Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac (cz.3)

06.09.09, 20:23
bo w 2 juz ciezko sie poruszac ( ponad 600 stron).

Ja tam dzis nie mam dylematow ( z malym wyjatkiem):
21.00 - Medium na Pulsie
22.00 - Kosci na Polsacie
23.00 - Szesc stopni oddalenia na Tvp1
23.45 - Seks w wielkim miescie na Tvn
Cholera, tylko czemu to wszystko tak pozno?
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) /wreszcie! :)/ 07.09.09, 12:13
      Nowy sezon czas zacząć – powracają o stałej porze:
      „Tomasz Lis na Żywo” i nasi ulubieńcy ;) z „Teraz My”, wraca Szymon
      Majewski Show z całą menażerią i licznymi nowościami.

      Powraca Teatr Telewizji (po „Kulisach II wojny światowej”, które
      dziś wcześniej, bo o 20.20) , z premierowym przedstawieniem - sztuką
      Andrzeja Strzeleckiego - „Warszawa – Teatr i opera”. /godz. 21.30 /

      /za gazeta.pl./tv/
      „Noc z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku. Stołeczna policja ściga
      Stacha (Przemysław Sadowski). Zbiegły z więzienia przestępca ukrywa
      się w garderobie giwazdy rewii, pięknej szansonistki Zofii (Wiktoria
      Gorodeckaja). Stach podsłuchuje rozmowę artystki i jej kochanka -
      ministra (Piotr Machalica). Udaje się do garsoniery, w której para
      zwykła się spotykać. Tuż po nim zjawia się zazdrosna żona ministra,
      Nina (Beata Ścibakówna). Ulega fascynacji bandytą.”
          • limonka-2 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 22:08
            maniaczytania napisała:

            > Ja na dzis nic nie wypatrzylam :(

            Jeśli nie wstajesz bardzo rano to polecam na Ale Kino krótkometrażowy
            "Melodramat" o 0.55 z główną rolą Alana Andersza czyli Patryka z "39
            i pół" i towarzyszącą mu Agnieszką Krukówną, nie jest to amatorska
            rola, naprawdę nie
              • limonka-2 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 08.09.09, 22:53
                maniaczytania napisała:

                > zachecilas mnie, ale po pierwsze nie mam Ale kino, a po drugie
                pora :
                > ( Ale nie slyszalam nigdy o tym filmie - mozesz cos wiecej napisac?

                Okazało się, że film był na kino Polska, coś gdzieś źle
                przeczytałam. To etiuda studencka o nastolatku i dużo nie brakowało,
                żeby film powtórzył sukces "Męskiej sprawy" Fabickiego, ale w
                przypadku "Melodramatu" skończyło się "tylko" na nominacji do
                studenckiego Oscara. Przyznam, że nasi reżyserzy mają nosa do
                wyszukiwania zdolnych dzieciaków, było trochę filmów z niezłymi
                rolami i podobnie jest w Melodramacie. Niemało studenckich filmów
                jest przekombinowanych, ale jest też sporo wartych obejrzenia, grają
                w nich profesjonalni aktorzy, szkoda, że telewizja rzadko je
                pokazuje
    • barbasia1 Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 08.09.09, 13:33
      Dziś o stałej porze (o 22.30 ) nowy sezon rozpoczyna Kuba
      Wojewódzki.

      Mam nadzieję, ze w nowym sezonie, zgodnie z szumnymi zapowiedziami i
      dowcionymi nad wyraz reklamówkami nasz szczególnie ulubiony
      intelektualny prowokator Kuba Wojewódzki spowduje, że obudzą się w
      nas znacznie głębsze niż ta - że Monika Mrozowska w aparacie
      ortodoncyjnym wygląda jak młodsza siostra Julii Roberts :) –
      refleksje. :)
      /Tak mu dopomóż Panie! ;)/

      Na Dwójce ciekawy film z Helen Mirren - „Rzymska wiosna pani Stone”
      (2003), ale niestety późno, bo o 23.20 – ech, spodobała się władzom
      TV ta późna pora emisji lepszych filmów.
      • maniaczytania Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 08.09.09, 23:18
        Dzis bylo tez "W pogoni za szczesciem", nie ogladalam, i najpierw
        nawet chcialam, ale w koncu doszlam do wniosku, ze to nie na moje
        nerwy dzis.
        Wybralam "Wyspe Harpera" - ciekawie sie zapowiada, a potem zostalam
        w kregu tajemnic i obejrzalam "Tajemnice przeszlosci" z Julie Delpy.
        • barbasia1 Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 14:33
          maniaczytania napisała:
          > Wybralam "Wyspe Harpera" - ciekawie sie zapowiada, a potem
          zostalam w kregu tajemnic i obejrzalam "Tajemnice przeszlosci" z
          Julie Delpy.

          Wrażenia z filmu, wszelkie spostrzeżenia, komentarze itp.itd zawsze
          są mile widziane/ czytane! :)
          • maniaczytania Tajemnica przeszlosci 10.09.09, 20:19
            no to probuje, prosze o wyrozumialosc :)

            Malzenstwo (zone gra Julie Delpy) z dwoma coreczkami przeprowadza
            sie do Nowej Anglii do malego miasteczka/wioski? po tragedii, jaka
            byla smierc w wypadku ich najmlodszej coreczki. Maz w nowym miejscu
            w porozumieniu z pewna lokalna bizneslumen ma zamiar wybudowac
            wiatraki czy inne takie ekologiczne pradownie. Mieszkancy troche sie
            sprzeciwiaja, ale to raczej taki poboczny watek.
            Watek glowny - dom, ktory kupili ( od bizneslumen i jej brata -
            odludka i ponuraka), to dom z XVIII wieku, bardzo stary wiejski dom
            z zabudowaniami w postaci stodol, stajni itp. Na poczatku wszystko
            jest ok, dziwnie zaczyna sie dziac, kiedy przychodza sasiedzi
            przywitac sie z nimi i dziwnie reaguja na informacje, ze jedna
            (mlodsza) coreczka Julie Delpy ma na imie Lucy, potem Delpy zaczepia
            jakas starsza kobieta w miasteczku i straszy ja, ze musza sie
            wyprowadzic, jesli nie chce stracic corki. No i sie zaczyna :)
            Delpy w nocy slyszy krzyki, ktos wola Lucy, przez okno w pobliskim
            lasku widzi dziwnie ubrana kobiete. Rownolegle pokazane jest, ze
            zarowno sasiedzi, jak i odludek tez to slysza i miedzy soba
            rozmawiaja, ze "ona" wrocila.
            Julie Delpy probuje dowiedziec sie czegos wiecej i dowiaduje sie - w
            ich domu mieszkala kiedys pewna spokojna rodzina, ktora miala dwie
            coreczki - jedna miala na imie Lucy. Bylo to w XVIII w. wlasnie.
            Pewnego dnia ta Lucy zaginela i nigdy sie nie znalazla. Duch jej
            matki szuka jej co jakis czas, a poniewaz teraz familia Delpy zajela
            dom, no to zaczela ich straszyc.
            Teraz powoli juz skroce i przejde do meritum - mala Lucy spotka
            swoja imienniczke sprzed stuleci, ta doprowadzi ja do pewnych
            dokumentow, ktore wpadna w rece Delpy. Te dokumenty to list przodka
            odludka i bizneslumen (odludek zreszta tez jest sasiadem naszej
            rodzinki- to zreszta istotna informacja) do przodkow drugich
            sasiadow ( tych od przywitania). W liscie tym przodek przyznawal sie
            do zabicia malej Lucy, tak po prostu ze zlosci i sasiedzkiej
            nienawisci o miedze, podaje tez, ze schowal jej zwloki w stajni i
            stajnie potem spalil, po czym zagarnal ziemie sasiadow, ktorzy po
            stracie corki chyba wyjechali ( jakos przegapilam :( )
            Niestety list ten nigdy do adresatow nie trafil, a pani bizneslumen
            po dzis dzien go przechowywala w tajemnicy wielkiej i bezprawnie
            dysponowala ziemia i domem, ktory sprzedala rodzinie Delpy.
            Caly czas pokazywane jest niebo noca, a wlasciwie glownie ksiezyc,
            ktory zdaza do pelni nasilajac paranormalne zjawiska. No i jak do
            tej pelni dochodzi, to Julie budzi sie w nocy i zauwaza, ze Lucy nie
            ma w domu - poszla odszukac tamta Lucy sprzed lat. Akcja
            poszukiwawcza sie rozpoczyna, rodzice biegaja po ciemnym lesie, mala
            Lucy zdaza do gruzow po starej spalonej stajni i tam niestety
            spotyka ja to samo, co tamta Lucy - zostaje uderzona kamieniem
            przez - tadam - bizneslumen , i wrzucona do takiego jakby
            pomieszczenia, gdzie leza kosci Lucy z XVIII w. Potem bizneslumen
            zamurowuje pomieszczenie i chce sie udac na ucieczke, ale niestety
            dokonuje zywota z rak/czy czego tam innego ducha - matki tamtej Lucy.
            Rodzice w koncu znajduja miejsce po stajni, odkopuja swoja
            coreczke, ktora jest zywa, choc nieprzytomna. Film konczy sie scena,
            jak Lucy z mam ida na cmentarz polozyc kwiaty na grobie tamtej Lucy
            i jej matki, ktore dopeiro teraz zostaly zlaczone.
            Troche banal i bardzo przewidywalne wszystko bylo, ale dwa wielkie
            plusy to po pierwsze Julie Delpy, ktora swietna aktorka jest, a
            drugi to scena jak pewnej nocy srebrzysty duch matki przychodzi po
            Lucy, a Julie ja ratuje - uch, mialam ciarki na plecach :)
      • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 12:36
        A ja obejrzałem ten film :)

        Starsza już nieco (aczkolwiek atrakcyjna) aktorka, ma poczucie owego starzenia się, coraz mniej ją bawi granie, więc wybiera się z mężem do
        Rzymu. Podczas lotu stary ma zawał, więc na miejsce dociera sama, tam spotyka eks-artystokratkę, która utrzymuje się z nakręcanie znajomości bogatych dojrzałych kobiet z młodymi włoskimi lowelasami, rzecz jasna -
        gołodupcami, którzy je adorują, bywają z nimi w towarzystwie, służa do
        spędzania przyjemnego spędzania czasu, a w którymś momencie swoją panią
        proszą o potrzebną na ważki cel (a to choroba w rodzinie, a to przyjaciel w potrzebie, a to coś tam innego) "pożyczkę" znacznej kwoty pieniędzy, którymi się chłopina dzieli ze stręczycielką.

        W ten sposób aktorka poznaje niejakiego Paola, podobno hrabiego, ale chyba z rodziny, co wyprzedała wszystkie rodowe srebra, skoro się musi
        parać taką profesją.
        I Paolo wydaje się być nieco inny niż jego poprzednicy-dorobkiewicze. Oczywiście, chłopaczyna jedzie na pasku pani stręczycielki, która pogania go, żeby zaczął dębić kasę z aktorki. Ale Paolo nie jest tamki szybki bill, może nawet trochę lubi swoją wkrótce-krowę-dojną i oczarowuje ją - a to zabiera do prostej restauracji na wolnym powietrzy, gdzie bawi się włoski plebs, a to tu, a to tam, i nie pcha się jej do łózka co najważniejsze.
        I już się zdaje aktorce, że Paolo jest inny, kiedy ją zniecierpliwona Paola taktyką stręczycielka zaczyna grać przeciw niemu - uprzedza aktorkę, z jakim tekstem on wyjedzie, żeby kasę jednak od niej wyciągnąć (aktorka oczywiście nie wie, że tamci dwoje są w spółce z o.o :}, i w ogole,że to jest prózniak i cwaniaczek.
        I faktycznie, Paolo robi dokładnie tak jak aktorka została uprzedzona, ale ona, ujęta jego urodą i jednak jakimś tam koślawym wdziękiem (a może i nie koślawym, ale jak facet na cały ekran sprzedaje maślane oczy i uśmiechy, to się czuję osobiście zagrożony i patrzę przez palce, więc oceniam pi razy oko), a do tego nękana ciągle tym poczuciem, że jej młodość, piękno i uwodzicielski czar minęły bezpowrotnie, kasy mu nie daje, ale za to wdaje się w namiętny z nim romans, w którym co 3 minuty jest gadka-szmatka, co 5 minut jest barłożenie, albo sugestia,że zaraz będzie, albo przed chwilą było, a co 7 ona znów nie może na siebie patrzeć, jaka jest stara, a on jaki młody, gładki i w ogóle jak d,pka niemowlaka. A co 6 minut stręczycielka żąda, zeby Paolo ją z kasy wydutkał. A Paolo zdaje się ma nadzieję nawet za małżeństwo z aktorką, prowadza się z nią, pokazują się. Dla niego, to szansa, dla niej - odmłodzenie się, próba uchwycenia ostatniej być moze okazji na przeżycie takiego romansu, przebywanie z tak urodziwym mężczyzną; aktorka na przemian łka za minionymi latami świetności, przeglądając zdjęcia z początków kariery, porównuje gładką skórę swojego lowelasa z własną, już zmęczoną cokolwiek, i na skutek niekorzystnego wyniku tego porównania wpada w płacz, nie chce wracać do aktorstwa, ale i zmienia fryzurę, ubiera się z dekoltami włącznie, w jakiejś mierze - kwitnie, a generalnie : tkwi w takim emocjonalnym szpagacie.

        W końcu coś musi pierdyknąć i pierdyka - do Paola docierać zaczyna, i z ust "życzliwych" (opiekunka-stręczycielka, nie mogąca się pogodzic, że tym, ze nie zarabia na chłopaku tak jak chciała i w ogóle że go traci jako narzędzie zarobkowania) i z reakcji przypadkowych (śmiejące się z dziewczyny w kafejce, patrzą na niego i aktorkę, w rękach mają gazetę z nimi na okładce - Paolo dostaje szału, sądząc,ze śmieją się z niego), ze jest komiczny. Jest utrzymankiem starszej pani, prostym bawidamkiem. I zaczyna być coraz mniej przyjemny, coraz bardziej opryskliwy, niekulturalny, bo dręczony przez frustrację, co ludzie o nim mówią "na mieście", a do tego w mieście pojawia się młoda aktoreczka ze Stanów i jego opiekunka namawia go, żeby się nią zainteresował.
        I tak się też dzieje. W finałowym akcie odbyć się ma przyjęcie - mają być jacyś baronowie, stręczycielka, aktoreczka i aktorka z Paolem. Ci ostatni się spóźniają i słyszą jak stręczycielka obrabia w towarzystwie d,pę pani aktorce opowiadając przy okazji jak tragicznie jest ona postrzegana w róznych kręgach w Rzymie. Potem Paolo przystawia się do młodej aktorki, starsza aktorka widząc do wzywa go na rozmowę, po której ostatecznie Paolo odchodzi, a aktorka wywala resztą towarzystwa na zbity pysk.

        Na koniec zaprasza do swojego pokoju jakiegoś łazęgę, co przez cały film się za nią pęta, śledzi ją i robi rózne gesty niekoniecznie przyzwoite - do tej pory się go bała, ale on się za nią szewendał wytrwale, a i w ostatnim momencie też siedział pod balkonem jej apartamentu. Rzuca mu z okna klucze w chustce - do bramy i do domu. On wchodzi, ona na niego czeka, obraz sie rozpływa, a potem jest jej twarz na poduszce chyba - i tu nie wiem : czy ona przypadkiem nie leżała martwa... UJęcie było szybkie, ja się na moment oderwałem wzrokiem, i tylko mi jej twarz mignęła, a zaraz potem końcowa lista płac - jesli ktoś oglądał, to moze mnie poprawi, skoryguje, czy jak to tam zwał :)

        Anne Bancroft jako cwana, chytra, a jednocześnie epatująca dziadostwem (m.in dramatycznie żałosna peruka, zwijanie do torebki ciastek ze stołu, po skończonym przyjęciu, w końcu - błaganie aktorki o pożyczkę pieniędzy, a kiedy ta jej oferuje 400 dolarów wybrzydzanie i narzekanie) stręczycielka, jak zawsze świetna w swojej manierze grania; Helen Mirren, jako dotknięta syndromem starzenia się aktorka - też wielka klasa, plus : niech mi ktoś pokaże drugą ~60-letnią aktorkę gotową biegać po planie nago, a do tego prezentującą się w tych scenach tak atrakcyjnie, Oliver Martinez vel Janiak jako Paolo... ładny :)
        Rzym - uroczy, ale akurat to niewielka sztuka takim go przedstawić, o ile ktoś nie ma wodogłowia. To miasto się samo filmuje.

        Wątek rozterek głównej bohaterki, jej, coraz dotkliwsza, świadomość przemijania, utraty dawnej urody, i próba rozpaczliwego, na przekór dumie i własnej godności (przecież Paolo chciał ją wycunglować z kasy, a ona nie dość, że go nie wysłała w cholerę, to jeszcze weszłą z daleko posuniętą zażyłość) dotknięcia tego, co było w niej samej, poprzez romans z pięknisiem włoskim, pełna zrozumienia, że obcowanie z pięknem jest dla niej jeszcze możliwe, pod warunkiem, ze zapłąci za nie własnym
        honorem i szacunkiem dla siebie samej - na pewno najciekawsza i najlepiej zagrana rzecz, glównie ze wg na talent i wiarygodność Helen Mirren.
        • barbasia1 Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 14:49
          grek.grek napisał:

          Tym razem nawet początku nie widziałam, więc ogromnie mnie cieszy
          Twój post filmowy! :)

          Ostatnio Helen Mirren widziałam w filmie "Dziewczyny z kalendarza",
          gdzie również odważyła się pokazać trochę nagiego ciała -
          rzeczywiście trzyma się wspaniale /obyśmy też tak wygladały w jej
          wieku! :)/.



          • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 15:02
            No to się cieszę i ja, tym bardziej, że napisałem jak kura pazurem, ścigając się z czasem, hehe, i w ogóle do kasacji - nie napisałem m.in, że cała ta aktorka wzięła się z Broadwayu, z Jueseja znaczy się, więc wątek Amerykanki w Rzymie też można dorzucić do całości.
              • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 10.09.09, 13:42
                hehe, i to jeszcze jak :)

                Wczoraj - Oszukać przeznaczenie na TVN.
                Ale gniot... Pierwsze 30 minut dośc ciekawe, jak na ten gatunek (horroro-cośtam) : samolotem lecieć ma sobie wycieczka szkolna z NY do Paryża (czy wszyscy Amerykanie z NY latają do Paryża tylko ? :)} - już w maszynie chłopak ma wizję, z której wynika, że samolot się rozleci po starcie. Dostaje ataku paniki, wyprowadzają go za ucho abarot na lotnisko i razem z nim kilka innych osób - samolot startuje bez nich i rzeczywiście eksploduje w powietrzu.

