Dodaj do ulubionych

Kim trzeba byc w tym kraju....

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.06, 11:40
zeby zdobyc prace??? bylam dzis na rozmowie. koncze SGH, finanse i bankowosc,
pisze mgr z rachunkowosci menedzerskiej, prowadzilam do niej badania przez 4
m-ce we WLoszech - mialam stypendium Ministra Spraw Zagranicznych Wloch. znam
biegle angielski, friancuski i wloski na poziomie sredniozaawansowanym.dalej.
mam doswiadczenia duzo, glownie oczywiscie praktyki (bo jak sie studiuje na
dziennych UKOCHANI PRACODAWCY to nie ma czasu na prace w pelnym
wymiarze!!!!), ale tez 6 m-cy w firmie sektora finansowego.lecimy dalej.
praktyka w ambasadzie PL w Rzymie, pracowalam w biurze w USA 4 m-ce (biegly
oral English).kilke projektow studenckich. reprezentatywna, pewna siebie (ale
nie zarozumiala), przychodze schludnie ubrana na interview, wlosy zwiazane,
makijaz b.delikatny,paznokcie krotkie i pomalowane bezbarwnym lakierem,dlonie
zadbane.umeim sie zachowac,przynosze swoje referencje, certyfikaty,
zaswiadczenia, a nawet plytke z moimi excelami i power pointami. I CO Z
TEGO??? dzis bylam na interview i Pani spytala, czy moze mi zrobic test z
excela. Oczywiscie, w koncu znam excela. nie znalam jednak zaawansowanych
tabel przestawnych. I TO MNIE JUZ DYSWALIFIKUJE,rozumiecie??? nie wazne, ze
reszta jest satysfakcjonujaca, a ja tej p**** tabeli nauczylabym sie w 1
dzien, bo mam podstawy!! jasne powiecie - wymagania rynku pracy. zgadza
sie.dzis ide do biblioteki i xeruje ksiazke o excelu. Naucze sie tych j***
tabel. ale wiecie co?? jesli czyta to jakis pracodawca - ZASTANOWCIE SIE.
zastanowcie sie, czy Wy - przychodzac do pracy wszystko umieliscie!!!jak
studiujac na dziennych mialabym zdobyc takie doswaidczenie jakie wymagacie??
kiedy i gdzie??? praca jest od tego, zeby sie czegos nauczyc. jedyne co
powinniscie badac to predyspozycje - to, czy ktos ma "leb na karku" i umie
sie poruszac w danej dziedzinie i ma potencjal. ale Wy chcecie gotowego
pracownika, ktory zna 10 jezykow obcych, caly office ma w 1 palcu i do tego
bedzie Wam wdzieczny za 1500zl brutto.wiecej moi rodzice wydawali na moj kurs
jezykowy, myslac ze to zaprocentuje w przyszlosci.LITOSCI wiec.
przypomniejcie sobie, ze czlowiek musi sie wdrozyc w nowa prace i dopiero
zacznie sie tam uczyc, a potem dopiero stanie sie dobrym pracownikiem! nie
wymagajcie geniuszy za 1500zl!!! poza tym smieszy mnei caly proces
rekrutacji - HRy srery itp..3 rozmowy, 3 razy wbijanie sie w zakiecik zeby
potem uslyszec, ze "wzielismy kogos, kto miallepsze zorientowanie w sprawach
informatycznych!!!" (a chodzilo o dzial w banku). moze lepiej napisac to od
razu w ogloszeniu i mnie nie fatygowac?? i po co 3 rozmowy, jak mozna 1 -
nawet nagrywajcie to na dyktafon, a nie kazcie sie 3 razy na prozno
stresowac...sorki za jad, ale jestem baaaaardzo rozgoryczona.Moge sie nazwac
wykwalifikowana sila robocza, a jeszcze troche i spakuje manatki i wyjade
stad.i zostana sami Ci, ktorzy tak pieknie rekrutowali. jesli chcecie
wiedziec, to masaaa moich znajomych z SGHu zniechecona szukaniem pracy w PL
juz pracuje w Londynie, Szwajcarii itd. Oczywiscie nie na zmywaku. i tak
bedzie, jesli "profesjonalne" HRy nie przestana tej rzezni...
Obserwuj wątek
    • kali1974 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 23.03.06, 12:05
      w tym kraju trzeba być osobą normalną i myślącą realnie
      piszesz, że masz dużo doświadczenia - przeczytałam Twój wywód, i doświadczenia
      nie masz dużo
      nie pisz, że znasz angielski biegle - bo gdyby tak było, to nie
      napisałabyć 'oral English'... co to w ogóle jest oral English?! nie ma czegoś
      takiego.
      Nie jesteś wykwalifikowaną siłą roboczą, jesteś po prostu kolejną osobą
      kończącą SGH, której się wydaje nie wiadomo co. Trochę więcej pokory i
      cierpliwości, i będzie lepiej.
      • kulka_szczescia Podsumowując 05.04.06, 08:41
        Kim trzeba być w tym kraju ?

        Wystarczy mieć DOŚWIADCZENIE, dyplom niekoniecznie i zapewniam, że NIKOGO NIE
        INTERESUJE OCENA NA DYPLOMIE. Zapeweniam, że po 2-3 latach pracy tabele
        przestawne nie są żadną tajemnicą.

        Wystarczy być INTELIGENTNYM człowiekiem i rozumieć, że kilka tygodni pracy
        gdzieś, kiedyś nie jest żadną rekomendacją.

        Wystarczy ZACZĄĆ pracować - czasem od najniższego stanowiska jak trzeba - i
        powoli uczyć się wszystkiego od zera ( bo nie umie się NIC po studiach, poza
        gładkimi regułkami).

        Wystarczy SZANOWAĆ innych ludzi - bez względu na wykształcenie i wiek - to
        bardzo pomaga w życiu - również znaleźć pracę.

        Wystarczy mierzyć siły na zamiary i mieć do siebie troszkę dystansu.
    • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.06, 17:47
      Wszystko moja droga zależy od szczęścia i układu. Pracując w jednej
      instytucji, gdzie odbywałaś praktykę, gwarantuję ci, że przyjmują ludzi, którzy
      nic nie umieją. Przyjęli młodą dziewczynkę po studiach z dobrą znajomością
      dwóch języków obcych. Panienka mówiła przez telefon głównie eeee, iiii, poza
      tym starała się mówić tak cicho, żeby nie było słychać stęków, i żeby ktoś się
      nie zorientował, że ona nie rozumie co mówi jej interlokutor.

      Panienka była świetna z informatyki, bo miała męża informatyka.
      Niestety, gdy trzeba było pracować na bazach danych w Excelu, panienka
      wymiękała, bo z mężem tego nie omawiała. A nauka w czasie pracy, gdy szybko
      trzeba zrobić pisma np 200 sztuk w korespondencji seryjnej, korzystając z baz
      danych w Excelu, które trzeba sobie utworzyć, a każdy błąd w bazie skutkuje
      błędem w korespondencji, zabiera zbyt dużo czasu. Wybacz, ale najlepsze są
      praktyki. Być może twoja szefowa wzięła to pod uwagę, i praca na tabelach
      przestawnych w tym przypadku była konieczna. Zamiast ciebie weźmie innego
      młodego chlopaka, który to będzie umiał.

      Nie przeceniajcie swoich mozliwości, bo potem w pracy wszystkie braki wychodzą.
      I najbardziej żenujące jest to, że np. ja jako 45 letnia kobieta, muszę za was
      pracować, bo cała wasza wiedza jest picem.
    • Gość: załamany podatnik Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.asternet.pl 23.03.06, 18:08
      Witam,

      Przeczytałem twój tekst i wszystkie odpowiedzi. Niestety to co opisałaś jest prawda i kolejny raz niestety to co ludzi odpisali udowadnia dlaczego tak jest!
      Ja skończyłem dużo gorsza szkolę od Ciebie jeśli biorąc rankingi – jeszcze biorąc pod uwagę że była prywatna to nie ma co ‘niby’ porównywać. Jednak gorszy się nie czuje, czuje się jednak oszukiwany. Pracowałem już w dużych koncernach zagranicznych, głównie w UK jako informatyki a w PL pracy znaleźć nie mogę! Dlaczego? Bo mimo że pracowałem tam i zarabiałem około sześciu i więcej tysięcy złotych miesięcznie tu w PL jestem nikt bo mam tylko licencjata! Co ważne według nich ja nie mam stażu!!! Trochę się z tym zgadzam i podkreślam przy każdej okazji że może obycia krajowego z prawdziwymi zadaniami nie mam jednak chce je gdzieś zdobyć! Co słyszę w zamian?! Dziękujemy następny lub, ok. 700 zł, sześć dni w tygodniu po dziesięć godzin i własna działalność!
      Ktoś tu napisał o pokorze, a ja napisze o rozumie. Przez 16 lat nic się nie zmieniło, w świecie biznesu jesteśmy dalej w komunizmie. Koleżeństwo i układy! Paranoja! Ludzi puknijcie się w łeb nim coś odpowiecie na podobnego posta jak tej Pani!!!
      Teraz do tej pani co musi pracować za takich jak ja i moja koleżanka. Dam głowę że ktoś taki jak ja rok lub dwa lata temu uczył pani gdzie jest przycisk ON na obudowie komputera, jakie są następstwa po jego wciśnięciu i co dalej… teraz może Pani da coś od siebie? Dam głowę że dostała Pani prace po mamie która wcześniej zajmowała te stanowisko lub coś w tym rodzaju! Nie wieże że wyszła Pani ze szkoły i była Pani alfa i omega – zapomniała Pani o tym w chwili obecnej co świadczy tylko o Pani.

