Ukradli

27.11.09, 11:39
Ukradli mi tydzień! Calutki!
Myślałam, że wyjazd do Berlina jest za dwa tygodnie. I sobie na
luziku załatwiam pierdu pierdu hlasu hlastu. Wczoraj patrzę w
kalendarz a to (horrendum!) już w następnym tygodniu! A tu ja hotelu
nie zabukowałam, opieki dla psa nie załatwiłam, no total jakiś. Tak
się tym zdenerwowałam, że zasnąć w nocy nie mogłam. Jeszcze się
okazało, że dzikie koty się wkradły i wietrzący się na balkonie koc -
oszczały. Ja Wam mówię, te dzikie koty tu, to najobrzydliwsze,
najohydniejsze stwory jakie nosiła ziemnia. Ten koc na barierce
wisiał, musiały się wdrapać i złośliwie osikać w jakichś
przedziwnych wygibasach. Co za determinacja pieruńska. No więc koc
oszczany kocimi szczynami, zero noclegu, a do opiekunki in spe -
dodzwonić się nie mogę. Chromolić to wszystko.

--
wasza pierdo
    • ewa553 Re: Ukradli 27.11.09, 11:58
      koty nie sa zlosliwe, tylko tak maja ze jak sa dzikie, to sikaja
      gdzie popadnie. Odkryly Twoj koc i pomyslala ze to niezle miejsce na
      siku-siku.
      Zapomnialam na jak dlugo jedziesz do Berlina? Bo wspominalam tutaj
      chyba ze mam znakomity adres, w bardzo dobrym miejscu, gdzie pan
      wynajmuje za niewielkie pieniadze apartamenty. Jak chcesz to dam Ci
      link (musze sie zabrac do szukania:((((, to mozesz sie porozumiec czy
      wynajmuje na mniej jak tydzien. Jedziecie tam czy lecicie? Bo moge
      Ci pare praktycznych rad dac. Np. na Unter den Linden jest malenka
      Galeria Deutscher Guggenheim, gdzie sa zmieniajace sie wystawy.
      Przewodniki najczesciej "zapominaja" o tej Galerii.
    • blues28 Re: Ukradli 27.11.09, 12:07
      Na jak dlugo jedziesz do Berlina?
      Wez pare glebokich oddechów (kurcze, ja juz jak Kan :-)) i zanuz sie
      w sieci. Hotel znajdzie sie napewno :-)

      Odnosnie kotów, to przeciez pazurkami sie trzymaja koca, zatem no
      problem at all zaczepic sie w kocyk, drzemnac przez noc a i obsikac
      skoro swit przy okazji. Nie ze zlosliwosci, ino zaznaczajac swój
      teren, znaczy "ten koc jest mój i innym kotom wara"!

      Mnie natomiast sciga widok malego yorka (jestem psolubna), który bez
      obrozy, luzem, z nosem przy chodniku biegl jakby szukajac sladu. Ale
      biegl obok takiego faceta, zatem nie wiem czy york byl jego czy sie
      zgubil (albo zostal wyrzucony - bo bez obrozy...). Teraz sobie
      wyrzucam, ze nie dopytalam sie i moze ten psiak zwiekszy rzesze
      bezdomnych :-(
      • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 27.11.09, 12:16
        Ewa, śliczne dzięki. Linka do apartamentów poproszę, ale nie na już
        tylko na zaś.

        Bo teraz to tylko jeden nocleg, na dwa niecałe dni tylko jedziemy,
        chłop mój jedzie na konwencję tatuażu coby się polansować i
        popromować a ja towarzyszę jedynie. Mam wobec tego czas tylko na
        jedno muzeum :((( I chętnie z porady skorzystam, w którym byłaby
        najfajniesza kolekcja starożytnej sztuki użytkowej a w szczególności
        biżuterii - ofkoz.

        Oddechy już tu ćwiczę od rana, inaczej bym już zamordowała zarówno
        koty, jak i mojego psa, który zbudził mnie z niespokojnego snu o
        piątej rano - dreptaniem! Jak i pewnie chłopa oraz panią którą
        nauczam angielskiego w piątkowe ranki.

        Co do psa, to bluesie, nie turbuj się. Pewnie do owego pana ten pies
        przynależał, a jeśli nie, to z pewnością kogoś kto go przygarnie od
        razu znajdzie, bo yorczki są malutkie, zgrabniutkie i urocze. Nie
        jest to jakiśtam wielki stary kundel z wybałuszoną gałą, wyleniałą
        dupą i wyszczerzonym zembem.


