Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać... cz. 2

    • pepsic Re: Tańcząc w ciemnościach 19.06.09, 20:32
      Jutro uczta dla koneserów dobrego kina wg Larsa von Trier "Tańcząc w
      ciemnościach"
      na tvp kultura godz. 20.oo z Cathrine Deneuve i islandzką
      piosenkarką Bjork. Zachęcam, bo film piękny i bardzo emocjonujący; wyciskacz
      łez, ale na wysokim poziomie:)
      • grek.grek Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 13:21
        Wszystkie filmy do obejrzenia lądują na TVP Kultura, wszelki sport na TVP Sport, kanały odbierane przez skromną ilość chętnych - świetny pomysł, robią program za abonament, ale oglądają ci, co (dodatkowo) wybulą na satelitę i/albo kabel. A takiego wała, wolę się obejść smakiem niż łobuzom do koryta dokładać :)

        Wczorajszy "Hannibal; Rising" - porażka. Tragiczna porażka. Do zapomnienia. 1/3 pseudo-psychodrama, 2/3 regularny, ale słaby i niewydarzony, film akcji. Jeśli cokolwiek zostało tam pokazane, to
        nie przemiana Hannibala, a brak inwencji i prostactwo wszystkich, którzy
        odpowiadają za nakręcenie tego gniota - ze scenarzystą na czele.
        Aktorstwo żałosne. Hannibal dojrzały miał wdzięk swoisty, niepokojący, magnetyzm - w losach młodego Hannibala przewijają się projekcje przyszłości (w pewnym momencie przymierza nawet maskę, w którą będzie, później - jako więzień, przyoblekany; zostaje na moment zamknięty za kratami, jeszcze jako uczeń, ale wydostaje się z lochu/piwnicy etc.). Oczywiście : maluje, włada mieczem katana, uczy się świetnie, w półbutach pokonuje zimą pół Europy Wschodniej, w ogóle Rambo XXXVIII, ma jakiś coś na kształt romansu ze swoją młodą orientalną ciotką, a poza tym - skupia się na zaszlachtowaniu eks-żołnierzy, którzy dotarli do posiadłości jego rodziców wraz z frontem wojennym i z głodu zjedli jego siostrę (zabija też tłustego rzeźnika, który obraził japońską milady) - generalnie : technika oprawiania zwierzyny jest wszystkim co interesuje Hannibala i, w zamyśle scenarszystów i reżysera, ma zainteresować także widza. Psychodrama, psuedo, bo ten pierwszy fragment - losy dziecka, które traci rodziców, zostaje z młodszą siostrą, i musi przeżyć jej zabicie i konsumpcję przez żołnierzy.
        Jedyny fajny moment : dowódca tego oddziału wgryza się zaciekle w jakąs nieodartą z futra padlinę i nagle oślniewa go, że przecież mogą zjeść któreś z dzieci - kieruje przenikliwe spojrzenie ku małemu Hannibalowi i jego siostrze, związanym i trzymanym na pięterku, nad nimi. Za jego wzrokiem po kolei wędruje ku górze wzrok wszystkich pozostałych żołnierzy, wyraźne w wąskim snopie światła padającego w jego kierunku, oczy przerażonego hannibala, zdjącego sobie sprawę z tego, co się święci, rozszerzają się, a on sam próbuje odsunąć się w tył, w cień, w nadzieji,że jak go nie będą widzieli, bo im wyparuje z głów upiorny pomysł.
        Poza tym - nul, nic, zero. Niby go ta Japonka wprowadza w świat sztuki, medytacji, honoru samuraja i co tam jeszcze, ale to wszystko płytkie jak kałuża w sierpniu i wciśnięte bez przekonania w fabułę, w której najważniejsze będzie jak Hanibal dusi, topi, obcina głowy.
        20-letni Hannibal, to chłopaczyna bez wdzięku, bez spojrzenia, bez charyzmy. Skoro jego młodość ukształtowała dojrzalość, to chociaż zalążki tego, czym magnetyzował jako mężczyzna w sile wieku, powinny
        być widoczne. A tutaj - nic. Widzimy młodszą i słabszą kopię Bronsona z Życzenia Smierci 89. I oczywiście żadnego cieniowania - jego siostra została zjedzona, on to przeżył, powinniśmy mu kibicować, żeby wszystkich tych żołnierzy (oczywiście, są cyniczni, mają mało sympatyczne gęby i w sumie - 10 lat za sam wygląd, żadnych okoliczności łagodzących, wysoki sądzie) załatwił
        Aktor Ulliel spełnił ambicje scenarzysty i reżysera i świetnie oddał charakter postaci - mówił, patrzył, twarzował : jak ostatni kołek.
        Urodziwa Gong Li grała jak tylko z kołkiem można grać - jak drugi kołek.
        Najlepsze role w tym tandeciarskim fimidle :
        mały Hannibal (świetny chłopak, powinien coś ze swoim talentem zrobić) i szwarccharakter (dowódca żołnierzy, Grutas) - Rhys Ifans, a i to tylko dlatego, ze coś tam wyróznić pozytywnie trzeba.

        Dzisiaj też dno. TVP Kultura - von Trier,a 1 i 2 - g.wno. W 2 jakiś "Urok mordercy" - o tak, zawsze chciałem spotkać femme fatale, co po nocy upojnego seksu, z samego rana będzie się za mną uganiać po chawirze z tasakiem - to pewnie film jak znalazł dla wszystkich (w tym wypadku kobiet) o podobnym do mojego problemie ;;)
        • pepsic Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 14:40
          Dzisiaj wypatrzyłam kolejnego Almodóvara Kobiety na skraju załamania
          nerwowego
          na zone europa o 20.00. Żeby było raźniej to też nie mam tego
          kanału (strata tym większa, że najpierw przyzwyczaili, a potem wycięli). Z tym,
          że Kobiety... oglądałam kilka razy, a von Trier i tak miałby
          pierwszeństwo. To bardzo zwariowana komedia, ale lubię ją i do tego młody
          Banderas jakże niepodobny. Na polsacie o 20.05 komedia amerykańska (?) Pod
          słońcem Toskanii
          , może nie jakieś dzieło, ale myślę, że można spokojnie
          popatrzeć, a przy tym ocenić polski akcent.
          • barbasia1 Pod słońcem Toskanii 20.06.09, 15:34
            pepsic napisała:
            Na polsacie o 20.05 komedia amerykańska (?) Pod
            > słońcem Toskanii
            , może nie jakieś dzieło, ale myślę, że można

            spokojnie popatrzeć, a przy tym ocenić polski akcent.
            :)
            Właśnie!
            I można jeszcze popatrzeć sobie (jeśli krajobrazy Włoch i Toskanii
            nie wystarczają) na uroczego, choć nieco drewnianego (tu) Pawła
            Szajdę, który zgrał niedawno u Wajdy w "Tataraku".

            A ja wpyatrzyłam jeszcze dramat biograficzny pt. "Podwójna gra"
            (2004) z Sharon Stone! w jednej z głównych ról. TVP1, 22.15.

            "Sally Tyler (Sharon Stone), żona korespondenta New York Timesa,
            zakochuje się w dziennikarzu Leo Cauffieldzie (Rupert Everett).
            Odchodzi od męża i zamieszkuje z ukochanym. Pewnego wieczoru
            mężczyzna nie wraca do domu. Sally rozpoczyna poszukiwania. Wkrótce
            odkrywa, że Leo jest jednym z najgroźniejszych szpiegów KGB. Sally
            próbuje nakłonić go do podjęcia współpracy z brytyjskimi władzami,
            jednak Leo nie zamierza zdradzić partii. Film jest oparty na
            prawdziwej historii."
            serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,126291252,P_AKPA.html
            Niestety na stronach filmowych przeważają mało entuzjastyczne
            komentarze o tym filmie.

        • barbasia1 Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 15:19
          grek.grek napisał:
          > Wczorajszy "Hannibal; Rising" - porażka. [...]

          Zniecheciłeś koncertowo! :) "Hannibala. Po drugiej stronie maski"
          omijać będziemy szerokim łukiem.


          W 2 jakiś "Urok mordercy" - o tak, zawsze chciałem spotkać femme
          fatale, co po nocy upojnego seksu, z samego rana będzie się za mną
          uganiać po chawirze z tasakiem
          :))))
          • misiania Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 15:51
            ekhm, nikt nie zauważył (albo nie ma w poważaniu) Jasia Fasoli w
            roli agenta JKM? bo "Johnny English" na tvp2 o 22:15. oprocz
            Atkinsona - w charakterze ozdoby Natalie Imbruglia, w charakterze
            czarnego charakteru - John Malkovich.
            • barbasia1 Johnny English 20.06.09, 15:57
              Rzeczywiscie, jest w programie, u mnie nawet oznakowany jako "hit
              dnia" z czterema gwiazdkami!
              Nie widziałam jeszcze tego filmu, może więc obejrzę.
                • barbasia1 Re: Johnny English 20.06.09, 16:09
                  misiania napisała:

                  > angielska komedia jest zwykle czymś, co warto obejrzeć.

                  Podpisuję się pod tym. :)

                  a teraz
                  > wracam do Czarnej Żmii na bbc entertainment, bo właśnie leci :))))

                  :)

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 12:10
      Ech, nędza w tym tygodniu (tego lata?) w TV publicznej.

      Na dzisiejszy wieczór (czy raczej noc ciemną i deszczową)
      wypatrzyłam w cyklu Kocham kino film „Kraina szczęścia” (2004).
      Raz jeszcze o wojnie w Wietnamie, lecz z zupełnie innej
      perspektywy...
      serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,126364894,P_AKPA.html
      Niestety film zaczyna się dopiero o godzinie 23.20! A wcześniej,
      szkoda gadać...

      A jutro w TVN o 22.25 kolejny Clint! – „Linia” (1984) Tym razem
      Eastwood tropi seryjnego mordercę, który próbuje wrobić go w swe
      zbrodnie.
      W filmie, jak wyczytałam, w roli filmowej córki wystąpiła 12-letnia
      wówczas córka Clinta Alison. – zobaczymy!


      Za to w TVP Kultura codziennie o 20.00 cudny cykl – „Lato z polskim
      filmem”! (dziś „Bandyta”)
      A tak na marginesie - film polski w telewizji polskiej – tylko dla
      koneserów? To niepojęte, niezrozumiałe!
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 13:15
        po Wiadomościach - Vabank :)
        (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).

        Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

        świetne Głośniej od bomb, naprawdę warto (9 części) :
        Tu pierwsza: www.youtube.com/watch?v=o1Bu6kuOEhM

        Nóz w wodzie, 10 części :
        Pierwsza tutaj : www.youtube.com/watch?v=IKsXvD-OeIU
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 14:32
          grek.grek napisał:

          > po Wiadomościach - Vabank :)
          > (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).
          :)
          Ja już też mam dosć tego filmu.

          > Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

          Dzięki! :) Zwłaszcza za "Głośniej od bomb" - tego jeszcze nie
          widziałam!
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 14:38
          grek.grek napisał:

          > po Wiadomościach - Vabank :)
          > (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).
          :)

          Ja też mam już dość tego filmu. Ileż można oglądać!

          > Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

          Dzięki! :) Zwłaszcza za "Głośniej od bomb"! - obejrzę wieczorem. :)


          Dzięki! :) (
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 16:57
              Wreszcie trafiłam na komedię francuskąMoja żona jest aktorką w reż. i gł.
              roli Yvan Attal, ten od Wszyscy żyli długo i szczęśliwie (niedawno trochę
              przynudzałam w temacie). Będzie też Charlotte Gainsbourg. Szkoda tylko, że dla
              posiadaczy Ale kino! godz. 21.30.
              PS. Do przedmówców,
              Co do Bandyty - można obejrzeć, ale raz wystarczy. Do Vabanku natomiast mam
              słabość (zwłaszcza scenę u jubilera), ale jak Barbasia słusznie zauważyła: ileż
              można? Ze smutkiem odnotuję jedynie, że to chyba pierwsza powtórka po śmierci
              gł. odtwórcy Jana Machulskiego, a może nawet Jacka Chmielnika.
              Za to nie przepadam za Seksmisją :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 17:30
                pepsic napisała:

                > Wreszcie trafiłam na komedię francuskąMoja żona jest aktorką
                w reż. i gł
                > .
                > roli Yvan Attal, ten od Wszyscy żyli długo i szczęśliwie
                !
                Mam nadzieję, że kilka słów napiszesz, bo sam jestem ciekawa tego
                filmu i Charlotty (a ją najbardziej zapamiętałam z filmu w "Jane
                Eyre").

                >"niedawno trochę przynudzałam w temacie" - no wiesz!


                > Za to nie przepadam za Seksmisją :)
                :) Tak, Seksmisji też już za dużo w TV. :)

                /Obiecanych "Kochanków z Marony" postaram się dziś/jutro skończyć -
                wybacz, że tak to długo trwa! /
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 20:22
                  barbasia1 napisała:
                  > Mam nadzieję, że kilka słów napiszesz, bo sam jestem ciekawa tego
                  > filmu i Charlotty (a ją najbardziej zapamiętałam z filmu w "Jane
                  > Eyre").>
                  Dopiero teraz skojarzyłam, że to Jane Eyre, a przecież urodę ma dość
                  charakterystyczną.

                  Moja żona jest aktorką to typowa komedia romantyczna niczym z Hollywood,a
                  za tym gatunkiem nie przepadam. Scenariusz schematyczny i przewidywalny,główny
                  wątek toczy się niemrawo. Żoną dziennikarza sportowego Yvana jest znana aktorka
                  Charlotte, co w życiu codziennym ułatwia życie - przy przewinieniu drogowym, czy
                  rezerwacji stolika. Czasem bywa odwrotnie, oglądając żonę na ekranie w sytuacji
                  intymnej Yvan ogląda się na boki w kinie, czy aby nikt go nie rozpoznał, a
                  koleżanka z pracy okazuje mu zainteresowanie jedynie z powodu sławnej żony. Za
                  podszeptem osób trzecich Yvan zaczyna podejrzewać żonę o romans z angielskim
                  aktorem, z którym aktualnie kręci film w Londynie. Podejrzenia są niesłuszne -
                  ale to wiadomo od początku. Dręczony obsesyjnie Ivan jeździ ichnim eleganckim
                  intercity (można pozazdrościć) na trasie Londyn - Paryż w te i we wte. W filmie
                  ratują sytuację liczne scenki rodzajowe typu znajomy w barze pytający, jak się
                  żyje z aktorką, skoro wiadomo, że z każdym idą do łóżka (coś w tym stylu).Jest
                  też akcent żydowski (Attal pochodzi z Izraela), gdyż siostra dziennikarza w
                  stanie błogosławionym kłóci się bez przerwy z mężem, bo chce obrzezać syna.
                  Ujęła mnie scenka końcowa, kiedy Charlotte wykonuje triumfalny taniec ściskając
                  w ręce test ciążowy z dwoma kreskami.
                  Z ciekawostek - aktora angielskiego zagrał dość charakterystyczny Terence Stamp,
                  którego podziwiałam w Priscilii... (transseksualista Bernadette/Ralf), a
                  siostrzeńca noworodka - dziecko Attalów (jeśli dobrze odczytałam obsadę).
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 14:16
                    grek.grek napisał:

                    > Ale miotają w tej ramówce TVP, żadnych stałych pozycji. W gąszczu
                    entych powtórek, w środę... Kocham Kino :)

                    Pewnie przez pomyłkę albo niedopatrzenie jakieś. ;))

                    > A w nim : Eroica.

                    a tu fragmencik z youtube

                    www.youtube.com/watch?v=BusuuxoQlM0
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 19:25
                  barbasia1 napisała:
                  > Do filmu "Bandyta" muzykę skomponował Michał Lorenc.>

                  Do Babiego Lata, o którym grek.grek wspominał - też, a Bandytę chyba za szybko
                  odpuściłam, choćby ze względu na muzykę :(
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.06.09, 15:23
                    pepsic napisała:

                    > barbasia1 napisała:
                    > > Do filmu "Bandyta" muzykę skomponował Michał Lorenc.>
                    >
                    > Do Babiego Lata, o którym grek.grek wspominał - też

                    Nie wiedziałam! Szukałam na youtube muzyki z "Babiego lata" , ale
                    znalazłam tylko tralier filmu, dzięki czemu przypomnialam sobie, jak
                    wygląda Valstimil Brodsky (król z "Arabeli" :)

                    www.youtube.com/watch?v=5vqS8gkENvg
                    • barbasia1 OT 25.06.09, 20:56
                      Grek.greku, właśnie po usilnych poszukiwaniach namierzyłam (bo nie
                      od razu dała się namierzyć, juz myślałam , że jej jednak nie ma w
                      necie) Mańkę Peszek w radiu roxy. Właśnie gada coś do Gochy?!
                      Piękny radiowy głos!

