ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTKĄ !!!

10.10.03, 17:42
Witam,
miałam tego naprawdę dość: przez dwa lata musiałam pracować z człowiekiem,
któremu słoma z butów wystawała na kilometr, zupełnie niczego nie kojarzył,
usiłował byc taki "światowy" i mówił np. "to trzeba go za to szczardżować"
albo "może mi pan to wyestymować", pisał oficjalne pisma STRASZNYM bełkotem
(czasami je kserowałam i pokazywałam znajomym, bo nie chcieli mi uwierzyć jak
cytowałam z pamięci że naprawdę mozna tak pisać), przy zebraniach: ja, on i
nasza szefowa, cudzoziemka, za KAŻDYM razem po omówieniu jakiegoś wątku on
mówił swoim fantastycznym : // angielskim: no, wait, i don't understand ....
I tak dalej, i tak dalej.
Poza tym kilka miesięcy temu przyłapałam go na sprawdzaniu moich prywatnych
wiadomości (!!!!!!), a po ostatniej kłótni powiedział "gdybys nie była
kobietą to bym cię uderzył". Dodam, że chodzi codziennie w garniturze (tak
jakby chciał ukryc to, jaki jest naprawdę) i jestesmy rówieśnikami.
No i własnie, a propos wieku: mam 30 lat, nie mam dzieci ani męża,
doświadczenie na etacie mam tylko dwuletnie (wczesniej kilka lat zlecen i
duuuuzo nauki: mam trzy dyplomy i znam biegle dwa języki). I w całej tej
sytuacji, kiedy zaczęłam dostawać drgawek nerwowych na samą myśl, że mam tam
iść do pracy, znowu kłócic się z tym prostakiem, itd. itd., podjęłam decyzję
że KONIEC Z TYM WSZYSTKIM.
Po prostu WYPOWIEDZIAŁAM UMOWĘ. (nie będę wyjasniac dlaczego, ale w czasie
tamtej pracy nie mogłam szukać nowej).
Od 30.09 już tam nie pracuję. Wiem, że w mojej sytuacji, w moim wieku : /
itd. to bardzo duże ryzyko, ale jak mi mówili ci, których się radziłam
i "wypłakiwałam w rękaw": mam tylko jedno życie, albo zaryzykuję, albo będę z
kazdym dniem stawać się coraz bardziej znerwicowana, histeryczna i rozżalona.
Zreszta i tak juz cieżko bylo ze mna rozmawiać, bo nawet w weekend
denerwowałam się na sama myśl o pojsciu do pracy w poniedzialek.
Zaryzykowałam. Wierzę, że będzie dobrze. I wiem na pewno jedno:
NIGDY NIE CHCE BYC ZADNA ASYSTENTKĄ!!!!
Nie chcę musieć współpracowac z jakimś baranem, stojącym o co najmniej 60 pkt
IQ niżej ode mnie. Nie chcę wykonywać za kogoś jego pracy tylko dlatego że
ten ktoś czegoś nie rozumie albo biedny nie kojarzy zbyt szybko. Nie chce byc
do końca zycia "asystentką" (od czegoś musialam zaczać, po moich studiach
jezykowych nie bylo duzego wyboru...). Nie chce nie miec ZADNYCH perspektyw
na awans. To byłoby po prostu nienormalne, zeby marnowac te wszystkie lata
nauki !!! Mimo ze w tej pracy mialam BARDZO duzo róznych obowiazkow (m.in.
logistyka, zamowienia, oferty, cło, transport, windykacja, etc. etc.), a nie
tylko odbieranie telefonów, korespondencja i obsługa xero ; ), to ja
chciałabym mieć WIĘCEJ! I DUZO TRUDNIEJ !!!
Chciałabym żeby opowiedziały mi coś o swoich doświadczeniach dziewczyny,
które były asystentkami i udało im się wyrwać z tego zamkniętego kręgu
asystentek-sekretarek na wyższe stanowisko (szukam pracy w logistyce, jako
np. młodszy specjalista ds. zakupów, może któraś z was przeszła podobna
drogę).
A tak poza tym wszystkim to myślę, że pewnie wiele z was ma/ miało problem
typu "muszę współpracowac z chamem, bo jest wysokie bezrobocie i nie znajdę
innej pracy" ...
Pozdrawiam i przepraszam że bylo taaaak długo : ))
M.
    • paw_dady Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK 10.10.03, 17:53
      a czy zastanowilas sie dlaczego on byl szefem a ty tylko asystentka? skoro on
      taki burak a ty tak wyksztalcona... wiec czego mu zazdroscilas?
      • sanjose moze za drugim razem zrozumiesz ... 10.10.03, 18:01
        kochany, przeczytaj może jeszcze raz moja wypowiedz, moze zauwazysz ze mowie
        tam mi.in "on, ja i nasza szefowa ..."
        on nie byl moim szefem , chociaz bardzo usilowal nim byc ...
        jest strasznym megalomanem, poza tym ma biedaczek ogromne kompleksy ...
        i o moim wyksztalceniu nie pisze po to, by sie chwalic ...
        no, ale najglupsze jest to, ze z calego postu wywnioskowales, ze ja mu
        zazdroscilam ... (CZEGO ???!!!)
        o rany, to strasznie smieszne : )
        • hansa Re: moze za drugim razem zrozumiesz ... 10.10.03, 18:16
          sanjose napisała:

          > kochany, przeczytaj może jeszcze raz moja wypowiedz, moze zauwazysz ze mowie
          > tam mi.in "on, ja i nasza szefowa ..."
          > on nie byl moim szefem , chociaz bardzo usilowal nim byc ...
          > jest strasznym megalomanem, poza tym ma biedaczek ogromne kompleksy ...
          > i o moim wyksztalceniu nie pisze po to, by sie chwalic ...
          > no, ale najglupsze jest to, ze z calego postu wywnioskowales, ze ja mu
          > zazdroscilam ... (CZEGO ???!!!)
          > o rany, to strasznie smieszne : )

          ja jezeli chcesz dam ci prace.Jestem prezesem duzej firmy, jestem zamozny i
          wplywowy.Jezeli masz odpowiednie wymiary i jestes chetna do blizszych relacji z
          kadra zarzadzajaca wyslij mi na poczatek pare fotek(twarz + cala
          figura).Wysokie zarobki!
          • sanjose żenada 10.10.03, 18:29
            nie odpisuję na twoje słowa, bo do takiego poziomu się nie zniżę:
            piszę po to, żeby pokazać że jestem zainteresowana poruszonym przez siebie
            tematem i czytam (niestety) wszystkie posty/ odpowiedzi
            M
            (P.S. a wymiary mam jak najbardziej odpowiednie, gębę też mam o.k.)
            • hansa Re: żenada 10.10.03, 18:39
              sanjose napisała:

              > nie odpisuję na twoje słowa, bo do takiego poziomu się nie zniżę:
              > piszę po to, żeby pokazać że jestem zainteresowana poruszonym przez siebie
              > tematem i czytam (niestety) wszystkie posty/ odpowiedzi
              > M
              > (P.S. a wymiary mam jak najbardziej odpowiednie, gębę też mam o.k.)

              jak bys miala odpowiednie wymiary, to bys miala juz i meza i prace.A tak co 30
              lat i nic , a lata leca ... Ja jako prezes takich dziewek jak ty mam kilka na
              dzien do przetestowania na asytentke.
              • sanjose Re: żenada 10.10.03, 18:52
                hansa napisał:

                > sanjose napisała:
                >
                > > nie odpisuję na twoje słowa, bo do takiego poziomu się nie zniżę:
                > > piszę po to, żeby pokazać że jestem zainteresowana poruszonym przez siebie
                >
                > > tematem i czytam (niestety) wszystkie posty/ odpowiedzi
                > > M
                > > (P.S. a wymiary mam jak najbardziej odpowiednie, gębę też mam o.k.)
                >
                > jak bys miala odpowiednie wymiary, to bys miala juz i meza i prace.A tak co
                30
                > lat i nic , a lata leca ... Ja jako prezes takich dziewek jak ty mam kilka
                na
                > dzien do przetestowania na asytentke.

                oj stary, żal mi cie naprawdę : ))))

                czy wszyscy faceci są tacy niekumaci ?