        --
        wasza pierdo
        • blues28 Re: Ukradli 27.11.09, 12:35
          Ale wiesz, ja nigdy nie zdecydowalam sie na psa, bo w miare czesto
          wyjezdzam na dluzej, a poza tym, no moje zdrowie to takie tam...
          A ten york sliczny byl i jakby zgubiony to bym wziela no matter
          what!!
          • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 27.11.09, 13:09
            Bluesie, to są dokładnie takie tam. Powiem Ci, że frajda jaką ja mam
            z mojego psa, który mnie rozczula, rozśmiesza, irytuje i fascynuje
            milion razy przekracza oczywiste upierdliwości. Nie mówiąc już o
            tym, że jak wpadłam w straszną depresję, to uratował mnie mój pies.
            Ponieważ potrzeba wyprowadzenia i nakarmienia psa była powodem aby
            wstać z łóżka i rozwinąć jakąś aktywność.

            Ponadto pies działa jak energetyczny odgromnik i wyciąga choroby.
            Gdy ja choruję, mój pies leży koło mojego łóżka i filtruje. Nie chce
            jeść (co dla mojego psa, który ZAWSZE chce jeść), nie chce pić, nie
            chce siku, leży całymi dniami i filturje dopóki mnie się nie poprawi.

            Rytualne zaś hopy ze znajdywaniem dla niego opieki na czas wyjazdu,
            obdzwanianie wszystkich, wtykanie im psa, są w sumie dość zabawne.

            Zresztą mały piesek taki jak yorczek, może w sumie być zabrany
            wszędzie ze sobą.

            A mnie się na przykład strasznie podoba chiński grzywacz:
            www.psyimy.pl/UserFiles/Image/Rasa%20miesiaca/chin-vera3.jpg
            Bo nie dość, że pociesznie wygląda, to jeszcze jest to
            przesympatyczny, przyjacielski piesek. U mnie na osiedlu mają, więc
            wiem.



            --
            wasza pierdo
            • blues28 Re: Ukradli 27.11.09, 19:07
              Smiszniutki facet ten chinski grzywacz :-)
              Ale za mna to york "chodzi". Juz od dluzszego czasu, zwazajac, ze
              wilczur w mieszkaniu nie bylby szczesliwy to wzielo mnie na yorki i
              chodze i rozgladam sie.
              Ale choc wlasnie wrócilam z "przegladu technicznego mojej osoby" i
              jest OK, to najprawdopodobniej w czerwcu znowu bede musiala do
              lochu, bunkra, a potem kwarantanna. No, upierdliwe to a zwierze
              potrzebuje opieki i obecnosci.

              A to ze wyciagaja chorobe to wierze, bo kurdupelek mojej siostry,
              mieszniec-kundelek, to nawet jak ona ma silniejszy katar i uklada
              sie na kanapie pod kocem to natychmiast zalega w nogach i nie ruszy
              sie za skarby. Dopóki jego pani nie wstanie :-)
              • chris-joe Re: Ukradli 28.11.09, 05:32
                nie żebym zamierzał lać na waszą paradę, ale z jorkami mam nieprzyjemne
                doświadczenia... Zaprzyjaźniona vancouverska parka miała takie cudo, nieustanne
                pieszczochy, z jam ustnych sobie w ramionach wyjadali, tyle że ten jorczek na
                każdego nie-domownika otwierał swą histeryczną paszczę i ujadał bez chwili
                przerwy. Taki mały zajadły histeryk. Wizyty u parki więc były szalenie
                nieprzyjemne i w konsekwencji ucinane krótko. W terenie spotkania też nie
                najlepiej wychodziły, bo jorczek ramion nie opuszczał.

                Ileż to ja razy (skądinąd tez psiarz) planowałem z premedytacją na wizytach u
                parki tego Bubo (tak sie jorczek zwał) spuścić przypadkiem z wodą w sedesie
                (Ooops, sorry, I really didn't notice... bo i do klopa za mną lazł ujadając)...
                i już nie pamiętam nawet, czemu planu w życie nigdy nie wdrożyłem.
                • blues28 Re: Ukradli 28.11.09, 09:36
                  he,he, Cris :-))))
                  Ale to nie jorczek,- jak mu tam? Bubo? - byl winny tylko jego
                  wlasciciele, bo nie umieli/nie chcieli go wychowac.
                  Jak kogos spuszczac z woda w klopie, to szanownych wlascicieli :-)
                  • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 28.11.09, 15:54
                    Kris, jako współwłaściciel srającego w pościel kota powinieneś być
                    bardziej wyrozumiały;)

                    York to oczywście jest terier, niezależnie od postury ma więc
                    charakterek. Ale może Ci bluesie właśnie jest potrzebny taki pies.
                    Pies bywa świetnym nauczycielem. Na przykład asertywności i dbania o
                    swoje interesy. Hahaha! Z drugiej jednak strony, jeśli się ma taką
                    skłonność aby interesy i dobro innych przedkładać nad swoje, i na
                    dodatek uzna się iż pies się do kategorii owych "innych" zalicza -
                    no to kicha i flak. Wtedy to już można liczyć na czerwoną tabliczkę
                    od Kana - co uznałyśmy niedawno z Pytonem jest świetnym powodem aby
                    się iść pohlastać. Tempom brzyftom;)))