                      / a i nie zgadzam się z Marią, że nasz język ubogi w nazwy pań
                      lekkich obyczajów! :))/
                      • grek.grek Re: OT 26.06.09, 13:28
                        Kurdeszszsz, a ja wczoraj zapomniałem naśmierć... Tak się nastawiłem na mecz w Dwójce, ze wyleciało mi z głowy radło - pech, pech, pech, żeby nie powiedzieć skleroza...

                        "(...) nazwy pań lekkich obyczajów" - hehe, czyli Maria była w swoim żywiole (oczywiście, jak chodzi o oryginalność dobieranych tematów), że tak powiem :)
                        MUzyka była dobra ?

                        Ty dzisiaj "henrykujesz" jak sądzę :) Ja chyba skuszę się na Jeźdzca z Deepem na TVN, dośc dawno widziałem to, świetne efekty specjalne - ten jeździec wyskakujący razem ze szkapą z drzewa, a potem ta galopada i jej udźwiękowienie - świetna sprawa.

                        Nocny Jastrząb w Dwójce, 20:55, poza świetnym klimatem i oldskulową poetyką kina sensacyjnego przełomu lat 70 i 80, główna atrakcja - grający Sylvester Stallone :)

                        • grek.grek Re: OT 26.06.09, 15:17
                          Sylvester w Nighthawk, 81 rok :
                          www.uncoached.com/wp-content/uploads/2008/11/sylvester_stallone_5.gif
                          Al Pacino, Serpico, 73 rok :
                          vayacine.com/images/2008/05/serpico.jpg
                          Da się zauważyć podobieństwo ? :)
                          • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 16:13
                            grek.grek napisał:

                            > Da się zauważyć podobieństwo ? :)

                            Czy to podobieństwo było zamierzone, czy to tylko przypadek, bo taka
                            była wówczas (lata 70. i 80.) moda?
                            Wiesz coś o tym Grek.greku?

                            /Z góry przepraszam, jeśli pytanie jest głupie, ale nie oglądałam
                            Serpico./
                            • grek.grek Re: OT 27.06.09, 13:23
                              A nie wiem, aczkolwiek 73, to tak blisko Woodstock, i faktycznie Pacino as Serpico, od pewnego momentu nosi się bardzo "na (prawie przeterminowanego) hippisa", więc jakby jego wizerunek jest szerszy, obejmuje także ubranie, taki rodem z San Francisco'60-70. U Sylvestra jest tylko broda, reszta totalnie z NYC-lumpex'80 :)
                        • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 16:08
                          grek.grek napisał:

                          > Kurdeszszsz, a ja wczoraj zapomniałem naśmierć...
                          To żałuj! :)

                          > "(...) nazwy pań lekkich obyczajów" - hehe, czyli Maria była w
                          swoim żywiole (o> czywiście, jak chodzi o oryginalność dobieranych
                          tematów), że tak powiem :)

                          :)) Ten temet pojawił się a propos angielskiego słowa w jednej z
                          piosenek. Maria głośno się zastanawiała nad polskim odpowiednikiem,
                          ale w końcu nie znalazła właściwego w jej mniemaniu słowa. :)

                          > MUzyka była dobra ?
                          Fantastyczna!
                          Były i starsze kawałki np "Billy Jean" Michaela Jacksona!!!
                          Tom Waits i nowsze, świetne rzeczy! Bardzo żałowałam, że nie było (a
                          może ja nie znalazłam) w necie listy utworów i wykonawców, bo
                          niekórych nie znałam np. /uwaga! zapis ze słuchu :/ [Huverfonik,
                          Bitibel, Gossip!?!]


                          > Ty dzisiaj "henrykujesz" jak sądzę :) Ja chyba skuszę się na
                          Jeźdzca z Deepem na TVN, dośc dawno widziałem to, świetne efekty
                          specjalne - ten jeździec wyskakujący razem ze szkapą z drzewa, a
                          potem ta galopada i jej udźwiękowienie

                          - świetna sprawa.

                          !

                          Jeśli tak, to ja się przerzucę na "Jeźdźca bez głowy"oczywiście po
                          Henryku! :)

                          > Nocny Jastrząb w Dwójce, 20:55,

                          Poniżej Twoja wcześniejsza zapowiedź (spójrz na datę! niemal
                          dokładnie ROK TEMU! ależ ten czas leci), która mnie zachęciła do
                          obejrzenia Nocnego jastrzebia".

                          forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=14&w=81425086&a=81425086

                          Naprawdę niezły film trzyma w napięciu, aż do bardzo efektownego
                          zakończenia!

                            • ewa9717 Re: OT 26.06.09, 21:56
                              Spróbowałam "Nocnego jastrzębia", ale wymiękłam, jak Sylwek
                              patrząc na ołówkowy portrecik pamięciowy bandziora (sprzed operacji
                              plastycznej i hm... kolorystycznej) na wymiętym karteluszku kilkoma
                              macnięciami ołówka - gdyby tu ująć, a tu dodać, wyglądałby tak -
                              momentalnie w zatłoczonym i ciemnawym lokalu wylukał terrorystę.
                          • grek.grek Re: OT 27.06.09, 13:18
                            Żebyś wiedziała, że żałuję ;) Powoli chyba nadchodzi moment, w którym
                            będę musiał zacząć bardziej ufać kartkom przylepionym na lodówce niż własnej pamięci (hehe).

                            Fakt, playlisty nie ma, sam byłem ciekaw, po pierwszej audycji, ale
                            ani na Roxy nic, a google mi wyrzuca tylko listę przebojów u księdza Rydzyka.
                            Gossipu/a "Heavy cross" ostatnio lata w róznych okolicznościach - czy to akurat było u Marii ?.
                            www.youtube.com/watch?v=KLLxdcrk0-s



                            • barbasia1 Re: OT 27.06.09, 15:08
                              grek.grek napisał:

                              Powoli chyba nadchodzi moment, w którym będę musiał zacząć bardziej
                              ufać kartkom przylepionym na lodówce niż własnej pa
                              > mięci (hehe).

                              No wiesz, grek.greku!
                              Na zmniejszenie ilości karteczek na lodówce ... herbatę zieloną
                              zalecam :) – koniecznie, oczywiście naturalną liściastą!



                              >a google mi wyrzuca tylko listę przebojów u księdza Rydzyka.
                              :))

                              Naprawdę brak takiej playlisty! )

                              > Gossipu/a "Heavy cross" ostatnio lata w róznych okolicznościach -
                              czy to akurat było u Marii ?.

                              Tak, na 99% jestem pewna, że to było właśnie to, na samym końcu
                              audycji /numer jeden wg Marii!/ Dzięki Ci! :)
                              Świetne!

                              Czuję, że będę fanką Radia Marii/a po wakacjach. :)

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 12:53
      /raz jeszcze ten sam post tylko we właściwym miejscu/

      "Ojej, co tu wybrać?" - zadaję dziś sobie pytanie. :)
      Na TVP 1 o 22.40 w Uczcie Kinomana czesko-słowacki
      komediodramat "Słoneczne miasto" (2005)


      "Bezrobocie i czeski, słowacki humor. Ostrawa. Robotnicy Karel,
      Vinco, Tomáš oraz Milan właśnie stracili pracę - ich fabryka została
      sprzedana zachodnim inwestorom. Karel ma na utrzymaniu żonę i cztery
      córki. Tomasz - żonę i dwoje dzieci. Milan sam wychowuje
      dorastającego syna. W najlepszej sytuacji jest najmłodszy z nich,
      Vinco, który tymczasem martwi się tylko o siebie. Czwórka przyjaciół
      nie poddaje się losowi i na różne sposoby próbuje ułożyć swój byt.
      Udaje im się zgromadzić trochę pieniędzy, za które kupują od byłego
      pracodawcy starą ciężarówkę. Próby rozkręcenia własnego interesu
      kończą się coraz bardziej przykrymi n iepowodzeniami i choć złość
      czy rozpacz nie mają sensu, to początkowy optymizm szybko ustępuje
      miejsca rozczarowaniu. Okrutny los wciąż stawia im na drodze kolejne
      przeszkody. Bohaterowie rozpaczliwie starają się zachować godność.
      Upokorzenia spychają ich coraz niżej, wystawiając, na nie zawsze
      zwycięską próbę życie rodzinne i przyjaźnie. Film, porównywany do
      słynnego już "Goło i wesoło" przywodzi na myśl angielskie komedie
      społeczne, zachowując jednocześnie wyjątkowe poczucie realizmu i
      pełne ironii poczucie humoru. Choć koniec filmu zawiera w sobie
      pewien element optymizmu, to jednak cała historia daleka jest od
      szczęśliwego finału."
      www.telemagazyn.pl/program/3490233711.html

      W Polsacie od 20.00 do północy "Spocka Noc Kabaretowa"! Mam
      nadzieję, że będzie równie udana, jak poprzednie części
      TOPtrendowego Festiwalu.


      A fani piłki nożnej w TVP2 mogą obejrzeć mecz finałowy Pucharu
      Konfederacji, czy jak to się tam nazywa.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 13:49
        A to ja mecz wybieram. A ten cały kabareton - na video pójdzie, na jedną z moich kilku 8,5-godzinnych taśm :)) - potem będę mógł chichrając się odmawiać sobie nieprzyjemności oglądania Formacji Sza-let, Dno, Grupy Mo Carta etc.
        Wczoraj miał być kabareton w Dwójce, o 20, blisko 3 godziny... nagrałem to, a okazuje sie, ze była to powtórka Nocy Mazurskiej z pop.sezonu. Wstyd. Rozumiem kryzysy i inne spowolnienia ekonomiczne, ale żeby Dwójka watowała program o tej porze, w taki sposób...

        Jak się tym meczem rozpędzę, to moze i na Carrie Bradshaw się skuszę zaraz po meczu. Sarah Jessica Parker ujmuje mnie w tej roli, a sam serial naprawdę dobrze napisany, dobrze zrobiony itd. - rzadkość w sumie, oglądam, acz nieregularnie, od niedawna i kupuję to; btw, mamut serialowy ze mnie, wiem, w końcu to stara rzecz jest.

        Ale gwóźdź programu, to "Dobranoc, mamo" w TVP 2. O ile dadzą, bo w gazecie pisze, że będzie... "W stronę morza" :), który leciał zdaje się tydzień temu - nie wydaje Ci się, że to juz byłoby krańcowe zbeszczelnienie ? :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 14:55
          grek.grek napisał:

          > A to ja mecz wybieram.
          Tak czułam.

          >A ten cały kabareton - na video pójdzie, na jedną z moich kilku 8,5-
          >godzinnych taśm :))

          Fajnie masz! :)
          Prawdziwe cudo - taka taśma! :) Czy jest jeszcze do kupienia w
          sklepach?

          >potem będę mógł chichrając się odmawiać sobie
          > nieprzyjemności oglądania Formacji Sza-let, Dno, Grupy Mo Carta
          etc.

          :)) To zazdroszczę możności przewinięcia nielubianych rzeczy!

          A popros kabaretów, nawet nie wiem, kto ma występować podczas tej
          Sopockiej Nocy!? Nie widziałam, żadnych reklam, ani zapowiedzi.
          Ale mam nadzieję, że dzisiejszego wieczora jednak nie zobaczymy
          żadnych Dennych albo Męczacych Skeczów.

          > na Carrie Bradshaw się skuszę zaraz po meczu.
          Sarah Jessica Parker ujmuje mnie w tej roli, a sam serial naprawdę
          >dobrze napisany, dobrze zrobiony itd. -

          i szalenie zabawny.
          O tak, to naprawdę świetny serial, (chyba jednen z najlepszych
          amerykańskich seriali, zaraz po Przystanku Alaska, w mej
          klasyfikacji :) z wielką przyjemnością niedgdyś śledziałam przygody
          Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek i oglądałabym teraz powtórki,
          gdyby leciałay o jakiejś sensowniejszej porze!

          > Ale gwóźdź programu, to "Dobranoc, mamo" w TVP 2. O ile dadzą, bo
          w gazecie pisze, że będzie... "W stronę morza" :), który leciał
          zdaje się tydzień temu - nie wydaje Ci się, że to juz byłoby
          krańcowe zbeszczelnienie ? :)

          :))
          Ależ Grek.greku tydzień temu "W stronę morza" leciał w TVP1, a dziś/
          jutro, jak widzę (w dziennikowym dodatku TV też zapowiadaja ten
          film) w TVP2, ta ponowna emisja po tygodniu właściwie dziwć nie
          powinna, wszak TVP od dawna sama ze sobą konkuruje, TVP1 z TVP2
          zajadłą walkę o oglądalność ze sobą powadzą :))
          To tylko w naszym pięknym kraju możliwe, nieprawdaż! :)

          A gdyby jednak puścili "Dobranoc, mamo" w TVP 2, opowiesz?
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 15:08
            Nie wiem, jak z tymi taśmami - na pudełku i na taśmie mam 240, czyli rzekomo 4 godziny; w praktyce wychodzi 8,5, nie wiem jak to jest, nie znam się zupełnie, ale na wszelki wypadek kupiłem kilka na zapas i jestem ustawiony na wiele lat, bo nagrywam i kasuję, nie trzymam niczego na stałe.

