Gość: malgosia
IP: 212.160.235.*
26.03.03, 10:16
Kochani,
Nie wiem już co mam robić. Pracuję zawodowo od pięciu lat. Chciałabym coś w
życiu osiągnąć, ale w każdej pracy którą podejmuję już po kilku dniach jestem
postrzegana jako osoba, która nie potrafi dobrze załatwić żadnej sprawy.
Znajdując się wśród ludzi, a szczególnie pod jakąkolwiek presją (przy czym
duża presją jest już dla mnie sama obecnośc osoby, ze strony której spotykam
się z agresją, sama obecność kogoś, na cvzyjej opinii mi zależy tudzież samam
presja czasu). Zapominam co mam zrobić, mylę się, nie potrafię się usmiechnąc
bo jestem wiecznie spięta. Zdenerwowana pracuję wolno i nieefektywnie. Ale
najgorszy z tego wszytkiego jest fakt, że... w chwili zdenerwowania mówię
okropnie niewyraźnie. Mój głos jakby wydobywał sie spod ziemii, seplenię, nie
potrafie sklecić zdania, mój rozmówca nie wie, o czym ja mówię. Uważam się za
osobe inteligentną, oczytaną, ale zdarza się, że ludzie uważają mnie na
wyjątkowego tłumoka. Jak mam walczyć o swoje, negocjować z przełożonym,
walczyc o jakikolwiek w życiu sukces skoro proste połączenie rozmowy
telefonicznej jest dla mnie wyczynem ponad siły, na przykład: Pnie pzesie
dzwo... nie nie dzowni, przyszedł Pan Okiesdzko, Okeiszk, Oksiecki nie
Osiecki, przeraszam... Pan Osicki. No właśnie, tyak to jest.
Powyższe wspomnienie pochodzi z pracy z której właśnie zostałam wyrzucona po
dwu dniach. Wcześniej pracowałam na samodzielnym stanowisku związanym z
negocjacjami. To wprawdzie była katastrofa, jakimś cudfem udało mi sie uninąć
przez kilka lat zwolnienia, ale nic to nie poprawiło w moich relacjach z
ludźmi, ciągke powtarza sie ten sam schemat: jąkam, sie nie mogę zebrać
myśli, sprawiam wrażenie nic nie rozumiejącego tłumoka, chociaż wiele
problemów potrafię dobrzez rozwiązać, mam dużo pomysłów i intelektualnie
jestem rozwinięta.
Co z tego jak stres zawsze wszysko zabija. Obawiam się, że nigdy już do
niczego nie dojdę. Zeszłam już z samodzielnego stanowiska na stanowisko
zwykłej sekretarki w małej firmie i boje się, że dalej będę spadać zamiast
systematycznie poprawiać swoją sytuację. Nawet w małej firmie na moje
paniczne nastaiwenie spoglądano z wielkim zdziwieniem. Proszę, poraźdzcie mi
coś, tylko nie psychoterapię bo mam już za sobą kilkuletnią. I błagam niech
nikt sie ze mnie nie śmieje... chociaż wiem, że to może wydać się
przezabawnym żartem... ale tak niestety jest.