Gość: beatapl
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.11.06, 19:10
Witam,
Chcialam poruszyć temat szkoleń dofinansowywanych z unii.
Mam wrazenie ze organizatorzy w większości przypadkow traktują je jako szybki
i łatwy zarobek, a zdobyta wiedza i kwalifkacje wykladowcow pełnią rolę
drugorzędną.
Niby wszyscy zadowoleni, kursant płaci grosze a pracodawca ma czyste sumienie
doszkalajac pracownika.
Miałam okazję uczestniczyć w szkoleniach gdzie dzien uczestnictwa ksoztuje
1500 zl i w takich gdzie dzieki dofinansowaniu za 3 dni placi sie 200 zl a ze
srodkow unijnych pochodzi dodatkowe 1300 zl.
Pytam więc dlaczego:
przy szkoleniach nazwę to "pelnoplatnych" można sie szkolic w sympatycznych,
klimatyzowanych salach wykladowych, z kompetentnym i pomocnym wykladowcą,z
estetycznie przygotowanymi materialami, z "jadalnymi" posilkami i dlugo by
jeszcze wymieniac.
przy szkoleniach "unijnych" miejsce to zwykle jakies ponieszczenia w nędzmnym
biurowcu na peryferiach miasta, o jakosci samych wykladow i materialow
moglabym pisac wiele, oo biurokracji zwiazanej z przystapieniem do szkolenia
rownież. Wykladowca, z ktorym mialam watpliwa przyjemnosc pracowac (?) byl
zamknięty na potrzeby grupy i tonem niznoszacym sprzeciwu dążył do jak
najszybszego skonczenia zajęc.
Sygnalizuje temat bo planuje rozpoczęcie studiów na kierunku posiadajcym
takie dofinansowanie i drżę na myśl o podobnym poziomie merytorycznym i
lokalowym. A kaluzula w podposywanej umowie mowi o ponoszeniu konsekfencji
finansowych w momencie rezygnacji z kursu/ studiow.
Ciekawi mnie Wasza opinia w temacie:)
pozdrawiam
beata