            Jasne, że opowiem, byle puścili :)

            A co Kabaretonu, to coś tak czuję, że bez KMN się nie obejdzie, i powiem Ci, że w zasadzie mnie osobiście wystarczy, że oni będą, a wszystko co ponadto da się obejrzeć, będę traktował jak rozpustny dodatek ;)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 15:25
              grek.grek napisał:

              > A co Kabaretonu, to coś tak czuję, że bez KMN się nie obejdzie, i
              powiem Ci, że w zasadzie mnie osobiście wystarczy, że oni będą, a
              wszystko co ponadto da się obejrzeć, będę traktował jak rozpustny
              dodatek ;)

              Święte słowa! I ja się pod nimi podpiszę! :)

              > Nie wiem, jak z tymi taśmami [...] ale na wszelki wypadek kupiłem
              kilka na zapas i jestem ustawiony na wiele lat,

              Świetnie! :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 13:19
                Oglądałaś ten Kabareton top-trendziarski ?
                Ja wczoraj przejrzałem - co za dno... Dno dna. Grupa Rafała Kmity i Górski jako pan Andrzej - na plus. Reszta, włacznie z ogrywanym milion
                razy skeczem KMN i słabą Pakosińską - słabizna.

                "Dobranoc mamo" mam na taśmie, do końca tygodnia postaram się dać opis :)

                A dziś "Odmienne stany moralności" może byc niezły. Opis cholerycznie zachęcający, a w roli głównej, the one and the only - Ryan Gosling, co sprawia, że od 23:20 jestem w strefie filmowej, czyli nieuchwytny dla radarów ;)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 14:43
                  grek.grek napisał:

                  > Oglądałaś ten Kabareton top-trendziarski ?

                  Oglądałam, grek.greku, całość, na żywo (współczujesz mi?:) ( a w
                  przerwach kawałek meczu /w tym ze dwa gole/ USA-Brazylia zaliczyłam
                  oraz trochę ... „Sexu... w wielkim mieście”, w TVN,
                  naturalnie . :)) .

                  Wrażenia mam podobne do Twoich. Dno, żenada, nuda. Niemal wszystkie
                  skecze (poza skeczami Grupy Rafała Kmity oraz, niech będzie, KMN,
                  ale ten niestety , co z wielkim bólem serca przyznaję, który też się
                  nie popisał, bo jak powiedziałeś, pokazał staroć i rzeczywiście
                  marny skecz w wykonaniu Kasi Pakosińskiej) podobne do siebie, na
                  jedno kopyto, stanowczo przydługie, przegadane (bez ładu i składu,
                  bez wdzięku, finezji jakiejś). Niemal wszędzie wystepował (jakaś
                  moda, czy co?) bełkoczący niewyraźnie głupek (albo pijaczyna albo
                  coś podobnego – jak ten po ekstrakcji migdałków), co gorsza wszystko
                  to potwornie nieśmieszne.
                  Umęczyłam się, jak nigdy oglądając ten „top-trendziarski” kabareton.

                  Jasnym punktem był tylko szczęśliwie ozdrowiały Bałtroczyk! :)

                  >
                  > "Dobranoc mamo" mam na taśmie, do końca tygodnia postaram się dać
                  opis :)

                  Świetnie, czekam/my!
                  A jednak puśćli, to dobrze! :)

                  > A dziś "Odmienne stany moralności" może byc niezły.

                  Czytałam o tym filmie wczoraj wieczorem, też mnie zaintrygował, i
                  tematyka (chyba nieco prowokacyjna!?), i Ryan Gosling. Ale pora
                  późna, ja nie wyspana po festiwalowych szalestwach ;), więc
                  odpuszczam go sobie, licząc na jakąś powtórkę o lepszej porze...
                  albo na Słów Twych kilka! :))



                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 15:21
                    O, widzisz, Bałtroczyk też na plus. Ale jak na 4,5 godziny programu, to żałośnie mało, w dodatku ciągle właził bezceremonialnie w kadr Kryszak. I gadał jeszcze na dodatek.
                    Współczuję Ci, oczywiście - przesuwając taśmę, co i rusz przebiegał mnie zimny dreszcz na samo wyobrażenie, że mógłbym to oglądać na żywo. Koszmar.

                    Mych słów kilka pojawi się, w takim układzie (jeśli nie uda Ci się obejrzeć). Wreszcie jakaś premiera, kruca, prawie traciłem nadzieję, ze
                    ta telewizja jest w stanie jeszcze coś z siebie wydusić. Podobno spore straty finansowe mieli w ostatnim półroczu, stąd pewnie żadnych zakupów, żadnych nowości, a raczej odkurzanie archiwów (wreszcie ?). I powiem Ci, że jak mnie osłabia widniejąca po raz setny w ramówce powtórka Klossa, tysięczna Karwowskiego, a ostatecznie pogrąża łatwość i 100 % pewność, z jaką mogę przewidzieć, i się nie pomylić, następne repety Janosików i Stanisławów Aniołów, tak "Lalka" - wersja'77 z Kamasem i Braunek (nie wiem jak Tobie, ale mnie się bardziej podoba/ła od Łęckiej w wykonaniu Tyszkiewicz - Tyszkiewicz była zbyt oczywista, zbyt hard, choćby przez samą fizyczność, Łęcka-Braunek robi wrażenie delikatnej i subtelnej, co lepiej kontrastuje z jej coraz bardziej nieznośnym wyrachowaniem}, piekną Martą Lipińską jako H.Stawską - jak najbardziej jest mi w smak (w weekendowe poranki leci w Dwójce). Z wersji'68 brakuje mi tylko - ale za to baardzo - Kaliny Jędrusik jako hrabiny Wąsowskiej, bo zagrała ją z tak niesamowitym wdziękiem, powalającym urokiem, energią i figlem, że ze świecą szukać porównań.
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 17:04
                      grek.grek napisał:

                      > O, widzisz, Bałtroczyk też na plus. Ale jak na 4,5 godziny
                      programu, to żałośnie mało, w dodatku ciągle właził bezceremonialnie
                      w kadr Kryszak. I gadał jeszcze na dodatek.

                      :)))
                      To prawda!

                      > [...] prawie traciłem nadzieję, ze ta telewizja jest w stanie
                      jeszcze coś z siebie wydusić.Podobno spore straty finansowe mieli w
                      ostatnim półroczu, stąd pewnie żadnych zakupów, żadnych nowości, a
                      raczej odkurzanie archiwów (wreszcie ?).

                      A co dopiero będzie, jak funduszów z abonamentów zabraknie!?
                      Czarno to widzę.

                      Archiwa TVP ma prześwietne, żeby tylko nie ograniczała się do
                      pokazywania jednych i tych samych pozycji.

                      >"Lalka" - wersja' 77 z Kamasem i Braunek (w weekendowe po
                      > ranki leci w Dwójce).

                      Ja też jestem fanką tej wersji "Lalki"! :) i całej obsady -
                      Braunek w roli Izabelli, cudownego Kamasa jako Wokulskiego (naprawdę
                      wspaniałą rola).
                      Zawsze też bardzo urzeka/ł mnie Rzecki Pawilka (bardziej niż
                      znakomity Fijewski w tej roli w starszej wersji), wypowadający z
                      ogromną czułością i emfazą imię Wolkuskiego - "Staaachu"!

                      Dzięki za info. o powtórce "Lalki". :)
                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 12:39
                        Pawlik - prawda, prawda; a do tego - Karewicz, Janowska, Fronczewski,
                        Wilhelmi... kogo tam nie ma :)

                        "Odmienne stany moralności", niestety mnie nie zachwyciły i to nawet nie z powodu zbyt wygórowanych oczekiwań, po prostu - nie jest to wyrózniający się czymkolwiek film. Ale jutro coś więcej napiszę.
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 15:39
                          grek.grek napisał:
                          Ale jutro coś więcej napiszę.

                          OK.! :)
                          Ciekawa jestem bardzo tego co napiszesz, bo
                          obejrzałam połowę :/ filmu (do sceny- retrospekcji, w której Allen
                          informuje Leylanda o problemach Becky z narkotykami).
                          I muszę Ci powiedzieć, że początek, czy właściwie pierwsza połowa
                          wydała mi się dość intrygująca. Dość obiecująco zapowiadała się ta
                          próba analizy przyczyn, dla których Leyland szalenie inteligentny,
                          wrażliwy chłopak z dobrego domu (ojciec psycholog!), dokonał
                          morderstwa na chłopcu cierpiącym na autyzm...


                          Gosling zagrał świetnie, to naprawdę niezły aktor.



                          A dziś na dla Ciebie, Pepsic, i innych widzów TVP Kultura piękny
                          film - „Mój Nikifor”, godz. 20.00.

                          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 17:23
                            grek.grek napisał:
                            <"Odmienne stany moralności", niestety mnie nie zachwyciły>

                            Wprawdzie nie obejrzałam całości, ale w klimat się wczułam i mam podobnie, z tym
                            że z pewnych względów nie umiem wykazać empatii do młodocianych morderców.
                            Drobna uwaga - Kevin Spacey wygłasza kwestie tonem wszystko wiedzącego, mam
                            wrażenie, że u niego to już tradycja. Przekonująco zagrała matka (ładna), choć
                            epizodycznie. Chętnie poczytam więcej w tym o motywie zabójstwa :)

                            barbasia1 napisała:
                            > A dziś ... TVP Kultura piękny film - „Mój Nikifor”, godz. 20.00.

                            Muszę się zmobilizować, bo jeszcze nie widziałam, podobnie z obsypanym Oskarami
                            "Zakochanym Szekspirze" na TVN7 o godz. 20.00- ale tu tematyka jakoś mnie
                            zniechęca.
                            :)

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 14:25
      Wczoraj w TVP 2 reklamowano i zachęcano do oglądania 11. Mazurskej
      Noc Kabaretowej 2009, w najbliższą sobotę od 20.05 do 0.40!, a
      więc znów potężna dawka skeczy, żartów i śmiechu (hehehe), oby tym
      razem nas nie zabiła . ;))

      Jak wyczytałam - tegoroczna Noc Kabaretowa odbywa się pod
      hasłem 'Hello Poland' i poświęcona jest wpływom kultury
      amerykańskiej na życie Polaków – temat to, myślę, wdzięczny, więc
      jest nadzieja, że nie będzie nudno!? :)

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 17:10
        Skoro obejrzałyście część "O S M", to mogę, przeczuwając, że raczej tę pierwszą, dopowiedzieć tylko, że w ostatnim akcie chłopak siostry Becky, ten przyszywany syn rodziny zabitego, zabija Lelanda na boisku w poprawczaku - wcześniej napadł na mały warsztat samochodowy, dał się złapać i osadzić w tym samym miejscu, co Leland, by na nim, cytując Julesa Winnfielda, wywrzeć swą zemstę - wcześniej wyraźnie wytrącona z równowagi całą historią, siostra Becky, oświadczyła mu, że "lepiej będzie jak zacznie planować życie nie uwzględniając jej osoby", chłopakowi się posypało, a skoro zaczęło się od morderstwa, to kiler jest winny.

        A'propos pytania głównego "dlaczego Leland zabił ?" kluczowa okazała się być jego znajomośc z kobietą, którą poznał w NY - Angelą Calderon (sherylin Fenn NIGDY się nie zestarzeje, ja wam to mówię) - przy pierwszym spotkaniu była dla niego uosobieniem energii i radości zycia; gdy spotkali się ponownie, tuż po zerwaniu z Becky, zastał ją przygasłą i smutną - była po rozwodzie, jej mąż zdradzał ją latami. Leland mocno to przeżył, ten jej zmieniony obraz. POszedł z nią do łózka, ale tak naprawdę nie mógł nic dla niej zrobić. I to go zdołowało.
        Po powrocie baczniej przyjrzał się Ryanowi. Zauważył, ze podoba mu się dziewczyna, która pracuje z nim w ośrodku specjalnym, i uderzyło go,że Ryan nie ma szans być z taką dziewczyną, że nigdy nic go z nią nie połączy, bo zawsze będzie traktowany jak ktoś gorszy, a najgorsze, że, zdaniem Lelanda, Ryan o tym, w swoim autystycznym wnętrzu, swietnie wie, zdaje sobie sprawy z tego, ze tkwi w pułapce.
        Nie wiem, to miało być wyjaśnienie okoliczności chyba, ale nie odpowiedź jednoznaczna. MOże jej w ogole scenarzysta nie przewidział.

        Mnie się Kevin Spacey podobał. I postać miał najbardziej wredną - ojciec, co od dekady z synem nie rozmawia, nagle wraca na jego
        proces, bo zwęszył świetny temat na nową ksiązkę. W ogóle ten wątek
        rywalizacji między nauczycielem Pearlem, a ojcem o jak najlepszy dostęp do zwierzeń Lelanda jest orajt. Ojciec podpytuje matkę, czy syn coś powiedział o numerze jaki wyciął, Pearl próbuje z kolei wypytać ojca
        o to jakie ich łączyły relacje, a na koniec ojciec kabluje na niego
        do dyrektora poprawczaka, że sprzeniewierza się etyce zawodowej wykorzystując swoją pozycję do zbierania informacji do pisanej prywatnie
        ksiązki, co owocuje odsunięciem Pearla od uczenia klasy Lelanda i od samego chłopaka. Ten wątek podobał mi się najbardziej.
        Plus moment zatrzymania Lelanda i dialog z tv-reporterką :
        "Dlaczego to zrobiłeś ? - Ze smutku - Czyjego ? - Waszego."
        & płynnie i bez zgrzytów mieszające się plany czasowe.
        I na tym chyba koniec. A nie, jeszcze podobała mi się ta dziewczyna, z którą Pearl zdradzał swoją narzeczoną :)

        A dlaczego uważam, że ten film nie wyszedł jak należy.
        Jak Leland dowiaduje się o tym, ze Pearl zdradza swoją dziewczyną ?
        Wąchając go - "pachniesz dziewczyną, a mówisz, ze twoja jest teraz w podróży" :) No pardon... Dojrzewanie Pearla do poczucia winy wobec swojej narzeczonej, pomagające mu coraz lepiej rozumieć Lelanda, odstąpić od zamiaru wykorzystania go dla własnych celów, a na końcu wręcz zbesztać jego ojca za to, że chce zrobić to, co Pearlowi z głowy wywietrzało - rzecz ważna dla kszałtu opowieści, ale... zajawka - tragicznie głupia.
        Rozmowy są watowane bardzo. Tak jakby reżyser bał się chwili ciszy, dłuższego, wymownego ujęcia, przekazania przez aktorów czegoś spojrzeniem, gestem, mimiką twarzy etc., jakby się bał, że widz ucieknie, rozproszy się, kiedy nie będzie ciągłej gadaniny. Żeby padło jedno zdanie mające jakąś wartość musi je otoczyć, poprzedzić, 20 bezwartościowych, a czasami w rozmowach nie pada żadne ważne zdanie.
        Rozpacz rodziny zabitego - bardzo konwencjonalna. PLus - wiecznie ten sam problem : narkotyki. Już wszędzie trzeba je wsadzać, nie ma innym problemów ?
        Dlaczego "syna" rodziny Ryana osadzono w tym samym ośrodku co Lelanda ?
        Czy nikt nie sprawdził, kim jest ten chłopak i czy nie łączy go coś z
        innym skazanym ? Skąd wziął nóż, skoro nowo osadzeni byli rozbierani do rosołu, kąpani, a dopiero później odprowadzani do cel w nowym ubraniu (co widać było na przykładzie Lelanda), a do tego Pearl dająć ołówek Lelandowi radzi mu schować go do buta, w domyśle - strażnicy wszystko wyniuchają. Jak zatem można było przemycić nóz ?
        I co to za poprawczak ? Sami grzeczni chłopcy, raz jeden jakaś tam szarpanina na korytarzu - dosłownie 10-sekund,, gdzieś w tle, tak dla koniecznego, rutynowego zaakcentowania, że jednak to jest zakład poprawczy, ale chyba sam reżyser nie wierzył w to, co robił.
        Dalej są wionące banałem refleksje Lelanda, od których aż się roi i są wypowiadane tonem doniosłych odkryć.
        "czasami ludzie się nie dogadują i nie ma w tym niczyjej winy",
        "Mozę jest jakis powód, nic jednak nie cofnie czasu i tego co się stało, nikt nie może",
        "smutek jest wszędzie, wszystko gaśnie powoli, ludzie się wypalają"
        "szatan i bóg toczą bój o ludzką duszę",
        "to (zdrada) spotyka ludzi na róznych etapach życia, to przykre, ale trzeba zrozumieć, ze przykre rzeczy nie omijają i nas. Zycie to cos więćej niż suma jego składowych" (to akurat mówi Angela Lelandowi i na nim to robi wielkie wrażenie).
        "nie możesz cofnąc czasu, ale to że zrobiłeś coś złego nie może przekreślać twojego życia" (to Pearl mówi Lelandowi uroczystym tonem)
        A "słynny pisarz" grany przez Spaceya, siedzi w aucie i do dyktafonu
        rzuca próbkę swojego talentu : "prowadzimy życie bez treści, straty wyznaczają jego etapy, zatraciliśmy gdzieś dawny ogień" - rozumiem, ze chodziło o parę zdań wyjaśniających kondycję emocjonalną ojca i jego zblazowanie, ale można powiedzieć było to w mniej wyświechatnych zdankach.
        Niestety, autor tego filmu, to nie Sam Mendes, który w American Beauty też opowiada wcale nie jakąś skomplikowaną historię, ale o ileż bardziej
        pomysłowo i z klasą.

