lucja7
22.11.09, 10:14
2 tygodnie temu bylam w Lizbonie, gdzie spedzilam 4 dni, bylam po
raz pierwszy.
Po powrocie, by pozostac w lizbonskim, harmonijnym klimacie, poszlam
natychmiast na film nieortodoksyjnego Amerykanina (juz tylko to jest
plusem) Eugène Reed'a: "Portugalska zakonnica". Historia francuskiej
aktorki zyjacej w Paryzu, z rodzicow portugalskich, mowiaca po
portugalsku. Jedzie do Lizbony, gdyz ma tam grac w filmie, jedzie po
raz pierwszy i jest to okazja do odkrycia miasta, jego atmosfery,
zapachu, muzyki. Film ktory zrobil na mnie wrazenie kolosalne,
rehabilitacja dialogu, rozmowy, pozorne wolne tempo o ogromnym
natezeniu emocjonalnym, dlugie momenty ciszy, pejzaze miejskie,
azulejos, drzewa oliwkowe, wapienne czarno-biale trotuary, fado,
fado vadio, poezja Pessoa spiewana.
Wkrotce ide drugi raz, z osoba bliska mi emocjonalnie, by przedluzyc
we mnie "melodie Lizbony". Piekny, madry film.
A zeby wprowadzic sie w lizbonski klimat, widzialam tez "Osobliwosc
mlodej blondynki" de Oliveiry, gdzie mozna odnalezc slady starej,
dzis juz praktycznie nieistniejacej kultury burzuazji
salazarowskiej, sztywnej, ceremonialnej, ale rowniez nieoczekiwanie
siermieznej. Wszystko to na tle miasta, o charakterze polnocno-
afrykanskim, ewidentnie fotogenicznego.
Polecam wiec te filmy tym ktorzy kochaja Lizbone ktora zreszta jest
przykladem przedstawianym na wszystkich teraz konferencjach
urbanistow jako model metody renowacji miasta.
Piekne miasto madrze rzadzone i odnawiane.
Miasto ktore mozna zobaczyc najlepiej "en amoureux", ale rowniez z
kims bliskim, albo nawet solo, o kazdej porze dnia i nocy.