afroman1
08.02.05, 13:24
Moja znajoma znalazła dwa tygodnie temu pracę asystentki w firmie Starter
Catering na ulicy Baleya. Podczas pierwszej rozmowy ze swoim pracodawcą nie
padły praktycznie żadne wymagania. Drugiego dnia pracy natomiast zaczęły się
wyzwiska pod adresem mojej znajomej, bo "przecież nie było widać efektów jej
pracy". Pan Sławomir S. zwlekał z podpisaniem umowy tydzień (pierwszy miesiąc
miał być na umowę zlecenie). W międzyczasie podkreślał, iż nie wie czy tą
umowę podpisze. Wydawało się, że ma trudny charakter, jest ordynarny, bo ma
taki sposób bycia. Niestety dwa dni po podpisaniu umowy podarł ją na oczach
znajomej. W tym momencie było już wszystko jasne.
Moja znajoma popełniła jeden podstawowy błąd - nie posiadała żadnego z dwóch
egzemplarzy umowy.
Mam nadzieję, że będzie to dla niej i dla wszystkich dobrą nauczką. Inna
sprawa, że nikt normalny nie wytrzymałby długo z szefem, który nie informuje
ani asystentki, ani klientów o zerwaniu z nimi umów ("bo się już nie
opłacały").