                    Zamierzam uciąć godzinnego komarka przed, potem spacer i nie dość, że obejrzę we w miarę przytomnym stanie, to 3:30 będzie jeszcze młodą godziną :)

                    A na zakończenie... zastrzel mnie, a nie mam pojęcia, co dają :)
                    Chyba program na następny dzień i kolorowy zegar z głośnym "piiii" do
                    samego rana - w każdym razie tak było rok temu, ale w tym sezonie może mają jakieś nowe pomysły :)
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:55
                      > Zamierzam uciąć godzinnego komarka przed,
                      :))
                      Aaaa, to taki masz sposób! (To dobrze.)
                      A ja się zastanawiałam, jak to zrobić, żeby obejrzeć film w środku
                      nocy i potem na drugi dzień być przytomnym/ą! :)

                      > 3:30 będzie jeszcze młodą godziną :)
                      Tu bym się kłóciła! ;)

                      Przyjemnego oglądania zatem, a ja poczytam streszczenia filmu! :)
                          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.02.09, 13:54
                            No więc obejrzałem i mi się podobało :)

                            Prosta historia fikcyjnego gitarzysty jazzowego, zaczynająca
                            się z głupia frant, kończąca równie nagle, aczkolwiek w okolicznościach
                            dość interesujących, sugerujących może nawet rychłą śmierć bohatera...
                            Nie będą się rozpisywał i psuł Ci przyjemności samodzielnego obejrzenia :)

                            W całej akcji chodzi o bohatera, o jego osobowość, problemy, styl
                            bycia, a w gruncie rzeczy o portret artysty - witruoza gitary, który
                            kocha tylko muzykę, dżwięki, granie i nie znajduje wspólngo języka
                            ani z kobietami swojego życia, ani z producentami, menadżerami - kobietom nie daje z siebie tyle, ile one potrzebują (świetne i zabawne jego rozmowy z niemą i lekko upośledzoną Hattie, którą zostawia, a gdy chce wrócić okazuje się, że ona ma już dzieci i tak dalej; tekże z Blanche (Uma Thurman, której nie rozpoznasz, tak "zrobiona" na lata 30-te), pisarką "przeciętną, aczkolwiek drukowaną", która zdradza go w końcu z jakimś podrzędnym gangsterem) , bo liczy się tylko muzyka, notorycznie występuje na gazie (rewelacyjny epizod, kiedy na początku występu ma zjechać z góry sceny na stołeczku umocowanym na wąskiej makiecie księzyca - jest zupelnie pijany, więc z wielkim trudem wdrapuje się na stołek, makieta wędruje do góry, kurtyna w dół i publiczność dostaje na dzień dobry widok muzyka rozpaczliwie próbującego utrzymać się na stołku na zjeżdzający księzycu - kapitalny komizm sytuacyjny :}, albo spóźnia się, albo w
                            ogóle nie przychodzi (po jednej z libacji budzi się w jakimś domku
                            letniskowym za miastem, a potem się okazuje, że spędził tam 4 dni), jest najbardziej próżnym człowiekiem świata (nonstop nazywa siebie
                            "najlepszym muzykiem/bilardzistą/pokerzystą/kochankiem na świecie" :),
                            wnerwia i zniechęca do siebie ewenetualnych chętnych do zatrudniania
                            go celem występów, jego ulubione zajęcia, to oglądanie jadących
                            pociągów i strzelanie z pistoletu do szczurów na wyspisku (w którymś
                            momencie przyjeżdzają tam on, Hattie i para przyjaciół, Emmet i Hattie strzelają, pozostali siedzą w kabriolecie, Emmet zabija
                            szczura, peroruje do Hattie i wrzuca go od niechcenia do auta wywołując panikę w siedzącej tam parze - też dobry moment :)}
                            Ale, przy całej masie wad, polubisz pewnie Emmeta Raya, bo swoje gafy, wtopy i przechwałki podaje z takim wdziękiem i dziecinną wręcz naiwnością, ze raczej wywołują uśmiech zrozumienia niż irytację.