                I dalej jest już tylko szmira - zostaje ta grupka ocalonych, chłopak wizjoner dostaje łatkę oszołoma, można by z tego zrobić jakiś film o
                tym jak ten przypadek odmienił ich życie, na rozmaite sposoby. Ale reżyser wybrał najgłupszy wariant - że niby to,że się uratowali zaburzyło jakiś plan pani Śmierci i teraz Śmierć, jako jakaś dziwna moc, zaczyna ich ganiac, żeby zabić i wypełnić schemat jaki sobie nakreśliła.

                I zaczynają ginąć po kolei, cały czas próbując ten schemat rozwikłać, że niby chodzi o to, na jakich miejsach w samolocie siedzili i tym tropem idzie Śmierć wybierając kolejnośc ich utylizowania - jeden się dusi we własnej łazience, po tym jak się poślizgnął na posadzce, którą pani Śmierć natarła jakąs tajemniczą mazią wypływającą spomiędzy kafelków, dziewczynę zabija tir pędzący w mieście, na oko, 200/h, pani nauczycielka ginie zaatakowana przez własną mikrofalówkę, a potem eksploduje jej chałupa, następnemu głowę ucina kawałek metalu porwany i wzbudzony do działania przez pęd pociągu spod którego się wydostał. A do tego oszołoma o sprawstwo wszystkich tych czynów podejrzewa FBI.

                Na koniec zostaje trójka : oszołom, jego koleżanka-prawie/dziewczyna, plus adwersarz oszołoma, który go nie lubi, ale nie wiadomo za co, wiadomo,ze nie lubi przez cały film. I jest jazda do konca, w którym dziewczynę chce zabić gołymi rękami urwany kabel pod napięciem, a na końxcu, w tym Paryżu, atakuje ich wszystko po kolei : odrywające się neony, witryny sklepowe i cholera wie, co jeszcze.

                Zero logiki, zero sensu, zero gry aktorskiej, zero pomysłu, zero napięcia, zero wartości jakiejkolwiek. Generalnie - ZERO.

                A teraz reklamują głośno 4 część tego cyklu - biorąc pod uwagę, że w zjawisku sequelizacji regułą jest, że pierwsza częśc cyklu, oryginał, jest produkcją najlepszą, a reszta odcina kupony od niego - nie chcę sobie nawet wyobrażać jaki poziom musi prezentować trzecia dokrętka do
                tak marnego pierwowzoru.
                • barbasia1 "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 14:30
                  A wiadomo chociaż, czy ten kabel, neony i witryny, tak same z siebie
                  zaczęły atakować, czy ktoś nimi złośliwie sterował? :)


                  /Drugim miejscem po Paryżu, do którego namiętnie latają Amerykanie
                  jest Rzym (patrz wyżej), ewentulanie Wenecja./
                  • grek.grek Re: "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 14:42
                    Śmierć sterowała, bo sobie, świnia jedna, upatrzyła niewinnych nastolatków, co im się fuksem udało nie zginąć w katastrofie lotniczej, którą dla nich przygotowała ;)

                    Wiesz, ja nie mam nic przeciwko filmom z założenia niedorzecznym, można z ich pomocą nawet jakąś wartość i inspirację przemycić - wczoraj nie było nic w tym filmie - oprócz czystej głupoty. W nadmiarze.

                    Jeden jedyny, skromniutki plus, to wreszcie jakaś interesująca dziewczyna z Jueseja - Ali Larter :

                    www.filmdope.com/Gallery/ActorsL/34133-25219.gif

    • barbasia1 Londyńczycy 10.09.09, 15:16
      mokichanin napisał:

      > Chyba Londyńczycy...

      mokichanin napisał tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,100093749,Londynczycy_vs_House.html

      A właśnie dziś "Londyńczycy" i pierwszy odcinek nowej, drugiej
      serii ! o 20.20.
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 10:04
        Nie wiem, czy to do mnie, ale odpowiem za siebie. Nagrywarke mam, a
        akurat moje dylematy, co wybrac, nie dotycza tego, co wybrac, gdy
        leci o tej samej porze, a tego, co warto obejrzec, bo np. ktos juz
        ogladal i moze napisac, czy bylo fajne, czy lepiej czasu nie
        marnowac.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 11:28
      Kuźwa, dziś wiadomo co będzie królowało - najn/ilewen, czyli świętujemy i opłakujemy jedną z największym ściem wszechczasów.
      POlsat nawet za pomocą filmowego seansu o tym zajściu. Pytań jak zwykle nie usłyszymy. Będzie tylko szloch, murmurando patetyczne i miny spikerek, jakby to ich rodziny zginęły wtedy. I jedyna słuszna wersja, której kondycja jest już tak marna, ze wystarczy palcem popchnąć, żeby się przewróciła. Tylko wszyscy w okienkach palce trzymają w d,pach albo nosach, więc nie ma co liczyć na jakiś kontrowersyjny program.

      Poza jakimś Bunkurem SS w Pol-najenilewen-łi-rimemeber-sat i Świętym (słabym) w TVN - pustkę widzę ogromną :)



      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 14:40
        Ja wypatrzyłam komedię "Paszport do raju", lecz film ten wypada
        nagrać, bo zaczyna się dopiero o 0.25 (w Polsacie).


        "Współczesne Buenos Aires. 20-letni Ariel mieszka w zaniedbanej
        dzielnicy, w której stragany Koreańczyków sąsiadują ze sklepikami
        Włochów i Żydów. Jego matka sprzedaje damską bieliznę, brat handluje
        wszystkim, czym się da. Ich dziadkowie przyjechali z Polski przed II
        wojną światową. Ariel chciałby wrócić do ojczyzny przodków, co może
        mu ułatwić polski paszport dziadka. Niespodziewanie w jego życiu
        pojawia się ojciec, który wiele lat wcześniej wyjechał do Izraela.
        Chłopak musi teraz dokonać ważnych życiowych wyborów."


        http://tv.mediarun.pl/opis-programu/paszport-do-raju,id3495492166

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:18
          E tam, nic nie "wypada" ;)

          Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać; podejrzewam, że będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
          tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego tytułu
          za chińskiego boga nie pamiętam.

          Pragnę wszystkich przestrzec przed filmem Bunkier SS - trzymajcie się od
          tego tytułu z daleka.
          Jesli "28 dni później", to był rzadkiej klasy badziew, to dla Bunkra SS
          nie ma już kategorii.
          Zaczął się nieźle - grupka niemieckich żołnierzy uciekająca przed Amerykanami dociera to bunkra w lesie, gdzie siedzi już dwóch hitlerowców - starszawy i dzieciak. Jak już dochodzą do siebie i odpierają atak ściagającego ich oddziału aliantów, zaczynają się zastanawiać co dalej - dochodzą do wniosku,że najlepiej by było ruszyć przez podziemne korytarze biegnące do wyjścia za plecami nacierających
          wojsk i dać nura. Dziadek im zapodaje opowieść o starej historii sprzed wieków, kiedy w czasie zarazy w niedalekiej wsi wymordowano chorych
          i pochowano ich w grobie na którym stoi bunkier i że podobno nie wszyscy umarli. I ta nocna opowieść przy jarzeniówce jest najlepszym fragmentem tego zakalca. Potem jest już tylko bieganina, tuptanina, strzelanina, jakiś mglisty żołnierz-duch prześladujący dziadka, ogólny chaos, krzyki, wrzaski, cienie na ścianach, a na końcu zostaje dwóch : jeden z żołnierzy i dzieciak, potem tylko żołnierz, który ma jakąś projekcję, w której jedni Niemcy zabijają innych Niemców, coś do ziemi zakopuje, wbija kozik w ową ziemię i odchodzi patetycznym krokiem.

          Trzymajcie się z dala od telewizora, kiedy napotkacie ten tytuł na swojej szlachetnej ścieżce.
          Reżyser niby wiedział, że dobry horror polega nie na flakach, potworach, duchach straszących naiwnie, a na budowaniu specyficznej atmosfery, dzięki której widz boi się wyjśc do klozetu po zakończeniu seansu, a w trakcie wychodzi z tasakiem w garści i sercem w przełyku. Albo na odwrót.
          Tyle, że wiedzieć nie znaczy umieć, co w tym przypadku miało miejsce.

          Gra aktorska ? Jaka gra aktorska... Tak grać to by mogli pan Zenek spod monopola, co mi zawsze wstawia kit, że mu 2 złote potrzebne do wina za 30 zł i pani Ziuta, co już jej poduszka na oknie nie wystarcza i rozkłada kołdrę.
          Tak patrzyłem i liczyłem - ile by mnie kosztowało nakręcenie takiego filmu (bo przecież pomysł na lepszy scenariusz mam gotowy - idę pod pierwsze lepsze przedszkole, wyjmuję pierwszego lepszego dzieciaka, daję mu cukierka, papier i długoopis i on mi w 10 minut smaruje lepsze dialogi, lepszą konstrukcję fabularną i bardziej mrożace krew w żyłach sytuacje niż te, co się w tym filmie pojawiły). Wypożyczenie mundurów niemieckich żołnierzy na 3 godziny - raz, broń ze sklepu z zabawkami - dwa, dziesięć win marki Komandos jako gaże aktorów - trzy, bus (benzyna), zeby to całe towarzystwo zawieźć do lasu - cztery; kamera od łebka z sąsiędniej ulicy, na 3 godziny - pięć, jedenaste wino dla pana Franka z ławki parkowej, żeby mi zrobił satanistyczny podkład muzyczny z charapania i bełkotania - sześć, aspiryna dla reżysera, czyli dla mnie - siedem.
          I pi razy drzwi wychodzi jakieś 5 tysięcy vel tysiąc funtów. To z pewnością znacznie mniej niż kinematografia brytyjska przeznaczyła na
          dzieło pana reżysera Greena.
          Zareklamowałbym ten film jako polskie Blair Witch Project, wrzuciłbym parę tanich reklam w net, rozeszłoby się poczta pantoflową i za trzy miesiące bilety szłyby jak woda, a snobistyczni krytycy pisaliby o
          nowej fali wschodniego kina grozy i zachwycających kreacjach dzisieciu
          himilsbachów ;))

          Horror, pomijając jakieś Sierocince (głównie z tej przyczyny, że nie widziałem jeszcze) horror strasznie podupadł. Taka staroć jak Noc Żywych Trupów - 68 rok, jacyś zombie tandetni, komizm do entej potęgi - kiedy dorośli, zdrowi ludzie zamiast uciec swobodnym truchcikiem tym zombie, co się ruszają jak żółwie w smole, barykadują się w chałupie, i co chwila próbują dostać się do samochodu, żeby nim odjechać - żenada. Ale jaki ten film ma klimat, jaka jest atmosfera zagrożenia, jaki niepokój, siedzicie przed tiwi i macie niepokoja, jak to się skończy, a kończy się nieprzeciętnie, zapominacie o tych pokrakach, którym dałoby się zwiać biegnąc tyłem albo na czworakach nawet, albo na czworakach tyłem, a tutaj tyle zachodu się robi.
          Potem "Świt żywych trupów", niewiele ustępujący pierwzorowi.
          Przypomina się Dziecko Rosemary, inna półka niż NŻT, może nawet bardziej thriller niż horror, ale - jaka klasa, jakie napięcie, jakie narastania grozy, jaka duchota.
          Obcy, Coś, Lśnienie, Candyman, Duch, Amityville, pierwszy Halloween. Klasyka. Jedne bardziej ambitne, drugie ciut mniej, ale wszystkie wykreowały naprawdę szczególny nastrój, w który widz wkręca się po paru minutach. Nie liczy się nic poza tym i dlatego się do nich wraca - żeby się poczuć we własnej chawirze jak o dwunastej w nocy na cmentarzu.

          A ostatnie lata ? Jedyny głośny horror, to Sierociniec.

          Dominuje zaś, takie g,wno jak ten Bunkier właśnie, jak te filmy, co je swego czasu seriami TVN zasuwał w środowe wieczory, robiąc jakoby przegląd najstraszniejszych horrorów we współczesnym kinie. To już nawet dno nie jest.


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:36
            grek.grek napisał:

            > E tam, nic nie "wypada" ;)

            :)
            /to "wypada" to z troski o ludzkość, żeby była wyspana! :)/

            > Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać;
            podejrzewam, że będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
            > tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego
            tytułu za chińskiego boga nie pamiętam.

            Czy chodzi Ci może o film "Spadek", , gdzie głównego bohatera Petera
            Niemca, grał aktor "o urodzie Sławomira Sierakowskiego" :)?

            (O tym filmie było tu:)
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98015921,Re_Frantic.html
            Pociagają mnie opowieści o Buenos Aires, dzijące się w Buenos Aires
            (zdradzę Ci tu, że marzę o podróży do Buenos, aby poznać mego wujka
            i argentyńska familię! :) - serio - (to przedwojenni! emigranci
            poszukujący swej ziemi obiecanej, lepszego życia, którym chyba
            pmyliły się Ameryki, tak podejrzewam! :)
            Czekam (-y) więc cierpliwie bardzo na kilka słów o tym filmie!

            Teraz lecę rzucić okiem na pierwszy powakacyjny "Pegaz" ! (TVP1
            12.30) ...



              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 14:05
                grek.grek napisał:

                > Realizuj te marzenia, bo przedwojenni emigranci żyć nie będą
                wiecznie :)
                :)
                Ci właściwi emigranci już od dawna niestety nie żyją, to już jest
                drugie pokolenie (+ oczywiscie pewnie są i następne), w Argentynie
                urodzone, ale też mocno zaawansowane wiekiem!
                No właśnie, obym zdążyła, kiedyś! :)

                > W przyszłym tygodniu coś napiszę o "Paszporcie..."

                Świetnie! :)
          • jedzoslaw Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 15.09.09, 17:38
            > Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać; podejrzewam, ż
            > e będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
            > tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego tytułu
            > za chińskiego boga nie pamiętam.

            Pewnie chodzi Ci o "Spadek" z 2001 roku. Dobry film, obejrzałem go na Kulturze jakiś rok temu, bardziej z ciekawości, bo filmów latynoskich u nas zawsze było na receptę (pomijam telenowele).
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:52
        grek.grek napisał:

        >Pytań jak zwykle nie usłyszymy. Będzie tylko szloch, murmurando patetyczne i
        miny spikerek, jakby to ich rodziny zginęły wtedy. I jedyna słuszna wersja,
        której kondycja jest już tak marna, ze wystarczy palcem popchnąć, żeby się
        przewróciła.>

        A jednak znalazłam inną wersję (wiem, że nie o to Ci chodziło) niestety
        na kablówce (film box) - pt. "9.11" składający się z 11 etiud - każda odrębnie
        wyreżyserowana z innym spojrzeniem z poziomu różnych kultur, niekoniecznie
        politycznym, raczej zdarzeń luźno powiązanych z atakiem na WTC. Dotrwałam
        wprawdzie tylko do nr 6, bo ileż można? Ale nie żałuję, po poziom bardo dobry.
        Dodam, że wcześniej przymierzałam się do polsatowskiej wersji, ale nie dałam
        rady. Jakoś filmy o policjantach, czy strażakach nigdy mnie nie pociągały, poza
        tym nie przepadam za Nicolasem Cage (i nie nie pytajcie dlaczego?, bo nie
        wiem)
        . W "9.11" pokazano m.in. wersję głuchoniemej Francuzki, która nie
        świadoma tragedii nie widząc ekranu włączonego telewizora i nie widząc
        zaniepokojonego psa (śliczny) pisze dyrdymały do ukochanego, Chilijczyka
        porównującego wydarzenia z przewrotem w Chile też z 11 września, ale 1972 roku
        (krótkie, a mocne), chłopca w Burkina Faso chcącego zgarnąć nagrodę za złapanie
        Bin Ladena, którą chce przeznaczyć na leczenie matki (wzruszające), dzieci
        uchodźców afgańskich w szkole w Iranie (nieprawdopodobna bieda i zacofanie),
        przekombinowana z duchami - egipska. Zahaczono też o b. Jugosławię, ale np.
        wersji meksykańskiej nie zrozumiałam (szum i brak obrazu na ekranie
        przerywany widokiem spadających ciał z WTC
        ).
        • barbasia1 "9.11" 12.09.09, 13:15
          pepsic napisała:
          > A jednak znalazłam inną wersję (wiem, że nie o to Ci chodziło)
          niestety na kablówce (film box) - pt. "9.11" składający się z
          11 etiud - każda odrębnie wyreżyserowana z innym spojrzeniem z
          >poziomu różnych kultur, niekoniecznie politycznym, raczej zdarzeń
          luźno powiązanych z atakiem na WTC. [...]

          Brzmi bardzo interesująco! Warto zapamiętać ten tytuł i obejrzeć
          przy nadarzającej okazji, tak sobie myslę.

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:32
          Nie wiem, czy o tym samym czytałem... te 11 etiud kręciło jakichś 11 "znanych reżyserów", tak ?

          Pomysł, z tego co piszesz, ciekawy, ale mnie się 9/11 kojarzy już coraz mniej, albo już w ogóle, z szokiem wizualnym i mam taką jazdę, że w sumie wszystko co powstaje na ten temat, a nie jest masakrowaniem idiotycznej wersji oficjalnej, nie trafia do mnie za grzyba ;)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:45
            Tak, chodzi o ten film. Z obejrzanych 6 miniatur wyłowiłam nazwiska Lelouch i
            Loach. Wydaje mi się, że dla Europejczyka (jak to pięknie brzmi), to
            całkiem inne doznania i inna perspektywa. Wydarzenia te są raczej tłem. A jeśli
            chodzi o powielanie tych samych obrazów, to masz rację - jakkolwiek wydarzyła
            się wielka tragedia, to wczoraj naprawdę odczułam przesyt. I tylko
            pozazdrościć Amerykanom, że ilością filmów ( chociaż lepiej, aby poszli w
            jakość
            ) kultywują pamięć ofiar z 11/09, a u nas o Katyniu tylko 1 film
            (jaki, każdy widzi lub za chwilę się przekona) i to po 70 latach.
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:34
      No to maly przeglad tego, co mamy dzisiaj do wyboru:
      tvp1 - Katyn - jakby ktos jeszcze nie widzial
      tvp2 - Dochodzenie z Robertem De Niro, Jamesem Franco (on mnie sie
      ostatnio calkiem podobuje :) ) i Frances McDormand - prawdziwa
      historia policjanta (De Niro), ktorego ojciec zostal skazany za
      morderstwo, prowadzi sledztwo w sprawie zabojstwa - trop wskazuje na
      jego syna - moze byc ciekawie
      tvn - Dwa tygodnie na milosc - nie wiem, czy sie nie skusze, bo
      czesto w sobote wybieram "odmozdzacze" :)

      A poza tym od dzis dwa 'reality show' - czyli "Mam talent2 " i "Jak
      oni spiewaja 6" brr :(
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:42
        Katyń, to w ogóle cały dzień lata po Jedynce. Podbijają bęben jak się da.

