porażki na rozmowach

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 08:08
Zdarzyło Wam się, że wyszliście z rozmowy i wiedzieliście, że daliście się
złapać na proste sztuczki hr-ów?

Sama pracuję w hr i aż nie mogę się sobie nadziwić, że podczas jedej z rozmów
dałam się wyprowadzić z równowagi ;)
Rozmowę przeprowadzała kobieta i mężczyzna. Siedli dość daleko od siebie -
trudno było utrzymać z nimi kontakt wzrokowy - czułam że mam oczy jak
piłeczka tenisowa - w prawo, w lewo, w prawo, w lewo. Kobieta była bardzo
miła i zadawała bardzo ogólne pytania - "proszę powiedzieć coś o sobie", "co
pani lubi robić w wolnym czaise", meżczyzna był bardzo wyraźnie znudzony -
podpierał się na łokciu, mazał długopisem moje zdjęcie na moim CV. Ironicznie
komentował moje wypoweidzi i zadawał szczegółowe pytania.
No i tak mnie speszyła jego "znudzona" postawa, że zaczęłam plątać się w tym
co mówiłam i ucieszyłam się, gdy wyszłam z budynku. ;)
To ku przestrodze dla szukających pracy - nie dajcie się sprowokować, musicie
być pewni siebie!
    • wiki112 Re: porażki na rozmowach 08.06.05, 08:49
      Miałam podobną sytucję do Twojej.
      Zostałam zaproszona na spotkanie rekrutacyjne. Prowadziła je Pani z hr-ów oraz
      Pan, który piastował stanowisko nadrzędne nad tym, na które aplikowałam.
      Sposób usadzenia obu osob był identyczny, jak w Twoim przypadku.
      Pani była b. miła, sympatyczna, ale Pan, no cóż nie dość, że wyraźnie znudzony,
      to w pewnym momencie zaczął się śmiać. Nie wspomnę, że zaczął się śmiać podczas
      mojej wypowiedzi. Przerwałam wówczas wypowiedź, spojrzałam się, jak na idiotę,
      a Pani z hr zapytała się, co jest powodem śmiechu, na co Pan odp, że właśnie
      zobaczył w CV, że mam taką samą datę urodzenia, jak on.
      Zaistniała sytuacja nie zbiła mnie z tropu. pan się uspokoił, przeprosił, a ja
      kontunowałam.Po spotkaniu też uznałam, że była to próba podpuszczenia mnie i
      sprawdzenia, jak reaguję w takich sytaucjach. Pracy nie dostałam, ale przy
      kolejnych spotakniach tego typu już wiem, czego można się spodziewać. ]
      Wg mnie jest to prymitywne zagranie ze strony rekrutujących, które nic
      szczególnego nie wnosi.
      Pozdrawiam,
      Magda:-)
      • Gość: ufo Re: porażki na rozmowach IP: *.aster.pl 08.06.05, 17:03
        hmm,. to bardzo ciekawe, jakis czas temu aplikowalam an stanowsko sekretar4ki w
        pewnej firmie ubezpieczeniowej. bylam juz po kilku etapach w agencji, ktora
        zaliczyla mnie do grona kilku szczesliwcow kolejengo etapu, juz bezposrednio w
        firmie.
        przyszlam na rozmowe, bylo tak jak opisujecie Pani i Pan, w sumie oboje moi
        zwierzchnicy. Ona niby mila, ale nic nie wiadomo, sie usmiechala w kazdym razie
        itp. on znudzony, zadawal jakies pytania, w pewnym momencie pyta mnie po co mi
        ta praca. Odpowiadam zgodnie z prawda, ze zeby sie usamodzielnic itp.,Potem
        pyta pytani, a ile chcialabym zarabiac. Wiem ze w takich firmach zarabia sie
        sporo, ale ta podana przez mnie byla raczej stawka na osobe o skromnym
        doswiadczeniu, ktora dlugo juz szuka pracy, ale zgodna z rynkiem. Pan na mnie
        spojrzal, rozesmial sie i zlosliwie zapytal sie jak zamierzam sie z tego
        utrzymac, ze moze mysle ze uda mi sie jeszcze mieszkanie wynjac itp. Spojrzalm
        na niego ze zdzwieniem i probowalam sie bronic, ale..... pracy nie dostalam,
        nawet nikt do mnie nie zadzwonil, maila napisal po tylu etapach,ze mi dziekuja.
        Generalnie bylo to dla mnie przykre doswiadczenie.
        • Gość: nariska Re: porażki na rozmowach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 19:42
          Ja tez mialam podobnie po kilku rozmowach z jedna firma, do ktorej mnie
          skierowala agencje rekrutujaca, tez nikt do mnie nie zadzwonil. Ale po tym
          doswiadczeniu juz wiem, ze jak sie nie odzywaja znaczy nie sa zainteresowani, i
          nie waze czy obiecali za oddzwonia!
    • Gość: czarno_to_widze Re: porażki na rozmowach IP: *.interraw.net.pl 08.06.05, 18:21
      Jak czytam te wypowiedzi to doszlam do jednego wniosku, skoro przyjmuje sie
      pracownikow do pracy to szef (rekrutujacy) powinien byc przeszkolony jak ma sie
      do tego zabrac, bo skoro sa szkolenia jak dobrze wypasc na rozmowie
      kwalifikacyjnej to w druga strone powinno byc to samo. A tak wogole to po co sa
      te rozmowy skoro one i tak nic nie daja, nie lepiej poprostu zatrudnic skoro
      jest taka potrzeba i dac mu szanse czy sie sprawdzi w pracy, wtedy taki
      pracownik bezstresowo da z siebie wszystko by ten czas probny wypadl jak
      najlepiej a nie jakies gadki szmatki.
      • Gość: tigr Re: porażki na rozmowach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 18:42
        Hej,

