No to luuu, Europa! :)

01.01.10, 00:27
Po maluszku? Trzymajta sie :)))
    • ewa553 Re: No to luuu, Europa! :) 01.01.10, 11:06
      oj, przegapilismy Twoj toast! Awiec przynajmniej teraz: wszystkiego
      co najlepsze w Nowym Roku! Tobie zycze wspanialych podrozy, a nam
      wspanialych reportazy z tychze:)))
    • jutka1 Re: No to luuu, Europa! :) 01.01.10, 15:50
      Przez 24 godziny byłam bezinternetowa, więc teraz się stuknę puszką piwa
      Tyskiego, siup siup w mój durny dziób. :-D

      Wszystkiego najlepszego Wszystkim na cały 2010. Niech bedzie lepszy, milszy,
      cieplejszy i niech nam spełni marzenia i plany. :-)
      • fedorczyk4 Re: No to luuu, Europa! :) 01.01.10, 16:04
        A ja Absolutem, bo właśnie robimy sobie poprawiny:-)
        • jutka1 Re: No to luuu, Europa! :) 01.01.10, 16:21
          No to cyk, Fedoro :-)))
          • aka10 Re: No to luuu, Europa! :) 01.01.10, 18:23
            Na zdrowie i swietnego 2010 :-)
    • maria421 Szczesliwego Nowego Roku! 02.01.10, 20:34
      Niech sie spelnia wszystkie Wasze marzenia
    • pierdoklecja_prutka Re: No to luuu, Europa! :) 02.01.10, 23:34
      W zeszłym roku ktoś powiedział mi, że jest to rok ziemskiego bawołu,
      a więc jakiś zdumiewająco zajebisty rok ze względu na coś tam. Rok
      przedtem był rok szczura, też ponoć zajebisty rok. Sprawdziłam i
      2002 rok, był moim rokiem, rokiem konia. Ponoć jakaś superhiper
      szczęśliwa zajebistość dla mnie bo koń to mój znak. W 2002 wylali
      mnie z roboty. Do tej pory się z tego otrząsnąć nie mogę. Więc jak
      mi teraz ktoś powiedział, że jest zajebisty teraz mega rok - rok
      tygrysa, to się uśmiałam - jak koń! Hahaha!




      --
      wasza pierdo
      • jutka1 Re: No to luuu, Europa! :) 03.01.10, 00:07
        Jestem tygrysem, i tak mi gada:

        Your year has arrived, and you are likely to find it more comfortable than most.
        That does not mean, however, it will be more successful. This could be a case of
        too much of a good thing. Yes, you are lucky. Yes, you enjoy taking a risk. You
        can bet the year's ambiance will encourage extremes even beyond your natural
        inclinations. In other words, you are vulnerable to suffer from overdoing it,
        from living on the edge and falling off it. You are going to have a few splendid
        successes in 2010. On the other hand, do not be surprised if your failures are
        even more spectacular. Self control wins the day.

        Idesiepochlastać???
        • chris-joe Re: No to luuu, Europa! :) 03.01.10, 02:12
          Sie nie chlastaj, poczekaj na mnie, to sie pochlastamy razem wprzody
          skonsumowawszy- tez jestem tygrys. Z drugiej stony, jestem
          tygrys-wiecznadziewica i z tego tytulu podeslano mi inna wersje wydarzen, choc
          rownie metna. Czyli jednak: sie chlastamy...
          • jutka1 Re: No to luuu, Europa! :) 03.01.10, 15:36
            To w celu chlastania się musisz zjechać do Europy, bo ja do Kanady to
            podziękuję. :-)
    • chris-joe Re: No to luuu, Europa! :) 03.01.10, 02:36
      Tu 2010 ledwo zauwazylismy, pare zaproszen i wlasnych pomyslow odeslalismy na
      zaplecze i sie osunelismy w lenistwo, bezplan i domowe gacie. Tuz przed polnoca
      wiec, jak przystoi stadlom z paroletnim stazem, rzucilismy sie sobie do gardel i
      tylko moje talenty manipulacyjne doprowadzily do con amore akurat na czas.
      Szampanskoje poszlo juz w pelnej komitywie i skonczylo sie -ze sie tak wyraze- milo.