        Gosling swoje zrobił, ale trochę szkoda, ze tak inteligentny i wiarygodny aktor dostał taki badziewny tekst, i generalnie wpadł w film
        ni w 5 ni w 9, niedopracowany, sklecony w 90 % z jakichś konwencjonalnych, powtórzonych enty raz historyjek (skrywany nałóg narkotykowy, on zdradza ją, ale potem powraca, bo zrozumiał, koleżeństwo dwóch osadzonych w zakładzie zamkniętym, rozstanie jej z nim, i jego rozpacz, zabójstwo i rodzina w płaczu, natrętny dziennikarz itd,itd); do tego miało być subtelnie, nastrojowo, a było bez letnio, bez klimatu i ogólnie bezpłciowo. Spacey dodatkowo dał swoją twarz, miała ona podnieśc rangę całego przedsięwzięcia, ale niestety - i dla Goslinga i dla Spaceya, to będą role niewazne w całokształcie ich karier, dla ulepszenia warsztatu też raczej niepotrzebne.
        Poza tzw.momentami, całość mnie nie wciągnęła.

        P.S : jesli macie pytania a'propos akcji jako takiej - śmiało, oglądałem do końca :)


        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 18:29
          P.S : Leland w pewnym momencie mówi "od niego (Ryana) bił smutek, większy niż od innych". O smutku mówił też jako głównym doświadczeniu
          z ponownego kontaktu z Angelą w NY, w ogóle smutek zawsze przyciągał
          jego uwagę, dostrzegał go nawet w pozornie wesołych sytuacjach (smutek
          tego, co nadejdzie, np. kiepskie zakończenie właśnie rozpoczynającej
          się love story nastolatków, oni jeszcze nie wiedzą i nie czują - on
          wie i czuje za nich).
          Zabił, żeby mu ulżyć w smutku ? Z Angelą poszedł do łózka, zeby jej ulżyć w smutku po rozwodzie, z Becky chodził, bo widział w niej smutek w wynikający z uzależnienia od narkotyków (?)...
          A jednocześnie, pamiętacie, jego słowa do matki, zaraz po tym jak popełnił morderstwo : "mamo, chyba popełniłem błąd". Więc - może w momencie zabójstwa dotarło do niego ostatecznie, że błędem jest w ogóle
          próbować komuś pomagać, choćby na swój sposób, bo nie da się nic zrobić
          tak naprawdę, odwrócić historii, zmienić biegu losu. Nie wiem, może właśnie o to chodzi - żeby sobie pointerpretować :)

          • barbasia1 Odmienne stany moralności 03.07.09, 13:42
            grek.grek napisał:

            Czyli najprawdopodobniej zabił z „dobrego serca”, z „wyjątkowej nad-
            wrażliwości”, która kazała mu „ulitować się” nad nieszczęsnym chorym
            dzieckiem ...
            /oczywiście dla mnie to też nie jest powód, aby usprawiedliwić
            człowieka, kótry popełnił morderstwo/
            To zresztą koresponduje z faktem, iż postać Lelanda przedstawiana
            jest (prowokacyjnie?), w filmie bardzo pozytywnym świetle. Kreowano
            go w filmie (w pierwszej części) na nieprzeciętnego, intrygującego
            indywidualistę (litościwie przymykam oko na fakt, że cała pisanina
            Lelanda to, jak wspomniałeś, wyżej, to istocie były straszne banały
            i komunały), na kogoś szalenie wyjątkowego - o wyjątkowości Lelanda
            mówi strażnik do nauczyciela przed jego pierwszym spotkaniem z
            Lelandem – /swoja drogą strasznie łopatologiczne to było!/), ale
            chyba także scena, na którą w poście wyżej zwróciłeś uwagę – s.
            rozmowy z Pearlem o jego zdradzie. Leland stawie siebie w pozycji
            mentora (czyż to nie jest wyjątkowa bezczelność z jego strony !?) i
            strofuje (starszego od siebie, w dodatku pedagoga!?) Pearla jak
            uczniaka (a ten, co gorsza, jak uczniak się zachowuje – przyjamniej
            ja tak to odebrałam) i uświadamia mu, że ten zdradą krzywdzi swą
            dziewczynę (ale, jak Pearl, stary doświadczony chłop, mógł nie być
            tego świadom wcześniej, tego nie rozumiem!?!). I powiem Ci, że
            strasznie fałszywa wydała mi się ta scena, a i Tobie, jak widzę też
            nie przypadła do gustu , choć zupełnie innego powodu.


            Tez zwróciłam uwagę na ten wyjątkowy poprawczak i bardzo grzecznych
            i kulturalnych tam chłopców.
            Może to był jakiś specjalny ośrodek dla młodocianych przestępców z
            lepszych rodzin?
            Albo dla takich, co do których rokuje się poprawę?
            To Ameryka, być może są tam takie wyjątkowe ośrodki resocjalizacji?


            I jeszcze mam pytanie do Ciebie Grek.greku:

            Kim była Angela Calderon i jak ją Leland poznał? / Sherylin Fenn -!-
            nie widziałam, niestety! : / jeśli się nie zestarzała :), to
            musiała ładnie wyglądać! :)

            I dlaczego właściwe relacja Lelanda z ojcem była tak kiepska?
            • grek.grek Re: Odmienne stany moralności 03.07.09, 15:12
              Ano właśnie, generalnie Leland wychodzi na trochę płaskiego dziwaka, a nie na taką postać, jaką chyba w zamierzeniu miał być, i jaką go niby widzą strażnik i Pearl, a co za tym idzie, jaką chcieliby go przedstawić twórcy filmu. Trochę to płytkie, włącznie z tą zmianą kierunku postępowania przez Pearla.

              Angelę Leland poznał w NY, jako dziecko. Ojciec przysłał mu bilet do Paryza, żeby przyleciał do niego i spędził z nim święta. Mały Leland zatrzymał się w NY, gdzie miał przesiadkę, i postanowił, że dalej nie
              leci. Dał ojcu znać przez telefon, że zostaje w NY, co stary przyjął z
              zadowoleniem wręcz. Więc,w NYC błąkał się trochę, nie mając się gdzie podziać, i w kinie poznał rodzinę Calderonów, którzy zaprosili go do siebie i na kilka dni przygarnęli. Najbardziej do gustu przypadła mu właśnie Angela, jak mówił - jej oczy, pełne życia, były dla niego
              "uosobieniem energii całego miasta", przy niej czuł się świetnie itd.

              Relacji Lelanda z ojcem w ogóle nie było. Ojciec zostawił jego i jego matkę, jak Leland miał 6 lat. Od tamtego czasu przysłał mu tylko bilety lotnicze, żeby Leland mógł latać w różne miejsca i poznawać świat, ale nigdy się nie spotkali.

              Tu jest Sherylin jako A.Calderon :

              images.allmoviephoto.com/2003_The_United_States_of_Leland/2004_the_united_states_of_leland_017.jpg
              • barbasia1 Re: Odmienne stany moralności 03.07.09, 15:54
                grek.grek napisał:

                > Ano właśnie, generalnie Leland wychodzi na trochę płaskiego dziwaka

                by nie rzec, niestety, dewianta, człowieka owszem inteligentnego,
                wrażliwego, ale z chorym sumieniem!?

                >a nie na taką postać, jaką chyba w zamierzeniu miał być, i jaką go
                >niby widzą strażnik i Pearl, a co za tym idzie, jaką chcieliby go
                >przedstawić twórcy filmu. Trochę to płytkie, włącznie z tą zmianą ?
                >?kierunku postępowania przez Pearla.

                Zgadzam się!

                > Tu jest Sherylin jako A.Calderon :

                Sherylyn nie chce się tu nam objawić,
                poszukam jej poźniej w necie.


                Dzięki za info.! :) Te relacje z ojcem, jakoś mi umknęły (ach, ta
                pora emsji!) Teraz to już chyba wszystko, co istone wiem. :)

                • grek.grek Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 10:36
                  Spróbuję jeszcze raz wpisać (adres jest b.długi, rwie się na części):
                  images.allmoviephoto.com/2003_The_United_States_of_Leland/2004_the_united_states_of_leland_017.jpg

                  Ta Noc Kabaretowa dziś.
                  Napisałaś : "Oby nas ta potęzna dawka śmiechu tym razem nie zabiła" :)), otóż to, hehe. Prowadzić to mają Młodzi Panowie, wśród gości Formacja Chatelet... mam czarne przeczucia :) Pociesza mnie, że zwykle 5 na 6 kabaretonów jest przynajmniej niezłych, więc moze ten feralny był, i poszedł, w Polsacie.


                  • barbasia1 Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 13:19
                    grek.grek napisał:

                    > Spróbuję jeszcze raz wpisać

                    Niestety i tym razem nie chciało się otworzyć, więc może ja spróbuję
                    (świetna ta strona ze zdjęciami!):

                    www.allmoviephoto.com/photo/2004_the_united_states_of_leland_017.html

                    > Ta Noc Kabaretowa dziś.
                    Pociesza mnie, że zwykle 5 na 6 kabaretonów jest przynajm
                    > niej niezłych, więc moze ten feralny był, i poszedł, w Polsacie.

                    I mnie pocieszyłeś, trochę! :))
                    Jeśli będzie kipesko zawsze można przerzucić się na TVP1,
                    na "Blow", o którym wspominasz (choć bez entuzjazmu?!) w poście
                    niżej - niezłą obsadę ma ten film - Johnny Deep, Penelope Cruz!


                    /Czy to ta Scherilyn?
                    Tu wygląda rewelacyjnie! :)/


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.07.09, 14:12
            A dziś niestety już ostatni odcinek "Dynastii Tudorów" mam
            nadzieję, że telewizja zakupi/ła druga serię i pokaże ją wkrótce!?

            W TVP 1, w Kinie nocnych marków (bardzo nocnych) o 0.45 "Ptaki"
            Hitchcoca, ponownie.
            Poniżej stary forumowy wątek o "Ptakach":

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,89140648,89140648,_Ptaki_Hitchcocka.html


            W Polsacie o 21.30 dla fanów fantasy i pewnie nie tylko, klasyka -
            "Conan Barbarzyńca" i boski tors Arnolda Schwarzeneggera :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 10:48
              U mnie się Sherylin otwiera :) (ale adres nie chce "się wpisać" w całości, więc żadnej gwarancji nie ma).

              Niestety, słabizna filmowa - i wczoraj i dzisiaj, aczkolwiek
              "Candymana" (POlsat) polecam, bo to klasyka, ma nastrój, ma swój styl i
              ma Virginię Madsen, jak dla mnie bardzo niedocenioną, jak chodzi
              o... no, o urodę choćby :)
              W ogóle, jestem ponownie niepocieszony - TVP daje Purpurowe Rzeki (słabe) i Blow, a w TVP KUltura (200 tys. odbiorców) taki cymes jak Pornografia KOlskiego.
              Nie zastanawiam się już - o co tu chodzi ? - bo wyraźnie widać, że
              cholera wie, chyba o głupotę. Ale to stara śpiewka.

              Btw, wczoraj TVN dało... tak właśnie - Zabójczą Broń :)) Sądziłem, ze zapomnieli, ale myliłem się - oni tylko czekali na moment, kiedy jubileuszowa - setna emisja tego filmu będzie najefektowniejszym wtrętem.

              Miałem napisać coś o "Dobranoc, mamo" - i pamiętam, że obiecałem, i
              napiszę na dniach. Jakoś mi się tak przesuwają terminy ;)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 14:00

                > W ogóle, jestem ponownie niepocieszony - [...], a w TVP KUltura
                (200 tys. odbiorców) taki cymes jak Pornografia KOlskiego.

                Nie widziałam "Pornografii" jeszcze.
                Czytałam w dodatku TV, że dziś w TVP Kultura, weekend z filmami (i
                nie tylko z filmami) J.J.Kolskiego.


                > Miałem napisać coś o "Dobranoc, mamo" - i pamiętam, że obiecałem, i
                > napiszę na dniach. Jakoś mi się tak przesuwają terminy ;)

                Ja Ci wybaczam :) (nic nie mówię i czekam cierpliwie), albowiem i
                ja bez winy nie jestem ... :)


                > Btw, wczoraj TVN dało... tak właśnie - Zabójczą Broń :)) Sądziłem,
                ze zapomnieli, ale myliłem się - oni tylko czekali na moment, kiedy
                jubileuszowa - setna emisja tego filmu będzie najefektowniejszym
                wtrętem.
                :))))
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 14:35
                  Tym większa szkoda, bo jest na co popatrzeć - świetne zdjęcia, bardzo dobrze oddany nastrój powieści, Majchrzak, Ferency i Globisz - tercet, że daj boże zdrowie...
                  A żeby było weselej, to ja oglądałem jakiś rok temu (pół ?)... na czeskiej Dwójce, na szczęście leciał bez lektora - do tego doszło, że dobre polskie filmy można prędzej obejrzeć w obcej niż własnej, rodzonej, telewizji.