                napisałam że nia mam męża ani dzieci, ponieważ o to pytaja na rozmowach
                kwalifikacyjnych i własnie dlatego porzucenie pracy było dla mnie ryzykowne;
                nie rozumiesz biedaku, że mozna zyć w tzw. związku nieformalnym, niektórzy wolą
                takie, wiesz?
                a jeżeli chodzi o wygląd (o, przepraszam: wymiary) - może też nie zwróciłeś
                uwagi na fakt, że nie chcę znaleźć pracy na argument "niezła laska" tylko
                na "logiczna, wykształcona i inteligentna dziewczyna" ...
                no, ale może nie załapałeś ...
                M.
                dlaczego na mój post odpisuja jacyś zakompleksieni faceci, a nie BYŁE
                asystentki? nie ma takich?
                M.
                • Gość: FOXY Re: żenada IP: *.int.pl 27.10.03, 22:12
                  Dziewczyno po co z nim gadasz, taki z niego wplywowy prezes jak z koziej dupy
                  trabka.Mitoman gawedziasz i tyle.
                  Pozdrawiam
                  P.S. Ja ze specjalisty ds. handlu zagranicznego "wrocilem" sie na stanowisko
                  asystenta czlonka zarzadu, nie jestem w niebie ale i tez nie narzekam.Stosunki
                  z szefem bardzo partnerskie a i firma "big&international" co sie liczy do CV.
                  Calkowicie Cie rozumiem, trzeba czasem wybrac, jak tez tak postapilem.Niestety
                  czasy takie ze jak sytuacja nie jest ekstremalna to duma do kieszeni.Duma za
                  czynsz i gaz nie zaplacisz.
              • Gość: klara Re: żenada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.03, 22:00
                Ta twoja wypowiedź, "prezesie" swiadczy tylko o poziomie pracodawców. niestety
                spotykam na razie tylko takich debili jak ty, o waskich horyzontach myslowych,
                ciemnych i pewnie niezbyt atrakcyjnych skoro zatrudniać musisz DZIEWKI
                (prowadzisz burdel?). ktore może i na ciebie polecą. uuupppsss. to znaczy na
                twoja pozycje zawodową bo o intelektualnej nie ma co marzyć. jeżeli mierzysz
                wartosc pracownicy tym czy ma męża lub pracę to wracaj do swojej epoki
                kamienia. teraz dla kobiet to nie jest szczyt marzeń mieć męża, bo niestety
                wiekszość to palanty jak ty. o normalnego faceta/pracodawcę trudno.

                niestety jest tak, ze asystentka/sekretarka musi byc madrzejsza od szefostwa bo
                oni sami sa nie douczeni. jak pracowałam jako sekretarka to moja szefowa ani
                angielskiego, ani komputera. nic. ale miała faceta, który miał pozycję.
                niestety non stop trafiaja sie tacy którzy albo maja wymagania od kandydatki 90-
                60-90, albo takie, ze kobieta mogłaby równie dobrze startować na dyrektora.
                wbrew temu co sie mówi, nadal tak jest.
          • wieslaw.rewerski Jaki tam z niego prezes... 10.10.03, 22:48
            hansa napisał:

            > Jestem prezesem

            Chłopiec nawet nie rozumie tego wyrazu...

            Wiesław Rewerski
            pan_bezrobotny
            • sanjose Re: Jaki tam z niego prezes... 11.10.03, 11:02
              pan_bezrobotny:
              ja wiem, że to mały smarkacz (chociaz juz bardzo zakompleksiony), ale taka mam
              naturę, że chociaz próbuję pomijać coś milczeniem, bo nie warto, to czasami się
              nie udaje : //
              pozdr i dzieki za przykłady o trzech znajomych : )
              (w jakich branżach i w jakim tempie i w jakiej sytuacji im sie tak udało ??
              szef odchodził, a one były wystarczająco "przebojowe"? czy ktoś "wyżej" o tym
              decydował?)
              M.
              • wieslaw.rewerski Re: Jaki tam z niego prezes... 11.10.03, 11:11
                sanjose napisała:

                > dzieki za przykłady o trzech znajomych : )
                > (w jakich branżach i w jakim tempie i w jakiej sytuacji im sie tak udało ??
                > szef odchodził, a one były wystarczająco "przebojowe"? czy ktoś "wyżej" o tym
                > decydował?)

                Każda z moich znajomych pracuje w innej branży. Ubezpieczenia, bankowość i
                gospodarka żywnościowa. W każdym przypadku o awansie decydował prezes. Czy
                przebojowe? Nie określiłbym tego w ten sposób. Są po prostu bardzo dobre. Dwie
                awansowały szybko (w wieku 27 i ok. 30 lat). Awans trzeciej nastąpił po
                kilkunastu latach pracy, w wieku ok. 45 lat.

                Wiesław Rewerski
                pan_bezrobotny
          • Gość: ann Re: moze za drugim razem zrozumiesz ... IP: *.ath10.cas.hol.gr 13.10.03, 19:03
            ale z ciebie kawal ch......
            zycie ci zeby jakis cwaniak twoj nowy boss przeznol ci dupe tak zebys nie
            mogl chodzic mies. a wtedy je tez wysle moja oferte..
            zreszta ty chyba tez tak zrobiles kariere skoro tej dziewczynie to
            proponujesz
            burak ze wsi
            od razu widac ze polaczek co mu sloma z butow wystaje
        • paw_dady alez rozumiem -> jestes tylko asystentka 11.10.03, 11:12
          kwestia dzialowa czy np. szefowej? uwierz mi nie ma nic gorszego niz
          przewartosciowujaca sie nadeta osobka, ktora wie wszystko lepiej a jest
          asystentka. Inni to buraki tylko ona ah ona taka swietna.


          > kochany, przeczytaj może jeszcze raz moja wypowiedz, moze zauwazysz ze mowie
          > tam mi.in "on, ja i nasza szefowa ..."
          > on nie byl moim szefem , chociaz bardzo usilowal nim byc ...

          ale byl specjalista a ty asystentka (kwestia szefowej czy dzialowa?) a to
          kluje w oczy, nieprawdaz?


          > Nie chcę musieć współpracowac z jakimś baranem, stojącym o co najmniej 60
          pkt
          > IQ niżej ode mnie. Nie chcę wykonywać za kogoś jego pracy tylko dlatego że
          > ten ktoś czegoś nie rozumie albo biedny nie kojarzy zbyt szybko


          hmm to jak to sie dzieje, ze takie glupki sa specjalistami a ty taka
          wyksztalcona hmm asystentka?




          > jest strasznym megalomanem, poza tym ma biedaczek ogromne kompleksy ...
          > i o moim wyksztalceniu nie pisze po to, by sie chwalic ...
          +
          > no, ale najglupsze jest to, ze z calego postu wywnioskowales, ze ja mu
          > zazdroscilam ... (CZEGO ???!!!)

          mim zdaniem to ty masz kompleksy: wszyscy to barany , wolno kojarza ale to ty
          jestes na dole lancucha pokarmowego...


          • sanjose bardzo mi przykro że zdarzają się też takie posty 11.10.03, 11:26
            bardzo mi przykro, że osoby, które są rzeczywiście zainteresowane tematem muszą
            oglądać takie wynurzenia zakomleksionego chłopca
            nie jest jednak moją wina, że upodobał sobie akurat mój wątek ; ))
            proszę się nie zrażać i proszę również o rzeczowy udział w proponowanej
            dyskusji dot. pracy asystentki i mozliwości dokonania zmiany takiej pracy
            pozdr.
            M.
            • paw_dady wszyscy zakompleksienie ale nie ty 11.10.03, 19:58
              sanjose napisała:

              czyz to nie dziwne?

              > bardzo mi przykro, że osoby, które są rzeczywiście zainteresowane tematem
              muszą oglądać takie wynurzenia zakomleksionego chłopca
              > nie jest jednak moją wina, że upodobał sobie akurat mój wątek ; ))

              he he lubie watki pokrzywdzonyc przez 'debili', i to zakompleksionych a tak
              wartosciowych. ja nie mam nic do asystentek, sekretarek czy portierow. tak
              samo jak do menazerow. po prostu smiesza mnie osoby notorycznie
              przewartosciowujace siebie. zawsze wtedy sa niezadowolone gnebione
              bo 'oni' 'ci debile' 'prostaki' nie pozwalaja na awans.

              taaa ty jestes zdolna,inteligentna i mila nie prawdaz?


              > proszę się nie zrażać i proszę również o rzeczowy udział w proponowanej
              > dyskusji dot. pracy asystentki i mozliwości dokonania zmiany takiej pracy
              mozliwosci sa jesli cos umiesz, naprawde umiesz a nie wydaje cie sie.
              • wieslaw.rewerski paw_dady 11.10.03, 21:07
                Nie znasz dziewczyny, wobec czego Twoje napaści na nią są funta kłaków warte.
                Świadczą co najwyżej o Twojej wyobraźni. Gdybyś miał ją rozwiniętą nieco
                lepiej, to bez trudu wyobraziłbyś sobie jeszcze parę konkurencyjnych
                interpretacji jej postów.

                Spasuj kolego, bo się ośmieszasz, a dziewczynę zupełnie niepotrzebnie ranisz.

                Wiesław Rewerski
                pan_bezrobotny
    • Gość: była asystentka Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: 194.9.93.* 10.10.03, 20:11
      w 100% Cię popieram, tak to niestety wygląda, że bardzo często asystentkami -
      sekretarkami zostają kobiety bardzo ambitne, po wyższych studiach, ze
      znajomością często 2, a nawet 3 języków obcych
      specyfika tej pracy sprawia, że ludzie ambitni męczą się, czują, że ich
      możliwości nie są do końca i należycie wykorzystane
      do tego jakiś bęcwał z po zawodówce drze się z gabinetu o kawkę z mleczkiem

      niestety, smutna prawda jest taka, że trudno jest dostać pracę dobrze płatną, w
      porządnej firmie, na stanowisku tzw. "specjalistycznym", jeżeli ma się
      doświadczenie wyłącznie sekretarsko -asystenckie - jednak ja uważam, że warto
      się poświęcić i nawet za mniejsze pieniądze zdobyć doświadczenie, które pomoże
      Ci w przyszłości robić to co kochasz, a nie budzić się każdego dnia z myślą:
      jak ja tej cholernej pracy nienawidzę...