                            Dużo swingującej muzyki, klubo-kawiarni z jazzem, atmosfery i strojów oraz aut z lat 30-tych. Klimat epoki uchwycony znakomicie.
                            Dialogi może nie super, ale naprawdę niezłe.
                            Co pewien czas pojawiają się gadające głowy fikcyjnych komentatorów/wspominkarzy, co nadaje narracji charakter dokumentalny, w jednej
                            z ról jest tutaj sam Woody.

                            Sean Penn - z takiej strony go nie znałem. Wypadł świetnie, cały film należy do niego, bo chodzi w nim o Emmeta i o nic innego, o to kim jest
                            artysta - na luzie, z przymrużeniem oka, z gagami, zabawnie, ale pod powierzchnią tego luzu najzupełniej poważne pytania się kotłują, jak to
                            u Allena :).

                            Tak czy siak, polecam Ci bardzo.
        • kres8 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:11
          > Hopkins w roli Lectera, to chyba jedyne co ratuje ten lekko
          > gniotowaty towar i sprawia, że chce się nań popatrzeć.
          A Ralph Fiennes i Emma Watson? przynajmniej kilka scen miedzy nimi jest godnych
          uwagi. Norton tez nie wypadl sroce spod ogona.
          Ja bym nie byla az tak krytyczna co do obsady przynajmniej:)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.02.09, 14:27
            No ja też :), ale, w przeciwieństwie do Hopkinsa, za mało mieli do grania, żeby błysnąć.

            Nortona lubię, bardzo podobał mi się w Larrym Flincie, 25 godzinie i Więźniu, ale czekam na jakąś jego rolę, którą wystrzeli całe towarzystwo w kosmos. Z tego punktu widzenia, w Smoku głównie zarabiał kasę :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 18.02.09, 14:57
      No to dzisiaj : przyzwoita "Pogoda na jutro" Stuhra ze Stuhrem w głównej na 2 i równie niezła "Prawdziwa zbrodnia" Eastwooda z Eastwoodem w głównej w TVN. Tym razem o przyzwoitych godzinach, ale za to nakładają się na siebie :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 18.02.09, 15:46
        grek.grek napisał:
        Tym
        > razem o przyzwoitych godzinach, ale za to nakładają się na
        siebie :)

        Więc dziś znowu za założycielką wątku można by powiedzieć "Ojej, co
        tu wybrać..."?! ;)
        "Pogodę na jutro" widziałam (tak, bardzo przyzwoity i zabawny
        film!),wybiorę zatem Eastwooda z Eastwoodem w roli głównej w TVN,
        skoro , jak mówisz, jest niezły.
        Thnx! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 15:01
      Zbrodnia Ojca Amaro - dzisiaj, w Polsacie. O północy. Kooprodukcja meksykańsko-latyno-europejska.

      Ksiądz romansujący z dziewczyną, która zachodzi w ciążę - tyle
      mówią powierzchowne opisy. Znacznie to się ciekawiej zapowiada
      niż "Popiełuszko" :))

      Główna rola Garcia Gael Bernal. Za cholerę nie pamiętam w jakim, ale
      w jakimś filmie go widziałem. Zdolny aktor.
      Ale i pechowiec, bo z taką urodą czeka długo może zostać "Darkiem Kordkiem światowego kina", a jego talent aktorski pozostać albo
      zupełnie niezauważalny, albo zauważalny średnio, albo zauważany wyłącznie przez kobiety i gejów omamionych jego urodą, czyli jeszcze gorzej niżby był zupełnie niezauważalny.
      A że mnie, ze względów oczywistych, omamienie nie grozi, mogę, kierując się racjonalnymi przesłankami, powiedzieć, że GGB, to aktor z bardzo dobrą przyszłością. Która nadejdzie prędzej czy później, a możę już jest, tylko za mało filmów z nim widziałem, żeby to móc stwierdzić.