                    --
                    wasza pierdo
                    • ewa553 wlasny kot rznie kupy do wlasnego lozka????? 28.11.09, 17:48
                      to znaczy, ze cos mu dolega, chce zwrocic uwage na swoj problem.
                      Bo koty sa bardzo czyste i czegos takiego nie robia.
                      • chris-joe Re: wlasny kot rznie kupy do wlasnego lozka????? 28.11.09, 18:28
                        Ewa, tylko bez paniki! :) Wanna miącha, by wywołac wojne psiarzy z kociarzami,
                        lecz my nauczeni od naszych kotow stoickiego spokoju sie nie damy, o nie! :)
                        Ona mi wytyka pamietny incydent, gdy to Maxx nasral mi w wyrko i zarzygal
                        mieszkanie na znak protestu, ze wyjechalismy na wakacje na caly miesiac. Przy
                        czym wiedziony swym niezwyklym kocim instynktem, szalona inteligencja i
                        wyrachowaniem zrobil to tuz przed naszym powrotem, co wykazala pani dochodzaca
                        do niego w czasie naszej nieobecnosci.

                        Bubo, natomiast, czyli jork, czyli PIES, dostawal spazmow histerii za KAZDYM
                        RAZEM! I rest my case. :))
                        • ewa553 Re: wlasny kot rznie kupy do wlasnego lozka????? 28.11.09, 19:08
                          popatrz pani, malo czujna jestem wi3ec nie zauwazylam podstepu.
                          ale masz racje: MY sie nie damy!
                          Zapomnialam o Twoim kocim incydencie ale powiem to, co zapewne i
                          wtedy powiedzialam: tez bym Ci lozko i okolice zarzygala, gdybys
                          mnie na tak dlugo zostawil:)))
                          • pierdoklecja_prutka Re: wlasny kot rznie kupy do wlasnego lozka????? 28.11.09, 19:24
                            Baaaah, patrzcie jaka to ja machiavelliczna i podstępna jestem, aż
                            się sama zadziwiam. Psiarze kontra kociarzom. No tego jeszcze na
                            forum nie mieliśmy. Miła odmiana po bataliach arabsko kościelnych. I
                            to ja sama, nie chwaląc się, wykoncypuwałam. Hahaha!


                            --
                            wasza pierdo
                            • blues28 Re: wlasny kot rznie kupy do wlasnego lozka????? 29.11.09, 13:48
                              pierdoklecja_prutka napisała:
                              Baaaah, patrzcie jaka to ja machiavelliczna i podstępna jestem, aż
                              się sama zadziwiam. Psiarze kontra kociarzom. No tego jeszcze na
                              forum nie mieliśmy. Miła odmiana po bataliach arabsko kościelnych. I
                              to ja sama, nie chwaląc się, wykoncypuwałam. Hahaha!
                              ---------
                              Ja tam nie wiem czy Machiavelli wiedzial, ze jest maquaveliczny :-))
                              Psy góra!!!! Choc koty tez lubie.

                              A Cris sie sianem wykreca i jeden york wiosne mu czyni :-)
                              Na zasadzie blizsza cialu koszula, nie przypisze wlascicielom zlych
                              metod wychowawczych (bo kumple, znajomi, ten tego..) i huzia na
                              Yorka, ze szczeka. Rece precz od Bubo! :-))

                              A Ty Stokrociu wez i nie myl dwóch róznych pojec. Asertywnosc nie ma
                              nic wspólnego z chronieniem bliskich przed bólem. Zwlaszcza jak
                              niczego zmienic nie moga. A na mojej glowie nie ma miejsca dla
                              nikogo. Spoko. Nikt mi na nie nie wejdzie.



                              >
                              > --
                              > wasza pierdo
    • ewa553 Re: Ukradli 27.11.09, 13:40
      "Twoj"pies pierdoklecjo wyglada, jakby go pijany artysta skladal z
      roznych czesci co mu sie napatoczyly pod reke. Ale jesli jest wesoly
      i mily, to teu bym go z takim wygladem nawet pokochala:)))

      Dobrze ze link potrzebujesz na zas, to nie musze sie spieszyc z
      szukaniem.
      Jesli chcesz zobaczyc tylko jedno muzeum to chyba najprosciej kupic
      bilet na Museum Insel i tam isc do starozytnego. Nie pamietam ile
      bvylo bizuterii. A w tych muzeach zobaczysz nie tylko slynny oltarz
      Pergamona, ale i Nefretete.
    • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 29.11.09, 13:20
      Ja nadal nie mam nic załatwione, ale sobie odpuściłam. Jakaś błogość
      na mnie spłynęła, wczorajsze zajęcia na uniwerku były superciekawe!