      życzę Ci dużo powodzenia i trzymam kciuki, wierzę, że znajdziesz świetną pracę:)
      pzdr
      była asystentka
      • sanjose Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK 10.10.03, 20:49
        : ))
        właśnie! było tak jak opisujesz, do właśnie takiego wniosku doszłam, że warto
        się poświęcić i zacząć od "czegoś małego", ale za to zdobyć doświadczenie i
        mieć otwartą drogę do dalszych zmian : )
        dzieki że napisałaś, już zaczęłam wątpić w przytomność byłych asystentek ...
        pozdr
        M.
        i też trzymam kciuki, tak w ogóle za wszystko : )
        • Gość: agulha Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 10.10.03, 23:45
          Hej,
          Moja koleżanka, po nieukończonych studiach językowych, pracowała jako
          asystentka dyrektorów ds.** (sztuk 2, kobieta i mężczyzna) w dużej firmie. Wyła
          z nudów, tzn. praca była dla niej za mało ambitna. Pani dyrektor awansowała i
          przeszła do bratniej firmy, a moją koleżankę wręcz namówiła, zachęciła, żeby
          poszła z nią i została specjalistą ds. public relations. Uczy się teraz
          dziewczyna, jak być PR, pracuje ciężko, nie jest z siebie zadowolona, ale
          cieszy się, że ma ciekawsze zajęcie.
          • sanjose zmiana na PR 11.10.03, 10:48
            fajnie że trafiła na porządną dyrektor : ) i fajnie, że szefowa rozumiała, że
            dziewczyna się strasznie marnuje: wydaje mi się, że gdyby awansował i
            odchodził "dalej" PAN dyrektor, niekoniecznie martwiłby sie o rozwój zawodowy
            swojej asystentki ...
            najważniejsze jest to, że ona jest zadowolona ze zmiany, o to własnie chodzi : )
            M.
    • wieslaw.rewerski To niekoniecznie tak... 10.10.03, 23:03
      Dobrze zrobiłaś odchodząc stamtąd. Raczej nie miałaś tam szans na realizację
      swoich ambicji. Szkoda tylko, że przed odejściem nie mogłaś poszukać nowej
      pracy. Życzę Ci powodzenia w poszukiwaniach!

      Nie zgodzę się jednak, że bycie asystentką automatycznie blokuje możliwość
      realizacji ambicji. Znam trzy panie, które były asystentkami, a obecnie są
      dyrektorkami w tych samych firmach. Bez jakichkolwiek zachowań, o jakich marzy
      chłopiec o nicku "hansa"... Są to jednak duże firmy, dobrze zorganizowane i
      właściwie zarządzane. I na to trzeba zwracać uwagę podczas szukania pracy, a
      nie na nazwę stanowiska. No i warto pamiętać, że na każdym stanowisku możesz
      być zmuszona do współpracy z kimś podobnym do opisanej osoby...

      Pozdrawiam!

      Wiesław Rewerski
      pan_bezrobotny
    • jolamala Gratulacje sanjose. 11.10.03, 10:05

      Witaj sanjose,
      Gratuluje. Zrobilas zdecydowany krok do lepszego samopoczucia i ewentualnie
      lepszej pracy. Wiesz teraz juz na pewno czego nie chcesz. To pomoze
      Tobie w okresleniu co chcesz. Sa to plusy jakie wynioslas po pozostawieniu
      gownianego ukladu za soba. Z mala niedogodnoscia jaka jest chwilowy
      brak zatrudnienia tez sobie poradzisz. Absolutnie w to nie watpie.
      Nie roztrzasaj teraz za duzo tego co bylo i skoncentuj sie na tym co bedzie.
      Zobaczysz, ze wszystko bedzie ok.
      Z optymistycznym pozdrowieniem,
      jolamala.
      • sanjose ważne jest tylko to co będzie 11.10.03, 10:58
        dokładnie tak próbuje tak robić : )
        na razie odpowiadam na oferty, byłam już na dwóch rozmowach, chyba nie będzie
        tak źle : )
        najważniejsze jest to, że CZUJE SIĘ ZUPEŁNIE WOLNA, bardzo się zmniejszyły
        fizyczne objawy stresu, "kłucie" serca, trzęsienie rąk, itd., poza tym od paru
        dni śpię całą noc, bez budzenia się w środku nocy, itd.
        i chociaz jestem urodzoną 100 % pesymistką, to mam teraz (akurat teraz, kiedy
        sytuacja wydaje się właściwie fatalna!) jakieś absurdalne poczucie że wszystko
        na pewno będzie dobrze ! po prostu "coś mi mówi", że nie może tak byc, że cały
        czas sie dostaje kopa od życia, że na każdego przyjdzie pora (czytaj: np.
        praca, do której chodziłoby się z ochotą ...)
        dzieki jolamala : )
        M.
        • jolamala Absolutnie wszystko bedzie dobrze. 11.10.03, 12:00
          Witaj sanjose,
          Zdecydowanie wszystko bedzie teraz lepiej. Przyznajesz, ze czujesz sie
          duzo lepiej/bardzo dobrze. Dla tego samego warto bylo to zrobic.
          Rozwaz moze teraz przy okazji zmian, zmiane w Twoim ogolnym nastawieniu.
          Attitude is everything. Zmien procentowosc Twojego urodzonego 100% pesymizmu.
          Moze na poczatek ustaw to na 50/50. Sytuacja nie jest fatalna. Jest prawie
          dobra. To prawie to praca, ktora wkrotce znajdziesz. Ty dotychczas 100%
          pesymistka ( juz teraz nie, prawda :))) czujesz, ze bedzie dobrze a ja w
          bardzo duzym procencie optymistka tez czuje, ze znajdziesz prace wkrotce.
          Zobacz jaka mamy srednia! Glowa wiec do gory, piers do przodu i posladki do
          tylu :))).
          Aby wywolac sobotni usmiech na Twojej twarzy podziele sie z Toba roznica
          pomiedzy pesymista a optymista.
          Optymista mowi: "Jezeli tak dalej pojdzie to bedziemy sie g.wnem zywic".
          Ba, odpowiada pesymista: "Czy dla wszystkich wystarczy?"
          Daj wiec sobie dzisiaj i jutro spokoj z rozpamietywaniem przeszlosci.
          Aktywnym mysleniem o przyszlosci zajmiesz sie energicznie od poniedzialku.
          Milego i pogodnego weekendu zycze i pamietaj teraz to juz 50/50 i bedzie sie
          tylko wznosilo. Od poniedzialku zobaczysz tecze,
          jolamala.
          polepszalo,
        • hiolka Re: ważne jest tylko to co będzie 11.10.03, 22:50
          > na razie odpowiadam na oferty, byłam już na dwóch rozmowach, (...)

          Czy moglabys napisac jaki jest odzew na Twoje aplikacje?
          Sama przymierzam sie do wyskoczenia z asystenckiej szuflady (m.in. z powodow
          opisanych przez kogos wyzej - praca ponizej swoich rzeczywistych mozliwosci =
          frustracja, zarobki nizsze niz osob o nizszych kwalifikacjach = jeszcze wieksza
          frustracja...) i chcialabym wiedziec, z jakim przyjeciem ze strony
          potencjalnych pracodawcow spotykaja sie osoby, a wlasciwie kobiety, ktore
          staraja sie o przejscie na samodzielne stanowisko z pozycji asystentki.

          Gratuluje meskiej decyzji, pisz prosze o swoich postepach w szukaniu nowej
          pracy.

          Pozdrawiam :)
          • sanjose poszukiwania 12.10.03, 00:02
            Napiszę konkretnie, ok?
            hiszpański i angielski biegle, dyplomy: magister iberystyki (po UW), technik
            elektronik, technik obsługi ruchu turystycznego, + różne kursy, doświadczenie:
            kilka sezonów w turystyce + dwa lata wiadomo na jakim stanowisku : )

            Szukam pracy w logistyce, bo po dokładnej analizie "burzomózgowej" mojego
            charakteru, moich umiejętności i mozliwości rozwoju zawodowego doszłam do
            wniosku, że to jest dla mnie najlepszy wybór.
            Dla logistyków pracy jest sporo, ale oczywiście z doświadczeniem : /
            W listach mot. podkreślam więc jak tylko się da moje obowiązki z tą dziedziną
            związane. Problem jest tylko w tym, że bardzo chciałabym znaleźć pracę z
            hiszpańskim (i angielskim jako drugim językiem), a tutaj w logistyce juz jest
            duuuzo gorzej. Odpowiadam na ogłoszenia w rodzaju "młodszy specjalista ds.
            zakupów", "pracownik działu logistyki", etc., ale też i na stanowiska
            asystenckie w dziale logistyki (bo wiem, że muszę zdobyć w tej dziedzinie
            większe doświadczenie, żeby móc później awansować i nie stresować się brakiem
            samorealizacji zawodowej albo niedokształconymi współpracownikami).