                  Hehe, teraz tylko czekać na, po raz chyba dziesiąty, Miesiąc z Zabójczą Bronią w TVN...
                  Na razie mają Środy z Eastwoodem, a ściślej ze starymi kryminałami z nim jako Callahanem - jakby to leciało po raz pierwszy, to by było fajnie, bo to są mimo wszystko stylowe filmy, ale oni powtarzają tę serię po raz już trzeci czy czwarty... Ile można ? :)
                  I, taka refleksja na marginesie - nie wiem jak Tobie, ale mnie się Clint jakoś bardziej podoba jako reżyser i aktor w XXI wieku, dzięki tej dekadzie przejdzie do historii jako szanowany człowiek filmu; gdyby nie te ostatnie kilka filmów, to zostałby na zawsze właśnie, tylko i wyłącznie, Harrym Callahanem strzelającym z magnum w jakichś efektownych, na swojej średniej półce mających godną przegródkę, ale w sumie jednak niekoniecznie ambitnych, sensacjach; takim trochę lepszym Charlesem Bronsonem, ale nikim więcej,a na pewno w żaden sposób nie budzącym takiego szacunku wśród ambitniejszych kinomanów.
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 13:12
                    grek.grek napisał:

                    to ja oglądałem jakiś rok temu (pół ?)... na czeskiej Dwój
                    > ce, na szczęście leciał bez lektora - do tego doszło, że dobre
                    polskie filmy można prędzej obejrzeć w obcej niż własnej, rodzonej,
                    telewizji.

                    Coś podobnego!?
                    Ktoś z władz TVP powinien przeczytać koniecznie Twój post i jakieś
                    konstruktywne wnioski z niego wyciągnąć.

                    > Na razie mają Środy z Eastwoodem, a ściślej ze starymi kryminałami
                    z nim jako Callahanem - [...] ... Ile można ? :)

                    Przyznam, że ja osobiście jestem zadowolona z środowego cyklu z
                    Clintem , w miarę możliwości oglądam te filmy i nadrabiam zaległości
                    Wczoraj zresztą w TVN też leciał Clint, a dokładniej Clint ścigał
                    Kevina Costnera w „Doskonałym świecie” (1993) – /oglądałam trochę w
                    przerwach pomiędzy kolejnymi częściami Mazurskiej Nocy Kabaretowej/

                    A propos Przekrój wydaje właśnie kolekcję filmów Eastwooda na DVD,
                    20 płyt! :).

                    I zgadzam się w pełni z tym, co napisałeś w poście wyżej o Clincie.

                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:36
                      W TVP się sami sobą zajmują. Przepychają się w starciu o posady i wpływy. czyli, nic nowego. Jakaś ustawa by się przydała, która
                      pewne rzeczy by uregulowała, oddała TVP społeczeństwu. Niestety, rządowi na tym nie zalezy.
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:53
                        grek.grek napisał:

                        > W TVP się sami sobą zajmują. Przepychają się w starciu o posady i
                        wpływy. czyli, nic nowego. Jakaś ustawa by się przydała, która
                        > pewne rzeczy by uregulowała, oddała TVP społeczeństwu.

                        Niestety, rządowi na tym nie zalezy.

                        Też to widzę i dziwi mnie i martwi postawa rządu i to co robią z
                        telewizją publiczną.

                      • barbasia1 OT /radiowy/ 07.07.09, 13:52
                        Jutro w ramach protestu przeciwko drastycznemu ograniczeniu funduszy
                        nie będzie nadawać przez 24 godziny moja ulubiona radiowa Dwójka!
                        Oby tylko ten protesty coś dały!!!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 12:04
      ...więc a'propos "Dobranoc, mamo". Kameralny dramat psychologiczny - tak chyba można ten film zakawalifikować. Na podst. sztuki teatralnej i to dobrze widać.
      Zwyczajny dom na przedmieściach. Matka - Thelma i córka - Jessie. I półtorej godziny dialogu w kilku pomieszczeniach - kuchnia, weranda, salon, strych przez 2 minuty. Kamera ani na chwilę nie opuszcza wnętrza domu. 90 minut dialogu.

      No to - po kolei...
      Jest sobie sobotni wieczór. Matka właśnie wraca do domu, od znajomej, czy z zakupów. Jessie robi porządki, anuluje prenumeratę pisma, w szafie ma ciuchy i pakunki z przyczepionymi do nich karteczkami z imiona lub nazwami organizacji (Salvation Army). Na chwilę pojawia się, jak się później okaże - jej brat z żoną i dziećmi, ale tylko po to,zebym,matce, która jeszcze nie zdązyła wejść do domu, dać prezent - ciasto, czy coś tam do jedzenia. Jessie nie chce do nich wyjść...
      Matka wreszcie przychodzi, gadka o d.pie Maryni, ot mają spędzić wieczór jak zawsze, Jessie ma zrobić matce manicure... i nagle Jessie pyta ją, gdzie jest rewolwer ojca. A po co ? A do obrony własnej. A to na strychu powinien być w pudełku czarnym. Idzie więc Jessie na strych i go znajduje.
      Za chwilę, w salonie - matka szydełkuje, Jessie czyści ten rewolwer i wypala "chcę się zabić. Dzisiaj". Matka sobie szydełkuje i jakby nie dosłyszała, jakby nie dotarło. Pyta tylko : wzięłaś leki ? (jak się okaże Jessie od lat cierpi na epilepsję). Jessie na to, ze mówi poważnie. No i powaznie wygląda. Matka oderwała się na moment od szydełkowania - sukces. MÓwi, ze rewolwer jest zepusty. Nic z tych rzeczy, Jessie naciska spust, iglica uderza w spłonkę - juhuu, działa.
      mam naboje, mówi Jessie, i tłumaczy, jak je zdobyła (dzieki bratu, a za pomocą sklepu wysyłkowego). Matka już w lekkim rozdrażnieniu i niepokoju : zadzwonię do Dawsona (brat) przyjedzie i wybije ci z głowy takie gadania. Jessie : jak ruszysz telefon, to strzelę sobie w łeb od razu, potem zadzwonicie na policję, sprawdzą, czy nie macie prochu na rękach,a póxniej mnie pochowacie. Więc - nie ma mowy o wzywaniu kogokolwiek, pogadamy, a później się zastrzelę.
      Matka na to : nie trafisz i skończysz jako warzywo. Widząc,że Jessie nie reaguje, dodaje : pójdziesz do piekła. na to Jessie : Jezus też był samobójcą :) Chcę mieć spokój, chcę ciszy. Matka na to : tam wcale nie musi być cicho. może to jest jak uruchomienie budzika, który nigdy nie cichnie.

      Jessie w mileczniu zostawia ją, ale matka nie daje za wygraną : niedługo sa twoje urodziny, nie jesteś ciekawa co dostaniesz ? (naiwność przerażająca - matka, prosta zwykła amerykańska emerytka staje do pojedynku z krańcowo zdeterminowaną do popełnienia samobójstwa córką - spokojną, pogodzoną i pożegnaną właściwie ze światem, co jakiś czas rzucającą uśmiech, a to nostalgiczny, a to całkiem wesoły. Córka jest przygotowana, matka musi temu stawić czoła z biegu. I powiedzmy otwarcie : Jessie góruje nad nią pod każdym względem - ma argumenty, jest logiczna i zrównoważona do bólu, a dodatkowo do tej pory się nią zajmowała, wszystko niemal robiła za nią, prowadziła dom. Matka nie ma pojęcia jak z nią rozmawiać, jak ją odwieść od zamiaru, robi to momentami strasznie nieporadnie, infantylnie, nie rozumie skali problemu i zmotywowania córki)
      Jessie recytuje co i od kogo dostanie, a matce kopara opada. Pewnie co roku dostaje to samo... I zaczyna instruować matkę - co gdzie leży, co w szufladach, co w szafkach itd. Jakby się wybierała do sanatorium i tłumaczyła wiecznie zapracowanemu męzowi i dzieciom jak mają bez niej przeżyć te 2 tygodnie.
      Matka proponuje, że nie będą zapraszać ludzi, którzy jej nie odpowiadają, a choćby i jej brata. Jessie na to, że on i jego rodzina wiedzą za dużo, rzeczy, których ona nigdy nie chciała im mówić.
      Matka : więc o co chodzi ? O Ricky'ego (syn Jessie - nie wiadomo gdzie jest, grożą mu dwa wyroki za napad i kradzież) ? Cecila (eks-mąż Jessie) ? O chorobę ?
      Jessie : nie, nie o to chodzi... I podaje kolejne instrukcje, którymi zbywa także następne pytanie matki o jej stan ducha i przyczyny. Matka o zupie, a Jessie o d,pie :)
      Dodaje tylko : nie spotkało mnie nic dobrego, a będzie gorzej. mam dość.
      Matka jej zarzuca, że się świetnie przygotowała do tej rozmowy. Od jak dawna planujesz ? Jessie - od 10 lat. Dlaczgo jesteś smutna, dlaczego cierpisz ? Jessie prowokacyjnie i ironicznie - bo nie podoba mi się co piszą w gazetach.
      Matka : potrzebujesz może kogoś kim mogłabyś się zajmować. Jessie : zajmowałam się tobą... To jak jazda autobusem. Jest tłoczno i duszno, masz 50 przystanków do celu, ale wiesz, ze nic się nie zmieni jesli je wszystkie przejedziesz, więc możesz wysiąść już teraz. I ja chcę wysiąść.
      Użalasz się nad sobą. Życie jest trudne, myślisz, ze mnie jest łatwo ?
      Jessie : wyglądasz na całkiem szczęśliwą. Robisz to co lubisz. Szydełkujesz... Matka (oczywiście, z dziecinna naiwnością, że o to chodzi) : nauczę cię ! Jessie - spokojny instruktaż gdzie są świeczki i zapałki.
      Matka : nie lubisz być w domu, nie lubisz wychodzić, nie lubisz oglądać telewizji, w ogóle to sama sobie jesteś winna. Jessie : czas temu zaradzić.
      Matka (uśmiechając się z nadzieją): od czegoś trzeba zacząć... kupmy nową pościel ! Lekarz może pozwoli ci prowadzić samochód, mozesz pracować... Jessie : pracowałam w sprzedaży wysyłkowej, powiedzieli, że przygnębiam klientów. matka w tym czasie buszuje jej po szufladach (są w jej pokoju) - są puste, w szafie znajduje pakunki i ciuchy z karteczkami... I oczy jej się rozszerzają. Jakby ciągle odkrywała na nowo, że Jessie nie żartuje i za 2 minuty znów wracała do stanu niedowierzania. Jakby się jej w głowie nie mogło zmieścić. Tak będzie do końca.
      Jessie : nie mogę pracować. Będzie jeszcze gorzej, nie umiem nadać sensu, zmienić swojego życia, więc je wyłączę, jak nieciekawą audycję radiową. I zrobią to.
      I na koniec : niech to będzie miły wieczór...
      W teatrze byłby to chyba koniec aktu :). Teraz oddech. wchodzą do kuchni, Jessie chce wypić kakao i zjeśc jabłko z karmelem. I zaczynają normalnie rozmawiać - o gotowaniu, jarmarku, a także o koleżance matki - Agnes, o której matka znosiła kilo ploteczek.
      Jessie nagle pyta : czemu Agnes tu nie przychodzi ? Matka próbuje to zbyć : tak, musimy pić więcej mleka... Jessie : Bo ja tu jestem ?.. zrobiłam jej coś ? Boi się moich ataków ? Matka : mówiła, że masz zimne ręce. Jessie z szyderczym uśmiechem : ona się mnie boi... Przychodzi, jak jestem w szpitalu ? Matka : tak... I piją to kakao, ale jakoś im nie wchodzi.
      Słowo po słowie, i wychodzi na to, że matka cały czas zmyślała - Agnes nie ma stada ptaków w domu, tylko 2, nie je 2 razy dziennie puree z grochu, tylko co jakiś czas itd. Jessie niby delikatnie, ale wytyka matce, że plotła 3 po 3. Ale było to preludium tylko, po za chwilę wyjeżzdza armata i Jessie pyta o ojca (stary palnął sobie w łeb parę lat wcześniej): Kochałaś go ? Matka, że nie, chciał prostej kobiety, dostał ją... A poza tym, to gbur był - tylko pracował, siedział w fotelu bez ruchu, palił fajkę i się nie odzywał. Jessie wspomina go z prawdziwym uczuciem, że lubiła na niego patrzeć jak tak siedział, ze zrobił jej lalkę... Matka lekko już podkręcona wyrzuca Jessie, ze stale szeptali, ze z nią ojciec chciał rozmawiać. Jessie : zazdrosna jesteś/byłaś, że wolałam z nim rozmawiać niż siedzieć w kuchni z tobą ? Matka : tak, bo te rozmowy były dla ciebie najważniejsze. I po chwili prowokacyjnie : a on się litował nad tobą, mówił, ze jesteś bez szans i słaba. Jessie : więc kochał mnie... Matka : gdyby nie umarł, ty też byś nie chciała się zabić. Jessie zaprzecza.
      Matka : nie rozmawialiśmy, ale to nie znaczy, że nam się nie układało.
      Jessie zaczyna ją instruować co do garnków.
      I tutaj mamuśkę krew zalewa, wywala z szafki garnki, które Jessie porządkuje, zaczyna się miotać, że starczy jej jeden widelec i nóz, jeden talerz, na ch mi garnki, skoro lubię jesć słodycze i nie będę musiała gotować. Jessie - olimpijski spokój : jak ktoś będzie chciał gotować, to się przydadzą.
      cdn.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 12:58
      cd.
      Więc Jessie mówi, że gary mogą się przydać - mogłabyś zamieszkać z Agnes... Matka : nie, nie ułatwię ci tego, nie chcę.
      Jessie pyta : co ci ojciec powiedział przed śmiercią ? Miałaś siedzieć przy nim, w pokoju, a poszłaś oglądać serial...
      Matka : nic nie powiedział, wykorzystał ostatnią okazję, żeby znowu się do mnie nie odezwać.
      Instruktaż kolejny. Matka,że Jessie widzi w niej tylko starą kobietę, nie pamięta jej z przeszłości, że stale krytykuje. Nakręca się : Ty żyjesz w innym świecie... Dlaczego spadłaś z konia ? (oficjalna przyczyna ataków epilepsji Jessie) Dlaczego Cecil cię zostawił ? I gdzie są moje okulary ?! Jessie na to, że Cecil kazał jej wybrać : papierosy albo on, więc wybrała papierosy. Kolejne szyderstwo.
      Matka : zostawił cię ze wg na twoje ataki... Jessie : a g.wno prawda... ale on sądził, że to pzez niego spadłam; zachęcał mnie, żeby wsiadła, ale spadłam z własnej winy, a on odszedł bo nie umiałam go zatrzymać.
      Matka : miał inną, widziałam ich. Jessie : I teraz dopiero mi to mówisz ? Ładna przynajmniej ? Matka : to córka Agnes... Heh, to przynajmniej wiadomo, co z Agnes i jej nieprzychodzeniem :)
      Przenoszą się na zaciemnioną werandę. Wspominają Cecila, że budował fajne rzeczy, domy, domki etc. Jessie zauważa, że matka lubiła cecila bardziej od niej. Matka na to,że szukała jej męża, bo nie mogła pozwolić jej na siedzenie na fotelu cały dzien, jak, za przeproszeniem, ojcu. Wydałam cię za nieodpowiedniwego faceta i dlatego przyjęłam cię z powrotem, mówi jej matka. Jessie : kochałam go, starałam się dla niego zmienić, wychodzić, ruszać, ale on widział, ze się zmuszam...Matka : Ricky jest jak Cecil... Ale tu Jessie protestuje : jest jak ja, ma to wszystko w twarzy, ma to w sobie, patrzy na świat jak ja, nikomu nie ufa, jak ja. Dlatego uciekł... Matka chwyta się kolejnego fortelu : Może zadzwonię do cecila (może wróci) ?
      Jessie pozbawia ją złudzeń : Nie. On odszedł, mimo że mnie kochał, bo widział, jak mi się wszystko z rąk wymyka. Błagałam go, żeby zabrał mnie ze sobą, gotowa była zostawić ciebie i Ricka, ale przecież ten kto odchodzi nie zabiera ze sobą śmieci. Dobrze zrobił. Ulżyło mi.
      Matka - zrobię ci to jabłko z karmelem. I tu też chyba byłby koniec aktu, a może sceny tylko :)

