Dodaj do ulubionych

złocienieckie zagadki

18.12.05, 10:17
Mam zagadkę dla Forumowiczów. Niemal na końcu ulicy leśnej znajdują się trzy
duże domy ustawione w literę U. Na domach tych widnieją niemieckie
napisy "Wiara Nadzieja Miłość". Niemcy określali te domy jako Optantenhaeuser
(Domy optantów). Dlaczego je tak nazywano?
Podpowiedź: Optant w jezyku niemieckim jak i polskim oznacza to samo:
człowiek mający mozliwość wyboru opcji.
Może pobawimy się w takie zagadki i dowiemy się więcej o naszym mieście? Co o
tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • kermix Re: złocienieckie zagadki 19.12.05, 00:54
      Optantenhaeuser (Domy optantów) jak mi się wydaje były to mieszkania (domy)
      dla Niemców którzy opuścili Polskę po pierwszej wojnie światowej (ale chyba i
      nie tylko Polskę) Było to związane z powrotem pomorza do Polski i następowało
      wbrew przydzielonej przez Rzeszę pomocy finansowej dla mniejszości germańskiej
      i wbrew nawoływaniom konieczności wytrwania na posterunku ”w celu utrzymania
      niemczyzny na wschodzie”. Nie wszyscy też Niemcy dali się wciągnąć do tzw. V
      Kolumny. Swoją drogą ciekawe zagadnienie i zagadka proszę o jeszcze!
      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 19.12.05, 10:42
        Brawo! A pytanie wydawało się trudne. Optantenhauser były jeszcze na ulicy
        cieszyńskiej i na pewno w Drawsku. W żródle na którym ja się opieram, sprawa
        optantów była przedstawiana tak: po powrocie Wielkopolski i Pomorza Gdańskiego
        do Polski po I wojnie, część ludności niemieckiej odmówiła przyjęcia Polskiego
        obywatelstwa, wybierając opcję (optant) niemiecką. Ci Niemcy musieli wyjechać z
        Polski. Niektórzy Niemcy twierdzą, ze byli to pierwsi wypędzeni, co jest moim
        zdaniem niesłuszne. Na osiedlu gdzie znajduję sie ulica gdyńska leśna itd. Już
        przed wojną była ulica poznańska Posenstrasse. Przypuszczam, że nazwa tej ulicy
        ma związek z optantami z wielkopolski. Pozdrowienia.
    • pan_zorro Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 01:46
      Ja też mam zagadkę.
      Jest zwiazana z tematem DRZEWA.
      Dla prawdziwych Złocieniaków zagadka ta nie stanowi problemu, a mianowicie:
      gdzie w Złocińcu naszym ukochanym są drzewa, z których jedno wrasta w drugie?


      Z
    • selion Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 10:48
      Ja mam parę zagadek :)

      1.Komu i kiedy przekazano złocieniecki zamek w zastaw na 14 lat?

      2.Jakim ptakiem okresowo był zastąpiony sokół z herbu miasta Złocieniec?

      3.Do jakiego rodu (jako ostatniego) należał Złocieniec, zanim przestał być
      miastem prywatnym? (Podpowiem, że właścicielem zamku był czarny rycerz).

      4.Jakiego księcia uwięziono w zamku złocienieckim, co spowodowało napad
      krzyżakow na Złocieniec?

      5.W Złocieńcu powstała pierszwa na Pomorzu Zachodnim przędzalnia o napędzie
      parowym, w którym to było roku?

      6.Na planie jakich filmów pojawił się złocieniecki zamek? (oczywiście nie
      szukajcie filmów gdzie niby "wysadzają" zamek, bo to tylko bajka)

      7. (to pewnie każdy będzie wiedział) Jak wcześniej nazywało się złocienieckie
      kino?

      8. Kto wymieni wszytkie byłe nazwy złocieńca? Trochę tego było :)

      9. (coś trudnego) Jakie zdarzenie 5 lat temu w Złocieńcu zapisało się się do
      rejestru nadzwyczajnych zagrożeń środowiska?

      Chyba na razie starczy zagadek :)

      • rzapa1 Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 11:14
        Co do drzew, to jeśli chodzi o te drzewa, to znajdują się one w parku Żubra, w
        alejce zabytków tak około środka po prawej stronie idąc od dołu.
        Co do zagadek zadanych przez seilon to na wszystkie nie znam odpowiedzi w tej
        chwili, ale na część postaram sięodpowiedzieć. Tak więc:
        ad. 2 był to orzeł (mam nawet proporzec z tym orłem)
        ad. 3 chodzi o rodzinę Borków - ostatni z nich Urlich skończył dość marnie
        ad.6 "Czerwona jarzębina" i jak najbardziej wysadzono w powietrze część zamku -
        niedużą część, ale wysadzono :p
        ad. 7 EWA - na cześć Ewy Braun, kochanicy Hitlera, która ponoć lubiła przebywać
        w swojej willi w Budowie.

        Co do nazw to nie wiem, ale chyba raczej chodzi o różne zapisy słowa FALKENBURG.

        • selion Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 12:36
          Ehm Rzapa, no to utrudnię Ci trochę życie ;)
          Jaki to był orzeł? (miał swoją nazwę)
          Co do czerwonej jarzębiny to jest to tylko jeden z wielu filmów i nie, nie
          został tam wysadzony zamek (ani nawet najmnięjsza część) kto oglądał film?
          Podam fragment postu o innym filmie w Złocieńcu:

          "Mieszkałem w Złocieńcu do 1974 roku i z tego co pamiętam to był tam kręcony
          film "XXX (zgadujcie sami)" Petelskich. Dobrze pamiętam sceny kręcone na rynku
          i koło kościoła.O wysadzaniu zamku nie było mowy. Pozostawiony sam sobie uległ
          dewastacji przez ludzi. Resztę dokończyła natura. Było to moje ulubione miejsce
          na spacery z ojcem i dziś gdy jestem w Złocieńcu odwiedzam je."

          i inny post:

          "zamek został wysadzony gdyz zagrazał bezpieczenstwu ludzi ,teren zamku był nie
          zabezpieczony ,kazdy mogł wejsc .wielu niszczyło to co pozostało z głupoty i
          niewiedzy .wine ponosza uwczesne władze komunistyczne mieli wtedy mase innych
          zmartwien niz ratowac naprawde piekny obiekt."

          i jeszcze jeden:

          "Największe szkody powstały przy kręceniu jednej sceny do filmu „Jarzębina
          Czerwona” To był gwoźdź do trumny zamku. Nie jest to wina ekipy filmowej, ale
          miejscowych chuliganów."