            Takich "poważnych" aplikacji wysłałam dopiero kilkanaście. Zaproszono mnie na
            rozmowę do trzech firm. W pierwszej po przekazaniu "oficjalnej, negatywnej
            informacji" powiedziano mi prywatnie, że to wcale nie brak doświadczenia był
            powodem odrzucenia mojej oferty, tylko inna kombinacja języków (niemiecki +
            angielski; w ogłoszeniu podawano rzeczywiście niemiecki przed hiszpańskim). A
            to było stanowisko "specjalista ds. zakupów i importu", czyli już "coś". W
            drugiej byłam na trzech rozmowach ("asystent kupca"). Część I: z osobą wstępnie
            rekrutującą kandydatów. Część II: z dyrektor ds. personalnych. No i w czasie
            trzeciej rozmowy, juz z samym panem kupcem (bardzo miły chłopak, tak swoją
            drogą) zgodnie doszliśmy do wniosku, że to nie to : ). To znaczy ja otwarcie
            przyznawałam, że interesuje mnie informacja z ogłoszenia "mozliwości rozwoju
            zawodowego", a on otwarcie przyznawał, że to tylko taka zachęta ze strony
            firmy, że asystent kupca nigdy u nich nie będzie mógł być kupcem, bo oni po
            prostu chcą kogoś do wklepywania danych ... Rozstaliśmy się bardzo miło, a parę
            dni temu zadzwonili z pytaniem czy mogą kontakt do mnie przekazać innej firmie,
            bo chcą mnie polecić. Chyba dobrze, prawda?
            A trzecia firma to ta, która zadzwoniła do mnie po 1,5 miesiąca od otrzymania
            aplikacji. Praca ok., stanowisko w logistyce, hiszpański, angielski, etc., ale
            firma w Krośnie. Wysłałam zgłoszenie na samym początku poszukiwań, jak byłam
            bardzo zdesperowana, myślałam, że będzie tak fatalnie, że będę musiała "brać co
            jest", nawet i mieszkać na dwa domy, jeżdzić co tydzień przez pół Polski, etc.
            Ale jak nie zaczęło się w sumie źle z tymi poszukiwaniami, to pomyślałam, że
            jeszcze nie jestem AŻ TAK BARDZO zdesperowana. Ucieszyłam się że zadzwonili,
            ale powiedziałam, że moja oferta nie jest już aktualna.

            Nikt mnie nie pytał dlaczego chcę mieć w przyszłości samodzielne stanowisko,
            natomiast każdego interesowało dlaczego chcę pracować właśnie w logistyce.
            To tyle, jeżeli chodzi o moje dotychczasowe pozukiwania.

            Czy ty tez masz sprecyzowane plany dokąd "przeskoczyc"? Czy na razie po prostu
            wiesz, że chcesz mieć bardziej "konkretną"/ samodzielną pracę, bo "wieczna
            asystentka" to nie szczyt marzeń : )?
            Pozdr.
            M.
            • hiolka Re: poszukiwania 14.10.03, 12:56
              Ciesze się, ze jest Twoje aplikacje spotykaja się z zainteresowaniem (dobrze to
              wrozy także innym szykujacym się do „wiekiej ucieczki” ze stanowiska
              asystentki).
              Mysle, ze Twoim duzym atutem w poszukiwaniu nowej pracy jest doswiadczenie i
              szeroki, jak napisalas powyzej, zakres obowiazkow w poprzedniej firmie. Czasem
              jednak praca jako „kobieta-orkiestra” ma swoje dobre strony :)

              A ja i moja praca to raczej temat na priva niż na forum. Jestem w o tyle
              szczesliwej sytuacji, ze jakas szczegolna krzywda mi się nie dzieje, mimo to
              pierwszym slowem, które mi się cisnie na usta na mysl o dotychczasowej pracy
              jest Frustracja. Od dluszego czasu czuje się jakbym powtarzala klase – te same
              obowiazki (ponizej rzeczywistych mozliwosci i ambicji), te same twarze,
              pieniadze tez te same....
              Poza tym zdecydowanie już mam dosc samego „asystujacego” charakteru mojej
              pracy – tzn. za zdobycie, analize i opracowanie danych, nowe pomysly itd.
              gratuluje się osobom dla, których je przygotowalam. A ja w tym wszystkim czuje
              się jak bezimienny wyrobnik...
              Dlatego tez b. powaznie mysle o zmianie pracy, bo w aktualnej nie widze dla
              siebie niestety perspektyw rozwoju. Kto nie idzie do przodu, ten się cofa.

              Z powyzszego trudno wiec wnioskowac, ze stanowisko asystentki to szczyt moich
              marzen czy punkt docelowy w karierze. I sadze, ze podobnie mysli spora czesc
              osob, które zdecydowaly się na przyjecie tego stanowiska mimo posiadania
              konkretnego kierunkowego wyksztalcenia.
              Taka posada „na przeczekanie” sytuacji na rynku pracy, albo przyjeta z nadzieja
              na przyszly awans na samodzielne stanowisko. Jeżeli nie ma na niego widokow
              wewnatrz firmy, trzeba poszukac swojej szansy poza nia.

              Poki co komponuje idealne CV ;), sledze ogloszenia i dopasowuje do nich swoje
              umiejetnosci - zalezy mi przede wszystkim na wykorzystaniu w pozniejszej pracy
              jezykow obcych i zdolnosci analitycznych. Rozwojowo i samodzielnie. Trzeba w
              koncu zaczac pracowac na swoje nazwisko.

              Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Twoje poszukiwania :)

            • lenka26 Re: poszukiwania 14.10.03, 14:21
              Droga SanJose,
              Powiem Ci tak: to,ze pracowalas z umowmy sie, burakiem, nie jest spowodowane
              tym, ze bylas asystentka, tylko tym, ze w kazdej pracy sie tacy kretyni
              zdarzaja na wszystkich stanowiskach - jakbys byla dyrektorem dajmy na to
              logistyki, rownie dobrze Twoj szef moglby byc podobnym burakiem.
              Wiersz mi, bylam asystentka przez 1,5 roku, potem szczesliwie awansowalam, ale
              to nic nie zmienilo - dalej sa wokol mnie osoby ktorych intelektu nie szanuje,
              i ktore sa na wyzszych stanowiskach niz ja.

              Podejmujac drugi watek - rzeczywiscie, czesto asystentki to osoby wyjatkowo
              dobrze wyksztalcone, znajace jezyki, ale nie majace doswiadczenia - a od czegos
              trzeba zaczac. Stad taka czesta wsrod nich frustracja.
              Wierz mi, majac jeden dyplom szkoly wyzszej i dwa z tytulem technika (wbrew
              pozorom osob z takim wyksztalceniem jest wiele), znajac dwa jezyki biegle tak
              naprawde niekoniecznie dla innych wyrozniasz sie czyms specjalnym (w Warszawie,
              nie wiem, jak w innych miastach) : dla przykladu asystentka w naszym dziale ma
              2 fakultety (zakonczone magistratem: prawo i finanse), mowi po angielsku i
              niemiecku biegle plus hiszpanski i francuski na poziomie mniej wiecej b2-c1, na
              tyle na ile ja moge ja ocenic, ma mnostwo kursow, ale jak poszla na
              macierzynski na zastepstwo zglosilo sie kilkanascie osob (rekrutajca nie byla
              naglasniana) tyle ze nie bylo z kogo wybierac, wlasnie dlatego, ze glownie byly
              to osoby w kilkoma jezykami bieglymi, stazami w trakcie studiow, studiami
              podyplomowymi i dwoma, trzema fakultetami... obawiano sie, ze taka osoba bedzie
              chciala zbyt wiele i sie frustrowala... niestety, taka jest rzeczywistosc.
              Uczy pokory.

              Z mojego doswiadczenia powiem Ci, ze duuuzo trudniej zmienic stanowisko na
              bardziej "specjalistyczne" zmieniajac firme (ogolnie z asystentki ciezko sie
              wychodzi), niz robic to w ramach jednej firmy. Na Twoim miejscu zatrudnilabym
              sie w duzej firmie i po jakims roku starala sie zmienic stanowisko.

              powodzenia,
              • sanjose Re: poszukiwania 03.11.03, 19:01
                zgadzam się właściwie z wszystkim, co piszesz; masz rację, że to niekoniecznie
                praca asystentki automatycznie wiąże się z przykrymi współpracownikami, ale
                upieram się przy zdaniu, że im masz niższe i teoretycznie bardziej
                niesamodzielne stanowisko (czyli czytaj: np. jestes asystentką) to tym większe
                prawdopodobieństwo, że będziesz MUSIAŁA współpracowac z kimś, z kim
                niekoniecznie współpracuje się normalnie. Wyjaśniam: np. specjalista ds.
                zakupów (stanowisko "samodzielne") niekoniecznie musi kontaktować się non-stop
                z resztą pracowników, natomiast np. asystentka jakiegoś działu
                (stanowisko "niesamodzielne") - zwykle jak najbardziej.
                a jeżeli chodzi o to, co mówisz o zmianach:
                "Z mojego doswiadczenia powiem Ci, ze duuuzo trudniej zmienic stanowisko na
                bardziej "specjalistyczne" zmieniajac firme (ogolnie z asystentki ciezko sie
                wychodzi), niz robic to w ramach jednej firmy. Na Twoim miejscu zatrudnilabym
                sie w duzej firmie i po jakims roku starala sie zmienic stanowisko"
                właśnie tak bym chciała, żeby było : )
                pozdrawiam : )
                M.
            • Gość: mayen Re: poszukiwania IP: *.dtcentrum.pl 27.10.03, 12:24
              W
              > drugiej byłam na trzech rozmowach ("asystent kupca"). Część I: z osobą
              wstępnie
              >
              > rekrutującą kandydatów. Część II: z dyrektor ds. personalnych. No i w czasie
              > trzeciej rozmowy, juz z samym panem kupcem (bardzo miły chłopak, tak swoją
              > drogą) zgodnie doszliśmy do wniosku, że to nie to : ). To znaczy ja otwarcie
              > przyznawałam, że interesuje mnie informacja z ogłoszenia "mozliwości rozwoju
              > zawodowego", a on otwarcie przyznawał, że to tylko taka zachęta ze strony
              > firmy, że asystent kupca nigdy u nich nie będzie mógł być kupcem, bo oni po
              > prostu chcą kogoś do wklepywania danych ...