      Są w kuchni. Matka : zrobią ci to jabłko. Jessie : nie chcę. Matka : wiesz, że twój ojciec też miał ataki, drgawki ? Jessie intstruktaż o wywożeniu śmieci i workach na nie. Przenoszą się do salony, nakładają pokrowce na poduszki. Matka, że czytała w piśmie, że epileptycy mogą przechodzić ataki po prostu na chwilę zastygając, bez piany, śliny i innych takich. Mogą nawet o tym nie wiedzieć.
      Jessie : chcesz mówić o mojej chorobie ? Nic nie pamiętam z tych ataków, ot padam, a potem budzę się w łózku. Matka : wiem, kiedy masz ataki... Jessie : taa ? To opisz mi. Matka opisuje jak Jessie mdleje, dostaje drgawek, ślini się, moczy i szlus, ona się nią zajmuje (np. chroni, zeby nie odgryzła sobie języka), potem pojawia się karetka, odwożą ją do szpitala. Jessie pyta : dlaczego zawsze budzę się w łóżku, a nie na podłodze ? Kto mnie tam taszczy, ty ? Matka, ze zawsze dzwoni po jej brata i prosi,zeby odjechał zanim się Jessie obudzi... I to Jessie wyraźnie nie w smak - w jej mniemaniu takie rzeczy musiały odsuwać od niej brata, czynić jej obraz w jego oczach mniej korzystnym.
      Jessie mówi, że leki działają coraz lepiej. Od roku nie miała ataku Poprawiła się jej pamięć. MOże już nigdy nie wrócą...Matka się ożywia : może tak będzie, i dodaje : nie jesteś tu gościem, to twój dom. I za chwilę, znów z tą naiwną nadzieją, że już po wszystkim : zaprośmy LOrettę (bratową) na owoce morza, co ? Jessie znów ją hamuje : mnie tu nie będzie... Matka : będziesz, przecież poprawiła ci się pamięc, zaczynasz żyć ! Jessie : nie będzie mnie, a jakby mi się wcześniej poprawiło zdrowie, to bym palnęła sobie w łeb już dawno temu. Matka znów zaczyna latać i powiada, że ta ataki Jessie ma po starym. Jessie, że to nie jest genetyczna choroba. Matka, ze jak Jessie miała 5 lat, to się nagle przewróciła i miała atak. Jessie w lekkim szoku : teraz mi to mówisz ? Co na to lekarze ? Miałam kolejne ataki ? Się okazuje, ze matka (i lekarze), to zbagatelizowali. Jessie ma pretensje, że matka całe zycie utrzymywała ją w nieświadomości, że gdyby jej powiedziała, to nie wsiadłaby na tego konia (w domyśle - nie spadłabym, mąz by nie miał powodów do wyrzutów sumienia itd.). Matka, że nie powiedziała, bo nie chciał, zeby Jessie się czuła jak odmieniec. Jessie, ze matka nie powiedziała, bo się wstydziła. Dym, ale bez szarpania za włosy - to kulturalny film :) Jessie : czy ojciec coś wiedział ? Matka : nie, po prostu czasami się przewracałaś. Oboje to mieliście. Czasami siedzieliście na tym ganku i gaśliście na chwilę...
      I nagle. Stop. Jessie to urywa : zrobię ci manicure. Koniec sceny (?) :)

      Za chwilę matka się kaja : moze cię upuściłam, może źle odżywiałam, nie dbałam o siebie w ciązy, a może... to kara ? Jessie : epilepsja, to nie kara, to choroba. Matka : a ch. z epilepsją, mówię o twoich planach samobójczych. Jesteś częścią mnie, co się z tobą dzieje, to i ze mną, Więc zabij i mnie, na jedno wyjdzie. Nie rób tego, nie zostawiaj mnie - i rzuca się Jessie do rąk z rykiem. Jessie nie ucieka, ale nic więcej, mówi o drobiazgach, które zostawiła znajomym. Matka się uspokaja, ale mówi, że bez niej sobie nie poradzi, kto będzie zamykał drzwi na noc, kto przypomni jej, zeby się prosto trzymała, kto jej pomoże umrzeć...
      Boję się ciszy i śmierci. Nie dam rady bez ciebie.
      Jak mam żyć, wiedząc że się zabiłaś, bo cierpiałaś, a ja tego nie dostrzegłam, dałaś mi szansę by ci to wyperswadowac, a ja nie umiem tego dokonać. Jessie : chciałam ci wytłumaczyć, żebyś nie miała poczucia winy, a nie żebyś mnie ratowała. Chciałam żebyś zrozumiała.
      Matka : zostań jeszcze parę lat, jak umrę, to zrobisz co zechcesz, mnie już dużo czasu nie zostało (ta, obiecanki-cacanki ;)} Ricky się ożeni, będą wnuki... jeśli masz odwagę się zabić, znajdziesz ją żeby żyć. Jessie : nic nie kumasz, ja chcę TYLKO TEGO. Matka swoje : szukaj czegoś co ci pomoże, nie poddawaj się, moze coś znajdziesz. Jessie : nie poddaję się,ale "moze", to dla mnie za mało, śmierć jest jedynym pewny wyjściem. Matka :zostań jeszcze 2 tygodnie, będziemy rozmawiać... Jessie wybucha : nie chcę rozmawiać, zdecydowałam, mówię NIE, wszystkiemu i wssystkim, sobie, wam i nadziei. Nie. I pozwól mi odejść spokojnie. Matka : jak mogę ci na to pozwolić ? Jessie wspomina siebie jako dziecko, radosne i widzące świat w kolorach i kończy te wspominki : i zobacz co ze mnie zostało... "straciłam kogoś bezpowrotnie. Siebie. Nie stałam się tym, kim chciałam być.Czekałam na kogoś, a on nie przyszedł i już nie przyjdzie.Nieważne, co się dzieje w świecie,w tym domu. Tylko ja mogłabym coś zmienić. Ale tej mnie nie ma. Na siebie czekałam i się nie doczekałam". Mocna scena. I emocje spadają na chwilę po takiej kumulacji.
      Jessie : zastanawiam się, co ma znaczenie takie, że mogłoby mnie powstrzymać, coś co lubię, jak pudding ryżowy... Matka : pudding jst dobry. Jessie : ale nie dla mnie.
      Matka znów zaczyna trajlować, ze nie może jje puścić, zgodzić się. "nie mogę powiedzieć po prostu : zabij się". Jessie : właśnie to powiedziałaś, powtórz. Matka aż wstaje z nerwa : jak śmiesz... Sądzisz,ze możesz sobie ot tak, odejśc ? I dodaje przechodząc do ataku : "tak, lubię życie, będę żyła aż mnie nie wyniosą wrzeszczącej do grobu, i to będzie wrzask jakiego nie słyszałaś do tej pory. PO co ja to mówię. Ty już odeszłaś, nie mogę ciebie zatrzymac, bo ciebie już tutaj nie ma". I dalej : sądzisz,ze komuś kawał zrobisz, a takiego - wszyscy powiedzą,że się można było tego po tobie spodziewać, nikt się nie zdziwi, będą raczej mnie współczuć. Mnie, a nie tobie. Jak ktoś będzie chciał o tobie porozmawiac, to będziemy zmieniac temat. I Jessie tego ataku nie wytrzymuje. zrywa się z kanapy i krzyczy "daj mi spokój".
      Jak miałam to zrobić, kartkę ci zostawić ?
      cdn.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 13:25
      I finał.
      Matka się wycisza : nie, nie miałabym wtedy szans pomyśleć o tym, co mi powiedziałaś...
      Jessie mówi jej jak powinna zachować się na pogrzebie, żeby wszystkim podziękowała za przybycie, za kwiaty, żeby Agnes wybrała pieśni żałobne, że ma ją pochować ten sam ksiądz, co chował ojca, że nie będzie tak źle, zobaczy wielu ludzi, których dawno nie widziała, dodaje z uśmiechem że będzie Agnes, więc może w ogóle nic nie będzie musiała mówić. A jak ktoś spyta - dlaczego ?, to powiesz, że zrobiłam to z powodów osobistych, ze tak naprawdę nie wiesz. Ot, siedziałyśmy sobie, wypiłyśmy kakao, zjadłyśmy jabłko z karmelem, poszłam się położyc, powiedziałam "dobranoc, mamo", a potem usłyszałaś strzał.
      I nic nikomu nie mów o naszej rozmowie. Nie zrozumieją. To nasza prywatna sprawa.
      Po strzale nie wchodź do pokoju, drzwi będą zamknięte, dzwoń do Dawsona, potem na policję, i zajmij się myciem garnka choćby aż ktoś przyjdzie, nawet jesli przyjedzie dopiero za godzinę; potem przyjedzie karetka i zabiorą mnie. Jak zwykle.

      Ostatnie instrukcje. Jessie pokazuje matce, co komu zostawiła. List do Dawsona, "mozęsz go przeczytać, jak chcesz, ale uprzedzam, ze zostawiłam tam listę rzeczy, które ma ci kupić, więc zepsujesz sobie niespodziankę"; telefon do Cecila - niech odnajdzie Ricky'ego i da mu prezent - wrzuca do torebki swój zegarek, a i powiedz Cecilowi, że go dobrze wspominałam. Matka na to, ze przegra go, albo spienięży. Jessie na to, ze bardzo dobrze, moze starczy na posiłek. Matka, ze raczej na narkotyki. Jessie : miejmy nadzieję, że na dobre. :))
      Scena jakby Jessie jechała na jakieś wakacje na miesiąc...
      Matka mówi : zrobisz mi teraz manicure ?
      Jessie : nie, czas na mnie. Matka : za wcześnie, jest dopiero ósma, nie mówiłaś, ze tak wcześnie... Jesie : nie chcę,żeby telefon zbudził Dawsona i Lorettę, niech będą ubrani kiedy się dowiedzą i przyjadą.
      Świetna scena. Jessie cofa się krok po kroku, matka idzie w tym samym tempie w jej kierunku. Próbuje ją zatrzymać : nie powiedziałaś mi jeszcze wielu rzeczy, co z moimi receptami od lekarza, kto ma strzyc trawnik, co mam powiedzieć Ricky'emu... I wreszcie zagradza jje drogę, rzuca się na nią, próbuje obezwładnić. Jessie się wyrywa i biegnie do swojego pokoju, w ostatniej chwili rzuca "dobranoc, mamo" i zamyka się.
      matka dopada drzwi, dobija się, i sięga po ostatni argument : a jesli nie zrobię tego, o co prosiłaś ? Dam zegarek Dawsonowi, a Cecilowi powiem, że mówiłaś o nim źle ? tylko ty możęsz mi przeszkodzić. Jessie, dość tego. Nie wiedziałam, byłam przy tobie i nie wiedziałam...
      I strzał. Matka w ryk. Ale zbiera się, opanowuje, idzie do kuchni i dzwoni do Dawsona. Garnek do mycia ma przygotowany...
      Koniec.

      Palce mi zdrętwały, więc komentarz krótki :)

      Anne Bancroft - jako mało bystra, bezsilna, szamocząca się Matka, która nigdy nie poznała swojej córki, tak naprawdę, i staneła nagle przed koniecznością przejścia skróconego kursu, w sytuacji krytycznej, przy okazji dostrzegając własne błędy i zaniedbania, i Sissy Spacek - jako Jessie, zdecydowana, będąca u kresu drogi, inteligentna, jasno myśląca samobójczyni - świetne, znakomite, klasowe. Obie. One ten specyficzny film tworzą, na nich się opiera od A do Z. Na ich emocjach. Popis gry aktorskiej - po prostu.
      Nic więcej tu nie ma - dwie wybitne aktorki, tekst i emocje. I niczego więcej nie trzeba.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 17:49
        Przeczytałam.
        Naprawdę niezły film, świetny scenariusz, choć historia stanowczo
        niewesoła. Przyznam, że kolejne posty czytałam z coraz bardziej
        ściśniętym gardłem.
        Świetnie udało Ci się oddać emocje i klimat tego filmu! :)




          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.07.09, 14:00
            ewa9717 napisała:

            > Fakt, chała. Dlatego jadę na północ: Wallander, TV 4, 21,00.

            Wprawdzie w końcu nie przypomniałam sobie "Pestki", ale chyba
            przesadzacie z określeniam "chała" oraz "straszna (!) chała"! :)

            Dziś dla fanów Eastwooda kolejny film - "Wyzwanie" (1977).
            Tym razem Eastwood eskortuje świadka koronnego, kobietę, którą ktoś
            chce zabić...
            Niestety podobno to jeden z mniej efektownych filmów Clinta.

            /No proszę, na TV4 Wallander o 21.00,a na Polsacie (chyba) zawsze
            puszczano go w okolicach północy!?/
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.07.09, 18:11
              barbasia1 napisała:
              > nie przypomniałam sobie "Pestki", ale chyba przesadzacie z określeniam "chała"
              oraz "straszna (!) chała"! :)>

              Powtórkę Pestki oglądałam stosunkowo niedawno. Utwierdziłam się tylko, że film
              bardzo mnie zawiódł, stąd moja ocena przyznaję bezwzględna. Do tego wszystkiego
              twarz i reżyserkę dała Janda oraz Olbrychski, co stanowiło kolejne
              rozczarowanie, a oczekiwania miałam dość spore po przeczytaniu książki.
              Za to po raz pierwszy obejrzałam Wallandera (serial?).
              Pzdr.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 11:17
              Wyzwanie okazało się całkiem przyzwoitym filmem - Clint jak Clint, zawsze w formie; Sandra Locke - jak zawsze zmysłowo kształtna, a do tego jej postać barwna i wyszczekana; fajna, stylowa muzyka; akcja bez finezji, ale i bez większych wpadek. Dobre sensacyjne kino.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 17:48
        grek.grek napisał:

        > Dopiero teraz się kapnąłem - 15:45, czyli za 10 minut Popiół i
        Diament w Dwójce :)

        Sóźniłam się i trafiłam na scenę z Drewnowskim (Kobiela), który
        zaczyna popijać wódeczkę w barze.

