Wracac czy zostac?

IP: *.ny325.east.verizon.net 29.11.02, 01:39
Mieszkamy z mezem w NY od 5 lat. Tutaj sie wykszalcilismy, zdobylismy
doswiadczenie zawodowe, udalo nam sie zalegalizowac nasz pobyt. Mamy calkiem
niezle prace i zarobki. Jedyn problem to brak rodziny (jestesmy tutaj sami),
ogromna tesknota za domem i krajem. Nie wiemy czy wracac czy zostac tutaj.
Jakie mamy szanse na znalezienie pracy (jestemy z W-wy)? Maz ma 36 lat ja 29.
Co robic?
    • Gość: Wojtek Re: Wracac czy zostac? IP: *.tch.harvard.edu 29.11.02, 02:27
      Magda,
      odpisz do mnie na priv; voytek.chrystyna@TCH.Harvard.edu
      mam troche informacji dla expatriotów szukających pracy w Polsce

      Wojtek
      • Gość: Ortega Re: Wracac czy zostac? IP: *.dhcp.uno.edu 29.11.02, 02:52
        To moze i ze mna sie podzielisz, czy ten priv to dla wszystkich.
        • Gość: Wojtek Re: Wracac czy zostac? IP: *.tch.harvard.edu 29.11.02, 02:55
          Ortega,
          dla wszystkich, nie ma problemu, dobra okazja do wymiany doswiadczen na temat
          pracy w Polsce

          pozdrawiam

          Wojtek
          • Gość: maciek Re: Wracac czy zostac? IP: *.client.attbi.com 09.01.03, 16:40
            To chyba na temat braku pracy w Polsce ??
            Przeczytaj sobie watek ktory zaczela Bozena38. i innych osob z wyksztalceniem i
            doswiadczeniem ktorzy za nic nie moga znalesc pracy w Polsce.
            Ktos kto chce wracac na stale do Polski jest niespelna rozumu.
    • Gość: tintin Re: Wracac czy zostac? IP: *.itpp.pl 30.11.02, 21:27
      Wszystko zależy od branży. Znajome małżeństwo miało podobne dylematy. Jedno
      zajmowało sie w Stanach terapią ludzi starszych i robiło na tym naprawde spore
      pieniądze, drugie finansami. No i w Polsce okazało się, że to pierwsze
      praktycznie nie ma co robić, a jeśli to za grosze (bo oczywiscie ludzi
      starszych na terapie nie stac) natomiast drugie zrobiło gigantyczną karierę, na
      która w Stanach musiało by czekać podejrzawam kilkanascie lat jesli chodzi o
      prestiż i zarobki.
      No a do tego dochodzą standardy życia. jedni wolą mieszkać w USA, inni w
      Polsce - i mówię tu o drobiazgach które się kumulują i przeszkadzają albo wręcz
      przeciwnie. Ja na przykład w zyciu nie mógłbym w Stanach, bo całe jedzenie jest
      plastikowe (a byłem w naprawdę wielu miejscach, bo może z wyjatkiem
      ekskluzywnych restauracji), u nas za to wieczna ślimacząca się biurokracja,
      wszyscy skwaszeni, ale za to potrafiący pogadac, zamiast "fine", "fine".
      Itd
      • bavy Re: Wracac czy zostac? 02.12.02, 15:44
        Sam mam ostatnio ten sam problem. Wracac, czy zostac.
        Otworzylem Forum prywatne do dyskusji na ten temat, zapraszam (z uwagi na fakt,
        ze wole, aby forum bylo raczej kameralne i poswiecone tematowi, jest ustawione
        jako forum zamkniete - trzeba wyslac zgloszenie).

        Zapraszam i pozdrwaiam,
        Bartek

        www2.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10426
        • Gość: Karol K Re: Wracac czy zostac? IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.02, 16:25
          Ja chciałbym zaprezentować swój głos z drugiej strony - być może jest on
          tendencyjny
          - czekam w dołkach startowych na sygnał do odlotu z kraju i nastawiam się
          na stałą emigrację, jak by to nie było bolesne.

          Drodzy Polonusi - wydaje mi się, że Wasze myślenie jest obciążone niepoprawnym
          optymizmem.
          Specyfika polskiego rynku polega na tym, że gorszy pieniądz wypiera lepszy -
          również w kadrach.
          Pojęcia na których zasadzacie swoje nadzieje - goodwill, renoma, rzetelność,
          ciężka praca, umiejętności, wiedza, doświadczenie
          - mają tutaj też pewne znaczenie, ale nie takie jakie wy sobie wyobrażacie.
          Na rynku już od jakiegoś czasu dominuje strategia przetrwania w dżungli.
          Na wyraźne życzenie podam później kilka przykladów z życia wziętych.

          W normalnym systemie kryzys działa oczyszczająco, pozwala odchudzić i usprawnić
          działąnie firm,
          a zarazem całej gospodarki. Ale w Polsce jest inaczej. Prześledźcie dane
          ekonomiczne dotyczące inwestycji.

          Ktoś odpowie - dam worek złota za dobrego pracownika, bo trudno takiego
          znaleźć.
          Zgoda, ale oceń swoje własne szanse uczciwy pracodawco, w starciu z innym,i
          mniej uczciwymi firmami.
          Z czego zapłacisz pensje swoim ludziom, gdy twojej firmie kolejny raz nie
          zapłaci kontrahent.
          A podatek już zapłacony z oszczędności teścia, a ZUS trzeba zapłacić terminowo,
          bo zaraz Ci na głowę wejdzie komornik.
          Ktoś musi utrzymywać te 37 milionów ludzi - i to właśnie jesteś ty.
          A Twój konkurent zastosuje przeróźne sztuczki na niekorzyść swoich pracowników
          i przetrwa.
          A jeżeli jest to duży silny moloch to nie dość że ZUS-u nie zapłacił
          to teraz za Twoje pieniądze umarzają mu długi.

          Jeżeli ktoś ma chorych rodziców - zgoda - są sytuacje gdy nie ma kompromisów.
          Trzeba jechać.
          Ale jeżeli jeszcze nie zakładacie "hodowli staruszków"
          to raczej starajcie się zbudować sobie taką pozycję,
          aby ich w stosownym momencie móc ściągnąć za ocean.
          Wielu z Was ogląda seriale w telewizji Polonia na satelicie-
          nie dajcie się oszukać - - te wymuskane kliniki i sympatyczny personel
          medyczny
          to nie jest jeszcze obowiązujący standard w naszym kraju.
          Nadal przecietny czas oczekiwania na interwencję pogotowia
          ( dojazd do rannego) w Polsce jest ten sam,
          jaki był w trakcie drugiej wojny światowej..
          Oby to nie Wasi rodzice nie doczekali przyjazdu karetki...

          Wielu z Was odwiedza kraj i nosi później długo te chwile w sercu.
          - gdy zostaniecie chwilę dłużej to czar pryśnie, bo przestaniecie
          być długo oczekiwanymi gośćmi noszonymi na rękach przez stęsknioną rodzinę i
          przyjaciół.
          Spróbujcie załatwić coś w urzędach bez ich pomocy - wymieńcie sobie prawo jazdy
          albo dowód osobisty.
          Posłuchajcie co mówią ludzie w kolejkach.
          Wpadnijcie do lekarza i spróbujcie umówić się na wizytę do specjalisty - dla
          samej ciekawości sprawdźcie ile czasu
          czeka się na zabieg.
          Ja przed wyjazdem stąd staram się wynotowywać wszystkie ciemne strony
          tutejszego bytowania i przykrości,
          jakie mnie tutaj spotykają, aby po wyjeździe, gdy nostalgia i upływ czasu
          zaćmią złe wspomnienia, móc się upewnić,
          że znajduję się tam, gdzie być powinienem.

          Zbyt wielu Polonusów, których spotkałem, już zapomniało dlaczego uciekli,
          tęsknią za ojczyzną i noszą się bez końca z zamiarem powrotu do kraju.
          Nieliczni repatrianci, którzy się zdecydowali na powrót do ojczyzny,
          ponieśli w kraju finansowe ( i rodzinne - niewiele małżeństw prztrwało taką
          próbę)
          katastrofy i powrócili pod opiekuńcze skrzydła swej przybranej nowej ojczyzny.
          Wydaje mi się, że to problem świadomości.
          Ci, których historie słyszałem
          byli rozluźnieni i mieli skłonność do zbyt optymistycznej oceny swoich szans
          przed wyjazdem
          - ponosili kolejne porażki przy rozkręcaniu biznesu w Polsce, bo tutaj trzeba
          być spiętym i czujnym.
          Zostali rozerwani na strzępy przez urzędników, haraczowników i szczupaki
          biznesu (rekiny to za duże słowo).
          Wielu takich cwaniaków tutaj tylko czeka na Polonusów wracających z pieniędzmi.