          Według zapisów i milicyjnych, dokumentalnych i historycznych na zamku były
          kręcone filmy, ale one niczego nie wysadzały. Zamek był wielokrotnie okradany i
          niszczony. Podczas kręcenia filmu "Jarzębina czerwona" chuligańskie grupy
          mieszkańców Złocieńca zdewastowało jednej nocy większą część zamku. Niedługo
          potem grupa osób wykradła wiele drewnianych elementów zamku, w tym BELKI
          STROPOWE!! (wyobrażacie sobie to?).
          Kiedy zamek zaczął zagrażać życiu ludzi którzy ciągle chodzili tam kraść
          zdecydowano się zburzyć zamek, jako niebezpieczną ruinę (niestety).
          Taka jest wersja oficjalna, jak było naprawdę nie wie nikt kto nie był wtedy w
          Złocieńcu, a wersje: "moja babcia słyszała, że koleżanka słyszała.." mnie nie
          przekonują.
          Zatem jakie jeszcze filmy kręcone były z "udziałem" złocienieckiego zamku?
        • pan_zorro Re: złocienieckie zagadki 04.01.06, 01:07
          Panie Rzopa napisales:
          Co do drzew, to jeśli chodzi o te drzewa, to znajdują się one w parku Żubra, w
          alejce zabytków tak około środka po prawej stronie idąc od dołu.
          A tu g.... albo nie znasz kierunkow albo nie wiesz gdzie to jest he he

          A trafic mozna tam tak:
          idzemy z osiedla ulica czapilnecka
          na skrzyzowaniu kolo poczty gdzie mamy obecnie Rondo skrecamy w stony OSP
          idzemy sobie i wchodzimy w ul. Orzeszkowej
          nastepnie na koncu Orzeszkowej schodzimy po schodasch w dol (obok gwozdzi)
          potem idziemy w zdluz rzeki Drawy w kieunku parku
          i jak sie mozna domyslec wchodzimy do parku i idziemy
          dochodzimy do skrzyzowania na ktorym jest smietnik z zagadka {BASE}
          idziemy prosto pod gore
          i po LEWEJ (panie RZ) stronie mniej wiecej na wysokosci szczytu naszej gorki sa
          owe drzewa
          dziekuje za blednaodpowiedz panie RZ :)

          Z
      • 33kk Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 16:35
        Ad 8. Valkenburch, Valkenborch, Walkenborch, Valkenburg, Falkenburg


        Ps. pewien szczeciński historyk wspominał też o nazwie Falkenberg (podobno taka
        nazwa funcjonuje w części ocalałych kronik miejskich w Archiwum Państwowym w
        Szczecinie)
    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 18:06
      Witam, właśnie uwolniłem się od gorączki, tutaj co się dzieje? Mnóstwo fajnych
      zagadek :))). Ale zanim spróbuję odpowiedzieć na niektóre, to jestem winny
      rozwiazanie mojej. Najbliżej był Pan 33kk. Chociaż myślę, że pomylił Pan nazwę
      obecnej ulicy. Z pewnością chodzi panu o ulicę Wolności, ponieważ ulica
      Wyzwolenia jest na osiedlu czaplineckim. Jeśli patrzymy na stare widokówki
      złocieńca to pamiętamy, że na końcu dzisiejszej ulicy sikorskiego był okazały
      budynek szkoły. Szkołę tę pamietają też Polscy mieszkańcy Złocieńca, gdyż
      budynek ten spłonął dopiero po wojnie. Synagoga stała w bezpośrednim
      sąsiedztwie szkoły. I to jest pierwsza część rozwiązania.

      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 18:22
        Co się stało z synagogą? Tak jak wspomniał pan 33kk, kluczowe znaczenie mają
        wydarzenia w Falkenburgu z 8 na 9 listopada 1938 roku. Przypomnienie o tych
        zajściach dedykuję tym, którzy czasami idealizują niemiecki okres naszego
        miasta. Moją wiedzę czerpię z drugiej ręki bowiem czytałem wspomnienia
        bezpośredniego świadka zburzenia synagogi - pana Erwina Jolitza "Zwischen
        Rackowberg und Dragental". Erwin jako kilkunastoletni chłopiec chodził do
        szkoły przy synagodze, o której pisałem wcześniej. 8 listopada miała miejsce w
        falkenburgu kryształowa noc. Niemcy demolowali żydowskie sklepy i wybijali ich
        szyby wystawowe. Kiedy mały Erwin przyszedł do szkoły 9 listopada, nauczyciele
        rozpoczęli pogadanki dla klas. Tłumaczyli dzieciom jak złą rolę odgrywają Żydzi
        i jak udało im się opanować wszystkie kluczowe pozycje i stanowiska, przez co
        skutecznie szkodzą narodowi niemieckiemu. Było to przygotowanie na zdarzenie,
        które nastąpiło poźniej. Najpierw planowano wysadzenie synagogi, uczniowie
        musieli pootwierać okna, zeby szyby nie wyleciały. Jedna zdecydowano się
        ostatecznie zburzyć synagogę bez uzycia materiałów wybuchowych. Kolumny nosne
        budynku opasano łańcuchami i budynek zburzono ciągnąc te kolumny ciągnikiem.
      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 18:30
        Cmentarz zydowski był w zupełnie innym miejscu. Wiemy gdzie jest ulica
        brzozowa. No właśnie tam, dalej trochę trudno mi wytłumaczyć. Idziemy brzozową
        mijamy z lewej lesną, po kilkusetmetrach z prawej strony jest zabudowanie. Jak
        chodziłem do podstawówki był tam mały sklep spożywczy. Inny charakterystyczny
        punkt to było tam przejscie przez tory dla pieszych. Własnie w tym miesjcu na
        ulicy brzozowej był cmentarz żydowski. Przetrwał wojnę. Nie byłem tam od lat,
        zdaje się że na jego miejscu powstał jakiś skład. Ale moja mama pamięta jeszcze
        nagrobki. Ciekawe, czy zostały jakieś ślady.
    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 18:46
      "Ad 8. Valkenburch, Valkenborch, Walkenborch, Valkenburg, Falkenburg
      Ps. pewien szczeciński historyk wspominał też o nazwie Falkenberg (podobno taka
      nazwa funcjonuje w części ocalałych kronik miejskich w Archiwum Państwowym w
      Szczecinie) "

      Mam na ten temat swoje zdanie, wydaje mi się, ze chodzi tutaj o jedną nazwę
      która ostatecznie ukształtowała się jako Falkenburg. W źródłach nazwy są często
      niemiłosiernie przekręcane i zapisywane fonetycznie. W przypadku Falekenburga
      nie było tak spektakularnej zmiany nazwy jak w Drawsku z Dravenburg
      (Dravenborch) na Dramburg. Zgadzam się, że nazwa z końcówką "berg" rownież
      występuje.
      Dorzucę małą ciekawostkę w pierwszych latach po wojnie nie było "Złocieńca"
      tylko "Złociniec". Przynajmniej taka nazwa widnieje na wielu oficajlnych
      urzedowych pieczątkach. Dodajmy więc Złociniec do listy :)))

    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 20:36
      4.Jakiego księcia uwięziono w zamku złocienieckim, co spowodowało napad
      krzyżakow na Złocieniec?

