Sny i inne zdarzenia cz. V

12.12.09, 12:20
W ostatnim Snulum był koszmarny sen Ewy o byciu uwięzioną w Polsce,
Marysi dla Ewy porada aby wszystko czym prędzej po dywan zamieść i o
tym nie myśleć, mój sen o rodzinie płetwiatej, oraz Pytona dla mnie
porada aby rzecz potraktować ogólnie.


--
wasza pierdo
    • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 12:38
      Ewa, przeczytałam Twoje dwa ostatnie sny, ten o byciu torturowaną
      przez oprycha i o byciu uprowadzoną. Niewątpliwie coś Cię niepokoi.

      Nie wiem jak Ty, ale ja oraz większość ludzi których znałam,
      miewało "sny emigranta". To znaczy, że się jest spowrotem w Polsce i
      nie można się wyrwać. Nie wiem czy to się wiązało z komuną, czy
      ludzie którzy wyjeżdżają teraz też takie sny miewają. Niemniej mnie
      ten sen gnębił całe lata mieszkania zagranicą. Twój sen o Katowicach
      to wariant takiego właśnie snu. Nie jest to dla mnie dziwne, bo
      niedawno wspominałaś tu na forum swój przyjazd do Niemiec, dlaczego
      w Niemczech się dobrze czujesz, itd. Dla kontrastu, pewnie wtedy
      miałaś, a może do tej pory masz sporo negatywnych odczuć związanych
      z Polską. We śnie masz burdel, syfiaste osiedle, oprychów i
      policjantów debili. Do tego artysta co zamiast tworzyć terroryzuje
      rodzinę swoją szajbą. Moim zdaniem ironiczny i przerysowany obraz
      Polski, nic dodać nic ująć ;)

      Oprycha bym dorzuciła do tej kategorii, bo to coś, czyli polskość
      Cię nęka nawet w domu, uciec się od tego nie da. Męczy, dręczy,
      torturuje i odbiera możliwość robienia tego co się lubi (artysta w
      Twoim śnie nie może tworzyć, a Tobie, która uwielbiasz chodzić -
      ucinają pięty!).

      To oczywiście tylko moja interpretacja, a nie jakaś prawda objawiona.

      Ja bym raczej nie słuchała porad Marysi, aby wszystkio pod dywan,
      szafę i kanapę zamieść, bowiem Marysia tak czyniąc dorobiła się
      czerwonej ramki od Kana, hahaha! Ponadto bałagan się porządkuje,
      sortuje, a śmieciuchy wyrzuca. A nie po kątach upycha.


      Najlepiej takie rozliczenie sobie zrób - na jednej stronie korzyści
      i minusy życia w Niemczech. Co lubisz, czego nie cierpisz, co Ci się
      podoba, a co nie. Postaraj się aby było plusów i minusów mniej
      więcej po równo. Na drugiej stronie korzyści i minusy pochodzenia z
      Polski. W szufladzie przy łóżku trzymaj, i jak się znowu wrzeszcząc
      w nocy obudzisz, to sobie wyjmij i przeczytaj.



      --
      wasza pierdo
    • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 13:16
      Moim zdaniem sen Ewy to nie jest "sen emigranta".
      Sen emigranta to taki w ktorym emigrant jest w Polsce, chce z niej wyjechac,
      wrocic do swego nowego kraju a nie moze.

      Mialam takie sny, teraz juz nie mam.

      Nie radze Ewie pod dywan zamiesc tylko wymazac z pamieci. Wyrzucic na zwasze.
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 13:57
        No przecież pisze, że w Katowicach jest i na jakieś osiedle ją
        uprowadzają. Granicy z tego co wiem, jeszcze nam nie przenieśli.
        Katowice ciągle nasze. Hahaha.

        Wymazać z pamięci się niestety nie da. Pamięć to nie taśma ze
        starego magnetofonu. Trzeba uporządkować, rozważyć i się pogodzić.
        Zresztą każde przeżycie niesie ze sobą jakiś pozytywny aspekt.
        Pozbywać się tego, to wylewać dziecko z kąpielą.


        --
        wasza pierdo
        • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:20

          pierdoklecja_prutka napisała:

          > No przecież pisze, że w Katowicach jest i na jakieś osiedle ją
          > uprowadzają. Granicy z tego co wiem, jeszcze nam nie przenieśli.
          > Katowice ciągle nasze. Hahaha.

          Ale nie ma motywu kiedy Ewa chce wrocic do Niemiec a nie moze.

          > Wymazać z pamięci się niestety nie da. Pamięć to nie taśma ze
          > starego magnetofonu. Trzeba uporządkować, rozważyć i się pogodzić.
          > Zresztą każde przeżycie niesie ze sobą jakiś pozytywny aspekt.
          > Pozbywać się tego, to wylewać dziecko z kąpielą.

          Nie da sie natychmiastowo ale sie da. Nad koszmarnym snem gdzie jacys faceci sie
          wieszaja nie ma co sie rozstrzasac ani analizowac, bo moze jego przyczyna byla
          po prostu niestrawnosc zoladka po obfitej kolacji:)
          • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:27
            Jak to nie ma? Przecież bandyci ją więżą, i usiłuje się uwolnić
            przewracając oczami do policjanta debila!


            Jeśli chodzi o niestrawność, ból brzucha, głowy i dupy jako
            wyjaśnienie trudnych snów, to owszem jest to jak najbardziej
            możliwe. Z tym, że tutaj jest wątek gdzie interpretujemy sny
            doszukując się ukrytych znaczeń - nie wiem czy zauważyłaś. Mogę
            założyć osobny wątek gdzie się będzie wpisywało sny z prośbą o
            wyjaśnienie przyczyn fizjologicznych. Na przykład: sen o
            wieszających się wariatach w ortalionowych płaszczach znaczy za dużo
            na kolację kapusty z boczkiem i grzybami. Sen o smutnym przyjacielu -
            nie wypłukałeś w sposób wystarczający solonych śledzi z kubełka.
            Sen o podróży balonem - na kolację była pierdopędna jajecznica z
            cebulką:)))
            --
            wasza pierdo
            • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:32
              Jajecznica z cebulą jest pierdopędna???
              • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 15:36
                Jest pierdopędna w sposób STRASZNY i NIEOKIEŁZNANY wręcz.

                --
                wasza pierdo
      • chris-joe Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:36
        Bo ewka ma tą Polskę albo za blisko, albo -paradoksalnie- zbyt rzadko ją wizytuje, by ją oswoić. Się nie uporała. Chciałaby, ale się boi.

        Nigdy o Polsce nie śnię. Są sny w niewyjaśnionych miejscach niekiedy, czasem postaci sprzed lat tam się pojawiają, ale jeśli gadają ludzkim głosem, to po angielsku: i rodzice, i kumplostwo z przedwyjazdowej Warszawy...

        Sny emigranta, które towarzyszyły mi noc w noc w Grecji, później w Kanadzie, ku wielkiej uldze skończyły sie, gdy wsiadlem do samolotu Warszawa-Amsterdam po pierwszej wizycie, rok po Murze- gdy samolot odleciał, a mi pozwolono jednak wejść na jego pokład...

        Teraz Polska jest dla mnie jedynie dalekim krajem z jawnych wspomnień; nie śnię o niej. Pewnie właśnie dlatego, że jest mi geograficznie odległa, że bywam tam bardzo rzadko. A jeśli bywam, to dlatego, ze muszę, póki muszę...
    • chris-joe Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 13:59
      Na jawie tatuś (tak go zawsze nazywaliśmy, inaczej nie potrafię) towarzyszy mi
      własciwie cały czas -na drugim, czasem trzecim, a i na pierwszym czasem planie
      też- natomiast nie pamiętam o nim żadnego snu. What gives? Słucham.
      • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:15
        Nie potrafie powiedziec dlaczego nie pamietasz zadnych snow o tatusiu, natomiast
        doskonale rozumiem to ze na jawie tatus ciagle Ci towarzyszy. To jest
        podswiadome pielegnowanie pamieci o nim, cos co bardzo pomaga po stracie
        bliskiej osoby.
        Zaloba to jest proces przez ktoremu trzeba sie stawic i swiadomie przez ten
        proces przejsc. Jest to proces falowy polegajacy na poddawaniu sie przyplywowi
        wspomnien, mysli, obrazow, lez i odplywowi tychze kiedy zostajesz tu i teraz. Po
        kazdym przyplywie czujesz sie pewniej na nogach- tu, teraz w codziennosci.Coraz
        bardziej pogodzony z tym ze jego juz nie ma.
        • chris-joe Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 15:29
          Nie wiem, co to jest "podświadome pielęgnowanie pamięci", skłaniam się ku wersji
          wanny uważając, że nie śnie o nim, bo jego śmierci oczekiwałem i jestem z nią
          pogodzony. Jego brak odczuwam intelektualnie i emocjonalnie, lecz nie
          fizycznie. Ty, z pewnoscia, maria, odczuwasz właśnie fizyczny brak twojego
          partnera; nie ma go w fizycznej przestrzeni, gdzie od wielu lat był.

          Jutka pewnie też ma rację; bo, być może, tatuś zacznie mi sie śnić, gdy juz sie
          "ułoży" w -gdy emocjonalnie oddam go- "krainie cieni"...
          • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 18:58
            Oczywiscie ze inaczej przezywa sie smierc partnera z ktorym sie dzieli loze i
            wspolnie do stolu zasiada a inaczej smierc kogos do kogo nieobecnosci bylismy
            przyzwyczajeni, ale uczucie do bliskiej osoby nie konczy sie z jej smiercia, ono
            trwa nadal i staje sie nawet bardziej cenne niz bylo. To uczucie jest nam dalej
            potrzebne i dlatego jest podswiadomie pielegnowane.
            Ja ze smiercia mojej Mamy tez bylam pogodzona, tez na nia przez ostatnie trzy
            tygodnie jej zycia czekalam. Teraz wydaje mi sie ze zaraz po pogrzebie bylam
            bardziej pogodzona niz pozniej.
            Ale to sie w zaden sposob na sny nie przekladalo. Mama sni mi sie od czasu do
            czasu tak jak i moj maz.
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:18
        Przez sny dobija się do nas podświadomość, rzeczy których nie
        widzimy lub nie chcemy widzieć na jawie. Skoro Ojciec jest obecny na
        jawie, to może nie być potrzeby przerabiania tego we snach.