      Dziękuję. Pozdrawiam wszystkich bezrobotnych!
    • Gość: Ofelia1982 ZENADA IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.06, 18:43
      Zenujace sa odpowiedzi co niektorych. po pierwsze, do panny ktora naskoczyla na
      mnie,ze nie znam angioelskiego - moze wystarczy Ci to, ze udzielam od 6 lat
      korkow (tez z business english), mam certyfikat LCCI, 4-miesieczna praktyke w
      USA i angielski jest dla mnie jak polski.a poza tym czepianie sie czegos
      takiego jak bledy w wyrazach to ponizej poziomu morza, ale wiadomo - czego sie
      nie robi jak nie ma sie argumentow. poza tym - to nie jest blad. oral English
      to praktyczna (w mowie) znajomosc jezyka.
      www.google.com/search?sourceid=navclient&ie=UTF-8&rls=DVXA,DVXA:2004-
      39,DVXA:en&q=%22oral+english%22

      a do reszty - zjezdzacie mnie, bo sie tak "pochwalilam"?? napisalam jak jest!!
      ja naprawde ciezko pracowalam zeby sie dostac na sgh, ciezko pracowalam zeby
      dostac stypendium i w pracy tez sie nie obijalam! a myslicie, ze jezyki znam bo
      mi same weszly do glowy?? nie, zamiast chodzic do pubow, czesto chodzilam na
      kurs a potem siedzialam w domu i rozwiazywalam przyklady..prosze, spojrzcie na
      to bez wartosciowania kim jestem i ze sie chwale. Ja naprawde napisalam tylko
      jak wyglada sytuacja i jakie mam osiagniecia..
      Kolejna sprawa - mowicie "wiecej pokory". aha, czyli wszystkie porady z
      pracuj.pl itp odnosnie tego, ze na rozmowie trzeba sie "sprzedac" - o kant
      stolu potluc?? przeciez jesli ide na rozmowe, to staram sie pokazac od jak
      najlepszej strony, uwypuklic moj entuzjazm, aktywnosc, dokonania..wiec co? mam
      o nich nie mowic, umniejszac?? Uwierzcie, jak NAPRAWDE nie jestem zadufana w
      sobie ani zarozumiala na tych interview i nie uwazam ze skonczyc sgh to siodmy
      cud swiata!! wielu "sghowcow" to faktycznie ludzie nie dorastajacy Wam do piet,
      zapatrzeni w siebie i "kariere"..co jak co, ale zawsze staralam sie nie
      okazywac ludziom wyzszosci (bo niby z racji czego), moja najlepsza przyjaciolka
      studiuje etnologie i zawsze jak z nia rozmawiam nie mowie o tym, ze gdzies tam
      sie dostalam itp, dopoki mnie nie zapyta...
      mowicie "wiecej pokory", realizmu...chodze na rozmowy, staram sie pokazac z jak
      najlepszej strony, mowie prawde, nie mam wygorowanych oczekiwan finansowych
      (chyba ze wygorowane jest dla Was 2000 brutto),jestem zazwyczaj spieta na
      poczatku wrecz, dopiero pozniej troche "odpuszcza"...wiecie, ja sie naucze tej
      tabeli..ale ile trzeba zrobic, zeby HRy laskawie przyjely mlodego czlowieka do
      pracy?? a do "wybitnej" Pani 40-latki --> tak jak ujal to moj przedmowca: kiedy
      Pani dostala prace?? bo kilka lat temu az tak zle nie bylo..wiec osoby, ktore
      juz sie "zaczepily" i nie musza szukac TERAZ pracy, nie maja pojecia o czym
      mowie..mowicie tez o doswiadczeniu i ktos podaje przyklad jakiejs kretynskiej
      panny. sorry, ale dla mnie to jakas historyjka z cyklu :Ekstremalne. co ja mam
      do tego, ze ktos nie mogl sie najprostszych rzeczy w excelu nauczyc? ja sie
      szybko ucze, mam leb na karku i obeznanie z kompem. to,ze nie jestem biegla
      heh...PROSZE niech kazdy siebie teraz zapyta: ile umialem przychodzac do
      obecnej pracy?? tak z reka na sercu...i wtedy pogadamy
      • Gość: city_net Re: ZENADA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.06, 19:06
        ja Cie popieram. w Stanach by nikt nie dal ci zginac. ja mysle, ze Ty masz za
        wysokie kwalifikacje w kraju, w ktorym ledwo kto mowi po angielsku. taka jets
        prawda.

        nie uwazam, zebys nie miala pokory, jestes normalan ale wisz tutaj trzeba sie
        czuc wlasnei jak przyslowiowa " bura suka" ,a jak sie pojdzie do pracy gadac o
        bzdetach, nie wychylac sie, bo szef moze miec kompleksy.
      • Gość: aga Re: ZENADA IP: *.k.omnitec.pl 04.05.06, 16:45
        Moze masz podobny problem co ja, mając bardzo dobre kwalifikacje i 3 języki,
        dyplom z wyróznieniem i takie tam bajery dośc długo szukałam pracy, podczas
        jednej rozmowy pani spojrzała na mnie zszokowana i powiedziała "Przeciez pani
        jest do tej pracy zbyt inteligentna i zbyt dobrze wykształcona. Niestety nie
        mogę pani przyjąc, po pierwsze pewnie wczesniej czy pózniej będzie oczekiwała
        pani większych zarobków albo po prostu potraktuje nas jak poczekalnię i sama
        odejdzie".
        Ile byś chciała zarabiac Ofelio?
    • Gość: ewa Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.jmdi.pl 23.03.06, 20:53
      w usa tez nic nie lezy na ulicy. jest mnostwo imigrantow niemalze ze wszstkich
      krajow swiata, ktorzy mieli wiele ulatwien chocby w studiowaniu. mam tam rodzine
      i latam w kazde wakacje. z ukladami bywa bardzo podobnie. szefowa mojej
      macochy-adwokat angazuje na bezplatne praktyki tylko dzieci znajomych w ramach
      relacji towarzyskich.
      znam w usa ludzi, ktorzy znaja angielski np maja cpe i z braku mozliwosci
      nostryfikowania dyplomu - brak kasy, pracuja na zmywaku, na czarno. nie maja
      ubezpieczenia spolecznego ani medycznego. problem w tym, ze po 10 latach takiej
      pracy wysiada zdrowie i co dalej??? utrzymanie tam jest za drogie, wiec powrot
      do polski???
      • Gość: m Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.customer.ALTER.NET 24.03.06, 09:30
        Wlasnie- wracajac do tematu:
        a na jakie stanowisko aplikowalas? Moze na zbyt niskie w porownaniu do twoich
        kwalifikacji i dlatego pani usilowala cie na czyms "zagiac"?
        Szczerze powiedziawszy, testy z excela robi sie na rozmowach o prace dla
        asystentek nizszego rzedu...
        A poza tym: nie poddawaj sie- z doswiadczenia wiem, ze dobrej pracy szuka sie
        przynajmniej 6 miesiecy..
        • jsolt Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 24.03.06, 11:07
          Gość portalu: m napisał(a):

          > Wlasnie- wracajac do tematu:
          > a na jakie stanowisko aplikowalas? Moze na zbyt niskie w porownaniu do twoich
          > kwalifikacji i dlatego pani usilowala cie na czyms "zagiac"?
          > Szczerze powiedziawszy, testy z excela robi sie na rozmowach o prace dla
          > asystentek nizszego rzedu...
          > A poza tym: nie poddawaj sie- z doswiadczenia wiem, ze dobrej pracy szuka sie
          > przynajmniej 6 miesiecy..