        Mam pytanie - czy można oglądać Katyń w pozycji półleżącej, czy jednak do wyboru są tylko : klęczenie, leżenie krzyżem i postawa na baczność ? ;)

        Mam talent zmiecie Katyń z powierzchni, jak chodzi o oglądalność. Powinni dać go o 2 w nocy - widowni byłoby tyle samo, ale przynajmniej
        porażki dałoby się spektakularnej uniknąć, hehe.

        "Dochodzenie", chyba kiedyś było w Dwójce. Nie pamiętam. jakkolwiek, de Niro i Frances Mc Dormand, to jest taka para, że warto ich oglądać nawet gdyby mieli leżeć nieruchomo w zamkniętych trumnach.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:27
      Jak ktoś ma Ale Kino!, to polecam po raz n-ty nowozelandzki "Tylko instynkt" o
      23.20. Wcześniej nadają tam "Dogville" z Nicolle Kidman von Triera, który
      swojego czasu rekomendował greg. greg. Niestety to 3 godziny (!), więc nic nie
      obiecuję. Może wybiorę de Niro w "Dochodzeniu", bo o ile dobrze kojarzę
      widziałam fragment z bohaterem wzruszającym w roli dziadka :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 15:13
      Niebo, Tykwera - Jedynka, 1:25 :))

      Napisałbym, że warto obejrzeć, ale czy warto pisać, skoro film w porze dla batmanów ?

      Grunt, że "Zakochana Jedynka" o 21 zaprezentuje kolejne głębokie jak Rów Mariański dzieło melodramatyczne. W sam raz dostosowując się do poziomu TVNu i całej reszty.

      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 15:34
        To dzieło akurat miałam przyjemność oglądać, z tym że głowy nie dam, czy do
        końca, bo do wytrwałych nie należę. Zaczyna się trzęsieniem ziemi tj. przygodnym
        seksem na wysokości kilku tysięcy kilometrów, a potem jest już tylko gorzej. I
        słowo daję, nie wiem, co Demi Moore bądź, co bądź dojrzała kobieta widziała w
        Astonie Kutscherze.
        A dzisiaj górą Polsat 19.30 Polska - Francja siatkówka!
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 18:29
          Po siatkówce (na ostudzenie emocji przed snem) o 23.25 pani
          Grażynka w Kocham Kino opowie o 66 Festiwalu Filmowym w Wenecji.

          "Nieba" nie widziałam i oglądać dziś nie będę ... w ramach
          protestu! ;)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 12:33
            Ja będę. Z taśmy :) Dziabnę dwa słowa, jak sobie przypomnę, bo to już dobre 3-4 lata od pierwszej projekcji.

            Wczoraj, przed Niebem - Jestem.

            Nie szykowałem się na wiele, a tu... niespodzianka.
            Bardzo porządny film. Polski, oczywiście.

            Chłopiec, może z 10 lat, ucieka z bidula, gdzie co i rusz wpada z kimś
            w konflikt. Wraca do mieściny rodzinnej. Matka - pijaczka, a może tylko
            histeryczka, nie nadaje się do opiekowania nim - ma nowego gacha, więc mały nie chce im przeszkadzać.
            Pierwszą noc spędza w krzaczorach, a później znajduje sobie stary, zardzewiały kuter, czy coś takiego, nad jeziorem, gdzie robi sobie
            własny squat.
            Pierwsze żarcie kradnie, chleb i konserwę rybną, rozbijając kamieniem wystawę sklepową. Na drugie - zupę w jadłodajni, zarabia sam, zbierająć i sprzedając złom (dobra scena - jak dorosły zamawia zupę, a potem "prosi o rachunek", kiedy kelnerka powiada, że nie musi płacić unosi się honorem wali 2-złotówką o stół i wychodzi). Żyje jak normalny, legalny bezdomny, kryjąc się na tej łajbie, zbierając złom ciągając za sobą wózek z jakimiś blachami, rurami, puszkami i wszystkim co da się opchnąć, co jakiś czas musi dawać w długą przed bandą miejscowych łebków.
            Co jakiś czas widuje matkę - albo przypadkowo, albo z ukrycia obserwując dom (kapitalna scena, kiedy patrzy na jakąś imprezę, co się pod domem rozkręca, cyrk, harmider, i patrzy z jedną brwią uniesioną w górę w wyrazie ni to zdziwienia ni to politowania - mały powinien dostać jakąs nagrodę za ten jeden wyraz twarzy).
            Mały jest obrotny - buty rozklapciane se zaklei (taśmą samoprzylepną je okleja i z ukontentowaniem mówi "lakierki") wnętrze kutra se urządzi, łachy i siebie samego wyprać umie. I nie beczy, nie narzeka, nie marudzi. Robi swoje.

            I tak by sobie mały egzystował, gdyby nie dwie dziewczynki z domu stojącego obok jeziora i tej jego łajby.

            Jedna jest ładna, eteryczna i w ogóle marzenie wrażliwego 10-latka. I on się w niej zakochuje. Nie poznaje jej jednak. Widuje ją tylko przed okno.

            Kontakt nawiązuje z jej młodszą siostrą - takie jakieś małe coś, bez dwójek na przedzie, ale bystre w cholerę :) I ona zaczyna go odwiedzać - rodzice jej wyglądają na ustawionych, dom na zadbany, ale albo rodzice za dużo pracują, albo mała jest wyalienowana, bo przychodzi z puszką piwa przy dziobie, ewidetnie podpita i rozchichrana tępo, chce żeby ją pocałował, najlepiej w usta, ale od odmawia i dodatkowo zwraca uwagę, że śmierdzi od niej piwem, i że chlanie to kiepski zwyczaj, zwłaszcza u kobiet, i ona najpierw chyba się obraża lekko, ale piwo wlewać w siebie przestaje - i zaprzyjaźniają się. Ona go odwiedza, zostawia mu bułki z szynką, w reklamówce, nieopodal, on ryzykując, ze go banda łebków złapie (nawet mu się pakują do kutra, ale mały się kryje w tym czasie gdzie indziej i matołki g.wno znajdują), przychodzi jej pomachać podczas przerwy w szkole ; rozmawiają (przykład, "ona : kim będziesz jak dorośniesz ? on : będę poetą, ktoś mi kiedyś powiedział,że jak się zamyślę, to wyglądam jak poeta. A ty ? Ona : a ja zostanę starą panną", niezłe co ? :) - i wcale nie brzmi ten dialog jakby się dzieci z Klanu popisywały przed rozanielonymi rodzicami, te dzieciary naprawdę grają jak dorośli aktorzy). I w ogole lecą pytania iście egzystencjalne - co ja tu, kuźwa, robię.
            A mała ma finezję, że ho ho - pod nieobecność rodziców zaprasza go do domu, pozwala mu się wykąpać w ich łazience, a dom stroi dzyliardem zapalonych świeczek :) - w jakimś filmie to widziała, pewnie niejednym.
            Ich zażyłości z coraz większą dozą zazdrości przygląda się starsza, ładniejsza siostra.

            Mały próbuje wrócić do matki, ale zostaje przez nią odtrącony ostatecznie i próbuje się utopić. Próbuje, bo już w wodzie zmienia zdanie i jednak wypływa na powierzchnię.
            Mała go odwiedza, leżą sobie na koju i on zaczyna ryczeć - rozkleił się
            na koniec, że w ogole jest du.pny, nikt go nie kocha i w ogóle dno i pięc metrów mułu. Mała mu na to, że wcale tak nie jest, i tak dalej, koniec końcówe - postanawiają tym kutrem zwiać razem. Mają to zrobić następnego dnia.
            Rankiem jeszcze mały dostaje od małej bułkę, a w środku karteczkę i jest tam napisane "Ja Cię Koham" (bo on mówił, że go "nikt nie kocha") - dobre, nie ? to samo "h" w środku, świetny pomysł, od razu cała akcja traci jakikolwiek posmak pretensjonalności, o ile ktokolwiek chciałby sie go dopatrywac.

            Tutaj do akcji wkracza starsza siostra - dzwoni na policję, która przyjeżdza znienacka i zwija małego do suki. Mała nic o tym nie wie, bo w krytyczym momencie starsza siostra wsadza jej na uszy słuchawki z jakąś muzyką. Więc mała szaleje z tymi słuchawkami, tyłem do okna, za którym gliniarze pacyfikują dzieciaka.
            Szlus.

            W zasadzie można sobie dopowiedzieć, ze on jej nie zapomni i vice versa - jak go wypuszczą z domu dziecka, czy innego zakładu, do którego trafi, to ją znajdzie, a ona będzie czekała, i inne takie rzeczy. Na szczęscie nikt się nie pokusił o pstryk, "8 lat później" i jakieś spotkanie po latach. Film się kończy we właściwym momencie.

            Para dzieciaków zagrała klasowo. Fajnie, ze ich postacie nie były typowymi dziećmi z telenoweli, czyli ładnymi, całuśnymi i w ogole że tylko się ślinić na ich widok.
            Mały jest wcale nie mały, bo raz, ze jest dzielny i dumny, a dwa - dojrzalszy od wszystkich dorosłych, których spotyka na swojej drodze.
            I mimo, że wychowany w kiepskich warunkach, mimo że dom dziecka go niczego zapewne nie nauczył, a tylko sfrustrował - ma swój honor, swoją
            uczciwość, i, co najważniejsze, nie zgorzkniał i nie zaciął się doznając od tzw. świata samych przykrości i krzywd, przeciwnie - ten cały syf wyzwala w nim uczucia pozytywne, uwypukla je, a on przelewa je na tę małą. I najlepsze - nie jest ten mały jakimś synusiem, ,któremu chce się współczuć w sposób ckliwy i wzruszać jakby był ludzką wersją Lassie. Jego się po protu ogląda, widać ze jest zbyt dorosły, żeby mu współczuć jak dziecku. Nie wywołuje żadnych emocji tandetnych.

            On się próbuje znaleźć w tej rzeczywistośći wokół, która jest do kompletnie do d.py, pełna głupoty, marazmu, chamstwa i debilizmu zwykłego, w której on sam wyróznia się jak perła tkwiąca w kupie g,wna.

            Mała jest do niego podobna - dzieli ich pochodzenie, status materialny i inne farmazony, ale łączą doświadczenia - bo, umówmy się, jesli g,wniara chodzi nabombana, z puszką piwa w garści, to znaczy, że się nią nikt nie zajmuje, i nic jej od niego nie rózni, poza tym,że ona ma dom, szkołę i niby normalnych rodziców - i wrażliwość jednakowa, mimo że ukształtowana w róznych mikrokosmosach. I ona widzi, że jemu się podoba jej ładna siostra, ale zdobywa go swoim szczerbatym wyszczerzonym uroczym dziobem i po prostu przyjaźnią jaką mu okazuje, wsparciem na miarę swoich możliwości.

            Kamera nonstop za nim podąża, śledzi go podczas codziennej wędrówki za złomem, kiedy obserwuje jezioro, robi coś w tym swoim kutrze, je, patrzy, ogląda świat. A wszystko pod dźwięki bardzo dobrze trafionej muzyki - nie jakiegoś rzewne plumkania, ale na pewno nastrojowej, w ogóle muzyka w polskim kinie, to jeden z jego mocniejszych punktów. Dobre ujęcia - dłuższe, spokojne, nie zionące przypadkowością, żadnych wideoklipowych, czy innych tandetnych chwytów, chaosu, po prostu rzetelna robota, dzięki której można się z małym naprawdę zaprzyjaźnić, poobserwować go.

            Aktorzy - są jacyś dorośli (Jungowska jako matka, Wilczak, jako ojciec małej, Chabior jako eks-facet matki), ale małolaty biorą w posiadanie ekran i są świetni. Te ich rozmowy, ten naturalizm, i naprawdę nie ma tutaj przegięc, jakie można by nawet zrozumieć, nie ma karykatury, nie ma tzw. grania dziecięcego.
            Agnieszka Nagórzycka i Piotr Jagielski - warto zapamiętać, nawet jeśli już nigdy nic nie zagrają.
            Mała gfx.filmweb.pl/p/76/90/277690/129638.1.jpg
            Mały i.aeri.pl/p/18/18599/m.jpg

            Dorota Kędzierzawska napisała,
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 14:04
              grek.grek napisał:

              > Ja będę. Z taśmy :) Dziabnę dwa słowa, jak sobie przypomnę, bo to
              już dobre 3-4
              > lata od pierwszej projekcji.

              Grek.greku, co byśmy bez Ciebie zrobili! :)


              Znakomity film!
              Stanowczo zasługiwał na lepszą porę emisji, niż ta wczorajsza,
              (początek o godz. - 0.05!), tym bardziej, że, jak kiedyś czytałam,
              film ten bardzo doceniono, zdobył wiele nagród w Polsce i za granicą.


              Dzięki Ci za „Jestem” Doroty Kędzierzawskiej.
              Pięknie opowiedziałeś ten film.
              Jestem poruszona.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 14:36
                Maj pleżer :)

                Zdecydowanie zasługiwał, i zasługuje na powtórkę w lepszym czasie antenowym. Puszczanie go o północy było idiotyzmem kompletnym, ale
                TVP przekroczyła już dawną masę krytyczną w tym względzie.

                Od godziny 20 do 24 było 240 minut kompletnego szamba - reklamy, serialiki dla pań Pierdzikowych i filmik klasy D.

                I wyobraź sobie, że ci ludzie z TVP uważają, że w ten sposób tworzą konkurencję dla Tańca z gwiazdami, czy meczu siatkarskiego :)

                Albo po prostu uznali, ze Jestem będzie za trudny w odbiorze dla miłośników powyższego - że nie ma szybkiej akcji, ze sporo scen
                bez dialogów, że ujęcia niepospieszne, ze trzeba bohaterom zajrzeć w oczy, żeby wiedzieć co się z nimi, i w nich, dzieje, że nie ma telenowelowych dialogów informacyjnych i wyjaśniających etc. etc.

                A widzowie, co nie oglądają TzG, czy seriali polsatowych, a mecz mogliby sobie odpuścić, ale nie na rzecz bezczelnej zrzynki z estetyki TVN i POlsatu w Jedynce i Dwójce ? A niech czekają do północka, albo się smakiem obejdą.
                kłócą się rózni pajace o te media publiczne, a nie dostrzegają, w czym tkwi największy problem, albo jeden z dwóch największych - w żałosnej ramówce, spychającej wartościowe rzeczy w niebyt.
                Chyba za Wildsteina było z tym trochę lepiej, co nie oznacza, że choćby średnio dobrze, takie dwa na szynach.

                Gdyby nie te godziny emisji, to na pewno okazji do polemik, czy przeczytania większej ilości komentarzy, subiektywnych intepretacji, własnych wrażeń po takich filmach byłoby o wiele więcej. I tego też szkoda.

                P.S : chciałem napisać, ze D. Kędzierzawska "napisała, wyreżyserowała i zwycięzyła", ale mi to ścięło. To piszę teraz :)


                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 15.09.09, 16:46
                  grek.grek napisał:

                  Nic dodać, nic ująć!

                  Wiesz, nie mogę pojąć, nie mogę się nadziwić, że Telewizja Polska
                  ogólnodostępna nie jest w stanie choć raz w tygodniu (raz na 7 dni)
                  wygospodarować przyzwoitej pory na dobry, ciekawy film, polski
                  zagraniczny.
                  A to co zrobili teraz (a właściwie już od początku wakacji),
                  pspychając w Dwójce (w cyklu Kocham kino) i w Jedynce (Uczty i
                  Kolekcje kinomana) pory emisji filmów na jeszcze późniejsze godziny
                  (w okolicach północy) to po prostu zakrawa na kpinę.
                  Wcale się nie dziwię się, że ludziom przestaje zależeć na ratowaniu
                  telewizji publicznej (choć bez TV publicznej będzie jeszcze gorzej).


                  Dziś w TVP2 „Balzak i mała Chinka, (wg recenzji gazetowych -
                  świetny film), oczywiście o 23.25...


                  U Kuby Wojewódzkiego dziś bracia Golcowie mają się pojawić!?



                  PS do "Jestem"/
                  - wywiad z Dorotą Kędzierzawską /

                  www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=1358654

    • barbasia1 Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 14:13
      W TT o 21.30 kolejny spektakl premierowy pt. "Teorban"
      Zapowiada się bardzo interesująco -

      "Teorban" to kameralna refleksja na temat współczesności. Francuski
      dramaturg wykorzystał nowo-jorską tragedię, by pokazać rolę
      przypadku, bezradność pozornie panującego nad swoim życiem
      nowoczesnego człowieka wobec losu i przypomnieć, że w tle dramatów z
      telewizyjnych newsów kryją się ludzie z krwi i kości, na których
      miejscu mógłby znaleźć się każdy z nas."

      http://serwisy.gazeta.pl/tv/1,47080,7001677,Teorban____.html


      • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 14:50
        Teraz dopiero robi się ciekawie, bo w innym źródle opinia jest raczej niezbyt entuzjastyczna :) :

        www.polityka.pl/wtc-z-papieru/Lead55,959,301267,18/
        Ja bym ostrożnie polecił "8 mm" w Polsacie (22:05), które zdarzyło się obejrzeć daaaaaawno temu i w śnieżącej czeskiej Novej, co wcale nie przeszkodziło mi w stwierdzeniu, ze to niezłe kino. Pepsic pewnie nie obejrzy, bo w roli głównej Nicolas Cage :), ale nie jest tak znowu tragicznie. W roli wspierającej Joaquin Phoenix, a sama akcja mocna i wciągająca, zaś Cage naprawdę daje się oglądać w tym filmie i jest zdecydowanie mniej irytujący niż w tych wszystkich szmirach, co je bierze, zeby zarobić na wypasioną materialną egzystencję.



        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 15:39
          grek.grek napisał:
          > Teraz dopiero robi się ciekawie, bo w innym źródle opinia jest
          raczej niezbyt entuzjastyczna :)

          powiedziałabym nawet, że w tej opinii w ogóle nie ma entuzjazmu! -

          „Teorban” Petera Quiltera to sztuczka papierowa i schematyczna,
          traktująca wydarzenia z 09/11 pretekstowo. Szkoda, że reżyser Maria
          Zmarz-Koczanowicz nie zachowała nawet mikroskopijnych drobin
          dramatyzmu, które w niej istniały." - pisze pani z "Polityki"!