      Pytanie znalazło już odpowiedź, ale dorzucę swoje trzy grosze. Tym razem w
      obronie Krzyżaków. Krzyżacy nie napadli Falkenburg a raczej zrobili jedynie
      porządek z rozbójnikiem Eckhardem von Wolde, który był współwłaścicielem miasta
      (wspólnie z Wedlami). Eckhard von Wolde był dzieckiem swoich czasów i jego
      zachowania nie odbiegały bardzo od normy. Napaści rycerzy na sąsiednie ziemie,
      na kupców, to były częste zdarzenia w tym czasie. Źródła mówią też o napaściach
      organizowanych przez mieszkańców Złocieńca, Drawska i Świdwina. Niemieccy
      historycy nie lubią Eckharda von Wolde i wśród zarzutów wskazują na jego
      kontakty z Polską. Oczywiście Polscy historycy nie mają mu tego za złe )).
      Niewątpliwie był to kawał łobuza. Według Paula von Niessen (to chyba
      najbardziej kompetentny historyk znający dzieje naszego miasta) było to tak:

      W roku 1388 książę Wilhelm von Geldern udał się w podróż do Prus, jednak gdy
      tylko znalazł się na Pomorzu zachodnim, został napadnięty przez grupę
      zbrojnych, na których czele stał von Wolde. Według jednych źródeł Książe był
      trzymany w tak zwanej rycerskiej niewoli w Falkenburgu, według innych został
      nawet wtrącony do wieży. Wielki Mistrz Konrad Zoelnerr podjął najpierw próby
      pokojowego uwolnienia księcia, ale bez rezultatu. W związku z tym krzyżacy
      zebrali pewne siły i uderzyli na Złocieniec i zamek. Po trzydniowym szturmie
      Krzyżacy zawładnęli miastem. Ekhard von Wolde odpowiednio wcześniej, bohatersko
      uciekł z miasta. Krzyżacy uwolnili księcia, który udał się z nimi do celu
      swojej pierwotnej podróży – do Królewca, aby złożyć tam ślubowanie. Jednakże
      książe Wilhelm przed odbiciem przez Krzyzaków złożył Woldemu rycerską
      przysięgę, ze nie opuści Falkenburga. Słowny i rycerski Książe wrócił więc
      dobrowolnie do naszego miasta. Czy von Wolde uzyskał swój okup? Jak sprawa się
      zakończyła? Według Nielsena źródła o tym milczą. W Złocieńcu miało mieć miejsce
      jakieś poważne posiedzenie dotyczące tej sprawy, w którym uczestniczyli:
      Eckhard von Wolde, wysłannicy polskiego króla, wysłannicy Papieża. Zdarzenie
      wywołało wielkie echo i omawiane było nawet we Francji, a świadczyło o
      zdziczeniu obyczajów.

      W polskiej książce „Złocieniec” napisanej na 650-lecie miasta, to zdarzenie
      opisane jest szerzej ze szczegółami, których pochodzenie jest dla mnie co
      najmniej wątpliwe. Paul von Niessen opierał się bardzo mocno na źródłach, a
      dysponował tez tymi źródłami, które zniszczone zostały w czasie ostatniej wojny
      (nie chodzi o wojnę z Irakiem).
      Przykład takiego nadmuchanego na potrzeby propagandy faktu to twierdzenie
      jakoby Krzyżacy po zdobyciu zamku odprowadzili księcia Wilhelma w kajdanach. Po
      pierwsze wyssane z palca, po drugie zupełnie nielogiczne. Walczą żeby go
      uwolnić, a później trzymaja go w kajdanach.
      Niczym nie potwierdzone są też polskie wywody o zniszczeniu miasta. A jest to
      sztandarowy fakt, który widnieje na dyletanckich tablicach informacyjnych do
      dnia dzisiejszego. Dobrze by było gdyby jednak zli Krzyżacy zniszczyli miasto i
      jeszcze lepiej gdyby w tym mieście byli Polacy albo chociaż Słowianie. Niestety
      tym razem Ci dobrzy – to byli właśnie Krzyżacy )))
      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 20.12.05, 20:54
        Podsumowując: niemieccy rycerze zakonni zdobyli niemieckie miasto i niemiecki
        zamek, uwalniając niemieckiego księcia z rąk niemieckiego rycerza-rozbójnika.
        Akcja o charakterze policyjnym.
        Trudno tutaj włączyć wątek odwiecznej walki z germańskim zagrożeniem, ale
        czegóż nie potrafili uczynić autorzy niektórych książek :))))
      • jleszcze Re: Budowo 21.12.05, 10:06
        Vogelsang powstał w pobliżu miejscowości Gmuend w regionie Eifell. Ten
        Ordensburg został zaprojektowany podobnie jak "nasz" przez architekta z Kolonii
        Klemensa Klotza.
        Ordensburg Sonthofen w regionie Allaeu był zaprojektowany przez Hermana
        Gieslera.
        Co ciekawe planowano powstanie Ordenburgów w Malborku i naszym Kazimierzu nad
        Wisłą (chcieli zeszpecić to przepiekne miejsce). Wykonano nawet projekty.
        • selion Re: Budowo 21.12.05, 15:55
          Co do udziału obrków w napadzie na księcia.
          Podam fragment jednego z wielu dokumentów mówiących o tym.
          Co do Wedel i Wolde to fakt, mała pomyłka wynikająca z podobieństwa nazwisk i
          późniejszego nie sprawdzenia tego co napisałam :)

          "Borckowie, ród rycerski, żyli na pograniczu Pomorza i Brandenburgii, w pobliżu
          granicy z Polską oraz krzyżackich i joannickich grodów Nowej Marchii. W
          średniowieczu uważali się za udzielnych panów, mieczem dbali o wpływy, dobrze
          czuli się w nękanej ciągłymi wojnami dolinie Regi. Kiedy trzeba było, szli na
          służbę tam, gdzie było korzystniej. Oskarżano ich o uprawianie rozboju, a w
          tradycji ludowej porównywano z diabłami. Powiadano też, że siedmiu braci
          Borcków wstąpiło do templariuszy. Zostali zamordowani.

          Sello pisze, że Borckowie mieli po prostu „skłonności do zwady” W 1378 r., gdy
          wojowali z sąsiadami, równie jak oni bitnymi Wedlami, złupili Wałcz. Dawali się
          we znaki Gryficom i Trzebiatowowi, co po latach skończyło się dla nich przykro:
          Gryfice dały im łupnia. Stracili 32 zbrojnych.

          Według Jensa Alvermanna w zbójowaniu przodowali Borckowie ze Strzmiela,
          ukrytego wśród lasów, jezior i bagien doliny Regi. W II poł. XIV w. panem był
          tam Matzke (Maćko) von Borcke.