          Przeanalizujcie i porównajcie koszty zycia w Warszawie i w innych dużych
          miastach na świecie.
          Weźcie do ręki dane dotyczące gospodarki - ilość nowo zakładanych biznesów,
          przyrost naturalny, wzrost ekonomiczny.
          Spójrzcie na styl życia związany z klimatem i na pozostałe czynniki, jakie
          zwykle biorą pod uwagę
          agenci nieruchomości. Chyba prościej namówić swą rodzinę i przyjaciół na wyjazd
          do Was.
          Zafundujcie im wycieczkę do Was. Wyślijcie za nich zgłoszenia do loterii
          wizowej. Może się uda.

          Ach te sentymenty - nostalgia....

          No cóż. Wy tutaj a my tam...
          Pozdrawiam i życzę miłego lądowania na cztery łapy.

          Karol K

          P.S. Zapraszam do lektury mojego tekstu www.karolkaz.art.pl/selekcja.htm








          • Gość: Magda Re: Wracac czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 03.12.02, 17:29

            Ja to wszystko swietnie rozumiem i wlasnie dlatego sie tak gleboko zastanawiamy
            nad powrotem. Posiedzisz troche na obczyznie i zobaczysz, ze czasami ta
            tesknota za rodzina (szczegolnie jesli jestes tutaj sam jak palec, bez zadnej
            rodziny) jest tak silna, ze czasami budzac sie rano masz ochote po prostu
            spakowac walizki, zostawic wszystko i wrocic. Jeszcze wiekszym dylematem sa
            rodzice, ktorzy niestety starzeja sie. Ktos sie bedzie musial nimi opiekowac. W
            naszym przypadku jestesmy to my. Sciagniecie ich do NY (uwierz mi) nie jest
            takie proste. Poza tym, nie wiem czy oni by sie tutaj odnalezli. Mowie o moich
            rodzicach i tesciach (nie moge sobie wyobrazic ich mieszkajacych razem). To
            chyba jest nasz jedyny problem. Inaczej to chyba bysmy o powrocie nie mysleli.
            Wiemy, ze przyjechalismy tutaj bo nie bylsmy wstanie nic osiagnac w Polsce. Tu
            mamy wszystko (chodzi mi o materialna strone)czego nie mielismy w Polsce.
            Taki dylemat maja setki jak nie tysiace emigrantow. Zycze ci jak najlepiej, ale
            gwarantuje, ze po czasie i ty sie z tym zetkniesz.
            Powodzenia na nowej drodze.
            Magda
            • Gość: Karol K A jak dzieci ? IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 00:00
              Wiesz, jest jeszcze temat dzieci.
              To znacznie dalszy horyzont czasowy, więc nie sposób przewidzieć, gdzie im
              będzie lepiej. Jeżeli chodzi o efekt w krótkim horyzoncie czasowym, mogę Ci
              podać przykład mojego znajomego, który kilka lat temu wrócił do ojczyzny,
              przywożąc dwóch podchowanych synów, którzy następnie zrobili tutaj matury i
              obecnie studiują.
              Trzymał ich żelazną ręką, więc uczyli się pilnie i dostali się na dobre
              kierunki.
              Skarżył się, że synowie wcześniej za granicą po szkole znajdowali mnóstwo
              zajęć - dorabiali sobie na tysiące zorganizowanych sposobów, a potem biegli na
              basen, do kina, na tańce, na mecz, grali w tenisa, siatkówkę etc.
              Przyjechali tutaj a tu pustynia. Nie sposób zarobić, bo kandydatów do mycia
              szyb są setki, a inne metody zarobku młodych nierozpowszechnione i na dodatek
              nielegalne. Pojechali na zbieranie truskawek, ale zrezygnowali po jednym dniu,
              ze względu na żenująco niskie stawki. Gdy chcieli pomóc Owsiakowi zbierać
              pieniądze, okazało się, że nawet wolontariat w naszym kraju jest nielegalny.
              Z racji statusu społecznego ( określanego przez ilość pieniędzy tatusia - a
              jakże ) zaczęli kolegować się z podejrzanymi kryminalnie kolesiami z tej samej
              szkoły, ale podjeżdżającymi pod nią luksusowymi samochodami i prowadzącymi
              wystawne życie.
              Wyjść gdzieś wieczorem? Mimo, że to Trójmiasto, nie jest tu za wesoło w kwestii
              wyszukanych rozrywek. Tylko dyskoteka, alkohol i łubudu. Mój znajomy dwoił się
              i troił, żeby przynajmniej w weekendy ich czymś zająć. organizował gry słowne,
              zawody siatkówki, wywoził ich na mecze, organizował wycieczki krajoznawcze,
              etc.

              Światopogląd kolegów ze szkolnej ławy, który dla dzieciaka nagle okazuje się
              być jedynym właściwym jest tutaj przerażająco niski i materialistyczny, tak jak
              prawdopodobnie i u was.
              Dziewczęta zapatrzone w kolorowe tygodniki dla podlotków dyskutują otwarcie o
              męskich pośladkach i orgaźmie, a chłopcy poza cyckami, grami komputerowymi i
              szybkimi samochodami świata nie widzą. Żadnej fascynacji złożonością świata,
              żadnej ciekawości poznawania. Sztuka czytania zanikła. Książki już nie istnieją.

              Harcerstwo sprowadza się już tylko do wycieczki turystycznej. Dzieciaki jadą
              autobusem, śpią na łóżkach pod dachem, kucharki gotują żarcie, sprzątaczki
              sprzątają, awantury o zatkane podpaskami sedesy...nic z ducha Robinsona nie
              pozostało. Wieczorem wieczorek zapoznawczy i disco.

              Za naszych czasów jeszcze ścinaliśmy wskazane przez leśniczego suszki w lesie,
              budowaliśmy sobie sami obóz, ogrodzenie, prycze, stawialiśmy piec z gliny,
              budowaliśmy pomost, kopaliśmy doły na śmieci i wychodki a głównym środkiem
              transportu był autostop. Wieczorami była gitara i ognisko...

              Nic z tego ducha dzisiaj nie pozostało, ale wciąż wielu Polonusom się wydaje,
              że lepiej dzieciaka wysłać na obóz harcerski do Polski, żeby się nauczył życia
              i przeżył wspaniałą przygodę. Na pewno jeszcze gdzieś są takie porządne obozy
              organizowane, ale chyba niełatwo je będzie znaleźć.

              Dodałem dalszy ciąg na mojej stronie www.karolkaz.art.pl/selekcja.htm
              Pozdrawiam
              Karol K

              PS. Mamy nadzieję zlądować w NYC w ciągu następnych dwóch miesięcy.

          • pawel1971 Do Karola 04.12.02, 02:55
            Karol,
            są takie sytuacje w zyciu ze nie masz wyboru. Ja juz nawet nie rozmawiam ze
            znajomymi o powrocie do Polski, bo pukają sie w czoło i dokładnie wiem co mi
            mają do powiedzenia. W mojej sytuacji mam córke w Polsce, i za nic nie moge sie
            dogadać z moją ex. Sądzimy sie w sądzie o prawa rodzicielskie, na prawników
            zlodzieji wydałem juz tyle, ze kupiłby za to niezły samochód. No cóż, życie.
            Starasz sie wyemigrować. Prawda jest taka, ze na emigracji jeżeli jestes
            skłonny włozyć w to dużo pracy, i jesteś tu legalnie to odniesiesz sukces i
            będziesz miał dużo zadowolenia z życia. A dla takich jak ja, co muszą,
            przynajmniej czasowo, szukac swego miejsca w kraju - jedna wielka nerwówka i
            niepewność.
            Zyczę Ci wszystkiego najlepszego na nowej drodze, i nie martw sie, los w Twoich
            rękach i nikt tu Cie nie będzie pytał o znajomości.

            • pepsiblue trzeba wiedziec poco sie wyjezdza 04.12.02, 19:32
              Chcialbym dorzucic troche swoich spostzezen na temat wyjazdow i powrotow.
              Mysle ze warto by sobie zadac pytanie po co sie wyjezdza i na tej podstawie
              mozna dojsc do wniosku czy warto wrocic (nie biore tutaj pod uwage roznych
              sytuacji losowych, ktore stawiaja czlowieka w sytuacji gdzie nie ma wyboru).