          To teraz mam dylemat, co wybrać, czy film czy jednak teatr!??
        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 15.09.09, 16:52
          Obejrzałam w koncu teatr, jutro napiszę słow kilka.

          "8 mm" - innym razem, o lepszej porze /widziałam tylko fragment -
          upiorne podziemie pornograficzne / Rzeczywiscie film wciąga, a Cage
          świetnie się spisuje (zresztą i tak lubię Cage'a nawet w tych nieco
          szmirowantych produkcjach :)
          • pepsic Re: Dziś Teatr Telewizji 15.09.09, 20:49
            A jednak "8 mm" obejrzałam, ale do wizyty u sióstr i przeglądu walizki, więc nie
            wiem, czy się liczy. Nie powiem, żebym zapałała miłością do pana Cage, ale nie
            bolało :))
            Bardzo proszę o wyjaśnienie, co stało się z poszukiwaną dziewczyną (nie musi
            być drastycznie
            ) oraz kim była starsza pani, która zleciła śledztwo?
            A propos TT - pani z Polityki skutecznie mnie zniechęciła i nie mogę
            stwierdzić, czy miała rację. Czekam zatem Barbasiu na Twoją opinię :)
            • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 16.09.09, 10:19
              Poszukiwana dziewczyna został zabita w filmie. A starsza pani była żoną tego czifa, co zamówił sobie (za milion dolców) nakręcenie filmu, zanim kojfnął - zrobili to, nakręcili ów film - Gandolfini, ten "artysta" Velvet, razem z oszołomem w masce.

              Wczoraj mało nie przegapiłem "Seksu, kłamstw i kaset video", prawie że... :)

              I jaka pora wspaniała - 1:15, tak późno, że w programie nasiane było maczkiem na samym dole, tam gdzie niemal wzrok nie sięga, a kapnąłem się tuż przed i nie powiem w jakich okolicznościach. TVP zawsze dba o swojego widza i darczyńcę.
              20 lat minęło, może "S, K i KV" to i staroć, ale za to jaka.

              Barbasiu, jutro streszczę Tobie, i tym co nie wymiotują czytając moje wypociny, "Paszport do raju".


              • barbasia1 "Balzac i Mała Chinka" 16.09.09, 16:53
                grek.grek napisał:

                > Barbasiu, jutro streszczę Tobie, i tym co nie wymiotują czytając
                moje wypociny, "Paszport do raju".

                Ech, Grek.greku, sądziłam, że już Cię dawno przekonałam/
                przekonaliśmy, że bardzo lubię/ lubimy Twoje opowieści! :)

                I czekam/-y na "Paszpot do raju"! :)

                Wczoraj mało nie przegapiłem "Seksu, kłamstw i kaset video", prawie
                że... :)
                > I jaka pora wspaniała - 1:15, tak późno, że w programie nasiane
                >było maczkiem na samym dole, tam gdzie niemal wzrok nie sięga, a
                kapnąłem się tuż przed

                >i nie powiem w jakich okolicznościach.

                w jakich? Powiedz! :)

                A uroczą małą Chinkę czytającą Balzaka (tuż przed „Seksem,
                kłamstwami ...”) udało Ci się obejrzeć? (czy aby owe tajemnicze
                (???) „okoliczności” nie przeszkodziły Ci czasem w oglądaniu? :)

                Mnie ten film bardzo wciągnął! (gdzieś tak do godziny 0.40 – resztę
                obejrzę na kasecie wideo, czy raczej na DVD).
                Ktoś jeszcze oglądał?
                To dwa słowa na zachętę powiem –

                Rzecz dzieje się w maleńkiej chińskiej wiosce, gdzie diabeł mówi
                dobranoc (a dokładniej gdzieś na pograniczu Chin i Tybetu), do
                której zostali zesłani do ciężkiej pracy (w ramach resocjalizacji i
                reedukacji) młodzi chłopcy (przyjaciele) ze złych, zepsutych (czyli
                inteligenckich, burżuazyjnych) rodzin. – akcja filmu dzieje się w
                latach 70-tych, za rządów Mao, w czasach rewolucji kulturalnej.

                Świetna jest tu zwłaszcza scena, kiedy wójt i chłopi ze wsi
                kontrolują bagaż nowo przybyłych, i znajdują książkę kucharską.
                Jednemu z chłopaków każą czytać na głos zaznaczony przepis (bo
                wszyscy we wsi są analfabetami), a jest to dość smakowity przepis na
                kurczaka z orzeszkami; Widać, że chłopi sa zainteresowani tym
                przepisem, coś komentują między sobą, ktoś nawet pyta o to czy
                można dodać jakieś inne orzeszki, jednak wójt jest zły, każe spalić
                książkę, bo jak mówi - "rewolucyjne żołądki nie będą karmione
                burżuazyjnym kurczakiem!"! :)
                Potem wójt wyciąga skrzypce – chłopi nie wiedzą co to, myślą głośno -
                „jakaś burżuazyjna zabaweczka” więc tez ją trzeba zniszczyć,
                chłopak tłumaczy, że to instrument muzyczny i że zaraz zagra na
                nim sonatę Mozarta. Wójt wioski jest jednak wciąż niezbyt
                przekonany do „niebezpiecznego” instrumentu, a jeszcze mniej do
                dziwnego utworu, co wyraźnie widać po minie, pyta wiec o jego tytuł.
                Chłopak, przeczuwając, że mogą stracić i skrzypce w swej bystrości
                mówi, że utwór zatytułwany jest ... „Mozart myśli o przewodniczącym
                Mao”, co ratuje instrument przed zniszczeniem. Bo jeśli to utwór na
                cześć Mao i Mao w tytule to oczywiście nie może być inaczej –
                instrument musi zostać ocalony! :)

                Chłopcy zaprzyjaźniają się z tytułową małą Chinką – śliczną
                Krawcówną (wnuczką miejscowego wędrownego krawca), są pod jej
                urokiem. A i ona darzy ich uczuciem.
                (a szczególne chyba przypada jej do gustu i serca jeden z chłopców,
                ten, który pięknie opowiada(!!! :) jej i mieszkańcom wioski filmy
                (a właściwie nie tylko filmy) obejrzane w kinie, znajdującym się w
                jakimś pobliskim miasteczku, gdzie chłopcy zostają wysłani przez
                wójta )
                Ponieważ śliczna Krawcówna jak wszyscy jest analfabetką chłopcy
                postanawiają nauczyć ją pisać i czytać, podzielić się swoja wiedzą,
                opowiedzieć o świece. Kiedy dowiadują się, że inny z zesłaniec-
                inteligent ma walizkę zakazanych książek –dzieł mistrzów
                europejskiej prozy – Balzaka, Dostojewskiego i innych, wykradają mu
                ją i od tej chwili w wielkiej konspiracji zaznajamiają dziewczynę z
                zakazanymi wówczas dziełami. ...
                Te dzieła będą miały wielki wpływ na dziewczynę ...

                I tyle ( bo resztę sama muszę obejrzeć)

                Naprawdę polecam!
                To uroczy, pełen humoru, ciepła, dowcipu film, o miłości, przyjaźni,
                o potędze literatury, która może zmienić życie człowieka, o Chinach
                w b. trudnych czasach rewolucji kulturalnej.
                O Chińczykach, którzy poddani ciężkiej presji rewolucji kulturalnej,
                cieżkiemu praniu mózgu, terrorowi na szczęście dla nich samych nie
                zatracili w sobie zwykłej ludzkiej ciekawości świata, ostrożnej , bo
                ostrożnej, ale jednak otwartości na nowinki, na inny świat!

                Historia opowiedziana jest z duzym wdziękiem, niebanalnie,
                bezpretensjonalnie, zajmująco. I jeszcze do tego świetnie zagrana
                przez głównych bohaterów i całą ekipę, w pięknych chińskich
                górzystych plenerach.

                Koniec

                    • barbasia1 Re: "Balzac i Mała Chinka" 17.09.09, 12:10

                      Właściwie to miałam wstrzymać się z pisaniem aż do obejrzenia
                      całości i zamierzałam tylko napisać jedno entuzjastyczne zdanie - o
                      chińskim opowiadaczu filmów w „Balzaku i małej Chince” , ale potem
                      do tego jedno zdania doszło jeszcze jedno i tak jakoś tekst sam się
                      rozrósł ...

                      Naprawdę warto obejrzeć oczywiście o dogodniejszej porze!


                      /Tego wójta wsi nazywano w filmie „naczelnikiem” , ten termin
                      odpowiedniejszy./
                      • barbasia1 Re: "Balzac i Mała Chinka" 17.09.09, 13:11
                        Dobrym wzorem Grek.greka linki do zdjęć z filmu tu wkleję:

                        balzac.i.mala.chinka.filmweb.pl/
                        A tam m.in.:

                        Ma gra na skrzypcach sonatę zatytułowaną (by ratować
                        skrzypce) "Mozart myśli/rozmyśla o przewodniczącym Mao"

                        http://film.onet.pl/F,9336,1,4,galeria.html


                        Luo czyta Balzaka:
                        film.onet.pl/F,9336,1,1,galeria.html
                        Zdjęcia ślicznej małej Chinki w pierwszym linku. Gra ją wschodzącą
                        gwiazdą chińskiego filmu - Zhou Xun.


                        barbasia1 napisała:

                        [To film]
                        ">Chińczykach, którzy poddani ciężkiej presji rewolucji
                        >kulturalnej, cieżkiemu praniu mózgu, terrorowi na szczęście dla
                        >nich samych nie zatracili w sobie zwykłej ludzkiej ciekawości
                        >świata, ostrożnej , bo ostrożnej, ale jednak otwartości na nowinki,
                        na inny świat!"

                        i na szczęście dla samych siebie nie przestali marzyć o lepszym
                        świecie! :)
            • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 16.09.09, 21:04
              pepsic napisała:
              > Nie powiem, żebym zapałała miłością do pana Cage, ale nie
              > bolało :))

              To już jakiś postęp!
              Może jak obejrzysz jeszcze kilka filmów z Nicolasem Cage to się do
              niego przekonasz? :)

              > A propos TT - pani z Polityki skutecznie mnie zniechęciła i nie
              mogę stwierdzić, czy miała rację. Czekam zatem Barbasiu na Twoją
              opinię :)

              Przepraszam Cię Pepsic za opóźnienia, jutro rano pojawi się obiecany
              post!
              • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 17.09.09, 12:13
                Nie oglądałem Chinki, i po tym, co napisałaś, w sumie zaczynam trochę żałować, podobnie jak koleżanka wyżej :)

                A'propos "Paszportu do raju".

                Jest sobie Buenos Aires. I mieszka tam Ariel. Jest Żydem i ma marzenia : chce zdobyć obywatelstwo polskie. Jego babka jest z pochodzenia Polką, dziadek był, z Warszawy uciekli do Argentyny podczas wojny. Ariel chce poznać samego siebie, znaleźć tożsamość; o Polsce niewiele wie (starając się o paszport mówi urzędasowi, ze "kocha polską sztukę", ale spytany o szczegóły potrafi jedynie powiedzieć, że "lubi POlańskiego, tego co miał kłopoty z dziewczyną", Wałęsą tytułuje "Lecz Walesa", no i wyraża dośc rutynowy podziw dla JP 2), ale coś go ku poznaniu swoich korzeni, dotarciu do swoich początków goni. On sam tego nie umie wyartkułować, mówi, że "od zawsze czuł się Polakiem", co możę znaczyć wszystko i nic.

                Jest Żydem, orajt, ale jego związek z judaizmem jest powierzchowny - nosi w synagdodze kipę, ogląda film video z obrzędu obrzezania, w którym wystąpił w głównej roli, ale kiedy studiuje wraz z rabinem akt rozwodowy swoich rodziców rozbrajająco jest niekumaty : kiedy rabin czyta ów dokument po hebrajsku Ariel prosi, żeby przeszedł na hiszpański, a kiedy rabin posługuje się żydowską miarą czasu, Ariel wtrąca "a jak to będzie licząc wg kalendarzem w Buenos ?". Nie jest zaangażowanym Żydem. Jest właściwie produktem swojego otoczenia, kultury rodziców, ale nie przynależy do tego całego interesu z własnej woli i nie czuje blusa, mówiąc krótko (w przeciwieństwie do matki, ona się świetnie znajduje w żydowskiej kulturze, tańczy w zespole i w ogóle nie ma tutaj żadnych modłów, nic takiego, przynależność albo zdystansowanie są ukazywane zupełnie inaczej niż zwykle). Z tego też zapewne wynika, po części, to zainteresowanie Polską.

                Matka Ariela (fertyczna babka po 50 ciągle zajadająca jakieś ciasto z miodem) prowadzi sklep z damską bielizną w galerii handlowej.Miejsce to specyficzne, takie multi kulti - Włosi mają salon piekności (ona) i naprawiają radia (on), Koreańczycy sklep z artykułami feng shui, brat Ariela ma swoje biuro - handluje zabawkami, są Latynosi oczywiście, i tylko jakiegoś Murzyna brakuje. Są ci ludzie od siebie bardzo rózni, wyrastają z rozmaitych zwyczajów, norm, rózne wyznają religie, róznie się zachowują, ale tworzą coś w rodzaju luźno pojętej familii. Są tutaj interesy, kontakty towarzyskie, luźne rozmowy, ot - codzienne życie. Najnowszą wiadomością jest, ze brat Ariela i jego kontrahent nie mogąc rozstrzygnąć sporu o walutę, w ktorej jeden drugiemu ma spłacić dług, decydują się na rozstrzygający go wyścig - wystawiają zawodników, którzy będą się ścigać na sto metrów z wózkami towarowymi wypełnionymi przepisowym cięzarem. Sędziować miał rabin, ale wyjeżdza na Florydę, więc będzie inny arbiter - przemieszczanie się, tu niemal każdy skądś przyjechał, albo dokądś jedzie : rabin, Ariel, babka Ariela, ojciec, para koreańska - przyjechali do Argentyny żeby się pobrać; we własnym kraju nie mogli ponieważ prawo zabraniało małżeństwa dwojga ludziom o pochodzeniu i imionach jakichś bożków ze świętego mitu - on był Koreańczykiem, ona Indyjką, jak ci bożkowie, i imiona też się zgadzały. Nie wiem o jaki mit chodzi, ale to niezwykła historia, naweet jeśli tylko papierowa. Co ciekawe, kiedy już przybyli do Argentyny, w kraju z którego uciekli zmieniono prawo, więc uciekli w zasadzie na darmo...
                Kolega Ariela ma dziadka z Litwy, szuka litewskich swoich korzeni, znajduje nawet dziewczynę z Litwy, co nie przeszkadza mu molestować Ariela o założenie kamery w damskiej przymierzalni w sklepie jego matki :)
                Mający sklep naprzeciw stoiska matki Ariela, niejaki Osvaldo właśnie splajtował, sprzedaje budę i pewnie też zaraz wyjedzie.

                Ariel pomaga matce prowadzić stoisko, umila sobie czas pokątnym romansem z atrakcyjną babką prowadzącą, razem ze swoim podstarzałym amantem, kafejkę internetową w tym samym pasażu. O przeszłości Ariela wiadomo tyle, ze rzucił studia na architekturze, niedawno rozstał się ze swoją dziewczyną, która teraz ma nowego chłopaka i jest w ciązy zresztą.

                Oprócz starania się o zostanie Polakiem, i planowanej podróży, Ariel ma jazdę na punkcie swojego ojca. Stary opuścił ich, zanim się Ariel urodził, jego matka była z nim wtedy w ciązy. Oficjalna wersja brzmi : ojciec pojechał na wojnę Jom Kippur 73 roku i został w Izraelu. Do dziś utrzymują kontakt telefoniczny - matka Ariela dzwoni do niego, a on do niej. Jedyne wspomnienie związane z ojcem, jakie udaje mu się wydębić od otoczenia, to jego atak gniewu, kiedy w pasażowym barze dostał kanapkę z nieświeżym majonezem i rozwalił słoik z tymże majonezem o ziemię.
                Ariel nie może mu darować, po częsci widzi tu związek jakiś między nimi - on też zamierza wyjechać, a jego eks-dziewczyna jest w ciązy.

                Matka poleca Arielowi obejrzenie filmu - z Loren i Mastroiannim, on wyjeżdza na wojnę, ona jedzie go szukać, znajduje, on nie wie, co powiedzieć, nie wie dlaczego nie wrócił. Zobacz - zrozumiesz. Jakoś jednak chłopakowi nie w głowie znajdowanie analogii i doszukiwanie się
                ukrytego przesłania.
                Wybiera się do rabina, który odczytuje mu akt rozwodowy jego rodziców - wynika z niego, że rozstali się przed 73 rokiem, a więc przed wojną, ergo - matka wstawiała mu kit.

                Nadchodzi dzień wyścigu. Na ulicy za galerią spotyka się ta cała familia pasażowa, jak na jakimś pikniku - ładnie ubrani, jakieś bębny, ciasta, gwar, rozmowy, po prostu biba. W którymś momencie Ariel dostrzega w tym tłumku faceta bez prawej ręki. POznaje go od razu - ojciec. Ucieka. Pędzi przed siebie, włóczy się, wraca dopiero wieczorem i wyrzuca matce, że go nie powiadomiła o jego przyjeździe, dopiero teraz dostrzega,ze ostatnimi dniami matka się stroiła, kupowała nowe sukienki, fryzowała. Ale i wychodziła z kolegą z tańców - panem Markosem, co Ariel odczytywał jako flirt, więć mu ani w głowie nie postało, że stary wraca.
                I oczywiście nie chce starego widzieć, mimo że matka go zachęca do spotkania, opowiadając mu historię sprzed lat, kiedy mały Ariel zabłądził na plaży, i przeszedł kawał drogi, jakby mu się piasek plaży podświadomie skojarzył z piaskami Izraela i jakby intuicyjnie szukał ojca.

                Nie pomaga nawet obejrzenie zalecanego przez matkę filmu, a może pomaga, moze wszystko Arielowi pomaga, ale stopniowo, dojrzeć do spotkania z ojcem...

                Na drugi dzień odwiedza Włocha, co naprawia radia. I ten mu opowiada historię o tym, jak kiedyś naprawiał tranzystor, przyszedł ojciec Ariela, i kiedy Włoch wrócił, nacisnął "play" i radio grało. "Ja teraz wyjdę, a za minutę ty naciśnij play" - powiada. I Ariel naciska. Na taśmie jest głos jego ojca, który przeprasza go za swoją nieobecność i takie tam. Wychodzi ze sklepu, u wejścia do pasażu czeka ojciec. Ariel idzie, mija go, ojciec się przyłącza, idą ramię w ramię w tłumie ludzi, Ariel przyspiesza, ojciec też, wygląda to jak spacer na czas, Ariel zaczyna biec, ojciec stara się dotrzymać mu kroku, Ariel sprintem, ojciec zostaje w tyle...
                Idzie do swojej babci, która dzieli się z nim wspomnieniami i śpiewa piosenkę, której przez całe lata nie mogła głośno zaśpiewać, bo jej męzowi, a dziadkowi Ariela, kojarzyła się z przejściami w gettcie warszawskim.