      Dorzucam audio dla skojarzen nieadekwatnych, lecz jakze kuszacych:
      vimeo.com/6836341
    • pierdoklecja_prutka Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 15:06
      No więc tak jak pisałam - na duszy mi ostatnio ciężkawo.
      Na dodatek ostatnio spotkałam się z dwoma przyjaciółkami, które
      akurat promienieją zadowoleniem, sukcesami zawodowymi, w związkach,
      wspaniałymi planami i przyszłością świetlaną. Ja się niezmiernie
      cieszę szczęściem przyjaciół, ale na tym tle się poczułam dupą
      świata i na tej dupie - wrzodem.

      Więc gdy dobrnęliśmy na Sylwester do Kraka i naszych tam przyjaciół
      zastaliśmy w stanie jakiegoś zupełnie bezzasadnego rozanielenia - no
      to ja pękłam. Chociaż nie od razu. W Sylwestra się udaliśmy na
      przedpółnocną przechadzkę po rynku, co mnie zwykle wprawiało w dobry
      nastrój. Lecz nie tym razem. Bo tym razem to żenada smutna jakaś
      była. Cały rynek obarierkowany, ochroniarze trzepią ludzi,
      myśleliśmy że w środku się jakieś cuda niewida dzieją. A tu wielka
      scena, ryczy przaśna muza, ale nikogo na tej scenie nie ma! Tłum
      wielki stoi - przed pustą sceną! Od czasu do czasu wychodził w
      czapce uszance jakiś gucio, wrzeszczał w mikrofon o szampańskiej
      zabawie i zapodawał kolejny hicior z taśmy! Spacerowaliśmy od ok 21
      do 23.30 - a to po Plantach naokoło, a to po uliczkach, a to nad
      Wisłą przy Wawelu, coiraz to zahaczając o rynek. I cały czas ten
      tłum pod pustą absolutnie sceną!!! To jakaś smutna masakra zepsutą
      piłą mechaniczną! Kraków ponoć wydał na Sylwetstra bezprecedensową
      sumę 4,5 mln (inne miasta od 200 tys do 1,5 mln) i nie było
      kompletnie nic! Ani dekoracji, ani fajerwerków, ani tańców, ani
      grania, ani śpiewania. Tylko gigantyczna, zakrywająca całą jedną
      ścianę rynku reklama głupiego serialu w tvn. Dwa wielkie telebimy z
      reklamami radia Maxx. I ten biedny gostek w uszance. A naprzeciw -
      luda tłum. Ten tłum pod pustą sceną to mnie w snach chyba będzie
      prześladował do śmierci. Co za surrealnie okropny widok!
      Więc po tym wszystkim jak wróciliśmy do mieszkania przyjaciół,
      wypiliśmy po lampce szampana, to ja już byłam tak przybita, że
      następnego dnia rano czułam, że mi puszcza. No generalnie odbija.
      Siedziałam więc z głową na biurku i z ręcznikiem na twarzy, a
      przerażony chłop i przyjaciele się miotali wokoło! Hahaha!
      --
      wasza pierdo
      • jutka1 Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 15:26
        A to rzeczywiście koszmar i masakra. Przykro mi 100Krocie. :-(
        • pierdoklecja_prutka Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 15:52
          Bah, ale to jeszcze nie koniec! Bo jakoś się w końcu przy pomocy
          bliskich ogarnęłam, kawę mi dali, wypiłam, chleb gliniasty ale
          bardzo dobry z buncem zjadłam, przy piecu posiedziałam i poszliśmy
          do kina na Awatara. W okularkach! Boże, co za fantastyczna sprawa!
          Nie chodzi o fabułę, ale te pomysły! Te rośliny, stwory, te
          wizualizacje niesamowite! Bah. Łby potem wszystkich rozbolały
          maksymalnie, bo to jednak dość dziwne i nienaturalne jest, ale sądzę
          że to się jakieś synapsy potowrzyły i pewnie następne tego typu
          filmy bez takich sensacji będzie można oglądać. No i przyszliśmy do
          domu, posiedziałam pod piecem, poczytałam Tokarczuk i padłam jak
          betka. I tutaj nastąpi zaraz clou programu piekielnego czyli powrót
          pkp. Ale zanim to opiszę to się muszę posilić przywiezionym z Kraka
          buncem. Hahaha! Szykujta się!