              hmmm. brzmi znajomo - czyzby ul. Krucza 50 W-wa?
              Z tym,ze w moim przpadku bylo nieco inaczej - podobne etapy rozmow, teraz
              jestem asystentka w tej firmie,tyle,ze nie kupca, tylko analityka sprzedazy.
              Takie mam stanowisko,ale obowiazki mam samodzielnego analityka - nie jestem
              maszynka do wklepywania danych (co rzeczywiscie mam miejsce w przypadku
              asystenta kupca), ale samodzielnie podejmuje decyzje dotyczace poziomu zakupow
              i planowania sprzedazy w przynaleznych mi grupach towarow. Swoja droga, to
              ciekawe jak moze sie jedno stanowisko asystenckie roznic od drugiego, nawet w
              tej samej firmie. Jakis czas temu Polityka obsmiewala ogloszenia o prace i
              zalapalo sie rowniez ogloszenie dotyczace mojego stanowiska, ze "bog wie jakie"
              wymagania (jezyki, wyksztalcenie, umiejetnosci itp.),ale trafili jak kula w
              plot. Akurat ja i inni asystenci analitycy musza takie umiejetnosci posiadac
              inaczej sobie po prostu nie poradza, full stop. A szefowa mam super...
              Pozdrawiam i zycze powodzenia
              mayaH

              • sanjose Re: : ) 27.10.03, 13:06
                tak jest, to ten adres : )
                a swoja droga to ciesze sie ze ci sie udalo : )
                teraz bedzie latwo o formalna (tak sadze przynajmniej) zmiane z asystentki na
                analityka, daloby to na pewno poczucie logicznego rozwoju zawodowego, a pozniej
                to kto wie, prawda ? ; )) w koncu praca jest celem, a nie srodkiem ...
                pozdrawiam,
                M.
                • Gość: mayen Re: : ) IP: *.dtcentrum.pl 27.10.03, 15:10
                  Hihi a moze rozmawialas z panem Darkiem K.?(dzial zabawek) - akurat jest to
                  dzial, ktorego jestem analitykiem, o ile oczywiscie startowalas do nas, a nie
                  do np. GC. I kiedy bylas na rozmowie? Jeszcze pare miesiecy temu, byly
                  obsadzane stanowiska mlodszych kupcow - a wydaje mi sie ze, to jest to,co by Ci
                  odpowiadalo;)Teraz, fakt maja byc nowi asystenci, od klepania indeksow. W
                  kazdym razie musialas sie spodobac, skoro nasz HR chce Cie gdzies polecic.
                  Zycze powodzenia, mam nadzieje,ze Ci sie uda, moze kiedys trafisz do nas.:)
                  Co do zmian formalno-nazewniczych: pracuje jakies 7 miesiecy dopiero,ale licze
                  na to,ze juz niedlugo zostane mlodszym analitykiem, w kazdym razie do CV bede
                  wpisywac zakres obowiazkow a nie stanowisko sluzbowe.
                  Pozdrawiam rowniez
                  MajaH
                  • franula Re: : ) 27.10.03, 18:01
                    Rozumiem ze Oldze nie pasuje osoba ktora rzucila prace bez nastepenj - jej
                    prawo.
                    tyle ze robiac takie zalozeniesama moze stracic super pracownika, ktory po
                    prostu nie lubi dawac oba pomiatac i ma odrobine godnosci. Ja dawalam przez
                    1,5 roku poki nie znalazlam innej pracy i niemal przypacilam to nerwica,
                    podczas gdy moja kolezanka nie dala sie upokorzyc i po pierwszej awanturze
                    ktora jej zrobil nasz szef burak dumnie rzucila prace czego sie nie spodziewal
                    kompletnie bo wydawalo mu sie ze jest "rynek pracodawcy' i w zwiazku z tym z
                    pracownikiem mozna wszystko.
                    Niezla nauczka dla niego - my ktorzy zostalismy zaczelismy byc lepiej
                    traktowani, a szef oberwal od swojego przelozonego ze nie umial zatrzymac
                    dobrego pracownika. Dziewczyna natomiast mogla wiecej niz ja poswiecic czasu
                    na szukanie pracy i znalzla troche szybciej. Doksztalcala sie i rozwijala w
                    tym czasie - fakt ze nie ja finansowo nie moglam sobie na to pozwolic zeby
                    tyle nie pracowac.
    • hellio Trzymam kciuki 11.10.03, 20:59
      Dobrze zrobiłaś, Sanjose. Nie chcę powtarzać argumentów (niektóre powyższe
      bardzo celne), ale faktycznie codzienne konsekwentne trenowanie się w
      zaciskaniu zębów doprowadziłoby Cię do szczękościsku (w najlepszym razie:).
      Ludzie boją się rezygnować z pracy, ale na miłosierdzie Pańskie, trzeba
      zachować proporcje między rozsądną ostroźnością a zgodą pokorną na wszystko.
      Jeżeli wszyscy damy się ogarnąć tej psychozie strachu, to pracodawcy naprawdę
      nie tylko przestaną płacić, ale zaczną ludzi z wyższym wykształceniem popędzać
      bacikiem.Trzeba przy tym brać pod uwagę swoją wartość na rynku pracy.
      Półanalfabeta powinien liczyć na mniej niż osoba dobrze wykształcona (szkoda,
      że nie piszesz co skonczyłaś), z wysokimi kwalifikacjami i inteligentna. 2 lata
      praktyki to nie bardzo dużo, ale jeżeli atrakcyjnie opiszesz swoje dokonania w
      CV to może "wystarczyć".Twoim atutem jest wiek.Trzymam kciuki, H
      • kat-on Powodzenia, Sanjose! 11.10.03, 22:36
        Trzymam za Ciebie kciuki, Sanjose! Na pewno Ci się uda! A debilami w stylu
        gościa z Twojej słusznie minionej pracy i jednego z Twojego wątku (którego
        imienia nie wymienię, bo szkoda dla niego miejsca w poście)nie przejmuj się!
        Zabije ich w końcu własna głupota ;-) Zgadzam się z Tobą w 100% co do
        kompetencji i umiejętności niektórych "menedżerów" z bożej łaski. Sam akurat
        jestem specjalistą i nieźle sobie daję radę, ale czasami muszę stykać się z
        ludźmi, którzy oprócz tupetu i chamstwa niczego sobą nie reprezentują. Smutne
        to, ale jakże prawdziwe!

        Życzę Ci powodzenia w poszukiwaniu nowej, lepszej pracy

        Kat-on
    • Gość: Kazik Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: *.acn.waw.pl 11.10.03, 22:32
      Powiem tak: zazdroszczę, że możesz ot tak sobie zrezygnować z pracy... mnie po
      prostu wypieprzyli z firmy po 7 latach pracy i mam teraz spory szacunek do
      pracy - szukam juz ponad 4 m-ce. Wyższe wykształcenie, angielski i francuski
      doświadczenie w kontaktach z klientami i sprzedaży bezpośredniej i zero
      znajomości. I to ostatnie pewnie jest głównym powodem tego, że jestem na
      zasiłku...
      • sanjose to nie takie proste 11.10.03, 23:02
        do Kazika:
        to nie było "ot tak" !! zaczęłam mysleć o tym mniej więcej w lutym/ marcu,
        kiedy zdarzyła się pierwsza, naprawdę bardzo "mocna" kłótnia z wrzaskami na
        cały budynek (nie z mojej strony : /, po opisanej przeze mnie sprawie ze
        sprawdzaniem prywatnej korespondencji. No a później było juz tylko gorzej i
        gorzej, w przyspieszonym tempie.
        Podjęcie tej decyzji zajęło mi jak widzisz ładnych parę miesięcy.
        I to nie jest tak, że moge sobie na taką decyzję pozwolic. Utrzymujemy się z
        moim partnerem sami, a i on ostatnio miał kłopoty z pracą (teraz ma umowę na
        czas określony, do 31.12). Mieszkam w niewykończonym mieszkaniu (np. w kuchni
        jest tylko lodówka : / i naprawdę nie zrezygnowałam z pracy "ot tak sobie" ...
        Zrozumiałam po prostu (i w takiej postawie podtrzymuje mnie już tutaj pare osób)
        że tak dalej nie może być. Jedynym rozwiązaniem było podjęcie ryzyka.
        Pozdr.
        M.
        ja też nie mam zadnych znajomości, ale wcale nie chciałabym znalezc w ten
        sposob pracy; druga sprawa: jezeli tak po prostu wyrzucili cie z firmy po 7
        latach pracy (a zakladam ze pracowales dobrze : ) to znaczy że nie byla to
        porzadna firma; moze wlasnie tak mialo byc, żeby po paru miesiacach poszukiwan
        los dal ci miłą niespodziankę?
        • Gość: Kazik Re: to nie takie proste IP: *.acn.waw.pl 12.10.03, 06:58
          Przepraszam za zbyt uogólnioną wypowiedź i dzięki za dobre słowo. Mam
          nadzieję, że coś się w końcu dla mnie znajdzie, a co do mojego byłego
          pracodawcy to szkoda marnować czasu na pisanie na ten temat. W wielkim skrócie
          brzmi to tak: duża i znana firma z branży finansowej, zwalniają ludzi kiedy i
          jak chcą, a na ich miejsce nikogo nie przyjmują, ci którzy zostają mają "po
          prostu" więcej pracy (za te same pieniądze oczywiście). Pozdrawiam i życzę
          znalezienia satysfakcjonującej pracy za przyzwoite pieniążki.
        • kat-on Brawo Sanjose! 12.10.03, 11:40
          Witam ponownie Sanjose!