        Z drugiej strony, kilka ważnych osób które zniknęły z mojego życia -
        też mi się nie śniły. Jedne zaczęły się w snach pojawiać dopiero po
        wielu latach. Inne - nie śnią się do tej pory.



        --
        wasza pierdo
      • jutka1 BratSister 12.12.09, 14:26
        Tatusie przychodzą wtedy, kiedy coś nam się źle dzieje i dają wtedy znać, że nad
        nami czuwaja. Podsyłaja wtedy rozwiązania i rady. :-)
        • chris-joe Re: BratSister 12.12.09, 15:38
          I'll be waiting...
    • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 14:27
      Rzecz masz traktować ogólnie jako "zasłyszane nie musi się sprawdzać w
      rzeczywistości".
    • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 12.12.09, 19:37
      Stokrociu, jestes boska!!!!! :
      Jeśli chodzi o niestrawność, ból brzucha, głowy i dupy jako
      wyjaśnienie trudnych snów, to owszem jest to jak najbardziej
      możliwe. Z tym, że tutaj jest wątek gdzie interpretujemy sny
      doszukując się ukrytych znaczeń - nie wiem czy zauważyłaś. Mogę
      założyć osobny wątek gdzie się będzie wpisywało sny z prośbą o
      wyjaśnienie przyczyn fizjologicznych. Na przykład: sen o
      wieszających się wariatach w ortalionowych płaszczach znaczy za dużo
      na kolację kapusty z boczkiem i grzybami. Sen o smutnym przyjacielu -

      nie wypłukałeś w sposób wystarczający solonych śledzi z kubełka.
      Sen o podróży balonem - na kolację była pierdopędna jajecznica z
      cebulką:)))
      • ewa553 moje sny o Polsce 12.12.09, 19:49
        w pierwszych latach miewalam kilka razy ten sam sen, ktory juz chyba
        opisywalam: jade tramwajem z Ziutkiem, moim szefem do Ministerstwa
        (jedyne ministerstwo ktore bylo w Katowicach a nie Wawie). W pewnym
        momencie mi sie przypomina, ze wchodzac do tego dzialu w ktorym tam
        mielismy sprawy do zalatwienia (np. tajne mapy podziemi), trzeba
        okazac dowod osobisty. A ja mam w kieszeni Personalausweis!!!! To
        byl koszmarny sen, ale dawno, dawno temu sie skonczyl. Snow o
        niewypuszczaniu z Polski nie miewalam, to mialam w rzeczywistosci
        jak mi paszportu odmawiano.
        Mnie sie w Polsce nienajgorzej powodzilo: mialam ciekawa prace,
        kochajacy dom rodzinny, bujne zycie towarzyskie w mlodosci i wielka
        milosc z ktora mieszkalam przez 7 lat bez slubu. Powodzilo mi sie
        wspaniale, moj facet byl VIPem, sielanka. No, ale zew krwi kazal mu
        mnie zdradzac i na koncu bylo strasznie, rozstalismy sie i byly z
        tym zwiazane rozne historie i najgorsze ze on sie mimo wszystko ode
        mnie nie odczepial w zwiazku z czym ja sie znalazlam w dosc podlej
        sytuacji. I to bylo powodem mojego wyjazdu, dopiero jak mnie po pol
        roku tu odwiedzil, to sie naprawde z niego wyleczylam, pierwszy raz
        spojrzalam na niego obiektywnie.
        Tak wiec znajac teraz moj zyciorys nie mozna mi zarzucic ze
        przezylam w Polsce jakies straszne rzeczy, lub ze bylo tak, ze teraz
        tesknie. Nie tesknie, nie mam powodu na temat Polski snic.
        W Polsce nie czuje sie zle, ale czuje sie jak turystka.
        Ale jednak wyjechalam stamtad majac 30 lat, wiec nic dziwnego ze ta
        Polska i polskosc we mnie tkwia, jesli nawet za nimi nie tesknie.
        Ciekawe ze nie przypominam sobie zadnych milych snow, ktore by sie
        dzialy w Polsce. Musze w najblizszych tygodniach zaobserwowac, czy
        mam rowniez zle sny dziejace sie w Niemczech. Nie zwrocilam na to do
        tej pory uwagi. Ciekawa sama jestem co sie okaze.
        • pierdoklecja_prutka Re: moje sny o Polsce 13.12.09, 15:12
          Wiesz, te sny emigranta to rzecz dziwna. Moje życie w Polsce też
          można nazwać sielanką, w porównaniu z latami emigracji, które śmiało
          można określić mianem koszmaru. A jednak sen emigranta mi się śnił.
          Niedawno zaczęłam rewidować moje pewne przekonania z dzieciństwa, a
          właściwie przypominać sobie jakieś zmarginalizowane wspomnienia. W
          mojej polskiej "sielance" na przykład było takie przeżycie, że moja
          matka mnie odprowadza za rękę do siąsiadów w drugiej trzymając
          portfelik z biżuterią. Bo akurat "waadza" wpadła na pomysł coby
          przetrzepać prywaciarzy, tych parszywców, robiąc im rewizje po
          domach. Pamiętam wymawiane z przerażeniem słowo "domiar", pamiętam
          ubieranie się do szkoły w najgorsze ubrania, coby się nie rzucać w
          oczy, pamiętam jak matka nieopatrznie przyszła raz do mojej szkoły w
          białych kozaczkach i futrze - i ja następnego dnia zaliczyłam jakąś
          niewyobrażalną ilość dwój. Do własnych wspomnień doszły opowieści,
          które mi przekazano gdy byłam już dorosła. Teraz zrewidowałam już
          trochę mój pogląd na "sielankę" i wiem, że wiele rzeczy które
          uważaliśmy za tak naturalne, że się nawet o tym nie myślało - było
          rzeczami kompletnie nie do przyjęcia po prostu.

          A w ogóle to dzisiaj jestem nie w sosie, miałam w nocy jakiś obleśny
          sen o byciu w jakiejś kompletnie obrzydliwej, ociężałej i rozlazłej
          ciąży, z pętającym się równie rozlazłym i ociężałym byłym, z jakimś
          jeszcze innym byłym odzieciałym i z żoną, jakieś kretyńskiej jeździe
          tramwajem z którego z ulgą wysiadłam i natychmiast się pozbyłam
          ciąży robiąc na trawniku dużą kupę. Którą potem zebrałam w papier
          toaletowy coby ją wyrzucić, i było mi głupio bo akurat przechodziło
          trzech kolędników z turoniem (chociaż to była wczesna wiosna), ale
          kosza nie mogłam znaleźć więc wrzuciłam w woreczek po kanapkach w
          drogę. I patrzę a tu kosz! A z naprzeciw nadchodzi moja przyjaciółka
          eN, więc ja sru do tego kosza woreczek wyrzucać a potem się z nią
          witać, a ona mówi a co tam wyrzuciłaś, ja głodna jestem i dawaj ten
          worek z kosza wyciąga i w nim gmera! I kanapkę stamtąd wyciąga bo
          jeszcze była jedna i jabłko, ja wykrzykuję "ale tam jest kupa!", a
          ona że nieszkodzi, że kanapka czysta, w osobnym woreczku, a ona
          głodna, a zresztą cotam... itd. nie będę dalej tego pisać, bo to
          jakieś straszne i obleśne wszystko, i jak się obudziłam to się z tej
          obleśności, ociężałości i rozlazłości co mi się śniła - rozryczałam.
          br\
          --
          wasza pierdo
          • ewa553 Re: moje sny o Polsce 13.12.09, 15:38
            jak piszesz o ubieraniu do szkoly to sobie przypominam jaka bylam
            szczesliwa kiedy wprowadzono w szkole mundurki! Nareszcie przestalam
            sie rzucac w oczy. No, czesciowo: moja mama ktora nie cierpiala
            szarosci, glupoty i nakazow, dala mundurek czyli fartuch uszyc u
            krawcowej i za nic w swiecie nie zgodzila sie zebym jak inne
            dziewczynki nosila go z ceratowym bialym kolnierzykiem. A ja tak o
            tej ceratce marzylam:)))))
            A Twoj sen mnie rozsmieszyl, bo jest taka typowa dla snow zbieranina
            absurdow. Przykro mi, ze Ci bylo smutno.
            A jutro bedzie jeszcze gorzej, bo u nas pada snieg i to pada w
            poprzek: taki wiatr. A wiec nie zapomnij jutro o rekawiczkach!
            • maria421 Re: moje sny o Polsce 13.12.09, 19:55
              Ja cale moje szkolne zycie przezylam umundurkowana. W podstawowce byl to taki
              atlasowy granatowy faruszek z bialym kolnierzykiem, w liceum granatowa sukienka
              z bialym kolnierzykiem, na uroczystosci kostiumik z plisowana spodniczka i zakietem.
              To wcale nie bylo takie glupie.