              Uwazam ze ludzie ktorzy chca robic cos ciekawego w zyciu zawodowym, dotyczy to
              szczegolnie naukowcow, inzynierow, informatykow, bankowcow etc. niestety nie
              znajda podobnych warunkow i mowzliwosci rozwoju w Polsce w porownaniu z USA czy
              Zach Europa. Niestety ale Polska jest i jeszcze dlugo bedzie krajem zapoznionym
              w rozwoju, gdzie nie ma srodkow na badania podstawowe (basic research),
              inwestycje w high tech, i tym podobne. Jesli chodzi o robienie kariery to nie
              osobiscie nie wierze w te mity o szybkich karierach ludzi ktorzy wyjechali na
              chwile na zachod, wrocili i w ciagu 1,2 roku poszybowali do gory. Moze kilka
              osob zrobilo spektakularne kariery (Kostrzewa z BRE) ale ten czas juz minal,
              choc pokutuje jeszcze tkzw. 'polski profesjonalizm'.

              I tak jak zauwazyl Pawel, uwazam ze nikt nie czeka na zadnych specjalistow z
              zachodu. Polska gospodarka w recsji nie jest w stanie wykorzystac rodzimych
              specjalistow.

              Jezli ktos musi wracac z powodow rodzinnych, zdrowotnych, niezalegalny pobyt,
              to jest zupelnie inna sprawa. Jezli ktos uwaza ze Polska jest nowym 'land of
              opportunity' to ja uwazam ze sie myli, jezeli chce cos osciagnac uczciwia
              praca, bez znajomosci i przekretow.


    • Gość: Kocio Re: Wracac czy zostac? IP: *.riviera.pw.edu.pl / 10.4.35.* 04.12.02, 02:03
      Kochani! W ostatniej sondzie GW prawie 50% Polaków opowiedziało się za wyjazdem
      do UE. Co to oznacza? Że w Polsce są marne szanse na rozwój. Kto odpowiada na
      sondy GW? Pytanie retoryczne. Mam 25 lat. Pobyt w Anglii (jestem w Polsce z
      powodów osobistych). Jestem wykształcona, jak większość moich znajomych (studia
      za granicą, języki, doświadczenie). Jest jeden mały problem. Brak znajomości.
      Odpowiadam na każdą ofertę. Co z tego? Dobre firmy tylko "dla przyzwoitości"
      ogłaszają konkursy na wolne stanowiska (które są od dawna obstawione), a w
      pozostałych... No cóż... Jeśli dzieci mają chodzić do dobrych szkół, uprawiać
      sporty, uczyć się języków (nie mówiąc o naszych potrzebach), to w Polsce są
      marne szanse. Chociaż pewnie "się zdarza".
      I tak na marginesie; moim największym marzeniem jest przekonanie rodziców do
      wyjazdu (wszystko zapewnione), ale boję się, że już za późno, że nie odnajdą
      się. I rozumiem to. Ale Wy próbujcie.
      Pozdrawiam
    • Gość: tintin Re: Wracac czy zostac? IP: *.itpp.pl 04.12.02, 23:56
      Hmmm, a ja bym nie był taki jednoznaczny. Myslę że jest dużo za i sporo
      przeciw. Nie wiem w jakiej branzy pracujecie, ale wiem ze w Polsce nadal jest
      olbrzymie zapotrzebowanie na fachowców. Wiem, co powiedzą setki zawiedzionych:
      o tym że wysyłali setki CV i nic. I tak też jest, ale wiem jak bardzo poszukuje
      się ludzi którzy sąprofesjonalistami jak wysokie chce im sie placic stawki i
      jak rozpaczliwie takich ludzi po prostu nie ma. Jasne, to dotyczy tego co znam,
      a przecież nie znam wszystkiego i wierze że kto inny może mieć zupełnie inne
      doswiadczenia. To zalezy od branzy, miasta, itd. Ale obraz wcale nie jest
      czarny. Jak w zyciu, raz czarny ale raz bialy.
      Co do warunkow zycia to znowu kwestia dyskucji. Ja bylem troche w Stanach i
      wiem ze bym zwariowal jakbym mial tam na stale mieszkac. Nie z powodu tesknoty
      za Polską ale to dla mnie kompletnie inna kiltura, inni ludzie inna menalnosc.
      Ale wiem ze to wlasnie pociąga wielu.
      Maly przyklad jak to dziala. Znajomy ktory od kilku lat mieszka juz w Stanach
      opowiadal mi ze w Polsce jest strasznie. M.in dlatego ze idzie do sklepu kupuje
      pomodory a tam kazdy pomidor inny. Jeden maly, inny duzy, jeden niedojrzaly a
      jeden nadgnily. W Stanach jak ide do sklepu to wszystkie sa takie same mowi. I
      wlasnie dlatego on chce mieszkac w Stanach a ja nie Bo ja lubie kiedy pomidory
      sa inne, nawet jesli czasem zdarzy sie nadgnily, a amerykanskie wydawaly mi sie
      plastikowe i bez smaku. To rzecz gustu i kazdy to oceni inaczej.
      Tak samo z warunkami zycia, oferta kulturalna, zyciem codziennym. Są plusy i są
      minusy. A co najciekawsze to co dla jednego jest plusem dla innego jest
      minusem.
      Nie moglbym mieszkac w Stanach. Pewnie we Francji czy Wloszech tak, ale nie w
      Stanach. Wiem ze dla mnie i szalenie wielu znanych mi ludzi Polska jest
      miejscem na swiecie gdzie mozna miec niesamowicie ciekawa prace jakiej nie
      dostal bym gdzie indziej na swiecie. Ale wiem tez ze dla kogo innego sytuacja
      moze byc skrajnie inna. Wiec nie sluchajcie ani mnie ktory kusi ani innych
      ktorzy straszą. Wybierzcie sami :)))
    • Gość: Magda Do Karola IP: *.ny325.east.verizon.net 05.12.02, 01:50

      Karol,
      Czy Ty bedziesz tutaj legalnie? Bedziesz mial wszystkie potrzebne dokumenty?

      Magda
      • Gość: Karol_K Re: Do Karola IP: *.hnet.pl 05.12.02, 18:24
        Moja kochana małżonka dostała ofertę postdoka na Columbia University
        i stąd wynikają nasze nadzieje na wizy typu J. Potem będziemy się starali
        zalegalizować pobyt, może wylosują nas na loterii..,
        a może wypali aplikacja do Australii, trudno powiedzieć.
        Życie pokaże. Będziemy sie starali.

        Może się uda nam spotkać na miejscu,
        zanim na dobre wyfruniecie do Polski?
        Będzie nam bardzo miło.

        Pozdrawiam i dziękuje za zainteresowanie.

        Karol
        • uscitizen Pozdrowienia z NY ;-))) 05.12.02, 18:37
          • uscitizen Re: Pozdrowienia z NY ;-))) 05.12.02, 18:39
            Ja z Przymorza ;-))
            • Gość: Karol_K Pozdrowienia z Suchanina IP: *.hnet.pl 06.12.02, 00:32
              A ja z Gdyni.
              Pozdrawiam również.
        • Gość: Pio M. Re: Do Karola IP: *.dhcp.uno.edu 05.12.02, 20:37
          Trzymaj sie zdaleka od wizy J, postaraj sie aby ci dali zonie dali H1-B,
          Legalizacja z wiza J jest trudniejsza, mowie o czasie i dziesiatkach (tak, tak)
          tysiecy dolarow na adwokatow.
          • Gość: Karol_K Re: Do Karola IP: *.hnet.pl / 172.20.6.* 06.12.02, 00:23
            Dziękuję za rady.
            Obawiam się, że nie będę miał na to żadnego wpływu.
            Najwyżej później, gdy znajdę pracę, to jeżeli się spodobam pracodawcy,
            wówczas spróbuje namówić go, żeby wystąpił dla mnie o H1B.

            Po wizie J obowiązuje bodajże bezwzględnie egzekwowany roczny okres,
            gdy nie wolno wracać do USA.
            Tak wyczytałem, ma to podobno zapobiegać drenażowi mózgów z krajów, które
            uczestniczą w wymianie. Delikwent w tym czasie traci kontakty zawodowe na
            miejscu i jest mniej sklonny wrócić.

            Za to wiza J jest chyba szybciej załatwiana, niż H1B.

            Pozdrawiam
            KArol
            • Gość: bb Re: Do Karola IP: *.as3.nwbl1.wi.voyager.net 06.12.02, 01:12
              Na wizie J-1 nie mozna wracac do Stanow przez rok tylko jesli pracowales dla
              instytucji rzadowej w USA.Columbia to prywatny uniwersytet.
              • Gość: Pio M. Re: Do Karola IP: *.dhcp.uno.edu 06.12.02, 18:02
                Sprawy sa bardziej skomplikowane, nie zmienisz J na H1B i tu jest pies
                pogrzebany, to znaczy sa dziury w plocie ale bedzie drogo i dlugo.
                • Gość: Karol_K Nie wiedziałem. IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 10:25
                  Nie wiedziałem.
                  Dzięki za info.
    • Gość: Magda Do Tintin IP: *.ny325.east.verizon.net 05.12.02, 01:53

      Moj maz jest inzynierem mechanikiem o specjalizacji robotyka i kontrolowanie
      systemow mechanicznych (PW w NY)+ computerowe wspomaganie projektowania
      urzadzen mechanicznych (PW Warszawa)myslisz, ze w Polsce potrzebuja takich
      fachocow?

