Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste

16.10.03, 15:42
Na rozmowach kwalifikacyjnych zbytnio się nie stresuje ale pytanie typu : Ile
chciałaby Pani zarabiać ? Jakie są moje oczekiwania .. Zwalają mnie z nóg .
Jak wyczuć dobrą stawkę ? Jak odpowiadać na takie pytania zeby nie zniechęcić
pracodawcy ?
    • gabiko Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste 16.10.03, 22:51
      ja pytam ile ONI chcą dać - jak się wykręcają, to mówię, że chciałabym mieć
      tyle, ile w ostatniej pracy, ale jestem skłonna negocjować ;)))
      powodzenia
      • kasia_s_25 Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste 17.10.03, 10:40
        Witaj Gabiko,
        sprytnie to załatwiasz , ja również spróbuję tak zrobić :)
        Pozdrawiam i również życzę powodzenia bo tez chyba szukasz pracy ,
        Kasia
        • gabiko Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste 17.10.03, 10:56
          szukam, szukam
          nie dziękuję, bo to przynosi pecha ;)))
          • Gość: rodeoo23 Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste IP: *.dtce.net / *.man.polbox.pl 17.10.03, 12:33
            Racja, najlepiej wyjsc od kwoty, ktora jest załóżmy 10-20% wyzsza od
            poprzedniej płacy. Zawsze mozesz rozladowac powage chwili mowiac powaznym
            tonem: mozemy oczywiście negocjować. Ja tak robie. Czasem dodaje jeszcze
            (oczywiście żartując), że oczekuje także, że dorzucą służbowy samochód i
            telefon oraz że dostane oddzielny klimatyzowany pokój. to bardzo rozładowuje
            sytuację i robi sie wtedy bardzo miło. Tym samym będą cię potem miło wspominać.
            Powodzenia.
            • Gość: spooon Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste IP: *.aster.pl / *.acn.pl 28.10.03, 01:19
              dlatego ze mowisz takie glupoty ciagle jeszcze szukasz pracy....
    • Gość: agulha Re: Jak odpowiedzieć na pytanie , niby proste IP: *.aster.pl / 10.67.0.* 19.10.03, 09:05
      Zgadza się, dla mnie też to jest najbardziej parszywe pytanie. Wypytywałam
      ludzi z branży, ile mniej więcej można wołać. Wyszło mi X. Potem zastanawiałam
      się, za ile w istocie bym pracowała - czy X jest OK. Wyszło mi, że jak
      najbardziej, do tej pory pracowałam w budżetówce i zarabiałam znacznie mniej.
      No i teraz najśmieszniejsze. Pierwszy start do tego stanowiska (w kilku
      firmach) - rok 2001. Nigdzie nie dyskutowali o płacy, po prostu mnie nie
      chcieli, a firma, która mnie chętnie i od zaraz, dała połowę X. Równo połowę,
      netto. Wzięłam, bo ileż można być bez pracy.
      Po roku miałam ich mocno dosyć, nawet nie z powodu pensji, która w międzyczasie
      wzrosła o jakieś 40% netto. Pojawiła się szansa w większej firmie. Znowu
      odpowiedziałam "X"...i dostałam 150% X ;-)) ("bo my mamy takie widełki").
      CZYLI? To co powiesz, niekoniecznie przesądza sprawę!!
Pełna wersja