                I Ariel spotyka się z ojcem, w sklepie matki, wychodzi na jaw, że odszedł od nich, bo matka zdradziła go z panem Osvaldo. A teraz wrócił, a nawet więcej - odkupił budę od pana Osvaldo i zostaje. Nie ma więc Ariel powodu już do dąsów, a matce nie będzie pamiętał. Teraz wie, zna prawdę, wie żę ojciec nie opuścił JEGO. I to może najwazniejsze, co chciał wiedzieć, czy teraz wyjedzie do Polski ? Pytanie otwarte.
                Kilka słów o każdym z familii pasażowej, z których wynika, że to co było trwać będzie.
                W ostatniej scenie pogodzeni Ariel i ojciec idą "kupić (ojcu) nowe buty" przez ulicę ruchliwą, objęci za ramiona {błekh, jak melodramatycznie ;)}

                Ciepła, pouczająca historia. Bez wielkich ról, ale ze szczególnym nastrojem.

                • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 17.09.09, 12:26
                  Dla lepszej ilustracji, parę fotek :

                  Ariel i ojciec, bicie rekordu świata w szybkości spaceru :
                  www.monadas.net/avillaveces/images/AbrazoPartido.jpg
                  Markos, matka Ariela i nieodłączny miodownik - w drodze na wyścig :
                  img.blogdecine.com/2009/07/abrazo08.jpg
                  Brat Ariela i sam Ariel :
                  farm1.static.flickr.com/5/4651627_5535dbf67b.jpg
                  Matka Ariela w akcji :
                  img5.allocine.fr/acmedia/medias/nmedia/18/35/20/93/18375978.jpg
                  Wyścig trwa, a Ariel właśnie zobaczył ducha :
                  www.moviemachine.nl/images/movies/abrazo%20partido.jpg
                  Scena końcowa :
                  pics.filmaffinity.com/El_abrazo_partido-447917012-large.jpg





                  • barbasia1 "Paszport do raju" 17.09.09, 12:49
                    Toś już naprawdę zajęty, Grek.greku!

                    Ale to chyba dobrze...


                    Przeczytałam, obejrzałam - matka z miodownikiem :) nie wyświetla
                    się, ale jest na innym zdjęciu, więc udało mi się zapoznać ze
                    wszystkimi bohaterami!

                    Bardzo sympatyczna opowieść; Wiesz, byłam bardzo ciekawa, czy nasz
                    piękny kraj (tytułowy „raj na ziemi”! :) pojawi się w tym filmie, a
                    tu wychodzą same stereotypy o Polsce – same stereotypowe postaci -
                    Lech Wałęsa, JPII, Polański, co w sumie mnie nie dziwi, bo tak
                    rzeczywiście (b. ubogo)Polska prezentuje się w świecie, zwłaszcza
                    dalekim, jak słyszałam, czytałam.
                    Dziwić tylko może, że pośród tych znanych postaci, pośród
                    wielkich, dzielnych Polaków braci Kaczyńskich nie ma! ;)

                    Dzięki Ci bardzo za kolejną świetną opowieść, Grek.greku! :)
                    • grek.grek Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 13:28
                      Majpleżer. Miałem też "Niebo" naszkicować i zrobię to w najbliższym czasie, niech no tylko tych meczów będzie mniej ;)

                      Żeby było pełniej, to jeszcze może video z początkowymi kilkoma minutami filmu, taki rajd po tym pasażu handlowym i jego familii :

                      www.youtube.com/watch?v=bdIfg2lgonc
                      NO właśnie, te tytuł... bo Polska nie jest tutaj nazbyt mocno gloryfikowana, jest tylko w Arielu jakaś dążność intuicyjna, moim
                      zdaniem - jest on częscią tej multikulturowej mozaiki, jaką familia pasażowa symbolizuje, i brakuje mu czegoś indywidualnego, osobistego,
                      własnego. Judaizm, żydostwo - to nie zaspokaja jego pragnienia
                      posiadania tożsamości, korzeni, bo przecież matka jego matki jednak
                      pochodzi właśnie z Polski - tam jest jakiś dostrzegalny początek.


                      • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 14:20
                        grek.grek napisał:

                        > Miałem też "Niebo" naszkicować i zrobię to w najbliższym czasie,
                        niech no tylko tych meczów będzie mniej ;)

                        :))) Żadnych meczów w TV - apeluję do władz TV! :)

                        NO właśnie, te tytuł... bo Polska nie jest tutaj nazbyt mocno
                        gloryfikowana, jest tylko w Arielu jakaś dążność intuicyjna,

                        A to bardzo ciekawe!!!

                        Sądziłam, że poszukiwanie "raju" ma zwiazek z sytuacją materialną
                        Ariela jego rodziny w Argentynie. Sewfgo czasu nie tak dawno
                        Arrgrntyna przeryzwała potęzny kryzys i w tym czasie wiele rodzin
                        emig=rwało w poszukiwaniu pracy lepszego życia. Oglądałam kiedyś
                        dokument o rodzinie która wyemigorwała do Hiszpanii!


                        • grek.grek Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 15:43
                          Rzeczywiście, celne spostrzeżenie faktograficzne, jeśli tak można powiedzieć - film jest z 2004, ten słynny kryzys aargentyński miał miejsce w 2001 (chyba) - byłoby coś na rzeczy. Ale tu nie ma ani wzmianki o tej sytuacji, chodzi tylko i wyłącznie o poszukiwanie przez Ariela swego właściwego pochodzenia i odpowiedź na pytanie "kim jestem ?".

                          A na dzisiaj coś ? Oprócz (niby zapowiadanego) meczu w Dwójce ;)

                          Tak patrzę i co widzę :

                          Gliniarza z Beverly Hills w Polsacie - spory sentyment mam do/dla tego filmu, jako smarkacz oglądałem go, z taśmy zakupionej na bazarku, chyba ze sto razy, hehe.
                          A później jakiś francuski - Zmowa Milczenia z Gepardem Gepardieu.

                          W TVN KOd Merkury, coś... gdzieś...kiedyś... ale słabo pamiętam, jakaś ciekawej urody aktorka gra w tym filmie - tyle mi zostało w głowie :)



                          • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 16:17
                            grek.grek napisał:

                            > A na dzisiaj coś ? Oprócz (niby zapowiadanego) meczu w Dwójce ;)

                            Chyba nam tu, Grek.greku, mydlisz oczy, mam wrażenie!? ;)

                            > Tak patrzę i co widzę :
                            >
                            > Gliniarza z Beverly Hills w Polsacie - spory sentyment mam do/dla
                            tego filmu, jako smarkacz oglądałem go, z taśmy zakupionej na
                            bazarku, chyba ze sto razy, he he.

                            "Gliniarz z Beverly Hills" to bardzo przywoita komedia sensacyjna!
                            Sama widziałam ją aż 2 albo nawet 3 razy! :)

                            > A później jakiś francuski - Zmowa Milczenia z Gepardem Gepardieu.

                            Póżno dziś Gepard będzie skakał na antenie.

                            > W TVN KOd Merkury, coś... gdzieś...kiedyś... ale słabo pamiętam,
                            jakaś ciekawej
                            > urody aktorka gra w tym filmie - tyle mi zostało w głowie :)

                            i jeszcze, jak przeczytałam, Bruce Willis, co żeńską część widowni
                            może bardziej zachęci do ogladania! :)

                            /za pisownię w poprzednim poście przepraszam/
                            • pepsic Re: "Zło" 17.09.09, 22:41
                              Barbasia napisała::
                              >Bruce Willis, co żeńską część widowni może bardziej zachęci do ogladania! :)
                              Wprawdzie to musztarda po obiedzie, ale jeśli już to raczej ten drugi (Alec
                              Baldwin) :)

                              Na dziś wynalazłam perełkę, a raczej GW podała na tacy - w Ale Kino! bardzo
                              dobry dramat skandynawski "Zło". Z początku wydawał się być filmem dość
                              stereotypowym i do tego dla facetów, ale na szczęście - nie. Szkoła dla elit,
                              fala, a w domu psychopata - czyli sytuacja bez wyjścia, ale jednak nie.
                              Poruszające, ale i optymistyczne. Naprawdę polecam! I jak nie lubię mordobicia,
                              to był moment, kiedy odczułam satysfakcję!
                                • barbasia1 Re: "Zło" 18.09.09, 12:03
                                  grek.grek napisał:

                                  > Mam nadzieję, że się ten i owa załapali na ten film, bo, przyłączę
                                  się - dobry jest.

                                  W takim razie zapisuję w pamięci ten tytuł! :)

                                  Wczoraj na moment przełączyłam się na "Gliniarza" - trafiłam na
                                  moment (zawsze na ten sam moment trafiam!!!) kiedy Axel Foley
                                  przyjeżdża do LA, patrzy na wypasione od luksusowych sklepów ulice,
                                  potem podjeżdża swym rzęchem pod luksusowy hotel i podstępem zdobywa
                                  pokój, podając sie za dziennikarza muzycznego, który ma przprowadzić
                                  wywiad z Michaelem Jacksonem . Na koniec prosi by, gdy tylko
                                  zadzwoni Majkel, podano mu numer jego pokoju.
                                  Biedaczyna Michael Jackson pewnie też się śmiał z tego dowcipu
                                  oglądąjac ten film. :)


                              • barbasia1 Re: "Zło" 18.09.09, 11:52
                                pepsic napisała:

                                > Barbasia napisała::
                                > >Bruce Willis, co żeńską część widowni może bardziej zachęci do
                                ogladania!
                                > :)
                                > Wprawdzie to musztarda po obiedzie, ale jeśli już to raczej ten
                                drugi (Alec Baldwin) :)

                                :)
                                Wiesz, zawsze miałam słabość do facetów o mniej klasycznej urodzie i
                                niepięknisiów! :)

                                >I jak nie lubię mordobicia,
                                > to był moment, kiedy odczułam satysfakcję!
                                Czasami też tak mam! :)
                            • grek.grek Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 12:05
                              Hehe, to mnie niestety oczy zamydlono - ten mecz był zapowiadany, choćby w Telegazecie Jedynki (272 strona). Puściłem zresztą wczoraj maila do rzecznika TVP z odpowiednią reprymendą.

                              Gepardieu był późno i w sumie nie ma czego żałować. Obejrzałem, i takie jest moje zdanie.
                              Nie wiem, co to miało być - psychodrama ?

                              Pokrótce.
                              Jest sobie ksiądz, przy okazji chirurg - gra go G.D. Przeżywa kryzys wiary, do tego ciągle w migawkowych retrospekcjach powraca do niego
                              wspomnienie zabójstwa, którego się dopuścił przed laty.

                              Trafia do niego, pod opiekę, młoda zakonnica - cierpi ona na jakieś niewytłumaczalne bóle brzucha. Badania nic nie wykazują, ale ksiądz się nią zaczyna interesować, bo podejrzewa, że cała choroba ma tło emocjonalne.
                              Próbuje czegoś się o niej dowiedzieć, ale w klasztorze raczej nie znajduje zrozumienia dla swojego trudu - surowa matka przełożona chce chronić zakonnicę przed... mężczyzną. Tylko jakaś inna, też młoda, zakonnica udziela mu cichaczem szczątkowych informacji, a on daje jej komórę i prosi,zeby dzwoniła jak sie tylko coś będzie działo.
                              Ksiądz zaczyna jednak węszyć, i to mimo ostrzeżeń nasłanych przez szefową zakonnic bandziorków, zeby se dał spokój.
                              Dociera do informacji, z których wynika, ze Sarah - ta zakonnica, ma siostrę bliźniaczkę - Gaelle. I ta siostra garuje od 10 lat we więźniu (dostała dożywocie), za zabójstwo dziecka, co zresztą sprawia, że ma tam cięzką przeprawę z innymi odsiadującymi. I też ma zastanawiające bóle. Siostry są bliźniaczkami jednojajowymi, co może być tego wytłumaczeniem. Reagują tak na zagrożenie (obie wypowiadają to same słowo, po łacinie chyba, które oznacza własnie "zagrozenie"). W archiwum (nie wiem, kościelnym, czy prasowym, czy to jakaś inna instytucja była) ksiądz poznaje przy okazji dziennikarza, który ma charpkę na napisanie arykułu o Gaelle, ten mu proponuje współpracę, ale ksiądz wysyła go na drzewo.

                              POtem Sarah ma lepsze i gorsze dni, z tą swoją chorobą, a Gaelle wychodzi na zwolnienie warunkowe.
                              Nie ma gdzie się podziać - z domu wyrzuca ją matka (najpierw ją przytula, sądząc, ze to Sarah, ale kiedy się okazuje, że to Gaelle histerycznie się drze i każe się jej wynosić), potem pojawia się śledzący ją od początku dziennikarz i zawiązuje gładko znajomość,
                              proponuje jej nocleg, ale nieopatrznie wymienia jej imię (ona mu się
                              przedstawiła jako Sarah), co prowadzi do tego, że musi się przyznać, że
                              jest pismakiem i pisze artykuł, ergo - ona go zostawia, jak gamonia, na chodniku. Wreszcie próbuje znaleźć pracę u ksiedza pomagającego
                              skazanym na warunku, ale ten widząc "dożywotnie więzienie" w jej aktach puszzca kleksa i nie chce jej pomóc.
                              Traf chce, ze wychodzącą po rozmowie z zachrystii Gaelle widzi ksiądz, który akurat w tym kościele się modli - chce koniecznie z nią rozmawiać, a ona na to... ma atak tego bólu. Okazuje się,że to zapalenie otrzewnej, jest operacja, a po operacji ksiądz zabiera ją do domu swojego kolegi lekarza, który może jej pomóc w zainstalowaniu się gdzieś. KOlega lekarz właśnie wiezie żonę do porodu, więć ksiądz, Gaelle i troje dzieci lekarza zostają sami na cały dzień i noc.
                              I się zawiązuje romansik, między księdzem, a Gaelle. Przy okazji, ksiądz widząc jak się dziewczyna opiekuje tymi dzieciarami nie chce uwierzyć, ze mogła zadusić bachora przed laty (było to dziecko sąsiadów, którym niby się Gaelle miała opiekować pod ich nieobecność, miała wtedy 15 lat).

                              koniec końców zaczynają się całować, i tak dalej, a potem postanawiają uciec z Francji. Ona jest na warunku, jemu kapłaństwo już lata...
                              I są w sobie zakochani. Cały czas ich tropem podąża dziennikarz.
                              W tym czasie Sara dobrzeje, wstaje, zaczyna chodzić. Zakonnice nie mogą się nadziwić. Nie trwa to jednak długo, bo wkrótce ma znów kłopoty, mdleje przy przyjmowaniu komunii.

                              Ksiądz dostaje telefon od tej zakonnicy, co jej dał komóre, że matka przełożona wywieźć zamierza Sarę do Brazylii, żeby tam odprawiono na niej jakieś modły pogańskie, czytaj : do uzdrowiciela ją wiezie.
                              I ksiądz nic nie mówiąc Gaelle wybiera właśnie Brazylię na miejsce ucieczki. Załatwia dla gaelle cichy zakonne, wyrabia, czy raczej kupuje na lewo paszport, w którym figuruje ona jako "Sarah". Na miejscu jest problem, bo facet w okienku daje głowę, ze już ją widział przed kilkoma dniami - siostra tutaj nie była ?. Gaelle idzie w zaparte, że nie, w czym pomaga jej ksiądz.
                              Wieczorem docierają na miejscu, gdzie jakaś gruba Murzynka odstawia taniec brzucha, co ma pomóc Sarze. Siostry się po raz pierwszy od 10
                              lat widzą. Na moment. Ksiądz przyuważa dziennikarza kamerującego ich z krzaczorów, co ciekawe działa on w porozumieniu z matką przełożoną, aby skompromitować księdza i odsunąc go od Sary, która jest w nim zakochana, jest przekonana, że Bóg, anioł, czy ktoś tam inny - "jej go zesłał".
                              Dopada tego pismaka, ale ten ma na niego haczyk, powiada, że wie co ksiądz zrobił przed laty i że może go wysłać do pierdla.
                              Umawiają się na rozmowę w hoteliku jakimś cienkim, w ktorym zatrzymał się pismak.

                              Teraz zaczyna się ostateczna zadyma - jedna siostra zabija dziennikarza, druga, której się znienacka polepszyło, matkę przełożoną. Nie jestem do końca pewien, która kogo :)
                              POtem spotykają się na wieży kościelnej, czy jakieś innej. W każdym razie na wysokoim szczeblu. I zaczynają rozmawiać, wracają wspomnienia - okazuje się, że Gaelle nie zabiła żadnego dziecka, zrobiła to ich matka, która chciała uciszyć płaczka, ale niechący go udusiła. Gaelle wzięła całą winę na siebie.
                              Zostaje jeszcze problem księdza - czyj ci on ? Sarah mówi, że to dla niej został on zesłany, a za chwilę obejmuje Gaelle i pociąga za sobą z tej wieży na dół - spadają, ale Gaelle na górze, Sarah działa jak materac i amortyzator i to ona ginie, a Gaelle wychodzi bez szwanku.
                              Zjeżdzją się mendy, a ksiądz "rozpoznaje" w zabitej Gaelle - jako uznana za zmarłą nie będzie poszukiwana listem gończym. Dzięki czemu będą mogli zamieszkać razem. Oczywiście, zaraz po tym, jak ksiądz zostanie pozbawiony kapłańskich epoletów przez kardynała (Pszoniak) w otoczeniu innych kościelnych wazniaków, za niegodne postępowanie, czy coś takiego (kardynał spotkał się dwa razy z księdzem i upominał go, ale nie wiem, za co go ostatecznie wywalił - możę ten pismak zadźgany zostawił jednak jakiś artykuł i prasa go opublikowała ? Nie wiem, grunt, że ksiądz został wysiudany).
                              I zostają na tej brazylijskiej wyspie eks-ksiądz i eks-garowniczka, w gustownych dekoracjach uliczki, efektownej architektury i w białych uniformach w objęciu spacerujący.
                              Happy end.