          13 grudnia 1388 r. ów Maćko oraz Eckhart von der Wolde z czterdziestoma
          przyjaciółmi napadli na księcia Wilhelma von Geldern, który jechał do Krzyżaków
          i uwięzili go w zamku Falkenburg (Złocieniec). Ciekawa to była historia! Książę
          był człowiekiem honoru i nie chciał, aby uwolnili go Krzyżacy, mimo że złupili
          dla niego Falkenburg. "

          Co do tego, czy krzyżacy złupili Złocieniec czy po prostu odbili księcia, to
          dla mnie było to raczej łupienie popierające się "prawem". Tak jak w imię Boga
          zabijali "pogan".
          Wyobraź sobie, że policja wpada do domu do burmistrza, bo porwał prezydenta
          Niemiec i przy okazji zabijają Złocienian i kradną ich majątek ;)
          Krzyżacy wiele razy palili i niszczyli Strzmiele (osada i wilczy zamek założony
          przez Borka). Coprawda Borek zawsze nie był dłużny i zabijał paru krzyżaków,
          oni znów niszczyli zamek i tak w kółko aż biedny Borek poległ w walce.
          Kto był ostatnio w Strzemielu? Piękna wioska, czysta, zadbana, z zabytokwym
          kościołem i zamkiem, bardzo polecam, to tylko parę kilometrów od Łobza.
          • jleszcze Re: udział von Borcke w napadzie 21.12.05, 18:43
            Spokojnie :)))
            To dawne czasy, źródła skąpe, a historycy snują swoje hipotezy i interpretacje
            i kłócą. Także my też wszystkiego tutaj nie rozstrzygniemy. A prawdy nikt tutaj
            nie odsłoni, bo nawet jesli historyk mocno trzyma się źródeł nie fantazjująć,
            to kto mu zagwarantujemy, że źródło jest obiektywne.
            To bardzo fajnie, że kontynuje Pani temat, bo to spektakularne wydarzenie jakie
            miało miejsce w Złocieńcu bardziej utkwi nam wszystkim w pamięci. A rzadko
            Falkenburg był w takich świtałach rampy:)))

            Tak jak mówiłem wcześniej oparłem się na badaniach Paula von Niessena, który
            ciągle przytaczany jest przez polskich i niemieckich historyków, którzy
            ostatnio zaczęli bardziej obiektywnie szukać prawdy zamiast, tworzyć własne
            wersje nacjonalistycznej i przez to zakłamanej historii. Paul von Niessen nie
            jest oczywiście wyrocznią i moze również się mylić w wielu sprawach. Z drugiej
            strony nikt inny poważnie nie zajął się dotychczas historią.
            Mimo wszystko chyba jednak pozostanę przy swoim zdaniu.

            > Co do udziału obrków w napadzie na księcia.
            > Podam fragment jednego z wielu dokumentów mówiących o tym.

            Oczywiście nie mówi Pani o dokumentach tylko o opracowaniach historyków lub
            nawet laików.

            > Co do Wedel i Wolde to fakt, mała pomyłka wynikająca z podobieństwa nazwisk i
            > późniejszego nie sprawdzenia tego co napisałam :)

            Nie zauważyłem, ze Pani się pomyliła. wydawało mi się że cały czas mówiła pani
            prawidłowo o von Wolde lub von dem Walde. Te obie wersje nazwiska są stosowane
            zamiennie. Nie mówiłem nic o pomyłce. Wedlowie byli wtedy współwłascicielami
            zamku i miasta, ale w incydencie nie brali udziału. a przynajmniej nikt o tym
            nie napisał.

            Wszystkie wywody o bunczucznych von Borcke pasują do wielu rodzin i wielu
            postaci z tego okresu. Dlatego ja osobiście nie piszę o Erhardzie von Wolde
            jako o diable wcielonym, tylko napisałem, żebył dzieckiem swojej epoki i
            zachowywał się jak wielu mu podobnych. Rycerze rozbójnicy to był przez długi
            czas problem średniowiecznej Europy. Opisywanie potyczek, napaści, rejz i
            mordów w tym okresie zajełoby dziesiątki stron. Raz jeden dawał łupnia za pół
            roku zbierał cięgi. Dziesiątki takich pustoszących najazdów zorganizowali też
            nasi przodkowie, głównie rycerstwo wielkopolskie. Polecam bardzo solidne oparte
            na źródłach wspominane kiedyś przeze mnie kśiążki Grzegorza Brzustowicza. To
            kustosz muzeum w choszcznie i przeczytał mnóstwo oryginalnych źródeł. Dla mnie
            to autorytet, dla kogo innego byc nim nie musi. Co ciekawe Niessen, ktrego tak
            szanuję strasznie atakuje w swojej książce Erharda von Wolde, ale ma do niego
            pretensję głównie o to, że wielokrotnie okazywał się stronnikiem króla
            polskiego. Paul von Niessen jest jednak Niemcem i nie potrafi tego
            wybaczyć :)))) ...... dalej w następnym poscie......

          • jleszcze Re: Budowo 21.12.05, 19:19
            > tam Matzke (Maćko) von Borcke.

            Zanim przejdę do rzeczy taka malutka uwaga. Von Borcke to niewątpliwie rodzina
            wywodząca się korzeniami ze słowiańskiego rycerstwa pomorskiego. Niemcy uzywają
            tutaj określenia Wendowie - wendische Abstammung itp. Podobne pochodzenie ma
            ród von Kleist - podobno od pomorskich Kleszczów. Ale w omawianym przez nas
            okresie te rody były dawno zniemczone, a nazywanie biednego Matzke Maćkiem to
            takie śmieszne naduzycie Polskich historyków. Ale to mój prywatny pogląd. Może
            być Maciek ostatecznie to imię mojego syna ;))).

            > 13 grudnia 1388 r. ów Maćko oraz Eckhart von der Wolde z czterdziestoma
            > przyjaciółmi napadli na księcia Wilhelma von Geldern, który jechał do
            > Krzyżaków

            Zaprzeczyłem udziałowi von Borcke w napadzie z kilku powodów. Po pierwsze Paul
            von Niessen napisał w swojej książce, że podaje wszystko co jest w źródłach. A
            w tych źródłach napisane było wg Niessena, ze orszak został napadnięty przez
            grupę zbrojnych, na których czele stał Von Wolde. I tyle. Trochę nie chce mi
            się wieżyć, że teraz po wojnie po zniszczeniu częsci źródeł, ktoś dysponuje
            dodatkowymi, które wspominają von Borcke. Ale zaprzeczyć temu nie mogę, dlatego
            chętnie dowiedziałbym się więcej od Pani, gdzie taki opis Pani znalazła. Bardzo
            chetnie poczytam.
            Tym bardziej, że w kilku ksiażkach, które czytałem ("Złocieniec" 1985 Józef
            Lindmajer, "Rycerze i młyn szlifierski" Brzustowicza) nic o udziale von Borcke
            nie ma. Dlatego przyjmuję przytoczony przez panią cytat z zaskoczeniem i nasuwa
            mi się pytanie na czym autor oparł się w swoich wywodach.