          --
          wasza pierdo
          • jutka1 Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 16:09
            Wasisdas bunc?
            • maria421 Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 16:17
              jutka1 napisała:

              > Wasisdas bunc?

              pl.wikipedia.org/wiki/Bundz
              • jutka1 Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 16:32
                Dzięki. :-)
                • pierdoklecja_prutka Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 16:57
                  Bunc to taki delikatny ser, jeśli się przerwie robienie oscypka w
                  pewnym momencie - to właśnie się ma bunc.
                  Można go spożywać zarówno na słono jak i na przykład z miodem.
                  Teraz robią też różne bunce z ziołami na przykład. Z tym, że taki
                  ser musi być świeży. Dlatego raczej go w Warszawie nie ma.

                  --
                  wasza pierdo
                  • jutka1 Re: Sylwester z piekła rodem - pikantne szczegóły 03.01.10, 17:23
                    Mniam.

                    Gdzie opowieść o PKP?
                    • pierdoklecja_prutka pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 18:17
                      Zacznijmy od tego, że od Nowego Roku teoretycznie nie ma już pkp.
                      Się rozdzielono na konkurujące ze sobą firmy. Więc teoretycznie dla
                      pasażerów powinno być lepiej. A jest jak jest. Bilety kupione w
                      jednej pkp nie są ważne w innej pkp. Niezłe i niedorogie ekspresy
                      TLK zintegrowano z pośpiesznymi, zniesiono miejscówki, lecz ceny
                      biletów utrzymano. Znaczy zamiast pośpiesznych mamy teraz droższe
                      pośpieszne. Ekspresów TLK z miejscówkami już nie mamy. Za to mamy
                      coś co się nazywa Interregio. Niby konkurencja dla Intercity.
                      Wzięliśmy się w sobie i postanowiliśmy spróbować. A co tam.
                      Pomyślałam. I tak jest chujowo, może więc być chujowo odrobinę
                      więcej. Hahaha.
                      Podjechał pociąg podmiejski czterowagonowy. Pod cały peron
                      kłębiących się ludzi. Mnie jakaś upierdliwość wzięła szatańska,
                      złapałam chłopa co wymiękał i psa co spuchł ze strachu i się wbiłam
                      w sam środek strasznej masy ludzkiej. Fizys mi się musiał zrobić
                      potworny, gdyż dla mojej gromadki wydeptałam i wyłokciowałam kawałek
                      w środku tzw. przedziału. Ludzie stali wszędzie, pomiędzy ławkami, w
                      przejściach, w przejściach między wagonami, wisieli na wieszakach do
                      rowerów i siedzieli na poręczach. Do klopa się przedzierano
                      gromadami. Na stacji mniej więcej w połowie drogi się okazało, że
                      wysiąść nie można bo drzwi zamarzły. Wyłażono więc jedynymi drzwiamy
                      które się dały otworzyć - na sąsiednie tory. Mniejsze osoby i bagaże
                      podawano oknami. Na stacji Warszawa Zachodnia się okazało, że
                      wszystkie drzwi zamarzły. W końcu wrzaskiem zwabiono konduktorkę,
                      która wraz z koleżanką zaczęły się szarpać z drzwiami aby ludzi
                      uwolnić. Uszarpały kobieciny w końcu 20 cm. szparę którą się
                      ludziska wyciskali. Trwało to ok 45 minut. To samo na Centralnym.
                      Pikanterii jeszcze dodaje fakt, że na takie "straszne" trasy daje
                      się na konduktorki kobieciny przed samą emeryturą. Biedne baby się
                      przeciskają przez ten wkurwiony, skłębiony motłoch, kasując bielty.
                      Konduktorów w dobrej formie i sile wieku zaś się daje do Intercity.
                      Haha! Pkp traktuje jak widać i swoich pracowników i pasażerów z
                      jednakową arogancją i pogardą. Tfu. Skorzystał najbardziej mój pies,
                      bo się wciskał wszędzie jak czopek, wszyskim na kolana spuchniętą
                      mordę kładł i czerwonymi gałam łypał, wzbudzając litość i
                      życzliwość. W ten sposób wszystkich zborsuczył i obsierścił. Teraz
                      zaś śpi szczęśliwy i spełniony na swoim leżu i przez sen gada i
                      szczeka. My też jesteśmy szczęśliwi i spełnieni bo dotarliśmy do
                      domu, wymoczyliśmy w wannie, zjedliśmy ciepłą kolację i się
                      wyspaliśmy wygodnie. Mam nadzieję, że przyjdzie jak najszybciej
                      anioło z wielką trąbą i coś zrobi zarówno z ludźmi którzy zgotowali
                      pięknemu miastu Kraków takiego żenującego sylewestra z pustą sceną
                      za 4i pół bańki, jak i z ludźmi którzy innych ludzi uważają stosowne
                      przewozić jak bydło. Howgh. Niech się stanie.



