sanjose
10.10.03, 17:42
Witam,
miałam tego naprawdę dość: przez dwa lata musiałam pracować z człowiekiem,
któremu słoma z butów wystawała na kilometr, zupełnie niczego nie kojarzył,
usiłował byc taki "światowy" i mówił np. "to trzeba go za to szczardżować"
albo "może mi pan to wyestymować", pisał oficjalne pisma STRASZNYM bełkotem
(czasami je kserowałam i pokazywałam znajomym, bo nie chcieli mi uwierzyć jak
cytowałam z pamięci że naprawdę mozna tak pisać), przy zebraniach: ja, on i
nasza szefowa, cudzoziemka, za KAŻDYM razem po omówieniu jakiegoś wątku on
mówił swoim fantastycznym : // angielskim: no, wait, i don't understand ....
I tak dalej, i tak dalej.
Poza tym kilka miesięcy temu przyłapałam go na sprawdzaniu moich prywatnych
wiadomości (!!!!!!), a po ostatniej kłótni powiedział "gdybys nie była
kobietą to bym cię uderzył". Dodam, że chodzi codziennie w garniturze (tak
jakby chciał ukryc to, jaki jest naprawdę) i jestesmy rówieśnikami.
No i własnie, a propos wieku: mam 30 lat, nie mam dzieci ani męża,
doświadczenie na etacie mam tylko dwuletnie (wczesniej kilka lat zlecen i
duuuuzo nauki: mam trzy dyplomy i znam biegle dwa języki). I w całej tej
sytuacji, kiedy zaczęłam dostawać drgawek nerwowych na samą myśl, że mam tam
iść do pracy, znowu kłócic się z tym prostakiem, itd. itd., podjęłam decyzję
że KONIEC Z TYM WSZYSTKIM.
Po prostu WYPOWIEDZIAŁAM UMOWĘ. (nie będę wyjasniac dlaczego, ale w czasie
tamtej pracy nie mogłam szukać nowej).
Od 30.09 już tam nie pracuję. Wiem, że w mojej sytuacji, w moim wieku : /
itd. to bardzo duże ryzyko, ale jak mi mówili ci, których się radziłam
i "wypłakiwałam w rękaw": mam tylko jedno życie, albo zaryzykuję, albo będę z
kazdym dniem stawać się coraz bardziej znerwicowana, histeryczna i rozżalona.
Zreszta i tak juz cieżko bylo ze mna rozmawiać, bo nawet w weekend
denerwowałam się na sama myśl o pojsciu do pracy w poniedzialek.
Zaryzykowałam. Wierzę, że będzie dobrze. I wiem na pewno jedno:
NIGDY NIE CHCE BYC ZADNA ASYSTENTKĄ!!!!
Nie chcę musieć współpracowac z jakimś baranem, stojącym o co najmniej 60 pkt
IQ niżej ode mnie. Nie chcę wykonywać za kogoś jego pracy tylko dlatego że
ten ktoś czegoś nie rozumie albo biedny nie kojarzy zbyt szybko. Nie chce byc
do końca zycia "asystentką" (od czegoś musialam zaczać, po moich studiach
jezykowych nie bylo duzego wyboru...). Nie chce nie miec ZADNYCH perspektyw
na awans. To byłoby po prostu nienormalne, zeby marnowac te wszystkie lata
nauki !!! Mimo ze w tej pracy mialam BARDZO duzo róznych obowiazkow (m.in.
logistyka, zamowienia, oferty, cło, transport, windykacja, etc. etc.), a nie
tylko odbieranie telefonów, korespondencja i obsługa xero ; ), to ja
chciałabym mieć WIĘCEJ! I DUZO TRUDNIEJ !!!
Chciałabym żeby opowiedziały mi coś o swoich doświadczeniach dziewczyny,
które były asystentkami i udało im się wyrwać z tego zamkniętego kręgu
asystentek-sekretarek na wyższe stanowisko (szukam pracy w logistyce, jako
np. młodszy specjalista ds. zakupów, może któraś z was przeszła podobna
drogę).
A tak poza tym wszystkim to myślę, że pewnie wiele z was ma/ miało problem
typu "muszę współpracowac z chamem, bo jest wysokie bezrobocie i nie znajdę
innej pracy" ...
Pozdrawiam i przepraszam że bylo taaaak długo : ))
M.