Szukanie pracy po pobycie za granica...

IP: 195.188.41.* 20.03.07, 11:56
Witam, mam pytanie do tych ktorzy poszukuja obecnie pracy administracyjnej
(asystentka, sekretarka etc.) lub niedawno taka znalezli. Jakiej wysokosci
zarobki proponowana wam na rozmowach lub jakiego rzedu kwoty sami
proponowaliscie? Ile czasu szukaliscie pracy?
Przez ostatnie poltora roku pracowalam w Anglii, fizycznie, wiec
niespecjalnie mi to pomoze w szukaniu zatrudnienia w Warszawie. Przed
wyjazdem pracowalam jednak prawie 4 lata jako asystentka, w 2 firmach, na
umowe o prace. Mam ukonczone 2 lata anglistyki i zamierzam kontynuowac
studia, angielski biegly, komp i wszystkie oczywiste umiejetnosci typowo
asystencko-sekretarskie oczywiscie nie sa problemem. Przed wyjazdem
zarabialam 1800 netto, i zastanawialam sie nad zmiana pracy, pierwsza w miare
sensowna oferte dostalam po 4 miesiacach dosc aktywnego wysylania CV i po
przejsciu ok. 6 rozmow kwalifikacyjnych. Jednak zupelnie nie wiem, jak
wyglada to teraz, jesli chodzi o Warszawe, czy jest chociaz troche lepiej i
latwiej jesli chodzi o wynagrodzenia i czas poszukiwania pracy.
Jak myslicie, czy zalozenie, ze w przeciagu 4 do 6 miesiecy znajde prace
biurowa za 2300-2600 netto jest realne?
    • kurdelebele Re: Szukanie pracy po pobycie za granica... 20.03.07, 22:23
      Z takimi zarobkami bez znajomości np. jako help desk assistant w outsourcingu.
    • Gość: warszawianka Re: Szukanie pracy po pobycie za granica... IP: *.chello.pl 21.03.07, 10:45
      Zdecydowanie nierealne. Zazwyczaj teraz proponują 1200 brutto i to najlepiej na umowę zlecenia.
      • Gość: dcio Re: Szukanie pracy po pobycie za granica... IP: *.cebit.com.pl 22.03.07, 20:23
        Nierealne teraz ludzie biora w budzetwoce mniej niz 1200 brutto na staz lub
        wolontariat.
    • Gość: szan Re: Szukanie pracy po pobycie za granica... IP: *.acn.waw.pl 23.03.07, 18:29
      > Jak myslicie, czy zalozenie, ze w przeciagu 4 do 6 miesiecy znajde prace
      > biurowa za 2300-2600 netto jest realne?

      Siedziałaś tyle czasu w Anglii, a tak nisko się cenisz...
Pełna wersja