      To fascynujace! W jak idiotyczny sposob panstwo wydaje pieniadze! Ja
      w firmie uczestniczylam w konstruowaniu budżetu, to sie obliczało
      prawdopodobieńswo tego, prawdopodobieństwo tamtego, gdzie jest jaki
      zwrot na inwestycji, no a potem bylo skrupulatne rozliczanie
      skutecznosci wydatków. Tutaj nic z tego nie ma, wszyscy szarpią z
      tego wora bez ładu i składu na zasadzie najwiekszy wieprz żre
      najwięcej, i potem wydaje chuj wie na co. I nikogo tak naprawde nie
      obchodzi, rozliczanie tych wydatków. Qrv! Ja sie nie dziwię, że
      zabieraja ludziom trzy czwarte dochodu a i tak na wszystko brakuje
      pieniedzy!!!
      • ewa553 Re: Ukradli 29.11.09, 13:31
        i ja w pracy uczestniczylam w planowaniu budzetu. To bylo okropne,
        siedzielismy nad tym wlasciwie przez caly rok. Bo jak juz budzet byl
        uchwalony, to przychodzily konieczne zmiany, a potem co miesiac
        sprawdzalismy czy aby w ktoryms "rozdziale" nie wydalismy za duzo
        itd. Jak juz slyszalam slowo budzet, to mnie sciskalo w dolku.
        W kazdym razie nie moge sobie wyobrazic wydawania pieniedzy bez
        trzymania sie ustalen.
        • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 29.11.09, 13:36
          No właśnie, a wyobrażasz sobie wydawanie pieniędzy na ustaleniach
          wynikłych nie z logicznych przesłanek i szacowania potrzeb tylko z
          gierek i przepychanek czyli z dupy, z czapy i z sufitu? No to
          właśnie jest budżet państwa. Podejrzewam, że nie tylko polskiego,
          jak tak patrzę naokoło.

          --
          wasza pierdo
      • blues28 Re: Ukradli 29.11.09, 13:39
        A bo wiesz, mówiac "panstwo" masz na mysli rzad, prawda? A to jest
        dopychanie sie do koryta i faktycznie najwiekszy wieprz zzera
        najwiecej.
        Mnie tylko dziwi, ze to jest tolerowane. Ja nie mówie, ze tu u mnie
        nie ma korupcji, bo jest, ale tacy sa ciagani za poly do sadu, media
        im pozyc nie dadza i jesli zawlaszczenie jest udowodnione, to koniec
        kariery a i zwrot ukradzionego jak od zwyklego zlodzieja jest
        zadany, bo przeciez ze zlodziejem mamy do czynienia.

        A jesli to jest bezrozumne wydawanie, to co robi opozycja? Dlaczego
        sie na to godzi? Nie wszystko mozna przeforsowac, ale wielu glupim
        projektom leb mozna ukrecic.
        • pierdoklecja_prutka Re: Ukradli 29.11.09, 13:57
          Nie mówię tutaj o defraudowaniu pieniędzy (co z pewnością też ma
          miejsce) ale o głupkowatym gospodarowaniu. A to już udowodnić
          trudniej, zwłaszcza że istnieją pewne aksjomaty. Ustalone przez
          poprzednie budżety.

          Chodzi mi na przykład o to, iż gdyby to była korporacja to budżet
          obronny obliczono by w następujący sposób. Obliczono by
          prawdopodobieństwo tego, że wypowiemy komuś wojnę. To pikuś, oblicza
          się w oparciu o teorię gier. Potem, to że ktoś na nas napadnie.
          Potem zaś, to że będziemy uczestniczyć w wojnach jako sojusznicy.
          Potem się robi analizę SWOT i znajduje miejsca gdzie najoptymalniej
          wsadzić kasę. Bo wiadomo, że wsadzać wszędzie po równo, to jakby nie
          wsadzić nigdzie.

          Nie muszę tutaj już chyba dodawać, że to NIE jest spsób w jaki jest
          liczony nasz budżet obronny. Nasz budżet jest liczony w taki sposób,
          że kupujemy samoloty żeby się podlizać amerykanom, łodzie podwodne
          bo wypada, działa przeciwpiechotne bo są pomalowane w fajowe wzorki,
          a kałasze bo obecny minister lubi strzelać. W tym wszystkim
          oczywiście nie kupuje się na przykład dla żołnierzy parcianych pasów
          lub ciepłych gaci, bo taki wydatek ani nikomu nie dodaje prestiżu,
          ani poloru. I w wyniku tego dostajemy gdzieś na pustyni sromotny
          łomot bo żołnierzom spodnie w czasie ataku pospadały i przez dziury
          w bieliźnie pokazały się kawały gołej dupy która blikowała w świetle
          księżyca i zdradziła nasze pozycje nieprzyjaciołom.