              Zycie w PRL-u bylo jakie bylo, ale ja wtedy bylam mloda a trawa byla zielensza :)
              • pierdoklecja_prutka Re: moje sny o Polsce 15.12.09, 11:08
                Ja też przebrnęłam życie w podstawówce ukryta w poliesterowym
                fartuchu z odpinanym kołnierzem. Ale spod fartucha też bystre oko
                wypatrzy co trza i nietrza. Tak czy siak, na szczęście po tej
                upierdliwej podstawówce poszłam do ogólniaka, gdzie nie było już
                fartuchów i gdzie chodziły głównie dzieci marynarzy i prywaciarzy -
                taka się utarła tam tradycja. Psorowie raczej na ciuchy nie zwracali
                uwagi. Za to moja kumpela miała pecha trafić do ogólniaka gdzie
                dyrka miała obsesję odzieżową. Należało chodzić w białej bluzeczce i
                granatowej spódniczce koniecznie 10 cm przed kolano. Co zarówno we
                wcześniejszej erze minówek jak i późniejszej mody midi i maxi - było
                długością idiotyczną. Potrafiła podlecieć i oberwać zakładkę zbyt
                krótkiej spódnicy. Pewnie jak kto miał za długą to podlatywała z
                nożycami. Poziom edukacji absorbował panią dyr znacznie mniej - owo
                liceum nie szczyciło się zbyt dobrymi wynikami zdawalności na studia
                i było niejako ogólniakiem drugiego wyboru, gdy się ktoś nie dostał
                do wymarzonego.
                --
                wasza pierdo
    • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 11:30
      chyba za duzo siedze na forum, bo znowu mialam forumowy sen. Otoz
      bylam w odwiedziny u Jutki, a bylo to na przedmiesciu jakiegos
      duzego hiszpanskiego miasta. Jutka balowala bezustannie, ja troche z
      nia po jej ulubionych knajpach lazilam, ale jakos nie pasowalam do
      tego radosnego balowania. No wiec postanowilam wrocic do domu.
      Juz siedzialam w aucie i bylam kolo lotniska, a tu dzwoni Jutka ze
      mam wrocic, bo trzeba sie na chwile zajac jakims bobaskiem, ona
      zaraz wroci. No i zajmowalam sie tym jakims nieznanym mi bobaskiem,
      a Jutki cale dnie ani widu ani slychu. Raz po raz przekladalam moj
      odlot codziennie buchujac przez internet miejsce w samolocie i
      mialam juz caly plik rachunkow nazbieranych. w miedzyczasie dzialy
      sie rozne rzeczy, ale to nie jest wazne. Wreszcie zjawila sie Jutka
      ze Stokrotka i postanowily mnie odwiezc na lotnisko. Pod lotniskiem
      okazalo sie, ze policja zabrala gdzies moje auto bo w pospiechu
      (bobas czekal!) zaparkowalam w zakazie. Wiec pojechalysmy na policje
      i J. z D. pertraktowaly, bo tylko one znaly hiszpanski. Auto sie
      znalazlo, ale mialo wymontowany silnik. Dorota poinformowala mnie ze
      stoickim spokojem, ze w tym kraju tak maja. Okazalo sie, ze rowniez
      moja walizke z bagaznika "wymontowano", a ja tam mialam dwa
      opakowania narkotykow. Itd.itd. sen sie ciagnal. Czy mam przestac
      zagladac na forum? Czy taki byl sens tego snu?????
      • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 11:53
        Mattcobosco Basieńko. Toż to pomięszanie (zam.) z poplątaniem jest! Niech 100K
        sie wypowie :-)))
        • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 12:56
          Ba! a co sie potem dzialo, jakie absurdy jak te narkotyki znalazlam!
          Ty mi nie chcialas ich odkupic, a ja bylam bez grosza:))) Itd.
          Wiem jeszcze, ze chcialan Ci je tanio sprzedac, po 7 tys.euro za
          opakowanie....Frajerka jestem....
          • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 13:56
            Ja wiem! Te narkotyki, bialy proszek to snieg co w ostatnich dniach spadl.
            Ewentualnie wapn co sie tu i tam odklada. Bobasek pasuje do zlobka i do Swiat.
            Hiszpania musi sie snic zeby lotowa podroz byla wysniona.
            • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 14:14
              Pudlo! Narkotyki byly w formie tabletek i udawaly witaminy:))))
              Hiszpania - to jasne. Ale ze akurat Jutka mi jakiegos bobaska wciska
              a sama ulatnia sie na imprezki, to uwazam za swinstwo:)))
              • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 14:33
                Tym bardziej, że to ja. Ja i bobaski, też sobie! :-D
                Ale przynajmniej paczpani jaka porządna jestem, i na narkotyki się nie
                pokusiłam. Z drugiej jednak strony - 7 tysięcy euro za opakowanie - to jest
                dopiero świństwo! :-)))
                • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 14:41
                  Nie wiadomo jakie duze to opakowanie za 7.000 Euro :-)
                  • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 14:47
                    opakowanie bylo sredniej wielkosci:))))
                    a bobaskow przeciez tez nie cierpie!!!!
                    Bylo smiesznie jak tu byla moja 10-letnia chrzesniaczka i w tym
                    czasie
                    znajoma z Wloch zasypywala mnie zdjeciami swojego bobaska. Ogladamy
                    razem te zdjecia i wymyslalysmy co mam tej znajomej napisac zeby nie
                    zranic jej uczuc. Nasmialysmy sie do rozpuku, bo nam przerozne
                    smieszne teksty na mysl przychodzily.
                    A swoja droga: dlaczego mlode matki uwazaja za koniczne przesylac
                    takie masy zdjec? Kurde. Juz bym zniosla co roku jedno zeby pokazac
                    ze dziecko rosnie. Mam nadzieje ze moja bratanica-Ola mi tego
                    oszczedzi.... A poniewaz rozleniwila sie i jest niezorganizowana,
                    to mam szanse to dziecko przezyc:))))
                    • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 19.12.09, 16:08
                      Ewa, w epoce fotografii cyfrowej trzeba byc przygotowanym na zalew zdjec po
                      kazdym wydarzeniu.
                      Dawniej dostawalo sie jedno zdjecie slubne na pamiatke, teraz dostajesz od razu
                      cale CD z tysiacem zdjec.
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 20.12.09, 14:46
        O kurde, no to chyba przebiłaś Marysi biegającego Obamę tym snem.
        Nie widzę inaczej.


        No i tak, wydało się. Ewcia stwarzając pozory piernikowej babci, po
        prostu przemyca dragi. Na wielką skalę. Hahaha. Niepotrzebnie sobie
        wmawiasz, że nie pasujesz do radosnego balowania. Owszem, bardzo
        pasujesz, więc sobie pozwól na to. Lub, wymyśl, co byś może sama
        chciała. Zamiast się nabzdyczać i do domu wyjeżdżać. A już pod
        żadnym pozorem się nie dawaj wrobić w jakieś opieki nad bobaskami i
        inne czynności przynależne piernikowym babciom. Bowiem masz do
        załatwienia inne, ważniejsze rzeczy, na przykład odzyskać utraconą
        walizę z dragami, przemycić, oraz korzystnie sprzedać je. Czego zaś
        symbolem jest owa inkryminowana waliza, to już sama musisz dojść.

        --
        wasza pierdo
    • maria421 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 20.12.09, 09:57
      Snilo mi sie ze slatam na ulicy jakiegos miasta ktore mialo byc Lodzia, ale
      raczej Lodzi nie przypominalo. Rozmawialam z jakimis ludzmi kiedy nagle na ulicy
      wyladowal samolot pasazerski i to tak ze skrecil z jednej ulicy w druga , pod
      katem prostym. Wjechal az na chodnik a ja sie zastanawialam jak on to zrobil ze
      skrzydlem domow nie rozwalil, czy on to skrzydlo w czasie ladowania gdzies
      schowal? Gdzie i jak? Ale za samolotem ustawil sie taki korek samochodow ze nie
      moglam nic zobaczyc.
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 20.12.09, 14:51
        Wygląda na to, iż w jakąś podróż się wybierasz, a że się ociągasz i
        po prowincjonalnych zakamarkach kryjesz, więc wysłano po Ciebie
        samolot. Trochę taki anty-sen podróżny w wydaniu Jutki i moim. Bo my
        w snach chcemy i zamierzamy się na samolot załapać, ale chaos i
        zidiocenie nam przeszkadza. Jakaś duża zmiana się do Ciebie
        dopukuje, ale nie jest ona niekorzystna. Samolot bowiem wylądował
        miękko, ale nic nie zniszczył. A i Ty sama reagujesz zaciekawieniem,
        więc jest to pozytywny znak.


        --
        wasza pierdo
      • chris-joe Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 20.12.09, 18:57
        To wykrakalem sobie sen o Polsce, zapierajac sie, ze takich nie miewam. Otoz
        moj kot siedzial na jakims okienku oddzielajacym nasz dom rodzinny od domu
        sasiadow (kompletny senny wymysl), a sasiad akurat zabawial sie wiatrowka i w to
        okno strzelal no i kota mi tym srutem positkowal. Kotek konal w mych ramionach
        mruczac na pozegnanie i trzask-prask nagle oprowadza mnie po swojej willi.

        Nie wiem, czy to mial byc koci raj, czy z konaniem zwiazkow zadnych nie bylo, w
        kazdym razie willa byla olbrzymia i luksusowa, w stylu Beverly Hills, ale taka
        specjalnie kocia, bo zamiast mebli rozne specjalnie kocie konstrukty, budki,
        schodki i zerdzie, a w scianach tkwily szalenie luksusowe kolki, zeby kot po
        nich skakal, a w jednej sciance tez taki zestaw kolkow byl, tyle ze w celu
        wucetowym, ktore kotek zaczal mi demonstrowac walac kupsko zawieszony na kolku,
        a na kolku sasiednim jakies ustrojstwo tylek mu wyczyscilo i on mi to pokazywal
        strasznie dumny jak to on sie urzadzil. Acha, wszystko w willi bylo smacznie
        skoordynowane kolorystycznie w dyskretnym kremowym odcieniu i oswietlenie jakies
        tez szalenie luksusowe bylo, oczu nie drazniace.
        • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 21.12.09, 10:18
          chris, przeczytalam moim kotom opis tego sennego domku i tez chca
          taki:)))) zapytaj prosze Twojego Kota kto mu ten dom projektowal,
          to sie tym zajme....
    • pierdoklecja_prutka Borsuczę księży 20.12.09, 15:02
      Śni mi się, że jestem czarownicą, ale jakoś nikt chyba tego świadom
      nie jest. Przebywam w jakimś klasztorze, czy szkole przykościelnej.
      Jakaś taka grupa nieformalna się przetacza, sale jakieś są
      wykładowe, sypialnie z wieloma łóżkami. Klerycy są młodzi dwaj,
      jeden zasadniczy, surowy i zasromany wysoki brunet, drugi delikatny
      i eteryczny ciemny blondyn. Cośtam jako współstudentka z nimi
      rozmawiam, o rady i opinie dopytując, niby że ja taka głupia
      niewiasta jezdem, najpierw bruneta sromolca na tapetę biorę. I tak
      się niby nasłuchując zbliżam, przysuwam, ocieram, aż mu się wzwód
      wielki produkuje, czego ja udaję że nie widzę, skromnie spuszczając
      oczy za oświecenie mnie ciemnej masy dziękuję i sobie idę drugiego
      borsuczyć. Co mi się udaje bardzo szybko, blondynek bowiem mniej
      srogi jest, wzwodem mnie natychmiast honoruje obfitym, ja już nawet
      nie udaję że nie widzę, haha!

      Potem sąd nad czarownicami się ma odbyć, w sali siedzą oskrażone
      takie dwie, niezwykle atrakcyjne niewiasty, wszystkich generalnie
      olewają i się natychmiast ze sobą wdają w spór, która
      atrakcyjniejsza, na którą bardziej lecą, a która umiejetności
      czarownicze wyższej klasy i na wyższym poziomie ma. I się zaczynają
      czarami przerzucać. Na to ja wkraczam, też oczywiście czarownicą
      jestem, chociaż nikt o tym nie wie, przy okazji jestem też biskupem
      gnieźnieńskim, i owe laski do porządku przywołuję po czym je mianuję
      biskupami krakowskim i poznańskim. Po czym się budzę.