        A propos - jutro mija 40 lat od śmierci Bogumiła Kobieli.
        /poniżej link do krótkiego artykułu wspomnieniowego z Życia Warszawy/

        www.zw.com.pl/artykul/25,379856_Tragikomiczny_odcien_zycia__i_talentu.html

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 15:06
          Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na wysypisku śmieci. A tę obejrzałaś, z tego co piszesz :)
          Przesłanie nie zdezaktualizowało się nigdy - bezsensowne umieranie
          zawsze będzie głupotą. No i rola Cybulskiego - czapki z głów.

          Dzisiaj coś mamy ciekawego ?
          Ja wywęszyłem w Jedynce - Okno na podwórze Hitchcocka. Generalnie, to...
          jutro rano - 2:05. Nie dośc, ze powtarzają ten tryptyk alferdowski sprzed
          kilku miesięcy (Ptaki, Okno, trzecia była Psychoza - pewnie będzie o 2 w nocy w przyszłym tygodniu), to jeszcze w porach zastrzeżonych.

          Przedtem (0:25) "Teksańska maskara piłą mechaniczną" - z 2003, więc pewnie 10 albo 11 wersja oryginału ;)
          Jessica Biel jest urodziwa (w Blade Trinity jeszcze miała charakter do tego i nie była cukierkowata), ale nie wiem, czy się zdecyduję, z tego powodu, oglądać to, jak się spodziewam na 90 %, badziewie.

          Czasami zjawia się ochota na to, żeby sobie obejrzeć jakiś taki właśnie horrorek-thrillerek bez ambicji, ot tak dla relaksu, ale jakoś nie jestem jeszcze na tyle zmęczony, żeby się napalać na ten dzisiejszy :)

          W TVN - 89 powtórka Tunelu ze Stallonem (poza Nighthawkiem i może pierwszą cz. Rocky'ego - niestrawny aktorsko, chociaż podobno poza planem bystry i wesoły facet).

          W TVP Kultura - polecam, szczęśliwcom co mają doń dostęp - "Upadek cesarstwa amerykańskiego" (22:25), bardzo polecam :)


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 16:12
            grek.grek napisał:

            > Dzisiaj coś mamy ciekawego ?

            A ja wypatrzyłam na TVN (o 22.25) chiński (w kooprodukcji z Japonią
            Koreą, Hongkongiem) film "Przysięga" (2005). W dodatku TV piszą, że
            to "malownicza chińska baśń", a poza tym czego tu nie ma - czary,
            klątwy nadludzkie moce wojowników efektowne pojedynki, bitwy itp.

            To chyba też pozycja zdecydowanie dla relaksu? :)
            Widziałeś już?
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 17:21
            grek.grek napisał:

            > Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na
            wysypisku śmieci. A tę obejrzałaś, z tego co piszesz :)

            Tak, oczywiście widziałam scenę śmierci Maćka Chełmickiego..
            Ale przypmniała mi się jeszcze jedna bardzo charakterystyczna, też
            niezapomniana scena z tego filmu (której niestety nie zobaczyłam
            wczoraj) - scena, w której Maciek z Andrzejem(?) podpalają kolejne
            kieliszki z wódką wspominając poległych kolegów.

            No i rola Cybulskiego - czapki z głów.
            Tak jest! :)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 19:33
            grek.grek napisał:
            > Przedtem (0:25) "Teksańska maskara piłą mechaniczną" - z 2003>
            Jak kiedyś ogłoszą konkurs na najlepszy tytuł filmowy - to będzie mój numer jeden :)

            <W TVP Kultura - polecam, szczęśliwcom co mają doń dostęp - "Upadek cesarstwa
            amerykańskiego"<
            Wg recenzji: czterej panowie i cztery panie dyskutują o seksie i naturze relacji
            damsko-męskich z humorem", czyli zapowiada się nieźle.

            >Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na wysypisku śmieci>
            Powtórzę za Barbasią - jeszcze ta ze świeczkami.

            <powtarzają ten tryptyk alferdowski sprzed kilku miesięcy (Ptaki, Okno, trzecia
            była Psychoza>
            Niedawno była też "Rebeka" Hitchcocka na Ale Kino.
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 19:18
          barbasia1 napisała:
          <A propos - jutro mija 40 lat od śmierci Bogumiła Kobieli>
          Gazeta Wyborcza też nie zapomniała. Dziś ukazał się wywiad z Jerzym Gruzą
          poświęcony Bogumiłowi Kobieli. Jutro pewnie zalinkują.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 12:19
              Wczoraj też był rosyjski - sensacyjny, jeszcze głupszy i bardziej niedorzeczny niż te wszystkie amerykańskie popłuczyny po Rambo i
              filmach z gubernatorem Kalifornii. Takiego dna ze świecą szukać.
              Nie wiem, kto z TVP to kupił i za ile, ale lepiej dla niego, jesli robiąc
              to był pod wpływem.

              Już ta "teksańska masakra..." lepiej wypadła - się zdecydowałem jednak i mimo, że słabiutkie to było i w ogóle nie straszne, to w sumie w sam raz na oglądanie jednym okiem.
              Właściwie to dwa powody zrobienia tego filmu naliczyłem : pierwszy - zarobienie trochę martwych prezydentów na kieliszek chleba, posikując się historią, która w historii kina ma swój niemal kultowy wymiar i można być niemal pewnym, że jakiego by się gniota nie nakręciło, to i niedzielni fani pójdą do kina i ortodoksi tez, choćby z czystej ciekawości, jak perfekcyjnie można zbrukać to, co jest dla nich niemal świętością ; drugi - lansowanie Jessiki Biel : kamera właściwie bez przerwy eksponuje jej urodę plus walory przednie w obcisłej koszulce plus z odsłoniętyum brzuchem i tylne w nie mniej obcisłych biodrówkach.
              Jakby to czasami gdzies tam mignęło, to byłoby fajnie, ale kiedy okazuje się być lejtmotiwem całego filmu i atakuje detalizmem - po jakimś czasie nuży. Co nie zmienia faktu, że aktorka Biel naprawdę robi wrażenie, a do tego szybko i z gracją biega.

              Poza tym - trochę brzydkich, pokancerowanych dziobów, dość letnia i schematyczna akcyjka (studenci w drodze na koncert spotykają oszłomioną dziewczynę idącą w przeciwległym kierunku, zabierają ją do busa, ona się tam zabija z rewolweru nie chcąc wracać do miasteczka, z którego właśnie zwiała, w tym miasteczku bohaterowie szukają telefonu, potem szeryfa, a kiedy już znajdują, to szeryf okazuje się być wariatem i jest w zmowie z rodziną paskudnych trolli, której latorośl - duży facet z piłą spalinową, mający w piwnicy swoje atelier, w którym z finezją szyje sobie maski ze skór zdartych z twarzy zabijanych turystów - po kolei poluje na studentów, a więc dużo chowania się, ucieczek panicznych, pogoni, szlachtowania, latających odciętych nóg i innych cyrków, a na końcu ostatnia ocalała z nostromo, czyli panna Biel, po wymknięciu się familii państwa Czubków, kapuje po godzinnych zabawach w kotka i myszkę z kilerem, że może by tu tak porwać samochód, co też czyni i triumfalnie odjeżdza) parę absurdów w poetyce tego typu filmów (szczególnie zawsze mnie bawi jak bohater/ka ucieka znacznie szybciej niż zabójca ściga, żeby po 10 sekundach się okazało, że zabójca wyrasta tuż przed nim/ą, albo na zakręcie jest tuż tuż za, mimo że powinien być kilometr z tyłu, bo ledwie powłóczy nogami albo biega jak goryl, czyli prawa noga - prawe ramię - lewa noga - lewe ramię.

              Jest scena chyba ściągnięta z Popiołu i diamentu, słowo daję - chłopak ucieka przed czubkiem z piłą przez morze białej pościeli rozwieszonej na sznurach, niczym Chełmicki przed żołnierzami w ostatnich scenach.
              Btw, wątpliwa higiena jaką epatowała uparcie rodzina trolli każe powątpiewać w celowość umieszczenia sceny z białą, piekną, wypraną pościelą suszącą się w letnim efektownym wietrzyku za ich ponurym domostwem.

              Dzisiaj zdecydowanie "Nieugięty Luke" - taki trochę lajtowy Papillon, z Paulem Newmanem. Dobry. Bardzo. Zostaje w pamięci. Tyle ról zagrał Newman, a mnie się do dzisiaj kojarzy w pierwszym rzędzie właśnie z Luke'm Jacksonem :)
              16:25, TVN.

              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 16:36
                grek.grek napisał:

                > Już ta "teksańska masakra..." lepiej wypadła [...] i mimo,
                > że słabiutkie to było i w ogóle nie straszne, to w sumie w sam raz
                na oglądanie jednym okiem.

                Pomimo intrygujących uwag na masakrę piłą, teksańską czy jakąkolwiek
                inną raczej się nie skuszę, za nic w świecie. Mowy nie ma. Nawet
                gdyby mi dopłacali do oglądania. :)

              • barbasia1 "Nieugięty Luke" 12.07.09, 12:25
                > Dzisiaj zdecydowanie "Nieugięty Luke" - taki trochę lajtowy
                Papillon, z Paulem Newmanem. Dobry. Bardzo. Zostaje w pamięci.

                Zakończenie jednak zupełnie inne niż w Papillonie ...

                W mej pamięci na pewno pozostanie scena, w której Luke zjada 50
                jajek na twardo! :)
                I uśmiech Paula Newmana, miał rzeczywiście piękny uśmiech.
                Piękny mężczyzna.

                • barbasia1 Re: "Nieugięty Luke" 12.07.09, 12:57
                  W mej pamięci na pewno pozostanie scena, w której Luke zjada 50
                  jajek na twardo! :)

                  I jeszcze to - koledzy współwięźniowie opukują wydęty brzuch Luka (w
                  którym jest już około 40 jajek), po czym mówią z wielkim znawstwem,
                  że wydaje on (brzuch oczywiście) dźwięk przypominający odgłos
                  dojrzałego arbuza /i taki odgłos/dźwięk podczas opukiwania
                  słyszymy :)/
    • barbasia1 "Smak życia" 2 12.07.09, 12:41
      A dziś, sądząc po opisie, w TVP1 bardzo ciekawy film , francusko-
      brytyjska komedia obyczajowa "Smak życia" 2 (2005) / szkoda tylko ,
      że telewizja nie zaczęła od części pierwszej, która też podobno była
      niezła/. W filmie wytępuje m.in. urocza Audery Tautou.

      Niestety, ze by nie było za pięknie pora bardzo późna, film zaczyna
      się dopiero o 23.00 ( itrwa do 1.10 /kto wymyślił taką porę?/

      A tu kilka słów o filmie -

      "Przed pięciu laty Xavier (Romain Duris) zrezygnował z kariery w
      międzynarodowej firmie, by poświęcić się pisaniu. Tymczasem nikt nie
      chce wydać jego powieści, a bank dopomina się spłaty kredytu. Xavier
      próbuje szczęścia, pracując w różnych miejscach. Jego życie prywatne
      nie układa się najlepiej. Wciąż utrzymuje przyjacielskie kontakty ze
      swoją miłością (Audrey Tautou), ale najlepiej czuje się w
      nieformalnych związkach. Gdy traci pracę i musi zaopiekować się
      dziadkiem, wyjeżdża jako dziennikarz do Petersburga. Tam spotyka
      dawnych przyjaciół."


      serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,127506137,P_AKPA.html
      • barbasia1 Re: "Smak życia" 2 12.07.09, 13:00
        > Niestety, ze by nie było za pięknie pora bardzo późna,

        powinno być -
        "żeby" - żeby nikt nie zarzucił mi braku znajomości ortografii. ;)

        Niestety, żeby nie było za pięknie pora bardzo późna ...
      • grek.grek Re: "Smak życia" 2 12.07.09, 14:16
        Oglądałem oryginał (1 cz.), utkwiły mi w pamięci ujmujące zdjęcia
        Barcelony - np. wielkie podwórko/plac z boiskiem do koszykówki, wymalowany "od stóp do głów" kolorowymi graffiti.
        Treści w ogóle nie pamiętam, prócz ogólnego zarysu, że rzecz się miała o kilkorgu studentach, z róznych krajów chyba, pomieszkujących w jednym domu, czy też pokoju. Taka obyczajówka chyba.
    • barbasia1 "Za graść dolarów" 13.07.09, 14:53
      A dziś Clint w klimatach westernowych, w filmie "Za graść dolarów"
      (1964) w reżyserii Sergio Leone, w TVP1, o naszej ulubionej porze -
      o 22.55 (do 0.40). :)

      "Za garść dolarów" to, jak piszą w dodatku TV, "Klasyk spaghetti
      westernu i pierwsza część tzw. "trylogii dolara", która stała się
      początkiem światowej kariery dla panów Sergia Leone i Clinta
      Eastwooda" !
      • grek.grek Re: "Za graść dolarów" 13.07.09, 16:00
        Clint - kowboj i gliniarz L :)

        Wczoraj przegapiliśmy "Co gryzie Gilberta Grape'a" - leciał w Jedynce od, a jakże by inaczej - 1:05 :) Stare to już, ale tylko metrykalnie, w innych obszarach pozostaje aktualne i świeże.

        Polsat daje Wschodzące słońce - Connery, Snipes, Keitel, Buscemi nawet.
        Nie wiem, co to takiego, było kiedyś już ?
        POdejrzewam, że jakaś strzelanka, sensacyjka w średnim stylu, a Keitelowi pewnie dali dużą walizkę martwych prezydentów, żeby
        swoim nazwiskiem legitymizował scenariusz pełen agentów, pościgów,
        wybuchów i spisków :)
        • barbasia1 Re: "Za graść dolarów" 13.07.09, 17:50
          grek.grek napisał:

          > Clint - kowboj i gliniarz L :)
          >
          > Wczoraj przegapiliśmy

          /Z mojej strony to był celowy sabotaż i kontestacja /spałam/. ;))/

          >"Co gryzie Gilberta Grape'a" - leciał w Jedynce od, a jakże by
          >inaczej - 1:05 :) Stare to już, ale tylko metrykalnie, w innych
          >obszarach pozostaje aktualne i świeże.

          z fantastycznymi kreacjami aktorskimi Leonardo DiCaprio i
          Johnny'ego Deepa.

          > Polsat daje Wschodzące słońce - Connery, Snipes, Keitel, Buscemi
          nawet. Nie wiem, co to takiego, było kiedyś już ?

          Mnie nie pytaj, jeśli Ty nie wiesz, to ja tym bardziej! :/

              • barbasia1 Re: Dziś oglądam "Misia" 14.07.09, 20:51
                smutas13 napisała:

                > Wstyd się przyznać, ale w całości nigdy nie obejrzałam.
                > Dziś wreszcie obejrzę. Lepiej późno, niż wcale. :)

                Zatem przyjemnego oglądania życzę. :)

                /Też tak mam, ale z innym filmem, z "Brunetem wieczorową porą".
                Oglądałam fragmenty, trochę początku, środka, nawet końca, ale nigdy
                w całości. /
      • barbasia1 Re: "Za graść dolarów" 19.07.09, 13:13
        Jeszcze jedno interesujące zdanie o filmie "Za garść dolarów" z
        gazety TV (dodatek do Dziennika) muszę tu koniecznie zacytować:

        "[...] rola małomównego Bezimiennego zdefiniowała ekranowe emploi
        Eastwooda na całe lata".
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 14:29
      Dziś w TVN o 20.50! kolejny film Clinta- "Żółtodziób" (1990).