      Magda
      • Gość: Ortega Re: Do Tintin IP: *.dhcp.uno.edu 05.12.02, 03:00
        To i tak nie najgorzej, moglby byc konstruktorem rakiet kosmicznych. Jestem
        pewien ze w Polsce potrzeba takich wielu .....do rozwozenia waty po aptekach.
        • tintin Re: Do Tintin 05.12.02, 18:59
          To mnie zastrzelilas :))) Nie mam pojecia. Ale czy firma w ktorej teraz pracuje
          mąz nie ma interesow, oddzialu w Polsce? Tak wlasnie wrocili moi znajomi -
          dostajac tu wysokie stanowiska do ktorych w USA drapali by sie z 10 lat. Nie
          wiem tez czy koniecznie chce w swojej dziedzinie i czy moze w czyms pokrewnym -
          sorry, ale nie mam pojecia o tego typu sprawach powiedzmy politechnicznych. Ale
          niezaleznie od wszystkiego powinien wybadac grunt kiedy jeszcze
          jestescie "tam".
          Nie pomoge konkretnie, ale jak pisalem w pierwszym chyba poscie. Czasem
          profesja bardzo oplacalna w USA tu jest nic nie warta albo smiesznie platna, a
          czasem odwrotnie.
          A dwa, ze w Polsce brakuje profesjonalistow. A wracajacy z zzagranicy są
          przeważnie profesjonalistami.
          Brakuje profesjonalistow mimo wielkiego bezroboacia i to zadziwiajace. I
          wlasciwie przyklady mozna mnozyc.
          Do mojego dentysty są kolejki i nie moze sie opedzic od klientow. Dlaczego? Bo
          mimo ze dentystow sa tysiace i na kazdej ulicy jest gabinet, to dalej wrzeszcza
          na pacjenta: pan sie nie wierci! przeciez nie boli pana czego pan sie kreci! A
          ten dentysta jest normalny, (moze dlatego ze byl na stazu w Stanach :))
          usmiechnie sie, zagada, kiedy boli to da wiecej znieczulenia, opowiada kawaly
          kiedy boli zeby odwrocic uwage. Oczywiscie zaklada tez swietne plomby i nie
          jest tani, ale wole isc tam niz byc pomiatany przez jakas pania doktor ktora
          denerwuje ze mnie boli.
          I tak jest jesli chodzi o knajpy, lekarzy, maklerow, dziennikarzy, urzednikow.
          To sa srodowiska gdzie mam znajomych i gdzie wciaz sie ktos skarzy ze nie moze
          znalezc ludzi do pracy za bardzo atrakcyjne pieniadze. Bo zglasza sie co prawda
          300 osob na miejsce, ale nikt sie nie nadaje.
          To z jednej strony ta mniej przyjemna twarz Polski. To ze gdziekolwiek nie
          pojdziesz to spotkasz przewaznie kogos niekompetentnego.
          Lekarza ktory nie ma pojeciai co ci jest, montazyste ktory nie wie jak
          montowac, scenarzyste ktory nie ma pojecia o scenariuszu, urzednika ktorego
          szalenie nudzi to ze musi siedziec za biurkiem.
          Ale to rowniez szansa dla tych ktorzy są dobrzy w tym co robią, bo takich
          kupuje sie na pniu (chyba ze nie ma zapotrzebowania)
          • uscitizen Do Karola K/ Podatki 05.12.02, 19:14
            "Zafascynowany Ameryką i wszystkim co jej dotyczy zadałem sobie ostatnio trud i
            wczytałem się w amerykańska ordynacje podatkowa. Sam spis treści to ponad 70
            stron. Prysł mit o prostym i nieskomplikowanym a jednocześnie skutecznym prawie
            amerykańskim. Główna różnica polega chyba na tym, ze tam wątpliwości
            interpretuje się na korzyść podatnika, a prawo napisane zostało w sposób
            bardziej jednoznaczny."

            Cha, cha dobre ;-)))
            Gdyby tu jeszcze ktos sie tym przejmowal, albo samodzielnie rozliczal
            podatki ;-)))
            Rozliczyc sie trzeba raz w roku (rozl. indywidualne ) do 15 kwietnia. Mnie
            rozlicza b. dobrze od lat kolega, place za to 60 dolarow, ktory to wydatek
            rowniez odliczma od podatku.
            W taj chwili nawet nie umialbym tobie powiedziec , jaka forme w"ypelniam i
            odsylam".
          • pepsiblue swiat przez rozowe okulary... 05.12.02, 23:57
            tintin napisał:

            > A dwa, ze w Polsce brakuje profesjonalistow. A wracajacy z zzagranicy są
            > przeważnie profesjonalistami.
            > Brakuje profesjonalistow mimo wielkiego bezroboacia i to zadziwiajace. I
            > wlasciwie przyklady mozna mnozyc.


            Nie zgodze sie z tym brakiem specjalistow. Wyglada na to ze jeszcze cie nie ma
            na rynku pracy albo ktos cie trzyma w cieplanianych warunkach i nie wiesz co
            sie dzieje na rynku pracy. Przejzyj dodatek Kariera w Rzeczpospolitej albo
            forum Praca i Gospodarka i serwis Praca w gazecie, to zobaczysz jaki bardzo
            wielki jest ten popyt i na jakich fachowcow. .... Jaki niby przemysl potrzebuje
            tych fachowcow?

            > Do mojego dentysty są kolejki i nie moze sie opedzic od klientow. Dlaczego?
            Bo mimo ze dentystow sa tysiace i na kazdej ulicy jest gabinet, to dalej
            wrzeszcza
            > na pacjenta: pan sie nie wierci! przeciez nie boli pana czego pan sie kreci!
            A
            > ten dentysta jest normalny, (moze dlatego ze byl na stazu w Stanach :))
            > usmiechnie sie, zagada, kiedy boli to da wiecej znieczulenia, opowiada kawaly
            > kiedy boli zeby odwrocic uwage. Oczywiscie zaklada tez swietne plomby i nie
            > jest tani, ale wole isc tam niz byc pomiatany przez jakas pania doktor ktora
            > denerwuje ze mnie boli.
            > I tak jest jesli chodzi o knajpy, lekarzy, maklerow, dziennikarzy,
            urzednikow.
            > To sa srodowiska gdzie mam znajomych i gdzie wciaz sie ktos skarzy ze nie
            moze
            > znalezc ludzi do pracy za bardzo atrakcyjne pieniadze. Bo zglasza sie co
            prawda
            >
            > 300 osob na miejsce, ale nikt sie nie nadaje.

            zgodze sie ze w Polsce nagminnie wystepuje zjawisko tkzw. 'polskiego
            profesjonalizmu'. Ale z drugiej strony wielu z tych lekarzy, monterow,
            inzynierow jak tylko dostanie szanse na zachodzie staje sie swietnymi
            pracownikami, ktorzy potrafia dorownac albo przwyzszaja czasem tybylcow
            zaangazownaiem w prace i umiejetnosciami.

            > To z jednej strony ta mniej przyjemna twarz Polski. To ze gdziekolwiek nie
            > pojdziesz to spotkasz przewaznie kogos niekompetentnego.
            > Lekarza ktory nie ma pojeciai co ci jest, montazyste ktory nie wie jak
            > montowac, scenarzyste ktory nie ma pojecia o scenariuszu, urzednika ktorego
            > szalenie nudzi to ze musi siedziec za biurkiem.
            > Ale to rowniez szansa dla tych ktorzy są dobrzy w tym co robią, bo takich
            > kupuje sie na pniu (chyba ze nie ma zapotrzebowania)

            Nie zgodzilbym sie z tym. Lekarzy jest w Polsce jak psow (bez pbrazy dla
            lekarzy). Pracuja za naprawde psie pieniadza. ta sama sytuacja jest
            robotnikami, inzynierami z roziwazanych osrodkow R&D, nie wspominajac o
            bankowcach, ekonomistach. etc. (z urzednikami to chyba jakis niesmaczny zart).
            I bedzie ich coraz wiecej, bez roboty, tymbardziej po wejsciu Polski do EU.

            Za 15-20 lat moze sytuacja sie nieco zmieni, ale poki co, zaden prawdziwy
            profesjonalista z zachodu, ktory liczy na jakies owoce swojej pracy, nie zameni
            kariery na zachodzie na kariere w Polsce. Ja bym zyczyl sobie i wam wszystkim
            zeby bylo odwrotnie, ale fakty mowia same za siebie.