      I co z tym. Ha? Hę?
      • maria421 Re: Borsuczę księży 20.12.09, 16:18
        Mysle ze Twoj chlop powinien bardzo mocno sie nad tym snem zastanowic ;)
        • pierdoklecja_prutka Re: Borsuczę księży 20.12.09, 17:44
          A czemuż to się on miałby zastanawiać? Przecież to się nie jemu
          śniło.

          --
          wasza pierdo
          • maria421 Re: Borsuczę księży 20.12.09, 17:59
            OK, rozumiem ze jemu nie opowiadasz o tym ze snia Ci sie obce wzwody:)
            • pierdoklecja_prutka Re: Borsuczę księży 20.12.09, 18:01
              No nie muszę mu opowiadać, ale przecież może sobie tu przeczytać.
              Ponadto to były wzwody księże, więc się nie liczą. Haha!

              --
              wasza pierdo
    • blues28 Moi drodzy! 21.12.09, 10:26
      Mam zasadne podejrzenie, ze spolecznosc forumowa dokonala skoku na
      swiateczne zapasy procentów, bo inaczej skad taka fantazja?
      A to Chris sie przechadza po hollywódzkiej, kociej willi z wysokiemi
      progi i jeszcze wyzszemi klopami (kot rodem z Bulhakowa), a to Ewa
      handluje narkotykami, przy okazji zamieniajac mi Hiszpanie w jakas
      Tajlandie, a to Stokroc balamuci ksiezyków mlodych a apetycznych, a
      Marysi samoloty laduja na Piotrkowskiej, która Piotrkowska nie
      jest... No, ja Was prosze...

      Mnie sie nic nie sni, choc horrory, które snily mi sie w bunkrze mam
      tak jasne jakby wydrukowane byly w ADN, a wolalabym o nich
      zapomniec, bo wyjatkowo koszmarno-horrorystyczne byly. Nie nadaja
      sie na snulum. Za to jak w dobrej formie jestem to nie sni mi sie
      nic! I co Ty na to Stokrociu???
      • pierdoklecja_prutka Re: Moi drodzy! 21.12.09, 13:02
        E tam, po prostu się wszyscy rozkręcają sennie. Im się więcej uwagi
        snom poświęca, tym więcej się zapamiętuje. No i tym rzadziej się
        zdarzają koszmary senne. Przynajmniej mnie. Kiedyś nękały mnie
        koszmary w dość dużym natężeniu. Szczególnie sen o obcym w domu.
        Przez pewien też czas, co kilka miesięcy, buczałam przez sen jak
        dusza potępiona. Teraz się to już nie zdarza. Najgorszym snem, jest
        sen podróżny - ale daleko mu do koszmaru. Jest po prostu upierdliwy
        i przez swoją powtarzalność - nużący.


        Wygląda na to, że kiedy jesteś w dobrej formie, to masz siłę aby
        całkowicie wypierać podświadomość. Dlatego ma się szanse do Ciebie
        przebić tylko wtedy kiedy jesteś ekstremalnie osłabiona. Stąd natłok
        snów w "bunkrze". Warto by było do nich jednak wrócić.

        Jeśli jednak absolutnie nie chcesz tego robić, to może zrób z
        podświadomością przed snem taki "deal". Mianowicie, zanim zaśniesz
        wyraź zgodę na zapamiętanie swoich snów. I poproś o takie w miarę
        łagodnie w formie.

        --
        wasza pierdo
        • blues28 Re: Moi drodzy! 22.12.09, 10:35
          Bardzo lubie Twoje tlumaczenia snów :-) Choc ja taki niewierny
          Tomasz jestem :-).
          Bunkrowe koszmary przyjelam za logiczne. Jesli wlaczysz z potworem i
          wstrzykuja ci swinstwo które ma go zabic to w twoim organizmie toczy
          sie walka tytanów na smierc i zycie, twoje cialo to pobojowisko i
          nie ma tam miejsca na kolorowe sny ani na spokój bez snów.
          Moze troche zdziwil mnie realizm, uzycie wszystkich zmyslów, wechu,
          zapachu, dotyku...
          Wiekszosc koszmarów byla typowa, czyli cos na ciebie czyha, cos ci
          grozi, uciekasz, w jednym snie zawsze musialam wsiadac do metra
          skokiem o tyczce tylko, ze nigdy nie trafialam w drzwi, zawsze
          odbijalam sie o sciane wagonu i spadalam w odchlan, pod kola, tyle
          ze to bylo szalenie gleboko, ciemno, brudno, niekonczaco sie,
          zupelnie jak górska przepasc ale brudno jak na kolei... innym razem
          w mgle uciekalam a z jakich odchlani wystawaly tylko ramiona, zimne,
          oslizle, próbujace mnie zlapac i wciagnac...
          Najgorszym jednak byl sen gdy bieglam jakims podziemnym korytarzem,
          który zapelnial sie woda, studzienki porywaly ludzi, z jednej
          wystawalo ramie i kawalek glowy mezczyzny i rozpaczliwe blaganie o
          pomoc, ale ja przekalkulowalam szybko, ze nie dam rady, ze on mnie
          wciagnie i pobieglam dalej. Obudzilam sie z ohydnym uczuciem czy
          rzeczywiscie gdybym stanela w stytuacji czyjegos zagrozenia najpierw
          bym kalkulowala moje bezpieczenstwo? Jest to najpaskudniejszy sen
          jaki mi sie kiedykolwiek snil. Brzmi patetycznie, ale balam sie
          zasnac nastepnej nocy :-(
          • pierdoklecja_prutka Re: Moi drodzy! 23.12.09, 09:34
            Ależ to jest fantastyczny sen! FANTASTYCZNY!
            Chodzi mi o ten fragment z topielcem. Twoja podświadomość pokazuje,
            że właśnie to jest właściwe postępowanie dla Ciebie. Najpierw się
            zatroszcz o siebie, a potem o innych. To jest podstawowa zasada!
            W samolotach to zawsze obwieszczają i jest to niezwykle mądre
            życiowo zdanie: "najpierw załóż maskę tlenową sobie, a potem
            dziecku".

            Jaki na litość boską jest sens rzucać się na pomoc tylko po to aby
            razem utonąć w otchłani?

            I skąd przekonanie, iż powinnaś tego nie kalkulować? Sądzę, że KAŻDY
            kalkuluje. Choć pewnie ta kalkulacja przebiega tak szybko, iż jest
            praktycznie niezauważalna.

            --
            wasza pierdo
            • jutka1 A mój sen gongowy? ntxt 23.12.09, 10:38

            • ewa553 Maryska, nie krec! 23.12.09, 13:26
              Jutka nie ma prawa Ci sie snic, bo ona jest z mojego snu! Jak mowi
              bohaterka nowego filmu Woody A.do amanta: nie mow, nie moglam ci sie
              snic, bo dzisiaj snilam sie innemu, a nie moge byc przeciez
              rownoczesnie w dwu snach!
              • maria421 Re: Maryska, nie krec! 23.12.09, 14:43
                Snilo mi sie ze bylam u Jutki, sama Jutka tym razem mi sie nie snila.
    • jutka1 Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 22.12.09, 11:08
      Podobno te sny są ważne.
      Obudziłam się i nie miałam pojęcia, gdzie jestem. :-( Przedziwne uczucie.
      A śniło mi się, że byłam chyba w Paryżu (chyba, bo kilka osób z przedostatniej
      pracy się tam przewijało), w jakimś dużym starym budynku, gdzie i mieszkaliśmy,
      i pracowaliśmy. W baaaaardzo głębokich podziemiach tego budynku mieszkały
      szalenie niebezpieczne stwory, ludzio-mrówki, które trzeba było co pół godziny
      karmić dźwiękami gongów różnej wielkości i kształtów - a tym samym emitujących
      dźwięki o różnych tonach i wibracjach. Musiało to być robione co do minuty co
      pół godziny, inaczej jakieś straszliwe hekatomby miały się dziać. Ha? Hę?
      • maria421 Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 22.12.09, 11:30
        Bluesowi koszmarow wspolczuje.

        Mnie sie snilo ze bylam u Jutki. Pewnie dlatego ze sie jej wczorajsza podroza
        przejelam.
        Snilo mi sie najpierw ze jechalam jakims rozklekotanym , malym, starym
        samochodem w ktorym nic nie dzialalo i ledwo dalam rade zatrzymac sie na
        przystanku autobusowym.
        Potem jestem ni z gruszki ni z pietruszki u Jutki w ZD, ale sie dziwie ze to nie
        dom tylko mieszkanie na pietrze a wkolo jakies bloki stoja. I ma byc Sylwester i
        ja jestem calkiem zmieszana bo wcale nie jestem na to przygotowana. Wyciagam z
        walizki jakas nalewke w prezencie (niby wlasnej roboty, choc ja w zyciu zadnej
        nalewki nie zrobilam) i znow mi glupio bo nagle zrobilo sie tylko pol butelki
        tej nalewki. I nie mam sie w co ubrac. Znajduje jakies nie moje zolte spodnie i
        je ubieram. Siadam na krzesle i nagle czuje ze jestem bez spodni i bez majtek, i
        tylko w bluzie od pizamy, wiec znow mi glupio niemilosiernie jest.
        Dalej nie pamietam.
        • jutka1 Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 22.12.09, 11:41
          Ajajaj... Jedno wielkie zmieszanie Ci się śniło jednym słowem? Konfuzje i
          niespodzianki niemiłe? To w sumie też jest wersja snu podróżnego, chyba. Co 100K
          na to?
        • pierdoklecja_prutka Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 23.12.09, 14:51
          Hahaha sen o niesprawnym aucie i o byciu gołym lub niekompletnie
          ubranym to są sny archetypowe!

          Jeden dotyczy lęku o utratę kontroli nad swoim życiem. A drugi
          strach przed byciem ocenianym.

          --
          wasza pierdo
      • pierdoklecja_prutka Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 23.12.09, 14:20
        To bardzo wellsowskie, wiesz Morloki pod spodem, Eloje na wierzchu.
        Jakieś dźwięki tam też emitowano, pamiętam. Albo Colina Wilsona
        Pasożyty Umysłu - byty egzystujące pod poziomem naszej świadomości,
        okradające nas z energii, fantazji, radości, a nakazujące wykonywać
        czynności bezsensowne i nużące.