      Gdyby tak wyglądał filmowy Popiełuszko, to może nawet Doda by
      poszła do kina :); a na pewno poszłaby większość kleryków polskich i
      nie tylko ;) :

      segritta.blox.pl/resource/gael_garcia_bernal.jpg
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 15:19
        Dla tego dzieciaka, to nocy nie będę zarywać. Dałbyś lepiej kogoś bardziej
        męskiego i nie mam na myśli człowieka, który aktualnie porządkuje swoje życie.
        PS. A z tego, co dziś napisali krytycy filmowi w GW Sobolewski i Felis wynika,
        że Woronowicz całkiem nieźle poradził sobie z rolą Popiełuszki i wcale tak źle
        nie jest, jak to niektórzy przepowiadali, bo przyznano filmowi aż 4 gwiazdki.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 15:40
          3 dychy mu stuknęły, więc może jednak nie taki "dzieciak" :).
          A noc, może, warto zarwać dla, moze, dobrego filmu...

          A to nie dostał maksymalnej noty ? Przyznam, że jestem lekko
          zszokowany ;))



          • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 16:38
            Miałam właśnie pytać o ten film, czy warto dać się porwać dzisiaj w
            nocy Polsatowi :) A piękny Gael García Bernal grał m.in. w Złym
            wychowaniu Almodovara, Dziennikach motocyklowych (Cze), Babel, I
            twoją matkę też, Amores perros, no nie sposób go nie znać no :)
            Deklaruję iż zacznę film oglądać, czy go skończę, to nie wiem...
            Najwyżej mi jutro streścisz zakończenie :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 18:14
        grek.grek napisał:

        > Zbrodnia Ojca Amaro - dzisiaj, w Polsacie. O północy. Kooprodukcja
        meksykańsko-
        > latyno-europejska.

        Ożeż w cara! Znowu o północy! : /

        Ciekawy, kontrowersyjny film.

        Gaela G Bernala widziałam całkiem niedawno w świetnym filmie „I
        twoją matkę też”.
        Tak, zdolny aktor, z potencjałem, jeśli tylko trafią mu się dobre
        role w głośnych filmach, to ma szanse zrobić wielką karierę.

        Gael - ładny chłopiec (właściwie to już ma nawet 31 lat), ale
        (podobnie jak pepsic) wolę bardziej męskie typy ;)

        A Woronowicz to bardzo ciekawy mężczyzna! Czekam na jakiś osobisty z
        nim wywiad, nie tylko roli w filmie "Popiełuszko".
        • zdzisiamisia Re: Ojej, co tu wybrać... 27.02.09, 22:48
          Bernal jest faktycznie śliczny, taki ma typ urody, wiecznego
          chłopca, przede wszystkim jednak zdolny z niego 'młodzian'. Ma też
          szczęście, udało mu się osiągnąć parę sukcesów, zagrał w świetnych
          filmach, co poniekąd można tłumaczyć obecnym popytem na kino i
          twórców latynoamerykańskich. Szkoda, że "Zbrodnia ojca Amaro" tak
          późno, ale jutro sobota, można się skusić :).
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.02.09, 15:51
          No to streszczam, w miarę możliwości :)

          Młody ksiądz Amaro przyjeżdza do małej parafii na prowincji. W sumie
          skromny chłopaczyna z niego, taki poczciwiec. Instaluje się u
          księdza Benitto. Już pierwszej nocy widzi ciekawą historię -
          z sypialni księdza wychodzi kobieta w koszuli nocnej :)
          To tylko początek odkrywania realnego świata przez niego.

          Szybko poznaje Amelię, ładną, młodziutką dewotkę, związaną z
          rozsądnym Rubenem, który pisuje do miejscowej gazety i ma perspektywy
          pracy w większym mieście, w większej redakcji, chce się z nią
          ożenić i wyjechać. Oczywista, Amelia i Amaro wpadają sobie w oko
          od pierwszego momentu.Piknaterii sytuacji dodaje fakt, że kochanka
          proboszcza Benitto, to matka Amelii, właścicielka restauracji.
          Amelia poznawszy Amaro zaczyna zaniedbywać Rubena, Ruben zaczyna spozierać krzywo na Amaro i trójkąt bermudzki gotowy :)