          ja bym polemizowała, jeżeli chodzi o te 'wysokie kwalifikacje' autorki
          wątku.... przecież to jest osoba, która jeszcze studiów nie skończyła, a
          przepracowała raptem kilka miesięcy w życiu.... Tymczasem klimat w tym wątku
          zrobił się taki, jakby niemalże główny technolog z NASA skarżył się, że roboty
          nie może znaleźć; więc bez przesady, tuż po studiach to się zwykle przez parę
          miesięcy papiery przekłada i robi ksero, ludzie, nie od razu Rzym...
    • rprewitt Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 24.03.06, 10:54
      Czesc Ofelia,

      faktycznie jest duzo prawdy w tym co piszesz, czesco HR ma duze/przesadzone
      wymagania, ale mam jedna rade, nie zniechecaj sie. Jest wiele firm, ktore
      spokojnie powinny Cie zatrudnic z takim CV. Jesli piszesz prace z rachunkowosci,
      probowalas wielka 4 albo inne firmy z czlowki audytu/ rachunkowosci? Latwe
      testy, troche gadki o wczesniejszych praktykach i jestes in. Jest tez duzo firm,
      ktore patrza glownie na potencjal a nie konkretna wiedze, mysle np o doradztwie
      strategicznym (chociaz tu jest b duza konkurencja), koncernach fmcg, roznych
      programach menedzerskich w telco, bankach itp. Wydaje mi sie ze z Twoim
      doswiadczeniem przejdziesz prawie kazdy CV screening, a na interview to juz up
      to you, pilka jest po Twojej stronie.
      Aha, ostatnia rzecz, excela naucz sie super, mialem praktyki w roznych firmach,
      i jesli mialbym wybrac jedno narzedzie, ktore jest najbardziej przydatne, to
      wlasnie excel. Tabele przestawne to zadna filozofia, a sa genialne w swojej
      prostocie i bardzo ulatwiaja szybkie analizy. Nawet na stronie microsoftu sa
      ktotkie kursy najwazniejszych funkcji.
      Powodzenia!
      • jsolt Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 24.03.06, 11:13
        w koncernach FMCG tuż po studiach to można iść na staż i przez kilka miesięcy
        robi się ksero i wstukuje dane - i w zasadzie uważam, że to jest ok i tak
        powinno być, w końcu od czegoś trzeba zacząć

        i szczerze mówiąc, w życiu nie słyszałam, żeby jakaś firma odrzuciła taką
        świetną niby kandydatkę, ponieważ nie poradziła sobie z jakąś tabelką w excelu,
        więc to chyba nie o to chodzi...
    • Gość: outsider Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 24.03.06, 23:24
      Piszesz w podsumowaniu "Moge sie nazwac wykwalifikowana sila robocza" podczas
      gdy cały Twój post temu przeczy. Jesteś studentką, która ma ZERO doświadczenia,
      bo projekty studenckie i praktyki niewiele maja wspólnego z prawdziwa pracą
      (niestety). Najtrudniej jest rozpocząć pierwszą pracę, potem idzie już łatwiej.
      wtedy też zaczniesz się śmiać ze swoich obecnych "doświadczeń" i wygórowanej
      opinii o samej sobie. Na razie brak Ci perspektywy.
      • Gość: Ofelia1982 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.03.06, 10:18
        Szkoda, ze nie czytasz ze zrozumieniem. napisalam ze mam 6-miesieczne
        doswiadczenie. Uszczegolawiajac - w firmie sektora finansowego. a wiec chyba az
        taki laik nie jestem. a nawet jesli bym miala TYLKO projekty studenckie, to
        mnie juz deyskwalifikuje?? jezeli ktos studiuje dziennie to NIE MA CZASU
        pracowac (ja pracowalam dlatego ze ulozylam sobie zajecia tak, ze przez 3,5
        roku mialam zajecia prawie codziennie do wieczora, dzieki czemu juz potem bylam
        bardziej dyspozycyjna - ale tylko sgh na to pozwala.co jesli ktos studiowal na
        uw??). wiec ja sie pytam - taki student, ktory ma zajecia caly dzien, wiekszosc
        dni w tygodniu, plus musi potem jeszcze sie przygotowywac na cwiczenia itp -
        KIEDY DO JASNEJ CIASNEJ ma pracowac??? Tacy jak Ty outsider wymagaja, zeby
        skonczyl studia dzienne i mial 2-letnie doswiadczenie..w przypadku studenta
        dziennego zostaja tylko wakacje. a ja i tak co wakacje mialam praktyki/prace,
        juz po I-szym roku...i podkreslam - moglam pracowac i duzo moich znajomych juz
        na studiach, bo na sghu sam sobie ukladasz harmonogram zajec - mozesz np w
        jednym semestrze zrobic 14 przedmiotow i nie spac przez 3 tyg sesji, aby w
        nastepnym miec 2 i moc pracowac. Wiekszosc uniwerkow jednak tego nie ma,wiec co
        do cholerki maja ludzie po UW poczac???
        • vipmax Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 25.03.06, 11:48
          sam zatrudniam absolwentów i uważam , że niczym tak naprawdę się nie różnisz od
          absolwentki np. liceum ekonomicznego z dobrym angielskim.
          Masz zero doświadczenia, zero kontaktów zawodowych, zero pomysłu na siebie.

          Sucha wiedza z książek i czasami-bełkoty profesorów na temat teorii ekonomii =
          zero!
          Osobiście wolałbym zatrudnić studenta zaocznego i dla mnie jest własciwie bez
          róznicy jakiej uczelni.Najważniejsze są chęci do nauki i potencjał.Ty chyba nie
          masz ani jednego ani drugiego.
          • Gość: Ofelia1982 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.03.06, 12:42
            buuuu...co to ma byc??Wy naprawde nie czytacie postow!
            Cytat z vipmaxa:
            "Masz zero doświadczenia, zero kontaktów zawodowych, zero pomysłu na siebie."
            A wiec tak:
            Mam 6-mies doswiadczenie w firmie branzy finansowej, 4-mies prace w USA, kilka
            praktyk (m.in. w ambasadzie PL w Rzymie i Bre Banku). Pomysl na siebie? Mam
            mase pomyslow na siebie...pomijajac "osobiste", to zawodowo - wiem gdzie chce
            byc i kim chce byc. wiem ze chce byc w controllingu tudziez dziale finansowym,
            pisze o tym prace mgr,intersuje mnie to,mam podstawy. moze wiecej
            teoretycznych, fakt, ale po to sa studia..
            "niczym tak naprawdę się nie różnisz od absolwentki np. liceum ekonomicznego z
            dobrym angielskim."
            buahahahaha...sama dawalam korki z angielskiego i statystyki pannie z
            zaocznych.
            "Sucha wiedza z książek i czasami-bełkoty profesorów na temat teorii ekonomii =
            zero!"
            Podwazasz w tym momencie jakikolwiek sens studiow. Niestety w pracach
            bardziej "wykwalifikowanych" trzeba miec pojecie o NPV czy EVA.
            "Najważniejsze są chęci do nauki i potencjał.Ty chyba nie masz ani jednego ani
            drugiego."
            po pierwsze nei wiem dlaczego po mnie jedziesz. wiem wiem zawisc. a co do tego
            zdania, to mam i checi do nauki i potencjal, co zreszta napisalam w pierwszym
            poscie i udowadniam na kazdym kroku (aktywnie szukam praktyk,sama sobie je
            zalatwiam, zalatwilam sobie sama stypendium,co wymagalo mase latania) i na
            rozmowach.poza tym jak napisalam (GDYBYS PRZECZYTAL)- dla mnie priorytetem jest
            nauczenie sie czegos, na poczatku nawet za mniejsza kase.
            jejku, nie trzeba byc psychologiem, zeby widziec jak frustracja i zawisc
            potrafi zaciemnic obraz...





            • vipmax Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 25.03.06, 13:16
              Mam 6-mies doswiadczenie w firmie branzy finansowej, 4-mies prace w USA, kilka
              > praktyk (m.in. w ambasadzie PL w Rzymie i Bre Banku).

              6 miesięcy to nie jest doświadczenie , to tylko epizod.
              4 miesiące w USA? haha, czy sprzedając hot-dogi można się czegoś nauczyć? USA
              już nie robi na nikim wrażenia. Zresztą 90% Polaków w USA , to nieudacznicy.
              Praktyki w ambasadzie i BRE Banku -widocznie byłaś za słaba , aby ludzie
              widzący co robisz, co potrafisz mogli zaproponować Ci dalszą wspólprace.To jest
              najlpszy wyznacznik Twojej nieudolności i braku wiedzy połączonej z brakiem
              umiejętności szybkiego uczenia się.
              Widzieli Cię w pracy , miałaś okazje się wykazać i co...? Zrezygnowali z
              takiego "skarbu"?
              • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 18:51
                Zgadzam się z moim poprzednikiem, że nie masz pomysłu na życie.

                To, że skończyłaś SGH to nie jest żaden advantage.
                Jesteście młodzi, pewni siebie, ale faktycznie nie macie wiedzy.