            Poniższy fragment cytatu, który pani przytoczyła np. budzi moje poważne
            watpliwości:
            > był człowiekiem honoru i nie chciał, aby uwolnili go Krzyżacy, mimo że
            złupili
            > dla niego Falkenburg. "
            No jak to nie chciał zeby uwolnili go Krzyzacy, przecież zanim został
            napadniety właśnie do nich jechał i to wiele historyków nawet twierdzi, zeby
            jak wielu rycerzy z zachodu wesprzeć zakon w walce z poganami. Autorzy
            ksiązki "Złocieniec" robią ztego nawet zabawną historię. Twierdzą, że
            bohaterski von Wolde napadł na księcia Wilhelma, żeby mu nie umozliwić mu pomoc
            Krzyżakom. To też oczywiście śmieszne. Ta pomoc była tak wielka, ze kilku
            opryszków rozbiło cały orszak :)))

            > Co do tego, czy krzyżacy złupili Złocieniec czy po prostu odbili księcia, to
            > dla mnie było to raczej łupienie popierające się "prawem".

            To ciekawe zagadnienie. Po pierwsze moim zdaniem nie doszło do złupienia
            Złocieńca przez Krzyżaków. A przynajmniej nie mówią o tym źródła. Polskim
            autorom powojennym strasznie by pasowałoby to do założonej tezy. Słowiański
            złocieniec złupiony przez złych Krzyżaków. Tymczasem ani słowiański Złocieniec,
            ani o jakimś strasznym spustoszeniu nic nie słychać. Dlaczego pretensji do
            Krzyżaków o napad nie mieli pretensji władcy Brandenburscy? Przecież Złocienieć
            to jedne ze źródeł ich przychodów. Autorzy książki Złocieniec wpadaja w zabawną
            pułapkę. Upierają sie, że Złocieniec został złupiony, a nie potrafia powiedzieć
            kiedy?
            Jęsli miarą zła miałoby być w tym okresie i późniejszym łupienie Nowej Marchii,
            to Poalcy łupili kilkanaście razy :)))).
            ......... dalej w następnym poscie :)))))


          • jleszcze Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 21.12.05, 19:30
            .....
            Dlaczego Krzyżacy zadali sobie tyle trudu, zeby uwolnić księcia Wilhelma.
            Odpowiedź wydaję się oczywista, ale uprzedzam to moja hipoteza. Napad na księcia
            odbił się szerokim echem po Europie. Oj niedobrze to dla Zakonu, jesli zostawią
            w biedzie Wilhelma. To tak zakon dba o tych, którzy spieszą im z pomocą?
            Przecież Zakon bez tej pomocy byłby znacznie słabszy. To był powód, ze warto
            było trzy dni szturmować złocieniecki zamek. Tak jak Pani mówiła interes i
            tylko interes.

            > Wyobraź sobie, że policja wpada do domu do burmistrza, bo porwał prezydenta
            > Niemiec i przy okazji zabijają Złocienian i kradną ich majątek ;)

            :)))) Dzisiaj? Niewyobrażalne. W średniowieczu - absolutna norma. :))))
            • jleszcze Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 22.12.05, 08:31
              Zerknałem, co na temat zajścia napisano w książce "Swidwin-studia z dziejów
              miasta" to siostrzana książka do podobnej o drawsku. Praca zbiorowa polskich
              historyków - moim zdaniem solidna pozycja. Niewątpliwą zaletą tych książek są
              bardzo obszerne przypisy, które wskazują na czym autor się opierał pisząc o
              jakimś zdarzeniu. To bardzo dobry zwyczaj. Czytelnik ma szansę samodzielnie
              ocenić wywodów, zwłaszcza wtedy, gdy budzą kontrowersje.
              Otóż autor książki pisze, że wszelkie napady i pustoszenie wiosek historycy
              niemieccy zaliczają do "raubrittestwa" - rozbójnictwa rycerskiego, które
              wynikało ze zubożenia tychże rycerzy. Tymczasem według autora napady rycerstwa
              pomorskiego na posiadłości krzyżackie miały charakter włączenia się w konflikt
              polsko-krzyżacki. Hmmm, każdy może sobie wybrać, co mu lepiej pasuje. Mnie
              dręczy jednak pytanie: dlaczego w takim razie ci rycerze napadali na kupców,
              albo na swoich niekrzyzackich sąsiadów?
              Ale co pisze autor o naszym napadzie:
              " Takie były kulisy medzy innymi słynnego napadu na orszak Wilhelma księcia
              Gildrii, zdążającego do Prus by wziąć udział "w walce z poganami", na drodze
              między Koszalinem a Sławnem (13.12.1388). Zestawiona wówczas przez Krzyżaków
              lista uczestników napadu ujawniła, że byli nimi w większości rycerze pochodzący
              z Nowej Marchii, ksiestwa słupskiego, dominium biskupa kamieńskiego i ziemi
              białogardzkiej-właściciele dóbr zataczających swoiste koło, w środku którego
              leżał krzyżacki Swidwin"
              Ciekawa informacja: więc istnieje jakaś lista. Niestety nie ma tutaj przypisu,
              ktory wskazywałby na taki dokument w archiwum. Autor po prostu słyszał o liscie
              z relacji. Dlatego też nie wymienił uczestników napadu. Gdyby udział rycerstwa
              pomorskiego był rzeczywiście tak liczny, to udział Borcke byłby bardzo
              prawdopodobny. Ale tutaj mozna tylko snuć przypuszczenia, bo jak powiedziałem
              źródła milczą lub ich nie ma.
              Kilka moich prywatnych pogladów na ten temat:
              1) Nie wierzę, że w tym małym napadzie wziął udział taki wachlarz rycerstwa z
              odrębnych politycznie tworów. To wyglądałoby na zebranie się na jakąś bitwę, a
              nie w celu dokonania małego napadu. Dlaczego skoro taki kwiat okolicznych Panów
              wziął udział w Napadzie tylko Wolde zabrał głównego zakładnika do Złocieńca.
              2) W moich watpliwościach utwierdza mnie nie wskazanie przez autora książki na
              żadne żródła.
              3) Myślę, że napad to prywatna (biznesowa :))) ) akcja von Wolde, (moze kogoś
              jeszcze)
              3) Żeby uświadomić sobie, jak wiele tutaj rzeczy niepewnych, załóżmy że lista
              Krzyżacka istniała. Jaką mamy pewność, że Krzyżacy sporządzili ją bez
              manipulacji. W Europie oburzenie. Jaka świetna okazja, żeby na takiej liscie
              umieścić kilku niepokornych i nękajacych Zakon rycerzy :))))\
              Pozdrowienia
              PS. A moze takie napady, to byłby sposób poprawy sytuacji gospodarczej w naszym
              mieście.:))) Uwięzienie kilku polityków mogłoby przynieść nawet popularność
              Złocieniakom :))))))))
              • selion Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 22.12.05, 09:02
                Słowo "dokument" użyłam jako:

                Językoznawstwo
                dokument (łc. documentum ‘nauka, przykład, dokument’)

                Źródłem na którym się opierałam są kroniki udostępnione przez żyjącego jednego
                z Borków (obecnie znajduje się w Niemczech) historykom. Na podstawie nich
                powstało parę opisów.
                Co do napadu Krzyżaków na Złocieniec są róże teorie, a raczej różne powody,
                które razem wzięte składały się na to, że Złocieniec został złupiony i
                częściowo spalony, z czym spotkałam się już w paru książkach dokumentalnych
                (dokładnie w dwóch), niestety tytułu nie jestem w stanie podać, ale jak
                następnym razem wybiorę się do Książnicy, to spróbuję przepisać całe
                fragmenty :)

                Najczęściej wymieniany jest Wolde ponieważ on dowodził całą "akcją" i był to
                jego pomysł (według źródeł). Jednak więcej razy spotkałam się z opisem
                wszystkich rodów biorących udział w napadzie na księcia (w tym Borcke), niż gdy
                był tylko wymieniony sam Wolde, a reszta pominięta.

                Podam inne fragmenty atrykułów o Złocieńcu:

                "1389 r. - zamek i miasto zostały zajęte, złupione i zniszczone przez
                Krzyżaków. Odbudowa nastąpiła bardzo szybko, przy okazji podwyższono północny
                budynek o trzecią kondygnację przeznaczoną do celów magazynowo-obronnych. Były
                w niej otwory strzelnicze
                1402 r. - Krzyżacy oficjalnie kupili miasto, jednak Wedlowie nadal nim
                zarządzali "

                "rzyczyną najazdu Krzyżaków na Złocieniec w 1389 roku był fakt sprzedania
                przez von Wedelów 1/4 zamku rycerzowi Eckhardowi von dem Wolde,
                sprzymierzeńcowi Polski. Była to zemsta za napad pod Sławnem jakiego dokonał
                von dem Wolde na 40-osobowy orszak mistrza krzyżackiego Wilhelma z Geldrii,
                którego porwał i uwięził w zamku złocienieckim. Zakon interweniował
                dyplomatycznie w sprawie uwolnienia swojego mistrza ale gdy to nie odniosło
                skutku najechał miasto i po 3-dniowym oblężęniu zdobył i złupił je wraz
                zamkiem."
                • jleszcze Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 22.12.05, 09:54
                  > Źródłem na którym się opierałam są kroniki udostępnione przez żyjącego
                  jednego
                  > z Borków (obecnie znajduje się w Niemczech) historykom. Na podstawie nich
                  > powstało parę opisów.

                  To ciekawe. Chociaż decydujace jest, że wspomnienia pisze żyjacy von Borcke,
                  więc nie jest to dokument źródłowy. Moze być wartosciowy i ciekawy, ale moze
                  też zawierać utarte błędy. Jak np. wspomnienia Griesheima, który jako pierwszy
                  na niczym sie nie opierając napisał, że złocieniecki zamek zbudowali
                  Templariusze. Tę oczywistą nieprawdę powtarzają do dzisiaj bezkrytycznie
                  zachodnioniemiecki wydawnictwa ziomkostw i niekture polski turystyczne
                  wydawnictwa.

                  > Co do napadu Krzyżaków na Złocieniec są róże teorie, a raczej różne powody,
                  > które razem wzięte składały się na to, że Złocieniec został złupiony i
                  > częściowo spalony, z czym spotkałam się już w paru książkach dokumentalnych
                  > (dokładnie w dwóch), niestety tytułu nie jestem w stanie podać, ale jak
                  > następnym razem wybiorę się do Książnicy, to spróbuję przepisać całe
                  > fragmenty :)

                  Jesli Pani podałaby tytuły byłoby fajnie. Fragmenty znajdę samodzielnie:)))
                  Słusznie, że mówi Pani o teoriach.

                  > Najczęściej wymieniany jest Wolde ponieważ on dowodził całą "akcją" i był to
                  > jego pomysł (według źródeł). Jednak więcej razy spotkałam się z opisem
                  > wszystkich rodów biorących udział w napadzie na księcia (w tym Borcke), niż
                  > gdy był tylko wymieniony sam Wolde, a reszta pominięta.

                  W zasadzie w tej kwestii już się wypowiedziałem. Jestem prawie pewien, że
                  istnieją źródła, które wymieniają inne nazwiska. Nie wymienił ich żaden autor,
                  który mówi o udziale rycerzy pomorskich. A książki, opracowania, hipotezy,
                  teorie to inna bajka.

                  Nawet ja, historyk-amator dostrzegam rażące błędy w cytatach, które pani
                  odnalazła:

                  > "1389 r. - zamek i miasto zostały zajęte, złupione i zniszczone przez
                  > Krzyżaków. Odbudowa nastąpiła bardzo szybko, przy okazji podwyższono północny
                  > budynek o trzecią kondygnację przeznaczoną do celów magazynowo-obronnych. >
                  > Były w niej otwory strzelnicze
                  > 1402 r. - Krzyżacy oficjalnie kupili miasto, jednak Wedlowie nadal nim
                  > zarządzali "

                  Kompromitujace dla autora jest pomieszenie praw do miasta zakupionych przez
                  Krzyżaków od zadłuzonego margrabiego branderburskiego. Z prawami własnosciowymi
                  Wedlów i Woldego, które nikomu sprzedawane nikomu nie były. Wedlowie jak wiemy
                  sprzedali je dużo później Borkom. Tak rażące niezrozumienie tej podstawowej
                  sprawy swiadczy, ze osoba pisząca artykuł jest całkowitym laikiem. Rozdział
                  uprawnień właścicieli miasta i praw władcy był bardzo ściśle sprecyzowany.

                  Drugi cytat bije juz wszystkie rekordy. Powodem ataku Krzyżaków było według
                  autora sprzedanie części miasta przez Wedlów. To totalny nonsens. A Wolde
                  napadł na mistrza Krzyżackiego Wilhelma z Geldrii :)))))))))))))) Przecież to
                  groch z kapustą i pomieszanie z poplataniem :))))
                  >
                  > "rzyczyną najazdu Krzyżaków na Złocieniec w 1389 roku był fakt sprzedania
                  > przez von Wedelów 1/4 zamku rycerzowi Eckhardowi von dem Wolde,
                  > sprzymierzeńcowi Polski. Była to zemsta za napad pod Sławnem jakiego dokonał
                  > von dem Wolde na 40-osobowy orszak mistrza krzyżackiego Wilhelma z Geldrii,
                  > którego porwał i uwięził w zamku złocienieckim. Zakon interweniował
                  > dyplomatycznie w sprawie uwolnienia swojego mistrza ale gdy to nie odniosło
                  > skutku najechał miasto i po 3-dniowym oblężęniu zdobył i złupił je wraz
                  > zamkiem."