          Amaro zaczyna dostrzegać, jakie gierki toczą się w samym łonie
          miejscowego KOścioła, kiedy miasto obiega sensacyjny artykuł
          prasowy, ze zdjęciami ojca Benitto bawiącego się świetnie na chrzcinach miejscowego gangstera, który przy okazji pierze brudne pieniądze
          topiąc je w przedsięwzięciu ojca jakim jest centrum medyczne.
          Za awanturą stoi drugi ojciec, podziwiany przez Amaro - Natalio, idealista-buntownik który mieszka w górach z partyzantką antyrządową i jest w sporze ideologicznym z ojcem Benitto - reprezentują jakby dwa skrzydła Kościoła; nasłany przez niego człowiek zabił fotografa i skradł kompromitujące zdjęcia ojca Benitto (Amaro o tym nie wie). Artykuł napisał Ruben, częściowo motywowany zazdrością o Amelię.
          Tutaj rusza machina - biskup dogaduje się ze skorumpowanym, cynicznym burmistrzem, ten z szefem gazety, posłuszny Amaro, na polecenie biskupa, pisze sprostowanie wybielające ojca Benitto, dość sprawnie rozstawia po kątach szefa redakcji, Ruben wylatuje z gazety.
          Tyle,że oskarżenie ojca Benitto o konszachty z gangiem wbudza złość parafian, którzy atakują dom Rubena, jego ojciec, ateista i antyklerykał, dostaje kamieniem w czerep.
          Niedługo później coraz bardziej sfrustrowany Ruben sotyka przypadkiem na ulicy, i daje w gębę Amaro, ale ten nie składa sprawy na policji i wybacza Rubenowi, czym dodatkowo upokarza chłopaka i frustruje do reszty.

          Tymczasem romans Amelii z Amaro nabiera rumieńców - a to zerkną, a to porozmawiają, a to to, a to śmo, a to Amelia zwierza mu się w konfesjonale,ze kiedy się dotyka, to wyobraża sobie, że ją dotyka Jezus, generalnie - widać, że Amelia także w seksualności jest przesiąknięta religią :), i w końcu zaczynają się spotykać w celach konsumpcyjnych. Ojciec Amaro wynamuje pokój od kościelnego, pod pozorem przygotowywania Amelii do przyjęcia ślubów zakonnych i jej pomocy w nauczaniu upośledzonego córki kościelnego. No i jest fajnie, miło i różowo, Amaro przebiera ją w taką niebieską szatę jaką na obrazkach ma Maryja, w ogóle - bawią się świetnie, i chyba się kochają nawet, dopóki Amelia nie komunikuje, że jest w ciązy. Na wieść o tym, sterany rozgrywkami wokół siebie, szantażowany przez Amaro, który grozi, że jeśli Benito powie co wie, to on wyjawi jego stosunki z matką Amelii, ojciec Benitto dostaje zawału, czy wylewu, trafia na wózek, zostaje zabrany do szpitala w stoliocy, a razem z nim wyjeżdza matka Amelii. MOże nie na wieśc o ciązy Amelii :)), ale przy okazji Ojciec Natalio zostaje ekskomunikowany przez biskupa, Amaro jedzie mu to zakomunikować, trafia na pogrzeb jednego z jego ludzi (tego co zabił fotografa, a więc można się domyślać, że miejscowy gangster, być może w porozumieniu z władzami świeckimi i kościelnymi, już zaczął likwidować jego obóz) i odmawia propozycji zostania w górach, jaką mu składa Natalio, deklarując jedynie, że go podziwia.