          "ja też nie mam zadnych znajomości, ale wcale nie chciałabym znalezc w ten
          sposob pracy"
          Widzę, że mamy do czynienia z kobietą nie tylko inteligentną, ale i ambitną :-)
          Brawo! Ja też pracę dostałem bez znajomości,a teraz jestem w trakcie jej zmiany
          na jeszcze lepszą (również bez znajomości), której nawet z najlepszymi
          znajomościami można by nie znaleźć :-)))
        • Gość: bubu Re: to nie takie proste IP: *.acn.pl 13.10.03, 11:58
          Poczytalem co nieco twych wypowiedzi i uderzylo mnie rzeczy kilka, a to glownie
          fakt, ze sugerujesz by przyjac punkt widzenia twoj np. na kwestie owego
          dziwnego pracodawcy, ja nauczonym ze nie ma rzecy oczywistych, ze by
          maksymalnie zobiektywizowac kwestie, trza by relacje z roznych zrodel poznac,
          tu to jednak niemozliwe sila rzeczy, bo nie mamy dostepu do punktu widzenia
          owego "buraka" jak go agronomicznie nazywasz, ale gdy tak sie sytuacja
          przedstawia zdumiewajaca twoja kategorycznosc w sadach, chyba masz swiadomosc
          jako nieglupia dziewczyna subiektywnych ograniczen, tzn. ze w twym mozgu filtr
          indywidualny na mysli i emocje zainstalowan, no to jedna sprawa... a druga co
          dzwonek alarmowy uruchamia to zdumiewajaca łatwosc oceniania innych, wyrazania
          sadow wartosciujacych, jednym tchem jakby, bez refleksji chwili, no a trzecia
          to to, zes z racji wieku wytwor czasow obecnych gdzie zasada urastajaca do
          naczelnej jest swiadomosc ryzyka i pomnik skutecznosci wystawion - i to przyjac
          pokornie winnas, jesli chcesz w tym mechanizmie z powodzeniem dzialac, i nie
          dziwic sie rzeczom co cie spotykaja, to atrybuty rzeczywistosci... sam winienem
          sie do nich dostosowac, bom na etapie poszukiwan takoż, ale coz, jakos mi to
          nie idzie, mdlosci dostaje gdy widze te wszystkie belkotliwe
          ogloszenia "manager cos tam"... ale ja to juz staruszek ze sie tak wyraze bo
          46, wiec wiek mnie nieco tlumaczy a i zdaje sie skutecznie wszelkie perspektywy
          zamknie, zycze ci powodzenia mila damo... pa
          • Gość: Kan_z_oz Za duzo emocji.... IP: *.mega.tmns.net.au 13.10.03, 12:39
            Dawno temu pracowalam jako Asystentka w W-wie, wiec mysle, ze chyba wiem o
            czym mowisz.
            Zbyt wiele emocji w tym poscie, wiec nie wiem co cie tak zdenerwowalo, czy byl
            to 'Burak', czy fakt, ze praca nie przedstawia wyzwania a moze.... no wlasnie.
            Awans zawodowy to zazwyczaj efekt dlugotrwalych prob i staran. Najczesciej
            przejcie z jednej pozycji na druga. Jest wazne by osiagnac zadowolenie z tego
            co sie robi, czesto jest to praca nad samym soba. Nie zrozum mnie zle, ale
            ambicja szczegolnie ta urazona jest czesto zlym doradca. Jestem pewna,ze czeka
            cie na ciebie cos, ale to wymaga czasu. CIERPLIWOSCI wiec, a poza tym naucz
            sie za wszelka cene cieszyc drobnymi rzeczami. 'Enjoy the journey, the journey
            is the joy', jesli to wprowadzisz w zycie to caly sekret. Osigniecie celu nie
            uszczesliwia, tylko dozenie do. Znajdz wiec swoj cel, nie sadze zebys
            wiedziala co chcesz robic.
            PS
            Prace Asystentki bardzo sobie chwalilam, robilam litry kawy i herbaty
            dla "Buraka", ktory wypijal hektolitry. Naprawde martwilam sie o jego zdrowie.
            Zawsze sie dziwilam dlaczego placicili mi 4X pensje nauczyciela za robienie
            kawy! Ambicje? Zrealizowalam w innym miejcu.
            Pa
            • sanjose Re: Za duzo emocji.... 13.10.03, 12:56
              zgadzam się, że duzo tu emocji, ale własnie tak się nadal jeszcze trochę czuję,
              bo to JA mam teraz niezły problem z praca, a nie mój były współpracownik
              A jeżeli chodzi o mój "cel"...
              z postu: "Znajdz wiec swoj cel, nie sadze zebys wiedziala co chcesz robic"
              proszę zwrócic uwage na to, że ja własnie DOSKONALE WIEM CO CHCĘ ROBIĆ ! i w
              jakiej dziedzinie się realizować, opisałam to parę wiadomości wyżej, w
              odpowiedzi na post dziewczyny która mnie poprosiła o relację z poszukiwań pracy

              "Prace Asystentki bardzo sobie chwalilam, robilam litry kawy i herbaty"

              Ale ja nie robiłam żadnej kawy ani herbaty!!!, w tym biurze każdy sam to sobie
              robił, nawet moja szefowa jak przyjeżdżała do Polski co jakiś czas.
              Przecież ja się nie skarżyłam na "robienie kawy i herbaty", bo tego nie
              robiłam, tylko na fakt, że przyszło mi pracowac z taką a nie inna osoba co mnie
              zraziło zupelnie do pracy na podobnych, NIESAMODZIELNYCH stanowiskach i na
              fakt, że chociaz robiłam rzeczy naprawde skomplikowane to chciałabym robić
              rzeczy kilkakrotnie bardziej skomplikowane, bo wybacz ze to powiem, ale nie
              jestem osobą ze średnim IQ
              również pozdrawiam
              M.
              • Gość: Kan_z_oz Re: Za duzo emocji.... IP: *.mega.tmns.net.au 13.10.03, 13:25
                Droga moja,
                Moje IQ jest tam gdzie jest, na wystarczajacym poziomie, by nie miec problemow
                finansowych, bez wzgledu na to czy pracuje czy nie.
                To jest dokladnie o czym pisze, wloz swoja energie w cos co jest konstruktywne
                dla ciebie nie dla firm i pracowawcow. Znalezienie bardziej ambitnej pracy
                moze ale nie musi byc zrealizowaniem samej siebie. Zadowolenie z pracy moze
                byc osiagniete, ale nie musi. Zawsze bedzie Pan/Pani 'Burak', ktoremu bedziesz
                musiala stawic czola. Nie mam zamiaru dawac ci zadnych rad bo to jest zupelnie
                bez sensu. Mieszkasz w Polsce ktora jest czescia Europy, znasz jezyki mozesz
                mieszkasz gdzie chcesz i pracowac gdzie chcesz. Wysokie IQ czasem blokuje
                instynkt i rozsadne myslenie. Wyluzuj sie, znam zbyt wielu z IQ na doli.
                Pozwol by IQ pomoglo ci a nie sciagnelo w dol i zamknelo w stereotypy.
                Dobranoc
          • sanjose Re: to nie takie proste 13.10.03, 12:41
            Gość portalu: bubu napisał(a):
            > Poczytalem co nieco twych wypowiedzi i uderzylo mnie rzeczy kilka, a to
            glownie fakt, ze sugerujesz by przyjac punkt widzenia twoj np. na kwestie owego
            > dziwnego pracodawcy,

            PROSZĘ UWAZNIE PRZECZYTAĆ MÓJ POST: to NIE BYŁ MÓJ PRACODAWCA !!!, to była
            osoba, z którą zmuszona byłam pracować w polskim oddziale firmy (pracodawcą
            była moja szefowa cudzoziemka), gdybym miala byc jego asystentką, to bym się w
            firmie w ogóle nie zatrudniała !!! (i co wazniejsze: na początku byłam w firmie
            sama, bo mieli kłopot z wyborem kogoś na jego stanowisko, wybrano go w koncu
            LOSOWO

            ja nauczonym ze nie ma rzeczy oczywistych, ze by
            > maksymalnie zobiektywizowac kwestie, trza by relacje z roznych zrodel poznac,

            TAK, ZGADZAM SIĘ, TO TYLKO MÓJ PUNKT WIDZENIA, ALE OPINIĘ TAKĄ WYROBIŁAM SOBIE
            PO DWÓCH LATACH PRACY (ja byłam zatrudnikna tam jako pierwsza, on został
            dokoptowany 1,5 miesiąca póżniej, jako osoba odpowiedzialna za sprzedaż).
            Dodam, że firma jest w tej chwili u progu bankructwa.

