Gość: Konrad
IP: *.acn.pl
10.10.03, 15:23
W tym tygodniu byłem na rozmowie w sprawie pracy w Pulsie Biznesu. W
ogłoszeniu było napisane "atrakcyjne zarobki". Mysle sobie powazna firma, to
i zarobki poważne. Co sie okazało, pensja podstawowa wynosi 750 złotych
brutto + prowizja od sprzedazy prenumeraty. Obliczyłem, że gdybym był super
swietny, to zarobiłbym maksymalnie 1700 złotych brutto razem z prowizją.
Warunki pracy: od 8 do 16, ale co dwie godziny za zgodą kierownika jest
przerwa 30 minut (chyba na porozciąganie buzi po dwóch godzinach rozmów non-
stop).
Nie wiedziałem, że w tym kraju istnieją jeszcze takie pensje, myslałem że
tylko sprzataczki w najgorszym razie na 1/2 etatu tyle zarabiają. Czy nas
pogieło, ze decydujemy sie iść do pracy po studiach za takie pieniądze? Kiedy
w takim razie ma się nam zwrócic koszt studiów, na emeryturze? Paranoja.
Wydaje mi się, ze gdyby pracodawcy nie mieli kogo zatrudnic za takie
pieniądze, to nasze zarobki wzrosłyby w Warszawie.
Kto wymyslił, że w warszawie są gigantyczne zarobki? Ciekaw jestem. Może
prezesi firm zarabiają te gigantyczne pieniądze, ale zwykły szary pracownik
po studiach zarabia straszne grosze.
A moze powinien byc jakis zakaz pracy w Warszawie dla przyjezdnych, którzy
godza sie pracowac za 750 złotych brutto? Moze powinnismy zrobic jakies
zapory na rogatkach Warszawy, co Wy na to?