        To zresztą archetyp jakiś musi być, bo zaraz mi przychodzi do głowy
        wiele fabuł (książka i film) gdzie trzeba wykonywać jakieś czynności
        regularnie i rytmicznie or else.

        Myślę, że jest to sen o większej strukturze, gdzie wykonujemy jakieś
        dziwne rytuały, bo jesteśmy przekonani iż jeśli przestaniemy to
        robić to wydarzą się hekatomby.

        W tym śnie pojawia się kilka istotnych pytań.Skąd w ogóle wiadomo,
        czy te mrówki naprawdę są? Ktoś je widział? Czy tylko są jakiegoś
        rodzaju mitem przekazywanym z ust do ust? Bo jeśli istotnie są, to
        przecież można z nimi negocjować o te "co do minuty". Zakładając
        oczywiście, że mrówki w ogóle chcą tych gongów. Skąd to jest
        wiadomo? Może nie chcą gongów, może chcą na przykład cukier na
        talerzykach? Albo nic nie chcą, pierdolą to, tylko się modlą aby móc
        stamtąd spierdalać w piździec, tylko te gongi je paraliżują? Hm?

        Pomedytuj sobie, kim\czym dla Ciebie są ludzio-mrówki w realnym
        życiu, co się boisz że zrobią, a co jest realnie możliwe że zrobią.
        No i te "straszliwe hekatomby" sobie też jasno określ.





        -
        wasza pierdo
        • blues28 Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 23.12.09, 15:05
          Nawiasem mówiac, mrówkoludzie wystepowali tez i u Cortazara.
          Ale co z tego wynika to juz sie nie podejmuje tlumaczyc...

          Nie podziekowalam Ci za dobre slowo, Stokroc :-) Strasznie dlugo
          nosilam tego trupa na plecach. To okropne. Autentyczne wybroczyny
          na sumieniu. Brrr :-(
          Teraz nic mi sie nie sni i ciesze sie. Na pewno w snach odzywa sie
          nasza podswiadomosc, ujawnia sie cos co nas gryzie, dreczy, ale
          dziala to tylko na takiej zasadzie, ze gdy mamy niespokojny okres w
          zyciu to i sny mamy niespokojne. Albo gdy cały czas o jakims
          problemie myslimy to i w snach w jakis sposob ten problem sie
          odzywa. Teraz, gdy jestem spokojna i wyciszona to mam spokojny sen
          i chyba nic mi sie nie sni. Albo tego w ogóle nie pamietam.
          • pierdoklecja_prutka Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 23.12.09, 15:24
            No a "Życie mrówek" symbolisty Maeterlincka?
            Notabene, ten wątek zstępowania w podziemia, jest też w "Annie In"
            Olgi Tokarczuk. Skurwiając wątek. Ktoś czytał ostatną Tokarczuk o
            frapującym tytule "Prowadź swój pług przez kości zmarłych"? Ponoć to
            kryminał! Ślinię się łakomie. Nie obraziłabym się dostać pod
            choinkę, tymczasem prezent choinkowy dostałam już w Berlinie.
            Wspaniały album biżuterii Lalique wydany przez Brohan Museum.

            Apropos tego trupa, to najgorsza w koszmarach jest "koszmarowa"
            atmosfera. Mnie na przykład ostatnio się śnił sen odrobinę podobny -
            ale w zupełnie innej konwencji. Mianowicie jest piękny basen kryty,
            secesyjne witraże, palmy w donicach, ja w tym basenie brodzę w
            ubraniu po pas, razem z psem Scooby Doo. Przez dno basenu się
            przebijają ręce oślizgłe i mnie usiłują wciągnąć. Na to się
            otwierają trzy pary dwuskrzydłych drzwi i w jakimś polonezowatym
            tańcu przewija się korowód tancerzy. W tym samym czasie ja i pies
            Scooby Doo dostajemy jakiejś energii nadzwyczajnej i wdeptujemy
            oślizgłe ręce w dno na amen. Ponieważ ja już od dłuższego czasu
            pracuję ze snami, to od razu w tym śnie miałam świadomość o co
            chodzi. Mianowicie to spod dna to różne sprawy przeszłe bolesne,
            paskudne, które mnie nękają i których nie mogę odpuścić. A ten
            korowód to również przeszłość z tym że ta pozytywna, pozytywne
            przeżycia, dobre, piękne wspomnienia. I tyle.

            A śni każdy i zawsze jak śpi. Tyle, że czasem nie pamięta tego.


            --
            wasza pierdo
        • jutka1 Re: Pierwszy sen na "nowym" miejscu... 23.12.09, 16:27
          Mrówkoludy istniały naprawdę, ktoś tam usiłował negocjować ale nic z tego nie
          wyszło, tylko te gongi były chyba rytuałem przekazanym dalej i niezrozumiałym
          skąd i dlaczego.
          Dzięki, 100K, trzeba się zastanowić.
    • ewa553 Zdumiewajace, czyli oczyszczajaca rola rozmowy 24.12.09, 10:57
      Otoz wielokrotnie skarzylam sie tu na okropne sny o mojej siostrze,
      z ktora w sumie przezylam wiecej pieknych jak strasznych momentow.
      Nie moglam sobie wytlumaczyc tych snow. Rozmawialysmy tu wiele. No i
      zdecydowalam sie i napisalam do niej list, w ktorym napisalam
      wszystko to co mialam jej do powiedzenia a czego powiedziec nie
      moglam, bo nie dopuszczala do tego, abym cokolwiek od siebie
      powiedziala. Ladowala mi swoj tekst i zabraniala dalszej rozmowy na
      ten temat. Siostra list dostala, obrazila sie i rozmawia ze mna
      oficjalnie jak z listonoszem, a jakze, nawet wczoraj zadzwopnila z
      zyczeniami imieninowymi i swiatecznymi. Ale co najwazniejsze: od
      dwoch dni mam bardzo fajne sny o niej!!!! Czyli przestalo mnie
      meczyc, gniesc i gnebic to wszystko niewypowiedziane! Jestem
      szczesliwa. Z nia sie predzej czy pozniej pogodze (choc nie wiem
      jeszcze co mi w odpowiedzi na moj list napisala). Ale pozbylam sie
      ciezaru, jak blues p0o wyznaniu snow z bunkra. Kochani, dzieki za
      ten watek, ktory najczesciej traktuje rozrywkowo, a tu odegral wazna
      role w zyciu czlowieka:)))) Wesolych Swiat!!!
      • maria421 Ewa, STO LAT! 24.12.09, 12:26
        Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich imienin zycze.
        • ewa553 Re: Ewa, STO LAT! 24.12.09, 13:03
          dziekuje Marysiu. ale nie wiedzialam, ze mi az tak zle zyczysz: sto
          lat? Uchowaj Boze!
          Choc dzis czytalam o blizniaczkach ze Stanow, ktore obchodza 101
          urodziny w swietnym zdrowiu. Dopiero rok temu przestaly same jezdzic
          autem. Sa w swietnej formie psychicznej i fizycznej. Tak, to
          prosze:)))
          • jutka1 Re: Ewa, STO LAT! 24.12.09, 13:58
            Wszystkiego najlepszego, Ewo! :-)
            • ewa553 Re: Ewa, STO LAT! 24.12.09, 14:08
              Dzieki, dzieki! Juz na Barborke brak mi bylo Waszych zyczen:))))
      • pierdoklecja_prutka Re: Zdumiewajace, czyli oczyszczajaca rola rozmow 25.12.09, 14:48
        A dzięki Ewcia, wątek w zamierzeniu miał być rozrywkowy. Rozrywkowo-
        klozetowy właściwie, właśnie po to aby się można jak to Luiza raz
        napisała "wypróżnić", poczuć lżejszym, a może jeszcze i pośmiać na
        dodatek:))

        Mnie wczoraj taki sen zgnębił, że aż się z tym zgnębieniem
        obudziłam. Mianowicie, śni mi się że jestem na wakacjach, mam
        bungalow na samej plaży, z tarasu piękny widok na plażę, palmy,
        krzaki kwitnących róż, falujący ocean, w tym oceanie muszle, bo
        boskość. Muszę powiedzieć, że sny o próbach dotarcia do oceanu, na
        plażę, o marzeniu zanurzeniu się w ciepłych falach - często mam. I
        jakoś ciągle albo drogę gubię, albo ludzie z którymi jestem
        opieszali są, albo gdzie indziej chcą się udać. No i nad to morze
        dotrzeć nie mogę.

        No a tutaj, niby jestem, ale okropna niemoc, depresja, jakiś taki
        psychiczny rigor mortis mi wstać z łóżka nie pozwala. Więc tylko
        oglądam tę plażę przez okno, jak ludzie spacerują, kąpią się,
        zbierają "moje" muszle, a ja tego kroku czy dwóch które mnie od
        wymarzonego oceanu, plaży, kąpieli - pokonać nie mogę. A tu się robi
        późno, coraz później, ciemniej i chłodniej. Coraz mniej odpowiednio
        do kąpieli, do zbierania muszli, leżakowania. A ja leżę jak
        przymurowana. Okropność. Okropność. I się obudziłam i toczka w
        toczkę tak się czułam odrętwiała, i wtać nie mogłam, a tu późno,
        coraz później. Fuj. Straszny to sen i straszne przebudzenie.


        Potem co prawda mi się przypomiało, że kiedyś często miałam takie
        stany porannej kompletnej niemocy. Teraz tak są już natomiast
        rzadkie, że zapomniałam jakie to okropne.