            • Gość: ToeToe Re: swiat przez rozowe okulary... IP: *.jetstream.xtra.co.nz 06.12.02, 00:04
              Rozsmieszyles mnie do lez takim stwierdzeniem, bo jakas godzine temu
              dowiedzialem sie,ze moj znajomy stracil prace (jeden z tych najlepszych)
              Smutne..
            • tintin ej pepsiblue 06.12.02, 02:41
              Nie zgodze sie z tym brakiem specjalistow. Wyglada na to ze jeszcze cie nie ma
              > na rynku pracy albo ktos cie trzyma w cieplanianych warunkach i nie wiesz co
              > sie dzieje na rynku pracy. Przejzyj dodatek Kariera w Rzeczpospolitej albo
              > forum Praca i Gospodarka i serwis Praca w gazecie, to zobaczysz jaki bardzo
              > wielki jest ten popyt i na jakich fachowcow. .... Jaki niby przemysl
              potrzebuje
              Alez ja nie pisze o hutnictwie czy gornictwie. O zadnym przemysle. A na rynku
              pracy jestem bardzo dlugo i nie musisz tu robic wycieczek. Bo ja moge
              domniemywac ze wyslales jedno CV i tak sie zalamales ze nie odpowiedzieli ze
              juz nie probowales dalej. Zadowolony?

              > zgodze sie ze w Polsce nagminnie wystepuje zjawisko tkzw. 'polskiego
              > profesjonalizmu'. Ale z drugiej strony wielu z tych lekarzy, monterow,
              > inzynierow jak tylko dostanie szanse na zachodzie staje sie swietnymi
              > pracownikami, ktorzy potrafia dorownac albo przwyzszaja czasem tybylcow
              > zaangazownaiem w prace i umiejetnosciami.
              Alez oczywiscie ze tak. Ale piszemy w tym watku o polakach w Polsce :)))

              > Nie zgodzilbym sie z tym. Lekarzy jest w Polsce jak psow (bez pbrazy dla
              > lekarzy). Pracuja za naprawde psie pieniadza. ta sama sytuacja jest
              > robotnikami, inzynierami z roziwazanych osrodkow R&D, nie wspominajac o
              > bankowcach, ekonomistach. etc. (z urzednikami to chyba jakis niesmaczny zart).
              > I bedzie ich coraz wiecej, bez roboty, tymbardziej po wejsciu Polski do EU.
              Chyba raczej wrecz przeciwnie. Tlumacze juz sie ciesza na te kilka tysiecy
              stanowisk, o urzednikach nie wspominajac....

              > kariery na zachodzie na kariere w Polsce. Ja bym zyczyl sobie i wam wszystkim
              > zeby bylo odwrotnie, ale fakty mowia same za siebie.
              Ech, naczytalo sie ksiazek o Rockefellerach co? Powtarzam, to zalezy od tego co
              chcesz robic. Dajmy na to jak zlikwidowano pewna kopalnie to czesc gornikow
              pojechala pracowac do Czech a czesc do Hiszpanii i zarabiaja w euro. Bo w
              Polsce nie maja szans. To jasne. Cala masa ludzi z PGR czy upadlych fabryk tez
              nie ma szans. I to tez jasne ze wola wyjechac. Ale please nie udawaj ze
              wszystko wiesz lepiej. Ja wiem, ze dla wielu ludzi wyjazd jest jak najbardziej
              logiczny i korzystny. Ale przyjmij do wiadomosci, ze dla wielu ludzi kariera
              jest w Polsce, dlatego ze tu moga byc na stanowiskach na ktore w USA musieli by
              pracowac latami i doszli by do nich przed emerytura. I ja wcale nie mowie ze
              takich jest wiekszosc. W zyciu jest roznie, wiec nie generalizujmy OK? Bo z
              faktu ze tobie ukradli portfel w autobusie nie wynika ze Polska to bandycki
              kraj, a z faktu ze mi nie ukradli nie wynika ze w Polsce nie ma zlodziei.
              Wynika to tylko, ze miales pecha, jechales linia uczeszczana przez zlodziei w
              zlej dzielnicy albo o zlej porze. i tyle



              • usenetgazeta do tintin 06.12.02, 13:49
                powiem tyle: 10 lat temu kazdy specjalista byl na wage zlota i praktycznie
                dostawal od razu najwyze stanowiska. I wtedy masz racje, przyjechanie z
                praktyka z kraju wysokorozwinietego umozliwialo zrobienie kariery bardzo
                szybko. Czasy zaczely sie jednak zmieniac, Polacy w kraju pokonczyli studia i
                nabrali praktyki - od jakis 7 lat jest bardzo trudno zrobic szybka kariere
                (pomijamy awanse w firmach panstwowych). Ja to odczulam na wlasnej skorze bo
                mam wielu znajomych zarowno 3 - 5 lat starszych (wiekszosc z nich jest dobrze
                ustawiona, Ci co muszieli zmienic prace czesto pracuja za
                porowynywalne/mniejsze pieniadze co 10 lat temu), moich znajomych (wszyscy jest
                lepiej lub gorzej ustawioni, ale pracuja) i pare lat mlodszych, ktorzy mimo
                tego samego wyksztalcenia praktyki w zawodzie nie moga znalesc (ja bedac
                studentem na 2 wyslanie CV z 1 dostawalam prace, oni szukaja pol/rok)
                Jestem rocznik 74. 13 lat temu zmienilismy ustroj, gospodarka zaczela sie
                zmieniac. W Polsce konczy sie studia majac 24-25 lat.

                Nie ma co przyjezdzac liczac na porownywalne zarobki czy szybka kariere, mlode
                pokolenie generalnie jest zupelnie inne niz starsze, bardzo rywalizujace.
                A pisanie o niekompetencji itp... jest ROZNIE, w wielu grupach zawodowych
                lepiej, w pewnych porownywalnie - srednio w Polsce jest troche gorzej (na tle
                E Zach gdzie mieszkam od paru lat, troche podrozuje), ale nigdzie nie jest
                idealnie. I tak naprawde duzo sie zmienilo.

                Moje i moich znajomych Polakow kompetencje wcale nie odbiegaja od lokalnych
                (czesto sa lepsze, inny zapal do pracy i tego konsekwencje - mowie o pracy w
                wyuczonym zawodzie).
                Po kolejne w Polsce ciagle NIE MA wielu galezi przemyslu, sprzedaje sie rzeczy
                rozwijane za granica, w Polsce ew produkowane.

                Teraz jest zastoj o ogolnie malo sie dzieje.

                ps. 1
                (moj denstysta w Polsce ma gabinet ze sprzetem, ktorego tutaj nikt nawt nie
                widzial, cena jego uslug to 15% - 20% tutejszych (koszty zycia srednio 2-3x
                drozsze), tez jest bardzo mily i nigdy nie mam problemu zeby miec wizyte w
                dniu, w ktorym chce).

                ps. 2
                Idealne jest mieszkac w Polsce i pracowac zdalnie dla innego kraju z ichna
                stawka.
                • Gość: tintin Re: do tintin IP: *.itpp.pl 06.12.02, 21:15
                  > powiem tyle: 10 lat temu kazdy specjalista byl na wage zlota i praktycznie
                  > dostawal od razu najwyze stanowiska.
                  Całkowicie sie zgadzam. Ja tylko sądzę że 10 lat temu każdy kto znal angielski
                  i wiedział co to komputer robił karierę. A teraz to podstawa bez której nie
                  warto zaczynać. I to prawda ze kariery nie robi się juz automatycznie.
                  Gdzieniegdzie jest trudniej - dlatego że kadra zarządzajaca - ci co przyszli 10
                  lat temu jest jeszcze mloda i szybko nie pojdzie na emeryture :)))) Ale nadal
                  są takie luki w niektorych branzach gdzie kariere mozna zrobic szybciej.

                  > Nie ma co przyjezdzac liczac na porownywalne zarobki czy szybka kariere
                  To tez zalezy od punktu odniesienia. Od tego ile zarabiasz tam. Ale jest
                  jeszcze sprawa pozycji zawodowej. W Stanach mozesz zarabiac 80 tys. dolarow
                  rocznie, a w polsce o polowe mniej (to tylko przyklad) ale twoje stanowisko i
                  mozliwosci rozwoju moga byc lepsze. I vice versa oczywiscie.

                  > Po kolejne w Polsce ciagle NIE MA wielu galezi przemyslu, sprzedaje sie
                  rzeczy
                  > rozwijane za granica, w Polsce ew produkowane.
                  Zgoda. I to jest przeszkoda. Pisalem wczesniej o znajomym zajmujacym sie
                  starszymi ludzmi w Stanach. To oczywiste ze nie moze tego robic w Polsce. tzn
                  moze ale za marne grosze. Ale z drugiej strony dzieki temu istnieja luki ktore
                  mozna wypelnic. Bo ktos sobie mysli np. ze w Polsce nie ma sieci sklepow z kawą
                  i zaklada "pozegnanie z Afryka". W Stanach miałby szaloną konkurencje, tu jest
                  jedyny i rozwija sie swietnie. I takich dziur jest jeszcze od groma.

                  > ps. 2
                  > Idealne jest mieszkac w Polsce i pracowac zdalnie dla innego kraju z ichna
                  > stawka.
                  A ja to bym chcial odwrotnie. Mieszkac w jakims cieplym miejscu i pracowac w
                  Polsce zdalnie - ale za zachodnie stawki :)))
                  • usenetgazeta Re: do tintin 10.12.02, 16:52
                    > lat temu jest jeszcze mloda i szybko nie pojdzie na emeryture :)))) Ale nadal
                    > są takie luki w niektorych branzach gdzie kariere mozna zrobic szybciej.
                    na pewno, tylko ze bedac za granica jest Ci trudniej te luki znalesc (az tak
                    strasznie duzo nas nie rozni, zdecydowana wiekszosc zostala wylapana przez
                    walecznych 10 lat temu), moze jak wejdziemy do EU to Ci rozeznani w EU beda
                    mieli duze szanse.

                    > To tez zalezy od punktu odniesienia. Od tego ile zarabiasz tam. Ale jest
                    > jeszcze sprawa pozycji zawodowej. W Stanach mozesz zarabiac 80 tys. dolarow
                    > rocznie, a w polsce o polowe mniej (to tylko przyklad) ale twoje stanowisko i
                    > mozliwosci rozwoju moga byc lepsze. I vice versa oczywiscie.

                    jako pracownik raczej malo mozliwe - duza sznasa jak masz wlasny pomysl (i tu
                    przeszkadza nie 'bycie' w realiach kraju - idealnie miec zaufanego PARTNERA w
                    Polsce) lub pomagasz przeniesz interes do Polski (ale raczej nie dotyczy to
                    osoby zaczynajacej ten watek). W Polsce prywatyzacja zostala omal zatrzymana,
                    duzo przemyslu rzadzi sie innymi prawami (m. in. kolesiostwem i nominacja z
                    klucza - ze efekty tam akurat nie sa najistotniejsze wiec sie to nie zmieni).
                    Inne interesy zabijane tymi pierwszymi raczej walcza o przetrwanie a nie
                    rozwoj. Generalizujac oczywiscie, i tak mowimy o prawdopodobienstwie.

                    Bo ktos sobie mysli np. ze w Polsce nie ma sieci sklepow z kawą
                    >
                    > i zaklada "pozegnanie z Afryka". W Stanach miałby szaloną konkurencje, tu
                    jest
                    > jedyny i rozwija sie swietnie. I takich dziur jest jeszcze od groma.

                    pomysleli o tym wiele lat temu, pozegnanie z afryka na starowce w moim miejscie
                    otwarto jakies 7-8 lat temu. Od paru lat nie istnieje - Polacy raczej nie sa
                    sklonni wydawac tyle na kawe i do tego nie miec wyboru innego napoju (oprocz
                    herbaty) czy jedzenia. Ot, specyfika rynku, na calym swiecie kawiarnie daja
                    zyski, widac u nas niewystarczajace.


                    > A ja to bym chcial odwrotnie. Mieszkac w jakims cieplym miejscu i pracowac w
                    > Polsce zdalnie - ale za zachodnie stawki :)))

                    wylumacz co to za roznica dla pracy zdalnej? ja nie znosze kretactwa a niestety
                    w Polsce spotyka sie je szczegolnie czesto i najgorsze wsrod wszystkich
                    szczebli, czesto zupelnie 'bezinteresownie' z punktu widzenia wartosci
                    materialnych.
    • Gość: BB Re: Wracac czy zostac? IP: *.as3.nwbl1.wi.voyager.net 06.12.02, 01:27
      Magda nie wracaj!
      Do Polski wracalem 2 razy i bylo to smutne i bolesne doswiadczenie. Za Polska
      bardzo tesknie ale rzeczywistosc jest tam dosc smutna i kraj robi sie bardzo
      niestabilny politycznie. Kup w Polsce mieszkanie lub dom i za 5-10 lat kto
      wie...Jak Ci sie nie podoba w NY to przyjedz do Wisconsin, piekny stan b.
      przypomina Polske.
      • Gość: Magda do BB IP: *.ny325.east.verizon.net 06.12.02, 05:09
        Jak juz sie zdecydujemy, zeby tutaj zostac, to na pewno nie zostaniemy w NY,
        nie nawidze tego miasta, wiec kto wie... moze sie kiedys spostkamy

        Magda
        • h.goetz Do Magdy - sugestia 06.12.02, 14:59
          Byc moze moje wnioski sa troche zbyt daleko idace, ale wydaje mi sie, ze twoj
          problem moze lezec troche gdzie indziej.
          Piszesz tak:
          "na pewno nie zostaniemy w NY,
          nie nawidze tego miasta, wiec kto wie... moze sie kiedys spostkamy"
          Czy Ty jestes pewna, ze Twym problemem jest to, czy zostac w US, czy jeczhac
          do Polski? Moze po prostu masz problem z akceptacja swej sytuacji na miejscu,
          pracy, miejsca gdzie mieszkasz? No bo jak mozna napisac, ze sie nie nawidzi
          jakiegos miasta? Bylem w zyciu w setkach miast, w wielu mieszkalem krocej lub
          dluzej, w Polsce i za granica. W niektorych miastach podobalo mi sie bardziej,
          w niektorych mniej ale niegdy nie powiedzialbym ze miasta czy miejsca
          nienawidze !
          A czy lubisz w takim razie miasto, w ktorym chcesz mieszakc w Polsce?! A jakie
          masz gwarancje, ze tez go nie znienawidzisz po roku?
          Na Twoim miejscu raz jeszcze zastanowilbym sie nad tym, gdzie naprawde
          jest "pies pogrzebany".
          Pozdrawiam,
          Herman
          PS.
          Takze mieszkam w NY. Uwielbiam to miasto.
          • Gość: studus Do Hermana - odp sugestia IP: proxy / *.investbank.pl 06.12.02, 15:43
            hej!
            to chyba nie do konca tak jest.
            ja pracuje w Pananiu a wszytsko mam w Warszawie ( rodzine, uczelnie,
            mieszkanie, przyjaciol poprostu wszystko! ). Wiem ze odleglosci nie sa
            porownywalne i koszty transportu tez ale jedenak.
            ja ich doskonale rozumiem!
            ja moge smialo powiedzec ze nie nawidze Poznania, nie znosze i najlepiej gdyby
            go nie bylo! ale za to Polske kocham ale sie zniej wyprowadze jak bede mial
            okazje.
            moim zdaniem mozna nie nawidziec mijesca w ktorym sie mieszka a jednak nie ma
            to az tak duzego znaczenia na wyprowadzenie sie z kraju.
            tak jak mowilem, kocham swoj kraj a jednak robie rzeczy by sie z niego
            wyprowadzic, zostawic tu wszytko i wrocic jak bede staryi zamieszkac na
            pieknych mazurach lub w gorach karkonoszach!
            pozdrawiam wszystkich
            MK
            • h.goetz Re: Do Hermana - odp sugestia NO WLASNIE ! 06.12.02, 16:06
              Gość portalu: studus napisał(a):

              > hej!
              > to chyba nie do konca tak jest.
              > ja pracuje w Pananiu a wszytsko mam w Warszawie ( rodzine, uczelnie,
              > mieszkanie, przyjaciol poprostu wszystko! ). Wiem ze odleglosci nie sa
              > porownywalne i koszty transportu tez ale jedenak.
              > ja ich doskonale rozumiem!
              > ja moge smialo powiedzec ze nie nawidze Poznania, nie znosze i najlepiej
              gdyby
              > go nie bylo!