                Odniosę się do tego nieszczęsnego Excela. Na stanowiskach asystencko-
                sekretarskich jest on wykorzystywany do kreowania baz danych. Pracowałam też z
                jedną panienką po SGH. Darła się na potęgę, tak jak ty, że ona jest stworzona
                do wyższych celów, bo jest po SGH. Niestety też nie umiała pracować w Excelu.
                Nie uczyli tego na SGH.
                Dlatego też pracowało się nam ciężko, bo ona musiała się uczyć, a absolwenci
                tej uczelni są tak wyuczeni tupetu i arogancji, że nie zawsze potrafią się
                przyznać do niewiedzy, a w szczególności do tego, że opóźniają pracę całej
                komórki -bo na wykonanie zadania muszą poświęcić więcej czasu.

                A co do wypowiedzi sfrustrowanego pana, który twierdzi, że ktoś mi musiał
                pokazywać przycisk ON, to chciałabym podkreślić, że w roku 1999, a nie rok
                temu, zainwestowałam w kursy komputerowe, i od paru lat sobie świetnie daję
                radę. Rozważam nawet możliwość pogłębienia swojej wiedzy o naukę programowania.

                Poza tym pracuję i to non stop. W aktualnej sytuacji na rynku pracy, to ja
                dyktuję warunki pracodawcy, no może w sposób delikatny... Jak mi coś się nie
                podoba, a czasami się zdarza, to odchodzę i po 2-3 miesiącach mam następną
                dobrze płatną pracę.
                • Gość: Ola Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.acn.waw.pl 06.04.06, 19:19
                  Twoj post moge potraktowac tylko w sposob humorystyczny:)
                  Absolwenci SGH maja wiedze. Nie bez kozery szkola ta cieszy sie prestizem i
                  zasluzonym mianem najlepszej ekonomicznej uczelni w Polsce. W olbrzymiej
                  wiekszosci nie dostaja sie tam ludzie przypadkowi, chociz przyznaje, ze
                  zdarzaja sie wyjatki przeczce tej regule. Zdaje sie, ze Ty mialas wlasnie do
                  czynienia z jednym z tych wyjatkow. Jedyne co mnie dziwi to to, ze firma w
                  ktorej pracowalas zdecydowala sie zatrudnic te pelna buty:)) dziewczyne. Czyzby
                  firma ta miala tak niskie wymagania w stosunku do swoich pracownikow? To by
                  tlumaczylo dlaczego osoba taka jak Ty - generalizujaca i nie potrafiaca
                  obiektywnie spojrzec na fakty - dostala tam prace.
                  To, ze dziewczyna nie ma pomyslu na siebie tez wysnulas z jej postu? Bo mnie
                  sie wydaje, ze pomysl ma i zycze jej, zeby go szybko zrealizowala. A Tobie
                  zycze zebys byla mnie uprzedzona do ludzi, o ktorych nie masz pojecia.
                  • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 21:34
                    Przeczytałam koleżanko twój post i znów sie rozbawiłam.
                    Te osobiste przytyki są wręcz żenujące. Dostałam tam pracę BO WYGRAŁAM KONKURS.
                    Panienka z SGH była bez konkursu. Różnica między nami była taka: Ja byłam po
                    dwóch fakultetach /prawo i filologia obca z wymaganym językiem kierunkowym\, a
                    koleżanka tylko po SGH i po znajomości.
                    Nie przeczę, że posiadała jakąś wiedzę ekonomiczną, ale ta wiedza na jej
                    stanowisku nie była potrzebna. Słabo pisała nawet po polsku, bo maturę zdawała
                    gdzieś poza Polską, w niezbyt ciekawym kraju. W konsekwencji, była słaba z
                    polskiego, angielskiego i z tego trzeciego, kierunkowego języka. SGH nie dało
                    też jej rozeznania co do jakiegoś obycia. Panienka się miotała w pracy, bo
                    trzeba było ją wszystkiego uczyć, a w szczególności, tego co prawnicy
                    przerabiają na pierwszych latach studiów. No, ale ona skończyła SGH.
                    A co do generalizacji, którą mi zarzucasz, to się mylisz. Ja nie generalizuję,
                    tylko precyzuję podając ci konkretne przykłady.
                    • Gość: Ola Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.acn.waw.pl 04.05.06, 18:45
                      > A co do generalizacji, którą mi zarzucasz, to się mylisz. Ja nie
                      generalizuję,
                      > tylko precyzuję podając ci konkretne przykłady.

                      I z poprzedniego postu:
                      >To, że skończyłaś SGH to nie jest żaden advantage.
                      >Jesteście młodzi, pewni siebie, ale faktycznie nie macie wiedzy.

                      oraz:
                      >a absolwenci
                      >tej uczelni są tak wyuczeni tupetu i arogancji, że nie zawsze potrafią się
                      >przyznać do niewiedzy, a w szczególności do tego, że opóźniają pracę całej
                      >komórki -bo na wykonanie zadania muszą poświęcić więcej czasu.

                      Konkretny przyklad to podałaś jeden. Przeczytaj definicję generalizacji. Link
                      poniżej:
                      sjp.pwn.pl/haslo.php?id=16441
                      Już widać o czym mówię? Jak nie to łopatologicznie Pani to wytłumaczę: na
                      podstawie jednego przypadku, z którym miała Pani do czynienia, wygłasza Pani
                      sądy na temat wszystkich absolwentów SGH. To jest generalizacja, którą Pani
                      zarzucałam.

                      A tak na marginesie, to trudno wymagać, żeby absolwent SGH był tak samo biegle
                      zorientowany w prawie jak prawnik po studiach prawniczych, nieprawdaż? Ja też
                      chętnie bym Panią prawniczkę przepytała ze znajomości teorii wzrostu,
                      chociażby. Pretensje powinna Pani mieć do pracodawców, że zatrudniaja po
                      znajomości a nie do absolwentów SGH, że nie znają tego co "studenci prawa
                      przerabiają na pierwszych latach studiów" (sic!) ;)

                      PS. Z Pani polszczyzną chyba też nie jest za dobrze: niezrozumienie znaczenia
                      słów plus kiepska ortografia.
                      Mimo wszystko pozdrawiam.

                      • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 21:03
                        Wiesz co koleżanko olu, ty jesteś chora i to na umyśle.
                        Ortografię to mam kiepską, bo piszę na laptopie z obcą klawiaturą i z obcym
                        systemem, który niechetnie łapie polską czcionkę. Ciesz się, że piszesz
                        idealnie. Niestety koteczku, do tej pracy, którą ja opisywałam, bądź wykonuję
                        obecnie, ty sie nie nadajesz.Poza tym, droga koleżanko, w pracy prawniczej,
                        którą wykonuję, piszę pisma procesowe, i to w takiej ilości, że nie jesteś w
                        stanie tego objąć swoim umysłem. A mało tego, nad każdym pismem trzeba się
                        zastanowić, bo nie jest powielanie schematów. Mnie ekonomia nigdy NIE
                        INTERESOWAŁA, i się odczep. A to, że absolwenci SGH, to tacy pracownicy do
                        wszystkiego i do niczego, to jest to inna bajka. Ja wybrałam takie kierunki
                        studiów, które dają mi od 25lat chleb, i tego nie żałuję. Żałowałabym pewnie,
                        gdybym poszła na SGH. Ach, jak przez ciebie przemawia zadrość i pieniactwo.
                        Byle tylko się popieniaczyć. Ale to jest dobra cecha narodowa. Bo dzięki temu
                        pieniactwu, inni mają pracę.
                        • Gość: ola Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.acn.waw.pl 05.05.06, 13:19
                          :DDD
                          Oczywiście, że się do takiej pracy nie nadaję, bo po pierwsze nie jestem
                          prawniczką, a po drugie wydaje mi sie to straszliwie nudne (notabene odbywałam
                          praktykę w dziale prawnym międzynarodowej korporacji i wiem co nieco o tej
                          pasjonującej pracy prawników). No ale co kto woli.
                          Uwagę o moim umyśle Ci daruję bo z argumentami na poziomie bruku nie ma co
                          dyskutować. Mam wrażenie, że odczuwasz silną potrzebę dowartościowania się
                          kosztem innych. Tak już czasem bywa, że skończy się te dwa fakultety i się
                          zapitala żeby starczylo do pierwszego, a czasem skończy się jeden i zarabia
                          tyle, że starcza na wszystko.
                          PS. Ja lubię moja pracę i jestem bardzo zadowolona, że wybrałam właśnie SGH.
                          Mam do tej uczelni duży sentyment, z niej pochodzą moi najlepsi przyjaciele i
                          właśnie z tych powodów nie pozwolę na szkalowanie jej dobrego imienia czy też
                          dobrego imienia jej studentów. Na tym zakończę tę jałową dyskusję. Możesz się
                          pienić dalej ale już beze mnie.
                          • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.06, 18:37
                            Wybacz Olu, ale nikt nie szkaluje dobrego imienia twojej uczelni. Jesteś
                            przewrażliwiona na swoim punkcie i tej uczelni. Ja tylko podkreślam, że
                            trafiłam w pracy na osoby po twojej uczelni, które nie nadawały się do
                            przenoszenia czegokolwiek, a tym bardziej do wspólpracy.