        --
        wasza pierdo
        • ewa553 Re: Zdumiewajace, czyli oczyszczajaca rola rozmow 25.12.09, 14:53
          jasne ze watek jest glownie rozrywkowy. przeciez to co nam sie sni,
          to nieraz mozna sie posikac przy czytaniu! ale powiedz szczerze, czy
          jak masz takie sny jak dzis, to nie ulzy Ci jak o tym opowiesz bez
          obawy ze ktos machnie reka albo Cie wysmieje?
          • pierdoklecja_prutka Re: Zdumiewajace, czyli oczyszczajaca rola rozmow 26.12.09, 13:42
            Oczywiście, że ulży jak to tutaj powypisuję. Szczerze mówiąc, to
            takich snów "zmuł" nie lubię najbardziej. Dzisiaj miałam kolejny, że
            dostaję w ostatniej chwili zlecenie na lekcję angielskiego. Spieszę
            się aby na czas dotrzeć, plamy nie dać, no i daję radę. A tam jakaś
            fundacja to jest, bab się kręci kilka. Dopytuję komu lekcji mam
            udzielić, gdzie, itd, ale tu jakaś rozlazłość panuje. Baby świadczą
            sobie, ciu ciu ciu, Kasiu, Jasiu, Dupasiu, niby okazuje się
            tłumaczenie mam jakieś wykonać, niby tak ze sobą rozmawiają jakby to
            jasne było co, ale mnie nikt konkretnie nie mówi, materiału nie
            przekazuje, a czas leci, w końcu dobiega końca półtorej godziny,
            baby się rozłażą, nie wiadomo kto mi ma zapłacić, a na dodatek
            (element ze snu podróżnego) okazuje się, iż mimo że przyszłam tylko
            z aktówką, to kupa jakichś moich rzeczy jest do zabrania, jakiś
            stary czajnik elektryczny, zdezelowany ekspres do kawy, stara
            skórzana kurtka mego chłopa, więc zbieram to, pakuję do walizy,
            jednocześnie honorarium usiłując uzyskać... Boszzzz... Jaki
            zmulający, bezsensowny, nic nie wnoszący sen...Męczący i udupiający.

            --
            wasza pierdo
            • ewa553 Re: Zdumiewajace, czyli oczyszczajaca rola rozmow 26.12.09, 13:49
              ojej, przypomnialas mi fragment dziejszego snu!!! Skads wracalysmy z
              psipsiola z mlodosci, pakowalysmy sie, a rzeczy bylo coraz wiecej. I
              jak juz myslalam ze mam wszystko spakowane, to w sasiednim pokoju
              odkrylam ogromne ilosci moich rzeczy, m.in.niemodny kozuszek, ktory
              jednak uparcie staralam sie wcisnac do walizki. I nagle
              stwierdzilam, ze nie mam juz swiezych majtek wiec poszlam do Joanny,
              a ona mi dala takie stringi blyszczace z jakimis lancuszkami -
              straszne zberezienstwo. Ciekawe, ze tylko tyle z tego snu mi sie
              przypomnialo!n Ale numer, musze zamajlowac do Joanny do Chicago:)))
              • pierdoklecja_prutka Apropos snu podróżnego 26.12.09, 14:13
                To czytałam w świątecznym Przekroju wywiad Najsztuba z rysownikiem
                Markiem Raczkowskim. I ówże, powiedział, iż ma właściwie tylko jeden
                sen, i ten sen mu się ciągle śni. Że ma wrócić do domu, a tu do
                dworca dotrzeć nie może, a biletu nie ma, a pieniądze zgubił. Czyli
                sen podróżny w całej swojej wątpliwej krasie. Co natomiast ciekawego
                powiedział, to to, że myśli że wie co to oznacza, czyli dokąd ma
                wrócić, ale nie chce, bo się z tym miejscem rozstać chce. A nie
                wracać tam.
                Bah. Zazdroszczę mu tego, że przynajmniej wie.

                --
                wasza pierdo
    • maria421 Dorota na koniu 27.12.09, 14:22
      Snila mi sie Dorotka- Stokrtoka galopujaca na koniu. Bylo lato, jakies miasto
      gdzie krecili jakis spost reklamowy i Dorota na koniu w nim grala.
      Pieknie wygladala, z rozwianym wlosem i szerokim usmiechem.
      Potem zeszla z konia i mnie usciskala.
      • pierdoklecja_prutka Re: Dorota na koniu 27.12.09, 14:33
        Hahaha, a to piękny sen. Fajnie by było sobie tak galopować. I do
        tego jeszcze w spocie, więc wynagrodzenie za to otrzymać. Uściskuję
        Cię wirtualnie za tę wizję Marysiu:)))

        --
        wasza pierdo
        • maria421 Re: Dorota na koniu 27.12.09, 14:47
          Podobno sny snione miedzy Wigilia a Sylwestrem sie spelniaja w nastepnym roku.
          No wiec moze wysnilam dla Ciebie cos fajnego:)
    • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 09:34
      Najpierw mi się śniło, że się budzę w łóżku z facetem jakimś
      totalnie obcym. Najpierw myślę, że go moja współlokatorka sobie
      sprowadziła. Ale współlokatorki nie ma w domu. A facet jest.

      A potem, że mój były i mój kumpel co mi podpadł i do tej pory jest
      podpadnięty dla mnie niespodziankę szykują i na bal mnie zamierzają
      zabrać. Suknię kupili, i w ogóle. A ja myję włosy i szyderczo
      chichotam. Ponieważ kumpel ów i moja psiapsióła (jego była) znowu
      się zeszli i ona nie wyjeżdża do USA zostać żoną bogatego medyka,
      tylko razem z tym kumplem do miasteczka koło Pytoniego ZD. No a
      chichot apropos tego co powie matka psiapsióły, bardzo osoba
      zażarcie materialistyczna, co ku temu małżeństwu parła jak rodząca
      na niemowlę z wodogłowiem. W zwykłym życiu ta matka też mi podpadła
      i podpadnięta pozostaje.

      Jednym słowem czwórka z przeszłości mi się śniła. Aha, ta matka-
      podpadka też mi jakoś dogodzić w tym śnie usiłowała, robotę jakąś
      próbując mi skołować. Czyteż tylko udając że próbuje.

      A ta psiapsióła, to niedawno w rozmowie się pojawiła. Bowiem poprzez
      swojego kochanka załatwiła mi moją pierwszą pracę etatową tu w
      Polsce. Bowiem przedtem, żyjąc w przeświadczeniu iż niemożliwością
      jest dla mnie pracować w biurze od 9 do 5 - różnych zajęć innych się
      imałam.


      --
      wasza pierdo
      • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 09:48
        sen jak sen, troche kolowaty, ale nic strasznego przeciez. Moglo byc
        jak w kryminalach ze owszem, lezy kolo Ciebie facet w lozku, ale
        zarzniety (nie urzniety), a Ty masz czarna dziure i nie pamietasz
        czy to Ty mu nozem przejechalas po szyi czy tez podrzucono Ci tylko
        trupa. Ciesz sie wiec, ze sen byl w sumie pokojowy.
        • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 10:12
          Jezus, Ewa, Ty zaiste błąd popełniłaś nie idąc na tę randkę aby tego
          faceta wydmuchać. Bo jakaś wścieklica erotyczna chyba Tobą miota. Co
          ja tu napiszę o snach, to się elementach erotycznych skupiasz.
          Boszzzz...

          Nie wiem czy ten facet był zerżnięty. Może był. Przecież się po to
          chyba obcych facetów do łóżka bierze.


          --
          wasza pierdo
          • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 10:23
            pierdoklecja_prutka napisała:

            > Nie wiem czy ten facet był zerżnięty. Może był. Przecież się po to
            > chyba obcych facetów do łóżka bierze.
            ************
            Hahahahahahahahahaha!!!...... :-)
            Pampersa, raz!
            :-D
            • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 10:59
              Pampersy nie są dobre dla środowiska, może dobiegniesz?

              ;)))

              --
              wasza pierdo
              • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 11:11
                Nie dobiegłam, teraz musiałam włączyć pranie ;-)))))))))
      • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 09:51
        Czekaj, czekaj, a z tą pracą to sen czy naprawdę? A jeśli naprawdę, to pójdziesz
        tam?
        • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 10:07
          Naprawdę. Tyle że w 1995 roku to było!!! I owszem, poszłam. Od tego
          się moja "kariera" korporacyjna zaczęła. Do tej pory jestem
          wdzięczna i M. że mnie zarekomendowała i tem facetowi, że mi dał
          szansę kiedy jej potrzebowałam :)))

          --
          wasza pierdo
          • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 10:22
            A, to źle zrozumiałam, mhyślałam że teraz masz wracać do starej roboty. :-)
            • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 11:01
              Bah, a to by bosko było.

              Też bym się chciała trochę posajgonić:) Człowiek zwartość i czujność
              sobie wyrabia od tego.


              --
              wasza pierdo
    • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 29.12.09, 13:05
      alez Dorotko! Ja na tej randce BYLAM!!!!! Nie chce wiele narazie na
      temat pisac, ale zapowiada sie bosko. Jutro idziemy na jakas fajna
      przedyslwestrowa kolacje:))))
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 30.12.09, 11:48
        Coś podobnego! No to Ci gratuluję odwagi wynurzenia z kokonu:)))

        --
        wasza pierdo
    • jutka1 Nakierowywanie 30.12.09, 16:05
      No to wczoraj obudziłam się, no, tak na wpoły, zlana potem i z łomotaniem serca
      - śnił mi się pracowy monster, że znów coś miąchał i bajzdrzyczył. I przez sen
      postanowiłam się nie budzić, tylko posterować rozgrywającą się akcją, oddychając
      przy tym głęboko. No i wyprowadziłam we śnie sytuację na prostą, a wrażej sile
      poszło w pięty.
      Chyba robię postępy, czycuś.
      :-)
      • ewa553 Re: Nakierowywanie 30.12.09, 16:38
        rany Jutka, opatentuj to! Jeszcze nie slyszalam zeby mozna bylo
        kierowac wlasnym snem.