                              A film i tak średniej jakości.
                              Namotany, jak to francuski. Zaczyna się ciekawie, a potem scenarzysta z reżyserem kombinują jak koń pod górę, próbują sztucznie dodawać głębi całej historii.
                              Depardieu swoje robi, z przeciętnie napisanej rólki wykręca przyzwoity kawałek aktorstwa. Ale wielkie gwiazdy tak już mają.
                              Patrtneruje mu w podwójnej roli - Elodie Bouchez, babka ma w dorobku Złotą Palmę (za Wyśnione życie aniołów, enybady widział ktoś ?) , co zresztą widać - naprawdę czaruje ekran, ma magnes w sobie, aczkolwiek technicznie nie dostała nic wielkiego do zrobienia, bo Sarah i Gaelle specjalnie się od siebie nie różnią - obie są dość zamknięte, oszczędne w gestach, mimice.
                              I to aktorzy ratują, czy wręcz nobilitują, ten film. Dość sztuczny, kombinowany, bez wyrazistej twarzy.
                              Dlatego - kto nie widział, może połowicznie, albo nawet w 70 %, nie być nazbyt rozczarowanym :)

                              • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 13:05
                                grek.grek napisał:

                                > Hehe, to mnie niestety oczy zamydlono - ten mecz był zapowiadany,
                                choćby w Telegazecie Jedynki (272 strona).
                                W takim razie ja bardzo, bardzo przepraszam!!! :)))))

                                >Puściłem zresztą wczoraj maila do rzecznika TVP z
                                > odpowiednią reprymendą.
                                I dobrze zrobiłeś!
                                Mam nadzieję, że Twój mail zrobi duze wrażenie na rzeczniku TV i
                                innych.

                                > Gepardieu był późno i w sumie nie ma czego żałować. Obejrzałem, i
                                takie jest moje zdanie.

                                Rzeczywiście, jakiś ten film wydumany i przekombinowany, nie mniej
                                jednak świetnie się czyta Twoje streszczenie, aż się chce go
                                zobaczyć! :)) /m.in. Pszoniaka jako kardynała!:)/


                                • grek.grek Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 15:23
                                  Hehe, mój mail...wiesz, oni tam takie maile to jednym okiem wciągają, a drugim wypuszczają. Pokazali mecze Polaków (słabe zresztą, bo POlska z nikim, kto się liczy nie zagrała jak równy z równym) i zadowoleni, reszta mistrzostw w tvp.sport, który ma w tym kraju 2 procent populacji, a ogląda pewnie połowa, albo i mniej. I oni chcą popularyzować sport w tym kraju ;)

                                  A film - jak to film. Być może się mylę, może nie złapałem zajawki tak zwanej - więc, jesli będziesz miała kiedyś okazję, to obejrzyj - może Twoja ocena będzie inna i dzięki niej i ja spojrzę na rzecz całą inaczej.

                                  Tak patrzyłem, co by tu na dziś i POlsat tylko coś daje : 22:10 - Cold Creek Manor, podobno thriller i podobno z Sharon, a po nim Nasza muzyka Godarda, przedstawiany jako "dzieło eksperymentalne", a więc 50 na 50 - albo rzecz świetna, albo gniot nie z tej ziemi.

                                  Nie polecam za to American Psycho w Jedynce. Nie umywa się do ksiązkowego oryginału, a Bale grywał już lepsze role w życiu. Z wiwisekcji kondycji duchowej japiszona mogącego być przedstawicielem charakteru i dążeń znacznej części pokolenia wychodzi w filmie płytka
                                  jatka. Moim zdaniem - szkoda czasu.

                                  TVN tradycyjnie : Steven Seagal i Jean Claude Van Damme.

                                  A Ty/Wy, co wywęszyliście ? :)
                                  • barbasia1 Dziś 18.09.09, 17:04
                                    grek.grek napisał:

                                    > Hehe, mój mail...wiesz, oni tam takie maile to jednym okiem
                                    wciągają, a drugim wypuszczają.
                                    :)))
                                    Pewnie masz rację, pewnie tak się dzieje z większością listów,
                                    maili, które trafiaja do TVP.
                                    Myślę jednak, znając Twą siłę rażenia :), że w przypadku Twojego
                                    maila moze być inaczej...
                                    /Wyobrażam sobie, jak temu rzecznikowi oczy wyłażą na wierzch
                                    podczas czytania Twych uwag! :)/



                                    > TVN tradycyjnie : Steven Seagal i Jean Claude Van Damme.
                                    A Jackie Chan na Polsacie! :)


                                    Po tym co przeczytałam, nie sądzę, żebym miała bardzo odmienne od
                                    Twojego zdanie o "Zmowie milczenia".


                                    > A Ty/Wy, co wywęszyliście ? :)

                                    Ja wywęszyłam coś dla Pepsic i wszystkich, którzy mają TVPKulturę -
                                    film prod ZSRR! "Mała Wiera" (1988) - a w niej, jak wyczytałam, b.
                                    ciekawe świadectwo czasów pierestrojki, (ponure) obrazy z życia
                                    codziennego w chylącym się ku upadkowi ZSRR.

                                    • maniaczytania Re: Dziś 18.09.09, 19:28
                                      no ja bym tez obstawiala TVP Kultura ( choc u mnie pewnie przegra z
                                      NDiNZ :) ), na szczescie jutro o 16.30 powtorka. Chcialam zreszta
                                      zaznaczyc, ze to w ramach cyklu, wiec filmy ZSRR pojawiaja sie tam
                                      co tydzien.
                                      Poza tym - "Cold Creek Manor" - cos mi sie tam we lbie kolebie, ze
                                      to widzialam, ale nic nie pamietam, wiec moze zerkne.
                                      Polecic za to moge troche dziwny ( bo dunsko-szwedzki) film "Wloski
                                      dla poczatkujacych" na Czworce - niestety pora emisji - 1.15.

                                      A jak pomysle o tym "Super"kinie na TVN to mnie skreca, mogliby
                                      wreszcie dac cos fajnego na piatkowy wieczor
                                    • grek.grek Re: Dziś 19.09.09, 12:00
                                      Nie wiem, czy to moje rażenie, czy rażenie wielomailowe, czy raczej wspaniałomyślność TVP, czy może było to już wcześniej zaplanowane (aczkolwiek w Telegazecie i w programie papierowym i chyba także w internetowym wydaniu - nie było), ale dzisiaj ma być półfinałowy mecz w Dwójce (HIszpania-Grecja), więc... ;).
                                      Finał będzie w niedzielę w Jedynce, ale to akurat jest nawet w gazecie, i nie w tym był problem.

                                      Hehe, nie nie, napisałem trzy zdania, konwencjonalnie i bez przesady. W końcu, co mi ten rzecznik osobiście winien... Ale reprezentuje instytucję, więc... wiesz, niech czyta, co abonent, co funduje jego, i ich, dzieciom obiadki, ubranka, prywatne szkoły i wakacje na Kanarach, ma im do zakomunikowania :)

                                      • barbasia1 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 14:03
                                        Nie wiem, czy to moje rażenie, czy rażenie wielomailowe, czy raczej
                                        wspaniałomyślność TVP, czy może było to już wcześniej zaplanowane
                                        [...]ale dzisiaj ma być półfinałowy mecz w Dwójce (HIszpania-
                                        Grecja), więc... ;).

                                        Oooo! brawo! :)
                                        /ja nie mam tego meczu w programie!?/

                                        > Hehe, nie nie, napisałem trzy zdania,

                                        Zdanie zdaniu nierówne! :)
                                        Przyszedł mi tu ma myśl Andrzejewski i jego powieść "Bramy raju",
                                        która zawiera tylko jedno zdanie! :)

                                        >konwencjonalnie i bez przesady.
                                        czyli jednak nie były to aż tak wielokrotnie złozone zdania , jak u
                                        autora "Bram raju" ...

                                        Ciekawam, czy rzecznik Ci odpisze, przeprosi za zmiany??


                                        A dziś Festiwal Polskich Filmów Fabularnych i gala, czerwone
                                        dywany, nagrody, fragmenty filmów (podobno jest nieźle w tym roku,
                                        tak mówią krytycy!?:) itd. o 20.55 w TVP2.


                                        A w TVN o "Vidocq" :) z Gepardem Gepardieu! o 0.40 :/
                                        Tak na marginesie - to jeden z pierwszych filmów (jesli nie
                                        dokłądnie pierwszy), który oberzałam, na Twoje polecenie :), po
                                        tym jak go zarekomendowałeś na forum
                                        o tu:
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,47023203,47023203,_Vidocq_na_2_ce_w_piatek_.html

                                        Strasznie mi się podobał i pomyślałam sobie wtedy, ten Grek.grek to
                                        musi się znać na filmach, wie co dobre, trzeba go słuchać to znaczy
                                        czytać! :))


                                        /O! prezes Farfał przeszedł właśnie do historii TV!? /
                                    • pepsic Re: Dziś 19.09.09, 20:30
                                      barbasia1 napisała:
                                      >Ja wywęszyłam coś dla Pepsic i wszystkich, którzy mają TVPKulturę -
                                      > film prod ZSRR! "Mała Wiera">
                                      Na Ciebie zawsze można liczyć! Jako sumienna forumowiczka/forowiczka obejrzałam
                                      dziś powtórkę. Smutne, beznadziejne czasy z hektolitrami wódy. Ciekawostka: film
                                      reklamowano wówczas jako erotyczny. Kto oglądał, to pewnie w tym momencie się
                                      uśmiechnie :)
                                      • barbasia1 Re: Dziś 20.09.09, 13:36
                                        pepsic napisała:

                                        Ciekawostka: fil
                                        > m
                                        > reklamowano wówczas jako erotyczny. Kto oglądał, to pewnie w tym
                                        momencie się
                                        > uśmiechnie :)

                                        No właśnie, w innym miejscu doczytałam później, że w tym filmie
                                        pokazano "wyjątkowo odważne w radzieckim kinie sceny erotyczne"!,
                                        przez co film od premiery otoczony był aurą skandalu obyczajowego.

                              • maniaczytania Grek.greku - dzieki 18.09.09, 19:22
                                za streszczenie Depardieu, bo ja kawalek zobaczywszy, poleglam
                                niestety w walce z pora emisji i bylam ciekawa, jak to sie
                                rozwinelo. Teraz przynajmniej wiem, ze niewiele stracilam :)
                                • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 19.09.09, 11:52
                                  Maj pleżer :)

                                  Jak już jestem przy głosie... Oglądaliście wczoraj to Manor Creek ? Ja, niestety, obejrzałem... I się rozczarowałem - scenariusz z typowego filmiku telewizyjnego, jakich tysiące w USA robi się - za grosze, a potem w TVP puszcza pod szumnym nadtytułem "okruchy prawdy/życia". Rodzina wyprowadza się za miasto, żeby odpocząć, pojawia się jakiś problem w postaci oszołoma, najpierw jest miło, potem jakieś "przypadkowy" incydent, zwiastujący kłopoty rodziny, dalej akcja się zaognia, oszołom zaczyna się panoszyć, rodzina w coraz większym strachu, a na końcu ostateczna rozgrywka, z której rodzina wychodzi zwycięsko, zeby na końcu epatować szcześciem, jak z reklamy Masmiksa.
                                  Róznica między tiwi-filmikiem klasy E, a Manor Creek polega na tym, że w Manor Creek zagrały znane gębofony - Stone, Quaid i ta mała Kristen Stewart, z której może być za lat parę świetna aktorka, i to niekoniecznie charakterystyczna. Poza tym - stara, znana, wyliniała konwencja.

                                  A potem była Nasza muzyka Godarda.
                                  Rzeczywiście - coś w rodzaju eksperymentu.
                                  Całość podzielona na 3 rozdziały.
                                  Pierwszy - piekło, to zmontowane w formie teledysku obrazy (fragmenty filmowe, ujęcia archiwalne, zdjęcia) wojny, pożogi, ludobójstwa, głodu, rzezi i tak dalej - imperium rzymskie, średniowiecze, jakieś bitwy pod Hastings, wojna secesyjna, podbój dzikiego zachodzu, obie wojny światowej, Hiroszima, obozy koncentracyjne, Afryka, Bałkany - wszystko, co chcecie. W tle sugestywna muzyka fortepianowa, a raczej stukanie w pojedyncze klawisze. I jakaś kobieta deklamująca teksty z offu, jakieś aforyzmy, może cytaty, generalnie dot. kondycji człowieka, raczej o wymowie pacyfistycznej.

                                  Druga część - czyściec. Fabularna.
                                  Młoda dziennikarka przyjeżdza z Izraela do Sarajewa na jakieś spotkanie związku pisarzy. Przy okazji spotyka się z dyplomatą francuskim, który w
                                  43 roku, jako uczestnik ruchu oporu, uratował jej babkę i matkę.
                                  Chce napisać książkę-wywiad z nim (ostatecznie nie dostajemy odpowiedzi czy to się stało).

                                  POtem jest coś w rodzaju inscenizacji teatralnej, w wieżowcu zdewastowanym przez wojnę niedawną, pustym w srodku, zionącym ciemnymim ścianami, wypalonymi dziurami okien, stojącym pośrodku Sarajewa, wokół niego toczy się normalne życie - jeżdzą tramwaje, goni ludzki tłum, trwa handel; obrazy miasta przewijają się zresztą przez cały film, i te współczesne zupełnie i kadry miejsc przypominających, ze niedawno była tu regularna wojna. Wieżowiec ten wygląda jak pomnik ku pamięci, piętno wojny wyciśnięte na mieście. Na jednym z pięter siedzi pisarz i smaruje po kartce, kręci się kobieta z mężczyzną sypiący stos z książek, pojawiają się Indianie amerykańscy szprechający coś o tym, ze się ich wydzierżawia.
                                  Oczywiście w tle jakieś cytaty, refleksje etc., głównie sugerujące doniosłe znaczenie pisarstwa dla świata.

                                  W następnym akcie jest symboliczny wywiad tej żydowskiej dziennikarki z pisarzem/poetą z Palestyny - {Palestyńczyk głównie mówi : poezja jest bronią, stanowi o tożsamości i zaawansowaniu cywilizacyjnym narodów, plus garśc refleksji nt. wojny Izreala z Palestyną, i główne spostrzeżenie, ze gdyby nie to, że Palestyna szarpie się właśnie z Izraelem, to by o niej świat zapomniał, a tak ten konflikt i Izrael jako przeciwnik są decydującym powodem jej obecności w świadomości świata.

                                  POtem coś w rodzaju warsztatów filmowych, które prowadzi sam Godard. Siedzi przed grupą młodzieży i jej tłumaczy, co to plan, co to kontrplan, co to poezja, gdzie prawda i rzeczywistość w sztuce, a gdzie wyobrażenie. Trzeba obejrzeć ze 2-3 razy ten film, i niekoniecznie o drugiej w nocy, żeby w pełni to sobie wszystko poukładać; tak czy inaczej na koniec Godard rzuca, że "kino ma iśc do światła i rozświetlać nim noc, to jest nasza muzyka" - tak a'propos tytułu :)

                                  POtem dziennikarka fotografuje most w Mostarze, a z offu leci tekst o historii tegoż, plus garść filozoficznych refleksji o współczeności, cytatów być może, czy też politologicznych uwag. POjawiają się też Indianie w strojach galowych, jak duchy jakieś. Symbol ukochania natury, brutalnej ekspansji cywilizacji zachodu, stłamszonej kultury ?

                                  POtem ta sama dziennikarka rozmawia ze swoim wujem, pracującym przy tym zjeździe pisarzy jako tłumacz. POwtarzają dialogi z Biesów, potem się rozstają, bo on ma zaraz wyjechać.
                                  Obrazy jako tło do literackich komentarzy, cytatów z teoretyków polityki, monologów dot. historii, itd.itd.itd., a dziennikarka chodzi z kamerą i kręci co popadnie.

                                  Dalej, Godard dostaje od grupki młodzieży z tych swoich wykładów film, jaki nakręciła dziennikarka (Olga).
                                  Pstryk i do Godarda, który już jest w swoim domu, dzwoni wuj Olgi i powiada, ze dziewczyna wtargnęła do kina (nie pamiętam gdzie, we Francji, czy w Jerozolimie, czy w tym Sarajewie), wzieła zakładników i zapytała, kto z nią umrze za pojednanie Zydów i Palestyńczyków. Wszyscy wyszli, a ją samą zastrzelił snajper, kiedy sięgała do torby, w której rzekomo miała mieć bombę - miała : ksiązki.

                                  I trzecia część - raj.
                                  Czyli coś w rodzaju parku krajobrazowego - zieleń, drzewa, strumień pośród drzew, dziewczyna sobie idzie przezeń, a patrolują go żołnierze z karabinami. Szum wody, okoliczności przyrody, muzyka na smykach gra,. Wchodzi na plażę, a tam ktoś czyta, grupka młodzieży gra w piłkę, pies się wyleguje. Sielanka.
                                  OLga znajduje sobie miejsce - tuż przy wodzie, a w cieniu krzaczorów i drzew, siedzi tam facet i jabłko pożera, ona siada obok, on częstuje ją tym jabłkiem i nic się nie dzieje... cisza, spokój - w ostatnim kadrze jej twarz, bynajmniej nie jakas pełna szczęścia, a raczej melancholijna, i tekst "wzrokiem sięgała daleko, ale odeszła nie tam gdzie odeszła Olga" - o drugiej trzydzieści pięc nie przyszła mi do głowy żadna refleksja a'la Godard, a teraz tylko to mi przychodzi, ze zdaje się raj się reżyserowi wcale nie jawi, jako wypasione miejsce, raczej jako bezczynność i bezsilność.

                                  Generalnie - na pewno ambitne, na pewno nieszablonowe, na pewno na 2-3 obejrzenia, bo za pierwszym razem próbując jedno uczone i zayebiście głębokie zdanie w try miga rozkminić dostajecie drugie, a potem zaraz trzecie i zostają strzępki w pamięci.

                                  • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 19.09.09, 16:33
                                    >Oglądaliście wczoraj to Manor Creek ?

                                    Ja trochę oglądałam - do mometu, kiedy całą rodzinkę z domu
                                    przepłaszają węże wyłażące zewsząd.

                                    Czy próbowano później w filmie jakoś wyjaśnić te psychopatyczne
                                    skłonności Dale'a? (czy nie za dużo wymagam od filmu klasy E?:) Czy
                                    to nie, aby ofiara psychopatycznego ojca?
                                    Skoro "stara, wyliniała konwencja" :) to Dale oczywiście zostaje
                                    zabity na końcu?

                                    > A potem była "Nasza muzyka" Godarda.