                            A co do twojej kochanej uczelni i jej szkalowania. Pracę mag. pisałam z ochrony
                            dóbr osobistych. Zastanów się kto tutaj szkaluje twoją ukochaną uczelnię. Czy
                            podawanie przykładu w postaci niedorobionej panienki, która nic nie umie zrobić
                            w pracy, a jedynie krzyczy, że jest po SGH, stanowi szkalowanie twojej uczelni?
                            Przecież SGH ją wypuściło i jej dało dyplom. Ktoś za to odpowiada. Może ja, bo
                            to ja musiałam się z nią męczyć. Jezeli skonczyla studia ekonomiczne, to niech
                            szuka pracy w swoim zawodzie, a nie tam gdzie sa potrzebne inne kwalifikacje.

                            A co do SGH. Poszlam tam w zeszlym roku na spotkanie na jakies studia
                            podyplomowe zagraniczne. Wyszlam z tego spotkania bo za rok czy za semestr
                            zadali 7500 PLN. Puscili prezentacje z bledami jezykowymi w obcym jezyku. Pani
                            dr z SGH mowila tym jezykiem tak jak ja po chinsku. Nie chcieli powiedziec ile
                            te studia kosztuja, a ja mialam samolot, do zupelnie innego swiata, i nie
                            moglam czekac. Chodzilo tylko o to by wyciagnac szmal, a ludzie, ktorzy
                            konczyli te studia pomagisterkie wygladali jakby ubierali sie w Lumpeksie. W
                            taki sposob to sie ubieraja sprzataczki na zachodzie, a nie ludzie w biznesie,
                            czy w duzych firmach. Moim zdaniem, SGH ma juz swietnosc za soba, teraz tylko
                            dogorywa i usiluje wyciagnac szmal od ewentualnych studentow pod pretekstem
                            organizacji studiow typu MBA, ale warunki sa fatalne. Wyszkolenie tych
                            wykladowcow wymaga wiele do zyczenia. Ja bylam zbulwersowana stekajaca w obcym
                            jezyku Pania dr. Te studia to cos w rodzaju szkoly wieczorowej dla bogatej
                            prywaty.
                            Sorry za czcionke.
          • Gość: katie Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.jmdi.pl 25.03.06, 20:25
            dobra, wez koles skoncz. jestes jakims sfrustrowanym impotentem, od razu widac.
            myslisz, ze po praktykach zaraz zatrudniaja? jakby tak bylo to mieliby 100
            procent rotacji, bo praktykantow jest duzo, a miejsc pracy nie przybywa w rownej
            liczbie. w koncu zarzad i rade nadzorcza zastapiliby ludzmi po praktyce.
            nie ma zera doswiadczenia, ale bardzo duzo jak na absolwentke. pobyty
            zagraniczne robia nadal na polskich pracodawcach wrazenie.
            po twoim niku widac kompleksy, chamstwo po tresci postow. zenujacy jestes.
          • Gość: Ofelia1982 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.03.06, 20:52
            wlasnie siedzialam 8h w bibliotece, napisalam kawalek pracy mgr i nauczylam sie
            tabel przestwanym
            weszlam na forum i przykro mi sie zrobilo
            czy to zawisc?
            rozgorycznenie?
            frustracja?
            jak mozesz mowic, ze moja 6-mies praca to epizod? to ok.180 dni
            przepracowanych..a zerwalam umowe ja, bo jechalam na stypendium.jak wrocilam
            chcieli mnie z powrotem, ale ja wole juz cos innego,lepszego.
            po drugie - w USA prowadzilam biuro i ksiegowosc w programie Quick Books, bylam
            odpowiedzialna za kontakt z klientami (telefoniczny i bezposredni) itp
            dalej mowicie ze nie mam pomyslu na zycie
            Czytajcie moje posty
            mowilam ze dokladnie wiem czego chce - gdzie pracowac i kim byc
            czy ja gdzies napisalam ze jestem dumna ze jestem na SGH? czemu wysmiewacie
            ludzi z SGH?
            recemi opadly na to chamstwo i brak prawdziwych argumentow
            to nie jest decyzja
            to jest teatrzyk pt: "Jak ktos osmieli sie powiedziec cos dobrego o sobie i zna
            swoja wartosc, to kamieniem w niego"..
            zawisc?
            ale czy Wy w sobotni wieczor tez wychodzicie z biblioteki o 20?
            na sghnie przyjmuja za usmiech, ja ciezko pracowalam i pracuje
            jeny jaka jestem zmeczona
            moze skonczmy ten watek
            bo tylko przykro mi sie robi
            • lizavieta1 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 25.03.06, 21:54
              ofelia nie martw sie, znajdziesz dobra prace. moze pracodawcow ten nadmiar
              twoich osiagniec zniecheca? pomysl o tym, nie pisze, aby ci dogryzc, ale staram
              sie udzielic rady. nie przejmuj sie zalosnymi nieudacznikami. ty w koncu
              dostaniesz taka prace, oni nigdy nie mieli i nie berda mieli szans i przez ich
              niska pozycje rowniez ich dzieci. oni doskonale sobie z tego zdaja sprawe, ze sa
              zerami w tej rzeczywistosci, stad siegajaca zenitu zawisc.
                • Gość: jaaaaaa Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.06, 22:38
                  Ja napisałem, że na studiach dziennych na UW również można pracować. Ty w odpowiedzi na *mój* post napisałaś pełne goryczy wypracowanie. Ja zwróciłem Ci uwagę, że raczej nie mi chciałaś w ten sposób odpowiedzieć. Ty odpisałaś:

                  > szukasz zaczepki?
                  > jesli masz nicka Lizavieta, to do Ciebie

                  Jeśli ktoś tu szuka zaczepki, to jedynie Ty.

                  Jeśli tak nerwowo zachowujesz się w kontaktach z pracodawcą, to nie dziwię się, że nie możesz znaleźć pracy - normalny człowiek przyznałby, że chciał odpisać komuś innemu, Ty natomiast zaogniłaś jedynie sytuację. Żaden pracodawca nie chce mieć w zespole osób, które generują konflikty, chociażby w USA spędziły nawet 12 miesięcy, znały 18 języków obcych a praktyki odbywały regularnie od 6 klasy podstawówki.
                  • ofelia1982 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 25.03.06, 22:49
                    no ok, nie zrozumialam. oczywiscie ze tamten post byl do lizaviety nie do
                    Ciebie. Co do Twojego postu - wiadomo, ze mozna pracowac, ale jest to trudne
                    jesli sie jest na dziennych. no, chyba ze masz kierunek gdzie sa 4 zajecia
                    tygodniowo (znam takie). Moi znajomi z ekonomii, prawa i dziennikarstwa na UW
                    nie mieli czasu isc na basen. stad moja opinia. na sghu tez przez 3,5 roku sie
                    ma zajecia do 20-tej na przyklad..stad glownie praca w wakacje i krotkie
                    praktyki (zeby nie w sesji).
                    a odpowiadajac na 2-ga czesc Twojej wypowiedzi - przeciez oczywistym jest ze
                    nie jestem taka nerwowa na interview i nie szukam zaczepki...co za
                    argument.odpowiedzialam tak, bo myslalam, ze jestes kolejnym, ktory bedzie
                    bezpodstawnie mnie besztal.
                    • jsolt Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 27.03.06, 09:58
                      ofelia1982 napisała:

                      > no ok, nie zrozumialam. oczywiscie ze tamten post byl do lizaviety nie do
                      > Ciebie. Co do Twojego postu - wiadomo, ze mozna pracowac, ale jest to trudne
                      > jesli sie jest na dziennych. no, chyba ze masz kierunek gdzie sa 4 zajecia
                      > tygodniowo (znam takie). Moi znajomi z ekonomii, prawa i dziennikarstwa na UW
                      > nie mieli czasu isc na basen. stad moja opinia. na sghu tez przez 3,5 roku
                      sie
                      > ma zajecia do 20-tej na przyklad..stad glownie praca w wakacje i krotkie
                      > praktyki (zeby nie w sesji).
                      > a odpowiadajac na 2-ga czesc Twojej wypowiedzi - przeciez oczywistym jest ze
                      > nie jestem taka nerwowa na interview i nie szukam zaczepki...co za
                      > argument.odpowiedzialam tak, bo myslalam, ze jestes kolejnym, ktory bedzie
                      > bezpodstawnie mnie besztal.