          --
          wasza pierdo
          • blues28 Re: Ukradli 29.11.09, 15:12
            Aaa, to co innego! ;-)
            Najwyrazniej to jest tak, ze korporacje wielkie czy male
            gospodarujac WLASNYMI pieniedzmi (no dobra, udzialowców) musza
            przedstawic plany i musza do nich przekonac zarzad, rade nadzorcza
            czy szefostwo – zalezy od poziomu. Stad analiza rynku, silne strony
            vs slabosci, szanse/nisze vs zagrozen, ale tez realno-aspiracjonalne
            zalozenia (objectives) i opis konkretnej dzialanosci, która za
            konkretne koszty ma przyniesc konkretne wyniki.
            I taki roczny plan z budzetem rewidowany z kazdym kwartalem. Tak
            mialam przez lata.

            Ale najwyrazniej pieniadze panstwowe to jakies takie "niczyje" i nie
            mam pojecia jak ukladane sa budzety. Jedno wiem, jak mielismy tu
            przez osiem lat naprawde dobrego ministra ekonomii (pózniej poszedl
            na szefa Miedzynarodowego Funduszu Monetarnego) to byly to lata
            bonanzy dla kraju i ludzi, i choc nie lubilam prezydenta, to byl to
            bardzo dobry rzad.
            A teraz, od paru lat to prawdziwa tragedia i równia pochyla :-((
            Tryplikujemy europejska srednia bezrobocia :-(( I konca nie widac.

            Przyklad z Min.Obrony dobry. Slyszalam jakies horrory z wylatanymi
            Herkulesami i jeszcze gorsze horrory na temat sprzetu naszych
            zolnierzy w Afganistanie ;-(
            • maria421 Re: Ukradli 29.11.09, 16:41
              Zaczelyscie temat-rzeke, dziewczyny.

              W Niemczech ( w bylym RFN) placimy od prawie 20 lat podatek solidarnosciowy na
              odbudowe bylego NRD. Mialo to byc tylko przez kilka lat, a trwa do tej pory i
              trwaloby nie wiadomo jak dlugo jeszcze gdyby nie orzeczenie Trybunalu
              Konstytucyjnego ze ten podatek jest niekonstytucyjny. Tzn. nie sam podatek, lecz
              czas jego trwania.

              Pieniadze podatnika to sa pieniadze niczyje i nikt nie ponosi zadnej osobistej
              odpowiedzialnosci za puszczanie tych pieniedzy z dymem czy rzucanie ich w bloto.
              Rady na to nie ma zadnej, bo kazdy rzad, kazda partia zachowuje sie tak samo.
    • jutka1 Kasa na wojsko kasą na wojsko... 08.12.09, 08:21
      ... a raport z Berlina gdzie???
      • ewa553 Re: Kasa na wojsko kasą na wojsko... 08.12.09, 10:24
        no wlasnie! Tez czekam w napieciu.
      • pierdoklecja_prutka Raport z wyjazdu 09.12.09, 12:39
        Wyjazd się zaczął groźnie, bo spóźniliśmy się na pociąg. Na
        szczęście półtorej godziny później był następny, tyle że z
        przesiadką w Poz. I ta przesiadka dostarczyła wrażeń w postaci
        mandatu za palenie chłopa. Papierosa na peronie. Właściwie poza
        peronem, bo myślał że to nieoznaczona "oznaczona" strefa - a była to
        nieoznaczona nieoznaczona strefa. Tiaaaa, pomyślałam, jak nic są to
        pierwsze oznaki Jutkozy podróżnej. I gacie mi się zatrzęsły znacząco
        na dupie.

        Dotarliśmy pierw do Szczecina, gdzie ja bytowałam rodzinnie a chłop
        sobie robił tatuaż u kolegi, potem chodziliśmy "po kominkach", rano
        pojechaliśmy do Berlina, spędziliśmy dzień na konwencji(którą opiszę
        osobno) skąd wyprysnęliśmy wieczorem aby w dzikiej i rosnącej panice
        szukać noclegu. W najbliższym miejscu nam powiedzieli, że właśnie
        ostatni pokój dwuosobowy - wydali. Potem przy stacji kolejki
        dostalismy pierdolca nie mogąc rozgryźć mapy kolejki. Za dużo linii
        panie. I te nad, te pod... No i biletu z maszyny nie mogliśmy kupić
        to ja nagle zapomniałam wszystkich języków a na dodatek na plecach
        zawisło dwóch śmierdzących meneli. Desperacja straszna nas ogarnęła
        oraz wizja nocowania pod mostem. Lub gorzej - powrotu do Szczecina z
        grupą z konwencji przyznawszy się wpierw do grzechu dupowatości w
        obcym mieście.


        c.d.n.

        --
        wasza pierdo
        • jutka1 Re: Raport z wyjazdu 09.12.09, 14:42
          Czy mnie się wydaje, czy też do Berlina przez Szczecin to tak trochę jak z
          Wrocka do Katowic przez Częstochowę?