            > tu to jednak niemozliwe sila rzeczy, bo nie mamy dostepu do punktu widzenia
            > owego "buraka" jak go agronomicznie nazywasz,

            PROSZE UWAZNIE PRZECZYTAĆ MÓJ POST, NIGDY NIE UZYŁAM TEGO SŁOWA, mówiłam np. o
            chamstwie (patrz fragment o biciu kobiet) i o prostactwie (patrz fragment o
            bełkocie językowym)
            a tak z drugiej strony to nie cierpię jak ktoś używa akurat tego okreslenia, bo
            własnie ten człowiek zwykł był go uzywac prawie codziennie, do głośnego
            opisywania klientów, z którymi właśnie nie udało mu się nawiązać kontaktu

            i nadal niestety dziwie się rzeczom co mnie spotykają, bo wierzę że ten świat
            nie powinien tak wyglądać jak wygląda

            ale wierzę że każdy porządny człowiek (wszystko jedno czy 30 czy 46 letni : )
            dostanie kiedyś od losu swoją szansę
            • agata_edziecko Re: to nie takie proste 15.10.03, 15:40
              Witam
              ja jakos nie mogę dostrzec w twoich wypowiedziach związków logicznych. Jeśli
              człowiek, który tak bardzo zalazł Ci za skórę nie był twoim szefem, a tylko
              współpracownikiem, to nie ma gwarancji, że jak już będziesz "specjalistą ds
              czegoś tam", nie będziesz miała z takimi ludźmi do czynienia. Nawet, gdyby był
              twoim szefem, to przecież prawie każdy w firmie (może oprócz dyrektora
              naczelnego, a i to niekoniecznie w międzynarodowych koncernach) ma nad sobą
              jakiegoś szefa! Problemem jest więc głupi współpracownik lub szef, a nie to,
              czy pracujesz na stanowisku asystentki, czy nie.
              Oczywście, ja Cie rozumiem, że praca asystentki nie jest dla Ciebie
              satysfakcjonująca, ale ta dyskusja skupiła się (dzięki Tobie) na osobie
              współpracownika i mam wrażenie, że myślisz, iż zmiana stanowiska uchroni Cię
              przed takimi ludźmi. Duży błąd!
              Poza tym uważam, że nie zrobiłaś rozsądnie odchodząc z pracy przed znalezieniem
              nowej. O pracę jest trudno, chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym. Chyba,
              że jesteś przygotowana finansowo na kilka miesięcy bezrobocia. Też kiedyś
              miałam dośc jednej firmy, ale pracowałam w niej jeszcze rok szukając pracy.
              Wysoko cenię sobie bezpieczeństwo i na razie dobrze na tym wychodziłam.
              Pozdrawiam
              agata
    • oban Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK 13.10.03, 22:52
      nie przeczytałem wszsytkich odpowiedzi na twój post. Tylko dwie następne.
      Jeżeli reszta jest też w tym stylu powiem ci jedno : nie przejmuj się dupkami
      i ich głupimi uwagami. Idź twardo do celu, naprawdę warto, jest duża szansa że
      się uda. I tego ci z całego serca życzę, bo nie znoaszę złośliwych i zawistnych
      małych ludzików. Jeżeli tylko bardzo chcesz i będziesz się starać napewno ci
      się uda. Naprawdę nie warto marnować życia będąc asystentką jakiegoś miernego
      człowieczka. Unikaj takich ludzi. Bądź bezkompromisowa. Kompromis, jeśli
      zawiera w sobie element zaprezczenia samemu sobie jest dobry dla miśkiów
      których marzeniem ostatecznym jest "załapac się, a potem jakoś to będzie"
      Nie idż tym tropem, na dłuższą metę taki kompromis nie jest nic wart, prowadzi
      do stresu, nerwicy i samoobrzydzenia. Strata czasu, sił, energii i życia.
      Unikaj wszystkich wśród których się źle czujesz, którzy ci kradną twoją energię.
      Nie pracuj z nimi. Wiem : łatwo powiedzieć, ale to jest Twoje życie,
      jednorazowe zjawisko, którego piekna nie możesz zmarnować.

      Pozdrawiam i powodzenia

      Oban




      • wieslaw.rewerski Do Obana 13.10.03, 23:43
        oban napisał:

        > nie przeczytałem wszsytkich odpowiedzi na twój post. Tylko dwie następne.
        > Jeżeli reszta jest też w tym stylu powiem ci jedno : nie przejmuj się dupkami
        > i ich głupimi uwagami.

        Przeczytałeś akurat posty tych osób, które wyróżniły się tu negatywnie.
        Wypowiedzi pozostałych są w zdecydowanie innym tonie.

        Wiesław Rewerski
        pan_bezrobotny
    • mmankowska moja rada: 15.10.03, 09:45
      Miałam podobną sytuację, no nie , trochę lepszą. Byłam asystentką w brytyjskiej
      firmie. Póki rządził Angol wszsytko było ok, kiedy dorwali się do władzy inni,
      makabra. Mam również wyższe wykształcenie, i znam języki a usługiwałam
      kretynom, którzy nie potrafią poprawnie się wysłowić. Szukałam pracy w trakcie
      pracowania tam, ale ułatwili mi rzecz redukując mnie. Już nie wspomnę
      od "dobrej" koelżance któa pode mną ryła dołki. Złapałam pierwszą lepszą pracę
      w biurze ze strachu, że nic innego nie znajdę. Tam jeszcze gorzej, słoma na
      kilometr. Nie przedłużyli mi umowy. I podjęłam ryzyko. A właściwie podjęłą je
      Pani dyrektor szkoły językowej, zatrudniła mnie jako lektora. Uznała, że znam
      język tak, że będę dorbym lektore. Ona mi zaufała, a ja podjęłam się trudnej
      ale bardzo satysfakcjonującej pracy i jestemw reszcie szczęśliwa. Polecam takie
      rozwiązanie, idź za tym co chcesz robić. Nie daj im się stłamsić i nie idź na
      żadne usługiwanie. Niech sobie sami parzą kawę. Sorry, że długo ale też
      chciałam opowiedziec, że warto próbować. Pozdrawiam
    • Gość: Olga Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: 217.153.150.* 21.10.03, 14:15
      Ja też byłam asystentką, ale jakiś czas temu a wtedy łatwiej było awansować no
      i firma się dopiero rozwijała więc było do awansu więcej okazji. Ale nie o tym
      chciałam powiedzieć. Otóz obecnie sama przeprowadzam czasami rozmowy z ludzmi,
      których chcę zatrudnić w swoim dziale i powiem Ci, że osoby, które porzuciły
      pracę, nie mając żadnej innej w zanadrzu, w ogóle nie wchodzą w grę ... Jest
      tylu chętnych, że lepiej nie ryzykować, bo to nie najlepiej świadczy o osobie:
      albo że ma trudny charakter, albo że jest nieodpowiedzialna, albo że jak jej
      się u nas praca nie spodoba, to też rzuci, a kandydatów jest wielu, więc po co
      tracić czas aby się przekonać czy to może wartościowa osoba.
      Będziesz musiała sobie z tym problemem jakoś poradzić, bo przyznam szczerze, że
      w moich oczach to wnosi czynnik ryzyka i trochę dyskwalifikuje... Olga
      • Gość: bobo Re: do Olgi IP: 195.205.117.* 22.10.03, 08:32
        Na szczęście dyskwalifikuje tylko w Twoich oczach.Zdobycie pracy nie polega na
        spełnieniu (często wzajemnie wykuczających się) oczekiwań ( sorry muszę to
        napisać )czasem kompletnych palantów z HR , którzy akurat w tej chwili mają
        pracę.
        Najzabawniejsze jest to, że oni sami zapominają o jednym- dzisiaj pracują a
        jutro niekoniecznie.
        Generalnie myśl ma będzie odkrywcza- często życie obdarza nas niekoniecznie tym
        na co zasługujemy , proporcjonalnie do naszych kwalifikacji i zgromadzonych
        umiejętności.Tak sobie czytam: "lepiej nie ryzykować, bo to nie najlepiej
        świadczy o osobie:
        > albo że ma trudny charakter, albo że jest nieodpowiedzialna"
        Olgo- proponuję częściej i intensywniej myśleć- są też firmy do bani z szefami-
        burakami nawet jeśli ich istnienia dotąd sobie nie uświadamiałaś.Z Twoich słów
        mozna wnioskować, że człowiek jeśli nie ma pracy to albo jest jakiś nie taki,
        albo sam sobie winien.Z problemem życzliwego myslenia o poszukujących pracy
        będziesz sobie musiała poradzić, bo przyznam szczerze,że w moich oczach to
        dyskawalifikuje...blee
    • Gość: Raam Gratuluje rozadku IP: 193.180.216.* 22.10.03, 12:15
      Przeczytalem pare komentarzy i udzerzajace jest jak w jak zacofany sposob
      dzialaja firmy w Polsce.To naprawdze nie gra roli czy bezrobocie jest 0 czy 50%
      , pracownik jest kapitalem firmy a nie zetonem do automatu z kawa.
      Tak dlugo jak kierownictwo czy wspolpracownicy firm nie bedo tego rozumiec
      tak dlugo w RP bedzie balagan.