                      Wiesz co, uważam że pogubisz się w życiu strasznie, skoro za jedyne zajęcie
                      mając studia dzienne piszczysz o braku czasu. Znam osoby np. ok. trzydziestki,
                      które robią aktualnie drugi fakultet na zaocznych, pracują np. od 9 do 18.00
                      (jak dobrze pójdzie...), mają dom, rodzinę, muszą poświęcić czas dzieciom i
                      niedomagającym rodzicom, posprzątać, zrobić zakupy, pranie, remont w
                      mieszkaniu, pouczyć się, napisać referaty, pracę itp., a zajęcia są trzy
                      weekendy w miesiącu od 8.00 do 21.00, i jakoś dziwnym trafem mają też czas i na
                      basen i na wyjście do knajpy... Naprawdę jest to kwestia samoorganizacji i
                      zaparcia, nie ma co jęczeć i się usprawiedliwiać. 90% znanych mi studentów
                      pracuje na dziennych, jest to zupełnie normalne (i nie są to bynajmniej obiboki
                      i nieuki).
                      (Aha, nie zaczynaj tylko o wyższości dziennych nad zaocznymi, bo sama
                      studiowałam na zaocznych, gdzie zakres programowy i egzaminów był IDENTYCZNY
                      jak na dziennych na tym samym kierunku. )

                      Ogólnie, proponuję wziąć się w garść, i pogodzić się z tym, że przez pierwsze
                      kilkanaście miesięcy po studiach nie dostaniesz zbyt ambitnego zajęcia.
                      Naprawdę musisz jeszcze bardzo dużo się nauczyć. A potem z pewnością będzie już
                      coraz lepiej i łatwiej. Pozdrawiam.
      • Gość: joasia Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.net-serwis.pl 26.03.06, 10:10
        Ofelio, studia, praktyki i doswiadczenie, ktorego zreszta nie masz zbyt wiele,
        to nie wszystko. Byc moze dopiero za pare lat bedziesz wstanie ocenic, co
        dzisiaj bylo nie tak. A sadze, ze bylo. Wprawdzie nie znam Cie, i nie wiem jaka
        jestes naprawde, ale czasem jest tak, ze majac do wyboru wspolprace z kims, kto
        ma mniej doswiadczenia, ale za to jest przyjazny dla otoczenia, kontaktowy
        i "normalny", a kims, kto ma przeladowane CV i wie "wszystko" wybiera sie tego
        pierwszego. Glownie dlatego, ze szuka sie czlowieka do PRACY, a nie do
        eksperymentow socjologicznych pt "ile wytrzyma pracodawca". Uwierz mi, czasem w
        pracy, jest tyle p r a c y, ze wszelkie usprawnienia jakie zaczelyby sie
        pojawic w Twojej przeladowanej glownie teorią glowie, bylyby tylko dodatkowa
        praca, ktorej - nie dziwne - nikt sobie nie zyczy. Zostan najpierw trybem w
        maszynie, a potem rob rewolucje. Wytnij kilka punktow z CV, to, ze lubisz orac
        po 20 godzin na dobe, moze byc postrzegane jako powazna wada, a nie jak sadzi
        sie mylnie - zaleta. Jaka zaleta?
          • lukasz.g1 Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 26.03.06, 12:31
            zycie jest brutalne... Ofelia rozumiem Cie na całej długości... poprostu
            nieudalo sie :(( uda sie nastepnym razem a jak nie to jeszcze nastepnym...
            gwarantuje Ci ze jeszcze osganiesz taki sukces ze inni beda zazdroscic... ale
            pamietaj ze praca to nie cale zycie... ale juz nie bede sie tu rozwodzil na
            temat sensu zycia... temat rzeka... Pozdro :)
          • Gość: Joasia Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... / ofelia IP: *.net-serwis.pl 26.03.06, 19:25
            no jak to, po co szlas na studia!! po to, aby za pare lat zarabiac kupe
            forsy :)) Ja Cie nie krytykuje, nie zrozum mnie zle. Sama zaczynalam od zera,
            wiec WIEM jak to jest. Po prostu spusc troche z tonu - nawet jesli jesli jestes
            dwa razy madrzejsza od rekrutujacej. Lepiej powiedziec, ze chce sie tu i tu
            pracowac, aby w koncu czegos sie nauczyc (bo to taaaaka swietna firma), niz
            przyjsc i powiedziec, ze tyle i tyle sie umie. Wtedy rodzi sie pytanie, pod kim
            pierwszym zaczniesz kopac dolki, aby pojsc dalej. Ludzie boja sie o swoje
            posadki, przeciez to oczywiste. Masz byc chetna do wspolpracy, a nie - pracy
            (czujesz roznice??). Pazur pokazesz potem, jak wiele innych przed Toba.

            Na koniec powiem Ci, ze nienawidze wspolpracy w grupie, i mam gleboko w tyle,
            wszystkie te zespolowe gierki. Pare lat jednak musialo minąć, abym w koncu
            mogla zaczac robic to, co chce. Ty rowniez bedziesz :)
    • Gość: geek do kali1974 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.06, 12:56
      "nie pisz, że znasz angielski biegle - bo gdyby tak było, to nie
      napisałabyć 'oral English'... co to w ogóle jest oral English?! nie ma czegoś
      takiego."

      Uwielbiam takie forumowe glaby kapusciane, co tylko umieja dowalac innym...
      Zobacz sobie, geniuszu od 7 bolesci na strone OralEnglishActivities
      waze.net/oea/
    • Gość: flawia Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: 82.10.38.* 26.03.06, 16:40
      Ofelio, a na jakie stanowiska aplikowałaś? Jeśli starasz się o pracę na entry
      level, to Twój życiorys jest świetny, z pewnością wyróżniający się na plus,
      jeśli na stanowiska wymagające doświadczenia, to niestety ale nie masz zbyt
      dużo do zaoferowania. Pół roku tu, 4 miesiące tam- to są naprawdę epizody,
      zwykle mija minimum kilka miesięcy zanim świeżo zrekrutowany pracownik zaczyna
      przynosić firmie wymierne korzyści i jest to absolutnie normalne.
      Nie znam Cię i nie wiem jaką jesteś osobą, ale w postach które napisałaś w tym
      wątku jawisz się jako osoba- nie obraź się proszę- zarozumiała i zbyt pewna
      siebie. Potencjalny pracodawca ocenia Cię w trakcie krótkiej rozmowy, może po
      prostu robisz złe pierwsze wrażenie i warto byłoby się nad tym zastanowić?
      Granica między pewnością siebie a zadufaniem jest płynna, pierwsze jest ok,
      drugie nie bardzo. Jeszcze raz zaznaczam, że nie twierdzę, że jesteś taką
      właśnie osobą, tylko że tak wypadasz. Niewykluczone, że na rozmowach jest
      podobnie.
      Wielokrotnie rekrutowałam pracowników i zwykle jest tak, że 'techniczne'
      wymagania spełnia więcej niż jeden kandydat, więc wybierałam tego, który- w
      moim wyobrażeniu- bardziej pasował do mojego zespołu, z którym potencjalnie
      łatwiej i milej będzie się pracowało. Ty na taką osobę w swoich postach nie
      wyglądasz, choć może to posty odbiegają od Twojej codziennej postawy, nie wiem.
      A tak w ogóle to życzę powodzenia!
      • Gość: Bibliotekarz Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.blakes.com 03.04.06, 17:58

        Wiele odpowiedzi jest bardzo rozsadnych.

        Ale najbardziej mi sie podoba ten chor frustratow, ktorzy z zacisnietymi zebami
        tlumacza tej dziewczynie ze jest nikim, nie ma doswiadczenia, nic nie umie i do
        niczego sie nie nadaje. Typowe, boja sie ze gdy ona juz gdzies sie zaczepi to w
        krotkim czasie przeskoczy ich o pare dlugosci. Wiec to jest ostatnia chwila
        zeby ja przekonac ze powyzej wrotek w supermarkecie nie podskoczy.

        Niestety, watpie zeby sie wam udalo.