      Tym razem Clint Eastwood, czyli doświadczony dekektyw Nick
      Pulowski wraz ze swym nowym partnerem, początkującym gliną Davidem
      Ackermanem (Charlie Sheen) tropi zabójcę swego współpracownika...


      A po Clincie klasyka horroru - fim "Duch" (1982) / jeden z niewielu
      horrorów, jaki obejrzałam /i nie umarłam ze strachu/.

      W TVP2 w cylku Kocham kino na bis (czyli o 0.15 ): Spadek (2001) -
      argentyński dramat obeczajowy.

      Grek.greku czy Ty widziałeś już ten film? A jeśli nie, to czy
      mógłbyś nagrać na swe fantastyczne rosyjskie :) wideo, a potem,
      napisać słów kilka? (oczywiscie pod warunkiem, że nie masz innych
      planów. Opis filmu jest intrygujący /powiem tylko, że rzecz dzieje
      się w Buenos Aires!/, a poza tym film był nagradzany na festiwalach,
      więc moze być naprawdę ciekawy...

      W TVP1 o tej samej makabrycznej porze (0.10) film rosyjski -
      "Kochanek" - z opisu wynika, że to też niezła rzecz!?
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 15:03
        Nie rosyjskie, tylko radzieckie ;)

        Nagram i coś napiszę. (no chyba, że będzie burza stulecia i wyłączą
        prąd, nigdy nie można wykluczyć najgorszego). Spadek faktycznie był
        kiedyś już, coś tam chyba oglądałem, przez chwilę, ale nie pamiętam
        nic, a nic.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 15:21
          grek.grek napisał:

          > Nie rosyjskie, tylko radzieckie ;)

          :) Bardzo Cię przepraszam! - fantastyczne radzieckie wideo!


          > Nagram i coś napiszę. (no chyba, że będzie burza stulecia i wyłączą
          > prąd, nigdy nie można wykluczyć najgorszego).

          A mają być burze dzisiaj, tego wieczoru, tej nocy???
          Przydało by się trochę deszczu (choć na pewno nie burza stulecia :),
          trochę chłodu, bo upał jest nie do wytrzymania ...
          Mózg mi się rozpuszcza. :/ :))

          > Nagram i coś napiszę.
          To świetnie! Dzięki! :)))




          • barbasia1 Żółtodziób 16.07.09, 14:35
            Burza jednak i do nas dotarała wieczorem. Waliło strasznie, a
            najbardziej chyba gdzieś w okolicach nadajnika TVN, bo trzy raz
            znikał z ekranu film z Clintem (na Polsacie dla odmiany zanikał
            głos :) . Udało się jednak obejrzeć do końca.

            Całkiem niezły film, sporo zabawnych tekstów, efektowne pościgi (np.
            samolotem! Facet w samolocie ścigał Pulovekiego i jego partnera! –
            oczywiście mało skutecznie, ale za to z fajerwerkami, na koniec
            samolot , zderza się z innym i oba wybuchają ).
            Tylko Charlie Sheen jakiś taki drewniany?!

            W „Żółtodziobie” padają kwestie – „Głupi Polaczku” (do Clinta-
            Pulovskiego) , „Bezczelny Szkopie” (Clint do gangstera);później
            teksty w podobnym klimacie padną z ust bohaterów w „Gran Torino”.

            A i jeszcze scena, która bardzo mi się spodobała – :)

            Pobudzona i rozochocona działką prochów wspólniczka groźnego
            gangstera (Sonia Braga) dobiera się do siedzącego na krześle,
            związanego Pulovskiego (Clint). Zdjąwszy bieliznę, siada mu na
            kolanach i rozpina koszulę /za chwile dłoń jej powędruje niżej/ , w
            ręku ma żyletkę, czy jakieś małe ostrze, przekłada je między placami
            tuż przed oczami Clinta i mówi zalotnie (czy raczej złowrogo), że ma
            zwyczaj odcinać i wyrzucać wszystko, co nie działa :). Clint
            zachowuje spokój i zimą krew, jest twardy... Przestępczyni jest
            więc usatysfakcjonowana.... Cięcie ( oczywiscie montażysty i
            reżysera, czyli następna scena).
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 17.07.09, 15:29
      Co na tudej ? :)

      Jedynka - nic.
      Dwójka - Do the right things Spike'a Lee, z czystym sumieniem
      mogę polecić : klasyczne dla kina Spike'a zdjęcia, klimat wielokulturowego Brooklynu, postaci, wartościowe obserwacje
      socjologiczne w pozornie lekkiej formie, sporo niezłej muzyki.

      TVN - Kontakt.
      Jodie Foster jako dzielna, osamotniona, energiczna kobieta zmagająca
      się z zagrożeniem ze strony czegoś brzydkiego z zewnątrz zawsze jest warta oglądania i podziwiania.
      W KOntakcie nie jest w swoim emploi i to widać aż zanadto.
      Nie kupił mnie ten film, razem ze swoją przegiętą stroną wizualną na czele. Nic gorszego nie ma niż reżyser, któremu się zdaje, że jest
      wielkim magiem, a takim jest Zemeckis, który kręcił same filmy klasy B, stylizując je na jakąś wielką refleksję o świecie.

      POlsat - Piknik pod wiszącą skałą. Na pewno warto, bo jak chodzi o konstrukcję, zdjęcia i w ogóle styl, to jest rzecz nie do przegapienia.
      Kto lubi lubi kino wysmakowane, poetyckie, skupione na formie, takie dzisiaj trochę już zapomniane - to wybierze właśnie Piknik. Jak ktoś lubi pulsujący rytm, dużo inteligentnej treści, nowoczesnośc w każdym calu, a do tego straight from Broooklyn - bierze Spike'a. Howgh.

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 17.07.09, 16:53
        Tak, "Piknik pod wiszącą skałą" to niesmowity film, na zawsze
        pozostaje w pamięci.
        Ale jeśli dotrwam dziś do odpowiedniej godziny /23.20/ to wybiorę
        zaangażowane kino Spike Leei klimaty "straight from Broooklyn".
        Ufff jak gorąco.
        :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 14:37
            Powiem więcej - " Do..." jest samo w sobie gorącą rzeczą.
            Po 3 czy 4, a może nawet i 5 latach, od pierwszego obejrzenia
            zrobił na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż wtedy.
            Aczkolwiek, nadal, mając 10 wyborów, 10 razy wybieram Mo'Better
            Blues, może z racji tego, że widziałem go jeszcze dawniej i
            zostały mi w pamięci tylko cios trąbką w usta, który niszczy
            karierę Bleeka; przejmująca scena, kiedy złamany i zdegradowany po
            tej kontuzji, siedzi w pokoju pośród porozrzucanych płyt, a potem próbuje wrócić do gry, występuje w klubie prowadzonym przez byłego kolegę z zespołu (Wesley go zagrał), z którym się poróżnił o pieniądze,
            dziewczynę (spotykał się z dwiema) i menadżera (uroczo nieudolnego, w roli którego, oczywiście sam Spike wystąpił) jeszcze
            w trakcie kiedy tworzyli zespół - kompletnie mu ten powrót nie
            wychodzi, gra z ogromnym wysiłkiem, ale po prostu już nie jest w stanie wydobyć z trąbki odpowiedniego tonu, publiczność słucha tych usiłowań skrępowana, a kiedy Wesley włącza się z pomocą - czysto, lekko, bez wysiłku, Bleek przerywa i pospiesznie wychodzi nie zabrawszy nawet płaszcza, a NYC akurat w deszczu tonie. Tyle, że z reszty nie pamiętam
            prawie nic... Mogliby, kuźwa, dać kiedyś.

            Dziś to chyba wygrywa Frantic, 21:10, TVN. Tu i tam panuje opinia, że to druga liga w dorobku Polańskiego, ale druga liga Polańskiego, to i tak wyższy poziom niż pierwsza liga gros innych reżyserów :)
            • barbasia1 Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 15:40
              grek.grek napisał:

              > Powiem więcej - " Do..." jest samo w sobie gorącą rzeczą.

              Świetnie się oglądało ten film. Bardzo ciekawie (i z humorem :)
              pokazaał Spike Lee środowisko Aforoamerykanów z Brooklinskiej
              dzielnicy , ich mentalność, relacje z innymi nacjami .
              To naprawdę interesujacy film.
              /ale niestety nie wytrwałam do końca, więc liczę na jakąś powtórkę w
              TV o lepszej porze ... I "Mo'Better Blues" też bym chętnie
              zobaczyła. /

              A tak na marginesie Spike Lee nakręcił film dokumnetalny o Michaelu
              Jacksonie - HIStory on Film (1997)


              > Dziś to chyba wygrywa Frantic, 21:10, TVN. Tu i tam panuje opinia,
              że to druga liga w dorobku Polańskiego, ale druga liga Polańskiego,
              to i tak wyższy poziom niż pierwsza liga gros innych reżyserów :)

              Co prawda, to prawda. :)
              • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 15:56
                Nie widziałaś końcowej demolki w "Do the right things ?
                Przez 90 % filmu jest z humorem, mimo że najzupełniej
                poważnie i o waznych rzeczach, ale finisz iście hardkorowy.

                Jutro Ci dopowiem, co i jak, jeśli chcesz... no chyba, że mnie ktoś ubiegnie :)
                • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 16:06
                  grek.grek napisał:

                  > Nie widziałaś końcowej demolki w "Do the right things ?
                  Niestety nie!

                  > Przez 90 % filmu jest z humorem, mimo że najzupełniej
                  > poważnie i o waznych rzeczach, ale finisz iście hardkorowy.
                  > Jutro Ci dopowiem, co i jak, jeśli chcesz... :)

                  Oczywiście! :)))







                  • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 12:24
                    Więc - wieczór nadszedł, już miał Sal zamykać pizzerię, kiedy zaczęli pukać i stukać do niej ci naastolatkowie, co to burmistrza atakowali za to, że śmieć z niego, odkręcali hydrant polewając wodą nadętego Włocha itd. Przyszli jeszcze coś zjeść. Sal, mimo że mu synowie (a'propos - jak Ci się podobał John Turturro jako rasista, którego ulubiony muzyk to Prince ? :)} ich wpuścił, a tak, z sentymentu, nazwijmy to. Na własne nieszczęście.
                    Zaraz po nich przylazł ten okularnik z tragicznym afro na głowie, żeby
                    znów robić zamęt o to, że na ścianie nie wiszą fotografie czarnych,a tylko białych Włochów. Razem z nim się przywlókł Radio Rahim, ten duży, czarny, z wielkim radyjem nakręconym na full, któremu Sal kazał wyłączyć radio w sklepie, czym go do siebie uprzedził.
                    I dawaj się rzucać, razem z tym radiem wrzeszczącym na pełny regulator.
                    W końcu Sal, po próbach nawiązania kontaktu i przekrzyczenia drącego się pudła, dostał nerwicy i rozwalił radio na kawałki bejsbolem.
                    No i tutaj duży Rahim nie zdzierżył. Rzucił się na niego, reszta czarnych rzuciła się na jego synów i zaczeło się wielkie mordobicie
                    i demolowanie lokalu. Ktoś wezwał policję. Jeden z gliniarzy mocniej
                    przydusił pałką Rahima i się okazało, że go... udusił. No i tutaj już
                    czarni dostali palmy. Gliniarzom się udało jakoś wycofać i odjechać, a cały gniew się skupił na "obcych" : na Koreańczykach - ale tych ostatecznie osczędzono i na Salu i jego synach, którzy przecież winni całemu zajściu nie byli - tutaj już tłum chciał linczować całą trójkę. Wkroczył stary burmistrz i posiłkując się sędziwym wiekiem i resztką autorytetu jakoś ich wyprowadził poza tłum czarnych, którzy z braku laku zaczęli jarać i grabić samą pizzerię. Sygnał do ataku dał nie kto inny jak Mookie-Spike, któremu Sal nie chciał wypłacić tygodniówki przed terminem - wziął kosz na śmieci, rozbił nim głowne okno, a potem to już poszŁo :) Symboliczna scena - rozwalony, płonący tu i tam, zdemolowany doszczętnie lokal, a jąkała Smile wiesza na ścianie z której pospadały pięknie oprawione fotografie Ala Pacino, Sophii Loren i innych, zdjęcie Martina Lutera Kinga i Malcolma X - czyli tych, którzy optowali za dialogiem (MLK), ew. samoobroną (Malcolm),a nie za incjatywną demolką, że tak powiem (cytaty z ich wystąpień zamykają film).
                    Następnego dnia świtem Mookie-Spike przychodzi do siedzącego przed zjaranym lokalem Sala po zaległą wypłatę. Dostaje ją, a właściwie
                    Sal go nią demonstracyjnie obrzuca, a nawet daje mu 2 razy więcej,
                    ironicznie wykrzykując, ze czyni go bogatym człowiekiem.
                    A potem wstaje nowy, upalny dzień, ulica znów tętni życiem, didżej zza szyby życzy dobrego dnia, i tylko zadaje retoryczne pytania "ludzie, zastanówcie się, jak my tu mamy razem żyć ?..".
                    • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 12:59
                      grek.grek napisał:

                      Dzięki Grek.greku! :)

                      Rzeczywiście zakończenie smętne, by nie rzec tragiczne,
                      choć wydaje się, że Spike Lee jest tu optymistą i widzi szansę
                      zmian na lepsze, oczywiście pod warunkiewm, że Afroamerykanom, (czy
                      w ogóle ludziom różnych nacji) będzie zależało na prawdziwie zgodnej
                      koegzystencji, że jakieś kroki w tym kierunku podejmą ...

                      (a'propos - jak Ci się podobał John Turturro jako rasista, którego
                      ulubiony muzyk to Prince ? :)}
                      - a ulubiony koszykarz to czarnoskóry - (o ile dobrze pamiętam )
                      Magic Johnson? :)
                      Bardzo mi się podobał Sal i jego niezbyt rozgarnięci synowie.
                        • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 13:41
                          Magic :)

                          Ale mnie rozbrajali ci trzej spod parasola i ich teksty.
                          Przychodzi do nich ten od bojkotowania pizzeri za niedobre fotki
                          na ścianie, a oni do niego "a idź sobie bojkotuj fryzera, który tak
                          ci spartolił fryzurę" :))

                          I menel eks-burmistrz i jego staroświeckie zaloty do starszej Murzynki z okna.
                          Jedyny człowiek, który w tym całym towarzystwie zachowował klasę, pod wg szarmu i kultury jakby wyjęty z zupełnie innej epoki.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 16:01
                Fakt. Najpierw mu chyba łapę pogruchotali w ramach zachęty do spłaty, łaził z takim wielkim białym opatrunkiem, a potem kiedy dostawał słuszne lanie na zapleczu klubu za owe niespłacone rachunki próbował się wtrącić Bleek i wtedy dostał w zęby trąbką; cholera, zaraz wyjdzie
                na to, że jednak coś pamiętam, mimo że nie pamiętam nic ;)