              No wlasnie i dokladnie !!!
              Potwierdzasz tylko moje slowa !
              Warszawe lubisz, bo tam masz kolegow rodzine uczelnie itd.
              Same przyjemnosci. Poznania nienawidzisz, bo w Poznaniu musisz pracowac.
              Podejrzewam, ze nie akceptujesz i nie lubisz swej pracy i przelewasz to na caly
              Poznan .
              Podobnie jest prwdopodobnie z Magda.
              Aha- ja mieszkalem w Poznaniu 3 lata. Warszawe tez znam dosc dobrze.
              Gdybym mial wybierac, to na pewno wybralbym POZNAN do zamieszkania bez
              zastanowienia.
          • Gość: Magda Re: Do Hermana IP: *.proxy.aol.com 06.12.02, 20:12

            Swoja prace wrecz uwielbiam, robie to co lubie, do pracy przychodze z usmiechem
            na ustach i tak samo wychodze. Male biuro, sympatyczni ludzie, jeszcze lepsi
            klienci. Wiec jesli chodzi o ta "dzialke" to narzekac nie moge. Nie nawidze NY
            bo dla mnie jest to duzo za duze miasto, wszedzie jest cholernie daleko (do
            pracy dojezdzam 1h w jedna strone). Mimo, ze pochodze z Warszawy, NY kompletnie
            mi nie pasuje.

            Magda
            • h.goetz POWODZENIA 06.12.02, 20:22
              Gość portalu: Magda napisał(a):

              >
              > Swoja prace wrecz uwielbiam, robie to co lubie, do pracy przychodze z
              usmiechem
              >
              > na ustach i tak samo wychodze. Male biuro, sympatyczni ludzie, jeszcze lepsi
              > klienci. Wiec jesli chodzi o ta "dzialke" to narzekac nie moge. Nie nawidze
              NY
              > bo dla mnie jest to duzo za duze miasto, wszedzie jest cholernie daleko (do
              > pracy dojezdzam 1h w jedna strone). Mimo, ze pochodze z Warszawy, NY
              kompletnie
              >
              > mi nie pasuje.
              >
              > Magda

              Ciekawe, jak Warszawe bedziesz w takim razie odbierac ;-))
              Ja w swej karierze dojezdzalem juz z Coney Island na 75 i Broadwaj, to
              zajmowalo mi jakies 2 godziny, jak akurat nic sie "na trasie " nie wydarzylo. I
              akurat wtedy robilem cos, co mi kompletnie nie odpowiadalo. A NY mimo wszystko
              uwielbialem....
              Poza tym, to czy w malych , przytulnych miasteczkach jest duzo dobrze platnej
              pracy?

              • h.goetz Broadway nie Broadwaj oczywiscie ...;-)) 06.12.02, 20:24
                Broadway nie Broadwaj oczywiscie ...;-))
                • Gość: op Re: Broadway nie Broadwaj oczywiscie ...;-)) IP: 64.156.86.* 06.12.02, 21:04
                  h.goetz napisał:

                  > Broadway nie Broadwaj oczywiscie ...;-))


                  Pozdrowienia z 140 Broadway.
        • Gość: Karol_K Czemu nienawidzisz NY? IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.02, 22:02
          Czemu nienawidzisz NY?
          Czy masz jakieś powody, poza tymi wymienianymi w przewodnikach: hałas,
          przestępczość, etc?
          PZDR.
          • pawel1971 Re: Czemu nienawidzisz NY? 06.12.02, 22:20
            Karol,
            przyjedziesz, pomieszkasz sobie troche, to zrozumiesz Magdę. Ja mieszkam w
            Bostonie, ale często jestem w NYC słuzbowo. Dwa 1-sze dni są OK, na trzeci
            powoli szlag mnie trafia. Wyjazd z tego miasta to koszmar. Na pocieszenie- paru
            moich znajomych nie wyobraża sobie życia gdziekolwiek indziej, wiec jak
            widzisz, opinie są rózne.

            • h.goetz New York, New York !!!! ;-OOO))))) 06.12.02, 22:50
              Szczesliwie dobiega moj 18 rok od przyjazdu do USA. Caly czas w NY...
              Zjezdzilem cale Stany wzdluz i wszerz i nigdy nie przeprowadzilbym sie gdzie
              indziej.
              Owszem, czlowiekowi z prowincji moze sie wydawac, ze na przyklad z NY
              jest "trudno wyjechac". To nieprawda, po prostu trzeba wiedziec KTOREDY
              jechac. Tego nabywa sie z czasem. Mysle ze spokojnie moge powiedziec, ze w
              traffic'u nie stalem od dobrych 15 lat ;-))
              Pozdro.
              • pawel1971 007 06.12.02, 23:31
                18 lat w US, cały czas w NYC i od 15-tu lat ani razu w trafficu..WOW!!!
                Przepraszam najmocniej, nie wiedziałem ze mam do czynienia z Jamesem Bondem.
                Nie mie w tak wysokie progi...

                Skruszony prowincjusz


                • Gość: Magda Re: 007 IP: *.ny325.east.verizon.net 07.12.02, 02:51
                  Ja na to mam tylko dwa wyjasnienia:
                  1. Jego srodkiem transportu jest subway (korki praktycznie zerowe)
                  2. Podrozuje tylko w okolicach zamieszkania poruszajac sie bocznymi uliczkami
                  Nic innego mi do glowy nie przychodzi.
                  Na BQE to korki so nawet o 11 wieczorem, nie mowiac juz nic o Manhattanie.
                  • h.goetz 007 i jego pojazd. 07.12.02, 16:01
                    Gość portalu: Magda napisał(a):

                    > Ja na to mam tylko dwa wyjasnienia:
                    > 1. Jego srodkiem transportu jest subway (korki praktycznie zerowe)

                    Podrozuje prawie wylacznie samochodem, do subwayu od mniej wiecej 10 lat nie
                    wsiadlem. Po tym, jak w srodku lipca przeszedlem ewakuacje tunelem do
                    najblizszej stacji. Po uprzednim spedzeniu 1,5 godziny w wagonie.
                    Ludzie mdleli, niektorzy dostawali paniki. Bardzo ciekawe przezycie...

                    > 2. Podrozuje tylko w okolicach zamieszkania poruszajac sie bocznymi uliczkami
                    > Nic innego mi do glowy nie przychodzi.

                    Jezdze po calym NY oraz blizszych i dalszych okolicach. Mam zas kilka
                    prostych i dobych zasad i pomyslow.
                    Do akurat pracy jade "pod prad", w strone Long Island. To samo z pracy.
                    Gdy jest wypadek, zjezdzam na droge alternatywna.
                    Gdy jade gdzies dalej, przed wyjsciem z domu lubie wlaczyc 1010 Wins.na pare
                    minut. Co 10 minut podaja, gdzie sa korki, wypadki etc.
                    Na Thruwayu ( gdy musze go uzyc)wlaczm 530 AM. Podaja caly czas, gdzie sa jaja.


                    > Na BQE to korki so nawet o 11 wieczorem, nie mowiac juz nic o Manhattanie.

                    BQE tez uzywam, chociaz rzadko bo remontuja ostatnio i mozna wpasc w korek ;-)))
                    007 pozdrawia BOston.

                    PS.1- Czy w Bostonie nie ma trafficu?
                    PS -Zagadka dla Magdy- Jak dostac sie w srodku lata samochodem na plaze na Long
                    Island i wrocic z niej nie stojac ani minuty w korku? (Oczywiscie nie pytam o
                    package z LIRR za 11 dol., chociaz to tez niezla opcja)
      • Gość: studus Zostac IP: proxy / *.investbank.pl 06.12.02, 10:21
        Ja jestem z atym byście tam zostali! i nie tylko dla tego ze tu robilibyscie mi
        dodatkowa konkurencje na rynku pracy ale tez ( a moze przede wszystkim ) byscie
        milei spokojne i dostatnie zycie!
        Zylem razem z rodzicami poza krajem przez ponad 5 lat i wspominam to bardzo
        dobrze! i chcialbym i ja kiedys wyjechac i pracowac gdzie indziej a nie w
        Polsce!
        jak Wam tam jest dobrze, to po co wracac do kraju gdzie pani klozetowa ma
        wiecej do powiedzenia jak minister pracy!? wyjdzie na ulice i bedzie
        protestowac glodowac i inne takie pierdoly no i rzad sie ugina pod naciskiem
        spolecznym! to jest nie normalne!!!!
        ja mam dobra prace i 'Bogu' za to dziekuje! ale jak widze jak sie pracuje
        innym, jak sie boja ze straca prace z dnia na dzien to mnie obrzydzenie bierze,
        to jest nie ludzkie i skandaliczne! w zadnym cywilizowanym kaju czegos takiego
        nie widzialem!!!
        zostancie i niech Wam tam dobrze bedzie! a jak bede w przyszlym roku w USA to
        moze sie spotkamy an piwku!?
        pozdrawiam
        MK
        • Gość: Magda Re: Zostac IP: *.proxy.aol.com 06.12.02, 20:15
          Studus,

          Jesli wyladujesz w NY to bardzo chetnie

          Magda
    • Gość: Magda Re: Wracac czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 06.12.02, 23:12

      To sie ciesz
    • Gość: bzzz! Re: Wracac czy zostac? IP: *.velocity.net 08.12.02, 02:32
      A jak z praca w Polsce dla grafikow komputerowych(strony www, projektowanie
      graficzne), a takze dla programistow/TAC? Wiecie cos na ten temat?
      Pozdrawiam.
    • Gość: Velcro Re: WRACAC CZY ZOSTAC IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 10.12.02, 10:39
      I just finished my matriculation in Astralia and it's not fantastic in Poland
      since I came back. I cannot live without English and Poles are very strange to
      me now. Take to NY. But I'm really seious. I need to work and study Audio
      design, photography, theatre performance and production. I need someone behind
      border and you need someone too. And don't go back I can tall you this. I can't
      stand here any longer, I will go mad. Adopt me. Merry X-mass.
    • Gość: VELCRO Re: ZOSTAC IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 10.12.02, 10:41
      Zostancie, nie wracajcie, nie robcie glupstw. Ja musialam bo bylam na
      stupendium i sie skonczylo ale wy?! Ja sie autentycznie nie moge pozbierac.