      Chetnie bym zatrudnil ciebie sanjose lecz nie prowadzimy dzialalnosci w Polsce.

      • krokodylowa Re: Gratuluje rozadku 27.10.03, 13:05
        Przeczytalam twoja odpowiedz. Niestety wielkie amerykanskie korporacje rowniez
        nie traktuja pracownika jako kapitalu firmy. Od ponad 2 lat pracuje dla jednej
        z amerykanskich korporacji dzialajacej w IT. Jestem asystentka d/s sprzedazy na
        region EE. Pracuje w polskim oddziale firmy od poczatku jej powstania, oprocz
        wsparcia dzialu sprzadazy zajmuje sie rowniez marketingiem, administrowaniem
        biurem, prowadzenie kalendarza spotkan, podroze sluzbowe itp. Nauczylam sie tu
        naprawde wiele, czulam sie potrzebna, moi bezposredni szefowie doceniali mnie i
        chwalili. Bylam bardzo zaangazowana w sprawy firmy, przyszlosc jawila sie
        pieknie dopoki .... nie zaszlam w ciaze, teraz w 7 miesiacu dowiaduje sie ze
        firma nie wie czy odnowi ze mna kontrakt po urlopie macierzynskim (od 2,5 roku
        pracuje na kontrakcie czasowym tzw. temp). nagle moje doswiadczenie i moj tak
        ceniony wklad w rozwoj firmy nie liczy sie .....

        Pozostaje smutek i poszukiwanie nowej pracy ....

        Czy to jest zapyziala polska firma czy wspaniala amerykanska korporacja trzaba
        pamietac o jednym: nie ma ludzi nie zastapionych i nie ma sentymentow

        • hellio Re: znajdziesz! 29.10.03, 16:21
          Z paroletnią praktyką w amerykańskiej firmie, z dobrymi referencjami -
          znajdziesz pracę po urlopie. Jestem przekonana, a wiem co mowię.Pozdr, H
    • Gość: zabudka Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: *.europolgaz.com.pl 29.10.03, 11:26
      Ja wlasnie jestem asystentka, w firmie, ktora ma "nazwe". Pensja - to srednia
      krajowa. Mimio, iz to firma IT to pracownicy musza zadowolic sie praca na
      starym sprzecie. Kawe robie 5xdziennie, herbatki- 8x dziennie, musze sie
      przznac, ze nauczylam sie nosic filizanki i nie rozlewam. Dwa rok temu
      skonczylam studia i jest to moja pierwsza powazna praca.

      Moj szef jest jak moj ojciec i to mi odpowiada, bo nie mam popadam z nim w
      konflikty. Ciesze sie ze trafilam na takiego szefa. Oczywiscie chce sie miec
      wiecej na koncie w banku, ale jak narazie mam wiecej na koncie zyciowym.
      Kazdego dnia sie ucze, ucze i ucze, wiec to mi daje ogromna radosc, a jak juz
      sie naucze, to znajde cos innego, bo wystarczy tylko chciec, a jak sie znajda
      chci to reszta tez bedzie. Nie jest tak strasznie.







      • hellio Re: 29.10.03, 16:27
        Kawa parę razy dziennie, herbata parę razy dziennie i piszesz "już nie
        rozlewam". Bardzo, naprawdę bardzo lubię takich ludzi! Nie narzekać, nie żądać
        cudów zanim się powie "dzień dobry", tylko starać się wykorzystać czas na
        osiągnięcie czegoś nowego. Na początek choćby tego, żeby nie rozlewać!
        Pozdrawiam Cię serdecznie, nie spasujesz z tą tacą w rękach, jestem pewna, H
    • zabudka Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK 29.10.03, 11:26
      Ja wlasnie jestem asystentka, w firmie, ktora ma "nazwe". Pensja - to srednia
      krajowa. Mimio, iz to firma IT to pracownicy musza zadowolic sie praca na
      starym sprzecie. Kawe robie 5xdziennie, herbatki- 8x dziennie, musze sie
      przznac, ze nauczylam sie nosic filizanki i nie rozlewam. Dwa rok temu
      skonczylam studia i jest to moja pierwsza powazna praca.

      Moj szef jest jak moj ojciec i to mi odpowiada, bo nie mam popadam z nim w
      konflikty. Ciesze sie ze trafilam na takiego szefa. Oczywiscie chce sie miec
      wiecej na koncie w banku, ale jak narazie mam wiecej na koncie zyciowym.
      Kazdego dnia sie ucze, ucze i ucze, wiec to mi daje ogromna radosc, a jak juz
      sie naucze, to znajde cos innego, bo wystarczy tylko chciec, a jak sie znajda
      chci to reszta tez bedzie. Nie jest tak strasznie.

      • Gość: Kasia_de Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: *.crowley.pl 03.11.03, 17:17
        Trzymam za CIebie kciuki. Doskonale Cię rozumiem, ja przez rok sie męczyłam z
        takim palantem, w końcu moje nerwy były w takim stanie, że trzasnęłam drzwiami
        i odeszłam prawie z dnia na dzień. Mam trochę inną sytuację - tylko 1 fakultet,
        i 1 obcy język, ale za to 3 lata doświadczenia (2 związanego z kierunkiem
        studiów, 1 w pracy asystentki "do wszystkiego"). No i męża oraz 28 wiosen, ale
        to mniej istotne. Pracy szukałam 2 miesiące (tu przydał się mąż, a raczej jego
        pensja :)) W firmie, z której odeszłam zajmowałam się dodatkowo systemem
        zarządzania jakością (jako auditor wewnętrzny). A teraz pracuję w szpitalu (OK,
        przyznaję się bez bicia że dostałam tę posadę dzięki "rekomendacji", ale było
        kilka "rekomendowanych" osób więc może jednak ktoś uznał mnie za obiecującą
        kandydatkę). Jest minus - zarabiam 20 % mniej, reszta to same plusy: jestem w
        domu najpóżniej o 16.30 więc mam czas na własne zainteresowania, w ciągu 3
        miesięcy awansowałam na Pełnomocnika ds. Systemu Zarządzania Jakością, za
        miesiąc kolejny awans na kierownika, mam dużą swobodę działania,jako
        pełnomoicnik podlegam jedynie dyrektorowi, który daje mi wolna rekę w mych
        działaniach, sfinansowany kurs na pełnomocnika i obietnicę dofinansowania
        studiów podyplomowych, no i najważniejsze: ogromną satysfakcję i dumę z tego
        czego dokonałam (wdrożenie SZj w szpitalu, małym co prawda ale jednak, to duża
        rzecz). I chodze do pracy z uśmiechem.... Czego i Tobie życzę . Pozdrawiam
        PS: a tego palanta właśn ie wyrzucili na zbitą mordę ze stanowiska prezesa:)
        Nie powiem, zeby mnie to nie cieszyło
        • sanjose Re: to mi się podoba : ))) 03.11.03, 18:35
          dokładnie o takie posty mi chodziło: od rozsądnych dziewczyn, którym się
          udało "trzasnąć drzwiami", zaryzykować i dostać pracę, do której chodzi się z
          przyjemnością (te "20 %" też się na pewno zmieni : ), zresztą w sytuacji, kiedy
          oboje pracujecie to i tak jestem pewna, że za nic nie cofnęłabyś czasu : )
          dzięki : )
          ja też trzymam za ciebie kciuki (tak w ogóle, za miłe niespodzianki od życia : )
          M.
          (a propos wyrzucania i zatrudniania: wiem, że dziewczyna, która przyszła na
          moje miejsce odchodzi z końcem listopada (czyli wytrzymała tylko parę tygodni)
          i znowu firma ma kłopot ...
          "nie powiem, żeby mnie to nie ucieszyło", w końcu zrozumieją, że ten człowiek
          jest osobą, z którą nikt nie potrafi długo wytrzymać; rzecz w tym, że firma nie
          chce wydać parudziesięciu tys. na nową osobę od sprzedaży, wiem to od byłej
          szefowej... (rekrutacja, prawnik, szkolenie za granicą, wspólne "objechanie"
          polskich klientów, pogodzenie się z pewną utratą ich zaufania, że co dwa lata
          zmienia się przedstawiciel, pobyt szefowej w Polsce, etc.etc.); łatwiej
          wymienić asystentkę i nie przejmować się zrażonymi do prostaka klientami, a w
          końcu firma zbankrutuje i tyle)
          wyobraźnia mi czasami działa zbyt mocno, ale skądinąd wiem, że ten mój były
          współpracownik szukał pracy, bo poprzednia zbankrutowała ... : ))))
    • Gość: Dorota Re: ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTK IP: *.jasien.net 04.11.03, 21:54
      A ja chce..Napiszesz do mnie?
      dorota_dea@wp.pl
      • sanjose Re:ja nie chcę całe życie być cholerną ASYSTENTKĄ 05.11.03, 11:31
        wolę kontakt na forum, chyba że chodzi ci o jakąś bardzo nietypową sprawę (???)
        M.
Pełna wersja