                      --
                      wasza pierdo
                      • jutka1 Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 19:36
                        KJAP.
                        Hekatomba.

                        Zapusuję w kajecie - nigdy nie jeździć w PL pociągiem. O.
                        • maria421 Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 19:45
                          Ja na moja ostatnia podroz PKP nie narzekam. Z Berlina do Poznania dojechalam z
                          10 min. opoznieniem, w drodze powrotnej pociag przyjechal z Warszawy do Poznania
                          z 10 min. opoznieniem.
                          Czyli tym razem PKP gora, bo Deutsche Bahn mialo w obie strony ponad 10 min.
                          opoznienia.
                          • pierdoklecja_prutka Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 19:49
                            Hahaha, wiedziałam że zaraz przyjdzie Marysia i powie, że ona nie
                            widziała, nie słyszała i o niczym takim nie wie. Pewne rzeczy są
                            niezmienne.


                            --
                            wasza pierdo
                            • maria421 Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 21:37
                              Alez wierze Ci na slowo, Dorotko, ze mialas koszmarna podroz.
                        • pierdoklecja_prutka Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 19:47
                          Przynajmiej dopóki ów anioło ich nie przeleci trąbiastą trąbą.
                          Hahaha.
                          Apropos. Na necie furorę robi film, jak to w zoo szorował chłop
                          słonia a słoń mu siadł na głowę. I powiedzmy - dobrze nacelował. To
                          jest mniej więcej parabola do relacji pasażer-pkp. Wydostać się też
                          było ciężko. Hahaha.

                          --
                          wasza pierdo
                          • jutka1 Re: pkp... ja pierdolę... 03.01.10, 21:39
                            Widziałam ten filmik, HAHAHA! :-)
    • luiza-w-ogrodzie Dobrze ze 2009 sie skonczyl - kij mu w de... 05.01.10, 16:23
      Przylaczam sie, spozniona, do noworocznego toastu, choc w tej chwili
      mam tylko wode mineralna ;o) Dobrze ze 2009 sie skonczyl - kij mu w
      de i kawalek szkla, jak mowilismy w podstawowce. To byl niemily,
      nekajacy rok, z chorobami, zwierzecymi tragediami, dezorganizacja w
      pracy spowodowana GFC, corka nagle ciezko przezywajaca nastoletnie
      zycie, niesumiennym rzemieslnikiem i tak dalej. Zla passa trwala do
      konca: przed Swietami postanowilam podkolorowac sobie wlosy
      kasztanowym szamponem Schwarzkopf i obecnie jestem kruczoczarna z
      ohydnym rdzawym polyskiem. Same Swieta przechorowalam na zapalenie
      zatok. Dzien przed wyjazdem do Pragi moj bank zawiadomil mnie ze moja
      karta kredytowa byla uzyta do nieautoryzowanych transakcji z Moskwy i
      musialam ja skasowac, pozostajac jedynie z gotowka na karcie
      debetowej, wskutek czego nie kupilam sobie zadnej pamiatki z Pragi
      :o(. W Berlinie wyladowalam ze 100 euro. Tak, znakomicie ze rok 2009
      juz jest poza mna.

      Zycze Wam Szczesliwego Nowego Roku a sobie po prostu lepszego roku...
      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • pierdoklecja_prutka Re: Dobrze ze 2009 sie skonczyl - kij mu w de... 05.01.10, 17:31
        Ojezu...
        No to nieźle. Współczuwam. Życzę lepszego roku Tobie i sobie.

        --
        wasza pierdo
Inne wątki na temat:
Pełna wersja