      Odpiszcie mi: velcro@hoga.pl
      • ewry Re: ZOSTAC 10.12.02, 16:03
        Ja wróciłam 4 lata temu do Polski po 6 latach emigracji w UE, tam skończyłam
        dobre studia, trochę pracowałam, ale z pracą dla emigrantów nie było zbyt
        dobrze.
        Teraz myślę nad wyjazdem z Polski, bo mentalność typowo polska mi nie
        odpowiada, a co do poczucia samotności, to po tylu latach urwały mi się
        wszelkie kontakty w Polsce, poza bliską rodziną, a zawieranie nowych znajomości
        w wieku 30 lat (jeśli jest się singlem-kobietą) jest bardzo trudne w Polsce,
        ludzie żyją w rodzinach, może poza Warszawą, ale tam ludzie żyją pracą.

        A co do wysokiej klasy specjalistów, to zauważam, że firmy się ich boją, bo
        można zatrudnić do tej roboty kogoś o mniejszych kwalifikacjach i wymaganiach
        płacowych; poza tym w Polsce w modzie są ludzie 'kreatywni' w polskim
        rozumieniu lub arogancy cwaniacy, na porządku dziennym są jakieś układy,
        gierki, prywata (u mnie np. niektórzy kierownicy ze średnim wykształceniem aby
        się dowartościowac dają podwładnym swoje samochody do wymycia, do podwładnego
        mówi się na ty, ale już on mówi Pan do szefa)
        A w firmach zagranicznych, są zawsze 2 bloki: Polacy i ci z zagranicy, ci
        ostatni muszą z reguły donosić o wszystkim do centrali, więc nie są zbyt
        lubiani, a Polacy są traktowani z dużą nieufnością

        Są to moje subiektywne doświadczenia + opowieści znajomych, pewnie są jeszcze i
        zdrowe firmy.
        A co zrobicie w Polsce jak was zwolnią w wieku 50lat?
        Dla takich osób nie ma po prostu w Polsce pracy, znam kobietę obecnie w tej
        sytuacji, za młoda na emeryturę (głodowe w Polsce), za stara na emigrację.

        A czy zdajecie sobie sprawę jak jest u nas niebezpiecznie?
        Jak niesprawna jest nasza policja, nasze sądy, jaka fatalna opieka medyczna,
        fatalne szkolnictwo?
        A jakie korki w Warszawie?
        Bo poza W-wą pracy dla specjalistów nie ma.


        • Gość: Kot Australia czy Niemcy? IP: *.acn.pl 11.12.02, 14:29
          Poradźcie co zrobić: ja- analityk biznesowy rynku teleinformatycznego, żona b.
          dziennikarz informatyczny ze znajmością rynku obecnie analityczka rynku (tylko
          na zlecenia od trzech lat nigdzie nie może dostać roboty, bo nie jest w tzw.
          układzie, ani nie jest partyjna). Dwie córki, jedna 13 lat, druga 19. Mamy
          plany emigracyjne; Niemcy, skąd pochodzi moją rodzina i gdzie ewentualnie można
          nawiązać jakieś kontakty, albo Australia. Czy ktoś wie, jak wygląda praca w
          naszych zawodach w tych krajach? Moje ostatnie informacje w tej sprawie
          pochodzą sprzed 0,5 roku - może coś się zmieniło?
          • Gość: ww Re: Australia czy Niemcy? IP: *.as3.nwbl1.wi.voyager.net 14.12.02, 15:58
            Najlepiej wyjechac do Stanow. Ale nie jest to proste. Zacznij od Kanady.
            Ambasada kanadyjska w Warszawie organizuje co druga srode darmowe sesje
            informacyjne dla potencjalnych emigrantow. W ciagu 6-9 miesiecy mozesz byc w
            Kanadzie a potem starac sie o prace w Stanach.
            • Gość: Kot Re: Australia czy Niemcy? IP: *.acn.pl 14.12.02, 16:48
              Dzięki. Na pewno tam zajrzę. Ale...obawiam się wobec tego, co piszesz, że na
              Kanadzie się skończy. Ja mam lat 39, moja Pani - 42. Amerykańscy urzędnicy mogą
              twierdzić, że na rozpoczynanie nowego życia to trochę za późno...
              • Gość: ww Re: Australia czy Niemcy? IP: *.as14.nwbl1.wi.voyager.net 15.12.02, 02:10
                Zdziwisz sie, wg przepisow kanadyjskich czy amerykanskich oficjalnie mlody
                jestes do 40 a potem tracisz punkty ale nie tak duzo. Zloz papiery poki jeszcze
                masz 39 lat, ale nie panikuj gl. liczy sie Twoje wyksztalcenie i
                doswiadczene.Polska nie pozbiera sie do kupy jeszcze 5-10 lat lepiej wynies sie
                jak jeszcze masz energie.
                • Gość: Kot Re: Australia czy Niemcy? IP: *.acn.pl 15.12.02, 13:34
                  Ano, też tak myślę. 10 lat to absolutne minimum. No to składam papiery.Dzięki
                  raz jeszcze.
            • ping-pong Re: Australia czy Niemcy? 09.01.03, 08:19
              Gość portalu: ww napisał(a):

              > Najlepiej wyjechac do Stanow. Ale nie jest to proste. Zacznij od Kanady.
              > Ambasada kanadyjska w Warszawie organizuje co druga srode darmowe sesje
              > informacyjne dla potencjalnych emigrantow. W ciagu 6-9 miesiecy mozesz byc w
              > Kanadzie a potem starac sie o prace w Stanach.

              Mozesz sie starac o prace w USA jesli masz obywatelstwo kanadyjskie. Bez
              obywatelstwa masz takie same szanse dostania wizy jak w z Polski.
    • Gość: TRAK Re: Wracac czy zostac? IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 14.12.02, 17:06
      Gość portalu: Magda napisał(a):

      > Mieszkamy z mezem w NY od 5 lat. Tutaj sie wykszalcilismy, zdobylismy
      > doswiadczenie zawodowe, udalo nam sie zalegalizowac nasz pobyt. Mamy calkiem
      > niezle prace i zarobki. Jedyn problem to brak rodziny (jestesmy tutaj sami),
      > ogromna tesknota za domem i krajem. Nie wiemy czy wracac czy zostac tutaj.
      > Jakie mamy szanse na znalezienie pracy (jestemy z W-wy)? Maz ma 36 lat ja 29.
      > Co robic?
      ZOSTAC! - JAKI JA BYŁEM GŁUPI ŻE WRÓCIŁEM Z FRANCJI DO TEGO SYFU :)
      • Gość: Piotr Re: Wracac czy zostac? IP: *.ny325.east.verizon.net 15.12.02, 05:33
        Zostac !
        Bylem, widzialem i Polska ktora znam ze wspomniej juz nie istnieje, chcialem
        sie zbierac z powrotem juz pierwszego dnia i cieszylem sie ze jest takie
        miejsce na ziemi do ktorego moge wyjechac i ktore teraz nazywam domem.
    • Gość: Lilia Re: Wracac czy zostac? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.02, 20:10
      Chętnie przyleciałabym do was nie mam pracy w Polsce mam studia prawnicze i nie
      wiem co zrobić ze swoim życiem. zazdrodzczę wam macie pracę i siebie cieszcie
      się tym.
      Lilia malwa@pro.onet.pl
    • Gość: radny Re: Wracac czy zostac? IP: *.in-addr.btopenworld.com 29.12.02, 22:23
      zdecydowanie zostac, zaprosic rodzicow na wakacje co roku, w Polsce jest i
      bedzie coraz gorzej, wiecej osob wyjezdza niz wraca, a jak wrocisz to Ci
      powiedza ze wracasz bo Ci sie nie udalo w USA a nie dlatego, ze tesknilas za
      rodzicami czy Polska
Inne wątki na temat:
Pełna wersja