          Co zrobić z ciązą - ojciec Amaro jest w kropce, bo jego powołaniem jest bycie księdzem, a nie męzem dla żony i tatulem dla dziecka. Pierwszy pomysł Amelii jest więc taki, że wróci do Rubena, który pracuje w stolicy i nieźle mu się powodzi. Jednak Ruben odmawia, bo już jej nie
          kocha. Tak więc - aborcja. Ojciec Amaro nawiązuje kontakt z miejscową
          moher-babą (strój żebraczki, w domu jakieś kapliczki, modlitwa z ust nie schodzi, a jednocześnie potrafi ukraść pieniądze z tacy) i ta załatwia nielegalny zabieg, oczywiście za odpowiednią sumkę. W jego trakcie Amelia dostaje krwotoku. Amaro wpada w panikę, bierze ją na ręce i postanawia, mimo protestów przeprowadzających zabieg, zawieźć ją gdzieś indziej. W trakcie jazdy Amelia umiera. Ojciec Amaro wraca na parafię, w ostatniej scenie celebruje mszę żałobną za Amelię, a oficjalne wytłumaczenie jej śmierci, jaki dostają mieszkańcy, to takie, że Ruben zrobił jej dziecko, ona była w rozpaczy, znalazła jakiś obskurny gabinet, poszła na zabieg, ojciec Aamaro się o tym dowiedział, chciał ją ratować i zawieźć do dobrego szpitala, ale zmarła mu na rękach. W tejże ostatniej scenie na mszy jest też ojciec Benitto, który wrócił ze szpitala - chyba oczekuje przyznania się publicznego Amaro i wyznania prawdy, oczyszczenia z zarzutów Rubena, po częsci byłoby to moze i rozgrzeszenie dla niego, ale na próżno. Odwraca więc swój wózek i wyjeżdza z kościoła. W akcie dezaprobaty. Amaro ocala siebie, pozostanie miłym, ładnym, lubianym, usmiechniętym, sympatycznym księdzem.
          Koooooniecccc :)

          Cóz, dobrze się oglądało, klimaty meksykańskiej prowincji, ładne ulice, ujęcia w słońcu i tak dalej. Może to średnio wążne dla treści filmu, ale podobało mi się.

          Dobre aktorstwo - ładna Amelia, Bernal potwierdził talent, w rolach drugoplanowowych też trudno jakichs manier telenowelowych się dopatrzeć. Bardzo dobra robota.

          Generalnie, najbardziej utkwiła mi w pamięci ta moher-baba, jej rozbiegane, chytre oczka w rozmowie z Amaro. Postać charakterystyczna. I to bardzo :)

          Scenario trzymało się jakoś, ojciec Amaro nie jest postacią jednoznaczną, ma powołanie, a jednoczesnie jest ma potrzeby męskie i
          jeśli to wyciągnąc na plan pierwszy, to ten film jest ważnym głosem w dyskusji nt. zniesienia celibatu dla księzy. Trochę mi zgrzytało, kiedy nagle Amaro, niby się opierający trochę napierającej Amelii, kapituluje i dośc żwawo zabiera się do załatwienia im lokalu randkowego i tak dalej... Jakoś mi ten przeskok nie pasował, ciut był za szybki i znienacka, nie poprzedzony jakimś choćby jednym obrazkiem Amaro, który się zmaga ze sobą, przekonywać musi, ma dylemat między dwiema postawami (bo przecież widział, że szanowany ojciec Benitto ma kochankę, a w rozmowie z Natalio bronił konserwatywnej wizji księdza-ascety, przeciw poglądom, lubianego przez Amaro, Natalio, że trzeba celibat znieść). Widac, że Amaro jest młodym naiwniakiem i to otoczenie (biskup, obaj ojcowie) go wychowuje, edukuje i wskazuje drogę, zawsze ku zachowaniu w całości własnego tyłka, wybrnięcia z opresji, załatwienia rywala, wyjścia na swoje kosztem prawdy i zasad. Dobrze pokazane to dorastanie Amaro, bez nachalności, bez tępego deklarowania, informowania i innych zabiegów wyjaśniających widzowi co właśnie widzi, czy też, ze powinien widzieć to, a nie tamto. W tym znaczeniu - całkiem europejskie kino :).