        Ja ostatnio byłam na rozmowie z Panią z HR. Nie dość, że sie nie przedstawiła i
        od razu uderzała do mnie per "ty" to jeszcze wyraźnie nie była zainteresowana
        tym, co mówię.

        Zadawała mi pytania i nie słuchała odpowiedzi, tylko patrzyła się kto
        przechodzi za moimi plecami (miałam z tyłu przeszkloną ścianę), patrzyła non
        stop na zegarek, nic nie notowała ani niczego nie czytała, bo nawet nie miała
        ze sobą mojego CV.

        Ciekawe jaki będzie wynik tej rozmowy...
      • tribeca Re: porażki na rozmowach 08.06.05, 20:01
        Gość portalu: czarno_to_widze napisał(a):

        A tak wogole to po co sa
        > te rozmowy skoro one i tak nic nie daja, nie lepiej poprostu zatrudnic skoro
        > jest taka potrzeba i dac mu szanse czy sie sprawdzi w pracy, wtedy taki
        > pracownik bezstresowo da z siebie wszystko by ten czas probny wypadl jak
        > najlepiej a nie jakies gadki szmatki.

        ROTFL!:))))))))))))))))))) jeśli ktoś z "gadką-szmatką" sobie nie radzi, to
        wpracy tym bardziej nie ma szans
    • losiu4 Re: porażki na rozmowach 08.06.05, 20:42
      nigdy nie pracowałem w HR... natomiast ładnych pare razy startowałem z
      rozmowach kwalifikacyjnych. I zdarzyło mi sie spotkać taką osobę, jak Tobie ów
      mężczyzna. Po 10 minutach rozmowy po prostu podziekowałem i poprosiłem, by na
      przyszłosć był ktoś, kto się zna na działce w której rekrutują (osoba, która
      mnie "przepytywała" zachowywała sie podobnie jak mężczyzna w twoim przypadku,
      ale zupełnie nie znała sie na dziedzinie na którą aplikowałem). Żeby było
      śmiesznie, moje podanie chyba zachowali, bo po jakimś pół roku dzwonili.
      Odmówiłem, podając dlaczego.

      Pozdrawiam

      Losiu
      • Gość: @@ Re: porażki na rozmowach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 20:49
        wiecie co w tym przypadku trzeba poprostu dac im popalic a jak juz taka sytacja
        zaistniejej to guzik mnie obchodzi co o mnie pomysla ale sadze ze bym tak
        zrobila ze to ja bym ich jeszcze wykiwala..to gdzie te rozmowy apropos :)
Pełna wersja