        Bibliotekarz


          • 79blondynka Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... 04.04.06, 15:03
            Ofelia1982, probuj dalej i tyle. Za ktoryms razem w koncu sie uda. 3 lata temu
            sama mialam podobny problem. Studia dzienne, praktyki, praca na 1/2 etatu w
            dobrej firmie przez ostatnie 2 lata studiow, 2 jezyki biegle [tak btw. to
            lepiej brzmi 'spoken' zamiast 'oral'], ambitne plany, itp.
            I udalo mi sie. Powodzenia.
          • Gość: misiouszatek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.06, 20:28
            Ofelia
            Z twoich postów wynika, że nie szanujesz ludzi, którzy mają 40 lat.
            Napisałaś "wybitna 40 latka". Wchodzisz w nowe środowiska, gdzie są ludzie
            młodzi, tacy jak ty, ale i starsi.I trzeba umieć współżyć, a nie z ironią się
            odnosić do starszych od siebie osób. Świat nie jest skonstruowany w taki
            sposób, w jaki tobie się wydaje. Starzy na przemiał, a młodzi na kierownicze
            stanowiska. Możesz, za przeproszeniem się zesr.., ale na pewno, tuż po
            studiach, nie będziesz ani zajmować kierowniczych stanowisk, ani pokazywać
            starym jak mają pracować. Na to wszystko trzeba zasłużyć. I przede wszystkim
            poczekać cierpliwie i uczciwie pracując. A jeśli wolisz drogę kradzieży i
            szybkiego awansu, to zapewniam cię, że prędzej czy później wylądujesz na bruku,
            w nędzy, bądź za kratami. Wybór należy do ciebie.
            • Gość: bassPL Autorytet IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.04.06, 20:51
              Trzeba go sobie zdobyć, sprawdzić się w pracy, nabyć doświadczenia by mieć
              jakiś punkt odniesienia. Dyplom żadnej uczelni nie daje przepustki do
              realizacji własnej ambicji, trochę pokory i szacunku dla innych też się przyda.
              Na SGH nie wykładają 20 latkowie, ze śmiertelną chorobą nie idzie się do
              początkującego lekarza, komputera nie zbudował pampers przed pięciu laty.
              To na ochłodę rozpalonym i żądnym sukcesu absolwentom ...
              Żyjemy w biednym jeszcze kraju, z dużym bezrobociem i stąd kłopoty z pracą.
              Nie rzucajmy się do gardeł innych, to nie oni są winni.
              Może trudno w to uwierzyć ale każdy będzie miał kiedyś 40 lat.
              Może trudno uwierzyć ale 40 latkowie też znają języki, bywali w świecie dłużej
              niż autorka postu tak zachwycona swoją osobą.
              Dziecko, przecież ty jeszcze nic nie umiesz i nic o życiu nie wiesz.
              Oceniasz świat z perspektywy kilku lat świadomego w miarę myślenia, za lat 10
              będziesz się z siebie śmiać, bacz by nie były to lata stracone.
              • Gość: Justyna Re: Ofelio !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dgpp.pp / *.poczta-polska.pl 05.04.06, 12:29
                Jestem Twoją fanką !!!!!!!!!! Imponujesz mi że inwestujesz w swoja wiedzę,
                jesteś pewna siebie i znasz swoją wartość. Rozumiem Twoje rozgoryczenie ale
                dobry jest w życiu dystans do wszystkiego. Jeśli mogę coś Tobie poradzic to
                jedno nie walcz z ludźmi mam wrażenie że traktujesz ich jak swoich wrogów.
                Krytyka zawsze boli ale nie warto strzępić sobie nerwów. Ludzie sa różni jeden
                pomoże a 100 pociągnie na dno. Wierzę, że znajdziesz dobrą pracę. Jeśli byłabym
                pracodawca chciałabym mieć tak zdolnego pracownika. Pozdrawiam i trzymaj się :)
    • Gość: Klara Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.06, 13:52
      Ofelia, nie wiem czy Cię to pocieszy.... ja szukałam pracy przez długie miesiące
      od ukończenia studiów. Na studiach pracowałam na umowę zlecenie, odbywałam
      praktyki, w wakacje pracowałam w USA, ostatni rok studiów spędziłam na
      stypendium w Belgii. Kończyłam kursy językowe za granicą. Miałam obronę pracy
      pod koniec marca, a w pierwszych dniach kwietnia ruszyłam na targi pracy. Nie
      przyszło mi nawet do głowy, żeby sobie robić wakacje tak jak wielu ludzi z moich
      studiów. Wiedziałam, że nie ma na co czekać, bo mogę mieć pracę za tydzień, a
      mogę mieć za rok.
      Szukałam pracy bardzo aktywnie. Zgłosiłam się do agencji pośrednictwa, byłam
      zarejestrowana na stronach internetowych w stylu pracuj.pl, jeździłam i pukałam
      do wielu drzwi zostawiając swoje CV, byłam na wielu rozmowach kwalifikacyjnych,
      1, 2 , 3 etapie. Miałam kilka ofert pracy, ale firmy/ stanowiska/ zakres
      obowiązków mi wybitnie nie odpowiadały. Nie uważam również, że moje wymagania
      finansowe były wygórowane, ale to co się dzieje na obecnym rynku pracy i to jak
      pracodawcy w podły często sposób na tym korzystają....to żenujące i bardzo smutne.
      Po kilku miesiącach bezskutecznego chodzenia na rozmowy kwalifikacyjne,
      zarejestrowałam się urzędzie dla bezrobotnych – potrzebne mi było ubezpieczenie.
      O zasiłku mogłam zapomnieć, bo nie byłam wcześniej zatrudniona na umowę o pracę
      (min 6 miesięcy).
      Zdawałam sobie sprawę z tego, że moje doświadczenie jest żadne (choć pracowałam
      ponad roku podczas studiów w firmie marketingowej) i tak naprawdę moim atutem
      jest to, że nie byłam bierna, że coś jednak prócz tych studiów dziennych się
      działo, że nie siedziałam na plaży w wakacje, tylko każde wakacje miałam
      zorganizowane (praca lub nauka w krajach anglojęzycznych).
      Kilka miesięcy po obronie pracy magisterskiej dostałam się na staż do korporacji
      międzynarodowej na stanowisko asystentki działu sprzedaży (kończyłam Handel i
      Logistykę). Pracowałam tam za grosze, ale miałam 5 miesięczną praktykę w super
      firmie.
      Jako że na rynku jest tak ważne DOŚWIADCZENIE, starałam się zdobyć go jak
      najwięcej w jak najlepszych firmach, nie bacząc na niskie wynagrodzenie w imię
      nauczenia się czegoś ciekawego i pracy ze specjalistami.
      Jak byłam już u kresu wytrzymałości dostałam 3 oferty pracy.
      Pracuję nadal w mojej pierwszej pracy, teraz mija rok i trzy miesiące jak tu
      jestem :) Jestem super zadowolona z warunków, współpracowników, a wynagrodzenie
      jakie mi zaproponowano przewyższa to o co prosiłam :)
      Głowa do góry, warto się trochę pomęczyć, bo gdzieś czeka praca, która Ci się
      spodoba i w której się będziesz realizowała.


      Ostatnio sama robiłam rekrutację w firmie w której pracuję. Starałam się, aby te
      rozmowy były jak najmniej bezstresowe, bo doskonale pamiętam Panie z HRów, które
      rozmawiały ze mną i zadawały pytania nie słuchając odpowiedzi. Ja szłam
      przygotowana na rozmowę, czytałam o firmie do której aplikuję … blablabla,
      natomiast Pani z HR sprawiała wrażenie jakby nie splamiła się przeczytaniem
      mojego CV.
      Muszę jednak przyznać, że pomimo dużego bezrobocia i wielu stron z poradami jak
      się jak to określiłaś Ofelia „sprzedać się”, ludzie nadal nie potrafią pisać CV
      i listów, robią elementarne błędy. Zaprosiłam na rozmowy osoby, które miały
      ciekawe życie prócz studiów, ambitne, z biegłą znajomością j.angielskiego. Na
      rozmowach okazało się, że tylko 4 osoby tak naprawdę mają biegłą znajomość
      języka, pozostałe poległy na tłumaczeniach. Rada: nie kłamcie w CV, bo to
      wychodzi, a co za tym idzie, szkoda Waszego czasu i Pań z HRów ;))
      Kolejny etap miał być rozmową z prezesem, okazało się, ze z dziewczyn z którymi
      rozmawiałam pozostała jedna, która została zatrudniona i pasuje fantastycznie do
      naszego zespołu (reszta dostała pracę gdzie indziej). Myślę że to jest
      optymistyczne zakończenia dla wszystkich ambitnie podchodzących do szukania
      pracy bezrobotnych. Ja otrzymałam 200 CV, a zainteresowało mnie z nich z 15.


      Trzymam kciuki za Ciebie Ofelio i za wszystkich obecnie szukających pracy!