          I to chyba tyle uwag moich. Film godny uwagi, warto zobaczyć.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.02.09, 16:06
            Właśnie mi przyszło do głowy, że instynktownie, zależnie od potrzeb i okoliczności, postępujący wedle sprzecznych poglądów ojca Benitto i ojca Natalio Amaro przypomina innego żółtodzioba - Chrisa z "Plutonu", który też był "dzieckiem dwóch ojców", zlepkiem dwóch zupełnie różnych postaw - Eliasa i Barnesa, jakie przyjmował na zasadzie bezrozumnego chłonięcia, bezrefleksyjnie, nie będąc ani przez chwilę sobą, nie mając ani przez moment niczego prawdziwego poza swoim powołaniem i namiętnością.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.02.09, 17:16
            Dzięki Ci serdeczne i wielkie grek.greku za tak szczegółowe!
            streszczenie i za Twe za uwagi.
            Mogę tylko powiedzieć, że to jeszcze jeden na mojej (coraz dłuższej)
            liście film, który koniecznie chciałabym zobaczyć.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 28.02.09, 21:36
      Skuszona rekomendacjami i zdjęciem (a jednak) zerknęłam nieco na początek, aby
      chociaż zorientować się w klimacie i poznać bohaterów. Może nawet dotrwałabym do
      końca, gdyby nie reklamy i cokolwiek zbyt długie zawiązywanie się akcji. Poza
      tym liczyłam, że tradycyjnie już grek streści nam historię i skomentuje
      (podziękowania). Smutny koniec był do przewidzenia od samego początku, choć
      myślałam, że akcja potoczy się w całkiem innym kierunku .
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 05.03.09, 14:23
      Wczoraj - "Szkoła czarownic". 12-letnia rzecz. Oczywiście, niedorzeczna intryga, którą można by od biedy potraktować jako jakąś metaforę, ale chyba tylko bedąc ambitnym do bólu i grając w upartego, żeby jakoś sobie dać alibi na oglądanie filmu nie mającego z kinem ambitnym nic wspólnego :)

      Ale - w swoim gatunku, młodzieżowego horroru, naprawdę niezłe, z jakimś tam pomysłem na tę niedorzeczność, i takie bardziej sympatyczne i jaśniejsze niż totalnie mroczna Carrie.

      Przede wszystkim warto zobaczyć choćby tylko dla roli Fairuzy Balk, czyli baaaaad witch Nancy. Naprawdę, film może i luźny, może i nie gra Ofelii, ani Desdemony, ani nawet tego, co grać miała Meryl Streep, ale dziewczyna odstawiła kawał dobrego aktorstwa, przyciągającego uwagę jak magnes, a moment w finałowej jatce, kiedy latają stoły, komody i cała reszta, a ona zostaje powalona, podnosi się i mimo szoku i przerażenia, przez ułamek sekundy próbuje, bez skutku, przybrać swój firmowy uśmieszek - powinien przejść do historii kina. Do mojej osobistej już przeszedł ;)).

      • zdzisiamisia Re: Ojej, co tu wybrać... 05.03.09, 14:35
        Widziałam parę lat temu, jako początkująca nastolatka. Fairuza ma
        bardzo niezwykłą urodę, robi wrażenie, rzadko pojawia się w filmach,
        ale jak już jest, to przykuwa uwagę. Oprócz "Szkoły Czarownic"
        kojarzę ją jeszcze jako neonazistowską dziewczynę Nortona w "Więźniu
        Nienawiśći" i córkę Marlona Brando w kultowym (jak dla mnie)
        gniocie "Wyspa doktora Moreau" :).
        A i jeszcze z teledysko Moby'ego do Natural Blues
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 06.03.09, 12:44
      A dzisiaj Testosteron (TVN, 20:00). Oglądaliście już ?

      "Imperium wilków", zaraz po nim, osobiście nie polecam. Jeden z
      głupszych i gorszych filmów jakie widziałem w ostatnich latach.
      Tytuł wypada najlepiej, a Jean Reno po Leonie nie zagrał żadnej
      dobrej roli, brnie w same badziewne projekty. Szkoda.
      • barbasia1 Testosteron 06.03.09, 14:10
        grek.grek napisał:

        > A dzisiaj Testosteron (TVN, 20:00). Oglądaliście już ?

        Aż wstyd się przyznać, taki hicior, a jeszcze go nie widziałam.
        Dlatego dziś obowiązkowo obejrzę!

        A Ty, grek.greku, widziałeś Testosteron?
          • barbasia1 Re: Testosteron 06.03.09, 14:39
            grek.grek napisał:

            > Nie, i jestem ciekaw na ile się sprawdzą te pozytywne recenzje o
            nim, co je sły
            > szałem/czytałem :)


            To samo myślałam! :)

            A dziś jeszcze na Dwójce (21.10) "Dochodzenie" z Robertem de Niro.

            Ps A może założymy nowy wątek dla Testosteronu!?
            • grek.grek Re: Testosteron 06.03.09, 15:05
              "Dochodzenie" kiedyś mi przemknęło przez ekran, TVP pokazywała, ale kojarzę je/go dzisiaj średnio, jakoś mi nie uktwiło w pamięci. Ale, wiesz jak to jest - De Niro słabo grać nie umie, na pewno był dobry :) Jakoś chyba scenariusz i cała reszta niekoniecznie wybitne były.

              Hogo, przewidujesz, że Teścio będzie hitem ? :)







              • barbasia1 Re: Testosteron 06.03.09, 15:15
                grek.grek napisał:

                > "Dochodzenie" kiedyś mi przemknęło przez ekran
                ! :)
                Czyli to film dla prawdziwych fanów De Niro. Wiesz, gdyby nie było dziś wieczorem Testosteronu, objerzałabym ten kryminał, właśnie ze względu na De Niro.

                > Hogo, przewidujesz, że Teścio będzie hitem ? :)

                Chyba raczej jestem ciekawa opinii na temat filmu i okołofilmowej dyskusji np. na temat mężczyzn. :))
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 11.03.09, 17:14
      Dzisiaj o 20.05 na tvn7 hiszpański film "Życie ukryte w słowach". Jeśli wierzyć
      słowom krytyków i recenzji w GW (4 gwiazdki)to zapowiada się nieźle. Wczoraj dla
      odmiany na TV4 można było oglądnąć Cate Blanchett w roli dziennikarki walczącej
      z narkotykową mafią - też o 20.00. Może nie było to arcydzieło, ale całkiem
      przyzwoite i do tego na faktach.
      • zdzisiamisia Re: Ojej, co tu wybrać... 11.03.09, 18:41
        Szkoda, że nie posiadam tvn7, bo pamiętam świetne recenzje "Życia
        ukrytego w słowach", nazwisko Tima Robbinsa zobowiązuje :).
        Jeśli ktoś będzie oglądał, to byłoby miło, gdyby później napisał
        parę słów.
          • pepsic Re: "Życie ukryte w słowach" 12.03.09, 20:10
            Młoda dziewczyna z b.Jugosławii po przejściach wojennych opiekuje się poparzonym
            pracownikiem platformy wiertniczej. Dochodzi do obustronnych wyznań. Okazuje
            się, że obydwoje są nieźle okaleczeni na duszy - zwłaszcza ona wielokroć
            gwałcona przez żołnierzy i nacinana nożem. Skrywa też jakieś tajemnice, ale o
            nich widz się nie dowiaduje. On natomiast nieopacznie zakochał się w żonie
            przyjaciela, który popełnił samobójstwo skacząc w ogień. Tim bezskutecznie
            próbował go uratować. Pomiędzy pacjentem a pielęgniarką nawiązuje się nić
            sympatii, potem miłość, a nawet się pobierają. Spora część filmu dzieje się na
            platformie wiertniczej, na której urzędują trochę pokręceni osobnicy. Kucharz
            np. codziennie przygotowuje potrawy z innego kąta świata, jak jest dzień włoski
            - to z magnetofonu leci italiano, jak chłopaki domagają się hamburgera - to
            mówi, że Deep Purple już nie będzie (ale tu akurat tłumacz zawalił, albo ja coś
            pokręciłam, bo mi się nie zgadza).
            Bardzo chciałam obejrzeć ten film, a jednak odczuwam rozczarowanie, bo: akcja
            toczy się niemrawo, nie ma tempa ani niestety napięcia, za bardzo to
            przeintelektualizowane i za dużo niedopowiedzeń. To, że dziewczyna pochodzi z
            Jugosławii i jest ofiarą wojny - można się od razu domyśleć. Nie ma tu żadnego
            zaskoczenia. Poza tym trzeba było mocno wsłuchiwać się w toczące rozmowy,aby
            wszystko wyłapać. Para jak dla mnie - nieprzekonująca i niedopasowana fizycznie.
            On - przystojny (bardzo wysoki), czarujący, dojrzały mężczyzna - inteligentny
            i z poczuciem humoru. Rozumie kobiety. Wie np., że rudy kolor włosów można
            uzyskać farbą lub chną (który facet o tym wie). Ona - niepozorna blondynka
            skryta i małomówna.
            Parę filmów o wojnie w Jugosławii obejrzałam, a niektóry przerażające sceny do
            dziś stoją mi oczach i powiem, że nie chciałam bym już ich oglądać więcej. Ten
            film jednak nie wywarł na mnie spodziewanego wrażenia. Może nie ten dzień.
            PS. 2 fajne utwory muzyczne - na platformie podczas gejowskiego
            występu i w tle, gdy Tim jedzie na schodach ruchomych (lub spaceruje na
            mieście). Tu akurat reklama przerwała (!).
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 13.03.09, 13:06
      Dzisiaj - Candyman. Dla atmosfery.

      A jutro - Podziemny krąg POlsat, 22:30).

      Trzecie podejście, może tym razem się przekonam do tego filmu.

      W każdym razie Norton z jednej strony pasuje świetnie do swojej roli, jako zupełnie przeciętny i oczywisty, znużony egzystencją wielkomiejski szczur, szukający jakiejś odskoczni, a z drugiej -kompletnie nie jest to emploi. Jego niewinny wygląd świetnie kontrastuje z tym, co się później okaże o nim - tu na pewno Fincher trafił, ale... nie, no nie Norton, nie pasuje mi zupełnie jego facjata do tej roli. Może tym razem jednak się przestawię na pozytywny odbiór.

      Pitt za to jest w swojej skórze, zreszyą Tyler jest dla niego chyba
      napisany od początku do końca, Palahniuk tworząc tę postać kierował się
      szóstym zmysłem i widział właśnie tego aktora. Skończył pisać i powiedział "za 3 lata to sfilmują i zagra to Brad Pitt, bo jak nie, to
      wezmę żonę prezydenta jako zakładniczkę". I mogli mu odmówić ? :)
      W sumie Tyler-Pitt to jest najlepsza część tego filmu - barwny as hell, pstrokaty, wieczny optymista który mieszka w rozlatującej ruderze, ubiera się w szmateksie, chrzani wyścig szczurów, zarabia jakieś podłe grosze handlując mydłem, jako kelner przyprawia z finezją posiłki :), i niczego nie gromadzi, bo mu to do szczęścia nie potrzebne, a do tego rzuca seriami palahniukowych bon motów z cyklu : "całe pokolenia ludzi wykonują pracę, której nie znoszą, żeby kupować rzeczy, które nie są im potrzebne" - czy mozna celniej strzelać ?

      Kim jest Tyler, tym którzy nie widzieli, niech nikt nie zdradza :)

      Marlę Singer zredukowano trochę, można było jakoś tę rolę mocniej zaakcentować, ale przynajmniej Helena świetnie wyglądała - absolutnie psychodelicznie i jakkolwiek za mało jej jest, jak na mój gust, to wkręca się w pamięć.
      W niej się jakoś zawiera cały film, w jej postaci, w tym jej spojrzeniu, jakieś takiej nieokreśloności, w wyglądzie - cała ta kolorystyka, mało gustowne (ale interesujące) wnętrza, półmroki, brudne światło, piwnice, garaże podziemne, ulice jak ze slumsów, w ogóle mało pamiętam scen w jasnych barwach.

      Dla jednej sceny ten film warto zobaczyć, własnie z Bonham-Carter : Marla próbuje z gracją usiąść na łózku i spada z niego natychmiast, w sposób tak pełen wdzięku, a jednocześnie z impetem, co w ogóle nie wywołuje w niej zdziwienia, że ręce składają się do oklasków. Kapitalna scena. Chyba będę włączał nagrywanie za każdym razem kiedy się Marla pojawi, żeby tego nie przegapić i sobie nagrać, a potem oglądać dziesięć razy z rzędu :) Perełka. I stawiam 10 do 1, że nagrali to za pierwszym razem, bo z któregoś tam dubla tak wyjść nie mogło, a nawet nie sądze, żeby Fincher śmiał planował, ze to aż tak świetnie wyjdzie.

      Trochę keczupu za dużo, szczególnie kiedy mafioso pierze Tylera, ale bez przesady i jednak w takich filmach jakoś umownie się traktuje pewne rzeczy i obrazki.

      W każdym razie, kto nie widział, jutro ma szansę, bo warto :)