        Dorotko, moj Podbipieta rozmawia ze mna teraz codziennie godzinami
        przez tel. a dzis na pozegnanie powiedzial, ze sie zakochal we mnie.
        Ale mi bylo milo. Dobrze ze jeszcze dzisiaj wyjechal (wczesniejsze
        plany rodzinne) i zobaczymy sie dopiero w poniedzialek, to moze
        ochloniemy oboje.
        • jutka1 Re: Nakierowywanie 30.12.09, 19:01
          To nie mój patent - to 100K tu napisała, niech jeszcze raz wytłumaczy albo link
          do swojego wpisu znajdzie.
    • ewa553 Tam mnie jeszcze nie bylo! 31.12.09, 11:39
      Otoz dzis w nocy bylam w Tokio. Bylam tam w Goethe Institut gdzie
      glownie Japonki uczyly sie niemieckiego. Co ja tam robilam? W kazdym
      razie zaskoczyla mnie jedna Japonka ktora mowila po polsku a
      nauczyla sie tego jezyka w Budapeszcie:))) No wiec kurs sie
      skonczyl, ja musze do odpowiedniego akademika, a w Japonii numery
      domow nie ida po kolei, wiec trzeba cholernie uwazac, bo na kazdym
      rogu glownej ulicy po ktorej szlam, byly tabliczki pokazujace jakie
      numery sa w prawo, jakie w lewo, a jakie za rogiem. Wierzcie mi, ze
      sie strasznie nameczylam, zanim znalazlam moj numer 145. Tam
      zaczelam pakowac swoje torby i sie zdenerwowalam, bo musialam isc po
      moje auto, aby to wszystko zaladowac. Ale auto stalo w innym koncu
      miasta, a Tokio bylo pelne kretych, nieprzejrzystych uliczek na
      dodatek plynely dwie duze rzeki przez miasto. Wiec nie mialam
      pojecia jak tym autem dojechac pod akademik. No a jak w koncu jakims
      cudem tego dokonalam to sobie uswiadomilam, ze nie mam pojecia jak z
      Tokio dojechac do Mannheim. Nie moglam sobie przypomniej jak sie tam
      znalazlam autem. Jakis tatus panienki pokazal mi mape i wytlumaczyl
      ze musze jechac bardzo daleko i trzykrotnie zmieniac promy. Wiec
      pomyslalam niedlugo i wymyslilam: wjechalam moim czerwonym BMW (w
      rzeczywistosci mam srebrne) w najciemniejszy zaulek i faktycznie,
      nie musialam dlugo czekac i juz sie zjawil ktos z japonskiej mafii
      mowiacy biegle po niemiecku i mu wytlumaczylam ze prosze aby mi to
      auto ukradli, wtedy bede mogla wrocic samolotem do domu. Wiec
      jechalismy tym autem w rozne miejsca, mafioso wjechal do jakiejs
      pizzerii (a jakze!), przyszedl glowniejszy mafioso, cos omawiali i
      namawiali sie. Niestety, albo sie wtedy zbudzilam, albo reszty nie
      pamietam, bo nie wiem czy mi sie ta kombinacja udala. Ale sen byl
      pyszny, Tokio zachwycajace swoimi budowlami, egzotyka, wspanialymi
      lodziami wyscigowymi na tej glownej rzece. No, zwiedzilam znowu
      kawal swiata!!!
      Ciekawe ze sie w tym snie przewijal watek powtarzajacy sie w wielu
      moich snach: ze mam jeszcze przed wyjazdem do domu (tutaj) odwiedzic
      Mame i brak mi czasu, ze chce do niej zadzwonic i sie umowic ale
      jakbym nie kombinowala, na spotkanie z nia zostaje mi zawsze tylko
      pare godzin i jest mi glupio/przykro... Mysle ze to moze wynika z
      tego, ze mieszkajac u rodzicow nie docenialam mamy proponowanej
      przyjazni, mialam fiu-bzdziu w glowie i dopiero jak Jej zabraklo to
      sie na kazdym kroku przekonuje jaka to byla fantastyczna postac. I
      zaluje naturalnie ze nie docenilam tego jak jeszcze mozna bylo.
      • jutka1 Re: Tam mnie jeszcze nie bylo! 31.12.09, 12:56
        Fantastyczny sen. :-)
        No i ten pomysł poproszenia mafię, coby Ci ukradli samochód - bomba. To może być
        znak, że nowatorskie rozwiązanie jakiejś zagwozdki znajdziesz.
        • ewa553 Re: Tam mnie jeszcze nie bylo! 31.12.09, 14:15
          i mnie sie bardzo ten sen spodobal. Nie uwierzysz jak ladne jest
          Tokio! Piekne byly tez te dwie rzeki: ta glowna plynela w poprzek
          Tokio, byla naprawde nieziemsko szeroka. A ta druga, to wlasciwie
          plynela glowna ulica w dol, bo ulica byla spadzista. I ta rzeka nie
          byla zbyt gleboka, widac bylo przez wode bruk i kajaki po niej
          plynely:)) I ta masa ludzi mowiacych biegle po niemiecku! No super:))
      • pierdoklecja_prutka Re: Tam mnie jeszcze nie bylo! 03.01.10, 15:23
        No Pytonie, pod wrażeniem jestem! Mnie się kierować snem do tej pory
        nie udaje.

        Ewy sen też mi się fantastycznie podoba. Zwłaszcza pomysł ze
        zorganizowaniem zjumy auta! No i uliczna rzeka, jak to opisujesz, to
        ja niemal tę rzekę z widocznym pod spodem brukiem - widzę! A do mamy
        to po prostu list napisz, albo jeśli masz jakieś jej zdjęcie, to
        temu zdjęciu to powiedz co masz do powiedzenia.

        Mnie się w nocy jakiś natłok snów przyśnił, że podróżuję w jakiejś
        rodzinno przyjacielskiej grupie, najpierw nocujemy w fabryce
        makaronów zagrzebani po uszy w takie małe opakowania zupek z
        chińskim makaronem. Potem jakiś prysznic znajdujemy i się wszyscy
        kąpią a ja mam na sobie chyba trzy pary skarpet i różowe rajstopy. I
        inne takie, a już wpół śnie mi się roiło, że przybywam na taki
        wielki plac, jestem z psem i się boję że mi wlepią mandat. Ale oni
        mi mandatu nie wlepiają, bo to się okazuje że jest takie miasto
        gdzie są tylko normalni ludzie z normalnymi psami, więc mogą robić
        co chcą. Ja się zaczynam dopytywać, i się okazuje, że jakiś punkt
        powitalny ominełam gdzie mi miano wyfasować kamienicę, ogród i
        ogólne powitać. Bo to jest takie miasto o którym nikt nie wie. Bo
        nieliczni mogą tylko tam mieszkać. Normalni. A ja na to, że z kupą
        całą tu jechałam, i bez nich tutaj nie chcę być. A pan strażnik mi
        na to, że tutaj raczej tylko kupy się przyjmuje, i pewnie moja kupa
        już na mnie czeka w punkcie powitalnym, albo zaraz tam dobije. Ha.



        --
        wasza pierdo
        • jutka1 Re: Tam mnie jeszcze nie bylo! 03.01.10, 15:42
          To miasteczko-sekret to też fantastyczny sen jest, podoba mi się. Chyba jaś
          (zam.) Ci podpowiada, że wszystko co się w Tobie dzieje (bo miasteczko to Ty)
          jest normalne, piękne i OK, więc pokochaj siebie, zrób sobie komitet powitalny,
          kwiaty metaforyczne posadź, a kupa kochanych ludzi trafi do Ciebie i będzie się
          w Tobie i przy Tobie dobrze czuć.

          Od kilku dni nie pamietam, co mi się śni.
    • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 05.01.10, 12:10
      Dzisiaj nic szczególnego, jakieś duperele senne. Jeden, że jestem
      starą panną, siedzę przy stole z moją matką (ale nie moją
      rzeczywistą, tylko jakąś tam taką senną matką) i jej robię wyrzuty,
      że mleka z pianką to jej się dla mnie nie chce przygotowywać.
      Chociaż zawsze to robiła, jak ja byłam młodsza, a w domu jeszcze
      moje rodzeństwo było. Na to moja senna matka mnie usiłuje pocieszyć
      opowiadając historię, jakiejś jeszcze starszej niż ja starej panny,
      co jednak do ślubu poszła. Na trzęsących nogach - ale jednak. Nie
      wiem co to znaczy, no ale się śniło.

      A drugi, to że zostawiam rower przy ulicy i gdzieś tam idę. Ale
      jednak żal mi się roweru robi, że go nie przypięłam, że jednak
      stracić go by było żal więc się wracam. Spostrzeżenie takie, że
      miasteczko jest bardzo zaśmiecone. To też - fjute knows o co chodzi.

      --
      wasza pierdo
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 06.01.10, 13:47
        No rower mi się wyjaśnił - chodziło o warsztaty biżuterii. Ja już
        ich prowadzić nie chcę, ale tak po prostu porzucić przy ulicy to bez
        sensu. Więc wpadłam na pomysł, że po prostu polecę organizatorom
        dziewczyny zajmujące się biżuterią,które znam.

        Ale tej starej panny co na trzęsących nogach do ślubu idzie rozgryźć
        nie mogę. Czy to ma znaczyć, że wtedy będzie warto dla mnie robić
        mleko z pianką - a teraz nie jest warto? I ten ślub?

        Dzisiaj zaś mi się śnili faceci w kontekscie dotrzymywania umów i
        zobowiązań.
        Scena jedna, że jakiś facet co mi się podoba się kręci. Ja pracuję w
        agencji odzyskiwania mienia, on chyba jest potencjalnym klientem.
        Ale spotkanie jest raczej towarzyskie, jakaś koleżanka się kręci,
        ten facet, kolega, wszyscy ubrani elegancko. Ja sobie nogę oglądam w
        czekoladowej pończosze. Facet coś koleżankę zagaduje o sprawy
        zawodowe, a ta się chichocze głupio. Mnie się też facet podoba,
        mogłabym zaraz mu zacytować stosowne i przekonujące statystyki i
        nawiązać rozmowę. Ale nie robię tego. Jakaś myśl taka mi przepływa
        przez głowę, że przestępcy pewnie by chcieli wiedzieć, jak nam się
        udaje tak skutecznie to skradzione mienie od nich odzyskiwać. I
        pewnie, żeby się tego dowiedzieć, by przysłali takiego gładkiego
        gostka, coby poflirtował z niuniami takimi jak ja. Hahaha! Więc nic
        nie mówię i sen się kończy.
        Drugi sen to to ojca mam pretensje, bo gdzieś się tam udali, mnie
        zostawili w sklepie bez kasy i w ogóle na weekend bez kasy. Dzwonię
        więc, a ojciec mówi że to nie jego sprawa. A umowa przecież była
        taka, że on tę kasę ma dać.
        Trzeci sen, to w kolejce stoimy w kilka osób na jakimś szkoleniu,
        gostek przystojny jakiś, moja jedna przyjaciółka, i jakieś osoby
        inne. No i tam, że nasza kolejka krótsza, bo my już jakieś tam
        treningi przebyliśmy i już właściwie tylko do wyjścia czekamy. No i
        ja tam temu gościu też taki tekst zapodaję, że się z czegoś tam nie
        wywiązał więc mowy o dalszej współpracy nie ma i na tym kończymy.
        Facio to przyjmuje, ale widać w szoku jest, bo mu chyba zawsze na
        sucho takie numery przechodziły - a tym razem nie. A moja kumpela
        szczękę do podłogi ma, i coś niby stęka, że co? jak to? i też w
        szoku w ogóle jest że od takiego przystojnego gucia się w ogóle
        wymaga coś, ale w sumie nic mi nie mówi, bo wiadomo że moja decyzja
        jest ostateczna i dyskusji żadnej nie będzie. O!