      Pozdrawiam
      Klara


        • Gość: nina Całkowite poparcie OFELII 1982 IP: 82.160.179.* 10.04.06, 01:14
          Zgadzam sie w całej rozciągłości z tym co piszesz. Masz zupełną rację. A przy
          aplikacjach w niektórych sytuacjach lepiej jest w Twoim przypadku ukryć niektóre
          elementy cv. W końcu rozmowę przeprowadza z Tobą pan(i), która(y) często gęsto
          nie zna jakiegokolwiek języka obcego, bo jak sam zaczynał pracę to skończenie
          jakichkolwiek studiów było nie lada osiągnięciem.
          Jesteś dla nich wszystkich zagrożeniem. Znam osobę, która ma 3 fakultety,
          składała podanie o pracę do ok 50 szkół podstawowych i średnich, odpowiedziano
          jej z 3 szkół, z czego w jednej dyrektor powiedział jej sromotną prawdę>>> z
          takimi kwalifikacjami za jakiś czas wygryzie go ze stanowiska>>> z pracy nici.
          Podobnie jest zapewne w Twoim przypadku. Ale nie poddawaj się, oni naprawdę się
          Ciebie boją, że aż robia w gacie, dalej bądź pewna siebie. Twoja bronią jest
          strach. Bo co ma zrobić wielce szanowny pan dyrektor, jak teraz na kursach uczy
          sie angielskiego i ledwie mu wychodzi, jest już podstarzały i zmęczony
          budowaniem kapitalizmu w tym kraju, a Ciebie nie chce dopuścić do korytka.
          Pozdro, trzymaj sie i nie poddawaj!
    • Gość: Bea Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: 87.207.163.* 10.04.06, 20:40
      A ja Ofelię podziwiam i zazdroszczę. Zazdroszczę wieku, ukończenia prestiżowej
      uczelni i przede wszystkim znajomości języków. Wy warszawiacy nie wiecie jak to
      jest w innych rejonach Polski. Ja skończyłam zaocznie "jedynie" UMK w TOruniu,
      mam 33 lata pracy, 13 lat stażu pracy, od trzech miesięcy szukam pracy i co i
      nic. Nie znam dobrze angielskiego, nie znam excela, pracowałam na programach
      fachowych. Jestem przeciętną kobietą, nie starą i nie brzydką, studia
      podyplomowe skończone, a pracy brak nadal. Może wszystkich was to zbulwersuje,
      ale nie mam tej pracy bo PRACY BRAK. Nie chcę sprzedawać marchewki czy
      sprzątać, chcę robić to co umiem i lubię. A tu jedno wielkie g.... W zeszłym
      tygodniu "Rzeczpospolita" opublikowała tekst o Irlandii. Chwalmy Irlandię, bo
      chce tanią siłę roboczą. A nasz kraj pozwala na to lekką ręką, od tak, bez
      chwili zastanowienia pozbywa się ludzi młodych, mobilnych, którzy często coś
      potrafią, których najpierw wykształcił. Ofelio głowa do góry, ja też nie znam
      excela, jedź za granicę, jesteś młoda, nie masz zobowiązań, znasz język.
      Wysyłaj oferty za granicę. Tu zginiesz, nie dlatego, że któś się uparł, żeby
      podciąć Ci skrzydła, ale jedynie dlatego że w Polsce pracy nie ma!!!!

      Pozdrawiam wszystkich, bez względu na poglądy.
    • Gość: kolezanka Madonny Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: 193.129.161.* 11.04.06, 16:33
      Ofelio!
      Gratuluje Ci sukcesow,jestem pod wielkim wrazeniem.
      Moje osiagniecia sa nieco skromniejsze acz tez dosc imponujace.
      Wyleje Ci jednak kubel zimnej wody na glowe przytaczajac cytat z filmu
      pt.'Rozmowy kontrolowane':'Wy jestescie dobrzy jedni z najlepszych dlatego
      wlasnie jestescie nienajlepsi'.
      Otoz to jestes za dobra na ten kraj.
      Zastanow sie,czy chcesz pracowac w kraju gdzie nie ma ani elit a brak szacunku
      dla ludzi jest domena zawistnych chlopo roboli,w kraju bez jakiejkolwiek etyki
      biznesu?
      A w ogole to biznes sie robi w Tokio,Londynie,NY itp a nie w smiesznej
      prowincjonalnej Warszawie,tu mozna chandlowac spinaczami co najwyzej.
      Ludzie ci wmowia,ze jestes zerem gdyz sikaliby ze strachu,ze ich wyprzedzisz.
      W Polsce zdolnych sie gnoi ze strachu przed nimi.
      Rozejrzyj sie za sensowna praca w cywilizowanych krajach europejskich.
      Z Twoim cv znajdziesz odpowidnie stanowisku szybciej niz Ci sie wydaje.
      Wiem z autopsji,pozdrawiam z takiegoz kraju.
          • Gość: Maniek Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.aster.pl 12.04.06, 22:23
            Kochani, mam 35 lat dziś pracuje na stanowisku dyr. handlowego. Zacząłem pracę
            w wieku 19 lat jako akwizytor a potem sprzątacz. Niestety życie nie było dla
            mnie tak łaskawe jak dla was. Mama da kasę, Tata da kasę, albo zarejestruję sie
            jako bezrobotny i jakoś będzie. Dla mnie po prostu nie macie jaj i celu w
            życiu. Przede wszystkim CELU. Czemu tak bardzo sie oburzacie jak pracodawca
            mimo tego że znacie dwa języki i skończyliscie dwa fakultety proponuje wam
            pracę handlowca, akwizytora czy chłopca na posyłki. Czesto spotykam takich
            ludzi na rozmowach kwalifikacyjnych. Zero pokory. Nie macie nawet odwagi
            zadzwonic i powiedziec że nie przyjdziecie następnego dnia do pracy. A nie
            pomyśleliście ,że może w ten sposób szef chce was nauczyć pokory i szacunku do
            pracy? Taaak wiem szanuje sie tylko pracę za 5000 złotych. Za 800 nie warto
            pracować. Jeden z moich byłych szefów dał mi radę, którą zapamiętam na całe
            życie: NIE TRZEBA BYĆ DOBRYM ŻEBY ZACZĄĆ, ALE TRZEBA ZACZĄĆ ,ŻEBY BYĆ DOBRYM.
            Mówi do was facet z 15-to letnim doświadczeniem. Pozdrawiam i życzę powodzenia
            na rozmowach kwalifikacyjnych.
            • Gość: Zegna Re: Kim trzeba byc w tym kraju.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.06, 09:02
              Czemu uogólniasz? Myślisz, że wszyscy dostali wszystko na tacy od mamusi i
              tatusia? Ja zaczęłam pracować, gdy miałam 17 lat, jako sprzątaczka! I to nie
              pięknych biur, ale zamiatałam chodniki i myłam klatki schodowe!!!! I to wtedy
              za max. 200 zł/m-c. Musiałam jako nastolatka schować dumę do kieszeni. Mało kto
              sobie wyobraża jak ciężka to była praca, kilogramy liści do zebrania jesienią i
              masy śniegu do odśnieżenia. Zimą kończyłam pracę przed 7 rano, gdy normalni
              ludzie dopiero zaczynali!!! A potem jechałam na uczelnię. I za wszystko
              musiałam płacić sama. I od tego czasu zawsze coś zarabiałam. Teraz mam 10 lat
              więcej, skończone studia ekonomiczne, biegle ang. (dwa certyfikaty CAE i LCCI)
              i rosyjski, 3 lata doświadczenia w dyrekcji firmy mającej oddziały w kilkunastu
              miastach Polski, jestem inteligentna i elokwentna (w każdym razie nie sadzę
              byków pisząc). I na 30 wysłanych aplikacji 2 rozmowy, bez sukcesu!!! I powtórzę
              za Ofelią (chyba taki ma nick) - Kim trzeba być w tym kraju, żeby mieć dobrą
              pracę????
              Bo ja czuję się bezwartościowa i bezużytczna!!!
    • Gość: M. Marta..... IP: *.mi.gov.pl 13.04.06, 12:11
      Dam ci dobrą radę. Nie trać czasu na takie bdety jak to forum, bo tu w
      doskonałej większości trafisz tylko na stadko dobrze zapowiadających się
      frustratów pragnących zalac cały świat swoim jadem.
      I nie poddawaj się. Nie warto :)

            • Gość: misiouszatek konkluzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 21:08
              Skonkluduję, pracy nie ma ani dla młodych ani dla starych. Ci starzy, którzy
              juz pracują, też chcą pracować. Nikt w wieku 40lat nie chce być jeszcze
              zastąpiony przez innego młodszego. Po to, żeby dostać pracę to musisz kogoś
              wykurzyć, albo się wstrzelić w nowe stanowiska, które są dopiero tworzone. Tu
              młodzi na ogół mają szanse, tylko, że te stanowiska są na ogół
              wysokospecjalistyczne. Oznacza to, że trzeba mieć konkretną wiedzę w czymś tam,
              bo to stanowisko tego wymaga. A absolwenci bez doświadczenia są nadal
              specjalistami od wszystkiego i od niczego zarazem. I dlatego tak się pieklą....
              • aniyae Re: konkluzja 23.04.06, 21:43
                Praca by była, gdyby nie system podatkowy w naszej najjaśniejszej RP, te horrendalne sumy, które pracodawca musi oddawać fiskusowi. Trudno się więc dziwić, ze ten - zamiast zatrudnić 3 osoby - zatrudnia jedną, która wykonałaby robotę za trzech. I za niewielkie pieniądze.
                Przykład z życia wzięty - swego czasu pewna firma handlowa z branży elektronicznej zaprosiła mnie na rozmowę. Potrzebowali do pracy osoby ze znajomością chińskiego. Ja byłam świeżynką po studiach sinologicznych, ale i po kilku latach spędzonych w Azji, a także z doświadczeniem w tłumaczeniach.
                Na miejscu okazało się, że ich oczekiwania to (oprócz biegłej znajomości języka - tłumacz) także:
                - umiejętność negocjacji (handlowiec)
                - znajomość branży (inż.elektronik?)
                - doświadczenie w pracy biurowej (sekretarka-asystentka)
                Płaca - 2000 brutto, a jak się wykażę, to może 2300. Śmiechu warte!



Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka