Gość: Incognito
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
22.06.04, 22:26
Duża niemiecka firma zaproponowała mi umowę o pracę. Przeszłam rozmowy
kwalifikacyjne, po niemiecku też). Stawiali warunki: mam być codziennie
zadbana, czyste włosy, modna fryzura, ładny ubiór, ładne obuwie,
wypielęgnowane paznokcie, zakaz spożywania potraw wytwarzających jakikolwiek
zapach (kawa ujdzie, ale tylko niemiecka) itp itd. No kurde, niemal jak na
jakiś pokaz piękności o ostrej sztubie, a praca miała być w biurze...
No cóż, czego nie robi się dla forsy... pomyślałam. Przecież za te grube
tysiaki to ja sobie kupie odpowiednie ubiory i buciki... a kawę pewnie mi
dadzą... marzyłam, ja głupia i naiwna.
Ale wiecie, że te Fryce skąpiradła szwabowskie obiecali mi niezłą kaskę, a
dzień przed moim przyjściem do pracy powiedzieli, że się pomylili i
zaproponowali mi najniższe wynagrodzenie?!?!?!?! I żadnych dodatków, jak
obiecali wcześniej. Ale chamy, nie? Powiedziałam, żeby się w swoje niemieckie
d..y pocałowali bo Polak też własną godność ma!
Obroniłam nasz honor i nie poszłam tam!
Arbeit macht frei! - znam to.