Gość: AMBER
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
01.03.04, 14:38
"Michał Danielewski 26-02-2004, ostatnia aktualizacja 26-02-2004 20:00
Mamy dwie możliwości: albo zawał przed czterdziestką, albo wysiądzie wątroba
Mam 24 lata. W tym roku, jak Bóg da, zostanę magistrem socjologii i zaraz potem zamierzam wyjechać z tego kraju. Ten kraj to Polska, miejsce na mapie, które niezmiernie mnie męczy, ale które mimo wszystko lubię. Tu przez te 24 lata zdarzyło się masę rzeczy, które czyniły mnie szczęśliwym lub smutnym, tutaj są nasi przyjaciele, rodzice, to jest nasz krąg kulturowy i tak dalej, tylko, że naprawdę nie o to chodzi...
Chodzi o to, że Polska stała się krajem, w którym przestrzeń do dokonywania wyborów życiowych została zawężona tak bardzo, że właściwie zdołały się w niej zmieścić tylko dwie możliwości, w których dla mnie nie ma nic interesującego.
Możliwość pierwsza: uczymy się pilnie, szlifujemy języki, kończymy w miarę dobre studia i przystępujemy do gry - o staż, o praktykę, doszkalamy się, jesteśmy kreatywni, mobilni, dyspozycyjni, kochamy naszą firmę, robimy karierę... Stop. Niekoniecznie robimy karierę, ba, nawet nie musimy mieć takich chęci, jednak musimy się zachowywać tak, jakbyśmy chcieli ją robić, powinniśmy mieć wszelkie zalety korporacyjnego menedżera, nawet jeśli pracujemy w charakterze nocnego stróża... Zawał przed czterdziestką...
Jedyne zachowanie na rynku pracy, które system zwalnia z obligatoryjności opisanego wyżej schematu, to oczekiwanie w kolejce po zasiłek dla bezrobotnych.
Możliwość druga: nie uczymy się pilnie, nasz ojciec notorycznie pije alkohol albo jest bezrobotny, kończymy zawodówkę, czujemy się pogardzani - dla telewizji i gazet (nie mówiąc o przysłowiowych środowiskach opiniotwórczych) jesteśmy stadem rozkapryszonych, tępych leni, którzy powinni się wziąć do jakiejś roboty, wykazać inicjatywę. Tyle że roboty przeważnie nie ma, więc nie staramy się być kreatywni, mobilni etc., mówiąc kolokwialnie, kładziemy na wszystko laskę, pijemy browar, ewentualnie podp... komórki różnym frajerom. I tyle... Wątroba wysiada przed czterdziestką...
Dworce są brudne, politycy sprzedajni, w dziedzinie rozwarstwienia dochodów zbliżamy się do niedościgłego południowoamerykańskiego wzoru, system emerytalny mamy wzorowany na Chile, ale trzymamy fason. Bądź kreatywny!
Autorytety naukowe nie mają nic do powiedzenia, media kreują wirtualną rzeczywistość, postępująca oligarchizacja zbliża nas do niedościgłego azjatyckiego wzoru, Warszawa to nie cała Polska, ale trzymamy fason. Bądź dyspozycyjny!
Pani Bochniarz chwali się, że aby zostać portierem w jej firmie, należy znać dwa języki obce i mieć wyższe wykształcenie, pan Gadomski wciąż wierzy w niewidzialną rękę rynku, wchodzimy do Unii i wszystkim nam będzie lepiej, rolnicy dostaną mnóstwo pieniędzy, bo nie wszystko zdołają rozkraść partyjni nominaci, więc trzymajmy fason. Bądź mobilny! Dziękuję, wysiadam.
Magdalena Miecznicka pisze ("Gazeta" z 2 lutego) o prowincjonalnej Hiszpanii: "bezrobotni młodzi ludzie spędzają dnie na plaży, paląc trawkę i marząc o Paryżu, a ich główne perspektywy na przyszłość to kariera instruktora prawa jazdy lub barmanki". Zaiste, cóż za przerażająca wizja. Tylko że pracując na Zachodzie jako barman, instruktor prawa jazdy, pomocnik fryzjera, mogę się spokojnie utrzymać i nikt nie będzie wymagał tytułu magistra, znajomości dwóch języków obcych, notorycznej pracy za darmo w nadgodzinach i kłaniania się szefowi w pas za to, że w ogóle raczył mnie zatrudnić.
Po prostu system zostawia niszę dla tych wszystkich wariatów i nieudaczników, którzy nie chcą lub nie mogą robić kariery, nie stosuje bezwzględnie zasady "daj się kupić albo zostaniesz zgnojony".
Chciałbym być dobrze zrozumiany, nie chodzi mi o to, że syf, że dworzec, że złodzieje, wyzysk, granda banda, a kler się panoszy. Nie. Po prostu męczy mnie, denerwuje, a coraz częściej śmieszy tekst refrenu przeboju śpiewanego ciągle przez polskie elity (z braku lepszego słowa): że jest w miarę normalnie, że w sumie wszystko jest w porządku, że jeśli nie wystarczy być kreatywnym, wykształconym i mobilnym, to należy być jeszcze bardziej kreatywnym, etc... i że wszystko byłoby jak należy, a system funkcjonował jak szwajcarski zegarek, gdyby tylko to cholerne społeczeństwo zechciało być wreszcie obywatelskie. Nie mogę już tego słuchać, po prostu.
Tak więc Marcin i Iza są w Londynie, Monika z Wojtkiem gdzieś koło Filadelfii, Ewa w Madrycie, Agnieszka pracuje w podparyskim Disneylandzie i wkrótce dołączy do niej Krzyś. Ja też spadam. Do zobaczenia."
ściągnełam to ze strony gazety.pl podzielam poglady autora. lepiej stąd spadać. polska nie jest krajem mozliwości chyba ze dla obcokrajowców, bo wszystko jest na tak niskim poziomie ze będą mieli duze pole do popisu i doskonale znają angielski czy niemiecki;-)))))))))
już trzy lata szukam pracy, która pozwoli mi iść na studia i sie utrzymać. szukam pracy zwykłej recepcjonistki czy sekretarki by od czegoś zacząc. a słysze takie pytania na rozmowach i tak traktują bezrobotnych że żyć sie odechciewa.
a co wy myslicie o Polsce?
sorry jeżeli ten temat juz był.