                  To tylko świadczy jak bardzo trzeba być ostroznym przy czytaniu różnych
                  materiałów.:)))
                  Pozdrowienia
                  • selion Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 23.12.05, 09:55
                    Niestety nikt właściwie nie powie jak było naprawdę, bo nikt się taką
                    długowiecznością nie cieszy, są bardziej wiarygodne i mniej wiarygodne źródła.
                    Obecnie mamy artykuł przeciw artykułowi, książę przeciw książce.
                    I jak na razie co do dalszych czasów możemy tylko "mniemać".

                    "To ciekawe. Chociaż decydujace jest, że wspomnienia pisze żyjacy von Borcke,
                    > więc nie jest to dokument źródłowy"

                    Wątpię by żyjący Borcke pisał wspomnienia z pareset lat przed ;)
                    Są to wszystkie dokumetacje, pieczęcie, kroniki itp historyczne, czyli przez
                    lata zbierane z pokolenia na pokolenie.
                    • jleszcze Re: Von Borcke i Krzyżacy :))) 23.12.05, 11:45
                      No tak źle to też nie jest.
                      Zasadnicze jest na czym się opiera autor artykułu. To jest róznica jesli autor
                      książki w licznych wypisach wskazuje dokumenty źródłowe, czy też po prostu
                      wypisuję co mu slina na język przyniesie, tak jak autorzy przytoczonych przez
                      panią cytatów. Robiąc do tego podstawowe błędy wynikające z kompletnej
                      nieznajomości problematyki.
                      Jeśli mówię o źródłach to mówię np o: zapisach dokumentu lokacyjnego, relacji
                      świadka wydarzeń (lub osoby, która żyła krótko po wydarzeniach), wszelkiego
                      rodzaju orzeczenia średniowiecznych sądów, akty nadania itp, itp.
                      Trochę sie tym zajmowałem, więc wiem jak pracuje solidny historyk. To ciężka
                      praca nad trudnymi do odczytania dokumentami w archiwach, konfrontowanie tego z
                      wynikami badań archeologicznych itp. Kto taka pracę wykonuje jest woarygodny.
                      Inna metoda wydania książki o historii to pospisywanie ze wszystkich dostępnych
                      pozycji wszystkiego co się da, nie troszcząc o to jak powstały te pozycje. Przy
                      takiej metodzie pracy nie trzeba nawet mieć nawet wiedzy o epoce. Powstają
                      wtedy różne banialuki, ale w sumie niewiele ludzi potrafi je wychwycić.

                      Wracając do wspomnień von Borcke. To chyba zupełnie niezrozumiała Pani mojej
                      wypowiedzi. Nie podważam jego pracy, bo jej zupełnie nie znam. Zwróciłem tylko
                      uwagę, że jego praca podlega takim samym kryterium, jak prace innych
                      historyków, bo jest współczesna. Bardzo chętnie się z nią zapoznam. Czy zna
                      pani tytuł, autora i kiedy została wydana? Jesli von Borcke oparł się na
                      dokumentach rodzinnych, które niewątpliwie stanowią żródło, to bardzo dobrze. W
                      mojej wypowiedzi wskazałem, że jego książka nie jest źródłem badawczym, a samo
                      nazwisko nie czyni kogoś wyrocznią. I dlatego podałem przykład wspomnień
                      Griesheima własciciela naszego zamku, którego wspomnienia zawieraja liczne
                      błędy, gdyż on pracował nieco bezkrytycznie.
    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 01.01.06, 17:56
      Tu ukryło się jeszcze nieodpowiedziane pytynie:
      "1.Komu i kiedy przekazano złocieniecki zamek w zastaw na 14 lat?"

      W dokumencie z 1317 roku ostatni z rodu askańczyków margrabia Branderburski
      Waldemar Wielki oddawał biskupowi Kamieńskiemu (biskupstwo to była samodzielną
      jednostką polityczną) Henrykowi Wacholtzowi, zamki w Świdwinie i Złocieńcu wraz
      z miastami w zastaw, za 6 tys marek brandeburskich w srebrze na okres 14 lat.
      Dodam dwie ciekawostki:
      1) Mowa o miescie złocieńcu, a przecież dokument lokacyjny wystawiono dopiero w
      1333 roku.
      2) W 1319 margrabia sprytnie ponownie sprzedał ziemie swidwińską dwum rycerzom
      Mikołajowi Olafsonowi i... Wedegonowi von Wedel.
      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 01.01.06, 18:09
        Sięgnełem jak zwykle do niezawodnego w momencie takich sytuacjach Paula von
        Niessena. Otóż w dokumencie z 1317 roku Złocieniec jest określany jako "terra
        civitas et castrum cum villis adiacentibus". Według Niessena nie musi to
        koniecznie oznaczać miasta, może oznaczać pewien centralny osrodek z
        przynależnym obszarem i wioskami.
    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 01.01.06, 18:16
      Mam jeszcze pytanie do forumowiczów, którzy znają odpowiedź na poniższe pytanie:
      "7. (to pewnie każdy będzie wiedział) Jak wcześniej nazywało się złocienieckie
      kino?"
      Skąd pochodzi informacja, że kino to nazywało się Ewa na cześć Ewy Braun. Nie
      ma tej nazwy na widokówce, którą posiadam. Ale myślę, że jesli taka nazwę
      nadano, to nadano ją w drugiej połowie lat trzydziestych, więc widokówka moze
      być wcześniejsza. Nie ma też nic na ten temat w opracowaniach Heimatgruppe
      Falkenburg, ale oni mogą nie chcieć za bardzo tym się chwalić. A może to tylko
      taka wymyslona historia? Bardzo proszę o jakąś informację na ten temat.
      • selion Re: złocienieckie zagadki 02.01.06, 08:57
        W zagadkach historycznych Pan jleszcze nie ma sobie równych :)
        O wcześńiejszej nazwie kina słyszałam tylko od tych starszych mieszkańców
        Złocieńca, żadnych materiałów źródłowych niestety nie znam.
          • baba45 Re: złocienieckie zagadki 02.01.06, 21:45
            Myślę, że powojenni, napływowi starzy mieszkańcy miasta powtarzają najczęsciej
            jakieś obiegwe mity lokalne, które nie wiadomo skad się wzięły. Warto by
            dotrzeć do mieszkańców przedwojennych-jedną ztakich złocienianek jest chyba
            pani Kononowiczowa, która mieszka na uliczce obok domu parafialnego, niedaleko
            targowiska miejskiego. Niestety, nie znam osobiście tej pani.
            • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 02.01.06, 21:54
              Właśnie pytałem mojej mamy. Ta pani mieszka na Podmiejskiej i chyba ma około
              osiemdziesięciu lat. Moja mama niestety nie zna jej osobiście. Ponieważ ta pani
              mieszkała w niemieckim Falkenburgu, moze to dobry pomysł zapytać ją
              bezpośrednio.
          • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 11.01.06, 13:45
            No i zapytałem Niemca :))))
            Odpowiedz:
            "Sehr geehrter Herr L....,
            ich habe gestern noch mal in dem Buch meines Vaters nachgelesen. Danach hiess
            das Kino in Falkenburg nicht "Eva" sondern "Apollo".
            Mit freundlichen Gruessen"