          Mam nadzieję, że reszta pobytu nie była jutkozą?
          • pierdoklecja_prutka Re: Raport z wyjazdu 10.12.09, 10:36
            Trochę jest to naobkoło, ale jak powiedziałam, sprawy tajne/poufne
            do załatwienia były a też i nawiedzenie jeziora Głębokiego, które
            jest moim osobistym czakramem, Wałów Chrobrego, knajpy Kolumbus oraz
            gromady wujów i znajomków co od kilku lat odłogiem leżeli.


            Wracając do raportu. Stoimy więc w rozpaczy dzikiej i otumanieniu
            przed szafą z biletami, na plecach wiszą śmierdzący menele, nad
            głową śmiga esban, pod spodem uban, przed nosem rzeka Szprewa, nad
            głową wieża telewizyjna. I tu się okazało, iż maszyny do biletów w
            Berlinie mówią po polsku, więc bilety żeśmy nabyli i na
            Alexanderplatz się skierowali do informacji turystycznej.

            Na Alexanderplatz powitały nas skomasowane świątecznie ludzkie masy,
            świąteczne miasteczko a właściwie metropolia świąteczna z
            kiełbasami, grzańcem, diabelskim młynem, karuzelami, strzelnicami i
            bógwieczym jeszcze. Tłum się kłębił dziki a ja się poczułam
            prowincjonalna, dupiasta i beznadziejna i pewność iż żadnego hotelu
            nie otrzymam i w sromocie do domu będę zmuszona wrócić się utrwaliła
            we mnie.


            I tu się zaczęła Jutkowość Wielka, czyli boskość podróżna. Bo się
            okazało, iż w informacji pan nam kilka hoteli zaoferował w miejscach
            przyjemnych i cenach bardzo przyjaznych, od razu je zarezerwował,
            mapy wyfasował, bilety promocyjne na bany też, w sprawie muzeów
            doradził oraz w sprawie busów do Szczecina. Bah!


            Niedowierzając jeszcze, wpakowaliśmy się do esbana i pojechali w
            okolice Kudamu gdzie był hotel. W hotelu nie gadali po angielsku,
            ale za to po rusku. Okazało się ku mojemu zdziwieniu ogromnemu - że
            ja też! Hahaha. Potem szybki spacer, bo siąpiło, kolacja włoska,
            niemożebnie zmęczony powrót i nieprzyzwoicie wczesny rzut w bety z
            oglądaniem niemieckiej edycji Mam Talent.



            c.d.n.
            --
            wasza pierdo
            • ewa553 Re: Raport z wyjazdu 10.12.09, 10:51
              no i popatrz pani, jak to w Niemczech wszystko jest piknie
              zorganizowane:)))) zyc nie umierac, prawda? Nic dziwnego, ze sie tu
              dobrze czuje. nie lubie balaganu urzedowo-organizacyjnego czyli
              mowiac krotko partyzantki na kazdym kroku.
              • pierdoklecja_prutka Re: Raport z wyjazdu 10.12.09, 11:06
                W rzeczy samej, zorganizowane piknie jest, Berlin przyjazny dla
                ludzi i wygodny. Zafrapowało mnie, że z psami luzem i bez kagańców
                ludzie wszędzie chodzą - do banów, do knajp, centrów handlowych. Psy
                też srywają na ulice, i właściciele nie sprzątają tego. A jednak
                ulice owe w kupach nie toną. Zasłyszałam, iż jest od psów wysoki
                podatek - być może ów idzie na stosowne kuposprzątne służby. Tak czy
                siak - życie opsiałych w Berlinie się wydaje rajem. I także
                orowerzałych, co z kolei mojego chłopa podnieciło, bowiem on cały
                okrągły rok na rowerze jeździ co w Warszawie jest wyczynem nielada,
                z pogranicza zachowań anty-społecznych i szaleństwa. W Berlinie są
                wszędzie pasy rowerowe, miejsca do parkowania, a rowerów w bród i
                trzyma się je na ulicach, a nie tak jak u nas - w mieszkaniu.

                Co do niemieckości Ewa, to mam wrażenie iż Berlin mało niemiecki
                jest ogólnie. To znaczy może organizacyjnie i strukturalnie. Ale
                ogólnoludzko i kulturowo to już nie za bardzo. Kupa luda się
                przewala, co rusz inny język słychać, z przewagą polskiego. Pamiętam
                jak się ludziska obawiali, iż nas wykupią Niemcy. A tu się
                (przynajmniej w okolicach Szczecina) kompletnie odwrotnego coś
                okazuje, bo nasza ludność się rzuciła wykupywać opuszczone przez
                Osich domy i mieszkania po zachodniej stronie. Bo taniej, wygodniej
                i w ogóle.


                --
                wasza pierdo
                • luiza-w-ogrodzie Slucham pilnie 10.12.09, 12:21
                  Berlin mam w planach po Nowym Roku. Juz Lucje meczylam na ten temat, teraz
                  poslucham Stokrotki...
                • morsa Przyjazne dla rowerzystow 10.12.09, 17:23
                  news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/england/8393475.stm
                  Zgadza sie. Pedaluja dzieci, mlodziez i starsi ludzie.
                  Okragly rok.
                  Ja korzystam z autobusow a moj chlop chodzi na piechote.
              • blues28 Re: Raport z wyjazdu 10.12.09, 11:10
                Ja zas musze wyznac, ze Stokroc dzielna nad wyraz, bo ja tak w ciemno i bez
                hotelu to z letka bym sie obawiala :-)
                A tu prosze carpe diem :-) jak rzekli Horacy i Morsa :-)
                • pierdoklecja_prutka Re: Raport z wyjazdu 10.12.09, 11:18
                  Ja Ci powiem, że się obawiałam nie z letka, lecz strasznie. Ale po
                  poprzesuwaniu zajęć, wynalezieniu najlepszych połączeń, kupieniu
                  biletów, załatwieniu opieki dla psa, i w ogólnym przedwyjazdowym
                  zamęcie - jak sobie pomyślałam że teraz jeszcze mam gmerać w necie,
                  czytać setki ogłoszeń, sprawdzać na mapie, rezerwować, czekać na
                  potwierdzenia - to mi się dupozmarch zrobił potworny i coś
                  strasznego we mnie wstąpiło, desperacja jakaś, czyco. I postanowiłam
                  na pałę jechać, albo wcale. Berlin blisko, można najwyżej w bus albo
                  pociąg wsiąść i wrócić.

                  --
                  wasza pierdo
    • ewa553 Berlin 10.12.09, 11:31
      i ja to zauwazylam, Stokrotko, to cudowne multi-kulti berlinskie.
      Dlatego czulam sie tam po prostu cudownie. Rowniez moj siostrzeniec,
      ktory absolutnie nie jest fanem niemieckosci, uwielbil wrecz Berlin.

      Drogi rowerowe sa w calych Niemczech tak zorganizowane. Rower jest
      tutaj popularny jak w Holandii. Moja berlinska psipsiola jezdzi po
      miescie wylacznie na rowerze.

      Ta sama psipsiola, wlascicielka duzego psa (umarl rok temu)
      opowiadala mi wielokrotnie, ze w Berlinie placi sie wysoki mandat za
      psia kupe. Trzeba nosic z soba woreczki i zbierac w nie kupy i
      wyrzucac do kosza. Ona to tak miala we krwi, ze nawet na urlopach
      gorskich nosila te woreczki i zbierala grzecznie co trzeba. Mimo ze
      w gorach trzeba bylo je niesc dosc daleko do nastepnego "kosza":)))
      Moze wiec dlatego nie widzialas kup na ulicach, a nie zwrocilas
      uwagi na ludzi z woreczkami. U nas zreszta kolo mojego domu (ktory
      stoi w czyms w rodzaju parko-skweru) stoi kosz na smieci specjalny
      na ten cel, a nad nim automat z ktorego za friko mozna wyciagac
      odpowiednie woreczki. Takie same automaty widzialam w kilku innych
      miejscach w Niemczech. Podatki za psy sa faktycznie wysokie i
      dlatego wlasciciele psow czesto sie buntuja ze niby dlaczego maja
      sami sprzatac, skoro placa.
      • blues28 Re: Berlin 10.12.09, 12:02
        Narobilyscie mi wielkiej ochoty na Berlin :-) Ostatni raz bylam za czasów DDR i
        tylko we wschodnim, wiec prawie sie nie liczy!

        A propos psów, to w Madrycie tez sola kary za pozostawienia psich kup, ale ze
        lud madrycki jest anarchiczny i mocno nieposluszny, to jak nikt nie widzi ( z
        wladz porzadkowych), to nie kazdy sprzatnie. Nie raz opierniczalam tego czy
        owego. Bo sa i kosze i gratosowe plastikowe czarne torebki. No i codzienni
        sprzatacze. Wczoraj zbierali masy lisci, bo drzewa wciaz pelne lisci
        zielono-zóltych. Te zólte spadaja powolutku, powiewajac na wietrze.
        Pieknie to wyglada :-)
      • maria421 Re: Berlin 10.12.09, 12:03
        Ewa, uprzedzilas mnie. U nas tez sa takie "psie toalety" . Takie mniej wiecej:
        www.glasdon.com/GlasdonGmBh/HierarchyProducts/hundetoilette_fido_25%5Btm%5D__2266_True.aspx
        • pierdoklecja_prutka Re: Berlin 10.12.09, 12:32
          Kupy kupami, po prostu widziałam jak kilka razy pies się załatwił i
          właściciel nie sprzątnął. Przeciwko sprzątaniu nic nie mam,
          szczególnie jeśli worki i kubły są ogólnie dostępne. Przeciwko
          podatkomu to już bardziej. Natomiast co mi najbardziej dolega, to
          brak miejsc gdzie można legalnie psa na wybieganie wypuścić, oraz
          anty-psia histeria we wszystkich miejscach publicznych. W Warszawie
          jest jedna chyba kawiarnia, gdzie z psem możesz pójść. A spróbuj
          wejść do sklepu! Wynika to niestety z tego, że nasi rządzący zamiast
          się zabrać za tworzenie przyzwoitej infrastruktury najchętniej
          napuszczają jednych ludzi na drugich. Kierowców na cyklistów,
          cyklistów na pieszych, ludzi z dziećmi na ludzi z psami. No i żrą
          się głupie ludzie między sobą, a urzędasy nic nie robią prócz
          przywalania mandatami to jednym to drugim. Idiotyzm.

          Wracając do Berlina, to co mnie także zafrapowało to wszędobylskość
          żarcia wszelkiego. Na każdym peronie bufet z kawą, kanapkami, obok
          kebab, chińczyk, po placach chodzą facety z butlami gazu na plecach,
          rurą między nogami i grillem zawieszonym na szyi i sprzedają
          kiełbachy. Pasty wszelakie, fisze z czipsami, frytki po holendersku,
          szaszłyki, pieczone kasztany, orzechy w miodzie - co krok.
          Restauracji i knajpek multum. Jedno jest pewnie - w Berlinie człek
          nie zazna głodu.

          --
          wasza pierdo
          • ewa553 Re: Berlin 10.12.09, 12:39
            jak w 1975 w styczniu zreszta, przyjechalam do Niemiec, to mnie tez
            zachwycilo, ze co krok mozna bylo dostac gorace kielbaski. Wtedy
            jeszcze to uliczne dozywianie nie bylo tak roznorodne jak dzis, ale
            z drugiej strony pomyslcie z jakiej Polski ja wtedy wyjechalam....
            A tu co krok mozna cos zjesc i to za przyslowiowy grosik. Dzis tych
            kielbasek nie lubie, ale pamietam moj niegdysiejszy zachwyt...
            • maria421 Re: Berlin 10.12.09, 13:07
              Ja sie do Waszych ogolnych zachwytow Berlinem nie dolacze. Owszem, w czasie
              mojej pierwszej podrozy do Berlina Zachodniego (1980, tuz przed Strajkami) bylam
              zaskoczona i zachwycona zamoznoscia tego miasta, nieporownywalnie wyzsza od tego
              co wczesniej widzialam w Paryzu czy Londynie. Wtedy Berlin Zachodni to byla oaza
              powszechnego dobrobytu w morzu powszechnej socjalistycznej biedy i szarosci.
              Z uplywem lat i z pewnoscia na skutek zmiany mojej wlasnej perspektywy Berlin
              zaczal mi sie wydawac coraz bardziej... nijaki. Bez wlasnego charakteru jaki
              zachowaly np. Monachium czy Kolonia.
              Przez ostatnie 10-15 lat Berlin ogladam glownie z okna pociagu jak jade do
              Polski, lub z okna taksowki jak jade z Ostbahnhof na Köpenick. Z wyjatkiem 4 dni
              we wrzesniu 2004 i dwoch dni w listopadzie 2005.
              • ewa553 Re: Berlin 10.12.09, 13:23
                We wschodnim Berlinie bylam za glebokiej komuny, jeszcze z Polski.
                W Zachodnim dopiero piec lat temu. Pamietam ze mnie zaskoczylo in
                plus to, co zrobiono z Berlina po zjednoczeniu. Najwazniejsze
                zabytki, najwazniejsze muzea byly przeciez po stronie wschodniej.
                "Zawartosci" nie zmieniono, ale ulice, aleje, budynki - wszystko
                doprowadzone do zachodniego standartu. Poniewaz jestem platnikiem
                podatku solidarnosciowego, ucieszylam sie autentycznie, ze moje
                pieniadze na tak dobry cel wydano.
                Na temat architektury sie nie wypowiadam, bo sie nie znam, mamy tu
                jednak ekspertke. Natomiast mnie sie podoba atmosfera ulic, liczne
                uliczne lokale, gdzie w lecie moglismy czy to zjesc, czy wypic, czy
                po prostu posiedziec. Berlin jako pierwsze niemieckie miasto
                wprowadzil miejskie plaze. Tak, lokale przed ktorymi czy to na
                trawniku czy tez na wysypanym piasku stoja lezaki i na nich mozna
                posiedziec sonczonc drinka czy kawe. Jest tych plaz 40!!
                Pieknie jest plynac po Sprewie i podziwiac architekture od strony
                wody. Pieknie tez bylo isc przez pol miasta nad Sprewa do Dworca
                Glownego. Specjalnie przeszlismy ten odcinek a nie przejechali, bo
                atmosfera nad woda i rozne ladne budynki warte byly przezycia.
                A Ty Marysiu masz pewnie swoje inne miasta i dobrze. Dla mnie tez
                nie ma niczego ponad Rzym, ale Berlin jest zaraz na drugim miejscu.
Pełna wersja