                                    Rzeczywiście ten film trzeba by obejrzeć kilka razy w skupieniu.
                                    Bardzo interesujacy pomysł, ciekawa forma.
                                    Dobrze, że napisałeś o tym filmie! :)

                                    /W szoku jestem, że ten film wyemitował Polsat!/




                                    • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 11:54
                                      Dale'a, to nawet nie naszkicowano, a co dopiero o wyjaśnianiu mówić ;)

                                      Zdecydowanie, Dale został zaszlachtowany, przez broniących się Quaida i Sharon (czywiście, podczas efektownego i budzącego grozę, w dzieciach 8-letnich, deszczu połączonego z objawiami burzopodobnymi) a przedtem wyszło na jaw, ze Dale zabił przed laty swoją zonę i dwoje dzieci, których ciała utopione w głębokiej studni, nazywanej "diabelskim gardłem", później znaleźli oboje, zaś w międzyczasie Dale udusił własnego starego, tego dziadka szpitalnego.

                                      POlsat może wraca do jakiegoś lepszego kina, wraca - bo pamiętam, że kiedyś pokazali Greka Zorbę, pokazali Czyż nie dobija się koni, i coś tam jeszcze pokazali, ale nie pamiętam już co to było.

                                      Wczoraj dali Umrzeć powtórnie w świetnej obsadzie (Branagh, Emma Thompsom, Robin Williams, D.Jacobi, A.Garcia) - w dwóch słowach : jest sobie babka (E.Thompson), co straciła pamięć, nie mówi, ma nocne koszmary - mieszka u zakonnic, które mają dość jej wrzasków nocnych proszą prywatnego detektywa (K.Branagh) o odnalezienie jakichś krewnych kobiety, albo czegokolwiek, co pozwoli ustalić jej tożsamość. Oczywiście, detektyw sie w niej zakochuje, ona w nim chyba też, potem trafiają do faceta o aparycji Lectera zmieszanego z Gosiewskim(D.Jacobi), co uprawia hipnozę - po pierwszym seansie babka odzyskuje głos, ale ni cholery nie pamięta kim jest, zaś kolejne seansy ujawniają dziwaczne powiązania między wszystkimi bohaterami odnoszące się do wydarzeń z 1940 roku, kiedy to znany kompozytor Strauss zabił swoją żonę, a potem został skazany na śmierć w procesie sądowym - otóż kobieta widzi całą sytuację : zamordowana w 1940 wygląda jak ona, Strauss jak detektyw (później dotrą do zdjęć, materiałów prasowych dot. sprawy i takżę detektyw zorientuje się, ze, o kurna, rzeczywiście wygląda jak ten facet sprzed pół wieku, z tą róznicą, że tamten miał bródkę), a oprócz nich są jeszcze pokojówka i jej syn - pokojówka zakochana w kompozytorze oczywiście. Dodatkowo dzięki hipnozie ujawniają się okoliczności ich romansu, małżeństwa i kryzysu między kompozytorem i jego żoną - było fajnie i miło dopóki nie pojawił się na przyjęciu przystojny (chyba... czy Andy Garcia jest przystojny ? ;))} reporter,z którym się żona zaczęła przyjaźnić wzbudzając zazdrość męża, sfrustrowanego dodatkowo swoimi kłopotami finansowymi, a więc podwójnie podejrzliwego. I wreszcie doszło do mordu - popełnionego nożyczkami.

                                      Kobieta jest przekonana, ze to co było wtedy, powtórzy się teraz i że detektyw ją zabije. Wpada w panikę, detektyw próbuje ją uspokajać, sam się wkurza, bo w głowie mu się nie chce zmieścić podobna historia, a do tego jest zakochany w niej, i tak jakoś głupio, że ona się go boi i przed nim ucieka, bo jest przerażona czymś, co jemu samemu wydaje się niedorzeczne (mimo że o karmie, powrotach po latach itd klaruje mu jego kolega - mistyk, wiecznie przesiadujący w magazynie jakiegoś sklepu; w tej roli Robin Williams).
                                      Później kolega detektywa, z gazety jakiejś , ustala,ze babka jest artystką jakąś, przeprowadza się ona do swojego mieszkania, ale nadal
                                      uczęszczają na te seanse. POddaje się im też detektyw i się okazuje, ze
                                      to nie ona jest wcieleniem zamordowanej tylko... on - ona jest wcieleniem męza.

                                      Detektyw szuka jakichś świadków tamtych zdarzeń sprzed lat, i dociera do strażnika więziennego, który był w ostatnim momencie życia Straussa obok niego, napisał na ten temat nawet książkę. Detektyw wyciąga od śmiertelnie chorego starca, ze Strauss utrzymywał do samego końca, że nie zabił żony. Starzec odsyła go do żyjącej jeszcze pokojówki Straussów - tu wyłazi na jaw, ze jest ona matką... hipnotyzera, a kluczem do rozwiązania zagadki jest fakt, że mordercą zony Straussa, sprzed 50 lat, jest jej syn - miał wtedy 15 lat i zabił żonę kompozytora w napadzie złości, że ten się nie ożenił z jego matką.
                                      Teraz musi dojść, i dochodzi, do ostatecznej konfrontacji, rzecz jasna z pomocą noży, patyków, chyba nawet rewolwerów, a koniec końców 65-letni syn musi ulec pani Starauss-detektywowi, który po liftingu ma koło 40, dostał ciało mężczyzny, może niezbyt pokaźnego, ale jednak, i jest szybszy :) Ginie podczas efektownego skoku z pięterka - detektyw się uchyla i podstawia ozdobne wielkie noże w jakimś kloszu, facet nie umie sterować ciałem w locie i nadziewa się na nie, jak jakiś kurczak.

                                      W ostatniej scenie detektyw alias pani Strauss i babka po amnezji alias pan Strauss całują się. KOniec ;))

                                      Popaprane, jak cholera :) Ale niezłe. Z bardzo dobrymi rolami.

                                      "Bezsenności" za to, nie umiem ocenić - podobała mi się ta akcja, jak Finch alias Robin W wrabiał Ala Pacino i chłopaka zabitej dziewczyny, od momentu pierwszego telefonu, przez tę scenę podczas pościgu po spławianych rzeką balach drzewa (kiedy Pacino nie może się wydostać spod wody, przypomniała mi ta scena epizod z Kill Billa, kiedy kamera pokazuje widok z pozycji Umy Thurman vel Mamby pochowanej żywcem w trumnie), jak go nagrał, jak go/ich pięknie wkręcił w swoją intrygę, jak go zmusił, de facto, do kapitulacji; podobała mi się ta cyniczna podmianka nabojów przez Pacino; w każdym ujęciu podobała mi się Hillary Swank, ale te nieprzekonujące dylematy sumienia, a później końcówka - nie kupiły mnie ... liczyłem na rozwiązanie bardziej finezyjne, zamiast spowiedzi Ala Pacino, którego postawę jednym banalnym zdaniem zmienia hotelarka, zamiast prostej strzelanki, w której nie śpiący od siedmiu nocy Al Pacino jest w stanie w ogóle zrozumieć, co się wokół niego dzieje, nie wsopominając o celnym strzelaniu, liczyłem na jakieś bardziej błyskotliwe złapanie oszołoma, jakiś zwrot akcji za pomocą znalezienia jakiegoś myku, ktory pozwoli mu udowodnić winę bez prostackiego bombardowania, które musi się skończyć, jak się skończyło, a śmierć Pacino, to wcale nie takie oryginalne halo, jak się zdaje; Swank znajduje ten nabój, czy łuskę - dziwne, kupa gliniarzy przeszukiwała teren cal po calu, a ona przyszła, raz spojrzała i juz znalazła dowód rzeczowy odwracający całą sprawę o 180 stopni, z pkt widzenia policji. I ten ckliwy dramacik na końcu - wielkiej klasy aktor i jedna z najlepszych aktorek, mająca, popraw/cie mnie, jak się mylę - dwa Oskary w chacie, taka para odgrywa zupełnie tandentą scenkę, w której ona chce zniszczyć dowód rzeczowy, a on jej "nie rób tego, bądź sobą" - rany, aż wstyd patrzec, a co dopiero kręcić takie rzeczy, to była pornografia kiczu.

                                      Mieszane mam wrażenia, 51 do 49, że to był jednak dobry film, ten decydujący jeden procent, to za to firmowe spojrzenie Hillary Swank - takie ćwierć naiwne, ćwierć zdziwione, ćwierć wesołe, ćwierć podejrzliwe :)

                                      • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 13:10
                                        Tak sobie pomyślałam, że "Grek.greku - dzięki" jako nagłówek
                                        postu/-ów powinno zostać tu już na stałe! :)

                                        > Dale'a, to nawet nie naszkicowano, a co dopiero o wyjaśnianiu
                                        mówić ;)
                                        :)))
                                        No tak. :)

                                        > "Bezsenności" za to, nie umiem ocenić -

                                        Oglądałam (albo raczej - starałam się obejrzeć) "Bezenność"
                                        wczoraj, ale ja w przeciwieństwie do bohatera granego przez Ala
                                        Pacino walczyłam ... z sennością, wyjątkowo, jak rzadko! / nie wiem,
                                        może te oniryczne kilmaty tak na mnie podziałay :)/ Zarejestrowałam
                                        oczami scenę gonitwy po drewanianych balach, moment, kiedy Al wpada
                                        do wody, nie może wypłynąć na powierzchnie, - tak to niesamowita,
                                        klaustrofobiczna scena, aż oddechu brakuje na samą myśl o niej.

                                        (a jeśli wspominasz o zamknięciu w turmnie w "Kill Billu" - to mnie
                                        się przypomina, makabryczny thriller, nie znam tytułu, może Ty
                                        kojarzysz, pamiętasz - w którym bohater poszukuje zaginionej
                                        dziewczyny,czy zony, aż w końcu spotyka człowieka, który przynaje
                                        się do uprowadzenia tej kobiety, lecz nie chce wyjawić, co się z nią
                                        dokładnie stało, gdzie jest, czy żyje i co z nią zrobił, ale
                                        proponuje temu szukajacemu mężczyźnie, że wszytsko mu wyjawi
                                        pokaże, proponuje mu, zeby przeszedł tę samą drogę co zaginiona
                                        kobieta, tylko musi zgodzić się na jego warunki, ten godzi się i
                                        zostaje uśpiony lekiem/ zastrzykiem, po czym w ostniej scenie,
                                        widzimy go budzącego się z uśpienia ... w trumnie (koszmarna scena)
                                        zakopanej głęboko, jest w ciężkim, totalnym szoku, woła o pomoc
                                        oczywiście na próżno ... i tak sie kończy film, ufff /biorę tu
                                        głęboki wdech/.

                                        Wracajac do "Bezsennosci" potem już tylko słuchałam, a potem film mi
                                        się urwał, :/ ale pożyczę sobie go, i jak obejrzę raz jeszcze
                                        porządnie to coś konstruktywnego tu napiszę.
                                        Twoje uwagi bardzo ciekawe. Pewnie się z Tobą wyjątkowo zgodzę! :))
                                        Wiesz, ja bym dala 51 do 49 za genialnie wymęczonego Ala Pacino!
                                        (może nawet i jeszcze więcej?). Hilary teą mi sią podobała. ż


                                        • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 14:52
                                          Przeceniasz mnie stanowczo.

                                          Kurcze, coś mi świta z tym filmem, o który pytasz, coś chyba oglądałem kiedy, w tym guście, ale tytuł się nie wyświetla :(

                                          O widzisz, zgadzam sie z Tobą - Al Pacino jako wymiętoszony, znużony policmajster, co tydzień nie śpi, to dodatkowy procent. U mnie już jest 52 do 48 - kto da więcej ? ;)

                                          Coś na dziś znalazłaś ?
                                          Ja widzę dwie nowości (znaczy - dla mnie, bo nie widziałem).

                                          OBłęd w Jedynce, 23:15.
                                          Wenecki spisek, 23:05.

                                          Oglądałaś/oglądaliście/ może ?

                                          Coś wybiorę z tych dwóch, jak bedzie zapotrzebowanie, to i napisać mogę parę słów o tym, co, moim zdaniem, widziałem.

                                          Do Nieba zabiorę się za niebawem, nich no tylko skończą się te mistrzostwa, a zanim się zaczną następne (ME siatkarek) ;)
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 15:23
                                            grek.grek napisał:

                                            > O widzisz, zgadzam sie z Tobą - Al Pacino jako wymiętoszony,
                                            znużony policmajster, co tydzień nie śpi, to dodatkowy procent. U
                                            mnie już jest 52 do 48 - kto da więcej ? ;)

                                            Jak obejrzę raz jeszcze to na pewno coś dodam.
                                            Może na plus jeszcze miejce akcji - surowa przyroda Alaski!?

                                            > Coś na dziś znalazłaś ?
                                            Filmy animowane Rybczyńskiego z najsłynniejszym, oskarowym Tangiem
                                            na czele, ale nawet nie ma co zapowiadać, bo lecą wTVP w środku nocy
                                            od 1.00.

                                            "Obłędu" (z Adrienem Brody) ani "Weneckiego spisku" ja nie
                                            widziałam, więc mozesz napisać o którymś z nich, (który bardziej
                                            przypadnie Ci do gustu).

                                            />to i napisać mogę parę słów o tym, co, moim zdaniem, widziałem"
                                            :)))/

                                            > Do Nieba zabiorę się za niebawem, nich no tylko skończą się te
                                            >mistrzostwa, a zanim się zaczną następne (ME siatkarek) ;)

                                            OK! :)))

                                            A na mistrzostwa, inne zawody sportowe, nawet na siatkarki możesz
                                            sobe popatrzeć od czasu do czasu ;)). Ja czekam jak zawsze
                                            cierpliwie! :))


                                        • pepsic Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 19:07
                                          barbasia1 napisała:
                                          > makabryczny thriller, nie znam tytułu, może Ty
                                          > kojarzysz, pamiętasz - w którym bohater poszukuje zaginionej
                                          > dziewczyny,czy zony, aż w końcu spotyka człowieka, który przynaje
                                          > się do uprowadzenia tej kobiety,


                                          O ile dobrze pamiętam to film holenderski. Dziewczyna z chłopakiem podróżuje
                                          samochodem po kraju. Na stacji benzynowej zostaje uprowadzona przez mężczyznę,
                                          który zwabia ją do swojego samochodu biorąc na litość znaczy na złamaną rękę,
                                          żeby niby pomóc. Chłopak przez kilka lat jej poszukuje i w końcu trafia na ślad
                                          porywacza. Okazuje się nim być szanowany obywatek, który od dzieciństwa
                                          próbował sobie obsesyjnie udowadniać na co i na ile go stać. Np. jako dziecko
                                          skoczył z wiaduktu łamiąc sobie nogi. Chłopak ma obiecane od porywacza, że
                                          dowie się co i jak, ale musi się zgodzić, że przejdzie tę samą drogę. Wypija
                                          więc narkotyk w termosie, a budzi się w trumnie zakopany pod ziemią. Najpierw
                                          zapala zapałkę i z niedowierzaniem rozgląda się wokół, za chwilę z przerażeniem
                                          dochodzi do niego, jak zginięła dziewczyna i co za chwilę go czeka. Potem
                                          spogląda na dziurę w skarpetce, zapałka gaśnie - i finisz. Choć nie - w
                                          ostatniej scenie pokazany jest rzutem od góry dom psychopaty, w którym
                                          zamieszkuje jego szczęśliwa rodzina , bo groby obojga znajdują się nieopodal.
                                          Zakopał ich żywcem kilka metrów obok domu!
                                          Niestety tytułu nie pamiętam. Był też remake amerykański, ale to już nie ta
                                          bajka, a do tego z happy endem. Film strasznie mnie przeraził, a oglądałam
                                          bardzo dawno, ponad 10 lat temu!
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 21.09.09, 17:31
                                            pepsic napisała:
                                            > O ile dobrze pamiętam to film holenderski. Dziewczyna z chłopakiem
                                            podróżuje samochodem po kraju. [...]
                                            >[...] w ostatniej scenie pokazany jest rzutem od góry dom
                                            psychopaty, w którym zamieszkuje jego szczęśliwa rodzina , bo groby
                                            >obojga znajdują się nieopodal.
                                            > Zakopał ich żywcem kilka metrów obok domu!

                                            Tak! Tak! To jest właśnie ten film! Pamiętem tę ostatnią scenę.

                                            > Film strasznie mnie przeraził, a oglądałam > bardzo dawno, ponad
                                            10 lat temu!

                                            Ja też mniej więcej w tym czasie go oglądałam i podobne miałam
                                            odczucia. To był jednen z najbardziej przerażających filmów, jaki
                                            widziałam, przez to, że nie był on wydumany, a zdarzenia tam
                                            pokazane były bardzo prawdopodobne.


                                            To jeszcze tylko tytułu nam brakuje! może ktoć czytajacy będzie
                                            wiedział i napisze!
                                      • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki 20.09.09, 13:25
                                        grek.grek napisał:

                                        > Wczoraj dali "Umrzeć powtórnie" w świetnej obsadzie (Branagh, Emma
                                        Thompsom, Robin Williams, D.Jacobi, A.Garcia)

                                        Obsada rzeczywiście imponująca, chyba nie kojarzę tylko D.Jacobi -
                                        "faceta o aparycji Lectera zmieszanego z Gosiewskim" :)))))))))))
                                        ale za to wyobraziłam go sobie i świetnie go widzę!
                                        No tak, taki hipnotyzer to zwyczajnie i przeciętnie wyglądać nie
                                        może ... :)

                                        Naprawdę świetny ten zakręcony seans filmowy! :)))

                                            • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 21.09.09, 13:12
                                              Wybrałem wczoraj Wenecki spisek, Obłęd wrzuciłem na taśmę, więc wkrótce coś o nim.
                                              Dwa słowa o Weneckim, bo mi się spodobał nawet.

                                              Więc jest taka zajawka, że do rzeczonej Wenecji przyjeżdza facio z NYC - Donovan, co ma ocenić autentyczność trzech obrazów w jednym z muzeów.
                                              Szefem muzeum jest psor o holenderskim nazwisku, którego gra Rutger Hauer - i ma brodę i córkę. Córka jest młoda i ładna, i ma kochanka, pasującego bardziej na jej stryjka, które to wrażnie pogłębia jeszcze fakt, że gra go Malcolm Mc Dowell :) Kochanek jest, oficjalnie, nauczycielem malarstwa, cichaczem zaś fałszuje arcydzieła malarstwa.
                                              W jednej z pierwszych scen widzimy go jak w swoim mieszkaniu-pracowni odbiera właśnie nową dostawę od swojego zaufanego człowieka, złodzieja Valenzina.

                                              Dwa obrazy z trzech są autentyczne, tak wychodzi z oględzin. Trzeci, najcenniejszy, La Tempestę www.edicolaweb.net/tempesta.jpg
                                              Donovan zostawia sobie do zbadania na koniec. Nie zdąża jednak, bo
                                              muzeum pada ofiarą napadu rabunkowego - dwóch zamaskowanych typów knebluje psora, częstuje pałą przez łeb Donovana, zwija obraz i spadówa.

                                              Sprawa trafia do policji, a Donovan dostaje od formy telefon, że wyślą do Wenecji specjalnego detektywa do znalezienia obrazu, ale dopiero za trzy dni, do tgo czasu on ma szansę się wykazać - jak znajdzie obraz przed policją, zanim przyjedzie detektyw, to dostanie ekstra premię.
                                              Więc się chłopina próbuje zorientować, podpytuje córkę psora - Chiarę, ona podejrzewa Radę Naukową Muzeum, która miałaby interes w pognębieniu, skompromitowaniu jej ojca, bo są w konflikcie.

                                              W tym samym czasie właścicielka hotelu, w którym muzeum go zakwaterowało, przekazuje mu, że niejaki Rossi, miejscowy krezus, co się dorobił na handlu brylantami i jest kolekcjonerem sztuki, chce z nim porozmawiać. Odwiedza go więc w jego pałacu wypasionym. Rossi ma obrazy, których autentyczność chce zweryfikować, i dobrze zapłaci za parę godzin pracy na lewo. Co ma zrobić skromny nowojorczyk - zgadza się.
                                              Wychodząc poznaje żonę Rossiego, a jednocześnie eks-żonę psora Hauera, matkę Chiary, przyszywaną, bo dziewczynę znaleźli gdzieś w Madrycie i adoptowali. I ta żona sugeruje mu, że o skradzionym obrazie coś może wiedzieć podtatusiały kochanek Chiary (podtatusiały w sensie metryki i dzioba Mc Dowella, bo facet żyje, ubiera się, mieszka i ma styl bycia gościa pod tytułem : bohema-forever).

                                              Idzie więc Donovan do podtatusiałego bohemisty. Spotyka go w knajpie. Mc Dowell traktuje go z ironią i wyższością, tak jak klasowy fałszerz może traktować takiego co jest w stanie jego fałszerstwa stwierdzić i zniweczyć cały trud, a i kasy pozbawić :) Wychodzą, idą sobie uliczką, przebiega grupka zamaskowanych ludzi (w Wenecji trwa karnawał) i Mc Dowell dostaje sztyletem w oko. Kaputt na miejscu.
                                              POlicja przesłuchuje i Donovana i Chiarę i psora. Inspektor ma jakieś halo do tego całego Donovana, coś mu w nim nie gra.

                                              Na pogrzebie znów pojawia się żona Rosiego i sugeruje Doovanowi, żeby się pogaworzył z tym, co "współpracował" z Mc Dowellem, czyli Valenzinem.
                                              Tak też czyni, umawiają się na spotkanie.
                                              Chiara wcale jakoś nie rozpacza po stracie podstarzałego lovelasa, zaczyna romansować z Donovanem - kwiatki, spacerek po mieście, całusek i takie tam farmazony.

                                              Ów Valenzin się okazuje nic nie wie o obrazie; jedyne co daje radę, to prowadzi Donovana do kanciapy Mc Dowella, gdzie, jak sądzi Donovan, skradziony obraz - znajdują, a dodatkową ciekawostką okazuje się być, że Chiara brała czynny uział w procederze, którym się trudnił Mc Dowell.
                                              Po zbadaniu wychodzi, że to falsyfikat, wykonany przez Mc Dowella, przy pomocy dziewczyny, która przyparta do muru broni się, ze pomagała podtatusiałemu, dla dobra muzeum i ojca, and powiada, ze były 2 egzemplarze, w tym jednak kopia, do muzeum. Więc mc Dowell musiał zwinąć obraz, żeby się Donovan nie połapał, podczas badań, że to podróba, a gdyby to wyszło na jaw, to starego by zniszczyło jako szefa muzeum. Gdzie jest oryginał ? Cholera wie. Mc Dowell miał dodatkowo być w konflikcie ze starym, bo chciał wszystkie oryginały zamienić na kopie własnego pędzla, ale stary się nie chciał zgodzić.

                                              Szukają zatem tego oryginały, i jakoś go bardzo szybko znajdują, na strychu kanciapy Mc Dowella. Mają teraz kopię i oryginał.
                                              Donovan przynosi Hauerowi właściwy obraz i mówi, że się pomylił, że to jednak oryginał. Dają też cynk policajom, że się znalazł - Donovan sprzedaje im bajkę o tym, ze dostał wskazówkę od anonimowego informatora, a obraz leżał pod latarnią. Inspektor policji za wuja nie chce w to uwierzyć, i w ogole mu nie pasi, że cokolwiek się dzieje ważnego : kradzież, zabójstwo, odnalezienie obrazu, to wszędzie kręci się Donovan.Od jakiegoś czasu zresztą łazi za Donovanem tajniak policyjny, robi mu zdjęcia.

                                              Zaraz potem ktoś szlachtuje Valeniza. Znów jest na Donovana, bo się z nim spotykał.
                                              Ale zaraz,Donovan ma przecież drugi obraz, kopię - chce ją spieniężyć u Rossiego, za 5 melonów w brylantach, sprzedając mu jako oryginał, na co ten się zgadza bezproblemowo.
                                              Umawiają się i jak tylko Donovan wychodzi z tym obrazem, sprytnie ukrytym w płaszczu, to go mendy zwijają - ma uczestniczyć w badaniu autentyczności obrazu, który przyniósł do muzeum. Potwierdza się ono i ma spokój.
                                              Kasą ma się podzielić z Chiarą oczywiście, z którą romansuje nadal.
                                              Przekazują obraz Rossiemu na balandze karnawałowej, w jego pałacu - jaki styl : dżyliony świec, muzyka transowa, golizna, gra świateł - tam to się bawią ;).

                                              Potem Chiara zwierza się Donovanowi, że Mc Dowell miał tajny skarbiec, gdzie przetrzymywał dziesięc arcydzieł malarstwa, skradzionych z róznych galerii świata. Szukają tego skarbca, i znajdują wejście pod stołem na którym niedbale walały się farby, nowy numer Naszego Dziennika, szmaty, i inne akcesoria.
                                              I wchodzą, i widzą, miliard dolców na ścianach w prywatnej galerii. Do wszstkich oryginałów Mc Dowell machał kopie. Donovan chce je zabrać i oddać muzeom. CHiara się nie chce zgodzić, chce je mieć tutaj, aby należały do niej. Jeśli się wyda, to zaczną się kontrole, będzie smród i ojciec i muzeum ucierpią (tam pewnie też dyndały głównie kopie...). Zabija więc Donovana w akcie, z jej perspektywy, obrony, czy nawet, za przeproszeniem - samoobrony.

                                              W ostatnim akcie policja zwija Rossiego, po tym jak hotelarka znajduje w sejfie nagrane na dyktafonie Donovana informacje o nielegalnym handlowaniu obrazami z tym jegomościem.

                                              Kto zabijał ? Wygląda na to, że Chiara. Eliminowała wszystkich, którzy stawali się zagrożeniem dla muzeum i posady ojca.

                                              Scenariusz trochę niedopracowany, ale za to klimat całej opowieści rekompensował pewne niedogodności - obrazki weneckie, kanały, uliczki, zaułki, pierdółki, budynki, świat malarstwa, powiew dawnych wieków, deszcz, zimne słońce - tworzące otoczkę wokół całej intrygi.
                                              Żadne wielkie kino, napięcia tyle, co kot napłakał, ale dało się obejrzeć :)


                                              • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 21.09.09, 17:03
                                                grek.grek napisał:

                                                > Dwa słowa o Weneckim, bo mi się spodobał nawet.

                                                Mnie też!!!
                                                Skusiła mnie jednak ta Wenecja w tytule, ale widziałam tylko dosć
                                                spory kawał początku (do tego napadu w muzeum - psor związny,
                                                Donovan pałą poczęstowany, La Tempersta skradziona itd.).
                                                /Nie mogli dać tego filmu wczesniej - nic tam takiego strasznego
                                                przecież nie było! /

                                                Uderzyło mnie wczoraj podczas oglądania , że właśnie zaskakująco
                                                dużo (jak na thriller!!!) było Wenecji w tym filmie, co mi sią,
                                                przyznam, szalenie podobało (albowiem do włoskich krajobrazów mam
                                                wielką słabość), te "obrazki weneckie, kanały, uliczki, zaułki,
                                                pierdółki, budynki, świat malarstwa, [...]"
                                                /(A te "pieródłki" :)))) - to konkretnie np. atrakcyjne detale z
                                                weneckich budynków, pałaców (np. głowa amorka czy coś podobnego),
                                                efektowne elementy dekoracyjne różnego rodzaju, czy inne szczególiki
                                                krajobrazu)/ były śliczne i rzeczywiście nadawały klimatu filmowi,
                                                ale z drugiej strony koncentracja na detalach chyba przyczyniła się
                                                do spowolnienia akcji i spowodowała to, o czym piszesz, że napięcia
                                                było tyle co kot napłakał. :) /A ja łudziałam się, że w drugiej
                                                połowie akcja jeszcze nabierze rozpędu, że napięcie się zwiększy
                                                się./

                                                Jak rzadko (chyba:) zwróciłam uwagę jeszcze na muzykę, dość
                                                niesamowitą, momentami stylizowaną na dawną, czy nawet może
                                                wykorzystującą jakieś fragmenty orginalnych utworów z danych
                                                wieków . I w niej też czuć było ów "powiew dawnych wieków", nastrój
                                                tajemniczości.

                                                Nie poznałam Rutgera Hauera! (bo to t e n Rutger Hauer, prawda?)
                                                Mnie zawsze Rutger Hauer będzie się kojarzyć z psychopatycznym
                                                bohaterem z "Nocnego jastrzębia".

                                                A zakończenie mnie zakoczyło! Nie podejrzewałabym Chiary!

                                                Za dokończenie "Weneckiego spisku"
                                                i za odnalezienie oryginału "La Tempesty" gracie mille, nostro
                                                ragazzo!! :)))

                                                > Obłęd wrzuciłem na taśmę, więc wkrótce coś o nim.
                                                Świetnie! Czekam/-y!
                                                • grek.grek Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 22.09.09, 11:20
                                                  Obłęd wczoraj rozpocząłem - zapowiada się nieźle, mam nadzieję, że w dalszej częsci tego nie zepsuli.

                                                  Hauer - tak, był to on, zmylić chciał nas brodą, ale nie z nami takie numery... Hauer :)
                                                  Nocny Jastrząb - zdecydowanie. Ale przyznam Ci się, że mnie się najbardziej podobał "W mgnieniu oka", jego mniej znany film, ale bardzo nastrojowy, w znaczeniu thrillerowatym, trochę takie Seven, tylko że oczywiście mniej subtelne i bez całej tej otoczki filozoficznej (?), kiedy chodzi o scenariusz.
                                                  Na liście moich most wanted riplejów jest w pierwszej dziesiątce :) - może ktoś, kiedyś, gdzieś wpadnie przypadkiem na ten tytuł i go odświeży.
                                                  • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 22.09.09, 12:13
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > Obłęd wczoraj rozpocząłem - zapowiada się nieźle, mam nadzieję, że
                                                    w dalszej częsci tego nie zepsuli.

                                                    Widziałam jedną Obłędną scenę, w czasie przerwy na reklamy
                                                    w "Weneckim spisku" - Adiena Brody, w szpitalu psychiatrycznym, w
                                                    ramach terapii? wiążą pasami i podają jakieś lekarstwo, które działa
                                                    uspokająco, ogłupiająco, po czym wkładają go do czegoś co
                                                    przypomina ogomną szufladę i zamykają. Jakby tego było mało on
                                                    doznaje tam jakichś wizji...
                                                    Koszmar!? Co to za średniowieczne metody leczenia?

                                                    A mnie Hauer, spryciarz, szpicbródką zamydlił oczy.

                                                    To ja się przyłączam do apelu o powtórkę "W mgnieniu oka", bo nie
                                                    widziałam tego filmu.


                                                    Pałę z włoskiego wpisuję sobie do dzienniczka, dziękuję po włosku
                                                    pisze się przez "z" - raz jeszcze "grazie"!
      • barbasia1 Re: A teraz 19.09.09, 14:03
        maniaczytania napisała:

        > na TVP2 - Przystan, film polski, ktorego nie widzialam, wiec
        > popatrze.
        Jakby co pozniej opisze :)

        Koniecznie!

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 21.09.09, 18:04
      Co dziś do ogladania? Trudno powiedzieć, bo w zwiazku żałobą
      program TV na pewno będzie zmieniony (a trudno przewidzieć pomysły
      władz telewizji, ciezko pwoiedzieć co zostawią, co wymienią).

      W TVP1 "Kulisy II wojny światowej" o 20.15.
      Potem o 21.15 Teatr TV i powtórka spektaklu "Pielgrzymi" , który
      bardzo polecam, tym którzy nie widzieli.

      A potem (już dla tych co lubią oglądać nocą) o 22.55 dramat
      biograficzny "Ali" (opowieść o słynnym bokserze Muhammadzie Alim).

      "Ali" (by Grek.grek) tu -

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,94019736,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,94021599,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 11:11
        Kurde balans, ale się pastwiłem nad tym filmem (hah).

        Ale naprawdę był niedobrze zrobiony, wg mnie.

        W Teatrze była wczoraj "Inka" - przepraszam bardzo, ale
        ... cóż za GNIOT... :)
        A w Polsacie "Obcy kontra Predator" i tutaj...nnie starczyło mi
        cywilnej odwagi, żeby to cUś obejrzeć... a poza tym, chwilowo skończyły mi się worki foliowe ;)

        Za to dziś się parę ciekawych rzeczy szykuje :
        W Dwójce Powrót od Oestgeest, potem Niebieski.
        W POlsacie sensacyja - 16 przecznic z Witalisem, a po nim Ostatni cesarz Bertolucciego - oglądałem dawno, nie wiem, czy 00:15-3:35, to jest dobry czas dla tego filmu.

        Tak, czy owak - wybieram Dwójkę dzisiaj wieczór/jutro rano, czy jak to zwał.
        A Ty ? Wy ?
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 12:56
          grek.grek napisał:

          > Kurde balans, ale się pastwiłem nad tym filmem (hah).
          >
          > Ale naprawdę był niedobrze zrobiony, wg mnie.

          :))
          Eee, tak źle nie było (dlatego podpięłam stosowną linkę i po
          przemyślaniu wykasowałam komentarzyk o tym, że jednak tego filmu nie
          polecasz).

          > A w Polsacie "Obcy kontra Predator" i tutaj...nnie starczyło mi
          > cywilnej odwagi, żeby to cUś obejrzeć... a poza tym, chwilowo
          skończyły mi się worki foliowe ;)
          :)))
          Szczęśliwie ominęłam tego kosmicznego gniota.

          > W Dwójce "Powrót od Oestgeest"
          Ech, i znowu po Panoramie dopiero o 23.25.

          Widzę, że reżyserem tego filmu jest zamorowany w 2004 roku przez
          muzułmanskiego fanatyka Theo van Gogh.
          Nie widziałam jeszcze żadnego filmu tego rezysera , może więc dziś
          obejrzę ... (ale chyba tradycyjnie tylko połowę!? )

          > W POlsacie sensacyja - "Ostatni cesarz Bertolucciego" - oglądałem
          dawno, nie wiem, czy 00:15-3:35, to jest dobry czas dla tego filmu.

          Beznadziejny czas, beznadziejna pora, a taki piękny film! Szkoda
          gadać.


          "16 przecznic z Witalisem"
          Myślałam,i myślałam, co to za "Witalis" i dlaczego ja go nie znam,
          aż w końcu sprawdziłam i z krzesła omal nie spadłam ze śmiechu, jak
          się dowiedziałam ... :)


            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 15:26
              grek.grek napisał:


              > Co Ci się w "Alim" spodobało najbardziej ?


              Czy to aby nie jakieś podstępne pytanie? ;)))


              Masz na myśli „Alego” by Grek.grek, tak?
              /bo filmu ze względu na porę nie oglądałam, ale obejrzałabym, gdyby
              leciał wcześniej, żeby skonfrontować z Twoimi uwagami./

              W „Alim” najbardziej mi się podoba to, że powstało świetne
              streszczenie z ciekawymi uwagami, na temat filmowych opowieści
              biograficznych.

              Podobał(-by) mi się Will Smith jako „Ali” /”Smith dobrze oddaje
              mimikę Alego, dośc oszczędną. Wychodzi ze swojego emploi komika i
              zgrywusa, nawet odgrywając te ironiczne i komediowe popisy Alego na
              konferencjach prasowych robi to "jak Ali", a nie "jak Will Smith,
              Bajer w Bel-Air, Jazzy Jeff and Fresh Prince, jołłłł". /

              Oraz fakt , że taka dyletantaka, jak ja z tego filmu może dowiedzieć
              się czegoś na temat legendy boksu, ikony Aforamerykanów (bardzo
              różne rzeczy mnie ciekawią!:)).

              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 16:00
                No coś Ty, żadne podstępne :)

                Po prostu byłem ciekaw, wydawało mi się, że "tak źle nie było"
                odnosiło się właśnie do "Al(i)ego".

                Zawsze jestem ciekaw, kiedy ktoś ma odmienną opinię - a nuż owa opinia
                rzuci jakieś nowe światło na jakiś szczegół, a może i na całość, zaproponuje spojrzenie na rzecz całą z innej perspektywy itd.

                Wiesz, mnie też to, później, zaczęło trochę przywracać do pionu -
                ta oszczędność, chłód Aliego/Smitha w tzw, codziennym obejściu kontrastująca z jego błazenadą, gadatliwością, pyskówkami na konferencjach prasowych, w mediach : to rzeczywiście było ciekawe.

                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 16:22
                  grek.grek napisał:

                  > No coś Ty, żadne podstępne :)

                  Żartowałam! :)

                  > Po prostu byłem ciekaw, wydawało mi się, że "tak źle nie było"
                  > odnosiło się właśnie do "Al(i)ego".

                  Może i po części (podświadomie) myślałam też o tym filmie pisząc
                  słowa, że nie było tak źle. Chyba tak było.
                  (Choć oczywiście "Alego" znam tylko z Twego streszczenia).
                  W końcu sporo pozytywów (i to wagi cięższej - udana kreacja Willa)
                  dostrzegłeś w tym filmie, dlatego ja, mimo Twych ostatnich słów, że
                  nie obejrzysz go więcej, że raczej nie polecasz, nie przekreśliłam
                  go tak całkowicie i kiedy nadarzyła się okazja przypomniałam o nim!

                  > Zawsze jestem ciekaw, kiedy ktoś ma odmienną opinię [...]
                  Ja też! :)