        No i co z tym?
        --
        wasza pierdo
        • jutka1 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 06.01.10, 14:57
          Wiesz, mnie się wydaje, że hepie Ci się. Przy czym możliwe, że wtedy kiedy dane
          słowo(-a) było(-y) niedotrzymywane, nie powiedziałaś wszystkiego co chciałaś,
          nie zareagowałaś albo zareagowałaś zbyt łagodnie, i teraz we śnie dokańczasz
          sprawę? Czycuś?
          • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 07.01.10, 09:59
            mialam dzis okropnie denerwujacy, niepokojacy sen, w ktorym
            przewijal sie i kot i niemowle, jako glowni bohaterowie. oba te
            stworzenia sa wedlug ludu symbolem zblizajacego sie nieszczescia,
            wiec rozumiecie, jak sie czuje?
            Dla zrozumienia snu: moja pani weterynarz mieszka w Plankstadt
            niedaleko Heidelbergu. W Heidelbergu pracowalam.
            No wiec sni mi sie, ze musze jechac z kotem do weta. Cos tam dzieje
            sie z naszym autem (maz tez tu jest) i w koncu bierzemy taksowke.
            taksowka ma nawigacje, ale nagle widze, ze skreca w HD w jakas polna
            droge. Wiec krzycze ze zle i kaze jechac gdzie indziej. Ale tam
            gdzie kazalam, to tez bylo zle. I nagle jak juz jestesmy pod P. to
            sie okazuje, ze...zapomnielismy kota w domu.... No wiec spowrotem,
            maz juz nie ma czasu czy ochoty i jedziemy razem z kolezanka, ale
            tym razem pociagiem. Ja w rekach mam jakis kocyk z tym kotem i nagle
            okazuje sie ze to nie kot, tylko moja chrzesniaczka A. w postaci
            niemalze noworodka (w miedzyczasie ma zreszta w realu juz 30 lat),
            jakas taka sliska czy co, stale mi sie wymyka, rece/ramiona mnie juz
            bola, ale nie widze wyjscia. Wysiadamy w HD z pociagu i idziemy za
            moimi kolezankami z pracy, w przeciwnym kierunku jak lezy P. No to
            sobie przypominam ze nie do pracy, ale do weta jade. Bladzimy,
            bladzimy, weszlismy do jakiegos tureckiego imbisu i tam mi A.
            wyslizglela sie z rak, spadla na strasznie brudna podloge, a jak ja
            podnioslam, to nagle miala piekne dlugie wlosy i wogole byla o wiele
            wieksza jak przed upadkiem. Tylko miala straszna egzeme na twarzy .
            No i jak juz zdecydowalam sie zrujnowac na taksowke to doszlam do
            wniosku, ze moze jednak wet w tym wypadku nie jest wlasciwym adresem.
            Stojac na srodku skrzyzowania zastanawialam sie gdzie jest jakis
            specjalista od wyrosnietych noworodkow.
            Reszty albo nie pamietam, albo sie obudzilam. Zaraz po wlaczeniu
            compa przeczytalam niemily mail, ktorego sie spodziewac moglam, ale
            mysl upychalam gleboko i staralam sie nie myslec. No, taki jeden
            mail po tak strasznym snie, to malo. Wiec czekam co mnie jeszcze
            dzis czeka. Na wszelki wypadek nie wychodze z domu, choc moj
            ubezpieczyciel twierdzi (i statystyki potwierdzaja), ze najwiecej
            nieszczesc/wypadkow zdarza sie w domu....
            • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 07.01.10, 13:55
              No dobrze Ewa, ale czy Ty jesteś ludem aby w te wierzenia wierzyć?

              Lubisz koty i (suponuję) swoją chrześniaczkę, więc raczej byś ich
              sobie na zwiastunów nieszczęść nie wybrała. Moim zdaniem, w tym śnie
              usiłujesz się zatroszczyć o kota i chrześniaczkę, nie za bardzo Ci
              to wychodzi, ale też nic złego z tego nie wynika. Niemowlak co
              prawda upadł na głowę, ale pozwoliło mu/jej to dorosnąć, pojawiła
              się co prawda egzema, ale od tego się nie umiera, natomiast bardzo
              często się z tego po prostu wyrasta.

              Olinol, we śnie cała Twoja pultanina jest zarówno niegroźna jak i
              bezużyteczna i wydaje się być czymś co mój ojciec nazywał "ruchami
              browna". Definicję sobie możesz sprawdzić w wikipedii. Aby nie
              podlegać ruchom browna należy sobie znaleźć jakiś cel i do niego
              dążyć. Wtedy zdarzenia wywołujące owe ruchy będą nas omijać.

              Listu nie upychaj nigdzie, przeczytaj jeszcze raz, i jeszcze, i
              jeszcze aż przestanie wywoływać jakiekolwiek emocje. Czy to jest
              odpowiedź od siostry na Twój list, o którym pisałaś piętro wyżej na
              tym wątku?

              Statystyka o uleganiu wypadkom w domu jest zawyżona przez przypadki
              przemocy domowej, więc o ile kot Ci nie wpieprzy za te senne
              pierepałki to nie masz się czego obawiać.



              --
              wasza pierdo
              • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 07.01.10, 16:35
                dla Twoich komentarzy warto zyc, Dorotko:)))) usmialam sie zdrowo.
                Kotom oczywiscie nie opowiedzialam ani snu ani moich obaw, wiec nie
                dostalo mi sie od nich:))))
                Koty uwielbiam i oczywiscie koty nie przynosza n9eszczescia, tylko
                podobno snienie o nich. natomiast chrzesniaczka zwisa mi jak cos
                tam, nie mam z nia kontaktu od conajmniej 6 lat i niech sobie zyje
                dlugo i szczesliwie, co mi tam. ale moge sobie dobrze wyobrazic ja
                jako obojetna zwiastunke nieszczescia, oj tak!
                Tymczasem mysle ze moj sen czesciowo wynika z tego, ze ta
                sztokholmianka opowiadala o tym swoim najpiekniejszym wnuku, w tle
                przeszkadzala jej najpiekniejsza wnuczka, a na dodatek szeroko mi
                opowiedziala o swojej egzemie, ktora ja w ostatnich miesiacach
                nawiedza na tle stressowym. stad te egzema na sennej buzi mojej
                chrzesniaczki.
                Brownem sie przejelam, cel sobie postawilam i daze do niego wytrwale
                z niejakim skutkiem juz!
    • chris-joe Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 08.01.10, 11:00
      Z jakims znajomkiem z/w Vancouver pozbywalismy sie kadawerow. Tzn. on ludzi
      ukatrupial, ja zas w jakiejs piwniczce pomagalem mu te trupy cwiartowac i
      pakowac. Sen byl na tyle koszmarny, ze usilowalem sie z niego wydostac, udalo
      mi sie jednak czmychnac tylko do strefy pol-jawy/pol-snu i w tejze strefie
      zaczalem sen analizowac i doszedlem do wniosku, ze najwidoczniej musialem w tym
      procederze rzeczywiscie uczestniczyc, nawet policja mnie juz o to chyba
      rozpytywala, tyle ze wpierwej wprowadziwszy mnie w stan hipnozy i dlatego
      wlasnie na jawie tego nie pamietam...
      I ta konstatacja byla wlasciwym koszmarem: nie dosc zem morderca (a przynajmniej
      pomagier), to jeszcze policja ma mnie na celowniku i wlasciwie to juz tylko
      kwestia czasu, jak mnie udupia.

      Wreszcie rozbudzilem sie na dobre, wyszedlem z sypialni w srodku nocy w stanie
      zimnego horroru, siadlem w pokoiku komputerowym i tam przystapilem do chlodnej
      analizy zyciorysu usilujac wytropic gdzie i kiedy moglem w tych makabrycznych
      czynach maczac palce; zalozylem bowiem, ze maczalem rzeczywiscie, zepchnalem to
      tylko w stan zapomnienia...
      Dobra chwile zajelo mi uzmyslowienie sobie, ze nie, to niemozliwe jednak, ze to
      tylko sen...

      Tak sugestywnej inflitracji jawy przez sen nie mialem chyba od czasow
      dziecinstwa, gdy snilo mi sie, ze posiadlem dobranockowy zaczarowany olowek, po
      czym na jawie testowalem wszystkie olowki i kredki z szalona nadzieja.
      • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 08.01.10, 11:19
        Boze, co za makabra! wspolczuje. no a osobiscie wolalabym mordowac
        niz cwiartowac.
      • pierdoklecja_prutka Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 08.01.10, 13:07
        Nieźle...
        Sen o mordowaniu jest archetypowy, oznacza symboliczne pozbycie
        jakichś części naszej osobowości (nieakceptowanych lub już
        zbędnych). Kadawery we snach zwykle należą do nas, więc można
        założyć iż zabójstwo części Twej osoby odbyło się z pomocą czynników
        zewnętrznych (presja, brak akceptacji, ect.), a Ty tylko nędzne
        resztki uprzątałeś i upychałeś.

        Ciekawy w tym wszystkim jest ten Vancouver, miejsce które wspominasz
        z sentymentem i które jakoś Cię przyciąga. Jakaś tęsknota za tym co
        żyło (w Tobie), było w tym Vancouver, i czego już nie ma, oraz chęć
        powrotu do tego mi się rysuje.

        Mnie bodajże wczoraj taka wspominka naszła z okresu kiedy wyszłam
        poza samą siebie, jakoś przekroczyłam swoje granice, po prostu
        przepchałam je niemal fizycznie. Ale utrzymać się tego nie udało,
        ramy powróciły na swoje miejsca, ba, nawet wydaje się ciaśniej jest.
        Strasznie mi tęskno to tamtej większej siebie.


        --
        wasza pierdo
    • ewa553 Re: Sny i inne zdarzenia cz. V 09.01.10, 11:21
      setny wpis i dwa zadania dla Stokrotki: po pierwsze zalozyc nowy
      wontek, po drugie wytlumaczyc mi symbolike snu mojej psipsioly.
      Obiecalam jej, ze wytlumaczysz. Sen byl albo super-mini, albo tylko
      ten moment jako "mocny" czy wazny zapamietala: w jakiejs nieznanej,
      pieknej willi weszla do nieznanej, pieknej, obszernej sypialni,
      gdzie na pieknym, olbrzymim lozu lezal na boku KON! z przytulonym do
      niego kotem. I ten kon, jak to kon, strasznie sie smial.
      Czy mozesz cos z tego wyczytac?
Pełna wersja