azakan
09.10.09, 12:17
no i poszła dziewczyna na dzień próbny do Pumy w wileniaku (moja noga nie
postanie już nigdy w tym sklepie, nikomu go nie polecam). powiedzieli, że nie
ma co się martwić, że zapłacą. fajnie, bo stanie 12 godzin w sklepie (takie
mają zmiany) dosyć męczące. ale dla niej była to pierwsza praca, zero
doświadczenia z czymkolwiek. no i bam, pierwszego dnia pracy razem z
formularzem rejestracyjnym dostaje do podpisania, że to dzień próbny
bezpłatny. koleżanka na sklepie mówi, że i tak powinna dostać pieniądze. ale
dziewczyna jest głupia i wierzy na słowo, podpisuje, nie wpada jej do głowy,
że jeśli chcieliby naprawdę zapłacić, to daliby do podpisania jakąś umowę.
pamięta tylko słowa kierowniczki, że zapłacą, że ma się nie martwić (ile razy
już sobie przewijała tą scenę w głowie... taka miła sympatyczna kłamczucha).
tydzień mija. dziewczyna dzwoni do kierowniczki i jak się już niestety
domyśla, żadnych pieniędzy nie ma, bo podpisała. jeden dzień, nie takie
straszne, ale wierzyć ludziom na słowo już nie będzie, ani kierowniczkom, ani
koleżankom z pracy. no i już wie, czego nie podpisywać.