            No więc nie "Eva", ale "Apollo" :))
            Pozdrowienia
            • baba45 Re: złocienieckie zagadki 11.01.06, 15:04
              Czyli upada kolejny mit! A tyle było opowieści o wizycie Hitlera w olimpijkach!
              Kiedyś nawet mi się coś o uszy obiło o planowanym zamachu na Hitlera... No,
              trudno, nie ma Złocieniec heroicznej przeszłości... Pryznajmniej w XX wieku.
              • kermix Re: złocienieckie zagadki 11.01.06, 15:16
                Z tego co wiem to nasze miasto wizytował Adolf Hitler! Istnieją nawet
                fotografie z tego przejazdu otwartym samochodem przez centrum miasta, na fotach
                widać również wiwatujący tłum Falkenburczyków na jego widok!
              • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 11.01.06, 23:30
                Pierwsza sprawa: Hitler odwiedzał Złocieniec w 1936 roku z okazji ukończenia
                obiektu w Budowie (Ordenburg Falkenburg am Krosinsee).
                Nazwanie kina po Ewie Braun nie byłoby moim zdaniem powodem do chwały.
                Niemiec, który ze mną koresponduje mówi, że nawet gdyby nazywało się Eva, nie
                nalezy tego kojarzyć z Ewą Braun. W Berlinie jest podobno duzo kin o tej
                nazwie.

                Czy nazwa Apollo dotyczy małego kina przy dawnym ośrodku? To dobre pytanie może
                byc i tak. W kazdym razie na naszym kinie nie było nazwy, tylko był
                napis "Buergerliche Lichtspiele". Będę sprawę badał.
      • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 13.01.06, 23:20
        W 1956 roku. Mieszkania przygotowano dla drugiej fali repartiantów zza Buga.
        Ludzi Ci byli przez jakiś czas nazywani przez starszych mieszkańców
        złocieńca "Ruskimi". Przeciwko temu pogardliwemu określeniu protestowali i
        przypominali z żalem, ze jeszcze niedawno Sowieci nazywali ich równie
        pogardliwie "Polaczkami"
    • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 13.01.06, 21:39
      Nowe wiadomości o kinie. Moj niemiecki przyjaciel rozmawiał za swoją ciotką,
      przedwojenną mieszkanką złocieńca. Otóż rzeczywiście mniejsze kino nazywało się
      Apollo, a drugie większe (to dzisiejsze) nazywało się "Burgerische
      Lichtspiele". Mozna to zresztą odczytać na niektórych widokówkach. Kina o
      nazwie Eva lub "Eva-Lichtspiele". nie było w Złocieńcu, tego starsza ciocia
      jest zupełnie pewna.
      Dla znających niemiecki załączam cytat emaila do mnie:
      "Sehr geehrter Herr L....,
      ich habe gestern mit meiner Tante, der aelteren Schwester meines Vaters
      telefoniert. Es gab tatsaechlich zwei Kinos in Falkenburg. Das kleinere war das
      Apollo und das groessere und moderne waren die "Burg-Lichtspiele". Das ist das
      Kino, was heute noch in Betrieb ist. Ein Kino namens Eva oder Eva-Lichtspiele
      hat es in deutscher Zeit in Falkenburg nicht gegeben. Da ist sich meine Tante
      ganz sicher."
      • selion Re: złocienieckie zagadki 14.01.06, 12:29
        Mój mąż mówi, że widział zdjęcia kina (gdzie przed nim stało pare kobiet) i tam
        była nazwa "Ewa". Ponoć nazwa była bardzo króko na kinie. Za czasów drugiej
        wojny światowej w Budowie zaczeli budować sportową, podgrzewaną!
        Nie wiem czy to prawda, to usłyszałam od męża, który z koleji usłyszał to od
        swojej mamy. Zaraz do niej zadzwonię i się wypytam :)
        • selion Re: złocienieckie zagadki 14.01.06, 12:37
          I wszystko jasne!
          W Złocieńcu byo kino Ewa, ale to nie to, które obecnie nazywa się Mewa. Było
          ono (rozmowa była przez telefon i nie jestem w stanie tego dokładine podać)
          gdzieś przy starym ośrodku przy policji jak się skręca na Drawsko.

          • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 14.01.06, 15:09
            Tak, tam jest kino, ale właśnie ono nazywało się Apollo. Wiem to z ksiązki z
            wspomnieniami mieszkańca Złocieńca. Potwierdziły to też dwie starsze mieszkanki-
            niemki złocieńca. W tym kinie są dzisiaj mieszkania.
          • jleszcze Re: złocienieckie zagadki 14.01.06, 18:32
            Przychodzi mi do głowy hipoteza. Ktos napisał, że małe kino działało krótko po
            wojnie. Moja mama mówi, że był tam jakis skład i nie działało, ale ona
            przyjechała do Złocieńca dopiero w 1947 roku. Możliwe przecież, że to kino
            działało krótko po wojnie i Polacy nadali mu nazwę EWA. Zresztą jeśli ktoś
            widział nazwę EWA to musiał być to polski napis. Niemcy napisaliby EVA.
            Niemieccy mieszkańcy miasta, z którymi mam kontakt zdecydowanie zaprzeczają
            istnieniu takiej nazwie i mówią o dwóch kinach: Apollo i Buergerliche
            Lichtspiele.
            • bagnik1 Re: złocienieckie zagadki 14.01.06, 20:23
              Tych postów zebrało się już tyle, że można stworzyć niezły folder. Może urząd wysupłałby gdzieś, kiedyś:):) finanse na wydanie małej broszurki o historii Złocieńca i zapłacenie jakiegoś honorarium jleszcze. Jak widać zainteresowanie tematem jest duże.
              • bozia2 Re: złocienieckie zagadki 27.01.06, 22:57
                A ja pamiętam cmentarz żydowski,ale nie nagrobki,tylko zabetonowany
                plac.Wychowałam się w tamtej okolicy i traktowaliśmy kirkut jako super miejsce
                do gry w piłkę.Potem po znajomości ktoś dostał pozwolenie na postawienie tam
                zakładu produkującego pustaki i małego sklepu spożywczego,a teraz jest sklep z
                materiałami budowlanymi.
                A tak swoją drogą,żydzi robią tyle zamieszania o odzyskanie swoich cmentarzy,a
                nikt do tej pory nie upomniał się o nasz.
                Dzięki wam wszystkim za świetne ciekawostki,najbardziej oczywiście jleszcze:D
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka